Wypuść mnie, proszę - Edward Lee - ebook

Wypuść mnie, proszę ebook

Edward Lee

2,8

Opis

Wypuść mnie, proszę to zbiór dwunastu opowiadań amerykańskiego mistrza horroru ekstremalnego, EdwardaLee. Potężna dawka makabry i obrzydliwości w wykonaniu wirtuoza gatunku! Absolutnie szokująca lektura. 

Mariusz Juszczyk Horror Online

Szukacie prawdziwego horroru,  takiego co wgniata w fotel,a pamięć o wydarzeniach przedstawionych przez autora pozostaje na długo po odłożeniu książki na półkę? Autor Sukkuba czy Ludzi z Bagien, Edward Lee to gwarancja wybitnie horrorowej rozrywki. Oto ambrozja dla horrormaniaków, przed Wami zbiór opowiadań mistrza horroru ekstremalnego.

Piotr Dubas Kostnica.pl

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 164

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Copyright © Wydawnictwo Dom Horroru, 2020

Dom Horroru

Gorlicka 66/26

51-314 Wrocław

Copyright © Edward Lee, Please Let Me Out

Copyright © Edward Lee, Death, She Said

Copyright © Edward Lee, The Wrong Guy

Copyright © Edward Lee, The Piece of Paper

Copyright © Edward Lee, The Characters

Copyright © Edward Lee, Miss Torso

Copyright © Edward Lee, Shit – House

Copyright © Edward Lee, Make a Wish

Copyright © Edward Lee, The Table

Copyright © Edward Lee, Driven

Copyright © Edward Lee, The First Header

Copyright © Edward Lee, THE STATEMENT OF SGT. JUSTIN JESSOP OF THE INNSMOUTH POLICE DEPARTMENT

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Redakcja i korekta: Anna Musiałowicz, Tomasz Czarny

Tłumaczenie:

Łukasz Zbrzeźniak,

„Przejażdżka” – Marcin Kiszela,

„Stół” – Mariusz Juszczyk,

„Header – początki”– Paulina Kowalska

„Przesłuchanie sierżanta Justina Jessopa z Komendy Miejskiej Policji w Innsmouth” – Kornel Mikołajczyk

Projekt okładki: Kornel Kwieciński

Skład: Sandra Gatt Osińska

Wydanie II

ISBN: 978-83-66518-46-9

www.domhorroru.pl

facebook.com/domhorroru

instagram.com/domhorroru

PANI KADŁUBEK

Kobieta nie miała rąk. Nazywała się Spooky[1] i to imię pasowało do niej jak ulał. Miała kruczoczarne włosy i ciemne, niebieskie oczy. Jedna z tęczówek była odrobinę większa od drugiej, zawdzięczała to chorobie znanej jako anizokoria. Głos miała melodyjny i cichy, za to gębę niewyparzoną. Klęła jak szewc. Była jednak interesującą osobą, skomplikowaną i niezwykłą. Spooky miała prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, trochę ponad pięćdziesiąt kilogramów wagi. Była wychudzona do tego stopnia, że niemal nie widać było u niej cycków. Pod jej cienką jak pergamin, bladą skórą wyraźnie odznaczała się siatka drobnych, niebieskich żyłek. W stanie tak skrajnego wygłodzenia pomagały jej się utrzymać meta, kryształ czy po prostu metamfetamina – jakkolwiek je nazwać.

Jedenaście lat temu chodziła po wybiegach dla agencji Forda. Pojawiła się na okładkach „Allure” i „90s” Woman, zaliczyła krótki epizod u projektantki Betsey Johnson, wystąpiła w kilku reklamach kosmetyków. Ale miała też swoją ciemną stronę. Mimo kariery i wielu sesji opłacanych po tysiąc dolarów za dzień zdjęciowy, szybko wciągnęła się bez reszty w narkotyki. Jej upadek był spektakularny. Kiedy obserwatorzy Vinchettiego zauważyli, że puszcza się za pieniądze w Utica, od razu ją przechwycili. Vinchetti lubił, jak jego dziewczyny były wysokie, szczupłe i pyskate. Jednej nocy, kiedy była na haju większym niż stawki adwokata Roberta Blake’a, popełniła błąd, którego miała bardzo pożałować. Spróbowała uwieść Pauliego, jednego z najbardziej zaufanych podwładnych Vinchettiego. Akurat tej nocy jego zadaniem było odwiezienie jej do domu po zakończeniu wizyty w rezydencji.

