Zabiorę cię do Toskanii - Kim Lawrence - ebook
Opis

Włoski biznesmen Danilo Raphael poznał Tess Jones na jednej z ulic Londynu, gdy została napadnięta przez stalkera. Pomógł jej pozbyć się natręta i odprowadził ją do domu. Gdy w trakcie rozmowy dowiedział się, że Tess jest nauczycielką i fizjoterapeutką, zaproponował, by pojechała z nim do Toskanii i zaopiekowała się jego siostrą. Tess przyjmuje ofertę, nieświadoma, jak wiele wyzwań czeka na nią w domu Danila…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 141

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Kim Lawrence

Zabiorę cię do Toskanii

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Tess oparła ciepłe czoło o lodówkę i spróbowała nadać swojemu głosowi pogodny ton.

– Już dobrze – skłamała. – Czuję się sto razy lepiej.

– Ściemniać to ty nie umiesz – odparła Fiona.

Tess wyprostowała się i dotknęła czoła ręką, uśmiechając się słabo.

– Wręcz przeciwnie.

Nie dalej jak wczoraj była bardzo przekonująca, kiedy tłumaczyła asystentce swojej mamy, że bardzo jej przykro, ale nie dotrze na otwarcie domu kultury, podczas którego mama Tess miała przecinać wstęgę. Grypa miała pewne zalety. Chociaż tym razem nie kłamała; naprawdę czuła się lepiej.

– Wpadłabym do ciebie w drodze do domu, ale musiałam zostać w pracy do późna. Nie tylko ciebie dopadła grypa. Rozchorowała się połowa biura. Istny koszmar. Ale obiecuję, że zajrzę do ciebie jutro rano, gdy tylko odwiozę Sally i dziewczynki na dworzec. Potrzebujesz czegoś?

– Naprawdę nie musisz…

– Możesz sobie darować.

Tess przyłożyła chusteczkę do swojego czerwonego nosa. Była zbyt zmęczona, żeby się sprzeczać.

– Ale nie miej do mnie pretensji, jeśli się zarazisz – burknęła.

– Ja nie choruję.

– To się chyba nazywa kuszenie losu – mruknęła Tess, opierając się ciężko o blat kuchenny. Nogi miała jak z ołowiu, a pokonanie drogi z sypialni do kuchni okazało się niewiarygodnie wyczerpujące.

– Tymczasem masz przyjmować dużo płynów – poradziła jej Fiona, zanim dodała nieco bardziej napiętym głosem: – Mam nadzieję, że wymieniłaś wszystkie zamki.

– Zrobiłam wszystko, co zasugerowała policja. – W efekcie czuła się jak więzień we własnym domu. Zerknęła na dodatkowe zasuwy, które niedawno pojawiły się na jej drzwiach.

– Powinni byli aresztować tego psychola.

– Zasugerowali wystąpienie o nakaz sądowy…

Fiona wydała stłumiony okrzyk.

– W takim razie dlaczego…? – jęknęła smętnie. – No tak, oczywiście. Chodzi o twoją matkę?

Tess nie odpowiedziała. Nie musiała. Fiona była jedną z niewielu osób, które rozumiały sytuację. Była przy niej, kiedy w wieku dziesięciu lat Tess została dziewczynką z plakatu w ramach prowadzonej przez jej matkę kampanii przeciwko zastraszaniu dzieci w szkole. Wspierała ją także wtedy, kiedy mama wykorzystała zdjęcie przedstawiające zapłakaną Tess na pogrzebie ojca, żeby wygrać wybory do samorządu lokalnego.

– Ona chce dobrze – powiedziała Tess, odruchowo broniąc swojego jedynego rodzica. To prawda, że Beth Tracey kierowały szlachetne intencje i nigdy nie promowała siebie, a jedynie idee, o które walczyła.

– Podobno zamierza startować jako niezależna kandydatka w wyborach na burmistrza.

– Też o tym słyszałam. – Na szczęście dla Tess jej ambitna matka pogodziła się z faktem, że córka nie zamierza się angażować w politykę. – Nawet gdybym się na to zdecydowała, nikt nie da mi gwarancji, że sąd mi uwierzy. On cieszy się opinią… nieszkodliwego, a ja nawet nie mam dowodu, że tu był. W końcu niczego nie zabrał. – Tess wzdrygnęła się na dźwięk własnego drżącego głosu. Obiecała sobie, że nigdy nie stanie się ofiarą.

– To, co ci zrobił, było znacznie gorsze, Tess. Ten świr wtargnął do twojego domu.

Tess się cieszyła, że przyjaciółka nie widzi jej, jak osuwa się na podłogę. Włamanie do mieszkania okazało się punktem zwrotnym w jej życiu, momentem, w którym uświadomiła sobie, że ignorowanie natręta, a nawet litowanie się nad nim, nie stanowi rozwiązania. Miała do czynienia z niebezpiecznym mężczyzną.

Mimo że od tamtego strasznego wydarzenia minął już miesiąc, nadal czuła mdłości, kiedy je wspominała. Płatki róż na łóżku i kieliszki z szampanem ustawione na szafce nocnej ogromnie ją przeraziły, ale dopiero kiedy zajrzała do szuflady z bielizną, zawładnęły nią emocje tak silne, że pobiegła do łazienki zwymiotować. Prześladowca chciał zaznaczyć swoją obecność, a jednocześnie nie zostawił żadnych śladów, które wskazywałyby konkretnie na niego.

– Wiem. – Tess chrząknęła, po czym spróbowała zapanować nad głosem. – Pewnie ich zdaniem zostawienie kwiatów i szampana nie zakrawa na poważne przestępstwo.

– Pokazałaś im mejle?

– Nie było w nich nic złowieszczego. Niemniej policjanci mi współczuli. – Tess nie sądziła, że spotka się ze zrozumieniem, ale ludzie, z którymi rozmawiała, bez mrugnięcia okiem przyjęli do wiadomości fakt, że Benowi Morganowi wystarczyły poranne słowa powitania wymieniane na przystanku autobusowym, aby uwierzył, że łączy ich głębokie uczucie.

– Współczucie ci nie pomoże, kiedy ten świr rzuci się na ciebie z nożem w środku nocy.

Przerażona Tess krzyknęła cicho, więc Fiona zamilkła.

– Oczywiście to się nie zdarzy – dodała pospiesznie. – Trochę mnie poniosło. Dobrze się czujesz, Tess?

Zaciskając zęby, Tess próbowała zignorować lodowaty ucisk w piersi.

– Dwie aspiryny i kubek herbaty postawią mnie na nogi – odparła bez przekonania, próbując wstać z podłogi.

– Ściszcie to albo wyłączę wam bajki – zawołała Fiona, najwyraźniej do kogoś innego. – Przepraszam, ale moja droga siostra właśnie się kąpie, a jej bliźniaczki robią ze mną, co chcą. Wygląda na to, że mój biały dywan jest zagrożony…

– Biegnij go ratować, Fi.

– Jesteś pewna, że sobie poradzisz? Nie brzmisz najlepiej.

Tess zmusiła się do śmiechu.

– Wyglądam jeszcze gorzej. – Odgarnęła włosy z twarzy, przyglądając się swojemu odbiciu w czajniku. – Ale będzie dobrze. Zaraz wracam do łóżka.

– Tak zrób. I widzimy się jutro.

Tess otworzyła lodówkę i wyciągnęła karton z mlekiem. Niestety okazało się zepsute; a tak bardzo marzyła o bawarce. Pomyślała o sklepie za rogiem, który znajdował się niecałe dwieście metrów od jej drzwi frontowych.

Zarzuciła na piżamę wełniany płaszcz, który zostawił u niej chłopak Fiony, kiedy kilka dni temu wpadli do niej we dwoje na kolację, po czym wolnym krokiem ruszyła na zewnątrz. Znajdowała się w połowie drogi pomiędzy budynkami, kiedy usłyszała w głowie kojący głos policjantki.

„Proszę nie wpadać w paranoję. Słusznie pani postąpiła, usuwając wszystkie konta na portalach społecznościowych. Anonimowość dodaje takim ludziom odwagi. Poza tym proszę zachować ostrożność w granicach rozsądku. Jeśli wychodzi pani z domu, proszę unikać ciemnych, odludnych miejsc. Istnieje spora szansa, że prędzej czy później ten człowiek zainteresuje się kimś innym i zostawi panią w spokoju”.

Serce Tess zabiło gwałtowniej, kiedy przystanęła w niezbyt dobrze oświetlonej uliczce. Znalazła się dokładnie w takiej sytuacji, przed jaką ostrzegała ją policjantka. Zrobiła kilka głębokich wdechów, żeby zapanować nad narastającą paniką. W oddali widziała główną ulicę, gdzie było więcej latarni i przechodniów.

– Wszystko będzie dobrze… nie jesteś ofiarą… nie jesteś ofiarą – powtarzała cicho, gdy nagle wyrosła przed nią znajoma postać.

Otworzyła usta, żeby krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydostał się z jej gardła.

– Spokojnie – powiedział mężczyzna z jej koszmarów. – Zaopiekuję się tobą, najdroższa.

– Nie znam szczegółów dotyczących przypadku pańskiej siostry, więc nie mam stuprocentowej pewności, ale z tego, czego się od pana dowiedziałem, wnioskuję, że raczej nie kwalifikuje się do tego leczenia.

Nie zabijaj posłańca, nakazał sobie w myślach Danilo, mrużąc oczy.

– Ale jeśli pan chce, żebym ją zbadał…

Danilo uniósł powieki i posłał pytające spojrzenie siedzącemu naprzeciwko niego mężczyźnie.

– Pewnie najpierw będzie chciał pan z nią porozmawiać?

– Z kim?

– Z siostrą. Rozumiem, że ma już za sobą kilka nieskutecznych terapii.

Z odmętów pamięci wróciły do niego gniewne słowa dzieciaka, któremu nie pozwolił się spotkać ze swoją siostrą. „Nie chcesz, żebym tu więcej przychodził, ale co z Nat? Ona chce się ze mną spotykać. Kocham ją. Kiedy w końcu pozwolisz jej żyć własnym życiem?”.

– Ona chce chodzić.

Mężczyzna skinął głową.

– Będziemy w kontakcie.

Danilo pragnął ofiarować siostrze jej własne życie. Właśnie dlatego skontaktował się z każdym możliwym ekspertem prowadzącym badania w zakresie zabiegów mogących zregenerować kręgosłup. I nie zamierzał się poddać. Oczywiście liczył się z jej zdaniem, konsultował z nią każde posunięcie, a ona zawsze się z nim zgadzała.

Ignorując irytujący wewnętrzny głos, machnął do swojego kierowcy, żeby ruszał bez niego. Musiał ochłonąć. Dlatego zamiast jechać limuzyną, postanowił się przejść. Wsunął ręce głęboko w kieszenie, pogrążając się w myślach.

W życiu każdego człowieka zdarzały się takie momenty, które zmuszały do konfrontacji z własnymi słabościami i niepowodzeniami. Kiedy coś podobnego spotkało Danila, przebywał w Londynie. Tamtej nocy miał miejsce wypadek, który odebrał mu rodziców, a jego nastoletnią siostrę skazał na wózek inwalidzki.

To on powinien był prowadzić samochód tamtej nocy. Wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale wybrał towarzystwo pięknej blondynki. Wolał randkę z seksowną kobietą od rodzinnego wypadu. Gdyby tylko nie zachował się jak samolubny drań, może jego bliscy cieszyliby się dobrym zdrowiem po dziś dzień.

Został surowo ukarany za egoizm, chociaż nie tak surowo jak jego siostra. To ona straciła władzę w nogach, mimo że nie zrobiła nic złego. Dlatego Danilo poprzysiągł sobie, że zrobi wszystko co w jego mocy, by zwrócić jej to, co zostało jej odebrane.

Tak bardzo pogrążył się w myślach, że minął ciemną uliczkę, zanim dotarł do niego niepokojący dźwięk: kobiecy krzyk, zabarwiony strachem. Oczywiście nie mógł pójść dalej, udając, że niczego nie słyszał. Dlatego kilka sekund później ruszył wąskim przejściem wyłożonym kostką brukową w kierunku mężczyzny trzymającego szamoczącą się kobietę.

