Grzeszny zdobywca. Seksowny duet. Tom 1 - Laurelin Paige - ebook
NOWOŚĆ

Grzeszny zdobywca. Seksowny duet. Tom 1 ebook

Laurelin Paige

4,4

391 osób interesuje się tą książką

Opis

Biznesowe gierki, które przeradzają się w wielkie pożądanie.

Weston King wiele zawdzięcza swojemu przyjacielowi i wspólnikowi, Donovanowi. Pewnego dnia Donovan oznajmia, że ma dla niego kandydatkę na żonę. Weston musi ją poślubić dla korzyści biznesowych. Młoda Elizabeth chce ratować rodzinną firmę, którą kiedyś odziedziczy. Aranżowane małżeństwo wydaje się nieszkodliwym rozwiązaniem…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 289

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




1 Weston

– Niezły kamyk – stwierdziłem, patrząc na pierścionek, który Donovan położył na stole. Podniosłem go i zacząłem podziwiać. Siedzieliśmy w mrocznej palarni cygar Grand Havana Rozom, którą często odwiedzaliśmy razem. Diament był pokaźnych rozmiarów, w platynowej oprawie wysadzanej mniejszymi kamieniami. Poważna sprawa. No ale czego się spodziewać po jednym z najmłodszych miliarderów świata?

Nie miałem pojęcia, że Donovan się z kimś spotyka.

Oczywiście nie byliśmy już tak blisko jak kiedyś. W każdym razie nie fizycznie. Odkąd weszliśmy z naszą agencją reklamową na rynek, zarządzał razem z Cade’em naszym biurem w Tokio. Rzadko bywał w Stanach; minął niemal rok od czasu, kiedy go widziałem ostatni raz osobiście. Gdy nagle dziś zaprosił mnie i Nate’a do klubu, od razu domyśliliśmy się, że to poważna sprawa; myśleliśmy jednak, że chodziło o interesy. Pierścionek zaręczynowy to był znacznie większy kaliber. Nic dziwnego, że Donovan chciał się spotkać.

– Kim jest szczęśliwa wybranka? – spytałem, próbując nie zdradzić tonem głosu, iż było mi przykro, że pierwsze o niej słyszę. Zerknąłem na Nate’a – on też wydawał się zaskoczony.

– Zadałeś niewłaściwe pytanie – odparł Donovan, odgryzając końcówkę cygara. – Właściwe brzmi: „Kim jest szczęśliwy wybranek?”.

Uniosłem brew, zmieszany. Nie byłem jednak zaskoczony. Donovan słynął z zagadkowych wypowiedzi. W końcu zawsze udawało mi się go rozgryźć. Wystarczyło poczekać.

– Okej. – Chwyciłem pierścionek w palce i uniosłem pod światło. Diament rozbłysnął kolorami tęczy. – A więc kim jest ten szczęśliwiec?

Donovan zapalił cygaro i pyknął kilka razy, po czym odrzekł:

– To ty.

– Och, Donovanie, nie trzeba było… – Położyłem dramatycznie dłoń na sercu. – Nie wiem, czy kiedykolwiek ci to mówiłem, ale też cię kocham. Nie mam jednak pojęcia, czy jestem na to gotów. – Podałem mu pierścionek, kręcąc głową. Nate ukrył uśmiech w kuflu z piwem.

– Bardzo śmieszne. – Donovan włożył pierścionek z powrotem do pudełka. – Nie oświadczam się tobie, Westonie. Oświadczam się za ciebie.

– Ach tak? – Zaśmiałem się. Poczułem, że telefon wibruje mi w kieszeni. Wyciągnąłem go, by odczytać wiadomość:

„Musimy się spotkać”.

Normalnie podskoczyłbym z radości na myśl o szybkim bzykanku, ale dziś byłem umówiony z chłopakami. Skasowałem esemesa bez sprawdzania, od kogo był, wyciszyłem komórkę i schowałem ją do kieszeni. Skierowałem uwagę ponownie na Donovana.

– A komu to oświadczasz się w moim imieniu? – spytałem.

Wypuścił potężną chmurę dymu, po czym odpowiedział:

– Nazywa się Elizabeth Dyson. Jest wyłączną dziedziczką imperium Dysonów. Ma dwadzieścia pięć lat, klasę i charakterek, jest świetnie wykształcona. Super partia. Wasz związek wyniesie naszą firmę na zupełnie nowy poziom. Po waszym ślubie Reach Inc. stanie się największą agencją reklamową w Europie.

Uśmiech zamarł mi na twarzy. On mówił poważnie. Donovan nigdy nie żartował, kiedy chodziło o interesy. Ale małżeństwo?

– Chyba sobie ze mnie jaja robisz.

– Ani trochę.

