49,90 zł
Jak rodzona matka mogła zrobić swoim dzieciom takie rzeczy?
Ondrei miał siedem lat. Dzieci w jego wieku spędzają czas, bawiąc się z rówieśnikami. On, pozostawiony sam sobie, spędził na zimnej podłodze w piwnicy kilka miesięcy. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, zobaczyli go skrępowanego tak, że nie mógł nawet swobodnie się poruszać. Przepełnione strachem oczy błagały o pomoc.
Sprawa dzieci z miasteczka Kuřim jest wstrząsająca i wciąż - choć od jej ujawnienia upłynęły całe lata - tajemnicza. Początki były zwyczajne, tak jak zwyczajne może być życie siedemnastolatki, która niespodziewanie zachodzi w ciążę ze starszym mężczyzną. Po szybkim ślubie rodzi się pierwszy syn, potem drugi. Niebawem relacje między małżonkami się psują, na szczęście Klara Mauerowa ma starszą siostrę Katerinę, która jest dla niej wzorem i opoką. Kierując się dobrocią serca, samotna matka dwóch synów podejmuje się dodatkowo opieki nad lekko autystyczną nastolatką Aną. Dla dobra rodziny przeprowadza się do małej miejscowości Kuřim. Brzmi jak bajka? A tymczasem to początek koszmaru...
Historia rodziny szukającej spokoju zamienia się w jedną z najbardziej niepokojących spraw w historii Europy Środkowej. Mimo upływu lat wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Kim naprawdę była Ana? Jaką rolę odegrała Katerina? I co się działo za zamkniętymi drzwiami domu w niewielkim czeskim miasteczku Kuřim?
: Pewnego dnia rodzice jej nie odebrali, a niania tego nie zgłosiła
: Sekta światła, która zamieniała życie wyznawców w koszmar
: "Przeraża mnie, że na to wszystko pozwoliła ich matka" - wywiad z Kamilą Morzy
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 192
Kamila Morzy @fabrykagrozy
Dzieci z Kuřim
Wstrząsająca opowieść o przemocy, manipulacji i sekcie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Autor oraz wydawca dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawca nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.
Redaktor prowadzący: Barbara Gancarz-Wójcicka
Skład: w stylu Magdalena Alszer
HELION S.A.
ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE
tel. 32 230 98 63
WWW: wydawnictwosploty.pl
ISBN: 978-83-289-3442-9
Copyright © Helion S.A. 2025
Sprawa dzieci z miasteczka Kuřim (cz. kuřimska kauza) wymaga kilku słów wyjaśnień. Nazwa tego przypadku wiąże się z zupełnie niewinnym i całkiem zwyczajnym miasteczkiem, położonym 14 kilometrów od Brna. Mimo że sprawa nabrała rozgłosu (i zyskała zasięgi w Polsce) pod nazwą „dzieci z Kuřim”, zdecydowaliśmy się odmieniać tę nazwę poprawnie, tak jak inne nazwy miast słowiańskich. Osobom nieobeznanym z językiem naszych sąsiadów podpowiadamy, że czeski znak „ř” w wymowie najbardziej przypomina nasze „rz”.
Z małej piwniczki pod schodami, która jeszcze przed chwilą była zamknięta na kłódkę, wydobywał się duszący smród. Zapach fekaliów był tak intensywny, że ciężko było oddychać. Podgniłe zamokłe ściany i zimna podłoga przyciągały robactwo. Takie warunki nie są odpowiednie nawet dla zwierzęcia, a co dopiero dla kilkuletniego chłopca. Ondřej nie miał jeszcze ośmiu lat. Dzieci w jego wieku spędzają czas na zabawie z kolegami. Ich problemy zazwyczaj kończą się na zdartym kolanie czy kłótni z rówieśnikami. On natomiast leżał porzucony na podłodze w piwnicy. Pozostawiony sam sobie, spędził tam ostatnie kilka miesięcy. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, był skrępowany, tak że nie mógł się swobodnie poruszać. Jego obojętny wyraz twarzy i spokój mocno zdziwiły i zaniepokoiły strażaka, który rozcinał mu więzy.
— To tylko zabawa w Harry’ego Pottera — próbowała nerwowo tłumaczyć jego ciotka Kateřina. — Sam chciał się tak bawić.
