Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
PORUSZAJĄCA POWIEŚĆ O ZALEŻNOŚCIACH, KTÓRE KSZTAŁTUJĄ NASZE ŻYCIE
Galapagos wydaje się rajem na ziemi: zapierające dech w piersiach krajobrazy, żółwie, iguany i ślady Darwina. Współczesny Ekwador bywa jednak mroczny. Porwania dla okupu są tu tak powszechne, że nawet kurs Uberem może stać się początkiem koszmaru. Trudno uciec od wszechobecnej przemocy.
Gdy Alicja planowała tę podróż, chciała zawalczyć o relację z Leną. Pasierbica nie jest już jednak dzieckiem, a młodą kobietą uzależnioną od leków, spragnioną przygód, romansów i bodźców. Ich wspólny wyjazd staje się polem walki – nie tylko z niebezpieczeństwem czyhającym tuż za rogiem, ale i kruchością więzi między macochą i dzieckiem wchodzącym w dorosłość. Jaką cenę przyjdzie im zapłacić za zależności i uzależnienia, w jakie się uwikłały?
Anna Cieplak, autorka nagrodzona m.in. Nagrodą Conrada i nominowana do Nagrody Literackiej Nike, tworzy odważną i wielobarwną opowieść o zmieniającym się świecie. To historia szczególnie aktualna w kontekście ogólnoświatowego chaosu, w którym ludzie zmuszeni są wciąż na nowo odnajdywać źródła bezpieczeństwa i ukojenia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 287
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by Anna Cieplak Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Projekt zrealizowany w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa – Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków oraz Funduszu Popierania Twórczości ZAIKS.
Redaktorki inicjujące • Katarzyna Kończal, Paulina Surniak
Redaktorka prowadząca • Agata Ługowska
Marketing i promocja • Agata Gać, Katarzyna Schinkel-Barbarzak
Redakcja • Małgorzata Sikora-Tarnowska
Konsultacja językowa • Katarzyna Sosnowska
Korekta • Anna Gądek, Małgorzata Mierzejewska
Projekt typograficzny wnętrza • Mateusz Czekała
Łamanie • Grzegorz Kalisiak
Opracowanie map • Florian Rychlik
Projekt okładki i strony tytułowe • Katarzyna Konior | studio.bluemango.pl
Ilustracje na okładce • Rycina autorstwa Roberta Johna Thorntona, zbiory Biblioteki Publicznej w Nowym Jorku (1807, domena publiczna) Grafika iguany | Pixabay
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68889-19-2
Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 853-99-10redakcja@wydawnictwopoznanskie.plwww.wydawnictwopoznanskie.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dzieciom spod słońca, dzieciom z ciemności
po to przychodzę:
po wrak a nie opowieść o wraku
po rzecz samą w sobie a nie po mit
topielczą twarz wypatrującą
słońca
dowody zniszczeń
startą przez sól i pływy zmurszałą piękność
żebra tej katastrofy
krzywią swoje twierdzenia
pośród zagubionych zjaw.
Adrienne Rich, Nurkuję do wraku,tłumaczenie Jakub Głuszak
Todo cambia
napis z zagrody żółwi słoniowychprzy Stacji Badawczej im. Karola Darwina na Santa Cruz
Nie myśli teraz o porwaniu. Ani nawet o wciśnięciu nagrywania. Myśli o znakach. Skoro każde miasto widziane po raz pierwszy składa się z naiwności przybyszy, to czemu gigantyczna kolorowa małpa przy drodze tak się na nią gapi? O czym chce powiedzieć?
– To są te żółte taksówki! Do nich nie wsiadajcie!
Mathías odciąga jej uwagę od wytrzeszczonej małpy, wskazując na drugą stronę ulicy, gdy żółte auto właśnie wyprzedza ich na ciągłej. Na zwężeniu, zaraz przed nimi, kłębią się już podobne pojazdy. Kierowca odwraca się do niej i Leny – dwóch niewyspanych po podróży polacas z tłustymi włosami, siedzących kolano w kolano na tylnym fotelu rozklekotanego Chevroleta, przeżuwających chipsy z patacones, które wchodzą im między zęby; ich okruszki przyklejają się do spoconych ud – i przypomina:
– Tylko Uber. Serio, serio.
