Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
34 osoby interesują się tą książką
Świat mówi: normalne. Autyzm mówi: za dużo.
Dwa głosy w jednej sprawie: osoba w spektrum i psycholog.
Austystka. Analiza bez znieczulenia to szczera, bezkompromisowa i jednocześnie czuła książka o życiu w spektrum autyzmu. Nie jest poradnikiem ani medycznym kompendium. To próba pokazania autystycznej rzeczywistości od środka – takiej, jaka jest naprawdę: intensywnej, wymagającej, pełnej sprzeczności, ale też sensu i własnej logiki.
Autorka, Agnieszka Chmiel–blogerka, copywriterka i osoba w spektrum – opisuje swoje doświadczenia bez upiększeń i bez filtrów. Pisze o dorastaniu w świecie neurotypowych norm, o maskowaniu, zmęczeniu nadmiarem bodźców, późnej diagnozie i mozolnym dochodzeniu do samoakceptacji. Jej narracja jest osobista, przenikliwa i momentami bolesna, ale niepozbawiona humoru i autoironii.
Drugim, równie ważnym głosem jest Paweł Pflegel, psycholog specjalizujący się w pracy z osobami neuroatypowymi. Jego komentarze porządkują doświadczenia autorki, nadają im psychologiczny kontekst i pomagają czytelnikowi lepiej zrozumieć mechanizmy funkcjonowania osób w spektrum – bez ocen, uproszczeń i stereotypów.
Integralną częścią książki są metaforyczne bajki o Zofii i Lilith– kotce, która staje się nieoczywistym głosem rozsądku, dystansu i czułej obserwacji świata. To literacki zabieg, który pozwala zajrzeć jeszcze głębiej w wewnętrzny krajobraz autystycznego umysłu.
To książka:
dla osób w spektrum – zdiagnozowanych i tych, które dopiero szukają odpowiedzi;
dla bliskich, którzy chcą lepiej zrozumieć codzienność neuroatypowych osób;
dla psychologów, terapeutów i edukatorów;
dla każdego, kto chce wyjść poza hasła i naprawdę posłuchać.
Autystka to analiza bez znieczulenia, ale nie bez empatii. Książka, która nie tłumaczy się światu – tylko pokazuje, jak różnorodny potrafi być sposób myślenia, odczuwania i bycia sobą.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 213
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktor prowadzący: Wojciech Ciuraj
Wydawczyni: Katarzyna Masłowska
Redakcja: Magdalena Kawka
Korekta: Malgorzata Denys
Projekt okładki: Agata Łuksza
Copyright © 2025 Agnieszka Chmiel, Paweł Pflegel
Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Informacje zawarte w tej książce nie służą do postawienia diagnozy, leczenia, udzielenia zaleceń, ani nie zastąpią porady uprawnionego pracownika ochrony zdrowia.
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN: 978-83-8417-729-7
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Co siedzi w głowie osoby z autyzmem?Analiza bez znieczulenia
Autorzy: Agnieszka Chmiel, Paweł Pflegel oraz kotka Lilith
Wstęp
Pisanie tej książki to dla mnie nie tylko podróż w głąb siebie, ale też sposób na uporządkowani własnych myśli, doświadczeń i spostrzeżeń na temat świata, w którym przyszło mi funkcjonować. To próba uchwycenia czegoś ulotnego – tej codziennej gry pozorów, neurotycznych rytuałów i momentów olśnienia, które na przemian przerażają i fascynują. Nie jest to klasyczny poradnik ani autobiografia – raczej zbiór refleksji, które mogą pomóc innym zrozumieć, jak wygląda życie osoby w spektrum autyzmu, kiedy nikt nie patrzy. Gdy maski są już zdjęte, a hałas z zewnątrz cichnie. Gdy zostajesz sam/sama ze sobą i z pytaniami, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
Każdy człowiek ma swoją unikatową ścieżkę, a ta książka jest próbą opisania mojej. Nie chodzi mi o to, by stworzyć uniwersalną definicję, lecz by podzielić się doświadczeniem – czasem trudnym, czasem zabawnym, a czasem po prostu absurdalnym. Pomiędzy jedną neurozą a drugą, między próbą bycia „normalną” a buntem przeciwko tej potrzebie znalazłam w sobie przestrzeń do pisania.
Pisząc, starałam się zachować autentyczność, nawet jeśli oznacza to pokazywanie własnych wątpliwości, błędów i trudności. Prawda często nie jest wygodna ani elegancka. Czasem bywa chaotyczna, czasem krucha, a czasem po prostu niezrozumiała – i właśnie taka jest codzienność osób w spektrum. Jeśli w tym chaosie ktoś odnajdzie siebie, to znaczy, że nie był on bez sensu.
Nie tworzę tej książki sama. Współtworzy ją psycholog, Paweł Pflegel, który swoją wiedzą i doświadczeniem uzupełnia moje refleksje, pomagając spojrzeć na wiele zagadnień z innej perspektywy. To nie tylko fachowe komentarze – to dialog między wewnętrznym światem jednostki a szerszym kontekstem psychologicznym. Jego obecność daje książce dodatkową głębię – to połączenie osobistego doświadczenia z profesjonalną analizą mechanizmów, które wpływają na funkcjonowanie osób w spektrum.
Kolejnym ważnym elementem tej książki są bajki z morałem o Zofii i Lilith – dwóch postaciach, które od dawna towarzyszą moim przemyśleniom. Zofia jest moim alter ego – dziewczyną pełną niepewności, filozofującą i próbującą znaleźć sens w otaczającym ją świecie. Lilith to jej przeciwieństwo – racjonalna, konkretna, często ironiczna, ale też do bólu szczera. Ich rozmowy przypominają wewnętrzne monologi, które prowadzi się, kiedy świat zaczyna się rozmywać, a ty próbujesz pozostać sobą. Razem tworzą dialog między moimi myślami i emocjami, próbując znaleźć równowagę między intuicją a logiką, marzeniami a rzeczywistością.
Ta książka jest trochę jak lustro z krzywą taflą – odbija obraz, ale zniekształcony przez wrażliwość, lęki, intensywność i nieustającą potrzebę zrozumienia. Nie aspiruje do bycia idealną narracją – raczej szczerą. Taką, jaką potrafię napisać na dany moment.
Mam nadzieję, że ta książka będzie czymś więcej niż tylko zbiorem słów – że stanie się przestrzenią do refleksji, do zrozumienia siebie i innych. Nie obiecam gotowych odpowiedzi ani prostych rozwiązań, ale jeśli po jej przeczytaniu ktoś poczuje, że nie jest sam w swoich rozterkach – to znaczy, że było warto ją napisać.
Czy ja jestem jakaś dziwna? Droga do diagnozy i jej akceptacji
Zawsze czułam się inna. To nie było to samo, co bycie trochę ekscentryczną czy nietypową – to było poczucie, że świat funkcjonuje według zasad, których nigdy w pełni nie rozumiałam. Jakby wszyscy wokół znali jakąś instrukcję obsługi życia, a mnie jej po prostu nie wydano. Jakby ktoś mnie wrzucił do gry planszowej, w którą wszyscy inni grają od lat, a ja nie mam pojęcia, jakie są reguły ani gdzie jest start.
Nie wiedziałam, dlaczego sytuacje, które innym wydawały się oczywiste, dla mnie były polem minowym.
Dlaczego czułam tak intensywnie – dźwięki, światła, emocje innych ludzi? Czemu konwersacje wydawały się skomplikowaną grą, której zasad nie znałam? Przez lata zastanawiałam się, czy jestem zbyt wrażliwa, zbyt wymagająca, czy po prostu „coś ze mną nie tak”. W pewnym momencie zaczęłam sama sobie zadawać pytanie: czy ja jestem jakaś dziwna?
Pierwsze sygnły
Już jako dziecko zauważałam, że funkcjonuję inaczej niż moi rówieśnicy. Gdy inne dzieci biegały po podwórku, ja potrafiłam godzinami analizować układy chmur na niebie albo wpatrywać się w jeden punkt, zatapiając się w myślach, które dla dorosłych były za poważne. Zdarzało mi się w środku lekcji zapytać nauczycielkę, czy świat, który widzimy, nie jest przypadkiem tylko snem innego istnienia. Patrzyła na mnie jak na istotę z innej planety – może wtedy miała rację.
Byłam też wyjątkowo wrażliwa na hałas – głośne rozmowy, dźwięki odkurzacza, szkolny dzwonek, który wyrywał mnie z rzeczywistości jak klakson w ciemnym lesie. Nawet szuranie krzeseł po podłodze było dla mnie torturą. Reagowałam ciałem – skurczem żołądka, bólem głowy, drżeniem mięśni. Ale kiedy mówiłam o tym dorosłym, zazwyczaj słyszałam: „Przesadzasz”, „Nie bądź taka delikatna”, „Musisz się zahartować”.
Z czasem nauczyłam się ukrywać swoją nadwrażliwość. Udawałam, że hałas mi nie przeszkadza, że rozumiem żarty, których nie pojmowałam, że potrafię uczestniczyć w rozmowach towarzyskich, choć każda wymiana zdań była dla mnie wyzwaniem. Nauczyłam się mechanizmów społecznych jak ról w teatrze. Miałam swoje kwestie, mimikę, którą ćwiczyłam przed lustrem, i uśmiech, który nie był szczery, ale za to skuteczny. Wydawało mi się, że jeśli będę dostatecznie dobrze udawać, to w końcu nauczę się być jak inni.
Ale zamiast tego czułam coraz większe wyczerpanie i dezorientację. Jak aktor, który gra spektakl bez przerwy, bez kulis, bez własnego imienia. I którego nikt nigdy nie pyta, czy ma jeszcze siłę.
Poszukiwanie odpowiedzi
Przez długi czas nie miałam świadomości, że istnieje coś takiego jak spektrum autyzmu u dorosłych. W mediach i kulturze popularnej przedstawiano autyzm w sposób bardzo uproszczony – jako zaburzenie, które dotyka głównie chłopców, objawia się trudnościami w komunikacji i ograniczonymi zainteresowaniami. „Chłopiec, który nie mówi”, „geniusz komputerowy”, „dziwak bez emocji”. Nie pasowałam do tego schematu. Byłam przecież empatyczna, rozmowna, wrażliwa – za bardzo.
Nawet więc nie przyszło mi do głowy, że mogę być częścią tego spektrum. Myślałam raczej, że jestem po prostu dziwna, inna, „trudna” dla otoczenia. Często słyszałam, że przesadzam, za dużo analizuję, szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. Sama też tak o sobie myślałam – aż do momentu gdy ktoś pierwszy raz nazwał to, czego doświadczałam, używając słów, które miały sens.
Momentem przełomowym była rozmowa z psychologiem, który zajmował się moją terapią. To on jako pierwszy zwrócił mi uwagę, że wiele moich doświadczeń pasuje do spektrum autyzmu. Z początku nie chciałam w to wierzyć. Jak to? Ja? Autyzm? Przecież zawsze byłam wrażliwa na emocje innych, kochałam zwierzęta, marzyłam o relacjach, choć ich nie rozumiałam. Ale im więcej czytałam, tym więcej odnajdywałam siebie w opisach kobiet z zespołem Aspergera. W ich historiach było to samo zagubienie. Ta sama intensywność. Ta sama samotność.
I wtedy zrozumiałam – to nie ja jestem „zepsuta”. Po prostu nikt wcześniej nie potrafił nazwać tego, co przeżywałam.
Diagnoza – i co dalej?
Diagnoza przyszła późno. Mówi się, że kobiety w spektrum uczą się maskowania – i faktycznie, przez dekady stałam się mistrzynią dostosowywania się do norm, których tak naprawdę nie rozumiałam. Maskowanie było moim przetrwaniem. Moim mundurem. Ale kosztem tego było chroniczne zmęczenie, wypalenie i ciągłe poczucie, że muszę grać w przedstawieniu, do którego nikt nie dał mi scenariusza.
Gdy usłyszałam diagnozę, z jednej strony poczułam ulgę – miałam w końcu słowo na to, co przez lata czułam. Jakby ktoś wreszcie nazwał potwora, który siedział w mojej głowie. Ale zaraz potem przyszło pytanie: co teraz? Czy to oznacza, że nagle wszystko będzie łatwiejsze? Czy to zmienia sposób, w jaki ludzie będą mnie postrzegać? Czy w ogóle powinnam mówić o tym światu?
Diagnoza nie była magicznym rozwiązaniem. Nie sprawiła, że wszystkie trudności zniknęły, ale pozwoliła mi spojrzeć na siebie z nowej perspektywy. Jakby ktoś przetarł szybę w oknie, przez którą całe życie próbowałam się przebić. Zaczęłam dostrzegać, że moje sposoby funkcjonowania nie są błędne – są po prostu inne. I co najważniejsze: nie jestem w tym sama.
Akceptacja siebie
Gdy czytałam historie innych osób w spektrum, znalazłam wspólne punkty – lęk przed konfrontacjami, trudności w odczytywaniu sygnałów niewerbalnych, potrzeba rutyny i przewidywalności. Ale była tam również ogromna siła – w naszej wrażliwości, w umiejętności dostrzegania detali, w pasjach, które potrafimy zgłębiać na poziomie niedostępnym dla wielu neurotypowych osób.
Zaczęłam zauważać rzeczy, których wcześniej nie doceniałam: sposób, w jaki moja głowa tworzy połączenia między pozornie niepowiązanymi rzeczami. Jak potrafię miesiącami zgłębiać jeden temat i zapomnieć o całym świecie. Jak moje ciało ostrzega mnie przed przeciążeniem, zanim zrobi to cokolwiek innego. To nie są błędy systemu. To jego cechy.
Zrozumiałam, że akceptacja siebie to proces. Nie wystarczy jedno odkrycie czy jedno zdanie lekarza, by nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Czasem są dni, gdy się cieszę, że znam prawdę o sobie, ale bywają i takie, kiedy wciąż się zastanawiam, czy nie byłoby łatwiej dopasować się i wrócić do maskowania. Ale każdy kolejny krok w stronę autentyczności sprawia, że trochę lżej oddycham. Że przestaję przepraszać za to, kim jestem.
Podsumowując
Ta droga wciąż trwa. I może nigdy się nie skończy, ale dziś wiem, że idę nią świadomie – i to jest najważniejsze. Diagnoza nie jest końcem drogi, a raczej początkiem procesu odkrywania siebie na nowo. Czasem jest ciężko. Czasem boli. Ale coraz częściej jest prawdziwie. I choć droga ta bywa kręta, to każda nowa lekcja prowadzi mnie bliżej akceptacji siebie i swojego unikatowgo sposobu funkcjonowania.
PRZYPADKOWA EMPATIA. DIALOG KONTROLOWANY.
Agnieszka:
„Wiesz, Paweł... przynajmniej mam już pewność, że nie jestem kosmitką. Chociaż, serio – gdybym nią była, miałabym przynajmniej własny statek. Mogłabym sobie odlecieć, kiedy ktoś zaczyna small talk o pogodzie”.
Paweł:
„Albo kiedy ktoś mówi «musimy się kiedyś spotkać» i ma na myśli naprawdę. W kosmosie nikt nie spotyka się przypadkiem – tam wszyscy siedzą zamknięci w swoich kapsułach. Pełnia szczęścia: żadnych przypadkowych dotknięć, zero niezręcznych uścisków dłoni”.
Agnieszka:
„I zamiast mówić «co u ciebie?», wysyłasz sygnał radiowy: pip, pip, nie przeszkadzaj, mam awarię emocjonalną”.
Paweł:
„Albo po prostu uruchamiasz mechaniczny wysięgnik z napisem «idź sobie». Technologia empatii 2.0”.
Agnieszka:
„W sumie... im dłużej o tym myślę, tym bardziej kosmos brzmi jak mój plan na emeryturę społeczną”.
POSZUKIWANIE ODPOWIEDZI
Decyzja o podjęciu procesu diagnostycznego jest czasem bardzo trudna. Pojawiają się różne pytania: jak znaleźć dobrego specjalistę, jak to będzie wyglądało, o czym trzeba będzie mówić? Rozpocznie się wtedy pewnego rodzaju odsłanianie siebie, niejako obnażanie przed obcą osobą, pokazywanie czegoś, czego może nikt inny wcześniej nie widział. Może ja rzeczywiście przesadzam, wymyślam, wydziwiam? Czy się ośmieszę? Przecież na pewno inni ludzie mają poważniejsze problemy niż ja...
DIAGNOZA - I CO DALEJ?
Osoby z autyzmem opisują otrzymanie diagnozy jako znaczący moment ich życia, zmieniający je, niejako wyzwalający. Pojawiają się silne emocje: pozytywne i negatywne, a czasem sprzeczne. Każdy przeżywa to inaczej. Diagnoza to punkt wyjścia do zrozumienia swojej dotychczasowej historii życia, początek drogi do przyjęcia i akceptacji własnej neuroodmienności. Poczucie ulgi i nadzieja, że już może nie trzeba będzie dostosowywać się do standardowych schematów funkcjonowania, które były zbyt trudne. Zgoda na autyzm może być szybka, ale pojawiają się też wątpliwości. Czy aby na pewno? Czy to trafna diagnoza?
AKCEPTACJA SIEBIE
Bywa, że ludzie po początkowym przyjęciu diagnozy autyzmu zaczynają ją odrzucać, kwestionować. Nawet buntują się i mają problem z odnalezieniem się w nowej roli: człowieka ze spektrum. Jest to nowa tożsamość. Z jednej strony dotychczasowe życie można dzięki niej wyjaśnić, zrozumieć, odzyskuje ono wartość, ale z drugiej pojawia się lęk przed wkroczeniem na nowy, nieznany teren.
Wejście w nowy scenariusz życia i zaakceptowanie go nie należy do łatwych procesów. Jednak przynajmniej już wiadomo, gdzie jest „start”, i można tę grę zacząć od nowa, stopniowo trochę bardziej kontrolując jej przebieg.
Zofia szła leśną ścieżką, wpatrując się w nierówną ziemię pod stopami. Kamienie, korzenie, miękka ściółka – wszystko wydawało się chaotyczne, ale jednocześnie tworzyło spójną całość. Las pachniał wilgocią i żywicą. Drzewa milczały, ale ich obecność była kojąca – jakby widziały więcej, niż mówiły.
Obok Zofii szła Lilith, jej szare futro lśniło w świetle przebijającym się przez korony drzew. Kocie kroki były ciche, pewne. Jakby znała tę ścieżkę od zawsze.
– Lilith, czy kiedykolwiek miałaś wrażenie, że nie pasujesz? – zapytała Zofia z niepewnością w głosie, zatrzymując się na moment i zerkając na kotkę.
Lilith przeciągnęła się leniwie, wyginając grzbiet w elegancki łuk. Spojrzała na Zofię z zaciekawieniem, mrużąc oczy.
– A co to właściwie znaczy: pasować?
Zofia spojrzała w dal, na ścieżkę wijącą się wśród drzew, jakby tam mogła znaleźć odpowiedź.
– Być jak inni. Rozumieć ich tak, jak oni rozumieją siebie nawzajem. Wiedzieć, jak się zachować, bez zastanawiania się nad każdym słowem, każdym gestem. Czuć, że świat jest miejscem, w którym można się swobodnie poruszać, a nie polem minowym, gdzie każdy krok trzeba analizować.
Lilith zamruczała cicho, prawie niesłyszalnie.
– Czy las przejmuje się tym, że jego ścieżki są kręte? Czy każda gałąź musi rosnąć w tym samym kierunku, by być częścią drzewa?
Zofia zmarszczyła brwi i usiadła na pniu porośniętym mchem.
– Nie… Ale ludzie chyba tak działają. Jeśli nie podążasz ich drogą, zaczynają patrzeć na ciebie jak na kogoś dziwnego. Jakbyś miała wady, które trzeba poprawić.
Lilith usiadła obok niej z gracją i spojrzała na nią ciepło, jakby naprawdę rozumiała.
– A co, jeśli to nie ty jesteś dziwna, tylko oni nigdy nie nauczyli się dostrzegać różnych ścieżek? Może nie chodzi o to, żeby pasować, ale żeby być sobą, nawet jeśli inni tego nie rozumieją.
Zofia westchnęła.
– Przez lata próbowałam być taka jak inni. Uczyłam się ich gestów, ich żartów, ich sposobów myślenia. Ale czułam się, jakbym nosiła za ciasne ubrania, mogłam się w nich zmieścić, ale zawsze coś uwierało.
Lilith podeszła bliżej i otarła się o jej nogę.
– Zofio, gdybyś znalazła w lesie ścieżkę, która jest kręta i inna niż wszystkie, czy oznaczałoby to, że nie prowadzi donikąd?
Zofia spojrzała na nią, zawieszając wzrok gdzieś między pytaniem a odpowiedzią.
– Nie… Ale byłoby trudniej nią iść. Nie miałabym pewności, że dojdę tam, gdzie trzeba.
Lilith uśmiechnęła się kocim uśmiechem.
– Może. Ale to wciąż twoja ścieżka. A wiesz, co jest najpiękniejsze? Że to ty ją odkrywasz, krok po kroku, własnym tempem.
Zofia spojrzała na drzewa. Przez liście przebijały się promienie słońca, tworząc na ziemi świetliste plamy. Ptaki śpiewały nieśmiało – jakby same dopiero się uczyły własnych melodii. Może rzeczywiście nie musiała pasować. Może wystarczyło po prostu być.
– A jeśli zgubię się na tej ścieżce?
Lilith podniosła głowę i spojrzała na nią poważnie, ale z czułością.
– Wtedy po prostu będziesz szukać dalej. Może zboczysz na chwilę, może zawrócisz. Ale to ty decydujesz, gdzie idziesz, nie świat wokół ciebie.
Zofia poczuła, jak jej serce bije trochę lżej. Nagle ziemia pod jej stopami wydała się mniej grząska, a drzewa bardziej znajome.
Może nie była dziwna. Może po prostu szła własną drogą.
Morał: Nie każda ścieżka wygląda tak samo, ale każda dokądś prowadzi. Nie jesteś dziwny – po prostu idziesz swoim własnym szlakiem. To, że twoja droga wygląda inaczej, nie znaczy, że jest mniej ważna. Może to właśnie ona prowadzi najbliżej ciebie samego.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
I. Odkrywanie siebie i diagnoza
Rozdział 1. Czy ja jestem jakaś dziwna? Droga do diagnozy i jej akceptacji
Zdaniem Pawła. Z punktu widzenia psychologii.
Zofia, Lilith i ścieżka do siebie
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