– Paulie, ja tak bardzo, kurewsko nie znoszę pieprzyć Vincha – zwierzyła się mężczyźnie. – Ma małego fiuta, a jego oddech powaliłby pierdolonego słonia.

W trakcie tej spowiedzi zwinnie przeszła do zabawiania się kroczem Pauliego. On tylko się zaśmiał, potrząsnął głową i wrócił prosto do posiadłości szefa, gdzie ze szczegółami zrelacjonował mu przebieg ich rozmowy. Vinchetti, tak na marginesie, to nie był byle kto. Przewodził organizacji, którą amerykański Departament Sprawiedliwości nazywał piramidą kryminalną Vincetti/Lonna/Stello. Vinch kontrolował właściwie cały rynek heroiny i wszystkie pornobiznesy na wschodnim wybrzeżu. W każdym razie w ramach kary za ten głupi drobiazg były chirurg plastyczny z Beverly Hills, a teraz osobisty lekarz mafioza, wygadana gnida nazwiskiem Winston F. Prouty, na jego życzenie amputował jej ręce jakieś pięć centymetrów powyżej łokci. Teraz Vinchetti wykorzystywał ją do zboczonych numerów, z których większość była dokumentowana na wideo. Wyraźnie życzył sobie, żeby kikuty, które jej pozostały, były odpowiednio długie. Dzięki temu mógł ją zmuszać, aby wkładała je we wszystkie możliwe otwory innych kobiet w trakcie scen grupowego seksu. Zazwyczaj brało w nich udział cztery lub pięć innych dziewczyn. Wychodził z tego świetny materiał.

– Kamera gotowa? – zapytał Frankie.

– Praktycznie tak – odpowiedział Nick, majstrujący trochę przy statywie.

– Czy światła aby na pewno są wystarczająco jasne? – Spooky zaczęła marudzić swoim aksamitnym głosem. Siedziała wyprostowana i kompletnie naga na tanim stoliku do kawy, który stanowił element wystroju „apartamentu”. W rzeczywistości znajdowali się w pokoju w motelu Howarda Johnsona przy trasie 233, niedaleko Rome w stanie Nowy Jork. Wynajęli go ze specjalną zniżką na dwie godziny. Rabat zawdzięczali niedziałającej toalecie, zniszczonej przez dilerów po zeszłotygodniowej, nieudanej transakcji. Nick i Frankie doszli do wniosku, że zaoszczędzoną kasę wydadzą na dodatkowe prochy. To miała być scena z gównem w roli głównej, komu była do tego potrzebna pieprzona łazienka?

– Te światła gotują mnie jak jebaną potrawkę z curry z dodatkiem imbiru i kotletami z grillowanego bażanta – Spooky kontynuowała narzekanie. Na jej ustach pojawił się jednak uśmiech przywołany przez wspomnienia czterogwiazdkowego dania z Big Apple, dania, którym raczyła się jeszcze w czasach pracy dla Forda.

– Musisz jakoś z tym żyć, suko – zauważył Frankie.

– Obciągnij sobie, ty skurwysyński makaroniarzu z bezużytecznym fiutem – odparła cicho Spooky.

– Zwal mi – odpowiedział jej Frankie. Przerwał na chwilę i wybuchnął śmiechem. – Chwileczkę! Ty nie możesz mi zwalić, bo nie masz rąk.

– Chciałabym je mieć, mogłabym cię wtedy pozdrowić środkowym palcem – spojrzała na Nicka. – Co sądzisz o tym bezużytecznym gnoju? Skurwiel ma większego fiuta niż trzech kolesi razem wziętych i nie może z nim nic zrobić. Taki kutas potrzebny jest nam jak bykowi cycki.

Frankie nie odebrał tych uwag szczególnie spokojnie. Jego zwykle blada twarz ćpuna rozmiłowanego w lekach na receptę, morfinie i jej pochodnych nabrała rumieńców w odpowiedzi na zniewagę.

– Ty pierdolony, bezręki pojemniku na spermę. Byłem pierwszym w historii aktorem porno roku!

– Tak skurwysynie, a teraz kim jesteś? Jebanym makaroniarzem z martwicą fiuta. Postawienie go do połowy znów zajmie ci całą pierdoloną noc, tak jak ostatnim razem?

Frankie stał nagi i trząsł się jak ktoś chory na Parkinsona. Jego kiedyś wyrzeźbione sterydami mięśnie teraz wisiały sflaczałe.

– Powinienem teraz…

– Frankie, daj spokój. Została nam tylko godzina, a musimy nakręcić dwudziestominutową scenę – Nick wydawał się zaniepokojony.

Spooky przygarbiła się nieco i zaczęła chichotać. Na jej brzuchu nie było widać ani jednego wałka tłuszczu, zupełnie jakby jej mięśnie pomalowano tylko białą farbą.

– Frankie się denerwuje, bo wie, że nie uda mu się zmusić kutasa do współpracy. Frankie, któremu nie staje, nie jest Vinchowi do niczego potrzebny. Dlaczego więc miałby go zatrzymać, do kurwy nędzy? O tej samej porze za tydzień będzie siedział pod tym nowym mostem na Mohawk River razem z innymi fanami heroiny. Im też już nie staje, dogadają się. – Spooky zatrzepotała rzęsami i wyszczerzyła się w uśmiechu. – Pogódź się z tym.

Frankie teraz był już bliski drgawek. Zaczął wrzeszczeć.

– Nie jestem żadnym ćpunem! – Ślady po igłach na jego przedramionach, przypominające szwy, zdawały się temu zaprzeczać.

– Frankie, staw temu czoła. Jesteś ćpunem – Teraz nawet Nick zaczął się śmiać. Zapalił swoją lufkę i zaciągnął się oparami metamfetaminy. – Dajmy już sobie spokój. Jeśli nie możesz jej wypieprzyć, ja to zrobię, a na końcu ty wysrasz się na jej twarz.

– O nie, tylko nie to – powiedziała Spooky.

Frankie wymierzył w nią palcem niczym dziewięciomilimetrową Berettą.

– Tak, to. I coś ci powiem, zjadłem dziś cały talerz smażonego czosnku i ravioli z kalmarami. Specjalnie dla ciebie.

Spooky nie wydawała się zachwycona, ale w tym momencie jej życia to była dla niej norma. Uniosła kikuty, zupełnie jakby unosiła ręce w geście poddania się.

– Więc zabierzmy się, kurwa, do roboty, żeby mieć to już za sobą.

– Dobry pomysł – Nick odłożył lufkę i zaczął ponownie skupiać się na stoliku do kawy. Tak na marginesie, też był nagi i wychudzony niemal jak Frankie. Niestety nie został przy tym tak hojnie wyposażony. Ale przynajmniej sprzęt Nicka ciągle działał. Przy wsparciu kilku pastylek Viagry, które łyknął chwilę wcześniej, ale jednak. Podał fiolkę Frankiemu. – Pozwalasz psycholce wyprowadzać się z równowagi. Masz i pospiesz się. Jankesi właśnie zaczęli mecz.

Frankie, ciągle wkurzony, połknął połowę zawartości buteleczki.

– Jezusie, Frankie, przedawkujesz – krzyknął Nick.

– Boże, mam taką nadzieję – odparła Spooky.

