Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
136 osób interesuje się tą książką
A gdy niegrzeczny chłopak zainteresuje się spokojną dziewczyną, to co się stanie? Co z tego wyniknie?
Spokojna, nikomu niewadząca Sonia przeżywa traumę przemocy szkolnej a potem jeszcze życie dobija ją rozwodem rodziców. Jej emocje są na skraju a tu w dodatku pojawia się Nerwus. Chłopak z bejsbolem, łysą głową i tatuażami.
Jak poradzi sobie z tym nowym afektem? Historia Soni wchodzącej w dorosłość, z wszystkimi problemami pokazuje, że wcale nie jest łatwo.
Powieść z gatunku young adult przenosi nas w świat przyjaźni, pierwszych zauroczeń i miłości. Dorastanie i poszukiwanie własnej tożsamości nigdy nie jest łatwe.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 257
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Magda Rysa, 2025
Copyright © Wydawnictwo Rysa 2025
All right reserved.
Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania wcałości i we fragmentach bez zgody Autora.
Zgoda na wykorzystanie zdjęcia okładki w socjalmediach.
Redakcja: Maria Borkowska
Projekt okładki: Magdalena Szczepańska
Wydanie I
e ISBN –978–83–977995–1–6
Wydawca: Magdalena Szczepańska
Wydawnictwo Rysa
Czaplinek 2025
Nigdy nie należałam do tych ślicznych dzieciaczków, do których nawet obce baby wyciągają ręce. Rodzice nie mogli się mną za bardzo chwalić. Od małego nosiłam okulary, choć nie miałam dużej wady, mimo to powodowała, że nie widziałam ostro. Do tego włosy jakiegoś mysiego koloru, a na dodatek byłam straszliwie chuda, niezgrabna i niezbyt wysoka. Za to cerę miałam ładną, czystą, bez pryszczy czy młodzieńczego trądziku, od zawsze. Pójście do przedszkola, a potem do szkoły uzmysłowiło mi boleśnie, że jestem brzydka.
– Patyczak, dzisiaj masz dyżur. – Byłam wtedy w drugiej klasie podstawówki, gdy tak nazwała mnie przewodnicząca klasy, najśliczniejsza dziewczyna. To przezwisko przylgnęło do mnie na cały okres szkoły podstawowej. Nie lubiłam Anety, bo się wywyższała. Fakt, była ładna i jej rodzice posiadali mnóstwo kasy, ale przecież nie musiała być wredna, a jednak… – Tylko się nie połam, jak będziesz wycierać tablicę – dodała i wszyscy w klasie ryknęli śmiechem, chcąc jej się przypodobać.
Nienawidziłam tych momentów.
I tak rok za rokiem. Musiałam bardzo się pilnować, bo nie raz i nie dwa miałam ochotę sobie popłakać. Nie mogłam dać nikomu satysfakcji, więc nauczyłam się cierpieć w milczeniu.
Tak po prawdzie to nie miałam komu o tym powiedzieć, a rodzicom nie chciałam robić przykrości. Jedynie Zuza wiedziała. Zuza to moja najlepsza przyjaciółka, ale kazałam jej przyrzec, że nikomu nie zdradzi tajemnicy.
Chłopacy, którzy chcieli mi dokuczyć albo podlizać się Anecie, przynosili do szkoły patyki i jak tylko się ruszyłam, to je łamali, i brzmiało to tak, jakbym to ja się łamała. A przodował
w tym Maciek. Robili to nawet na lekcjach, a nauczycie udawali, że nie widzą tego. Trwało tak do połowy szóstej klasy, aż wreszcie źle trafili. Na zastępstwo przyszła dyrektorka.
Wezwała mnie do tablicy i gdy tylko się podniosłam, w cichej sali rozległ się trzask łamanego patyka. Nigdy nie widziałam u naszej dyrektorki takiej furii. Jezu, jak ona wrzeszczała o bezduszności, o braku elementarnego wychowania. O czym ona mówiła? W szóstej klasie wychowanie? Jakiego wychowania oczekiwała od tej bandy? W końcu powiedziała, żeby winny się przyznał albo klasa poniesie odpowiedzialność zbiorową i z wycieczki do Energolandii nici. Po chwili wstał jeden z tych najwredniejszych. Tym razem był to Wiktor. Wielki chłopak powtarzający u nas klasę. Straszny łobuz. Oczywiście dyrektorka wzięła go na pogadankę, ale co z tego, skoro za ten cyrk ja zapłaciłam. Już na drugi dzień wysypali na mnie całe opakowanie talku dla dzieci. Koszmar trwał cały miesiąc, zniszczyli mi plecak, porwali dwie książki, a najgorsze, że połamali okulary. Nawet w domu się nie przyznałam. Starłam się to znosić ze stoickim spokojem, ale było bardzo ciężko.
Już w czwartej klasie znienawidziłam lekcje z WF–u całkowicie i nieodwracalnie. Nauczyciel kazał rozebrać się do spodenek i wtedy każdy mógł zobaczyć moje chude nogi. Chyba nic bardziej żenującego, a do tego złośliwości Anety stawały się coraz gorsze.
