Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
35 osób interesuje się tą książką
Niekiedy warto zatańczyć jeszcze jeden taniec
Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale co, jeśli „moją biedę” spowodowała właśnie przyjaźń? Ja i Nicky byliśmy nierozłączni, ale nie z wyboru, przynajmniej nie z mojego. Żenujący, niezdarny, wiecznie nierozgarnięty przyjaciel stał się dla mnie kulą u nogi, więc gdy w końcu zerwałam naszą relację, miało być lepiej.
Wyjechałam z domu i zaczęłam studiować wymarzony kierunek. I jak na złość przez cały ten czas czegoś mi brakowało. A potem wróciłam do rodzinnego miasta na wakacje i dowiedziałam się, że Nicky założył klub.
Spotkałam go ponownie właśnie tam, w Disco Inferno. Wciąż jest żenujący, niezdarny i wiecznie nierozgarnięty, ale... coś się zmieniło. Coś niewątpliwie się zmieniło, a mnie to przeraża. Był moim przyjacielem. Potem nieznajomym. A teraz? Kim właściwie jest dla mnie Nick Watts i dlaczego tym razem nie chcę się wycofywać?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 452
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przez całe życie czułam się jak główna bohaterka. Obejrzałam tyle filmów, a niektóre z nich tyle razy, że zaczęłam mówić kwestiami ze scenariuszy. Przy najzwyklejszym spacerze wrzucałam na słuchawki jakąś muzykę, udając, że to soundtrack, który kompozytor stworzył właśnie do tej sceny. Ktoś może w tym momencie uznać mnie za czubka (i pewnie będzie miał rację), ale tylko w taki sposób potrafiłam przetrwać niektóre momenty. Bo jeśli wmówiłam sobie, że to tylko fabuła, mogłam jakoś przez to przejść. Mogłam przetrwać rozwód rodziców, śmierć dziadków, koniec przyjaźni i to, jak mój brat wyjechał na studia… i to, jak wyjechał również Philip. Mogłam przetrwać te wszystkie niedogodności, jeśli tylko wierzyłam w kolejny sezon swojego życia, swojego serialu. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że nikt mnie nie obserwuje i że tak naprawdę tego serialu nie ma, nie jesteśmy w The Truman Show, wiem o tym. Chodzi tylko o to, że tak było łatwiej, okej? Gdy nie mogłam rano wstać, myślałam sobie, że czeka mnie kolejna scena, która będzie lepsza niż cały odcinek o leżeniu w łóżku, więc wstawałam i włączałam jedną z piosenek na playliście Ciężki poranek.
Pierwszego dnia ostatniej klasy liceum przeżywałam to, że Philip i mój brat, Caleb, wyjechali do Londynu na studia. Zawsze jeździliśmy do szkoły razem – nawet gdy nie mieliśmy prawa jazdy, wsiadaliśmy do jednego autobusu lub chodziliśmy na piechotę. Jak byliśmy mali, Caleb i Philip uznali, że nie chcą się ze mną przyjaźnić, bo byłam o rok młodsza od nich, ale w końcu, gdy trafiliśmy do tego samego liceum, staliśmy się nierozłączni. Zawsze we czwórkę, dopóki nie wyjechali.
Wspominam o czwórce, ponieważ w naszej grupie był jeszcze brat Philipa, Nicky. W porządku, tak naprawdę miał na imię Nicholas, ale przezywaliśmy go Nicky, ponieważ był najmłodszy z nas i chodził za nami jakby na doczepkę. Kiedyś byłam zmuszona spędzać czas tylko z nim – tak jak wspomniałam, chłopcy nie lubili mnie, bo byłam młodsza o rok. Czemu jednak nie rozumieli, że nie chciałam rozmawiać z kimś, kto był ode mnie młodszy o trzy miesiące? Tak, tak, wiem, im byłam starsza, tym bardziej wyśmiewałam moje oburzenie – on urodził się w sierpniu, a ja w maju, wcale nie dzieliła nas przepaść, ale byłam taka wściekła, że muszę wszędzie z nim łazić, a w zasadzie – że to on wszędzie łazi za mną, że moim narzekaniom nie było końca.
Gdy zaczęliśmy liceum, a Caleb i Philip się do nas przekonali, poczułam, że moja fabuła ma w końcu jakiś punkt zaczepienia – miałam zakochać się w Philipie, byłam tego pewna. Zakochałam się w nim już w dzieciństwie, ale dopiero w liceum, gdy zaczął być dla mnie milszy i traktować mnie jak równą sobie, poczułam, że mamy szansę. Był ideałem, jakich mało, i czasami stawał w mojej obronie, gdy ktoś zaczepił mnie na korytarzu. Był moim rycerzem, a kiedy zabrał mnie na bal, czułam się jak w raju. Mój brat poszedł wtedy ze swoją dziewczyną, więc wydawało mi się, że dla Philipa też dużo znaczę, ale potem on pojechał na studia i odzywał się coraz rzadziej.
Nicky zawsze chodził na wszystkie bale i imprezy sam. Jeśli miałabym go opisać, powiedziałabym, że był idealnym bohaterem drugoplanowym – tym, który zawsze żartuje, flirtuje i – jeśli to historia dystopijna lub fantastyczna – umiera jako pierwszy. Łatwo nawiązywał kontakty, a mimo to nigdy nie był popularny. Wszyscy zawsze się z niego nabijali, a on im na to pozwalał. Pozwalał mówić na siebie „Nicky”, pozwalał z siebie żartować, a nawet zachęcał innych do tego, kiedy znów wkładał na siebie jakieś paskudne ubrania. Nicky nigdy nie był taki jak Philip, w tym tkwił cały problem. Był tak irytująco sobą, w najgorszy z możliwych sposobów, że nie dało się go lubić, a jednocześnie zawsze zapraszano go na kolejną imprezę, na kolejną domówkę, jakby z litości. Milion razy rozmawiałam z nim o tym – że może tego nie rozumie, ale oni tylko chcą znów się z niego nabijać, na co on zarzucał mi rękę na ramię i mówił, że wszyscy go tu kochają, a ja muszę przestać się tak spinać.
Wróćmy do pierwszego dnia ostatniej klasy liceum, kiedy to załamana włączyłam Alone zespołu Heart. Powoli zwlekłam się z łóżka i próbowałam wmówić sobie, że to nie będzie najgorszy dzień w moim życiu.
Gdy wyszłam z domu, na podjeździe czekał już na mnie Nicky w swoim używanym samochodzie. Odkupił go od ojca po kilku miesiącach pracy jako kelner, chociaż tata i tak zamierzał mu go oddać. Faceci i ten ich honor…
– Idziesz, piękna, czy czekasz na swojego księcia z bajki? – Uchylił mi drzwi.
– Bardzo śmieszne.