Nagle pożałowałem, że nie sprawdziłem, od kogo był esemes. Miałbym pretekst do ucieczki. Ale Donovan dopiero co przyjechał, nie mogłem go tak zostawić. Nie wspominając już o tym, że za dobrze go znałem. Kiedy już coś sobie wymyślił, nie sposób było go od tego odwieść. Pozostało jedynie wysłuchać go, znaleźć słaby punkt w jego planie i zaproponować alternatywną strategię. Jeśli to nie wypali, po prostu powiem: „Nie ma chuja we wsi” – i tyle.

Miejmy nadzieję. Bo odmawianie Donovanowi Kincaidowi nie było wcale takie łatwe.

Potrzebowałem czegoś mocniejszego do picia. Skinąłem dłonią na kelnera.

– Poproszę kieliszeczek Fireballa. – Nate szturchnął mnie łokciem. – Dwa kieliszki – poprawiłem się, po czym zwróciłem do Donovana: – Lepiej wyjaśnij wszystko od początku.

Donovan pyknął cygaro.

– To będzie krótkie wyjaśnienie. Dell Dyson, założyciel, dyrektor i właściciel większości akcji Dyson Media, coś jakby francuskiej wersji Time Warner, zmarł jakieś osiem miesięcy temu, pozostawiając córce w spadku większość swojej fortuny. Jego testament zawiera jednak zapis, że dziewczyna nie może tknąć ani grosza, póki nie skończy dwudziestu dziewięciu lat, z jednym wyjątkiem.

– Chyba zaczynam rozumieć – wtrącił Nate, popijając piwo. Sam jeszcze nie zacząłem ogarniać, o co może chodzić.

– Oświeć mnie, proszę – rzuciłem pod jego adresem. Nate odstawił piwo na stół.

– Papcio Dell był tradycjonalistą. Córka dostanie spadek, jeśli założy obrączkę.

– A… – W końcu zrozumiałem, w czym rzecz. Skrzywiłem się. – To obrzydliwe.

– Okropne i mizoginistyczne – zgodził się Donovan. W jego głosie nie dosłyszałem ani krztyny wzburzenia. – Nie da się w żaden sposób zmienić tego zapisu, ale za to możemy jej pomóc zmienić stan rzeczy. A przy okazji zadziałać na własną korzyść. Musimy dołożyć wszelkich starań, by wydać ją za naszego najdroższego Westona… – Zacząłem protestować, ale Donovan uniósł dłoń, uciszając mnie. – Tymczasowo, oczywiście. Wystarczy parę miesięcy, póki Elizabeth nie otrzyma spadku. Kiedy już do tego dojdzie, może przepchnąć fuzję firmy Dysona z naszą firmą, co da nam pozycję najsilniejszego gracza na rynkach europejskich.

– Ot tak? – rzuciłem z powątpiewaniem.

– Ot tak. – W jego głosie nie było słychać cienia wątpliwości.

– A skąd pewność, że ona będzie zainteresowana? – spytałem. – Czemu miałaby chcieć oddać komuś, czyli nam, część swojej firmy? – Nie martwiłem się, czy mnie zechce. Cieszyłem się raczej sporym powodzeniem wśród kobiet, choć nie miałem zamiaru omawiać tego z Donovanem.

Oczywiście na to pytanie także miał gotową odpowiedź.

– Przeprowadziłem już z nią wstępne negocjacje. Wydawała się zainteresowana takim układem. Nie uściśliłem, kim będzie jej małżonek, wspomniałem jedynie, że to dobra partia. Ma to sobie przemyśleć. Jutro spotkamy się w biurze, żeby dopracować szczegóły – już zwolniłem ci miejsce w kalendarzu.

Szczęśliwie w tej akurat chwili przybyły drinki.

– Chcesz powiedzieć, że mam to wszystko przemyśleć do jutrzejszego popołudnia?

– Na pewno się zgodzisz – odrzekł Donovan, pewny siebie.

Wypiłem drinka duszkiem. Palił mniej niż moja złość na Donovana.

Pokręciłem szyją, próbując rozluźnić mięśnie karku.

– Potrzebuję chwili, żeby pomyśleć.

– Spokojnie, masz czas.

Tak naprawdę nie myślałem serio o tej propozycji, ale była to dobra wymówka, by zamówić kolejnego drinka na koszt Donovana.

Szczerze mówiąc, ostatnimi czasy odczuwałem niepokój. Owszem, cieszyłem się życiem – miałem apartament w centrum, bujne życie seksualne i piękny widok z okna. Jednak moje dwudzieste dziewiąte urodziny zbliżały się nieubłaganie, a stąd już tylko krok do trzydziestki. Była to znacząca liczba, a ja nie miałem się za bardzo czym pochwalić. Wprawdzie byłem jednym z pięciu udziałowców Reach Inc. – jednej z najlepszych agencji reklamowych na świecie – ale każdy wiedział, że to było dziecko Donovana.

A ja co miałem do pokazania?

Miesiąc temu doznałem tak silnego pragnienia ustatkowania się, że dla kaprysu poprosiłem jedną dziewczynę, by przeprowadziła się z Los Angeles do Nowego Jorku. Nie po raz pierwszy zrobiłem coś impulsywnego – a już na pewno nie z powodu kobiety, z którą w dodatku spędziłem cały weekend na golasa – lecz był to zdecydowanie najbardziej zwariowany krok.

Ale perspektywa ożenku z obcą osobą dla dobra firmy była znacznie bardziej szalona.

Sabrina, którą poprosiłem o przeprowadzkę, to moja rówieśniczka. Razem ze mną i Donovanem studiowała na Harvardzie. Nasze spotkanie po latach było niezwykle owocne. Miała w sobie to coś: połączenie seksownego śmiechu i poważnego nastawienia do życia, okraszone niezwykłą inteligencją. Przemawiała do mnie. Nasze rozmowy sprawiały, że czułem się ważny i doceniony. Pragnąłem tego uczucia – do tego stopnia, że natychmiast zaproponowałem jej stanowisko dyrektorki do spraw strategii marketingowej w mojej firmie. Cóż z tego, że było już zajęte?

Na szczęście mi odmówiła. Ale gdy już sobie poszła, a moje hormony przestały szaleć, postanowiłem tak czy inaczej przejrzeć jej résumé. Okazało się, że w pełni zasługiwała na objęcie proponowanego jej przeze mnie stanowiska. Od tamtego dnia wciąż powracałem leniwie myślami do tej sprawy. Przemyśliwałem też od niechcenia o związku z nią – jeśli zgodziłaby się przyjąć pracę. Opowiedziałem nawet o tym wszystkim Donovanowi – czyżby już zdążył zapomnieć?

– Ale ja wcale nie chcę się żenić – przypomniałem mu na głos. – Planuję sprowadzić Sabrinę Lund do Nowego Jorku i sprawdzić, czy pasujemy do siebie.

– Sabrinę Lind – poprawił mnie, poirytowany.

– A co ja powiedziałem? – Chyba się lekko wstawiłem.

– Nadal możesz ją tu sprowadzić. – Nate jak zawsze myślał racjonalnie. – Może przyjąć posadę, zadomowić się. Zanim zdąży się dobrze urządzić, twoje małżeństwo już zostanie unieważnione i będziesz mógł się z nią na luzie spotykać.

– To by się nawet mogło udać… – Zamyśliłem się, niepewny.

– Jeśli ona nadal będzie zainteresowana. – Donovan się skrzywił.

– A czemu miałaby nie być? – spytałem.

– Będzie – uspokoił mnie Nate. – Ale niełatwo jest się jednocześnie przeprowadzić i wejść w nowy związek. Lepiej robić to krok po kroku. A w tym czasie ty będziesz mógł się przysłużyć firmie.

Zrozumiałem mało subtelną aluzję. Miałem zobowiązania wobec firmy.

A może sobie to tylko wmówiłem?

Walnąłem kolejnego szota i zacząłem się zastanawiać, czemu Nate miałby się opowiedzieć po stronie Donovana. Zwykle był neutralny jak Szwajcaria.

– Mówisz tak, bo nie chcesz się hajtać pod przymusem, prawda? – Przyjrzałem mu się podejrzliwie. Nate odwrócił wzrok.

– Mam wystarczająco lat, by być jej ojcem. To byłoby niestosowne.

Wbiłem wzrok w Donovana, który też nie nosił obrączki.

– To by się nie sprawdziło – skomentował, czytając mi w myślach. – Małżeństwo nie jest w moim stylu, nikt by w to nie uwierzył.

– Tu akurat ciężko zaprzeczyć. – Osobiście trudno mi było uwierzyć nawet w to, że ten gość miał jakichkolwiek przyjaciół. A przecież sam byłem jednym z nich, a nawet najlepszym.

– Jesteś idealnym kandydatem. – Donovan obstawał przy swoim.

– Żebyś, kurwa, wiedział. – Wyszczerzyłem się. Byłem zdecydowanie najprzystojniejszy z nas.

Moja kolekcja majteczek stanowiła tego najlepszy dowód. Cade robił mi całkiem niezłą konkurencję ze swoją mroczną tajemniczością – kobiety najwyraźniej na to leciały – jednak on mieszkał na stałe w Japonii. A czarujący brytyjski akcent Dylana Locke’a działał jedynie poza granicami Wielkiej Brytanii – tyle że Dylan nigdy nie ruszał się z biura w Londynie.

Byłem więc nie tylko kandydatem idealnym, ale też jedynym możliwym.

Ale nie miałem zamiaru się w to pakować. Byłoby to głupie. I szalone.

Przesunąłem dłonią po twarzy, zastanawiając się, jak długo jeszcze powinienem pozwolić Donovanowi myśleć, że jest w stanie mnie przekonać. Co innego go wysłuchać, a co innego dać mu się wciągnąć w jakąś niedorzeczną intrygę.

– Ta Elizabeth jest niezła? – zapytałem. Czułem, jak twarz mi drętwieje od ilości wypitych szotów.

– A co? – odparł podejrzliwie.

– Jeśli już mam się z nią hajtnąć, to… no wiesz…

– Przed chwilą mówiłeś, że nie możesz się z nią ożenić, bo Sabrina jest miłością twojego życia… – Donovanowi niemal para leciała z uszu.

– Nie mówiłem, że jest miłością mojego życia, tylko że może tak być. Jest jeszcze za wcześnie, by to orzec.

– Tak czy inaczej… – warknął Donovan – …myślę, że dobrze by było, gdybyś nie spał ze swoją narzeczoną.

Wymieniliśmy się z Nate’em spojrzeniami.

Nie umknęło to uwadze Donovana. Strzepnął popiół z cygara do popielniczki.

– To nie zabrzmiało właściwie, ale i tak uważam, że mam rację.

Nate i ja ponownie popatrzyliśmy na siebie. Mieliśmy najwyraźniej mniej konwencjonalne przekonania seksualne niż nasz partner.

Zwłaszcza Nate, który był dla mnie jak bóg. Ale to akurat było w tej chwili bez znaczenia. Dobre pomysły zostawiałem za progiem biura. W sypialni preferowałem te złe.

Zresztą i tak przecież tylko pogrywałem z Donovanem. Nie potrzebowałem jego pomocy, żeby mieć życie seksualne, a oprócz tego wcale nie uważałem, że jestem coś winien firmie. Koniec tego dobrego.

– Cóż, Donovanie, to zdecydowanie najbardziej kontrowersyjna strategia, jaką dotąd wymyśliłeś. I najbardziej genialna. – Poklepałem go po plecach. Zasługiwał na pochwałę. – Ale raczej spasuję, brachu. To dla mnie zbyt szalona propozycja.

Donovan opadł na oparcie kanapy, zarzucając na nie ramię. Wyglądał na wyluzowanego – nieco za bardzo, jeśli wziąć pod uwagę moją reakcję. Zacząłem się nieco denerwować. Donovan przywykł do tego, że wszystko układało się po jego myśli. Nie lubił, kiedy ktoś mieszał się w jego plany. A skoro obecnie nie wydawał się rozgniewany, oznaczało to, że ma jakiegoś asa w rękawie i muszę się mieć na baczności.

Niestety, Donovan posiadał też głębokie zasoby cierpliwości. Pomimo podejrzeń musiałem odczekać, aż wykona kolejny ruch.

Spojrzałem na Nate’a, który wzruszył ramionami, po czym zwrócił uwagę na jakiegoś dżentelmena stojącego przy barze.

– Wybaczcie – rzucił. – Znam gościa, pójdę się przywitać.

Mrugnąłem do niego porozumiewawczo, gdyż nie byłem pewien, skąd zna owego człowieka – ze swojej szemranej przeszłości czy swoich obecnych, dzikich poczynań seksualnych. Tak czy inaczej, była to na pewno zabawna historia i chętnie bym ją usłyszał.

Niestety, nie było na to szans, gdyż utknąłem przy stoliku z Donovanem i jego popapranym pomysłem.

Postanowiłem zmienić temat, nim zdąży wpaść na kolejny.

– Jak długo zostajesz w mieście? – spytałem.

– Jeszcze nie zdecydowałem. Parę miesięcy. Może dłużej. Cade póki co ogarnia Japonię, a ty ostatnio narzekałeś, że potrzebujesz tu wsparcia. I oto jestem.

– Aha. – Super. Od wielu lat nie żyliśmy w tym samym mieście. Nasi rodzice byli właścicielami King-Kincaid Financial. Spędziliśmy ze sobą wiele czasu w okresie dorastania, byliśmy niemal jak rodzeństwo. Moja jedyna siostra była o dziesięć lat młodsza ode mnie, więc to z Donovanem nawiązałem najbliższe relacje. Był zaledwie cztery lata starszy, jednak służył mi za mentora w moich wszystkich „pierwszych razach”. Pierwszy drink, pierwszy papieros, pierwszy wypad na dziewczyny i pierwsza firma.

– To świetnie. Szkoda, że nie powiedziałeś nic wcześniej. Wprowadzasz się na powrót do…

– Zapomnę o pożyczce – wpadł mi w słowo.

I oto było jego mistrzowskie zagranie. Opadła mi szczęka.

Wyprostowałem się i nadstawiłem uszu.

– Całej pożyczce? – Serce waliło mi jak młotem, a krew szumiała w uszach.

– Całej. Na zawsze.

„Wow…” Pożyczka wymazana. Puf! To byłoby coś…

Tylko Donovan wiedział, że nie wniosłem całego własnego kapitału do firmy przy jej zakładaniu. Wydałem na to spadek po babce, po czym pożyczyłem resztę od niego – sporą sumę, którą spłacałem w ratach przez ostatnie pięć lat naszej działalności.

Nadal byłem mu winny milion dolców. Nawet jak na niego była to spora suma.

Co najzabawniejsze, mój fundusz powierniczy zawierał ponad dwadzieścia milionów. Mogłem wymazać dług lata temu. Gdybym tylko chciał.

Donovan był również jedynym człowiekiem, który wiedział, dlaczego tego nie zrobiłem.

Stąd też, biorąc pod uwagę, że Reach zaczęło się od nas dwóch i to my dwaj wnieśliśmy największy wkład finansowy na rozruch, Donovan zyskał nade mną przewagę w postaci długu.

Z tego też powodu zawsze czułem, że to bardziej jego firma niż moja. I często ulegałem jego woli, nawet wbrew sobie.

– Czemu ta fuzja jest dla ciebie tak ważna? – spytałem, niepewny, jak podejść do jego propozycji. Donovan nieczęsto powoływał się na mój dług. Był szczodrobliwym człowiekiem; oddałby mi ostatnią koszulę, gdyby zaszła taka konieczność. Znał jednak także wartość charakteru i wiedział, że chciałem być samodzielny. I szanował to. A ja szanowałem go za to jeszcze bardziej.

Skoro więc było to dla niego takie ważne, musiałem go wysłuchać.

Bo ja też oddałbym mu ostatnią koszulę.

– Numer jeden w całej Europie, Westonie – odrzekł z błyskiem w oku. – Działamy zaledwie od pięciu lat i zdobycie takiej pozycji w jakikolwiek inny sposób zajęłoby nam mnóstwo czasu. Wejście na ten rynek okazało się dużo trudniejsze, niż sądziłem.

Zawsze wiedziałem, że ma w sobie żyłkę konkurencji, ale to już była lekka przesada.

– A więc to będzie tylko fałszywe małżeństwo? Wielka ściema?

„Cholera”. Sam w to nie wierzyłem, ale naprawdę zacząłem rozpatrywać jego pomysł na poważnie.

– Absolutna farsa. Zaczniesz od razu. Błyskawiczny romans i jeszcze szybsze oświadczyny. Uwiniecie się w cztery, maksymalnie pięć miesięcy. A Reach skorzysta na tym długofalowo. To będzie twoja spuścizna, Westonie.

Zabębniłem palcami po blacie stołu.

– To pieprzone szaleństwo.

– Ale ty przecież lubisz szaleństwa – zaripostował, pochylając się ku mnie. Doskonale wiedział, jak mnie podejść.

Jak on to robił? Był prawdziwym mistrzem. Zręcznie poruszał sznurkami wszystkich kukiełek, kontrolował wszystkich dookoła i sprawiał, że tańczyli, jak im zagrał.

Nie miałem mu tego za złe. Wręcz przeciwnie, podziwiałem go. A poza tym w życiu czegoś mi było brak.

Nie żeby fałszywe małżeństwo miało temu zaradzić, ale może szansa przyczynienia się do sprawy da mi poczucie spełnienia? Będę miał także okazję coś po sobie pozostawić.

No i możliwość odwdzięczenia się Donovanowi za wszystko, co od niego dostałem. A to wiele dla mnie znaczyło. No i anulowanie tego długu… Wreszcie autonomia i wolność.

– Ech, pieprzyć to. I tak nie mam nic lepszego do roboty. Zostańmy tym numerem jeden w Europie! – Słysząc własne słowa, stwierdziłem, że brzmią naprawdę dobrze.

Donovan uśmiechnął się kącikiem ust.

– Wiesz, jak mnie podniecić.

Sięgnął do kieszeni, wyjął z niej pudełko z pierścionkiem i wręczył mi je, po czym pociągnął duży łyk drinka.

Wrzuciłem pudełko do kieszonki w marynarce. Wydawało się ważyć jakąś tonę.

Ciekawe, jaki ciężar będzie stanowić ów pierścień, gdy już wsunę go na palec Elizabeth Dyson.

2 Elizabeth

Położyłam okulary przeciwsłoneczne i torebkę od Louisa Vuittona na stoliku w korytarzu w mieszkaniu mojej matki i ruszyłam w głąb, w poszukiwaniu jej samej. Był słoneczny lipcowy dzień, więc doskonale wiedziałam, gdzie ją znajdę – na balkonie, przyległym do salonu.

– Mamo… – zaczęłam marudnym tonem, wpadając na balkon. – Słyszałaś, co zrobił Darrell? – Rzuciłam wydruk z komputera na jej kolana, po czym podeszłam do stolika, na którym Marie, asystentka i przyjaciółka mojej matki, postawiła lemoniadę. Nalałam sobie szklankę napoju i wypiłam w trzech dużych łykach.

Odstawiłam szklankę z trzaskiem i odwróciłam się z powrotem do matki. Siedziała wyciągnięta wygodnie na leżaku, paznokcie u jej rąk błyszczały od świeżego lakieru. Marie właśnie malowała jej paznokcie u nóg. Matka zignorowała papierzyska – nic dziwnego, były zapisane po francusku, a ona niezbyt radziła sobie z tym językiem. Wydrukowałam je głównie po to, by uzyskać dramatyczny efekt.

– Ja też się cieszę, że cię widzę, kochana – odparła mama, nadstawiając policzek do całusa.

– Jestem zbyt wkurzona na uprzejmości – fuknęłam. Poczułam jednak, że mimo wszystko Marie zasługuje na komplement. – Cześć, Marie, przepyszna lemoniada.

– Dziękuję – odparła, unosząc wzrok znad stopy mamy i przenosząc go na moje buty.

– Fantastyczne buciki. Jimmy Choo?

– Valentino. Kupiłam specjalnie do kostiumu. Myślę, że… – Urwałam. Nie przyszłam tu dyskutować o modzie. Gdybyśmy teraz zboczyły na jej temat, mogłybyśmy tak rozmawiać cały dzień. – Nieważne. Darrell… – Wyrzuciłam ręce w powietrze. Kuzyn ojca totalnie mnie dobijał. Miałam zaledwie dwadzieścia pięć lat, a on już sprawiał, że najchętniej bym umarła.

– Kochanie, uspokój się, bo się spocisz. Cóż takiego zrobił Darrell? – Mama skinęła głową na leżak obok siebie. Byłam zbyt wściekła, żeby wysiedzieć w miejscu, ale wzięłam głęboki wdech, aby się nieco uspokoić.

– Sprzedaje sieć dla dzieci. Sieć dla dzieci – powtórzyłam, gdyż ani matka, ani Marie nie zareagowały odpowiednio. – Po sugestiach z ostatniego kwartału, żeby sprzedać kilka kanałów informacyjnych… – Ciężko było mi się zmusić, by dokończyć to zdanie nawet w myślach. – Zanim firma trafi w moje ręce, nic z niej nie zostanie!

Matka spojrzała na Marie, która uśmiechnęła się pocieszająco.

– A może pomyśl tak, że będziesz mieć po prostu mniej na głowie? – zasugerowała ciemnowłosa asystentka. Była dla mnie jak członek rodziny.

– Mniej na głowie? – Nie mogłam uwierzyć, że to słyszę! Ponownie pomaszerowałam wściekłym krokiem ku stolikowi z lemoniadą. Szkoda, że nie było w niej wódki. Tym razem piłam małymi łykami, wspominając słowa mojej terapeutki: „Nie daj sobą rządzić dniowi. To ty nim dyrygujesz”. Powtórzyłam sobie tę mantrę kilkakrotnie w myślach, po czym wróciłam do rzeczywistości.

– Firma to suma części składowych – wyjaśniłam tak cierpliwie, jak tylko byłam w stanie. – W Dyson Media liczy się każda część. Darrell chce odcinać po kawałku i sprzedawać te kawałki najwyższym oferentom, by zarobić, póki firma należy jeszcze do niego. Kiedy ja ją przejmę, zostaną najwyżej okruchy. Dyson Media nie będzie już istnieć.

Nie wspominając już o tym, że bez firmy nigdy w życiu nie naprawię szkód wyrządzonych przez ojca. Kiedy stanę u sterów, nie będę już dysponować żadną władzą ani platformą. Kuzyn utuczy się moim spadkiem, a mnie zostaną marne resztki.

Nie oczekiwałam zrozumienia. Matka nigdy nie wykazywała zainteresowania biznesem, a Marie została zatrudniona, by pomagać jej przy makijażu i zakupach.

Trzeba przyznać: robiła to świetnie. To od niej nauczyłam się wszystkiego, co wiedziałam o ciuchach. Ale szykownym strojem nie byłam w stanie uratować Dyson Media. Czekaniem całymi latami też nie.

– Muszę to jakoś naprawić. Podjąć drastyczne kroki.

– Cóż możesz począć, kochana? Ten prawnik powiedział ci przecież, że apelacja jest skazana na przegraną, a Darrell nie dopuści cię do firmy, póki nie będzie do tego zmuszony. Jedno wiem na pewno… – Matka uniosła dłoń, by osłonić oczy przed słońcem. – Gdyby twój ojciec nadal żył, sama bym go zabiła za te warunki spadku. Co za dupek. Tak potraktować swoje jedyne dziecko. Nie wierzę, że wytrzymałam z nim tyle czasu.

Zaledwie dziesięć lat. Ja urodziłam się po dwóch. Mama nie była pierwszą żoną ojca. Nie wiedziałyśmy nawet, czy był rozwiedziony, kiedy go poznała. Po rozstaniu z mamą szybko znalazł sobie kolejną żonę, jednak ja byłam jedynym owocem wszystkich trzech małżeństw. I to córką… Może gdybym była chłopcem, bardziej by się mną zainteresował.

Cóż, tego już nigdy się nie dowiem.

Przynajmniej nie zostawił nas bez grosza przy duszy. Po rozwodzie dostałyśmy środki na utrzymanie. Mama nie musiała pracować i mogła nadal żyć na poziomie, do którego przywykła. Ja miałam dostęp do najlepszych szkół. Najfajniejszych zabawek. Super samochodów. Niczego mi w życiu nie zabrakło – oprócz ojca.

Stan mojego konta sprawiał, że mogłam przymknąć oko na poczynania Darrella dotyczące firmy. Mogłam odpuścić. Nie potrzebowałam Dyson Media.

A jednak chciałam je mieć. Z powodów, których nie umiałabym wyjaśnić.

– Masz rację. Nie mogę wnieść apelacji – odparłam. Omówiłam ten temat wyczerpująco z moim prawnikiem. A dokładnie z trzema prawnikami, by mieć całkowitą pewność, że nie mogę objąć firmy przed ukończeniem dwudziestu dziewięciu lat. – Ale mogę zrobić coś innego.

– Tak? A co?

Przyglądałam jej się, gdy zdejmowała stos papierów z kolan, uważając, by nie dotknąć ich paznokciami. Położyła je na leżaku obok siebie. Jej skóra miała już ładny brązowy kolor, jakiego ja nigdy nie byłam w stanie uzyskać. Po ojcu odziedziczyłam jasną karnację i rude włosy. Matka była włoską blondynką. Kiedy byłam mała i chodziłyśmy razem na plażę, ona wchłaniała słońce jak gąbka, podczas gdy ja musiałam się chować w cieniu, żeby się nie spalić.

Byłyśmy od siebie tak różne… Zawahałam się, zastanawiając, jak zareaguje na moją decyzję. Po chwili spojrzała na mnie z oczekiwaniem wypisanym na twarzy.

– Kochanie?

– Mogę wyjść za mąż. – Nie była to nasza pierwsza rozmowa na ten temat.

– Chyba wspominałaś, że to też nie przejdzie. Nie chodzisz z nikim, więc musiałabyś w to wciągnąć kogoś obcego. Jak mogłabyś komuś takiemu zaufać?

Obeszłam stół i opadłam na krzesło stojące w cieniu pod parasolem.

– Mam swoje obawy… – powiedziałam z wahaniem. – Ale Donovan Kincaid zaproponował mi transakcję, która ma szanse powodzenia.

Szczerze mówiąc, kiedy Donovan poprosił mnie o spotkanie, myślałam, że robi to w imieniu ojca i chce mi wcisnąć jeden z jego trustów finansowych. Gdy przedstawił faktyczny powód spotkania, niemal wyszłam z pokoju. Jego propozycja była niedorzeczna.

Jednak coś mnie w nim zaintrygowało. Wręcz przemówiło do mnie.

Owszem, był manipulatorem. Ale był też genialny. Do pracy podchodził z pasją, którą potrafił zarażać. Pociągało mnie to – nie seksualnie, choć Donovan był atrakcyjnym mężczyzną. Chodziło raczej o to, że przypominał mi, kim sama chciałam być.

Przypominał mi także, kim mógł być mój ojciec, gdyby miał choć odrobinę przyzwoitości.

Na odchodnym powiedziałam mu, że przemyślę sprawę, choć nie mówiłam szczerze. Ale gdy obudziłam się dziś rano i dowiedziałam, że Darrell sprzedaje sieć dziecięcą, zaczęłam rozpatrywać temat na poważnie.

– Donovan Kincaid z firmy King-Kincaid Financial? – spytała mama. Najwyraźniej trzymała rękę na pulsie biznesu, a przynajmniej znała nazwiska z okładek czasopism branżowych.

– To jego ojciec. Donovan ma własną agencję reklamową. Wymyślił, żebym wyszła za kogoś z jego firmy. Wyglądałoby to autentycznie, nikt by się nie zorientował.

– A czego pan Kincaid chce w zamian? – Spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem. Sama była żoną „na pokaz”, więc wiedziała co nieco o życiu.

A w każdym razie tak jej się wydawało.

Kobiety w naszej rodzinie przeszły długą drogę w ciągu jednego pokolenia. Sama miałam na sprzedaż dużo więcej niż tylko ciało.

– Chce połączyć swoją firmę z naszą agencją reklamową. Nie byłaby to wielka strata. Dyson i tak słabo działa na rynku reklam. Większość uwagi firmy skupia się na telewizji. Byłaby to niewielka cena za kontrolę nad przedsiębiorstwem. – A przynajmniej taką miałam nadzieję. Niewiele wiedziałam o agencji reklamowej Dysona.

W zasadzie to w ogóle nie miałam pojęcia o działalności Dyson Media.