Przez te wszystkie lata starałam się pozostawać niewidoczna, ale Aneta zawsze coś mi wywinęła. Miała jeszcze przyjaciółkę Oliwię, a do pomocy Maćka i Wiktora. Ciężko było tak funkcjonować, starłam się być dobrą uczennicą, nie miałam problemów z nauką, nawet matematyka wchodziła mi bez problemu, zaliczałam wszystko śpiewająco, no… oprócz WF–u.
Ale, gdy na matmie dostałam szóstkę za zadanie robione przy tablicy i otrzymałam pochwałę od nauczycielki, wiedziałam, że one się zemszczą. Z czystej zazdrości. Na przerwie nagadały nauczycielce, że Zuza pluje na kurtki i moją przyjaciółkę wezwano na dywanik, a ja zostałam sama. O to właśnie chodziło. Oliwia wepchnęła mnie do łazienki, a tam stało już przygotowane wiadro z brudną wodą. To były sekundy, gdy pomyje wylądowały na mnie. Kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje. Ta małpa wepchnęła mi mopa do ręki, a Aneta cykała zdjęcia. Gdy doszłam do siebie, rzuciłam w nie tą szczotą, ale było już za późno. Z następnej lekcji urwałam się i chodziłam po parku, czekając, aż wyschnę. Aneta zrobiła to z czystej zazdrości, że rozumiem matematykę, a ona nie, ale dlaczego Oliwia?
Przecież to chore! Nie rozumiem, jak można być tak podłym? Oczywiście zdjęcie pokazało się na stronie szkoły przesłane z tajemniczej bramki SMS–owej. To był koszmar, a ja chciałam się schować w mysiej norce. Ostatnio czytałam trochę o tym w sieci. Radzą tam, aby jednak mówić dorosłym o takim zachowaniu, ale ja się bałam. Nie chciałam zmieniać szkoły, a tak pewnie by się skończyło. Tutaj miałam chociaż Zuzkę. Nie, to nie była dobra rada, nie w moim przypadku. Ciekawe, że oprawcy zawsze pilnowali, abym była sama. Zuzy się bali, a raczej jej brata, który kilka razy przyjechał po nas samochodem.
Na drugi dzień po tej akcji z wodą po Zuzkę przyjechał Sebastian. Może niezbyt wysoki, ale potężny w barach, ze złym spojrzeniem. Podeszłam do niego razem z Zuzą, ale on czekał, aż reszta dziewczyn wyjdzie z budynku. Wtedy objął nas i spojrzał wymownie na resztę klasy. Boże, jak ja się wtedy poczułam bezpiecznie w tych szerokich ramionach. Marzyłam, by mieć takie ramiona tylko dla siebie, żeby mieć swojego obrońcę.
– Chodźcie, krasnale, jedziemy na lody. – Ten dzień był świetny, naprawdę zabrał nas na lody i odwiózł do domu.
Gdy wysiadaliśmy z jego samochodu, pod blokiem pojawił się Nerwus.
– A ty co, za opiekunkę robisz? – warknął, a mnie automatycznie poziom humoru zjechał do zera.
– To ja już pójdę – szepnęłam. – Dziękuję, Sebastian.
Szybko pobiegłam do domu, nie chciałam, aby widzieli w moich oczach łzy.
Ta wizyta Seby pod szkołą pomogła na tydzień, ale dla mnie to był dobry tydzień. Potem wszystko wróciło do normy.
Powrót do domu ze szkoły też nie należał do przyjemności .
Czasami bałam się wyjść ze szkoły, więc albo biegłam szybko, aby znaleźć się na ulicy jako pierwsza, albo siedziałam długo w bibliotece. Jeśli towarzyszyła mi Zuzia, to cała ta ekipa ograniczała się do zaczepek słownych.
– Sonia, ja powiem znowu Sebastianowi, żeby przyjechał, niech zrobi z nimi porządek – powiedziała któregoś dnia, gdy idąc za nami, głośno opowiadali, jaki ze mnie cherlak i mizerota, że piłki lekarskiej nie daję rady podnieść, bo mnie przygniata siła przyciągania.
– Daj spokój, pomoże na chwilę, a potem będzie jeszcze gorzej. Dam radę. Najważniejsze to nie prowokować. Zresztą widziałaś wtedy, jak ten jego szef, Nerwus, zareagował.
Pokiwała głową.
– Ale potem Seba powiedział mu, że dokuczają ci w szkole i widziałam, jak on patrzył, gdy biegłaś do bramy. Takiej miny u Nerwusa jeszcze nie widziałam.
– Jakiej? Wściekłej, zniesmaczonej?
– Właśnie nie, był zamyślony i skupiony, a to u niego coś nowego. Normalnie to by już zaklął i przywalił kijem w kosz na śmieci, a tu stał i patrzył za tobą, aż znikłaś za drzwiami. Dopiero potem kosz oberwał, a on odwrócił się i odszedł.
Braciszek jak cień za nim. Kompletnie nie wiedziałam, co się w tym momencie odwaliło.
Wolałam nie komentować i nie myśleć o tym. Nerwus to był ktoś na naszym osiedlu, z nim się wszyscy liczyli, a żadnym wypadku nikt nie chciał mieć w nim wroga.
Dojeżdżanie autobusem do szkoły miało swoje dobre, ale też i złe strony. Gdy padało, to był koszmar. Biegłyśmy wtedy od przystanku, żeby nie zmoknąć za bardzo, ale to nie pomagało.
