Czarci Staw - Grażyna Wartacz - ebook

Czarci Staw ebook

Grażyna Wartacz

0,0

Opis

Czarci Staw nie jest zwyczajną bajką. To opowieść, w której świat krasnoludów i smoków splata się z historią zwykłej rodziny, mierzącej się z codziennością – pracą, odpowiedzialnością i trudnymi wyborami. Beztroska i radość przeplatają się tu z niepokojem, a próby, którym muszą sprostać bohaterowie, wymagają czegoś więcej niż odwagi. Gdy pojawiają się uczucia inne niż miłość i zaufanie, a przeciwności losu – wzmocnione czarami – stają się realnym zagrożeniem, jedyną odpowiedzią okazuje się wspólnota. Pomoc mieszkańców, mądrość Babuchy Szeptuchy i wiedza ukryta w starych księgach mogą wskazać drogę, lecz ostateczne zwycięstwo zawsze zależy od ludzi, którzy zdecydują się stanąć razem.

To baśń o odpowiedzialności, solidarności i sile, która rodzi się wtedy, gdy nikt nie zostaje sam.

 

Grażyna Wartacz – od lat tworzy wiersze, bajki dla dzieci czy teksty piosenek. Część z nich pozostawała w szufladzie, inne trafiały na konkursy literackie. Współtworzyła scenariusze Babskich Combrów i biesiad, pielęgnując tym samym tradycyjną formę obchodów Barbórki. W 2013 roku Czarci Staw, w pierwotnej wersji, zwyciężył w Gminnym Konkursie Literackim „Nowe podania i legendy Gminy Lubin”. Z wykształcenia magister inżynier górnictwa, dziś na zasłużonej emeryturze. Prywatnie żona, mama dwójki dzieci i babcia czworga wnucząt, dla których czytanie na dobranoc jest nieodłącznym rytuałem. Dom dopełnia Szara – gadatliwa kotka na trzech łapach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 96

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilustracje: Wygenerowane przez AI Gemini na podstawie opisów autorki

Redakcja: Inka Wojtczak

Korekta: Kinga Dolczewska

Projekt okładki: RED Monika Brankiewicz

Projekt graficzny środka, skład: RED Monika Brankiewicz

Przygotowanie wersji elektronicznej: Epubeum

 

Copyright © by Grażyna Wartacz 2025

Copyright © by Pan Wydawca 2025

 

ISBN 978-83-68622-31-7

 

Wydanie 1

Gdańsk 2026

 

Pan Wydawca sp. z o. o.

ul. Wały Piastowskie 1/1508

80-855 Gdańsk

PanWydawca.pl

 

 

Moim kochanym wnukom

Czarci Staw

Lubicie słuchać legend? Wieczorami, gdy słońce chyli się ku zachodowi i zalewa wszystko czerwoną poświatą, cienie zaczynają ożywać. Nadchodzi wtedy chwila cicha i magiczna. Chwila, gdy opowiadane legendy budzą się do życia. Zaczynamy mieć wrażenie, że utopce za chwilę wyjdą z wody, a na skraju lasu zatańczą rusałki. To czas na słuchanie; czas, kiedy ożywają postacie, a opowieść trafia w samo serce. Ten moment właśnie nadszedł, więc posłuchajcie…

Była sobie raz nieduża wieś. Wieś, jakich wiele – ani mniejsza, ani większa od innych. Znajdował się w niej stary kościółek i pałac, który po latach zniszczeń odzyskał dawną świetność dzięki nowemu gospodarzowi. Gdybyście przejechali drogą w poprzek wsi, trafilibyście na bity trakt, prowadzący do pobliskiego lasu i niewielkiego stawu. Kiedyś las stał zwartą ścianą. Staw pojawił się pewnej tajemniczej nocy wiele, wiele lat temu. Starsi mieszkańcy nazwali go Czarcim Stawem. A było to tak:

Dawno, dawno temu, gdy wokół rozciągały się piękne bory, pełne zwierzyny i ptactwa, wracał tamtędy z łowów pewien hrabia. Hrabia ten był młody, piękny i bardzo bogaty, i jak na hrabiego przystało, zajmował się tylko łowami, balami i innymi rozrywkami. Wracał z grupą innych, podobnych mu paniczyków. Polowanie udało się im znakomicie, humory dopisywały, wszyscy żartowali, hałasowali i śmiali się głośno.

Dzień był bardzo gorący, lipcowy, więc pić im się chciało niezmiernie, zwłaszcza że napełnione przednim winem bukłaki dawno już pokazały dno. Kiedy dojechali do wsi, zobaczyli chałupę bieloną, strzechą pokrytą, przy której rosły malwy wysokie, o pięknych czerwonych kwiatach. Na środku podwórza stała cembrowana studnia, a przy studni ceber zawieszony na żurawiu. Młodzianie zatrzymali się czym prędzej, zsiedli z koni, a potem poszturchiwali się i przepychali, aż w końcu załomotali głośno pięściami do drzwi.

Mieszkała tam Kachna. Dziewczyna młoda i piękna, ale sierota, bez ojca i matki. Liczko miała delikatne jak płatki kwiatów jabłoni, lekkim różem muśnięte, usta czerwone jak maliny, a oczy jak niezapominajki. Włosy czarne, w warkocz długi splecione, aż do wąskiej talii spływały. Piękna była Kachna, a robotna przy tym jak żadna w okolicy. Sama całe gospodarstwo prowadziła i to wzorowo. Takiego porządku, jak u niej, próżno było szukać po całej wsi; takich zwierzątek zadbanych, a kwiatów, warzyw i owoców dorodnych – nigdzie nie było. Wszyscy Kachnę lubili i szanowali bardzo, choć młoda była, bo to raz, że pracowita, a dwa, że serce miała dobre i była najmądrzejsza ze wszystkich.

Teraz, gdy drzwi otworzyła, brwi podniosła wysoko i liczko bez żadnego zaskoczenia ani wstydu gościom pokazała.

– Witaj, dziewczyno! – krzyknął jeden z przybyłych. – Mleka nam daj i chleba, bośmy bardzo znużeni, a do pałacu droga jeszcze daleka.

– Nie dam mleka, bo nie mam. Krówka moja cielę karmi i dla niego mleka potrzeba, a i dla sąsiadów ubogich, bo trzynaścioro dzieci wyżywić muszą, więc i mleko, i chleb dla nich muszę zostawić. Wy, zacni panowie, szlachetniejsze posiłki i napoje pijecie, więc mleko z chlebem chybaby wam nie bardzo smakowało.

Spodobała się Kachna Hrabiemu – jej odmowa była grzeczna, acz stanowcza; jej sylwetka i uroda przyciągnęły go natychmiast. Zakochał się bez pamięci. Zebrał swoich kompanów i do pałacu pojechali, wodą ze studni jedynie zaspokoili dręczące ich pragnienie.

Wieczorem piękny Hrabia dosiadł konia, do wsi powrócił i do chałupy Kachny zastukał, a gdy mu drzwi otworzyła, odezwał się do niej w te słowa:

– Dziewczyno, piękna moja, zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Zostań moją żoną, a na rękach cię będę nosił i ptasiego mleka w życiu ci nie zabraknie. Dam ci wszystko, co mam, i jeszcze więcej.

Kachna zrazu zbladła, bo i jej piękny Hrabia bardzo się spodobał, ale że mądra była, odpowiedziała po chwili ze smutkiem:

– Jaśnie panie, żoną twoją nie zostanę. Zbyt wiele nas różni i szczęśliwi razem być nie możemy. Dla ciebie życie to zabawa, a mnie radość daje praca i pomoc ludziom.

– Niech cię czart porwie z tego miejsca, jeśli mi nie przyrzekniesz w ciągu pięciu lat żoną moją zostać! – krzyknął Hrabia urażony w swej dumie. Po czym wskoczył na konia i pognał do miasta.

Dni mijały, a Hrabia kochał Kachnę coraz bardziej, w nocy nie spał, w dzień unikał wesołych kompanów. Schudł i sczerniał nie do poznania, i myślał, jak by tu zdobyć serce dziewczyny. Żeby nikogo nie dziwiło, że na wieś tak często wyjeżdża, zaczął budować pałac – okolica piękna, to nikt się takim planom nie dziwił. Najlepszych majstrów ściągnął, robotników w pracy niedoścignionych, więc pałac rósł w oczach i coraz piękniejszych kształtów nabierał.

Już prawie pięć lat minęło od dnia, kiedy to Hrabia Kachnę o rękę prosił. Mieszkał już stale w wykończonej części pałacu, bo łatwiej było mu doglądać robót z miejsca. Pewnego wieczoru zachmurzyło się bardzo i choć to lipiec był przecież, to jakiś chłód wśród murów krążył. Usiadł więc Hrabia przy kominku.

– Rozpalę trochę, bo mury są jeszcze wilgotne i ciągnie zimnem – powiedział sam do siebie. Sięgnął po polano i dorzucił je do zajętych ogniem szczapek w kominku. Iskry się sypnęły dokoła złocistą poświatą, płomień przygasł na moment, po czym buchnął z taką siłą, że biedny Hrabia upadł plecami na posadzkę. Z ognia wyskoczył młodzieniec ze zmierzwioną czupryną, w czerwonym fraczku, pięknie skrojonych czarnych spodniach, spod których wystawały włochate nogi, zakończone czarnymi błyszczącymi kopytami.

– No i jak, panie Hrabio – powiedział przybyły drwiąco. – Zbliża się czas. Po dziewczynę przyszedłem, tego chciałeś. Hi, hi, hi…

– A kimże jesteś i co mówisz? – odparł Hrabia, który po pierwszym szoku szybko się otrząsnął i stał butny i dumny naprzeciw młodzieńca, którego przewyższał co najmniej o głowę.

– Ano Czart jestem. Pamiętasz, jaśnie panie, jak żeś życzenie wyraził: „Niech cię czart porwie z tego miejsca, jeśli mi nie przyrzekniesz w ciągu pięciu lat żoną moją zostać!”? Dzisiaj o północy pięć lat minie, więc jestem, jakżeś mnie wzywał.

Hrabia zbladł, bo zegar już prawie północ wskazywał. Kachnę nadal kochał całym sercem i, po ukończeniu pałacu, znowu o rękę chciał prosić. Nadzieję miał wielką, bo Kachna, jak dawniej, sama w chałupce mieszkała, a przypadkowo napotkana rumieniła się i nie patrzyła na pięknego Hrabiego.

– Niedoczekanie twoje! – huknął znienacka i z komnaty wybiegł, żegnany drwiącym diabelskim chichotem.

Nie zważał na ziemię pryskającą mu spod butów ani na gałęzie drące mu odzież. Biegł przez pola, prosto do białej chatki otoczonej czerwonymi malwami. W myślach wciąż widział oczy jak niezapominajki i czarne, błyszczące czarcie kopyta.

Dobiegł do celu zdyszany i obdarty, i mimo pory tak późnej do chałupki z impetem, drzwi wyważywszy, wpadł. Porwał przerażoną Kachnę na ręce, wyszeptał coś do ucha i z chałupy wyniósł. Panna, choć blada nieco, tylko spokojnie głową skinęła. Ledwie z obejścia wybiegł, powstał wizg i wielki hałas. Ogniste smugi nocne niebo przecięły, a bies stanął przy studni w kłębach dymu śmierdzącego siarką. Nie był już tym sympatycznym młodzieńcem; stał się okropnie brzydki i tak straszny, że przerażona dziewczyna przylgnęła mocno do ramienia Hrabiego.

– I co?! Myślisz, że ci się udało? – Głos jak grom poniósł się po wsi.

– A udało mi się, diable rogaty, udało! – krzyknął Hrabia.

Błyszczącymi ze szczęścia oczami na ukochaną swoją popatrzył i dodał:

– Kachna żoną moją obiecała zostać, a ja przysiągłem, że kochać ją będę już zawsze.

Czart iskrami sypnął i – ze złości, że dziewczyny zabrać nie może – zaczął okropnie rosnąć. Już po dach chałupy sięgał, już wyżej drzew najwyższych. Ogromne kopyto płot wokół podwórka rozrzuciło i dalej rosło. Młodzi cofali się ze strachem, gdy nagle rozległ się ryk tak okropny, jakby cały świat miał się zawalić. Potwór podskoczył i zrobił wielki krok w kierunku lasu. Tam odbił się jedną nogą i zniknął – ponad chmurami albo w czeluściach piekielnych. Gdzie, tak naprawdę nikt nie wie, bo ciemno się zrobiło, choć oko wykol. Cisza zapadła nagle. W tej ciszy, jeden po drugim, wszyscy ludzie z całej wsi, wystraszeni okrutnie, biegli z pochodniami zobaczyć, czy Kachnie pomóc nie trzeba. Widno się zrobiło jak w biały dzień. Dwóch odważnych pobiegło pędem na skraj lasu, tam, gdzie ostatni raz Czart był widziany. Popatrzyli, a tam odciśnięte było wielkie kopyto, drzewa wkoło połamane, a od spodu woda się przesączała i ślad wydeptany napełniała szybko. Zanim resztę wioski zawołali, żeby to dziwo zobaczyli, już wody nalało się po brzegi. Z czasem kształt trochę się zatarł, ale nazwa Czarci Staw pozostała.

A młodzi? Cieszyli się wszyscy ich szczęściem i święto wielkie w okolicy nastało. Hrabia ukończył pałac i z Kachną w nim zamieszkał, a na wesele całą wieś sprosił. Pracowity się zrobił ogromnie, okazywał dobre serce i szacunek wszystkim ludziom, młodym i starym, co jego pięknej, mądrej żonie bardzo się podobało. Dzieci mieli gromadkę i żyli tak szczęśliwie do czasu, aż w starej dziupli, w przypałacowym dębie, zamieszkał pewien złośliwy krasnolud, ale to już zupełnie inna historia.

 

Koniec bezpłatnego fragmentu.

GRAŻYNA WARTACZz wykształcenia jest magistrem inżynierem górnictwa, dziś na zasłużonej emeryturze. Od lat tworzy wiersze, bajki dla dzieci czy teksty piosenek. Część z nich pozostawała w szufladzie, inne trafiały na konkursy literackie.

Przez wiele lat współtworzyła scenariusze Babskich Combrów i biesiad, pielęgnując tym samym tradycyjną formę obchodów Barbórki. W 2013 roku Czarci Staw, w pierwotnej wersji, zwyciężył w Gminnym Konkursie Literackim „N owe podania i legendy Gminy Lubin".

Prywatnie jest żoną, mamą dwójki dzieci i babcią czworga wnucząt, dla których czytanie na dobranoc jest nieodłącznym rytuałem. Dom dopełnia Szara - gadatliwa kotka na trzech łapach.

Czarci Staw NIE JEST ZWYCZAJNĄ BAJKĄ.

To opowieść, w której świat krasnoludów i smoków splata się z historią zwykłej rodziny, mierzącej się z codziennością - pracą, odpowiedzialnością i trudnymi wyborami. Beztroska i radość przeplatają się tu z niepokojem, a próby, którym muszą sprostać bohaterowie, wymagają czegoś więcej niż odwagi.

Gdy pojawiają się uczucia inne niż miłość i zaufanie, a przeciwności losu - wzmocnione czarami - stają się realnym zagrożeniem, jedyną odpowiedzią okazuje się wspólnota. Pomoc mieszkańców, mądrość Babuchy Szeptuchy i wiedza ukryta w starych księgach mogą wskazać drogę, lecz ostateczne zwycięstwo zawsze zależy od ludzi, którzy zdecydują się stanąć razem. To baśń o odpowiedzialności, solidarności i sile, która rodzi się wtedy, gdy nikt nie zostaje sam.