Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ebook w formatach epub oraz mobi.
Poszukiwanie dobra w sztuce życia. Drugi tom Breviarium Kanonu Kultury.
W świecie, który coraz częściej podważa wartości budowane przez pokolenia, Paweł Milcarek, redaktor i autor koncepcji monumentalnego projektu „Breviarium Kanonu Kultury”, zaprasza nas do podróży po moralnym dziedzictwie Europy łacińskiej. Po sukcesie pierwszego tomu, dedykowanego pięknu wyrażonemu w literaturze, przyszedł czas na drugą odsłonę antologii, tym razem skupiającą się na moralności. W pierwszej obcowaliśmy przede wszystkim z poezją, w drugiej niemal wyłącznie już z prozą.
Wydany w 2024 roku tom „Dobro w sztuce życia Europy łacińskiej” to niezwykła księga, która przenosi czytelnika w czas wielkich dzieł prozatorskich starożytności, średniowiecza i chrześcijaństwa. Główna idea tej części – wyrażona dewizą „Honeste vivere” ("Żyć godnie, szlachetnie, uczciwie") – prowokuje do refleksji nad życiem godnym w świecie zmagań moralnych i duchowych.
Antologia opracowana przez Pawła Milcarka to prawdziwy przewodnik po postawach moralnych, służący zarówno jako codzienna księga lektur, jak i podręczny skarbiec dziedzictwa kulturowego Europy. W drugim tomie znajdziemy fragmenty klasycznych dzieł filozofii i literatury – od Platona, Cycerona, poprzez dzieła Augustyna z Hippony, po pisma średniowiecznych teologów i moralistów. To zbiorowe dzieło największych umysłów zachodniego kręgu kulturowego zostało wzbogacone o polskie tłumaczenia i komentarze, które pomagają współczesnym odbiorcom zrozumieć kontekst historyczny i filozoficzny.
We wstępie redakcyjnym autor przypomina metodologię Arystotelesa, definiując książkę przez pytania dotyczące celu, materii, formy i autorstwa. Celem antologii jest inspirowanie czytelników do refleksji nad godnym życiem poprzez kontakt z wielkimi tekstami moralnymi Europy. Materię tomu stanowią teksty prozatorskie, które ukazują fundamenty moralności oraz drogi do sprawiedliwości i szczęścia. Forma antologii jako podręcznego przewodnika codziennego staje się narzędziem do lektury i refleksji, zaś autorami są najwięksi klasycy, wspierani przez zespół tłumaczy i redaktorów, na czele z Pawłem Milcarkiem.
W drugim tomie „Breviarium” znajdziemy fragmenty tekstów, które od wieków kształtowały europejską refleksję nad moralnością. Przykładowo, w „Obronie Sokratesa” Platona czytelnik może poznać siłę moralnej argumentacji Sokratesa, który w obliczu fałszywych oskarżeń głosił, że nic złego nie dzieje się człowiekowi dobremu. „Rozmowy tuskulańskie” Cycerona zawierają ponadczasowe wskazówki na temat radzenia sobie z cierpieniem i strachem przed śmiercią. Z kolei fragmenty „Wyznań” Augustyna z Hippony przedstawiają duchową walkę i proces nawrócenia, zaś „Etyka nikomachejska” Arystotelesa przypomina o podstawowych cnotach, takich jak umiarkowanie, męstwo czy sprawiedliwość, i pokazuje, jak można je rozwijać w życiu codziennym.
Breviarium zostało zaprojektowane jako codzienna księga lektur. Układ tomu umożliwia systematyczne zagłębianie się w teksty zgodnie z rytmem roku. Każdy fragment opatrzono wstępem, wskazówkami interpretacyjnymi oraz przypisami, które pomagają zrozumieć kontekst historyczny i filozoficzny. Wartościowym dodatkiem są także pytania refleksyjne, zachęcające do analizy treści oraz zastosowania ich w praktyce. Książka stawia czytelnika w roli aktywnego uczestnika – nie tylko odbiorcy wiedzy, ale również współtwórcy własnej refleksji nad życiem.
Głównym atutem książki jest jej uniwersalność. Milcarek nie tylko przypomina wielkie dzieła literackie, ale również ukazuje ich aktualność w kontekście współczesnych dylematów etycznych. Publikacja wzbogacona jest o liczne przypisy, komentarze i cytaty z polskich autorów, co czyni ją szczególnie atrakcyjną dla polskiego odbiorcy. Warto podkreślić, że w drugim tomie całkowicie zrezygnowano z poezji, skupiając się wyłącznie na prozie, która oferuje konkretne drogowskazy moralne i etyczne.
Drugi tom „Breviarium Kanonu Kultury” to prawdziwa uczta dla miłośników literatury i refleksji filozoficznej. To nie tylko narzędzie nauki i inspiracji, ale także przypomnienie o znaczeniu tradycji i mądrości w życiu każdego człowieka. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten tom i pozwolić, by jego przesłanie wpłynęło na naszą codzienność. W świecie pełnym chaosu, taka lektura może być kluczem do odnalezienia harmonii i życia w zgodzie z zasadami „Honeste vivere”.
***
Drugi tom monumentalnej trylogii Breviarium kanonu kultury przynosi antologię literackich tekstów pisanych prozą, poświęconych rozważaniom kategorii etyki i dobra. Podtytuł Dobro w sztuce życia Europy łacińskiej i wyrażone po nim motto honeste vivere precyzują tematykę wokół problemu praktykowania dobra tak w życiu prywatnym, jak i społecznym. Erudycja autora Breviarium jest, zdaje się, nieograniczona, podsuwa Czytelnikowi masę wypowiedzi od starożytności po średniowiecze i dodatkowo z czasów nam współczesnych. Można na ich podstawie ułożyć zbiór wskazań, składających się na prawdziwą sztukę życia – dobrego i zacnego. Nauki te, jak pokazują historyczne przykłady, są jednak tylko postulatem, trudną do urzeczywistnienia wskazówką, jak żyć. Antologię uzupełniają wstawki – teksty nieoczekiwanie odsyłające Czytelnika do realiów polskich, często tych najnowszych. Jest to bardzo osobisty wybór tekstów, oddający poglądy i skojarzenia Autora, nie mniej ciekawy i pouczający. Niektóre z tak zarysowanych paraleli, podobieństwa sytuacji są poruszające. Dążenie do dobra, oczekiwanie dobra ze strony bliźnich jest stałą i niezmienną od wieków właściwością humanitas.
Prof. Mieczysław Mejor
Paweł Milcarek wykonał iście benedyktyńską pracę, która zasługuje na wielkie uznanie. Uporządkowane i przypisane na kolejne dni fragmenty przekładów polskich dzieł tak wielu autorów z tak wielu epok wymagało bez wątpienia ogromnej erudycji, pracowitości i zaangażowania. Opracowane przez niego Breviarium jest rodzajem „skrótu” lub wręcz rodzajem „naczynia”, w którym przekazana nam została w zrozumiałej i uporządkowanej formie ogromna spuścizna kanonu kultury Europy łacińskiej. Myślę, że może to być bardzo dobry punkt wyjścia do dalszych studiów nad kanonem literatury europejskiej kultury łacińskiej, do sięgania do dzieł w całości w przekładach polskich, ale również w języku oryginalnym, do ogromnej literatury przedmiotu; do wielkiej intelektualnej przygody, jaką jest kwerenda w bibliotekach i lektura dobrych i mądrych książek, wymiana myśli z ludźmi o podobnych zainteresowaniach w kraju i za granicą. Z tego powodu myślę, że Breviarium warto polecić zarówno młodzieży i dorosłym.
Prof. Adam Fijałkowski
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 1874
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
BREVIARIUM KANONU KULTURY Europy Łacińskiej
wybrał & opracował Paweł Milcarek
I
Piękno literatury
Decorum
II
Dobro w sztuce życia
Honeste vivere
III
Prawda w tradycji intelektualnej
Sapientia
BREVIARIUM KANONU KULTURY
DOBRO W SZTUCE ŻYCIA EUROPY ŁACIŃSKIEJ Honeste vivere
wybrał & opracował
Paweł Milcarek
© Copyright by Paweł Milcarek, 2024;
© Copyright by Wydawnictwo Dębogóra, 2024
Wybór iopracowaniecałości: dr Paweł Milcarek
Recenzjanaukowa: prof. Adam Fijałkowski
Przekład fragmentu Dicta Catonis na wyklejkachksiążki: Romuald Milcarek
Redakcja ikorekta: Roman Bąk
Layout iprojektokładki: Piotr Łysakowski
Skład: Piotr Białecki
Autor opracowania iWydawca Breviarium uprzejmie dziękują Autorom przekładów iich Spadkobiercom za zgodę na użycie utworów. Wnielicznych przypadkach, gdy mimo wielu starań nie udało się dotrzeć do spadkobierców, publikujemy utwory wprzekonaniu, że ich przypomnienie nie narusza żadnych interesów, ajest zgodne zinteresem nieżyjącegoautora.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury iDziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Wydawca:
Wydawnictwo Dębogóra
ul. Dąbrówki 7
62-006 Dębogóra
www.debogora.com
ISBN: 9788367316774
W całej książce – dla oznaczenia rozdziałów (modułów) użyto siglum M (z numerem, ewentualnie z literą), a siglum PK dla wyróżnienia czytań z autorów polskich.
[Iudex:] Ego vero cupidus discendi magis, quam iudicandi, omnium prius rationes me velle audire respondeo, ut tanto essem discretior in iudicando, quanto sapientior fierem audiendo […]
[Sędzia:] Ja jednak raczej pragnę nauczyć się czegoś, niż wydawać wyroki. Dlatego odpowiadam, że chcę najpierw usłyszeć argumenty was wszystkich, abym był o tyle sprawiedliwszy w sądzeniu, im stanę się mądrzejszy przez słuchanie waszej dyskusji […]
Piotr Abelard, Rozmowa pomiędzy filozofem, żydem i chrześcijaninem
przeł. Leon Joachimowicz
Piae memoriae mei patris matrisque meae.
Ille mihi fuit primus thesaurus dictorum factorumque memorabilium,
haec autem facta est prima vox historiis resonans in corde meo.