Do domu wpadałam mokrzusieńka, ale w czasie jazdy mogłam w spokoju pomyśleć. Dom stanowił mój kolejny problem.
Nie chcąc martwić rodziców, zmuszałam się, żeby opowiadać, jak fajnie było w szkole, w dodatku z uśmiechem na twarzy. Albo kłamałam, dlaczego zdarzył mi się jakiś wypadek, jak ten z okularami. I cały czas mnie te kłamstewka uwierały.
Nie chciałam ich martwić. Ciężko pracowali, tata przychodził zmęczony, a mama to już w ogóle. Mieli mnie tylko jedną.
Mama zaszła jeszcze raz w ciążę, ale poroniła i bali się znowu starać o kolejne dziecko. Chciałam więc być grzeczną córeczką.
Powinnam o tym wszystkim powiedzieć rodzicom, powinnam coś z tym zrobić. Pewnie tak, i do tego namawiała mnie Zuza, ale bałam się, sama nie wiem czego. Byłam totalnie wycofana, czułam, że to się rozniesie i będą mnie jeszcze bardziej nienawidzić. W końcu Aneta była bardzo ładna i popularna w klasie, a ja stałam się klasycznym przykładem ofiary.
Życie od samego początku ćwiczyło moją cierpliwość.
Stawiałam sobie fundamentalne pytanie: czemu mi się to przydarza, a innym nie? Czy ja jestem złym człowiekiem? To będzie wiecznie wisiało nade mną? Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi, co jeszcze bardziej mnie dołowało.
Mniej więcej w połowie szóstej klasy zauważyłam, że wreszcie coś się zaczęło dziać z moim ciałem. Zaczęłam dojrzewać. Z przyjemnością obserwowałam, że powoli nabierałam ciała, nawet piersi mi trochę urosły. Gdy kończyłam siódmą klasę, miałam już ładne wcięcie w talii, niezłe piersi i przyzwoity tyłek, tylko nogi zostały sporo za chude. Moja najlepsza przyjaciółka opowiadała mi, że podsłuchała niedawno chłopaków na osiedlu i oni mówili, że ostatnio wyładniałam.
Przecież nie kłamałaby, bo i po co. To byli ci z bandy Wojtka, ale ja bałam się ich chyba nawet bardziej niż tych chłopaków od Nerwusa i Żabika.
Dwa gangi na osiedlu to całkiem sporo, ale, na szczęście, nie walczyli ze sobą, tylko pilnowali porządku. Chociaż ostatnio zaczęły krążyć plotki o tych od Wojtka, że lubią zaliczać dziewczyny. Musiałam chyba posłuchać Zuzy i szybko znaleźć sobie chłopaka.
– Daj spokój – mówiła psiapsiółka. – Niektórzy z nich są całkiem do rzeczy. Choćby taki Łukasz, chodzi do naszej szkoły, jest dość przystojny, chociaż niższy nawet od nas. Poszłabyś z nim na randkę?
– O czym ty mówisz? W żadnym wypadku – odmówiłam od razu. A ona tylko się roześmiała. Czasami lubiła zagrać mi na nerwach, ale wiedziałam, że to żarty. Zaczynał się fajny czas.
Rok szkolny się kończył, słońce grzało, stopnie wystawione.
Zero nauki, a więc i zero stresów. Właśnie wracałyśmy spacerkiem z lodami.
– Ty ciągle tylko o chłopakach.
– Sonia, mamy prawie piętnaście lat, to najpiękniejszy okres w naszym życiu i najlepszy czas na zakochanie. W czym ty widzisz problem, ja się pytam? Zobacz, twoje ciało nabrało ciała.
– Bez sensu.
– Że niby nie nabrałaś?
– To, co mówisz, jest bez sensu. „Ciało nabrało ciała”.
– Czepiasz się szczegółów, zawsze z ciebie wychodzi kujonka. – Znowu się roześmiała, odrzucając do tyłu gęste włosy. Zazdrościłam jej troszeczkę tego luzackiego podejścia do życia. Ja ciągle wszystko analizowałam.
– Ale przyznasz, że czujesz, że twoje ciało się zmienia – dodała.
Skinęłam głową, bo w końcu miała rację. Ostatnio tak jakby trochę tyłek mi się wybrzuszył, co wyglądało świetnie, piersi mogłyby już nie rosnąć, osiągnęły całkiem niezły rozmiar. Te wszystkie drobne zmiany były totalnie na plus. Jednak każdą pozytywną ocenę niszczyły moje kompleksy, czyli chude nogi.
Krótkie spodenki nadal zakładałam z bólem serca.
Przechodziłyśmy akurat koło wierzby płaczącej, pod którą najczęściej chowali się chłopacy palący papierosy. Zuzia spojrzał wymownie na drzewo.
– Albo taki szef naszego gangu… – Zuza nie chciała skończyć tematu chłopaków.
– Kto?
– No, Nerwus, przyjaciel Seby. Gdyby nie był łysy, to by był diabelnie przystojny. Ma całkiem ładne rysy twarzy. Nie uważasz?
– Pewnie tak. – Ja nawet bałam się spojrzeć w tamtą stronę.
Nieśmiałość chyba na zawsze zostanie w mojej naturze. Brat Zuzy – Sebastian był najlepszym przyjacielem i zarazem zastępcą Nerwusa, obaj rządzili gangiem osiedlowym.
