42,90 zł
Codziennie bliżej siebie
To może być rok pięknego wewnętrznego rozwoju.
Książka dla wiecznie zajętych, zabieganych i nieco pogubionych w chaosie dnia powszedniego.
Ewa Woydyłło motywuje do pielęgnowania kobiecości w rytmie zmieniających się pór roku. Zainspiruj się ich energią – radością wiosny, sytością lata, mądrością jesieni, spokojem zimy. Zacznij od małych kroków, zwyczajnych decyzji, prozaicznych wyborów – to z nich rodzą się wielkie zmiany. Zadawaj sobie pytania, zaufaj emocjom, zapisuj myśli i nie zapominaj o dobrych afirmacjach – one naprawdę działają.
Daj sobie czas – i zobacz, co w tobie dojrzewa.
Wybór tekstów Ewy Woydyłło z książek Wydawnictwa Literackiego.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 166
Wybór tekstów pochodzi z książek Ewy Woydyłło wydanych w Wydawnictwie Literackim:Buty szczęścia, 2010Dobra pamięć, zła pamięć, 2014Droga do siebie, 2022Nasz bieg z przeszkodami, 2023Podnieś głowę, 2008Poprawka z matury, 2009Wszystkiego najlepszego, 2025Żal po stracie, 2020Żyć lepiej, 2024
Fragmenty na stronach: 8–9, 50–51, 94–95, 142–143 napisane specjalnie do tej edycji: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK, EWA WOYDYŁŁO
Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK
Korekta: ANNA DOBOSZ, EWA KOCHANOWICZ
Opracowanie graficzne: URSZULA GIREŃ
Ilustracje: Digitally enhanced by Rawpixel
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-09369-6
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Zachęcam do zajmowania się przede wszystkim tym, co niesie ze sobą czas teraźniejszy. Dzień dzisiejszy to jedyna realna rzecz, jaką naprawdę mamy – skoro wczoraj już nigdy nie powróci, a jutro pozostanie (aż do jutra) wielką niewiadomą. Użalanie się i rozpamiętywanie przeszłości uniemożliwia przeżywanie tego, co oferuje nam chwila obecna. Do takiej straty lepiej nie dopuszczać. Choćby dlatego, żeby kiedyś nie żałować zmarnowanego czasu.
Życie biegnie do przodu, nie zatrzymując się ani nie oglądając wstecz, za to otwierając co chwilę nowe perspektywy, szanse, możliwości, okazje. Zajmowanie się dawnymi niespełnieniami odwraca uwagę od spraw bieżących. Dziś zaniedbane staną się jutro zaległościami lub nowymi stratami. Co więcej, wraz z przybywaniem lat zmieniają się potrzeby, marzenia i cele; zajmowanie się dawnymi zamiast aktualnymi byłoby odsłuchiwaniem dawno nagranych wiadomości zamiast odbierania telefonu dzwoniącego w tym momencie. Oczywiście, dla spokoju ducha pozałatwiaj zaległe sprawy. Mówi się przecież: „Lepiej późno niż wcale”. Ale według racjonalnej zasady uszeregowania priorytetów pierwszeństwo oddaj rzeczom decydującym o jakości życia dziś i jutro, a nie wczoraj.
WIOSNA. Przyroda budzi się ze snu. Długo wyczekiwana – napawa optymizmem i nadzieją. Nagle tyle światła, tyle jasnego nieba, pozwalam ożyć swoim zmysłom – niech w pełni poczują barwy, dźwięki i blaski otaczającego świata. Niech zaczerpną jak najwięcej mocy, odwagi i radości. Nie boję się patrzeć dalej, wyżej, głębiej. Otwieram się na zmiany, podążam w stronę marzeń. Wsłuchuję się w siebie i wykorzystuję jak najciekawiej ten wiosenny czas obietnic i pragnień.
Marzec – czas kobiet, przyjaciółek, koleżanek. Przyglądam się swojej kobiecości – rozpoznaję, co w sobie lubię – staram się to doskonalić i rozwijać. U innych też chcę dostrzegać to, co dobre i piękne. Wtedy mój świat stanie się właśnie taki.