Utrique amor et gratitudo a filio afferuntur.
Zacznijmy od krótkiego przedstawienia książki, według schematu arystotelesowskiego, który został zastosowany we wstępie do tomu pierwszego Breviarium.
Według Arystotelesa każdą rzecz da się określić przy pomocy odpowiedzi na cztery pytania. Pójdziemy zatem tropem tych pytań. Odpowiedzi będą po części te same, co w tomie Decorum – ale nie zawsze i niezupełnie.
Po pierwsze: po co? Nasz cel jest niezmienny: jest nim doprowadzenie użytkownika do codziennego obcowania z Wielkimi oraz odnoszenie z tego korzyści, realnych i nie zawsze wymiernych. W przypadku niniejszego tomu można dodać, że cel znajdujący się na horyzoncie, już poza lekturą książki, został określony w dewizie: Honeste vivere. Żyć godnie, szlachetnie, uczciwie.
Po drugie: z czego jest ta księga? Tu zachodzi zmiana: materią niniejszego tomu są teksty prozatorskie reprezentujące kanon moralny Europy – dzieła w różny sposób zdające sprawę z tego, skąd biorą się dobre i złe decyzje ludzi, jak można je kształtować, oraz pouczające, jakie są zadania człowieka zmierzającego do sprawiedliwości i szczęścia.
Po trzecie: przez co? Tu nic się nie zmienia: formą jest antologia, zorganizowana jako całoroczna księga lektur codziennych, tom podręczny towarzyszący stale jako pośrednik i pamiątka dziedzictwa, przewodnik po postawach i zagadnieniach moralnych.
Po czwarte: kto autorem? Tak jak w tomie poprzednim, książka ma redaktora, który odpowiada za jej koncepcję, wybór tekstów, ich układ i opracowanie. Jednak autorami są tu najpierw ci, których dzieła są reprezentowane – a razem z nimi ci, którzy zapewnili polskie przekłady dawnej twórczości.
Jak widać, zmiana dotyczy głównie materii. Nie jedna, lecz dwie zmiany. Pierwsza jest widoczna na pierwszy rzut oka: mamy w tym drugim tomie nie poezję, lecz prozę. Cały tom pierwszy wypełniony był tekstami poetyckimi (choć, przyznajmy, zdarzyły się pewne wyjątki od tej reguły, np. bajki Ezopa). W tomie drugim poezji już nie ma w ogóle – jest wyłącznie proza.
Jak może pamiętamy, podstawą wyboru w tomie poetyckim Breviarium były lektury szkolne Wieku Europejskiego, czyli łacińskiego średniowiecza. Co ciekawe, znane nam wykazy tych lektur[1] zawierają jedynie znikomą porcję prozy. Poza „elementarzem” z Dystychów Katonai bajek Ezopa, mamy tam jedynie Fizjologusa,trzy traktaty filozoficzne Cycerona (Paradoksy stoików, O przyjaźni, O starości), rozprawę etyczną O pocieszeniu Boecjusza, wykłady gramatyki łacińskiej (Donata, Pryscjana), Marcjana Kapelli wprowadzenie w sztuki wyzwolone (Zaślubiny Filologii i Merkurego), oba dziełka historyczne Salustiusza. Na tle dość obszernego i zróżnicowanego zespołu dzieł poetyckich jest to garstka – natomiast widoczne są niejako dwa nurty: lektury etyczne i lektury związane wprost z ćwiczeniami sztuk wyzwolonych.
Oczywiście można wyjść poza szkolne listy lektur, które pomagały nam w wyborze materiału dla tomu pierwszego. Wyjść jednak – w którą stronę? Trzeba przyjąć jakieś kryterium, które wyznaczy wybór spośród dzieł starożytnych i średniowiecznych, z owej „potrójnej biblioteki” (greckiej, łacińskiej oraz chrześcijańskiej).
Podpowiedzi dostarczają wciąż te same średniowieczne „wprowadzenia do autorów” – gdy jako jednego z punktów w omawianiu dzieł wymagają określenia pożytku (utilitas) wpisanego w jego lekturę. Tym pożytkiem ma być głównie honestum, czyli szlachetność. Jest to więc pożytek moralny.
Oto więc i druga zmiana: o ile w pięknie, reprezentowanym w tomie pierwszym, dawały o sobie znać pośrednio i prawda (zderzana z fałszem), i dobro (konfrontowane ze złem), o tyle tom drugi, poświęcony życiu uczciwemu(honeste vivere), chce mówić wprost o dobru i złu czynów ludzkich.
Jednak to mówienie wprost będzie rozmaite, w zależności od formy i odpowiednio do momentu, w którym mowa znajduje się względem czynu.
Jeśli mowa ta odnosi się do czynów przeszłych i odległych – które jedynie opisuje i ocenia – jest to historia. Historia opowiadana w kronikach, rocznikach, relacjach uczestnika, albo w biografii.
Jeśli natomiast mowa autora ma na względzie decyzje i czyny ludzi obecnych – które mogą zostać podjęte także wskutek tej mowy – jest to perswazja retoryczna. Perswazja podejmowana przez mówców na zgromadzeniach, nauczycieli wobec swoich uczniów, rodziców wobec swoich dzieci, przywódców wobec ich narodów, kaznodziejów wobec wiernych.
Są też teksty, które precyzują i regulują sposoby życia – teksty przeznaczone zasadniczo dla tych, którzy owe sposoby życia podejmują lub mają podjąć. Są to teksty formacyjne i normatywne: parenezy, czyli zachęty i napomnienia, lub regulaminy określające codzienność wspólnoty. Teksty oscylujące więc od nauki życiowej odwołującej się do określonego etosu – do kodyfikowanych praw i rozporządzeń.
I jest też w końcu mowa, która ma na względzie odkrycie samych zasad czynów ludzkich – co jest badaniem właściwym filozofii moralnej, niezależnie czy chodzi o wymiar jednostkowy postępowania, czy o prawo oraz politykę. Efekty takich badań wypełniają zwykle wykłady podawane w traktatach teoretyków.
Opowiadania historyczne, perswazje retoryczne, teksty formacyjne i badania etyczne czasami przeplatają się w tej samej formie i dziele, ale mają także swoje formy uprzywilejowane (które wymieniono wyżej przykładowo).
Treść niniejszego tomu Breviarium została dobrana i ułożona ze świadomością zarówno wspólnoty owych różnych sposobów mowy o czynach ludzkich, jak i odrębności historii, perswazji, pisma formacyjnego oraz wykładu teoretycznego.
Teksty historyczne spełniają w tym tomie ważne zadanie w zorganizowaniu struktury całości. Wielka przestrzeń naszej źródłowej kultury – od lewantyńskich początków, przez śródziemnomorze helleńskie i rzymskie, rewolucję duchową chrześcijaństwa, aż po „czasy barbarzyńskie” Europy i ukształtowanie średniowiecznej christianitas – została w tym tomie rozgrodzona wedle pięciu części, odpowiadających wymienionym światom. Każdą z części otwiera moduł historyczny (Tempora mutantur), ofiarowujący czytelnikowi kanwę dziejową: jest tam zawsze seria opowiadań, wyjętych na ogół z dzieł dawnych dziejopisarzy, kreślących obrazy z narodzin i upadków imperiów, działalności postaci reprezentatywnych, wydarzeń przełomowych lub charakterystycznych. Trzeba by zaznaczyć, na wszelki wypadek, rzecz skądinąd oczywistą: ani tu, ani gdzie indziej nie jest Breviarium podręcznikiem historii, a przywoływane źródła dziejopisarskie służą jedynie obrazowaniu tego, jak nasi przodkowie widzieli dziejowość człowieka i jego wspólnot.
I tak to w historie śródziemnomorskie [M1] wprowadzają nas – szlakiem narracji o następstwie „wielkich imperiów” (Asyrii, Medii, Sparty, Grecji i Macedonii): Justynus, Herodot, Ksenofont i Diodor. Wyprzedza ich jednak Józef Flawiusz z opowiadaniem o biblijnym królu Izraela Salomonie.
Z kolei historie rzymskie [M10] opowiadają nam zarówno wielcy historiografowie Rzymu, jak i zręczni autorzy streszczeń: Florus, Liwiusz, Salustiusz, Tacyt oraz Aureliusz Wiktor i Eutropiusz.
Część trzecią otwierają starożytności chrześcijańskie [M21] – opowiadane wyjątkami z Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei, z dodaniem jednak zawsze przejmującego Flawiuszowego opisu zniszczenia Świątyni jerozolimskiej przez Rzymian.
Dalej idą historie europejskie barbarzyńców [M32], czyli dziejopisarskie świadectwa tworzenia się nowego porządku na gruzach zachodniego Imperium, we wczesnym średniowieczu: Gildas mówi o Brytanii, Jordanes – o Gotach, Grzegorz z Tours – o Frankach, Jan z Biclar – o iberyjskich Wizygotach, Beda Czcigodny – o Anglii, Paweł Diakon – o Longobardach; a podsumowuje ten przegląd fragment z upozowanego po cesarsku Żywota Karola WielkiegoEinharda.
Ostatnią część otwierają historie europejskie Christianitas [M38], dotyczące owego właściwego Wieku Europejskiego. Mamy tu: Ottona z Fryzyngi, Thietmara, anonimową relację z pierwszej krucjaty, Galla Anonima, a w końcu literackie świadectwa rozkwitu i kryzysu tamtych czasów: wspomnienia Geralda z Walii, prolog Dekameronu Boccaccia – i na zakończenie refleksję Jana Długosza.
W ten sposób rozpostarta zostaje przed nami jakby wielka dziejowa scenografia, na tle której zjawią się następnie pochodzące z danej sfery historycznej świadectwa spraw ludzkich.