– Czyli najwyższy czas rozejrzeć się za jakimś chłopakiem dla ciebie.
– A ty? – spytałam przyjaciółkę, chcąc zmienić temat.
– Powiem ci w tajemnicy, że w sobotę idę na randkę. To znaczy idę z tobą do galerii, a potem się urywam.
– A ja co mam robić?
– Ty? W galerii? Ty się tam czujesz jak w domu, no dobra, zafunduję ci cappuccino.
– Będę dobrą przyjaciółką, więc zgoda, ale kiedyś odbiorę ten dług!
– Oczywiście, też będę cię kryć, jak sobie kogoś znajdziesz.
– Eee, to chyba nigdy się nie stanie. Popatrz, kto by chciał patyczaka?
– Hej, sikorki! – Nagle usłyszałyśmy zza zielonej ściany. – Dacie polizać?
– Sam się poliż – odkrzyknęła Zuza.
– No ej, siostra, z bratem się nie podzielisz? – Zza zwisających gałęzi wyszedł Sebastian, na którego wszyscy wołali Żabik, od nazwiska Żabczyński, a zaraz za nim pojawił się jakiś drugi chłopak. Rozpoznałam tego ich szefa, Nerwusa.
Żabik był szczupły i niezbyt wysoki, ale miał nieźle rozwinięte bary, co dało się zauważyć zwłaszcza latem. Całkiem przystojny, ciemny blondyn, sprawiał wrażenie miłego chłopca, ale to tylko taka zmyłka. Wiedziałam od jego siostry, że systematycznie ćwiczy na siłowni, biega i trenuje jakieś walki i potrafi się bić. Natomiast jego przyjaciel, Nerwus, wielki jak niedźwiedź, ale z łysą głową, z tyłu na czaszce miał wytatuowaną pięść, zresztą ręce też miał w tatuażach i wyglądał przerażająco.
Gdy idzie naprzeciwko, to człowiek automatycznie schodzi mu z drogi. Wszyscy wiedzą, że to on rozdaje karty na tym osiedlu. Nawet Wojtek, szef drugiego gangu osiedlowego, czuł przed nim respekt. Na moment rzuciłam okiem na Nerwusa, zastanawiając się, czy z włosami byłby mniej straszny. I napotkałam jego uważny wzrok, więc zaraz uciekłam spojrzeniem na zwariowanego brata Zuzy.
– Idziemy – warknął napakowany przywódca, straciwszy nami zainteresowanie. Żabik klepnął siostrę w tyłek, aż pisnęła i ruszył za swoim szefem, a może idolem albo przyjacielem.
Wolałam nie wnikać w te ich układy.
Lato to czas totalnej laby i odpoczynku od stresu szkolnego.
Wakacje okazały się wspaniałe, ciepło, luz. Z mamą wyjechałam na tydzień do ciotki na wieś. Dobrze, że miałam sieć w telefonie, bo chyba bym tam umarła z nudów. Po powrocie pierwszy telefon do Zuzy i natychmiastowa wyprawa do galerii. Odetchnęłam, to była moja bajka.
Często spacerowałyśmy po osiedlu albo siedziałyśmy na ławeczce niedaleko przystanku autobusowego. Ja zawsze wykorzystywałam sytuację, aby poobserwować ludzi. Jak sobie jakiegoś przechodnia upatrzyłam, to potem na podstawie wyglądu i zachowania próbowałam analizować jego życie, jakie może mieć problemy, a jakie cele. Mama mówiła, że z takimi zainteresowaniami powinnam kierować się w stronę psychologii.
Niestety, wakacje skończyły się zbyt szybko i trzeba było wracać do szkoły.
Ósma klasa to był hardcor. Od samego początku nauczyciele zaczęli cisnąć, strasząc egzaminami końcowymi. Należało się przyłożyć. Nauki całkiem sporo, ale u mnie wybuchła supernowa – zakochałam się. Chyba po raz pierwszy. Poznałam go w grudniu, w galerii, gdzie lubiłam spędzać wolny czas. Tu było zawsze gwarno, wesoło, mnóstwo pięknych sklepów i odjechane dekoracje, ale przede wszystkim mogłam podglądać ludzi. Potknęłam się przy schodach ruchomych, a on mnie złapał. Obłędny chłopak. Dwa lata starszy. Miał na imię Michał, wyższy ode mnie o pół głowy, szczupły, z kręconymi, nieco przydługimi włosami i pięknymi, ciemnoniebieskimi oczami, wyglądał tak nieziemsko, że nie mogłam się napatrzeć. Jego uśmiech, ukazujący piękne, równiutkie zęby wprost rozpalał moje młodziutkie i niedoświadczone serce. Do tego świetnie się ubierał, miał swój styl, trochę niedbały, ale w czarnych prostych dżinsach i białej bluzie przyciągał spojrzenia. Czarną skórę podbitą kożuszkiem trzymał przerzuconą przez rękę. No, czysty obłęd.
Wtedy po raz pierwszy poczułam, co to znaczy mieć motyle w brzuchu i to był piękny stan. Uśmiechając się słodko, zaprosił mnie na gorącą czekoladę. Po prostu nie mogłam odmówić.
Chyba czytał w moich myślach, że ten napój jest moim ulubionym. Cieszyłam się, że tego dnia byłam sama, bez Zuzanki.
Czułam się jakoś tak dziwnie, wchodząc z nim do ciastkarni.
Coś pomiędzy dumą, szczęściem, a niedowierzaniem, że taki przystojniak mnie zaprosił. Ale kiedy usiadł naprzeciwko mnie i wpatrzył się w moje oczy, wszelkie niedowierzanie zniknęło, a pozostało tylko szczęście i oszalałe motylki. Cała chmara motylków.
– Opowiesz mi coś o sobie?
– Normalna ja, normalna rodzina, normalne życie, ale lubię czytać książki i spędzać czas w galerii na oglądaniu wystaw, ale częściej na obserwowaniu ludzi.
– Ludzi? Czyli psychologia tłumu?
– Może to za dużo powiedziane, ale coś w tym jest, bo lubię obserwować różne zachowania.
– Mnie też obserwowałaś?
– Na ciebie wpadłam…
– I to było zrządzenie losu, więc nie kuśmy go i jutro też się spotkajmy wśród tego tłumu.
Na drugi dzień leciałam do tej galerii jak na skrzydłach, ale najpierw zrobiłam rodzicom istny pokaz histerii, bo nie wiedziałam, w co się ubrać. Mama mi pomogła. Zawsze była w tym dobra. Tata patrzył na mnie z jakimś dziwnym błyskiem w oku. Może się zdziwił, że już tak dorosłam?
Poszliśmy do kina, uparłam się, że zapłacę za swój bilet, obiecując, że lody to już odpuszczę.
W kinie, w ciemnej sali wziął moją dłoń i przysunął do swoich ust. Kurczę, nie pamiętam, co działo się na filmie, ale jak tu pamiętać, gdy czułam, jak bierze każdy palec od ust, najpierw całuje, a potem lekko ssie. To było takie… takie… Pierwszy raz przeżywałam coś tak intymnego, co znałam tylko z filmów i książek.
Kiedy wracaliśmy po kinie i lodach do domu, objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
– Skarbie, a na której randce dasz się pocałować?
– A masz jemiołę? Będzie szybciej!
– A daj spokój z tymi zabobonami. – Roześmiał się swobodnie, ale po kilku sekundach znowu spoważniał i dalej mi szeptał do ucha.
– To nie o taki pocałunek mi chodzi, a o taki pełen emocji, który pokaże ci, jak bardzo mi zależy.
– Już wkrótce, no przecież nie na drugiej randce! Muszę się szanować – odpowiedziałam tekstem, który mi kazała powiedzieć Zuza. Podobno tak się robi. Uśmiechnął się i skinął głową, ale nie skomentował. Odprowadził mnie pod blok.
Mijaliśmy starą wierzbę, pod którą ławeczka jak zawsze okupowana była przez osiedlowych zabijaków. Bałam się nawet spojrzeć w ich stronę.
– Malutka, spotkamy się dopiero po nowym roku, wyjeżdżam z rodzicami. I wtedy dostaniesz ode mnie prezent, a ja sam wezmę sobie prezent od ciebie.
– Serio? Co takiego?
– Twoje usta, maleńka. – Pod klatką cmoknął mnie w policzek. – To tylko taki zadatek, miłego wieczoru i myśl o mnie.
– I nawzajem.
Wpatrywałam się wieczorami w kalendarz i czarowałam, aby dni szybciej płynęły. Dopiero w pierwszy dzień świąt napisał krótkiego SMS-a:
Wesołych świąt, mała.
Jednak to wystarczyło, bo wiedziałam, że o mnie myśli.
Spotkaliśmy po świętach, ale zdawało mi się, że to nie było już takie ogniste. Biegłam do galerii niesiona tęsknotą i z łomoczącym sercem. Czekał na mnie przed wejściem, a na mój widok rozłożył ramiona. Wpadłam w nie w pełni szczęścia.
Jezu, jaka ja byłam zakochana. Cmoknął mnie w policzek i poszliśmy na gorącą czekoladę. Niestety, zadzwonił jego telefon, spiął się na chwilę, wysłuchał i zaraz się rozłączył.
Przeprosił, że musi lecieć do kolegi, bo mają ważny projekt do szkoły. Wiadomo, on był już w liceum. Zostałam sama w ogromnym centrum handlowym i poczułam się malutka i opuszczona. Śmignęłam szybko do wyjścia, nie chciałam wracać do domu, bo wiedziałam, że mama będzie wypytywać o randkę. Ruszyłam do Zuzy. Przytulając się do poduszki, przeleżałam u niej godzinę. Zuza była niezadowolona. Mówiła, że coś ten Michał kombinuje i nie zachowuje się jak zakochany, ale ja i tak wiedziałam swoje. Potrafiłam wszystko mu wybaczyć.
Na walentynki zadzwonił i przeprosił, że jest po pachy w książkach, bo ma sporo nauki. Było mi przykro, ale znowu dałam się przekonać. Dopiero na początku marca poświęcił mi dzień, było zimno, więc siedzieliśmy całe popołudnie w galerii, a wracając do domu wreszcie przeżyłam swój pierwszy pocałunek. Przed klatką objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie, a ja znalazłam się w jakimś obłoku szczęśliwości. Gdy poczułam jego ciepłe i miękkie wargi, to od razu zamknęłam oczy. To bardzo ważny moment, mój pierwszy, prawdziwy pocałunek. Coś, czego się nigdy nie zapomina, więc chciałam jak najwięcej zapamiętać. I muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało, więc raczej się nie opierałam. Byłam totalnie zakochana, ale wiedziałam, że on musi się uczyć, więc spotykaliśmy się raz, góra dwa w tygodniu. W czasie świąt wielkanocnych znowu wyjechał. Ech…
Niestety, w szkole nic się nie zmieniło i dalej nie miałam tak lekko. Ktoś mnie widział z Michałem i zaczęły się niewybredne teksty.
– Te, ślicznotko, a ten twój luby to nie boi się, że cię połamie? – Aneta rzuciła uwagę, przechodząc koło mojej ławki. – Jaki normalny facet połasiłby się na taki worek kości?
– Może on lubi takie trzeszczące kosteczki? – odpowiedziała Oliwa, a na to tradycyjnie już Kacper złamał patyk, których cały zapas miał w plecaku. Nigdy już tego nie robili na lekcjach, ale przerwy? Tu się nie ograniczali. Ten odgłos trzaskającego drewna wwiercał mi się w głowę i chyba już nigdy mnie nie opuści.
Starałam się nie zwracać uwagi na te wredne przytyki.
Wmawiałam sobie, że to akt desperacji tak komuś dokuczać, że to oni mają problemy, ja nie miałam żadnych. Jednak było mi przykro. Mimo tych smutnych myśli byłam szczęśliwa. Miałam chłopaka i kochałam Michała całym sercem.
Egzamin ósmoklasisty napisałam bez problemu. Gdy wyszłam z sali gimnastycznej, gdzie pisaliśmy testy, patrzyłam z zadowoleniem na płaczącą Anetę. Okazało się, że z matmy miała dwa złe wyniki. Dobrze ci, zarazo, wymruczałam pod nosem, szukając wzrokiem przyjaciółki. Jej też poszło nieźle.
Michaś zaprosił mnie na popołudnie do kawiarni na lody. W domu od razu zrobiłam kolejny pokaz histerii, bo nie wiedziałam, czy założyć spódniczkę, czy dżinsy. Jeśli chodzi o modę, to byłam beznadziejna.
Mały bukiecik stokrotek totalnie mnie rozbroił. Po cudownej randce, czyli lodach i spacerze, wracaliśmy do domu, trzymając się za rękę.
Lubiłam, jak mnie całował, wtedy przez moje ciało przechodziły dreszcze. To było takie przyjemne uczucie.
Chciał więcej, ale nie byłam na to gotowa. Rozmawialiśmy na ten temat, raz powiedziałam, że „nie” i uznałam temat za zakończony. Niestety, on nie wytrzymał, już w połowie wakacji przestał dzwonić, pisać, spotkania stawały się coraz bardziej wymuszone, a potem zobaczyłam go z inną dziewczyną w kinie.
Siedziałam dwa rzędy wyżej i widziałam, jak się całowali. To było przykre i bardzo bolesne. Przepłakałam wtedy prawie pół nocy, mama zrobiła mi gorącą czekoladę gdzieś koło pierwszej w nocy, gdy obudziłam ją swoim zawodzeniem. Czekolada miała na mnie cudowny wpływ, była jakby eliksirem, a tata stwierdził, że widocznie nie był mi pisany i przestał się zajmować problemem.
Napisałam do Michała SMS–a, że widziałam ich w kinie, więc nie ma co się rozdrabniać i rozumiem, że nasz związek należy już do przeszłości.
Uważałam, że w przeciwieństwie do niego zachowałam się dorośle i postanowiłam sobie, że nigdy się już nie zakocham.
Przynajmniej tak zapewniałam Zuzkę, płacząc w jej ozdobną poduszkę. Na to wszedł jej brat, Sebastian. Stanął w progu pokoju, trzymając w dłoniach dwie puszki coli.
– Ech, dziewczyny, wy i te wasze zakochania. Sonia, tamten gościu widocznie był jakimś palantem. Widzieliśmy z chłopakami, jak cię odprowadzał do domu, a gdy tylko zamykały się za tobą drzwi, dzwonił do innej dziewczyny.
– Nie mogłeś wcześniej jej powiedzieć?! Na pewno by tak nie rozpaczała – zwróciła mu uwagę siostra.
– Chciałem, ale Nerwus zakazał się wcinać. Na pewno chodzi po świecie ktoś, kto cię pokocha mocno i będzie wierny. – Żabik podał nam puszki i wyszedł.
– Twój brat jest dziwny. – Spojrzałam na przyjaciółkę
– To mało powiedziane, ale pamiętnej, że to facet i jest starszy, ma więcej doświadczenia. Aha i od dwóch dni ma dziewczynę.
– Żabik ma dziewczynę? Kogo?
– Andżelę. Fajna laska, mieszka na tym samym osiedlu domków jednorodzinnych co Nerwus.
– On czasami mnie przeraża. – Nie doprecyzowałam, o którego chłopaka mi chodzi.
– Seba? On nigdy by ci krzywdy nie zrobił, a zawsze cię obroni. Pamiętaj o tym.
Westchnęłam. Nie tak to sobie wszystko wyobrażałam, owszem stan zakochania jest świetny, ale potem? Czy będę w stanie jeszcze komuś zaufać?
– Nie wiem, czy chcę dorosnąć. – Spojrzałam na przyjaciółkę. – A już na pewno nie chcę żadnego chłopaka, wyleczyłam się na zawsze z miłości.
– Oj, durna jesteś, zobaczysz, jeszcze znajdziesz drugą połówkę.
– Może masz rację, ale teraz czas ruszyć do przodu.
No i wreszcie nadszedł upragniony koniec roku szkolnego i koniec szkoły podstawowej. Kończył się mój wieloletni koszmar i miałam nadzieję, że w liceum tego nie będzie. Oprócz Zuzy chyba nikt nie wiedział, z jaką radością odebrałam świadectwo. Od rodziców dostałam karnet na basen na całe wakacje. Młodzież w mieście nie ma tak fajnie, jak ci co mieszkają w małych miasteczkach lub wsiach nad jeziorami.
Zuza też dostała, więc będziemy obie szaleć na basenie.
Raz zostałyśmy zaproszone przez dziewczynę Sebastiana na urodzinowego grilla w jej ogrodzie. Fajnie było, to tam pierwszy raz wypiłam piwo. Całe! I szumiało mi w głowie, i tańczyłam, i było cudownie. Potem jednak zauważyłam dziwne spojrzenia dwóch chłopaków, a potem tego Nerwusa, który stał i obserwował, aż nagle się odwrócił i odszedł w jakiś ciemny kąt ogrodu. Jak tylko zniknął mi z oczu, od razu się uspokoiłam. Co ja sobie wyobrażałam, że nagle stanę się piękna i pożądana?
Widocznie zastanawiali się, co to za dziwo na chudych nogach próbuje tańczyć salsę. Czułam, jak policzki mnie pieką, usiadłam w kącie i popijałam colę małymi łyczkami, by zamaskować uczucie wstydu.
– Co jest Sonia? – Zuza usiadła koło mnie.
– Nic.
– Przecież widzę, odstawiłaś erotic dance i uciekłaś, a teraz siedzisz jak struta.
– Co odtańczyłam? – Mało nie wyplułam coli
– No, taniec erotyczny, ty wiesz, jak wyglądałaś? Jak milion dolarów w blasku fleszy.
– Chyba jednak nie. – Nie chciało mi się wierzyć i naprawdę jej nie uwierzyłam. Do końca tego garden party nie ruszyłam tyłka z krzesła.
Po tej imprezie miałam dość zabawy, wystarczyły mi spacery i wizyty na basenie.
Po wakacjach ruszyłam na podbój liceum. Znajdowało się trzy przystanki autobusowe od naszego osiedla. Zuzka też się tam dostała, więc jeździłyśmy razem. Aneta, przez słabą ocenę z matmy, trafiła do zwykłego ogólniaka, na szczęście nie tam, gdzie my. No proszę, a tak się przechwalała na koniec roku, że za kasę można wszystko. Miałam wreszcie spokój od tej wredoty. Michała też już przepracowałam, więc świat zaczął nabierać ładniejszych kolorów. Jesień przyszła piękna, odziana w kolorową suknię. Od odcieni żółci, czerwieni i brązów aż kręciło się w głowie. Obłęd. Lubiłam tę porę roku, a w parku przepięknie pachniało mokrą ziemią i butwiejącym listowiem.
Kilka razy byłyśmy tam z Zuzą, spacerowałyśmy alejkami i kopałyśmy sterty liści, śmiejąc się i robiąc pierdyliard zdjęć.
Zadbałam wreszcie o siebie, poszłam do lepszego fryzjera.
Pierwszy raz obcinał mnie mężczyzna i byłam zachwycona.
Zmienił trochę kąty cięcia, tłumacząc fryzurę owalem twarzy.
Poradził też, abym się zastanowiła nad kolorem, proponował kasztanowy, bo podobno pasowałby do mojej urody. Wyszłam od niego po dobrej godzinie, ale bardzo podbudowana. Na szczęście nigdy nie miałam problemów z cerą, ot czasami pryszcz mi wyskoczył przed okresem, ale to już siła wyższa, więc pozostawał korektor i ćwiczenie cierpliwości.
Przez pół roku miałam spokój, ale potem wpadłam w oko takiemu jednemu. Nie wiem, czemu się do mnie przyczepił.
Chodził do naszej szkoły, tylko klasę wyżej, i był nawet dość przystojny, ale strasznie nachalny. Dałam się namówić na randkę, ale on już na tej pierwszej chciał się całować. Staliśmy pod moją klatką i on mnie przyciągnął, a ja starałam się trzymać dystans. Silny był i mój opór malał.
Wtedy pojawili się chłopacy z ławeczki pod wierzbą. Seba podwijał rękawy, a u Nerwusa zauważyłam kij bejsbolowy w ręku, z przerażenia przestałam oddychać.
– Nie widzisz, że dziewczyna nie chce? – Żabik stanął w bojowym rozkroku.
– Jesteśmy na randce, nie szukamy zwady!
– No, na pewno nie chcesz z nami zwady. – Niski głos potężnego chłopaka i w dodatku z tym okropnym kijem na barku spowodował, że Kamil szybko mnie puścił.
– Dobra, to ja będę leciał, na razie Sonia.
Szybko odszedł. Chłopacy stali i patrzyli za nim, tylko ten z kijem nie spuszczał ze mnie oczu. Czy teraz mną się zajmą?
Przerażenie mnie sparaliżowało, nie miałam sił oddychać, zacisnęłam oczy i czekałam.
– Sonia! Oddychaj. – Znałam ten głos. To Żabik, Sebastian, brat Zuzanki.
– Otwórz oczy! – polecił Nerwus. Nie byłam w stanie zaprotestować, jakby powiedział skacz, to bym ze strachu skakała. Mówił dość spokojnie, choć wyczułam też jakieś niepokojące brzmienie. Może z trudem panował nad nerwami?
Ludzie mówią, że łatwo się wkurzał. Miałam dość tego wieczoru.
Było już ciemno, gdzieś na końcu chodnika pojawił się ktoś z psem, a tutaj stało naprzeciw mnie czterech chłopaków, w tym ten jeden wysoki, dobrze zbudowany, ubrany na czarno i uzbrojony. Boże, jak ja marzyłam, żeby już się znaleźć we własnym pokoju.
– Ja…
– Spokojnie, mała, jesteś pod naszą opieką – odezwał się znowu Nerwus. Stał tuż przede mną i… bardzo ładnie pachniał.
Tak po męsku.
– Idź już, Sonia, do domu i nie martw się. Skoro Nerwus mówi, że jesteś pod naszą opieką, to nic ci się tutaj nie stanie.
Dałam radę tylko pokiwać głową. Nie wiem, skąd wzięłam odwagę, żeby na niego spojrzeć. W świetle lampy ulicznej wyglądał przerażająco, miał poważną minę i uporczywie wpatrywał się we mnie.
Szybko się odwróciłam i otworzyłam drzwi kluczem. W domu tylko krzyknęłam, że już jestem i schowałam się w pokoju. W ciuchach rzuciłam się na łóżko. To, co mnie spotkało, było totalnie porąbane.
Wciąż przed oczami miałam jego twarz: gdy zdjął kaptur, naga czaszka błyszczała jasno w świetle lampy, no i ten wzrok utkwiony we mnie! Boże, długo jeszcze tego nie zapomnę. Rano na pewno Zuza mnie zamęczy pytaniami i co jej powiem? Że mało się nie posikałam ze strachu?
Siedzieliśmy jak zawsze na naszej ławeczce. Zakosiliśmy ją już rok wcześniej z innej strony osiedla i wstawiliśmy pod wierzbę. Lubiłem to drzewo, zwisające prawie do ziemi gałęzie dawały nam ochronę przed wścibskimi oczami, ale jednocześnie mogliśmy obserwować okolicę. Według opinii publicznej byliśmy gangiem, ale to nieprawda, byliśmy grupą paramilitarną, a pospolicie nazywano nas kibolami. Na początku to był klub kibiców sportowych, ale potem doszedłem do władzy i zmieniłem status grupy. Opornych wyjebałem w kosmos i zacząłem przemianę. Miałem plan.
Mówią o mnie Nerwus, bo zapalam się jak zapałka, szybkim i gwałtownym ogniem, i wtedy lepiej do mnie nie podchodzić.
Odkąd skończyłem dziesięć lat ćwiczę sztuki walki. Siłownia jest moim drugim domem. A wytatuowana duża pięść z tyłu czaszki mówi, że walczę zawsze, ze wszystkimi, o wszystko.
Wtedy pod drzewem mieliśmy się właśnie zmywać na chatę, gdy zobaczyłem, że jakaś małolata szarpie się z wysokim gnojem. Prawie naprzeciwko naszej wierzby.
– Kto to? – spytałem przyjaciela, Żabika. Sebastian Żabczyński był ode mnie dwa lata starszy i był również moim najlepszym przyjacielem oraz prawą ręką.
– To Sonia. Przyjaciółka mojej siory.
To mi wystarczyło. Mała, szara, chudziutka myszka.
Pamiętałem, jak pięknie i seksownie tańczyła na imprezce u Andżeli. Tak, że musiałem szybko odejść, bo moje ciało też było zachwycone, aż za bardzo. Natychmiast wstałem, reszta ruszyła za mną w milczeniu.
Teraz wystarczyło kilka zdań w odpowiednim tonie i obcy zniknął jak niepyszny. Dziewczyna stała naprzeciwko nas.
Widać było, że się boi. Niepotrzebnie. Dbaliśmy o swoich ludzi na dzielni.
Gdy otworzyła oczy, jej twarz od razu zrobiła się jaśniejsza mimo ciemności i przesłaniających oczy okularów. Tak jakby zaczęła błyszczeć. A potem szybko uciekła do klatki.
Zluzowałem ludzi.
– Jutro na placu, w małym lesie. Ćwiczenia. Nara.
– Ok – odpowiedział jeden i wszyscy się zmyli, został tylko Żabik.
– Co jest? – zapytał niepewnie. Widocznie wyraz mojej twarzy nie do końca go przekonywał.
Wciąż staliśmy przed jej klatką, a ja starałem się ogarnąć to, co czułem, bo to było coś całkiem nowego. Jakaś niekontrolowana potrzeba zaopiekowania się tym chudzielcem.
