Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Porywający i oryginalny debiutancki zbiór opowiadań, który zgłębia erotyczne, emocjonalne i intelektualne życie starszych kobiet. W trzynastu historiach Jane Campbell opowiada o życiu „starych kobiet” w różnych konstelacjach: narratorki pierwszoosobowe mierzą się z życiem, a w szczególności ze sposobem, w jaki same radzą sobie ze starością i sytuacjami z nią związanymi. Campbell eksploruje zmysłowy świat bohaterek, opowiada o ich namiętności, libido i poczuciu własnej wartości, walczy z powszechnymi stereotypami na temat procesu starzenia.
Ponadczasowa mądrość i czarny humor autorki inspirują i stanowią wyzwanie, szokują i zarazem przynoszą ukojenie, gdy analizuje wewnętrzne życie kobiet walczących o to, by resztę życia ułożyć na własnych zasadach. Napisane ostrym, przenikliwym językiem, historie bohaterek obalają przekonania, że zachowanie starszych kobiet musi być w jakiś sposób monitorowane i kontrolowane. Susan zakochuje się w swojej pięknej, młodej opiekunce i nawiązuje intensywny, emocjonalny związek w zaciszu domu opieki. Linda poszukuje swojego byłego kochanka, mimo że opuściła go lata temu, by powrócić do stałego związku z Billem. Daisy, która dziwnym zrządzeniem losu trafi a na pogrzeb swojego byłego chłopaka, przeżywa na nowo ich dawne wspólne życie, jego zdradę i swoje cierpienie z tamtego czasu. Martha opłakuje swojego psa, sądząc, że zabił go personel opiekuńczy. Narratorka tytułowego opowiadania rozmawia ze swoim eleganckim, miękkim syjamskim kotem, wspominając seksualne uniesienia z młodości.
W recenzji opublikowanej w „The Washington Post” krytyk opisał, jak Campbell obala powszechny stereotyp, że starsze kobiety są słabe i bezsilne:
„Campbell, osiemdziesięciolatka, nadaje życie trzynastu kobietom w opowieściach skupiających się na ich pasjach, libido i poczuciu własnej wartości. Zaprzeczając, że zmarszczki nieuchronnie niosą wraz z sobą niewidzialność, kobiety te doświadczają spektrum emocji – radości, złamanego serca, traumy, żalu i satysfakcji – jednocześnie żyjąc życiem, jakiego pragną, na własnych warunkach”.
„Nie codziennie można natknąć się na debiut tak świeży, pewny siebie i zabawny jak opowiadania Jane Campbell… Jej twórczość zasługuje na porównanie z twórczością Edny O’Brien czy Muriel Spark.”
„The New York Times”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 168
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału Cat Brushing and Other Stories
Przekład Dobromiła Jankowska
Redakcja Olga Czernikow
Korekta Marcin Grabski, Anna Gądek
Projekt okładki i stron tytułowych Tomasz Majewski
CAT BRUSHING and Other Stories
First published in Great Britain in 2022 by riverrun,
an imprint of Quercus Editions Limited
Copyright © 2022 by Jane Campbell. All rights reserved.
Copyright © for the Polish translation by Dobromiła Jankowska, 2026
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Pauza, 2026
Zdjęcie autorki na okładce Copyright © Phoebe Dill
Skład i łamanie Dariusz Ziach
ISBN 978-83-979656-2-1 (EPUB); 978-83-979656-2-1 (MOBI)
Wydawnictwo Pauza
Warszawa 2026
Wydanie pierwsze
Wydawnictwo Pauza
ul. Meksykańska 8 m. 151
03-948 Warszawa
+48501177119
www.wydawnictwopauza.pl
WydawnictwoPauza
wydawnictwo_pauza
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
Dedykacja
Susan i Miffy
Draśnięcie
Czesanie kota
Lamia
Fantazmy z lockdownu
Lacrimae rerum
Schopenhauer i ja
Uprzejmość
Le mot perdu
Sto osiemdziesiąt trzy minuty
Bentewi
Pytanie
O byciu samą
Epilog: zrzucanie ciężaru
Podziękowania
Przypisy
Mojej matce,
której historia nigdy nie została opowiedziana.
Kiedy pożąda stary mężczyzna, jest to obrzydliwe, gorzej jednak, kiedy pożąda stara kobieta. Wie o tym każdy. Susan z pewnością wiedziała.
