Wesele w Szkocji - Kim Lawrence - ebook
Opis

Angielka Poppy Ramsay i włoski arystokrata Luca Rainieri bardzo się kochają. Jednak Luca poślubia inną. Nieszczęśliwe małżeństwo wkrótce kończy samobójcza śmierć żony. Luca, pełen poczucia winy, postanawia już nigdy więcej się nie żenić. Siedem lat później Luca i Poppy spotykają się w zamku w Szkocji. Ich dawne uczucie odżywa, lecz Poppy nie chce być znowu tylko kochanką…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 139

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Kim Lawrence

Wesele w Szkocji

Tłumaczenie: Monika Łesyszak

PROLOG

Czerwiec 2004 roku, Villa Palladio

– Szczęściarz z ciebie.

– To prawda, wujku Dino.

Naprawdę był szczęściarzem. Jeśli będzie to sobie w kółko powtarzał, w końcu sam w to uwierzy. W rodzinie Rainierich od wieków z powodzeniem aranżowano małżeństwa. Wprawdzie związek jego dziadków, zawarty w celu scementowania dwóch potężnych włoskich rodzin, nie należał do najbardziej budujących przykładów, ale już jego rodzice znaleźli wspólny język. On jednak uważał się za nowatora powołanego do wprowadzenia rodziny w dwudziesty pierwszy wiek.

Lecz w ciągu sześciu tygodni wiele może się zmienić. Tyle właśnie czasu minęło od chwili, kiedy przyjął, niewinne z pozoru, zaproszenie ojca na kieliszek brandy do jego gabinetu. Gdy Damiano Rainieri nalał im trunku, wyciągnął ze skrytki za obrazem w sejfie maleńkie pudełeczko, które ceremonialnie wręczył synowi ze słowami:

– Należał do twojej prababki.

Z perspektywy czasu wspomnienie tej sceny wyglądało na gorzką ironię. Lecz w tamtej chwili wzruszenie ścisnęło go za gardło, że ojciec wie o Poppy, ale go nie sklął ani nie wydziedziczył. Już otwierał usta, by wyrazić wdzięczność za jego tolerancję. Zamierzał jednak zastrzec, że choć planują wspólną przyszłość, po szczerej dyskusji uznali jednomyślnie, że są jeszcze za młodzi na małżeństwo.

– Zobaczysz, czy za rok nie będziesz miał mnie dość – zażartowała Poppy, siedząc z nim nad brzegiem jeziora.

Oboje postanowili wziąć przysługujący każdemu studentowi roczny urlop i wyruszyć razem w podróż. Luca namiętnym pocałunkiem udowodnił, że nigdy mu się nie znudzi.

– Albo czy ty nie zawrócisz w głowach całemu tłumowi studentów – odpowiedział żartem, choć sama myśl, że ktoś inny mógłby dotykać tych kuszących kształtów, budziła w nim agresję.

– Jesteś zazdrosny! – wykrzyknęła Poppy z nieskrywaną satysfakcją.

– Czarownica bez serca – skomentował z uśmiechem.

– Twoja mała czarownica – przypomniała cichutko, wpatrzona w niego prześlicznymi, zakochanymi oczami. – Wyłącznie twoja.

Szczera do bólu, Poppy nigdy niczego nie ukrywała ani nie udawała. Wszystko, co czuła, wyrażała słowami, mimiką i gestykulacją – przeciwnie niż Gianluca, wychowany w cichym domu, gdzie wypadało zachować godność i umiar.

– Nie martw się, Luca. Wytłumaczę wszystkim, że oddałam serce maniakowi komputerowemu – dodała ze zniewalającym uśmiechem. – Zanim skończę studia, na pewno zdążysz założyć najlepszą na świecie firmę projektującą strony internetowe.

– Jak ty to robisz, że jesteś cały czas taka radosna?

– Na tym polega mój urok. Zresztą mam powody. Czy pamiętasz, że w tym miejscu całowaliśmy się po raz pierwszy?

– Jakże mógłbym zapomnieć? Ale przestań mnie kusić – dodał, z trudem odrywając wzrok od słodkich usteczek dziewczyny.

Poppy posłała mu niewinne spojrzenie i poklepała trawę.

– Nie sądzisz, że byłoby wspaniale w tym samym miejscu…

Walcząc z narastającym pożądaniem, Luca przytrzymał jej dłoń, którą zaczęła rozpinać sobie bluzkę, i podniósł ją do pozycji stojącej. Niewiele brakowało, by złamał szlachetną obietnicę daną matce chrzestnej, ale nadludzkim wysiłkiem zdołał zwalczyć pokusę. Mimo że Poppy nie przeszkadzało pięć lat różnicy wieku, Luca zachował kontrolę nad sobą, żeby jej nie skrzywdzić. Przychodziło mu to z coraz większym trudem, ponieważ Poppy nie podzielała jego skrupułów i wciąż go kusiła.

– Przyrzekłem twojej babci…

– Bez obawy, nie skrzywdzisz mnie – wpadła mu w słowo. – Wiem, co robię. Mam już osiemnaście lat. Z mojej strony to nie dziewczęce zauroczenie, tylko prawdziwa miłość, bo nie widzę w tobie ideału, tylko kocham cię mimo twoich wad.

– Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy – tłumaczył cierpliwie Luca. – Znam pewną plażę w Tajlandii. Można na nią dopłynąć łódką. Zaczniemy tam, na białym piasku, przy świetle księżyca, wśród szumu fal uderzających o brzeg…

– Przestań! Dostałam gęsiej skórki na całym ciele. Chcesz zobaczyć? – dodała z figlarnym błyskiem w oku.

– Dobrze wiesz.

– Ale powstrzymuje cię twoje staroświeckie poczucie honoru i obietnica dana chrzestnej. No trudno. Rób, jak uważasz, ale nie przeszkodzisz mi próbować przyspieszyć biegu wypadków – ostrzegła na koniec.

– Doceniam twoją szlachetność, tato, ale jesteśmy jeszcze za młodzi – tłumaczył później ojcu, choć wyobrażał sobie Poppy w pierścionku zaręczynowym ze szmaragdem w kolorze jej oczu.

– Aurelia uwielbia rubiny.

– Aurelia? – Luca zatrzasnął pudełeczko. – Nie ożenię się z Aurelią.

Obydwie rodziny nigdy nie robiły tajemnicy z tego, że życzą sobie połączenia dynastii poprzez małżeństwo najmłodszego pokolenia. Jako dzieci Luca z Aurelią często żartowali z ich równie staroświeckich i ambitnych, co nierealnych planów. W ostatnich latach Aurelia, która wybrała szkołę dla panien zamiast uniwersytetu, jakoś przestała z nich drwić.

– Kocham kogoś innego – oświadczył Luca w nadziei, że w ten sposób położy kres dyskusji.

– Nic dziwnego. Masz dopiero dwadzieścia trzy lata. Z całą pewnością wybrałeś nieodpowiednią osobę. Czy zdajesz sobie sprawę, jak niewiele współczesnych dziewcząt rozumie, na czym polegają obowiązki żony? Przeważnie przedkładają karierę nad macierzyństwo – tłumaczył Damiano. – Tymczasem twoja żona nigdy nie będzie pracować.

Gianluca zacisnął zęby. Nie wyobrażał sobie, żeby Poppy ograniczyła swoje ambicje do kuchni.

– Pytanie, czy ty zdajesz sobie sprawę, jaka odpowiedzialność na tobie spoczywa – ciągnął Damiano. – Zresztą Aurelia cię kocha.

– Bzdury!

– To prawda, a ty ją lubisz, więc w czym problem?

– Sympatia nie wystarczy.

– Myślisz, że ja kochałem twoją mamę?

– Tak – potwierdził Gianluca z niezachwianą pewnością. Jego rodzice stworzyli wyjątkowo udany związek.

– Nieważne. Grunt, że zostaliście sobie przeznaczeni od najmłodszych lat. Najwyższa pora wypełnić zobowiązanie.

– Dlaczego tak nagle? Kiedy zgodnie z twoim życzeniem podjąłem studia podyplomowe w Harvardzie, zgodziłeś się przecież, żebym po ich ukończeniu wziął sobie rok wolnego na podróże po świecie – przypomniał Gianluca.

– Tak jak wszyscy studenci – potwierdził jego ojciec. – Tyle że ty w przeciwieństwie do nich już obejrzałeś kawałek świata.

– Z okien pięciogwiazdkowych hoteli.

– Rzeczywiście okropnie się wycierpiałeś.

– Wiem, że urodziłem się pod szczęśliwą gwiazdą.

– Dostałeś wszystko, czego zapragnąłeś. Najwyższa pora spłacić dług i ustatkować się. Kiedy przejmiesz firmę…

– Nie zamierzam jej przejmować – wpadł mu w słowo Luca. Odczuł ulgę, że wreszcie wyrzucił z siebie, jaką decyzję podjął.

Lecz gniew minął w mgnieniu oka, kiedy zobaczył, jak ojciec bezwładnie opada na fotel.

– Jeżeli nie poślubisz Aurelii, firma przestanie istnieć.

– Jak to?

Damiano wstał, podszedł ponownie do sejfu i wrócił z teczką.

– Czy mówi ci coś nazwisko Jason Stone?

– Oczywiście.

Każdy znał amerykańskiego oszusta, który nie posiadając nic prócz uroku osobistego, za pomocą obietnic nierealnych zysków namówił wielu przedsiębiorców do powierzenia całego majątku w jego lepkie ręce. Obecnie siedział w więzieniu, a zagarnięte miliony przepadły bez śladu.

– Przeczytaj to, Luca.

Gdy Gianluca przeglądał strony, nagle pojął, dlaczego jego ojciec postarzał się w zastraszającym tempie.

– Ile straciłeś? – zapytał po przeczytaniu.

Kiedy Damiano wymienił sumę, Gianluca wydał stłumiony jęk.

– Myślałem, że to bezpieczna inwestycja, że szybko ją spłacę.

– Zainwestowałeś pieniądze… – Nie dokończył. Zamilkł na widok pobladłej twarzy ojca.

Już samo podejrzenie o defraudację wywołałoby skandal. Poza tym wieść, że doprowadził rodzinne przedsiębiorstwo do ruiny, załamałaby jego delikatną, wrażliwą żonę, wpatrzoną w męża jak w święty obraz.

– Kto o tym wie? Mama?

– Przede wszystkim banki, ale nie tylko. Alessandro również. Ostrzegał mnie w swoim czasie, ale nie posłuchałem.

Kiedy wymienił imię ojca Aurelii, Gianluca zesztywniał. Przewidywał, co dalej nastąpi.

– Alessandro zawsze pragnął mieć takiego syna jak ty. Po ostatnim zawale serca uznał, że najwyższy czas, żeby ktoś młodszy przejął firmę. Zaoferował mi wsparcie, bardzo hojne, rodzaj fuzji… o ile wszystko pozostanie w rodzinie.

No i zostali rodziną. Gianluca spełnił swój obowiązek. Wciąż nie potrafił sobie odpowiedzieć na pytanie, czy postąpił jak bohater, czy jak tchórz. Lecz odpędził wątpliwości. Zrobił to, co do niego należało, jedyne, co mógł, by ratować majątek i dobre imię rodziny. Od dziecka wpajano mu poczucie obowiązku. Przysiągł sobie, że wypełni go do końca. Zrobi wszystko, żeby zaaranżowane małżeństwo było udane.

Za rok Alessandro Cosimo przejdzie na emeryturę. Jego ojciec już ustąpił ze stanowiska dyrektora naczelnego. Wkrótce Gianluca stanie na czele połączonych przedsiębiorstw.

Dręczyły go wyrzuty sumienia. Głęboko zranił Poppy, choć powtarzał sobie w kółko, że jest jeszcze młodziutka i znajdzie sobie życiowego partnera. Lecz bolało go, że dostanie ją ktoś inny. Wmawiał sobie, że ten ból kiedyś ustąpi, bo musi. Przecież czas leczy rany.

Przyszła na ślub. Tego się nie spodziewał. Dlaczego?

Nigdy wcześniej nie widział Poppy na wysokich obcasach. Tego dnia do eleganckich pantofelków, podkreślających kształtne, złociste łydki, założyła sukienkę z jedwabiu, nieco jaśniejszego niż jej zielone oczy. Wyglądała w niej wyjątkowo elegancko i ponętnie.

Podczas mszy stanęła za kolumną katedry, by ukryć załzawione oczy. Po przemówieniach musiała wyjść na słońce, do ogrodu, gdzie dama w wielkim kapeluszu czekała, żeby zadać jej parę pytań. Lecz Poppy przywołała na twarz sztuczny uśmiech, wzięła kieliszek od przechodzącego kelnera, szybko wypiła szampana, wymamrotała jakieś nieskładne przeprosiny i pospiesznie odeszła.

Luca uczył ją włoskiego. Opanowała już wprawdzie spory zasób słownictwa, ale wciąż miała jeszcze kłopoty z gramatyką. Jakże go teraz nienawidziła!

Udała, że nie słyszy nawoływania babci. Przemknęła wśród tłumu gości, którzy wylegli na starannie przystrzyżony trawnik z widokiem na sady oliwne na zboczach i sosnowe lasy na szczytach wzgórz. Zdołała powstrzymać płacz, póki nie dotarła do altany, ukrytej za żywopłotem z pachnącej lawendy.

Jak to możliwe? – myślała z rozżaleniem. – Wszystko tak cudownie się układało. Czy nagle przestał mnie kochać, czy przez cały czas tylko mnie zwodził? Czy zakochał się w pięknej, doskonałej Aurelii o kruczoczarnych włosach? Dlaczego nie? Jej matka nie wywoływała skandali zdolnych zapełnić kolumny wszystkich europejskich brukowców. Rozżalona Poppy sięgnęła do torebki po chusteczki higieniczne, lecz wypadły jej z drżącej ręki na ziemię.

Gdy je podnosiła, zamarła w bezruchu, ponieważ wyczuła obecność Luki. Choć dzieliło ich kilka metrów, odczytała z jego twarzy i postawy silne emocje, gdy szedł w jej kierunku.

– Ty płaczesz – zauważył.

– Nie, to tylko katar sienny – skłamała, prostując plecy.

– Dlaczego przyszłaś, Poppy?

– Bo nie wierzyłam, że to zrobisz. Czy kiedykolwiek ci na mnie zależało, czy tylko bawiłeś się moim kosztem?

– Wiem, że teraz cierpisz, ale kiedyś zapomnisz…

– Nie chcę zapomnieć. Życzę wam szczęścia na nowej drodze życia.

Luca zacisnął zęby. Umknął wzrokiem w bok.

– Zależało mi na tobie. Bardzo – wyznał schrypniętym głosem wbrew własnej woli.

Poppy dostrzegła w jego oczach ból. Powiedziała sobie, że to dobrze. Zasłużył na cierpienie. Tylko dlaczego kusiło ją, żeby podbiec i go przytulić?

– Lepiej ci teraz? – zakpiła, lecz choć próbowała przybrać lodowaty ton, głos jej zadrżał.

Odpowiedziało jej milczenie, ale widziała, że rysy mu stężały.

– Dlaczego to zrobiłeś, Luca? Kochasz ją? Nie, nie odpowiadaj. Nie chcę wiedzieć. I nie waż się nade mną litować – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Luca ujął jej twarz w dłonie i popatrzył w załzawione oczy.

– Życzę ci wspaniałego życia, Poppy – powiedział.

Po tych słowach lekko musnął jej usta wargami i odszedł.

Tytuł oryginału: In a Storm of Scandal

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Kim Lawrence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3047-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.