Barcelona. Nieśpiesznie. Tom I - Marek Pernal - ebook
NOWOŚĆ

Barcelona. Nieśpiesznie. Tom I ebook

Marek Pernal

0,0

Opis

Są w stolicy Katalonii miejsca, o których wiedzą wszyscy. Są też uliczki, placyki, zaułki, knajpki, do których wiodą ścieżki magiczne – znane tylko wtajemniczonym. Ścieżki, na których znaki orientacyjne ustawiły historia, literatura, film. I ludzie

To przewodnik po Barcelonie, który – choć w dwóch tomach – swobodnie mieści się w kieszeni. Albo w damskiej torebce. W kompaktowej formie zawarta jest jednak solidna porcja wiedzy – i tej praktycznej, i tej pięknej. Autor przewodnika – Marek Pernal – to historyk, erudyta i dyplomata, który jako konsul RP w Barcelonie poznał miasto na wskroś. Z wielką swadą opowiada jego dzieje, przypomina bohaterów (nie brak wśród nich Polaków), tłumaczy nie tylko zawiłości siatki ulic, ale też najważniejsze nurty architektury, sztuki, dzieł literackich i filmowych związanych z Barceloną. I oprowadza – nieśpiesznie, uważnie, krok za krokiem – po najważniejszych i najpiękniejszych miejscach. O każdym niemal gzymsie i progu potrafi opowiedzieć anegdotę, wyłuskuje z historii miasta postaci wielkie i zapomniane, sławne i tajemnicze. Jego opowieść aż się skrzy od skwapliwie dobranych, związanych z miejscem cytatów literackich z dzieł Eduarda Mendozy, Carlosa Ruiza Zafóna, Artura Pérez-Reverte, Gabriela Garcíi Márqueza, Manuela Vázqueza Montalbána, ale też George’a Orwella, Jeana Geneta czy Melchiora Wańkowicza i wielu, wielu innych. Wielbiciele kuchni katalońskiej i dobrego wina również nie będą zawiedzeni – znajdą tu wiele cennych wskazówek.

Bo to jest książka do zwiedzania – i do czytania. 

TOM I
Trasa I, Plaça de Catalunya i Rambla
Trasa II, Dzielnica Gotycka część północna, Plaça del Rei i katedra
Trasa III, Plaça de Sant Jaume
Trasa IV, El Call i Dzielnica Gotycka część południowa
Trasa V, El Raval
Trasa VI, La Ribera
Trasa VII, Sant Pere
Trasa VIII, Wokół Port Vell, Barceloneta
Trasa IX, Wzdłuż plaż, Poblenou

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 179

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Koncepcja, redakcja, korekta:

Redakcja-Kreacja

 

Projekt okładki:

Tomasz Fedor

 

Skład:

Marta Jedlińska

[email protected]

+48 695 850 130

 

Wydawca:

Oficyna Wydawnicza Kontynenty

ul. Klonowa 13

05-220 Zielonka

[email protected]

 

Copyright © by „Kontynenty” 2025

 

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Wydanie I

Zielonka 2025

 

ISBN: 78-83-97215-99-3 (tom I)

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Dedykacja

Wstęp

Kilka rad praktycznych

TRASA I. Plaça de Catalunya i Rambla

TRASA II. Dzielnica Gotycka część północna, Plaça del Rei i katedra

TRASA III. Plaça de Sant Jaume

TRASA IV. El Call i Dzielnica Gotycka część południowa

TRASA V. El Raval

TRASA VI. La Ribera

TRASA VII. Sant Pere

TRASA VIII. Wokół Port Vell, Barceloneta

TRASA IX. Wzdłuż plaż, Poblenou

 
 
Zosi
Wstęp
 
 

Jeśli lecicie do Barcelony samolotem i macie możliwość wyboru miejsca na pokładzie, to proście o fotel przy oknie po prawej stronie. Lotnisko El Prat leży kilkanaście kilometrów na południowy wschód od miasta, niemal nad samym morzem. Samoloty podchodzą do lądowania od północy, wzdłuż linii brzegowej i pasażerowie siedzący po prawej stronie mają wyjątkową okazję obejrzenia całej Barcelony z niewielkiej odległości i raptem kilkusetmetrowej wysokości. To szczególna perspektywa. Pozwala spojrzeć na katalońską metropolię niemal tak, jak gdybyśmy nachylali się nad rozłożonym przed nami ogromnym planem miasta. I tylko z pokładu samolotu można dostrzec niezwykły obraz: gdy maszyna lecąca wzdłuż brzegu mija obszary gęstej śródmiejskiej zabudowy, widać, jak co kilka sekund chaos dachów na ułamek chwili zostaje uporządkowany nienagannie prostymi cięciami – korytarzami ulic zbiegających idealnie równolegle, w regularnych odstępach, od strony wzgórz ku morzu. Zapewniam, nie ma lepszego sposobu, by ogarnąć wzrokiem geometryczną strukturę Barcelony zaplanowaną 150 lat temu przez Ildefonsa Cerdà. Ale musicie siedzieć przy oknie po prawej stronie...

