HOMO sapienne - Korneliussen Niviaq - ebook + książka

HOMO sapienne ebook

Korneliussen Niviaq

3,6

Opis

HOMO sapienne to nie tylko kobiecy wariant homo sapiens, ale też nawiązanie do homoseksualności głównych bohaterów powieści. To powieść o miłości, przyjaźni i więziach rodzinnych – opowiedziana przez młodych Grenlandczyków, którzy nie do końca pasują do norm.

Fia wyrywa się ze swojego heteroseksualnego związku i odkrywa, że pociągają ją kobiety, zwłaszcza Sara, której związek z Ivik przeżywa kryzys intymności. Zanim wszystkie elementy tej układanki trafią na właściwe miejsce, ważną rolę odegrają też brat Fii, Inuk, oraz ich wspólna przyjaciółka Arnaq.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 152

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,6 (5 ocen)
1
2
1
1
0

Popularność




HOMO sapienne

Przełożyła Agata Lubowicka

niviaq korneliussen

Przekład książki ze wsparciem finansowym Statens Kunstfond

HOMO sapienne © Niviaq Korneliussen & milik publishing, 2014 Originally published in Greenlandic and Danish. Translated from the Danish version. Copyright © for the Polish translation Agata Lubowicka 2021

ISBN 978-83-953485-9-4 (e-book)

ISBN 978-83-953485-6-3 (druk)

Tekst: Niviaq Korneliussen

Przekład: Agata Lubowicka

Redakcja: Ewa Penksyk-Kluczkowska

Korekta: Redaktornia.com

Projekt okładki i layout: Marta Dec

Zdjęcia: Jørgen Chemnitz

W książce zastosowano krój pisma Bona Nova i Indian

Wydrukowano na papierze Offset Creamy 70g vol 2.0

Druk i oprawa: OZGraf

Wydawca:

Pod nazwą dziwny pomysł działalność wydawniczą prowadzi firma JoBB tłumaczenia Joanna Barbara Bernat

ul. Korsarzy 8F

80-299 Gdańsk

dziwnypomysl.pl

Qaaqa

All I can say is thank you

simply for being my sister

simply for enriching my world to the fullest

simply for being you

Your word is mine

my world is yours1

Nuka2

1 Jedyne, co jestem w stanie powiedzieć, to dziękuję / Po prostu za to, że jesteś moją siostrą / Za najpełniejsze wzbogacanie mojego świata / Za to, że jesteś sobą / Twoje słowo jest moim / Mój świat jest Twój.

2 Imię Qaaqa w języku grenlandzkim znaczy Starsza Siostra, a Nuka – Młodsza Siostra.

Crimson & Clover

Nasze plany:

1. Kiedy skończę studia i ustatkuję się finansowo, kupimy dom z mnóstwem pokoi i balkonem.

2. Pobierzemy się.

3. Urodzi nam się troje albo czworo dzieci.

4. Dzień w dzień po pracy będziemy robić zakupy i wieźć je do domu wspólnym samochodem.

5. Zestarzejemy się i umrzemy.

Peter. Jeden facet. Trzy lata. Tysiące planów. Miliony zaproszeń na kolację. Odkurzanie i sprzątanie wydają się trwać wieki. Fałszywe uśmiechy coraz bardziej przypominają grymasy. Beznamiętne pocałunki sztywnieją niczym sztokfisz. Trzeba unikać kiepskiego seksu. Udawane orgazmy coraz bardziej tracą na wiarygodności. Jednak wciąż układamy wspólne plany.

Dni stają się coraz mroczniejsze. Rośnie we mnie pustka. Miłość straciła smak. Młodość zaczyna się starzeć. To, co trzyma mnie przy życiu, kona. Moje życie się zużyło, przekwitło. Życie. Jakie życie? Serce? To tylko maszyna.

– Co ugotujemy na kolację?

Mam ochotę odpowiedzieć: „Kleiste świńskie ogony, takie jak to, co nosisz w spodniach”.

– Co robisz po zajęciach?

Mam ochotę zapytać: „A co byś zrobił, gdybym nie odpowiedziała?”.

– Chciałabyś trochę się ze mną poprzytulać?

Mam ochotę mu nawymyślać: „Pieprzony mistrzu świętego spokoju, kiedy ostatnio zrobiłeś coś ekscytującego?”.