Wsiadłam do auta. Nie miałam pojęcia, czy wiedział, że podobał mi się jego brat, ale szczerze mówiąc, wątpiłam w to. Odkąd tylko pamiętałam, Nicky mnie podrywał. Nic wyjątkowego: mówił mi jakieś komplementy i kupował lub robił ręcznie prezenty na każde urodziny. Wiedziałam o jego zauroczeniu, a on wiedział, że ja wiem, ale niczego nie oczekiwał. Po prostu uznawaliśmy to za fakt, który nie psuł naszej przyjaźni. – Kupiłeś mi te miętowe gumy, o które prosiłam, czy tylko cieszysz się, że mnie widzisz?
Spojrzał na swoje wypchane kieszenie, po czym puścił do mnie oko i podał mi miętówki.
Od początku zmuszano mnie do przyjaźni z nim. Poznaliśmy się w szóste urodziny Caleba, gdy zaprosił do domu Philipa, a temu mama kazała przyjść z bratem. I chociaż w liceum czasem cieszyłam się z obecności Nicky’ego w moim życiu, wciąż czułam się, jakby był mi kulą u nogi. Nikt nie rozumiał, czemu wciąż się z nim przyjaźnię, a i ja nie potrafiłam tego wytłumaczyć. W końcu każdy chyba uznał, że mu na to pozwalam, bo oprócz mnie nie ma innych znajomych. Przyznam, że z czasem zaczęłam się go wstydzić. No dobrze, to naprawdę brzmi bardzo źle, ale… tak naprawdę nic nas nie łączyło. Nikt nie rozumiał naszej relacji, bo na serio nie miała ona sensu. Nicky był jednym z tych, którzy mają specyficzne poczucie humoru i śmieją się, gdy inni by się nie zaśmiali. Każdy rok szkolny zaczynał z łatką klauna. Raz nawet prawie nie zdał z jednego przedmiotu, przez co zostałby w tej samej klasie na kolejny rok. Uratowało go tylko to, że poszłam do nauczycielki i przekonałam ją, by dała mu kolejną szansę. Zgodziła się, bo byłam jej ulubienicą. I zapracowałam na to całą sobą. Udzielałam się w kółku filmowym, w samorządzie uczniowskim i grałam w drużynie siatkarskiej. Chyba nawet Nicky nie rozumiał, czemu pozwalałam mu za sobą chodzić…
– Wiesz co, Bailey? – Jane zaczepiła mnie przy szafkach. – Powinniście przyjść dzisiaj do mnie na imprezę. – Nawet nie musiałam pytać, o kogo chodziło. Każdy zwracał się do mnie w liczbie mnogiej. Uwielbiali zapraszać Nicky’ego, bo zawsze robił coś, z czego mogli się pośmiać.
– Tak, pewnie przyjdziemy. – Tylko Jane mogła zrobić domówkę w pierwszy dzień szkoły i być pewna, że i tak każdy się na nią wybierze.
Tamtego wieczoru przyjechaliśmy do domu Jane. Także tamtego wieczoru Nicky został poczęstowany przez kogoś przetworami babci Jane, którymi nikt by się wstawił, chyba że zazwyczaj nie pił alkoholu, a Nicky wypił całe dwie butelki tego – jak się wyraził – magicznego kompotu. Tańczył na środku salonu, potem na stole, a wszyscy mu przyklaskiwali. A on, kompletny idiota, nie zdawał sobie sprawy, że z niego szydzą. Po jakiejś godzinie zaczął wymiotować, więc zabrałam go do toalety.
– Dobrze się bawisz? – spytałam, widząc, jak jego czupryna dotyka muszli, a on wydaje z siebie kolejne gardłowe odgłosy.
– Trzy minuty temu przeżyłem kryzys – przyznał, spuszczając wodę, i oparł się o ścianę. – Teraz jest trochę lepiej, bo po raz pierwszy na tej imprezie ze mną rozmawiasz.
– Przyjechaliśmy razem.
– A potem się zmyłaś.
Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Bo prawdą było to, że chciałam stopniowo się od niego odsuwać, a raczej chciałam, żeby sam to zrobił. Nie wytrzymałabym, gdyby poszedł za mną na ten sam uniwersytet. Wierzyłam, że znajdę nowych znajomych, ale z nim u boku znów wszyscy uznaliby nas za pakiet. Nie pisałam się na taki układ, gdy poznawałam go w wieku pięciu lat. I nie chciałam opiekować się nim przez kolejne lata.
– Pilnowałam cię przez cały wieczór – odezwałam się po kilkusekundowej ciszy, która wypełniła całą łazienkę. – Może się do ciebie nie zbliżałam, ale obserwowałam cię.
– Naprawdę? – Gdy tylko na jego twarzy pojawił się uśmieszek, pragnęłam go zmyć.
– Tak, bo nie da się ciebie nie obserwować, Nicky. Ciągle coś odwalasz. W tamtym roku prawie nie zdałeś, w wakacje zgubiłeś się na jakiejś wsi i poświęciliśmy cały wyjazd nad jezioro, żeby cię odszukać. Jesteś nierozgarnięty, jesteś definicją chaosu. Nie mogę na ciebie nie patrzeć, bo co minutę odwalasz coś jeszcze gorszego niż chwilę wcześniej.
Siedział na podłodze po jednej stronie muszli klozetowej, ja po drugiej. To było takie nie fair, że zamiast się bawić, musiałam tam siedzieć.
– Właśnie dlatego się ze mną przyjaźnisz, co nie? – Nicky się zaśmiał. – Ale muszę cię zmartwić. – Przeczesał swoje czarne włosy, które jak zwykle były w nieładzie. Nie miałam pojęcia, czy specjalnie tak je modelował, czy zaraz po wstaniu z łóżka nic z nimi nie robił. – Powoli będziesz musiała się odzwyczajać od tego chaosu.
– Co? – Czy byłam straszną świnią, skoro poczułam, jak moje spięte mięśnie się rozluźniają, a kamień spada mi z serca?
– Nie idę na studia.
Zmarszczyłam brwi.
– Idziesz, Nicky. Po to pracowałeś na dwie zmiany nawet po kupnie samochodu. I po to masz pracować teraz przez cały rok.
Wstał z podłogi i podszedł do lustra.
– Ale ze mnie siedem nieszczęść. – Zarechotał, a gdy spojrzał na mnie, widziałam w jego oczach iskierki. Albo miał się zaraz popłakać, albo szczerze się cieszył. Stawiałam na to drugie, bo on nigdy nie płakał. – Wracamy, piękna? – Pomógł mi wstać.
– Miałeś tak do mnie nie mówić. – Nie zliczyłabym, ile razy tak się do mnie zwracał.
– Miałem nie mówić do ciebie „Bai-bee”.
– Tak też. – Uśmiechnęłam się.
Gdy wróciliśmy do samochodu, próbowałam zacząć na nowo temat studiów, ale mi na to nie pozwolił. Ja prowadziłam, a on śpiewał na cały głos Paradise by the Dashboard Light.
Oparłam ręce na ramie szpitalnego łóżka. W radiu leciało Best Day of My Life.
– Ta piosenka coś niezbyt pasuje do twojej sytuacji, co?
Kącik ust Nicky’ego drgnął.
– Bailey Matthews, co ty tu robisz?
– Twój tata zadzwonił do mojej mamy. – Patrzyłam na jego obie połamane ręce i nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. – Tak świętujesz pierwszy dzień wakacji?
– Nie wiedziałem, że jazda na desce jest taka trudna.
– Kto w ogóle cię do tego namówił?
– Seb Marley.
– Ty to potrafisz znaleźć sobie znajomych.
Zamiast jakoś na to odpowiedzieć, przyglądał mi się chwilę w milczeniu. Mogłam tylko podejrzewać, o czym myślał. Być może chodziło o to, że około siedmiu miesięcy wcześniej przestaliśmy się przyjaźnić? Na kolejnej imprezie oblał się jakimś sokiem, a potem próbował, nieumiejętnie, zjechać po poręczy schodów. Przeleciał przez nią i wylądował na plecach, popychając przy okazji jedną z naszych koleżanek. Wszystko zostało nagrane i nadal krążyło po sieci. Zostawiłam go tam i wróciłam do domu sama. Może nie powinnam, ale miałam go już serdecznie dość. Czy nie mógł chociaż przez chwilę nie zwracać na siebie uwagi i nie robić z siebie pośmiewiska?
Najwidoczniej nie, skoro przywitał wakacje z dwiema rękami w gipsie.
– Podobno dostałaś się do Santer. Do boju, byki, czy coś…
– Tak, udało mi się, uwierzyłbyś?
– No raczej. – Uśmiech go nie opuszczał, a ja z każdą sekundą miałam coraz większe poczucie winy, że staliśmy się sobie obcy. Ale tak było lepiej. Jechałam do Manchesteru bez żadnego balastu, z czystą kartą. – Jaki kierunek?
– Dziennikarstwo muzyczne.
– Zdolniacha. – Zastanawiał się przez chwilę nad czymś, po czym dodał: – Objąłbym cię, ale trochę nie mam jak.
Przewróciłam oczami, ale i tak zbliżyłam się do niego i delikatnie objęłam jego szyję, przytulając się do jego głowy.
– Nie zapomnij o mnie, gdy już będziesz gwiazdą robiącą wywiad na nagrodach… Grammy czy jakichś tam.
– Nie zapomnę – powiedziałam mu do ucha, po czym odsunęłam się od niego i podeszłam do drzwi od sali. – Odwiedź mnie czasami. To tylko kilkadziesiąt minut samochodem. Oczywiście, jak już będziesz mógł trzymać kierownicę.
Przytaknął.
– Na pewno nie wybierasz się na żadne… – wróciłam do tematu, ale od razu pokręcił głową.
– Mam już plan na siebie. I często idzie mi lepiej niż dzisiaj. Wiesz, czasami nie jestem już kompletnym chaosem.
– Czasami – powtórzyłam. – To dobrze.
– Jestem trochę zmęczony, więc…
– Tak, tak. – Chwyciłam za klamkę. – Powodzenia.
Zamykałam już drzwi, gdy odezwał się ponownie:
– Bailey?
– Tak?
– A całus na szczęście?
– Nic się nie zmieniłeś, co?
– Po co? – Uraczył mnie kpiącym uśmieszkiem. – Każde miasteczko potrzebuje katastrofy. Nie mamy huraganów, bo jestem ja.
– Dziękuję za twoją służbę, Nicky.
– A ten całus…
Prychnęłam.
– Może gdy złamiesz nogę.
– Nie kuś.
Ponownie przewróciłam oczami i zamknęłam drzwi.
Pierwsze wyznanie miłosne usłyszałam od Nicky’ego w jego ósme urodziny. Powiedział mi wtedy: „Podobasz mi się, wiesz, Bai? Jesteś ładna i mnie lubisz, więc może będziesz moją dziewczyną?”.Gdy odmówiłam, wzruszył ramionami i dotknął mnie, krzycząc: „BEREK!”. Nie dało się go zranić ani zawieść. Dlatego się o niego nie martwiłam. Wiedziałam, że cokolwiek się stanie, jakoś sobie poradzi. Nawet gdyby połamał sobie jeszcze kilka kości, ufałam, że da sobie beze mnie radę.
Wyjechałam do Manchesteru pod koniec sierpnia. Mieszkałam w akademiku z niejaką Gertrude, z którą przez cały pierwszy rok rozmawiałam może ze trzy razy. Ale nie byłam samotna. Poznałam Wendy i Angel oraz Corę i Jeffreya. I Wesa. Jakie role im przypadły w moim życiu-serialu?
Wendy była tą łagodną przyjaciółką, której można było powiedzieć wszystko.
Angel była przeciwieństwem swojego imienia. Upijała się, paliła papierosy, nie chodziła na zajęcia. Ale była dziewczyną Wendy, więc zawsze gdy spotykałam się z przyjaciółką, byłam skazana również na jej wybrankę.
Cora wybrała kierunek w tym samym instytucie co ja, więc spędzałam z nią najwięcej czasu pomiędzy zajęciami.
Jeffrey… Jak mogłabym go opisać? Gdy opowiadałam Corze o Nickym, uznała, że Jeffrey i on są bardzo podobni. Ja jednak nie mogłam się z tym zgodzić. Podobałam się Jeffreyowi, tak samo jak Nicky’emu, tylko że Nicky nigdy nie oczekiwał ode mnie wzajemności. Jego zauroczenie odbieraliśmy trochę jak taki żart, który rozumie tylko nasza dwójka, nic więcej. Jeff za to starał się przekonać mnie do siebie za wszelką cenę. Męczyło mnie jego towarzystwo, bo chociaż nawet go lubiłam, jego ciągłe flirtowanie mnie denerwowało. Nie był subtelny, nie był śmieszny. Był namolny. Ale był też bratem Cory, więc nie mogłam na niego narzekać. Czasami wspominałam o nim Wendy i Angel, ale Cora wszędzie z nim łaziła i chyba byli zżyci – nie zamierzałam krytykować go przy niej.
Gdy poznałam Wesa, obsesja Jeffa nieco się uspokoiła. Było to zaraz przed końcem pierwszego roku. Siedziałam w kawiarni uniwersyteckiej, gdy wszedł on. Uśmiechnęliśmy się do siebie, jakby on przyszedł właśnie do mnie i jakbym ja czekała właśnie na niego. Przysiadł się, zaczęliśmy rozmawiać. Po dwóch dniach byliśmy już parą.
– Wiesz co? – powiedział mi kiedyś Jeffrey, gdy we dwoje szliśmy przez kampus. – Ten Wes ani trochę do ciebie nie pasuje.
– Serio? – Nie przejmowałam się jego słowami. Nawet szczególnie mnie nie drażniły. Ale ciekawiło mnie, co jeszcze powie.
– Przecież on cię nie docenia. – Skrzyżował ręce na piersi. – Ostatnio opowiadałaś o tym, jak nie zaliczyłaś testu, a on nawet cię nie słuchał.
Nic nie mówiłam, bo wiedziałam, że jeszcze nie skończył. I faktycznie, ułamek sekundy później dodał:
– Ja słuchałem.
– Doceniam. – Dochodziliśmy już do budynku C, gdzie odbywały się zajęcia sportowe. – Ale wiesz, on też ma sporo na głowie.
Pamiętałam ten dzień. Wes wpatrywał się w komórkę, bo rozmawiał o czymś z mamą. Jak mogłabym mieć o to pretensje? Sama miałam beznadziejny kontakt z rodzicami. Przez pierwsze miesiące studiów, uszczęśliwiona tym, że ojciec pożyczył mi pieniądze na czesne, próbowałam odnowić z nim kontakt. Wyszło z tego tyle, że gdy przyjechałam do niego w listopadzie, to go nie zastałam. Planowaliśmy to spotkanie od jakiegoś tygodnia, ale i tak o nim zapomniał. I zamiast się przyznać i przeprosić, kazał mi kolejnym razem pisać do Polly. Tak, jasne. Wolałabym chyba jeszcze raz zdawać egzamin z komunikacji i storytellingu, niż odzywać się do niegdysiejszej kochanki, a obecnie żony mojego ojca.
– Gdybym ja był twoim chłopakiem, miałbym na głowie tylko ciebie.
Zerknęłam na Jeffreya.
– Jeff, mówiłam ci już, że…
Przycisnął mi palec do ust.
– Po prostu to przemyśl. Nie chcemy, żebyś kiedyś żałowała, że mogłaś być z kimś lepszym.
Doskonale się złożyło, że jego koledzy stali już przy budynku C. Pobiegł do nich, nie żegnając się ze mną, a ja parsknęłam śmiechem. Jeff nie był groźny, więc nie musiałam reagować na jego zaczepki, ale uznałam, że gdybym posiadała chociaż ułamek jego narcystycznej osobowości, byłoby mi na studiach znacznie łatwiej. Może wtedy nie przejmowałabym się aż tak nowym etapem swojego życia. W ostatniej klasie liceum miałam mnóstwo znajomych, więc żyło mi się trochę łatwiej. Teraz wprawdzie też nie narzekałam na ich brak, ale czułam, jakby wszystko się zmieniło. Sama perspektywa, że mnóstwo osób z mojej paczki przeprowadziło się do Londynu, a ja muszę nawiązywać nowe znajomości i starać się wkupić w łaski obcych mi ludzi, sprawiała, że stresowały mnie już nie tylko zaliczenia, ale i każde spotkanie towarzyskie.
Wciąż pamiętałam pierwszy wieczorek zapoznawczy, z którego wyszłam całkiem zapłakana, bo każdy już z kimś rozmawiał, a ja zostałam bez pary. Chciałam podejść do jakiejś dwójki i dołączyć do rozmowy, którą prowadzą, ale uznałam to za bardziej żenujące niż siedzenie przy pustym stoliku. Poza tym, gdy kiedyś źle się poczułam w szkole i przyszedł po mnie tata, zaraz przed wyjściem z budynku zaczepiła nas Polly, nauczycielka na zastępstwo. Pochwaliła moje matematyczne zdolności i już wtedy powinnam wiedzieć, że to tylko zmyłka, żeby poznać mojego ojca – nigdy nie miałam matematycznych zdolności. Czas mijał, Polly dostała pracę na stałe w tej szkole oraz zyskała męża. Ja za to straciłam ojca, chęć do nauki matematyki i szacunek do obu tych – teraz niemal obcych mi – osób. Dlatego nie miałam odwagi podejść do nikogo na wieczorku zapoznawczym, bo wydawało mi się, że zachowałabym się jak Polly, a tego chciałam unikać jak ognia. Wypadłam za to na zewnątrz i się rozpłakałam. Usiadłam na ławce przed barem, a po kilku minutach ze środka wyszła inna zapłakana dziewczyna. Na chwilę zapomniałam o swoim stanie i pocieszałam ją, jakbyśmy znały się od przynajmniej kilku miesięcy. Tak poznałam Wendy. Zerwała z nią właśnie dziewczyna, a ja – jak się okazało – zdołałam jej pomóc. Tydzień później była już z Angel. Tragiczny wybór, nie będę ściemniać. Ale przyjaciół należy wspierać, co nie? A szczególnie takich, z którymi razem się płakało.
Chciałabym powiedzieć, że odkąd miałam już przy sobie Wendy, studia stały się trochę przyjemniejsze, ale to nieprawda. Chociaż pomagałyśmy sobie, jak tylko mogłyśmy, po kilku miesiącach ona skupiła się bardziej na swoim związku, który przechodził lekki kryzys, ja za to wciąż miałam wrażenie, że studia okładają mnie pięściami i czekają, aż padnę na deski. Przedmioty naprawdę mi się podobały, ale stresowała mnie wciąż powracająca myśl, że wykładowcy są mną rozczarowani. No i nie kolegowałam się z nikim z kierunku. Miałam wprawdzie Corę, ale studiowanie z kimś w tym samym instytucie nie sprawia, że na sali wykładowej czujesz się mniej samotnie.
Najbardziej lubiłam te momenty, gdy odzywali się do mnie Philip lub Caleb. Pytali czasem, co u mnie, a ja powracałam do tych chwil, gdy mieszkaliśmy w Bolton i widzieliśmy się codziennie.
W wakacje wróciłam do Bolton i miałam nie widzieć się ze znajomymi aż do początku drugiego roku – każdy gdzieś wyjeżdżał, Wes również. Jednak nie rozpaczałam. Wracałam do mojej rodziny, do mojego miasta! Włączyłam w samochodzie The Chain i przez całą drogę słuchałam albumu Rumours.
– A kto tu postanowił się pojawić? – Usłyszałam głos swojego brata i aż krzyknęłam z ekscytacji. Tak dawno go nie widziałam!
Wbiegłam do kuchni i gdy tylko na siebie spojrzeliśmy, zaczęliśmy krzyczeć razem. Mama zawsze tego nie znosiła… dlatego to robiliśmy. I dopiero po kilku sekundach doszło do mnie, że obok mojego brata siedzi ktoś jeszcze.
– Philip. – Poczułam gulę w gardle. – Co tam u twojej dziewczyny? – Gdy tylko usłyszałam wylatujące z moich ust pytanie, zrobiłam się cała czerwona. – To znaczy… Caleb coś mówił, że masz, więc…
– Zerwaliśmy, Bai, ale… – Zawsze uśmiechał się tak promiennie. Czemu potrafiłam rozkochać w sobie tylu chłopaków, a z nim nigdy mi się nie udało? W mojej głowie zaczęła lecieć piosenka Christiny Perri AThousand Years. – Bai, słyszysz mnie?
– Nie. – Zamrugałam kilka razy, próbując zastopować muzykę. – Co mówiłeś?
– Co tam u twojego chłopaka?
Czemu mnie o to pytał? Z tego samego powodu? Kochał mnie? W końcu mnie pokochał? Czy może zadał to pytanie z grzeczności?
Po co tyle pytań? Najważniejsze było to, że miałam chłopaka. Miałam Wesa. WES BYŁ MOIM CHŁOPAKIEM.
– Żyje. – Kiwnęłam głową. – Ma się dobrze. Wyjechał do Włoch czy coś tam, wiesz, jak jest… – Nieudolnie próbowałam nie robić z siebie idiotki. Chociaż przyjaźniłam się z Philipem w czasach licealnych, nigdy nie nauczyłam się normalnie z nim rozmawiać. Ale nawet wtedy uśmiechał się tylko i był uprzejmy, a ja kochałam go za to jeszcze mocniej. – No to… co tam? Jak tam studia? Jak tam życie w Londynie?
Caleb spojrzał na Philipa.
– Całkiem stabilnie, co nie?
– Chociaż chciałoby się częściej odwiedzać dom – dodał Philip, a ja patrzyłam na jego czarne włosy, jak zwykle idealnie przystrzyżone, oraz na jego brwi i błękitne oczy. Nicky odziedziczył oczy po matce, więc błękitu w nich nie było. Miały brązową barwę. Ciemnobrązową, jak kawa lub gorzka czekolada.
– A co tam u Nicky’ego? – W porę sobie o nim przypomniałam. – Złamał sobie coś ponownie z okazji wakacji?
Philip parsknął śmiechem. Mogłabym się rozpłynąć, gdyby śmiał się tak częściej w mojej obecności.
– Nie. W zasadzie to żyje mu się całkiem nieźle. Ostatnio wyprowadził się od rodziców. Ma kawalerkę niedaleko centrum.
– Na pewno mówimy o tym samym Nickym, który w wieku dziesięciu lat czołgał się po kościelnym dywanie podczas mszy, bo dostał ospy? – Trudno było uwierzyć w taką zmianę. Myślałam, że Nicky będzie żył z rodzicami aż do ich śmierci, a później wynajmie aktorów, którzy będą grać jego rodziców, żeby nie musiał być nigdy za nic odpowiedzialny.
– Tak, sam jestem zdziwiony. Właśnie, skoro o tym mowa. – Philip wstał od stołu. – Idziemy dziś do klubu?
– Boże, tylko nie to. – Skrzywiłam się. Nie miałam ochoty na głośną muzykę techno, krzyczących ludzi i wylane drinki na podłodze, do której przyklejały się podeszwy butów. – Może jakaś kawiarnia? – Złączyłam dłonie w błagalnym geście.
– Nie. – Philip pokręcił głową, a gdy tylko zobaczyłam dołeczek w jego policzku, wiedziałam, że zgodzę się na wyjście do klubu… (I on, i jego brat mieli po jednym dołeczku, chociaż oddałabym wszystko, żeby Nicky mógł odsprzedać Philipowi swój. Byłoby tak cudownie widzieć Philipa z dwoma dołeczkami, chociaż istniała możliwość, że tego bym nie wytrzymała).
Godzinę później wyszłam z pokoju w krótkiej, obcisłej czerwonej sukience. Philip aż gwizdnął, przez co i moje policzki oraz dekolt były teraz kolorystycznie dopasowane do outfitu.
– Nie gwiżdż na moją siostrę – mruknął Caleb. Był ubrany w czerwoną koszulę i eleganckie czarne spodnie. Jasnobrązowe włosy potraktował żelem, więc grzywka nie zasłaniała mu już oczu.
– A ty lepiej zmień tę koszulę – nakazałam bratu. Ten sam kolor włosów i oczu, a do tego taki sam kolor stroju? Nie byliśmy partnerami tanecznymi, żeby aż tak do siebie pasować.
Gdy Caleb zmienił koszulę z czerwonej na granatową, wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu Philipa.
– To czemu właściwie jedziemy do klubu? – zapytałam.
– Czy ty w ogóle nie gadasz już z moim bratem?
Nie miałam pojęcia, co jedno miało wspólnego z drugim.
– Nie, raczej nie. Pół roku temu życzyliśmy sobie wesołych świąt.
Philip odwrócił się na chwilę do mnie i pokręcił karcąco głową.
– Coś nam nie wyszło z tej dozgonnej przyjaźni, co?
– Nie jedziemy do zwykłego klubu – wtrącił się mój brat. – Jedziemy do klubu, którego współwłaścicielem jest Nicky.
Weszliśmy do klubu Disco Inferno. Nigdy nie widziałam tak kolorowych ścian, tak intensywnie neonowego parkietu i tak wielkiej lustrzanej kuli. Mimo to można było przypuszczać, że klimat lat siedemdziesiątych i disco, chociaż sugerowany wystrojem, nie był wymogiem, jeśli chodziło o muzykę.
I o kostiumy.
Nicky nigdy nie był brzydki. Jako nastolatek przez dłuższy czas był tego samego wzrostu co ja, ale w liceum wystrzelił w górę i prześcignął nawet wtedy najwyższego z całej czwórki Philipa. W wysokim i szczupłym Nickym nie było więc stosunkowo nic złego, ale nigdy nie potrafił ogarnąć fryzury, nigdy nie potrafił się ubrać i nigdy nie potrafił się zachować. I gdy weszliśmy do klubu, wiedziałam już, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Chłopak miał na sobie jaskrawopomarańczową koszulę w brązowe kółka i garnitur jak z lat siedemdziesiątych, w którym wyglądał jak dziwak. I ktoś mógłby powiedzieć, że pasowało to do klimatu klubu, tylko że nikt inny nie był ubrany jak on. Odstawał od reszty. Jak zwykle.
– Bailey Matthews. – Jego wzrok od razu spotkał się z moim. – Ostatnio, gdy cię widziałem, połamałaś mi obie ręce. – Pochylił się i pocałował mnie w policzek.
– Chyba masz problemy z pamięcią, Nicky.
Obrócił się w prawo i w lewo, udając, że jest zszokowany.
– Jaki Nicky? Kochana, znają mnie tu jako Nicholasa Wattsa, króla nocy i parkietu.
Oprowadził nas po całym klubie. Musiałam przyznać, że to miejsce miało swój urok. Nie był to typowy klub, gdzie wszystko było bezczelne, brudne i nachalne. Dziewczyny na parkiecie zdawały się naprawdę dobrze bawić, bar miał limity sprzedaży drinków na osobę, a niektórzy, zamiast tańczyć, siedzieli przy stolikach i jedli małe kanapeczki, jakby byli VIP-ami w jakiejś disco-restauracji.
– To taki był twój plan? – spytałam, gdy odeszli od nas Caleb i Philip. – Ile kasy zainwestowałeś w ten klub?
– Wszystko. – Uśmiechnął się szeroko, jak zawsze gdy mówił o wariackim pomyśle. – Nie chciałem studiować, a zarobiłem niezłą sumkę. Do tego poprosiłem tatę o pieniądze, które odkładał na moje studia, wiesz, jak jakiś syn marnotrawny. Wcześniej słyszałem, że jacyś ludzie chcą tu otwierać bar, więc odezwałem się do nich i powiedziałem, że możemy nawiązać współpracę.
– Postawiłeś wszystko na jedną kartę. – Bardziej stwierdziłam, niż pytałam.
– I się opłacało. – Mrugnął do mnie, po czym zlustrował mnie wzrokiem. – Wystroiłaś się. Dla mnie?
– Nawet nie wiedziałam, że tu będziesz. – Gdy tylko to powiedziałam, uznałam, że zabrzmiało to zdecydowanie zbyt chamsko. Jednak zanim zdążyłam się wytłumaczyć, Nicky wzruszał już ramionami.
– Więc chociaż ze mną zatańcz. – Podał mi dłoń. Weszliśmy na parkiet, a wtedy z głośników poleciało Send Me An Angel zespołu Scorpions.
– Jakoś nie pasuje do disco, nie sądzisz? – Objęłam jego szyję, gdy on położył dłonie na mojej talii i lekko przyciągnął mnie do siebie. Uniosłam głowę, by nadal patrzeć mu w oczy.
– Płacę DJ-owi, żeby włączał emocjonujące przeboje za każdym razem, gdy ląduję na parkiecie z jakąś pięknością.
– Ale… czy to nie jest zbyt przygnębiające jak na klub?
– Może DJ ma gorszy czas – oświadczył tylko, wciąż bujając się na boki.
– Czyli Send Me An Angel słyszy od ciebie każda? – kontynuowałam. – No wiesz, skoro płacisz DJ-owi i w ogóle…
– Nie. – Patrzyłam na twarz Nicky’ego i nie mogłam uwierzyć, że to nadal on. To znaczy wyglądał tak samo, ale… ale kiedyś był moim najlepszym przyjacielem. Teraz, żeby dowiedzieć się o jego biznesie, musiałam rozmawiać z jego bratem. Nie napisał do mnie, kiedy wpadł na ten pomysł, ani wtedy, gdy otwierał klub. – Niektóre tańczą ze mną do Listen to Your Heart lub Time After Time. – No i to były porządne emocjonujące piosenki, które nie dobijały przy okazji człowieka.
– Aż tak wiele dziewczyn z tobą tańczy?
– No wiesz, nocą w Disco Infernozapomina się o standardach. – Parsknął śmiechem. – Co ty tu robisz, Bai, co? Widzę twoje posty w social mediach, więc wiem, że nie cierpisz na brak znajomych. Czemu więc wylądowałaś w wakacje w naszym mieście?
– Stęskniłam się.
– Za mną? – Zmarszczył brwi. – Chwilę, czy my jesteśmy już razem? Tak, tak, teraz sobie przypominam. – Kiwnął głową. – Wzięliśmy ślub zaraz po twoich szesnastych urodzinach. – Odsunął swoją dłoń z mojej talii, by spojrzeć na zegarek. – Bai-bee, mamy dzisiaj rocznicę ślubu.
– I nie dałeś mi prezentu. – Teraz to ja odsunęłam się od niego. – Jesteś podły, Nicholasie.
Chwycił mnie za nadgarstek i klęknął przede mną. Ludzie wokół zaczęli na nas patrzeć, a mi przypomniało się zażenowanie, które zawsze towarzyszyło mi na domówkach i balach. Kto wie, może ktoś ze szkoły właśnie tańczył w pobliżu i był świadkiem tej sceny?
– Pozwól mi to jakoś wynagrodzić, Bai-bee.
Uśmiech zniknął z mojej twarzy, co Nicky chyba zauważył, ponieważ wstał z parkietu i odchrząknął:
– Wybacz, miałem tak na ciebie nie mówić.
– Nie chodzi o to. – Byłam wyraźnie speszona, ale nie chciałam, żeby źle wspominał nasze pierwsze spotkanie od tak długiego czasu. – Chodzi tylko o… mam chłopaka.
– No i super. – Objął mnie ramieniem. – To może usiądziemy przy barze, co? Mam mnóstwo pytań.
Zawsze będę pamiętać pierwszy dzień szkoły. Mama zaplotła mi dwa warkocze, odgarnęła grzywkę, spięła ją spinkami i pozwoliła mi posmarować usta swoim bezbarwnym błyszczykiem. Założyłam czarny sweter i żółte ogrodniczki, chociaż mama nalegała, bym włożyła sukienkę. Nie mogłam tego zrobić, bo wprost uwielbiałam żółte ogrodniczki. Mówiłam, że wyglądam w nich jak pszczółka. To mój tata mi je kupił w wakacje i chociaż było na nie za gorąco, chodziłam w nich prawie codziennie. Tylko gdy się pobrudziły, potrafiłam się z nimi rozstać, ale nawet wtedy siedziałam z Nickym przy pralce i oglądaliśmy przez ponad godzinę, jak żółty materiał wiruje w wodzie i pianie.
Pierwszego dnia szkoły, ubrana jak pszczółka, weszłam do klasy. Usiadłam w pustej ławce, a po kilku minutach w sali pojawił się też Nicky. Wiedziałam, że idzie do tej samej szkoły, ale nie spodziewałam się, że przydzielą nas do tej samej klasy. Gdy go zobaczyłam, pomyślałam, czy by do niego nie pomachać, nie zaprosić na miejsce obok. Przeanalizowałam jednak wszystko w swojej małej główce. Nicky był trochę niezręczny. Nieszkodliwy, ale i nierozgarnięty. Gdyby kazali nam łączyć się w pary, moglibyśmy nie dostać przez niego dobrej oceny. Ale jeśli ktoś miałby mnie z nim porównywać, pewnie wyszłabym na lepszą.
Nie zdążyłam podjąć decyzji. Usiadł przy mnie i objął na przywitanie. Tak w zasadzie cieszyłam się, że mam go przy sobie. Klasa mnie onieśmielała, ale nie on. On był namiastką bezpieczeństwa.
Na zajęciach świetnie się bawiliśmy. Chociaż kiedyś nie lubiłam tego wciskania mi go na siłę, śmiałam się z każdego żartu, który powiedział, i z każdej miny, którą zrobił. Wtedy dowiedziałam się też, że lubi muzykę. Opowiadaliśmy sobie o ulubionych piosenkach, a gdy lekcje się skończyły, nasi ojcowie zabrali nas do sklepu muzycznego i na lody. Potem tata zaprosił ich do nas. Włączył nam telewizję, ale nie skupiał się na tym, co oglądamy. Więc oglądaliśmy pewną starą komedię romantyczną, komentując i śmiejąc się z decyzji bohaterów. W pewnym momencie główny bohater uklęknął przed swoją ukochaną i oświadczył się jej. W tle leciało All Out of Love Air Supply. Odgrywaliśmy tę scenę cały wieczór. Wciąż zmieniałam ustawienia lamp i kazałam klękać Nicky’emu w różnych miejscach w salonie, żeby wyglądało to jak najbardziej filmowo. Wymagałam też od niego ciągłego nucenia tamtej piosenki, bo sama jej nie kojarzyłam, a on twierdził, że ją zna, chociaż zamiast słów wychodziło z niego zwykłe „na, na, na, na”.
W końcu wszystko było na swoim miejscu. Nicky znów uklęknął i wyciągnął spinkę, którą wcześniej mu podarowałam.
– Bailey. – Próbował podejść do tego z powagą, ale z marnym skutkiem. Wciąż ze śmiechu marszczył mu się nos. – Masz piękne ogrodniczki. Wyjdziesz za mnie?
– Tak! – Podskoczyłam, zakrywając dłońmi usta, jak zrobiła to aktorka w filmie. Potem mój przyjaciel wstał i wpiął mi spinkę we włosy.
Wtedy postanowiłam, że mogę się z nim przyjaźnić. Ale od tego czasu nieraz utrudniał mi życie. Uwielbiałam momenty, gdy nie był chodzącą katastrofą, ale wydawało się, że prawdopodobieństwo spowodowania katastrofy rośnie wraz z jego wiekiem. Gdy kilka lat później znów obejrzeliśmy tę komedię, nie wydawała mi się już taka magiczna. Nicky żartobliwie klęknął przy mnie, a ja się za to na niego obraziłam. Potem widziałam ten film jeszcze raz – na pierwszym roku studiów. Z Wendy, która płakała po kłótni z Angel. Śmiała się na co drugiej scenie. Ale nie żartowała w ten sam sposób co Nicky.
Kolejne wieczory również spędzaliśmy w klubie. Miałam wrażenie, że częściej widywałam się z Wattsami niż z moją mamą, ale gdy tylko Philip pojawiał się w progu, nie mogłam mu odmówić. Dobrze było widzieć też, jak on i Nicky dogadują się ze sobą. Przeważnie, nawet w liceum, każde z nas miało momenty, w których wolałoby, żebyśmy raczej stali się trio, niż spędzać czas z człowiekiem katastrofą. Albo tylko mi się tak wydawało, bo chciałam wierzyć, że Caleb i Philip myśleli o wykluczeniu Nicky’ego, ale moja obecność im nie przeszkadzała.
– Jakie masz plany? – Oparłam łokcie na stoliku, przy którym siedzieliśmy. Blaty zawsze były czyste. Nie miałam pojęcia, że w klubie może być tak schludnie. – Singiel na trzecim roku prawa… chyba będziesz teraz korzystał, co? – Wypiłam łyk Virgin Mojito, wpatrując się w Philipa. Czasami ruszał nogami, przez co delikatnie dotykał nimi moich łydek. Zastanawiałam się, czy robił to celowo.
– Wiesz, że flirtowanie nie jest moją mocną stroną. – Nie przerywał kontaktu wzrokowego. – Najczęściej poznaję jakieś dziewczyny, gdy same odezwą się do mnie w bibliotece. Tak pewnie zostanie.
Przytaknęłam, próbując skupić się na drinku, żeby nie obiecać zaraz chłopakowi dozgonnej miłości.
– Gdzie ten Caleb? – Mój głos wydał mi się piskliwy, ale Philip chyba nie zauważył różnicy, bo również sączył napój ze szklanki z niezmiennie spokojnym wyrazem twarzy.
Siedzieliśmy przy stoliku, jakbyśmy byli na randce, a gdy tylko o tym pomyślałam, poczułam, jak zaczynam się pocić. Podniosłam włosy i związałam je w kucyk. Klimatyzacja przyjemnie schładzała mi plecy, ale wtedy naszła mnie myśl, że może mnie zawieje i będę leżeć w łóżku przez kolejny tydzień, rozpuściłam więc kucyk i założyłam gumkę z powrotem na nadgarstek. Nakręcałam się coraz bardziej, bo chociaż marzyłam kiedyś o randce z Philipem, to miałam chłopaka i zdecydowanie nie powinnam mieć takich myśli, jakie teraz tliły mi się w głowie. Pozostawało tylko jedno – musiałam zerwać z Wesem, ale przecież nie zasługiwał na zerwanie przez telefon lub internet. Musiałam poczekać, aż wrócimy do Manchesteru, czyli do września. Matko, przecież do tego czasu ktoś taki jak Philip mógłby sobie znaleźć już tuzin dziewczyn. Sprawa była przegrana. Napiłam się swojego bezalkoholowego drinka, próbując przypomnieć sobie, czemu Wes był świetnym chłopakiem. Bo był. Był miły, spokojny. Mówił, co należy. Nie wchodził mi w drogę, ale czasami towarzyszył mi na niektórych spotkaniach ze znajomymi i był wtedy… był idealnym chłopakiem, który rozkochałby w sobie nie tylko ciebie, ale też twoich znajomych i rodzinę. Miałam zaraz po jego powrocie z Włoch poznać go najpierw z tatą, jeśli tylko tym razem mnie nie oleje, a potem z mamą.
– Tańczy. – Philip wskazał na parkiet, gdzie w tłumie dostrzegłam mojego brata.
– Jak się bawicie? – Jakby znikąd przed nami pojawił się Nicky w niebieskim garniturze w różowe paski i liliowej koszuli. Poczułam jednocześnie ulgę, że nie jestem już sama z Philipem, i złość, że nam przerwał.
– Dobrze – odpowiedział mu jego brat.
– A ty, Bailey? – Schował dłonie do kieszeni, przyglądając mi się z takim samym uśmiechem co zwykle.
– Jest super. – Zerknęłam na Philipa, który sprawdzał coś w telefonie.
– Chcesz nowego drinka? – Nicky czekał, dopóki nie przytaknęłam. Gdy to zrobiłam, wyciągnął dłoń z jednej z kieszeni i chwycił moją szklankę. Wrócił po niecałych dwóch minutach.
– Ekspresowo – skwitowałam, wyciągając ręce po nową dawkę mojito.
– Nicholas Watts to szycha. – Puścił do mnie oko. – Powinnaś częściej tu przyjeżdżać. Ile się jedzie samochodem z Manchesteru? Czterdzieści minut?
– Czasami trochę dłużej.
– Więc czemu nie odwiedzasz nas częściej?
– Mam dużo nauki. – Poprawiłam ramiączko swojej pomarańczowej sukienki, które wciąż spadało. – Nie chce mi się uczyć w domu. Chociaż – prychnęłam – moja współlokatorka jest jak moja matka, też wciąż zaprasza swoich znajomych, przez co nie mam ani chwili spokoju. No ale lepsza nauka w akademiku niż godzinna podróż tutaj i godzinny powrót.
– Ej – przerwał nam Philip, uśmiechając się od ucha do ucha i chowając komórkę do marynarki. – Dostałem się na staż.
– O mój Boże! – krzyknęłam, chociaż nie miałam pojęcia, że na jakiś startował. – Gratulacje!
Wstał.
– Muszę to roztańczyć. – Był cały czerwony z ekscytacji. – Idziemy na parkiet?
Od razu chwyciłam jego dłoń. Ominęliśmy Nicky’ego i wbiegliśmy w tłum. Przypomniał mi się bal Philipa, na który mnie zaprosił. Pamiętałam, jak przyciągnął mnie do siebie i tańczyliśmy do Here Without You 3 Doors Down. Tym razem trafiliśmy na zbyt żywą piosenkę. Skakaliśmy więc i obracaliśmy się w rytmie Low Flo Ridy. Nie mogłam oderwać wzroku od Philipa, do którego kompletnie nie pasowała ta piosenka. Nawet nie udawał, że dobrze czuje się przy takim kawałku. Każdy jego ruch wydawał się zbyt sztywny, ale jednocześnie było w tym coś uroczego. Próbował, to najważniejsze. A ja śmiałam się, widząc jego próby.
Wróciliśmy do stolika, gdy tylko skończyła się piosenka, chociaż było we mnie tyle energii, że mogłabym zostać na parkiecie jeszcze z godzinę lub dłużej. Szczególnie że właśnie DJ puścił Youngblood 5 Seconds of Summer. Nie tyle chciałam do tego tańczyć, ile znałam cały tekst i musiałam znaleźć się w tłumie, żeby móc go wykrzyczeć. Może właśnie dlatego, gdy tylko zobaczyłam Nicky’ego, który nigdy nie odmówiłby mi tańca, pociągnęłam go za rękę.
– Idziemy tańczyć? – spytałam, ruszając w głąb sali.
Kiwnął głową, ale uśmiech zniknął mu z twarzy. Przełknął ślinę i przyspieszył kroku.
– Wszystko w porządku?
– Tak.
Zaczęłam śpiewać, podskakując przy tym i zachęcając Nicky’ego, by do mnie dołączył. Jego nie trzeba było długo przekonywać. Nie znał tekstu, ale udawał, że zna. Wyginał się przy tym, jakbyśmy faktycznie utknęli w latach siedemdziesiątych.
– Co to za ruchy? – zarechotałam.
– Co?
Było okropnie głośno. Nie słyszałam nawet swoich myśli. On pewnie też.
– Pytam, co to za ruchy? Kto cię ich uczył? John Travolta?
Chwycił mnie i obrócił w tańcu.
– Skąd wiedziałaś? Oglądałem Gorączkę sobotniej nocy kilkanaście razy, tworząc wystrój tego klubu.
– Widać!
– Przygotowuję się na nasz ślub. – Znów mną obrócił. – Będziemy wymiatać na parkiecie.
– Nicky, ja mam chłopaka.
Wzruszył ramionami.
– Więc przygotowuję się na wasz ślub. Jeśli mnie oczywiście zaprosisz.
– Chcę wesele w tym klubie. – Gdy tylko to powiedziałam, rozpromienił się, ukazując przy tym dołeczek. Ciekawe, że u Philipa pojawiał się on tylko raz na jakiś czas, za to u Nicky’ego częściej był, niż go nie było. Mój przyjaciel bardzo rzadko bywał nieuśmiechnięty.
– Masz to jak w banku, Bai.
Załatwiłam sobie na czas wakacji pracę w sklepie z płytami, więc już pierwszego dnia oznajmiłam mojemu bratu, że będę pojawiać się w klubie rzadziej. Cieszyłam się z tego – im mniej spotkań z Philipem, tym mniejsze cierpienie. Skoro nie mogłam go mieć, wolałam nie kusić losu.
Weszłam do sklepu muzycznego, który był blisko mojego domu i dlatego kiedyś odwiedzałam go codziennie, kiedy szłam do szkoły lub z niej wracałam.
– Dzień dobry – odezwałam się, gdy przekroczyłam próg. Zadzwoniły dzwonki aktywowane przez otworzenie drzwi.
– Dzień dobry, zapraszam – usłyszałam delikatny głos, który, miałam wrażenie, już kiedyś słyszałam.
Podeszłam do blatu, a wtedy…
– Bailey Matthews?
– Jane Trimble?
Minął tylko rok od zakończenia szkoły, ale Jane zmieniła się nie do poznania. Jej długie blond włosy teraz były rudym bobem. Zamiast krótkiej spódniczki miała na sobie elegancką sukienkę i przezroczyste bolerko.
Okazało się, że Jane również chciała sobie dorobić. Studiowała modę w Londynie, ale przyjechała na wakacje do domu. Trzymałam się z nią w liceum, ale nie zawsze za nią przepadałam. Tym razem, pierwszego dnia pracy, od razu zaczęłyśmy się dogadywać. Być może zmieniłam się ja, być może ona, ale podczas pewnej rozmowy o książkach okazało się, że wiele tytułów przeczytałyśmy obie. Jak dobrze było sobie przypomnieć, że książki wciąż mogły pomóc mi zjednać sobie ludzi. Kiedyś już mi się to udało, gdy po jednej z kłótni z Nickym kupiłam mu na przeprosiny najpiękniejsze wydanie Alicji wKrainie Czarów. Mieliśmy wtedy jakoś po dziesięć lat i od tego czasu po każdej kłótni, w której to ja nie miałam racji (takich było znacznie więcej), kupowałam mu książkę, najczęściej taką dla dzieci, bo uwielbiał ilustracje. Dawno o tym nie myślałam… Czy czekał na kolejną? Czy gdy przestaliśmy się przyjaźnić, czekał na mój powrót?
W drugiej połowie sierpnia przyjechały do mnie na osiem dni Wendy i Angel. Zajęły sypialnię dla gości.
– Po pierwsze, musimy wiedzieć, który to Philip – zaczęła wymieniać Wendy, a ja ją uciszyłam. Przecież Caleb mógł usłyszeć jej słowa, siedziałyśmy w salonie, a on jadł śniadanie w kuchni.
– Nie gadaj tak głośno.
– A po drugie – mówiła już ciszej – co tam u Wesa?
– Nie odzywa się do mnie – przyznałam. – Pewnie nie ma zasięgu.
– No tak. – Angel rozsiadła się na kanapie. – Bo przecież Włochy to kraniec świata, gdzie nie ma żadnej technologii, a nawet elektryczności.
– Może jest zajęty – zgadywała Wendy, ale szczerze mówiąc, zgadzałam się z zarzutem Angel. Mógłby znaleźć dla mnie chociaż minutę.
Dwa dni później znalazł dla mnie tę minutę, a nawet dorzucił trzynaście sekund.
– Jak to ze mną zrywasz?
– Słuchaj, poznałem tu taką…
– Chuj mnie to obchodzi, Wes.
– Całowaliśmy się i… – kontynuował, jakby mnie nie słyszał.
– Zdradziłeś mnie?
– Nie, tylko…
Rozłączyłam się w tym samym momencie, w którym ktoś zapukał do drzwi wejściowych.
– Kto tam?
Jak miałam przetrawić to, co się stało? Tak, być może sama zamierzałam zerwać z Wesem, ale przynajmniej uszanowałam to, że ze sobą byliśmy. Czy naprawdę nie mogłam zostawić swojego chłopaka na dwa miesiące, żeby mnie nie zdradził? Czemu wszystko szło nie tak?
– Philip.
A może jednak wszystko szło tak, jak powinno?
Redakcja: Julia Zając
Korekta: Barbara Szymanek, Sebastian Surendra
Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska
Skład i łamanie: Plus 2 Witold Kuśmierczyk
Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl
Wydawnictwo Mięta Sp. z o.o.
03-475 Warszawa, ul. Borowskiego 2 lok. 210
www.wydawnictwomieta.pl
tel. +48 505 636 224
ISBN 978-83-68608-90-8