Susan należała do kobiet, które nigdy nie wychodzą przed szereg. Choć była bezsprzecznie zwyczajna, udało się jej znaleźć przystojnego, wypłacalnego męża. Przez trzydzieści lat związku pojękiwała i posapywała, co prawdopodobnie robią wszystkie kobiety, bo przecież seks i tak właściwie nie ma sensu. Szybko zaszła w ciążę i bez problemu urodziła dzieci. Kochała je tak samo kompetentnie i z taką samą lekką rezerwą, z jaką kochano ją, a ludzie uważali Susan za szczęściarę, ponieważ nigdy w życiu nie miała poważniejszych problemów.
Zawsze zwracano się do niej per „Susan”, nigdy „Sue” ani „Susie”, ponieważ miała w sobie coś, co wymuszało formalny szacunek: odrobinę wyobcowana, trzymała się z dala od codziennego bałaganu śmiertelników. Teraz Susan – dwa tygodnie po swoich osiemdziesiątych szóstych urodzinach – z uczesanymi włosami, trzymając w czystych dłoniach książkę w miękkiej okładce (tytuł znajdował się wysoko na listach bestsellerów), usiadła na szpitalnym łóżku oddziału geriatrycznego i spojrzała na młodą kobietę zmieniającą żarówkę w sufitowej lampie. Poczuła pożądanie budzące się w pomarszczonych lędźwiach.
Ostatnie zdanie to nie tylko koszmarny banał, to również nie do końca prawda. Pożądanie, jak ogólnie wiadomo, przybiera różne formy, a jeśli w życiu pojawia się jakieś zupełnie nowe uczucie, musimy nauczyć się je rozpoznawać. U Susan było to tak: do oczu nagle napłynęły jej łzy, a serce zaczęło walić w nieznany wcześniej sposób. To dlatego, że jestem stara, pomyślała, bo zawsze czuła się lepiej, gdy udawało jej się znaleźć wyjaśnienie. Może umieram, pomyślała jeszcze, i jak zwykle przyszło jej do głowy, że śmierć rozwiązałaby wiele problemów.
Ale choć wypierała swoje uczucia, wciąż wracała spojrzeniem do sięgających w górę długich złocistych rąk Miffy, gładkich i lśniących jak syrop. Patrzyła na złote włosy opadające na plecy, kiedy Miffy męczyła się, by wkręcić żarówkę, a potem wzrok Susan omiótł ciało dziewczyny, które wierciło się i kręciło podczas wykonywania zadania: piersi, talię, brzuch, biodra. A więc tak wygląda młodość, pomyślała Susan.
Potrafiła dostrzec, jak nieskazitelnie piękne może być młode ciało, jak kształtne, proporcjonalne, idealnie zaokrąglone, zgrabne, pełne wdzięku, po prostu cudowne. I zaczęła się zastanawiać, czy to możliwe, że i ona kiedyś tak właśnie wyglądała? Z tymi myślami splątało się inne, nowe i bardzo niepokojące uczucie: Susan zapragnęła dotknąć Miffy. Dotknąć każdego centymetra jej ciała. Chciała wyciągnąć ręce i dotykać piersi tej młodej kobiety, zagięcia pleców, wcięcia w talii, kształtu bioder, a potem wypukłości jej... Tu Susan musiała przestać. I wtedy wypełnił ją wstyd, głęboki, bardzo głęboki wstyd, który wrastał przez wiele lat w brytyjską protestancką kobiecość klasy średniej, znaczącą jej wychowanie. Susan wiedziała, że przede wszystkim należy być damą. Nie wypada, nigdy nie wypadało, myśleć o pewnych sprawach, ubierać się, jeść, pić i mówić w pewien sposób. A fantazje takie jak ta były oburzająco, absolutnie niewłaściwe. Po prostu złe, powtarzała sobie. Obrzydliwe. Susan przestała więc patrzeć na Miffy, której w końcu udało się wkręcić żarówkę, i na powrót skupiła wzrok na stronach nijakiej powieści.
Trzeba tu wspomnieć, że Susan w pewnym sensie nigdy się nie zużyła, dlatego na starość wyglądała znacznie lepiej niż w młodości. Pozostała w niej zimna cnota nieuszkodzonej porcelany – jakby długo stała zamknięta w przeszklonym kredensie. Kiedy się dobrze zastanowić, właściwie rzeczywiście nigdy jej nie dotknięto. Była drobną kobietą z dobrze ostrzyżonymi włosami i miała – co okazało się użyteczną dla jej życia metaforą, gdyż do prac domowych zawsze wkładała gumowe rękawice – wciąż młode dłonie, delikatne palce i gładkie różowe paznokcie.
Właśnie te trzymające książkę dłonie zwróciły uwagę Miffy, która poprawiła mundurek i zaśmiała się z wysiłku, jaki musiała włożyć w wymianę żarówki. Potem zobaczyła szafkę nocną, a na niej równo ustawione szklankę z wodą, karafkę, grzebień. Zobaczyła kiepską książkę oraz schyloną nad nią zmęczoną i niespokojną twarz. Po czym znów spojrzała na dłonie, jakby rozpoznając, że ta skorupa człowieka kiedyś była delikatną uroczą kobietą.
Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wystrzelił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i rozpalił tam swoim żarem blask współczucia.
Podeszła do łóżka Susan, wykonując tradycyjne gesty troski i zainteresowania: wygładziła poduszki, poprawiła prześcieradło, wyrównała koc, strzepała z pościeli wszystko, co mogłoby wywołać ból lub dyskomfort u zajmującego to miejsce. A gdy to zrobiła, zapytała:
– Jak się pani dziś miewa, pani Stallworthy?
Susan, spadkobierczyni i zwolenniczka hierarchii, nieuznająca bratania się z personelem, poczuła się zmuszona, by powiedzieć:
– Doskonale, dziękuję, Miffy. Nieźle się namęczyłaś z tą żarówką, prawda?
Spojrzała na spoczywającą na szorstkiej tkaninie spranego szpitalnego koca dłoń Miffy i przypomniała sobie, że w dzieciństwie na podwieczorek rodzice w ramach nagrody pozwalali jej zjeść gorący tost z masłem polany słodkim syropem, a masło skapujące z ciepłego chleba pod warstwą gęstego syropu miało dokładnie ten kolor – kolor skóry Miffy. Susan musiała się powstrzymać, by nie sięgnąć i jej nie dotknąć albo, o czym pomyślała skonfundowana, nie polizać.
Spuściła wzrok, na wypadek gdyby Miffy dostrzegła w nim pożądanie, ale Miffy tylko się zaśmiała.
– Nie uwierzyłaby pani, jak bardzo. Kazali nam wezwać faceta z technicznego, ale gdybyśmy mieli na niego czekać, minęłyby całe tygodnie. A przecież musimy mieć tu światło, prawda, pani Stallworthy? – Po czym, zerkając na kartę z nazwiskiem nad łóżkiem Susan, dodała: – A może zwracać się do pani po imieniu, Susan?
Miffy miała miły, śpiewny głos, akcentowała drugą sylabę. Susan bardzo podobało się brzmienie własnego imienia w ustach dziewczyny.
– Ja przecież mówię do ciebie „Miffy”. – Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na początku nie było to oczywiste. Wychodząc, Miffy pomyślała tylko, że Susan to urocza smutna osoba, że chciałaby móc ją pocieszyć i się o nią zatroszczyć. W tym czasie Susan spoglądała na tacę z jedzeniem, którą zostawiono, i próbowała sobie przypomnieć, jak to było patrzeć na nią przed poznaniem Miffy – Susan miała bowiem analityczny umysł i wiedziała, że właśnie wydarzyło się coś nieodwracalnego. Zdziwiłaby się na wieść, że to miłość. Gdyby powiedziano jej, że to pożądanie – byłaby przerażona. Na szczęście pożądanie dalej skrywało się jeszcze pod intensywnym pragnieniem, by znów zobaczyć Miffy, a także pod słabą i tęskną nadzieją, że być może następnym razem będzie mogła dotknąć jej dłoni. Jako osoba z natury skryta, choć może lepiej powiedzieć: zamknięta w sobie, była przyzwyczajona, by nie mówić o swoich uczuciach, ale, jak wszyscy kochankowie, którzy po raz pierwszy mierzą się z ogromem emocji, wręcz pękała od nich i pragnęła się nimi podzielić.
Następnego dnia w odwiedziny do matki przyszedł Stephen. Stephen był człowiekiem rozważnym. Pracował w Genewie jako ekonomista w jednym z departamentów Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niewiele mówił o swojej pracy, ale że charakterem przypominał matkę, żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Ożenił się z Cynthią, nijaką, lecz miłą kobietą.
– Biedaczka – powiedziała Cynthia rozsądnie. – Ona potrzebuje gości. Nie ma tam nic, co by jej poprawiło humor.
Susan nigdy specjalnie nie obchodziło, dlaczego uwięziono ją w miejscu, które uważała za dom opieki. Wiedziała tylko, że to rozsądne: po prostu powinna była się tam znaleźć, a miejsce synowie wybrali bardzo starannie. W poprzednich miesiącach zdarzyło jej się kilka razy upaść, podejrzewano także niewielki udar. Badania go potwierdziły.
Nie przywiązywała również specjalnej wagi do swojego ciała – oprócz tego, by było czyste i odpowiednio odziane. Teraz spoglądała na nie z konsternacją. Widziała, że pomarszczona skóra rąk zwisa suchymi fałdami i że tę na udach pokrywają łuskowate plamy. Na brzuchu cienkie warstwy bladego ciała gromadziły się w miejscach, gdzie po pierwszym upadku straciła pięć kilogramów. Choć na początku podejrzewano, że był to lekki przemijający atak niedokrwienny, Susan schudła bez żadnej diety, pojawiło się więc słowo na „r”. Wcześniej pomyślała, że ulgą będzie zrzucenie tej niewdzięcznej ziemskiej powłoki, ale teraz – ponieważ tylko za jej pośrednictwem mogła kontaktować się z Miffy – nie chciała jej utracić. Zaniepokojenie i odraza mieszały się w nieprzyjemnej kombinacji. Myśl o tym, że mogłaby poprosić Miffy, by potrzymała ją za rękę, wywołała w Susan nagłe zawstydzenie własnym zdeformowanym, brzydkim ciałem. Takie są niebezpieczeństwa miłości i pożądania – niekiedy lepiej w ogóle nic nie czuć. W wypadku Susan było już jednak za późno. Ogień zapłonął.
Zastanawiała się, czy mogłaby coś na ten temat powiedzieć Stephenowi, który bez wątpienia ją kochał i się o nią troszczył. Stephen, nieświadomy gwałtownych emocji buzujących w Susan, spojrzał na nią czule.
– Jak się miewasz, mamo? Wszystko dobrze? Dbają tu o ciebie?
– Tak, dbają, w rzeczy samej. Niektórzy pracownicy są bardzo mili.
– Poznałaś ich? – Zdziwił się.
– Jest tu pewna młoda kobieta na stażu...
– Mam nadzieję, że jest odpowiednio przeszkolona? Nie chcę, żeby opiekował się tobą byle kto, mamo.
– Ależ nie, ona po prostu uczy się, jak wygląda ta praca. Rozmawia ze starymi ludźmi... – Susan urwała.
– Daj mi znać, jeśli zacznie się zbytnio spoufalać, nie życzę sobie, żeby ktoś przekraczał granice.
– Jak bardzo jestem chora, Stephenie?
– Nie przejmuj się tym. Spróbuj tylko odzyskać siły.
Susan wpatrywała się w syna zza barier, które ich oddzielały: lat obojętnego uczucia i niewymagających konwersacji, w których unikało się tematów intymności czy trosk. Pogładził jej dłoń.
– Dam znać Mickeyowi, że chciałabyś go zobaczyć. Jest dobry w takich sprawach. – Mickey to młodszy syn, prawnik.
Pod wieloma względami, choć Susan nigdy by się do tego nie przyznała, Mickey był jej ulubieńcem. Jego również wychowywała w ten swój nieśmiały sposób, ale kiedy Gerald się na nią złościł, to właśnie Mickey mówił: „Ależ tato, daj spokój. Mama po prostu taka jest. Wiesz, że nie chciała źle”.
Nie chciała źle?
Bardzo trudno to stwierdzić.
W tym czasie, kiedy Susan zmagała się z nowymi emocjami, Miffy cieszyła się tymi dobrze znanymi. Siedziała nago po turecku, obserwując z łóżka swojego chłopaka biorącego prysznic. Była wilgotna od miłości i pożądania. Odchylając głowę, przeczesywała splątane włosy tylko dlatego, że wielką przyjemność sprawiały jej drapiące skórę palce i opadające na ramiona kosmyki. Pulsowała energią i nadchodzącą namiętnością, od której lśniły oczy i błyszczała skóra.
– Pospiesz się – powiedziała, ale Ant nie słyszał nic przez szum płynącej wody.
Jej nagłe współczucie dla Susan zrodziło się po części z nadmiaru zmysłowych przyjemności, które oferowało Miffy obecne życie. Podobnie zareagowałaby na porzuconego kociaka albo bezdomnego szczeniaka: czuła się pełna, pełna dobroci, pełna czegoś szczęśliwego i dobrego, czuła, że ma w sobie szczęście, radość i zadowolenie, a kiedy zobaczyła tę drobną smutną kobietę skuloną w równo posłanym łóżku obok równo poukładanych na nocnej szafce przedmiotów, poczuła pragnienie, by wziąć ją w ramiona i przytulić. Wcześniej próbowała to jakoś wyjaśnić Antowi, ale zareagował nerwowo:
– Miffy, to obrzydliwe. Jak możesz chcieć ich dotykać? Są starzy, okropnie śmierdzą.
– Nie gorzej niż ty – zaśmiała się i go odepchnęła. – Idź wziąć prysznic.
Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością. Kiedy następnego popołudnia Miffy wróciła, przyniosła ze sobą kosmetyczkę wypełnioną, jak to nazwała, „przyjemnostkami”. Usiadła na łóżku, ujęła w delikatne ręce lewą dłoń Susan, pogładziła ją troskliwie, a następnie odwróciła, by się jej przyjrzeć, jakby zaglądała w duszę pacjentki. Westchnęła, wyjęła pilnik i zaczęła kształtować paznokcie Susan.
– Masz przepiękne ręce – powiedziała.
Zmiękczyła skórki, opiłowała paznokcie i dodała:
– Naprawdę niewiele im trzeba.
Wmasowała pachnący krem w skórę dłoni, a potem odtłuściła i pomalowała paznokcie intensywną czerwienią.
– Co sądzisz, Susan? Powinnaś się nimi chwalić. Mają taki śliczny kształt.
Potem Miffy zajęła się drugą dłonią.
Susan patrzyła na czubek głowy Miffy, na wąski przedziałek, z którego jasne włosy opadały tak, że zapragnęła je porównać do „złotych snopów”. Ona cała jest ze złota, pomyślała Susan, zastanawiając się, czy to już początki demencji. Położyła na białej pościeli dłoń z pomalowanymi paznokciami i uznała ją za dziwnie egzotyczną, fascynującą. Wychodząc, Miffy zostawiła krem do rąk.
– Przepiękny zapach, prawda?
Susan zasnęła, ściskając tubkę w dłoni.
Następnego dnia w odwiedziny przyszedł Mickey. Susan spojrzała na jego radosną minę.
– Przyniosłem nam coś dobrego, mamo.
Wyjął z plecaka dwie małe szklanki i litrową butelkę. Susan czuła, że whisky pali ją w gardle – zresztą nigdy tak naprawdę nie lubiła tego smaku – ale spodobała jej się spiskowa atmosfera, która się pojawiła.
– Mickey, zdarzyło się coś bardzo dziwnego.
– Co? Tutaj? – Rozejrzał się z rozbawieniem i niedowierzaniem.
Chciała powiedzieć: „chyba się zakochałam”, ale słowa uwięzły w gardle. Upiła kolejny łyk.
– Poznałam kogoś.
Mickey spojrzał na Susan i nie widział nic oprócz zmęczonej starej twarzy, rysów tak niewyraźnych, jakby już częściowo wymazał je czas. Bał się śmierci matki, jednak w pewnym sensie uprościłaby mu ona życie. Nie dogadywał się z Abby, w biurze poznał pewną dziewczynę, ale nie chciał teraz ruszać akurat tego zgniłego jaja.
– Kogo zatem poznałaś?
Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans. Susan bała się, że syn ją wyśmieje. Nie uwierzy. Ale najbardziej bała się jego obrzydzenia.
– Jedną z pielęgniarek. Kiedyś pracowała u Pauline. Wiesz, tej fryzjerki. – Z jaką łatwością słowa spłynęły z języka. Kiedy nauczyła się tak skutecznie maskować? Oczywiście: żyjąc z Geraldem. Nigdy nie okazując uczuć. Prawie nigdy.
– To miło. Jeszcze kropelkę?
Zgodziła się. Zawsze godzi się na wszystko, co proponuje Mickey, i okazuje mu wdzięczność.
Nowy pokój Susan okazał się jednym z najlepszych na oddziale. Po odwiedzinach synowie nalegali, żeby przydzielono jej salę, w której będzie miała więcej prywatności. Znajdowała się ona w narożniku budynku, miała duże okna wychodzące na dwie strony i wpadało tam popołudniowe słońce. Każdego popołudnia Susan obserwowała przesuwający się po podłodze słoneczny kwadrat i zastanawiała się, kiedy ponownie pojawi się w nim Miffy. Uświadomiła sobie, że Miffy cały czas siedzi jej w głowie, i ułożyła sobie listę pytań, które chciałaby jej zadać. Najważniejsze brzmiało: „Kiedy znów cię zobaczę?”, ale bała się, że wyjdzie na zbyt roszczeniową. Dokładnie wtarła krem w dłonie, oddzielając palce tak, jak robiła to Miffy, i masując miejsca między nimi.
Następnego ranka podczas obchodu lekarskiego Susan nie siedziała tak prosto i równo, jak zwykle. Lekarz zlecił badania. Mickey akurat wyjechał na kilka dni na konferencję, ale Stephen odebrał telefon w Genewie i obiecał, że przyleci tak szybko, jak się da.
Twarz Susan zapadła się po jednej stronie. Stephen patrzył zaniepokojony.
– Niedługo zostaniesz prababcią, mamo.
Babciowanie nigdy specjalnie nie sprawiało Susan przyjemności. Nie przepadała za dziećmi. Oczywiście cieszyła się, że obaj synowie rozsądnie się pożenili, mają dobre partnerki i stabilne rodziny. Fakt, że to wnuki zaczynają się już rozmnażać, był naprawdę zaskakujący, choć nie rozumiała, dlaczego miałaby się tym przejmować.
– To miło – odparła.
– Julia urodzi w przyszłym roku. Mamy nadzieję, że będziesz już wtedy w dobrej formie.
Serce Susan zamarło ze strachu. Chyba nie każą jej wracać do domu? I nagle, jakby wzeszło słońce, zobaczyła przez uchylone drzwi szczupłą złocistą sylwetkę.
– Miffy!
Siedzący na fotelu Stephen obrócił głowę i zobaczył młodą kobietę, która z wahaniem stanęła w drzwiach.
– Przepraszam, ale jesteśmy zajęci – oznajmił.
Miffy zniknęła. Z oczu Susan polały się łzy.
– Ona jest moim życiem – zwróciła się do Stephena, syn zaś potraktował te słowa jako część niepokojącego zachowania, które, jak go uprzedzono, zaczęło występować u matki, odkąd jej stan zdrowia zaczął się pogarszać.
Po wyjściu Stephena Miffy wróciła do pokoju i usiadła na brzegu łóżka. Spojrzała na zapłakaną twarz Susan.
– Ja chyba umieram, Miffy. Tylko nikt mi o tym nie mówi.
– Boisz się śmierci?
– Nie bałam się, dopóki cię nie poznałam. Teraz się boję. Miffy, ja coś podpisałam. Nie pamiętam, co to było. Nie wiem, co oni zamierzają zrobić.
– Dowiem się – powiedziała Miffy. Po czym się nachyliła, osuszyła twarz Susan chusteczką i obiecała, że następnego dnia wróci z informacjami.
Dobę później Susan siedziała na łóżku, obserwując blask słońca omiatającego pokój. Miękkie bladożółte światło osładzało każdą powierzchnię, łagodziło ostre kąty kanciastych szpitalnych mebli. W tym czasie Miffy, zazwyczaj bardzo praworządna, otwierała szafkę z aktami, której nie wolno było jej otwierać, w gabinecie, do którego nie mogła wchodzić. Dla Susan świadomość, że niedługo zobaczy Miffy, była jednocześnie radością i ciężarem, oczekiwanie zaś stało się udręką.
Miffy, lekko zasapana (bardziej z nerwów niż ze zmęczenia), przybiegła korytarzem do sali.
– Susan, bardzo mi przykro, ale tu chyba jest napisane, że nie chcesz być reanimowana. Jak mówiłaś, widnieje tu także twój podpis.
[...]
Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku
na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji –
do czytania i dobrej prozy zagranicznej.
Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,
która wciąga, pochłania, wywołuje emocje.
Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki
z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.
Czesanie kota to dziewięćdziesiąta szósta książka
Wydawnictwa Pauza.
Wcześniej ukazały się:
2018
Legenda o samobójstwie – David Vann
Pierwszy bandzior – Miranda July
Nasz chłopak – Daniel Magariel
Historia przemocy – Édouard Louis
Tirza – Arnon Grunberg
2019
Pasujesz tu najlepiej – Miranda July
O zmierzchu – Therese Bohman
Piękna młoda żona – Tommy Wieringa
Czekaj, mrugaj – Gunnhild Øyehaug
Floryda – Lauren Groff
Przyjaciel – Sigrid Nunez
Madame Zero i inne opowiadania – Sarah Hall
Mój rok relaksu i odpoczynku – Ottessa Moshfegh
Brud – David Vann
Koniec z Eddym – Édouard Louis
2020
Zgiń, kochanie – Ariana Harwicz
Linia – Elise Karlsson
Nocny prom do Tangeru – Kevin Barry
Ta druga – Therese Bohman
Dorośli – Marie Aubert
Turbulencje – David Szalay
Nikolski – Nicolas Dickner
Fauna Północy – Andrea Lundgren
Witajcie w Ameryce – Linda Boström Knausgård
Pełnia miłości – Sigrid Nunez
Przejście – Pajtim Statovci
Niebieska Księga z Nebo – Manon Steffan Ros
Dziennik upadku – Michel Laub
2021
Halibut na Księżycu – David Vann
Zabierz mnie do domu – Marie Aubert
Utonęła – Therese Bohman
Koniec dnia – Bill Clegg
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag – Sigrid Nunez
Tęsknota za innym światem – Ottessa Moshfegh
Ostatnie stadium – Nina Lykke
Niepoprawna mnogość – zbiór opowiadań pod redakcją Lucy Caldwell
Wyznanie – Domenico Starnone
Za otrzymane łaski – Valeria Parrella
Trzymam wilka za uszy – Laura van den Berg
Kto zabił mojego ojca – Édouard Louis
Archiwum zagubionych dzieci – Valeria Luiselli
2022
Komodo – David Vann
Londyn – David Szalay
Wyspa kobiet – Lauren Groff
Wizyta – Katharina Volckmer
Ostatni wywiad – Eshkol Nevo
Strega – Johanne Lykke Holm
Intymności – Lucy Caldwell
Coś nie tak. Kobiecość i wstręt – Eimear McBride
Pomniejsi wędrowcy – Eimear McBride
Dla Rouenny – Sigrid Nunez
Zmagania i metamorfozy kobiety – Édouard Louis
2023
Odmawiam myślenia – Lotta Elstad
Elmet – Fiona Mozley
Mleko krew żar – Dantiel W. Moniz
Urugwajka – Pedro Mairal
Andromeda – Therese Bohman
Czy muszę odchodzić? – Yiyun Li
2023
Wcale nie jestem taka – Marie Aubert
Fatum i furia – Lauren Groff
Nędza – Andrzej Tichý
Długa odpowiedź – Anna Hogeland
W lasach ludzkiego serca – Antje Rávik Strubel
Zmiana – Édouard Louis
Dostatek – Jakob Guanzon
Lapvona – Ottessa Moshfegh
Ptaki – Samanta Schweblin
2024
Słabsi – Sigrid Nunez
Eileen – Ottessa Moshfegh
Ostatni dzień na Ziemi – David Vann
Szczegóły – Ia Genberg
Fuga – Lauren Groff
Miałam tak wiele – Trude Marstein
Soho – Fiona Mozley
Zaproszona – Emma Cline
System – Amanda Svensson
Niewidzialni – Pajtim Statovci
Psychiatrzy i masażyści – Arnon Grunberg
Na czworakach – Miranda July
Dzikie bezkresy – Lauren Groff
Lot – Lynn Steger Strong
2025
Śmierć w jej dłoniach – Ottessa Moshfegh
Metry na sekundę – Stine Pilgaard
Gdzie indziej – Yan Ge
Nie jesteśmy tu dla przyjemności – Nina Lykke
Stan raju – Laura van den Berg
Goście – Agnes Ravatn
Tłusty róż – Fernanda Trías
2025
Teo od 16 do 18 – Raluca Nagy
Góra prawdy – Therese Bohman
Wonderland – Hanna Nordenhök
Siedem pustych domów – Samanta Schweblin
2026
Wymieranie Ireny Rey – Jennifer Croft
Oto słońce – Gunnhild Øyehaug
Awanturnica – Lauren Groff
