W pogoni za wolnością - Klaudia Max - ebook

W pogoni za wolnością ebook

Max Klaudia

5,0

Opis

Ona – błyskotliwa bizneswoman, która nauczyła się żyć w cieniu własnych lęków.
On – zadziorny student dziennikarstwa, dla którego granice istnieją tylko po to, by je przekraczać.

Zwykła praca zaliczeniowa niespodziewanie staje się dla nich początkiem czegoś, czego żadne z nich nie potrafi nazwać. Buntownik z natury nie zamierza odpuścić i robi wszystko, by dotrzeć do serca Evy. Nie wie jednak, że za jej smutnym spojrzeniem kryje się tajemnica, która potrafi złamać nawet najtwardszego.

Nie każdą traumę da się uleczyć… a ukojenia nie przyniesie nawet pisk opon ani ryk silnika.

To wznowienie historii, która raz już zostawiła po sobie bolesną pustkę.
Czy odważysz się wejść na drogę, z której nie ma odwrotu?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 105

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (11 ocen)
11
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Kat12345

Nie oderwiesz się od lektury

Historię poznałam w antologii (W pogoni za...) i muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać kontynuacji. Wyczekałm się i nie zawiodłam ❤️
00
ksiazkowy_mruczek

Nie oderwiesz się od lektury

Są książki, które się czyta, i takie, które się czuje każdym nerwem. 'W pogoni za wolnością' to ta druga. Klaudia Max napisała historię tak bolesną, a jednocześnie piękną, że nie da się przejść obok niej obojętnie. To walka o każdy uśmiech mimo widma nieszczęścia, które czai się tuż obok. Prawdziwa, szczera do bólu i tak bliska każdemu z nas, że momentami brakuje tchu. Jeśli szukacie emocji, które Was przemielą i zostawią z sercem na dłoni – czytajcie. Po prostu.
00
AnnaK1983

Nie oderwiesz się od lektury

✨RECENZJA PATRONACKA✨ 🧡Tytuł: "W pogoni za... wolnością" 🧡Premiera: 15.12.2025r [patronat/współpraca reklamowa @kmaxwrites @halo_przeciez_pisze ] "(...)to była moja droga ku wol­no­ści. Go­ni­łam za nią, odkąd po­go­dzi­łam się z losem, a wtedy w klu­bie… Dałeś mi siłę. Dzię­ku­ję Ci" 🚘Historia Evy, która jest właścicielką dobrze prosperującej firmy Moon International Company. Pewnego dnia dostaje druzgocącą wiadomość a na dokładkę przyłapuje męża na zdradzie. Jej poukładany świat runął w posadach. By odreagować udaje się do klubu. Tam przypadkowo spotyka Marca, zbuntowanego studenta. To nie ostatnie ich spotkanie. Chłopak podpadł wykładowcy i aby zaliczyć jego przedmiot musi przeprowadzić wywiad z ważna osobistością. Jego wybór pada na Evę. Kobieta zrobiła na nim ogromne wrażenie podczas spotkania w klubie. Nie potrafi zapomnieć o jej zielonych oczach. On też przykuł uwagę Evy. To miała być tylko wywiad. Jednak wzajemne przyciąganie, fascynacja sprawiają, że między tą dwójką ro...
00
PatiCaban

Nie oderwiesz się od lektury

Co to była za historia o miłości! 🥹 Ona – właścicielka dużej firmy, której życie wali się po zdradzie męża i rozwodzie. On – student dziennikarstwa, który do pracy zaliczeniowej potrzebuje wywiadu z kimś nietuzinkowym, by móc utrzeć nosa wykładowcy. Poznają się przypadkiem na imprezie, a między nimi od pierwszej chwili pojawia się iskra. Eva proponuje mu wywiad i zaprasza do swojego biura, nie przypuszczając, jak bardzo to spotkanie wpłynie na ich życie. Między nimi szybko rodzi się romans pełen namiętności, emocji i subtelnej tajemnicy. Wspólnie realizują marzenia z listy Evy, a w tle słychać ryk silników i czuć szczęście, które ich otacza. Niestety… los miał wobec nich zupełnie inny plan.... Książkę przeczytałam jednym tchem. Jedyne, co mogę zarzucić autorce, to to, że była zdecydowanie za krótka. Cudowna miłość przeplatająca się z pożądaniem i łzy, które popłynęły na końcu, sprawiają, że to naprawdę piękna historia.
00
Aspera1990

Nie oderwiesz się od lektury

Wierzycie w miłość? Taką od pierwszego wejrzenia? Taką jak grom z jasnego nieba? Bum. I jest. Wierzycie... Nie. Inaczej. Jaka dla Was jest największą możliwa różnica wieku? Rok? Dwa? Pięć? I kto może być starszy? Tylko mężczyzna? A co... Gdy starsza jest kobieta. I to o ... 10 lat... Czy to ma szansę przetrwać? Czy to może być... Prawdziwe? Ona - piękna, dojrzała bizneswoman. On - student, który by zaliczyć przedmiot, musi przeprowadzić z kimś wywiad. Co z tego wyniknie? I czy wiek to jedyna przeszkoda, jaka stanie im na drodze? *** K. Max pokazuje że na niewielkiej ilości stron, gdyż mamy do czynienia z opowiadaniem, można zmieścić tyle treści, że w głowie szumi. Mi zawirowało. Od tego co się tam wydarzyło. Jeśli potrzebujecie szybkiej i dobrej lektury na jeden wieczór - polecam!
00

Popularność




W pogoni za... wolnością© 2025 Klaudia MaxWszelkie prawa zastrzeżone.Żadna część tej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemach wyszukiwania ani przekazywana w jakiejkolwiek formie — elektronicznej, mechanicznej, kopiowania, nagrywania czy innej — bez uprzedniej pisemnej zgody autorki, z wyjątkiem krótkich cytatów zamieszczanych w recenzjach lub opracowaniach naukowych.Jest to utwór fikcyjny. Imiona, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki lub zostały użyte w sposób fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, żyjących lub zmarłych, oraz rzeczywistych wydarzeń jest przypadkowe.Projekt okładki: grafika wygenerowana przy użyciu narzędzi AIRedakcja/korekta/skład/oprawa graficzna: Klaudia Max | @halo_przeciez_piszeISBN: 978-83-975641-2-1Wydanie pierwsze: 2025Wydawca: Wydawnictwo Ruby Nigrum

I’ve been there before,

Hoping and trying to make things right.

But now I don’t know

Honey, these arms that once held you are

Ready to fight.Roby Fayer – Ready To Fight

Eva

Życie jest nieprzewidywalne.

Los niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.

Nieszczęście zazwyczaj uderza znienacka.

Spokój ulatnia się jak poranna mgła w promieniach słońca. Zimnego, szarego, pozbawionego nadziei.

Pozostaje jedynie pustka, która z każdą sekundą zapełnia się poczuciem niesprawiedliwości. Niedowierzanie, zaprzeczenie temu, co opatrzność zaserwowała w twoim poukładanym i pełnym radości życiu, by brutalnie odebrać to, co jest dla ciebie najważniejszą wartością. Potem powoli zaczyna do ciebie docierać, w jak tragicznym położeniu się znajdujesz, i tak naprawdę nie masz już najmniejszego wpływu na to, co będzie dalej. Wracając do domu, zastanawiasz się, czy można było temu zapobiec. Jednocześnie myślisz tylko o tym, by znaleźć się w bezpiecznej przystani, gdzie chociaż na chwilę twój strach i rozpacz zostaną ukojone zrozumieniem i ciepłem bliskiej ci osoby. Musisz być tam, gdzie od tak dawna otacza cię opieka ramion silnej i ważnej dla ciebie postaci. Pragniesz jej bliskości, ciepła i pocieszenia…

W tym momencie pragnę tego najbardziej na świecie.

Winda staje. Otwieram zasnute mgłą, chociaż nadal suche oczy. Łzy w niczym nie pomogą. Nigdy nie mogłam płakać, w końcu córka dwojga wybitnych lekarzy powinna być twarda i pewna siebie. W ich opinii właśnie tym miała się odznaczać ich dziedziczka. Każdy objaw słabości był karany surowym i pełnym dezaprobaty spojrzeniem matki. Ojciec w takich sytuacjach milczał, ale jego znieczulica i bierność dręczyły mnie jeszcze bardziej niż kazania rodzicielki.

Przemierzam pewnym krokiem słabo oświetlony, długi korytarz. Chociaż myślę tylko o tym, by znaleźć się już w domu, wtulić w ramiona Kevina i poddać się kojącemu dotykowi, to dokładnie wiem, że muszę chwilę pobyć w samotności. Opustoszałe biuro na ostatnim piętrze wieżowca nadaje się do tego idealnie, nikt nie będzie zdziwiony, dlaczego przebywam tutaj o tak późnej porze. Zresztą… nie spodziewam się, by ktokolwiek wpadł tu z niezapowiedzianą wizytą poza godzinami pracy.

