Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
490 osób interesuje się tą książką
Christos Kyros miał jasno sprecyzowane plany na przyszłość zakładające dbanie o interesy greckiej mafii w Stanach i trzymanie się z daleka od kobiet. Kilka lat temu mężczyzna stracił ukochaną, która zginęła z rąk jednej z najbliższych mu osób. Mimo iż dokonał zemsty i zakończył tamten etap, nie potrafił zapomnieć o tym, co go spotkało.
Grace Brown kierowała się w życiu tylko jednym: po śmierci matki i siostry chciała, aby sprawiedliwości stało się zadość. Znajdowała się już naprawdę blisko wyznaczonego celu, wystarczyło tylko pociągnąć za spust, by człowiek odpowiedzialny za zgotowanie jej piekła poniósł karę. Niestety, dziewczyna w ostatniej chwili została ściągnięta z dachu, skąd miała oddać strzał, ale okazało się, że to nie pułapka, lecz propozycja współpracy.
Kiedy podczas jednego ze spotkań Christos dostał w prezencie od brazylijskiego barona narkotykowego młodziutką dziewczynę, w pierwszej chwili zamierzał ją uwolnić. Wystarcza jednak jedno spojrzenie w oczy Grace, aby wszystko się skomplikowało. Mężczyzna nie miał pojęcia, że padł ofiarą intrygi i że przyjdzie mu się zmierzyć z kobietą, która najbardziej na świecie pragnęła jego cierpienia.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 413
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Joanna Chwistek
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Karina Przybylik, Aleksandra Płotka, Martyna Góralewska
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-916-0 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Grace
Miałam idealną pozycję, która umożliwiłaby mi czysty strzał i szybką ucieczkę. Ciężko pracowałam na to, by znaleźć się tu, gdzie byłam teraz. Setki, tysiące celnych strzałów, miesiące wypełnione ćwiczeniami, i to wszystko na nic. Ta prawda uderzyła we mnie nagle, kiedy ktoś zacisnął dłonie na mojej szyi.
Skupiona na zadaniu, nie słyszałam niczyich kroków, wcześniej nic nie zwiastowało problemów. Ktoś owinął palcami moje gardło i pozbawił mnie tchu, kopniakiem wytrącono mi broń z dłoni. Próbowałam walczyć, ale wiedziałam, że to na nic, nikt nie zdoła mi pomóc. Zostałam nakryta, mój plan diabli wzięli i zapewne zapłacę za to własnym życiem. Szaleńczo walczyłam o każdy oddech, obraz przed moimi oczami się rozmywał, a poczucie porażki paliło żywym ogniem. Oto lada chwila dostanę nauczkę za brak pokory i nadzwyczajną pewność siebie…
Stałam na dachu pięciopiętrowego budynku i czułam, że już za moment znajdę się na samym dole, rozciągnięta na bruku. W jednej chwili uścisk wzmocnił się tak bardzo, że nogi odmówiły mi posłuszeństwa, a płuca rozdzierał ból. Ostatnie, co zobaczyłam, to bezkresny błękit nieba.
Obudziłam się na tylnej kanapie auta, związana i zakneblowana. Tapicerka dachu miała kremowy kolor i na to najpierw zwróciłam uwagę. Następną rzeczą okazało się to, że nie mogłam się ruszyć. Skrępowano mi nadgarstki za plecami oraz nogi w kostkach.
Pośpiesznie podniosłam się do siadu, próbując się uwolnić. Z wściekłością szarpałam się na wszystkie strony, a wtedy niespodziewanie nadszedł cios w splot słoneczny. Nie potrafiłam złapać tchu, brakowało mi powietrza. Nadal jednak żyłam, a to dawało cień nadziei, czego w tej chwili bardzo potrzebowałam.
– Idioto! – Usłyszałam męski i ostry głos, dobiegający jakby z oddali. – Ma dojechać cała!
– Nie ruszaj się, kurwa! – Ostre warknięcie sprawiło, że znieruchomiałam.
Dokądkolwiek jechałam, miałam dotrzeć tam w jednym kawałku, a to dodawało mi pewnego rodzaju otuchy.
Z każdą kolejną sekundą coraz bardziej wracała mi ostrość widzenia. Za kierownicą starego auta siedział łysy koleś, a obok niego równie obrzydliwy typ, zapewne w wieku tego złomu, którym się poruszaliśmy.
Musieli mnie namierzyć zaraz po tym, jak ulokowałam się na dachu, czekając na ich szefa. Nie dostałam nawet szansy, aby zobaczyć, jak wysiadał z samochodu. Planowałam tę akcję z zaangażowaniem i ogromną starannością, ale najwidoczniej w pewnym momencie popełniłam poważny błąd.
Musiałam uzbroić się w cierpliwość i poczekać na jakiekolwiek ich potknięcie, które umożliwi mi ucieczkę. Skoro mnie znaleźli i dopadli, udaremniając zamach, z pewnością czekały mnie tortury mające na celu wyduszenie wszystkich informacji, w tym tej, kto był moim zleceniodawcą. Tej jednej rzeczy nie mogłam powiedzieć, bo nikt taki nie istniał. To ja zostałam zleceniodawcą i egzekutorem w jednym.
Siedziałam spokojnie na tylnej kanapie, oszczędzając siły i próbując patrzeć w okna, aby jak najwięcej zapamiętać, ale widziałam jedynie nic nieznaczący krajobraz pustkowia, żadnego punktu zaczepienia mogącego pomóc mi w zorientowaniu się w lokalizacji.
Przerażenie chwytało mnie za gardło, chociaż liczyłam się z tym, że moja misja może zakończyć się niepowodzeniem, tak jak kilka poprzednich. To wszystko jednak okazało się najczarniejszym z możliwych scenariuszy.
Faceci z przodu nie powiedzieli już ani słowa, a ja nie zamierzałam ich drażnić. Po prostu czekałam na dalszy ciąg wydarzeń, modląc się o okazję do ucieczki.
Kiedy auto się zatrzymało, moje ciało spięło się w oczekiwaniu na ból i to, co przyniesie przyszłość. W oddali, pośród spalonego trawą pustkowia dostrzegłam blaszany barak oraz dwa luksusowe samochody, w niczym nieprzypominające grata, którym zostałam tu przywieziona.
Bardzo się bałam, ale strach nie mógł mnie uchronić przed tym, co miało nadejść. Wiedziałam już, że tak trzeba, że moja misja musiała dobiec końca, ale nie, zanim osiągnę swój cel! Bo przecież wszystko w życiu miało początek, a także koniec.
Zostałam gwałtownie wyciągnięta z auta, a następnie rzucona na kamieniste podłoże, tylko że przez związane na plecach ręce nie potrafiłam zapobiec bolesnemu upadkowi. Starałam się przyjąć siłę uderzenia na bok, lecz i tak kamień leżący na ziemi boleśnie zranił mnie w czoło. Taśma przyklejona do ust nie zdołała zagłuszyć mojego jęku. Kiedy próbowałam przeturlać się na plecy, dostrzegłam trzy pary męskich wojskowych butów. Powoli, bardzo powoli sunęłam wzrokiem w górę, po bojówkach w kolorze khaki, czarnych podkoszulkach, aż w końcu natrafiłam na dwie twarze w kominiarkach. Oraz jedną bez, więc to na niej skupiłam całą uwagę. Stojący nade mną mężczyzna nie spuszczał ze mnie wzroku. Miał czarne włosy i równie ciemne oczy. Wyglądał dość dobrze, chociaż skronie lekko przyprószyła mu już siwizna.