– Już powtarzałeś to sto razy w Polsce, pamiętam. A ta metalowa małpa przy drodze... Ona coś oznacza?
Teraz Alicja już wyciąga dyktafon z miękkim, puszystym, lecz dyskretnym mikrofonem. Koniec wolnych trzynastu godzin w samolocie z kojącym jazgotem turbin i stłumionym echem k-popu ze słuchawek Leny.
Teraz już start. W drodze, w szumie, w chaosie ludzie zwykle wypowiadają przypadkowe historie, które później kleją się w całość. Tyle że trzeba je czyścić na obróbce dźwięku. Albo wręcz odwrotnie: pozostawiać brud i piasek, żeby drażnił w odsłuchu. Gdyby pół dekady temu ktoś powiedział Alicji, że poleci do Ameryki Południowej w prezencie na szóste urodziny swojego podcastu, to uszczypnęłaby się w rękę. Szczypie, sprawdza, jest tu dalej. A obok niej Lenka. I guzik „record”.
– Tę paskudę postawili siedem lat temu – wyjaśnia Domenica, siedząca obok Mathíasa dziekanka uniwersytetu artystycznego. – Mówią na nią „King Kong na haju”. Szczerze? Nasi studenci zrobiliby ładniejszą, ale ludzie z ministerstwa kultury, którzy to finansowali, nawet nas nie zaprosili na festiwal street artu, tylko ściągnęli sobie artystów ze stolicy, żeby nam bruździli ulice takim badziewiem. Ma symbolizować walkę z kartelami, ale nikt z tamtych nie widział, co robią ludziom tutaj, więc wyszło jak wyszło. Ale wracając do tematu... Nikogo jeszcze nie porwali z Ubera, bo tam trzeba podać dane uwierzytelniające. Z żółtych taksówek mogą was uprowadzić. Albo okraść.
– A! Czyli to panią niedawno porwali! Jak było? – ożywia się Lena.
Alicja czerwienieje. Niepotrzebnie mówiła Lenie o pierwszym z dwóch odcinków ekwadorskiego podcastu. Nie chciała zaraz po przylocie atakować tym wspomnieniem Domeniki, tylko zapytać o porwanie w bezpiecznym momencie. Obiecała, że opowie o nim słuchaczom, żeby pokazać, jak chaotycznie działa państwo. Szczególnie tu, w Guayaquil – portowym mieście, skąd kokaina płynie w świat, dostawszy się tu z Kolumbii, Boliwii czy Peru. Przed wyjazdem musiała też wprowadzić w sytuację rodziców Leny, żeby wiedzieli, że Guayaquil to nie Galapagos. Dlatego zanim dotrą na archipelag, będą musiały być ostrożniejsze, słuchać Mathíasa, Domeniki i Clary. Tę ostatnią dopiero dzisiaj poznają na żywo, wcześniej Alicja rozmawiała z nią jedynie na Zoomie. Teraz w mieście niby jest spokojniej, tak mówią statystyki, ale nie wiadomo, co będzie i co powie ulica. Szczególnie że w ubiegłym miesiącu nowym prezydentem Ekwadoru został Daniel Naboa, który zapowiedział walkę z przestępczością zorganizowaną. Może to oznaczać jakiś nowy etap, oby w stronę bezpieczeństwa. W każdym razie ostrzeżenie o przestępczości stale wisi na stronie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Alicja zamierza pokornie podążać za wskazówkami znajomych, żeby nie narazić ani siebie, ani Leny.
– Ogólnie nie polecam. Ale mogę o tym gadać, ile chcecie. Mogłabym zostać stand-uperką od porwań z okupem. Tyle razy musiałam każdemu opowiadać!
Lena kiwa głową, a Alicja dyskretnie przysuwa dyktafon bliżej kobiety.
– A było to tak. Zatrzymaliśmy się na szybko naprzeciwko Tía po zakupy, bo Mathías zapomniał kupić zgrzewkę wody.