Czy gdybym nigdy nie wróciła do domu, wszystko stanęłoby w miejscu? Płakałbyś? Czy twoje życie byłoby skończone? A może dopiero by się zaczęło? No dalej, co byś zrobił? Pytasz mnie: „Czy mnie kochasz?”. Kocham twoją miłość, ale nie, nie kocham cię. Przepraszam, ale „takie jest życie”. Czy naprawdę takie jest? Czy to jedyne, co oferuje nam miłość? Jeśli tak, to kompletnie tego nie rozumiem. I nie potrafię zaakceptować. A może popełniłam gdzieś błąd? Popełniam błąd, kiedy patrzę w tę stronę. Kiedy przystaję. A później znów ruszam z miejsca. „Zaakceptuj swoje błędy, zaakceptuj swoje życie” – do cholery, nie! Za nic w świecie! Jeśli życie nie jest pomyłką, błędem jest popełniać błędy. Może to życie je popełnia. Dziękuję, że mnie kochasz – mnie, która popełnia błędy. Tylko że ja tego nie chcę, przecież mówię!

– Zrobię steki z polędwicy.

– Znajdę cię na mieście po zajęciach.

– Jasne.

– Okej, kocham cię.

Fuck.

Plan:

żyć razem.

Po zajęciach brnę w śnieżnej brei do Brugsena, polędwica wołowa, napoje gazowane i owoce, chwila, wzięłaś kartę członkowską, powrót do domu w cuchnącym autobusie pełnym uśmiechających się ludzi, którzy cię pozdrawiają, iggu3, słodziak z ciebie, moje usta uśmiechają się, ale mózg zaraz wybuchnie, stop smiling you ugly son of a bitch4, ty też jesteś słodki, cisza, nie mogę przestać myśleć o tym, że chcę jak najszybciej położyć się spać, zniknąć w innym świecie, a jutro obudzić się u progu kolejnego, równie gównianego dnia, mam nadzieję, że nie będzie chciał seksu, choć to możliwe, tylko jaki powód teraz podać, wysiadamy, auć, od rana boli mnie głowa, pójdę dziś wcześniej spać, iggu, zajmę się tobą, mocno przytulę, ożeż kurwa, a miałam nadzieję, że będzie zapracowany i położy się późno, żeby chociaż grał w gry komputerowe, ale nie, on jest dżentelmenem, gdyby chociaż były jakieś inne kobiety, ale kiedy tuż obok przechodzi dziewczyna z fajną dupcią, on nawet nie zerknie, ten zafajdany dżentelmen, iggu, wyglądasz na zmęczoną, mieliście dziś dużo zajęć, do cholery, nie musisz zaczynać każdego zdania od „iggu”, tak, było strasznie dużo roboty, prawdziwy mężczyzno, z którym mam spędzić resztę życia, mężczyzno, który woli się mną zajmować, niż pogapić się na apetyczny tyłeczek, wolałabym, żebyś patrzył na tyłek, który nie należy do mnie, iggu, ugotuję ci coś, wiedziałam, że to powie, sama sobie coś zrobię, a ty wyskocz gdzieś z kumplami, czy dziś nie ma żadnego meczu, iggu, o nie, chcę się tobą opiekować, skoro źle się czujesz, poddaję się i kiwam głową, mam go dość już po 45 minutach, muszę choć przez chwilę pobyć sama, zapalam papierosa przed wejściem do domu, iggu, smoking kills5, nabija się ze mnie, ha ha ha, doprawdy, ależ to zabawne, kill me already6, najlepiej mocno się zaciągać, wypalić peta aż do końca, według niego dym śmierdzi, więc specjalnie nie myję rąk i nic nie robię z nieświeżym oddechem, dżentelmen, który nigdy nie narzeka, iggu, odpocznij sobie, życie miałoby trochę więcej barw, gdyby ponarzekał choć odrobinę, podchodzę do niego, pocałuj mnie, on mnie całuje i przytula, iggu, mam nadzieję, że poczujesz się lepiej, poddaję się i idę do pokoju, wchodzę na Facebooka, mam ochotę oznaczyć Petera pod postem: „Kto chciałby takiego dżentelmena, który nigdy nie narzeka i nawet nie spojrzy na tyłek innej laski?”, mam dość swojego życia, boli mnie kręgosłup, bo zawsze siedzę z pochyloną głową, przez tę jego wielką miłość zaczęłam pragnąć, aby moim ciałem zawładnął jakiś szatański duch i żebym zadźgała Petera na śmierć, cztery lata w pierdlu, resocjalizacja, nowe życie, może trochę bardziej ekscytujące, a ten mój chłopak, mój przyszły mąż, kocha, póki śmierć nas nie rozłączy, iggu, jedzenie już prawie gotowe, iggu, iggu, iggu, you better run for your fucking life7, a może mogłabym zaciukać samą siebie, nagrobek z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia, dniem śmierci, do tego stopnia nie żyłaś, że równie dobrze mogłaś umrzeć za młodu, zapamiętają mnie jako uosobienie zła, matki będą przestrzegać dzieci: nie idźcie w jej ślady, a ja zaśmieję się zza grobu: no żeż, przecież chciałam zrobić coś dobrego, i złajam samą siebie: kurwa, dobrze ci tak, sama jesteś sobie winna przez to wieczne rozczulanie się nad sobą, i będę w nieskończoność powtarzać: iggu, iggu, iggu, i dręczyć swoje pogrzebane ciało, żeby dostało nauczkę, iggu, chodź, jedzenie gotowe, diabeł ściągnął mnie z powrotem na ziemię, wymierza mi karę, zanim moja wyobraźnia na dobre się rozhula, nie wolno mi się śmiać, siadam przy stole, mhm, jakie do dobre, iggu, jedz, warzywa mają dużo witamin, wzdycham, nie słyszę więcej, co mówi, tylko kiwam głową, uświadamiam sobie, że zadaje mi pytanie, co takiego, nie do końca zrozumiałam, twoi koledzy – co?, ukochany mężczyzna wie, że go nie słucham, ale próbuje jeszcze raz, iggu, widziałaś pracę Jørgena, o nie – znowu, nie widziałam – a o co chodzi?, iggu, wydaje mi się, że mogłaby mnie zainspirować, znów kiwam głową, iggu, jesteś dziś kompletnie nieprzytomna, czuję, że muszę stąd wyjść, a może wystarczy się przewietrzyć, idę się przejść, iggu, dobry pomysł, też mam ochotę się przejść, ja pierdolę, natychmiast żałuję tych słów, iggu, ubierz się ciepło, mam ochotę odpowiedzieć, że nie jestem dzieckiem, przestań tak do mnie mówić, ale kiedy chwyta mnie za rękę, ja chwytam jego, kiedy daje mi swoje serce, trzymam je mocno, kiedy mi je ofiarowuje, mam ochotę je rozszarpać na kawałki, bo przeznaczeniem ofiar jest śmierć, niedługo pora spać, czyli udało mi się przeżyć kolejny dzień, starczyło mi sił, dałam radę, kiedy się wyśpię, zrobi mi się lepiej, jeśli przyśni mi się w nocy jakieś życie, będę mogła przeżyć kolejny dzień, może jutro nastanie nowe życie, może jakieś inne, a może nie, może będzie to dzień taki jak dziś, pewnie tak będzie, nadzieja na nic się nie zda, nadzieja już umarła, postawiono jej nagrobek, Nadziejo, ponieważ się nie zjawiłaś, zdałam sobie sprawę, że już Cię nie ma między nami, wreszcie docieramy do domu, świeże powietrze nie zrobiło mi dobrze, czuję tylko wilgoć, nie w cipce, tylko z powodu śnieżnej brei i deszczu, moja cipka jest sucha jak pieprz, cholera, mam nadzieję, że nie będzie niczego próbował, iggu, na co masz ochotę po powrocie, kiedy puszcza do mnie oko, zostaje ostatecznie potwierdzone, że Nadzieja odeszła, jestem tak strasznie zmęczona, że chcę się położyć, iggu, zrobię ci masaż, no okej, myję zęby i ze wzmożoną czujnością kładę się do łóżka, on robi mi masaż, moje kochanie, może poczujesz się lepiej, dziękuję ci bardzo, jest mi lepiej, nie udaje mi się dokończyć, kiedy się na mnie ładuje, a niech to, napiera na mnie coś twardego, iggu, twoje ciało jest tak cudowne, że bardzo cię zapragnąłem, odwzajemniam pocałunek, nie, naprawdę jestem bardzo zmęczona, to może jutro rano, iggu, no dobrze, ustępuje, bo jest dżentelmenem, ale wyraźnie posmutniał, kocham cię, skarbie, pociągasz mnie, ale nie bardzo mam ochotę, jestem mega zmęczona, uśmiecha się, bo usłyszał to, co chciałby usłyszeć, iggu, nie przejmuj się, utulę cię do snu, i rzeczywiście trzyma mnie w objęciach, aż zasypiam, ten mój najukochańszy mężczyzna, moje myśli wędrują gdzie indziej, myślę o tym, czy dam radę żyć, jakbym była martwa, jak mi nie wstyd tak podle traktować kochającego faceta, co robić, okej, na razie muszę postarać się zasnąć, na moje pytania i tak nie ma odpowiedzi, a ponieważ nadchodzi kolejny dzień, taki sam jak poprzedni, muszę celebrować tę świętą noc, Nadziejo, spoczywaj w pokoju, strasznie mi żal, że sama pozbawiłaś się życia.

Plan: śmierć.

Śmierć zaczęła pojawiać się w moich snach i jestem przerażona. Morderstwo. Uśmiercenie duszy. Zasuszone zwłoki. Samobójstwo. Śmierć zaczęła mnie nawiedzać i jestem przerażona. Masowe mordy. Profanacja zwłok. Nieudana próba samobójcza. Zazdrość wobec tych, co nie żyją. Zaczęłam chadzać ze śmiercią pod rękę i jestem przerażona. Podjęłam decyzję, bo śmierć zagościła w moich myślach.

– Hej?

– Cześć.

– Iggu, przepraszam, że wracam tak późno, ale miałem mnóstwo pracy! – zaczyna się tłumaczyć.

– Peter, muszę z tobą porozmawiać.

– Dlaczego spakowałaś swoje rzeczy?

And then something like8, co się dzieje, wszystko z tobą dobrze, wyjeżdżasz, i co zamierzasz, odchodzisz ode mnie, itepe itede, and I’m like9, posłuchaj mnie choć przez chwilę, usiądźmy i pogadajmy, kocham cię, jest mi źle, tobie też, czuję, że w moim życiu czegoś brakuje, mimo że niczego nam nie brakuje, muszę poczuć się sobą, potrzebuję tego, bo nie jesteśmy szczęśliwi, i tak dalej, and then the drama begins10, nie czujesz się bezpiecznie, dlaczego nie chcesz ze mną być, co takiego zrobiłem, wyrządziłem ci krzywdę, wygłupiłem się, and then golden words like11, nie, po prostu mam po dziurki w nosie tego bezpieczeństwa, nic złego nie zrobiłeś, chciałabym zająć się sobą, odnaleźć siebie, chodzi o mnie, o mnie, o mnie, and never you, it’s not you, it never is and so on, and then the most predictable12, znalazłaś sobie kogoś, nie kochasz mnie już, nie kochasz mnie, nie zależy ci na mnie, masz mnie gdzieś, and then trying not to lose control13, a ja ciebie strasznie kocham, i bardzo mi na tobie zależy, ale to koniec, nie ma innego wyjścia, musisz to zrozumieć, zaakceptować, to moja ostateczna decyzja, this is final14, koniec tematu, naprawdę ze mną zrywasz, i nigdy do mnie nie wrócisz, na serio musimy się rozstać, odchodzisz, naprawdę odchodzisz, and on it goes15, tak, tak, tak, odchodzisz, tak – odchodzę, wrócisz do mnie, nie – nie wrócę, odchodzisz, tak – odchodzę and you know the fucking rest, but I’ll tell you anyway16.

Got to read his own fucking version of How to understand the 5 fucking stages of loss, in endless text messages. Couldn’t stop thinking of him, probably because he called every 5 fucking minutes. Had the fucking privilege to wipe off his tears in the middle of the night, 5 fucking nights to be exact. It was an honor to hold your heart, but my hands are all bloody, so you better take it or I’m gonna have to drop that little sticky heart of yours. „Your call” were my final words. Then, just like that, I was free.

But the word „free” didn’t come with „relief”. I was his future after all17.

– No weź przestań! Wyjdź w końcu do ludzi. Trzy tygodnie! Peter na pewno da sobie radę! – Arnaq jest mną coraz bardziej zmęczona. Wiem, że muszę z nią pójść na tę imprezę na uniwerku. Szkoda mi Petera, że siedzi sam, z drugiej strony ryzykuję, że współlokatorka porządnie się na mnie wkurzy, więc zaczynam szykować się do wyjścia.

– Mam tylko nadzieję, że nie wpadnę nigdzie na Petera – mówię.

– Czyli idziesz? Yes! Yes! Yes!

Zaczyna tańczyć. Popycham ją lekko.

– Obiecuję, że się zabawimy! Nie pożałujesz tego!

– Arnaq…

– No co? Tylko się cieszę, że wreszcie damy czadu. Dawno nie imprezowałyśmy!

– Ja nie piję.

– Daj spokój…

– Arnaq.

– No dobra, dobra. W porządku. Ale potem pójdziesz ze mną do jakiejś knajpy?

– Zobaczymy.

– Kobieto, zacznij w końcu żyć!

– Czyli żyjesz tylko wtedy, kiedy imprezujesz?

– Tak, sama się przekonasz! Faceci! You know?

Wywija szczotką do włosów, jakby to był penis.

– Naamik18. Nie. No. Koniec z facetami!

– Są także kobiety, jeśli masz dość mężczyzn!

– Arnaq, ty świrusko! Jesteś mega zboczona!

Arnaq śmieje się na całe gardło. Wtóruję jej przez krótki moment i kończę się szykować. Totalna wariatka z niej.

Po przyjściu na Ilimmarfik kierujemy się do toalety, bo Arnaq jeszcze raz musi się przejrzeć w lustrze. Patrzę na nią, kiedy poprawia makijaż.

– Rany boskie, jakaś ty blada! – wykrzykuje przestraszona.

– Nic mi nie jest.

– Podejdź tu!

– Arnaq, Nic mi nie jest.

Sama do mnie podchodzi i nakłada mi róż na policzki, mimo że nieszczególnie mam na to ochotę.

– Teraz jest dużo lepiej!

– Zbierajmy się stąd i chodźmy do reszty.

Opuszczamy toaletę, mijamy windę i sofy, po czym wchodzimy do sali.

– We’re in the house!19 – woła Arnaq.

Z tą pochyloną głową wyglądam jak służąca drepcząca za pieprzoną Królową. Pozdrawiam tylko tych, których znam. Dwie osoby z roku witają nas z entuzjazmem i zrywają się z miejsc, żeby przynieść dodatkowe krzesła i zrobić miejsce przy stole. Siadam obok Arnaq, bo nie mam ochoty na rozmowy z nieznajomymi. Ona natychmiast otwiera swojego tuborga, w końcu nie piła od tygodnia. Zapowiada się długi wieczór. Biorę telefon, żeby sprawdzić, która godzina. 21.49. Dopiero. Otwieram puszkę coli. I właśnie w tym momencie, dokładnie w tej chwili, moje płuca znów zaczynają oddychać.

Ah…

– Masz tam coś?

Uświadamiam sobie, że pytanie jest skierowane do mnie, i podnoszę wzrok. Oślepia mnie piękno i kompletnie tracę głowę.

– Słucham?

– Masz tam coś? – próbuje jeszcze raz.

– Gdzie?

– W tym, co pijesz.

– Czy ja coś tam mam? O co ci chodzi? – pytam, wciąż skołowana.

– Tylko się wygłupiam – odpowiada nieznajoma niezręcznie.

Szybko spuszczam wzrok. Czy coś tam mam? What? Aaa, czy ja coś mam w mojej coli! Kretynka ze mnie! Och, nie! Breathe in, breathe out20. Próbuję się uspokoić. Wszystko dobrze. Och nie, trafiło mnie. Jestem przerażona i mamroczę do Arnaq, że idę na dwór zapalić. Zaćmiło mnie, jakbym się upiła.

Zapalam papierosa i wdycham cudowną woń wiosny. It can’t be. It just can’t be21. Muszę wracać do domu. Chcę do Petera. Wtedy ktoś otwiera drzwi.

– Jak pięknie tu pachnie! – słyszę jej głos.

– Co takiego? Powietrze?

– Nie, papieros. Ale także wiosna – odpowiada.

Parskam wyjątkowo niezdarnym śmiechem.

– Sara – mówi.

– Kto? – Nie rozumiem.

– Sara. Tak mam na imię.

– Ahaaa, wydawało mi się, że…

Nie wiem, co powiedzieć, więc zamykam gębę.

– A ty? – pyta.

– Co?

– Jak ci na imię? – Trochę się ze mnie podśmiewa.

– Fia.

– Cześć, Fia.

– Cześć, Sara.

Spuszczam wzrok, zawstydzona. Na pewno wyglądam strasznie głupio, więc zamierzam jej wytłumaczyć, że „ostatnio mam w głowie za dużo myśli i stąd moje rozkojarzenie”.

– Jesteś taka piękna, że nie potrafię normalnie odpowiadać.

WHAT.

– Co takiego? – pyta nieco przestraszona.

– Jesteś naprawdę bardzo piękna.

Where did that come from?22

– Dziękuję… – odpowiada ze zdziwieniem, ale także z uśmiechem.

– Ja…

Nie mogę dłużej rozmawiać, pokazuję na drzwi i wchodzę do środka.

Ona też nie ma nic do powiedzenia. Tylko kiwa głową.

Ah, now I don’t hardly know her23.

Idę do toalety, żeby się uspokoić. Co się dzieje? Czy to prawda, że mnie – najbardziej wygadanej osobie pod słońcem – nagle zabrakło słów? Czy rzeczywiście ja, mistrzyni blagi, nie potrafiłam zwyczajnie skłamać? Po prostu nie wierzę. Bezpieczeństwo, od którego przez ostatnie trzy lata próbowałam uciec, właśnie zniknęło. Jestem spięta. Przerażona.

Nie czuję się bezpiecznie. Peter. Mam ochotę odzyskać spokój u jego boku. Wychodzę z toalety, ale moje nieobliczalne ciało prowadzi mnie z powrotem na salę. I can’t stay away24. Siadam ze spuszczoną głową, co chwila zerkając na Sarę, bo nie potrafię przestać. Od Grenlandii do Afryki, od Afryki do Księżyca, od Księżyca do Wenus, od Wenus do Słońca, od Słońca do wieczności i od wieczności z powrotem tutaj: jest piękniejsza niż cała ta odległość. Jeśli Bóg jest kobietą, to w takim razie jest piękniejsza od Boga. Sara. Upijam trochę wódki Arnaq. Dlaczego spotkałam ją dopiero teraz? Kim jest? Mam wielką ochotę z nią porozmawiać, wypytać ją o wszystko. Dowiedzieć się, dlaczego ni stąd, ni zowąd pojawiła się tutaj. Nie mogę jednak o to spytać, bo przecież dopiero co ją poznałam!

– Skąd się tu wzięłaś?

Straciłam nad sobą kontrolę.

– Mieszkam w Nuussuaq. Przyjaciółka zaprosiła mnie na tę imprezę.

– Dlaczego spotykamy się dopiero teraz? – pytam dość bezpośrednio.

– Wydaje mi się, że widziałam cię wcześniej w autobusie. – Uśmiecha się w nieco dziwny sposób.

– Naprawdę? Kiedy?

Rozpoznała mnie!

– Nie wiem. Nie pamiętam. Ale jeśli to ty, to wydaje mi się, że byłaś wtedy z chłopakiem.

– Z chłopakiem? Z Peterem? Rozstaliśmy się. Już jakiś czas temu, bo go nie kocham.

Kiwa głową z uśmiechem, bo niby co ma odpowiedzieć? Poznałam ją dopiero przed chwilą i naprawdę muszę zachowywać się normalniej, inaczej pomyśli, że jestem lekko stuknięta. Dlaczego nie potrafię kłamać? Dlaczego nie umiem zapanować nad własnym językiem? Wystarczyłoby trzymać go za zębami. A może nieświadomie się czymś ujarałam? Przecież ta rozmowa jest kompletnie nie w moim stylu. Tak chyba zachowuje się ktoś, kto wziął jakieś dragi.

– Nic nie pijesz? – pyta, bo najwyraźniej dalej chce ze mną rozmawiać. A może zachowuje się przyjaźnie, bo myśli, że jestem szurnięta?

– Nie bardzo mam ochotę – odpowiadam.

– Ja też nie.

– Tak jak ja.

Ej, przecież już raz to powiedziałam. Idiotka. No dobrze. Fia, potrafisz. Breathe in…25