Chciałbym, aby ten przewodnik stał się dla Czytelników źródłem jak największej ilości rad i informacji, które rozszerzą perspektywy patrzenia na to niezwykłe miasto. By będąc towarzyszem przechadzek, zwracał uwagę na detale, które mogą zostać przeoczone wśród bogactwa wrażeń – i na konteksty, dzięki którym łatwiej uporządkować obserwacje. Szczególną rolę powierzam przy tym odniesieniom literackim i filmowym oraz śladom – wcale licznym – wizyt Polaków w stolicy Katalonii. Zachęcam, przed lub po pobycie w Barcelonie, do skonfrontowania własnych oczekiwań i wrażeń z wizją miasta, jaką utrwalili w swych dziełach Almodóvar i Tykwer, Orwell i Mendoza, Sienkiewicz i Wańkowicz. Wybrane tropy filmo- i bibliograficzne oraz fragmenty polskich przekładów literatury obcojęzycznej towarzyszą opisom niemal wszystkich spacerów.

Spędziłem w Barcelonie cztery wspaniałe lata, odwiedziłem najbardziej odległe zakątki miasta. A przecież nie mam poczucia, że odkryło przede mną wszystkie tajemnice. Wręcz przeciwnie, łapię się na tym, że nadal zaskakuje mnie zapoznanymi placykami, zaułkami, gdzie dziwnym trafem nigdy nie skierowałem kroków czy też nieoczekiwaną, urokliwą knajpką. Do wielu z tych miejsc nie trafiłbym, gdyby nie pomoc, rady i wskazówki osób, które przez owe lata towarzyszyły mi w Barcelonie, a którym w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować. Kilka z nich było pierwszymi czytelnikami tej książki i ich opiniom zawdzięcza ona wyjątkowo dużo. Dziękuję zatem moim bliskim, Ewie, Joannie i Joachimowi, dziękuję Izie i Markowi Obołończykom, Hannie Podolskiej, Piotrowi Perskiemu, a także setkom znajomych i przyjaciół, gościom z Polski, z którymi niezliczoną ilość razy przemierzałem miasto. Należała do nich moja Mama, która mimo wieku i stanu zdrowia zawsze była gotowa na kolejną wyprawę do Barcelony. Ich ciekawość i dociekliwość stała się później nieocenioną wskazówką przy pisaniu. Za pomoc w poszukiwaniu kontekstów historycznych szczególne słowa wdzięczności należą się nieocenionemu Markowi Kunickiemu. Dziękuję także katalońskim przyjaciołom: Katy Carreras-Moysi, Roser Clavell i Soldevila, Carlosowi González López, Jaume Martin Pujol, Alberto Estrada Vilarrasa, Enrique Cucurella i Esteve, Joan Dexeus, Josepowi Felix Bentz i Juanowi Javier Bofill, Krystynie Tozer i Eugenio Malm. Wszystkim Pernalom, katalońskim krewniakom z Seu d’Urgell i Andorry. I Ericowi Rosas, który nie jest Katalończykiem, ale czuje się w Barcelonie jak u siebie w domu. Pokazali mi miejsca i okolice, do których sam pewnie bym nie dotarł. Bez nich pobyt w Barcelonie nie byłby tym, czym był.

Kilka rad praktycznych
 
 

Jeśli jesteście w Barcelonie z bardzo krótką wizytą i nie macie szans, by obejrzeć wszystkie miejsca godne uwagi w trakcie długiego spaceru – spróbujcie odwiedzić przynajmniej niektóre z ośmiu obiektów, które oznaczyłem w tym przewodniku czterema gwiazdkami. Wydają mi się najważniejsze i najciekawsze. Do Casa Milà, kościoła Sagrada Família i Palau Güell zawsze ustawia się ogromna kolejka. Ale jeśli przyjdziecie jeszcze przed porannym otwarciem, czas oczekiwania może nie być długi. Tłumy zmniejszają się także pomiędzy godzinami 13 a 15, gdy znaczna część zorganizowanych grup wycieczkowych je posiłek. Najlepiej zawsze kupować bilety z wyprzedzeniem przez internet.

Centrum jest zwarte, ale cała Barcelona – dość rozległa. Korzystajcie bez obawy z komunikacji publicznej, nie tylko z metra, ale także ze świetnie funkcjonujących autobusów. W mieście z taką ilością wspaniałych fasad jazda autobusem jest po prostu formą zwiedzania. Do autobusu wchodzi się tylko przednimi drzwiami. Taksówki są zaskakująco tanie, stosują jednolitą urzędową taryfę. Ich kierowcy – wzorowo uczciwi.

