Żelazna zbrodnia. Żelazne serca #2 - Agata Polte - ebook + audiobook

Żelazna zbrodnia. Żelazne serca #2 ebook i audiobook

Agata Polte

4,7

26 osób interesuje się tą książką

Opis

Drugi tom bestsellerowej serii nowej królowej romansów mafijnych!

Brynn na własnej skórze dowie się, co naprawdę znaczy znaleźć się w złym miejscu i złym czasie. Kiedy dociera pod podany przez ojca adres, żeby w jakiś sposób spłacić zaciągnięte przez niego długi, bardzo szybko orientuje się, że ten po raz kolejny zaryzykował jej życiem. Wpadła w pułapkę.

Kobieta jednak dostaje szansę na wyjście z opresji. Ma dostarczyć przesyłkę pewnej osobie. Niestety wszystko idzie źle. Nagle Brynn staje się świadkiem morderstwa i musi jak najszybciej ulotnić się z miejsca zbrodni, zanim ktoś ją zobaczy.

Ale nie zdaje sobie sprawy, że ktoś już ją widział. A konkretnie Mattheo Wilson – dziedzic rodziny, która pociąga w Bostonie za sznurki. Mężczyzna od razu wie, że powinien złożyć Brynn wizytę.

I wkrótce to zrobi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 36 min

Lektor: Agata Polte

Oceny
4,7 (1516 ocen)
1127
282
92
11
4
Sortuj według:
Lovebook87

Nie oderwiesz się od lektury

Ktoś powiedział mi, że nie oderwe się od tej części.. serio ?? a no serio, serio :) cuuuudowna , chętnie się czytało i nawet nie mrugało hihi. polecam kochani... :)
20
AnetaEla

Nie oderwiesz się od lektury

Super ksiazka.Nie odezwiesz się od lektury. przeczytałem jednego wieczoru.Polecam
20
Ewelina2611

Nie oderwiesz się od lektury

Historia Matta i Brynn jest jeszcze lepsza niż Enza i Mali. Po prostu bomba. Akcja była tak stworzona i dopracowana, że nie można się oderwać chcąc poznać dalsze losy bohaterów.
21
Mysioperz

Nie oderwiesz się od lektury

Nie spałam całą noc żeby skończyć książkę- wciągająca. 😊😁
10
justyna2937

Nie oderwiesz się od lektury

Równie dobra jak pierwsza część. A może nawet lepsza..... 😁 Jednym zdaniem : musicie to przeczytać. Inaczej ominie Was coś fantastycznego 😜
10

Popularność




Copyright ©

Agata Polte

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2021

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

All rights reserved

Redakcja:

Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska

Korekta:

Agnieszka Sajdyk

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-664-5

Rozdział 1

BRYNN

ŚWIATŁA DYSKOTEKOWE DAWAŁY mi w kość. Nie cierpiałam tłumów, dusznych pomieszczeń, setek spoconych ciał skaczących w rytm doprowadzającej do szału muzyki. Przedzierałam się pomiędzy roześmianymi, na wpół rozebranymi dziewczynami i czerwonymi na twarzy, nażelowanymi facetami, aż w końcu dotarłam do baru. Ktoś właśnie zwolnił stołek, więc ruszyłam w jego kierunku sprintem. Gdyby dawali medal za tak krótkie dystanse, zdobyłabym go bezapelacyjnie.

Rozejrzałam się po ciemnym, zadymionym pomieszczeniu. Miałam tu poczekać na jakąś kobietę, która kazała mi pokazać się przy barze, by mogła później przekazać dalsze instrukcje, więc właśnie tak zrobiłam.

Po dwóch, wypełnionych tym okropnym hałasem, minutach stanęła przede mną blondynka. Jej włosy były bardzo jasne, platynowe, jakimś cudem zdawały się dziwnie mienić w tych dyskotekowych lampach, które co chwila rozbłyskiwały. Nieznajoma była naprawdę wysoka, ale dopiero po zerknięciu w dół zrozumiałam, że to przez szpilki, które założyła na stopy. Co najmniej piętnasto-, a może i dwudziestocentymetrowe, i to na platformie. Miałam ochotę zagwizdać z podziwu, bo należałam do tych kobiet, które nigdy nie opanowały chodzenia w obcasach, a ta dziewczyna poruszała się swobodnie i z gracją, jakby się w nich urodziła.

Nie odezwała się, skinęła mi głową, ruszając przez tłum w kierunku znajdującego się kawałek dalej przejścia, w którym stał wysoki, barczysty ochroniarz. Minęła go swobodnie, ja za to zostałam zatrzymana i zmierzona uważnym spojrzeniem.

– Daj spokój, Tim. Jest nowa, mam ją sprawdzić – rzuciła kobieta.

Nowa? Nie byłam pewna, w jaką grę dokładnie gramy, bo nie dostałam żadnych szczegółów, więc teraz denerwowałam się coraz bardziej. A jeśli mój ojciec wplątał mnie w coś o wiele poważniejszego, niż sądziłam? Bo ta dziewczyna zarabiała tutaj w wiadomy sposób, jej kusa sukienka, wyzywający makijaż i seksowny uśmieszek wyglądały zbyt wymownie, bym się nie domyśliła, że jest tancerką erotyczną, a może i świadczyła inne usługi.

– Szefowa wie? – spytał w końcu ochroniarz, patrząc na mnie z powątpiewaniem.

Nie pasowałam do tego miejsca.

– Jak zawsze – stwierdziła nieznajoma.

Ta cała sytuacja podobała mi się coraz mniej, ale na widok miny dziewczyny po prostu przytaknęłam i gdy Tim odpuścił, ruszyłam za blondynką ciemnym korytarzem. Było tutaj ciszej, na dodatek pusto, bo znalazłyśmy się w strefie dla VIP-ów. Szłyśmy małym labiryntem w nieznanym mi kierunku, aż do drzwi, które całkowicie oddzieliły nas od hałasu z sali. Tutaj nie widziałam ochroniarzy, jedynie granatowy korytarz z kilkoma wejściami do innych pomieszczeń.

Wachlowałam się dłonią, bo było mi na dodatek gorąco, więc denerwowałam się bardziej, przeklinając w myślach ojca, który mnie w to wszystko wplątał i nie pozwolił na zadawanie pytań; to miała być szybka akcja. Ja spotkam się z tą kobietą i przekażę jej pieniądze, on da mi wreszcie spokój. Dlatego ostatecznie zacisnęłam zęby i przyszłam do tego cholernego klubu. Chciałam się wreszcie uwolnić od wspaniałego taty, który w całym życiu podarował mi kilkanaście siniaków, zapewnił spieprzone dzieciństwo i zero stabilizacji. Naprawdę marzyłam, by wreszcie zniknął, ale on z uporem maniaka, co kilka miesięcy, gdy zdawało mi się, że jestem wolna, wracał i znowu coś niszczył. Teraz przez niego ponownie zostałam bez pracy, bo pojawił się w sklepie, gdzie byłam ekspedientką. Przyszedł na haju, trzeci raz, po czym urządził awanturę i zdemolował połowę pomieszczenia, więc tym razem mój pracodawca wręczył mi wypowiedzenie. W sklepie nie było ochrony, więc nie mogli sobie pozwalać kolejny raz na takie akcje. Na dodatek za tydzień musiałam wynieść się z mieszkania, bo zalegałam z czynszem po tym, jak ojciec mnie okradł i wydał całe oszczędności na kolejną działkę. Teraz więc powinnam zapłacić za trzy miesiące, jednak pieniędzy wystarczało mi ledwo na podstawowe rachunki i jedną ratę.

Ale nie byłam w stanie się obronić przed tym sukinsynem. Mimo że zmieniałam zamki, nie trzymałam kasy w mieszkaniu, on zawsze wiedział, gdzie szukać. Na przykład w mojej torebce na zapleczu sklepu, gdy ja byłam zajęta klientami. Za każdym razem znajdował sposób.