Wewnątrz poszczególnych części – poza wspomnianą kanwą pierwszego modułu – zdarzą się jeszcze, z tą samą misją, inne utwory dziejopisarskie. Na tej zasadzie jest w części pierwszej Wojna peloponeska Tukidydesa [M2], w części trzeciej – wyjątki z Dziejów – przeciw poganom Orozjusza (inspirowanych przez Państwo Boże Augustyna) [M29], a w części piątej Kronika polska mistrza Wincentego Kadłubka [M40]. Ich obecność odgrywa już przecież nieco inną rolę – są to świadectwa głębszej refleksji o mechanizmach historii: o znaczeniu obyczajów ludzkich i o prawidłowościach w życiu społeczności.
Z nurtu pisarstwa historycznego wydobyto dla Breviarium dzieła nie tylko kronikarskie, ale i biograficzne. Te ostatnie mają nakreślić sposób, w jaki widziano blaski i cienie aktywności ludzi wybitnych, wyrastających na przykład i natchnienie dla innych. W sposób zgoła oczywisty narzucają się tu szeroko czytane biografie Aleksandra Wielkiego [M8] i Juliusza Cezara [M15] – od których, przez wspomniany już wyżej fragment z „cezariańskiego” żywota Karola pióra Einharda, przejdziemy aż do Czynów Ludwika Świętego Jana z Joinville [M46].
Ten ostatni utwór można by potraktować jako ważny etap owocowania w procesie psychologicznego i ludzkiego wzbogacania biografii majestatycznych. Podobny proces zachodzi wewnątrz tej szczególnej odmiany biografii, którą jest chrześcijańska hagiografia. W części trzeciej niniejszego tomu mamy dwa wiekopomne punkty startu tego gatunku: starożytne akta męczeńskie reprezentuje Męczeństwo świętych Perpetuy i Felicyty [M23], zaś hagiografię monastycznego „białego męczeństwa” – Żywot świętego Antoniego autorstwa biskupa Atanazego Aleksandryjskiego [M24]. Ewolucje i odmiany w hagiograficznym nurcie biografii duchowej zaznaczono w mini–antologii poświęconej obliczom świętości [M41], którą otwiera fragment z postacią świętego żołnierza, Marcina z Poitiers, a zamyka rozdział z Kwiatków świętegoFranciszka.
Pisma hagiograficzne właściwie nigdy nie są jedynie historycznymi sprawozdaniami z życia bohatera – lecz z reguły miały być (także lub przede wszystkim) wzorami życia oraz fabularyzowanymi wykładami o świętości. To zaś przybliża nas do kategorii pism formacyjnych, o której będzie jeszcze mowa niżej.
Wcześniej jednak powiemy o czymś innym. Na tle narracji historycznych zjawiają się wśród naszych lektur perswazje retoryczne. W pewnym sensie – wychodzą one z samych historii, gdyż przytacza się w nich niejedną mowę władcy czy polityka. Wychodzą więc z tamtych źródeł, ale i znajdują swoje miejsce obok nich, w osobnych modułach. „Słyszymy” tam retorykę stosowaną – w ludzkim dramacie procesu kryminalnego, sporu politycznego, w uroczystej laudacji, w twardym potępieniu, w apologii.
W części pierwszej mamy więc najpierw przede wszystkim moduł z apologią Sokratesa [M3], pozostającą już na zawsze punktem odniesienia dla wszelkiej mowy obronnej niewinnie sądzonego człowieka sprawiedliwego. Dalej umieszczono moduł przeglądowy z mówcami helleńskimi [M9], należącymi do kanonu retorów ateńskich: Lizjasz broni męża, który zabił kochanka żony; Isajos zręcznie porusza się w skomplikowanej sprawie spadkowej; Izokrates głosi potęgę słowa; Hyperejdes chwali poległych żołnierzy; Likurg oskarża o zdradę; Ajschines podważa moralność swojego przeciwnika; a Demostenes broni swojej linii politycznej.
W części drugiej jest analogiczny moduł z mówcami Rzymu [M20], jednak jego treść należałoby podsumować słowami: Cyceron – i inni. Pierwszeństwo i lwia część zostały tam słusznie oddane Tulliuszowi, najwybitniejszemu retorowi rzymskiemu: z jego potężnego dorobku i z wnętrza obszernych mów wydobyto fragmenty obrazujące Cycerona zarówno jako dzielnego adwokata, jak i gromowładnego oskarżyciela politycznego, a w końcu także jako zręcznego polemistę. Poza Arpinatą są jeszcze w module przykłady sztuki retorycznej praktykowanej w dobie cesarstwa.
W pozostałych częściach nie zarezerwowano osobnego modułu dla mówców – za to retorykę oddaną w służbę spraw duchowych odnajdziemy w postawionym osobno module dodatkowym [MŚ]: trzeba tam zajrzeć, aby zetknąć się z niepomijalnym gatunkiem mowy perswazyjnej – kazaniem kościelnym – w wykonaniu wielkich homiletów chrześcijaństwa starożytnego i średniowiecznego, w nawiązaniu do najważniejszych obchodów chrześcijańskiego kalendarza liturgicznego.
Jednak perswazja retoryczna to nie tylko głośna mowa retorów, rozbrzmiewająca na zgromadzeniach. Jeśli zważymy samą zasadę, zgodnie z którą retoryczne jest to, co posługuje się mocą słowa w perswadowaniu czegoś z natury nieoczywistego – jako także retoryczne przedstawią się nam licznie reprezentowane w tym tomie parenezy i moralia, a nawet listy czy testamenty – pocieszające czy napominające, wzywające do nawrócenia. W ten sposób perswazyjny charakter moralizujący ma oczywiście twórczość Seneki – zarówno Listy do Lucyliusza [M18], jak i Dialogi [M19]. Podobnie – w części trzeciej – w module z listami autorów epoki chrześcijańskiego antyku [M31], gdzie święci Ojcowie Hieronim, Ambroży czy Grzegorz radzą swoim adresatom lub ich napominają.
W części drugiej wzory postępowania właściwe cywilizacji rzymskiej mamy zarówno w exemplach zgromadzonych w Czynach i powiedzeniach Waleriusza Maksymusa [M16], jak i w rozmaitych zaleceniach, poradach czy świadectwach – dotyczących gospodarzenia na wsi, pełnienia obowiązków urzędniczych, służby wojskowej itp. – które zgromadzono w module poświęconym romanitas [M17].
Duch moralnego pouczenia i perswazji jest właściwy przynajmniej większości tekstów, którym dano głos – w części trzeciej – w module z najwcześniejszymi pismami chrześcijańskimi [M22], gdzie w pismach apologetycznych święty Justyn Męczennik i inni definiują życie chrześcijańskie w świecie.
Szczególne miejsce zajmują tu Rozmowy z Ojcami, dzieło Jana Kasjana zbierające różne pouczenia ascetyczne egipskich mnichów [M25] – przez wieki jeden z najważniejszych tekstów formacyjnych chrześcijaństwa. Jego swoistym dopełnieniem – które podano w części czwartej – jest nawiązujący także do Kasjanowych pouczeń tekst normatywny: Reguła świętego Benedykta [M33], czyli jedna z najbardziej rozpowszechnionych na Zachodzie reguł zakonnych.
W kategorii pism parenetycznych, zawierających pewien wzór sposobu życia, należy umieścić nie tylko utwory hagiograficzne – już wspominane wyżej z racji ich charakteru biograficznego – ale i zwierciadła opisujące to, jak powinno się postępować. W części czwartej znakomitym przykładem jest tu przeznaczona dla biskupów Księga reguły pasterskiej papieża Grzegorza Wielkiego [M34], ale także napisany przez Bernarda z Clairvaux dla papieża traktat O rozważaniu [M43], podany w części piątej. Podobne elementy – pozytywnego pouczenia w cnotach lub napiętnowania wad i przestępstw – znajdziemy także w części piątej, we fragmentach zebranych w modułach o stanach życia: duchownym [M47] i rycerskim [M48] oraz małżeńskim [M49]. Do tego dochodzą dwa moduły poświęcone formom i ideałom życia kobiecego: jeden złożony z wyjątków obrazujących ambicje i troski kobiet w różnych sytuacjach życiowych [M50], drugi – z fragmentami Księgi o Mieście Pań, pióra wspaniałej średniowiecznej emancypantki Krystyny de Pizan [M51].
Ostatni w tym tomie Breviarium moduł [M53] także zawiera teksty odnoszące się do sposobu życia – a dokładnie mówiąc, praktykowanego przez chrześcijan sposobu modlitwy, officium religijnego i ćwiczenia duchowego.
Z krainy pism formacyjnych przejdźmy do krainy wykładu teoretycznego – etycznego i politycznego. Jego przedmiot i sposób charakteryzuje się mądrościowym zgłębieniem i filozoficznym uniwersalizmem: autorzy być może mało się starają – jak by to robili retorzy – żeby zdobyć przychylność i akceptację odbiorcy ich mowy, za to – jak filozofowie – chcą zrozumieć i wyłożyć zasady postępowania człowieka lub zasady organizacji społeczeństwa. W tej warstwie niniejszy tom Breviarium dostarcza lektur świadczących o najważniejszych szkołach teorii etycznej i politycznej, wpływających na sztukę życia Europy łacińskiej.
W części pierwszej jest więc oczywiście nauczanie obu największych myślicieli greckich, prawdziwych założycieli filozofii jako szerokiego objaśnienia całej rzeczywistości: założenia etyki Platona są wydobywane z różnych jego dialogów [M4], a zaraz obok jest tegoż teoria społeczeństwa i państwa z Politei [M5]; następnie zaś idą dwa wiekopomne dzieła Arystotelesa: Etyka nikomachejska [M6] i Polityka [M7].
W części drugiej o stanach teorii etycznej dają świadectwo dzieła filozoficzne Cycerona. Jego O celach [M11] przedstawia spór z epikureizmem, zaś Paradoksy stoików [M12] i Rozmowy tuskulańskie [M13] dostarczają stoickiego opracowania najostrzejszych kwestii moralnych, podczas gdy O powinnościach [M14] jest faktycznie podręcznikiem etyki stoickiej, zdającym zresztą sprawę z wielkiej tradycji etycznej myślicieli greckich.
W części trzeciej mamy dwa wykłady doktorów Kościoła, kształtowane równocześnie przez inspirację z Pisma Świętego i dialog z (zapośredniczoną głównie u Cycerona) filozoficzną tradycją etyczną: święty Ambroży tworząc pierwszy kościelny podręcznik dobrego życia [M26] wprost nawiązuje do Cyceronowego O powinnościach, aby dać jego wersję chrześcijańską, z odniesieniami biblijnymi zamiast tradycji rzymskiej; a święty Augustyn w traktacie O obyczajach Kościoła katolickiego i manichejczyków – tekście referencyjnym dla całej chrześcijańskiej tradycji moralnej – przekształca klasyczny wykład o cnotach, aby go zharmonizować z prymatem przykazania miłości Boga i bliźniego [M28]. Obok tego stoi jeszcze O pocieszeniu Boecjusza [M30], czyli konsolacyjny dialog, w którym sprawa szczęścia ludzkiego rozpatrywana jest, można rzec, w celi śmierci.
W części czwartej pojawiają się zarówno oryginalne próby objaśnienia podstaw moralności chrześcijańskiej wewnątrz komentarza biblijnego (tak w słynnych Moraliach Grzegorza Wielkiego [M35]), jak i – moglibyśmy dziś powiedzieć: popularyzatorskie – traktaty czy kompendia (tak w Sentencjach Izydora z Sewilli [M36] i pismach dydaktycznych Alkuina [M37]).
W części piątej, zanim dojdziemy do tonu scholastycznego, są wcześniej dwa dzieła właściwe XII-wiecznemu humanizmowi: w Polikratyku Jana z Salisbury [M39] śledzimy jego koncepcję etyki społecznej, zaś w Przyjaźni duchowej cystersa Elreda z Rievaulx [M42] mamy rodzaj monografii z chrześcijańskim odczytaniem dialogu Cycerona o przyjaźni. W warstwie wykładu teorii postępowania ludzkiego prawdziwie mistrzowskim pod-summowaniem są wyjątki z dzieł Tomasza z Akwinu: drugiej części Sumy Teologii [M44] i traktatu O królowaniu [M45].
Moduły z wykładami teorii etycznych mogą być czasami nieco trudniejsze w lekturze – ale trzeba pamiętać, że ten nieco większy trud opłaci dostęp do pewnych rozumień kluczowych dla całej problematyki honeste vivere.
Po pierwsze, właśnie te lektury pokazują zależność wszelkich konkretnych ideałów i sposobów życia od określonych rozstrzygnięć dotyczących tego, co jest celem ostatecznym życia ludzkiego, na czym polega szczęście czy spełnienie człowieka, co jest dobrem i złem, co wpływa na postępowanie ludzkie itp. Odpowiedzi w tych fundamentalnych kwestiach są rozpatrywane i badane właśnie przez filozofów – podczas gdy w opowieściach bohaterskich czy parenezach są po prostu „domyślane”, stoją ukryte za takimi czy innymi akcentami i postulatami. Dotyczy to tak samo obszaru polityki – teoretycznej i praktykowanej.
Po drugie, to lektury z teoriami etycznymi pokazują wprost, że mamy do czynienia nie z jednym procesem doskonalonych rozstrzygnięć, lecz z kilkoma różnymi, niekiedy sprzecznymi tradycjami filozoficznymi. W naszej księdze jest ich kilka, a trzy z nich obecne są od początku: platonizm, arystotelizm i stoicyzm. Przyznajmy, że głos wszystkich tych tradycji brzmi godnie – lecz pamiętajmy, że nie jest to głos jednomyślny.
Na dodatek – pewnego dnia na horyzoncie pojawiło się chrześcijaństwo, które wraz z Dekalogiem i mądrościową tradycją Starego Testamentu przyniosło też teologię wcielonego Słowa. Z czasem myśl chrześcijańska wchłonęła wiele schematów filozofii antycznej – lecz każdy z nich naznaczyła swoją korektą czy udoskonaleniem: platonizm Augustyna nie jest już myślą Platona, De officiis ministrorum Ambrożego nie jest kalką z De officiis Cycerona, a kwestie etyczne Akwinaty, choć niewątpliwie inspirowane Etyką Arystotelesa, nie są jedynie chrześcijańskim arystotelizmem. Zmiany niekiedy są dyskretne lub zgoła niezauważalne na pierwszy rzut oka – ale zachodzą u ogółu wielkich chrześcijańskich reinterpretatorów mądrości pogan. W centrum wszystkich cnót staje nadrzędna cnota miłości, a moralność staje się aspektem drogi duszy do Boga, na której staranie ludzkie musi spotkać się z łaską uświęcającą – i oddać jej pierwszeństwo.
Jest jeszcze w niniejszym tomie gatunek myśli–mowy autorskiej, który zawiera wiele elementów z tego, o czym powiedziano wyżej, ale sam jest czymś odrębnym i swoistym. To gatunek, w którym prymat mistrzostwa należeć będzie zawsze do Wyznań świętego Augustyna [M27], mających wspaniałe echo w Mojej tajemnicy Petrarki [M52]. Wielkie zagadnienia etyczne i religijne są tu umieszczone bezpośrednio w polu samoświadomości autora, w ramach pracy jego sumienia, a nawet wewnątrz „wzniesienia duszy do Boga”, czyli modlitwy.
Podobnie jak w tomie poetyckim, także obecnie między teksty antyczne i średniowieczne wetknięto różne testimonia polskie, nowożytne i zgoła współczesne. Wspomagający mnie poprzednio dr Michał Gołębiowski wytyczył tu pewną normę, której obecnie sam się trzymałem przy doborze owych polskich dodatków: nie są to jedynie oczywiste „konteksty”, świadczące niezbicie o asymilacji tego czy innego skarbu uniwersalnej klasyki w kulturze polskiej – lecz bardzo często głosy, które zaskoczą, niejako wpadną na czytelnika „zza rogu”, być może wybijając go z rytmu. Nie jest to bowiem kolekcja wypisów, których związek z klasykami musi być udokumentowany – lecz jedynie seria „przekładek”, które przypomną, jak często dawne wypadki i zagadnienia wracają i ukazują się po swojemu w innym czasie, wewnątrz polskiego losu. Proszę więc o wybaczenie tych, którzy chcieliby tu szukać ścisłych reguł. Polskie kartki i karteczki to jedynie subiektywnie, skojarzeniowo dobrane teksty, mające zachęcać czytelnika do myśli, że dylematy tekstów greckich, rzymskich i chrześcijańskich rozwiązuje się przez wieki i na polskiej ziemi.
Podobnie jak w przypadku tomu pierwszego, także obecnie redaktor Breviarium ma wiele powodów do wdzięczności względem autorów przekładów, którzy zgodzili się na użycie ich pracy w niniejszej księdze. Znaczna część z nich jest równocześnie autorami opracowań i przypisów towarzyszących przekładom – z których korzystano przygotowując tę antologię.
Z osobna chcę podziękować serdecznie tym autorom przekładów, którzy wykonali je na moją prośbę, z przeznaczeniem dla Breviarium. W niektórych przypadkach chodziło o kompletne moduły, w innych – o pojedyncze teksty.
Wdzięczność miesza się z czcią, gdy się pomyśli, że również wśród autorów przekładów – zwłaszcza dawniejszych, pokolenia II wojny światowej – są ludzie tak dzielni jak najlepsi bohaterowie tłumaczonych przez nich dzieł, żywe przykłady dla wykładów o męstwie, umiarze, roztropności i sprawiedliwości.
Dołączam podziękowania dla tych, którzy dołożyli się pracą i dobrym słowem do wydania niniejszego tomu. Najpierw więc: Panu Profesorowi Mieczysławowi Mejorowi – za dołączenie do książki słów wyróżniającej rekomendacji; i Panu Profesorowi Adamowi Fijałkowskiemu – za podjęcie się zadania recenzenta naukowego. Dziękuję Wydawnictwu Dębogóra za wykonanie pięknej edycji. Dziękuję też mojemu synowi Romualdowi, za współpracę w kontakcie z autorami użytych przekładów. Omnibus libenter utoportet.
Oczywiście nie raz pytałem sam siebie: dla kogo jest to Breviarium? Kilka lat temu, gdy myśl o takiej księdze zakiełkowała, chciałem, żeby była prezentem dla każdego młodego człowieka kończącego edukację średnią, wchodzącego w dorosłość – równocześnie pamiątką szkolną i książką na całe życie. Jednak zwracano mi uwagę, że większość takich odbiorców zgubiłaby książkę, zanim zorientowałaby się w jej trwałym i rosnącym pożytku – gdyż akurat wchodzenie w dorosłość obfituje w zmiany, po których dopiero czasami odnajduje się z wdzięcznością swoje „szkolne wyprawki”. Ostatecznie więc Breviarium znajduje się najczęściej w rękach już zdecydowanie dorosłej publiczności. Nadal należy pytać: dla jakiej publiczności jest ta księga?
Ja odpowiedziałbym: dla wszelkiej inteligentnej, to znaczy dla ludzi, którym nie wystarczy wzruszać się emocjami kultury masowej – lecz rozumieją wartość spotkania z dziełami wiecznymi. Czy będzie to spotkanie ułatwione nabytą erudycją, czy może pozbawiona tego ułatwienia zwykła ludzka ciekawość rzeczy wielkich i szlachetnych – to już sprawa w istocie drugorzędna.
Gdy pracowałem nad tym tomem, myślałem czasami i o tych ewentualnych odbiorcach, którym może być najtrudniej wejść w kontakt z duchem i tonem większości zamieszczonych tu tekstów kanonu. Nie dlatego, by mieli być jakąś nieinteligentną częścią ludzkości – lecz że agresywna banalność oferowana w głównych kanałach przekazu deformuje odbiór i wewnętrzne reakcje wielu jeszcze nieukształtowanych odbiorców kultury. Nie jest to problem nowy. W jednej z moich ulubionych powieści Evelyna Waugh czytam krótką charakterystykę pewnego jej młodego bohatera:
Hooper płakał często, ale nigdy podczas przemówienia króla Henryka V w dniu świętego Kryspina przed bitwą pod Azincourt ani z powodu epitafium dla poległych pod Termopilami. […] Gallipoli, Bałakława, Quebec, Lepanto, Bannockburn, Roncesvalles i Maraton – wszystko to, jak również nazwa Bitwy na Zachodzie, w której poległ Artur, […] nie przemawiały wcale do Hoopera[2].
Hooper wept often, but never for Henry’s speech on St. Crispin’s day… Jest więc rzeczą ważną to, przy czym ewentualnie się płacze – i to, żeby może nie płakać często i zbyt łatwo. Nie chodzi oczywiście o same bitwy i głos trąbki, lecz o całą paletę egzystencjalnych sprawdzianów życia – do których przygotowujemy się jedynie codziennością życiagodnego.
Myślałem więc jeszcze o tym, co mogą dać słowa tej księgi ludziom szukającym – intuicyjnie lub całkiem świadomie – owego honeste vivere w możliwie dostosowywanych do tego wybieranych sposobach życia. Oddziaływanie to – gdy zachodzi – jest zapewne raczej ciche i wewnętrzne niż otwarcie i bezpośrednio instruktywne: Platon, Arystoteles, Cyceron, Augustyn, Tomasz z Akwinu – oni przecież nie tyle dają nam gotowe decyzje, ile pokazują, jak poważnie ludzką sprawą jest sztuka dobrych decyzji i cnotliwych czynów.
Aż tyle mogą dać te lektury. Jeden z wychowanków marszałka Focha, francuski generał z Wielkiej Wojny, gdy zapytano go, czy dowodząc wraca myślą do wykładów o rzymskiej taktyce bitewnej, odpowiedział: „Nigdy. Ale dają mi ufność”.
Cela me donne confiance. Ufność, pewność, nadzieję, śmiałość – oto, co mogą nam w przyszłości dać te przykłady i medytacje z tomu drugiego Breviarium Kanonu kultury. Nie tylko przez przykład z dalekiej przeszłości, ale i przez poczucie włączenia w tę samą tradycję moralną.
Kto wie, w jakiej ramie i środowisku życiowym wypadnie nam wystąpić z tym, z czym powinniśmy wystąpić; bronić tego, do czego obrony jesteśmy postawieni; przeżyć to, co przyjdzie przeżyć i wytrwać? W jednej z Polskich kart wsuniętych w tym tomie między klasykę europejską[3] konspiracyjny emisariusz rządu RP wspomina, co mu nagle przyszło na myśl, gdy z duszą na ramieniu i w poczuciu beznadziei czekał wraz z przyjacielem na przesłuchanie przez gestapo:
– Instar muri stabimus[4] – szepnąłem nagle bez wielkiego sensu do Adalberta, wygrzebując z jakiegoś zapadłego kąta pamięci parę słów łacińskich, przy pomocy których chciałem wyrazić swój bojowy nastrój. Adalbert spojrzał na mnie przeciągle i już zdawało mi się, że w ogóle nie pojmuje, o co mi chodzi, gdy wtem uśmiechnął się szeroko i mężnie potrząsnął podbródkiem:
– Ita, ita. Instar muri[5].
To sytuacja zgoła graniczna – zaś życie godne wymaga nie tylko męstwa, ale i innych cnót, z roztropnością na czele – o czym na wielu kartach przekonują autorzy, którym oddano głos w naszym tomie. Niechże więc ich nauki, rady i przykłady będą dla każdego podpowiedzią, która przyjdzie z pamięci i wyobraźni, kiedy będzie na to czas, w jakże różnych wielkich i małych wyzwaniach. Niech wtedy dadzą namufność.
1 Zob. Mieczysław Brożek, Źródła do średniowiecznej teorii wykładu literatury, Warszawa 1989.
2 Evelyn Waugh, Znowu w Brideshead, przeł. Irena Doleżal-Nowicka, Warszawa 1970, s. 14.
3 Marek Celt, Raport z podziemia 1942, Monachium 1990, ss. 243–244. Zob. M17.
4 – Murem staniemy.
5 – Tak, tak. Murem.
Temu, kto bierze do ręki Breviarium z pierwszym zamiarem zorientowania się co to za książka, nie potrzeba naszych rad. Każdy przecież będzie zaspokajał swoją ciekawość na właściwy sobie sposób. Jednak tego, kto zdecyduje się używać naszej książki zgodnie z intencją redaktora i odpowiednio do tak zaplanowanego przeznaczenia, proszę o przyjęcie następujących zachęt.
Primo: początek lektury zaplanuj na wybraną przez siebie niedzielę (niekoniecznie na początku roku kalendarzowego), a następnie trzymaj się rytmu lektury codziennej, przewidzianej na kolejne dni tygodnia. Czytaj ani szybciej, ani wolniej, niż przewidziano w układzie książki – czytaj więc codziennie porcję jednego dnia. To z reguły tylko kilkanaście minut lektury.
Secundo: przy lekturze tomu pierwszego, poetyckiego, radziłem lekturę na głos – natomiast w przypadku obecnym nie kładę na to takiego samego nacisku: są tu teksty z natury zapraszające do lektury cichej, a w każdym razie bardziej intymnej (na pewno sam to zauważysz – przykładem teksty w rodzaju wyznań, osobistych listów czy prywatnych modlitw); są też teksty, dla których naturalna jest ich głośna proklamacja (np. mowy!). Zawsze natomiast zachęcam do czytania uważnego, takiego, przy którym słyszymy przynajmniej swój własny głos „wewnętrzny”, a lektura zdaje się angażować całego czytelnika, nie tylko jego oczy i myśl.
Tertio: nie spodziewaj się po każdej lekturze spełnienia swego marzenia „wciągającej lektury” – raczej pomyśl, że chcesz być sługą tego słowa, które kiedyś mistrzowie zakodowali w literach, rytmie, rymach. Powinno nas cieszyć, że słowa te zabrzmią w nas – a dopiero wzmagające się brzmienie kolejnych dni pozostawi ślady, da pokarm wyobraźni i rozumowi, nastawi emocje. To jak z inteligentnym przestawieniem się na inną dietę – jeśli tylko równocześnie nie szkodzimy sobie połykając to, co niezdrowe, zdrowy obyczaj przyniesie skutki po jakimś czasie.
Quarto: jak dobrze byłoby, gdyby czytelnik mógł na czas czytania zostawić za sobą inne sprawy i dźwięki! Przedstawieniu uwagi służyć może już sam „obrządek” codziennego otwierania książki, czytania uwag wstępnych. Potem właściwa lektura – i może po niej chwila zastanowienia, czasami? Niekiedy próba zatrzymania w pamięci kilku słów, które przemówiły mocniej?
Quinto: Breviarium zostało zaplanowane w ten sposób, aby kontakt z danym dziełem (lub autorem w różnych dziełach, albo z pewnym typem utworów) trwał tydzień (albo – rzadko – dwa lub trzy tygodnie). Na to więc nastawiaj swój apetyt i percepcję – bardziej niż na jednorazową lekturę dzienną.
Większość bowiem ludzi woli uchodzić za przebiegłych nicponiów niż dobrodusznych poczciwców: pierwszym się chełpią, drugiego się wstydzą.
Tukidydes, Wojna peloponeska III, 82,
przeł. Kazimierz Kumaniecki
Nie wierzcie, Ateńczycy, że występki pochodzą od bogów, ich źródłem jest zuchwałość ludzi.
Ajschines, Przeciw Timarchosowi, 190,
przeł. Włodzimierz Lengauer
TEMPORA MUTANTUR
Ex Oriente lux: odległy początek naszego świata znajduje się na wschodzie, w azjatyckim mateczniku wielkich imperiów starożytności. Antyczni historiografowie powtarzali jeden po drugim tę samą lub podobną opowieść o symbolicznej i realnej „wędrówce imperiów” ze wschodu na zachód, z Bliskiego Wschodu w krąg śródziemnomorski: najpierw kolejno Asyria, Media i Persja, potem Sparta, Ateny i Macedonia… Pierwsze historie ludzi i społeczeństw, wzory zachowań, bohaterowie pozytywni i negatywni. Tu zaczynamy także w naszej księdze wędrówkę przez krainy ludzkiej cnoty i niecnoty. Pomiędzy tekstami najstarszych historyków pojawią się odpowiednie wyjątki z Repetytorium Lucjusza Ampeliusza, abyśmy zobaczyli, co według tego krótkiego rzymskiego kompendium szkolnego mały Rzymianin powinien był wiedzieć o dawnych wielkich imperiach.
Wspomniana wyżej tradycja antyczna o najstarszych centrach życia i władzy nie doceniła pierwotnie dwóch naprawdę starożytnych rzeczywistości odrębnych: Egiptu i Izraela. Z nich nie sposób nam będzie pominąć drugiego, gdyż to dzieje i wiara Żydów okażą się z perspektywy Biblii najważniejszą historią dla Europy i Zachodu.
|1| NIEDZIELA – DOMINICA
Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela
Dawne dzieje Izraela (oryg. gr. Iudaike archaiologia, znane także pod tytułem łac. Antiquitates Judaicae) to główny utwór Józefa Flawiusza, monumentalne dzieło obejmujące dzieje narodu żydowskiego od początku świata do 66 r. po Chrystusie, ujęte w 20 księgach. Oparte w dużym stopniu na tradycji biblijnej, ale wykorzystujące również inne źródła historyczne, dzieło to uzyskało wielką popularność zwłaszcza w starożytności chrześcijańskiej i średniowieczu, przysparzając autorowi nieco przesadny tytuł „żydowskiego Liwiusza”.
[Wielkość i upadek króla Salomona]
księga VIII, rozdział 7, przeł. Zygmunt Kubiak
Przedstawiając – głównie za biblijną 1 Księgą Królewską – tradycję o królu Izraela Salomonie (X w. p. Chr.), Józef Flawiusz rysuje figurę władcy roztropnego i mądrego, wprawiającego w zadziwienie – ale także wpadającego w pułapkę swoich słabości.