Nie dajcie się okraść. Barcelona choć jest miastem przyjaznym i bezpiecznym, cierpi na plagę kieszonkowców. Złodzieje wybierają miejsca o dużym natężeniu ruchu turystycznego – okolice kawiarni Zurich na Plaça de Catalunya, Ramblę, plaże, metro i autobusy. Działają w grupach, wykorzystując przemyślne triki mające odwrócić uwagę ofiary. Jeśli ktoś zbliża się z nieoczekiwaną ofertą, prośbą lub pomocą – baczcie na torbę i kieszenie. Gdy mimo wszystko padniecie ofiarą kradzieży, należy zgłosić się na posterunek katalońskiej policji Mossos d’Esquadra i poprosić o sporządzenie denuncia (protokołu). To szczególnie ważne, gdy skradziono dokumenty, zabezpiecza bowiem przed nieuprawnionym użyciem ich przez złodzieja!

Jeśli możecie wybierać termin podróży – nie przyjeżdżajcie w sierpniu. Miasto dusi się od upału. Barcelończycy gremialnie biorą urlop i wyjeżdżają na wakacje, a po ulicach rozpalonych żarem krążą wyłącznie oszołomieni temperaturą turyści. Znaczna część restauracji i sklepów jest przez cały miesiąc zamknięta, a sezonowe ceny usług szybują w górę. Tłok i ilość śmieci pozostawianych wieczorem na plażach (do rana są uprzątane) przekraczają wszelką miarę. Jeśli macie wolny wybór – zdecydujcie się na przyjazd pomiędzy kwietniem a końcem maja lub od połowy września do końca października.

Zaopatrzcie się w lornetkę lub w aparat z solidnym zoomem. Oba style dominujące w tutejszej architekturze, gotyk i modernizm, są bogate w detale architektoniczne i zdobnicze. Piękno owych szczegółów można dostrzec znacznie lepiej w dużym zbliżeniu. Docenicie tę radę, oglądając fasady kościoła Sagrada Família i zworniki sklepień Santa Maria del Mar.

Jeśli lubicie dobrą kuchnię i jesteście przygotowani na niewygórowane wydatki (ale i wtedy, gdy macie zasobniejszą kieszeń), korzystajcie z menú del día. Niemal każda restauracja, (nawet te najdroższe, w których wieczorna kolacja kosztuje fortunę), oferuje w środku dnia, między 13 a 16, menu obiadowe złożone z krótszego zestawu dań do wyboru (pierwsze, drugie, deser, wino lub inne napoje).

 
TRASAI
Plaça de Catalunya i Rambla

Czas: 1,5-2 godziny

 

               Fontanna Canaletes

 

               Portaferrissa

 

               Palau de la Virreina

               La Boquería

               Gran Teatre del Liceu

              Plaça Reial

              Kolumna Kolumba

 
 

W treści przewodnika gwiazdkami oznaczono obiekty, które MOŻNA (*), WARTO (**), TRZEBA (***) i KONIECZNIE TRZEBA (****) zobaczyć.

 
 

Zacznijmy nasze spacery po Barcelonie od dwóch miejsc, których nie sposób przeoczyć nawet podczas najkrótszego pobytu w Barcelonie, od Plaça de Catalunya i od Rambli.

Plaça de Catalunya o kształcie nieregularnego trapezu jest centralnym punktem orientacyjnym i głównym węzłem komunikacyjnym stolicy Katalonii. Tu krzyżują się trzy linie metra i kolei podmiejskiej, tu stają wszystkie autobusy nocne i piętrowe autobusy turystyczne. Z placu łatwo dojechać na każdy z barcelońskich dworców i łatwo dotrzeć do każdej dzielnicy ogromnej metropolii. To miejsce ważne dla wszystkich nowo przybyłych także z tego powodu, że mieści się tu centralny punkt informacji turystycznej.

Biegnąca od Plaça de Catalunya w kierunku nabrzeża Rambla jest wizytówką Barcelony. 1200-metrowy bulwar stanowi scenę i widownię nieustannego spektaklu, w którym udział biorą turyści i Barcelończycy, uliczni aktorzy zastygający w pozach „żywych posągów” i skupieni na swych modelach „dziesięciominutowi” portreciści, kelnerzy lawirujący z tacami wśród samochodów i goście obsiadający stoliki kawiarni, widzowie tłoczący się przed wejściem do Gran Teatre del Liceu i naciągacze mamiący wygraną „w trzy karty”, sprzedawcy kwiatów i handlarze oferujący swe nielegalne towary, widoczni policjanci i niewidoczni kieszonkowcy, nobliwe familie na rodzinnym spacerze i wyzywające prostytutki... Rambla działa jak magnes, chociaż wielu mieszkańców miasta jest zdania, że sławna ulica straciła swój dawny szarm eleganckiej promenady i że dziś na wysadzanym platanami deptaku tłoczą się wyłącznie cudzoziemcy i natrętni sprzedawcy. To prawda, przepychanie się przez hałaśliwą ciżbę z uwagą skupioną na ochronie portfela bywa męczące. To prawda, ceny w ulicznych lokalach są tu wyższe niż gdzie indziej. To prawda, nie jest dobrym pomysłem przechadzka po Rambli, szczególnie w jej dolnej części, późną nocą. To prawda... a jednak trudno sobie wyobrazić pobyt w Barcelonie i rezygnację ze spaceru po „najsławniejszej ulicy Hiszpanii”.

***

Jeszcze w I połowie XIX wieku teren, na którym rozciąga się dziś Plaça de Catalunya, znajdował się tuż za murami miejskimi i służył jako pola uprawne. Gdy w 1858 roku rząd madrycki zezwolił na zburzenie fortyfikacji i uwolnienie miasta duszącego się w ciasnej, średniowiecznej przestrzeni, natychmiast rozpoczęto prace nad planem rozbudowy Barcelony. Dwa konkurujące ze sobą projekty urbanistyczne rozpatrywane przez magistrat reprezentowały zupełnie odmienne wizje rozwoju miasta. Antoni Rovira i Trias zaplanował układ ulic rozchodzących się promieniście od zabytkowego centrum. W jego koncepcji teren obecnego Plaça de Catalunya miał się stać centralnym punktem nowej Barcelony. Architekt zaplanował w tym miejscu ogromny plac o rozmiarach 400 na 800 metrów noszący nazwę Forum Isabel II. Promieniście rozbiegające się ulice nadałyby rozbudowanej części miasta charakter hierarchiczny, okolice bliżej centralnego punktu byłyby lokalizacją wyraźnie uprzywilejowaną. Autor drugiego projektu, Ildefons Cerdà i Sunyer, zaproponował model dużo bardziej „demokratyczny”, zbudowany na regularnej siatce ulic przecinających się pod kątem prostym, z nowym centrum odsuniętym daleko w kierunku północnowschodnim, w miejscu dzisiejszego Plaça de les Glòries Catalanes. W jego projekcie teren współczesnego Plaça de Catalunya miał być zabudowany domami, a skromnie wyróżnionym punktem tej części miasta miało się stać pobliskie skrzyżowanie Gran Via de les Corts Catalanes i Passeig de Gràcia. Życie okazało się jednak silniejsze od papierowych projektów, ponieważ środowisko barcelońskiej burżuazji domagało się przestrzeni publicznej, która integrowałaby nową i starą część miasta. Kompromisowym rozwiązaniem okazało się przyjęcie do realizacji planu Cerdy z istotnymi modyfikacjami. Jedną ze zmian była budowa placu, któremu nadano miano Plaça de Catalunya. Zadanie przygotowania projektu powierzono w 1915 roku wybitnemu architektowi Josepowi Puig i Cadafalch. Prace budowlane, rozpoczęte w 1925 roku, trwały dwa lata. Nowo wytyczoną przestrzeń miejską uroczyście otworzył 2 listopada 1927 roku król Alfons XIII.

W latach trzydziestych przy placu wzniesiono szereg okazałych budynków banków, hoteli i siedzib wielkich firm handlowych. Dziś obiektem, który dominuje nad otoczeniem jest ogromna, monotonna bryła domu towarowego El Corte Inglés, zbudowanego w 1962 roku i zajmującego całą wschodnią stronę placu. Zacznijmy nasz spacer od tego miejsca. Do El Corte Inglés można się oczywiście wybrać na zakupy, ale atrakcją godną szczególnego polecenia jest wizyta w kawiarni na ostatniej kondygnacji budynku. Z perspektywy dziewiątego piętra świetnie widać założenia urbanistyczne Plaça de Catalunya – marmurową gwiazdę ułożoną na nawierzchni centralnej części skweru oraz stojące wokół liczne rzeźby.

 

Bitwa o Hotel ColónPo północnej stronie placu, którą zajmuje dzisiaj monumentalny budynek Banesto z charakterystyczną wieżą opatrzoną napisem Banco Español de Credito, stał do 1942 roku sławny Hotel Colón, w czasie wojny domowej centralna siedziba Partit Socialista Unificat de Catalunya (PSUC), czołowej siły politycznej w Katalonii od 1936 roku aż do upadku Republiki w 1939. W momencie wybuchu walk między legalnym rządem a faszystami dominujący nad okolicą budynek stał się miejscem szczególnie krwawych walk, których świadkiem był André Malraux i które później znalazły odbicie na kartach powieści Nadzieja:Przybyli na Plac Katalonii. Na wprost nich hotel Colon górował nad placem wieżą kształtu ananasa i karabinami maszynowymi. (...) Ze trzydziestu robotników rzuciło się poprzez wyniosły skwer na środku placu, starając się skorzystać z tych kilku drzew, które go otaczały. Karabiny maszynowe otworzyły ogień, pokładli się wieńcem. (...) Na asfalcie bardzo szerokiego bulwaru, który otaczał skwer, kule skakały jak owady. Ileż okien! Puig policzył okna hotelu: więcej niż sto. Wydało mu się, że w wielkich literach O ogromnego dachu: COLON gnieździły się karabiny maszynowe.André Malraux,Nadzieja, Warszawa 1939,tłum. Ksawery Pruszyński

 

Osiem kamiennych posągów po północnej stronie placu miało stanowić dekorację zaplanowanego w tym miejscu pawilonu, który ostatecznie nie powstał. Umieszczono je więc na niewielkim tarasie otoczonym balustradą. Rzeźby pochodzą z lat 1888-1910 i przedstawiają Kobietę z dzieckiem i fletem, Młodość, Kowala, Macierzyństwo, Kobietę, Postać kobiecą, Pasterza z fletem i Żeglowanie. Na czterech dużych cokołach pod koniec lat dwudziestych ustawiono grupy postaci ukazujących wszystkie prowincje Katalonii. Barcelonę symbolizuje alegoria przemysłu, Gironę – rolnictwo, Tarragonę – świat antyku i morze, a Lleidę – trzy kobiety z dziećmi. W narożniku placu od strony carrer Fontanella umieszczono w 1928 roku dwie pełne dynamizmu rzeźby postaci okiełznujących konie, przedstawiające Pracę i Mądrość*.

Tuż przy cokołach obu posągów znajdują się schody prowadzące do podziemnego pasażu, w którym działa wspomniana wcześniej centralna informacja turystyczna Barcelony. Warto tu zajrzeć i zaopatrzyć się w bezpłatne plany miasta i foldery informujące o aktualnych atrakcjach turystycznych. Można tu także kupić bilety na imprezy kulturalne.

Skoro stoimy w tym miejscu, warto przejść 30 metrów carrer de Fontanella w stronę Plaça d’Urquinaona. Na gładkiej fasadzie El Corte Inglés zamontowano tu modernistyczne okno, jedyną pozostałość po Casa Sicart, który stał w tym miejscu i został zburzony w latach dziewięćdziesiątych w związku z rozbudową domu towarowego. Okno, piękny przykład filigranowej pracy kamieniarskiej, zostało zaprojektowane dla salonu muzycznego, dlatego w ornamentach nad każdą z czterech kolumienek niosących górną część konstrukcji można odszukać postać kobiecą grającą na jakimś instrumencie. Po przeciwległej stronie ulicy Fontanella, w domu pod numerem 10, na rogu z wąziutką carrer d’Estruc w latach 1923-1969 mieścił się Konsulat Honorowy Rzeczypospolitej Polskiej w Barcelonie.

 

Konsulat wolnej Polski 1923-1969Polska placówka, powołana do życia decyzją Ministra Spraw Zagranicznych RP 4 grudnia 1923 roku, obejmowała swą działalnością Katalonię, Aragonię oraz Wyspy Baleary. Pierwszym konsulem honorowym został Juan Claudio Pons, markiz de Rialp. Nie pełnił długo swej funkcji. Już w marcu 1931 roku zastąpił go Eduard Rodón y Blasa, kataloński przedsiębiorca utrzymujący kontakty handlowe z Polską, żonaty z Polką Hanną Klemensiewicz. W 1932 roku konsulat wraz z nowo powstałą Polsko-Hiszpańską Izbą Handlową rozpoczął działalność w obszernym lokalu przy carrer Fontanella 10. Konsul Rodón y Blasa oraz zatrudniona w placówce sekretarz konsulatu, Wanda Morbitzer, rozwinęli działalność na rzecz mieszkających w Katalonii Polaków, założyli klub i czytelnię czasopism, organizowali wystawy i koncerty, udzielali pomocy polskim marynarzom wpadającym w tarapaty w barcelońskim porcie. Izba Handlowa ułatwiała kontakty gospodarcze z Polską, wydawała zaświadczenia i certyfikaty, publikowała dwujęzyczny biuletyn. Sytuacja konsulatu skomplikowała się po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku, gdy w Katalonii broniącej się przed faszystami zaczęło brakować żywności, a Barcelona stała się celem nalotów. Prawdziwym wyzwaniem dla dwuosobowego personelu placówki okazały się jednak dopiero lata II wojny światowej. Konsulat zaczął pełnić rolę placówki ułatwiającej podróż tysiącom polskich uchodźców, którzy usiłowali dotrzeć przez Hiszpanię do Wielkiej Brytanii. Po upadku Francji w 1940 roku fala uciekinierów przekradających się przez Pireneje i potrzebujących pomocy jeszcze się nasiliła. W konsulacie wyposażano ich w fałszywe dokumenty, skromne wsparcie finansowe i ekspediowano do Poselstwa RP w Madrycie, które organizowało dalszy przerzut do Anglii przez Gibraltar lub Portugalię. Aktywność placówki nie uchodziła uwadze policji hiszpańskiej i współpracujących z nią Niemców. W 1942 roku sekretarz konsulatu, Wanda Morbitzer-Tozer, ostrzeżona przez konsula brytyjskiego o grożącym jej aresztowaniu, w ostatnim momencie opuściła miasto i wyjechała do Portugalii.Zaczęli się zjawiać brudni, nieogoleni i wygłodzeni, przeważnie prości żołnierze albo niskie szarże wojskowe. Kamuflowani we francuskich transportach wojskowych cofających się na południe, docierali albo do Marsylii, albo do Pirenejów i wiali przez góry do Hiszpanii. (...) Podchodzili do Barcelony nocą, tak żeby wejść do miasta z rannym ruchem i jak najprędzej odnaleźć nasz adres. Portier był życzliwy i pomimo zamkniętego jeszcze biura sam kierował i krył nowo przybyłych przy klatce schodowej. Mała klitka naszego biura z archiwum zmieniła wygląd: zjawił się zapas herbaty, mleka skondensowanego i sucharów, maszynka elektryczna do gotowania, druga do golenia, żelazko i farba do włosów dla niektórych bezwarunkowych blondynów.Wanda Morbitzer-Tozer,Konsulat RP w Barcelonie. Pierwsza i ostatnia placówka. Z pamiętnika dla wnukówopublikowane wPolonesos a Barcelona: Un Munt d’Histories/Polacy w Barcelonie: Album historii, Barcelona 2008Nowy etap funkcjonowania barcelońskiego konsulatu RP rozpoczął się po zakończeniu wojny. Hiszpania nie uznała rządu komunistycznego w Warszawie i aż do roku 1969 poselstwo polskie w Madrycie i placówka w Barcelonie reprezentowały emigracyjny rząd polski w Londynie. W latach 1945-1955 konsulat honorowy prowadził szkołę i ośrodek wychowawczy dla ponad 130 polskich dzieci, sierot wojennych, ofiar hitlerowskiego projektu Lebensborn, które po zakończeniu działań wojennych zostały znalezione przez Polski Czerwony Krzyż w obozach dla uchodźców w Niemczech i Austrii. Budynek, gdzie mieściła się polska szkoła i placówka opiekuńcza stoi do dzisiaj, to piękna modernistyczna willa w dzielnicy Vallcarca na północy miasta przy Passeig Mare de Déu del Coll, 41-45. Działa w niej obecnie tanie, dobrze urządzone schronisko turystyczne. Może warto skorzystać? W ogrodzie willi odsłonięto w 2008 roku tablicę upamiętniającą historię polskich dzieci.Konsulat przy c/Fontanella 10 reprezentował rząd RP na emigracji aż do końca lat sześćdziesiątych i należał – obok poselstwa w Madrycie i ambasady przy Watykanie – do ostatnich placówek dyplomatycznych związanych z władzami polskimi w Londynie. Zakończył działalność w 1969 roku, bo dopiero w tym czasie Hiszpania generała Franco i PRL zdecydowały się nawiązać pierwsze kontakty (jeszcze nie stosunki!) dyplomatyczne.

 

Wróćmy na Plaça de Catalunya. W południowo-zachodnim narożniku, przed kilkumetrowym obeliskiem wznoszącym się ukośnie w górę jak graniasta skała nachylona nad brzegiem morza, stoi pomnik Francesca Macíi*, pierwszego premiera autonomicznego rządu Katalonii, dzieło Josepa Marii Subirachsa, którego najsławniejsza praca – fasada Ukrzyżowania w kościele Sagrada Família – skupi naszą uwagę w innym miejscu tej książki. Po drugiej stronie obelisku, pośrodku niewielkiej sadzawki, umieszczona została kopia rzeźby Josepa Clarà zatytułowana Diosa (Bogini)**. Zmysłowa kobieca figura stanęła na Plaça de Catalunya w 1928 roku, ale w kilka dni potem gwałtowane demonstracje ówczesnych obrońców moralności, którzy protestowali przeciwko publicznie eksponowanej nagości, zmusiły władze miasta do usunięcia dzieła. Wróciło na swoje miejsce, w postaci kopii, dopiero w 1982 roku. Oryginał obejrzymy w Ajuntament, siedzibie barcelońskiego ratusza. Czytelników zaintrygowanych przypadkami tego i innych pomników relegowanych z pejzażu miasta odsyłam do mej opowieści o „znikających pomnikach”, opublikowanej w „Kontynentach” nr 41.

Po zachodniej stronie Plaça de Catalunya stoi nowoczesny kompleks handlowy El Triangle. Na samym rogu budynku, dokładnie na wprost wylotu Rambli, mieści się sławna kawiarnia Zurich, lokal licznie odwiedzany przez turystów i mieszkańców miasta, przesiadujących przy stolikach wystawionych na chodnik. Dzisiejszy Zurich jest dokładną repliką kawiarni istniejącej w tym miejscu przed wybudowaniem w latach 90. ubiegłego wieku El Triangle. Cechą wyróżniającą dawny Zurich spośród innych ulicznych kawiarni była wyszukana elegancja kelnerów. Obecny lokal stara się, bez skutku, kontynuować tę tradycję. Nie udało mi się potwierdzić informacji, że w Cafe Zurich występował kiedyś jako pianista Jaime de Mora y Aragón, ekscentryczny brat belgijskiej królowej Fabioli.

Na lewym narożniku Rambli i Plaça de Catalunya stoi okazały budynek. Niegdyś mieściła się tu siedziba Banco Central de Barcelona, w której rozegrał się jeden z najdziwniejszych aktów terrorystycznych w historii Hiszpanii. W sobotnie przedpołudnie 23 maja 1981 roku grupa kilkunastu osób znienacka opanowała budynek, biorąc jako zakładników obecnych w tym czasie klientów i pracowników banku, łącznie ponad 300 osób! Domagali się uwolnienia pułkownika Antonio Tejero, autora nieudanego zamachu stanu, który wstrząsnął Hiszpanią cztery miesiące wcześniej, 23 lutego 1981 roku. Atak na Banco Central zakończył się fiaskiem, gdy okazało się, że ani przebywający w więzieniu Tejero ani inni prawicowi politycy nie wspierają żądań przedstawionych przez terrorystów. W ciągu 24 godzin, po krótkiej wymianie strzałów, nieudanej próbie ucieczki przez podziemia banku, negocjacjach i demonstracji siły ze strony władz, napastnicy wypuścili na Plaça de Catalunya wszystkich zakładników. Jedyną ofiarą zamachu stał się jeden z terrorystów.

Rambla***, na którą wkraczamy, ma postać szerokiego deptaku wysadzanego platanami, z wąskimi jezdniami po obu stronach. Nazwa ulicy pochodzi od arabskiego ramla (potok) i przypomina, że w odległej przeszłości znajdowało się tu koryto niewielkiej rzeczki spływającej w kierunku morza. Cała promenada to w istocie pięć łączących się ze sobą krótszych odcinków, zwanych kolejno – licząc od Plaça de Catalunya: Canaletes, Estudis, Sant Josep, Caputxins i Santa Mònica. Ich nazwy pochodzą od mieszczących się tu dawniej obiektów kościelnych, kościołów i klasztorów, dziś już w większości nieistniejących.

Na samym początku Rambli, po prawej stronie centralnej alei, znajduje się zabytkowa fontanna Canaletes*, kształtem przypominająca uliczną pompę. Znane powiedzenie głosi, że ten, kto napije się z niej wody, z pewnością powróci kiedyś do Barcelony. Okolice fontanny są tradycyjnym miejscem, w którym kibice klubu FC Barcelona hucznie świętują sukcesy swego zespołu.

 

Canaletes dla spragnionegoWyproszono mnie z radiowozu celnym kopniakiem w momencie, gdy w najlepsze kontemplowałem ruch na ulicach Barcelony, z dala od której pozostawałem przez całe pięć lat. Wylądowałem z impetem przed fontanną Canaletas i entuzjastycznie pośpieszyłem ku niej, by zaczerpnąć z jej chlorowanych wód. (...) Odzyskawszy siły, ruszyłem powoli w dół Rambli, podziwiając po drodze malownicze i tandetne drobiazgi rozłożone przez handlarzy wprost na bruku i oczekując na zapadnięcie nocy, którą zwiastowała nieobecność słońca na firmamencie.Eduardo Mendoza,Sekret hiszpańskiej pensjonarki,Kraków 2004, tłum. Marzena Chrobak

 

Rambla Canaletes, która rozpoczyna się w tym miejscu oraz następująca za nią Rambla Estudis to dwa odcinki promenady, gdzie jeszcze niedawno stały liczne kioski, w których sprzedawano żywe ptaki. Z tego powodu Barcelończycy zwykli byli nazywać ten fragment ulicy Rambla dels Ocells (Rambla ptaków). Na straganach można było kupić nie tylko gołębie, kanarki i papużki, ale także dorodne kury i koguty! Przepisy sanitarne zmusiły jednak władze miasta do zakazania takiego handlu, wbrew licznym protestom obrońców miejscowej tradycji. W 2010 roku ostatnie kioski zostały usunięte i zastąpione banalnymi stoiskami z fast foodem i pamiątkami.

 

Ptaki i granaty na RambliStragany z ptactwem działały nawet w dramatycznym, schyłkowym okresie wojny domowej, jak można wywnioskować z literackiego świadectwa, które pozostawił radziecki poeta i prozaik Ilja Erenburg, przebywający w Hiszpanii w 1938 roku. W zbiorze wierszy napisanych wówczas w Barcelonie znalazł się i taki fragment:Na Rambla w kramie pełnym ptaków/Żołnierz ogłuchły (był zraniony)/Z kanarków, drozdów, szczygłów, szpaków/Nie spuszczał oczu zachwyconych./W uszach na wieki mu zostały/Granatów gniewne nocne głosy.Ilja Erenburg,Opowieści, opowiadania, wiersze,Warszawa 1957, tłum. Włodzimierz Słobodnik

 

Na skrzyżowaniu Rambli z carrer del Bon Succés (Rambla 121) widzimy jeden z pięknych sklepów w stylu Art deco, jakich wiele spotkać można jeszcze w Barcelonie. To apteka Farmàcia Nadal*, którą dawniej prowadził „Dr Masó Arumí”, jak głosi napis nad drzwiami, ozdobionymi po obu stronach ceramicznymi kaflami koloru onyksu.

Stojący po tej samej stronie ulicy dwadzieścia metrów dalej budynek o numerze 115 to dawna siedziba Służby Zegarowej Królewskiej Akademii Nauk i Sztuki. Ta zasłużona instytucja z XVII-wiecznym rodowodem zaczęła w 1886 roku podawać urzędowy czas miasta, kładąc kres panującej w tej dziedzinie anarchii. Przez ponad ćwierć wieku, w czasach poprzedzających radio, zegar umieszczony w 1891 roku na fasadzie Akademii był dla mieszkańców Barcelony jedynym oficjalnym wskaźnikiem aktualnej godziny. Dwie wieże na dachu, dobrze widoczne z przeciwległego chodnika Rambli, służyły obserwacjom astronomicznym i meteorologicznym. Na parterze budynku ulokowano w 1922 roku kino, obecnie mieści się tu Teatre Poliorama. W części zabytkowego gmachu funkcjonują nadal archiwum i biblioteka Akademii, ale ich wnętrza są udostępniane jedynie dla celów studyjnych i naukowych.

 

Z perspektywy snajperaW maju 1937 roku, w trakcie hiszpańskiej wojny domowej, w Barcelonie wybuchły walki między komunistami a lewicowymi ugrupowaniami antystalinowskimi. Ich aktywnym uczestnikiem był angielski pisarz i publicysta George Orwell, który pisał potem:Mieliśmy pozostać w defensywie i unikać otwierania ognia, jeśli to tylko możliwe. W pobliżu, po drugiej stronie ulicy, znajdował się kinematograf Poliorama, nad nim zaś było muzeum, a wysoko ponad linią dachu mieściło się małe obserwatorium, które wieńczyły dwie bliźniacze kopuły. Ponieważ kopuły górowały nad ulicą, wystarczyło tam umieścić kilku żołnierzy z karabinami, aby udaremnić jakikolwiek atak. (...) Następne trzy dni i noce minęły mi na dachu Polioramy, skąd schodziłem jedynie na posiłki do hotelu naprzeciwko (...). Z dachu w obserwatorium można było podziwiać widok w promieniu wielu mil – jeden za drugim szereg wysokich, wysmukłych domów, szklane kopuły i fantastyczne faliste dachy zdobne we wspaniałe zielono-miedziane dachówki (...). Zamarło wszelkie życie i tylko grad pocisków wysypywał się zza barykad oraz obłożonych workami i piaskiem okien. Żaden pojazd nie przemknął po bruku; wzdłuż Ramblas stały gdzieniegdzie unieruchomione tramwaje, z których uciekli motorniczy, gdy tylko zaczęły się walki.George Orwell,Hołd dla Katalonii i inne tekstyo hiszpańskiej wojnie domowej,Warszawa 2006, tłum. Lesław Kuzaj

 

Po drugiej stronie Rambli warto zwrócić uwagę na dwie bogato zdobione kamienice. Budynek pod numerem 126 wyróżnia się oszklonym wykuszem zajmującym trzy osie fasady na pierwszym piętrze i centralną część drugiego piętra. To Casa Manuel Xiqués, dom z połowy XIX wieku przebudowany zgodnie z modnymi prądami w 1915 roku. Sąsiadujący z nim z prawej strony Casa Joan Serra (Rambla 124) był niegdyś siedzibą kilku redakcji katalońskich gazet i instytucji kulturalnych. Pochodząca z 1925 roku eklektyczna fasada przyciąga wzrok bogatą ornamentyką, wykuszami na głównej osi budynku i falującym balkonem biegnącym wzdłuż czwartego piętra.