Ani o biznesie jako takim.

„Aa! Co ja, do diabła, wyprawiam?”

Zachowywałam się niedorzecznie, skakałam na głęboką wodę i porywałam się z motyką na słońce. Wstałam i zbliżyłam się do krawędzi dachu, po czym wyjrzałam na ulicę poniżej.

– To głupi pomysł – skomentowałam. Cała pewność siebie opuściła mnie w jednej chwili. – Dziś po południu mam spotkanie z Donovanem. Zamierzałam mu odmówić, ale kiedy zobaczyłam, co wyprawia Darrell… Sama nie wiem. Pomyślałam, że powinnam coś zrobić. Nie wiem czemu.

Usłyszałam, jak nóżki leżaka szurają po podłodze za moimi plecami. Po chwili matka objęła mnie w pasie.

– Chciałaś coś zrobić, bo wiedziałaś, że możesz – powiedziała ciepłym głosem.

Westchnęłam głośno.

– Elizabeth, jeśli firma jest dla ciebie taka ważna, powinnaś podjąć każde możliwe ryzyko, by ją dostać w swoje ręce. Przykro mi, że nie mam dla ciebie lepszej rady. Uwierz mi, że bym chciała. Sęk w tym, że jesteś córką swojego ojca.

Przeszły mnie ciarki zażenowania i obrzydzenia.

– Nie patrz tak na mnie, to prawda. I to wspaniale. Bo gdybyś była podobna tylko do mnie, nawet byś nie przemyślała tej oferty. Uważam, że to niesamowite, iż rozpatrujesz tak wielki krok. Twój ojciec do niczego by nie doszedł, gdyby sam w siebie powątpiewał. Nigdy nie uważał własnych pomysłów za głupie. Jeśli to ma cię uszczęśliwić, powinnaś skorzystać z tej okazji. Albo z Donovanem Kincaidem, albo z kimś innym.

– Naprawdę tak myślisz? – Spojrzałam na nią i tym razem nie spuściłam wzroku. Szukałam wsparcia w jej oczach. Dzięki niej mój plan nie wydawał się już taki głupi.

– Pewnie, że tak. Wejdź na to spotkanie z uniesioną głową. Pokaż im, że masz jaja jak ojciec! – Przytuliła mnie mocno. Po chwili nagle wykrzyknęła: – Moje paznokcie! Moje paznokcie!

Puściłam ją, by mogła spojrzeć na swój manicure i upewnić się, że nie ucierpiał.

Z mieszkania rozległo się bicie starego zegara, oznajmiające pełną godzinę.

– Już pierwsza? – Popatrzyłam na zegarek na nadgarstku, aby się upewnić. – Cholera. Muszę lecieć, inaczej nie zdążę do śródmieścia na trzynastą trzydzieści. Z lunchem mogę się już pożegnać! Dzięki, mamo, za radę i za wysłuchanie. – Pocałowałam ją w policzek, po czym podeszłam do Marie.

– W lodówce są kanapki z kurczakiem – rzuciła, ściskając mnie w przelocie. – Weź sobie na drogę.

– Dziękuję, wezmę. – Ruszyłam do środka.

– Elizabeth! – zawołała za mną mama. Odczekała, aż się do niej odwrócę. – Masz zamiar zrealizować ten plan?

Wzruszyłam ramionami.

– Jeszcze nie wiem. Może. Tak. Chyba. Nie poznałam jeszcze kandydata na męża. Nie zgodzę się, jeśli mi się nie spodoba. Może to i udawane małżeństwo, ale mam swoje standardy. Tu chodzi o moje dobre imię.

– Może ci się poszczęści i okaże się, że to jakiś przystojniak! Miło by było, gdyby czasem to kobiecie trafił się mąż na pokaz, a nie na odwrót!

Zaśmiałam się, choć w duchu wątpiłam, żeby tak się stało. Wzięłam jednak do serca radę matki. Jeśli plan Donovana miał wejść w życie, on sam nie mógł się zorientować, że nie miałam pojęcia, co robię. Musiałam być pewna siebie i stanowcza – tak zrobiłby mój ojciec.

Musiałam pokazać panom z Reach, że mam jaja.

3 Weston

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
1. Weston
2. Elizabeth
3. Weston
4. Elizabeth
5. Weston
6. Elizabeth
7. Weston
8. Elizabeth
9. Weston
10. Elizabeth
11. Weston
12. Elizabeth
13. Weston
14. Elizabeth
15. Weston
16. Elizabeth
17. Weston
18. Elizabeth

Tytuł oryginału:

Dirty Sexy Player

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Ewa Kosiba

Korekta: Beata Wójcik

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Projekt okładki: © Laurelin Paige, © Tom Barnes

Wyklejka: © Joseph Sohm/Shutterstock.com

Copyright © 2018 Laurelin Paige

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Grzegorz Gołębski, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66654-41-9

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek