Perwersyjna miłość. Kuszący duet. Tom 2 - Laurelin Paige - ebook

Perwersyjna miłość. Kuszący duet. Tom 2 ebook

Laurelin Paige

4,4

96 osób interesuje się tą książką

Opis

Odkąd Sabrina odkryła, że jest jednym z sekretów Donovana, nie może poukładać własnych myśli i zrozumieć swoich uczuć.

On sam zniknął i nie daje znaku życia.

Z pomocą przybywa siostra Sabriny, Audrey. Dzięki niej nowa rzeczywistość staje się łatwiejsza do zniesienia. Szybko okazuje się jednak, że przeszłości nie da się tak łatwo wymazać. Zarówno dla niej, jak i mężczyzny, który zna każdy najmniejszy szczegół z jej życia.

Czy Donovan jest zdolny do prawdziwej miłości? A może nadal prowadzi swoją perwersyjną grę?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 347

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Prolog

Przysunęłam szklankę szkockiej do ust i upiłam kolejny łyk. W tle znowu leciała piosenka Frou Frou, puszczana z aplikacji Spotify na moim telefonie. Ile razy będę jej jeszcze słuchać na zapętleniu? Jeśli istniał jakiś limit, to ja już się do niego zbliżałam.

Przycisnęłam policzek do okna w swojej sypialni i przyjrzałam się pustej ulicy na dole. Szyba była chłodna, wyraźnie kontrastowała z palącym mnie w piersi alkoholem. Zima nadeszła akurat w Święto Dziękczynienia. Kilkoro ludzi, którzy wyszli o tak późnej porze, opatuliło się szalikami, przywdziało rękawiczki i naciągnęło czapki na uszy.

Ja jednak wciąż nie miałam wystarczająco dużo zimowej odzieży. W L.A. nie musiałam nosić ciepłych rękawiczek, a w Nowym Jorku byłam dopiero od września. Siostra już mi o to truła tyłek, gdy przyjechała do mnie wcześniej tego wieczora, więc na jutro zaplanowała nam wypad na zakupy.

Niedługo moja szafa zostanie uzupełniona, już Audrey o to zadba. W ciągu jednego wieczora zdążyła przemeblować mi salon i powyjmować zdjęcia w ramce i bibeloty, których ja do tej pory nawet nie rozpakowałam.

Szkoda, że siostra nie może zająć się moim wnętrzem z taką łatwością, z jaką zajmowała się moim otoczeniem.

Nie, to ja muszę ogarnąć ten bajzel.

Wróciłam myślami do rozmowy, którą odbyłam z Audrey, zanim zasnęła w moim pokoju gościnnym.

– Zamierzasz wnieść oskarżenie? – zapytała.

– Nie chcę tego robić. – Chciałam wyjaśnienia. Potwierdzenia teorii. Nie chciałam zwiększać dystansu między nami.

Właściwie w ogóle nie chciałam, by między nami był jakiś dystans.

Uśmiechnęła się, jakby to rozumiała i nie potrzebowała dodatkowych wyjaśnień. I może tak było – w końcu była moją siostrą.

– A więc zamierzasz lecieć do Francji. Chcesz go zmusić, by powiedział ci, co jest grane.

– On nawet na to nie zasługuje. Może sobie uciekać, ile chce. Ja nie zamierzam go gonić. Mam do siebie wystarczająco szacunku, by tego nie robić.

– I dobrze. Ja też cię szanuję. – Zaśmiała się. – I w sumie gonienie za kimś, kto stalkował cię przez dziesięć lat, nie jest chyba najlepszym pomysłem.

– Chyba nie.

Tak naprawdę nie martwiłam się nim. Fakt, był niebezpieczny. Dla mnie. Ale nie zraniłby mnie. Nie w taki sposób. Nie tak, żeby inni to dostrzegli.

– Coś wymyślisz – powiedziała ostatecznie. – Jak zawsze.

Już wiedziałam, co muszę zrobić. Tylko… musiałam zebrać się na odwagę..

Upiłam kolejny łyk szkockiej. I znowu przesłuchałam tę starą piosenkę.

Tym razem jednak, gdy się skończyła i nastała cisza, odłożyłam szklankę i sięgnęłam po telefon. Wyłączyłam muzykę, weszłam w kontakty i zadrżałam lekko, odnalazłszy jego nazwisko.

Minęły dwa tygodnie. Nie musiałam robić tego w tej chwili.

Ale z drugiej strony – można i teraz.

Zacisnęłam przycisk „połącz” i czekałam.

Jeden sygnał. Drugi. Tutaj było tuż po północy. On pewnie właśnie się obudził. Kolejny sygnał. Czy był teraz sam? I jeszcze jeden.

I wtedy usłyszałam jego głos.

A właściwie pocztę głosową. Właściwie nie spodziewałam się, że odbierze, a poza tym łatwiej zostawić wiadomość.

Mimo to czułam się lekko rozczarowana. Jakby jakaś mała część mnie miała nadzieję, że po zobaczeniu mojego imienia na wyświetlaczu on odbierze od razu. Czy gdyby to on dzwonił, to odebrałabym natychmiast?

Może nie.

Najpewniej nie.

Rozległo się piknięcie, które wytrąciło mnie z równowagi. Ale ja już wiedziałam, co chcę mu powiedzieć.