Facet patrzył mi w oczy w skupieniu i po chwili wykrzywił wargi w czymś na kształt uśmiechu. Ten grymas bardziej mnie przeraził, niż pokrzepił.
– Miło cię widzieć, Grace – odezwał się po chwili.
Skąd znał moje imię? Sprawdzałam ludzi Kyrosa, ten facet z pewnością do nich nie należał.
Koleś ruchem dłoni odprawił goryli tłoczących się przy aucie i zostaliśmy sami na tym pustkowiu. Kucnął obok i jednym ruchem zerwał taśmę z moich ust. To wydawało mi się o wiele boleśniejsze niż cios w splot słoneczny, którym jakiś czas temu uraczyli mnie jego ludzie.
– Z wielkim zainteresowaniem przyglądałem się twoim poczynaniom. – Mężczyzna chwycił mnie pod pachami, a następnie postawił na nogi.
Wzdrygnęłam się, kiedy wyciągnął nóż zza paska spodni, ale zrobił to tylko po to, żeby rozciąć więzy na moich nogach.
– Nie szło ci zbyt dobrze – kontynuował, powoli kręcąc głową z dezaprobatą.
– Kim jesteś? – zapytałam schrypniętym głosem. Gardło miałam wyschnięte na wiór. Poruszyłam rękoma, aby przypomnieć mu o swoich unieruchomionych za plecami dłoniach, ale nieznajomy cofnął się o krok. – Czego chcesz?
– Jesteś tu z tego samego powodu, co ja – oświadczył, ukazując śnieżnobiałe zęby w okrutnym uśmiechu. – Zemsta, moja droga. Jesteś głupia, jeśli myślałaś, że go zabijesz, stając na pierwszym lepszym dachu. Chociaż się szkoliłaś, jesteś zbyt słaba, aby poradzić sobie z nim sama, ale masz inne… – Z widocznym pożądaniem otaksował moje ciało. – Masz inne zalety, Grace, i chcę ci zaproponować układ. Wspólnymi siłami go zniszczymy. Ja i ty.
– Co proponujesz? – rzuciłam od niechcenia, nie zamierzając mu pokazać, jak ważne to dla mnie było.
Ten koleś nigdy nie powinien się dowiedzieć, ile tak naprawdę ta zemsta znaczyła w moim życiu.
– Posłuchaj mnie uważnie…
Z każdym kolejnym słowem czułam się coraz bardziej zaintrygowana. I kupiona. Chociaż nadal wierzyłam w powodzenie swojej samotnej misji, to jednak propozycja współpracy brzmiała przekonująco. Potrzebowałam wsparcia, aby osiągnąć cel i wyjść z tego wszystkiego bez szwanku, i wyglądało na to, że zrozumiałam to dopiero w tej właśnie chwili.
Słuchałam faceta z zainteresowaniem, kiedy przedstawiał mi plan. Mimo początkowego zapału czułam także budzący się głęboki niepokój, bo oprócz utraty wolności ryzykowałam też wiele innych rzeczy. Ale czułam determinację i pragnęłam zemsty.
– Zaryzykujesz? – zapytał z lekkim uśmiechem, kiedy skończył przedstawiać mi własną wizję. – Jesteś w stanie zrobić to, o co cię poproszę?
Przecież gdy dzisiaj podejmowałam się misji, moje szanse prezentowały się marnie, a mimo to zaryzykowałam. Teraz miałabym dostać wsparcie, kładąc na szali dokładnie to samo co tego ranka. Plan tego kolesia to długofalowe działanie, natomiast moja krucjata zakładała szybki strzał i powrót do domu albo śmierć…
Wiedziałam już, co odpowiem na zadane pytanie.
Tak, zrobię to.
Poświęcę wszystko, aby sprawiedliwości stało się zadość. Zrobię wszystko, żeby pomścić śmierć dwóch kobiet, które kochałam najbardziej na świecie. Mogłam złożyć na tym ołtarzu nawet siebie: swoje ciało i duszę. Nie miałam już nic do stracenia. Nadszedł czas zapłaty, a ja stanę się kimś, kto odbierze ją do ostatniego centa.
Christos
Korki nie wydawały się niczym niezwykłym w Nowym Jorku, ale akurat dzisiaj czułem wściekłość na myśl, że w ciągu godziny przejechaliśmy zaledwie dwie mile. Czas to pieniądz, a ja właśnie traciłem cenne dolary na stanie w miejscu.
– Nie ma innej drogi, do diabła? – warknąłem do Fokasa, a ten wzruszył bezradnie ramionami.
– Godziny szczytu, szefie.
Postanowiłem spożytkować ten czas i odpisałem na kilka wiadomości, podczas gdy mój kierowca manewrował między pasami ruchu.
Miałem dość ważne spotkanie z Alejandro Vascezem i nie chciałem się spóźnić. Nie bez przyczyny wyjechałem z biura godzinę wcześniej niż zwykle, ale ten korek zdawał się ciągnąć w nieskończoność.
Byłem w trakcie pisania trzeciego e-maila, kiedy zadzwonił mój telefon. Niechętnie spojrzałem na smartfon leżący na kanapie obok. Theron. Odetchnąłem z ulgą, bo obawiałem się, że to mój ojciec.
– Potrzebujesz czegoś? – zapytałem bez zbędnych wstępów.
– Nie dzwoniłeś od tygodnia, chciałem zapytać, jak mają się nasze interesy.
Faktycznie nie rozmawialiśmy, ale w tym czasie wymieniliśmy kilkanaście wiadomości.
– W porządku – odparłem spokojnie, lecz odniosłem dziwne wrażenie, że Theron nie kontaktował się ze mną jedynie w tej sprawie. – Powiedz mi lepiej, czy twoja żona zdołała wyciągnąć nasz hotel z tego bagna, w które wpakował nas projektant.
Mieliśmy spory problem z hotelem na jednej z greckich wysp, zresztą nie pierwszy, bo zawsze znalazł się jakiś idiota pragnący zrobić nam pod górkę. Gdyby cała akcja rozgrywała się w Nowym Jorku, załatwiłbym to po swojemu, i to w ekspresowym tempie. Niestety, dowodzenie nad europejskimi biznesami przejął mój przyjaciel oraz jego praworządna żonka.
Tak jak zapowiedziała wcześniej, reprezentowała nas tylko w legalnych aspektach naszego biznesu, o reszcie nie chciała nawet słyszeć.
Kilka lat temu mężczyzna wraz z żoną osiadł na stałe w Grecji. Wcześniej Nell pracowała jako prokurator i chciała przymknąć mnie, Pascalisa i Reida Hyde’a. Skończyło się na tym, że to mój przyjaciel przymknął ją i zrobił jej dziecko, a Reida zwinęła słodka policjantka imieniem Miley.
Przyjaciel już od dawna pragnął wrócić do ojczyzny i nadarzyła się ku temu dobra okazja. Utrata pamięci jego kobiety okazała się darem od losu. Mógł wywieźć ją na stary kontynent i odciągnąć od tego całego szamba.
A wszystko zaczęło się od śmierci Broke. Nell się z nią przyjaźniła i to mnie podejrzewała o zabicie dziewczyny, a prawda okazała się zupełnie inna. Zabił ją Aleksander, wuj Therona, po tym, jak Broke usłyszała coś, czego nie powinna. Zabiłem skurwiela, ale wcześniej dopilnowałem, aby widział, jak odbieram życie jego jedynemu synowi. Pragnąłem, aby poczuł się tak jak ja.
Okazało się, że straciłem głowę dla zwyczajnej dziewczyny, studentki dorabiającej w naszym klubie. Od razu mi się spodobała i tak cholernie niewiele było potrzeba, żebym oszalał na jej punkcie. Nie miałem pojęcia, że powinienem ją chronić przed własnymi ludźmi, przed przyjaciółmi. Zabicie Aleksandra nie uleczyło moich ran, ale jego śmierć przyniosła nam wszystkim spokój i przekonanie, że pomściłem jedyną kobietę, którą kiedykolwiek kochałem.
– Otwarcie odbędzie się w przyszłym miesiącu – zapewnił Theron. – Nell wszystko załatwiła.
Zapewne wynalazła w tej swojej księdze jakieś paragrafy i postawiła do pionu urzędasów. Przyjaciel był zachwycony, że jego żona tak szybko opanowała język grecki i tamtejsze przepisy.
– Powiedz mi, jak ta dziewczyna ogarnia to wszystko? – zagadnąłem. – A zwłaszcza twoje dziecko?
Przyjaciel parsknął śmiechem. Wielokrotnie wspominał, że ich syn to cała mama: wścibski, hałaśliwy i rozbrykany, ale kochał chłopca do szaleństwa.
– Nell jest świetnie zorganizowana – pochwalił. – Ale nie w tej sprawie dzwonię.
– Domyśliłem się. – Potarłem szczękę. – Niech zgadnę, dzwonił do ciebie mój ojciec i opowiadał, jaką śliczną grecką dziewczynę dla mnie znalazł.
Niezręczna cisza powiedziała mi wszystko.
– Leonid się martwi – poinformował przyjaciel. – A te wszystkie greckie tradycje są dla niego świętością. Z trudem znosi to, że tak rzadko przyjeżdżasz do domu.
Naprawdę nie przepadałem za ojczyzną. Od wielu lat to Stany uważałem za swój dom. Nie mogłem nic poradzić na własne uczucia, musieliśmy wszyscy to zaakceptować.
– Mam tu w cholerę roboty częściowo przez to, że ty wyniosłeś się do Grecji, zostawiając mi tu wszystko na karku. Zwłaszcza Reida. Ten dupek myśli, że sojusz między nami to już tak na zawsze, i wszędzie wtyka nos.
Śmiech przyjaciela rozbrzmiał w telefonie. Dobrało się dwóch pantoflarzy, którzy zakończyli wieloletnią wojnę zbierającą krwawe żniwo tylko dlatego, że ich kobiety się przyjaźniły. Ci faceci okrywali wstydem całą męską populację.
– Daj spokój – mruknął pojednawczo. – Sam wiesz, że tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Włosi już nie sprawiają problemu, boją się. Z tym sojuszem staliśmy się nietykalni.
Z radością zauważyłem, że wreszcie wydostaliśmy się z Nowego Jorku.
– Zawracacie mi głowę głupotami – warknąłem. – Skupiam się na pracy, nie na romansach, i tak pozostanie.
Irytowało mnie, że na siłę próbowali mnie uszczęśliwiać. Nie miałem pojęcia, z jakiego powodu uznali, że szczęście da mi jedynie kobieta.
– Christos, musisz skończyć z tą żałobą.
Już dawno miałem ten etap za sobą, ale najwidoczniej inni uważali inaczej. Na szczęście nie obchodziły mnie ich opinie.
– Skończyłem z nią w chwili, kiedy zorientowałem się, jak Aleksander patrzy na śmierć swojego syna. Moja żałoba się zakończyła w tym samym momencie, kiedy zamieniałem Pascalisa w szwajcarski ser. A dzisiaj rano wyszedłem z łóżka tej aktorki, jak jej tam? Amber czy inna Anastazja. Ta, co grała w tym filmie o studentach. Zresztą dobrze wiesz, że nigdy nie byłem wstrzemięźliwy. Zapewne pieprzę się częściej niż ty i Hyde razem wzięci.
Theron parsknął śmiechem.
– Nie sądzę, ale nie o seks chodzi, idioto. – W wyobraźni widziałem, jak z poirytowaniem przewraca oczami. – Twoim rodzicom chodzi o wnuki, szczęśliwe rodzinne życie i te inne pierdoły.
No tak. Porządna dziewczyna z jeszcze porządniejszej greckiej rodziny, gromadka rozwrzeszczanych gówniarzy i niedzielne obiadki. Niedoczekanie.
– Ty też przeciwko mnie? – wytknąłem spokojnie.
– Nie, po prostu Leonid wierci mi dziurę w brzuchu, bo nie odbierasz od niego telefonów – wyjaśnił, a następnie dodał: – Ale uważam także, że powinieneś przestać żyć przeszłością. Czas na zmiany, Kyros. Chciałbym cię widzieć szczęśliwego.
Przestałem żyć przeszłością już dawno temu, a to, że nie chciałem z nikim się wiązać, nie miało nic wspólnego z Broke. Nie szukałem dla niej zastępstwa. Nasz związek trwał krótko, acz był bardzo intensywny i żywiłem do niej takie uczucia, jakich nie dane mi będzie zaznać ponownie, a nie chciałem się zadowalać byle czym.
– Pogodziłem się ze śmiercią swojej kobiety, choć była piękna, mądra i tak cholernie dobra.
Wszystkie emocje i wydarzenia z czasem zacierały się w mojej pamięci, ale fakty prezentowały się tak, że gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to bez wahania. Naprawdę trafił mi się diament, tymczasem ja straciłem go zdecydowanie zbyt szybko.
Prawie się nie sprzeczaliśmy, a dziewczyna dawała mi wytchnienie po każdym koszmarnym dniu.
– Christos, minęło sporo czasu – przypomniał, jakbym wcale o tym nie wiedział. – Jeśli wciąż nie zamierzasz nikogo do siebie dopuścić, twoje życie stanie się jedynie wegetacją. O ile już nią nie jest.
– Szczęśliwy żonkoś się odezwał. – Skrzywiłem się lekko na te słowa. Theron kiedyś sam korzystał z życia, obracał panienki, lecz teraz, kiedy został zaobrączkowany, chyba mu się wydawało, że wszyscy powinni żyć tak jak on. – Jest mi dobrze, do cholery! Przestańcie mi wmawiać, że wiecie, co dla mnie dobre. Mam spotkanie. Nie zawracaj mi tyłka.
Rozłączyłem się, a następnie rzuciłem telefon na skórzaną kanapę. Nikt nie rozumiał, że nie chciałem się wiązać z kimś, do kogo nie czułem zupełnie nic. Nie szukałem na siłę szczęścia ani kobiety. Po tym, co miałem z Broke, nie chciałem się zadowalać byle czym, miałbym wtedy moralniaka, wrażenie niedosytu. Nie chciałem tego. Przygodny seks mi w zupełności wystarczał. Jeśli kiedyś znajdę kobietę łagodną, czułą, o dobrym sercu, która nigdy nie podnosiła głosu ani nie potrafiła się kłócić, na pewno zaciągnę ją do ołtarza. W drugiej połówce szukałem słodyczy i dobra, nie sukowatości.
– Szefie. – Z zamyślenia wyrwał mnie Fokas.
– Czego? – burknąłem, chcąc wrócić do pisania e-maila.
– To nie była aktorka, tylko modelka, i nazywała się Antonella – przypomniał, na co kącik moich ust drgnął lekko.
– Chcesz mi powiedzieć, że wiesz lepiej ode mnie, kogo zerżnąłem? – sarknąłem, mrużąc oczy.
Mężczyzna spojrzał niepewnie we wsteczne lusterko.
– Ktoś musi się chociaż orientować.
No tak…
Christos
Środków ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli chciało się robić interesy z brazylijskim bossem narkotykowym, dlatego za moim samochodem jechało jeszcze trzech ochroniarzy w SUV-ach, a kilku zjawiło się na miejscu wcześniej, żeby zbadać teren i ustawić się w strategicznych punktach. Opuszczona stacja benzynowa mogła okazać się pułapką, ale Alejandro niczego nie kombinował. Przyjechał jednym autem ze swoimi gorylami, a moi ludzie nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń dotyczących naruszenia bezpieczeństwa.
Musiałem naprawdę uważać, aby nikomu się nie podłożyć. W tym świecie nie istniało coś takiego jak zaufanie, więc każdy potencjalny kontrahent mógłby próbować się mnie pozbyć.
Broń włożyłem za pasek spodni, jak zwykle zresztą. Nie ufałem nikomu z wyjątkiem Therona i własnego ojca, to się nigdy nie zmieni.
– Witaj, mój grecki przyjacielu. – Brazylijczyk podszedł bliżej, wyciągając dłoń na powitanie.
Zignorowałem gest, patrząc facetowi prosto w oczy. Wiedziałem, że gdyby tylko mógł i nie bał się konsekwencji, pozbyłby się mnie w tej samej chwili, ponieważ byłem jego konkurencją na rynku. Właził mi w tyłek za każdym razem, kiedy się widzieliśmy, bo musiał, aby nie spaść z drabiny wpływów.
– Nie jesteśmy przyjaciółmi, Vascez – stwierdziłem. – Chciałeś się spotkać, więc mów, o co chodzi.
– Mam propozycję – oznajmił, uśmiechając się lekko.
Zupełnie zignorował zniewagę. Doskonale wiedziałem, że mu zależało. Chciał poszerzyć horyzonty, dostać się na nowe i nieznane dotąd wody, a to mógł zrobić jedynie dzięki mnie i za moim pozwoleniem.
– Oferuję ci dziesięć milionów za zgodę na wejście na wasz rynek. Nie dałeś mi odpowiedzi.
– Mówiłem ci, że się odezwę, gdy podejmę decyzję. To irytujące, kiedy ktoś mnie ponagla.
Nie cierpiałem nacisków ani wywierania presji, natomiast w jego przypadku sytuacja wyglądała tak, że decyzję podjąłem już dawno, ale czekałem, aż Alejandro będzie zdesperowany i straci czujność. Planowałem go przetrzymać, aby później ugrać jak najwięcej dla siebie i swoich ludzi. Najwidoczniej podziałało, bo idiota nie wytrzymał nawet miesiąca, zanim poprosił o spotkanie.
– Mam nóż na gardle – wydusił. – Ludzie nie dostają kasy za produkcję, zaczynają się buntować. Jesteś moją ostatnią nadzieją, Christos, i nie zamierzam tego ukrywać.
Głupi błąd. Nigdy, kurwa, przenigdy nie powinien mi tego mówić. Podłożył się i nawet jeśli faktycznie wpadł w dołek, należało zachować pokerową twarz. Vascez musiał wiedzieć, że lubię pieniądze, a on właśnie je mi proponował.
Zamierzałem wykorzystać zdobytą wiedzę, zresztą jak zawsze. To biznes, nie zebranie armii zbawienia.
Ludzie Alejandro stali uzbrojeni obok auta, ale widziałem tylko trzy osoby. Dostrzegłem swoich snajperów na dachu budynku w oddali, gotowych do strzału w razie konieczności.
Od trzech dni szykowaliśmy się do tego spotkania i miałem nadzieję, że zakończy się ono bez niespodzianek.
– Nie pozwolę ci wejść na mój rynek bez żadnego nadzoru – odezwałem się, uważnie lustrując jego twarz.
Alejandro się cofnął. Dwa niewielkie kroki, ale to zachowanie mówiło więcej niż tysiąc słów. Skurwiel się bał. I dobrze.
– Źle mnie ostatnio zrozumiałeś, nigdy nie miałem nic przeciwko temu, abyś sprawdzał dokładnie, czym handluję – wyjaśnił szybko.
– Chciałeś zamydlić mi oczy kilkoma bańkami i sprzedawać gówno na moim terenie – przypomniałem.
– Przesadziłem z tą propozycją, ale zrozum, zamierzałem uratować interes – tłumaczył pośpiesznie. – Popełniłem błąd, ale nie skreślaj mnie. Weź mój towar, sprzedawaj go. To czysty zysk, bez produkcji i ludzi do opłacenia. Daję ci dziesięć baniek za to, że weźmiesz mój towar, a później od każdej tony odpalę ci duży procent.
Panika i desperacja biły od niego na milę, a to dla mnie dobra karta przetargowa.
– Dasz mi coś na próbę – postanowiłem.
– Oczywiście – potwierdził natychmiast.
– Wezmę od ciebie Rotenso i Asd – oznajmiłem. Te środki odurzające stały się dość znane w Stanach, a ich popularność rosła z każdym kolejnym miesiącem. – Reszta twojego towaru nie ma prawa tu wjechać, rozumiesz? A przynajmniej do czasu, kiedy go nie sprawdzimy.
Alejandro wyraźnie się rozluźnił. Nie sądził, że ugra cokolwiek, a chociaż chciałem go wysłać do diabła, nie mogłem przejść obojętnie obok czystego zysku.
– Rozumiem. – Vascez skinął ręką na jednego ze swoich ludzi, a ten ruszył do auta i wyciągnął z bagażnika czarną walizkę, a następnie podał ją szefowi.
Patrzyłem, jak Brazylijczyk kładzie ją na masce mojego wozu, a następnie otwiera.
– Tu są cztery miliony – poinformował.
Poczułem dreszcz irytacji wspinający się po kręgosłupie.
– Zabieraj to – warknąłem. – Skoro nie masz kasy, nie marnuj mojego czasu!
W przypływie złości wyciągnąłem broń, a następnie strzeliłem mu w udo. Jego ochrona natychmiast również sięgnęła po spluwy, ale dźwięk przeładowywanych karabinów dochodzący z dachu skutecznie powstrzymał ich przed dalszymi działaniami.
– Nie dałeś mi wytłumaczyć – jęknął Alejandro, przykładając dłoń do krwawiącej rany. – Pięć siedemset przyślę do ciebie razem z towarem!
– Brakuje trzystu patyków – zauważyłem, czując rosnącą w ekspresowym tempie furię.
– Dam ci coś w zamian!
– Wkurwiasz mnie! Przyjeżdżasz tu kompletnie nieprzygotowany!
– Chociaż rzuć okiem na to, co dla ciebie mam! – Ranny próbował utrzymać ciężar ciała na jednej nodze, opierając się o auto i jednocześnie kiwając głową na swojego człowieka. Ten podszedł do bagażnika ich wozu.
To mógł być podstęp, więc poruszyłem lekko dłonią za plecami, aby dać znać swoim ochroniarzom, by zachowali wzmożoną ostrożność.
Nie miałem pojęcia, co ten skurwiel kombinował. Ani co zaraz wyskoczy z tego bagażnika. Bez wahania wymierzyłem broń w tamtą stronę, upewniwszy się, że Fokas trzymał na muszce Vasceza. Jeśli to podstęp, przysięgam, że powybijam ich jak kaczki.
Ale to, co ukazało się moim oczom, kompletnie mnie zaskoczyło.
– Kurwa – wykrztusił Fokas.
Broń zadrżała w mojej dłoni, podobnie jak powieka, pod wpływem tego, co zobaczyłem.
Człowiek Alejandro trzymał za ramię drobną dziewczynę, sporo niższą od niego. Nie widziałem dokładnie twarzy kobiety, bo na głowę założono jej czarny worek związany na szyi. Niebieska sukienka powiewała na wietrze, odsłaniając zgrabne i opalone nogi. Szczupła i apetyczna sylwetka w połączeniu z krągłościami wywoływała we mnie różne grzeszne myśli. Porwana chwiała się na nogach jak trzcina na wietrze i gdyby nie potężne łapsko ochroniarza, pewnie natychmiast padłaby na ziemię.
Bez wątpienia Alejandro wiedział, jak wzbudzić moją ciekawość.
Skoro moim oczom ukazało się tak perfekcyjne ciało, czułem dreszcz ekscytacji na samą myśl, co zobaczę pod tym cholernym workiem. Idealne półkule piersi wyłaniały się zza dekoltu sukienki i niemal słyszałem, jak moi ludzie przełykali nerwowo ślinę.
Koń trojański…
– Co to, kurwa, ma być? – rzuciłem do Vasceza poirytowany. – Chcesz mi sprzedać kobietę?
Nie miałem pojęcia, że w swojej desperacji ten idiota posunąłby się do czegoś takiego. Najwidoczniej się pomyliłem.
– Nie byle jaką przyjacielu. To Słowianka. Towar pierwsza klasa. Dziewica – podkreślił, wymownie poruszając brwiami. – Mój lekarz ją badał. Zapłaciłem za nią trzysta tysięcy dolarów, ale oddam ci ją w prezencie i w ramach przeprosin, że się na dziś nie przygotowałem.
Przecież to, do diabła, nie wchodziło w grę. Wzięcie jej absolutnie kłóciło się z moimi zasadami i wartościami.
– Wiesz dobrze, że nie zajmuję się handlem żywym towarem – warknąłem, ale w tym samym momencie Alejandro kiwnął głową na faceta trzymającego kobietę za ramię, a ten szybkim ruchem ściągnął worek z jej głowy.
– O kurwa – jęknęli jednocześnie Fokas i Jorgos.
Obaj automatycznie postąpili krok do przodu, aby móc lepiej przyjrzeć się jeńcowi.
Jasne, falowane blond włosy rozsypały się na wszystkie strony. Część z nich spadła na plecy, część na ramiona, reszta zasłaniała twarz dziewczyny w błękitnej sukience. Alejandro podszedł do niej, kulejąc, a ta po raz kolejny się zachwiała, kiedy złapał garść jej kosmyków i pociągnął do tyłu.
Zmrużyła oczy, kiedy uderzyły w nie promienie słońca.
– I co? – zapytał, patrząc na mnie śmiało. – Nie chcesz takiego prezentu?
Pewność siebie biła od niego na milę. Zdawał sobie sprawę, jakiego asa chował w rękawie, i nic nie mogło zakłócić mu tej chwili. Miałem wrażenie, że zarówno ja, jak i Fokas na dłuższy moment zapomnieliśmy o oddychaniu.
Widziałem mnóstwo pięknych kobiet, ale ta tutaj…
Łabędzia szyja, delikatna skóra, która wiedziałem, że okaże się jedwabista w dotyku, no i twarz anioła. Rysy miała tak delikatne, że wydawała się wręcz eteryczna, nierealna. I kurewsko piękna. Wystające kości policzkowe, lekko zadarty nosek i pełne malinowe usta. Nigdy w życiu nie widziałem oczu o takiej barwie, w kształcie migdała. Ich błękit niemal porażał…
Poruszyła się, a wiatr rozwiał jej włosy, przez co zobaczyłem siniaka na jej żuchwie. Poczułem palącą złość mogącą znaleźć ujście w każdej chwili…
– Szefie, oddam ci te trzysta tysięcy – usłyszałem cichy głos Jorgosa. – Nie wiem, jak to zrobię, ale ci oddam.
Wiedziałem, że jakiekolwiek rękoczyny między nami nie mogły mieć teraz miejsca, więc postanowiłem zostawić to na później. Wydawało mi się, że czymś ją naćpał, bo stała posłusznie, niemal bez ruchu i dopiero po chwili przesunęła wzrokiem po zebranych.
Wiedziałem, że to nie prezent, że prędzej czy później Brazylijczyk przypomni mi o wartości podarunku.
Kobieta spojrzała najpierw na Jorgosa, zaszczyciła szybkim spojrzeniem Fokasa i skupiła się na mnie. Ta mała najwidoczniej wiedziała, kto tu rządził. Jej oczy, ta głębia błękitu wprost powalała. Dziewczyna patrzyła wprost na mnie, lekko zamglonym wzrokiem.
Przełknąłem, zastanawiając się, co dalej…
Przysięgam, miałem twardy orzech do zgryzienia.
– Dostała leki – wyjaśnił Vascez, wyraźnie zadowolony z mojego zainteresowania jeńcem i wrażenia, jakie wywarła na nas wszystkich. – Kopała i gryzła. Lubisz takie, Christos?
Nie, nie lubiłem.
Rzuciłem Alejandro spojrzenie pełne pogardy.
– Skąd ją wziąłeś? – zapytałem, patrząc mu w oczy.
Musiała mieć rodzinę, może nawet męża, chociaż jeśli ten Brazylijczyk mówił prawdę, to nie wchodziło w grę.
– Widzę, że nie do końca cię przekonałem.
Wyciągnął zza cholewki nóż.
– Zostaw ją – zareagowałem ostro, obawiając się, że chciał jej poderżnąć gardło, a to wydawało się ogromnym marnotrawstwem.
– Nic jej nie zrobię – zapewnił. – Zbyt wiele mnie kosztowała.
Alejandro rozciął górę jej sukienki, a następnie odrzucił ostrze i złapał materiał po obu stronach. Rozerwał go do samego dołu z taką siłą, że dziewczyna poleciała do przodu. Ochroniarz jednym szarpnięciem postawił ją do pionu, pomagając zedrzeć z niej błękitną kieckę, ponieważ ten postrzelony sukinsyn miał poważne problemy z utrzymaniem równowagi.
Poczułem palący gniew na to, co zrobił, musiałem jednak przyznać, że widok okazał się cholernie nieziemski. Jej ciało, podobnie jak twarz, było idealne. Długie, cholernie zgrabne nogi, które zobaczyłem w całej okazałości, płaski, ale nie przesadnie umięśniony brzuch i piersi… stała przed bagatela dziewiątką mężczyzn w samej czarnej koronkowej bieliźnie.
– Jest nietknięta, przysięgam.
Jego głos brzmiał niczym ten pochodzący z raju, namawiający do grzechu. A ta nieznajoma z pewnością okazałaby się tego warta. Już dawno nie czułem się w taki sposób, kiedy patrzyłem na kobiece ciało. Odnosiłem wrażenie, że w ciągu ułamka sekundy wszystko wywróciło się do góry nogami.
Poczułem złość, bo nawet gdyby jednak została „tknięta”, nie zasługiwała na takie traktowanie. Szanowałem przedstawicielki przeciwnej płci, nie używałem ich nigdy jako pionków w swojej grze.
I w tej samej chwili wydarzyło się coś, co zaważyło o wszystkim. Kiedy spojrzałem na jej twarz i zobaczyłem dwie duże łzy toczące się po policzkach, podjąłem decyzję, choć zdawałem sobie sprawę, że stało się to już wtedy, kiedy spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami.
Wiedziałem, że to złe, niemoralne, kompletnie szalone, ale nikt i nic nie mogło mnie już przed tym powstrzymać.
– Weź ją – zwróciłem się do Fokasa.
Zrobiłem to tylko dlatego, że Jorgos wydawał się zbyt napalony, a ja dzierżyłem broń, wolałem trzymać rękę na pulsie. Ściągnąłem marynarkę i podałem ją ochroniarzowi.
– Wiedziałem, że prezent ci się spodoba – odezwał się wyraźnie zadowolony Alejandro.
Fokas odebrał Słowiankę z rąk goryla, a następnie okrył ją moją marynarką. Kiedy poprawiał materiał na jej ramionach, kobieta ugryzła go w nadgarstek.
– Mała suka – warknął Brazylijczyk, a następnie uniósł dłoń, aby ją ukarać.
Wiedziałem, że mój człowiek go powstrzyma, wolałem jednak zrobić to osobiście. Fokas skrzywił się lekko, widziałem na jego skórze ślad krwi.
Ta mała z pewnością nie była najuleglejszą kobietą, jaką widzieliśmy w życiu…
– Nie dotykaj jej – rozkazałem, a Alejandro w ostatniej chwili opuścił rękę. – Ona należy do mnie, a ty nie dotkniesz mojej własności, jasne?
Mój człowiek, mimo zapewne bolesnego ugryzienia, przytrzymał ją, a następnie ruszył w stronę naszego wozu.
– Trzeba ją trochę ułożyć, ale będziesz zadowolony. To jak, dogadaliśmy się?
Jorgos zamknął walizkę leżącą na masce i wziął ją do ręki.
– Towar widzę w przyszłym miesiącu – postanowiłem, rozglądając się po otoczeniu. – Ma przypłynąć statkiem. Gdy sprzedam całość, dam znać i pojawisz się po pieniądze. Ale nie osobiście, rozumiesz? Nie chcę, aby ktokolwiek nas ze sobą powiązał.
– Wiedziałem, że jesteś człowiekiem interesu.
Bez pożegnania udałem się do SUV-a, do którego mój ochroniarz wsadził nieznajomą. Moi ludzie osłaniali tyły, dopóki nie wsiadłem do wozu. Odetchnąłem dopiero, kiedy auta ruszyły. Wtedy wyciągnąłem wodę z małej lodówki znajdującej się w podłokietniku i odkręciłem butelkę. Dziewczyna nadal nie spała, choć widziałem, że była na niezłym haju.
– Nie gryź, bo też ugryzę – uprzedziłem ją łagodnie. – Napij się, na pewno jesteś spragniona.
Kobieta z wahaniem przyjęła butelkę i pochłonęła wodę niemal duszkiem. Siedziała owinięta w moją marynarkę, zasłaniając całą górną część ciała, a ja na widoku nadal miałem jej piękne nogi. Nie spuszczała ze mnie uważnego spojrzenia, jakby się obawiała kolejnego mojego kroku. I miała rację. Nie należałem do miłych facetów.
– Jak ci na imię? – zagadnąłem po chwili.
– Alejandro wspomniał, że to Słowianka – odezwał się po dłuższej chwili Fokas. – Cokolwiek to znaczy, wygląda na to, że dziewczyna nie rozumie.
– Rozumie – zapewniłem, patrząc jej prosto w oczy. – Jak ci na imię? – powtórzyłem, tym razem ostrzej.
– Grace – padła cicha odpowiedź.
Głos miała melodyjny i drżący. Wabiący i podniecający.
Pieprzona wybuchowa mieszanka. Wyglądała idealnie i brzmiała równie doskonale. W takim razie gdzie tkwił haczyk?
– To nie słowiańskie imię – zauważyłem.
Jej akcent brzmiał znajomo… Miałem podejrzenia, że skurwiel kłamał.
– Jestem Kanadyjką – wyznała ze spokojem.
Podejrzewałem, że jej zachowanie wiązało się z gównem podanym jej przez Alejandro.
– I być może ten idiota nie tylko w tej kwestii cię okłamał.
Pojąłem w lot, co chciała mi przekazać.
– Pieprzyłaś się z nim? – zapytałem natychmiast, bo to przyszło mi do głowy jako pierwsze.
Nie miałem pojęcia, co mną kierowało, ale ta myśl wzbudziła moją wściekłość.
– Nie – zaprzeczyła, krzywiąc się z niesmakiem.
Nie wiedziałem dlaczego, ale jej wierzyłem, choć jej wcale nie znałem.
– Ile masz lat?
– Dwadzieścia dwa – rzuciła.
– Masz rodzinę?
Musiałem wiedzieć, czy ktoś jej będzie szukał…
– Nie.
– Świetnie.
– Zamierzasz mnie zatrzymać? – zapytała i ziewnęła przeciągle.
Parsknąłem śmiechem na to niedorzecznie głupie pytanie. Dziewczyna ani drgnęła, nie patrzyła już na mnie, głowa opadła jej na bok. Bez wątpienia walczyła z sennością.
– Jesteś sporo warta, aniołku – przypomniałem, patrząc na jej długie opalone nogi. – Masz taką sumę, żeby mi oddać?
– A jeśli mam? – rzuciła obojętnie, nie poświęcając mi przy tym większej uwagi.
– To nieistotne. Kupiłem cię i jesteś moja.
Kurwa, naprawdę to powiedziałem…
– Świetnie się składa. Nie posiadam takich pieniędzy.
Zauważyłem, że co chwilę Fokas zerkał we wsteczne lusterko. Rzuciłem mu mordercze spojrzenie. Idiota powinien skupić się na drodze, nie na niej.
Widziałem, jak dziewczyna zapada w sen, patrzyłem na jej piękny profil i przypominałem sobie, co radziłem Theronowi, kiedy prokuratorka straciła pamięć.
Podsunąłem mu, żeby wywiózł ją do Grecji i oszukiwał, podając się za jej narzeczonego. Proponowałem mu także, aby po prostu wziął sobie Nell, jeśli jej pragnął, bo życie jest zbyt krótkie i zbyt bolesne, żeby wzdychać do czegoś, czego nie można mieć. Od śmierci Broke kierowałem się właśnie taką zasadą, a ponieważ teraz chciałem tej małej blondynki, to po prostu sobie ją wezmę. I nic mnie nie powstrzyma.
Grace
Pierwsze, co poczułam zaraz po obudzeniu, to ekscytacja pomieszana z paniką, ale także radość, że nasz plan się powiódł. Kiedy powoli uchyliłam powieki, zorientowałam się, że Kyros uważnie mi się przyglądał.
Cóż, wcale się temu nie dziwiłam, zabrał mnie ze sobą i wpuścił do swojego życia, nie mając nawet pojęcia, w jakim celu się w nim pojawiłam.
Ciemnymi oczami uważnie śledził każdy mój ruch, każdy gest czy minę. Mogłam wyglądać na bezbronną i przerażoną kobietę, ale wcale taka nie byłam. Planowałam bazować właśnie na kontrastach, śledziłam Christosa wystarczająco długo, aby wiedzieć, że żadna kobieta nie potrafiła zrobić na nim wrażenia. Mnie mogło się to udać pod warunkiem, że wzbudzę w nim wystarczająco wiele emocji, aby się mną zainteresował, i właściwie już mi się to częściowo udało.
Kyros to ubrany w eleganckie garnitury, skory do przemocy bandyta, który na salonach odgrywał rolę dżentelmena. Miałam świadomość, do czego jest się w stanie posunąć, ale nie miałam już absolutnie nic do stracenia.
Ten koleś zapewne zawrócił w głowie wielu kobietom, wyglądał obłędnie i pachniał równie podniecająco, lecz miałam do wykonania misję, a ta absolutnie wykluczała jakąkolwiek fascynację tym facetem.
– I co ja mam z tobą zrobić? – mruknął sam do siebie, postanowiłam jednak udzielić mu odpowiedzi.
– Wypuścić – podsunęłam uprzejmie.
To, że nie kuliłam się przed nim ze strachu, na pewno go dziwiło. Miałam też nadzieję, że intrygowało…
– To nie wchodzi już w grę – zaprzeczył powoli.
Nie czułam się najlepiej, prochy nadal działały, powodując senność i lekkie otępienie. Myślałam, że nie podano mi aż tak dużej dawki, abym zasnęła przy swoim największym wrogu, ale jednak…
Nie miało to znaczenia, co mi zrobi i co dla mnie planuje, ponieważ już dawno postanowiłam, że poświęcę się w całości tej misji, bez względu na ryzyko czy też straty, jakie przyjdzie mi ponieść.
Odwróciłam wzrok i wbiłam go w boczną szybę, obserwując mijany krajobraz. Odetchnęłam z ulgą, rejestrując, że facet postanowił zabrać mnie do swojego domu. Świetnie, właśnie taki był plan.
Wiele miesięcy temu postawiłam wszystko na jedną kartę i chociaż Kyros mnie przerażał, to istniały rzeczy o wiele ważniejsze od strachu.
Od wielu lat to właśnie Grecy sprawowali władzę w kraju, wyrzucając Włochów na boczne tory i sprawiając, że zupełnie przestali się liczyć w przemyśle zbrojeniowym i narkotykowym. Byli jeszcze Ruscy, może ciut bardziej sprytni i przedsiębiorczy niż Włosi, ale to nie stanowiło poważnego problemu dla tego mężczyzny. W chwili, gdy Theron Pascalis przeniósł się na stary kontynent, to Kyros przejął stery. I ściśle współpracował z Reidem Hyde’em. Następna potęga, tym razem Nowojorczyk z krwi i kości. Nie miałam pojęcia, co się wydarzyło, że postanowili zakopać topór wojenny.
Kiedy auto powoli wjechało za żelazną bramę i potoczyło się podjazdem, dostrzegłam ogromną rezydencję. Budynek miał dwa piętra i został zbudowany z czerwonej cegły. Na dziedzińcu dumnie piętrzyła się fontanna, a rośliny zdobiące front domu musiały kosztować majątek. Zapewne wydanie sporej sumy, aby mnie kupić, nie nadszarpnęło jego budżetu.
– Wysiadaj.
Dopiero teraz zorientowałam się, że drzwi po mojej stronie zostały otwarte, a obok nich stał Kyros. Przygryzłam dolną wargę, w myślach wyrzucając sobie, że zgodziłam się na podanie mi jakichkolwiek leków. Gdyby nie one, byłabym w zupełnie innym stanie. Musiałam jednak wypaść wiarygodnie, a to, jak widać, przyniosło efekt, bo zostałam wpuszczona do świata tego pieprzonego Greka.
– A co, jeśli nie zechcę? – zapytałam zaczepnie.
Uniósł brew w zdziwieniu, jakby kompletnie zaskoczony tym, że ktokolwiek ośmielił mu się przeciwstawić. I to właśnie te kontrasty, na których miałam zamiar bazować. Zupełnie coś innego niż to, do czego został przyzwyczajony.
– Wkurwiasz mnie, mała. – Nachylił się nade mną tak, że nasze nosy niemal się stykały. – A to nie wróży dla ciebie niczego dobrego.
– Ach tak, czyli powinnam się bać.
W tej samej chwili złapał mnie za ramię, a następnie wyciągnął z samochodu. Stanęłam przed nim, dumnie spoglądając temu wielkoludowi w oczy. Jeśli myślał, że się go przestraszyłam, to tkwił w grubym błędzie.
– Pójdziesz na górę jak grzeczna dziewczynka – szepnął mi wprost do ucha. – I jeśli wykonasz polecenie, pozwolę ci zachować moją marynarkę do czasu, aż nie znajdziesz się w sypialni.
Dopiero teraz doszło do mnie, że oprócz bielizny miałam na sobie jedynie to, czym zechciał się podzielić. Mężczyzna na dowód swoich słów spojrzał wymownie na kręcących się w pobliżu kolesi, a następnie na moją twarz, unosząc lekko brew.
Kyros zapewne nie spodziewał się przeciwnika takiego kalibru. Jeśli myślał, że się wystraszę, okropnie się mylił. Doszłam już w życiu do takiego momentu, kiedy nie obawiałam się nikogo ani niczego, bo nie dało mi się już niczego odebrać, niczego pozbawić. Nie miałam absolutnie nic do stracenia i Alejandro twierdził, że to właśnie mój największy atut. Więc teraz właśnie nim grałam.
– Zabierz tę łapę – zażądałam i skrzywiłam się z obrzydzeniem, zerkając na jego dłoń na swoim ramieniu.
– Fokas, odprowadzisz ją do niebieskiej sypialni.
– Nigdzie nie pójdę – zaprotestowałam, unosząc wysoko podbródek. – Handel ludźmi jest nielegalny. Jeśli natychmiast mnie nie uwolnisz, to…
– To co? – zapytał spokojnie, a kiedy nie odpowiedziałam, odezwał się ponownie: – To co, Grace? Uderzysz mnie? Ugryziesz? Zapominasz chyba, w jakim położeniu się znalazłaś, waleczna tygrysico.
Doskonale zdawałam sobie sprawę ze swojej sytuacji, sama dążyłam do tego, aby wylądować właśnie w tym miejscu, a ten idiota niedługo to zrozumie.
Postanowiłam mimo wszystko trzymać się wcześniej ustalonego planu.
Patrząc Christosowi prosto w oczy, powoli zsunęłam z ramion jego marynarkę, a następnie rzuciłam mu ją pod nogi.
– Weź ją sobie – parsknęłam, a następnie odwróciłam się w kierunku domu. Spojrzałam jeszcze przez ramię na kolesia, który towarzyszył temu potworowi. – Prowadź, Fokas.
W tym momencie ogromnie ciekawił mnie wyraz twarzy Kyrosa, ale postanowiłam nie uraczyć go nawet przelotnym spojrzeniem, czym okazałam mu kompletny brak zainteresowania.
Czułam jednak, że na mnie patrzył, kiedy wchodziłam po schodach, pozostali mężczyźni również się gapili. Znajdowałam się gdzieś w połowie stopni, kiedy Fokas się ze mną zrównał, a następnie otworzył mi drzwi wejściowe.
Właśnie bez skrępowania paradowałam w samej bieliźnie przed stadem facetów, nie potrafiąc uwierzyć, że naprawdę posunęłam się do czegoś takiego.