Ulice Brna tętniły życiem. Mieszkańcy krzątali się między budynkami, załatwiając codzienne sprawy. Część z nich wyruszała co rano do pracy w lokalnych zakładach przemysłowych. Tupot biegających radośnie dzieci dało się słyszeć niemal w całym mieście. To tutaj 30 stycznia 1977 roku przyszła na świat Klára. Miała dwie siostry: o pięć lat starszą Gabrielę i o cztery lata starszą Kateřinę. Państwo Ladislav i Eliška Mauerovie aktywnie angażowali się w wychowanie wszystkich trzech córek.
Siostry miały zapewnioną w domu przyjazną, pełną ciepła i miłości atmosferę. Mauerovie przekazywali swoim pociechom wartości, w które wierzyli. Każde święta były obchodzone zgodnie z tradycjami. W ich domu nie gościła nuda. Rodzice zabierali Kateřinę, Gabrielę i Klárę na kempingi. Rodzina uwielbiała tę wspólną aktywność, gdy wszyscy razem mogli spędzać czas na łonie natury, z dala od zgiełku miasta. Siostry po powrocie zawsze chwaliły się rodzinnymi wypadami koleżankom i opowiadały o przygodach, które przeżywały w trakcie tych wyjazdów.
Klára nieco różniła się od rówieśników. Wolny czas — w odróżnieniu od starszych sióstr, które wolały naukę i książki — spędzała na trenowaniu gimnastyki, siatkówki oraz pływania synchronicznego. W sport wkładała całe serce. Była energiczna, ruchliwa, wszędzie było jej pełno, dzięki czemu wzbudzała sympatię wśród innych dzieci. Najsilniejszą więź Klára miała z Kateřiną, środkową siostrą. Jasne, bystre oczy Kláry uważnie śledziły każde poczynanie Kateřiny.
Klára dość szybko wkroczyła w dorosłość. Rok 1996 przyniósł w jej życiu wiele zmian. Zdała maturę i tym samym ukończyła średnią szkołę zawodową (cz. Střední odborné učiliště, SOU). W tym samym roku poznała też Radka Coufala, który był od niej o kilka lat starszy. Ich miłość była nagła, pełna młodzieńczego zapału i nadziei. Klára wierzyła, że Radek jest tym jedynym. Kilka lat starszy mężczyzna miał dać jej poczucie bezpieczeństwa i życiowego oparcia. Radek zaś był po uszy zakochany w pełnej wigoru Klárze. Spotykali się ze sobą regularnie i marzyli o wspólnej przyszłości. Klára nadal uczestniczyła w zajęciach sportowych, a jej ukochany wspierał ją z całych sił. Niestety w pewnym momencie samopoczucie Kláry się zmieniło. Na treningach opadała z sił, a to odbijało się nie tylko na jej osiągnięciach, ale i nastroju.
Zmiana w zachowaniu Kláry nie uszła uwadze Radka. Dostrzegł, że ukochana stopniowo traci dawną energię, lecz nie wiedział, co jest tego przyczyną. Martwił się o nią. Klára, choć nadal angażowała się w sport i nie rezygnowała ze swoich marzeń, czuła, że coś jest nie tak. Jej organizm dawał sygnały, których nie mogła ignorować. Powoli, choć jeszcze nieświadomie, wkraczała w nowy etap życia — etap pełen niespodziewanych wyzwań.
— Jestem w ciąży — przekazała Klára rodzicom i Radkowi, gdy tylko zorientowała się, co jest powodem złego samopoczucia.
Ciąża w młodym wieku nie jest łatwym doświadczeniem. Dwudziestoletnia Klára nie była na nią gotowa. Miała wiele marzeń i planów, które nagle musiały zejść na dalszy plan. Przyszłość, którą sobie wyobrażała, diametralnie się zmieniła, ale dziewczyna nie była w tym wszystkim sama. Jej rodzice, Ladislav i Eliška, przyjęli wiadomość o ciąży z dużym spokojem i zrozumieniem. Nie zamierzali oceniać najmłodszej córki, lecz otoczyli ją wsparciem i opieką, by miała jak najlepsze warunki do przygotowania się na przyjście na świat dziecka. Chcieli, by Klára nie musiała się martwić o przyszłość swoją i jej jeszcze nienarodzonego dziecka. Jej najstarsza siostra Gabriela również nie pozostała obojętna, często oferowała Klárze pomoc i wsparcie.
Radek, gdy dowiedział się o ciąży swojej dziewczyny, nie uciekł od odpowiedzialności. Choć był to dla niego wielki szok, postanowił stanąć na wysokości zadania i zrobić wszystko, by Klára i ich dziecko mieli zapewnione stabilność i bezpieczeństwo. Obiecał ukochanej, że razem z nią przejdzie przez trudy rodzicielstwa i będzie przy niej na każdym jego etapie. Rok 1997 stał się dla nich początkiem nowego rozdziału w ich życiu. Był pełen wyznań, miłości i nowych doświadczeń.
Rodzice Kláry, zgodnie z daną obietnicą, otoczyli ją troską i zapewnili wszelką pomoc. Z biegiem czasu cała rodzina zaczęła coraz bardziej niecierpliwie wyczekiwać narodzin maleństwa. Atmosfera w domu była pełna ekscytacji, a każdy dzień przybliżał Klárę i Radka do momentu narodzin pociechy. W końcu, 6 października 1997 roku, na świat przyszedł ich pierwszy syn, Jakub. Było to radosne i ciekawe świata dziecko, które szybko stało się oczkiem w głowie całej rodziny. Jego śmiech rozbrzmiewał po całym domu, wypełniając go ciepłem i szczęściem.
Przez pierwszy rok po narodzinach syna Klára i Radek mieszkali w domu rodzinnym dziewczyny. Wszyscy jego mieszkańcy angażowali się w opiekę nad maluszkiem, co zdejmowało młodym rodzicom nieco ciężaru z barków. Co prawda ich życie diametralnie się zmieniło, ale w tej zmianie odnaleźli nowy sens i radość. W końcu nadszedł moment, gdy Klára i Radek postanowili wkroczyć na kolejny etap swojej miłości. Rok po narodzinach syna zdecydowali się na przeprowadzkę do własnego mieszkania. Stało się ono dla nich symbolem nowego początku i samodzielności. Byli gotowi razem podjąć wyzwania, jakie na nich czekały, i budować rodzinę, której fundamentem będą miłość, wsparcie i wzajemne zrozumienie.
Po dwóch latach od narodzin pierwszego syna, 10 września 1999 roku, Klára po raz drugi została matką. Na świat przyszedł Ondřej. Bystry, ciekawy świata chłopiec od pierwszych chwil życia darzył mamę ogromną, bezwarunkową miłością. Wkrótce potem para wzięła ślub.
Dla Kláry najważniejsze były dzieci. Chciała, aby niczego im nie zabrakło i aby miały jak najlepsze warunki do dorastania. Nie zamierzała jednak rezygnować z ambitnych planów na przyszłość. Pragnęła być nie tylko troskliwą matką, ale także samodzielną, niezależną kobietą. Dlatego zdecydowała się na dalszą edukację i rozpoczęła studia na kierunku pedagogika specjalna, bo jak sama później zeznawała, zawsze starała się pomagać dzieciom. Wkrótce podjęła też pracę jako sekretarka na Wydziale Edukacji Uniwersytetu Masaryka w Brnie, co pozwoliło jej wesprzeć domowy budżet i nie pozostawiać całej odpowiedzialności za finanse na barkach Radka.
Po narodzinach drugiego syna z pomocą często przychodziła jej Gabriela, która angażowała się w opiekę nad chłopcami. Patrzyła na młodszą siostrę z podziwem, uważając ją za idealną matkę. Podziwiała jej determinację i oddanie, z jakim Klára łączyła pracę, edukację i macierzyństwo. W oczach Gabrieli Klára była osobą niezwykłą, bez skazy, gotową rzucić się w ogień za swoimi maluchami; prowadziła życie niczym z bajki, pełne miłości, rodzinnego ciepła i wzajemnego wsparcia.
Nie tylko Gabriela odnosiła takie wrażenie, cała rodzina Mauerów tak to widziała. Choć życie Kláry i Radka nie było wolne od trudności, potrafili czerpać radość z każdego dnia. Mimo obowiązków i wyzwań, jakie stawiało przed nimi rodzicielstwo, budowali dom wypełniony miłością i harmonią. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, w której dzieci mogły się czuć kochane i bezpieczne.
Krzyki w mieszkaniu były na tyle głośne, że słyszeli je sąsiedzi. Podniesione tony pełne żalu, wzajemnej niechęci i zniesmaczenia zagęszczały atmosferę. Pierwszy kryzys w związku Kláry i Radka przyszedł szybko, jednak nie był niespodziewany. Już wcześniej dziwne zachowania Kláry wzbudzały wątpliwości mężczyzny. Stała się wybuchowa. Najdrobniejsze przewinienie z jego strony stawało się powodem do awantury. Z czasem on również stał się bardziej nerwowy.
Dwaj bracia stracili spokojną ostoję, jaką był dotąd pełen miłości dom. Nie patrzyli już z podziwem na kochających się rodziców. Po rodzinie jak z obrazka nie zostało już nic. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. W końcu para musiała podjąć decyzję co do przyszłości swojego małżeństwa.
W 2003 roku Klára i Radek się rozstali. Zrobili to bez okazywania żalu i wzajemnego oskarżania się, tak aby ich synowie odczuli to jak najmniej. Dzieci zostały z matką, ale Radek regularnie uczestniczył w wychowaniu synów. Uśmiechy na twarzy Jakuba i Ondřeja pokazywały się za każdym razem, gdy ojciec przyjeżdżał, by zabrać ich do restauracji, sali zabaw czy zoo. Chłopcy wyczekiwali każdego spotkania z tatą, tak jak kiedyś ich matka wyczekiwała rodzinnych kempingów.
Klára po rozstaniu z pierwszą poważną miłością odczuwała pewną pustkę. Uczucie bezpowrotnej straty mocno ją przytłoczyło i sprawiło, że stała się bardziej osowiała. Nie za bardzo wiedziała, co począć ze swoim życiem. Rola samotnej mamy ją zaskoczyła. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęła do niej najstarsza siostra Kateřina. Szybko ponownie stały się sobie bliskie, zupełnie jak wtedy, gdy były dziećmi.
Klára dzięki pomocy Kateřiny odżyła. Była pogodniejsza i spędzała coraz więcej czasu z siostrą. Ponownie w życiu jej oraz Jakuba i Ondřeja zawitały harmonia i spokój.
Skulony kłębek przypominający człowieka wyczekiwał swoich rodziców w mieszkaniu starszej pani. Antonína Drcmanová była dobrą kobietą, a zasmucona dziewczynka nie była pierwszym dzieckiem, którym się zajmowała. Jeszcze nie tak dawno temu opiekowała się trzema swoimi wnuczkami: Gabrielą, Kateřiną i Klárą.
Na Anę wszyscy mówili „Anička”. Różniła się od wnuczek Antoníny — była zamknięta w sobie, prawie w ogóle się nie odzywała. Zazwyczaj siedziała osamotniona, wyczekując przyjazdu rodziców, którzy przez ostatnie kilka lat regularnie podrzucali ją starszej pani. Nie przejmowali się losem córki. Prawie wszystkie pieniądze wydawali na narkotyki. Anička często chodziła głodna, ubrana w stare ciuchy i przestraszona. Wszyscy w okolicy wiedzieli o przerażającym życiu dziewczynki, jednak tylko starsza pani Antonína otworzyła dla niej serce. Anička dostawała u niej jedzenie, ciepłe ubrania, miejsce do odpoczynku, ale także trochę miłości, której tak bardzo brakowało jej w domu.
Tym razem mijały godziny, a potem dni, które w końcu zamieniły się w tygodnie i miesiące. Po Aničkę nikt nie wrócił. Nikt się nie odezwał. Starsza pani nie wiedziała, czy rodzice Anički zmarli z przedawkowania, mieli wypadek czy po prostu postanowili opuścić zamkniętą w sobie, problematyczną dla nich córkę. Oczywiste było jednak dla Antoníny to, że ona nie może porzucić dziewczynki. Ana została u kobiety na stałe. Starsza pani nie zgłosiła nigdzie sytuacji, w której obie się znalazły. Po prostu przez kolejne lata dawała dziecku opiekę i miłość.
Anička nie zmieniła się zbytnio w tym czasie. Im była starsza, tym bardziej stawała się wycofana. Pani Antonína, mimo że dawała z siebie wszystko, nie potrafiła sprawić, by Anička stała się weselszym dzieckiem.
Dziewczynka została zupełnie sama w 2004 roku.
Po śmierci pani Antoníny Kateřina wykazała się podobną troską jak jej babcia. Postanowiła znaleźć dom dla porzuconej dziewczynki. Uznała, że to jej siostra ma ku temu najlepsze warunki.
Po namowach Kateřiny Klára wzięła na siebie opiekę nad nastolatką. Miała już dwójkę dzieci, więc zdaniem siostry była to najrozsądniejsza opcja. Dobre serce Kláry czekało nowe doświadczenie. Jakub i Ondřej także wydawali się zadowoleni na wieść o przybranej siostrze.
Anička szybko jednak zaczęła wysysać energię z Kláry. Opieka nad — jak się okazało — wycofaną i nieskłonną do kontaktu dziewczynką sprawiła, że kobieta ponownie zamknęła się na życie. Kosztowny i niezwykle trudny proces o przyznanie jej opieki nad dziewczynką dłużył się Klárze bez końca. Rodzice Anički nie zostawili jej nic. Dziewczynka nie miała własnych dokumentów, dokumentów rodziców ani nawet wspólnych rodzinnych fotografii. Świadkami historii nastolatki byli bliscy znajomi, siostry Mauerove oraz ich rodzice. Klára próbowała wszystkiego, żeby móc sprawować opiekę nad Aničką legalnie.
Czarne chmury znad głowy Kláry odgonił znajomy jej siostry, Jakub Patočka. Pełen wigoru aktywista już nieraz pomagał w tak trudnych sytuacjach. Postanowił pomóc też siostrze Kateřiny. Pociągnął za odpowiednie sznurki i sprawił, że proces wyznaczania dziewczynce prawnej opiekunki niespodziewanie nabrał tempa.
W grudniu Klára i Kateřina złożyły wniosek o nadanie imienia, nazwiska i wyznaczenie daty urodzenia oraz wskazanie prawnego opiekuna niepełnoletniej dziewczynki. Cały ten proces był bardzo skomplikowany, ponieważ trzeba było dostarczyć mnóstwo dokumentów i złożyć zeznania. I choć Klára była wyczerpana, to jednocześnie szczęśliwa, zwłaszcza że mogła tu liczyć na wsparcie całej rodziny. Trzeba było dostarczyć raporty medyczne: były to wyniki badań psychologicznych Kláry i badania pediatryczno-psychiatryczne Anički (przeprowadzone na Słowacji, w Nitrze, w szpitalu uniwersyteckim na oddziale psychiatrycznym). Siostry załączyły też opinię biegłego w dziedzinie pediatrii na temat wieku dziecka ze wskazaniem, że urodziło się w 1993 roku. Do tego dochodziła konieczność przejścia badań DNA. Obie siostry Mauerove musiały również złożyć zeznania dotyczące dziewczynki. W charakterze świadka została także przesłuchana ich matka, Eliška. Wszyscy zeznający w sprawie w taki sam sposób opowiedzieli o trudnej przeszłości nastolatki. Eliška Mauerová z czułością w głosie opowiedziała historię Any, którą zajmowała się jej matka, Antonína Drcmanová.
Sformalizowanie opieki nad Aničką miało zdjąć ciężar z barków Kláry. I choć w końcu, 26 marca 2007 roku, ten trudny proces się zakończył (sąd zadecydował wówczas o wyznaczeniu daty urodzenia dziewczynki na 2 grudnia 1993 i nadaniu jej imienia Anna Mauerová, a także wskazaniu Kláry jako jej opiekunki), tylko na chwilę dało jej to upragniony od miesięcy spokój. Opieka nad synami i straumatyzowaną Aną zabierała jej wiele czasu. Kobieta coraz bardziej odczuwała zmęczenie i była przytłoczona codziennością. Przerwała studia, aby całkowicie poświęcić czas trójce swoich dzieci. Odcięła się nawet od najbliższej przyjaciółki, Marceli Zedníčkovej, przez co zerwała również więzi między swoimi synami a jej dziećmi, z którymi Jakub i Ondřej się przyjaźnili. Jej nastawienie do przyjaciółki diametralnie się zmieniło. Była nerwowa, a w trakcie rozmów szeptała do telefonu. Jej smutek zauważył nawet Radek, który w dalszym ciągu regularnie przyjeżdżał do chłopców. W tamtym okresie dowiedział się od byłej żony, że ich synowie zaczynają sprawiać problemy wychowawcze. W oczach Jakuba i Ondřeja mężczyzna dostrzegał coraz większy smutek. „To pewnie pojawienie się Anički tak na nich wpłynęło” — Radek doskonale wiedział o związanych z tym problemach.
W lipcu 2006 roku Radek po raz pierwszy miał problem ze skontaktowaniem się z synami. Powinni spędzać czas z ojcem, jednak Klára zaczęła skutecznie to utrudniać. Nie tylko z Radkiem zerwała kontakt. Odcięła się od całej rodziny i wszystkich przyjaciół. Wyjątkiem była ukochana siostra Kateřina. Problemy wychowawcze z chłopcami narosły do takiego stopnia, że Klára postanowiła coś zmienić. W tajemnicy przed wszystkimi w grudniu 2006 roku wraz z synami i przybraną córką wyprowadziła się do małego spokojnego miasteczka — Kuřimia.
Dla Eduarda Tvrdego ten dzień miał być jednym ze szczęśliwszych w jego życiu. Mężczyzna od rana krzątał się po domu, wyczekując narodzin swojego dziecka. Rodzicielstwo było spełnieniem jego pragnień. Podczas gdy żona leżała w szpitalu, on w pośpiechu dopracowywał ostatnie detale w domu, mając na uwadze potrzeby niemowlęcia. Jednym z obowiązkowych elementów wyposażenia była jego zdaniem elektroniczna niania, która miała nadawać obraz na żywo z pokoju dziecka. Dzięki temu gadżetowi wraz z żoną mieli być spokojniejsi.
Zamontowanie elektronicznej niani poszło mu sprawnie i szybko. Równie sprawnie poradził sobie z jej uruchomieniem. Gdy na telewizorze pojawił się obraz z kamery, w umyśle Eduarda wywołało to konsternację. Spodziewał się zobaczyć świeżo urządzony dziecięcy pokoik, a dostrzegł coś zupełnie innego. Przerażający obraz sprawił, że włosy stanęły mu na głowie.
Ciemna piwnica z brzydkimi, zniszczonymi ścianami i chłopiec wpatrujący się prosto w kamerę. Właśnie to ujrzał Eduard. „Czy to żart? A może jakaś zabawa?” — próbował wytłumaczyć sam sobie, bo niby dlaczego ktoś miałby trzymać związanego nagiego kilkuletniego chłopca w ciemnej piwnicy? Uwierzył więc we własne tłumaczenia, a gdy otrzymał ze szpitala telefon z informacją, że poród się rozpoczyna, przestał myśleć o kamerze i tym, co zobaczył.
Szczęśliwy świeżo upieczony ojciec przekroczył próg swojego domu jeszcze przed 17. Minęło kilka godzin od uruchomienia kamery. W tym czasie jego żona zdążyła urodzić zdrowe dziecko, a jego emocje powoli opadały. Myśli Eduarda zaczęły znowu krążyć wokół dziwnego obrazu widzianego poprzez elektroniczną nianię. W duchu modlił się, aby po włączeniu telewizora tym razem obraz był inny. Niestety jego oczom znowu ukazała się ciemna piwnica. Związany tajemniczy chłopiec tym razem był przez kogoś karmiony. Pożywienie, które mu podawano, przypominało czerstwy chleb. Zaniedbane jasne włosy chłopca opadały mu niechlujnie na czoło. Eduard wiedział już, że to nie może być zabawa. Słowa, które usłyszał chwilę później, tylko to potwierdziły: „Żryj to albo przyniosę więcej”.
Funkcjonariusze policji po przybyciu do domu Eduarda szybko doszli do wniosku, że obraz nadany przez elektroniczną nianię musiał zostać odebrany z sąsiedztwa. Wszyscy patrzący na telewizor zadawali sobie te same pytania. Kim jest chłopiec? Gdzie dokładnie się znajduje? Dlaczego spotkał go taki los? W tamtym momencie priorytetem stało się zlokalizowanie chłopca.
Natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Oficer Miroslav Gregor wraz z policyjnym technikiem udali się do sąsiedniego domu. Zapukali do białych drewnianych drzwi domku, w którym mieszkała trzydziestoletnia Klára Mauerová.
Po przeprowadzce do Kuřimia Klára nie nawiązała wielu nowych znajomości. Nie uczestniczyła w sąsiedzkich sprawach ani nie wdawała się w długie rozmowy. Nie była zbyt towarzyska, dlatego sąsiedzi postrzegali ją jako osobę zamkniętą w sobie i trzymającą się na uboczu. Niewiele osób miało okazję lepiej ją poznać, a jeszcze mniej utrzymywało z nią jakiekolwiek bliższe relacje. Jedyną stałą osobą w jej życiu, poza dziećmi, była jej starsza siostra Kateřina.
Policjanci musieli dość długo czekać na otwarcie drzwi. Klára przyjęła ich jednak z uprzejmym uśmiechem. Na wszystkie pytania zadane przez funkcjonariuszy odpowiadała spokojnym tonem, bez cienia zdenerwowania. W trakcie rozmowy policjanci zwrócili uwagę na głośną muzykę dobiegającą z wnętrza domu — dźwięk utrudniał zrozumienie słów kobiety.
Klára wyjaśniła, że mieszka tylko z trzynastoletnią córką, Aničką. Powiedziała, że dziewczynka jest chora i w tej chwili odpoczywa na piętrze.
— To moje jedyne dziecko — zaznaczyła.
Coś w zachowaniu Kláry budziło pewien niepokój. Z jednej strony była rozmowna i otwarta, ale z drugiej — policjanci wyczuli pewną nienaturalność i napięcie w jej zachowaniu. Nie chcieli jednak wyciągać pochopnych wniosków.
*
W tym samym czasie Eduard z zaangażowaniem obserwował obraz z tajemniczego miejsca. Najpierw do jego uszu dotarła melodia prosto z głośnika, a zaraz potem zobaczył, że ktoś gasi światło w piwnicy. Za chwilę dosłyszał pukanie do drzwi i głosy policjantów rozmawiających z kobietą. Wiedział już, że policjanci trafili do właściwego domu. Mężczyzna nie zwlekał i od razu powiadomił ich o swoim odkryciu. Na nagraniu słychać było tę samą piosenkę, która rozbrzmiewała głośno w małym domku z białymi drzwiami. Dokładnie tym, w którym sympatyczna Klára Mauerová z uśmiechem na twarzy zapewniała policjantów, że ma tylko córkę.
Tymczasem Klára zaczęła się zachowywać coraz bardziej nerwowo. Stwierdziła, że musi zadzwonić do siostry i doktora. Chwilę potem na miejscu pojawiła się Kateřina. Policjanci dopytywali Klárę o chłopca, oczekując odpowiedzi, których tym razem kobieta nie chciała im udzielić. Stała się roztargniona i nerwowa. Policjanci mogli wyczuć jej stres. Funkcjonariusze siłą dostali się do środka, nie zważając na Klárę, która próbowała temu zapobiec. Wnętrze było czyste, zadbane, nie różniło się zbytnio od domów w okolicy. Jeden element nie pasował jednak do reszty. Mocne drzwi pod schodami, szczelnie zamknięte na kłódkę, od razu rzucały się w oczy.
— To nie moje pomieszczenie. Dom jest wynajęty, a piwnica należy do właściciela — odpowiedziała Klára na pytanie o drzwi.
— Co się tam znajduje? — Policjanci nie dawali za wygraną.
— Nie wiem, mówiłam, że to nie moje pomieszczenie.
— Będziemy musieli je otworzyć.
Sytuacja nagle się zaostrzyła. Konflikt coraz bardziej narastał. Nie dość, że mieli teraz do czynienia z dwiema dorosłymi kobietami, które wyraźnie stawiały opór i składały niejasne zeznania, do gry wkroczyła trzynastolatka. Przerażona Anička dostała się na parter z piętra. Policjanci postanowili wezwać posiłki, w tym straż pożarną, która miała im pomóc sforsować drzwi. Dziewczynka była ubrana w za dużą niechlujną sukienkę, a okrągłe okulary prawie całkowicie przysłaniały jej twarz. Krzyczała zlękniona tym, co się działo. W ciągu ostatnich kilku lat musiała przetrwać porzucenie przez rodziców, proces ustalania tożsamości i wyznaczania opiekuna, a teraz do domu, w którym miała odnaleźć spokój, wtargnęło kilku funkcjonariuszy policji i straży pożarnej. To wywołało histerię dziewczynki, która własnym ciałem zasłaniała drzwi od piwnicy. Siedząc na podłodze, krzyczała w amoku. Nie zostawiła policjantom wyboru. Siłą odciągnęli ją na bok. Dostępu do drzwi nadal broniły jednak dwie kobiety, które też trzeba było przymusić, by wreszcie odstąpiły. Dziewczynka natychmiast wtuliła się w swoją przybraną mamę. Trzask przełamywanej kłódki rozniósł się po domu, a przeraźliwy pisk otwieranych drzwi zapowiedział koszmar, który już za chwilę wszyscy mieli ujrzeć.
Z małego pomieszczenia pod schodami, przypominającego piwniczkę, wydobywał się duszący smród wywołujący mdłości. Na podłodze i ścianach znajdowały się zaschnięte wymiociny, mocz i resztki jedzenia. Zapach fekaliów, gnijących od miesięcy na ziemi, był tak intensywny, że ciężko było oddychać. Funkcjonariuszom, którzy przecież widzieli wiele, zbierało się na wymioty. Podgniłe zamokłe ściany i podłoga przyciągały robactwo. Takie warunki nie są odpowiednie nawet dla zwierzęcia, a co dopiero dla kilkuletniego chłopca. Ondřej nie miał jeszcze ośmiu lat. Dzieci w jego wieku spędzają czas na zabawie z kolegami. Ich problemy zazwyczaj kończą się na zdartym kolanie czy kłótni z rówieśnikami. On natomiast leżał porzucony na brudnej podłodze w piwniczce pod schodami, skrępowany w taki sposób, że nie mógł się poruszać.
Musiał spędzić tu dużo czasu. Świadczyły o tym zarówno wygląd pomieszczenia, jak i stan chłopca. Ondřej był chudy, zaniedbany, a przy tym wydawał się zobojętniały. Nie płakał. Dlaczego dziecko traktowane w tak bestialski sposób nie płakało? Dlaczego chłopiec nie był wystraszony, kiedy strażak Petr Hanák rozcinał mu więzy? Jak zeznał potem w sądzie strażak: „Kiedy wszedłem, chłopiec się nie odezwał. Powiedziałem mu, żeby się nie bał, kiedy wyciągałem nóż, aby rozciąć więzy. Ale on zachowywał się spokojnie, nie płakał, traktował to jako coś oczywistego, jakby to była jakaś gra”.
Gdy pierwszy szok spowodowany odkryciem minął, policja zaczęła zadawać Klárze niewygodne pytania.
— Kim jest ten chłopiec? Co tutaj robi?
— Nie wiem. — Klára bezradnie próbowała wybrnąć z sytuacji.
Kateřina pomagała siostrze się tłumaczyć. Klára potwierdziła, że chłopiec to jej syn, jednak nadal nie umiała sensownie odpowiedzieć na pytania zadawane przez policjantów.
— Jest tam od niedawna, może jakieś kilka godzin — mówiła.
Nikt z obecnych nie wierzył w to, że chłopiec był więziony w piwnicy kilka dni, a co dopiero kilka godzin.
— To tylko zabawa w Harry’ego Pottera — próbowała nerwowo tłumaczyć jego ciotka Kateřina. — Sam chciał się tak bawić.
Te słowa wbiły funkcjonariuszy w podłogę. Żadne dziecko nie chce „bawić się” w taki sposób, a żadna matka nie chce, żeby jej dziecko „bawiło się” w taki sposób. Siostry postanowiły, że nie będą nic więcej wyjaśniać. To, co przekazały, było ich zdaniem wystarczające.