– Dajcie mi chwilę – powiedział uspokajająco Frankie. Jego fiut był wiotki jak garść rozgotowanego spaghetti, dokładnie trzydzieści centymetrów rozgotowanego spaghetti. Imponujący wynik, niezależnie od punktu widzenia. Wieprzowa polędwiczka dyndała mu między nogami.

Spooky nie potrzebowała zachęty, kiedy Nick przybliżył kutasa do jej wciąż przerażająco ładnej twarzy. Ssała jak biedny, pogodzony z losem ćpun, którym w rzeczywistości była. Narkotyki nie stłumiły libido Nicka tak dalece jak u Frankiego. Osiągnięcie piętnastocentymetrowej erekcji zajęło mu tylko dziesięć minut.

– Jestem gotowy – powiedział. – A ty?

Frankie nadymał policzki masturbując się, jakby zależało od tego jego życie. Wkrótce jednak rejony na południe od jego pępka zaczęły się powiększać.

– Musisz bardziej skupić się na myślach o swoim tatku, Frankie – powiedziała, szczerząc się, Spooky.

– KURWA! – Obraz jego ojca, faceta, który bił go i wykorzystywał od czasu, gdy Frankie skończył cztery lata aż do czternastego roku życia, był ostatnią z rzeczy, które mogły go podniecić. Gigantyczny penis sflaczał zupełnie w przeciągu kilku sekund.

Śmiech wyrwał się z gardła Spooky delikatnie niczym stado ciem.

– Daj spokój – Nick próbował ją doprowadzić do porządku. – Odpuść, widzisz, że go wkurwiasz.

– Nic na to nie poradzę, nienawidzę tego oślizgłego skurwysyna. Zresztą i tak nic, co powiem, nie ma żadnego znaczenia. Temu pacanowi może do przyszłej Wielkanocy uda się podnieść fiuta choć do połowy. Równie dobrze mógłby teraz pompować dziurawą dętkę.

Bezużyteczny kutas Frankiego pacnął o udo, gdy jego właściciel nagle się odwrócił.

– Powinienem teraz… – powiedział, wbijając oczy w Spooky.

– Powinieneś teraz co? Hę? Powiem ci, co powinieneś, kurwa, zrobić. Powinieneś wyhodować sobie kutasa, który działa, ty pierdolony, dławiący się makaronem mafiozo od siedmiu boleści, zbliżający się do terminu własnej przydatności chłopcze na posyłki, pozbawiony chuja gnoju.

Frankie naparł do przodu. Nick zaczął go odpychać.

– Powinienem cię teraz zabić – wrzasnął Frankie.

Spooky śmiała się, podnosząc kikuty.

– Cholera, od dziesięciu pierdolonych lat błagam o kogoś, kto by mnie załatwił. – Jej tatuaże tylko to potwierdzały. Skórę Spooky ozdabiał celownik wydziarany na sercu i piętnastocentymetrowa, przerywana linia z podpisem „TU CIĄĆ” na gardle. – Nie masz pierdolonych jaj, żeby mnie zabić, Frankie. W twoim worku nie ma nic poza dwoma starymi zbukami.

– Frankie, Frankie, wyluzuj, nie rób tego! – krzyczał Nick. Próbował odepchnąć wściekłego mężczyznę, ale od początku była to przegrana bitwa. – Vinch chce jej żywej do pornosów z gównem. Zabijesz ją i wszyscy pójdziemy do piachu.

– Gówno mnie to obchodzi! Zabiję ją!

– Obciągałeś tatusiowi czy tylko dymał cię w tyłek, co Frankie? – Spooky kontynuowała drażnienie się. – Założę się, że wtedy stawał ci za każdym razem.

– Zatłukę ją, Nick. Przysięgam, że…

– Jesteś tylko zajmującym miejsce impotentem, Frankie – dodała. – Zrób ludzkości przysługę i powieś się, kurwa, w końcu.

– Jesteś już martwa, dziwko! Martwa!

– Ochłoń, Frankie – nalegał Nick. – Ochłoń. Zabijesz ją, a wtedy Vinch karze temu swojemu pojebanemu doktorkowi zrobić coś nam. Słyszałeś, co zrobił Tony’emu i Darcy, prawda?

Frankie momentalnie się zatrzymał. To nie była najprzyjemniejsza historia. Całe szczęście udało mu się utrzymać emocje na wodzy. Atmosfera uspokoiła się, a Frankie odzyskał panowanie nad sobą.

– Dobrze już, dobrze. – Stanął z rozstawionymi stopami, zamknął oczy i zaczął się ponownie masturbować.

– Hej, byłbyś tak miły i załadował mi lufkę. Chcę najpierw zapalić. Czuję się skurwysyńsko źle – westchnęła Spooky. To była jedna z niedogodności bycia bezrękim. Spooky, podręcznikowy przypadek narkomana, nie mogła samodzielnie odpalić sobie lufki. Nie mogła też podetrzeć sobie tyłka, umyć się czy obciąć paznokci u nóg. – Muszę dostać macha. Po całym ciele przechodzą mi metaamfetaminowe robale. Więc jak będzie, Nick?

– Nic z tego – Nick postanowił zakończyć dyskusję. – Musisz poczekać, aż skończymy.

– Chuj z tym pierdolonym gównem, człowieku! Potrzebuję trochę kryształu, natychmiast!

– Jak skończymy – powtórzył Nick, sam na wpół nastukany.

– Daj spokój, Nick. Wsadzę ci język do tyłka.

Nick skrzywił się. Nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany takimi przysługami. Chciał tylko pobyć trochę na haju po mecie, spuścić się i zdążyć na mecz Jankesów. Dziś, dzięki Bogu, narzucał Clemens.

– Potrzebuję trochę ścierwa, trochę kryształu. Nie żartuję.

– Musisz poczekać. Może dzięki temu nie będziesz już mieszać Frankiemu w głowie.

– Jasne – warknął Frankie. Grymas na jego twarzy wskazywał, że jest z czegoś bardzo dumny. Odwrócił się, żeby zaprezentować swoje osiągnięcie w całej okazałości. Niemal trzydzieści centymetrów bardzo stojącego kutasa. Spojrzał wyzywająco na Spooky. – Chyba całkiem nieźle jak na martwego fiuta, szmato?

Spooky wzruszyła ramionami.

– Hej Frankie, kiedy byłeś dzieckiem, połykałeś spusty tatusia czy raczej jesteś z tych, co wypluwają?

– Zapierdolę ją! – Malownicza erekcja Frankiego sflaczała w przeciągu chwili, a jej właściciel wybuchł ponownie. Tym razem Nick nie był przygotowany na odparcie nacierającego mężczyzny.

– Gdybym miała zgadywać, powiedziałabym, że połykałeś – kontynuowała Spooky. Nawet nie zerkała na swojego wielkiego jak ogr przeciwnika, który próbował jej dosięgnąć. – Wyglądasz mi na połykacza. Założę się, że twoi rodzice nie musieli kupować nawet jedzenia dla niemowlaków, wystarczyło to, czym cię karmił codziennie tatko.

– Frankie, nie! – Nick krzyknął, ale…

TRZASK!

Było już za późno.

Frankie w amoku wystrzelił pięść nad ramieniem Nicka. Udało mu się dosięgnąć podbródka Spooky z mocą prawego sierpowego Mike’a Tysona. Głowa kobiety odskoczyła do tyłu, za nią podążyła cała górna połowa ciała. Wszystko działo się tak szybko, że przypominało raczej kredowobiałą plamę.

Spooky leżała idealnie nieruchomo na tanim stoliku do kawy.

Nick i Frankie wpatrywali się w nią szeroko otwartymi oczami. Od razu zdali sobie sprawę, co się stało. Głowa Spooky zwisała poza krawędzią stolika, jej szeroko otwarte oczy zezowały na ścianę. Język wysunął się z jej z ust. Cisza była absolutna.

– O cholera, człowieku – wyszeptał Nick. Z porów jego skóry zaczęły wylewać się wielkie krople potu. – Módl się, żeby nie była…

Nie potrafił nawet dokończyć. Ukląkł i przyłożył ucho do jej klatki piersiowej. Głośno przełknął ślinę. Pomacał chwilę jej kark w poszukiwaniu pulsu. Ponownie przełknął i wybuchnął.

– Ty głupi skurwielu z betonem między uszami! Zabiłeś ją! – wydarł się Nick.

– Ja…ja…ja – Frankie zaczął się jąkać. – Nie, ona…

– Przygłupie! Złamałeś jej kark na krawędzi tego stołu!

– Nie, ja... ja… ja – Frankie szukał właściwego słowa. – Nie. Upadła i jej kark… po prostu się złamał.

– Zabiłeś tę szmatę! A teraz Vinchetti zleci komuś ze swojej bandy, żeby zabił nas. Zawieszą nas na rzeźnickich hakach za dupy głową w dół i usmażą palnikami! Ten jego pojebany doktorek obedrze nas żywcem ze skóry!

Frankie zaczął szlochać z przerażenia. Nick usiadł na podłodze, zwiesił głowę.– Po…po…po prostu wyjedźmy z miasta! – Zasugerował Frankie. – Ukryjmy się gdzieś.

– Moglibyśmy polecieć nawet na Marsa, to nie ma znaczenia, Vinchetti nas znajdzie. Moglibyśmy pojechać do pierdolonego Egiptu i zagrzebać się sto metrów pod jedną z piramid, on i tak nas znajdzie. Zabiliśmy jego najlepszą specjalistkę od scen ze sraniem, a Vinchetti kocha sranie. To wkurzy go bardziej, niż Yankees przegrywający serię z Arizoną.

– Jesteśmy martwi – załkał Frankie.

Nick tylko mu przytaknął.

– Zos… zoss… zostawmy ją tutaj – Frankie wpadł na kolejny błyskotliwy pomysł. – Powiedzmy, że się posypała, że przedawkowała czy coś takiego. Tak, zostawmy ją tutaj.

– To lokal pierdolonego Howarda Johnsona! Nie możemy tu zostawić tej martwej, zaćpanej, bezrękiej kurwy! Zamordowałeś ją! Nasze odciski palców są w całym pokoju! Cieć widział, jak wchodzimy. To teraz miejsce zbrodni, Einsteinie.

– Więc... więc... więc wyrzućmy gdzieś jej ciało – Frankie szlochał panicznie. – Wrzućmy ją do kanału. Powiemy, że chłopaki od Peroniego wyrwali nam ją siłą. Peroni od dawna próbował wyrwać od Vincha rynek porno i wyrzucał masę trupów do kanału. Gliny też pomyślą, że to on.

– Hmm – Nick otworzył usta żeby wyrazić swój dalszy sprzeciw, ale nie wydobyło się z nich nic poza mruknięciem.

– Vinch może w to uwierzyć, Nick.

– Możliwe – Nick rozejrzał się, jego mózg pracował na najwyższych obrotach. Wiedział, że to nie jest dobry plan, ale innego nie mieli. – Frankie, ubierz ją. Potem zabierz kamerę, światła i statywy do Cadillaca i wsadź je do bagażnika.

Wskazał na długą walizkę, w której przynieśli sprzęt.

– Możemy ją wynieść w tym.

– W czym? – Frankie spytał wciągając portki. – Masz na myśli walizkę?

– Dokładnie tak.

– No nie wiem, Nick. Nie sądzę, żeby się zmieściła – Frankie wyraził swoje wątpliwości, drapiąc się przy tym po brodzie.

Nick wstał i złapał pokrowiec ze swoim nożem Gerber Mark IV, leżący na komodzie.

– Wpasuje się idealnie, Frankie. Po tym jak obetnę jej nogi.

To, że już wcześniej rozwinęli pod stolikiem folię, oszczędziło im wiele czasu. Mieli w końcu nagrywać scenę ze sraniem. Nigdy Nie Zostawiaj Po Sobie Bałaganu – takie były zasady. Rozwalona łazienka stanowiła pewien problem, dopóki Nick nie zaprzągł do pracy swojego mózgu. Pomieszczenie było zamknięte na kłódkę, z tego powodu nie mieli do dyspozycji wanny. Nie mieli gdzie urżnąć nóg bez robienia bałaganu, krew nie miała też dokąd spływać. Nick zręcznie odciął cztery metrowe kawałki przedłużaczy i zaczął zakładać opaski uciskowe dokładnie tak, jak nauczyli go w wojsku. Pierwsze dwie zacisnął tak blisko bioder, jak to tylko było możliwe. Druga para powędrowała dwa centymetry poniżej. Owinął wszystko najmocniej jak mógł i ciasno zawiązał. Potem zaczął ciąć. Nóż gładko kroił ciało dookoła uda aż do samej kości. Gerber był ostry, ale zadanie, jakie przed nim stanęło, było o wieeeele trudniejsze, niż się spodziewał. Z rany nie wyciekło dużo krwi, głównie dzięki podwójnym zaciskom na każdej nodze. Młotek i dłuto ze skrzynki z narzędziami w Cadillacu bez problemu złamały każdą z kości udowych.

I tak pozbyli się nóg.

– Dobra robota, Nick – komplementował go Frankie.

– Dzięki.

Korpus Spooky idealnie wpasował się w walizkę. Ułożyli na nim nogi i zapięli całość na zamek błyskawiczny. Walizkę wsunęli na tylne siedzenie Cadillaca, folię wrzucili do kontenera na śmieci na tyłach motelu i odjechali.

Nick z uśmiechem włączył radio. Nie mógł prosić o lepszy dobry omen. Jankesi gromili Baltimore jedenaście do jednego, a to była dopiero piąta zmiana.

– Nie jestem pewien co do tego kanału, Frankie – Nick oceniał spojrzeniem długi pas ciemnej wody, starając się przy tym nie wyglądać podejrzanie. – Po drugiej stronie widziałem dwóch gliniarzy.

[1] z ang. straszydło, maszkaron (przyp. tłum.)

EDWARD LEE

Edward Lee (ur. 1957 w Waszyngtonie) jest autorem kilkudziesięciu książek z gatunku horroru, specjalistą od prozy ekstremalnej, wychodzącym naprzeciw oczekiwaniom czytelników spragnionych kontaktu z literaturą przekraczającą granice wszelkiego tabu. Autor powieści „The Bighead”, „Slither”, „Brides Of The Impaler” czy „Haunter of The Threshold”. Jednym z jego głównych źródeł inspiracji jest proza Howarda Philipsa Lovecrafta. Dotychczas w Polsce ukazały się jego trzy powieści wydane w wydawnictwie Replika: „Sukkub”, „Ludzie z Bagien” oraz „Golem”. Lee mieszka na Florydzie, gdzie oprócz pisania horrorów zajmuje się prowadzeniem własnego studia filmowego „City Infernal Films”.

www.edwardleeonline.com

www.cityinfernalfilms.com

Spis treści

PANI KADŁUBEK

POMYŚL ŻYCZENIE

STÓŁ

POWIEDZIAŁA „ŚMIERĆ”

NIEWŁAŚCIWY FACET

POSTACIE

PRZEJAŻDŻKA

GÓWNIANY DOM

SKRAWEK PAPIERU

HEADER – POCZĄTKI

PRZESŁUCHANIE SIERŻANTA JUSTINA JESSOPA Z KOMENDY MIEJSKIEJ POLICJI W INNSMOUTH

EDWARD LEE

Punkty orientacyjne

Okładka

Spis treści

Strona tytułowa

Kolofon