A tak wspaniałe wieści obiegły wszystkie krainy okoliczne o cnotach i mądrości, Salomona, że wszędzie królowie pragnęli ujrzeć go we własnej osobie, nie dowierzając pogłoskom oznajmiającym niesłychane wprost dziwy, i wyrazić swój szacunek dla niego przez złożenie bogatych darów. Posyłali mu tedy naczynia złote i srebrne, szaty barwione morską purpurą, przeróżne rodzaje ziół wonnych, a także konie i rydwany, i muły juczne, które siłą swą i pięknością mogły spodobać się oczom królewskim. Dodając przysłane mu rydwany i konie do tych, które już przedtem miał, zwiększył Salomon liczbę swych rydwanów o czterysta (przedtem miał ich tysiąc), a liczbę koni o dwa tysiące (przedtem miał ich dwadzieścia tysięcy). Odpowiednim ćwiczeniem wyrobiono w tych koniach taką piękność kształtów i rączość, że nigdzie nie było piękniejszych ani szybszych od nich: ze wszystkich koni najokazalej się prezentowały i nie miały sobie równych w chyżości. Uroku dodawali im jeszcze jeźdźcy, ludzie w pierwszym kwiecie czarownej młodości, niezwykle wysokiego wzrostu, znacznie wyżsi od innych; włosy swoje opuszczali nisko w dół, a okrywali się płaszczami z tyryjskiej purpury. Codziennie posypywali sobie włosy złotym proszkiem, dzięki czemu głowy ich lśniły, gdy blask słońca odbijał się w złocie. W otoczeniu tych młodzieńców, odzianych w zbroje i zaopatrzonych w łuki, zwykł był król jeździć w rydwanie na przejażdżkę, mając na sobie szatę białą. A było w odległości dwóch schojnów[1] od Jerozolimy pewne miejsce zwane Etan słynne z rozkosznych ogrodów i strumieni; tam właśnie król jeździł na przejażdżki, mknąc na swym wysokim rydwanie.
Kierując się boską wprost zapobiegliwością i zapałem i będąc żarliwym miłośnikiem piękna, nie zaniedbał również dróg: te, które wiodły ku Jerozolimie, miastu królewskiemu, wybrukował czarnym kamieniem, zarówno dla dogodności wędrowców, jak i po to, by okazać wielkość swego bogactwa i władzy. A rozdzieliwszy swoje rydwany, rozmieścił je w taki sposób, że w każdym mieście była określona ich liczba, przy sobie zaś zatrzymał tylko kilka; a owe miasta nazwał Miastami Rydwanów. Srebra zaś tyle sobie król zgromadził w Jerozolimie, że było go nie mniej niż kamieni, a drzewa cedrowe, których przedtem w ogóle tam nie było, zrównał w ilości z sykomorami, w które obfitują równiny judejskie. Polecił także kupcom egipskim, by przywozili mu i sprzedawali rydwany z dwoma końmi po sześćset drachm srebrnych za każdego i sam je przesyłał do królów Syrii i tych, co królowali za Eufratem.
Ale chociaż był najznakomitszym ze wszystkich królów i najbardziej umiłowanym przez Boga, mądrością swoją i bogactwem przewyższywszy tych, którzy przed nim panowali nad Hebrajczykami, nie wytrwał jednak w takim postępowaniu do końca, jeno odstąpił od obyczajów odziedziczonych po przodkach i koniec jego życia stał się zgoła niepodobny do tego, co dotychczas mówiliśmy o Salomonie. Począł bowiem bez opamiętania zajmować się kobietami i bez umiaru pogrążał się w rozkoszach miłosnych. Nie zadowalając się kobietami własnego kraju, poślubił także wiele niewiast z obcych narodów: niewiast sydońskich, tyryjskich, ammanickich i idumejskich, przekraczając tym samym prawa Mojżesza, który zabronił zawierania zwązków małżeńskich z osobami obcej rasy[2]. I aby dogodzić żonom i swej miłości do nich, począł oddawać cześć ich bogom; a właśnie to przewidywał prawodawca, gdy ostrzegał Hebrajczyków przed zaślubianiem kobiet z innych krain, aby snadź nie uwikłali się w obce obyczaje i nie odstąpili od zasad swych przodków, czcząc bogów swoich żon, a zaniedbując cześć własnego Boga. Salomon jednak, zaślepiony żądzą rozkoszy, zgoła nie baczył na te ostrzeżenia i pojął siedemset żon spośród córek książąt i wielmożów i trzysta nałożnic, a oprócz nich jeszcze córkę króla Egipcjan. Niebawem tak go zawojowały te kobiety, że naśladował ich obyczaje; by dać im dowód łaskawości swej i miłowania, musiał żyć według ich ojczystych zasad. A gdy coraz bardziej posuwał się w latach i umysł jego z wiekiem stał się zbyt słaby, by czerpać siłę oporu z pamięci o obyczajach swego kraju, coraz większe okazywał lekceważenie własnemu Bogu i nieustannie czcił tych bogów, których wprowadziły jego żony. Ale nawet jeszcze przedtem przydarzyła mu się była przewina, kiedy to sprzeniewierzył się prawom przez uczynienie wizerunków wołów z brązu pod „morzem”[3], ustawionym jako dar ofiarny, i wizerunków lwów przy swym tronie; to bowiem również nie było zbożnym czynem[4]. A miał przecież najdoskonalszy i bardzo mu bliski wzór cnoty w osobie swego ojca i w chlubnej pamięci, jaką ojciec jego zdołał po sobie zostawić dzięki pobożności. Nie naśladował go jednak – chociaż Bóg dwakroć ukazał mu się we śnie, zachęcając go do postępowania według ojcowskiego wzoru – i przeto umarł niesławnie. Nagle bowiem przyszedł prorok[5] przez Boga wysłany i oznajmił królowi, że jego przestępstwa nie uszły uwagi Boga i że nie będzie mógł długo cieszyć się bezkarnością; chociaż za życia swego nie zostanie pozbawiony królestwa, bo Bóg obiecał ojcu jego, Dawidowi, że będzie on Dawidowym następcą, po śmierci Salomona jednak ześle Bóg karę na jego syna: nie zabierze mu wprawdzie całego ludu, ale dziesięć plemion odda jego słudze[6], a tylko dwa zostawi wnukowi Dawidowemu – przez wzgląd na samego Dawida, iż Boga miłował, i na Jerozolimę, w której pragnie Bóg mieć świątynię.
Usłyszawszy to, Salomon ogromnie się strapił, że oto wszystkie niemal dobra, których mu tak zazdroszczono, obracały się na gorsze.
Jędrzej Kitowicz
Umarł król, który Polskę stracił
Fragment z Pamiętników czyli Historii polskiej, z części drugiej tego bogatego treściwo raptularza, którą autor – ksiądz, historyk i pamiętnikarz, konfederat barski – pozostawił jedynie w redakcji brulionowej.
Stanisław August Poniatowski, po abdykacji korony w Grodnie uczynionej wywieziony do Petersburga, umarł tam dnia 12 lutego 1798 r. na ból głowy, który przez kilka dni przed śmiercią cierpiał. Spowiadał się przed śmiercią przed księdzem Jurcewiczem, swoim kapelanem, wziął od niego ostatnią absolucją i zaczął z nim mówić akty konającym zwyczajne; lecz parę słów wymówiwszy za księdzem, gdy dalej nie mógł mówić, wzięli go lekarze w swoją opiekę, puścili mu krew dwa razy, postawili mu wizykatoria[7] i tak go domęczyli.
[…]
Tak tedy Stanisław Poniatowski, miany za najmędrszego w Europie między współczesnymi monarchę, skończył życie swoje najnikczemniej i najsromotniej. A tak mniemanie z przekładu anagramatycznego liter imienia ,,Poniatowski” powzięte i powszechnie w narodzie klepane: ,,On okpi świat”, sprawdziło się, ale w drugim spadku[8] tegoż imienia, to jest in genitivo: „Poniatowskiego – Okpi go świat”, co się już stało. Gdyby on żył w wieku spokojnym, królował w państwie od sąsiadów bezpiecznym, naród nie mógłby był sobie lepszego nadeń życzyć króla; był albowiem w samej rzeczy wielce uczonym, dowcipu[9] głębokiego, wymowy płynnej i ujmującej, kunszta i nauki kochał, o podźwignienie rękodzieł i kunsztów wielce się starał, w prawach dawnych złych pożyteczne reformy poczynił; był przy tym łagodnym, przystępnym, w konwersacji miłym, na paszkwile na siebie pisane, które zbierać i sobie przynosić kazał, na przegryzki, którymi go Polacy na każdym sejmie aż po dziurki (jak mówią) karmili, cierpliwym i wybaczającym. Te były cnoty jego warte tronu, lecz spokojnego i bezpiecznego. Na takim tronie uszedłby był za monarchę arcywyśmienitego. Skoro zaś monarchowie zmówili się na rozebranie Polski, już Poniatowski nie był dla niej dogodnym królem. W takich okolicznościach zostającemu państwu należało mieć króla odważnego na wszystkie przypadki, wojownika. Poniatowski zaś był tchórz, niewieściuch, w życiu rozkosznym zanurzony, a przecie koniecznie królem nad jakim takim kawałkiem ziemi umierać usiłujący. Dla czego, nie czując się zdolnym do oręża, pracował po gabinetach sąsiedzkich piórem, a gabinety, poznawszy w nim defekt odwagi, drwiły (po prostu mówiąc) z jego rozumu i z jego systematów, które im inspirować względem ożenienia Konstantego z elektorówną saską nie przestawał, zwodząc nimi, coraz na inszy manier przerabianymi, i siebie, i Polaków aż do tego momentu, w którym mu złożyć koronę i przenieść się z Grodna do Petersburga rozkazano.
Łazienki pod Warszawą, milionowym kosztem wystawione i ozdobione, były drugą połowicą serca jego i oraz otchłanią pożerającą jego skarby na nowe coraz podług przemijającej fantazji ozdób i budowlów odmiany. Tych utraty obawa, równie jako i tronu, przez Bułakowa, posła rosyjskiego, zagrożonej, skłoniła go, że odstąpił konstytucji 3 maja, acz solennie poprzysiężonej, a przystał do konfederacji targowickiej. Do tych Łazienek przenosił się zwykle z zamku warszawskiego na letnią rezydencją, a za nim komedie, opery i inne rozrywki. […]
Podchlebstwa i pochwały wielce lubił, przeto też nie zbywało mu na podchlebcach, językami i pismami pod niebiosa panowanie jego wynoszących.
[…]
Wszystkie te atoli ułomności jego i niesprawiedliwości byłyby za nic poczytane, gdyby był Polski nie stracił, której gdy bronić nie miał serca, należało mu podług prawideł sumnienia i charakteru poczciwego człowieka zrzec się tronu zaraz przy pierwszym zaborze kraju. Chwalebniej nierównie zstąpiłby z niego natenczas przez heroizm niż potem z musu; lecz chuć nieszczęsna panowania zaślepiła go i przywiodła do sromotnego końca.
|2| PONIEDZIAŁEK – FERIA II
Justynus, Zarys dziejów powszechnych starożytności
Zarys dziejów powszechnych Justynusa (łac. Epitoma Historiarum Philippicarum Pompei Trogi) to, zgodnie z pełnym tytułem, streszczenie Dziejów epoki Filipiańskiej, obszernego dzieła Pompejusza Trogusa, znanego nam dzisiaj głównie z „epitomy” Justynusa. To Trogusowi zawdzięczamy m.in. schemat czterech imperiów, rządzących kolejno światem. Zarys Justynusa, zredagowany zapewne w III w., ma walory stylistyczne znacznie mocniejsze niż jakość warsztatową historyka. Popularny stał się w późnej starożytności, zaś w średniowieczu należał do najpoczytniejszych historyków starożytności (jego wpływ widoczny jest m.in. u Kadłubka i Długosza).
[Asyria]
księga I, rozdziały 1–3, przeł. Ignacy Lewandowski
Z dziejów Asyrii, czyli pierwszego z wielkich imperiów.
Na początku władza nad plemionami i narodami znajdowała się w rękach królów, którzy dochodzili do tej najwyższej godności nie dzięki temu, że zabiegali o względy ludu, ale że ich umiarkowany charakter znajdował uznanie wśród szlachetnych ludzi. Nie trzymały ludu w karności żadne prawa, lecz prawa zastępowała wola władców. Przyjął się zwyczaj, że raczej broniono granic państwa, niż je poszerzano. Każde zaś królestwo zamykało się w obrębie ziemi ojczystej. Ninos[10], król Asyrii, był pierwszym władcą, który przez nieznaną dotąd żądzę władzy zmienił ów prastary i niejako odziedziczony po przodkach zwyczaj panujący wśród narodów. On pierwszy wypowiedział wojnę sąsiadom i ujarzmił aż do granic Libii nie umiejące się bronić narody. Żyli wprawdzie przed nim władcy jak Wezosis[11], król Egiptu, i Tanaos[12], król Scytii, z których pierwszy dotarł do Pontu, drugi aż do Egiptu, lecz oni prowadzili wojny z dala od swych granic, a nie w ich sąsiedztwie, i nie szukali władzy dla siebie, lecz sławy dla swego ludu. Zadowalali się samym zwycięstwem, rezygnując z panowania nad innymi. Ninos zaś zdobywszy ogromną władzę zabezpieczył sobie jej trwałe posiadanie. Ujarzmił bowiem swych sąsiadów, dzięki czemu wzrosły jego siły i coraz śmielej mógł iść od jednych przeciw drugim. Każde nowe zwycięstwo było dla niego pobudką do sięgania po następne i tak podbił narody całego Wschodu. Ostatnią wojnę prowadził z królem Baktrów Zoroastrem[13], który podobno pierwszy wynalazł sztuki magiczne i wnikliwie badał początki świata oraz ruchy gwiazd. Po jego zgładzeniu wkrótce zmarł sam Ninos, pozostawiając małoletniego syna Niniasa oraz żonę Semiramidę.
Królowa[14] nie miała odwagi ani na to, by powierzyć władzę niedojrzałemu chłopcu, ani by osobiście jawnie ją piastować. Tak liczne bowiem i potężne narody, które z trudem ulegają władzy męskiej, nie będą słuchać kobiety. Podawała się więc za syna Ninosa, a nie za jego żonę, za chłopca, a nie za kobietę. Oboje zresztą byli średniego wzrostu i mieli jednakowo miły głos, podobne były rysy twarzy u matki i syna. Dlatego szatami okryła swe ramiona i nogi, a na głowę włożyła tiarę: także ludowi nakazała nosić taki sam strój, aby nie wydawało się, że pod nowym ubiorem stara się coś ukryć. Ten sposób ubierania się zachowuje odtąd cały naród. Tak więc zataiwszy początkowo swoją płeć uchodziła za chłopca. Dokonała następnie wielkich czynów. Skoro już doszła do przekonania, że niechęć do niej została przezwyciężona rozgłosem o jej czynach, wyjawiła, kim jest i kogo udawała. Nie straciła przez to bynajmniej królewskiej godności, lecz wzbudziła tym większy podziw, że jako kobieta prześcignęła męstwem nie tylko słabą płeć, ale nawet samych mężczyzn. Ona założyła Babilon, otoczyła miasto murem z wypalanych cegieł, zamiast zaprawy z piasku używając bitumu, to jest materiału, który w wielu miejscach tego regionu wypływa z ziemi. Królowa ta dokonała też wielu innych znakomitych czynów; nie zadowalając się obroną granic państwa, jakie ustanowił jej mąż, rozciągnęła swoją władzę również na Etiopię. Wypowiedziała także wojnę Indiom, dokąd prócz niej i Aleksandra Wielkiego nikt nie wkroczył. W końcu, ponieważ chciała uwieść własnego syna, poniosła śmierć z jego ręki po 32 latach panowania od śmierci Ninosa. Syn jej, Ninias, zadowolony z państwa, jakie stworzyli mu rodzice, wyzbył się chęci wojowania i, jakby z matką zamienił płeć, rzadko ukazywał się mężom, dożywszy starości w gronie kobiet. Również potomni, naśladując jego przykład, wydawali polecenia swym podwładnym przez pośredników. Asyryjczycy, których później nazywano Syryjczykami[15], dzierżyli w swych rękach władzę przez 1300 lat.
Ostatnim ich królem był Sardanapal[16], mąż bardziej zniewieściały niż kobieta. Chciał go zobaczyć – dotąd nikomu na to nie zezwolono! – jeden z jego namiestników nazwiskiem Arbaktos[17], sprawujący władzę w Medii[18]. Kiedy na skutek usilnych starań uzyskał wreszcie zgodę na wizytę, znalazł króla w gromadzie nierządnic, jak prządł purpurową wełnę na kołowrotku i w niewieścim stroju rozdzielał młodym kobietom ich przydział pracy. Miękkością kształtów ciała i pożądliwym wyrazem oczu przewyższał wszystkie kobiety. Na taki widok ogarnęło Arbaktosa oburzenie, iż tego rodzaju kobiecie podlega tylu mężów, że temu, który zajęty jest przędzeniem wełny, posłuszni są ludzie noszący miecze i zbroje. Udał się więc do przyjaciół i zawiadomił ich o tym, co zobaczył. Powiedział, że nie może słuchać kogoś, kto woli być kobietą niż mężczyzną. Zawiązano więc spisek; wypowiedziano wojnę Sardanapalowi. Ten na wiadomość o spisku zachował się nie jak mąż, który pragnie bronić swej królewskiej władzy, lecz jak kobieta ogarnięta strachem przed śmiercią. Najpierw rozglądał się za kryjówką, następnie przystąpił do walki dysponując niewielkim rozproszonym oddziałem. Pokonany wycofał się do pałacu, gdzie kazał wznieść i zapalić stos, w którego płomienie rzucił się wraz z majątkiem. Pod tym jednym względem postąpił jak mąż. Królem po nim został jego zabójca Arbaktos, który był dotąd namiestnikiem Medów. On to przeniósł władzę od Asyryjczków do Medów.
|3| WTOREK – FERIA III
Justynus, Zarys dziejów powszechnych starożytności
[Medowie]
księga I, rozdziały 4–6, przeł. Ignacy Lewandowski
Z dziejów Medów, czyli drugiego wielkiego imperium.
Następnie po rządach wielu królów korona przypadła prawem sukcesji Astiagesowi[19]. Ten ujrzał we śnie winną latorośl, która wyrosła z łona jego jedynej córki. W cieniu latorośli znalazła się cała Azja. Wieszczkowie zapytani o sens tego snu, odpowiedzieli, że z jego córki urodzi się wnuk, który, jak wynika ze snu, będzie wielki, co oznacza dla niego utratę władzy królewskiej. Astiages przestraszony taką odpowiedzią nie wydał swej córki za mąż ani za znakomitego cudzoziemca, ani za tubylca, by pochodzenie ze szlachetnego rodu tak ze strony ojca, jak i matki nie wzbiło przyszłego wnuka w dumę. Dał ją zatem Kambyzesowi, człowiekowi przeciętnemu, pochodzącemu z mało znanego wtedy ludu perskiego. Lecz nawet to nie pozbawiło go obaw spowodowanych przez sen. Wezwał więc do siebie ciężarną córkę, aby można było dziecię zgładzić na oczach dziadka. Kiedy niemowlę przyszło na świat, oddał je Harpagosowi, powiernikowi tajemnic królewskich, by ten pozbawił je życia. Tymczasem Harpagos wydał chłopca pasterzowi trzody królewskiej, aby ten go porzucił. Sam bowiem obawiał się, że po śmierci króla jego córka może dojść do władzy, gdyż Astiages nie miał żadnego potomka płci męskiej, i wywrze zemstę za zgładzenie dziecka na słudze, jako że nie będzie mogła jej wywrzeć na ojcu. Przypadkowo wtedy samemu pasterzowi również urodził się syn. Jego więc żona, słysząc o porzuceniu królewskiego dziecka, usilnie prosiła, aby chłopca przyniesiono i jej pokazano. Pasterz, znużony jej prośbami, wrócił do lasu, gdzie znalazł przy dziecku sukę, która podawała malcowi wymiona oraz broniła go przed dzikimi zwierzętami i drapieżnym ptactwem. Na widok litości u suki, i jego samego zdjęła litość. Odniósł więc chłopca do obory, przy czym towarzyszyła mu z niepokojem owa suka. Skoro kobieta wzięła dziecko na ręce, ono uśmiechnęło się do niej jakby do kogoś znanego i objawiło tak wielką żywość i tak przymilną słodycz dziecięcego uśmiechu, że sama prosiła pasterza, aby zamiast niego porzucił jej własne dziecko i pozwolił chować tego chłopca już to dla jego szczęścia, już to dla jej nadziei.
W taki oto sposób zamienił się los chłopców: królewskie dziecię wychowuje się zamiast pasterskiego, pasterskie porzuca się zamiast wnuka królewskiego. Karmicielka otrzymała później imię Spargos, gdyż tak Persowie nazywają psa.
Następnie chłopiec, ponieważ wśród pasterzy wykazywał władczy charakter, otrzymał na imię Cyrus. Pewnego razu podczas zabawy został przypadkiem wybrany królem. Kiedy swawoląc wychłostał rózgami nieposłusznych kolegów, oburzeni rodzice chłopców zanieśli skargę do króla, że niewolnik królewski sprawił dzieciom urodzonym z wolnych rodziców lanie jakby niewolnikom. Król zawezwał chłopca i indagował go w tej sprawie. A gdy ten odpowiedział ze spokojnym obliczem, że uczynił to przecież jako król, Astiages podziwiając jego stałość przypomniał sobie swój sen i odpowiedź wróżbitów. Rysy twarzy, czas porzucenia i zeznanie pasterza spowodowały, że rozpoznał w nim swego wnuka. Wierząc zaś, że sprawa ze snem jest załatwiona, skoro wnuk sprawował władzę królewską wśród pasterzy, przełamał przynajmniej w stosunku do Cyrusa swój gniewny zapał. Stał się jednak wrogo usposobiony do Harpagosa, swego przyjaciela, i z zemsty za ocalenie wnuka zabił jego syna i podał ojcu na uczcie do zjedzenia. Lecz Harpagos ukrył wtedy swój ból, a nienawiść do króla i zemstę odłożył na stosowną porę.
Po upływie czasu, gdy Cyrus stał się dojrzałym młodzieńcem, Harpagos, którego boleść z powodu straty syna była ciągle żywa, napisał do niego w liście, jak to dziadek odesłał go do Persów, jak kazał mu zabić go w niemowlęctwie, jak on go ocalił z własnej woli, jak tym samym obraził króla i utracił własnego syna. Zachęcił go, aby zorganizował wojsko i wszedł na drogę wiodącą prosto do tronu. Przyrzekł równocześnie, że Medowie przejdą na jego stronę. Ponieważ listu nie można było posłać jawnie, gdyż królewskie straże obsadziły wszystkie przejścia, przeto włożył go do wnętrza wypatroszonego zająca, a zająca dał zaufanemu niewolnikowi, aby zaniósł go do Cyrusa. W celu zamaskowania swego podstępu zaopatrzył niewolnika niby myśliwego w sieci łowieckie.
Cyrus przeczytawszy list otrzymał we śnie rozkaz, aby podjął się właśnie tego dzieła. Równocześnie został poinstruowany, iż jako towarzysza w tym przedsięwzięciu ma sobie wziąć pierwszego przechodnia, jakiego napotka w następnym dniu. Przed świtem więc ruszył w drogę na wieś i spotkał niewolnika imieniem Sybares, który wyszedł z domu roboczego pewnego Meda. Zapytał go o pochodzenie. Skoro usłyszał, że jest rodem z Persji, zdjął z niego kajdany, wziął jako towarzysza i powrócił z nim do Persepolis[20]. Tutaj zwołał lud, nakazując wszystkim przyjść z siekierami i wycinać las rosnący przy drodze. Ponieważ wezwani dziarsko wykonali pracę, zaprosił ich na ucztę w dniu następnym. Widząc zaś, jak ożywili się podczas biesiady, postawił im pytanie: jaki wybraliby dla siebie tryb życia, gdyby dano im możliwość wyboru, czy wczorajszy oparty na pracy, czy dzisiejszy – na zabawie? Skoro wszyscy wykrzyknęli: „dzisiejszy”, powiedział, że całe życie spędzą na pracy, podobnie jak wczoraj, jeśli będą podlegać Medom; lecz ci, którzy pójdą za nim, życie swe spędzą na ucztach jak dzisiaj. Tak wśród ogólnej radości wypowiedział Medom wojnę.
Astiages tymczasem, niepomny na swój postępek wobec Harpagosa, powierzył mu naczelne dowództwo w wojnie. On zaś natychmiast poddał Cyrusowi swoje wojsko przez kapitulację i w ten sposób, wiarołomnym przejściem na stronę wroga, pomścił okrucieństwo króla. Skoro dowiedział się o tym Astiages, zebrał zewsząd posiłki i osobiście pomaszerował na Persów. Wznowiono walkę, która zawrzała z tym większą gwałtownością, że król na tyłach swoich oddziałów umieścił część żołnierzy z nakazem, aby maruderów popędzali mieczem na wroga. Równocześnie oznajmił swoim, że jeśli nie zwyciężą, znajdą na tyłach nie mniej dzielnych mężów niż na przodzie; niech zastanowią się ponadto, czy lepiej w ucieczce rozbić szyk bojowy swoich, czy w walce – szyk wrogów. Z konieczności więc ogarnął jego żołnierzy wielki zapał do walki. Gdy na skutek ich natarcia z wolna ustępował szyk Persów, wyszły im naprzeciw matki i żony. Błagały, by powrócili do walki. Widząc ich ociąganie się, kobiety podniosły suknie, pokazały im wstydliwe części ciała i zapytały, czy chcą się schronić do łona swych matek i żon. Na takie strofowanie Persowie powrócili do walki i przypuściwszy atak zmusili do ucieczki tych, przed którymi uciekali. Podczas tej walki wzięto do niewoli Astiagesa. Cyrus pozbawił go jedynie władzy królewskiej, a poza tym zachował się wobec niego raczej jak wnuk niż jak zwycięzca, mianując go namiestnikiem największego szczepu, to jest Hyrkanów[21]. Do Medów bowiem on sam już nie chciał powrócić. Taki był koniec imperium Medów[22]. Rządzili 350 lat.
|4| ŚRODA – FERIA IV
Justynus, Zarys dziejów powszechnych starożytności
[Cyrus, król Persów]
księga I, rozdziały 7–8, przeł. Ignacy Lewandowski
Z dziejów Persji, wielkiego imperium.
Na początku swego panowania Cyrus ustanowił zarządcą Persów Sybaresa, powiernika swoich zamierzeń, którego pod wpływem sennego widzenia uwolnił z domu ciężkich robót i który był współuczestnikiem wszystkich jego przedsięwzięć. Za żonę dał mu swoją siostrę. Tymczasem dotychczasowe lenne państwa Medów, uważając, że wraz ze zmianą władzy zmienił się również ich status, wypowiedziały posłuszeństwo Cyrusowi. To było powodem i źródłem licznych wojen. Ujarzmiwszy większość zbuntowanych ludów, Cyrus prowadził wojnę z Babilończykami. Z pomocą Babilończykom przyszedł król Lidii[23], Krezus, którego potęga i bogactwo były w tym czasie powszechnie znane. Kiedy poniósł klęskę, wycofał się do swego królestwa pełen niepokoju o własne bezpieczeństwo. Cyrus zaś po zwycięstwie uporządkował sprawy babilońskie i przeniósł działania wojenne do Lidii. Tam bez trudu rozbił wojska Krezusa, gdyż obezwładniała je świadomość ostatniej klęski. Sam Krezus dostał się do niewoli. Lecz zwycięzcy o tyle byli łagodniejsi dla pokonanych, o ile wojna toczyła się z mniejszym niebezpieczeństwem. Krezusowi więc darowano życie, przyznano mu też część ojcowizny z miastem Beroe[24], gdzie pędził żywot może nie królewski, lecz niewiele się od niego różniący. Ta łagodność była korzystna zarówno dla zwyciężonego, jak i dla zwycięzcy. Na wiadomość bowiem o wypowiedzeniu wojny Krezusowi z całej Grecji popłynęły posiłki jakby dla ugaszenia pożaru, który jej także zagrażał. Po wszystkich miastach Krezus cieszył się tak wielką miłością, że Cyrus naraziłby się na ciężką wojnę z Grecją, gdyby obszedł się z nim zbyt okrutnie.
Po upływie czasu, kiedy Cyrus był pochłonięty różnymi wojnami, bunt wzniecili Lidowie. Ponieśli znów klęskę: zabrano im oręż i konie oraz nakazano zająć się gospodami, rozrywką i stręczycielstwem. W ten sposób potężny niegdyś dzięki swej aktywności i męstwu naród zniewieściał w miękkim i zbytkownym życiu oraz zatracił dawną dzielność. Chociaż do czasów Cyrusa cieszył się on opinią niezwyciężonego na wojnie, z chwilą pogrążenia się w zbytku odniosły nad nim zwycięstwo gnuśność i lenistwo. Lidowie mieli przed Krezusem wielu królów godnych pamięci z powodu różnych przyczyn, jednak losu żadnego z nich nie można porównać z losem Kandaulesa[25]. Tenże władca zwykł wszystkim opowiadać o swojej żonie, którą kochał bez pamięci z powodu piękna jej ciała. Nie zadowalał się jednak cichą świadomością własnych rozkosznych doznań, jeśli nie rozgłosił innym sekretów swego łoża, jak gdyby milczenie przynosiło szkodę piękności. W końcu, aby wzbudzić wiarę w prawdziwość swoich słów, pokazał nagą żonę zaufanemu dworzaninowi, Gygesowi. Tym czynem zachęcił niejako przyjaciela do cudzołożenia ze swoją żoną i uczynił go swoim wrogiem. Sama zaś żona straciła dla niego uczucie, jakby jej miłość została odstąpiona innemu. W krótkim też czasie zabójstwo Kandaulesa było ceną nowych godów, a żona, otrzymawszy w posagu krew męża, oddała cudzołożnikowi równocześnie królestwo i siebie samą.
Cyrus, podbiwszy Azję i cały Wschód[26]