Śmierdziałam desperacją na milę…
Ostatnie tygodnie okazały się koszmarnie trudne, a wyczerpanie już dawało o sobie znać. Czułam, że lada moment odpłynę i obudzę się następnej wiosny.
Musiałam przyznać, że od progu wnętrze zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Znalazłam się w przestronnym holu, a na jego końcu dostrzegłam dwuskrzydłowe schody, z tarasem na górze i zdobnymi barierkami. Zieleń, złoto i brąz, połączenie tych kolorów wydawało się perfekcyjne. Nawet waza stojąca na niewielkim brązowym stoliku pasowała tu idealnie. Ciekawiło mnie, jak wyglądała reszta domu, skoro na samym początku ogarnął mnie zachwyt.
– O matko! Co tu się dzieje?
Naprzeciwko pojawiła się pulchna siwowłosa kobieta, w kompletnym osłupieniu spoglądała to na mnie, to na towarzyszącego mi mężczyznę. Dopiero teraz poczułam wstyd na samą myśl, że miałam na sobie jedynie czarną koronkową bieliznę i buty na koturnie…
Jednocześnie odniosłam wrażenie, że teraz wsparcie może okazać się dla mnie nieocenione.
– Dzień dobry – przywitałam się, robiąc wszystko, aby w oczach stanęły mi łzy. – Mam na imię Grace i zostałam kupiona za trzysta tysięcy dolarów!
Szok i niedowierzanie na jej twarzy powiedziały mi więcej niż tysiąc słów.
– Grace!
Odwróciłam się gwałtownie i dostrzegłam stojącego w drzwiach Christosa. Nie wyglądał na zadowolonego.
– To właśnie on mnie kupił – wyjaśniłam ze spokojem, wskazując palcem ciemnowłosego Greka. – Zostałam pozbawiona odzieży, godności i możliwości podejmowania decyzji. Podano mi silne środki, a także bito. Proszę coś z tym zrobić, nie może pani biernie przyglądać się cierpieniu innych.
– Zabierz ją na górę! – polecił mój oprawca.
Fokas nie zdążył jeszcze nawet drgnąć, a ja już ruszyłam w stronę tych fascynujących schodów. Usłyszałam za sobą kroki, ale nie odwracałam się za siebie.
– Jestem kompletnie zaskoczona. Co ci strzeliło do głowy? – usłyszałam jeszcze głos starszej pani, zanim ochroniarz poprowadził mnie długim korytarzem w kierunku sypialni na piętrze.
Ich kontakty musiały być bardzo zażyłe, skoro pozwalała sobie na taki ton.
Przygotowywałam się na wszystko, od lochu po piwnicę, jednak z tego, co zdążyłam się już dowiedzieć o tym kolesiu, wynikało, że kobiety traktował dobrze. Nie należał do łagodnych ludzi, miał krew na rękach i wiele istnień na sumieniu, ale tego jednego nie można było mu odebrać. Nawet gdyby okazało się inaczej, musiałam wykonać swoją misję, zadbać, aby sprawiedliwości stało się zadość.
Kiedy ochroniarz otworzył przede mną drzwi, przełknęłam głośno ślinę. Nigdy nie spałam w takich warunkach, nigdy nie widziałam takiego luksusu na własne oczy, oglądałam go tylko w reklamach czy różnych magazynach. Prowadziłam skromne życie, a ostatnie lata pracowałam w pocie czoła, żeby utrzymać siebie i mamę.
Mężczyzna zamknął za mną drzwi, usłyszałam szczęk klucza w zamku, ale nie przeraziło mnie to. Wiedziałam, że na początku z pewnością nie pozwolą mi poruszać się bez nadzoru po tym pałacu. Postanowiłam więc rozeznać się w sytuacji i sprawdzić nowe warunki mieszkaniowe.
Pokój okazał się ogromny, z garderobą, wyjściem na balkon, wielkim łóżkiem i dużą łazienką z prysznicem i wanną, w której chyba dałoby się pływać.
Miękkość materaca oraz gładkość tych wszystkich tkanin zapierała dech w piersi. Telewizor wiszący naprzeciwko łóżka miał chyba wymiary kinowe.
Miałam tylko nadzieję, że Kyros nie postanowi mnie nigdzie odesłać. Musiałam zostać tutaj, aby zrealizować swój plan.
Kiedy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi mojego więzienia, gwałtownie się odwróciłam. Na szczęście w progu pojawiła się kobieta, spotkana wcześniej. W jej oczach dostrzegłam współczucie i troskę, a w ręce papierową torbę dość sporych rozmiarów.
– To ubrania dla ciebie – wyjaśniła, stawiając ją na podłodze. – Niedawno przywiozła to asystentka Christosa i zastanawiałam się po co. Ale teraz już wiem. Jak się czujesz?
– Bywało lepiej. – Wzruszyłam bezradnie ramionami. Czułam, że zyskam w niej oparcie, że pomoże mi załatwić wiele rzeczy. Jej głos się tu liczył i wyraźnie się o mnie martwiła. – Dziękuję pani… za pomoc.
– Mów mi Helen – odparła, posyłając mi lekki uśmiech. – Christos oczekuje cię na kolacji za dwie godziny.
Kolacji? Serio? Więc całkiem możliwe, że Alejandro miał rację i ten facet się mną zainteresował.
– Nie zejdę – szepnęłam, a następnie dodałam: – Boję się.
Ta ściema roku wywołała na twarzy kobiety zmartwienie, przez co poczułam wyrzuty sumienia. Pojawiłam się tu w określonym celu i musiałam go zrealizować, nie oglądając się za siebie.
– Christos nie jest potworem – zapewniła, uśmiechając się pokrzepiająco.
Z jej oczu biła dobroć i zamierzałam to wykorzystać. Potrzebowałam sojusznika w tej jaskini zła.
– No może dla swoich wrogów, ale ty nim nie jesteś, prawda?
– Kupił mnie. – Na potrzeby tej rozmowy uroniłam łzę. – Nie wiem, jakie ma zamiary…
– Nie wyrządzi ci krzywdy – zapewniła, a ja poczułam, że nie rzucała słów na wiatr. – Ale to twardy mężczyzna i musisz o tym pamiętać. Jeśli okażesz nieposłuszeństwo, będziesz gryźć, nikt ci nie pomoże. Weź prysznic i odpocznij. Wszystko dobrze się skończy.
Patrzyłam, jak staruszka opuszcza pokój, a następnie postanowiłam skorzystać z jej rady i udałam się do łazienki, aby zmyć z siebie cały brud tego dnia i silne emocje. Miałam spięte mięśnie i wszystko cholernie mnie bolało od długiej jazdy w bagażniku.
Skórę szpeciło mi kilka naprawdę paskudnych siniaków, co zapewne dostrzegł Kyros. Pozbyto się mojej sukienki właśnie dlatego, że miał to zobaczyć…
Ciuchy pasowały idealnie. Wybrano skromną bieliznę, ale wykonaną z najlepszego materiału, tak jak niebieską sukienkę na cienkich ramiączkach sięgającą do kolan.
Zdecydowałam się nie suszyć włosów, po prostu je rozczesałam, a następnie ułożyłam się w chłodnej pościeli, aby odpocząć przed kolejną konfrontacją z Kyrosem. Ostatnich kilka tygodni okazało się naprawdę trudnych, więc każda minuta snu była dla mnie na wagę złota.
Zasnęłam z mocnym postanowieniem udowodnienia Christosowi, że trzysta tysięcy to i tak niewygórowana cena za moje zacne towarzystwo.