Zacisnęłam zęby, a potem przeszłam przez drzwi mieszczące się na końcu korytarza. Prowadziły do niewielkiego pomieszczenia, w którym dostrzegłam kilka kanap, stoliki i długi bar, przez co domyśliłam się, że to miejsce przeznaczone na imprezy w kameralnym gronie. Moje serce zaczęło wybijać nerwowy rytm, gdy dostrzegłam też rury i podwyższenie, na którym musiały tańczyć dziewczyny.

– Sprawa wygląda tak – odezwała się idąca przede mną blondynka, odwracając się gwałtownie. – Nie masz całej kwoty, ale chcesz prosić o to, by spłacić część długu i przedłużyć termin, prawda?

Otworzyłam usta z zaskoczeniem, bo oczywiście to miałam zrobić. Ojciec powiedział, że nieznajoma będzie na to przygotowana i się zgodziła. W innym wypadku nie narażałabym tyłka, bo ludzie, u których pożyczał pieniądze, byli naprawdę nieobliczalni. Myślałam jednak, że skoro to miejsce publiczne, będę bezpieczniejsza. Do czasu, aż bez słowa, jak ostatnia idiotka, weszłam za kobietą w te korytarze. Chciałam po prostu załatwić wszystko i mieć ojca z głowy, zupełnie nie myślałam o tym, że popełniam błąd.

– Ale ta kwota jest zbyt wysoka i moja pracodawczyni się niecierpliwi, więc to jednak nie wchodzi w grę – dodała.

– Co? Ale przecież…

– Możesz jednak zrobić dla mnie coś innego – przerwała, sięgając w kierunku rąbka swojej sukienki.

Uniosłam brwi, gdy zaczęła ją bez skrępowania unosić. Materiał był obcisły, ale wcześniej nie zwróciłam uwagi, jak dziwnie układał się na jej brzuchu. Dopiero gdy wyjęła spod niego dużą prostokątną kopertę, dotarło do mnie, że coś tam wcześniej było nie tak.

– Zabierz to do chińskiej knajpki na końcu ulicy, tej ze smokiem w logo, Draco. Będzie tam na ciebie czekał mój przyjaciel. Przekazujesz mu to, zapominamy o długu twojego… ojca, jak zgaduję?

Wpatrywałam się przez chwilę w szary papier, a potem niechętnie go od niej odebrałam.

– Nie chcę wiedzieć, co jest w środku, prawda?

Pokręciła głową i uśmiechnęła się kpiąco, a ja wetknęłam kopertę za pasek, poprawiając kurtkę, by ją dokładnie zakryła.

– Nie chcesz. I masz nie wzbudzać podejrzeń. Mamy tylko kilka minut, lepiej mnie nie zawiedź, mała. – Zmarszczyła brwi i odwróciła się przez ramię, gdy na zewnątrz dało się słyszeć jakieś głosy. Chciałam jeszcze o coś zapytać, gdy nieznajoma nagle mnie popchnęła i zaczęła się wydzierać: – Do niczego się nie nadajesz! Zmarnowałaś tylko mój czas, ty tępa idiotko!

Zamrugałam i uderzyłam plecami w ścianę, a ona szarpnęła mnie za ramię i wypchnęła z pomieszczenia, nim w ogóle zrozumiałam, co się dzieje. Napotkałam zdumione spojrzenie jakichś dwóch dziewczyn, ubranych podobnie do blondynki, które popatrzyły na mnie z rozbawieniem.

– Nie obchodzi mnie, że potrzebujesz kasy, myślisz, że po prostu sprzedasz smutną historyjkę i cię przyjmiemy? Kurwa, dawno nie widziałam takiej ofiary losu. Wynoś się i lepiej poszukaj roboty w jakimś chórku kościelnym! – krzyczała dalej kobieta.

Wtedy dopiero zaczęłam ogarniać, że po prostu urządza przedstawienie, by moje pojawienie się tutaj nie wpędziło jej w kłopoty. Przesyłka, którą mi dała, musiała być ważna, i pewnie po jej zniknięciu rozpocznie się śledztwo. Będą szukać tego, kto ją zabrał. A podejrzenia na pewno padną na mnie.

Jasna cholera.

Było jednak za późno, bym cokolwiek z tym zrobiła, więc zaczęłam grać w tę grę. Posłałam blondynce złe spojrzenie, poprawiłam kurtkę, a potem odepchnęłam jej dłoń.

– Pieprz się, dziwko.

Na jej wargach zaigrał uśmieszek, gdy popchnęła mnie po raz kolejny, więc zaczęłam się wycofywać.

– Lepiej stąd znikaj, zanim każę się tobą zająć naszym chłopcom – wysyczała.

Dziewczyny, które nas obserwowały, prychnęły głośno, gdy się potknęłam, ale na szczęście ostatecznie złapałam równowagę. Wystawiłam im wszystkim środkowy palec i ruszyłam korytarzem przed siebie, zastanawiając się gorączkowo nad tym, co się dokładnie wokół mnie dzieje i w jaki sposób zamorduję za to ojca.

Zatrzymałam się gwałtownie, nadal słysząc pełne pogardy komentarze blondynki, gdy na mojej drodze wyrosły jakieś dwie postacie. Minęłam je szybko, nie chcąc zwrócić na siebie jeszcze większej uwagi, a potem przyspieszyłam i skręciłam w prawo. Chyba właśnie wtedy popełniłam błąd, bo zamiast dotrzeć po chwili do wyjścia na salę, trafiłam do jakiejś innej odnogi tego cholernego labiryntu.

Denerwowałam się coraz bardziej, bo nie wiedziałam, jak się stąd wydostać. Zawróciłam, jednak zamiast znaleźć się w odpowiednim miejscu, zawędrowałam w jeszcze inny korytarz i powoli chyba panikowałam. Mój oddech przyspieszył, bo miałam wrażenie, że ta cholerna koperta wypali mi zaraz dziurę pod kurtką, na dodatek było tak gorąco, że pot perlił się na moim czole.

Skręciłam znów i dostrzegłam drzwi. Muzyka była tutaj bardziej słyszalna, więc miałam nadzieję, że może jakimś cudem trafiłam w pobliże głównej sali. Gdy jednak je pchnęłam, zacisnęłam usta. Łazienka. Jasna cholera.

Okay, Brynn. Po prostu nie panikuj. Uspokój się i pomyśl, nic się nie dzieje. Miałaś nie zwracać na siebie uwagi.

Podeszłam do białej umywalki i zerknęłam w lustro na swoją twarz. Bladą, z błyszczącymi ze strachu oczami i czerwonymi z gorąca policzkami. Włosy miałam przyklapnięte, więc przeczesałam brązowe, proste kosmyki palcami. Powinnam je ściąć. Były już słabe i przydałoby im się odżywienie. Tyle że nie miałam kasy nawet na czynsz, a co dopiero fryzjera.

Ale te myśli pomogły mi na sekundę skupić się na czymś innym, więc zaczęłam uspokajać oddech. Dam radę. Zacisnęłam zęby, a potem poprawiłam kopertę i ruszyłam do drzwi. Naprawdę nie wiem, w co zostałam wplątana przez ojca, ale gdy stąd wyjdę, zmienię numer, nazwisko i nigdy więcej mnie nie znajdzie. Po jaką cholerę się w ogóle zgodziłam?

No tak. Bo tym razem wierzyłam, że naprawdę da mi spokój. Miałam tylko przekazać pieniądze, nic więcej.

Już chciałam sięgnąć do klamki, gdy usłyszałam jakieś donośne głosy z zewnątrz. Ktoś kierował się w tę stronę. Zamarłam, a potem podjęłam kolejną głupią decyzję tego wieczoru. Wsunęłam się do drugiego pomieszczenia z kabinami, usiadłam na muszli, by w szparze nie było widać moich stóp, i przymknęłam za sobą drzwi. Nawet nie wiem, czemu to zrobiłam, to był odruch. Sekundę później usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pomieszczenia, w którym przed chwilą byłam.

– Tutaj będziemy mieć spokój – rzuciła jakaś kobieta melodyjnym głosem.

– Mieliśmy… – zaczął ktoś inny.

– Uspokój się – przerwała mu ostro. – Dlaczego się tak denerwujesz? Nie chciałeś przyjść do mojego gabinetu, to załatwimy to w kiblu.

Zapadła cisza, a ja przygryzłam wargę. Czemu zawsze ja? Czemu to ja musiałam pakować się w takie sytuacje? Mogłam normalnie stąd wyjść, podtrzymując historyjkę o tym, że zostałam odrzucona w tym śmiesznym udawanym naborze, ale zamiast tego coś kazało mi się ukryć. Teraz było za późno, bo czułam, że rozmowa, którą prowadzą nieznajome osoby, jest zdecydowanie poufna i nie pozwolą mi zwyczajnie zapewnić, że niczego nie zdradzę. To, że ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym byłam i chyba sprawdzał, czy kabiny są puste, tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Ale mnie nie zauważyli, bo kuliłam się z kolanami podciągniętymi pod brodę, z kopertą zmiętą pod kurtką, drżąc ze strachu, który powoli mnie obezwładniał. Nie otworzyli drzwi, więc na kolejne kilka sekund byłam jeszcze bezpieczna. Może mi się uda? Może sobie za chwilę pójdą?

– Koperta była na miejscu, jak się umówiliśmy. Zostawiłem ją w zaułku za klubem, żeby nie widziano nas razem. To, że mnie tu zaciągnęłaś, naprawdę bardzo zaburza te plany. – Te słowa wypowiedziane męskim głosem, ostrym i nieznoszącym sprzeciwu, wywołały u mnie gęsią skórkę. – Ale skoro tak, to dawaj od razu kasę i pozwól mi zniknąć.

– Och, nie sądzę. Najpierw chcę sprawdzić, czy to to, co mi obiecałeś.

Kobieta zdawała się lekko rozbawiona zdenerwowaniem słyszalnym w głosie mężczyzny, więc albo gość nie był tak groźny, na jakiego brzmiał, albo to ona była jeszcze gorsza.

Poczułam na plecach ciarki. W co ja się wpakowałam?

Przełknęłam ślinę, a potem spojrzałam w kierunku okna znajdującego się przy samym suficie. Siedziałam na muszli w ostatniej kabinie. Dałabym radę się podciągnąć na ściankę? Przecisnę się przez ten mały otwór?

– Nie ufasz mi?

– Ja nikomu nie ufam, Tommy. Zwłaszcza tobie, bo jesteś w tej chwili w wielkiej dupie po śmierci braci Bemów. Dziwię się, że Tossell cię jeszcze nie zabił.

– Nie da się mnie tak łatwo zabić – warknął gość nazwany Tommym.

Nie miałam pojęcia, kim, do cholery, są ci ludzie, ale kojarzyłam aferę sprzed kilku miesięcy dotyczącą znalezienia ciał dwóch gangsterów w ruinach spalonego domu. Mafijne porachunki, nikogo nie złapano. Zresztą identyfikacja denatów trwała bardzo długo, bo nie dość, że zostali spaleni, to jeszcze ich kości ponoć potrzaskano ciężkim narzędziem, czymś podobnym do młotka.

– To się jeszcze okaże – mruknął inny mężczyzna, po którym kobieta dodała:

– Otwieraj.

Usłyszałam odgłos rozrywanego papieru, więc podjęłam decyzję i najciszej, jak mogłam, sięgnęłam ku klamce.

– Co to ma, kurwa, być?! – warknęła nieznajoma.

Później rozległ się krzyk mężczyzny, który został przerwany przez uderzenie. Moje serce znów zaczęło walić z przerażenia, gdy otworzyłam bezszelestnie okno w akompaniamencie odgłosu buta zderzającego się z ciałem. Podciągnęłam się, zaciskając zęby.

Tak, Brynn, ćwiczenia raz w tygodniu to za mało, zaczęłaś się obijać i teraz masz. Zaraz zginiesz.

Rama boleśnie wbijała mi się w dłonie, a zdenerwowanie nie pomagało, ale wreszcie udało mi się zaczepić nogę o ścianę i zaczęłam przeciskać się przez okno.

– Powiedziałeś, że przyniesiesz mi te dowody, które zabrałeś Bemowi! Gdzie one, kurwa, są? Co to za głupie wycinki? Sprzedałeś mnie?!

– Nie… nie kłamałem, Danika, przysięgam! To tu było, gdy wkładałem kopertę do tego kosza na śmieci, który wskazałaś! Ktoś musiał podmienić…

Zamarłam, gdy usłyszałam cichy syk, od którego przeszły mnie dreszcze. Mężczyzna momentalnie zamilkł, a ja jęknęłam, gdy uświadomiłam sobie, co się stało. Potem dotarło do mnie, że w tej chwili właśnie dałam znać tamtym ludziom, że tu jestem.

Cholera.

Łazienka znajdowała się na poziomie piwnicy, więc chociaż okno umieszczono tak wysoko, nie bałam się, że będę musiała z niego wyskoczyć. Byłam już prawie po drugiej stronie, więc jakimś cudem, mimo przerażenia, które trawiło moje ciało od środka, przeturlałam się na zewnątrz akurat w momencie, gdy drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem. Moje spojrzenie zetknęło się z niebieskimi oczami jakiejś blondwłosej kobiety; jej rozszerzyły się z zaskoczeniem na mój widok. Nie trwało to jednak długo, uniosła broń, na którą miała założony tłumik, i pociągnęła za spust.

Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec. Gdy rozległ się znowu jakiś syk, potknęłam się o własne stopy i w następnej sekundzie upadłam na ziemię, ale potem już znowu pędziłam w kierunku świateł, które widziałam w oddali. Znajdowałam się na tyłach klubu, w jakiejś ciemnej alejce, więc musiałam dostać się na główną ulicę. Od tego zależało moje życie.

Biegłam, nie oglądając się za siebie, aż dotarłam do końca budynku i znalazłam się po drugiej stronie drogi. Dopiero wtedy odwróciłam się przez ramię. Nikt na razie za mną nie podążał, ale ten ruch nie był dobrym pomysłem, bo nie dostrzegłam, że ktoś właśnie otworzył drzwi samochodu zaparkowanego przy chodniku. Wpadłam na nie z impetem, po czym szybko odskoczyłam, rzucając niemrawe przeprosiny.

Wtedy usłyszałam cichy śmiech i uniosłam wzrok. Po drugiej stronie auta, w cieniu budynku, przy którym byliśmy, stał jakiś mężczyzna. Nie widziałam dobrze jego twarzy, w tych nerwach zresztą i tak nie zwróciłabym na nią uwagi. Po prostu ruszyłam dalej, starając się udawać, że zaraz nie umrę ze strachu. Próbowałam znowu zacząć oddychać, ale moje płuca chyba zapomniały już, co powinny robić.

– Hej, coś ci wypadło – rzucił za mną facet.

Zatrzymałam się z sercem w gardle i odwróciłam, a mężczyzna wskazał kopertę leżącą na betonie. Wróciłam po nią szybko, wymamrotałam podziękowania i po chwili byłam już przy końcu ulicy, przy taksówce, do której wsiadłam. Kazałam kierowcy zawieźć mnie w jedyne miejsce, o jakim mogłam teraz pomyśleć. Musiałam tę kopertę ukryć, wyrzucić, spalić lub cholera wie co z nią zrobić. Na pewno nie zamierzałam jednak iść do żadnej restauracji. Bo już domyśliłam się, że to przez to, co miałam przy sobie, zginął tamten facet, a ja wplątałam się w coś naprawdę niebezpiecznego.

Przed minutą ktoś do mnie strzelał. Byłam świadkiem morderstwa.

Jeśli przeżyję, nigdy więcej nie chcę widzieć mojego ojca na oczy.