– Swoją drogą pamiętajcie: nie pijcie wody z kranu! – wtrąca się Mathías.
– Ja zostałam w aucie, on poleciał po zgrzewkę – podejmuje Domenica. – Obok nas zaparkował jakiś samochód. Nawet nie patrzyłam w jego stronę, bo odpisywałam na mejle. Dopiero po chwili się odwróciłam, a tam dwie głowy w kominiarkach, jakby bez ciał. Te kominiarki mnie zmroziły. Przestałam się ruszać, aż jedna z nich wyciągnęła rękę z pistoletem. Myślałam, że chcą ukraść nasze auto, więc po prostu wyszłam z rękami do góry. Odruchowo. Ale przyłożyli mi pistolet do głowy i kazali wsiąść do ich wozu. Nawet nie pamiętam, co to były za marka i kolor. W środku założyli mi worek na głowę. Z zamkniętymi oczami człowiek czuje się, jakby go szarpało w różne strony świata. Nie wiem, dokąd dojechaliśmy. Pewnie do Durán. – Wskazuje głową na drugą stronę ulicy. Na wzgórzu wyłaniają się małe kolorowe domki. Wyglądają, jakby były z lukru albo namalowane przez dzieci farbkami. – Zobaczycie lepiej z waszego mieszkania, bo będziecie nad Guayas, rozległą rzeką, zaraz za tymi domkami na górce. Teraz ją zasłaniają, ale rzeka jest ogromna, rozgałęzia się i na koniec wpada do oceanu. Będziecie ją miały za oknem w domu Kathy. Dzisiaj Guayas płynie spokojnie, ale bywa zmienna. Po barwie wody widać każdą ulewę: robi się wtedy pomarańczowa od mułu. Czasem słońce rozświetla ją aż do błękitności. Każdy fragment jest inny. Na przykład na południu miasta, przy Isla Santay woda jest szmaragdowa, bo odbijają się w niej wiecznie zielone drzewa z wyspy. Guayas oddziela też Guayaquil od Durán. Jedzie się tam kolejką linową albo autostradą. No i ten, jak to się mówi po angielsku, właśnie w tym Durán, na drugim brzegu, zostawili mnie w takim miejscu bez okien.
– Pustostanie – podpowiada Alicja, najwyżej później się wytnie.
Mogłyby mówić po hiszpańsku, byłoby pewnie łatwiej, ale ze względu na obecność Leny przeskoczyły na angielski. To może i lepiej. W drugim języku opowiada się jakby na nowo, myśli lecą inaczej, coś może się przypomnieć lub wymsknąć. Łatwiej o szczerość i dosłowność. Jak w przedziale pociągu przy nieznajomych, gdy mijając obce krajobrazy, choć na kilka godzin zapomina się o tym, kim się jest lub chce się być.
– Sí. Pustostanie! – potwierdza Domenica. – Został tam ze mną jeden facet. Dalej miałam worek na głowie, ale po głosie poznałam, że jest z tych, co mnie wywieźli. Powiedział, że mam podać numer do kogoś z rodziny i że będą musieli zapłacić za mnie dwadzieścia tysięcy dolarów. Od razu powiedziałam, że mam tylko pięć, odruchowo. Nie wiem, jak się zdobyłam na taką szczerość, ale może dzięki temu jakoś poszło. Nie byłam wiele warta. Podałam mu numer do Mathíasa. Na szczęście znałam na pamięć. Mój telefon wyrzucili.
– W międzyczasie zadzwoniłem do znajomego, który pracuje w więzieniu. Uruchomił policję. Powiedzieli, żebym nie dawał pieniędzy, bo i tak mogą zabić Domenicę.
– Łatwo mówić, jak się nie ma wora na głowie!