– Donovanie, to ja. Wiem o teczce, którą na mnie masz. Powinniśmy porozmawiać.

Jeden

Nikogo tu nie ma – stwierdziła Audrey po wyjściu z mojego gabinetu.

Był poniedziałkowy wieczór, a ogarnięcie wszystkiego po tak napiętym popołudniu zajęło mi więcej czasu, niż planowałam. Już i tak dopięcie wszystkiego w ciągu tak krótkiego, z powodu świąt, tygodnia pracy nie było łatwe. A przez wizytę siostry stracę cały weekend – zazwyczaj ten czas spędziłabym za biurkiem.

Od przyjazdu Audrey minęły już trzy dni.

Trzy dni, odkąd zostawiłam Donovanowi wiadomość.

I od trzech dni nie oddzwonił.

Ale nie zamierzałam o tym myśleć. Albo raczej – bardzo starałam się o tym nie myśleć. Starałam się nie pokazać, jak bardzo mnie to zabolało.

Dzięki pracy miałam na czym skupić uwagę. A Audrey jeszcze lepiej odciągała moje myśli od tego tematu.

– Kiedy tu przyjechałaś, niemal dochodziła piąta – powiedziałam, zamykając za sobą drzwi biura. Na szczęście miasto oferowało wiele atrakcji, więc miała się czym zająć, gdy ja pracowałam. To będzie cud, jeśli uda jej się zaliczyć chociaż część zaplanowanych atrakcji przed powrotem do szkoły w niedzielę. Mimo że miała na tej swojej liście wiele ekscytujących rzeczy, to udało mi się ją przekonać, by wstąpiła do mojego biura, bym mogła ją oprowadzić.

Albo raczej bym mogła się pochwalić.

Spojrzałam na wiszący na ścianie zegar.

– To było godzinę temu. Teraz większość ludzi już wróciła do domu.

– Zawsze kończysz tak późno? – zapytała oskarżycielsko.

– Zazwyczaj tak.

Przemilczałam to, że dzisiaj siedziałyśmy w biurze tak długo, bo ona musiała mi opowiedzieć ze szczegółami o wycieczce busem, w której brała udział kilka godzin wcześniej.

Siostra skrzyżowała ręce na piersi i zgromiła mnie spojrzeniem.

– Pracoholiczka.

Przewróciłam oczami.

– Ty też jesteś pracoholiczką. Tylko twoja praca jest bardziej artystyczna, więc można to uznać za hobby. Chodź. – Wrzuciłam klucze do torebki i założyłam ją na ramię. – Oprowadzę cię.

Podążyła za mną do głównego holu. Z przyzwyczajenia spojrzałam w ciemny korytarz prowadzący do gabinetu Donovana. Poczułam ukłucie bólu w piersi. Poprowadziłam siostrę w przeciwnym kierunku, do ogromnej otwartej przestrzeni na piętrze kadry zarządzającej. Normalnie warto by było wspomnieć o sięgających od podłogi do sufitu oknach, ale słońce już zaszło i ekipa sprzątająca wyłączyła światła, więc szyby były czarne.

Dalej w korytarzu paliła się lampa, więc zaprowadziłam nas w tamtą stronę.

– Roxie! – krzyknęłam, kiedy natknęłyśmy się na asystentkę mojego szefa, zbierającą rzeczy ze swojego biurka. – Pracujesz o tej godzinie?

– Właśnie wychodziłam. Przyłapałaś mnie. – Zerknęła na Audrey, odłożyła torebkę i wyciągnęła dłoń. Przedstawiła się, zanim ja zdążyłam to zrobić. – Słyszałam o tobie same dobre rzeczy. Sabrina jest bardzo dumna ze swojej siostry.

– Dziękuję. Miło cię poznać – odparła Audrey, próbując nie okazać zdziwienia obcesową otwartością Roxie.

– Jesteście do siebie podobne – zauważyła Węgierka, przyjrzawszy nam się. – Ciemna i jasna wersja.

Audrey i ja zaśmiałyśmy się i wymieniłyśmy spojrzenia. Nie tylko w kwestii wyglądu – ona miała kasztanowe włosy i jasnobrązowe oczy – ale też temperamentu. Siostra była gadatliwa i romantyczna, ja – poważna i praktyczna. Ona lubiła mężczyzn, którzy ją ubóstwiają i publicznie okazują emocje. Ja wolałam takich, którzy jarają się rape play i najwyraźniej mają problem ze stalkowaniem.

Często z tego żartowałyśmy.

– Jesteśmy jak dzień i noc – powiedziałam.

– Jak czekolada i wanilia – potwierdziła Audrey. – Całe my.

– Jest Weston? – zapytałam i skinęłam głową w stronę gabinetu znajdującego się za Roxie. Drzwi wciąż były otwarte, a światła się paliły, ale nie widziałam go za biurkiem.

– Nie, ale powinien zaraz wrócić. Możesz poczekać na niego. – Roxie zapięła płaszcz i wzięła torebkę. – Ma dzisiaj humor. Nie przeszkodzi mu.

Pożegnałyśmy się, a po odejściu Roxie szybko zaprowadziłam Audrey do przestronnego narożnego gabinetu Westona. Zgasiłam za nami światła.

Efekt był natychmiastowy.

– Chryste Panie na dmuchanym bananie! – krzyknęła Audrey. – Ale czad! – Podbiegła do najbliższej szklanej ściany i wyjrzała na miasto. – To nieskończone morze światełek! Idę o zakład, że za dnia widać wszystko.

– Nie wszystko, ale sporo. – Stałam za siostrą, obserwując ją z uśmiechem. Ja kiedyś podobnie zareagowałam na ten widok. To było porywające doświadczenie, ale nie tylko przez to, że tak wiele mogłam stąd zobaczyć, lecz dlatego, że w końcu czułam się, jakbym znajdowała się na szczycie świata.

A potem wszedł Donovan i mój nowy świat zawirował. Przypomniał mi, że najpierw to był jego świat.

Nieważne. Teraz był mój. Jego tu nie było, ale ja – tak. I nigdzie się nie wybierałam.

Audrey nachyliła się w stronę szyby.

– Jeśli to nie jest wszystko, to jesteś zbyt zachłanna. To imperium! Dlaczego ten gabinet nie należy do ciebie?

– Niedługo będzie – odezwał się za mną baryton Westona. – Bo Sabrina wykonuje niezłą robotę.

Przewróciłam oczami, gdy on stanął obok mnie.

– Och, daj spokój.

Weston zmarszczył brwi, jakbym go obraziła.

– Mówię poważnie. Twoje nazwisko jest pierwsze na krótkiej liście moich potencjalnych zastępców, w razie gdybym odszedł.

Weston lubił słodzić. Wszystkie rozsądne kobiety o tym wiedziały. Mimo to komplement miło mnie połechtał, chociaż wolałabym usłyszeć coś innego.

– Ty nigdy stąd nie odejdziesz – rzuciłam lekceważąco. – Nie masz nic przeciwko temu, że tu jesteśmy, prawda? Pokazywałam siostrze widoki. To jest Audrey.

Jaśniejsza i młodsza wersja mnie już przestała skupiać się na widoku za oknem i teraz skradała się w naszą stronę, trzymając ręce za plecami.

– Niech zgadnę. Ty jesteś Weston.

Weston włożył ręce do kieszeni i dumnie uniósł głowę.

– A więc opowiadałaś jej o mnie.

– Jesteśmy ze sobą blisko.

Z obawą obserwowałam, jak Audrey okrąża mojego szefa, mierząc go wzrokiem. Doskonale wiedziałam, że nie patrzy na niego przez pryzmat mojego szefa, co i tak byłoby żenujące. O nie, ona próbowała odgadnąć, co w nim takiego było, że na początku roku spędziłam w jego łóżku cały weekend.

W sumie to było oczywiste – niebieskie oczy, blond włosy, zbudowany jak trener personalny, a nie jak dyrektor generalny. Zdecydowanie było na co popatrzeć. Do tego był czarujący i inteligentny – nic więc dziwnego, że majtki mi spadły.

– Nieźle – oceniła. – Wow. Naprawdę nieźle – dodała, kiedy spojrzała na niego od tyłu. – Dobra robota, siostrzyczko.

Weston wytrzeszczył oczy.

– Och, a więc rzeczywiście jej o mnie opowiadałaś. – Przeniósł uwagę na moją siostrę. – Może Sabrina nie miała okazji ci powiedzieć, że jestem teraz z kimś innym. Zaręczyłem się.

– To były zaręczyny na niby – poprawiła go Audrey.

Weston obrócił głowę i spiorunował mnie wzrokiem.

– A więc powiedziałaś jej dosłownie wszystko. Wow.

– Audrey! – Spiekłam raka. – Ona nikomu nie powie. Obiecuję. – Przeniosłam karcące spojrzenie na siostrę. – To miał być sekret.

Zaręczyny Westona z Elizabeth Dyson i ich zbliżające się wesele były tylko układem, który pozwoli jej dobrać się do pieniędzy z funduszu powierniczego, a Reach Inc., nasza firma, zyska dostęp do firmy marketingowej we Francji, której ona jest właścicielką. Po ślubie, gdy Elizabeth dostanie swoje pieniądze, sprzeda nam firmę, a ona i Weston się rozwiodą.

A przynajmniej tak przedstawiał się plan.

I rzekomo dlatego Donovan był teraz we Francji – by ułatwić nam fuzję. Tylko ja i Weston wiedzieliśmy, że tak naprawdę to była tylko wymówka, by przede mną uciec.

Niewielu ludzi wiedziało o tym fikcyjnym małżeństwie – tylko Elizabeth, pięciu facetów będących właścicielami Reach i ja, a teraz również moja siostra.

Weston zachichotał.

– W porządku. No, chyba że w tajemnicy jesteś szpiegiem Dysona, co?

Audrey uniosła brew.

– Nie jestem.

– W takim razie nie ma problemu. Poza tym to już nie są udawane zaręczyny. A przynajmniej to nie jest udawany związek.

Siostra uniosła brwi i spojrzała na mnie oskarżycielskim wzrokiem.

– Tego jeszcze nie słyszałam.

– Weston i Elizabeth naprawdę się polubili. No i proszę, teraz zadowolona? – Nie dałam jej czasu na odpowiedź. – To nie miało ze mną nic wspólnego, więc cię nie wtajemniczyłam – dodałam bez cienia skruchy.

