Barcelona. Nieśpiesznie. Tom II - Marek Pernal - ebook

Barcelona. Nieśpiesznie. Tom II ebook

Marek Pernal

0,0

Opis

Są w stolicy Katalonii miejsca, o których wiedzą wszyscy. Są też uliczki, placyki, zaułki, knajpki, do których wiodą ścieżki magiczne – znane tylko wtajemniczonym. Ścieżki, na których znaki orientacyjne ustawiły historia, literatura, film. I ludzie

To przewodnik po Barcelonie, który – choć w dwóch tomach – swobodnie mieści się w kieszeni. Albo w damskiej torebce. W kompaktowej formie zawarta jest jednak solidna porcja wiedzy – i tej praktycznej, i tej pięknej. Autor przewodnika – Marek Pernal – to historyk, erudyta i dyplomata, który jako konsul RP w Barcelonie poznał miasto na wskroś. Z wielką swadą opowiada jego dzieje, przypomina bohaterów (nie brak wśród nich Polaków), tłumaczy nie tylko zawiłości siatki ulic, ale też najważniejsze nurty architektury, sztuki, dzieł literackich i filmowych związanych z Barceloną. I oprowadza – nieśpiesznie, uważnie, krok za krokiem – po najważniejszych i najpiękniejszych miejscach. O każdym niemal gzymsie i progu potrafi opowiedzieć anegdotę, wyłuskuje z historii miasta postaci wielkie i zapomniane, sławne i tajemnicze. Jego opowieść aż się skrzy od skwapliwie dobranych, związanych z miejscem cytatów literackich z dzieł Eduarda Mendozy, Carlosa Ruiza Zafóna, Artura Pérez-Reverte, Gabriela Garcíi Márqueza, Manuela Vázqueza Montalbána, ale też George’a Orwella, Jeana Geneta czy Melchiora Wańkowicza i wielu, wielu innych. Wielbiciele kuchni katalońskiej i dobrego wina również nie będą zawiedzeni – znajdą tu wiele cennych wskazówek.

Bo to jest książka do zwiedzania – i do czytania. 

TOM II
Trasa X, Eixample
Trasa XI, Sagrada Família oraz Hospital de la Santa Creu i Sant Pau
Trasa XII, Park Güell i Gràcia
Trasa XIII, Ciutadella i Les Glòries
Trasa XIV, Montjuїc – MNAC i kompleks olimpijski
Trasa XV, Camp Nou i Pedralbes
Trasa XVI, Tibidabo
Trasa XVII, Montserrat
Barcelona filmowa

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 195

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Koncepcja, redakcja, korekta:

Redakcja-Kreacja

 

Projekt okładki:

Tomasz Fedor

 

Skład:

Marta Jedlińska

[email protected]

+48 695 850 130

 

Wydawca:

Oficyna Wydawnicza Kontynenty

ul. Klonowa 13

05-220 Zielonka

[email protected]

 

Copyright © by „Kontynenty” 2025

 

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

 

Wydanie I

Zielonka 2025

 

ISBN: 978-83-685710-04 (tom II)

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Dedykacja

TRASA X. Eixample

TRASA XI. Sagrada Família oraz Hospital de la Santa Creu i Sant Pau

TRASA. XII. Park Güell i Gràcia

TRASA XIII. Ciutadella i Les Glòries

TRASA XIV. Montjuïc – MNAC i kompleks olimpijski

TRASA XV. Montjuïc – Cementiri del Sud-oest i Castell

TRASA XVI. Camp Nou i Pedralbes

TRASA XVII. Tibidabo

TRASA XVIII. Montserrat

TRASA F. Barcelona filmowa

Bibliografia

 
 
Uli
 
TRASAX
Eixample

Czas: 5-6 godzin, w tym 2-3 godziny na Casa Batlló i Casa Milà

 

               Plaça de Catalunya

 

               Casa Batlló

 

               Fundacja Antoniego Tàpiesa

 

               Museu Egipci de Barcelona

                    (Muzeum Egipskie)

 

               Rambla de Catalunya

 

               Passeig de Gràcia z widokiem

                    na Casa Milà

 

               Rzeźba przedstawiająca

                    boginię łowów Dianę

 

               Casa Calvet

 
 

W treści przewodnika gwiazdkami oznaczono obiekty, które MOŻNA (*), WARTO (**), TRZEBA (***) i KONIECZNIE TRZEBA (****) zobaczyć.

 
 

Zaplanowanie spaceru po Eixample nie jest łatwą sprawą. Dzielnica wytyczona przez Ildefonsa Cerdę jest w gruncie rzeczy olbrzymim muzeum architektury końca XIX i pierwszej połowy XX wieku. Niemal na każdej z ulic znajdziemy tu bardzo interesująca budynki postawione w okresie ogromnej ekspansji demograficznej miasta, które dopiero w 1858 roku wyzwoliło się z gorsetu średniowiecznych fortyfikacji. Wobec takiej mnogości miejsc, które warto zobaczyć, zaproponowana poniżej trasa przechadzki jest tylko jedną z wielu możliwych. Obejmuje najważniejsze budowle wzniesione przez czołowych architektów epoki modernizmu, ale pozostawia wielkie pole do samodzielnych poszukiwań niezwykłych detali, zdobień i rozwiązań estetycznych zastosowanych w innych obiektach. Zachęcam do zwalniania kroku i unoszenia głowy – nie ma w Europie miasta zbudowanego od podstaw w tak krótkim czasie, z takim przepychem i z taką konsekwencją przestrzenną.

