Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 553 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Uwikłani. Hudson - Laurelin Paige

CZWARTA CZĘŚĆ NAJBARDZIEJ KULTOWEJ SERII EROTYCZNEJ WSZECH CZASÓW

KSIĄŻKA ZAWIERA WIELE NOWYCH SCEN, KTÓRYCH NIE ZAWIERAŁY POPRZEDNIE CZĘŚCI!

Pożądanie… które sięga granic szaleństwa

Zmysłowość… której nie sposób okiełznać

Bez trudu mogę podzielić swoje życie na dwie części – przed nią i po niej…

Tym razem narratorem jest sam boski Hudson Pierce – i to z jego perspektywy śledzimy losy jego burzliwego związku z ponętną Alayną Withers.

Hudson Pierce wiedzie życie, o jakim wielu może jedynie pomarzyć. Ma wszystko, czego tylko zapragnie: władzę, pieniądze i cały świat u swoich stóp. Ten znany w nowojorskim środowisku biznesmenem z miliardami na koncie może zdobyć każdą kobietę, jaką tylko zechce. A jednak nie wiąże się z nikim na dłużej – znajomości z kochankami traktuje jedynie jako okazję do zabawy i do manipulowania uczuciami innych.

Wszystko jednak się zmienia, gdy poznaje ponętną i diabelnie inteligentną Alaynę Withers…

Oto jedyna w swoim rodzaju okazja, aby dowiedzieć się, co czuł Hudson, gdy po raz pierwszy ujrzał piękną i mądrą Alaynę, jak się poznali oraz do jakich sztuczek uciekł się Hudson, by zdobyć serce pięknej nieznajomej.

Przeżyjmy to jeszcze raz i dowiedzmy się, jak to wszystko widzą faceci…

Każda strona opowieści o Hudsonie i Laynie tchnie elektryzującą zmysłowością!

- Kristen Proby, bestsellerowa autora „New York Timesa”

—–

Laurelin Paige - amerykańska pisarka, autorka powieści erotycznych i romansów. Miłośniczka seriali typu Gra o tron czy Walking Dead. Wielbicielka Michaela Fassbendera. Członkini Międzynarodowego Klubu MENSA. Prywatnie żona i matka trzech córek.

Opinie o ebooku Uwikłani. Hudson - Laurelin Paige

Fragment ebooka Uwikłani. Hudson - Laurelin Paige

Okładka

Karta tytułowa

Z łatwością mogę podzielić swoje życie

na dwa etapy – przed nią i po niej.

Podpisuję się na dokumencie przypiętym do podkładki z klipsem, po czym oddaję ją człowiekowi za biurkiem.

Brwi młodego mężczyzny unoszą się, gdy rozpoznaje moje nazwisko.

– Panie Pierce! – Wstaje i wyciąga rękę, by uścisnąć moją dłoń. – Nie spodziewałem się, że Pierce Industries będzie reprezentowane przez pana. Myślałem, że wyśle pan kogoś na zastępstwo.

Potrząsam jego ręką z grzeczności, a potem zmuszam się do uśmiechu.

– Niespodzianka. – Boże, jak ja nienawidzę small talk. Szczególnie z takim dwudziestodwuletnim lizusem, który uważa, że ta nasza krótka rozmowa zapewni mu umowę w mojej firmie na stałe. Obawiam się, że trudno jest się dostać nawet na rozmowę kwalifikacyjną.

Skupia się na stole, na którym znajdują się plakietki, i szuka tej z logo Pierce Industries. Podaje mi jedną, a ja chowam ją do kieszeni. Nie chcę jej nosić. I bez tego jestem łatwo rozpoznawalny.

Mężczyzna – a właściwie chłopak – wygląda na zawiedzionego. Może dlatego, że nie jestem aż taki charyzmatyczny czy czarujący, jak sobie wyobrażał, a może z tego powodu, że nie chcę przypiąć tej cholernej plakietki. Nie jestem pewny. Tak szczerze – mam to gdzieś. Kiedyś jego reakcja by mnie obeszła. A teraz nawet mnie nie ruszyła. I tak tego nie zrozumiem. Nie ma sensu tracić czasu.

Z profesjonalnym uśmiechem podaje mi program wieczoru dotyczący dzisiejszych prezentacji. W tej samej chwili czuję rękę na dolnej części moich pleców. Napinam się. Znam tę dłoń.

Spoglądam za siebie i mam już pewność. Zaczynam iść w stronę sali wykładowej.

– Co ty tu ciągle robisz? Dostałaś, co chciałaś.

– Po prostu byłam na miejscu i pomyślałam, że zostanę. – Na marmurowej podłodze w Kauffman Management Center, gdzie mieści się Szkoła Biznesu Stern, rozlega się odgłos szpilek próbującej nadążyć za mną Celii.

Zatrzymuję się przy drzwiach na korytarzu i obracam w jej stronę.

– Nie zostałaś zaproszona.

Porusza szybko powiekami. Domyślam się, że poczuła się zraniona.

– Mogłeś mnie zaprosić. Ostatnio rzadko się widujemy. – Jej głos staje się cichszy. – Tęsknię za tobą.

Mięsień drga na mojej szczęce. Wzdycham powoli. Nie powinienem spędzać z nią tyle czasu, chociaż Celia jest jednocześnie jedyną osobą, która rozumie mnie lepiej niż ktokolwiek inny. To wojna, którą toczę każdego dnia – będąc z nią, czuję się jak alkoholik w sklepie monopolowym. Kusi mnie do nieodpowiednich rzeczy, nawet jeśli nie robi tego celowo. Chociaż czasem mam wrażenie, że jednak jej działania są dobrze przemyślane.

Mimo wszystko jest moją jedyną przyjaciółką, jeśli w ogóle tak można nazwać naszą relację. Bez niej jestem sam jak palec.

– Dobra, jesteś zaproszona – mówię z rezygnacją. Otwieram drzwi i przytrzymuję je dla niej. – Nawet nie wiem, dlaczego chcesz tu być. To będzie cholernie nudne.

Idę za nią wzdłuż rzędu i zajmujemy dwa miejsca pośrodku, na końcu pomieszczenia. Nie jest ono duże i przebywa w nim około dziesięciu przedstawicieli innych korporacji. Moglibyśmy bez problemu usiąść gdzieś bliżej, jednak Celia doskonale wie, że lubię zachowywać dystans w takich sytuacjach.

Pochyla się w moim kierunku, a ja czuję jej zbyt mocne i zbyt drogie perfumy.

– Jeśli to takie nudne, to dlaczego przyszedłeś? Mogłeś wysłać kogoś, kto na drabinie kariery znajduje się dwadzieścia stopni niżej od ciebie.

Milczałem, zastanawiając się, czy chcę jej to wyjaśniać. Coroczne sympozjum w Sternie to jedyne takie wydarzenie, w którym biorę udział. Większość prezentacji jest nudna, ale czasem udaje się wyłapać jakiegoś wyróżniającego się studenta. To nie jest jedyny powód, dla którego pojawiam się tu co roku. Moje miejsce mógłby zająć ktokolwiek.

Zmuszam się jednak, by tutaj przychodzić. Po części dlatego, że jestem ciekawy. Chcę znać pomysły i trendy wypływające z najlepszych uczelni. Dzięki temu trzymam rękę na pulsie, przypominam sobie, jak to jest mieć świeże i innowacyjne pomysły, jak absolwenci MBA, którzy dzisiaj się zaprezentują.

Uczestniczę w tym również z innego powodu, który trudno opisać. Odkąd otrzymałem swój dyplom, minęło osiem lat. Potem od razu zacząłem zarządzać firmą ojca. Jestem znany z kontrowersyjnych decyzji i nowoczesnego podejścia do miejsca pracy. Ale prawda jest taka, że podano mi wszystko na srebrnej tacy. Nigdy nie musiałem o to walczyć ani na to zarobić, jak ci studenci. Jestem ambitny i inteligentny, ale oni mają w sobie pasję i siłę, które mnie intrygują. To stanowi dla mnie inspirację. Większość z nich zrobi wszystko, by dostać się na sam szczyt. Pragną być takimi jak ja, mieć to, co ja mam. Podziwiają mnie i chcą wiedzieć, jak to wszystko osiągnąć.

A ja podziwiam ich.

Celia nigdy by tego nie zrozumiała, więc mówię tylko:

– Nigdy nie wiadomo, jakie perełki się trafią. – Podnoszę program z kolan i przeglądając go, dodaję: – Ale nie wiń mnie, jeśli zaczniesz przysypiać. I nawet nie myśl o tym, żeby mnie stąd wyciągnąć.

– Nie zrobię tego. Będę grzeczną dziewczynką.

Spoglądam na jej nogi, które właśnie skrzyżowała. Są pociągające, muszę to przyznać. Ona sama jest atrakcyjna. Skłamałbym, gdybym temu zaprzeczył. Ale Celia mi się nie podoba w ten sposób. W ogóle. To pewnie z powodu mojej nieumiejętności kochania, chociaż pociągają mnie inne kobiety. Kobiety, których nie znam. Pieprzę je i dobrze się z nimi bawię, ale to wszystko. Celia to jedyna kobieta poza moją matką i siostrą, którą znam lepiej. Jest jak członek rodziny, do którego po prostu nie mógłbym niczego poczuć.

– I tak jestem tu tylko dlatego, by być z tobą – przyznaje się i kładzie mi dłoń na ręce.

Patrzę na tę dłoń, ale jej nie odtrącam.

– Przestań mówić takie rzeczy, Celio. – Chociaż znam ją dobrze, nie rozumiem jej zamiarów. Jest wystarczająco mądra, aby wiedzieć, że nigdy nie odwzajemnię jej zainteresowania, choć tak naprawdę nie sądzę, by o to właśnie jej chodziło. Ona po prostu chce tego, co ja – kogoś, kto zrozumie mroczne pragnienia, które w niej żyją.

I ja rozumiem ten jej mrok. Właściwie to jestem pewny, że powstał on z mojego powodu. Wiele razy się zastanawiałem, czy widziałem już tę mroczność, zanim Celia stała się obiektem w moim eksperymencie. Ale nigdy nie poznam odpowiedzi. Jak miałbym rozpoznać światło, skoro ja sam tonę w mroku? I chociaż już mi lepiej, chociaż już skończyłem tę grę, nadal otacza mnie tylko ciemność.