Kobieca przyjaźń i jej wartość – wzajemne zaproszenie do odczuwania świata, radość spotkania, budowania relacji, rozmowa. Czy potrafię to docenić? Czy umiem być przyjaciółką? Czego od siebie wymagam? Czego oczekuję od innych?
Kwiecień – czas rozkwitu i piękna natury. Czas odnowy.
Zatrzymuję się na moment, porządkuję swoją przestrzeń, swój dom, zaczynam porządki w sobie. Znajduję w sobie miejsce dla siebie. Poddaję się rozkwitowi, robię plany, chcę próbować, poszukuję. Czy wszystkie pragnienia są realne? Czy mogę coś zmienić naprawdę? A może chcę za dużo? I czy powinnam tak bardzo skupiać się na sobie?
Maj – czas matek i córek. Ważne, choć nie zawsze łatwe relacje. Jedyne takie. Na całe życie. Piękno, radość i trud macierzyństwa. Odpowiedzialność i miłość. Przygoda i dziedzictwo. Czy potrafię być dobrą matką? Czy w relacji z dzieckiem postępuję właściwie? Skąd mam to wiedzieć? Jakie mam wzorce? A jeżeli popełnię za dużo nieodwracalnych błędów? Czy wychowam szczęśliwą osobę tak, aby poradziła sobie w życiu?
Wiosenne porządki – przestrzeń i wolność
„Chomikowanie” rozwija się na tle tendencji do silnej emocjonalnej więzi z posiadanymi przedmiotami. Niekiedy przypominają one o ważnych zdarzeniach i w ten sposób stają się symbolami jakiejś części własnej tożsamości. Poza tym, ktoś może sobie wyobrażać, że kolekcja książek kucharskich jest tym samym, co bycie świetnym kucharzem. Kto inny, przechowując listy od lat szkolnych, podtrzymuje złudzenie, że aż tylu ludziom jest bliski. Takie myślenie odwraca uwagę od aktualnej samotności albo braku rzeczywistych sukcesów (na przykład kulinarnych).
Frost zauważył, że w skali poziomu lęku i braku poczucia bezpieczeństwa kompulsywni zbieracze plasują się wysoko. Poprzez gromadzenie pamiątek i starych szpargałów wyrażają oni nostalgię za niespełnionym lub dawno przebrzmiałym szczęściem. Przypominanie sobie zbyt obrazowo minionych zdarzeń – dobrych lub niedobrych – odwraca niestety uwagę od bieżącego życia. Tymczasem ono bardzo potrzebuje energii, czasu i przestrzeni. Dlatego właśnie warto rozejrzeć się wokół i zrobić gruntowny remanent. Świetnie się do tego nadaje każda pora roku: wiosna, bo to symbol nowego życia; lato, bo dzień jest najdłuższy, co sprawia wrażenie, że ma się więcej wolnego czasu; jesień skłania do przebywania w domu, kiedy więc, jak nie teraz zająć się porządkami; wreszcie zima – odpowiednia pora na remanenty, zwłaszcza że wtedy przypada Nowy Rok i chce się każdemu uczcić tę okazję pozytywnymi zmianami.
Zarówno Frost, jak i inni psycholodzy odradzają wyrzucenie na śmietnik wszystkiego naraz. Gwałtowne wyzbycie się długo chomikowanych skarbów mogłoby wywołać szok. Jak przy rozstaniu z czymś (lub kimś) drogim i bliskim. Psycholodzy sugerują więc, by z zeszytów szkolnych zachować ulubione wypracowania; z kolekcji rysunków dzieci wybrać parę najładniejszych; z gazet i czasopism wyciąć najciekawsze artykuły; szczególnie drogie zdjęcia i liściki wkleić do albumu albo zeskanować i zrobić sobie pamiątkowy folder w komputerze. Jakaż oszczędność miejsca, a przy tym zero kurzu w domu.
Już słyszę niektórych czytelników: Jak to, to nie można przechowywać żadnych pamiątek ani niczego „na zapas”? Odpowiadam: Ależ można. Tylko proszę pamiętać o zasadzie: umiar jest zdrowy, nadmiar jest niezdrowy. Jeżeli na jednej półce ułożymy pamiątkowe bibeloty i w jednej szufladzie zbierzemy potencjalnie przydatne ścinki, guziki, spinacze czy śrubki, to świetnie; ale jeżeli w całym domu nie będzie gdzie położyć kluczy albo torebki, albo nowej książki, to właśnie jest nadmiar. Rewolucyjne zmiany dobrze jest przeprowadzać ze spokojną rozwagą, a nie pod wpływem zrywu czy narastającej irytacji. Trzeba najpierw dokonać systematycznego przeglądu i wybrać to, co naprawdę się przyda i co warto jeszcze raz przeczytać. A przy okazji, podczas przeglądania zbieranych długo skarbów zarezerwujmy sobie koniecznie chwilę na uronienie nostalgicznej łezki. Albo dwóch.
Wewnętrzna młodość
Często moje czytelniczki i uczestniczki organizowanych przeze mnie spotkań pytają o sekret pozwalający niektórym utrzymywać aktywność mimo zaawansowanego wieku. Moim zdaniem podtrzymywaniu młodości najlepiej służy nawyk czytania i poznawania nowych rzeczy. Równie ważne są świadoma obecność i orientacja we wszystkim, co się aktualnie dzieje w otaczającym świecie. To właśnie sprawia, że człowiek budzi się podekscytowany tym, co przyniesie nowy dzień. Albo raczej nie dzień jemu, lecz on dniowi, czyniąc go ciekawym dla siebie i pożytecznym dla otoczenia.
Możliwości wzbogacania życia różnymi pasjami i zainteresowaniami jest tak wiele. Każdy, nawet największy ekscentryk albo grymaśnik, znajdzie coś dla siebie. Nie ma na to jednak wspólnej recepty. Zbytnio się między sobą różnimy, rozmaicie też zmieniamy się z wiekiem. Nie sposób w dzieciństwie ani w młodości przewidzieć, jakimi meandrami potoczy się nasze życie. Nie da się z góry przygotować na konkretne wyzwania. Wraz z przechodzeniem przez kolejne etapy stajemy się kimś innym. Między mną dwudziestoletnią a pięćdziesięcioletnią czy obecną, ponad osiemdziesięcioletnią, widzę takie różnice, jakby te trzy mnie były kompletnie innymi osobami. Jakież to fantastyczne doświadczenie! W pewnym sensie przeżywam nie jedno życie, lecz co najmniej kilka. Każde w dodatku spełnia wprawdzie odmienne, ale w danym czasie najważniejsze pragnienia i potrzeby. To trwa nadal i skończy się dopiero wraz ze mną. O czym zresztą myślę jak o wciąż czekającym mnie prawdziwym egzaminie dojrzałości.
Kobiecość. Kobieca przyjaźń
Co właściwie jest istotą kobiecości? Czy nasza emocjonalność i wrażliwość, które każą nam płakać na filmach i opiekować się gołębiem ze złamanym skrzydłem? Może jest to seksapil i flirciarstwo? A może prawdziwa kobiecość przejawia się w opiekuńczości i gotowości do poświęceń lub w umiejętności znajdowania kompromisów i rozwiązywania konfliktów bez agresji i przemocy? Zapewne nie ma uniwersalnej kobiecości i większość kobiet ma trudności z „wpasowaniem się” w jakiś jeden określony schemat. I dobrze. Z męskością jest podobnie. Kto nie zna flirciarzy z seksapilem i takich, co płaczą na filmach? Istnieją mężczyźni umiejący się opiekować i poświęcać, jak też i tacy, którzy potrafią osiągać kompromisy w drodze pokojowych negocjacji.
A jednak chciałabym zastanowić się nad fenomenem kobiecości, pokazując nie to, co nas odróżnia od mężczyzn, lecz to, co nas zbliża do innych kobiet. Chodzi o to, co nas łączy, co rozumiemy bez słów i z czym się utożsamiamy. Musimy się też zastanowić, jak sobie pomagać, kiedy któraś z nas zechce wydźwignąć się z nieszczęścia, ze zmartwienia, z opresji albo uzależnienia.
