Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później - Katarzyna Grochola - ebook + książka
NOWOŚĆ

Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później ebook

Katarzyna Grochola

4,7
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

723 osoby interesują się tą książką

Opis

Nareszcie!

Kultowa Judyta – którą pokochały miliony – powraca po 20 latach.

A wraz z nią Adam, Tosia, Ula, Eksio i nowi bohaterowie oraz śmiech, łzy i kolejne 1000 powodów, by próbować jeszcze raz.

Wszyscy wiemy, że relacje z innymi ludźmi nie są łatwe. A najlepiej wie o tym Judyta. Czy tym razem będzie w stanie służyć radą, gdy wsparcia wymagać będzie jej własna córka? Czy Tosi uda się rozpocząć nowe życie? Czy matka Judyty w końcu będzie z niej zadowolona? Czy naprawdę z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu? Jak nie zwariować w tym wszystkim?

Katarzyna Grochola w mistrzowski sposób łączy humor i cięty dowcip z rodzinną opowieścią i nadzieją, że nawet z najtrudniejszej sytuacji może wyniknąć coś dobrego. Niemożliwe? A właśnie że tak!

Autorka kultowego Nigdy w życiu! powraca z uwielbianymi bohaterami – dojrzalszymi, nieco innymi, a jednak wciąż z taką samą werwą i humorem. Powrót Judyty to brawurowa odpowiedź na pytanie, co stało się nie tylko z nią, ale przede wszystkim z nami, gdy życie napisało kolejne rozdziały przez 20 lat.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 415

Oceny
4,7 (68 ocen)
52
11
4
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Maserati

Z braku laku…

Judyta się zestarzała i z wiekiem zrobiła się nudna. Przeczytałam jedną czwartą i odpuściłam. Nie ma już tego humoru i lekkości. Szkoda- spodziewałam się czegoś lepszego.
00
Lusy77

Dobrze spędzony czas

Czyta się jednym tchem , momentami zabawna, zdarzyło się tez male wzruszenie; Historyjka jednak bardzo przewidywalna, jakby powtórzona. Wszlkie nowe postacie niewiele wnosza: wchodzą i wychodzą. Trochę malo emocji.
00
JohnStanlejPredator

Nie oderwiesz się od lektury

Grochola jak zwykle genialna.
00
doris1969

Nie oderwiesz się od lektury

Czyta się rownie dobrze jak pierwszą część
00
BozenaMoc

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna, jak cała seria.
00

Popularność




Opieka redakcyjna, redakcja: ANITA KASPEREK

Korekta: ANNA POINC-CHRABĄSZCZ, MARIA ROLA, JUSTYNA TECHMAŃSKA, ANETA TKACZYK, KRYSTYNA ZALESKA

Ilustracja na okładce: ANDRZEJ PĄGOWSKI

Opracowanie graficzne okładki: MAGDALENA BŁAŻKOW / KreacjaPro

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Anna Katarzyna Grochola © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-09345-0

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Moim najukochańszym i najmłodszym

Dzieciom – Wandzi i Antkowi

i z serdecznym podziękowaniem dla

mojej własnej Córki Dorotki,

która wymyśliła, o czym mam pisać

Biuro matrymonialne

Adam przyjechał do domu i powiedział:

– Judyta, a gdybyśmy założyli biuro matrymonialne?

Pamiętam, że po raz pierwszy w życiu udało mi się zakrztusić mocną herbatą. Jak już przestałam się dławić, mogłam grzecznie zapytać:

– Biuro matrymonialne? Czyś ty oszalał?

– Biuro matrymonialne w starym stylu, poznajemy ludzi, robimy z nimi wywiad, rozmawiamy, a potem szukamy dla nich partnera, trzeba by zamówić u specjalistów ankietę, wiem nawet, z jakim kluczem... i dać szansę tym, którzy chcą się spotkać z drugim człowiekiem, a nie z jakimś wiralowym widmem... A ty byś je poprowadziła... Byłabyś świetna... – Rzucił kluczyki od samochodu na blat w kuchni i wyglądał jednocześnie na podekscytowanego i zmęczonego.

Usiadł przy stole i otworzył wino.

Brzmiało to tak, jakbym się cofnęła w czasie. W dobie internetu robić coś takiego?

– Nalej mi też. – Wyjęłam drugi kieliszek, mimo że nie pijam wina bez okazji. I w ogóle wino mi szkodzi. Jeszcze nie za bardzo, ale w porównaniu z tym, co było... Ech, ten upływający czas ma nawet wpływ na alkohol... – Skąd ci to przyszło do głowy? – Upiłam łyk i lekko się skrzywiłam.

– Myślisz, że dlaczego terapeuci mają ręce pełne roboty? Bo straciliśmy zdolność porozumiewania się, ludzie informują się o tym, co robią i co jedzą, na fejsie, dostają sto pięćdziesiąt lajków i myślą, że mają stu pięćdziesięciu znajomych. – Adam był niezrażony. – A gdy przychodzi co do czego, to nie umieją się dogadać z drugim człowiekiem... Ja myślę, że bylibyśmy dobrzy w tym...

– Może ty, ale ja???

– Twoje warsztaty z empatii na pewno by się przydały... Sama mówiłaś, że jeśli pomoże się choć jednemu człowiekowi, to tak, jakby ratowało się świat...

No owszem. Tak mówiłam. Ale to było dawno!

– Dopóki chcemy coś robić, to nie jest z nami tak źle...

– Ale jak ty to sobie wyobrażasz?

– Wynajęlibyśmy mieszkanie w Warszawie, dojazd kolejką mamy znakomity, rozmawiałem już z Mateuszem, oni wyjeżdżają na cztery lata do Stanów, cena nas nie zabije...

Najpierw oporowałam – to dziwne słowo, ale okazuje się, że bliskie mojemu stanowi ducha, a potem sobie pomyślałam, że to będzie fajnie mieć codzienny kontakt z ludźmi, jakimiś normalnymi, którzy chcą czegoś więcej niż miliona lajków.

Chociaż prawdę powiedziawszy, ja też oczekuję lajków, tyle że od życia. I jakoś tak się stało, że zgodziłam się na ten niedorzeczny pomysł.

Gadaliśmy do późna w nocy, co nam się od dawna nie zdarzyło. Wymyślaliśmy, o co pytać ludzi w ankiecie, jak to zrobić inaczej niż tylko: waga, wzrost, wykształcenie, i do pierwszej w nocy mieliśmy pustą butelkę, zapisane dwadzieścia kartek, dwa opakowania po hinduskim jedzeniu, cztery po mango lassi, za którym przepadam, bałagan na strychu, na którym przechowywałam stare roczniki pisma, w którym pracowałam, a które teraz stały się nieocenionym źródłem wiedzy.

Wycięłam z nich wszystkie ankiety, jakie kiedykolwiek opublikowano, wszystkie niedorzeczne i dorzeczne pytania w rodzaju:

– jaki był najlepszy prezent, który dostałeś,

– jaki był najbardziej hardcorowy prezent, który komukolwiek dałeś,

– jakie słowa chciałbyś usłyszeć, gdybyś stanął przed Bogiem,

– co chciałbyś powiedzieć bliskim tuż przed śmiercią,

– jakie zdanie przychodzi ci najtrudniej powiedzieć,

– jakie słowo jest dla ciebie nie do wymówienia,

– o co nigdy nie poprosiłeś, a chciałeś,

– czy rozmawiasz o seksie,

– czy wiesz, co to jest owulacja, polucja, menopauza, andropauza,

– jaki jest twój ulubiony film,

– jaka piosenka budzi w tobie ciepłe uczucia,

– czy kiedykolwiek zabiłeś zwierzę – nawet malutkie,

– jakie emocje budzą w tobie komary,

– czy masz więcej niż pięcioro bliskich przyjaciół,

– czy czujesz się samotny w towarzystwie,

– czy wchodząc do pokoju, w którym nikogo nie znasz, umiesz rozpoznać, kto jest parą,

– czy uprawiałeś seks z kimś innym, będąc w związku,

– czego boisz się najbardziej.

I oczywiście sztandarowe, pojawiające się w każdym quizie: co byś ze sobą wziął na bezludną wyspę?

Och, tych pytań były miliony, ale postanowiliśmy zebrać wszystkie do kupy i dać specjaliście, niech wybiera i stworzy najlepszą ankietę świata i program komputerowy do niej!

Ludzi podobnych do siebie przemieli algorytm, a my będziemy sprawdzać tylko, czy wszystko jest okej, czy nie przyplącze się jakiś psychopata czy psychopatka, bo jednak spotkanie w cztery oczy wyklucza oszustwa, przynajmniej na poziomie widokowym. Łysy pozostanie łysym, a pani z nadwagą nie będzie poprawiona przez Photoshopa.

Zeszliśmy ze strychu znacznie ostrożniej i wolniej, niż tam wchodziliśmy, ze stertą wycinków i niektórymi moimi odpowiedziami na listy – bo troszkę mnie wino rozkleiło i chciałam sobie przypomnieć, jaka byłam znakomita.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki