11,99 zł
Tana, aktorka, doświadczenie sceniczne zdobywała w nietypowy sposób. Była córką oszustów i potrafiła przywdziewać maski, by wygrywać w pokera. Gdy po latach Chase zaprosił ją na ranczo, miejsce ich miłości, była zaskoczona. Zdumiała ją także prośba, by udawała tam jego narzeczoną. Kiedyś bardzo się kochali, po co więc to udawanie? Pewnie coś się za tym kryje, ale co szkodzi zagrać rolę zakochanych? Przecież jest w tym znakomita. Żeby tylko potrafiła ukryć, że nadal go pożąda…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 164
Rok wydania: 2026
Joanne Rock
Ukryte namiętności
Tłumaczenie:
Katarzyna Ciążyńska
Tytuł oryginału: The Stakes of Faking It
Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2021
Redaktor serii: Ewa Godycka
© 2021 by Joanne Rock
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o. o., Warszawa 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-2420-1
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Widzowie w Brooklyn Bridge Park wstrzymali oddech, kiedy ostatnia scena „Tramwaju zwanego pożądaniem” zbliżała się do nieuniknionego końca. Choć było to nowe odważne odczytanie tej sztuki, Tana Blackstone w roli Blanche DuBois nie była aktorką, którą od razu kojarzono by z tą postacią. To jednak nie powstrzymało jej przed wypowiedzeniem ostatniego zdania tonem z góry skazanej na niepowodzenie femme fatale.
- Zawsze polegałam na życzliwości obcych. – Tana zatrzepotała rzęsami, patrząc na aktora grającego lekarza, który miał zawieźć nieszczęsną Blanche do szpitala psychiatrycznego.
Wzięła go pod ramię i razem opuścili scenę, na której pozostali jeszcze inni aktorzy. Spektakl przygotowywano od miesięcy na małej tymczasowej scenie, czekając, aż zaostrzenia związane z pandemią zostaną poluzowane na tyle, by widzowie wrócili do teatrów.
Zważywszy na jej skromne doświadczenie zawodowe, Tana miała szczęście, że otrzymała tę rolę. Po zamknięciu teatrów na Broadwayu wiele utalentowanych aktorek wyjechało z miasta albo zajęło się inną pracą. Gdy Tana dostała tę propozycję, była już bliska rezygnacji z zawodu.
- Brawo – szepnął jej kolega, starszy mężczyzna z siwymi kudłatymi brwiami i szpakowatą brodą, kiedy rozległy się gromkie oklaski. – Dobra robota, Tana.
- Dzięki. – Poprawiła obcisłą spódnicę, jaką nosiła Blanche, bywalczyni klubów uzależniona od środków przeciwbólowych.
Zawrócili, by się ukłonić zebranej w parku widowni. To nie był spektakl, jaki trafiłby na Broadway, nie ta jakość, ale reżyserowi nie można było nic zarzucić, a widzowie podczas pandemii najwyraźniej stęsknili się za teatrem tak samo jak aktorzy.
Czekając na swoją kolej, Tana biła brawo kolegom. Była w tym mieście krótko, nie zdążyła nawet spróbować dostać się na Broadway, więc nie miała za czym tęsknić. Choć oczywiście chciałaby się przekonać, jak poradziłaby sobie przed dużą widownią.
Doświadczenie aktorskie zdobyła w dość nietypowy sposób, jako dziecko profesjonalnych oszustów i naciągaczy. Nie pamiętała czasu, gdy nie grała. Mając pięć lat, pomagała ojcu sprzedawać bezdomne kundle jako psy rasowe. Wypłakiwała oczy, ilekroć traciła kolejnego czworonożnego przyjaciela. Nauczyła się za to dość szybko rozpoznawać dobrych ludzi, więc się pocieszała, że psy trafią w dobre ręce i będą miały prawdziwy dom.
W wieku dziesięciu lat nabrała już takiego doświadczenia, że mogłaby zdobyć nagrodę Tony za rolę zagubionej dziewczynki, którą odgrywała, by jej matka mogła w tym czasie opróżnić kieszenie ludziom zatroskanych losem biednego dziecka. To była druga rola, której wyjątkowo nie znosiła, ale rodzice grozili, że oddadzą ją do domu dziecka, jeżeli się sprzeciwi.
Za to gdy tylko skończyła osiemnaście lat, oznajmiła ojcu, że kończy z oszustwami i nie pozwoli mu więcej wykorzystywać jej talentu aktorskiego do osiągania korzyści materialnych.
Porzuciła tamto życie, dopiero gdy rozpoczęła naukę w college’u. Niestety spędziła z ojcem ostatnie lato po maturze, nieświadomie wplątując się przez to w jeden z jego największych przekrętów tylko dlatego, że mieszkała pod jego dachem. Ojciec oszukał pewną wdowę, pozbawiając ją należącej do niej ziemi. Jednocześnie syn owej wdowy skradł serce Tany.
Kiedy teraz wyszła na scenę, by się ukłonić, powiedziała sobie, że w końcu znalazła się w miejscu, z którym się identyfikuje. Świat teatru był jej nową rodziną. Widownia siedząca na kocach piknikowych składająca się w dużej części z młodych rodzin z wózkami płaciła za jej pracę, bo chciała ją oglądać. W końcu miała innym coś do zaoferowania, niczego ich nie pozbawiając.
Głośny aplauz cieszył jej serce.
Uniosła dłoń do warg i posłała widzom kilka całusów, jeszcze kilka sekund napawając się ich radością. Nagle jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, który stał między wąskim trawnikiem i ścieżką rowerową.
Wysoki i dobrze zbudowany, miał na sobie ciemne dżinsy i T-shirt. Na ramiona zarzucił czarną kurtkę i włożył na głowę kowbojski kapelusz. Jego mahoniowe włosy i oliwkowa cera przyciągały wzrok. A może chodziło o jasnoszare oczy albo cień zarostu na brodzie?
Na widok tego mężczyzny kolana się pod nią ugięły, i to wcale nie dlatego, że był tak przystojny.
Zrobiło jej się słabo, gdyż przypominał ducha przeszłości, do której nie chciała wracać.
- Tana – szepnął za jej plecami jeden z aktorów, przypominając, że zajęła centralne miejsce.
Z walącym sercem wycofała się ze sceny, nerwowo myśląc o tym, co się właśnie stało. Głucha na otaczającą ją serdeczną atmosferę, przeciskała się między grupkami kolegów w stronę zaparkowanej za sceną przyczepy. Musiała się oddalić od ducha przeszłości, którego dojrzała wśród widzów.
Czy to możliwe, że to Chase Serrano, ranczer, w którym kiedyś się zakochała? Ten sam, którego owdowiała matka straciła majątek, przekazując go jej ojcu, oszustowi Joemu Blackstone’owi?
Zbiegła po schodkach ze sceny do przyczepy, gdzie mieściła się garderoba. Kobieta stojąca na schodkach kiwnęła jej głową, po czym otworzyła drzwi.
- Mam nadzieję, że nie znikasz, wybieramy się na drinka – powiedziała Lorraine, zaglądając do kiepsko oświetlonej przyczepy, gdzie Tana grzebała w stercie swetrów i kurtek w poszukiwaniu swojej skórzanej torby.
- Dziś nie mogę. – Tana zdjęła czarną perukę i rozpuściła swoje brązowe włosy. Końcówki farbowała na różowo, lecz cukierkowy kolor szybko blaknął. – Wybacz, Lorraine, może następnym razem.
Przejrzała się w lustrze. Nie zależało jej na tym, by dobrze wyglądać. Miała tylko nadzieję, że dzięki zmianie wizerunku nie zostanie rozpoznana, jeśli Chase wciąż tu jest. Wyciągnęła z torby wilgotne chusteczki i starła warstwę scenicznego makijażu, zastanawiając się, jak Chase wpadł na jej trop.
Jeszcze bardziej ją niepokoiło, czego mógł od niej chcieć. Zanim matka Chase’a poślubiła jej ojca i na ranczu rozpętało się piekło, Tana wyjechała z Nevady, by zdobyć dyplom z aktorstwa w miasteczku na północ od Nowego Jorku. Zakładała, że Chase przebywał w Idaho, gdzie zaczynał studia z finansów.
A przecież mógł mieszkać dosłownie wszędzie, kiedy wysłał jej tę ostatnią okrutną wiadomość.
Oskarżył ją o udział w oszustwie ojca, a także o to, że wykorzystała jego słabość i swoje ciało, by nie zauważył, co działo się z jego matką.
- Nie musisz przepraszać, kochanie – odparła Lorraine. – I tak będę się dobrze bawić. – Wytarła czerwone paznokcie w T-shirt i cicho się zaśmiała. – Zamierzam dzisiaj poderwać Stellę.
Megan, aktorka grająca Stellę, siostrę Blanche, była jedną z najmilszych osób w zespole, ale podobnie jak Stella Kowalski miała problem z trafną oceną partnerów.
- Poważnie? – Zdejmując spódnicę, Tana wyjrzała przez okno. Nie dostrzegła kowbojskiego kapelusza. – Jeśli Megan jest bystra, zobaczy, że jesteś warta dziesięciu gości, z którymi się spotykała.
Zasłoniła okno i wciągnęła spodnie ze skróconymi nogawkami, pomijając legginsy, które normalnie włożyłaby pod spód. Liczył się czas.
Ruszyła do wyjścia, ale zatrzymała się jeszcze na widok zmrużonych oczu Lorraine.
- Wszystko gra? – spytała Lorraine, przyglądając się jej twarzy. – Wyglądasz na kobietę, która ma kłopoty.
- Chciałabym uniknąć spotkania z kimś z widowni – przyznała Tana. – Gdyby ktoś o mnie pytał, będę wdzięczna, jak powiesz, że nic nie wiesz, okej? Chyba żeby to był Scorsese.
Lorraine zmarszczyła czoło i odsunęła się, robiąc przejście.
- Jasna sprawa, kochanie. Zorganizować ci eskortę?
Tana ją minęła, kręcąc głową i lustrując tłum w poszukiwaniu czarnej kurtki i mahoniowych włosów pod kowbojskim kapeluszem.
- Dzięki, poradzę sobie. Do zobaczenia w środę.
Był zła, że nie wzięła czapki. Zarzuciła torbę wyżej na ramię i starając się nie rzucać w oczy, włączyła się w strumień przechodniów na chodniku. Był taki czas, kiedy nie wyszłaby z domu bez kapelusza, ale od dawna już nie musiała znikać w tłumie. Mimo wszystko przypomniała sobie stare sztuczki. Trzymać się środka grupy. Nie poruszać się za szybko. Iść ze spuszczoną głową.
Właśnie się zastanawiała, czy nie zejść na jedną ze stacji metra, kiedy obok jej ucha odezwał się znajomy głos.
- Witaj, oszustko.
Przystanęła tak gwałtownie, jakby złapał ją na lasso, tak jak robił z uciekającymi bykami. A przy tym się potknęła, więc mężczyzna musiał ją chwycić mocno za łokieć.
Za późno na ucieczkę. Nie miała wyboru, musiała się zachować jakby nigdy nic. Podniosła wzrok i spojrzała w jasnoszare oczy jedynego mężczyzny, przed którym otworzyła swoje serce. Czego gorzko żałowała.
- Witaj, Chase.
Siłą woli rozluźnił uścisk, w jakim trzymał rękę Tany Thorpe. Nie, Tany Blackstone. Powinien przywyknąć do tego, że przez lata znał ją pod przybranym nazwiskiem.
Wszystko, co jej dotyczy, było kłamstwem.
Była tworem męskiej fantazji, począwszy od podziwu i zainteresowania życiem na ranczu, a skończywszy na przyznaniu się bez tchu, że jest dziewicą. I choć to drugie w zasadzie okazało się prawdą, Chase po jakimś czasie uznał, że oddała mu się z wyrachowaniem, by wzbudzić jego zaufanie, kiedy jej ojciec okradał jego matkę.
Gdy poznał prawdziwą tożsamość Joego Thorpa, przeprowadził śledztwo badające przeszłość człowieka, który poślubił jego matkę i zaraz potem sprzedał ranczo, które do niej należało. Joe Blackstone był twórczy w swoich przekrętach, do których czasem angażował córkę Tanę, a także byłą żonę Alicię, która się z nim rozwiodła. Od tamtej pory Joe żenił się co najmniej trzy razy, za każdym razem pod innym nazwiskiem.
Czy Tana kontynuuje rodzinny biznes?
Puścił jej szczupłe ramię, nadal jednak piorunował ją wzrokiem. Nie potrafił inaczej patrzeć na kobietę, która odegrała pewną rolę w pozbawieniu go dziedzictwa.
Zapadał zmrok, spacerowicze powoli kierowali się w stronę metra. Minęło ich kilka osób z psami, które nosiły podświetlone obroże, a także miłośników biegania i rowerzystów.
Chase widział jednak tylko stojącą przed nim złodziejkę. Była niewysoka, delikatna jak księżniczka z bajki. Miała wysokie kości policzkowe, różowe wargi i czekoladowe oczy. Z różowymi końcówkami brązowych włosów wyglądała inaczej niż osiem lat wcześniej. Na nadgarstkach miała tatuaże, z jednej strony nosa diamentowy kolczyk. Nawet jej strój w niczym nie przypominał prostych T-shirtów i dżinsów, które nosiła tamtego lata.
Teraz miała na sobie spodnie ze skróconymi nogawkami i ciężkim pasem z ćwiekami, który otaczał jej biodra. Czarne glany były tak zniszczone, że zastanawiał się, czy nie brały udziału w jakiejś wojnie. Na białym T-shircie widniała podobizna pająka na tle przypominającym rysunki Eschera. Chase wiedział, że strój buntowniczki nie był elementem sztuki, w której właśnie grała, ponieważ obejrzał przedstawienie.
Aktorski talent Tany wcale go nie zaskoczył. Każdej spędzonej z nim sekundy odgrywała przecież jakąś rolę.
Niestety mimo złości, którą nadal w nim budziła, wciąż widział w niej atrakcyjną kobietę.
- Musimy porozmawiać. – Wskazał w stronę One Hotel, po drugiej stronie Pier One. – Tam jest mój hotel.
Tana uniosła brwi.
- Żadnych hoteli na pierwszej randce. Jak mnie znalazłeś?
- Czy to ważne? – Nie pozwoli jej dyktować tematu rozmowy. Włożył wiele wysiłku w to, by ją znaleźć. Nie wyjedzie, dopóki Tana nie zgodzi się na jego plan. – Jeśli chcesz rozmawiać o swojej kryminalnej przeszłości w środku parku, proszę bardzo. Ale jak usiądziemy w kąciku mojego apartamentu, będziemy mieć więcej prywatności.
Na te słowa jej policzki na moment się zaczerwieniły; uśmiechnęła się cierpko.
- Wszystko, co masz do powiedzenia, możesz powiedzieć tutaj.
Wskazała wolną ławkę pod drzewem.
- Mogę ci poświęcić pięć minut, potem jestem zajęta.
Nie czekając na odpowiedź, pomaszerowała w stronę ławki. Zapaliły się latarnie, rozświetlając ziemię wokół pnia, ale sama ławka pozostała w półmroku.
Tana położyła torbę na ziemi i opadła na siedzenie, skrzyżowała nogi i objęła jedno kolano. Spojrzała na Chase’a z oczekiwaniem.
Nie tak sobie wyobrażał to spotkanie, ale niech tam. Powie jej wszystko bez ogródek.
- Pomożesz mi. – Usiadł obok niej.
- Jak miło z mojej strony. – Spojrzała na gałęzie nad głową.
Chase zastanawiał się, czemu unika jego wzroku. Czy nie chce skonfrontować się z przeszłością? Czy czuje choć odrobinę żalu z powodu tego, co zrobiła?
- Oboje wiemy, że nigdy nie zdołasz mi się odpłacić, więc powiem jasno. Nie proszę cię o pomoc, żądam jej.
Przeniosła na niego spojrzenie.
- Nie mam pojęcia, gdzie jest mój ojciec, więc jeśli to chciałeś wiedzieć, muszę cię rozczarować. Moja matka nie mogła go znaleźć, kiedy chciała zawiadomić go o rozwodzie.
- Nie po to przyjechałem. – Swoją drogą ciekawe, że pomyślała o ojcu. Czy wie, że odzyskał Cloverfield Ranch? Podwoił majątek swojego ojca? – Jeśli kiedyś się pokaże, policja się nim zajmie.
- Jak się ma twoja matka? – spytała nagle Tana, po czym przygryzła wargę, jakby chciała wycofać to pytanie.
- Bez twojego ojca o wiele lepiej – odparł chłodno. – Po zniknięciu tego oszusta pomogłem jej wynieść się z Nevady, bo tam żyłaby otoczona złymi wspomnieniami.
Tana opuściła powieki.
Nie, nie sądził, by się zawstydziła. Ale nie spotkał się z nią, by się wyżalić. Dzień zapłaty Tany Blackstone miał wyglądać inaczej.
Udało jej się uniknąć oskarżenia, gdyż to ona zawiadomiła policję, że w Nevadzie jej ojciec występował pod fałszywym nazwiskiem. Z perspektywy policji nie brała też udziału w przestępczej działalności ojca.
Co nie znaczy, że była niewinna.
- To dobrze. – Jej cichą odpowiedź zagłuszył świst roweru na pobliskiej ścieżce.
Mały pies bez smyczy przeciął drogę rowerzyście, tuż za nim biegł właściciel.
Chase doskonale pamiętał to uczucie, że za niczym nie nadąża. Na szczęście tamte dni miał już za sobą.
Odzyskanie majątku ojca do pewnego stopnia złagodziło wściekłość, jaką wywołali w nim Blackstone’owie. Do przywrócenia prawa przysługującego mu od urodzenia potrzebował jeszcze tylko jednego elementu.
- Wiem, że masz mało czasu, więc przejdę do rzeczy.
Spojrzała na niego z obawą i zaciekawieniem.
- Minione osiem lat poświęciłem głównie na odzyskanie tego, co ukradł nam twój ojciec – podjął Chase. – Pieniędzy, oczywiście, ale przede wszystkim ziemi.
- Udało ci się odkupić Cloverfield? – spytała ze zdziwieniem, bawiąc się ciężką srebrną bransoletką.
Ten ruch przypomniał mu jej grę na scenie, nerwowe gesty Blanche DuBois, dzięki którym sprawiała wrażeniej kruchej. Czy Tana sądzi, że może udawać, iż jest kimkolwiek innym niż wyrachowaną oszustką?
- Zaoferowałem więcej, niż farma jest warta. – Nie udało mu się ukryć goryczy. – Myślałem, że sprawa jest załatwiona.
- Ale to ci nie wystarczy. – Patrzyła na niego z rezerwą. Za jej plecami po drugiej stronie East River lśniły światła Manhattanu.
- Mogłoby wystarczyć, gdybym odzyskał całą ziemię ojca, którą miałem przejąć po ukończeniu dwudziestu jeden lat.
Tana ściągnęła brwi i zmarszczyła nos. Światło odbiło się w jej kolczyku w nosie.
- Nie rozumiem. Myślałam, że mój ojciec sprzedał całą waszą ziemię hodowcy koni z Tennessee.
- Ja też tak sądziłem. Byłem tego tak pewny, że całą sprawę zostawiłem w rękach agenta.
Wyjechał wtedy za granicę w interesach, bo chciał odpocząć od rodzinnego miasta pełnego złych wspomnień. Na domiar złego prowadził spór z wpływowym sąsiadem, który wykorzystał wstrząs w rodzinie Serranów. To była kolejna sprawa, która czekała na załatwienie.
- Dopiero kiedy odwiedziłem farmę ostatniej zimy, uświadomiłem sobie, że sprzedaż nie obejmowała małej parceli.
- Nie rozumiem. Czemu ojciec sprzedawałby większą część rancza, a nie całość? Do kogo należy reszta?
Chase uważnie na nią patrzył, szukał w jej głosie i wyrazie twarzy czegoś, co by ją zdradziło. Sporo czytał na temat oszustw i oszustów. Nie dostrzegł jednak niczego, co mogłoby wskazywać na to, że Tana o tym wie.
- Zabawne – podjął. – Okazało się, że ta parcela jest zarządzana powierniczo i przeznaczona dla ciebie.
Na moment zapadła cisza.
- Niemożliwe. – Lekko zadrżała i otoczyła się ramionami. – Zapewniam cię, że nie mam żadnej ziemi. Ani w Nevadzie, ani nigdzie indziej. Możesz sprawdzić w urzędzie podatkowym.
- Ta ziemia przez ostatnie osiem lat była zarządzana przez fundusz powierniczy, oni płacili podatki.
Potrzebował miesięcy, by dotrzeć do tej informacji, gdyż tytuł własności należał obecnie do niewielkiej firmy fasadowej.
W zasadzie nie powinno mu się udać połączyć tej firmy z Taną, gdyż podobne firmy hojnie opłacano za dyskrecję. Nie szczędził jednak grosza, by dotrzeć do prawdy i zdobyć dowód, którego potrzebował.
Tana potrząsnęła głową i wzruszyła ramionami.
- Naprawdę myślisz, że żyłabym ramenem i popcornem w najdroższym mieście świata, gdybym mogła sprzedać jakąś tajemniczą ziemię? Wciąż spłacam studencką pożyczkę, Chase.
Był bardzo skrupulatny w swoich poszukiwaniach i wiedział, że to prawda. Z drugiej strony nie był tak naiwny, by wierzyć, że córka zręcznego oszusta nie potrafi ukryć tego, czym nie ma ochoty się chwalić.
- Zapewniam cię, ta ziemia jest dla ciebie. Nie wiem, czemu dotąd się z tobą nie skontaktowali. W każdej chwili masz prawo się o nią upomnieć.
- Świetnie. Jeśli dasz mi kontakt, zwrócę się do nich, a ponieważ to w istocie twoja ziemia, przepiszę ją na ciebie. – Sięgnęła po torbę i podała mu wizytówkę. – Naprawdę muszę iść.
Schował wizytówkę do kieszeni i położył rękę na jej kolanie. Chciał tylko zatrzymać jej uwagę, ale dotknięcie gołego ciała wystarczyło, by przeszły go ciarki.
- Zaczekaj. To nie wszystko.
Puścił ją i zauważył, że przykryła dłonią miejsce, którego dotknął.
- Musisz pojechać ze mną do Nevady podpisać dokumenty.
- Po co? – Zmarszczyła czoło, kręcąc głową. – Mówiłeś, że masz agenta.
- To jest trochę bardziej skomplikowane.
Nie kłamał. Miał też inne powody, by pragnąć, aby Tana wróciła z nim do rodzinnego miasta, ale nie chciał się nimi jeszcze dzielić.
- Nie mogę wyjechać z Nowego Jorku, tu jest moje życie. Gram w spektaklu…
- Po pierwsze sprawdziłem wasz kalendarz, akurat wtedy nie grasz. Po drugie jesteś mi to winna. Ty i twój ojciec okradliście moją matkę. Nie da się tego inaczej nazwać.
- Nieprawda. – Zaczęła gryźć paznokieć. – Nikogo nie okradłam. Miałam nieszczęście tamtego lata mieszkać w domu ojca.
- Nieszczęście dla nas obojga – przypomniał cicho. – Odwracałaś moją uwagę, kiedy twój ojciec zabierał mojej matce wszystko, co miała.
Ściągnęła wargi, obrzucając go wrogim spojrzeniem.
- Dla pamięci, nigdy nie zamierzałam odwracać twojej uwagi od niczego. A jeśli znajdę czas, to kiedy miałabym tam pojechać?
Założyła torbę na ramię i wstała.
Chase także wstał.
- W ten weekend. Musimy wylecieć w piątek wieczorem.
- Czyli za trzy dni?
- Tak. Nie gracie, bo jest akurat festiwal książki.
Odrobił lekcje i nie pozwoli jej się wymigać.
- Nie rozumiem…
- Ja też nie rozumiałem, kiedy zniknęłaś z mojego życia. Ale to nie zmienia faktów.
Z wahaniem odwróciła wzrok, jakby mogła znaleźć odpowiedź gdzieś na horyzoncie. Potem kiwnęła głową.
- Dobrze. – Zaczesała kosmyk włosów za ucho, przytupując, jakby nie mogła się doczekać, aż ruszy biegiem. – Przyślij mi szczegóły, spotkamy się na lotnisku.
Poczuł ulgę. Potrzebował jej pomocy, a wybierając się tu, miał świadomość, że Tana może mu odmówić.
- Wiem, gdzie mieszkasz. Przyślę samochód. Tana?
Serce mu waliło. Był już blisko odzyskania swojego dziedzictwa. Blisko zemsty, o której marzył.
- Tak? – W jej głosie wyczuł zniecierpliwienie.
Może nie powinna mu towarzyszyć satysfakcja, ale stracił przez tę kobietę zbyt wiele, by się tym przejmować. A więc z satysfakcją wypowiedział ostatnie słowa:
- Polecisz jako moja narzeczona.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