Poza tym rozmawianie z kimś, kto szczęśliwie znalazł miłość, gdy moje serce cierpiało, nie było niczym przyjemnym.

Audrey klasnęła w dłonie.

– Oczywiście, że jestem zadowolona. Uwielbiam dobrze dobrane pary! Opowiedz nam coś jeszcze, Westonie.

– Elizabeth wyjechała dzisiaj do swojej babci na Święto Dziękczynienia – powiedział do mnie pomimo zainteresowania Audrey. – Zamierzam dołączyć do niej w środę wieczorem i wtedy odstawimy całą tę szopkę, ale ja jestem w stanie myśleć tylko: „Poznam jej babcię”. To najważniejsza osoba w życiu Elizabeth. Nie powinno to mieć znaczenia, bo cały ten związek jest tymczasowy. Ale może nie jest. Może to coś więcej.

Gdy Weston po raz ostatni rozmawiał ze mną o swoim związku z Elizabeth, akurat się ze sobą przespali. I wtedy nie wspominał, że „może być coś więcej”.

– Czyli między wami wszystko w porządku?

Westchnął i przeczesał ręką włosy.

– Szczerze mówiąc, nie wiem, jak jest między nami. To skomplikowane. Przez większość czasu mam jej ochotę skręcić kark i wydaje mi się, że ona też mnie nie za bardzo lubi, ale jakimś cudem nie potrafię wytrzymać bez niej jednego dnia. Tak to właśnie wygląda, cokolwiek ma to znaczyć.

– To miłość – stwierdziła moja siostra rozmarzonym głosem.

Jęknęłam.

– Audrey jest beznadziejną romantyczką. To jej jedyna wada.

Ale jej słowa mnie zastanowiły. Sytuacja między mną a Donovanem też była skomplikowana. Miałam ochotę skręcić mu kark, a jednocześnie cierpiałam w duchu, gdy był tak daleko. Czy już tak bardzo w tym ugrzęzłam, że można to było nazwać miłością?

Cóż, jeśli tak, chyba nie zamierzam narzekać. Zabiję go, gdy go następnym razem zobaczę.

– Weston, mogę wezwać swojego kierowcę w każdej chwili, jeśli jesteś gotowy do… – Do gabinetu wszedł mężczyzna i zamarł, gdy nas zobaczył. – Och, proszę o wybaczenie. Nie wiedziałem, że masz towarzystwo.

Wyprostowałam się i natychmiast spięłam. Nie znałam tego mężczyzny. Miał na sobie drogi garnitur, jego falowane włosy były brązowe, mówił z brytyjskim akcentem. Wydawał się starszy od nas o przynajmniej dziesięć lat, ale jednocześnie wyglądał dość atrakcyjnie i wytwornie. Dziwne było to, że jakiś obcy kręcił się w biurze po godzinach pracy.

– Mogę wyjść w każdej chwili – odparł Weston. – Ale właśnie nadarzyła się świetna okazja. Nie poznałeś jeszcze Sabriny, prawda?

Mężczyzna zmarszczył brwi.

– Nie przypominam sobie.

Weston podszedł do mnie.

– Sabrino, to jest Dylan Locke. Przyjechał do Stanów na ten tydzień, by odwiedzić swojego syna.

To wiele wyjaśniało. Dylan Locke zarządzał londyńskim oddziałem Reach. Był jednym z założycieli firmy. W sumie było ich pięciu – Nate Sinclair, Weston, Donovan, Dylan i Cade Warren, który prowadził biuro w Tokio.

– Miło mi cię poznać – odparłam, ściskając jego dłoń. – Jestem dyrektorem do spraw strategii marketingowych.

– Ach, zajęłaś miejsce Robbiego Wise’a, gdy przeniósł się do naszego biura w Londynie – odparł Dylan. – Robbie dobrze sobie radzi na tym stanowisku, ale nie jest tak uroczy jak ty. I śmierdzi. – Zwrócił się do Westona. – Czy to zabrzmi bardzo seksistowsko, jeśli powiem, że lepiej wyszedłeś na tym układzie?

– Tak naprawdę najlepiej wyszedł na tym Donovan. – Ten podtekst sugerował, że już wcześniej wspominał o mnie Dylanowi. Jakby w ten sposób chciał powiedzieć: Oto ona. Ta, z którą kręci Donovan.

I nie przeszkadzało mi to, ale w tej chwili nie chciałam rozmawiać o Donovanie.

– Weston, proszę cię…

– Dzwonił wcześniej – oznajmił poważnym tonem. Bez ogródek. Jakby wiedział, że te słowa pozbawią mnie tchu, ale i tak uznał, że najlepiej będzie mi je przekazać spokojnie i najprościej, jak się da.

– Dzwonił do ciebie? – zapytałam, mając nadzieję, że nie usłyszał napięcia w moim głosie.

– Zakazał mi o tym wspominać.

– Komukolwiek? Czy tylko mnie? – Kurwa, nie powinnam była o to pytać. Nie chciałam wiedzieć. Już znałam odpowiedź. Gdyby Donovan chciał ze mną rozmawiać, to zadzwoniłby bezpośrednio do mnie.

Weston opuścił rękę.

– Przykro mi – oznajmił, potwierdzając moje przypuszczenia.

To, że zależało mu na moich uczuciach, było słodkie. I miło z jego strony, że w ogóle pofatygował się, by mi o tym powiedzieć. Mimo że ja i Weston zaprzyjaźniliśmy się w ciągu ostatnich tygodni, on przyjaźnił się z Donovanem na długo przed poznaniem mnie. Nie był mi nic winien.

Ale w tej chwili nie byłam w stanie mu za to podziękować.

– Mam to gdzieś – odparłam, kiedy zrobił krok w moją stronę, by mnie pocieszyć. – On może sobie robić, co tylko zechce. Już mnie to nie rusza. – Kłamstwa. Ale jeśli będę je powtarzać, może w końcu ktoś w nie uwierzy. Może nawet ja.

A teraz zrobiło się dziwnie.

– Cześć! Jestem Audrey. Siostra Sabriny.

Chciałam posłać siostrze spojrzenie pełne wdzięczności za to, że przerwała tę niezręczną chwilę, ale ona całkowicie skupiała się na Dylanie. A to, jak odrzuciła włosy na plecy i wypięła klatkę piersiową, powiedziało mi, że chciała, by on też się na niej skupił.

– Dostrzegam podobieństwo.

Dylan – miał szczęście – skupiał wzrok na jej oczach, czyli tam, gdzie powinien patrzeć każdy przyzwoity czterdziestolatek, gdy poznaje dziewczynę o połowę młodszą od siebie.

Bo gdyby spojrzał gdziekolwiek indziej, nawrzucałabym mu, niezależnie od tego, że inni słuchali.

– Ty też tu pracujesz? – zapytał.

– Nie. Tylko oglądam biuro. To moja pierwsza wizyta w tym mieście. Jestem strasznie podekscytowana.

Dylan wyglądał na zdziwionego jej entuzjazmem, chociaż jednocześnie chyba go to nie odpychało.

– Tak. Jestem pewien, że za pierwszym razem to ekscytujące doświadczenie.

– Za dużo czasu minęło od twojego pierwszego razu, Locke? Już zapomniałeś, jak to jest dać się rozdziewiczyć? – droczył się Weston.

– Najwyraźniej już zapomniałem, jak to jest spędzać czas z tobą i twoimi insynuacjami.

Widząc spojrzenie, które Dylan rzucił swojemu partnerowi, domyśliłam się, że bardziej doceniłby te insynuacje, gdyby nie przebywał aktualnie w towarzystwie. Spędzanie czasu z Westonem byłoby o wiele lepszą rozrywką dla starszego faceta, gdyby nie musiał się obawiać, że urazi młodszą koleżankę i jej jeszcze młodszą siostrę.

Dlatego też nie spodziewałam się jego następnych słów.

– Zamierzaliśmy iść na kolację. Byłoby nam niezmiernie miło, gdybyście do nas dołączyły.

Dwa

Konwersacja sztuki? – zapytał Weston godzinę później, zatrzymując widelec w połowie drogi do ust.

Oczywiście przyjęłyśmy zaproszenie na kolację. Audrey wydawała się tak zachwycona brytyjskim akcentem Dylana, że chybaby mnie zabiła, gdybym się nie zgodziła. Poza tym i tak bym nie próbowała. Kiedy współpracownicy dokądś cię zapraszają, starasz się pójść.

Chociaż gdybym wiedziała, że wybierzemy się do Gaston’s, dwa razy bym się zastanowiła, bo nie chciałam przebywać w restauracji, której właścicielem był Donovan.

Może dlatego byłam taka podenerwowana. Nie wiedziałam jednak, dlaczego pozostali sprawiali takie wrażenie.

– Konserwacja sztuki – powtórzyła Audrey z naciskiem. Po tym poznałam, że nie była do końca trzeźwa. Został jej nieco ponad semestr do ukończenia studiów na University of Delaware na kierunku konserwacja sztuki, a Dylan właśnie pytał o jej studia.

Weston przełknął kawałek swojego foie de veau i pokiwał głową.

– Teraz to ma więcej sensu. Czy to coś jak odnawianie obrazów, co robią ludzie w muzeach?

– Mniej więcej. Trochę się to wiąże z chemią, trochę z archeologią, trochę ze sztuką i w dużym stopniu z historią.

Według mnie siostra była zdecydowanie zbyt skromna.

– Nie jestem pewna, co Weston robi na co dzień, ale to brzmi o wiele ciekawiej niż moja praca – skomentował Dylan.

Po winie Weston stał się głośniejszy, a Dylanowi rozwiązał się język. Właściwie miło było poznać nowego mężczyznę. Chociaż ja dowiedziałam się tylko kilku szczegółów – urodził się w Southampton, przez kilka lat mieszkał w Stanach, a potem wrócił do Londynu, w sekrecie uwielbiał Metallicę, grał w zespole na gitarze elektrycznej i występował w pubach… Okazał się całkiem fascynującym człowiekiem.

– To dlatego, że zajmujesz się finansami. A w finansach nie ma niczego kreatywnego – powiedział Weston, widocznie zadowolony z tego, że pracował w marketingu.

– Myślę, że twój ojciec udowadnia, że w finansach też można się wykazać kreatywnością – zripostował Dylan.

– To tylko plotki. Nikt niczego nie może udowodnić. – Weston upił łyk wina. – Ale właśnie z tego powodu dla niego nie pracuję.

Ojcowie Donovana i Westona zdominowali branżę finansów. Nigdy nie poznałam całej historii kryjącej się za tym, dlaczego ich synowie postanowili pójść w reklamę, zamiast podążyć śladami ojców w rodzinnej firmie.

Ta informacja od razu mnie zainteresowała.

– Korupcja w King-Kincaid? – Nieco bardziej przysunęłam do niego krzesło. – Czy mogę zapytać o szczegóły?

Zaśmiał się i odepchnął mnie lekkim ruchem ręki.

– Nie. Nie możesz.

Popatrzyłam na niego niezrażona. Najwyraźniej picie sprawiło, że stałam się bezczelna.

Westchnął.

– Tak naprawdę to nic, czego ludzie nie podejrzewaliby od czasu do czasu. I wiem tyle, co ty. Ale to zdecydowanie jeden z powodów, dla których Donovan i ja postanowiliśmy obrać własną drogę. Żebyśmy z ręką na sercu mogli powiedzieć, że nie wiemy.

Szczerze wątpiłam, by Donovan kiedykolwiek wolałby nie wiedzieć, jednak w przypadku Westona mogłam w to uwierzyć.

– Cóż, podejrzewam, że to była mądra decyzja. I nudna. I kto mi teraz zdradzi jakieś plotki? – Obróciłam się do mojego drugiego szefa. – A jak było z tobą, Dylan? Jak doszło do tego, że stałeś się częścią Reach wraz z tymi przygłupami?

Uśmiechnął się i otarł usta serwetką.

– Miałem doświadczenie w zarządzaniu inną agencją reklamową. Donovan wykazał się rozsądkiem i zauważył, że w firmie jest potrzebny drugi racjonalny mężczyzna, by zarządzać tymi niesfornymi.

– Drugi racjonalny mężczyzna? A kto według ciebie jest pierwszym?

Natychmiast pożałowałam tego pytania, bo wiedziałam, że odpowiedź brzmi „Donovan”. To on założył Reach. To on zatrudnił pozostałych facetów. On stał za tym wszystkim.

Nie zamierzałam więc czekać na odpowiedź. Tak naprawdę to o nim chciałam się dowiedzieć czegoś nowego, niezależnie od tego, czy się do tego przyznawałam, czy nie. Równie dobrze mogłam to zrobić.

– A jak poznałeś Donovana? Nie wydaje mi się, że obracacie się w tych samych kręgach.

– Ha. Nie. Zdecydowanie nie – przyznał Dylan. – Poznaliśmy się wiele lat temu. Byłem mężem matki jego narzeczonej.

Zrobiło mi się zimno pomimo rozgrzewającego krew alkoholu. Tego się nie spodziewałam.

– Mówisz o Amandzie?

– A więc o niej słyszałaś.

– Tak. Donovan mi o niej opowiadał.

A przynajmniej wspominał w samych ogólnikach – że ją kochał, że miał na jej punkcie obsesję, że obwiniał się o jej śmierć. Powiedział mi, że próbowała uciec przed prywatnym detektywem, którego on zatrudnił, i przez to miała wypadek samochodowy i zmarła. Jakiś czas temu szukałam o niej jakichś informacji, gdy przez przypadek natknęłam się na teczkę Donovana na swój temat.

– Naprawdę? – zapytał widocznie zdumiony Dylan. – To dobrze, że o niej mówi. Wcześniej w ogóle tego nie robił. Źle zniósł jej śmierć. Jak my wszyscy. To była taka słodka dziewczyna. Bardzo młoda.

Spojrzałam na Westona, bo chciałam, żeby się wtrącił, ale on wydawał się zadowolony z tego, że wypowiadałam się w imieniu Donovana.

– Wydaje mi się, że wciąż go to dręczy – powiedziałam.

Poza tym, że obwiniał się o jej śmierć, Donovan powiedział mi również o tym, że odkąd umarła, nie był w stanie nikogo pokochać. Z powodu tego wszystkiego, co jej zrobił. I najwyraźniej to samo zrobił mnie, jeśli miałabym zgadywać bez żadnego prawdziwego dowodu.

– Nie dziwi mnie to – stwierdził rozczarowanym tonem Dylan. – Udręczony skurwysyn. Ten związek od samego początku był skazany na porażkę.

– Dlaczego tak twierdzisz? – zapytałam, starając się nie brzmieć na zbyt zaciekawioną, co nie było najłatwiejszym zadaniem, skoro chciałam wiedzieć o Donovanie wszystko.

– Był w niej zbyt zakochany – odparł Dylan. Odłożył widelec i zaczął rozlewać resztę wina do kieliszków.

Audrey zmarszczyła brwi.

– Zbyt zakochany? – powtórzyła z rozmysłem. – Jak można być w kimś „zbyt zakochanym”?

– Miał na jej punkcie obsesję. – Dylan napełnił mój kieliszek, a ja upiłam łyk wina. Dobra, haust. – Wiedział o niej wszystko. Interesowało go wszystko, co się z nią wiązało. Dałby jej gwiazdkę z nieba, gdyby mógł.