Większość budynków na trasie spaceru – i poza naszą marszrutą – służy nadal celom mieszkalnym. Lokatorzy wielu ogromnych, kilkusetmetrowych apartamentów to często potomkowie osób, które podpisały umowy najmu w początkach XX wieku, w momencie oddania domu do użytku. Z oczywistych powodów budynki takie nie są przeznaczone do zwiedzania. Warto jednak zaglądać do wspaniałych secesyjnych westybuli. Przez kryształowe szyby drzwi wejściowych z ulicy często można obejrzeć prawdziwe arcydzieła sztuki dekoratorskiej, mozaiki, balustrady, sufity, fantazyjnie gięte kantorki dozorców i obudowy szybów windy.

***

Spacer rozpoczniemy od Plaça de Catalunya, z którego wybiega w górę szeroka promenada Passeig de Gràcia. Nim ruszymy – kilka zdań o dzielnicy, którą będziemy oglądać. Cerdà, o czym wspominałem rozpoczynając przechadzkę po Plaça de Catalunya i Rambli, zaprojektował rozszerzenie (po katalońsku: eixample) Barcelony według nowatorskiej (jedni dodaliby: wizjonerskiej, inni – utopijnej) koncepcji urbanistycznej. Na planie, który opracował i który został wprowadzony w życie, wielki niezabudowany obszar pomiędzy usuniętymi fortyfikacjami a okolicznymi miasteczkami – Gràcia, Sarrià, Les Corts czy Sant Andreu – pokryła regularna siatka ulic przecinających się pod kątem prostym. Każdy powstały w ten sposób czworobok (zwany po katalońsku l’illa – wyspa lub po hiszpańsku manzana – jabłko) tworzył kwadrat o boku 113,3 metra, z obciętymi rogami – dla polepszenia widoczności na skrzyżowaniach. Wewnątrz każdego czworoboku miał zostać zachowany wolny, niezabudowany obszar, służący jako teren rekreacyjny dla wszystkich mieszkańców domów stojących dookoła. Ulice miały jednolitą szerokość 20 metrów, w tym 10 metrów jezdni i po 5 metrów chodnika z każdej strony. Dla zapewnienia światła słonecznego dla wszystkich mieszkańców, domy nie mogły być wyższe niż dwudziestometrowa szerokość ulicy, a zatem przekraczać trzech kondygnacji.

Szybko stało się jasne, że założenia planu Cerdy są nierealistyczne. Charakterystyczna regularna siatka ulic pozostała wprawdzie nienaruszona, ale zarówno zakaz zabudowy wnętrza czworoboków jak i ograniczenie wysokości budynków nie ostały się presji nowych właścicieli parcel budowlanych, którzy domagali się efektywniejszego wykorzystania uzyskanej przestrzeni. Wkrótce okazało się też, że nie sprawdził się egalitarystyczny zamysł architekta. Mimo jednolitej struktury nowo powstałej dzielnicy część położona na wschód od carrer de Balmes, zwana Dreta de l’Eixample (Prawe Eixample), jest znacznie atrakcyjniejsza i droższa niż część zachodnia – Esquerra de l’Eixample. A na samym szczycie najbardziej pożądanych lokalizacji znalazł się Passeig de Gràcia, aleja wyłamująca się z regularnej siatki, zachowująca bowiem bieg dawnego traktu między Barceloną a pobliską Gràcią. Okazała promenada, znacznie przekraczająca szerokością inne ulice, stała się dla wielu mieszkańców miasta i przybyszów z zewnątrz barcelońskim odpowiednikiem Champs-Élysées, wizytówką i salonem wystawowym stolicy Katalonii, vanity fair i polem do popisu najwybitniejszych architektów epoki modernizmu.

Zacznijmy spacer od Casa Pascual i Pons**, okazałej neogotyckiej konstrukcji przyciągającej wzrok na samym początku Passeig de Gràcia, pod nr 2-4. Budynek został zaprojektowany w 1890 roku przez wziętego katalońskiego architekta Enrica Sagniera Villavecchię, autora kilku znanych willi stojących w górnej, rezydencjalnej części miasta (zwracam na nie uwagę podczas innej z naszych przechadzek, tej prowadzącej po okolicach Tibidabo). Gmach, jaki mamy przed oczami, wyróżnia się jednolitością stylu. Maswerki okien, kamienne balustrady pierwszego piętra, pinakle, dwie wieże na narożnikach – są przykładem bardzo konsekwentnej estetyki neogotyckiej.

Po przekroczeniu carrer de Casp staniemy przed Casas Rocamora**, jedną z największych budowli wzniesionych na terenie Eixample. Ogromny kompleks zajmuje cały kwadrat ulic i prezentuje swoje fasady na cztery strony świata! Historycy sztuki uważają dzieło architektów braci Joaquima i Bonaventury Bassegodów za jeden z najpóźniejszych przykładów modernizmu w Barcelonie. Budynek w stylu neogotyckim, z charakterystycznymi kopułami z czerwonej dachówki (szczególnie okazała jest narożna, ze szpiczastym zwieńczeniem) został ukończony dopiero w 1914 roku.