Skupiam się na trzymanym w ręce programie, ale kątem oka widzę, jak odwraca spojrzenie.

– Przepraszam – mówi cichym głosem. – Ja tylko… Sama już nie wiem.

Czuję ukłucie żalu.

– Nie musisz tłumaczyć, rozumiem.

Światła gasną, a na podium staje przewodniczący projektu biznesowego. Odkładam program na kolana. Prawie niczego się z niego nie dowiedziałem. I tak by to nic nie dało. Wolę usłyszeć, jak ktoś przemawia.

Po wystąpieniu przewodniczącego zaczyna się pierwsza prezentacja. Wiem, że zaprezentuje się sześciu studentów. Prawie tyle samo, co w zeszłym roku. Tylko najlepsi zostali zaproszeni na tę okoliczność. Są wisienką na torcie. Stern to nie Harvard, jednak i tak znajduje się w czołówce pierwszej dziesiątki szkół biznesowych. Ci studenci są jednymi z najlepszych w kraju.

Jak się spodziewałem, wieczór nie prezentuje się ciekawie. Dziwię się, że Celia nie zaczęła narzekać. Jest pogrążona w swoich myślach i pewnie już planuje swój następny spisek. I chociaż chciałbym wiedzieć, co jej chodzi po głowie, skupiam się na prezentacji. Najwyraźniej tematem wieczoru jest handel międzynarodowy, jednak pojawia się kilka wyjątków – jedna przemowa dotyczy najnowszych ustaleń podatkowych i ich pozytywnego wpływu na korporacje. No jasne. Kolejny student przedstawia stary model biznesowy. To oryginalny pomysł, ale w ogóle niepraktyczny.

Gdy piąty student schodzi ze sceny, kończy mi się cierpliwość. Wybudzam Celię z zamyślenia.

– Chcę już iść – stwierdzam, ale nagle milknę. Moje spojrzenie przyciąga kobieta zbliżająca się do sceny i wszystkie myśli uciekają mi z głowy. Jej sposób poruszania się przykuwa wzrok – kręci biodrami, podkreślając swoją seksualność, a wyprostowane plecy świadczą o pewności siebie.

Kiedy zwraca się w stronę publiki, oddech grzęźnie mi w gardle. Nawet ze swojego miejsca, z dwunastego rzędu, mogę przyznać, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. Ciemnobrązowe włosy okalają jej twarz i uwydatniają ostre kości policzkowe. Oczy też ma ciemne. Krótka sukienka odkrywa jej długie nogi, a skromny dekolt nie jest w stanie ukryć idealnych piersi.

Jest w niej coś wyjątkowego, chociaż nawet się jeszcze nie odezwała. Siadam prosto i skupiam na niej całą swoją uwagę.

– Co? – pyta szeptem Celia, odpowiadając na moje wcześniejsze słowa. A może po prostu ciekawi ją moja reakcja na tego anioła na scenie.

– Nic. Nieważne. – Nasza wymiana zdań zbiegła się z przedstawieniem i nie usłyszałem imienia prezentującej ani tego, o czym zamierzała mówić. Nie potrafię oderwać od niej wzroku nawet po to, by zerknąć do programu.

Jestem oczarowany. Naprawdę oczarowany.

Kobieta zajmuje miejsce na podium i zaczyna swoje wystąpienie. Po części spodziewałem się, że mój zachwyt minie, gdy otworzy usta, jednak tak się nie stało. Na dźwięk jej głosu przeszywa mnie dreszcz. Emanują z niego pasja i pewność siebie, jednak słychać w nim też odrobinę ostrożności. Przez następnych kilka minut z trudem skupiam się na wypowiadanych przez nią słowach. Jestem zaintrygowany jej wyglądem – uśmiechem, językiem ciała, tym, jak marszczy brwi, gdy zagląda do notatek.

Otacza ją aura, która od razu mnie przyciągnęła. Wyczuwam, że życie musiało ją doświadczyć, ale się nie załamała. Wie, co to ból, lecz pokonała go i wyszła z tego silniejsza. Besztam się w myślach – niby skąd mogę wiedzieć coś takiego po kilku minutach jej prezentacji? Nie mogę. Ale nie potrafię się pozbyć wrażenia, że jednak mam rację. To mnie do niej przyciąga.

Gdy w końcu skupiam się na jej przemowie, jestem naprawdę zaskoczony. Temat jest prosty – marketing z użyciem materiałów drukowanych w dobie technologii cyfrowej – ale ona podeszła do tego w doskonale praktyczny sposób i jestem pewny, że każdy po tym wystąpieniu będzie chciał jej pogratulować.

Chcę być pierwszym, który to zrobi. To jest ta perełka, o której mówiłem.

– Alayna Withers – mówi cicho Celia.

– Co? – Skupiam się na niej na chwilę i widzę, że czyta program.

Kiwa głową w stronę sceny.

– Ona się nazywa Alayna Withers.

Wzdycham, wkurzony tym, że Celia zauważyła moje zainteresowanie. W tej samej chwili czuję ucisk w piersi. Znam jej imię! To nic wielkiego, a poza tym wszyscy w tym pomieszczeniu też na pewno to wiedzą. Ale mnie wystarczy ta jedna, drobna informacja o niej. Wymawiam to imię cicho pod nosem. Zaznajamiam się z nim. Czuję jego smak na języku.

Pomieszczenie nadal jest zaciemnione, a scena stanowi jedyne oświetlone miejsce. Ja jednak mam wrażenie, że otaczająca mnie ciemność się rozprasza.

I nagle widzę światło.

– Twój serw jest straszny! – krzyknąłem do Mirabelle.

Chociaż moja siostra i tak poprawiła się od ostatniego lata. Prywatne lekcje sprawiły, że jej zagrywki i odbicia się wzmocniły. Jednak nie zamierzałem jej o tym mówić, bo miałaby z tego satysfakcję.

Oczy Mirabelle błysnęły, gdy zaczęła odbijać piłeczkę tenisową przed sobą.

– Mój serw jest dobry. W końcu to ja wygrywam, prawda?

Wygrała pierwszego seta, bo byłem dla niej łagodny. Nie spodziewałem się, że zrobiła takie postępy.

– Tylko dlatego, że bardziej się skupiam na twojej koszmarnej postawie niż na piłce.

Uśmiechnęła się.

– To twój problem, że łatwo cię rozproszyć. – Podrzuciła piłkę, ale zamiast ją odbić, puściła rakietę, która upadła u jej stóp. – Och, hej. Nie zauważyłam cię.

Podążyłem za jej wzrokiem i zobaczyłem Celię opierającą się o ścianę naszego prywatnego kortu.

Nie byłem pewny, czy się cieszę na jej widok, jednak gdy się do mnie uśmiechnęła, odwzajemniłem uśmiech. Nie wiedziałem, że była w Hamptons, ale nie dziwiło mnie to. Oczywiście, że jeśli tu przebywała, to wpadłaby w odwiedziny. Nawet jeśli nasze matki akurat nie planowały się spotkać, Celia znalazłaby powód, aby się ze mną zobaczyć.

– Przyglądałam się waszej grze – powiedziała do mojej młodszej siostry, nie odwracając ode mnie wzroku. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

– Cóż, i tak już kończyliśmy. Huds, możemy zagrać później. – Mirabelle podniosła swoją rakietę i zaczęła się pakować.

– Mirabelle – rzuciłem z ostrzeżeniem w głosie. Wiedziałem, że nie lubiła Celii, ale nie musiała być taka niemiła.

Zignorowała mnie. Rzuciła mi gniewne spojrzenie i rzekła:

– Miłego dnia ze swoją dziewczyną. – Ruszyła w stronę przejścia w żywopłocie prowadzącego do domu.

– Nie jestem jego dziewczyną! – krzyknęła za nią Celia, po czym odwróciła się w moją stronę z zaciśniętymi pięściami. – Dlaczego jej nie poprawiłeś?

Przechyliłem głowę na bok, chcąc rozluźnić mięśnie szyi. Sam byłem zaskoczony, że to Celia zwróciła mojej siostrze uwagę. Myślałem, że ona będzie się cieszyć z tego tytułu. Ja wolałem pozwolić ludziom wierzyć w to, co chcieli. Życie było wtedy zabawniejsze.

Postanowiłem jednak zachować to dla siebie, więc odpowiedziałem:

– Mirabelle jest niepoprawną romantyczką. Ma swoją opinię. Nieważne, co ja powiem.

Celia patrzyła przez chwilę za dziewczyną, a potem podeszła do mnie.

– Ona mnie nie lubi. – W jej głosie wyraźnie dało się słyszeć zawód.

– Przykro mi – odparłem, ocierając pot z czoła. Podejrzewałem, że Celia, jako jedynaczka, traktowała Mirabelle trochę jak swoją młodszą siostrę. Nasze rodziny utrzymywały ze sobą bliski kontakt i było to możliwe. Ale z jakiegoś powodu nie doszło do tego. Nie wiedziałem dlaczego.

Celia chyba też nie miała pojęcia.

– Ma czternaście lat. Rozumiem. Jednak żałuję, że nie jest inaczej.

– Musi się nauczyć dobrych manier.

– A ty musisz się nauczyć, jak odpuścić. Nic mi nie jest. Nie muszę być jej przyjaciółką. Jestem twoją. – Spojrzała na mnie ze zwątpieniem w oczach. – A przynajmniej myślę, że jesteśmy przyjaciółmi. Dziewięć miesięcy temu wyjechałam do San Francisco i przestałeś się do mnie odzywać. O co chodzi?

Wzruszyłem ramionami. To było celowe. Zanim Celia wyjechała na studia, powiedziała, że chce, by łączyło nas coś więcej niż przyjaźń. Mnie na tym nie zależało. Uznałem, że lepiej będzie jej nie zwodzić. Nie dlatego, że nie chciałem jej krzywdzić, ale z tego powodu, że jej zauroczenie było dla mnie uciążliwe. Nie odbierałem telefonów i kasowałem wiadomości.

Tak, byłem dupkiem. Wiedziałem o tym.

Teraz poczułem się zaskoczony tym, że dobrze jednak było ją widzieć. Nie w romantycznym sensie. Była mi bliska. Jak rodzina.

Postanowiłem nie odpowiadać od razu i zmienić temat.

– Millie niedługo poda lunch. Wezmę prysznic i może zjemy jakieś kanapki?

Celia zmarszczyła brwi.

– Dzisiaj nie mogę. Mam wolną tylko chwilę.

Uniosłem brwi. To dlaczego tu była, skoro nie mogła zostać?

Nie wyjaśniła, ale zamiast tego zapytała:

– Będziesz tutaj całe lato?

Nasze rodziny od zawsze spędzały letnie miesiące w Hamptons. Dziwne, że pomyślała, iż mogło być inaczej. Ale z drugiej strony dorośliśmy i wiele się zmieniło. Ja już zaczynałem się zastanawiać nad własnym lokum. Nie musiałem spędzać całego wolnego czasu od szkoły z rodzicami.

– Tak – odpowiedziałem. – A ty?

– Też. Chciałabym się z tobą zobaczyć. – Odchrząknęła i wbiła spojrzenie w swoje buty. – Przyszłam, żeby ci o czymś powiedzieć. Możliwe, że dzięki temu łatwiej ci się będzie ze mną potem widywać.

Założyłem ramiona na piersi zaintrygowany.

– Co takiego?

Spojrzała mi w oczy.

– Powinieneś wiedzieć, że się z kimś spotykam. Od roku. To poważne. – Wyglądała na zdenerwowaną. Myślała, że będę zazdrosny?

– No dobrze – rzekłem. – Gratulacje. – Potrafiłem się zachować w takich sytuacjach i coś powiedzieć, nawet jeśli tak nie uważałem. Ja po prostu teraz nic nie poczułem.

Odetchnęła głęboko.

– Myślałam, że to dlatego nie odpisywałeś. Bo może się martwiłeś, że ja ciągle…

Przechyliłem głowę zaciekawiony, czy dokończy zdanie.

Nie zrobiła tego, więc nie mogłem się powstrzymać. Chciałem wiedzieć, co zrobi, co powie.

– Że ci się ciągle podobam?

Jej policzki zrobiły się czerwone.

– Tak. Wtedy o tym wiedziałeś.

Zaśmiałem się.

– Wszyscy o tym wiedzieli, Celio.

Pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć, ale przyznała:

– No dobra, wszyscy wiedzieli. Ale to było tylko głupie zauroczenie. Już mi przeszło. Mam Dirka i…

– Dirk? Tak ma na imię? – Od razu wyobraziłem sobie długowłosego hipisa, chociaż Celia nigdy nie zainteresowałaby się kimś z niższej klasy społecznej. On pewnie był dobrze wychowany i bogaty jak ona.

– Zachowuj się, Hudson. – Uśmiechnęła się. – Mam Dirka i jestem w nim naprawdę zakochana. To chyba ten jedyny. – Znowu się zarumieniła i teraz już wiedziałem, że rzeczywiście przeszło jej zauroczenie moją osobą.

Fascynujące.

– To… świetnie. – Tym razem jednak nie wiedziałem, co powiedzieć.

– Więc ty i ja znów możemy być przyjaciółmi. Już nie będę robić do ciebie maślanych oczu. Okej? – Posłała mi niepewny uśmiech, z nadzieją, jakby moja odpowiedź była dla niej ważna. Jakby moja przyjaźń była ważna.

Zwilżyłem usta. Nie miałem powodu, by odmówić. Lubiłem ją.

– Jasne.

– Cudownie! – Jej ulga była widoczna. – Zadzwonię. Może zagramy w tenisa w następnym tygodniu czy coś?

– Brzmi świetnie. – A raczej nudno. Proponowała to, co w Hamptons uchodziło za rutynę.

Nastało niezręczne milczenie. W końcu powiedziała:

– No cóż. To ja już pójdę.

Mimo wszystko nadal byłem dżentelmenem.

– Odprowadzę cię. – Przerzuciłem ręcznik przez ramię i wziąłem pokrowiec na rakietę, po czym ruszyliśmy w stronę domu.

Nie odzywaliśmy się do siebie po drodze. Odprowadziłem ją do okrągłego podjazdu, gdzie zostawiła swój samochód. Otworzyłem dla niej drzwi i pochyliłem się, żeby cmoknąć ją w policzek. To był u nas standard. W końcu byliśmy prawie jak rodzeństwo.

Położyła rękę na moim ramieniu. Na jej twarzy malował się smutek.

– Dziękuję, Hudsonie. Do zobaczenia.

Patrzyłem, jak odjeżdża, i zastanawiałem się nad naszą relacją. Nasze matki się przyjaźniły, odkąd byliśmy dziećmi. Każde większe święto spędzaliśmy z rodziną Wernerów. Rodzice zapisali nas nawet do tej samej elitarnej, prywatnej szkoły. Dobrze się znaliśmy, chociaż wątpię, byśmy się wtedy ze sobą zaprzyjaźnili, gdyby nie nasze rodziny.

Byłaby idealną partią dla mnie. Oboje pochodziliśmy z bogatych domów i byliśmy ze sobą blisko. A jednak nigdy nic do niej nie poczułem. Co było ze mną nie tak? Nie czułem nic do niej ani do nikogo innego.

– Czy ona ci się podoba? – Usłyszałem za sobą cichy głos Mirabelle.

Odwróciłem się. Zobaczyłem, że siedzi na schodach, otaczając ramionami kolana.

Zacisnąłem szczękę zirytowany. Nigdy nikomu nie mówiłem o tym, że nie potrafię nic poczuć.

– To nie twoja sprawa. – Minąłem ją, idąc do domu.

Mirabelle wstała i podążyła za mną.

– Ona nie jest dla ciebie, Hudsonie. To małostkowa i powierzchowna osoba. Nie jest dla ciebie dobra.

Zmierzałem dalej w stronę schodów prowadzących na górę.

Mirabelle szła za mną i kontynuowała:

– Ona ci się nie podoba. Widzę to w twoich oczach. Nie interesujesz się nią wcale.

To była prawda, ale ciekawiło mnie, że moja siostra to zauważyła. Co jeszcze wiedziała? Co wiedziała o mnie? Zatrzymałem się i obróciłem w jej stronę.

– Jeśli wiesz, że ona mi się nie podoba, to dlaczego pytasz?

– Chciałam się upewnić, że ty też to wiesz.

Cóż, wiedziałem. Nie powiedziałem jednak tego na głos. Odwróciłem się i wbiegłem na górę, a następnie zamknąłem się w swoim pokoju.

Przez resztę dnia nie mogłem przestać myśleć o Celii i jej domniemanym chłopaku. Czułem ucisk w piersi. To nie była zazdrość – miałem gdzieś, co się dzieje w jej życiu miłosnym. Pociągała mnie intryga. Obsesyjna intryga. Już nie pierwszy raz. Byłem pewny, że nie będzie ostatnią.

Tematyka miłości od zawsze mnie pochłaniała. Zajmowałem się nią przy każdej wolnej okazji. Nie rozumiałem jej. Nigdy nie byłem zakochany. Nie wierzyłem, że to może być coś prawdziwego. Nie byłem prawiczkiem ani świętym. Spotykałem się z dziewczynami. A właściwie zabierałem je na kolację lub do kina, by potem się z nimi pieprzyć. Czasami pomijałem kolację czy kino i po prostu się z nimi pieprzyłem. Ale nigdy nie odczuwałem potrzeby, by spędzać z kimś normalnie czas. Nigdy nie czułem niczego do tych dziewczyn.

I chociaż Celia rok temu zrobiła ze mnie swój cel, ani razu nie zakładałem, że to może być coś głębszego niż głupie zauroczenie, o którym mówiła. Oboje byliśmy ulepieni z jednej gliny. Wiedzieliśmy, że romantyzm to niedorzeczność.

A przynajmniej tak myślałem.

I teraz ona znalazła tego jedynego. Ta myśl mnie męczyła.

I była wyzwaniem.

Co sprawiało, że człowiek zaczynał myśleć, że jest zakochany? Czy można manipulować emocjami? Wymusić je? Pomyślałem, że to wymaga eksperymentu.

Jaka szkoda, że jego zasady nie będą za bardzo odpowiadać Celii. Ale jeśli miłość naprawdę była mitem, jak uważałem, to może uratuję ją przed kłamstwem.

Następnego dnia leżałem na słońcu ze swoim laptopem obok basenu. Wtedy zadzwoniła Celia, by się umówić. Trzymając się swoich planów, przesunąłem spotkanie na następny tydzień. Potrzebowałem czasu, by się przygotować, zanim ją zobaczę. W kwestii swoich eksperymentów byłem zawsze bardzo dokładny.

Stukałem rytmicznie w klawiaturę, opracowując dane. Po ostatniej porażce mojego eksperymentu tym razem chciałem osiągnąć sukces. Może słowo „porażka” było zbyt poważnym określeniem. Wyniki nie potwierdziły hipotezy, ale i tak zebrałem informacje. Pomysł na eksperyment przyszedł do mnie, gdy zaręczyło się dwoje moich znajomych ze studiów, Andrew i Jane. Wydawało się, że stracili dla siebie głowę, ogarnęło ich pożądanie, które najprawdopodobniej pomylili z czymś głębszym. Zastanawiałem się, czy jeśli uważali, że są ze sobą tak blisko, że powinni się już pobrać, czy to oznacza, że ich więź jest niezniszczalna?

I zacząłem szukać odpowiedzi.

Ponieważ mieliśmy ze sobą zajęcia, łatwo było flirtować z Jane tuż pod nosem jej narzeczonego. Najpierw było to bardzo spontaniczne – oczekiwałem wtedy jakiejś reakcji ze strony Andrew, ale nie doczekawszy się żadnej, podwoiłem wysiłki. Dotykałem Jane, gdy rozmawialiśmy, muskałem palcami jej palce, bawiłem się jej włosami. Naruszałem jej przestrzeń. Szeptałem sugestywne, a mówiąc dobitniej, sprośne rzeczy, które sprawiały, że się czerwieniła, a jej sutki twardniały. Cały semestr tak się zachowywałem i ani Jane, ani Andrew nie kazali mi przestać. Czy nie powinno być jakiegoś obwiniania? Jeśli nie mnie, to chociaż siebie nawzajem? Czy mówili o mnie za moimi plecami?

Czy ta para naprawdę miała wystarczająco zaufania i uczucia dla siebie nawzajem i oparła się zazdrości?

A może byli zainteresowani trójkątem?

Z powodu nieokreślonych odpowiedzi uznałem ten eksperyment za niewypał. Tym razem potrzebowałem konkretnych rezultatów i dobrej hipotezy.

Otworzyłem dziennik w komputerze i zacząłem w nim kolejną sekcję o nazwie „Odbicie”. Idealnie pasowała po sekcji „Zaręczyny”. W tym wypadku próbowałem doprowadzić do rozpadu pary, która wcześniej nie miała ze mną nic wspólnego. Teraz nowy obiekt, Celia, była wcześniej mną zauroczona. Zadałem pytanie, które brzmiało: „Czy wcześniejszy stan zauroczenia może wpłynąć na nowy związek, jeśli poprzedni obiekt zauroczenia nagle odwzajemni uczucia?”.

Potem postawiłem tezę: „Jeśli obiekt uwierzy, że odwzajemnione uczucia są prawdziwe, to odpowiedź brzmi «tak»”.

Skąd będę wiedział, że mi się powiodło? Przestałem pisać i spojrzałem na swojego młodszego brata, Chandlera, który właśnie fikał koziołki przy basenie. Jeżeli Celia uwierzy, że jestem nią zainteresowany, najprawdopodobniej: a) każe mi się odwalić, b) wda się w wakacyjny romans, c) zerwie z Dirkiem.

Nie zamierzałem sypiać z Celią. To nie podlegało dyskusji. Nie mogłem uprawiać seksu z kobietą, która mnie nie pociągała, i na pewno nie miałem zamiaru iść do łóżka z kobietą, która znała mnie od podszewki. To by nas za bardzo zbliżyło. A ja nikomu nie pozwalałem się zbliżyć do siebie.

Wpisałem to do dokumentu i oparłem się na siedzeniu.

Teraz musiałem po prostu opracować cały plan. To była moja ulubiona część. Serce zaczęło mi bić szybciej z podniecenia. Będę musiał trochę o tym poczytać. Zwykły flirt nie podziała na ten obiekt – w moich oczach Celia była od teraz już tylko obiektem. Gdybym myślał o niej inaczej, zepsułoby to mój obiektywizm. Będę musiał spróbować okazać prawdziwe zauroczenie. To będzie wyzwanie, ale z odrobiną wysiłku na pewno sobie poradzę. Może powinienem obejrzeć kilka filmów romantycznych. Albo zapytać Mirabelle – ona jest chyba ekspertem w kwestii romansów.

Jak na zawołanie, Mirabelle usiadła na krześle przy mnie. Miała na sobie czarno-różowe bikini, które było bardzo dorosłe jak na jej wiek. Przynajmniej na naszym podwórku mogliśmy liczyć na odrobinę prywatności. Gdybyśmy mieli towarzystwo, włożyłaby jednoczęściowy strój, jeśli miałbym w tej kwestii coś do powiedzenia. A zawsze miałem coś do powiedzenia w każdej kwestii.

– Co robisz? – zapytała, zaglądając do mojego komputera.

Obróciłem się lekko, by nie mogła zobaczyć ekranu.

– Nic ważnego – powiedziałem, a potem zastanowiłem się nad tym. – Właściwie to pracuję nad projektem. Dla jednego mojego przyjaciela. Może mogłabyś mi pomóc?

– Jasne. – Wzięła butelkę z kremem do opalania, którą przyniosłem ze sobą wcześniej, i zaczęła smarować nim skórę. – O co chodzi?

Próbowała zachować pokerową twarz, ale w jej oczach widziałem błysk podekscytowania. Jeśli miałbym nauczyć się kochać, to na pewno zrobiłbym to dla swojej siostry. Uwielbiała mnie i jak wiele sióstr podziwiała starsze rodzeństwo. Ale w przeciwieństwie do innych braci, ja na to nie zasługiwałem. A jednak ona nadal miała nadzieję i uczucia do mnie. Z tego powodu chciałem, żeby mi się udało. Robiłem wszystko, by okazywać jej zainteresowanie – grałem z nią w tenisa, zabierałem na przejażdżki, gdy nie było szofera, chroniłem ją przed wybrykami naszej pijanej matki. Proszenie jej o pomoc było czymś zdecydowanie lepszym.

– Cóż – zacząłem. – Mój przyjaciel chce wiedzieć, jak najlepiej oczarować dziewczynę…

Jej oczy się rozszerzyły.

– I poprosił ciebie o pomoc? Każdy głupek wie, że ty nie jesteś w stanie nikogo oczarować.

Zdusiłem komentarz, który cisnął mi się na usta. Po części to była prawda.

– Dokładnie. Dlatego pytam ciebie.

– To nie jest tak naprawdę dla ciebie, co? Nie jesteś nikim zainteresowany? – Spojrzała na mnie znacząco. – Chyba nie próbujesz oczarować Celii, prawda?

Nigdy nie kłamałem. Nawet w trakcie eksperymentu przysięgałem sobie, że będę mówić prawdę. Miałem jeszcze trochę godności, mimo mojego egoizmu i skłonności do manipulacji. Postanowiłem wykręcić się od odpowiedzi.

– A dlaczego miałbym być nią zainteresowany? Sama powiedziałaś, że ona nie jest dla mnie.

– Tylko się upewniam. Pomyślmy… Kobiety lubią kreatywne, zaskakujące sposoby okazywania uwagi, związane ze sztuką. Można napisać wiersz lub narysować ich portret.

Zamrugałem. Nie miałem zdolności artystycznych.

– Kontynuuj.

– Są też łatwiejsze sposoby: wysyłanie kwiatów, kupowanie biżuterii, dawanie prezentów…

Stukałem w klawiaturę, gdy mówiła.

– Ale to i tak nic nie znaczy, jeśli prezent nie będzie osobisty.

Spojrzałem znad ekranu.

– Co masz na myśli?

– Nie możesz tylko dać jej róż. To nudne. Musisz podarować kwiaty, które ona lubi lub takie, które dla niej coś znaczą. Biżuteria powinna być wyjątkowa albo taka, jaka jej się podoba.

Boże, wychodziło na to, że romantyzm będzie bardziej skomplikowany, niż mi się wydawało.

– Właściwie każda kobieta chce tego, byś poświęcił czas na poznanie jej – stwierdziła Mirabelle.

Zaśmiałem się.

– Nie mów, że ty wiesz, jak to jest być kobietą, dzieciaku.

– Zamknij się – prychnęła i zmarszczyła brwi. – Wiesz, że dziewczyna to tylko młodsza wersja kobiety, tak?

– Coś mi się obiło o uszy. – Podrapałem się po szyi i zauważyłem, że spociłem się od tego siedzenia na słońcu. – No to muszę… – Przyłapałem się na pomyłce i poprawiłem: – No to mój przyjaciel musi tylko spędzać z dziewczyną trochę czasu?

– A potem pokazać, że zauważa to, jaka jest i co lubi. – Zmarszczyła brwi. – Czy to ma jakiś sens?

– Ma. – Właściwie dostrzeganie szczegółów było jednym z moich talentów. Gdy próbowałem zrozumieć ludzkie zachowania i emocje, nauczyłem się dokładnie przyglądać ludziom. Tylko potem będę musiał wykorzystać te szczegóły. – Jestem pewny, że mój przyjaciel doceni tę radę.

Mirabelle założyła okulary przeciwsłoneczne i oparła się o krzesło.

– Żałuję tylko, że to nie dla ciebie. Byłbyś doskonałym chłopakiem.

Zmusiłem się do uśmiechu.

– Cóż, w takim razie zachowam notatki na przyszłość.

Tylko że potrzebowałem ich teraz, ale nie do tego, o czym myślała Mirabelle. Do tego nigdy mi się nie przydadzą. Moja siostra była bardzo mądra, ale się myliła – nie byłbym doskonałym chłopakiem.

Ona jednak nigdy się o tym nie dowie. Nie planowałem się zbliżyć do żadnej kobiety na tyle, by się przekonać.

Mijają dwa dni od sympozjum w Sternie, a ja ciągle myślę o pięknej brunetce, która mnie wtedy oczarowała. Cały czas czytam program wieczoru, a konkretnie krótką informację o niej. I patrzę na jej zdjęcie. Twarz tej kobiety jest już wyryta w mojej pamięci, a nawet nie widziałem jej z bliska.

Oczywiście próbowałem się z nią zobaczyć. Po tym, jak pozbyłem się Celii, udałem się szybko na spotkanie po sympozjum, by poznać Alaynę Withers. Z miejsca chciałem jej zaoferować pracę. Na jakimkolwiek stanowisku, które by ją interesowało. To było szalone i nigdy czegoś takiego nie robiłem, ale było w niej coś wyjątkowego. Nie potrafiłem o niej zapomnieć.

Nie zjawiła się na spotkaniu. Byłem zawiedziony, łagodnie mówiąc. Ale też wściekły i zdezorientowany. Wściekły, bo zmarnowała czas, który mogłaby mi poświęcić. Mój czas. Jak można się nie pokazać na spotkaniu z najważniejszymi ludźmi biznesu? Było sześciu kandydatów i dziesięciu szefów. Dostałaby jakąś ofertę. Cholera, dostałaby ich nawet z pięć. Dziesięć. A ja przebiłbym każdą z nich, bo chciałem, żeby była moja.

A zdezorientowany byłem dlatego, że nie wiedziałem, czemu mnie to w ogóle obchodziło. Nie jestem całkowicie pozbawiony uczuć, ale prawie. Moje uczucia są poskromione, kontrolowane. Zaniepokoiła mnie ta desperacka potrzeba poznania kogoś. Zaburza mi to spokój nawet kilka dni później i jest tylko gorzej.

Nigdy w życiu nie czułem czegoś takiego do drugiej osoby.

Czy to pożądanie seksualne? Przytłaczająca potrzeba, by ją zaliczyć? Minęło kilka tygodni, odkąd miałem kobietę w swoim łóżku. Może więcej. Ostatnio żadną się nawet nie zainteresowałem.

Ale teraz, gdy patrzę na jej zdjęcie, gdy przypominam sobie jej pewność siebie i żywiołowość, od razu mi staje.

Próbuję przekonać siebie, że moje zainteresowanie jest czysto fizyczne. A może chodzi o jej umysł. Jestem zaintrygowany jej pomysłami i innowacyjnym myśleniem tak bardzo, że to mnie podnieca. Bo jak inaczej to wyjaśnić?

Tak bardzo chcę poznać odpowiedzi, że wcześniej zadzwoniłem do swojego detektywa, aby się jej przyjrzał. Wmówiłem sobie, że chodzi o biznes. Może nie pokazała się na spotkaniu, bo już zaoferowano jej pracę? Jeśli ją odnajdę, złożę lepszą propozycję.

Jeżeli nie przyjmie oferty, będę musiał znaleźć inny sposób, by się do niej zbliżyć. Muszę wiedzieć, czy to zainteresowanie ma szansę przetrwać. Dociera do mnie, że moje podniecenie jest bardzo podobne do tego, którego doświadczam, gdy zaczynam nowy eksperyment. Ale nie chcę teraz o tym myśleć. Tym razem jest inaczej, ponieważ nie jestem zainteresowany czyimiś uczuciami, tylko swoimi.

Najwyższa pora.

Chociaż chyba nie do końca mi się to podoba.

Chwytam się za grzbiet nosa i pochylam nad biurkiem, próbując wymazać Alaynę ze swoich myśli. Przerywa mi moja sekretarka.

– Tak, Patricio? – Może chodzi o mojego detektywa…

– Spotkanie na drugą. Przyszedł doktor Alberts.

– Kurwa – wymyka mi się. – Dobra. Dziękuję. Wpuść go do środka. – Zapomniałem o moim spotkaniu z Albertsem, chociaż od dwóch lat widuję się z nim regularnie. Prawda jest taka, że nawet nie chcę pamiętać o jego wizycie. On mi pomógł – bez niego nie oparłbym się wielu pokusom – ale ostatnio jestem w beznadziejnym humorze. Brakuje mi ekscytacji, jaka towarzyszyła mi w moim starym życiu. Teraz moje dni wyglądają tak samo. Może dlatego tak intryguje mnie Alayna Withers. Gdy ją zobaczyłem tamtego wieczoru, poczułem coś – po raz pierwszy od wielu lat.

Wstaję i obchodzę biurko, żeby przywitać się z doktorem Albertsem. Wskazuję na siedzenia, a potem sam zajmuję miejsce na oparciu kanapy po drugiej stronie. Alberts siada jak zwykle na fotelu. To nasza rutyna. On zasugeruje, bym się położył, ja grzecznie odmówię. On wyciągnie swój elektroniczny notes i zacznie zapisywać odpowiedzi na pytania. Takie same, jakie zadał tydzień temu: „Jak się czujesz?”, „Czy w twoim życiu pojawiły się nowe czynniki stresogenne?”, „Jak sobie z nimi radzisz?”, „Czy kusi cię, by zagrać?”.

Jeszcze nie zaczął, a ja już czuję się znudzony.

Musi wyczuwać mój nastrój – albo pewnie widzi, jak się wiercę na kanapie – bo od razu pyta:

– Co cię dręczy, Hudsonie?

Zastanawiam się nad odpowiedzią. Mógłbym winić za ten niepokój pracę. Martwię się na przykład sytuacją w Plexis – to jedna z moich mniejszych filii. Boję się, że stracę nad nią kontrolę. Przed sympozjum w Sternie to był mój największy problem. Teraz Plexis właściwie mnie nie interesuje. Jak się skoncentrować na prowadzeniu biznesu, gdy w głowie mam tylko brązowe oczy i pewny siebie, jedwabisty głos?

To właśnie mnie dręczy. Ona.

Tylko co miałbym powiedzieć Albertsowi o Alaynie Withers? O studentce, którą widziałem przez dwadzieścia minut na evencie na uczelni? Rozmawianie z nim w teorii ma pomagać mi zrozumieć moje emocje, ale te są zbyt skomplikowane i nieokreślone. Zbyt dziwne i intensywne.

Zamiast tego postanawiam wspomnieć o pewnym szczególe, który bardzo go zainteresuje.

– Widziałem się z Celią.

– Naprawdę? – Alberts unosi brew, pokazując tym swoją czujność i zainteresowanie. – Jakie były okoliczności tego spotkania?

– Chciałbym powiedzieć, że to tylko niewinne spotkanie. Ale tak nie było. – Przeczesuję włosy ręką, a on czeka na odpowiedź. – Zadzwoniła do mnie. Używała mojej tożsamości, by się kimś pobawić, a konkretnie pracownicą mojej siostry. – Krzywię się na myśl, jak bardzo dotyczyło mojej rodziny pogrywanie Celii ze Stacy.

– Byłeś świadomy tego, że ona to robi?

– Tak. – Przewiduję jego następne pytanie i dodaję: – Nie. Nie zachęcałem jej, ale wiedziałem o tym. – Wstaję, bo nie mogę usiedzieć w miejscu. – Celia prosiła mnie, by ustawić grę. Zgodziłem się. Powiedziałem jej, gdzie będę i kiedy. Ustaliła wszystko, a reszta się potoczyła.

Spoglądam na Albertsa, oczekując wyrazu dezaprobaty na jego twarzy. Ale nie dostrzegam nic. Ten mężczyzna jest równie ostrożny w okazywaniu emocji, co ja.

Teraz będzie chciał wiedzieć, dlaczego zgodziłem się jej pomóc. To proste – gra musiała mieć swój koniec. Nie podobało mi się, że moje imię zostało użyte w jej przekręcie, a dostosowanie się do jej prośby było najłatwiejszym sposobem na zakończenie tego.

Jednak on pyta o coś innego.

– Jak się z tym czujesz? Z tym, że znowu w to grasz, po tak długim czasie?

Milknę i rozważam odpowiedź. Poczułem przyjemny dreszcz, gdy pocałowałem swoją koleżankę z dzieciństwa. Nie miało to z nią ani z samym pocałunkiem nic wspólnego. Ja po prostu wiedziałem, jaki to wywrze efekt na Stacy – a to ona była celem Celii. W tamtym momencie chciałem, by ta chwila trwała jak najdłużej. Czułem coś, chociaż zazwyczaj byłem pusty w środku. Wystarczyło, że przestałbym walczyć i podekscytowanie znowu pojawiłoby się w moim życiu. Z Celią łatwo byłoby wrócić na starą ścieżkę, zaczynając kolejną grę.

Jednak wystarczył ból w oczach Stacy, kiedy poczuła odrzucenie z mojej strony, by przypomnieć mi, że moja zabawa wiązała się z krzywdzeniem innych.

– Czułem się jak na haju – odpowiadam szczerze. – A potem to się skończyło i do tej chwili nie myślałem o tym. – Gdy byłem na sympozjum, nie potrzebowałem żadnych gier. Iskra, którą potrafiła wywołać Celia, została zastąpiona piorunem Alayny Withers.

Alberts chrząka, a ja widzę, jak przygląda mi się uważnie, mrużąc oczy.

– Ale nie martwi cię, że znowu weźmiesz udział w tej grze?

Oddycham z trudem. Zawsze się niepokoję, że do tego wrócę. Ale czy nie daje mi spokoju, że Celia znowu mnie do tego wciągnie?

– Nie. Nie martwię się.

– Planujesz się z nią znowu zobaczyć?

Otwieram szeroko oczy. Przez chwilę myślę, że mowa o brunetce, która zaprząta moje myśli.

Ale nie o to mu chodzi.

– Nie, nie planuję znów widzieć się z Celią. – Ona na pewno chciałaby się ze mną spotkać. Ciągle mnie do siebie zaprasza, ale ja widuję się z nią wystarczająco często na rodzinnych spotkaniach. Wbrew przekonaniom mojego terapeuty jej obecność nie stanowi dla mnie pokusy, ale zobaczenie się z nią nie jest dobrym pomysłem. W bolesny sposób przypomina mi o tym, co złego zrobiłem w swoim życiu. O tym, co złego zrobiłem jej.

Przestaję krążyć. Mam nadzieję, że dzisiaj nie zaczniemy rozmowy na temat mojej przeszłości.

– Hudsonie, usiądź.

Jestem zaskoczony, że wcześniej o to nie prosił. Siadam i krzyżuję nogi w kostkach.

– Przepraszam. Mam teraz dużo na głowie. – Próbuję odetchnąć, żeby się uspokoić, ale to nie działa.

Doktor Alberts odchyla się na krześle.

– Twój niepokój chyba nie ma nic wspólnego z Celią. Czy jest coś, o czym mi nie mówisz?

Już chcę powiedzieć mu o Alaynie Withers, ale nawet nie wiem, jak to ubrać w słowa.

– Nic takiego. Praca jest dla mnie stresująca.

Dopiero teraz uświadamiam sobie, że tym samym zacząłem rozmowę na bardzo męczący temat.

– Nie znoszę znowu tego powtarzać, Hudsonie, ale jeśli spotykalibyśmy się w moim gabinecie, a nie w twoim, miałbyś szansę trochę się odstresować, uciec od tego wszystkiego, chociaż na chwilę.

Rzucam mu wrogie spojrzenie.

– Gdybym przychodził do twojego gabinetu, to nigdy by mi się nie polepszyło.

– W tym problem, Hudsonie. Tolerowałem to przez ostatnie dwa lata, ale czuję, że jesteśmy na takim etapie terapii, że to dłużej nie będzie działać. Jeśli chcesz, żeby ci się polepszyło, musi to być twoim priorytetem. Musisz postanowić, że zdrowie jest ważniejsze niż praca.

Zaciskam mocno szczęki. Zgadzam się z tym, że moja terapia aktualnie stoi w miejscu. Ma rację. Jeżeli chcę się poczuć lepiej, muszę zaktualizować swoją listę priorytetów. Jednak to się nie stanie. Wcale nie chcę, by mi się polepszyło. I nie wierzę, że jestem ważniejszy niż moja praca. Sesje z doktorem sprawiły, że przestałem niszczyć życie innym ludziom, ale nie wpłynęły pozytywnie na moje własne. Ciągle nie znalazłem sposobu na to, by wypełnić pustkę we mnie. Gra, którą prowadziliśmy z Celią, przynajmniej odciągała od tego moją uwagę. Teraz mam świadomość tej pustki i tego, że nie jestem w stanie niczego poczuć. Kiedyś, gdy zaczynał się temat spotykania się w jego gabinecie, zawsze udało mi się go przekonać, by odpuścił. W tej chwili wydaje mi się, że tego nie zrobi. I chyba już nie chcę z nim dłużej walczyć. Poradzę sobie sam. Czy on pomógłby mi, gdybym się poddał? Gdybym bardziej się wysilił? Nie wiem. Muszę zdecydować, czy będziemy grać według jego zasad, czy w ogóle przestaniemy się widywać. Nie jestem jeszcze gotowy, żeby podjąć decyzję.

– Co racja, to racja – mówię. – Uważam, że ten układ nie działa już tak jak kiedyś. Może powinniśmy zakończyć naszą współpracę. – To technika manipulacji, mam tego świadomość. Przypomina zachowanie nadąsanego dziecka. Jeśli nie będziemy się bawić po mojemu, to nie będziemy się bawić wcale.

Mój psycholog jest zbyt dobry, by się na to nabrać.

– Jeżeli tego właśnie chcesz. Wiesz, że to zadziała tylko wtedy, gdy będziesz uczestniczyć z własnej woli.

Po części chcę wyciąć go ze swojego życia i ruszyć dalej, ale nie lubię podejmować decyzji pod wpływem impulsu.

– Muszę to przemyśleć.

– Dobrze. Jeśli zdecydujesz, że chcesz się ze mną znowu spotkać, w moim gabinecie, zadzwoń do mojej sekretarki i umów się na wizytę. – Wstaje. Nasza sesja najwyraźniej już dobiega końca, chociaż pozostaje nam jeszcze pół godziny.

Chyba i tak nie ma sensu kontynuować, jeśli ja nie chcę robić żadnych postępów.

Podnoszę się, by uścisnąć jego dłoń.

– Dziękuję, doktorze.

– Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy – mówi. Widzę po nim, że traktuje mnie bardziej jak dziadek wnuka niż jak doktor pacjenta. Lubi mnie. Ciekawe dlaczego.

Może nie byłem taki straszny dla niego.

Jest już prawie przy drzwiach, gdy się do mnie odwraca.

– Pamiętaj, Hudsonie, postępy się pojawią, kiedy zaczniesz nad sobą pracować. – I z tymi słowami odchodzi.

Kręcę głową sfrustrowany. Oczywiście, że o tym pamiętam. Harowałem jak wół, by Pierce Industries było takie, jakie jest dziś. Jeśli myśli, że nie doceniam ciężkiej pracy, to nie ma pojęcia, co robię i jaki jestem. Mimo to w głębi duszy wiem, o jakiej pracy mówił. Już nad sobą pracowałem, ale nie wiem, czy chcę to robić dalej.

W tym momencie swojego życia pragnąłem tylko się dowiedzieć więcej o Alaynie Withers.

Gdy tylko Alberts znika, biorę telefon i łączę się z sekretarką.

– Były do mnie jakieś telefony? – Ona wie, że podczas sesji nie wolno mi przerywać. Mam nadzieję, że dzwonił mój detektyw i ochroniarz w jednej osobie.

– Nie, panie Pierce.

Dziękuję jej i się rozłączam, po czym sam dzwonię do detektywa.

– Jordan przy telefonie – odzywa się po pierwszym sygnale. Ten mężczyzna należał kiedyś do Special Ops, sił specjalnych, więc jego umiejętności są przydatne w wielu sytuacjach.

– Dowiedziałeś się czegoś? – Dociera do mnie, że się niecierpliwię. Przecież minęło dopiero kilka godzin od mojego zlecenia.

– Niewiele. Na razie czekam na jej historię medyczną i informacje dotyczące jej przeszłości.

Historia medyczna niewiele mi da, ale coś związanego z jej dotychczasowym życiem na pewno.

– A co już wiesz?

– Tylko podstawy. Nazywa się Alayna Reese Withers. Urodzona i wychowana w Bostonie. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miała szesnaście lat. Mieszka między Lexington a Trzecią Ulicą, blisko Waldorf. Licencjat uzyskała na Uniwersytecie w Bostonie, a w następnym miesiącu ukończy studia magisterskie na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Teraz pracuje jako asystentka menedżera w Sky Launch.

Sky Launch? Próbuję przypomnieć sobie tę nazwę.

– W klubie nocnym?

– Tak.

Niemożliwe, by planowała pracować w klubie po ukończeniu studiów. Na pewno ma inną ofertę.

– Możesz mi powiedzieć, czy ktoś próbował się czegoś o niej ostatnio dowiedzieć? – Jeśli proponowali jej pracę, na pewno musieli ją sprawdzać.

Przez telefon słyszę, jak Jordan szuka informacji.

– System mówi, że wczoraj ktoś szukał czegoś na temat jej karty kredytowej.

– Cholera. – Zastanawiam się, który z moich przeciwników ma to szczęście, że przystała na jego ofertę. – Dowiedz się, kto to zlecił. – A ja przygotuję kontrofertę.

– Już się robi.

– I zadzwoń do mnie od razu, gdy się czegoś dowiesz.

– Tak, panie Pierce.

Rozłączam się i w tym momencie dzwoni Patricia. Podnoszę słuchawkę, by odebrać, a wtedy drzwi do mojego biura się otwierają i do środka wchodzi Celia.

– Przepraszam, panie Hudson – mówi sekretarka w słuchawce. – Chciałam ją zapowiedzieć, ale ona po prostu sama weszła.

– W porządku. Zajmę się tym. – Przerywam połączenie, przeklinając pod nosem. Nie mam teraz ochoty widzieć się z Celią.

Mój niespodziewany gość siada na krześle naprzeciwko mnie.

– Czyli chcesz się mną zająć, tak?

Ignoruję jej sugestywny ton.

– Dwa dni w jednym tygodniu, Celio. Czemu zawdzięczam tę przyjemność? – Ostatnie słowo wymawiam z sarkazmem, tak dla jasności.

Jednak od razu czuję ukłucie wyrzutów sumienia. To nie wina Celii, że już nie chcę przebywać w jej towarzystwie. To moja wina.

Ale mój ton jej nie rusza.

– Och, no przestań, Hudsy. Nie bądź taki. Nie jestem twoim wrogiem.

Nie, nie jest. Ja nim jestem. Ale ona nigdy nie może się o tym dowiedzieć, więc muszę się trzymać na dystans.

– Dlaczego tu jesteś?

Uśmiecha się z błyskiem w oku.

– Mam coś, co może cię zainteresować.

– Naprawdę? – odpowiadam ze znudzeniem w głosie.

– Mówię poważnie. Będziesz chciał wziąć w tym udział.

Wziąć udział? Na pewno mówiła o kolejnej grze.

– Celio, już ci mówiłem, że nie mam zamiaru więcej z tobą grać. – Udaję, że skupiam się na czymś na ekranie komputera.

Nie łapie tego, że chcę ją odprawić. Albo ma to gdzieś.

– Mówiłeś, mówiłeś. A teraz ja ci mówię, że cię to na pewno zainteresuje.

Powinienem ją teraz wyrzucić, ale nie mogę się zmusić. Mimo że udaję brak zainteresowania, mój puls przyspiesza. Jej podniecenie jest zaraźliwe. Jestem ciekawy. Zbyt ciekawy.

Nie mogę pozwolić, by się o tym dowiedziała.

– Nie chcę brać w niczym udziału. – Znowu spoglądam na nią. – Ale skoro już tu jesteś, co knujesz?

Jej uśmiech się poszerza.

– Popatrz tylko. Chcesz się dowiedzieć. Twoje oczy rozbłysły, gdy tylko się domyśliłeś, co oferuję.

Nawet nie zaprzeczam – jestem zainteresowany i chociaż próbuję utrzymać pokerową twarz, ona to widzi. Nie znoszę tego, że nauczyłem ją, jak czytać z ludzkich twarzy. I nie podoba mi się, że wykorzystuje tę wiedzę przeciwko mnie.

Wkurza mnie to nawet.

Moja ciekawość w końcu wygrywa. Nie kusiła mnie swoimi grami od dłuższego czasu. Dlaczego robi to teraz?

– No mów, Ceeley. – Krzywię się, gdy nieświadomie wypowiadam zdrobnienie jej imienia, którego używałem, gdy byliśmy mali. Pomyśli, że coś się za tym kryje. A wcale tak nie jest.

Wstaje i zaczyna grzebać w torebce.

– To standardowy scenariusz – stwierdza. – Spraw, aby dziewczyna się w tobie zakochała, a potem ją porzuć i patrz, jak rozpada się na kawałki.

To nasz ulubiony motyw. Nieważne, ile razy to przerabiałem, zawsze mnie to interesowało. To było niesamowite badanie dotyczące miłości, nigdy jednak nie uzyskałem odpowiedzi, których szukałem.

Udaję, że ten pomysł mnie nie rusza.

– Jak oryginalnie. A co według ciebie mnie aż tak zainteresuje?

Uśmiecha się pewna siebie.

– Dziewczyna.

Unoszę brew. Zamiast odpowiedzieć, kładzie przede mną teczkę. I czeka.

Oddycham powoli i zaglądam do środka. Od razu widzę brązowe oczy i ciepły uśmiech.

Celia ma rację – interesuje mnie dziewczyna. I wiem, że wysłucham jej do końca. Wchodzę w to, bo Celia zna sposób, by bliżej poznać Alaynę Withers.

W teczce Celii jest wiele innych zdjęć. Mam ochotę przyjrzeć się im, zapamiętać każdy szczegół Alayny Withers, jej wyraz twarzy, sylwetkę. Nie robię tego jednak, bo jestem świadomy przenikliwego wzroku Celii. Czeka, aż skończę czytać raport.

Coś mnie męczy, zmusza do tego, by zamknąć teczkę, by nie grać w tę grę. Moje wahanie ma bardzo prymitywne źródło – ja nie chcę się dzielić. Już mnie irytuje fakt, że Celia zauważyła moją słabość do tej dziewczyny. Chciałbym zachować wszystkie nowe informacje o niej dla siebie. Najwyraźniej jest już na to za późno, ale mogę spróbować.

Zamykam teczkę, nie zapoznawszy się z jej zawartością. To trudniejsze, niż mi się wydawało.

– Nie jestem zainteresowany.

Podsuwam teczkę Celii. Mój puls przyspiesza, gdy moje palce przestają jej dotykać. Korci mnie, by ją przejrzeć. To jak obsesja. Od lat tego nie czułem. Przypominam sobie, że Jordan znajdzie dla mnie te same informacje. Cierpliwość zawsze była moją najlepszą cechą.

Celia bierze teczkę. Próbuję nie skupiać się na niej, jednak mimowolnie zerkam na nią po raz ostatni.

Celia wstaje.

– No to chyba się myliłam. – Jej ton sugeruje, że mi nie wierzy. – Będę musiała zachować to wszystko dla siebie. Ty rzeczywiście wypadłeś już z gry, prawda?

Celia jest prawie tak dobra w manipulowaniu jak ja. To jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo. Dzięki temu potrafię przewidzieć każdy jej ruch. Na nieszczęście ona potrafi przewidzieć każdy mój. Jest najlepszym przeciwnikiem, jakiego miałem.

Próbuję ją zmylić. Za łatwo mi odpuszcza, a to znaczy, że wcale nie ma ochoty mi odpuścić. Chce, żebym spytał, co planuje zrobić z Alayną, a skoro tak jest, właśnie tego pytania nie mogę zadać. Mimo że najbardziej chciałbym o to zapytać.

Mam jednak własny plan. Muszę ją powstrzymać, cokolwiek zamierza. Nie jest to altruistyczny motyw. Znowu chodzi o to, że nie mam zamiaru się dzielić. Nie chcę, by Celię cokolwiek łączyło z Alayną Withers, bo tę pragnę mieć tylko dla siebie. Tylko jeszcze nie wiem po co. Nie odczuwam żadnej potrzeby, by bawić się tą kobietą, ale chcę mieć z nią jakikolwiek kontakt. Tylko nie poprzez Celię.

Muszę więc zakończyć jej plany, udając, że mnie w ogóle nie obchodzą. Opieram się na krześle i patrzę jej w oczy.

– Nie bawię się już w tę grę, Celio. Wiesz o tym. Kiedy to w końcu zaakceptujesz?

Byłem szkolony do tego, by nie dać po sobie nic poznać, nawet gdy stawka jest wysoka. Zawsze się zastanawiałem, czy byłbym w stanie przechytrzyć wykrywacz kłamstw, nie będąc przy tym szczerym. Nie chciałbym się znaleźć w sytuacji, kiedy zostanę zmuszony do takiego badania, ale po prostu mnie to ciekawi.

Celia zaczyna się śmiać.

– Ja tego nigdy nie zaakceptuję, Hudsonie. Musiałabym wierzyć w to, że ludzie się zmieniają, a wcale w to nie wierzę. Prędzej czy później zrozumiesz, że to cię zabija. Jesteś uzależniony od własnych eksperymentów. Są powodem, dla którego żyjesz. Co może to zastąpić?

Odkąd przestałem grać, zadawałem sobie to samo pytanie. Szukałem jakiegoś substytutu – praca, treningi, seks, alkohol. Ale nic mnie nie satysfakcjonowało. Nie zamierzam jednak zakończyć poszukiwań.

Nie podzielę się tą informacją z Celią.

– Życie mi to zastępuje, Ceeley. Wcześniej czy później trzeba dorosnąć. Nawet my.

– Hm. Brzmisz jak Alayna Withers. Nieprawdopodobne.

I tutaj popełniam błąd.

– Co masz na myśli?

W jej oczach pojawia się błysk i rozumiem dlaczego. Właśnie okazałem swoje zainteresowanie. Nie mogę już nic zrobić. Wygrała. Próbuję się pocieszyć, że to tylko małe zwycięstwo, ale to nic nie daje.

– Jeśli przeczytałbyś zawartość teczki – mówi cicho – to byś się dowiedział.

Jestem w kropce. Albo każę jej powiedzieć, albo poproszę o teczkę. Obie te rzeczy wciągną mnie bardziej w tę intrygę.

Mógłbym też poprosić ją, by wyszła. Jeżeli to zrobię, będę musiał odpuścić. Zapomnieć o moim własnym planie. Zapomnieć o kobiecie z brązowymi oczami i kontroli, jaką ma nade mną.

Ta kontrola jest niezaprzeczalna. Nie mogę tak po prostu pozwolić Alaynie Withers odejść. Jeśli wyrzucę stąd Celię, stracę szansę na dowiedzenie się, co ona knuje. Jestem i tak stracony. Teraz sam muszę odzyskać kontrolę.

Wstaję i ruszam do windy, która prowadzi do mojego prywatnego apartamentu na poddaszu.

– Na górę – mówię do niej.

Nie patrzę, czy za mną idzie. Wiem, że to robi. Wchodzi do windy tuż przed tym, jak zamykają się drzwi.

– Tak jak za starych dobrych czasów – stwierdza cicho pod nosem.

Przełykam ślinę, czując niesmak w ustach. Mówiła do mnie, chociaż wydawało się inaczej. Robi mi się niedobrze, gdy znowu wymykamy się na górę, by rozmawiać o czymś, co nie ma nic wspólnego z biznesem i pracą. Kiedy jesteśmy już w lofcie, czuję, że muszę sprostować sprawy.

– Moje biuro nie jest odpowiednim miejscem na taką rozmowę. To wszystko.

Odnoszę wrażenie, że mi nie wyszło.

– Dokładnie – potwierdza. – Jak wszystkie inne rozmowy, które odbyliśmy w przeszłości.

Znowu czuję niesmak w ustach. Chociaż w apartamencie zaliczam kobiety i mogę się tu zdrzemnąć po całym dniu pracy, tak naprawdę od początku był naszym miejscem. Moim i Celii. Stanowił naszą bazę, gdy zaczynaliśmy swoje intrygi. Tutaj sporządzaliśmy plany. Tu sprowadzałem obiekty eksperymentu, tak aby nie miały kontaktu z moją osobistą przestrzenią.

Ale teraz to nie to samo. Przyprowadziłem w to miejsce Celię, by myślała, że wygrywa. W apartamencie będzie mniej czujna. To moja gra. Tylko że mnie samego wspomnienia też rozpraszały. Jestem na to przygotowany. Czasami trzeba poświęcić pionka, żeby uratować króla.

Udaję się do lodówki. Bez pytania wyciągam butelkę wody, bo wiem, że to jedyne, co by teraz wypiła. Podaję jej butelkę, po czym idę do barku, aby przygotować sobie drinka. To spotkanie wymaga szkockiej. Jakie szczęście, że na resztę dnia nie mam nic zaplanowanego. Nalewam do szklanki bursztynowego płynu i wracam do swojego gościa.

– Dawaj.

Siada na kanapie.

– Teczkę czy mam ci opowiedzieć historię?

– Teczkę. – Nie interesuje mnie historia przedstawiona przez Celię. Będzie pozmieniana tak, by jej pasowała. Biorę teczkę z jej wyciągniętej ręki. Oczekuje, że usiądę obok niej. Zamiast tego wybieram fotel.

Otwieram teczkę ze spokojem, chociaż w środku cały się trzęsę. Nie mam pojęcia, jak na mnie wpłynie to, co tu zobaczę, ale boję się, że wpadnę po uszy. Tak na mnie właśnie działa Alayna Withers. Opieram się o skórzany fotel i zaczynam czytać.

Oglądam dokumenty. Są tutaj kopie jej transakcji z kart, akt urodzenia, akt zgonu jej rodziców. Nie skupiam się na tym zbyt długo – zauważam tylko, że w listopadzie skończy dwadzieścia sześć lat i że naprawdę pracuje w Sky Launch.

Celia milczy, gdy czytam. Ona wie, kiedy trzeba dać mi spokój, a kiedy można naciskać, ale nie potrafi się powstrzymać od komentarza, widząc, że dłuższą chwilę skupiam się nad jej wypłatą.

– Ona zamierza tam zostać. W klubie. Nawet po ukończeniu studiów.

Nie staram się dowiedzieć, skąd o tym wie. To musi być prawda, ale wolę się później sam upewnić.

– Dlaczego? – pytam.

– Chce użyć swojej magisterki, by zarządzać klubem. Przejąć go któregoś dnia. Takie odniosłam wrażenie. – Upija łyk wody. – Rozmawiałam z właścicielem, gdy poszłam tam, aby zaproponować zmianę wystroju.

Celia pracuje szybko. Jestem pod wrażeniem.

Wiem, że ma coś jeszcze do powiedzenia, więc drążę dalej.

– I właściciel tak po prostu ci o tym powiedział?

– W tym rzecz. On już nie chce być właścicielem. Sprzedaje klub. Pytał mnie, czy znam jakichś kupców. Zatrudnił swoich najlepszych pracowników, by kogoś znaleźli. Powiedziałam mu, że chyba kogoś znam. – Pochyla się, a na jej twarzy widać podekscytowanie. – I tu wkraczasz ty, Hudsonie.

Ta wiadomość mi się podoba, bo już szukałem wymówki, żeby kupić klub. Czy to nie będzie dobra inwestycja? Jeśli nie da się zdobyć pracownika, można kupić miejsce, w którym pracuje.

Okej, sam właśnie wymyśliłem tę zasadę, ale chodzi o to, że jestem właścicielem innowacyjnej firmy. Mogę robić, co chcę.

A jednak nadal nie jestem przekonany. Nie potrzebuję Celii, by podejmować decyzje.

Ponownie skupiam się na teczce.

– Jest tego więcej – mówi Celia.

Ignoruję ją. A potem to zauważam. Akta policyjne.

– Była aresztowana?

– Dwa razy naruszyła zakaz zbliżania się. Jej brat jest prawnikiem i sprawił, że jej akta zniknęły.

– Ale ty je odnalazłaś. Niech zgadnę: Don Timmons. – Don jest gliną, z którym przyjaźni się Celia. Od lat bawi się jego emocjami, pieprzy się z nim, gdy potrzebuje jakichś informacji. Ale on nie jest z jej klasy społecznej. Dla niej to ma znaczenie, jeśli miałaby się spotykać z kimś na poważnie. Poza tym Celia nie wierzy w romantyczne zobowiązania. Już nie. Ja ją tego nauczyłem.

Zakłada nogę na nogę.

– Nie patrz tak na mnie. Don też coś z tego miał.

Nie wiem, dlaczego ją osądzam. Sam robiłem to niejednokrotnie. Może terapia ma na mnie tak dobry wpływ. Nie żebym nagle odnalazł w sobie sumienie. To tylko system obronny – jeśli nie będę aprobował jej czynów, to istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że sam się ich dopuszczę.

– Może więc z powodu tego aresztu nie chce szukać innego zajęcia. Może nie chce, by ktoś się o tym dowiedział, a pewnie wie, że każda dobra firma prześwietla pracowników.

– To możliwe. – Zajmę się tym i pozbędę się tej kartoteki Alayny na dobre. Znam ludzi bardziej wpływowych niż Don Timmons. I nie muszę im obciągać, żeby coś dla mnie zrobili. Alayna jest zbyt inteligentna, by przeszłość powstrzymywała ją przed sukcesem w przyszłości.

Po części wiem, że sam siebie okłamuję co do tego, dlaczego mi zależy na przyszłości tej kobiety. Moja motywacja nie ma nic wspólnego z jej karierą czy tym, jak mogę skorzystać z jej inteligencji. Choć szczerze mówiąc, nie wiem, co jest moją motywacją. Dlatego trzymam się tego kłamstwa, jak tylko mogę.

– Z drugiej strony właściciel ciągle mówił o jej szczerej miłości do pracy. Najwyraźniej to jej pasja. Naprawdę interesuje ją ten klub.

To ma sens. Dlaczego w ogóle zależało jej na tym, żeby mieć tę magisterkę? Bo chciała sprawić, by klub należał kiedyś do niej. Jest ambitna. Ma cel. To było widoczne w jej prezentacji. Mój szok wywołany jej wyborem kariery został zastąpiony podziwem. Jestem w stanie coś takiego poprzeć. Chcę pomóc tej kobiecie osiągnąć cel.

– Jednak sam areszt to nic takiego. – Celia przywołuje mnie do rzeczywistości. – Chodzi o przyczynę. Ona leczyła się z powodu zaburzeń psychicznych.

Wracam wzrokiem do teczki i przewracam jej zawartość. Są tam karty lekarskie, wywiady, dokument potwierdzający ukończenie terapii. Wystarczy mi chwila, by poskładać całą jej historię. Alayna Withers cierpi na zaburzenia kompulsywne, które najprawdopodobniej zostały wywołane w młodym wieku śmiercią jej rodziców. Jej obsesyjne tendencje skupiają się w szczególności na mężczyznach, co prowadzi do nienormalnych zachowań, jak prześladowanie, wandalizm i zakłócanie porządku publicznego. Według raportu od dwóch lat jest z nią lepiej. To samo mogę powiedzieć o sobie.

Część mnie jest przerażona tymi informacjami. Kobieta, którą zobaczyłem w Sternie, nie była krucha. Była pewna siebie, opanowana, miała nad sobą kontrolę. Uświadamiam sobie, dlaczego tak mnie do niej ciągnie. To bardzo znajome zachowanie. Jest silna na zewnątrz, ale w środku walczy ze swoimi demonami. Jest do mnie podobna.

Zamykam oczy i rozmasowuję grzbiet nosa. Czy to stanowi przyczynę mojego zainteresowania? Podobieństwo? Nie wierzę, że to takie proste, ale po usłyszeniu nowych informacji jestem nią jeszcze bardziej zafascynowany. Nigdy nie wierzyłem, że ktoś taki jak ja może wyzdrowieć. Czy naprawdę mogę? Czy mam szansę na pełne, zdrowe życie?

Celia miała rację. Chcę przeprowadzić ten eksperyment bardziej niż kiedykolwiek. Ale nasze cele są inne. Wiem, że Celia zamierza sprawić, że obiekt znowu się załamie. Chce zobaczyć, czy Alayna wróci do starych nawyków, jeśli zostanie odpowiednio nakierowana.

Ale ja nie planuję doprowadzać do ponownego załamania Alayny. Chcę, by z nią wszystko było dobrze. Bo jeśli w jej przypadku tak będzie, to może ze mną też.

Już jestem zdecydowany. Nie spuszczę Alayny z oka. Zajmę się nią. Będę ją badał, ale nie mam zamiaru z nią pogrywać.

I czas się upewnić, że Celia także tego nie zrobi.

Zamykam teczkę i wstaję. Podaję ją Celii.

– Nie będziemy w to grać. – Mój ton sugeruje, że to zamknięty temat.

Celia podnosi się z westchnieniem.

– Jaka szkoda. A już miałam świetny scenariusz. Udawalibyśmy, że nasi rodzice chcą naszego ślubu; najlepsze kłamstwa to te najbliższe prawdy, jak zawsze mówisz. – Tak naprawdę to wcale nie jest kłamstwo. – Twoja matka wierzy, że nigdy nikogo nie pokochasz, więc najlepiej ożenić się ze mną. Zatrudnisz Alaynę jako swoją dziewczynę, żeby przekonać swoich rodziców, by zostawili w spokoju twoje życie osobiste. W związku z całym tym udawaniem dziewczyna się w tobie zakocha. Scenariusz się skończy i zobaczymy, co się stanie. Ciekawe, prawda?

Kręcę głową.

– Nie będziemy grać.

– To byłaby twoja wymówka, by się do niej zbliżyć. Nie zaprzeczaj, chcesz tego. Widzę to po tobie, Hudsonie.

Nie patrząc na nią, ruszam w kierunku drzwi.

– Skończyliśmy, Celio.

Odkłada butelkę wody na stolik i idzie w tę samą stronę.

– Ty skończyłeś – mówi. – Ja nie. Mogę się nią bawić bez ciebie. – Patrzy na mnie. – I żebyś nie miał wątpliwości, ja będę się nią bawić. Na pewno.

– Nie tym razem, Celio. Znajdź inną zabawkę. – Przyznałem się do zainteresowania osobą Alayny. Jest już za późno.

– Nie, chcę tę. Gra już się zaczęła.

Czuję panikę. Jednak tego nie okazuję. Zaciskam mocno szczęki.

– Co zrobiłaś?

Wiem, że już poczuła zwycięstwo, ale dobrze to ukrywa. Widzę to tylko po jej rozszerzonych oczach.

– Zaproponowałam kupno klubu.

Od razu się uspokajam.

– Nie było czasu. Właściciel nie mógł się od razu na to zdecydować. – Nie przyznaję się, że mam zamiar przebić jej ofertę.

Celia unosi podbródek.

– Powiedziałam mu, że moja propozycja obowiązuje tylko przez następną godzinę. Nie miał innych ofert, więc zaakceptował ją od razu.

Kurwa!

Jakim cudem mnie to ominęło? Zardzewiałem, podczas gdy Celia się rozwinęła. Poprawnie oceniła, co jest moją słabością w tej sytuacji, i się zabezpieczyła. To cholernie genialne.

Nawet nie zakładam, że mogłaby mówić nieprawdę. Ona wie, że potwierdzę jej słowa, gdy tylko stąd wyjdzie. Nie ryzykowałaby, kłamiąc. Poza tym nasz kodeks nauczył nas, że musimy być ze sobą szczerzy, kiedy tylko to możliwe. Wtedy kłamstwa są mniej pokręcone. A gra bardziej wymagająca.

Nie wiem, jaki powinien być mój następny ruch. To dla mnie rzadkość. Mam do niej pytanie, które by mi jakoś pomogło.

– Dlaczego? – Przechylam głowę na bok, przyglądając się jej. – Dlaczego ci tak zależy na tym, żeby to była ta dziewczyna, a nie jakaś następna?

– Bo tobie na niej zależy. – W jej głosie nie ma złośliwości. Tylko szczerość.

Chciałbym ją teraz znienawidzić. Gardzić nią za to, w co mnie wplątała. Za to, że zniszczyła coś, co mnie interesowało. To podłe.

Ale nie potrafię czuć do niej nienawiści. Ona nie robi tego celowo. To ja ją nauczyłem wyszukiwania słabości i manipulowania tak, by osiągnąć swoje cele. Ona nie zna innej drogi.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy sam znam inną drogę. Czuję w sobie jakieś pragnienie, ale doktorowi Albertsowi nie udało się jeszcze tego zdefiniować. Sam nie wiem, co to jest, ale dzięki temu jeszcze nie stałem się skończonym socjopatą. Nie zależy mi na ludziach, ale chciałbym, żeby mi zależało.

I Celia też tego chce.

– Jeśli zgodzisz się zagrać, pozwolę ci wykupić swoją ofertę. – Mruga. – To takie proste.

Teraz mój ruch. Zawsze mógłbym odejść. Ale wtedy Celia będzie się bawić Alayną Withers. Nie mam co do tego wątpliwości. Nigdy nie wycofała się z gry, gdy już zaczęła.

Więc dlaczego mi na tym zależy? Pozwalałem pogrywać Celii z innymi, kiedy przestaliśmy współpracować – Stacy była ostatnim przykładem. Nigdy nie zrobiłem nic, by ją powstrzymać. Dlaczego miałbym to robić teraz?

Bo jestem zaintrygowany. Oczarowany. Omamiony. Mam obsesję. Może to jest najlepsza szansa, by zbliżyć się do Alayny. Nawet jeśli przystąpię do gry, nie będę musiał postępować tak, aby osiągnąć cel mojej przyjaciółki. Mógłbym mieć własny cel – nie zniszczyć Alayny. To okropna wymówka, ale w naszym kodeksie nie ma nic o okłamywaniu siebie.

Są inne sposoby, by walczyć z Celią, i dobrze o tym wiem. Jeśli naprawdę bym się postarał, wymyśliłbym coś innego, żeby pokrzyżować jej plany.

Mam tego świadomość, a mimo to poddaję się tak łatwo. Nie będzie bitwy. Nie będzie kontrataku. Nie będę próbował przekonywać jej, by się wycofała. Nie będzie kolejnego spotkania z doktorem Albertsem. Nie będę już walczył.

– Ile wynosi twoja oferta, jeśli chodzi o Sky Launch?

Parska śmiechem, po czym podaje mi sumę.

Prostuję się. Jeśli mam się poddać, to chociaż z dumą.

– Każę wypisać czek.

– A więc zaczynamy grę?

Mój plan nie ma teraz sensu. Nawet jeśli Alayna nauczy mnie, że ludzie tacy jak ja mogą przetrwać, następnym krokiem udowadniam, że jest inaczej.

– Zaczynamy grę. – Tymi słowami podpisuję swój cyrograf.