Zabierz mnie do domu - Aubert Marie - ebook + książka
BESTSELLER

Zabierz mnie do domu ebook

Aubert Marie

3,7

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Tęsknota za młodością i ówczesnymi marzeniami, nieporozumienia małżeńskie, błędy życiowe… w swoim literackim debiucie, dziewięciu krótkich, ale treściwych opowiadaniach, Marie Aubert tworzy małe światy, w których możemy przeglądać się jak w lustrze.

Autorka świetnie przyjętej w Polsce powieści Dorośli doskonale radzi sobie z krótkimi formami. Zbiór opowiadań Zabierz mnie do domu, podobnie jak powieść, pokazuje, jak dużo się dzieje pod powierzchnią zwykłej codzienności, jak bardzo buzują emocje i ile pozornie bliskie sobie osoby mają do ukrycia.

 

Książka Marie Aubert to migawki z życia zwykłych ludzi, którzy gubią się w swoich oczekiwaniach, nie umieją odczytywać własnych i cudzych pragnień. Jest to proza gorzka i dotkliwa, bo autorka operuje w dobrze znanych nam wszystkim rejestrach – ciągłego rozczarowania i wielkich nadziei. Na przemian. Jak to w życiu.
Anna Dziewit-Meller, „BUKBUK”

Bohaterowie Marie Aubert szukają stabilności, spokoju, chcą spełniać swoje ukryte, niewypowiedziane pragnienia i są gotowi na… wiele podłości, by zyskać to, na czym im zależy. Ta autorka ubiera w słowa uczucia, których się wstydzimy, dlatego raczej nie mówimy o nich publicznie. Robi to doskonale.
Agnieszka Kalus, „Czytam, bo lubię”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 111

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (603 oceny)
159
197
156
73
18
Sortuj według:
kasiatylek

Nie oderwiesz się od lektury

Obłędna. Do przeczytania jednym tchem.
00

Popularność




Tytuł oryginału Kan jeg bli med deg hjem

Przekład Karolina Drozdowska

Redakcja Ewa Pawłowska

Korekta Marcin Grabski, Anna Gądek

Projekt okładki Egil Haraldsen & Ellen Lindeberg, Exil Design

Adaptacja okładki i projekt stron tytułowych Tomasz Majewski

KAN JEG BLI MED. DEG HJEM

Copyright © by Marie Aubert

First published by Forlaget Oktober AS, Oslo 2016

Published in agreement with Oslo Literary Agency and Book/Lab Literary Agency

All rights reserved.

Copyright © for the Polish translation by Karolina Drozdowska, 2021

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Pauza, 2021

Zdjęcie autorki na okładce Copyright © Agnete Brun

 This translation has been published

 with the financial support of NORLA.

Skład i łamanie Dariusz Ziach

ISBN 978-83-959007-1-6 (EPUB); 978-83-959007-1-6 (MOBI)

Wydawnictwo Pauza

Warszawa 2021

Wydanie pierwsze

Wydawnictwo Pauza

ul. Meksykańska 8 m. 151,

03-948 Warszawa

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Po prostu

Możemy zostać takimi przyjaciółmi od seksu – powiedziałam po wszystkim.

Starałam się, by mój głos zabrzmiał w ciemnościach lekko i żartobliwie.

Wybuchnął śmiechem.

– Popisujesz się? – zapytał.

Byliśmy wcześniej w knajpie i piliśmy piwo. To ja go zaprosiłam. Wstawiłam się bardziej niż on i mimo jego deklaracji, że nie szuka dziewczyny, przytrzymałam go siłą przed Teddy’s i całowałam się z nim tak długo, aż w końcu się poddał i zabrał mnie do domu.

Następnego dnia pożegnaliśmy się buziakiem i krótkim „do widzenia”. Miałam jeszcze urlop, usiadłam więc w kawiarnianym ogródku z gazetą, nie wzięłam wcześniej prysznica. Nie zdarzyło mi się wstać tak wcześnie przez całe wakacje. Na mokrych od rosy plastikowych krzesłach siedziało oprócz mnie tylko kilku robotników drogowych. Kręciło mi się w głowie, byłam oszołomiona i chciało mi się śmiać. To było moje pierwsze wolne lato od dawna, rok wcześniej dostałam stałą pracę i nie musiałam sobie niczego szukać na wakacje. Rozlałam kawę i dwa razy upuściłam gazetę na ziemię, zastanawiałam się, czy on o mnie myśli.

Nie kontaktowałam się z nim. Po trzech tygodniach dostałam wiadomość, w której pytał, czy jestem gdzieś na mieście.

– No nie chce mi się wierzyć! – zawołałam do Karin.

Stałyśmy przy barze, próbując zwrócić na siebie uwagę barmana.

– Nie?! – odwrzasnęła. – A ja byłam pewna, że się w końcu odezwie!

Następnego ranka odkryłam na ciele siniaki, tak samo było zresztą po kolejnych razach. Nie mogłam się zdecydować, czy mi się to podoba. A on ciągnął mnie za włosy, gdy robiłam mu laskę, wbijał mi palce w boki, kiedy byłam na górze, ja zaś szczypałam wnętrza jego ud, aż jęczał z zachwytu, i tak się nawzajem nakręcaliśmy. Niczym dwa zapamiętałe w zabawie szczeniaki. Z reguły byliśmy tak pijani, że żadne z nas nie dochodziło.

Nadal wynajmowałam mieszkanie na spółkę z innymi dziewczynami, ale już nie dla frajdy, traktowałam to jako rozwiązanie tymczasowe, do momentu, aż znajdę coś własnego. Z moimi współlokatorkami nawet za bardzo nie rozmawiałam. Były pielęgniarkami, a może studiowały pielęgniarstwo, nie bardzo już pamiętam. Raz usłyszałam, jak jedna z nich wraca z dyżuru i przechodzi pod moimi drzwiami dokładnie w chwili, gdy on wepchnął we mnie cztery palce. Musiała mnie usłyszeć, ale nigdy o tym nawet nie wspomniała, nie rozmawiałyśmy na takie tematy.

– Jakie to fajne, że można się z tobą trochę ostrzej zabawić – mawiał, dając mi klapsa w tyłek.

To była dla mnie zupełnie nowa sytuacja, inna od tego, do czego zdążyłam przywyknąć. Podobało mi się, że sobie z tym radzę, że jestem kimś, kto nie oczekuje stałego związku i wieczornego przytulania.

Zaczęłam się zastanawiać nad odejściem z pracy. Pod koniec września kupiłam sobie nowe ubrania i botki na tak wysokim obcasie, że nie mogłam w nich chodzić do biura. Włożyłam je za to któregoś dnia na spacer po St. Hanshaugen z Karin i jej przyjaciółką. Kopałyśmy kasztany, brodziłyśmy w liściach, świeciło cudowne ostre słońce i miałyśmy stamtąd widok aż na fiord. Na mieście jak grzyby po deszczu wyrastały nowe bary i restauracje, wychodziłyśmy gdzieś co weekend. Czułam się jak wtedy, gdy miałam dwadzieścia lat i dopiero zaczynałam studia, przepełniało mnie radosne oczekiwanie jak w dniu pierwszych zajęć, chęć, by biegać trochę szybciej i mówić trochę głośniej. Karin i jej przyjaciółka zapytały o niego, a ja odparłam, że czasem się spotykamy, ale na nic się nie nastawiam, zero stresu. Skomentowały, że brzmi to tak, jakbyśmy się razem dobrze bawili, i że to do mnie niepodobne traktować facetów z takim luzem. Nie należałam do dziewczyn, które miewają przyjaciół od seksu, byłam raczej jedną z tych, które płaczą, przeżywają głęboki zawód, romantyzują związki, a gdy jest już po wszystkim, strasznie tęsknią.

– No ale on musi cię chyba chociaż trochę lubić – zauważyła moja przyjaciółka Karin.

Odrzekłam jej, że chciałabym polecieć do Nowego Jorku, pomieszkać tam może z pół roku po świętach, znaleźć pracę, uczyć się języka i czytać książki.

– Powinnaś to zrobić – stwierdziła Karin. – To przecież całkiem wykonalne. Jak nie teraz, to kiedy?

– No ale etat i w ogóle – odparłam. – Ale byłoby jednak super po prostu złożyć wypowiedzenie i pojechać.

Widziałam oczyma duszy szerokie chodniki i wysokie zielone drzewa, mieszkania z wielkimi oknami i skrzypiącym parkietem na podłogach, stosy książek, bary dla wtajemniczonych, w których można palić, długie rozmowy z sarkastycznymi żydowskimi chłopakami o kręconych włosach i dziewczynami podobnymi do Leny Dunham.

Zadzwonił do mnie o wpół do dziesiątej w październikowy wieczór. Była środa, a on nigdy wcześniej nie kontaktował się ze mną w tygodniu. Zaproponował, żebyśmy przenocowali pod namiotem, wystarczy wsiąść w autobus do Maridalen i gdzieś tam się rozbić. Mógł zabrać z sobą piwo, w jego głosie słychać było zapał.

– A może lepiej przyjedź do mnie do domu – zaproponowałam. – Muszę jutro iść do pracy.

– Przywiozę namiot i zobaczymy, może zmienisz zdanie – odrzekł.

Przygotowałam śpiwór, wełniany sweter i paczkę herbatników, właściwie mogłabym to po prostu zrobić, być osobą otwartą na wszystko, godzącą się na spontaniczne wycieczki pod namiot. Ale mój entuzjazm szybko stopniał, byłam zmęczona i zmarznięta, temperatura za oknem spadła poniżej zera, a ja nie wyjeżdżałam na biwak od jakichś sześciu lat.

– Widać, że naprawdę bardzo nie masz ochoty – powiedział i się roześmiał, gdy go wpuściłam do środka.

– Zamulam, co? – spytałam.

– Wcale nie – odrzekł. – Nie wszyscy muszą wszystko lubić.

Piliśmy piwo pod kołdrą, chichocząc. Wrzasnęłam z zachwytu, gdy w końcu przewrócił mnie na plecy i zaczął zdejmować mi majtki. Później obejrzeliśmy pierwsze Gwiezdne wojny, te stare. Film był, moim zdaniem, nudny i od czasu do czasu trochę przysypiałam.

– Jak możesz spać, skoro tego wcześniej nie widziałaś? – spytał i przycisnął usta do mojej szyi, wydając pierdzący odgłos.

– Nie wszyscy muszą wszystko lubić – odparłam, przedrzeźniając ton jego głosu.

– Kurwa, ale się popisujesz – rzucił.

– On musi cię chyba chociaż trochę lubić – powiedziała Karin.

– To w ogóle nie jest nic z tych rzeczy – odparłam.

– No ale mimo wszystko – stwierdziła Karin, a ja się uśmiechnęłam, nie mogłam się powstrzymać.

Pisaliśmy do siebie raz na jakiś czas, ale on nie proponował spotkania. W któryś piątek zebrałam się w końcu w sobie, siedząc w swoim pokoju, i wysłałam mu wiadomość z pytaniem, czyby do mnie nie przyjechał. Odpisał po dłuższym czasie, że czemu nie, ale że najpierw wybiera się na imprezę. Spałam już od kilku godzin, gdy w końcu rozległ się dzwonek do drzwi, obudziłam się rozgrzana, ociężała i skołowana. Miałam ochotę w ogóle go nie wpuszczać. Śmierdział jak gorzelnia i dosłownie wtoczył się do środka. Zachichotałam i rzuciłam „o rany”.

Wszedł we mnie za szybko. Byłam strasznie zmęczona, chciałam iść spać, ale mimo to przez chwilę się pieprzyliśmy.

– Wystarczy, zaczyna mnie boleć – odezwałam się w końcu.

– No co ty – rzucił dziecinnym tonem, nie przestając.

– Mówię poważnie – powiedziałam. – Chcę iść spać.

Musiałam to powtórzyć, tym razem bez uśmiechu, oparłam dłonie na jego klatce piersiowej.

– Zaczyna cię boleć, też coś – odparł takim głosem, jakby mówił we śnie. Wciąż się we mnie poruszał, w przód i w tył, położył swoje ręce na moich i wcisnął mi dłonie w materac. Musiałam odwrócić głowę, by móc złapać oddech. Był taki ciężki.

Rano przytuliłam go na progu. Uśmiechnął się, mrużąc oczy, i odwzajemnił mój uścisk.

– Jezu, ale mam kaca – powiedział.

– Wcale mnie to nie dziwi – odrzekłam.

Nie chciałam go wypuścić, przywarłam do niego, naga, sama właściwie nie wiedząc, o co proszę. Zaśmiał się i poklepał mnie po plecach.

– To do zgadania – rzucił.

Wzięłam prysznic i ubrałam się jak zawsze. Wypiłam kawę z koleżankami na mieście, pochodziłyśmy po sklepach, kupiłam sobie zieloną bluzę, ale ich rozmowy i żarty gdzieś mi umykały, wszystko się we mnie ściskało w jakiś punkcik, gdzie było cicho i pusto.

Nie rozmawialiśmy z sobą od tamtego czasu. Parę razy obudziłam się, widząc, że mam od niego nieodebrane połączenie, ale nigdy nie oddzwoniłam.

Pojawił się ciekawy wakat, złożyłam więc podanie i udało mi się dostać tę posadę. Do Nowego Jorku mogłam przecież zawsze pojechać na urlop, trochę ewentualnie przedłużony. Kupiłam swoje pierwsze mieszkanie, poznałam pewnego mężczyznę i po kilku miesiącach zostaliśmy parą, a ja sprzedałam to mieszkanie przed upływem roku.

Minęło sześć lat, zanim zaczęłam myśleć o tamtym jak o czymś więcej niż ostatnim spapranym związku, ostatnim facecie, co do którego się oszukiwałam. Poszłam na spacer z wózkiem na St. Hanshaugen, trwał właśnie mój drugi urlop macierzyński. Kupiliśmy niedawno dom szeregowy w Oppsal, do którego mieliśmy się wprowadzić w listopadzie. Nie byłam pewna, czy nadal kocham mojego męża, ale wciąż przytłaczało mnie moje nowe życie, jego zwyczajność i wielkie wzloty, dziecięce głosy, uściski, zapachy i maleńkie sweterki, mąż za moimi plecami w łóżku każdej nocy, nowy dom z kawałkiem ogródka.

Stałam na szczycie St. Hanshaugen i spoglądałam na miasto, a moja córeczka spała w swoim wózku. Jesień była mokra i ciepła, lekkie krople deszczu padały z ukosa na moją twarz. Widok nie sięgał aż do fiordu. I właśnie w tym momencie przypomniałam to sobie, tak dokładnie, że aż puściłam uchwyt wózka i musiałam usiąść na ławce. Nie samą końcówkę, ale początek, z obcasami, siniakami i planem wielkiego wyjazdu.

Możliwe, że przesadzam. Zawsze tak robię, romantyzuję to, co minęło, pozłacam, upiększam i tęsknię. Ale jestem pewna, że w tamtej właśnie chwili oddałabym całe to życie, dom, dzieci, męża i w ogóle wszystko, by tylko odzyskać tamto, tamtą wiarę, że mogę wznieść się ponad siebie samą i stać się kimś innym. I że będzie to równie łatwe, jak włożenie tamtych nowych butów.

[...]

Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku

na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji –

do czytania i dobrej prozy zagranicznej.

Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,

która wciąga, pochłania, wywołuje emocje.

Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki

z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.

Zabierz mnie do domu to trzydziesta książka

Wydawnictwa Pauza.

Wcześniej ukazały się:

2018

Legenda o samobójstwie – David Vann

Pierwszy bandzior – Miranda July

Nasz chłopak – Daniel Magariel

Historia przemocy – Edouard Louis

Tirza – Arnon Grunberg

2019

Pasujesz tu najlepiej – Miranda July

O zmierzchu – Therese Bohman

Piękna młoda żona – Tommy Wieringa

Czekaj, mrugaj – Gunnhild Øyehaug

Floryda – Lauren Groff

Przyjaciel – Sigrid Nunez

Madame Zero i inne opowiadania – Sarah Hall

Mój rok relaksu i odpoczynku – Ottessa Moshfegh

Brud – David Vann

Koniec z Eddym – Edouard Louis

2020

Zgiń, kochanie – Ariana Harwicz

Linia – Elise Karlsson

Nocny prom do Tangeru – Kevin Barry

Ta druga – Therese Bohman

Dorośli – Marie Aubert

Turbulencje – David Szalay

Nikolski – Nicolas Dickner

Fauna Północy – Andrea Lundgren

Witajcie w Ameryce – Linda Boström Knausgård

Pełnia miłości – Sigrid Nunez

Przejście – Pajtim Statovci

Niebieska Księga z Nebo – Manon Steffan Ros

Dziennik upadku – Michel Laub

2021

Halibut na Księżycu – David Vann