Podejdźmy do skrzyżowania Passeig de Gràcia z Gran Via de les Corts Catalanes. Na jednym z narożników wznosi się szesnastopiętrowy gmach Banco Vitalicio* zbudowany w latach 1942-1950 i uważany za pierwszy barceloński wieżowiec. Po drugiej stronie Gran Via zachował się Palau Marcet*, jeden z nielicznych miejskich pałaców powstałych u schyłku XIX wieku na obszarze Quadrat d’Or. Eklektyczny budynek łączący w sobie elementy architektury gotyckiej, klasycznej, barokowej i orientalnej został w latach trzydziestych ubiegłego wieku przerobiony na teatr. Od roku 1960 mieściło się w nim kino Comèdia, które w 2024 roku zostało zamknięte.

Idźmy dalej parzystą stroną Passeig de Gràcia. Pod numerem 18 zwróćmy uwagę na zaokrągloną, wyłożoną szklanymi płytkami fasadę Joiería Roca. Wytworny sklep jubilerski został zaprojektowany w 1934 roku przez Josepa Lluísa Serta, autora sławnych obiektów Fundacji Joana Miró, które oglądamy podczas spaceru po wzgórzu Montjuïc. Budynek pod numerem 24 z żółtawą fasadą o wyraźnych wpływach mauretańskich to powstały w 1872 roku Casa Pere Llibre. Warto wejść kilka kroków w wąski pasaż dzielący go od sąsiedniej posesji i rzucić okiem na imponującą bramę boczną, której nie powstydziliby się budowniczowie Alhambry. Dom pod numerem 26 jest innym dziełem braci Bassegodów zrealizowanym na zamówienie rodziny Rocamorów. Zwróćmy uwagę na pinakiel obleziony przez fantastyczne stwory, jaki zdobi narożnik dachu. Przydałaby się lornetka...

Kilka budynków, które zobaczymy za chwilę, znajduje się po drugiej stronie Passeig de Gràcia. Nie warto jednak przechodzić na przeciwległy chodnik, gdyż fasady są dużo lepiej widoczne z pewnego dystansu. Monumentalny gmach na skrzyżowaniu z carrer de la Diputació to siedziba Towarzystwa Ubezpieczeniowego La Unión y el Fénix Español z 1927 roku. Budowla** o zaokrąglonym narożniku jest zwieńczona okazałą kopułą, na której ustawiono posąg chłopca dosiadającego feniksa, mitycznego ptaka symbolizującego wieczne odradzanie się życia. (Podobne rzeźby widnieją na siedzibach Towarzystwa w całej Hiszpanii). Na poziomie trzeciego i czwartego piętra fasadę zdobią cztery podwójne kolumny z korynckimi kapitelami, na których rzeźbiarz Frederic Marès umieścił alegoryczne posągi czterech par postaci symbolizujących – od lewej – przemysł, rolnictwo, sztukę i żeglarstwo. Kobieta z ostatniej pary trzyma na rękach okazały parowiec.

Dwie posesje dalej, pod numerem 27, stoi Casa Malagrida**, budynek z lat 1905-1907 o pięknych balkonach i bardzo oryginalnym zwieńczeniu dachu nad centralną kopułą. Wspaniale kuta krata stanowiąca podstawę dla wiatrowskazu i piorunochronu była pierwotnie pozłocona, dziś jest czarna. Dom został wzniesiony dla Manuela Malagridy, przedsiębiorcy w branży tytoniowej, który zyskał majątek podczas lat spędzonych w Argentynie. O sentymentalnych związkach właściciela z Ameryką przypominają rzeźby orła pirenejskiego i kondora z Andów, które zdobią bramę wejściową do budynku. Ostatni dom przed skrzyżowaniem z carrer del Consell de Cent (nr 33), to dawna siedziba Union des Assurances de Paris zbudowana przez Enrica Sagniera w 1913 roku. Warto zwrócić uwagę na niezwykłą otwartą galerię ostatniego piętra oflankowaną z obu stron figuralnymi płaskorzeźbami.

Po drugiej stronie carrer del Consell de Cent rozpoczyna się sławny kwartał ulic zwany Illa de la Discòrdia (Wyspa Niezgody). Każdy z domów stojących przy Passeig de Gràcia aż do następnego skrzyżowania z carrer d’Arago został wzniesiony przez innego architekta. Trzej z nich, to najwybitniejsi przedstawiciele barcelońskiego modernizmu, Antoni Gaudí i Cornet, Lluís Domènech i Muntaner oraz Josep Puig i Cadafalch. Czwarty, Enric Sagnier, choć ustępujący poprzednim sławą, także zostawił po sobie cały szereg znakomitych konstrukcji. Domy stojące pomiędzy carrer Consell de Cent i carrer d’Aragó stały się w jakiejś mierze wizytówką stylu każdego z budowniczych.