Danilo próbował zapanować nad gniewem. Musiał zachować trzeźwość umysłu, żeby nie posunąć się dalej, niż powinien. Nieznajomy mężczyzna nie widział, jak Danilo się do niego zbliża, więc nie stawiał oporu, gdy ten chwycił go za kołnierz i odciągnął od młodej kobiety. Jedno spojrzenie na jej bladą, przerażoną twarz wystarczyło, by rozbudzić w nim najprawdziwszego rycerza.

Przypominała mu Nat, chociaż nie była do niej podobna z wyglądu. Nat była piękna i wysoka, a nie pospolita i drobna jak ta dama w opałach. Niemniej potrzebowała go równie mocno jak dawniej jego siostra.

– Co, do diabła…?

Mężczyzna jęknął z frustracją, machając rękami. Nie był wysoki ani potężnie zbudowany. Dlatego kiedy w końcu zdołał się obrócić i spojrzał na Danila, złość wyzierająca z jego oczu znacznie osłabła. Po chwili uśmiechnął się zakłopotany.

– To nieporozumienie – powiedział, próbując zbliżyć się do kobiety, którą Danilo zasłonił własnym ciałem.

– Nie wydaje mi się. Czy mam zadzwonić na policję? – zwrócił się do kobiety, nie odrywając wzroku od napastnika.

– Chcę tylko wrócić do domu – odparła słabym głosem, który sprawił, że Danilo zapragnął wybić jej prześladowcy wszystkie zęby.

– Nic jej nie jest. Po co policja? – Mężczyzna zaśmiał się sztucznie. – Opatrznie zrozumiałeś sytuację, koleś. To zwykłe nieporozumienie. Wiesz, jak jest. Nic takiego się nie wydarzyło.

– Nie jestem twoim kolesiem.

Dopiero kiedy jej wybawca przemówił głosem mrożącym krew w żyłach, Tess zdała sobie sprawę, że wbija mu palce w ramię. Ale zamiast go puścić, przysunęła się do niego.

– Ona jest moja…

Tess zadrżała na dźwięk tych słów, które padły z ust Bena. Pokręciła głową w niemym proteście. Słowa ugrzęzły jej w gardle i zamknęła oczy, żeby uciec przed świdrującym spojrzeniem swojego prześladowcy.

Głęboko ukryte wspomnienie zyskało na wyrazistości. Tess znów miała szesnaście lata i drżała ze strachu przed mężczyzną, z którym spotykała się jej matka. Kiedy patrzyła, jak zamyka drzwi i uśmiecha się do niej obrzydliwie, czuła na karku lodowate dreszcze. Powiedział, że nieźle się zabawią. Na szczęście nie pokazał jej, co miał na myśli. Zmienił plany w chwili, gdy zwymiotowała mu na buty.

– To był długi dzień – mruknął groźnie mężczyzna u jej boku. Tess przylgnęła do niego mocno, zmagając się z tym potwornym uczuciem, że jest słaba i całkowicie bezradna. – I nie mam ochoty na kontynuowanie tej dyskusji. Mimo to jestem skłonny dokończyć ją na najbliższym posterunku policji.

Zapadła cisza, a potem rozległy się odgłosy kroków.

– Już go nie ma – odezwał się w końcu jej wybawca. – Możesz otworzyć oczy.

Bardzo wolno uniosła powieki i przyjrzała się mężczyźnie. Był niesamowicie przystojny i wyglądał na Włocha.

– Mogłabym cię pocałować! – wypaliła bez zastanowienia. – Ale nie martw się. Nie zrobię tego. Mam grypę. – Puściła jego ramię, wydychając długo wstrzymywane powietrze. – Bardzo się cieszę, że cię nie zaatakował.

Uśmiechnęła się słabo, przyglądając się jego twarzy. Miał oliwkową cerę, kruczoczarne włosy, wyraziste kości policzkowe, wysokie czoło i bardzo zmysłowe usta. Chętnie podziwiałaby go dłużej, gdyby obraz nie zaczął jej się rozmywać przed oczami.

– To nie moja sprawa… – odezwał się wolno Danilo. Dlaczego więc próbujesz to zmienić? ‒ odezwał się szyderczy głos w jego głowie. – Ale może powinnaś rozważniej wybierać sobie chłopaków?

Nieznajoma kobieta skierowała na niego duże oczy i popatrzyła tak, jakby przemawiał do niej w obcym języku.

– Nie, on nie… nigdy… – wydukała.

Niepokój i poczucie winy ścisnęły Danila za gardło, więc przeklął pod nosem po włosku. Objął dziewczynę i przyciągnął do siebie, a ona osunęła się bezwładnie. Wtedy dotarło do niego, że ta drobna istota drży na całym ciele.

– Chyba nie zemdlejesz?

– Nic mi nie będzie – wymamrotała, walcząc z kolejnymi zawrotami głowy.

– Oddychaj głęboko. Wdech i wydech… Ale nie aż tak głęboko. – Przytrzymując ją jedną ręką, drugą wyciągnął swój telefon komórkowy. Zaczynał podejrzewać, że będzie musiał opóźnić wylot do Rzymu. – Tak lepiej…

Wcześniej Tess wydawało się, że jej wybawca ma brązowe, niemal czarne oczy. Kiedy jednak spojrzała w nie głęboko, zauważyła, że są ciemnoniebieskie jak nocne niebo.

– Już dobrze – zwróciła się do niego, chociaż wyraz jej twarzy przeczył słowom.

– Zaraz przyjedzie mój samochód. Gdzie mieszkasz?

Tess posłusznie podała mu adres. Szybko dodała jednak:

– Nie musisz mnie podwozić. To tuż za rogiem. – Zadrżała, kiedy uprzytomniła sobie, że za rogiem mógł się czaić także Zbzikowany Ben, jak zwykły nazywać go razem z Fi. Niestety już nawet to prześmiewcze przezwisko nie czyniło całej sytuacji mniej przerażającą. Tess mogła myśleć tylko o tym, że ten mężczyzna mógł nadal ją obserwować, śledzić każdy jej ruch. Pospiesznie obejrzała się przez ramię.

– Jesteś bezpieczna – przemówił łagodnie Danilo na widok jej udręczonej miny.

Ta miękka nuta sprawiła, że do oczu napłynęły jej łzy.

– Proszę, przestań być taki miły – szepnęła. – Bo się rozpłaczę. Zwykle nie jestem taka… – Tess przygryzła wargę, żeby stłumić szloch. – On… Ben… nie jest moim chłopakiem. Tylko tak mu się wydaje.

Danilo wzruszył ramionami.

– Nie mnie to oceniać – odparł, wmawiając sobie, że to nie jego sprawa. Nie mógł jednak przestać wspominać Nat, której był kiedyś potrzebny, ale zawiódł. – Mam siostrę niewiele młodszą od ciebie. Gdyby kiedykolwiek potrzebowała pomocy, chciałbym, żeby ją otrzymała.

Młoda kobieta wzięła głęboki wdech, próbując zapanować nad emocjami. Kiedy tak na nią patrzył, czuł się rozdarty między podziwem a irytacją. Nie chciał się angażować, a mimo to nie potrafił pozostać obojętny, kiedy po jej policzku spłynęła samotna łza.

Nigdy wcześniej nie widział takich oczu jak jej. Miały kształt migdała i kolor bursztynu. Okalały je gęste czarne rzęsy. I to właśnie one czyniły jej twarz niezwykłą. Ale bez względu na to, jakie wywarła na nim wrażenie, musiał pamiętać, że nie ponosił za nią odpowiedzialności.

– Dziękuję – powiedziała w końcu. Potem spojrzała mu prosto w oczy i dodała z nadzieją w głosie: – Może mógłbyś mnie odprowadzić kawałek w tamtą stronę?

Ciałem Tess znowu wstrząsały dreszcze, których nie kontrolowała. Nie odepchnęła ręki swojego wybawcy, kiedy oparł dłoń między jej łopatkami. Była wdzięczna za ten niewinny kontakt fizyczny, nawet jeśli czynił z niej kobietę, którą gardziła: słabą, uległą, potrzebującą męskiego wsparcia. I chociaż zwykle zareagowałaby agresją na takie zachowanie, grypa, strach i wyczerpanie kazały jej schować dumę do kieszeni. Poza tym wiedziała, że musi wykorzystać wszystkie dostępne środki, by uchronić się przed swoim prześladowcą.

Tytuł oryginału: Surrendering to the Italian’s Command

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Kim Lawrence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3572-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.