Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Doskonali” to thriller psychologiczny osadzony w realiach małej społeczności, opowiadający o przemocy psychicznej ukrytej pod pozorem porządku, moralności i społecznego autorytetu.
Punktem wyjścia powieści jest śmierć dorosłej kobiety, której okoliczności od początku budzą poważne wątpliwości. Prowadzone śledztwo nie tyle rekonstruuje sam moment zgonu, ile odsłania długotrwały proces niszczenia jednostki przez system rodzinny oparty na kontroli, hierarchii i kulcie doskonałości.
Centralną osią książki jest portret rodziny funkcjonującej w lokalnej świadomości jako wzór – dyrektora hurtowni i jego żony - księgowej, osób cieszących się społecznym zaufaniem. Za idealną fasadą kryją się manipulacja, emocjonalna przemoc oraz instrumentalne traktowanie bliskich, prowadzące do tragedii.
Powieść koncentruje się na psychologii postaci, relacjach rodzinnych i społecznych mechanizmach milczenia. Wątek kryminalny pełni funkcję katalizatora ujawniającego głębsze napięcia i traumy, a narracja unika prostych ocen oraz jednoznacznego katharsis.
Książka inspirowana jest autentyczną sprawą kryminalną z 1996 roku; zasadnicze okoliczności zdarzenia oraz wyrok sądowy pozostają zgodne z faktami, przy zachowaniu fikcyjnej narracji i zmienionych danych personalnych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 277
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© Michał Harnik, 2026
Realizacja procesu wydawniczego i druk | ATONCE.PL
Korekta | Katarzyna Twarduś
Skład i łamanie | Tomasz Smołka
Projekt okładki według pomysłu autorki | Marta Turska
ISBN e-book 978-83-978731-1-7
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zapowiadał się kolejny idealny poranek.
Lucyna, jak zwykle, wstała pierwsza. Odwiedziła łazienkę, szybko włożyła przygotowane wieczorem ubranie i zabrała się do robienia śniadania.
W ciągu kilku minut powstały perfekcyjne kanapki z masłem, szynką i pomidorem. Masło było równomiernie rozsmarowane, a jego warstwa na każdej kanapce miała dokładnie taką samą grubość. Szynka, wyjęta z krajalnicy, zachwycała idealnym kształtem i rozmiarem, a pomidor, pokrojony specjalnym nożem „do pomidorów”, olśniewał czerwonym kolorem i malinowym smakiem. Cudownie i perfekcyjnie. Nic nie mogło zepsuć tego poranka.
– Wstawaj, Lucjanie! – zawołała kobieta, a jej mąż, jeszcze zaspany, szybko podniósł się z łóżka i poszedł do łazienki. – Ania, Krystynka! Śniadanie, zapraszam!
Dzieci niemal natychmiast przekroczyły próg, jakby tylko czekały na wezwanie. Po chwili dołączył do nich ojciec z uśmiechem na twarzy. Przywitał się ze wszystkimi i usiadł u szczytu stołu.
– Smacznego, moja wspaniała rodzinko – powiedziała Lucyna, zajmując ostatnie miejsce. – Czeka nas cudowny dzień, pełen fantastycznych przeżyć i niesamowitych przygód. A właśnie, Aniu, jesteś gotowa na dzisiejszy sprawdzian z matematyki?
– Tak, mamo, uczyłam się cały weekend – zapewniła dziewczynka z dumą.
– A ty, Krystynko? – zapytał Lucjan.
– My dziś idziemy z klasą do kina, będzie super! – krzyknęła dziewczynka, rozpromieniona.
Dwadzieścia minut później dzieci były gotowe do wyjścia do szkoły i grzecznie czekały na tatę, który miał je odwieźć.
Lucjan zajrzał do kuchni.
– Kochanie, jedziesz z nami?
– Nie, dziś zaczynam później, więc wstawię zupę i przespaceruję się do pracy. Jest taki piękny dzień – odpowiedziała Lucyna. – Zresztą jak każdy – westchnęła, wyjmując z szafki garnek.
Wszystko jest takie idealne. Właśnie tak to sobie wyobrażałam.
Jesteśmy szanowaną rodziną i ludzie bardzo się z nami liczą. To my potrafimy każdemu mądrze doradzić i wszyscy biorą z nas przykład. I dobrze, w końcu mają z kogo. Jak tak na siebie patrzę, to nie widzę nikogo, kto mógłby ze mną konkurować.
Ja, szczupła, świetnie wyglądająca trzydziestka. A może nawet dwudziestka – przecież wyglądam na sporo młodszą. Doskonale ubrana, ale nie krzykliwie, tylko dystyngowanie. Trochę jak królowa Elżbieta, tylko bez tych kapeluszy, bo nie lubię się popisywać. Z klasą i po cichu można osiągnąć znacznie więcej niż jakimś odkrywaniem ciała, głupimi kolorami czy kapiącym zewsząd złotem. Skromność to podstawa. Niech ludzie widzą, jaka jestem skromna, i niech zazdroszczą.
W kościele zawsze wyglądam najlepiej i widzę, jak te baby się na mnie gapią, jak skręca je na widok drogiego płaszcza czy gustownej torebki. Chociaż myślę, że najbardziej zazdroszczą mi Lucjana. Nie dość, że przystojny, postawny facet, to jeszcze z taką pozycją.
Ha! – właściciel hurtowni spożywczej. Sam o sobie mówi Dyrektor. To nie jakiś sprzedawca czy budowlaniec. Dyrektor to figura. Ksiądz, komendant i dyrektor – to są profesje.
Może jeszcze wójt, ale ten nasz pije na potęgę. Nawet go nie biorę pod uwagę – żaden z niego autorytet. Zupełnie inaczej niż Lucjan. On bardzo rzadko wypije kieliszek wina. Jego pozycja zobowiązuje. Co by ludzie powiedzieli, gdyby zobaczyli go pijanego? Boże, jak mogłam w ogóle tak pomyśleć?
Musimy dawać dobry przykład. Niech ludzie widzą, jak można żyć z godnością.
Lucjan jest szefem już od pięciu lat. Przejął firmę po rodzicach w tak młodym wieku, a tak dobrze sobie radzi, że naszą hurtownię z całą pewnością można uznać za jedną z najlepszych. Do tego mój ukochany mąż udziela korepetycji z matematyki, a to przecież królowa nauk. Najważniejszy przedmiot.
Niektórzy pewnie będą twierdzić, że język polski, bo czytamy w nim i piszemy, więc musi być ważniejszy. Guzik prawda. Przecież gdyby nie matematyka, nikt by nawet nie wiedział, ile jest liter. Matematyka jest najważniejsza i koniec.
W końcu sama też ją studiowałam – ekonomia – brzmi dumnie. Nie mogłabym się uczyć niczego innego, a już na pewno nie takich bzdur jak historia czy geografia. Bez tego da się spokojnie żyć. Bo kogo to obchodzi, że tu niby jest taka rzeka, a tu taka góra. Co za różnica? To dzięki matematyce możemy zmierzyć ich długość czy wysokość.
To matematyka jest najważniejsza! Bez dyskusji. Matematyka góruje i przewodzi – zresztą tak jak nasza rodzina. Rodzina Najborów.
Lucjan jest taki mądry i ma duży posłuch wśród ludzi. Potrafi rządzić wszystkimi, kobietami i mężczyznami. Jest najlepszym dyrektorem w okolicy, a wiadomo, że taki dyrektor to nie byle kto. Nie każdy się do tego nadaje. A właściwie to chyba nikt poza moim mężem i mną.
Chciałabym, żeby Lucjan awansował mnie na swojego zastępcę, ale kiedy z nim o tym rozmawiałam, stwierdził, że to by głupio wyglądało, że nie możemy mieć całej władzy w swoich rękach. Dodał jeszcze, że zastępca to tylko taka figura, że to on rządzi i nikomu innemu na to nie pozwoli. W porządku, chyba ma rację. On powinien pokazywać siłę i charakter, ja będę tą skromną i spokojną.
A dzieci... Zrobiliśmy z Lucjanem świetną robotę. Doskonale wychowane. Grzeczne i mądre. Ania jest już w czwartej klasie i ma same piątki. Chyba nawet jednej czwórki do domu nie przyniosła. Co roku czerwony pasek i wyróżnienie. Duma mnie rozpiera.
Wygrała też miejski konkurs piosenki patriotycznej i gra na skrzypcach. Wybitne dziecko. Ostatnio płakała, bo jakiś chłopiec powiedział jej, że ma takie oceny tylko dlatego, że jej tata jest szefem hurtowni i nauczyciele dają jej piątki, bo się go boją. Głupek. Ma takie dobre oceny, bo jest mądra i dużo się uczy. Lucjan nie ma z tym nic wspólnego.
No, może raz czy dwa szepnął słówko pani od angielskiego, żeby dała Ani lepszą ocenę, bo akurat z angielskiego nie idzie jej aż tak dobrze. Ale skoro ma takie możliwości, to dlaczego z nich nie skorzystać? Przecież kobita dostanie od nas trochę rzeczy taniej na święta i będzie zadowolona. Trzeba sobie pomagać.
Może Ania zostanie kiedyś lekarką albo sędzią. Dobrze by było. Niech ludzie widzą, jak się nam powodzi, i niech zazdroszczą jeszcze bardziej. „Patrz, jak dzieci wykształcili. Ale oni to mają dobrze”. Niech tak mówią i zazdroszczą – a co.
Krystynka też zdolna, tylko jeszcze młoda. To dopiero trzecia klasa. Komunię miała w tym roku. Ale to była piękna uroczystość. W pierwszej parze szła. Lucjan z księdzem to załatwił.
Niby ksiądz mówił, że nie powinna, bo Krystynka jest najwyższa z dzieci i zasłoni pozostałe, ale to moja wina, że taka dorodna się udała, a inne dzieci to kurduple? I co, jak wysoka, to ma się chować z tyłu? Może jeszcze na lekcjach powinna pod ławką siedzieć? Niedoczekanie wasze.
Dobrze, że Lucjan to załatwił. Tak nie można. Powiedział księdzu, że jeśli nie zgodzi się na pierwszą parę, to nie dostarczy do kościoła produktów na uroczystą pokomunijną kolację dla nich. A już kilka lat im to ogarnia i musieliby kupić to gdzie indziej i na pewno drożej... A wiadomo – kościół zawsze biedny, nigdy nie ma na nic pieniędzy. Ksiądz nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić. I tak też się stało.
Ale to było piękne.
Niech ludzie widzą, jak nam się dobrze powodzi i jakie mamy uznanie w środowisku i w mieście. Jak tak patrzę, to nie ma w okolicy drugiej takiej rodziny jak nasza. Z każdej strony sukces. Nie ma się do czego przyczepić.
Lucjan jest bardzo szanowany. Wszędzie go zapraszają – na bankiety, przedstawienia, uroczystości. Nie ma się co dziwić. Dobrze mieć u siebie takiego biznesmena. Aż zazdroszczę tym ludziom, że mogą go zaprosić i ugościć.
Oczywiście mówię tak tylko dlatego, że też chciałabym móc urządzić przyjęcie dla kogoś ważnego, ale nikogo takiego poza moim mężem nie ma.
W dodatku jest taki szarmancki i zawsze o mnie pamięta. Gdy zapytał, czy mnie podwieźć do hurtowni, odruchowo chciałam się zgodzić, ale uznałam, że przejdę się pieszo, bo Lucjan kupił mi ostatnio nowy płaszcz. Niech ludzie widzą, że idzie dyrektorowa. Niech się ślinią na mój widok – a co.
Ja im nie zazdroszczę. Przecież nie każdy może mieć tak dobrze jak ja.
Wszystko na mojej głowie. Ale w sumie to na czyjej ma być? Jak się ma talent i predyspozycje do bycia najlepszym, to nie ma się czego wstydzić. Albo się jest liderem, albo nie.
Może kiedyś ktoś mnie zacytuje i powie: musisz być twardy. Nie możesz sobie pozwolić, żeby cię rozbiła jakaś sytuacja, zwłaszcza taka, która dotyczy cię osobiście. Nie. Tu są poważne sprawy. Tu nie ma żartów. Może przyjdzie dzień, że trzeba będzie podjąć takie decyzje, że człowiek nawet sobie nie wyobraża, że mógłby je podjąć. I albo to umiesz, albo nie umiesz. A jak nie umiesz, to się do tego nie nadajesz. Taka prawda.
Przecież to ja decyduję, czy dzieci w szkole zjedzą na obiad ryż z jabłkami, czy mielonego, bo wszystko zależy od tego, co im do szkoły dowiozę. To ja decyduję, czy w firmie w dzień Wigilii zrobimy dzień wolny czy nie. To ja decyduję, czy na urlop pójdzie Stefan czy Aldonka, i to ode mnie zależy, czy na Wigilii u księdza będzie dorsz czy karp.
Chociaż tym babom to już się porypało we łbach. Ostatnio za stróża chciała się przyjąć Bożenka Rybczyńska. Chyba ją powaliło. A jakby tak jakiś pijak wyskoczył do niej z łapami i musiałaby go utemperować, to co ona by zrobiła? Przekonała go gadką? Oszalała.
Tu trzeba faceta. Takiego, co to w ryja da albo złapie za bety i wypieprzy za płot hurtowni, jeśli będzie to konieczne. Nie ma mowy – u mnie żadna baba za ciecia robić nie będzie. Może jeszcze na księdza by się chciały zatrudniać.
Kościół to mądra instytucja. Bab nie przyjmuje i ma spokój. Te tylko by się obgadywały i plotkowały. Jedna na drugą, jak przekupki na targu. A faceci rządzą i niech tak zostanie. Po co to psuć? Jest, jak jest, i jest dobrze.
Papież – chłop. Prezydent – chłop. Wójt – chłop. I ja, dyrektor, też chłop. Tak jest najlepiej.
Ostatnio w gminie w Zapoledniku jakaś Stefania została dyrektorką technikum. Że co proszę? Jak tam prawie same chłopy chodzą? Tylko patrzeć, jak jej na łeb wlezą i kobita sobie nie da rady z tym bydłem. Tu trzeba twardej ręki, a nie umazanych lakierem paznokci i farbowanych włosów. Trzeba pokazać siłę i autorytet. A wiadomo, że u bab z autorytetem to gorzej.
No bo skąd mają go wziąć, jak nie mają wzorców wśród innych bab? Przecież od lat to faceci rządzą światem. Była jakaś królowa? No może Elżbieta w Anglii, ale to przecież Anglia. Jebnięty kraj, w którym nawet po złej stronie drogi jeżdżą. Tam musi być inaczej – ludzie głupi, to i baba rządzi.
Nie to co u nas. U nas prezydent to jak malowanie. I jeszcze imię ma takie królewskie – Aleksander. Jak Aleksander Wielki. Fakt, że komunista, ale co tam. Nie jest zły. I jaką ma żonę fajną. Pasuje mu ta kobiecina. Trochę za nim, z buciorami mu w rządzenie nie włazi, głupio nie gada i nawet wypić pozwoli.
Całkiem jak u mnie.
Moja chciała, żebym ją zrobił swoim zastępcą. Nieźle ją porypało. Co ja, głupi jestem, żeby ludzie gadali, że nam się od tego dobrobytu we łbach poprzewracało? Że Najbory to Karingtony jakieś? Niedoczekanie.
Niech moja kobita będzie se tą księgową, liczy pieniążki i mi w paradę nie włazi. Ma być skromna i spokojna, nie rzucać się w oczy i robić swoje. Ja sobie sam doskonale poradzę.
Zwłaszcza że dzięki pozycji dyrektora wyrobiłem sobie znajomości i mam kilka korzystnych układów, z których regularnie korzystam. Baba nie musi o wszystkim wiedzieć. Ma dobrze wyglądać, dobrze gotować i dobrze w łóżku robić. Chyba nie wymagam za dużo, nie?
O, idzie do pracy. Nawet nieźle wygląda w tym płaszczu, co jej w sobotę na targu kupiłem. Całkiem nieźle.
Może ją zawołać, zedrzeć z niej ten płaszcz i wziąć ją na biurku? Boże Przenajświętszy, co za bzdury! A jakby ktoś wszedł i nas zobaczył? Boże, uchroń.
Ludzie muszą w nas widzieć wzór do naśladowania, a nie jakichś zboczeńców i golasów. Jezu, co za głupie myśli.
Idę na odprawę. Może mi te głupoty ze łba wylecą.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