Pierwszy, narożny budynek to Casa Lleó Morera**. Dom z charakterystyczną glorietą na dachu jest dziełem Josepa Puiga i Cadafalcha. Powstał w 1902 roku i w cztery lata później uzyskał pierwszą nagrodę w konkursie architektonicznym organizowanym przez Ajuntament, barcelońską Radę Miasta. Na miano perły modernizmu zasłużył sobie wspaniałą fasadą, zdobioną motywami lwa i morwy (po katalońsku lleó i morera) nawiązującymi do nazwiska właściciela domu oraz okazałymi pomieszczeniami pierwszego piętra, które nie są dostępne dla zwiedzających. Zewnętrznego kształtu budynku nie oglądamy dziś, niestety, w takim stanie, w jakim został zaprojektowany. Brakuje pięknych rzeźb kobiet dłuta Eusebia Arnaua i Mascorta umieszczonych w parterowej części fasady. Zostały zniszczone w połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, gdy estetyka modernizmu zaczęła być uważana przez niektórych za przejaw złego gustu. Budynek stał się w tym czasie własnością firmy Loewe, która zarządziła usunięcie wszelkich „zbędnych” ozdób i zleciła radykalną przeróbkę pomieszczeń handlowych na parterze. Musiało minąć 40 lat, by pieczołowita rekonstrukcja przywróciła Casa Lleó Morera zasadnicze cechy pierwotnego projektu. Wróciły oryginalne elementy zdobienia fasady, ponownie ustawiono pinakle dachu i odbudowano glorietę, uszkodzoną jeszcze w czasach wojny domowej, gdy służyła jako stanowisko karabinów maszynowych. W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku Ajuntament zmusił firmę Loewe, nadal użytkującą gmach, by przywróciła tradycyjny kształt okien i drzwi na parterze. Niestety, rzeźb Arnaua już nie można było odtworzyć.

Następne dwie posesje, Casa Mulleras (nr 37), dom przebudowany w roku 1906 przez Enrica Sagniera, oraz Casa Bonet (nr 39) ukończony w 1915, reprezentują architekturę tradycyjną, klasycyzującą, bardzo kontrastującą ze wspaniałymi przykładami modernizmu stojącymi tuż obok. W budynku pod numerem 39, działa małe Museu del Perfum posiadające okazałą kolekcję flakoników i buteleczek służących do przechowywania pachnideł od czasów antycznych po współczesność.

Kolejny budynek Wyspy Niezgody, Casa Amatller** (nr 41), był do końca XIX wieku solidną mieszczańską kamienicą, jedną z typowych konstrukcji, jakie powstawały na obszarze szybko rosnącego Eixample, niczym niewyróżniającą się od otoczenia. W 1898 roku dom został kupiony przez bogatego przedsiębiorcę, właściciela fabryk czekolady Antoniego Amatllera, będącego zarazem pasjonatem podróży i fotografowania. Nowy właściciel zatrudnił Josepa Puiga i Cadafalcha, zlecając mu przerobienie kamienicy na okazałą miejską rezydencję. Architekt przebudował fasadę, hol wejściowy i pierwsze piętro w duchu modernizmu, nadając im cechy północnoeuropejskiego gotyku. Nie brak głosów, które dostrzegają w Casa Amatller podobieństwo do miejskich pałaców Brukseli czy Amsterdamu. Budynek został przed kilku laty gruntownie odrestaurowany, co pozwala w pełni podziwiać jego fantastycznie bogatą rzeźbiarską dekorację*. Czegoż nie ma na tej fasadzie! Święty Jerzy zabijający smoka, kuglarz przygrywający na bębenku tańczącemu niedźwiedziowi, małpy, osły i myszy w antropomorficznych pozach oddające się uprawianiu sztuk wszelakich, grające na instrumentach muzycznych, lejące do kadzi czekoladę i robiące zdjęcia, drzewo migdałowca (po hiszpańsku – ametller) okryte kwiatami z literą A oznaczającą nazwisko właściciela, a wreszcie – rzeźbiony portret samego pana Amatller (?) z szelmowskim uśmiechem, trzymającego w dłoniach archaiczny dzisiaj, a nowoczesny w początkach XX wieku skrzynkowy aparat fotograficzny... Podobne zachwycające cudeńka kryją się w hollu wejściowym, gdzie zobaczyć można trzy wspaniałe modernistyczne lampy, balustrady i stropy, a w szybie klatki schodowej piękny świetlik. W budynku działa obecnie Instytut Sztuki Hiszpańskiej założony przez Teresę, jedyną córkę Antoniego, zajmujący się dokumentowaniem zabytków i pracami badawczymi. Część pomieszczeń Casa Amatller jest udostępniona do zwiedzania. Eksponowana jest w nich ogromna kolekcja przedmiotów ze szkła i kryształu, zgromadzona przez przedsiębiorcę. Na parterze domu można obejrzeć małą wystawę poświęconą architekturze budynku i skosztować świetnej domowej czekolady.

Budynek obok to Casa Batlló****, kolejna perła architektury modernizmu, zachwycające dzieło Antonia Gaudíego. Tu także stał wcześniej skromny czteropiętrowy dom, który w 1903 roku został kupiony przez potentata przemysłu tekstylnego, Josepa Batlló i Casanovasa. Nowy właściciel oczekiwał, że budynek zostanie rozebrany, a Gaudí postawi mu w tym miejscu zupełnie inną konstrukcję. Architekt namówił go jednak do pozostawienia szkieletu istniejącej budowli, gruntownego przerobienia jej wnętrza, dodania piętra i dachu oraz do zakrycia starych murów nową fasadą – a więc do przyjęcia rozwiązania, które zastosował po sąsiedzku także Puig i Cadafalch. Jakże jednak różni się końcowy efekt ich prac!