Ulubione czarne szpilki trzymam w dłoni, a pod bosymi stopami czuję miękki dywan, którego beżowy kolor idealnie kontrastuje z ciemną posadzką i współgra z takimi samymi, dobrze mi znanymi ścianami. Nie muszę się rozglądać, by wiedzieć, że właśnie mijam oprawione w złotą ramkę podziękowania za wsparcie jednego z wielu nowojorskich domów dziecka.

Nic dziwnego, w końcu znam swoje biuro jak własną kieszeń. Mam trzydzieści trzy lata, a Moon International Company jest moim dziewięcioletnim dzieckiem. Wbrew temu, czego oczekiwali ode mnie rodzice, nie zostałam lekarzem. Założyłam własną firmę, rozszerzyłam działalność na skalę międzynarodową, oferując klientom ponadprzeciętne rozwiązania technologiczne w zakresie oprogramowania. Przez lata zrekrutowałam wysokiej klasy, zaufanych specjalistów, dzięki czemu nie musiałam ograniczać się do jednej kategorii usług. Firma rozwijała się prężnie, a ja znajdowałam się w czołówce najbogatszych osób w USA.

Co, jak się okazało tego dnia, nie ma najmniejszego znaczenia.

Gdzieś czytałam, że istnieje pięć etapów pogodzenia się ze stratą. I właśnie przeszłam z pierwszego do drugiego: ogarnął mnie gniew tak silny, że przestałam dostrzegać rzeczywistość.

Przecież mam trzydzieści trzy lata! Jakim cudem…

Ciche stuknięcie przykuwa moją uwagę. Dźwięk dochodzi zza przeszklonych, mlecznych drzwi prowadzących do mojego gabinetu. Dostrzegam niewyraźne zarysy postaci, których nie rozpoznaję, jednak jestem pewna, że nie jest to włamanie, nie dostałam żadnego powiadomienia w aplikacji. W końcu to mój produkt, a skuteczność każdego z nich sprawdzam osobiście, więc całkowicie ufam jego niezawodności.

Czyli w moim biurze znajduje się ktoś znajomy. Ktoś, kto doskonale wie, jak dostać się na to piętro budynku poza godzinami pracy firmy, oraz zna kod do tych pieprzonych mlecznych drzwi.

Otwieram je.

Czy w ciągu jednego dnia można aż tak bardzo oberwać od losu?I

W tej sytuacji furia, którą odczuwam, jest niczym zbawienie. Dłoń mi drży, ponieważ – zamiast chwycić nią telefon – pragnę zaciśniętą pięścią roztrzaskać nos tego skurwiela, ale zachowuję zimną krew. Włączam aparat. Pierwsze zdjęcie idealnie ukazuje, jak zaciska palce w długich, blond włosach. Drugie ujęcie – przyciska spocone, zgrabne ciało do własnego nagiego torsu. Trzecie – perfekcyjnie ujęty moment szczytowania, chociaż jego kochanka jest daleka od uniesienia. Opieram się o ścianę, nie dowierzając, że żadne z nich mnie do tej pory nie zauważyło, i włączam dyktafon w telefonie.

– Mam ochotę pieprzyć cię w każdym kącie tego biura – wypływa z jego ust.

– Wskaż mi, w których miejscach już to zrobiłeś, to wypierdolę użyte przez was meble – mówię spokojnie, lecz na tyle donośnie, by przebić się przez ich głośne, przyspieszone oddechy.

Spojrzenie Kevina jest pełne zdziwienia. To lekki szok, gdy własna żona przyłapuje cię na bzykaniu innej laski, prawda? Na Margaret nie zwracam nawet uwagi, blondynka odsuwa się od niego, w popłochu zbierając z podłogi swoje ubrania.

– Stanik leży przed biurkiem – informuję kobietę.

– Pani Moon… – zaczyna się tłumaczyć, ale przerywam jej wywód jednym gestem.

– Właśnie straciłaś posadę. – Zerkam na jej zaczerwienioną twarz, bezdusznie ignorując zbierające się w niebieskich oczach łzy. – W dokumentach pojawi się stosowna do sytuacji informacja.

– Pani Evo, proszę…

– Wypierdalaj stąd – warczę.

– Kochanie… – Mój mąż najwyraźniej odzyskał głos.

– Zamknij się! – Tym razem wrzeszczę wściekle, a stojący najbliżej mnie wazon leci w kierunku mężczyzny.

– Oszalałaś?! – Kevin unika pocisku, który roztrzaskuje się na zapełnionym książkami regale.

– Oszalałam rok temu, gdy powiedziałam ci „tak” przed ołtarzem. Od jak dawna pieprzysz moją sekretarkę? Odpowiadaj!

– Od trzech miesięcy – mówi cicho.

– Ja ci nie wystarczam? – Nie czekam na odpowiedź tego śmiecia. – Nie mogłeś wybrać sobie na kochankę jakiejś nieznajomej zdziry, musiałeś niszczyć życie tej kobiecie?!

– Suka do posuwania jak każda inna. Nic mnie z nią nie łączy.

Mam dość. Patrzę na tego prostaka i mam ochotę rzygać. Obserwuję, jak na umięśnione ciało nakłada koszulę, którą mu jeszcze rano wyprasowałam. Jak zakłada krawat, którym niedawno krępował moje nadgarstki. Jak marynarką okrywa szerokie ramiona. Czarne spodnie już dawno ukryły zwiotczałego po spuszczeniu się do obcej cipki, zdradzieckiego kutasa. Patrzę na niego i czuję obrzydzenie do własnego męża.

– Dużo masz takich suk do posuwania?

– Nie – odpowiada spokojnie. Skurwiel dobrze wie, że tylko taką rozmową może coś ugrać, ale nie spodziewa się, że jego zdrada jest zaledwie małą iskrą w ogniu przepełniającej mnie furii. – Kochanie, przepraszam. Zraniłem cię. Nigdy więcej…

– Wynoś się stąd – przerywam mu. – Masz czas do rana, by zabrać z domu swoje rzeczy. Jutro dostaniesz pozew rozwodowy, który bez wahania podpiszesz.

– Rozwód? Oszalałaś? Eva, przemyśl to…

– To ty powinieneś był myśleć, kochanie. – Pod tą drwiną ukrywam ból. – Mam dowody na twoją zdradę, Margaret również zezna na moją korzyść po tym, co powiedziałeś na jej temat. – Niedbałym ruchem wskazuję na stojącą przy drzwiach kobietę, której ten idiota nie dostrzegł lub zwyczajnie zignorował. – A teraz wynocha stąd.

W jego oczach dostrzegam błysk wściekłości, którego powinnam się obawiać, jednak jest mi całkiem obojętny. Mijam zszokowanego przebiegiem sytuacji Kevina i jednym ruchem zrzucam z biurka dokumenty, na których przed kilkoma minutami leżało spocone ciało mojej sekretarki.

– Nie mówisz poważnie. – Niski głos mego jeszcze nie byłego męża roznosi się ostrzegawczym pomrukiem po otaczającej nas przestrzeni. – Nie wiesz, co robisz, Eva.

– Wiem dokładnie. – Opieram się o blat i posyłam mu pełne obrzydzenia spojrzenie. – Rzygać mi się chce na twój widok. Wypierdalaj albo wzywam ochronę.

– Myślisz, że mnie stąd wygonią?

– Nie zapominaj, kto im płaci.

– A ty nie zapominaj, że jesteś mi winna połowę udziałów tej firmy.

Na niski ton głosu mężczyzny reaguję tylko szaleńczym śmiechem. Ten palant jeszcze próbuje położyć łapska na moim majątku! Kręcę z niedowierzaniem głową i uśmiecham się kpiąco.

– Jakim ty jesteś idiotą… – Z trudem powstrzymuję kolejny napad śmiechu. – Połowę udziałów tej firmy?

– Tak jest w umowie, którą zawarliśmy zamiast intercyzy – rzuca z przekonaniem.

– Rzeczywiście! – Siadam wygodnie w skórzanym obrotowym fotelu. – Tylko nie przeczytałeś małego druku. Połowa mojego majątku należałaby do ciebie dopiero po pięciu latach małżeństwa, mój drogi. Trochę się pospieszyłeś z posuwaniem innych lasek.

– Nie dam ci rozwodu.

– Obawiam się, że zostanie orzeczony rozwód z twojej winy, mężu.

– To przez ciebie! – wrzeszczy w furii. – Cały czas jesteś zmęczona, boli cię głowa, a jak wracasz do domu, to tylko kładziesz się spać! – Kevin podchodzi do mnie. – Jestem mężczyzną, mam swoje potrzeby! Nie zaspokajasz ich!

– Wynoś. Się. Stąd… – cedzę dokładnie każde słowo, co w jakimś stopniu koi moje zszargane tym dniem nerwy i powstrzymuje napływające do oczu łzy. – Wypierdalaj albo nie ręczę za siebie. Znajdź sobie inną sponsorkę, bo gwarantuję ci, że mój adwokat szybko upora się z tą sprawą.

Odwracam wzrok, chociaż przed oczami i tak cały czas widzę nagiego Kevina, rytmicznie poruszającego biodrami. Słyszę mdlące odgłosy uderzających o siebie ciał. Dociera do mnie zapach pożądania i mocnego seksu, a wszystko to na biurku, przy którym właśnie siedzę. Powieki mi opadają, powoli przegrywam walkę o opanowanie, a efektem tej druzgocącej porażki jest nasilający się ból głowy. Nawet delikatny dotyk dłoni na potylicy nie przynosi ukojenia…

Zaciśnięte na mojej szyi palce wprawiają mnie w osłupienie, które momentalnie przeistacza się w przerażenie. W pierwszym odruchu próbuję odsunąć od siebie Kevina, który wbija we mnie obłąkany wzrok. Z każdą sekundą coraz silniej miażdży moją krtań, powoli tracę oddech, moje płuca na zmianę palą żywym ogniem i kurczą się boleśnie z braku tlenu. Nie wiem, ile czasu to trwa, ale dokładnie czuję, jak tracę świadomość. Wystarczą trzy do czterech minut niedotlenienia i mózg obumiera, pojawia się ciemny tunel, a światło na jego końcu przynosi nadzieję na nowe, lepsze życie. Idąc w jego stronę, rozważasz, czy dane ci dni zostały właściwie wykorzystane… Albo próbujesz uciec od niechybnego i pisanego każdemu z nas końca. A ja, zamiast na nowo przeżywać swoją przeszłość… przestaję walczyć.

Po co, skoro nie ma już dla mnie przyszłości?

Pomimo otępienia słyszę donośny trzask, który jest tylko wstępem do wrzasku pełnego furii i bólu. Organizm przejmuje kontrolę, płuca działają automatycznie, gdy życiodajny tlen dostaje się do mojego wnętrza, potęgując szalejący w środku ogień.

– Ty kurwo! Rozwaliłaś mi głowę!

Nie mogę podnieść się z kolan. Nie mam pojęcia, kiedy tak właściwie znalazłam się na klęczkach.

– Stój! – Dociera do mnie męski, znajomy głos. – Przytrzymaj go!

– Pani Evo? – Lekki dotyk na ramieniu przykuwa moją uwagę bardziej niż przerażony głos mojej sekretarki. – Eva, Boże…

– Nic mi nie jest.

– Pani Moon, przepraszam…

Ignorując kobietę, podnoszę się z trudem i spoglądam na pobojowisko na środku gabinetu. Dwóch ochroniarzy przytrzymuje wyrywającego się Kevina. Z przerażeniem patrzę na pianę ze śliny zbierającą się w kąciku ust, które jeszcze rano całowałam na pożegnanie. Wygląda jak wściekły rottweiler, gotowy rzucić się do gardła ofierze, na której spoczął jego pełen nienawiści wzrok.

Boże, poślubiłam szaleńca…

– Zabierzcie go stąd – mówię zachrypniętym głosem. – Ma zakaz wchodzenia na teren tego budynku.

Nie muszę dwa razy powtarzać, mężczyźni wyprowadzają złorzeczącego mi Kevina. Epitety, którymi mnie uraczył, niejednego by zawstydziły, a roztaczana przez niego wizja mojego brutalnego końca przyprawiłaby o rumieńce samego diabła. Koniecznie muszę skontaktować się z adwokatem, by oprócz rozwodu załatwił też zakaz zbliżania się.

Czuję na sobie pełne wyczekiwania spojrzenie Margaret. Oczy kobiety rozszerzają się w szoku, gdy bez większych emocji wyłączam nagrywanie dźwięku.

– Posadę i tak straciłaś – zwracam się w końcu do Meg. – W papierach nic nie wspomnę o twoim wybryku, ale zejdź mi z oczu. Straciłam do ciebie szacunek i nawet to, że mnie uratowałaś, tego nie naprawi.

– Rozumiem – odpowiada skruszona. – Zabiorę swoje rzeczy i znikam.

Drzwi zamykają się za moją byłą pracownicą, a ja ponownie opadam na kolana, tym razem chwytając się za pulsującą tępym bólem głowę, który nie kumuluje się jak zwykle w okolicach potylicy, tylko obejmuje cały obszar pod czaszką. W oczach stają mi łzy gorzkiej porażki, a świadomość tego, co przyniesie najbliższa przyszłość, wywołuje płacz pełen cierpienia, poczucia niesprawiedliwości oraz utraconej wiary w szczęśliwy koniec.

***

Marc

– Miller cię szuka.