32,90 zł
Jedna ulica. Cztery kobiety. I tysiące kłamstw.
Jess, Erin, Melissa i Chantelle dorastały razem, dzieląc radości, smutki i wszelkie sekrety, które skrywała ulica ich dzieciństwa.
Dziś są dorosłe i po tych wszystkich latach łączy je niezwykle silna więź. Kiedy jednak Chantelle odkrywa, że jej mąż ma romans, poruszony zostaje łańcuch wydarzeń, których nikt się nie spodziewał.
Mężczyzna ginie w podejrzanych okolicznościach, a z każdym kolejnym sekretem, który wychodzi na jaw, granica między przyjaźnią a zdradą zaciera się coraz bardziej.
Anita Waller snuje wciągający, pełen napięcia thriller psychologiczny o tym, jak cienka jest granica między miłością a obsesją oraz między zaufaniem a podejrzeniem…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 285
Dla moich dwóch przyjaciółek pisarek, Valerie Keogh i Judith (J.A.) Baker, które sprawiają, że zachowuję zdrowy rozsądek!
„Najlepszą bronią, jaką może mieć każda kobieta, jest odwaga”.
Elizabeth Cady Stanton
Jason Kinkaid, reporter Sheffield Star, przybył wraz ze swoim fotografem do domu przy Larkspur Close w miejscowości Hackenthorpe, jednej z najstarszych dzielnic miasta stali, w ten piękny, słoneczny dzień września 1987 roku. Najlepszy przyjaciel Jasona przekazał mu informację o czterech rodzinach mieszkających przy jednej małej ulicy, na której znajdowało się zaledwie trzynaście domów, a wszystkie cztery rodziny w ciągu ostatnich kilku miesięcy urodziły córeczki, więc z pewnością było to warte opublikowania.
Reporter uznał, że skoro nie działo się nic innego, o czym mógłby napisać, to zajmie się tą sprawą. Skontaktował się więc z Suzanne Chatterton, która wciąż była oszołomiona niedawnym urodzeniem czwartego dziecka z tej grupy, ale mimo to zgodziła się, że to dobry pomysł. Powiedziała, że skontaktuje się z pozostałymi trzema kobietami i zaprosi je do domu Robertsów. Kiedy zapytał, czy wszystkie będą obecne, odpowiedziała, że tak, wszystkie są dobrymi przyjaciółkami i połączyła je ciąża.
I tak się stało. Trzy panie wraz ze swoimi dziećmi czekały na przybycie czwartej, Suzanne, która karmiła piersią swoje dziecko, więc wiadomym było, że nie pojawi się na czas.
Kobiety zaproponowały dwóm pracownikom Star herbatę i ciastka, ale oboje odmówili. Jason czuł się nieswojo w towarzystwie małych dzieci, które nie grały w piłkę nożną, i chciał tylko uzyskać podstawowe informacje, zrobić kilka zdjęć i się wymknąć.
Jason zaczął od imion.
– Jestem pierwszą mamą, Laura Roberts – powiedziała bardzo ładna kobieta z irlandzkim akcentem, a on się uśmiechnął. Lubił ładne kobiety. Szybko zapisał.
– A twoje dziecko?
Mała dziewczynka siedziała prosto na kolanach matki i patrzyła na niego szeroko otwartymi, pięknymi ciemnobrązowymi oczami. Była śliczna.
– Chantelle. A mój mąż to…
Jason podniósł rękę.
– Żadnych mężów. To nie oni wykonali tę pracę, prawda? To artykuł o mamach, o przyjaźni, o bliskiej społeczności, a nie o mężczyznach.
Trzy kobiety spojrzały po sobie i jedna po drugiej skinęły głowami.
– Nie mam nic przeciwko – powiedziała Laura.
– A kiedy urodziła się Chantelle?
– Ma prawie sześć miesięcy, urodziła się 4 marca 1987 roku. Była pierwszą z naszej czwórki, urodzona w szpitalu Nether Edge.
Zapisał jej słowa i przeszedł do Tracy Marsden, siedzącej obok Laury.
Tracy mówiła cicho, mając nadzieję, że nie obudzi dziecka.
– Melissa urodziła się w szpitalu położniczym Jessop’s Maternity Hospital 6 czerwca, zaledwie trzy miesiące po Chantelle.
Melissa wydawała się nie być niczym zainteresowana; spała smacznie w ramionach matki. Tracy poczuła ulgę, że mężczyzna nie pytał o nazwiska mężów – ona nie miała męża. Tylko biel włosów córki i błękit jej oczu skłaniały ją do wniosku, że ojcem mógł być Tony Smith, ale w ten długi weekend we wrześniu 1986 roku było jeszcze kilku innych kandydatów.
– Dziękuję – powiedział Jason, upewniając się, że wszystkie szczegóły zostały dokładnie zapisane. Chciał tym zaimponować, może nawet uzyskać całostronicową publikację na piątej stronie.
Usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe i odwrócił się, widząc wysoką kobietę wchodzącą do pokoju, z długimi ciemnymi włosami upiętymi w kucyk na czubku głowy.
– Przepraszam za spóźnienie – powiedziała. – Poproszę kawę – dodała, wyciągając rękę do Jasona. – Suzanne Chatterton, moim mężem jest Jake.
Pozostałe kobiety zgodnie stwierdziły:
– On nie chce mężów.
Kobieta uśmiechnęła się i usiadła, tuląc małe dziecko w ramionach.
– To zrozumiałe.
– Kto jest następny? – zapytał Jason z uśmiechem na twarzy. Lubił wesołą Suzanne.
– To my – powiedziała starsza pani. Jej blond włosy były teraz posrebrzane, a ona również trzymała śpiące dziecko. – To Jessica, również urodzona w Jessop 23 kwietnia. Dzień św. Jerzego, urodziny Szekspira, a teraz także urodziny Jessiki. Jestem jej babcią, Norą, ale Jessica mieszka z moim mężem Arthurem i mną, ponieważ jej matka… cóż, powiedzmy, że posiadanie dziecka było dla niej zbyt dużym obciążeniem.
Jason podniósł głowę. Czy to materiał na oddzielną historię? Narysował kółko wokół imienia Jessiki i obiecał sobie, że sprawdzi to, gdy wróci do biura. Czy rok 1987 mógł być jego rokiem, rokiem, w którym zabłyśnie, tylko dlatego, że przeprowadził wywiad z matkami czterech malutkich dzieci? Poczuł dreszcz oczekiwania.
Jason zwrócił się do Suzanne:
– A ta malutka jest najmłodsza?
– Tak. To Erin, urodzona 21 sierpnia 1987 roku, miesiąc po tym, jak wprowadziliśmy się do domu obok. Urodziłam w domu, ponieważ karetka nie dotarła na czas. Na szczęście położna zdążyła. Ta ulica to prawdziwy inkubator/żłobek.
– O tym właśnie jest ten artykuł – powiedział Jason ze śmiechem. – Oprócz świętowania narodzin tych czterech pięknych dziewczynek, jest to opowieść o społeczności i może trochę o tym, czy „jest coś w wodzie” na tej ulicy. Będzie to artykuł poprawiający nastrój, powinien ukazać się w czwartkowym wydaniu, więc koniecznie go kupcie.
Fotograf wstał i zaczął wybierać zdjęcia, które chciał zrobić, budząc przy tym dwie śpiące dziewczynki, ale dwadzieścia minut później obaj mężczyźni opuścili dom, przechodząc do kolejnego punktu na liście zadań na ten dzień.
Cztery kobiety usiadły i westchnęły.
– Dzięki Bogu, że to już koniec – powiedziała Laura. – To będzie miła pamiątka dla dziewczynek, kiedy dorosną, ale to jest The Star, więc nie spodziewam się, że będzie to szczególnie dokładne.
Nora Wheeler wstała.
– Dziękuję wam za wsparcie. Musicie wiedzieć, że wczoraj ostatecznie ustalono, że będziemy oficjalnymi opiekunami Jessiki do czasu powrotu Anny, ale nadal nie mamy od niej żadnych wiadomości. Minęły już ponad cztery miesiące i ani słowa. Arthur oszalał z niepokoju, ale wszystkie widziałyście jej list. Nie chciała tego dziecka i możemy zrobić z nim, co chcemy. Jakbyśmy mieli ją puścić… Idę do domu, Jessica jest już prawie gotowa do karmienia, ale cieszę się, że się na to zdecydowaliśmy. Zawsze to jakaś miła odmiana.
Pożegnały się, a Nora udała się do domu, oddalonego o zaledwie trzy drzwi od domu Laury.
– Ta kobieta jest gwiazdą – powiedziała cicho Laura. – Będę ją wspierać, kiedy tylko będzie tego potrzebować. Cholerna Anna nigdy nie powiedziała ani słowa o tym, że nie chce dziecka, prawda? Powiedziała tylko, że pokłóciła się z ojcem dziecka, więc on już nie jest obecny w jej życiu. Te czworo maluchów będzie dorastać, wiedząc, że mogą wpaść do każdego z naszych domów, że będą otoczone opieką i że będziemy je wspierać. Tak?
– Tak!
– A teraz możemy napić się kawy? – zapytała Suzanne. – Jestem wykończona i potrzebuję kofeiny.
I tak pojawiła się czwórka, ogłoszona światu w artykule prasowym, który opisywał płodną atmosferę panującą w Larkspur Close, gdzie w ciągu sześciu miesięcy urodziły się cztery dziewczynki. Chantelle, Jessica, Melissa i Erin stały się chwilowo sławne, choć tylko na jeden dzień, a ich rodzice zachowali kilka egzemplarzy czwartkowego wydania Star. Dorastały razem, chodziły razem do szkoły, stały się siostrami bez wspólnych genów. Kochały się, chroniły, świętowały ważne wydarzenia w życiu i zgromadziły małą kolekcję sukienek druhen, które wykorzystały podczas ślubów Chantelle i Jess.
Do 2022 roku jedna z nich urodziła bliźnięta, druga pracowała jako asystentka prawna w największej kancelarii w mieście, trzecia stała się niechętną gospodynią domową, a czwartej udało się otworzyć własną księgarnię. Jednak, co ważniejsze, przynajmniej jedna z czwórki odegrała znaczącą rolę w morderstwie. Morderstwie koniecznym.
Larkspur Close było społecznością; tajemnice były ukrywane, czasem wychodziły na światło dzienne, ale zawsze istniały. Rodziny połączone narodzinami dziewcząt były również połączone śmiercią.
Długie blond włosy Jessiki Armstrong pojawiły się w drzwiach kuchni w domu jej dziadków, zanim pojawiła się ona sama. Reszta jej ciała próbowała przekonać sześciomiesięcznego szczeniaka o imieniu Mabel, aby poszedł za nią, zamiast gonić kota po ogrodzie.
Babcia Jess, Nora Wheeler, uśmiechnęła się do tej najbardziej mile widzianej ze wszystkich gości. Spojrzała na małego szczeniaka i powiedziała surowym głosem, aby pokazać swoją władzę:
– Mabel, siad! – Mabel zamerdała ogonem i podeszła, aby polizać rękę Nory.
– Ten pies nie rozumie, kto jest szefem – powiedziała stanowczo Nora.
– Z pewnością nie – powiedziała Jess ze śmiechem, pochylając się, aby pocałować babcię w policzek. – Dziadek ma się dobrze?
– Ma się dobrze. Jest teraz w szklarni. Właśnie zaparzyłam herbatę, bo napisał mi SMS-a, że ma ochotę na filiżankę. Telefony komórkowe zmieniły mnie w niewolnicę tego człowieka.
– I tak byłaś niewolnicą nas obojga, więc nie obwiniaj telefonów komórkowych – zażartowała Jess. – Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić, skoro tu jestem?
Jess zaczęła dzwonić prawie codziennie pod jakimś pretekstem, świadoma tego, jak bardzo się starzeją i jak wiele rzeczy sprawia im teraz trudność.
– Dziękuję ci, kochanie – odpowiedziała Nora. – Nie, wszystko w porządku, dziękujemy. Chyba że…
– Chyba że co?
– Cóż, rano ściągnęłam pościel z łóżka i jeszcze nie położyłam czystej. To ta poszewka na kołdrę mnie pokonuje…
Jess parsknęła.
– Poszewki na kołdry sprawiają trudności każdemu, babciu. Nie martw się tym, pójdę na górę i zrobię to za ciebie.
Zanim Jess wróciła do kuchni, podano filiżankę herbaty jej dziadkowi, a dla niej i Nory zaparzono świeży dzbanek.
– Gotowe, babciu. Ładna poszewka na kołdrę.
– Jest nowa. Lubię maki.
– Jakbyśmy tego nie wiedziały – Jess uśmiechnęła się i podniosła filiżankę. – Opowiedz mi o dziadku. Czy wszystko z nim w porządku?
– Po prostu się starzeje, Jess. Mamy już ponad siedemdziesiąt lat i zwalniamy tempo, ale dbam o to, żeby brał wszystkie leki i chociaż większość dni drzemie przez godzinę, czuje się dobrze. Przestań się martwić.
Jess sięgnęła i ścisnęła pomarszczoną dłoń.
– Powiedziałabyś mi, gdyby coś było nie tak?
– Oczywiście. Radzimy sobie całkiem nieźle, poza zakładaniem poszewek na kołdry.
– Wystarczy jeden telefon, babciu.
– Wiem. Zmieńmy temat, zanim popadniemy w sentymentalizm. Jak się mają pozostałe dziewczyny?
Jess wiedziała, że babcia ma na myśli pozostałe trzy dziewczyny, i uśmiechnęła się. Były siostrami z natury, nawet jeśli nie z krwi, takimi właśnie były wszystkie cztery.
– Mają się dobrze. Chantelle jest trochę wyczerpana, odkąd urodziła bliźnięta, ale jest osobą, która po prostu sobie radzi, i to bardzo dobrze. Z Mel i Erin też jest w porządku. Nadal spotykamy się tak często, jak to tylko możliwe, ale i tak zawsze piszemy do siebie SMS-y i tak dalej. W zeszłym tygodniu spotkałyśmy się trzy razy. Chantelle nie zawsze może się pojawić z powodu dzieci, ale trzy z nas zawsze są. Silna przyjaźń, babciu, silna przyjaźń.
– A Mike?
Nastąpiła krótka pauza, ale Nora ją zarejestrowała.
– Ma się dobrze. Jego praca wymaga teraz częstszych wyjazdów, ale zawsze wraca do domu na weekendy, więc nie powinnam narzekać.
– Ale teraz czujesz się trochę niezadowolona, prawda?
Skinęła głową, a jej usta lekko się wygięły w dół.
– Tylko trochę. Tydzień nie wydawałby się taki długi, gdyby zgodził się, żebym pracowała, ale z jakiegoś powodu on tego nie chce. Mówi, że nie muszę pracować i ma rację, nie muszę, nie z powodów finansowych. Ale psychicznie to już inna sprawa.
Nora odstawiła filiżankę z pewną siłą.
– Rób, co chcesz, Jess. To twój mąż, a nie właściciel.
Jess uśmiechnęła się szeroko.
– Weszłam do sklepu charytatywnego, żeby sprawdzić, czy znajdę jakieś naprawdę stare książki; jeśli coś takiego trafi do nich, to odkładają je dla mnie. Wypiłam herbatę z kierowniczką, a ona powiedziała, że jeśli mam wolny czas, to chętnie przyjmą mnie do zespołu. Odpowiedziałam, że się z nimi skontaktuję, ale myślę, że to byłoby dla mnie idealne rozwiązanie
– Śmiało. Wyjdź spod kontroli Mike'a i przy okazji znajdź sobie innego mężczyznę, który da ci dziecko, którego tak bardzo pragniesz. Nie lubię wtrącać się w twoje małżeństwo, Jess, ale widzę, jak bardzo jesteś nieszczęśliwa. To od ciebie zależy, czy coś z tym zrobisz.
– Babciu!
– Nie zaprzeczaj, młoda damo. Widziałam, jak się zachowujesz w pobliżu bliźniaków Chantelle.
– Ale nimi mogę opiekować się bez żadnych zobowiązań!
– Dzieci nie są ciężką pracą, Jess. Czasami są niemożliwą pracą, ale spójrz na siebie, jesteś dla nas absolutnym błogosławieństwem i dzięki tobie pozostajemy młodzi. Jeśli nie chcesz opuścić Mike’a, może nadszedł czas, aby po prostu przypadkowo zapomnieć o tabletkach, Jess. Jeśli chcesz mieć dziecko, powinnaś je mieć. Twoja mama… Zatrzymała się. Anna była zawsze obecna, mimo że tak naprawdę jej nie było, a samo wypowiedzenie jej imienia sprawiało, że serce Nory zamierało. Wzięła głęboki oddech. – Twoja mama była spoiwem, które mocno łączyło mnie i twojego dziadka, i przyniosło nam nieskończenie wiele radości.
– Ale ona cię opuściła – powiedziała cicho Jess. Była to rzadka chwila, którą należało docenić. Rzadko mówiono o jej matce.
– I dała nam ciebie. To była nasza nagroda pocieszenia, która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Obie kobiety uśmiechnęły się do siebie.
– Czy jestem do niej podobna? – zapytała Jess.
– Zdecydowanie wyglądem. Miała długie blond włosy, chociaż zazwyczaj nosiła je związane w kucyk. Ty jesteś nieco bardziej wyrafinowana. Podejrzewam, że to wpływ Mike’a. Jeśli chodzi o sylwetkę, jesteście bardzo podobne, nie za wysokie, obie bardzo ładne. Powiedziałabym, że odziedziczyłaś geny matki, ale ponieważ nie wiemy, kim był twój ojciec, nie mogę nic o nim powiedzieć.
Jess ponownie ścisnęła dłoń babci.
– Mam najlepszych rodziców na świecie.
Nora parsknęła z niedowierzaniem.
– Nie powiem, że było łatwo, młoda damo. Byliśmy zbyt starzy, aby przyjąć dziecko w innej roli niż dziadkowie, ale Anna nie pozostawiła nam wyboru. Kochaliśmy cię od chwili twoich narodzin. Ale zmieniłaś się. A jeśli Mike nie daje ci tego, czego tak wyraźnie pragniesz, czyli dziecka, to czas przemyśleć swoje życie, bo skończysz jako zrzędliwa stara kobieta.
Nora zawahała się przez chwilę, po czym kontynuowała.
– Wiesz, Jess, zawsze uważałam, że na tym świecie każdy ma swoją drugą połówkę, kogoś wyjątkowego, kto będzie cię kochał bezwarunkowo i kogo ty będziesz kochać bezwarunkowo. Musisz tylko tę osobę znaleźć. A kiedy już to zrobisz – spojrzała na swoje dłonie spoczywające na kolanach – nie rezygnuj z niej. Za żadne skarby.
Jess poczuła dreszcz przebiegający po jej ciele. – A dziadek jest twoją wyjątkową osobą? Nagle poczuła potrzebę zadania tego pytania.
Nora podniosła powoli głowę, jakby zastanawiając się, ile powiedzieć.
– Nie, i dlatego rozmawiam z tobą w ten sposób. Nie zdradzam żadnych szczegółów, więc ta rozmowa nigdy nie zostanie powtórzona, ale po prostu czekałam, aż Anna urodzi dziecko i ustatkuje się z tobą, a potem zamierzałam odejść, aby być z moją wyjątkową osobą. Ale Anna odeszła, pozostawiając nam nasze najcenniejsze wnuczę. Więc zostałam.
Przez chwilę Jess zaniemówiła. Ze wszystkich rozmów, jakie mogłyby odbyć, ta zszokowała ją najbardziej. Jej babcia! Z innym mężczyzną! Nie była pewna, czy powinna się śmiać, czy płakać.
– Powinnam przeprosić? Za to, że cię od niego oddzieliłam?
– Nigdy. To kolejna sprawa, Jess. Nigdy nie rób niczego, za co musiałabyś przepraszać, i spójrzmy prawdzie w oczy, nikt oprócz mnie i mojego ukochanego nie wiedział o naszych planach. Och, jego żona coś podejrzewała, ale nigdy nie dowiedziała się całej prawdy o tym, jak bardzo się zbliżyliśmy. Więc nikt nie ma za co przepraszać. Po prostu mieliśmy właściwą miłość w niewłaściwym czasie. Pogodziłam się z wyborem, którego dokonałam w dniu, w którym ponownie zostałam matką, a nie babcią. I nigdy tego nie żałowałam.
– Ale ja dorosłam – powiedziała Jess. – Mogłaś odejść, kiedy poszłam na studia.
Nora potrząsnęła głową. – To niemożliwe. Ten moment już minął z mężczyzną, którego kochałam, pogodziliśmy się z tym, że tak nie będzie. Poznałaś już Mike’a i od razu wiedziałam, że pewnego dnia będziemy miały tę rozmowę. Cóż, może nie będę ci opowiadać o miłości mojego życia, ale na pewno będę cię zachęcać do przemyślenia swojego życia i podjęcia decyzji, czego naprawdę chcesz.
Wyciągnęła rękę i ujęła dłoń Jess.
– Jeśli potrzebujesz czasu, żeby wszystko przemyśleć, twój pokój jest tu zawsze dla ciebie gotowy.
– Z Mabel w pakiecie? – zażartowała, próbując rozluźnić atmosferę.
– Niech zgadnę, gdzie jest teraz Mabel. Z twoim dziadkiem w szklarni. Mabel jest tu bardzo mile widziana, jak dobrze wiesz. Mówię poważnie, Jess, potrzebujesz życia, zamiast utrzymywania tego idealnego domu w nieskazitelnej czystości. Co mówią dziewczyny?
– Wszystkie trzy mówią dokładnie to samo, co ty. Ale ostatnio mówią to częściej. Mel i Erin nie wyrażają tego tak otwarcie, ale Chantelle przyprowadziła bliźniaki w niedzielę, a Mike tam był. Słyszała, jak powiedział coś w stylu: „Czy ona musi przyprowadzać tu te cholerne dzieciaki?”, po czym doszło między nimi do dość głośnej kłótni, a ja próbowałam pełnić rolę mediatora.
Wypiła drinka i wstała.
– Pójdę po Mabel, a potem wrócę do domu. Przemyślę wszystko, Nan, obiecuję. Nie chcesz mi powiedzieć, kim jest ten drugi mężczyzna? Twoja prawdziwa miłość w niewłaściwym czasie…
Nora roześmiała się.
– Nie, nie chcę. A teraz idź i daj dziadkowi buziaka i nigdy więcej o tym nie myśl. Po prostu zastanów się nad swoją sytuacją, moja droga, i znajdź sobie szczęśliwe miejsce, zamiast tego, w którym jesteś teraz.
Lily i Daisy French patrzyły na matkę, czekając, aż poda im lody na patyku, które trzymała w każdej ręce.
– Kto chce czerwony, a kto pomarańczowy? – zapytała Chantelle.
Bliźniaczki odpowiedziały, że chcą czerwone, a potem obie powiedziały, że pomarańczowe. Matka schowała ręce za plecami i poprosiła je, aby wybrały lewą lub prawą rękę. Daisy dostała czerwony, a Lily pomarańczowy. Gdy zaczęły ssać lody, zapadła cisza.
– Dobra, moje małe potworki, posłuchajcie mnie. Ciotka Jess przyjdzie później, żeby się wami zająć, a ja pójdę na duże zakupy spożywcze. Musicie być grzeczne.
Lily odgryzła kawałek lizaka.
– Słodycze?
– Może. Ale głównie chleb, mleko, masło, no wiesz, zwykłe rzeczy, które ludzie kupują, gdy robią zakupy spożywcze. Jakie słodycze?
– Żelki – powiedziała Lily.
– Guziczki – powiedziała Daisy.
Chantelle westchnęła. Zawsze zakładała, że bliźnięta są do siebie podobne pod każdym względem, ale wyglądało na to, że w przypadku tej pary, którą udało jej się zdobyć, identyczne były tylko pod kątem wyglądu.
– Zobaczę, co da się zrobić. Ale jeśli ciocia Jess powie, że byłyście niegrzeczne, nie dostaniecie żadnych słodyczy. Czy to jasne?
Obie skinęły głowami z powagą, która sprawiła, że miała ochotę się głośno roześmiać, ale uznała, że to nie jest dobry pomysł. Poważne chwile muszą pozostać poważne.
Usłyszała krótkie pukanie do drzwi, które się otworzyły. Obie dziewczynki krzyknęły:
– Ciociu Jess! – i wybiegły korytarzem. Chantelle uśmiechnęła się. Przybyła kawaleria i mogła cieszyć się kilkoma godzinami wolności, których zwieńczeniem była kawa w Starbucksie.
Chantelle skończyła ładować bagażnik samochodu, zastanawiając się, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie wydała tak dużo pieniędzy. Być może nadszedł czas, aby zrewidować swoje normalne nawyki zakupowe polegające na wrzucaniu do wózka wszystkiego, czego potrzebowała, bez względu na ceny, i zacząć sprawdzać, o ile wzrosła cena, którą płaciła wcześniej.
Z pewnym rozczarowaniem zatrzasnęła klapę bagażnika i usiadła na fotelu kierowcy. Kawa w Starbucksie. Jej przyjemność. Sprawdziła wiadomości w telefonie i zdała sobie sprawę, że ma jeszcze około godziny, aby poczuć się kobietą, a nie matką, wiedząc, że jej córki są bezpieczne z Jess. Gdyby coś się stało, Jess wysłałaby wiadomość.
Jazda do centrum handlowego Drakehouse zajęła zaledwie dwie minuty; zaparkowała w cieniu i przeszła do kawiarni, próbując zdecydować między zwykłą latte a czymś bardziej egzotycznym. Gdyby tylko wszystkie decyzje w jej życiu były tak proste, pomyślała.
Andrew. Decyzja, która sprawiała jej tyle niepokoju, ale wiedziała, że coś musi się zmienić. Zmiana nawyków związanych ze snem w niczym nie pomogła; powoli, ale skutecznie przeniósł wszystkie swoje ubrania do sypialni gościnnej, dając jej jasno do zrozumienia, że nie zamierza wracać do małżeńskiego łóżka, nie zważając na sześć tygodni, które początkowo uzgodnili, że będą dobre dla nich obojga.
Wzięła swój napój – latte – i przeniosła się do stolika, przy którym mogła usiąść i patrzeć na zewnątrz, mimo że widok ograniczał się do parkingu. Podziwiała kolor samochodu, który wjechał na parking, niebieskiej Mazdy, jak sądziła, nie będąc szczególnie biegłą w rozpoznawaniu marek samochodów.
Jej własny samochód, czarny Focus, który zaparkowała w pobliżu wejścia, wyglądał na stary w porównaniu z niebieskim samochodem. Westchnęła ciężko. Focus będzie jej towarzyszył przez długi czas; posiadanie bliźniaków oznaczało cięcia w innych obszarach jej życia, a nowy samochód zdecydowanie nie znajdował się na liście. Dopiero gdy zobaczyła Andrew wysiadającego z fotela pasażera, zaparło jej dech w piersiach. Wstała do połowy, zamierzając pomachać mu, ale potem usiadła, nie podnosząc ręki. Otworzyły się drzwi kierowcy.
Kierowcą samochodu była blondynka w dżinsach i bluzce, która podkreślała jej idealną figurę. Chantelle nie rozpoznała tej kobiety. Czy Andrew nie powiedział, że nie ma go w biurze? Wzruszyła ramionami. Andrew rzadko się do niej odzywał, chociaż w stosunku do ich córek był tym samym starym Andrew.
Patrzyła, jak znika w Curry’s, idąc za blondynką. Chantelle ogarnęła fala irytacji: wydawało jej się, że ta blondynka przyszła po coś do biura, ale potrzebowała pomocnika, który załatwi to za nią. Andrew, potulny i łagodny Andrew, który nigdy nikomu nie odmawiał. Z wyjątkiem niej.
Nie spieszyła się z latte, obserwując drzwi Curry’s za każdym razem, gdy się otwierały. Trzymała telefon w dłoni, z już uruchomioną aplikacją aparatu. Zrobi mu zdjęcie i pokaże mu je wieczorem, jako małą odskocznię od stresującego życia domowego.
W końcu jej mąż i kobieta wyszli, żadne z nich nie niosło niczego, co wymagałoby użycia siły. Andrew używał swoich mięśni, obejmując prawą ręką talię kobiety. Śmiali się, zbliżając do samochodu, a on przytulił ją na chwilę, po czym pochylił się, aby pocałować ją w usta. Następnie oboje wsiedli do samochodu i zniknęli z parkingu. Chantelle uchwyciła pocałunek swoim telefonem i sprawdziła jakość uzyskanego zdjęcia.
Wystarczająco dobra, pomyślała, wpatrując się intensywnie w zdjęcie. Ale instynktownie wiedziała, że na razie musi je zatrzymać – najpierw musi pokazać je innym. Andrew nie mógł się z tego wykręcić. Ale dlaczego nie czuła gniewu, że wydaje się być żoną zdradzającego, kłamliwego łajdaka? Czy nie powinna przynajmniej czuć się smutna, albo chociaż zdezorientowana?
Podekscytowane Lily i Daisy pomagały matce wnosić z samochodu liczne torby, nie mogąc się doczekać, aż znajdą tę z ulubionymi słodyczami, ale ona odprawiła je ze śmiechem.
– Dajcie mi przejść przez drzwi!
– Gdyby ktoś ich nie znał, pomyślałby, że nigdy wcześniej nie jadły żelków – skomentowała Jess, obserwując chaos, jaki potrafią wywołać dwie trzylatki w tak krótkim czasie.
– Tak jest każdego wieczoru, kiedy wspominam o kąpieli – potwierdziła Chantelle. – Uwielbiają zabawę w wannie, ale każdego wieczoru podłoga w łazience jest zalana wodą. Po tym, jak położę je spać, zapada magiczna cisza; wiedzą, że nie wolno im wstawać z łóżka, kiedy już się ułożyły.
– Były wspaniałe, kiedy cię nie było. Znacznie lepsze ode mnie w Tiddlywinks, ale w Snakes and Ladders pokonałam je bez problemu.
– Zostaniesz na kolację? A w Snakes and Ladders wygrywasz z nimi tylko dlatego, że nigdy wcześniej o tej grze nie słyszały, nie mówiąc już o graniu w nią – powiedziała Chantelle, sięgając do górnej półki lodówki, aby przestawić rzeczy i zrobić trochę miejsca.
– Bardzo chętnie, jeśli nie masz nic przeciwko. I tak chcę z tobą porozmawiać.
– O? To dziwne. Ja też mam coś, o czym chciałabym z tobą porozmawiać. Ale czy możemy porozmawiać przed powrotem Andrew, a nie po nim?
– Możemy, ale myślałam, że ostatnio zawsze znika po posiłku?
– Tak, ale tylko do pokoju gościnnego. Nie chcę, żeby słyszał, co mam ci do powiedzenia, przynajmniej na razie. Ja posprzątam, a ty zaparz kawę. Zaproponowałabym wino, ale wiem, że prowadzisz.
– Więc będzie to rozmowa na miarę wina? Brzmi poważnie.
Chantelle wzruszyła ramionami.
– Wydaje się, że minęły wieki, odkąd ostatnio wszyscy razem usiedliśmy tutaj i długo rozmawialiśmy. Rozmowy grupowe przez telefon to nie to samo, prawda?
Zaczęła układać puszki fasoli i makaronu spaghetti w szafce przeznaczonej na takie produkty, a Jess po włączeniu czajnika uporządkowała lodówkę i zamrażarkę.
Lily podała Jess małą różową plastikową filiżankę.
– Filiżankę herbaty, ciociu Jess? – zapytała.
Jess uśmiechnęła się do małej dziewczynki.
– Bardzo chętnie, dziękuję, Lily. Mamy ciasto?
Lily skinęła głową.
– Ciasto – powtórzyła i zniknęła z powrotem w salonie.
Wróciła, gdy Jess zamykała drzwi zamrażarki, zadowolona, że nawet kostka lodu nie zmieściłaby się w tym dużym urządzeniu. Tym razem Lily niosła mały plastikowy talerz z bardzo małym kawałkiem plastikowej pizzy.
– Ciastko – powiedziała i uroczyście podała talerzyk, po czym wróciła, aby pomóc Daisy ugotować jajko na ich małej drewnianej kuchence.
– To takie urocze – powiedziała powoli, patrząc, jak drzwi zamykają się po wyjściu Lily.
– Prawda? – powiedziała Chantelle, szybko wycierając blat, teraz, gdy wszystko było już odpowiednio ułożone na swoim miejscu. – I nawet nie są męczące w wychowaniu. Rozumiesz, o co mi chodzi? Nie mogłabym nawet rozważać podjęcia pracy, częściowo dlatego, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby opiekować się trzyletnimi bliźniakami, ale uważam, że to moja praca i moje życie w tej chwili, a na pewno przez następne pięć lat. Wydaje mi się, że każdego dnia wymyślają coś nowego, co sprawia mi prawdziwą radość. Nie polecam mieć dwojga dzieci naraz, ale przynajmniej wszystkie trudne etapy ma się za sobą za jednym zamachem, że tak powiem. No dalej, napijmy się porządnego drinka z prawdziwego kubka, zamiast z plastikowego kubeczka, i zostawmy je przy pieczeniu, a my porozmawiajmy. Być może będę musiała porozmawiać z Mel, w końcu jest asystentką prawną, ale skoro już tu jesteś i nie masz gdzie uciec, mogę najpierw uporządkować myśli z tobą.
Jess spojrzała na nią.
– Potrzebujesz Mel jako asystentki prawnej? Zamordowałaś kogoś?
– To dużo bardziej skomplikowana sprawa. Około godziny temu widziałam, jak Andrew całował inną kobietę na parkingu przy centrum handlowym, przed Curry’s.
– Andrew? Inną kobietę? Czy on oszalał? – Jess była przerażona, a Chantelle uśmiechnęła się, choć był to raczej grymas niż uśmiech. Wyjęła telefon z torby i kliknęła ikonę Zdjęcia.
Podała telefon Jess z otwartym zdjęciem, które właśnie zrobiła, i usiadła.
Jess wpatrywała się w fotografię.
– Co on, do cholery, wyprawia? Ma dwoje pięknych dzieci, wspaniały dom, a przede wszystkim ma ciebie!
– Cóż – Chantelle zawahała się przez chwilę – dwa na trzy, ale to i tak nie najgorzej.
Jess zmarszczyła brwi.
– Jak to „dwa na trzy”?
– To prawda, że ma bliźniaczki i dom, ale mnie nie ma. Trochę się od siebie oddaliliśmy. Próbowałam to przed wami ukryć, ale myślę, że Erin mogła się zorientować. W zeszłym tygodniu przyszła na herbatę, żeby zobaczyć dziewczynki, i przyniosła ze sobą sukienkę, którą kupiła w tym sklepie z używaną odzieżą znanych projektantów. Poszła na górę, żeby się przebrać, żebym mogła ją obejrzeć, ale weszła do pokoju gościnnego. Pokoju Andrew.
– I czy widać, że to teraz jego pokój?
Chantelle skinęła głową.
– Tak. Ma tam nawet małe biurko. Próbowałam powiedzieć, że to pokój, którego używa jako gabinetu, ale na łóżku leżały ubrania, na stoliku nocnym kosmetyki i tym podobne rzeczy, więc nie dała się nabrać. Udało mi się zmienić temat, czując, że nie jestem gotowa, aby o tym rozmawiać, ale po tym, jak zobaczyłam ten pocałunek dzisiejszego popołudnia, ktoś musi zacząć o tym mówić.
– Potrzebujesz spotkania? W pełnym składzie?
– Myślę, że lepiej nie odkładać tego na później.
– A co się właściwie stało? Czemu doszło do rozstania?
Chantelle wzruszyła ramionami.
– Szczerze mówiąc, nie wiem. To był powolny proces, który zaczął się od żartobliwej rozmowy o tym, że nasze życie seksualne nie jest takie, jak kiedyś, ponieważ wiedzieliśmy, że jak tylko zrobi się gorąco, to Daisy albo Lily się obudzą. Trzeba było działać szybko, żeby bliźniaczka pierwsza nie obudziła bliźniaczki drugiej. To z pewnością psuje orgazmy.
– A teraz oboje chcecie to skończyć?
– Muszę przyznać, że myślałam, że damy radę to przetrwać. Ale widok dzisiejszego pocałunku sprawił, że zmieniłam zdanie. Zastanawiam się, czy naprawdę chcę to „przetrwać”. Myślę, że fraza, która krąży mi w głowie, brzmi raczej „mieć to już za sobą”.
– To ważna decyzja, Chantelle. Pomyśl o dziewczynkach…
– Dlaczego? Dziewczynki szybko przestałyby zauważać, że go nie ma. Teraz i tak wraca do domu około szóstej, a one kładą się spać o siódmej. W ciągu tej godziny je kolację, a potem wychodzi na wieczorną przejażdżkę rowerową, która trwa zazwyczaj około pół godziny. W tym czasie ja kąpię dziewczynki, czytam im bajkę i ładuję zmywarkę. Dziewczynki nazywają go tatą, ale szczerze mówiąc, myślę, że byłby całkiem zadowolony, będąc ojcem „co drugi weekend”. Jest człowiekiem kariery i to zawsze było dla niego najważniejsze.
Jess westchnęła głęboko.
– Wszystko, co mówisz, ma sens, ale może daj sobie trochę czasu na przemyślenie tego. Nie wyciągaj mu nagle telefonu przed nosem, gdy tylko przekroczy próg domu. Musisz przygotować wszystko dla siebie i dziewczynek. Porozmawiaj z Mel, ona albo udzieli ci porady, albo skontaktuje cię z kimś, kto zadba o to, żebyś wyszła z tej sytuacji z tym, czego chcesz, a nie z tym, czego on chce.
Przez moment panowała cisza, po czym Jess prychnęła krótkim śmiechem.
– Przepraszam, po prostu wydaje mi się to trochę niewiarygodne. Andrew? Ten, który ganiał za tobą po całym kraju, aż w końcu dałaś się przekonać?
Chantelle skinęła głową.
– Zgadza się. Ten Andrew.
Jess wypuściła powietrze, długo i powoli.
– Cóż, wiem, że nie żartowałabyś z tego, ale czy bierzesz pod uwagę możliwość, że doszło do pomyłki?
Podniosła ponownie telefon i wpatrywała się w zdjęcie Andrew, który wyraźnie całował nieznaną kobietę.
– On z nią pracuje?
Chantelle potrząsnęła głową.
– Nie mam pojęcia, na pewno jej nie znam. Pytanie brzmi: czy chcę wiedzieć, kim ona jest? Czy po prostu powiem mu, żeby wsiadł na ten cholerny rower i spierdalał? Nasz związek od jakiegoś czasu był niepewny, ale myślałam, że po prostu się od siebie oddalamy. Nie przyszło mi do głowy, że w grę może wchodzić jakaś inna kobieta, ale to mi pokazuje, że tak jest.
Czajnik wyłączył się, Chantelle odsunęła się na bok, aby przygotować napoje, i napełniła czajniczek. Bawiło ją, że zawsze umawiały się na kawę, ale mając wybór, zarówno ona, jak i Jess wolały herbatę, podczas gdy Erin i Mel wybierały kawę.
– Zdecydowanie musimy włączyć do tego Erin i Mel, zwłaszcza Mel, która potrafi wszystko dokładnie przemyśleć. Mam do nich napisać?
Chantelle skinęła głową.
– Zapytaj, czy mogą wpaść jutro wieczorem na drinka. Andrew musi jechać do Edynburga i zostanie tam na noc. Przygotuję coś do jedzenia. Powiedz im, żeby wiedziały, że nie wyjdą stąd głodne.
Jess podciągnęła telefon do siebie i kliknęła na grupowy czat na Messengerze, który żartobliwie nazwały „Sabat”.
Wzywam wszystkie moje czarownice. Dacie radę wpaść jutro wieczorem do Chantelle? Tak między siódmą a siódmą trzydzieści. Będą przekąski. To ważne.
Odpowiedzi pojawiły się niemal natychmiast, informując Jess, że Erin nie obsługuje w tej chwili klienta kupującego książki, a Mel prawdopodobnie będzie patrzeć przez okno swojego biura, zastanawiając się, dlaczego wybrała zawód prawnika. Obie kobiety zgodziły się, a Mel zapytała, czy oprócz kilku butelek wina ma przynieść jeszcze coś.
Jess przeczytała odpowiedzi Chantelle, która uśmiechnęła się.
– To dziwne, że zawsze sięgamy po wino, prawda? Chociaż żadna z nas nie jest w stanie wypić więcej niż jeden kieliszek.
– Nie jestem przekonana, czy mi smakuje – przyznała Jess. – Mam na myśli alkohol. Jak pewnie pamiętasz, kiedy miałam szesnaście lat, bardzo się upiłam na imprezie, na którą wszystkie poszłyśmy, i od tamtej pory to się nie powtórzyło. Właściwie nie mów tego innym, bo pomyślą, że jestem mięczakiem, ale wolę wypić szklankę mleka.
Chantelle uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Myślisz, że nie wiemy? Wszystkie dbamy o to, żeby w lodówce było mleko, kiedy wiemy, że wpadniesz. Czy Mike dużo pije?
Wzruszyła ramionami.
– W domu nie, ale nie widuję go tam zbyt często. Nie mam pojęcia, co robi, kiedy jest w hotelu.
Chantelle wychwyciła stresujący ton.
– Problemy, Jess?
– Nic, z czym nie mogłabym sobie poradzić, i nie sądzę, żeby to był ten sam rodzaj problemów, co masz z Andrew, ale czasami czuję, że mogłabym po prostu odejść i nigdy nie oglądać się za siebie.
Chantelle ostrożnie odstawiła filiżankę na stół i spojrzała na przyjaciółkę.
– Wiem, że jesteś najspokojniejsza z naszej czwórki, Jess, ale na litość boską, porozmawiaj z nami.
Jess pozwoliła, by słowa Chantelle do niej dotarły, i ku swemu przerażeniu zdała sobie sprawę, że nie może powstrzymać pierwszej łzy, która spłynęła jej po policzku.
– To nie tak, że przestałam go kochać, czy coś w tym rodzaju, po prostu straciłam siebie. Nie wiem, kim jestem poza żoną Michaela Armstronga. I… chcę mieć dziecko – nagle zawyła, opadła głową na dłonie i zaczęła szlochać.
Chantelle patrzyła na nią przez kilka sekund. To było zupełnie nieoczekiwane. Potem podskoczyła i przeszła wokół stołu, aby podejść do Jess. Objęła ramionami kobietę, za którą oddałaby życie, i płakała razem z nią.
Kobiety rozdzieliły się, gdy Daisy przeszła do kuchni, niosąc w jednej ręce mały plastikowy rondel, a w drugiej uchwyt.
– Zepsuty – powiedziała i pomachała obiema rzeczami przed twarzą matki.
Chantelle wzięła oba przedmioty, obiecała, że naprawi je w pięć minut, i usiadła z hukiem.
– Nie spodziewałam się tego – powiedziała do Jess. – Mam na myśli… tę sprawę z dzieckiem. Powiedziałaś Mike’owi?
– Bez przekonania. – Było jasne, że Jess była naprawdę zdenerwowana. – On nie jest zainteresowany. Mówi, że nie potrzebuje dzieci, że mamy wszystko, czego potrzebujemy. Ale ja nie mam – szlochała. – Nie mam wszystkiego, czego potrzebuję. Potrzebuję tego, co ty masz, tego, co miałam dziś po południu, kiedy cię nie było. Potrzebuję bawić się w Tiddlywinks z własnym dzieckiem, Chantelle, a nigdy tego nie zrobię.
W Chantelle zagotowała się złość.
– No dobrze, nie chce być ojcem. Moja droga Jess, znajdź sobie innego faceta. Potem urodź dziecko. I powiedz temu maniakowi kontroli, żeby poszedł do diabła. Widzimy, jaki on jest, jak nie możesz nic zrobić bez uprzedniego skonsultowania się z nim, jak obserwuje każdy twój ruch. Mogłabyś być o wiele szczęśliwsza, Jess. Idź do pracy, urodź dziecko, ale na litość boską, zrób to bez niego.
Erin Chatterton odwróciła tabliczkę z napisem na drzwiach wejściowych i uśmiechnęła się tak samo, jak każdego dnia. Jej biznes sprawiał, że się uśmiechała. Tabliczka widoczna teraz dla świata zewnętrznego głosiła:
Fully Booked jest obecnie zamknięte.
Od strony, od której stała, widniał napis:
Fully Booked jest OTWARTE i zaprasza do środka.
Chantelle, Jess i Mel kupiły jej ten szyld jako prezent na dzień otwarcia po długiej nocy dyskusji, które zakończyły się wyborem nazwy Fully Booked dla nowo odnowionej księgarni, stąd uśmiech, który pojawiał się na jej twarzy za każdym razem, gdy na niego patrzyła.
Wpatrywała się w jedno z antycznych luster wiszących na ścianie obok drzwi, sprawdzając swój prawie nieistniejący makijaż oczu. Przesunęła szminką po ustach, mruknęła krótko: „Wystarczy” i podniosła pojemnik z popcornem. Po zamknięciu całej przedniej części sklepu wyszła tylnymi drzwiami i skierowała się w stronę swojego samochodu, zaparkowanego obok niedawno wybudowanego biurowca.
SMS z zaproszeniem do Chantelle był jak promyk światła w tym nieco napiętym dniu, a jej odpowiedź była szybka i zdecydowana. Dopiero później zaczęła się zastanawiać, czy coś jest nie tak i która z nich ma „coś nie tak”. Stąd popcorn. Popcorn zawsze był dla nich pocieszającym jedzeniem, ulubionym przysmakiem, zwłaszcza popcorn toffi. Oznaczało to również podróż samochodem, a nie rowerem – nie ma mowy, żeby mogła bezpiecznie utrzymać równowagę z pojemnikiem popcornu, jadąc na rowerze.
Erin usłyszała sygnał, gdy włączyła silnik, i wyjęła telefon. Było to zapytanie o to, czy udało jej się znaleźć starą książkę dla Alistaira Jonesa, mężczyzny, który wydawał w jej księgarni więcej pieniędzy niż jakikolwiek inny klient. Odpowiedziała, że chyba znalazła podpisane egzemplarze i że następnego dnia będzie miała więcej szczegółów.
Odpowiedź nadeszła szybko, z trzema buziakami, i po raz kolejny poczuła się nieswojo. W ciągu ostatnich kilku tygodni spowodował on nie lada dyskomfort w jej życiu. Wrzuciła telefon głęboko do torby, włączyła bieg, wyjechała z dużego podwórka i zatrzymała się na drodze przed domem. Szybko zamknęła bramę i zablokowała ją, wskoczyła z powrotem do samochodu i pojechała w kierunku domu Chantelle.
Z całego serca pragnęła, aby jej dziadek mógł zobaczyć, co zrobiła z jego firmą. Szok związany z tym, że to ona została spadkobierczynią, a nie jej matka, był początkowo ogromny dla obu kobiet, ale jak wyjaśniła później Suzanne, jej matka, im więcej o tym myślała, tym mniej było to dla niej zaskoczeniem. Opuszczenie domu w wieku szesnastu lat, aby zamieszkać z ojcem Erin, zniszczyło całą rodzinę i chociaż ona i Jake ostatecznie się rozstali, ból pozostał.
Chociaż dystans między nimi zmniejszył się, zwłaszcza po narodzinach Erin, nigdy nie zniknął całkowicie. Mimo, że wszyscy widzieli miłość między starym człowiekiem a jego wnuczką, testament ją potwierdził.
Jego śmierć zmieniła wszystko. Suzanne pomogła jej wprowadzić starą księgarnię w nowe stulecie i teraz nadal pomagała jej jeden dzień w tygodniu, tylko dlatego, że kochała książki. I swoją córkę.
Przebudowały cały parter i całkowicie zmieniły mieszkanie na piętrze, które teraz było pięknym domem Erin. Wprowadziły również dział antykwaryczny dla poważnych kolekcjonerów; pokój po lewej stronie na szczycie schodów został wyposażony w regały biblioteczne, a następnie zainstalowano w nim zabytkowe meble. Tylko wybrani klienci mogli zobaczyć wnętrze tego pokoju, co ułatwiało sprzedaż naprawdę drogich tomów, tomów o tak wielkim znaczeniu i jakości, że nalegała, aby obsługiwali je ludzie w białych rękawiczkach.
Biblioteka była początkowo gabinetem jej dziadka, ale teraz miała nowe, specjalnie zaprojektowane biuro w dużej części z tyłu, za tylnymi drzwiami, i Erin czuła, że wszystko jest idealne. Chantelle, Jess i Mel bardzo ją wspierały, a teraz miała z nimi do omówienia sprawę, w której potrzebowała pomocy.
Wcześniej tego dnia znalazła czas, aby pójść do fryzjera obok i zrobić sobie strzyżenie i suszenie włosów, a Livvy, właścicielka salonu, wyjawiła jej swoje plany dotyczące sprzedaży.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