Rozdział 2

MATTHEO

WIECZÓR BYŁ SPOKOJNY, jednak mogłem się domyślić, że to nie potrwa długo.

– Coś się szykuje – rzuciła do telefonu Rebeka, dziewczyna, która szpiegowała moją siostrę w jej klubie w centrum Bostonu. – Danika dziwnie się zachowuje. Słyszałam coś o jakichś dowodach i paczce, którą mają odebrać. Nic więcej nie wiem, sprawdzę, czy coś znajdę.

– Nie daj jej się przyłapać – powiedziałem powoli, kiwając głową w kierunku Gabriela. Zrozumiał bez słów, że ma przygotować samochód, a ja ruszyłem do wyjścia. – Będę do godziny.

– Raczej w tym czasie już będzie za późno – stwierdziła Rebeka. – Postaram się zgarnąć tę przesyłkę, o której mówiła, musi być ważna. Dam ci znać, szefie. Powinno mi się udać, chyba wpadłam na niezły plan.

Zmarszczyłem brwi.

– Jaki?

– Muszę kończyć – rzuciła nagle nerwowym tonem, po czym się rozłączyła.

Widocznie ktoś się pojawił, więc nie chciała wzbudzać podejrzeń. Zaszła dość daleko, zdobyła zaufanie mojej siostry, dzięki czemu stała się ważna dla Daniki, zatrudniała dla niej kolejne dziewczyny i organizowała imprezy. Jednocześnie nadal pozostawała wobec mnie lojalna, więc bardzo ją ceniłem, była jednym z moich najlepszych ludzi i gdy mówiła, że coś jest na rzeczy, na pewno niedługo dowie się, co dokładnie.

Na wszelki wypadek po kilku minutach ruszyłem razem z Gabrielem, moją prawą ręką, w kierunku centrum. Nie podobało mi się to, co usłyszałem. Ale ostatnio nic, co robiła Danika mi się nie podobało, bo od śmierci ojca, gdy przejąłem po nim władzę, moja kochana siostrzyczka próbowała się mnie pozbyć zacieklej niż wcześniej. Zresztą to zaczęło się nawet na długo przed jego odejściem.

Informacja o tym, iż coś się szykuje, bardzo mnie zastanowiła, zwłaszcza że w drodze do Spectrum dostałem SMS-a od innego człowieka szpiegującego Danikę. Pisał, że przy klubie widziany był Thomas Moose, który ciągle wymykał się Tossellowi z rąk. Diabeł ścigał wszystkich bliskich współpracowników Bemów, familii zlikwidowanej przed kilkoma miesiącami, ale został mu tylko Moose. Jego rodzina jednak zapadła się pod ziemię, a sam Thomas, który, gdy nie pił, był naprawdę przebiegłym gnojem, ostatnio pozwalał sobie na coraz więcej i pokazywał się w wielu miejscach, igrając sobie z Enzem i Malią. Był naprawdę głupi, jeżeli sądził, że to potrwa długo. Jeśli nie oni, sprzątnie go w końcu ktoś inny.

Dotarliśmy pod Spectrum dopiero godzinę później, więc zerknąłem w kierunku kolejki tłoczącej się przed wejściem. Nigdy nie lubiłem tego klubu. We wnętrzu od migających świateł można było dostać padaczki, muzyki nie dało się słuchać, na dodatek Danika wpuszczała tu same szuje, które przychodziły tylko zajarać w kącie. Klub był podarkiem od ojca na osiemnastkę mojej siostry, nawet jeśli oficjalną właścicielką została dopiero po skończeniu dwudziestu jeden lat; staruszek upewnił się, że policja nie będzie tu zaglądać, dzięki czemu kwitły tutaj przeróżne interesy.

No i nie cierpiałem tej speluny, bo ludzie, którzy pracowali dla Daniki, kiedyś obiecywali lojalność mojemu ojcu. To mnie najbardziej wkurwiało. Byłem głową rodziny Wilson, a część osób, która jeszcze niedawno stała po mojej stronie, teraz odeszła i słuchała bardziej tej głupiej suki niż mnie. Przeciągała ich na swoją stronę, przez co systematycznie ubywało mi lojalnych żołnierzy. Szantażowała ich albo miała jakieś inne sztuczki – nie byłem pewny. Wiedziałem, że ta żmija jest zdolna do wszystkiego i próbuje mnie zmusić do kapitulacji.

Ale to ja pomogłem ojcu w rozkręceniu większości naszych biznesów. To dzięki mnie w ciągu ostatnich ośmiu lat staliśmy się jedną z sześciu liczących się rodzin na Wschodnim Wybrzeżu i weszliśmy w skład rady. Cóż, teraz pięciu, Tossell zredukował nieco tę liczbę, ale pracowaliśmy nad uzupełnieniem składu, bo w ten sposób nasze interesy były w idealnej równowadze. Tak czy siak, to ja stałem za sukcesem Wilsonów, bo harowałem ciężko na nasze nazwisko, legalnie i nielegalnie, odkąd skończyłem osiemnaście lat. Nie zamierzałem dać sobie tego odebrać tylko dlatego, że mojej młodszej siostrze coś się uroiło.

– Wchodzimy do środka? – spytał siedzący za kierownicą Gabriel, gdy zgasił silnik.

Zmrużyłem oczy, nadal wpatrując się w kolejkę przed klubem, a potem pokiwałem głową. Zerknąłem na ekran telefonu, bo czekałem na kolejną informację od Rebeki, jednak na razie się nie odzywała, co zupełnie mi się nie podobało. Nawet nie wiedziałem, czy odkryła coś jeszcze i jaki dokładnie był jej plan. Nie cierpiałem takiej niewiedzy.

– Jeśli Thomas naprawdę tam jest, może przyłapiemy Danikę na gorącym uczynku. Na pewno coś kombinuje, a jego pojawienie się jest z tym związane. Jeżeli się z nim spotkała, będzie po niej – stwierdziłem. – Wcześniej krążyły plotki, że współpracowała z Bemami, ale nie zdobyliśmy dowodów. To może być dobra podstawa.

– A jeśli jej nie przyłapiemy? – rzuciła moja prawa ręka. – Może Rebeka wpadła na coś innego?

Zacisnąłem zęby. Gdybym zdobył dowód na to, że moja siostra spiskowała przeciwko Diabłu, a więc też przeciwko mnie, miałbym pretekst na zajęcie się nią poważniej i zgodnie z zasadami. Pieprzonymi żelaznymi zasadami, przez które nie mogłem porachunków rodzinnych załatwić po cichu. Danika była zbyt sprytna i się przed tym zabezpieczyła.

– Będziemy szukać dalej albo Rebeka da nam lepszy trop, może czegoś się dowiedziała. Idziemy – odparłem w końcu, po czym sięgnąłem do klamki.

Wysiadłem z samochodu i stanąłem w cieniu przy budynku, który znajdował się naprzeciwko klubu. Noc była ciepła, trwało przecież lato, więc poprawiłem podwinięte rękawy niebieskiej koszuli, a potem spojrzałem w prawo na dziewczynę, która gnała przez chodnik, aż wpadła na otwierane przez Gabriela drzwi auta.

Odskoczyła z szeroko otwartymi oczami i wymamrotała ciche przeprosiny w kierunku samochodu, a ja zaśmiałem się mimowolnie, więc spojrzała na mnie z przerażeniem, jakbym był gwałcicielem, który na dodatek zamierzał wyciągnąć nóż i poderżnąć jej gardło. Miała na sobie kurtkę, co od razu wzbudziło moje podejrzenia. Uniosłem brew, gdy ruszyła w końcu przed siebie, nie zwracając uwagi na to, że coś zgubiła. Zagapiłem się na jej długie nogi, podrapane i ubrudzone, jakby pełzała przed chwilą po ziemi. Miałem wrażenie, że sięgały ostatniego piętra w wieżowcu, który znajdował się niedaleko, a ona nawet nie nosiła szpilek.

– Hej, coś ci wypadło – rzuciłem.

Zatrzymała się jak rażona piorunem. Szare oczy strzeliły nerwowo w moim kierunku, włosy zasłoniły jej przy tym ruchu połowę małej, bladej twarzy.

Taka słodka. Seksowna. Mała i bezbronna.

Co tutaj robiła?

Od razu włączył mi się tryb podejrzliwości; dała o sobie znać wrodzona ciekawość, której nic nie mogło zaspokoić. I coś jeszcze. Dziewczyna była cholernie śliczna, delikatna; gdy spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczami, przez ciało przebiegł mi prąd. Zdawała się wystraszona, ale w jej wzroku widziałem też jakąś determinację, na widok której momentalnie zacząłem się nią interesować jeszcze bardziej i zastanawiać, jaki wyraz pojawiłby się na jej twarzy, gdy brałbym ją opartą o ten samochód. Tu, przed klubem, z którego nadal wylewała się muzyka i głośne śmiechy, a ona oddawałaby mi się ulegle, pozwalając zrobić ze sobą, co tylko chciałem.

Obserwowałem, jak dziewczyna podnosi jakąś dużą, szarą kopertę, a potem szybko odchodzi. Wsiadła do taksówki, która odjechała powoli w kierunku zachodniej części miasta. Jeszcze przez chwilę patrzyłem w stronę skrzyżowania, za którym zniknęła, zastanawiając się, kim była ta słodka nieznajoma. Nie wyglądała jak typowa imprezowiczka przychodząca do Spectrum. Wydawała się podejrzana, ale też wystraszona.

Moja ciekawość wzrosła, gdy nagle zza budynku klubu nadbiegł Felix, ochroniarz Daniki, który wykonywał dla niej większość brudnej roboty, gdy nie chciała babrać się w błocie. Zatrzymał się, rozejrzał po ulicy, a potem wrócił tam, skąd przybiegł z przekleństwem na ustach, nie zwracając na nas uwagi. A to już sprawiło, że wszystkie moje instynkty krzyczały. Czułem, że dziewczyna, która przed chwilą uciekała, może być naprawdę interesującą osobą i że muszę do niej dotrzeć, nim zrobi to moja siostra.

– Wyczyśćcie monitoring, byle szybko – mruknąłem do Gabriela, który wreszcie wysiadł. – Sprawdźcie, kogo szukał Felix. A jeśli to ta mała, znajdźcie mi ją. Zresztą… Nawet jeśli nie jej szukał, chcę jutro rano wiedzieć, kim jest.

Tymczasem ruszyłem w kierunku Spectrum. Skoro już byłem na miejscu, mogłem złożyć siostrze wizytę.

Rozdział 3

BRYNN

KOLEJNE DWA DNI były dla mnie horrorem. Dokądkolwiek nie poszłam, oglądałam się przez ramię i miałam wrażenie, że zza każdego rogu wyskakuje na mnie blondynka z pistoletem. Stałam się nerwowa i podskakiwałam na każdy najcichszy dźwięk. A to naprawdę nie pomagało w trakcie kolejnych rozmów o pracę.

Dlatego też żadnej nie dostałam. Szukanie mieszkania, gdy nie miałam perspektywy na opłacenie go, też było trudne, zwłaszcza że wynajęłam za ostatnie pieniądze jakiś ohydny pokój w motelu, bo popadałam w paranoję i miałam wrażenie, że jeśli wrócę do domu, od razu będzie po mnie.

A po kłótni z ojcem, którego zastałam jak zwykle naćpanego i roześmianego, w czasie, gdy ja prawie zginęłam… Tak, to nie była dla mnie pierwszyzna, bo mieszkałam w złej dzielnicy, widziałam wszystkich ludzi, którzy kręcili się po rodzinnym domu i nieraz miałam naprawdę nieprzyjemne sytuacje, w których musiałam jakoś się odnaleźć. Jednak ten wieczór sprawił, że naprawdę otarłam się o śmierć, mogłam zostać zastrzelona, a ojca to nie obchodziło.

– Dramatyzujesz! Cofnęli mi dług czy nie?! – bełkotał, gdy próbowałam dać mu do zrozumienia, że znikam i nigdy więcej mnie nie zobaczy.

Chciałam go ostrzec, że nie wykonałam zadania i sam powinien się zaszyć, jeśli chce przeżyć, ale po tym, jak mnie później zwyzywał i wyśmiał, miałam dość. On nie martwił się o mnie, więc ja nie zamierzałam już nigdy więcej martwić się o niego. Powinnam zająć się wreszcie swoim życiem i uciec tak, by mnie nie znalazł. Wcześniej zawsze jakoś do mnie trafiał, ale tym razem nie mogłam na to pozwolić. Ten człowiek nigdy więcej nie zniszczy mi wszystkiego, co zbudowałam.

Z tym twardym postanowieniem starałam się jakoś ogarnąć swoje życie, ale w tej chwili ledwo wystarczało mi pieniędzy na jedzenie. Chociaż było mi trudno, nie chciałam ponownie wykorzystywać mojej jedynej przyjaciółki. Było mi zwyczajnie głupio, już i tak bardzo mnie wspierała, bo pożyczała mi na rachunki przez długi czas i nie czekała na zwrot. Była kochana, ale nie mogłam dłużej na niej żerować tylko dlatego, że miałam problemy z ojcem gnojem, któremu za każdym razem pozwalałam się oszukać.

Nigdy więcej, Brynn.

Jakby tego wszystkiego było mało, moja obsesja zaczęła się zaostrzać, gdy kilkukrotnie w różnych miejscach odniosłam wrażenie, że ktoś naprawdę mnie śledzi. Ale nie blondwłosa kobieta. Byłam pewna, że mijałam dzisiaj faceta, który siedział na ławce w parku, co najmniej trzy razy. A w tak dużym mieście jak Boston to się nie zdarzało, prawda? Czy jednak miałam paranoję?

Otrząsnęłam się z tych myśli i odeszłam od okna, a potem wróciłam spojrzeniem do ekranu laptopa. Usiadłam przy rozlatującym się stoliku w wynajętym pokoju. Szukanie pracy stało się moją pracą na pełen etat. Dzwoniłam dosłownie wszędzie. Nawet zajęcia dorywcze były dla mnie w tej chwili idealne, bylebym tylko złapała chociaż centa. Wysyłałam podania wszędzie, gdzie się dało, ale, co tu dużo mówić, mój życiorys nie był imponujący.

Nie skończyłam studiów z zakresu sądownictwa karnego, rzuciłam je ze względu na brak kasy. Kredyt studencki nie wchodził w grę, bo przy moim ojcu nigdy nie udałoby mi się go spłacić. Żałowałam, bo ten kierunek mnie interesował i dawał niezłą podstawę, żeby mieć później lepszy start w drodze po licencję prywatnego detektywa, którą kiedyś zamierzałam zdobyć. Niby formalnie w stanie Massachusetts nie wymagano tego typu wykształcenia, a jedynie kompetencji i praktyki w zawodzie, ale o to też było trudno, więc chciałam zacząć od podstaw. Ostatecznie jednak zrezygnowałam z wiadomych względów, nie miałam też punktu zaczepienia, bo zgłoszenie się na bezpłatny staż nie było opcją, na którą mogłam sobie pozwolić. W inny sposób nikt nie chciał mnie zatrudnić w żadnej agencji, bym mogła się czegokolwiek nauczyć, a obejrzenie True Detective, Jessiki Jones i wszystkich seriali kryminalnych, jakie istnieją, raczej nie gwarantowało doświadczenia. No i miałam wpisane do akt kilka nieprzyjemnych spraw, nie jakichś poważnych, ale nadal nieprzyjemnych, więc moje głupie marzenia pozostały tylko marzeniami. A szkoda, bo radziłam sobie dość dobrze z bronią. Ojciec chociaż w tej kwestii nie dał ciała, w dodatku w liceum uczęszczałam na zajęcia z samoobrony. Szło mi całkiem nieźle, dlatego potem kontynuowałam naukę na własną rękę.

Poprawiłam się na krześle, starając się nie rozglądać po wnętrzu, przez które ciągle dostawałam dreszczy. Stare sprzęty, obdrapane i brudne ściany… Moje życie było w tej chwili jedną wielką katastrofą.

Zerkałam na kolejne oferty pracy dodane na stronie. Gdzieś pomiędzy następną „prywatną asystentką” a instruktorką fitnessu, do której nie miałam odpowiednich kompetencji, ale i tak się zgłosiłam, zadzwonił mój telefon. Wzdrygnęłam się na ten dźwięk. Nowy numer miała tylko Quinn, bo po powrocie tamtego wieczoru do mieszkania zniszczyłam swoją kartę, żeby nie dostawać więcej wiadomości od nieznajomej kobiety, która wpakowała mnie w to bagno. Bałam się, że to tylko kwestia czasu, aż mnie znajdzie, dlatego spakowałam najważniejsze rzeczy do torby, zaszyłam w obskurnym moteliku i zamierzałam wynieść się jak najdalej. Tylko że nie miałam dokąd, bo na dłuższą podróż nie było mnie stać, zwłaszcza jeśli nie chciałam zostawiać całej reszty ubrań i osobistych przedmiotów w mieszkaniu.

Zmarszczyłam brwi, gdy na ekranie telefonu dostrzegłam nieznany numer. Moje serce przyspieszyło, wyprostowałam się na krześle i wpatrywałam przez chwilę w komórkę, dopóki nie przypomniałam sobie, że przecież podałam namiary na siebie też już w kilku zgłoszeniach, które wysłałam w sprawie pracy.

Wzięłam głęboki wdech.

Może los się wreszcie do mnie uśmiechnął? Musiałam na jakiś czas zniknąć, najlepiej po drugiej stronie miasta, albo i dalej. Dosłownie od tego zależało moje życie, a jeśli nie zrobię tego w ciągu kolejnego dnia, będzie po mnie, czułam to. To, że zmieniłam numer, niewiele da, jeśli nie zmienię otoczenia. Powtarzałam to obsesyjnie, drżąc z każdą godziną bardziej, bo znajdowałam się pod kreską i nie widziałam żadnej nadziei na polepszenie swojej sytuacji.

Odchrząknęłam, biorąc się wreszcie w garść, a potem odebrałam.

– Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Brynn Hunt? – Usłyszałam przyjemny, kobiecy głos.

– Zgadza się, przy telefonie – odparłam.

Miałam nadzieję, że nie słychać, jak bardzo pragnę, by nieznajoma, kimkolwiek była, dała mi pracę.

– Pani Hunt, nazywam się Mia Fields, dostałam pani zgłoszenie w sprawie pracy w moim zakładzie… – Nie byłam pewna, o jaki zakład chodziło, ale wysłałam tak wiele podań, że nie zdziwiłabym się, gdybym zgłosiła się do stolarskiego albo innego, o pracy w którym również nie miałam pojęcia. – …ale niestety nie mamy już wolnych etatów.

Wypuściłam głośno powietrze. I serio dzwoniła, by osobiście mi o tym powiedzieć?

– Cóż…

– Jednak szukam kogoś bardziej nieoficjalnie, a pani zgłoszenie wzbudziło we mnie pozytywne odczucia i pomyślałam, że się odezwę.

Ja za to miałam złe przeczucia. „Nieoficjalnie”? Kolejny klub ze striptizem? Potrzebowałam kasy, ale to nie dla mnie. Nie potrafiłabym wykonywać takiego zawodu, nawet gdyby nie wiązał się z seksem. Po prostu nie miałabym odwagi, nie wspominając o tym, że musiałabym nauczyć się tańczyć, chodzić na szpilkach i jeszcze powstrzymywać przed ukręceniem jaj facetom, którzy chcieliby mnie obłapywać.

– Co to za… ee… nieoficjalna praca?

Usłyszałam perlisty śmiech, który nieco mnie uspokoił. Kobieta brzmiała na miłą. Może nie będzie tak strasznie?

– Szukam kogoś, kto zająłby się domem i psem pod moją nieobecność. Mieszkam spory kawałek za Bostonem, w Westport. Nie mogę zabierać ze sobą zwierzaka w każdą podróż, nie chcę go oddawać do żadnego hotelu. Moja ostatnia pomocnica musiała nagle wyjechać, więc szukam kogoś na ostatnią chwilę, a słyszałam od Nancy, że jest pani naprawdę odpowiedzialna i wspaniała, a potem akurat natrafiłam na to zgłoszenie.

Nancy? Jakiej Nancy? Czy kobieta, u której pracowałam w poprzednim miesiącu jako niania, oraz której wyprowadzałam psy, miała na imię Nancy? Chyba tak. Nie sądziłam jednak, żeby aż tak mnie polubiła, by polecać ekscentrycznym bogatym znajomym. Ludzie jednak potrafią zaskakiwać.

– Mam dość specyficzne wymagania, ale przesłałam pani mailem wszystkie wytyczne, gdyby była pani zainteresowana. Proszę je przejrzeć i dać znać, czy…

– Tak! – krzyknęłam, zanim zdołałam się powstrzymać. W końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło. W końcu. Nie obchodziły mnie te specyficzne wymagania, o ile nie było w nich świadczenia usług seksualnych zwierzakowi ani jej. Serio. Mogłam znieść wszystko. I zajmowanie się domem? Idealnie by się złożyło, gdyby chciała, żebym zamieszkała w Westport. To brzmiało aż zbyt pięknie, by okazało się prawdą. – To znaczy, chętnie przyjrzę się pani ofercie, ale, ee…

– Jest pani pod kreską? – zgadła.

Głupio było się do tego przyznawać przed osobą, która miała mi dać pracę i od której zależała wysokość mojego wynagrodzenia, ale już i tak mnie rozgryzła.

– Tak. – Westchnęłam. – Dlatego pani propozycja naprawdę spadła mi z nieba.

– Cóż, w takim razie cieszę się, że zdecydowałam się zadzwonić akurat do pani – rzuciła jakby z lekkim rozbawieniem. – Jeśli chodzi o pani obowiązki, to jak wspomniałam, chodzi o dbanie o dom i mojego psa. Musiałaby pani zamieszkać tutaj na około miesiąc, bo tyle mnie nie będzie. Czy to problem?

Na miesiąc. Ta kobieta musiała być aniołem. Albo właśnie podpisywałam pakt z diabłem.

– Nie, żaden problem.

Jeśli ją to zdziwiło, nie okazała tego.

– Świetnie. Chciałabym, żeby nie wychodziła pani za często, to dość konserwatywna okolica, jeśli zobaczą obcego, mogą się zrobić podejrzliwi i tak dalej, a po co mieć nieprzyjemności. Z psem będzie pani chodzić na spacery na plażę za domem, mamy kawałek na własność. Zresztą to już staruszek, więc nie potrzebuje wielu wyjść, woli siedzieć przy tarasie. Tylko straszny z niego brudas.

– Nic nie szkodzi. Miałam dwa psy, gdy byłam młodsza, poradzę sobie. Poza tym wyprowadzałam przez jakiś czas…

– Tak, tak, widziałam. W każdym razie, jeśli chodzi o wynagrodzenie, mogę zaoferować na początek tysiąc pięćset dolarów. Tylko wiesz, nie zapewniam ubezpieczenia, więc to będziesz musiała ogarnąć sama.

Nawet nie zauważyłam, kiedy przeszła na „ty”. Tysiąc pięćset dolarów nie urywało tyłka, ale brzmiało naprawdę dobrze dla kogoś, kto nie zarabiał, prawda? A skoro będę mieszkać w jej domu, nie wydam kasy na czynsz. Zakupy, z tego co dostrzegłam w informacjach przesłanych na maila, który właśnie otworzyłam, też były na jej koszt. Więc tę kasę miałam dostać po prostu dla siebie.

– Oczywiście tygodniowo – dorzuciła po sekundzie.

Wtedy mnie zamurowało. Tygodniowo? Przełknęłam ślinę, a potem szybko przytaknęłam, gdy zaczęła mówić, że w domu jest sporo sprzątania, a pies wymaga dobrej opieki, którą się ceni, a na to nie szczędzi pieniędzy. I o ile się na mnie nie zawiedzie, a kilka razy może się pojawić ktoś, kto skontroluje moją pracę, dostanę nawet jakiś bonus.

– Rozumiem. Pewnie. To jasne – mamrotałam.

Miałam wrażenie, że kobieta jest coraz bardziej rozbawiona tą rozmową, i zaczęłam się obawiać, że to jednak zbyt piękne, to jakiś nieśmieszny żart, ale i tak rzuciłam:

– Cóż, brzmi świetnie. Mogę zacząć od razu.

Mia się zaśmiała, a potem stwierdziła, że mam przyjechać jutro rano, podała mi adres, po czym się rozłączyła. Przez chwilę jeszcze siedziałam oniemiała, a później zerwałam się na nogi. Musiałam jechać do swojego mieszkania i dopakować więcej rzeczy. Musiałam powiedzieć o wszystkim Quinn. I musiałam pożyczyć od niej kasę na taksówkę, bo to będzie dość daleka podróż.

Cholera.

Po paśmie porażek wreszcie los się do mnie uśmiechnął. To było naprawdę dobre uczucie.

MATTHEO

W CIĄGU KOLEJNYCH dwóch dni Danika kryła się w swojej norze, a ja szykowałem się na cios, który pewnie planowała zadać. Pomiędzy prowadzeniem firmy i nadzorowaniem reszty moich interesów, spędzałem też czas na czytaniu akt pewnej brązowowłosej, długonogiej ślicznotki, która zdecydowanie nie była tak niewinna, na jaką wyglądała. Kradzież, pobicie – mała była zajęta w ciągu ostatnich trzech lat, a nawet wcześniej. Wyglądało na to, że babrała się w czymś nielegalnym. Po co inaczej kręciłaby się po Spectrum? Dilowała? Przekazywała jakieś informacje? Nie byłem pewien, a to doprowadzało mnie do szału. Musiałem się dowiedzieć, zwłaszcza jeśli pracowała dla mojej siostry.

Chociaż w tym jednak coś mi nie pasowało. Nie wyglądała na jedną z dziewczyn, które lubiła Danika. Dla niej pracowały zawsze te wyzywające, odważne, wulgarne, które potrafiły zerżnąć cię jednym spojrzeniem, w międzyczasie odzierając z całej kasy, dumy, a czasami z życia. Tak, moja siostra trenowała swoje małe żmije. Dlatego były bardzo skuteczne i to dzięki nim trzymała wiele osób w garści. Szczerze mówiąc, trochę ich jej zazdrościłem, chociaż ja wolałem wyciąganie informacji w inny, bardziej bolesny sposób.

Miałem jednak pewność, że kimkolwiek ta mała nie była, musiałem ją znaleźć. Z nagrania, które zabrałem z klubu, wynikało, że weszła do środka i spotkała się przy barze z Rebeką, a potem obie zniknęły w strefie dla VIP-ów, gdzie nie działał monitoring. Brynn wyszła później innym wyjściem, nie wiedziałem którym, a Rebeka zniknęła. Albo moja siostra odkryła, że ta jest wtyką, albo Hunt maczała w tym też palce.

Nie byłem pewien, czy miała jakiś układ z Daniką, czy była jedną z tych osób, które znalazły się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie, jednak i tak opracowałem już plan, by jej ścieżki skrzyżowały się z moimi. Mała Brynn nie wiedziała jeszcze, że wpada prosto w pułapkę, bo odkąd dostałem informacje na jej temat, poczułem coś, czego dawno nie doświadczyłem. Zamierzałem zapolować na tę dziewczynę i znaleźć ją przed Daniką, bo nie miałem wątpliwości, że cokolwiek się nie stało, coś było nie tak, i teraz siostra także szukała tej ślicznotki.

Dlatego musiałem dotrzeć do niej pierwszy i w jakiś sposób dowiedzieć się, o co chodziło i co mała Brynn zabrała ze sobą. Nie chciałem jednak jej porywać i zastraszać, bo nie miałem pewności, czy nie jest tylko poboczną ofiarą. Trochę na to wyglądało. Albo ona chciała, by tak było. Na wszelki wypadek powinienem działać ostrożnie, bo nie zamierzałem skrzywdzić niewinnej osoby. Nie wiedziałem, czy to, co wymyśliłem, okaże się dobrym rozwiązaniem, ale właściwie było już za późno na wycofanie się, bo siedziałem w gabinecie w domu Tossellów i czekałem na odpowiedź.

– Kryjówkę? – powiedziała wreszcie Malia, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Potem wymieniła spojrzenie z Enzem stojącym przy oknie. Trzymał dłonie w kieszeniach spodni, pewnie po to, bym nie widział, jak zaciska je w pięści, wkurwiony, że przyjechałem odebrać moją przysługę. Bywał nerwowy, jeśli chodziło o jego kobietę. – Pozwól, że powtórzę: chcesz, żebym w ramach przysługi dała pracę jakiejś lasce w jednej z kryjówek za miastem?

Uniosłem brew.

– A miałem cię za inteligentną. Nie zrozumiałaś za pierwszym razem?

– Nie pozwalaj sobie, Wilson – warknął Diabeł.

Malia uśmiechnęła się leniwie, a potem oparła wygodniej w fotelu za biurkiem.

– Daj spokój, Matt. Za tym musi…

– Nie mów do mnie Matt, kotku – przerwałem jej. – I nie, nic się za tym nie kryje. Muszę się dowiedzieć, co ta mała wie, a nie zamierzam torturować niewinnej osoby. O ile jest niewinna.

A nie mogłem przecież zakwaterować jej w którejś ze swoich kryjówek, bo bałem się, że Danika je zna. Ostatnio nie byłem pewny, którym ze swoich ludzi mogę ufać. Miałem też nikłą nadzieję, że jeśli mała znajdzie się w domu Tossellów, a na sto procent posiadali takich kilka za miastem, tylko nie wiedziałem dokładnie gdzie, to każe mojej siostrze zastanowić się dwa razy, nim zaatakuje.

– Więc co zamierzasz zrobić? Zakwaterować ją w domu i zmusić, by gadała do ścian o swoich sekretach? – spytała Malia.

Prychnąłem.

– To już mój problem – stwierdziłem. – I koniec tego pierdolenia. Masz u mnie dług, Malia. W ten sposób chcę go odebrać. Na mailu masz wszystkie szczegóły, wyślij je jej i postępuj zgodnie z instrukcją.

Dziewczyna uniosła dłonie, a potem zerknęła na Tossella. Ten wzruszył ramionami, mierząc mnie uważnym spojrzeniem.

– Po tym będziemy kwita.

Uniosłem brew.

– Wiem, jak to działa, Diable. Dzwonicie, czy mam powiedzieć reszcie rodzin, jak Tossellowie dotrzymują obietnic?

Malia przewróciła oczami, a później zaczęła szybko wpisywać coś na klawiaturze.

– Niby co ja mam jej powiedzieć? Że wygrała na loterii wakacje w moim domu? – mruknęła. – Nie pracowała jako pomoc. O, wyprowadzała psy i lubi zwierzęta, pracowała dla jakieś jednej matki z trójką dzieci, ale poza tym…

– Wymyślisz coś – rzuciłem beznamiętnie.

Zacisnęła wargi i pokręciła głową, ale potem wzięła komórkę, po czym wybrała numer. Słuchałem przez chwilę, jak wciskała małej Brynn jakieś bzdury, ale tamta łykała je aż za dobrze. Pewnie wzięła Malię za jakąś bogatą ekscentryczkę. To się dobrze składało.

Szło jej nieźle, dziewczyna przyznała się do bycia pod kreską, co oznaczało, że zdaje sobie sprawę z tego, że Danika na nią poluje. Tylko dlaczego? Byłem poirytowany tym, jak mało wiedziałem. Rebeka zniknęła, nie miałem żadnych informacji, a moja siostra wzmocniła swoją ochronę i sprawdzała każdego, kto wchodził do jej klubu, by pozbyć się ewentualnych szpiegów. Coś było na rzeczy, musiałem się dowiedzieć, co dokładnie. Podejrzewałem, że ma to związek z kopertą, która wypadła wtedy Brynn. Zabrała ją Danice? To powinienem ustalić.

– Cóż, w takim razie cieszę się, że zdecydowałam się zadzwonić akurat do pani – rzuciła w pewnym momencie Malia z przekąsem.

Uniosłem brwi na rozbawienie słyszalne w jej głosie. To mi nie wyglądało na staranie się ze strony Żelaznej Zabójczyni. Dziewczyna mogła jej uwierzyć, ale jeśli zwęszy podstęp, będzie po wszystkim. Chociaż skoro uciekała przed Daniką, nie mogła być wybredna. Gabriel chodził za nią na każdą nieudaną rozmowę kwalifikacyjną i na wszelki wypadek upewniał się, że nikt jej nie zatrudni, by mój plan mógł się powieść.

Gdy doszło do omawiania szczegółów, na chwilę się wyłączyłem. Dałem Malii wolną rękę, ale później zdałem sobie sprawę z tego, że to był chyba zły pomysł.

– Oczywiście tygodniowo – rzuciła z błyskiem w oku, a ja posłałem jej mordercze spojrzenie. Mrugnęła do mnie. – To duży dom, jest tam sporo sprzątania, a mój pies to brudas i trzeba mu specjalnie gotować.

Zacisnąłem usta. Dobrze wiedziała, że zgodzę się tak czy siak, bo pieniądze nie stanowiły dla mnie problemu, ale jeśli dziewczyna domyśli się, że to pułapka, wycofa się. Cóż, normalna osoba by tak zrobiła. Ale Brynn Hunt była tak zdesperowana, że od razu się pozbierała i słyszałem, jak rzuciła swoim słodkim głosem do słuchawki:

– Cóż, brzmi świetnie. Mogę zacząć od zaraz.

Malia roześmiała się ponownie, a ja pochyliłem się w jej kierunku, świadomy chłodnego spojrzenia rzucanego mi przez stojącego teraz po jej prawej stronie Diabła. Wisiał nad nią jak kat. Zazdrosny frajer. Owinęła go sobie wokół palca, nawet po tej akcji, którą odstawiła w domu Bemów. A może wtedy nawet jeszcze bardziej go do siebie przekonała? Sam musiałem przyznać, że to, co wymyśliła, było godne podziwu i nie miałem wątpliwości, że Tossell nigdy nie wypuści jej z rąk. Kurwa, na jego miejscu pewnie chciałbym zamknąć ją w pieprzonej wieży, byle mieć tylko dla siebie.

Malia podała Brynn adres, kazała przyjechać następnego dnia, a potem się rozłączyła i posłała mi długie spojrzenie.

– I już. To była najlepsza spłata długu, jaka mi się przytrafiła – stwierdziła. – Aż będę się przyglądać z ciekawością, jak to się dalej rozwinie.

Uśmiechnąłem się chłodno.

– Nie będziesz. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Muszę sprawdzić tę małą, a jeśli ktoś się do niej dobierze przede mną, będzie za późno.

W oczach Malii pojawił się jakiś błysk, więc od razu się poprawiłem:

– Do tego, co wie, zboczona wariatko.

Zaśmiała się, a ja miałem wrażenie, że te jej zielone oczy przeszywają mnie na wylot. Od razu domyśliła się, że może i chodzi mi o wydobycie informacji z Brynn, ale zamierzałem też zdobyć ją i to był główny powód, dla którego musiałem działać ostrożniej, niż zrobiłbym to w przypadku innej osoby. Jednak od momentu, w którym ją zobaczyłem, wiedziałem, że to po prostu prędzej czy później będzie musiało się stać. Już dawno nie pragnąłem tak mocno żadnej kobiety jak tej słodkiej, niewinnej, uległej ślicznotki, która niedługo będzie czekać na mnie całkiem sama w domu w Westport.

– Będziesz mnie jeszcze potrzebował dla podtrzymania tego kłamstwa, panie „kuzynie, który wpada od czasu do czasu z niezapowiedzianą wizytą do domu” – mruknęła z przekąsem.

Oczywiście, że wyczytała to z wytycznych, które wysłałem Brynn i się tego czepiła. Ale jak inaczej miałbym wyjaśnić to, że pewnego dnia pojawię się w tym miejscu i spróbuję ją przesłuchiwać?

– Będę. To część spłaty długu, ale w razie czego dam ci znać, co robić.

Malia westchnęła i zastukała palcami o blat biurka.

– Słyszałam o twoich problemach z Daniką – powiedziała, poważniejąc po sekundzie. – To ma z nią coś wspólnego?

Nie widziałem powodu, dla którego miałbym to ukrywać. Ostatecznie czego bym nie powiedział, ufałem tej ciemnowłosej jędzy. Można było powiedzieć, że zdarzenia sprzed kilku miesięcy sprawiły, iż zyskałem w niej przyjaciółkę, a to coś znaczyło w naszym świecie. Tossell jednak nadal mnie nie znosił. Z wzajemnością.

– Tego chcę się dowiedzieć.

– Gdybyś potrzebował jeszcze czegoś – dodała Malia, gdy podniosłem się, by ruszyć do wyjścia – wiesz, gdzie nas znaleźć.

Zaskoczyła mnie tym, ale skinąłem tylko głową jej i Diabłowi, a potem wyszedłem z gabinetu. Naprawdę miałem w niej przyjaciółkę. To znaczy nie byłem kretynem, wiedziałem, że kolejna pomoc oznaczałaby tyle, że to ja miałbym dług u niej, ale mimo wszystko świadomość, iż Tossellowie staną po mojej stronie w razie problemów, była pokrzepiająca. Malia to lojalna osoba. Jeśli oferowała coś takiego, wiedziałem, że Danika nie miałaby u nich na co liczyć.

Uśmiechnąłem się. Załatwię moją sukowatą siostrę we właściwy sposób. Nie przechytrzy mnie, to ja byłem głową rodziny i zamierzałem jej to pokazać. Ale najpierw dowiem się, co takiego wie ta mała brązowowłosa ślicznotka, która zgodziła się na dobrowolne zamknięcie w mojej pułapce.

Kazałem Gabrielowi wyczyścić wszystkie akta Brynn, upewnić się, że nikt jej nie będzie jutro śledził i że zapadnie się pod ziemię na następne tygodnie. Właściwie to dziś wieczorem sam sprawdzę, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Zaraz po tym, jak ogarnę na przyjazd dziewczyny dom, którego adres podała mi Malia. Diabeł nie wyglądał na zadowolonego z tego, że oddaje mi swoją kryjówkę, bo od teraz była dla innych spalona, ale pewnie wolał to, niż gdybym najął jego przyszłą żonę do innej roboty.

Zamierzałem więc przygotować tę miejscówkę, sprawdzić, czy nie mieli tam żadnych kamer, choć Malia zapewniała, że nie. W takim układzie potrzebowałem zainstalować własne, więc czekało mnie sporo roboty. Na dodatek, cholera, musiałem znaleźć na ostatnią chwilę jakiegoś starego, posłusznego psa, który słuchałby się tej dziewczyny i rzeczywiście zachowywał tak, jak opisywała Malia.

Ale później… później zapoluję na Brynn Hunt. I będę się tym naprawdę napawał.

Rozdział 4

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 5

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 6

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 7

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 8

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 9

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 10

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 11

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 12

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 13

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 14

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 15

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 16

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 17

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 18

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 19

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 20

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 21

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 22

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 23

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 24

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 25

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 26

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 27

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 28

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Epilog

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.