Mathías uderza nerwowo w klakson po ostrym hamowaniu przed autobusem. Wyskakuje z niego kobieta z dzieckiem i spokojnie idzie w swoją stronę, na moment blokując chaotyczny ruch. Po chodnikach wzdłuż drogi kręcą się ludzie. Wchodzą znienacka na ulicę, jakby byli ze stali, nic sobie nie robią z ryzyka i kakofonii. Mathías teraz krzyczy, przedzierając się przez trąbienie aut dookoła:
– ¡Chucha! Było jasne, że zapłacę. Policja tak gada, bo niby zwalczają przestępczość zorganizowaną, ale połowa służb albo się boi, albo ma w gangach swoich ludzi, część z nich dowodzi z więzienia. Nie wiem, czy Naboa zrobi z tym porządek, sam jest synem plantatora bananów. A wiecie, w czym najczęściej przemyca się kokę, nie? Co do uprowadzenia Domeniki, równie dobrze to mogły być, nie wiem, dzieciaki porywające dla wprawy. Ostatnio dziennikarze odkryli, że na wzgórzu w Nueva Prosperina szkolą dwunastolatków na morderców. To w północno-zachodniej części małpy stojącej na głowie. Gdzieś na jej piersiach.
– Czekaj. Teraz nie nadążam. Jakiej znowu małpy? – dopytuje Alicja.
– Guayaquil na mapie ma kształt małpy stojącej na głowie z wyciągniętą ręką. Zobaczcie sobie później na Google. Po kręgosłupie małpy płynie Guayas. Na wysokości jej serca znaleźli aulas criminales, czyli szkoły przestępcze. Kartele uczą tam dzieciaki strzelać, handlować narkotykami, porywać i pilnować porwanych. Młodszych niż dwunastolatki nie biorą, bo im się jeszcze rozwija motoryka, broń trzeba umieć trzymać. O werbowanych dzieciach opowiedzą ci więcej już matki w Karibu na nagraniu.
– Karibu? – dopytuje Lena.
– Fundacja założona przez Afroekwadorczyków, z którymi współpracujemy. Ich też zaczęli zaciągać do gangów i szkół przestępczych. Staramy się razem organizować działania przeciwko kulturze narcos.
Domenica porusza się na miejscu pasażera z nerwowym śmiechem i lekko uderza Mathíasa w ramię.
– Ej, to moje porwanie, ja teraz mówię! Zaraz po tym telefonie Mathías pozbierał błyskawicznie kasę po znajomych. Zresztą to wiesz – zwraca się do Alicji – bo wysłał i do ciebie numer konta. – Przerzuca wzrok na Lenę. – Ale wracając do porwania. Trwało szybko i jakby wieczność. Pamiętam zapach smażonych jajek z domu obok. Tak, obok na pewno ludzie żyli jak gdyby nigdy nic, to było najdziwniejsze. To nie mogło być daleko, zapach kręcił mnie w nosie. Miałam przed oczami jajka wbijane na patelnię. Kolory mi się mieszały: jakby ktoś wylewał słońce na patelnię, a później nakładał je na moje oczy. Byłam głodna, ale nie czułam tego w brzuchu, tylko pod powiekami. Wszystko błyszczało na złoto.
– A pozwolili pani sikać? – Lena zwija w kulkę pustą paczkę po patacones, lekko zagłuszając niezręczne pytanie.
– Raz, w takim kącie. Prawie siadłam na ziemi, bo się bałam, że nasikam na buty tego dzieciaka, co mnie pilnował. Dali mi wodę, ale wypijałam dosłownie kilka kropel, tylko jak zasychało mi w ustach. Wolałam się nie ruszać, nie mówić, nikogo nie denerwować. Zamknęłam się, jak wielki ślimor. Słyszałam, jak nawigują Mathíasa, żeby zostawił pieniądze w pustym aucie podstawionym przy Malecónie. Niedługo po tym wywieźli mnie na autostradę. Dali dziesięć dolarów i powiedzieli, że mam policzyć do sześćdziesięciu i dopiero wtedy zdjąć worek. Liczyłam bardzo wolno, bo się bałam, że do mnie strzelą. Liczby mi się myliły, szum aut ogłupiał. Zdjęłam pokrowiec z głowy i dopiero wtedy poczułam, że jest mokry od mojego potu i śliny. Zatrzymałam taksówkę...
– Ale nie tę żółtą? Żeby pani nie porwali następni?
Trudno ocenić, czy Lena złapała zasady ulicznych gier, czy nie ma empatii. Alicja powoli zaczyna się irytować, że przerywa jej nagranie w takim momencie. Domenica też ignoruje to pytanie, podążając za własnym stand-upem uprowadzonej.
– I wiecie, co po tym wszystkim zrobiłam? – Ścisza lekko głos. – Remont łazienki.
W samochodzie zapada cisza. Domenica za to wybucha śmiechem i podskakuje jak latająca ryba nad spokojną wodą.
– No co tak nagle milczycie, jakbym to ja zrobiła coś złego?! Nagrywasz to? Cholera, nie mówiłaś, że teraz nagrywasz! Usuń później ten kawałek, żebym nie wyszła na krętaczkę przed Polakami. Przecież też coś przesłałaś ze zrzutki od tych twoich słuchaczy. W każdym razie tak wyszło, nie prosiłam się ani o porwanie, ani o zbieranie pieniędzy! Myślałam w tym worku na głowie, przy zapachu jajecznicy, że gdy tylko wrócę, to muszę naprawić kafelki, bo nam się posypały. Zero iluminacji, przemyśleń, fajerwerków przed końcem świata. Po prostu kafelki. Kupiliśmy je za to, co zostało ze zbiórki, ale nie mówcie nikomu. Były w promocji. Piękne, ręcznie malowane.
– Jaki kolor tych kafelków? – pyta Lena, gdy Alicja wciąż zbiera myśli.
Pod wpływem zbiórki na Domenicę słuchacze w Polsce zaczęli dopytywać o Ekwador, jakby w tej odległej historii szukali odbicia własnego lęku, ale i nadziei na zmianę płynącą z południa. Może dzięki temu łatwiej Alicji było zaplanować podróż. Takie czasy: w Europie coraz trudniej wspólnie marzyć i zmieniają się dawne kierunki poszukiwań. Guayaquil, ze swoimi napięciami, jawi się jako miejsce, gdzie przyroda ma osobowość prawną, choć w czasie wojen gangów znikają prawa wszystkich dookoła. Do tego edukacja i kultura wciąż wydają się mieć znaczenie, a ruchy społeczne idą po swoje pomimo fali przemocy. Tak przynajmniej głosi skrót myślowy, od którego za moment może się tutaj odbić.
– Zobaczysz, jak nas odwiedzicie dzisiaj wieczorem. Będę żyć w Guayaquil, dopóki te kafelki nie odpadną. Swoją drogą, od Kathy do nas będziecie miały piętnaście minut. Pokażę wam z góry, który to budynek. Tutaj jest bezpiecznie, turystyczna dzielnica, właściwie zerowa przestępczość. Obok domu w słońcu wylegują się legwany.
– Tylko nie zbaczajcie za bardzo w prawo od drugich schodów przy Malecónie – wtrąca Mathías. – W sensie: od tego długiego bulwaru nad rzeką, który jest za bramą. On się ciągnie przez kręgosłup małpy na głowie, tak jak Guayas, wzdłuż miasta. Lepiej wszędzie chodzić tamtędy, przez deptak, i wychodzić na wysokości miejsc, dokąd się wybieracie: choćby do nas na uczelnię. Bramy Malecónu zamykają o północy. Nie szwendajcie się już wtedy po mieście.
– Dżizys, chcesz, żebyśmy chodziły przez miesiąc tylko po liniach prostych? – nie wytrzymuje Lena.
– Nie chcemy was nastraszyć, nie o to chodzi, po prostu jesteście...
– Wiem, kim jesteśmy – ucina Alicja. Już jakiś czas temu nauczyła się raczej polegać na przewodnikach, niż udawać, że jest kimś więcej niż una polaca, która pierwszy raz odwiedza dane miejsce.
– Przestrzegajcie tylko tych kilku zasad, o których mówiliśmy – wyjaśnia Domenica. – Zero kart, telefonów, torebek na wierzchu. Do dziesięciu dolarów w kieszeni. Za tyle się porządnie najecie w Amadorze i jeszcze zostanie na owoce.
Ich głosy lekko drgają na kocich łbach, gdy mijają kilka kolorowych domków, które wcześniej widzieli z oddali. Z bliska nie wyglądają już jak polukrowane. Po okolicy kręcą się koty o trupich kształtach, a dzieci strzelają do siebie z gałązek. Wydaje się, jakby domy wyrastały obok siebie na zasadzie kontrastów: willa z pozłacanymi klamkami podpiera skromne domeczki, odpadający tynk i drobne okna, w których stoją drewniane zabawki, gryzą się z antycznymi rzeźbami przy posesjach. Równo przystrzyżona murawa przed minipałacem prowadzi do prywatnego basenu, a w bramie obok latają luzem kury, wyskubujące resztki suchej i bladej od upału trawy.
Kiedy parkują pod błękitnym domem ze wspólną klatką schodową i wielkimi wentylatorami na zewnątrz, sprawiającymi wrażenie kompromisu między tymi skrajnościami, Mathías odwraca się w stronę przybyszek ze słowami:
– Częstujcie się Guayaquil, tutaj wszystko pulsuje życiem. Nie dziwo, że raz na jakiś czas ktoś chce je zniszczyć.
Atlas Miejsc Troski z Guayaquil (Ekwador),grudzień 2023 roku
To już słyszycie, że Atlas Miejsc Troski z Ekwadoru będzie inny niż zwykle. Nie jestem w podróży sama.
[wklej z tła: chrupanie chipsów, trąbienie aut, sprzedawca przy drodze krzyczący „agua, agua”]
Obok mnie siedzi Lena. Znacie ją z nagrania sprzed lat o tym, jak odeszłam od jej taty. Ze wspólnego życia i pracy w fundacji. I wiecie co? Dzisiaj nie nagrałabym już takiego odcinka. Ale ja nie o tym, do brzegu!
Jak usłyszeliście przed chwilą w drodze z lotniska, musiałam wcześniej opowiedzieć jej i jej rodzicom o dziewięciu gangach, w tym Los Lobos i Los Choneros, trzymających Guayaquil za gardło i sterujących miastem zza murów więzienia. Tak samo jak o porwaniu sprzed kilku miesięcy dziekanki, artystki i żony mojego przyjaciela Mathíasa, Domeniki Gabrieli Zambrano, która od początku tworzyła zespół Universidad de las Artes. Główną misją tej uczelni artystycznej jest praca z mieszkańcami Guayaquil, żeby ubiec werbujące młodych kartele narkotykowe. Domenica, razem z zespołem, robi to od dziesięciu lat, odkąd za prezydenta Rafaela Correi utworzono tu pierwszy publiczny uniwersytet jako instytucję oplatającą miasto niewidzialną nitką troski. O tym, jak rozumieją troskę, pracując między innymi z komuną Afroekwadorczyków, opowiem wam w kolejnych odcinkach.
Zanim jednak poznacie ich perspektywę, zostawiam was jeszcze z Mathíasem Paredesem – antropologiem, którego znacie z odcinka o Kolumbijczykach w Polsce. Dzisiaj, w drodze do naszego tymczasowego lokum, mówił tak:
[wklej fragment]
[Żeby zrozumieć, jak działa Guayaquil, trzeba brać pod uwagę to, że wstrząs może przyjść w każdej chwili. Może dlatego znaczenie ma każdy z tych momentów, gdy robimy coś razem. Kolejny bunt w więzieniu może wybuchnąć choćby jutro, ale to nie znaczy, że o tym obsesyjnie myślimy. To po prostu jest obok. Czekamy spokojnie, jak iguana w słońcu. Widzisz, tam, za waszym mieszkaniem, leży ich sporo. Zielony odcinek nad Guayas, gdzie rosną najpiękniejsze drzewa i lata dużo owadów, to jedno z ich ulubionych miejsc. Legwany leżą i gapią się na drugą stronę rzeki Guayas, jak gdyby nigdy nic, bez lęku. Trzeba się nauczyć żyć z zagrożeniem na horyzoncie, jak one.]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