Poczucie więzi łatwo budować w oparciu o wspólne cechy, które w sobie rozpoznajemy. Na przykład dość często się wzruszamy. I choć wstydzimy się łez, często nie możemy ich powstrzymać. Płaczemy w poduszkę, gryząc paznokcie, szlochając, zawodząc i nie wydając głosu.
Gdy coś opowiadamy, lubimy szczegóły, opisy okoliczności, dygresje. Nie spieszymy się do puenty, wiele rzeczy wydaje nam się ważnych naraz. Chcemy każdą sprawę przegadać od początku do końca. Mówimy, żeby same usłyszeć, a nie tylko żeby się ktoś dowiedział.
Przyglądamy się sobie w lustrach, witrynach wystawowych i w oczach naszych bliskich. Czujnie, uważnie i podejrzliwie obserwujemy swe twarze, szyje, piersi, brzuchy, nogi – całe ciała. Już jako małe dziewczynki tęskniłyśmy do bycia kobietami, równocześnie umierając ze strachu, że kiedyś się nimi staniemy. We własnej samoocenie jesteśmy surowe do granic okrucieństwa. Często się sobie nie podobamy.
Wciąż niewiele spośród nas realizuje upragnione cele. A i te kobiety, które wiedzą, czego chcą, nie zawsze pozwalają swym skrzydłom, by niosły je wysoko. Bierzemy na siebie ciężary innych ludzi, dźwigamy ich choroby, starość i nieodpowiedzialność. Ratujemy innych z opresji, pocieszamy ich, wybawiamy, cierpimy z nimi i za nich. Służymy sobą. Czasem tylko, gdy naprawdę nie starcza sił, upadamy.
Och, jak okropnie inni tego nie lubią. Jaki im zawód sprawiamy – swymi łzami i migrenami, które rozłupują czaszkę na pół; depresją, która nie pozwala zwlec się z łóżka, żeby pozmywać naczynia; niemocą, z powodu której dziś nie będzie obiadu. Czujemy głęboko w brzuchu ten ich wyrzut i same siebie gotowe jesteśmy bić po twarzy. W końcu ze spuszczoną głową zmuszamy się do wysiłku – jeszcze trochę, jeszcze ileś lat. Aż dzieci podrosną. Aż coś się stanie.
No to niech się wreszcie stanie. Podnieś głowę.
Kobietom dodatkowo potrzebne są inne kobiety.
Chcąc się nie pogubić, nie stracić orientacji – trzeba wziąć się za ręce. Chcąc odnaleźć siebie – a może dopiero siebie stworzyć – trzeba stanąć przed wielkim lustrem, w którym zobaczą cię oczy innych kobiet – takich jak ty i innych niż ty, podobnych i niepodobnych, bliskich i dalekich. Chcąc stać się kobietą, jaką zawsze chciałaś być lub jaką chciałabyś stać się dopiero od dziś – trzeba szukać oczu i głosów wielu kobiet, klimatu ich żartów, nastroju ich tęsknot, kolorów ich pragnień. Tak jak mowę dała nam mowa innych ludzi, tak bycia kobietą nauczyć nas mogą tylko inne kobiety. Przecież jest coś takiego jak kobiecość, chociaż trudno to opisać i zdefiniować. Kobiecość jest wolna od przemocy, okazywania kontroli i władzy i wolna od ustawicznego ścigania się. Jest w niej współczucie oraz pragnienie piękna, czystości, harmonii. Pragnąc tych wartości nie utracić i je umacniać, trzeba je dzielić z kimś „swoim”, z kim można zrozumieć się w pół słowa, nie musieć nic tłumaczyć. Trzeba móc po prostu być bez skrępowania sobą.
Nie będziemy sobie opowiadać, z czego składa się życie. Zwłaszcza że jednej takiej opowieści i tak nie ma. Mogłoby być ich tyle, ile jest nas. Czasem poświęcamy uwagę takim ważnym sprawom jak miłość, macierzyństwo, zdrowie. Teraz pomówmy o przyjaźni. Przyjaźń nie jest niezbędna, ale upiększa i wzbogaca życie. Można mówić o stopniowaniu i odcieniach przyjaźni. Znam zaprzyjaźnionych ze sobą sąsiadów, którzy sprawiają, że w bloku jest od razu weselej i cieplej. Imieniny, sylwestry czy nawet takie okazje jak wyłączenie prądu stają się wspólnym wydarzeniem. A niech no jakieś dziecko z piętra zacznie, na przykład, gorzej się uczyć – wszyscy wspólnie obmyślają, jak temu zaradzić. Niech zgubi się pies któregoś z sąsiadów – reszta rzuca wszystko i biega po osiedlu, szukając włóczęgi. Czyż nie w tym właśnie tkwi kwintesencja przyjaźni?
Przyjaciele są potrzebni. Nie tylko w trudnych chwilach, ale i w radosnych. Przyjaciół potrzebujemy dla zdrowia psychicznego. W odosobnieniu i samotności rzeczy urastają do nienaturalnych rozmiarów. Zmartwienia, problemy, kłopoty wydają się nie do rozwiązania. Bez życzliwych ludzi łatwo zatracić proporcje w ocenie zdarzeń i faktów. Można wręcz brać za fakty własne wyobrażenia.
Cofanie się przed przyjaźnią stwarza ryzyko nie tylko samotności, ale przede wszystkim mylnej interpretacji rzeczywistości. Byle drobiazg może wydać się katastrofą, a ktoś, kto zwyczajnie idzie w swoją stronę, wygląda na wroga spiskującego przeciwko nam.
Rozmowa z drugą kobietą i zwierzenie się jej ze swych lęków może uświadomić, że monstrualne upiory mają naprawdę wielkość krasnoludków, a większość strachów zrobiona jest z puchu i mgły oraz że nawet najbardziej ponury dzień nie trwa wiecznie. Myślę, że o ile miłość, nawet najbardziej namiętną i porywającą, można przeżywać bez zaufania, stale bojąc się zdrady i nie będąc pewną nawet siebie – o tyle przyjaźń może zaistnieć wyłącznie na fundamencie lojalności. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że w miłości biorą udział hormony, a w przyjaźni nie.
Na przyjaźń składają się ważne elementy: trzeba się lubić, mieć wspólne zainteresowania, tolerować swoje słabości, a jednocześnie nie być ze sobą w zbyt zażyłym związku emocjonalnym, który by uniemożliwiał niezależność i posiadanie innych związków, w tym również przyjacielskich. Przyjaźń to kilka prostych uczuć zebranych w jeden bukiet. Wspólnota zainteresowań. Wzajemna życzliwość. Podobne poczucie humoru. Zero zaborczości. W prawdziwej przyjaźni dwie samotności nie stają się podwójną samotnością, lecz jej ukojeniem.
Możemy jedynie mieć wpływ na to, co same o sobie myślimy.
I w tej sprawie można zastosować regułę ułatwiającą samoakceptację. Reguła ta zaleca kontakty towarzyskie z innymi kobietami, najlepiej w podobnym wieku. Sprawdziłam nieraz osobiście, jak poprawiają humor i uwalniają od kompleksów „babskie wieczory” z kilkunastoma bliższymi i dalszymi znajomymi, które lubią się nie za wygląd, tylko za ciekawe osobowości i poczucie humoru. Niektóre mają kłopoty z dziećmi, prawie każda zmieniłaby coś w swoim mężu, a i w sobie też, niektóre zażywają lekarstwa, inne są po jakiejś operacji, a jeszcze inne szukają właśnie pracy. Nie są doskonałościami, jak to w życiu. Nie zdarzyło się jednak, by w tym gronie ktokolwiek złośliwie wytykał czyjś wiek, siwiznę albo za duży obwód w biodrach. Spotkania nasze spełniają rolę balsamu kojącego wszelkie zwątpienia na temat własnej osoby. Wyprzedzając protesty czytelniczek, które mogły zrazić się kiedyś do nieżyczliwych koleżanek, przypomnę, że przyjaciół dobieramy sobie sami. Przyjaciółki też.
Szukajmy takich, od których można się czegoś nauczyć. Bo w ostatecznym rozrachunku od przesadnego zajmowania się swym wyglądem wyzwoli nas nie silna wola czy solenne postanowienie, lecz inne sprawy i zadania, które nas naprawdę będą bardziej interesować.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