Przyjrzyjmy się fasadzie***, która stała się bodaj najczęściej fotografowanym dziełem Gaudíego. Przypomina wspaniałą teatralną kurtynę o szerokości 14,5 metra i wysokości 32 metrów reprezentującą imponujące bogactwo form, kolorów i materiałów. W części dolnej, obejmującej parter, pierwsze i boczne partie drugiego piętra, dominuje kamień. Charakterystycznym obramowaniom drzwi i okien o zakrzywionych kształtach towarzyszą cienkie kolumny-wsporniki przypominające wyglądem kości. Część górna jest wykonana z kolorowej ceramiki i płytek szklanych w dominującej tonacji niebiesko-zielonkawej, błyszczących w słońcu jak piana morska. Zagadkowym motywem zdobiącym tę partię budynku są balustrady balkonów wykonane z jednolitego żeliwa, przypominające jednym trupie czaszki, innym – karnawałowe maski. Okrągłą wieżyczkę na lewym skraju fasady wieńczy kopuła o kształcie głowy czosnku zakończona krzyżem o czterech ramionach wskazujących kierunki świata, charakterystycznym elementem kilku innych budowli Gaudíego, w pierwszym rzędzie – kościoła Sagrada Família.

Najwyższą partię frontonu tworzy dach o niezwykłym kształcie i kolorze. Użyte przez Gaudíego pokrycie, ceramiczna dachówka o starannie dobranej czerwono-fioletowo-turkusowej barwie, sprawia wrażenie łuski pokrywającej skórę przedpotopowego gada. To dlatego niektórzy sądzą, że cała fasada jest wielką alegorią przypominającą walkę świętego Jerzego, patrona Katalonii (krzyż i wieżyczka symbolizujące włócznię) ze smokiem (dach) w otoczeniu czaszek i kości – szczątków ofiar bestii (balkony i kolumienki okien). Inni widzą raczej wielki obraz karnawałowej fiesty. Dach byłby kapeluszem Arlekina, balkony – weneckimi maskami, kolumny-kości nawiązaniem do stroju Śmierci, a błyszcząca tysiącami szkiełek fasada skojarzeniem z deszczem confetti. Sam Gaudí nigdy nie zabrał głosu na temat żadnej z tych opinii... Zwróćmy jeszcze uwagę na kształt dachu z punktu widzenia estetyki przestrzeni. Architekt obniżył jego skrajne partie, by dostosować optyczną wysokość budynku do sąsiedniego Casa Amatller po lewej i domu stojącego po prawej stronie. Intencja Gaudíego została jednak zmarnowana, przed kilku laty władze miasta wydały zgodę na nadbudowę gmachu stojącego po prawej, który szkaradnie przytłoczył dach Casa Batlló.

Wnętrze budynku** jest równie interesujące, pełne fantazyjnych form geometrycznych. Nie sposób opisać w tym miejscu całego bogactwa rozwiązań i pomysłów architektonicznych Gaudíego, elementy przyciągające wzrok są w niemal każdym pomieszczeniu domu. Trasa zwiedzania prowadzi z westybulu do klatki schodowej wyglądającej jak jama wydrążona przez wodę w przedwiekowej jaskini. Stopnie wiodą na pierwsze piętro, przeznaczone ongiś w całości na potrzeby rodziny Batlló. Nie były to potrzeby małe, piętro liczy 230 metrów kwadratowych... Po minięciu w przedpokojach zacisznej niszy, w której architekt umieścił zaskakujący miedziany kominek, trafia się do wspaniałych pomieszczeń z oknami wychodzącymi na Passeig de Gràcia. Tu uwagę zwracają przede wszystkim falujące kształty ścian i sufitów, wielka okrągła lampa w kształcie słońca w centralnym salonie, piękne drzwi i framugi o bardzo różnorodnych profilach. Nie brak starannie zaprojektowanych przez Gaudíego detali – oryginalnego zwieńczenia poręczy schodów, węzłów zdobiących kolumny podtrzymujące sklepienie, witrażowych okien i sufitowych świetlików. Brak niestety, poza dwoma, oryginalnych mebli, które znajdują się obecnie w Museu Nacional d’Art de Catalunya (MNAC) i możemy je obejrzeć podczas innego opisanego przeze mnie spaceru.

W głębi piętra znajdowały się sypialnie. Z tych pomieszczeń można wyjść na wewnętrzny taras i obejrzeć tylną fasadę budynku, zdecydowanie odmienną od tej widocznej od strony ulicy. Tu pokryta ceramiką ściana ma kolory cieplejsze, żółto-jasnozielone. Każde z mieszkań – cztery piętra budynku były bowiem przeznaczone na wynajem i do dzisiaj niektóre są użytkowane przez prywatnych lokatorów – ma balkon o falujących kształtach i delikatnej, niemal niewidocznej balustradzie, co nadaje widokowi tej strony domu ujmującej lekkości.

Poddasze*, wielkie, dwupoziomowe, jest świadectwem kunsztu konstrukcyjnego Gaudíego. Strop oparty jest o 60 parabolicznych łuków, pod którymi powstała jasna przestrzeń, wykorzystana jako zaplecze gospodarcze budynku. Ci, którzy chcieliby widzieć w kształcie i pokryciu dachu cielsko wielkiego smoka, w pełnym żeber poddaszu dostrzegą zapewne klatkę piersiową potwora. Kręte schody prowadzą na najwyższy poziom Casa Batlló. Dach** jest osobnym dziełem sztuki. Nie ma co prawda powierzchni tak falistej i zróżnicowanej jak późniejszy Casa Milà, ale za to zachwyca niezrównanym kształtem i barwą czterech grup kominów i przewodów wentylacyjnych. Pokryte trencadis, błyszczącymi kawałkami wypalonej ceramiki, tworzą bajkowe formy rzeźbiarskie.

Droga w dół prowadzi klatką schodową używaną przez lokatorów i służbę. I ten fragment budynku jest bardzo przemyślany i funkcjonalny. Warto zwrócić uwagę, jak zmieniają się rozmiary okien, które wychodzą na wewnętrzne patio domu – im niższe piętro, tym otwory większe. W ten sposób Gaudí zapewnił równomierny dostęp światła na wszystkich poziomach domu. Efekt jednorodności oświetlenia wzmacnia gra kolorów. Błękitne kafelki, którymi wyłożony jest szyb wewnętrznego patio, są ciemniejsze na górze, gdzie naturalna intensywność blasku jest większa, i jaśniejsze na dole, gdzie dociera mniej promieni słonecznych.

I jeszcze wzmianka dla miłośników kina. Tajemnica kryjąca się w fasadzie (za fasadą?) Casa Battló skłoniła Brytyjczyka Jima McBrida do umieszczenia w budynku części akcji thrillera Uncovered, nakręconego na podstawie znanej powieści Arturo Pérez-Reverte Szachownica flamandzka (1994). Reżyserska wyobraźnia kazała zlokalizować w domu Gaudíego sklep i mieszkanie należące do Johna Wooda, geja, który współpracuje z główną bohaterką Kate Beckinsale w rozwikłaniu mrocznej tajemnicy partii szachów.

Po wyjściu z Casa Batlló skręćmy w lewo, w carrer d’Aragó. Po przejściu kilkudziesięciu metrów staniemy przed ceglaną fasadą dawnego wydawnictwa Montaner i Simon (c/Aragó nr 255), obecnie siedziby Fundacji Antoniego Tàpiesa**. To jeden z pierwszych modernistycznych budynków w Barcelonie, wzniesiony już w 1886 roku. Jego twórca, Lluís Domènech i Montaner, przyjął zamówienie swego wuja, Ramóna de Montanera i Vila oraz jego wspólnika Francesca Simona na zaprojektowanie siedziby firmy wydawniczej, w której znalazłoby się miejsce zarówno na biura, jak i na drukarnię i magazyn. Pomysł umieszczenia – było nie było – sporego przedsiębiorstwa w centrum najlepszej rezydencjalnej dzielnicy miasta był dla architekta dużym wyzwaniem. Efekt pracy budzi jednak respekt i uznanie. Montaner, prekursor estetyki modernizmu, zrezygnował z modnych wcześniej klasycznych form stylistycznych i zdecydował, że fasada powstanie po prostu z surowej cegły. Materiał ten z jednej strony pozwolił mu na zasygnalizowanie przemysłowego charakteru budynku, z drugiej – umożliwił zastosowanie nowatorskich form zdobniczych. Warto popatrzeć, w jaki sposób ceglany fryz nad łukami wysokich okien parteru przywołuje na myśl rytmiczne motywy islamskie. W dolnej części budynku zwracają uwagę kute kraty, które wkrótce potem stały się charakterystycznym elementem wielu budowli modernistycznych. W zwieńczeniu fasady Montaner umieścił szereg symbolicznych elementów związanych z wydawnictwem – kompas, książkę i popiersia Dantego, Cervantesa i Szekspira. Enigmatyczny obiekt na dachu, wypełniający brzydką wyrwę spowodowaną przez sąsiedztwo dwóch znacznie wyższych domów, to Nùvol i Cadira (Obłok i Krzesło), rzeźba Antoniego Tàpiesa wykonana z aluminium i szkła. Konstrukcja ma jasny związek z nowym – od 1990 roku – użytkownikiem budynku. Fundació Antoni Tàpies prezentuje w pięknie odrestaurowanym, postindustrialnym wnętrzu z żeliwnymi kolumnami kolekcję prac sławnego katalońskiego abstrakcjonisty. Są wśród nich charakterystyczne dzieła wykonane z użyciem mieszanych technik i materiałów – na przykład farby mieszanej ze słomą i gliną. Na małym zewnętrznym tarasie króluje gigantyczny trzymetrowy obiekt przedstawiający Calcetin (Skarpetę). Ślicznie wygląda biblioteka Fundacji urządzona we wnętrzu i szafach dawnego magazynu wydawnictwa. Ciekawe informacje o inspiracjach artysty przynosi zgromadzona przez niego samego mała prywatna kolekcja dzieł sztuki egzotycznej i europejskiej, pokazana w podziemiach budynku. Ci, którzy nie odwiedzą wnętrza Fundacji, mogą obejrzeć jedną ze znanych rzeźb Tàpiesa – Homenatge a Picasso (Hołd dla Picassa) przy Parku Ciutadella, na trasie innego ze spacerów opisanych w tym przewodniku.

Zróbmy jeszcze małą pętelkę, przejdźmy po carrer d’Aragó 20 metrów i skręćmy w lewo w Rambla de Catalunya. Drugi z domów po naszej lewej ręce to Casa Dolors Calm (Rambla de Catalunya nr 54). Jest dziełem Josepa Vilaseca i Casanovasa, autora monumentalnego Arc de Triomf, który stoi przy Parku Ciutadella. Budynek ma piękną fasadę pokrytą sgraffito o niezwykłym liliowym kolorze. Ogromne motywy kwiatowe zdobią spodnią stronę trybuny, zajmującej niemal całą szerokość domu. Na parterze działała jeszcze do 2018 roku Ferretería Villá, wspaniale staroświecki sklep z artykułami metalowymi, w którym można było dostać pięknie wypracowane, mosiężne repliki modernistycznych okuć drzwi i szaf, klamki, uchwyty, pokrętła. To było ostatnie takie miejsce w Barcelonie.

Wróćmy na Passeig de Gràcia tą samą drogą, przez carrer d’Aragó. Na Rambla de Catalunya, jedną z najprzyjemniejszych ulic centrum miasta jeszcze wrócimy. Za kilkanaście minut.

Zmierzając w górę Passeig de Gràcia, przed skrzyżowaniem z carrer de València zobaczymy po parzystej stronie ulicy Casa Viuda Marfà** (nr 66) ukończony w roku 1905. Budynek, który wyróżnia się okazałą arkadą wejściową o trzech łukach i wznoszącą się powyżej otwartą trybuną, jest jednym z najlepszych przykładów stylistyki neogotyckiej w czasach, gdy królowała już bezspornie estetyka modernizmu. Po drugiej stronie carrer de València, na narożniku przed wejściem do Hotelu Majestic, warto zwrócić uwagę na uliczną latarnię-ławkę, jedną z 31 identycznych zaprojektowanych w 1906 roku przez Pere Falquésa. Służąc celom praktycznym, miały zarazem harmonijnie współgrać z architekturą Passeig de Gràcia, najbardziej prestiżowej ulicy miasta. Wydaje się, że rezultat spełnił wszystkie oczekiwania władz Barcelony.

Skręćmy w prawo w carrer de València. Tuż za rogiem, pod numerem 284, trafiamy do Museu Egipci de Barcelona** (Muzeum Egipskie). Warto zajrzeć, by zobaczyć wspaniałą kolekcję przedmiotów codziennego użytku, ozdób i obiektów grobowych z czasów starożytnego Egiptu, jaką zgromadził Jordi Clos, właściciel luksusowego barcelońskiego hotelu. Muzeum nie przytłacza wielkością, jest świetnie zorganizowane i pomysłowo podzielone na działy tematyczne (faraon, urzędnicy, biżuteria, mumifikowanie itd.). Wszystkim, którym zdarza się walczyć z sennością podczas pracy, polecam szczególnej uwadze zgrabną podpórkę pod brodę podtrzymującą opadającą głowę, wytworzoną w XX wieku p.n.e.

Wróćmy carrer de València w kierunku, z którego przyszliśmy i przetnijmy Passeig de Gràcia. Kilkadziesiąt metrów za skrzyżowaniem zobaczymy budynek, który architekt Josep Domènech i Estapà zaprojektował w 1908 roku na własne potrzeby (c/València 241). Fasada zaskakuje dwiema cechami. Po pierwsze, jest ceglana, co w budynkach mieszkalnych wznoszonych na terenie Eixample należało do rzadkości. Po drugie, jest asymetryczna, wielkiemu wykuszowi z lewej strony odpowiada pionowa linia okien w płaszczyźnie muru z prawej. Historycy architektury wskazują, że kompozycja taka bliższa jest modernizmowi środkowoeuropejskiemu niż wzorcom katalońskim, do których Domènech Estapà zawsze jakoby zachowywał dystans.

Po chwili staniemy znowu na skrzyżowaniu z Rambla de Catalunya, gdzie na przeciwległym, ukośnie ściętym narożniku zobaczymy zaprojektowaną przez tego samego architekta modernistyczną aptekę Farmàcia Bolós*. Jest godna uwagi, w dobrym stanie zachowały się bowiem liczne elementy zdobnicze lokalu – majestatyczny szyld z nazwą firmy i witraż z drzewkiem pomarańczowym, a także niemal kompletne wyposażenie, piękne szafy i dekoracja malarska wnętrza.

Idźmy w górę po Rambla de Catalunya**. To, jak wspomniałem wcześniej, wyjątkowo przyjemna ulica. Zadrzewiona, pełna zabytkowych domów, sklepów, kawiarni i restauracji, a zarazem w jakiś sposób kameralna. Pozbawiona pośpiechu i hałaśliwej mieszaniny turystów i ulicznych artystów – jak Ramblas – i nie tak pompatyczna jak Passeig de Gràcia.

 

Gorseciarskie fantazjeUdałem się z Lulú do sklepu z bielizną na Rambla de Cataluña, tuż przy kinie Alexandra. Ekspedientki świetnie znały Lulú. Chodziłem za nią krok w krok po całym sklepie, obserwując, jak przegląda nieskończoną liczbę gorseciarskich fantazji, na których widok męska wyobraźnia przekraczała barierę dźwięku. To było zdecydowanie bardziej podniecające niż szachy.Carlos Ruiz Zafón,Marina, Warszawa 2009, tłum. Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas

 

Pod numerem 78, po prawej stronie ulicy, stoi Casa Juncosa zbudowana w 1909 roku, z okazałym wykuszem-trybuną pierwszego piętra i bogato zdobionym balustradami sąsiadujących balkonów. Kilka posesji dalej, na rogu z carrer de Mallorca, znajduje się Casa Josep i Ramón Queraltó** (nr 88), ozdobiona eleganckim motywem różowego sgraffito na kremowym tle. Zachęcam do stanięcia pod narożnym okrągłym balkonem i do spojrzenia w górę, na jego rzeźbioną podstawę. Przetnijmy carrer de Mallorca i zmierzajmy dalej prawą stroną ulicy. Na skrzyżowaniu z carrer de Provença powinien po lewej zwrócić naszą uwagę biały Casa Verdú (nr 101) z bogatymi ornamentami nadproży okiennych i falującą linią balkonów.

Zakręćmy w prawo. Carrer de Provença doprowadzi nas ponownie do Passeig de Gràcia. Z tego miejsca roztacza się najlepszy widok na kolejne dzieło Gaudíego – Casa Milà****. Mimo upływu lat i faktu, że przyzwyczailiśmy się do różnych, najbardziej wymyślnych konstrukcji współczesnej architektury, budynek o kamiennej, falującej fasadzie robi nadal wielkie wrażenie. W 1984 roku UNESCO zdecydowało się go umieścić na swej Liście Światowego Dziedzictwa.

Przed rokiem 1905 stał w tym miejscu skromny trzypiętrowy dom z ogrodem z lat siedemdziesiątych XIX wieku. W rok później parcelą zainteresowało się niezwykłe małżeństwo. On, Pere Milà i Camps, barceloński przedsiębiorca budowlany, dandys i amator nowinek technicznych, szokujący Barcelończyków ostentacyjnym zamiłowaniem do luksusu (wzbudzał sensację za kierownicą jednego z pierwszych samochodów na ulicach miasta). Ona, Roser Segimón i Artells, spadkobierczyni fortuny pozostawionej przez pierwszego męża, który wzbogacił się na handlu z hiszpańskimi posiadłościami w Ameryce. Ekstrawagancka para zdecydowała się poświęcić część swego bajecznego majątku na wzniesienie przy Passeig de Gràcia budynku, który przyćmiłby splendorem wszystkie inne arcydzieła modernizmu stojące już przy najokazalszej ulicy miasta. Parcela na rogu z carrer de Provença była idealną lokalizacją.

Do zaprojektowania i poprowadzenia budowy Milà zaangażował 54-letniego Gaudíego, który ukończył właśnie prace przy Casa Battló. Architekt uzyskał – przynajmniej w pierwszym momencie – wolną rękę we wszystkich kwestiach stylistycznych i finansowych. Wkrótce potem Gaudí przedstawił plany budynku – ośmiopiętrowego obiektu o kubaturze i wysokości znacznie przekraczającej normy przyjęte przez władze miejskie. Nie rozmiary okazały się jednak najbardziej problematyczne (Ajuntament zgodził się odstąpić od przyjętych rygorów), ale niezwykła forma gmachu. Gaudí zaprojektował konstrukcję będącą – można rzec – ogromną rzeźbą przypominającą skały Montserrat, budowlę z kamienną fasadą*** pozbawioną kątów prostych, z jamowatymi otworami okien i balkonów z kutymi w żelazie najzupełniej nieregularnymi balustradami (te ostatnie były dziełem rzeźbiarza Josepa Maria Jujola, autora sławnej ławki w Parku Güell, stałego współpracownika architekta). Szczyt domu miała wieńczyć ogromna, czterometrowa grupa rzeźbiarska przedstawiająca Matkę Bożą Różańcową w otoczeniu archaniołów Michała i Gabriela.

Zaproponowana przez Gaudíego wizjonerska architektura wzbudziła wielkie kontrowersje. Gdy w trakcie prac kształt Casa Milà zaczął przybierać konkretne kształty, łamy prasy wypełniły liczne głosy pełne krytycyzmu i złośliwe karykatury. Wśród epitetów, jakimi opatrzono budynek, określenie „La Pedrera” (Kamieniołom), które przylgnęło potem na stałe do dzieła Gaudíego, należałoby zaliczyć do umiarkowanych. Gmach porównywano do śmietnika rybich wnętrzności, do parkingu dla sterowców, do bunkra i do posesji dotkniętej trzęsieniem ziemi. Malarz Santiago Rusiñol żartował, że mieszkańcy Casa Milà, żyjąc w miejscu przypominającym jaskinię, powinni trzymać w charakterze zwierząt domowych nie psy, lecz węże, a odwiedzający Barcelonę Georges Clemenceau miał stwierdzić, iż Katalończycy tak bardzo przywiązani są do legendy o świętym Jerzym, że zdecydowali się wybudować w stolicy dom dla smoków.