To miało miejsce dziesięć lat temu, ta kobieta już nie żyła, mnie jednak wciąż trawiła zazdrość.

Nie powinnam pytać o nic więcej.

Ale nie mogłam się powstrzymać.

– Co na przykład dla niej robił?

Boże, ale ja jestem żałosna.

– Dylan – odezwał się Weston, nachylając się w stronę swojego partnera. – Ona jest… no wiesz… z nim – powiedział, jakby mnie tu nie było. Jakbym go nie słyszała.

– Nie jestem z nim – warknęłam nieco zbyt agresywnie. – On aktualnie przebywa we Francji. Ja jestem tutaj. W żadnym razie nie jestem z Donovanem – oznajmiłam i postanowiłam dalej wypytywać Dylana. – Jak to wyglądało, gdy był „zbyt zakochany”? Czy to się rzucało w oczy?

Czy to wyglądało tak, jak traktował mnie?

Albo czy przypominało to, co ze mną robił? Nie miałam powodów, by wierzyć, że on dalej mnie śledził i obserwował. Nie miałam powodów, by wierzyć, że nadal mu na mnie zależało.

Dylan chyba rozważał słowa przez chwilę, ale ostatecznie i tak mi odpowiedział.

– To niezbyt rzucało się w oczy. Większość ludzi pewnie nawet tego nie zauważała. Robił to subtelnie. Ale on zawsze miał kontrolę. Gdy chodziło o nią, zawsze był o krok do przodu. Pamiętam, że raz chciała mieć konkretną bransoletkę od Tiffany’ego. To był model, którego firma już nie produkowała, ale ona widziała ją na jakiejś aukcji charytatywnej i przekonała swoją mamę, by spróbowała ją wylicytować. Jednak jej się to nie udało. Tak naprawdę jej matka wcale się nie starała, jeśli mam być szczery, po prostu ktoś inny kupił tę bransoletkę. Donovan dowiedział się o tym, odnalazł osobę, która ją kupiła, a tydzień później Amanda już ją miała.

Audrey westchnęła.

– To w sumie całkiem romantyczne.

Skupiłam się na Dylanie, żeby nie zabić siostry wzrokiem za tę jawną zdradę.

– Innym razem – ciągnął, niemal tak chętny, by się tym podzielić, jak ja chciałam tego słuchać – Amanda pokłóciła się ze swoim opiekunem roku na Harvardzie. Zajęcia, na które uczęszczała, nie zaliczały się do oceny tak, jak jej się wydawało. Wkrótce potem jej opiekuna wydalono z uczelni pod zarzutem oszustwa kredytowego.

Weston prychnął.

– Twierdzisz, że to też sprawka Donovana? Bo też o tym słyszałem, ale nic go z tym nie wiązało.

Dylan wzruszył ramionami.

– King-Kincaid Financial mogło sfałszować dokumentację kredytową. Wiem tylko, że gdy do tego doszło, Donovan nie wydawał się ani trochę zaskoczony, a następny opiekun Amandy nie miał problemu z zaakceptowaniem jej punktów za zajęcia. Poza tym jeździł najnowszym modelem jaguara. O co chcesz się założyć, że jego pożyczka została poparta przez bank współpracujący z King-Kincaid?

Weston pokręcił głową, wciąż nie był przekonany.

Tylko że on nie widział teczki zawierającej informacje na mój temat. Ja widziałam, i było tam wiele rzeczy, które Donovan dla mnie zrobił, a które wydawały się równie ekstremalne. A nie byłam jego narzeczoną.

– I uważasz, że to były oznaki jego miłości? – zapytałam Dylana. Koniecznie chciałam wiedzieć, czy te czyny coś znaczą.

– To zdecydowanie są oznaki tego, że ją kochał – stwierdziła rozmarzona Audrey. Spojrzała na mnie znacząco. – Każdy, kto robi coś takiego dla innej osoby, jest najwyraźniej w niej zakochany.

Zignorowałam ją. Znałam już jej opinię na ten temat. Wiedziałam, na co miała nadzieję w kwestii mnie i Donovana.

– Kochał ją za bardzo – powtórzył Dylan. – Gdyby żyła, ich związek by nie wypalił.

– Tak uważasz? – zapytał Weston. Zawsze powtarzał, że związek Amandy i Donovana był bardzo poważny.

– Bo w końcu zaczęłaby się przy nim dusić? – zgadłam.

– Bo to nie jest prawdziwe – stwierdził Dylan rzeczowo.

– Ale co? – zapytałam zdezorientowana.

– To wszystko. Ta cała miłość. Małżeństwo. To przestarzały układ. Amanda chyba uważała podobnie i miała rozsądne oczekiwania, ale Donovan wpadł jak śliwka w kompot. Poczuł coś.

– Jak możesz nie wierzyć, że miłość jest prawdziwa? – zapytała z mieszanką szoku i niedowierzania Audrey.

Weston machnął ręką w powietrzu.

– Nie słuchaj go, Audrey. To stary zgorzkniały rozwodnik.

– Zgorzkniały? Tak. Rozwodnik? Dzięki Bogu, że tak. Stary? – Dylan przyjrzał się naszym twarzom. – Cóż, w tym towarzystwie to zapewne prawda. Ale to nie znaczy, że się mylę. Właściwie to ja jestem tu najmądrzejszy, ze względu na doświadczenie i tak dalej, i mówię wam: miłość nie jest prawdziwa. To tylko sztuczka. Chwyt marketingowy. To termin wykorzystywany w celu uatrakcyjnienia dość nudnego i męczącego systemu społecznego zbudowanego w całości na tradycji dobierania się w pary. Udawany związek Westona jest chyba najrozsądniejszym układem, jaki widziałem od dawna. Lepiej nie będzie, dzieciaki. Cieszcie się tym, co macie, i przestańcie starać się zrozumieć to gówno. Nie ma czego tu rozumieć. To gówno, bo to fikcja. I z jakiegoś szalonego powodu współczesna zachodnia cywilizacja postanowiła, że im bardziej będzie to wszystko poplątane, tym opowiastka będzie ciekawsza.

Audrey dokończyła wino i odstawiła kieliszek.

– To naprawdę przykre.

Przykre, ale najpewniej mądre, pomyślałam. Miałam już dwadzieścia siedem lat i nawet nie zbliżyłam się do odnalezienia związku, który mogłabym nazwać prawdziwym. To znaczy z Donovanem było mi do tego najbliżej, ale tylko dlatego, że on był pierwszym mężczyzną, który zmusił mnie do bycia otwartą, jeśli chodzi o seks. Poza tym nasza relacja nie miała szansy na to, by stać się poważniejsza. I może nigdy nie będzie takiej opcji.

– Wow, Dylan – powiedział Weston, odkładając serwetkę. – Ale to depresyjnie brzmi. Za rzadko ruchasz, stary. Czy powinniśmy rozważyć twoje opcje na Tinderze za wielką wodą?

Dylan spiorunował Westona wzrokiem.

– To chyba nie jest najlepszy temat do rozmowy przy naszych gościach.

Weston odwzajemnił spojrzenie.

– A obrażanie powodu, dla którego żyje cała Ameryka, jest dobrym tematem?

– Wiesz co? – zwróciłam się do Westona. – Jesteś pod pantoflem.

Jeszcze miesiąc temu nie broniłby romantycznych związków. Elizabeth musiała mieć na niego duży wpływ.

Weston pokręcił głową.

– No jasne. Jesteś po jego stronie.

Chciałam się nie zgodzić, ze względu na Audrey. Powiedzieć, że wciąż wierzę w szczęśliwe zakończenia. Nasi rodzice nie żyli. Jako dorosła osoba powinnam być dla niej przykładem. Nie chciałam, żeby wyrosła na cyniczkę.

Ale po wszystkim, co się wydarzyło dzisiaj i w ciągu tych ostatnich miesięcy, już nie wiedziałam, czy wierzę w szczęśliwe zakończenia.

A Audrey już była dorosła.

– Nie jestem po niczyjej stronie – odparłam. – Stoję po swojej stronie.

Dylan uniósł kieliszek w moim kierunku w geście toastu.

– I bardzo dobrze.

Dokończyliśmy nasze posiłki. Weston zapłacił za kolację z firmowego konta, a potem wstał i odsunął moje krzesło.

– Idźcie już – powiedziałam do mężczyzn. – Ja przed wyjściem muszę skorzystać z toalety. Audrey?

– Ja nie.

Raczej nie chciała ani na chwilę spuścić oka z Dylana. Chciałabym powiedzieć, że zamiłowanie do rozrywki i flirciarska natura były domeną jej wieku, ale ja nigdy nie radziłam sobie z ludźmi z taką łatwością. Czasami byłam o to zazdrosna.

Ale w sumie wychodziło jej to na dobre.

– To spotkamy się przy windach? – zapytał Weston. – Weźmiemy twój płaszcz.

– Okej, dojdę do was.

Wracając z łazienki, obrałam inną drogę, niż gdy do niej szłam. Nie planowałam tego. Po prostu poplątały mi się kierunki i nagle minęłam stolik, przy którym zawsze siadał Donovan, gdy jadał w tej restauracji. To był zupełny przypadek.

A przynajmniej tak sobie wmawiałam.

Ale na pewno przez przypadek spojrzałam na kobietę, która akurat tam siedziała.

– Sun? – Spotkałam ją tylko raz, ale nie mogłabym zapomnieć jej twarzy. Była modelką, z którą sypiał Donovan. – Co za niespodzianka.

Uśmiechnęła się na powitanie, zerkając to na mnie, to na siedzącego naprzeciwko niej towarzysza.

Podążyłam za jej spojrzeniem i stanęłam twarzą w twarz z Donovanem Kincaidem.

Trzy

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Prolog
Jeden
Dwa
Trzy
Cztery
Pięć
Sześć
Siedem
Osiem
Dziewięć
Dziesięć
Jedenaście
Dwanaście
Trzynaście
Czternaście
Piętnaście
Szesnaście
Siedemnaście
Osiemnaście

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Dirty Filthy Rich Love

(Title #2)

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła

Korekta: Katarzyna Kusojć

Projekt okładki: © Tom Barnes, © Laurelin Paige

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Chris Tefme/Shutterstock.com

Copyright © 2017. Dirty Filthy Rich Man by Laurelin Paige

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Sylwia Chojnacka, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66611-86-3

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek