Arytmia 2 - Joanna Chwistek - ebook
NOWOŚĆ

Arytmia 2 ebook

Joanna Chwistek

0,0

66 osób interesuje się tą książką

Opis

Spin-off powieści Prześladowca oraz Arytmia!

Dwudziestosześcioletnia Alessia Bryant, córka lekarki i właściciela hotelarskiego imperium, postanowiła pójść w ślady matki i związać swoje życie z medycyną. 

Dziewczyna jednak ma ambicję, żeby wejść do tego świata z czystą kartą, bez koneksji i powiązań z osiągnięciami matki. Chce sama zapracować na własną renomę i zostać cenionym chirurgiem. 

Z tego powodu postanawia zatrudnić się w klinice należącej do Erin i Christiana Collinsów. Właścicielka jest wyraźnie oczarowana Alessią, ale jej mąż ma sporo uwag co do jej osoby. Finalnie mimo wszystko panna Bryant zostaje przyjęta.

Gdy po rozmowie kwalifikacyjnej dziewczyna wychodzi ze szpitala, niemal wpada pod koła motocykla, i nie szczędzi jego kierowcy mocnych słów, przekonana, że niemal stała się ofiarą niebezpiecznego incydentu. 

Podczas pierwszego dnia pracy okazuje się, że ten ktoś, kogo nazwała dawcą organów oraz zagroziła mu lewatywą, to syn właścicieli i zarazem szef oddziału chirurgii, z którym będzie musiała pracować…

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.

 

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 406

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Joanna Chwistek

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Karina Przybylik, Kamila Grotowska, Aleksandra Płotka

Skład i łamanie: Michał Swędrowski

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-746-3 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

1

Alessia

Miarowe stukanie palcami w klawiaturę w przyjemny sposób koiło moje nerwy, chociaż sytuacja nie napawała optymizmem. Siedząca za kontuarem kobieta, kompletnie skupiona na pracy, nie zwracała na mnie uwagi, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że znajdowałam się w pewnej odległości od niej. Zaanonsowała mnie kilkanaście minut temu i na tym właściwie zakończyła się jej rola.

Niemal zachichotałam na samą myśl, jak bardzo musiałam walczyć o to spotkanie i jakich środków użyć, aby do niego doszło. Oczywiście wszystko w tajemnicy przed rodzicami, którzy dowiedzą się o wszystkim po fakcie.

Nagle rozbrzmiał dźwięk interkomu, a następnie siedząca w recepcji asystentka zwróciła się do mnie:

– Państwo Collins czekają.

Dreszcz ekscytacji przebiegł mi po kręgosłupie, a gdy wstawałam z miejsca, zapomniałam o torebce spoczywającej na moich kolanach, więc ta dosłownie sekundę później znalazła się na podłodze. Na szczęście oprócz błyszczyka do ust cała jej zawartość pozostała na miejscu. Szybko sięgnęłam po toczący się po kaflach przedmiot i wzięłam uspokajający oddech.

– Skup się, Alessia – upomniałam się.

Moją nerwowość dało się całkowicie uzasadnić, zważywszy na to, jak mocno zależało mi na tym, aby wywrzeć dobre wrażenie. Jeśli mi się nie uda, moja rezydentura skończy się dokładnie w ten sam sposób, co zajęcia kliniczne, a tego nie chciałam za nic w świecie.

Powoli ruszyłam w kierunku drzwi, nie mając pojęcia, czego mogę się tak naprawdę spodziewać. Zanim zapukałam, poprawiłam jeszcze nieistniejące zagniecenia na ołówkowej spódnicy.

– Do dzieła – ponownie dodałam sobie otuchy, a następnie zastukałam lekko trzy razy.

– Proszę!

Nacisnęłam klamkę i przestąpiłam próg gabinetu, gotowa na spotkanie z przeznaczeniem. Spodziewałam się dosłownie wszystkiego, ale nie tego, że zostanę powitana uśmiechem.

Kobieta siedząca za biurkiem przypatrywała mi się z autentycznym zainteresowaniem i czymś w rodzaju matczynej pobłażliwości, natomiast mężczyzna stojący za jej fotelem nie wyglądał na zadowolonego. Samym spojrzeniem dawał do zrozumienia, że marnowałam ich cenny czas.

Nawet jeśli Los Angeles to spore miasto, nie dało się nie słyszeć o słynnym Christianie Collinsie, który na sali operacyjnej stoczył niejedną walkę o życie pacjentów. Autor wielu artykułów naukowych i najbardziej utytułowany kardiochirurg w tej części kraju. Tak samo znana jest jego żona podbijająca serca wielu małych pacjentów. Oboje mieli już swoje lata, ale nadal nieźle się prezentowali i do niedawna pracowali w pełnym wymiarze godzin, ale z tego, co słyszałam, ostatnio znacznie ograniczyli działalność, stawiając na odpoczynek i spędzanie czasu z rodziną.

– Proszę, siadaj. – Kobieta wskazała mi krzesło stojące naprzeciwko biurka, a ja natychmiast spełniłam tę prośbę, zajmując miejsce. – Napijesz się czegoś?

Przysięgam, nie potrafiłabym jej niczego odmówić…

– Jeśli można, to wody.

Po minie mężczyzny wnioskowałam, że najchętniej wykopałby mnie za drzwi, ale w tej samej chwili żona spojrzała na niego, a ten bez szemrania ruszył w stronę niewielkiego barku.

– Alessia Bryant – odezwała się pani Collins, trzymając w dłoni teczkę z moimi dokumentami. Ich skan musiałam dostarczyć przed naszym spotkaniem. – Jesteś spokrewniona z Angelą i Matthew, prawda?

Nieśmiało skinęłam głową. Przysięgam, że ta babka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Siedziała sobie za biurkiem, emanując tym majestatem, a jednocześnie okazała się tak przyjazna i ludzka, że nie potrafiłam oderwać od niej wzroku.

– Tak – przyznałam.

– I gdyby nie oni, nie byłoby cię tu dzisiaj – mruknął mężczyzna, stawiając przede mną szklankę z wodą. – Co cię tak bawi? – Zmrużył oczy, przyglądając mi się badawczo, kiedy zupełnie wbrew woli z ust wydobył mi się cichy śmiech.

– Nic, przepraszam, ale tak reaguję na silny stres – wytłumaczyłam pośpiesznie, sięgając po szkło, a następnie upiłam niewielki łyk.

– Nie powinnaś się denerwować, drogie dziecko. – Pani Erin musnęła delikatną dłonią moją rękę w geście otuchy i naprawdę bardzo mi to pomogło. – A ty, Christian, nie stój tak nad tą biedną dziewczyną, tylko siadaj. To ma być przyjemna rozmowa, a nie przesłuchanie.

Odetchnęłam z ulgą, kiedy ten wielkolud zajął miejsce obok żony. Jakiś czas temu w moje ręce trafiły ich zdjęcia z młodości i przysięgam, że oboje mieliby ogromne szanse w zdobyciu tytułu miss i mistera tego kraju.

Musiałam się skupić, żeby dobrze wypaść przed tą dwójką, w przeciwnym razie zostanę zmuszona, aby szukać innych rozwiązań, a tego bardzo nie chciałam. Dzięki cioci Angeli i wujkowi Matthew otrzymałam szansę na to spotkanie i nie planowałam jej zmarnować.

Ciotka poślubiła jednak kogoś, kto bezgranicznie ją kochał i wszystkiego dorobił się sam, zaczynając od małego zakładu mechanicznego. Z tego, co słyszałam, połączyło ich naprawdę wielkie uczucie i nie zdołał go stłamsić nawet mój ojciec, chociaż mocno się starał.

Cała moja rodzina pochodziła z Savannah, ale zanim jeszcze zaczęłam szkołę, przeprowadziliśmy się na Zachodnie Wybrzeże. Dziadek i ojciec uznali, że czas na podbój tamtej części kraju, gdzie istniały doskonałe warunki, aby jeszcze wzmocnić potęgę imperium hotelarskiego.

Mama bez trudu znalazła pracę w nowym miejscu, a niecałe pół roku później naszym śladem ruszyli także wuj i ciotka, chcąc być blisko nas.

Kiedy opowiedziałam wujkowi o swoim problemie, ten obiecał wstawić się za mną, ponieważ, jak się okazało, znał państwa Collins, bo oddawali do jego warsztatu motocykle i auta, a Erin wielokrotnie leczyła mojego kuzyna Juliana, kiedy ten był jeszcze mały.

– No więc, Alessio…

– Przyjaciele mówią do mnie Less – przerwałam jej szybko, na co uniosła lekko brew, jednak błysk w jej niebieskich oczach wyraźnie mówił, że moje zachowanie jej nie zgorszyło.

– No więc, Less – kontynuowała, kładąc dłoń na przedramieniu męża, na co teatralnie przewrócił oczami. – Tutaj – wskazała na moje dokumenty – mogę przeczytać wiele ciekawych rzeczy. Miałaś świetne oceny, prowadziłaś wykłady dla studentów pierwszego roku, wygrałaś kilka konkursów, przepracowałaś wiele godzin jako wolontariuszka w szpitalu i… – Zerknęła na mnie znad dokumentów, a na jej twarzy odmalowało się zdziwienie. – Prawie wyrzucono cię z liceum za udział w nielegalnych wyścigach?

To ciągnęło się za mną przez wiele lat i miałam świadomość, że ta sytuacja zostanie wywleczona przy każdej lepszej okazji. Na szczęście z tego doświadczenia wyciągnęłam wnioski i teraz stałam się już o wiele mądrzejsza.

– Prawie, bo dziadek zapłacił, aby mnie mimo wszystko nie wyrzucili, a co najważniejsze, aby ojciec się nie dowiedział.

Nie musiałam patrzeć w stronę Collinsa, aby wyczuć wiszącą w powietrzu dezaprobatę. Nie sądziłam, że Erin zamierza tak głęboko grzebać w mojej przeszłości.

– Jeździsz motocyklem?

– Niestety nie – odparłam i dostrzegłam w jej oczach autentyczny żal.

– W porządku… Och, tu napisano, że podczas ostatniego roku studiów…

– Tak, zamknęłam w auli jednego z wykładowców, ponieważ ten pozwalał sobie na niewybredne żarty pod adresem moim oraz moich koleżanek i nie poniósł żadnych konsekwencji – weszłam jej w słowo, planując wyjaśnić wszystko raz a porządnie. – I tak, impreza, którą organizowałam i za którą brałam pełną odpowiedzialność, wymknęła się nieco spod kontroli… – Tym razem postanowiłam uprzedzić fakty i zawczasu poinformować ich, co wydarzyło się kilka tygodni później.

– Nieco? – odezwał się Christian, łypiąc na mnie karcącym spojrzeniem. – Doszło do pożaru i…

– Nie z mojej winy. Instalacja okazała się niesprawna. – Nie uwierzył i wydawało mi się, że czegokolwiek bym nie powiedziała, w oczach tego mężczyzny i tak stałam na przegranej pozycji. – Wiem, że to nie wygląda najlepiej…

– To wygląda bardzo kiepsko, dziewczyno – sprostował Collins.

Miałam ochotę po prostu wyjść, ale nie mogłam tego zrobić. Musiałam zaryzykować.

– Jeśli skupimy się na moich wynikach w nauce, zdolnościach i innych osiągnięciach, tamte drobne potknięcia przestaną mieć znaczenie.

– Drobne potknięcia? – parsknął cicho.

Ten facet zdecydowanie za mną nie przepadał, chociaż widział mnie od pięciu minut. Dlaczego miałam wrażenie, że był na nie, zanim jeszcze tu weszłam.

– W naszym zawodzie nie ma miejsca na drobne potknięcia, Alessio – dodał.

Pierwszy raz zwrócił się do mnie po imieniu, a ja odniosłam wrażenie, że zostałam skarcona.

– Jeśli spojrzy pan w moje papiery, dowie się pan, że w swoich obowiązkach nigdy się nie potknęłam – zauważyłam, dumnie unosząc podbródek. – Jako pierwsza dostałam szansę, aby asystować przy operacji, trafnie diagnozowałam powierzane mi przypadki, a mój opiekun miał na mój temat dobre zdanie.

– Tak się składa, że znam twojego opiekuna – burknął. – Twierdzi, że za dużo gadasz.

Do diabła, wiedziałam, że sporo na mnie mieli, ale kiedy już się tu znalazłam, nie mogłam się poddać!

– Tak, wiem, może nie jestem najlepszym człowiekiem, ale staram się nim stać – odezwałam się pełnym emocji głosem. – W tym świecie ideałów otaczających nas z każdej strony ma pan do czynienia z najmniej idealną istotą, ale staram się każdego dnia. I wiem, że będę doskonałą lekarką, potrzebuję jedynie szansy! Drobne wady nie powinny przekreślać mojej kariery, powinnam otrzymać przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł. Uważam, że na to zasługuję.

– Jestem podobnego zdania. – Pani Collins posłała mi pokrzepiający uśmiech i wyglądało na to, że ona podjęła już decyzję. – Powiedz mi, skarbie, dlaczego chcesz rozwijać skrzydła właśnie u nas?

A więc jednak padło takie pytanie… Miałam wybór: albo skłamać, albo wyznać prawdę… Postawiłam na to drugie.

– Tylko tutaj nie sięgają macki moich rodziców – wyznałam z brutalną szczerością. – We wszystkich szpitalach, w których chciałam zrobić rezydenturę, mama ma przyjaciół.

– I co w tym złego? – zainteresowała się, chociaż w jej oczach dostrzegłam błysk zrozumienia.

– Dostałam tego przedsmak podczas zajęć klinicznych – odparłam. – I nie chcę doświadczać tego nigdy więcej. Po pierwsze z racji znajomości wykładowców z rodzicami byłam inaczej traktowana. Lepiej – zaznaczyłam, w razie gdyby nie zrozumieli. – Miałam najlżejsze obowiązki, najmniej pracy, a ta choler… Przepraszam, jestem zdenerwowana.

– Nie szkodzi, kontynuuj – zachęciła.

– A ta taryfa ulgowa zaczęła mnie przytłaczać – wyjaśniłam. – W dodatku spotykałam w naszym domu lekarzy, piłam z nimi szampana, a na drugi dzień mieliśmy razem pracować. Nie podobało mi się także to, że rodzice mieli wiedzę absolutną na temat moich postępów, wyników czy kłopotów związanych z pracą.

Nie chciałam nawet wspominać o tym, co się stało, gdy jeden z rezydentów zaczął się do mnie przystawiać. Ojciec czekał na niego pod szpitalem, na szczęście siostra w porę doniosła mi o planach Declana i zdążyłam ostrzec nieszczęśnika, a ten ewakuował się tylnymi drzwiami. Później mama zajęła się ojcem, wybijając mu z głowy te durne pomysły, niesmak jednak pozostał.

– Chcę pracować, rozwijać się, uczyć – odezwałam się po chwili, nie mogąc znieść przedłużającej się ciszy. – Na uczciwych warunkach, bez obaw, że to, co dostanę, zostanie mi darowane przez to, kim jestem, a nie za zasługi.

Kobieta kiwnęła głową, okazując tym samym zrozumienie. Collins za to wbił wzrok w białą teczkę, jakby zamyślony.

– Czas na złożenie dokumentów dawno minął – zauważyła.

– Wiem, ale postanowiłam zaryzykować – wyjaśniłam. – Wcześniej… po prostu, musiałam dorosnąć do tej decyzji. Okoliczności także nie okazały się sprzyjające.

– A teraz okoliczności ci sprzyjają? – zagadnął Collins, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.

Nawet jeśli dało się odczuć, że facet był przeciwko mnie, to odnosiłam wrażenie, że mogę liczyć na sprawiedliwe traktowanie. Jeśli chodziło o siedzącą naprzeciwko kobietę, wydawało mi się, że czeka na każde moje słowo jak na zbawienie, że w dziwny i pokręcony sposób zawalczy o mnie w starciu z mężem…

– W zeszłym roku moi rodzice przenieśli się do Nowego Jorku. – Kochałam ich ponad życie, lecz doceniałam przestrzeń, jaką pozostawiło za sobą zniknięcie ojca. – Uważam, że lepsze okoliczności już nigdy się nie nadarzą.

Zapewne musieli uważać mnie za ostatnią kretynkę, natomiast nie znali Declana Bryanta i nie mieli pojęcia, do czego mógłby się posunąć, aby chronić swoją rodzinę. Chociaż w moim odczuciu żadna z nas – ani matka, ani ja i moja siostra – tej ochrony nie potrzebowała.

Ava, młodsza ode mnie o pięć lat, studiowała właśnie w Filadelfii i nie do końca podobał jej się fakt, że rodzice znajdą się tak blisko niej. Prawdę mówiąc, to ja przetarłam jej wszystkie szlaki, jako pierworodna miałam zawsze pod górkę.

I chociaż mogłam studiować gdzie indziej, wybrałam uniwersytet w Los Angeles, ponieważ ojciec kompletnie by zbzikował, gdybym znalazła się zbyt daleko od niego. Pod tym względem siostra miała łatwiej albo okazała się bardzo waleczna i mocno uparta. Już od dwóch lat mieszkała w Filadelfii, dokąd się wyprowadziła, aby studiować chemię.

Nie chciałam tak drastycznie uciekać spod ich skrzydeł, bardzo kochałam rodziców, ale dziadkowie oraz ciotka i wujek przekonali mnie, że nie ma nic złego w stawianiu samodzielnych kroków w miejscach, gdzie nie ma przyjaciół ani rodziny. Postanowiłam więc iść za ciosem.

– Zgadzam się. – Z zamyślenia wyrwał mnie kobiecy głos.

– Skarbie…

– Poważnie? – Niemal podskoczyłam w miejscu, nie przejmując się zupełnie protestami mężczyzny.

Wszyscy znajdujący się w tym gabinecie doskonale wiedzieli, do kogo należało ostatnie zdanie.

– Zostajesz przyjęta. – Posłała mi szeroki uśmiech.

– Erin, powinniśmy porozmawiać i…

Kobieta musnęła dłonią policzek męża, a ten natychmiast zamilkł.

– Zaufaj mi, dobrze? – szepnęła, patrząc mu prosto w oczy.

Niemal czułam przeskakujące między nimi iskry; to, jak na siebie patrzyli, sprawiało, że dostawałam dreszczy. Poczułam się jak intruz, kiedy przez dłuższą chwilę nie odrywali od siebie wzroku. W tej samej sekundzie Collins ujął dłoń żony i ucałował jej przegub.

– Jak sobie życzysz.

Urobiła go! Do diabła, zrobiła to jednym cholernym spojrzeniem i dotykiem! Nie miałam pojęcia, czy kiedykolwiek się zakocham i spotkam na swojej drodze odpowiedniego faceta, ale jeśli tak się stanie, bez wątpienia chciałam dokładnie tego samego, co miała Erin Collins!

W końcu oboje przypomnieli sobie o mojej obecności. Lekarka zamknęła teczkę, a następnie wsunęła ją do szuflady biurka.

– Zaczynasz od poniedziałku – poinformowała, gładząc delikatnie dłoń męża. – Trafisz w najlepsze z możliwych rąk, Alessia – zapewniła. – Dostaniesz możliwość, by uczyć się od najlepszego chirurga, jakiego znam.

– Miej go, Panie, w opiece – burknął Collins.

– Cudownie, bardzo dziękuję, nie macie państwo pojęcia, jak się cieszę.

Gwałtownie wstałam z miejsca, a po szybkim uściśnięciu dłoni właścicieli opuściłam gabinet i minęłam nadal zawzięcie stukającą w klawiaturę sekretarkę.

Cała drżałam z ekscytacji, w pośpiechu próbowałam wyciągnąć z torebki telefon, chociaż spora liczba znajdujących się w środku rzeczy mocno to utrudniała. W końcu jednak wydobyłam smartfon i niemal natychmiast wybrałam numer siostry.

Odebrała po trzecim sygnale.

– Jezu, dlaczego dzwonisz do mnie o tak nieludzkiej godzinie? – mruknęła sennym głosem. – Zaraz, chwilę, miałaś rozmowę i…

– I dostałam się – przerwałam jej, piszcząc do słuchawki. – Nie sądziłam, że to się uda, bo zapewne wszystkie miejsca już dawno zostały obsadzone, ale udało się!

– Jak ich przekonałaś? – Ava ziewnęła do słuchawki, a w tle usłyszałam szelest pościeli. – To znaczy zdaję sobie sprawę, jak mocny dar przekonywania masz, ale trochę za późno na składanie dokumentów, prawda?

– Erin Collins jest cudowna, przysięgam – szepnęłam do słuchawki, mijając ludzi w głównym holu, a następnie skierowałam się do wyjścia. – Dodawała mi otuchy samą obecnością, za to jej mąż… zdecydowanie mnie nie lubi. Przyznałam się do wszystkiego – kontynuowałam. – Powiedziałam, z jakiego powodu nie chcę pracować w szpitalu, gdzie się dostałam.

– To cudownie, Less, w końcu wzięłaś się w garść.

Zacisnęłam mocniej zęby, nie komentując słów siostry. Ona okazała się całkowicie inna niż ja. Ava nie obawiała się skakać na głęboką wodę czy stawiać wszystkiego na jedną kartę. Potrafiła też perfekcyjnie wyprowadzić ojca w pole, czego niesamowicie jej zazdrościłam.

Z klimatyzowanego wnętrza wyszłam prosto na czerwcowe słońce, palące moją skórę.

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale w końcu czuję się… wolna.

Parsknęła krótkim śmiechem.

– Wolne staniemy się dopiero po śmierci ojca.

– Ava?

Zamarłam, słysząc męski głos oraz ponowny szelest pościeli.

– W twoim mieszkaniu jest facet? – zapytałam konspiracyjnym szeptem, na co siostra zaśmiała się cicho.

– Właśnie – potwierdziła, wprawiając mnie w jeszcze większe osłupienie.

– Dlaczego nic o tym nie wiem? Od kiedy masz chłopaka, co?

Parsknęła śmiechem.

– Wiesz o tym, że nie trzeba ze sobą chodzić, aby iść do łóżka, prawda?

W jej głosie pobrzmiewała drwina, a ja poczułam się jak największa kretynka na świecie. Właśnie to miałam na myśli, gdy wspomniałam o przecieraniu szlaków, a ona wyrąbała sobie siekierą całą ścieżkę.

Pisk hamulców na rozgrzanym asfalcie sprawił, że zatrzymałam się z przyklejonym do ucha telefonem. Okazało się, że stanęłam na środku ulicy prowadzącej na parking, a kilka cali ode mnie zatrzymał się ubrany w czarną skórę facet na równie czarnym motocyklu. Szybę kasku miał uchyloną, dlatego mogłam zobaczyć, jak niebieskimi oczami ciska we mnie gromy. Chciałam przeprosić, usunąć się z drogi, ale jego kolejne słowa sprawiły, że stanęłam do walki.

– Pieprzona idiotka. – Spod kasku rozniósł się lekko stłumiony głos. – Nie masz oczu? Mogłem cię przejechać.

– Less? Co tam się dzieje? – usłyszałam głos siostry.

– Zaraz oddzwonię, w tej chwili muszę wyjaśnić coś z pewnym wściekłym typem. Motocyklista – dodałam, jakby to wszystko wyjaśniało. – W tym nieznośnym upale pewnie posklejały mu się jaja, więc poniekąd rozumiem te nerwy. To musi być nieprzyjemne.

Na moje słowa posłał mi zaskoczone spojrzenie. Zakończyłam połączenie, a następnie wrzuciłam smartfon do torebki, ani na moment nie spuszczając spojrzenia z faceta siedzącego na tej piekielnej maszynie.

– Jak jeździsz, pieprzony dawco organów?!

– Jak chodzisz, ruda wiedźmo? – odciął się natychmiast.

– Jakieś dziecko mogło wybiec w tym miejscu na ulicę!

– Nie widzę tu żadnego dziecka – zauważył. – Tylko dorosłą kobietę, która wtargnęła na jezdnię, zajęta gadaniem przez telefon! Usuń się z drogi, w przeciwnym razie ci pomogę!

Cóż, na moje oko miał około sześciu stóp wzrostu, a ciemna skóra opinała potężne ramiona. Postanowiłam wykonać polecenie, mimo wszystko nie planowałam zostać ofiarą.

– Niedługo w tym szpitalu zacznę składać takich jak ty. – Uniosłam dumnie podbródek, posyłając mu jedno ze swoich pogardliwych spojrzeń. – I módl się, abyś na mnie nie trafił, bo w gratisie dostaniesz lewatywę.

– Od razu widać, że marzysz, aby dobrać się do mojego tyłka – odparł.

Odwróciłam się, nie poświęcając temu idiocie ani jednego spojrzenia i nie planując dalej odpowiadać na słowne zaczepki. Odnosiłam wrażenie, że facet mnie obserwował, czułam na sobie jego wzrok i dopiero po chwili usłyszałam ryk maszyny.

Zazwyczaj nie zachowywałam się w ten sposób, typ wyprowadził mnie jednak z równowagi, najpierw nazywając idiotką, a następnie rudą wiedźmą. Nie miał pojęcia, ile nieprzyjemności przeżyłam w wieku szkolnym z powodu koloru włosów, fundowanych przez kretynów jego pokroju, chociaż moje włosy wcale nie były rude, tylko w odcieniu karmelu!

Pilotem otworzyłam auto, a następnie rzuciłam torebkę na fotel pasażera. Mercedes klasy G był prezentem od ojca na dwudzieste pierwsze urodziny i służył mi już od prawie pięciu lat. Ten wybór okazał się oczywisty, nudny i bezpieczny. Lubiłam to auto, ale gdybym miała jakąkolwiek inną opcję, nie siedziałabym w nim teraz…

Wiedziałam, że od wielu lat próbowałam pogodzić to, czego chciałam, z tym, czego oczekiwał tata. Nigdy nie planowałam go zawieść, starałam się być dobrą córką, lecz w tajemnicy łamałam jego nakazy. Wkrótce jednak dojdzie do konfrontacji, wtedy z pewnością dowiedzą się o tym, że zrezygnowałam z rezydentury pod okiem przyjaciółki matki.

Kiedy wyjechałam z miejsca parkingowego, już z daleka dostrzegłam czarny sportowy motocykl. Obok niego stał facet, który próbował mnie obrazić. Nie miał już na głowie kasku i palcami próbował doprowadzić ciemne włosy do porządku.

Zwolniłam, chcąc pokazać mu środkowy palec, ale w tym samym momencie typ się odwrócił, a świat się zatrzymał.

Dlaczego facet wyglądający jak ucieleśnienie kobiecych marzeń musiał okazać się takim niewychowanym dupkiem?

Twarda linia żuchwy, orli nos, idealne kości policzkowe, a do tego pełne usta i przenikliwe spojrzenie błękitnych oczu…

Wbił we mnie wzrok, a ja poczułam bicie serca aż w gardle. Wiedziałam już, że nie oderwę rąk od kierownicy w obawie przed tym, że mogłabym w coś wjechać, więc… jak ostatnia idiotka pokazałam mu język. Przysięgam, nie potrafiłam tego opanować, to okazało się silniejsze niż zdrowy rozsądek, choć jego akurat dzisiaj najwidoczniej mi zabrakło.

Minęłam czarną maszynę oraz jej właściciela, oszołomiona tym widokiem, który z pewnością pozostanie ze mną jeszcze przez jakiś czas.

Kilka razy spojrzałam w lusterko wsteczne i okazało się, że typ stał ciągle w tym samym miejscu i patrzył za odjeżdżającym samochodem. Miałam nadzieję, że ten buc na długo sobie zapamięta, że powinien zwracać szczególną uwagę na to, co dzieje się na zatłoczonym parkingu, bo oprócz dziecka pod koła mogła mu wpaść kobieta popełniająca różne głupstwa pod wpływem emocji…

2

Alessia

Mogłam się założyć o każde pieniądze, że na świecie nie istnieli lepsi powiernicy niż dziadkowie, a przynajmniej moi mogli dostać złoty medal w tej dziedzinie. Dario i Grace Bryant wielokrotnie służyli mi radą i za każdym razem dostawałam od nich wsparcie, jakiego potrzebowałam. Oboje bardzo często kryli mnie przed rodzicami, jeśli coś przeskrobałam, i prawdę mówiąc, to dzięki nim poszłam na pierwszą w życiu randkę, chociaż ta i tak okazała się ogromnym rozczarowaniem.

Mimo upływu lat i faktu, że już jakiś czas temu wydoroślałam, zawsze jechałam właśnie do nich, aby świętować swoje małe zwycięstwa i szukać pocieszenia, kiedy nic nie szło po mojej myśli.

Rodzice pod tym względem także byli wspaniali, zdawałam sobie jednak sprawę, że ojciec niezbyt dobrze znosi cierpienie córek oraz żony i nie zawsze powinnam grać z nim w otwarte karty.

Tęskniłam za nimi, choć wyjechali niespełna pół roku temu i chociaż na początku podejrzewałam, że ta decyzja wynikała z potrzeby znalezienia się blisko Avy, to jednak szybko zrozumiałam, że tata chciał w tamtym rejonie rozwinąć rodzinny biznes i zbudować kilka hoteli.

Długo nie mogli się zdecydować, czy powinni opuszczać Los Angeles. Zapewne chodziło im o mnie, bo chociaż byłam starsza od Avy o pięć lat, to jednak ja okazałam się tym delikatniejszym potomkiem, nad którym powinno się rozpościerać skrzydła, żeby go chronić.

Siostra pozostawała przebojowa, pełna życia, czerpiąca z niego garściami, natomiast ja, najdelikatniej mówiąc, zbyt wiele rzeczy brałam do siebie i bardzo łatwo dało się mnie zranić. I doskonale zdawałam sobie sprawę z faktu, że tata bardzo mocno angażował się w moje życie i to za jego sprawą nie doznałam żadnych poważniejszych uszczerbków. Ten facet interweniował, zanim zdążyłam się jeszcze potknąć… Tak się stało chociażby podczas przyjęcia urodzinowego zorganizowanego w domu dziadków. Zaprosiłam wtedy niemal połowę mojego rocznika i dwóch chłopaków, których imion nawet nie pamiętałam, próbowało wrzucić mnie do basenu…

Tylko że zamiast mnie, za sprawą ojca, w wodzie znaleźli się oni, nie ja. Dokładnie pamiętałam, jak kucając na krawędzi, powiedział do nich:

– Jeszcze raz wyciągniecie w jej stronę te brudne łapska, a je stracicie, jasne?

To miał być zapewne głupi żart ze strony kolegów, ale dla Declana Bryanta to się nie liczyło. Nie uznawał takich dowcipów…

Również przyjęcie, tylko nie moje i odbywające się kilka lat później… Ava, dusza towarzystwa, kierownik całej imprezy, sama wrzucała gości do basenu, wpychała im twarze w ciasta i nikt nie ośmieliłby się jej spłatać psikusa, i to nie ze względu na naszego tatę…

Może nie okazałam się tak przebojowa jak ona, potrafiłam jednak poradzić sobie ze wszystkimi problemami. Fakt, płakałam częściej niż siostra, lecz to nie powinno sprawiać, że zostałam zaszufladkowana właśnie w ten sposób. To, jak załatwiłam sprawę z tym motocyklistą na parkingu, dobitnie świadczyło, że tamta nieśmiała dziewczynka już dawno nie istniała…

Kiedy przejechałam przez bramę, a następnie ruszyłam długim podjazdem w stronę domu, uśmiechnęłam się lekko. To miejsce miało dla mnie ogromne znaczenie i przywoływało jedynie cudowne wspomnienia, pachniało… szczęściem!

Zatrzymałam auto na podjeździe, a następnie otworzyłam drzwi i od razu usłyszałam głos babci.

– Alessia? Udało się?

Wysiadłam z wozu, a następnie spojrzałam w stronę wejścia, gdzie czekała już na mnie starsza kobieta, a jej pełny napięcia wyraz twarzy świadczył o tym, że na moich marzeniach zależało jej równie mocno, co mnie samej.

Postanowiłam nie trzymać jej dłużej w niepewności.

– Tak, zostałam przyjęta.

– Nie masz pojęcia, jak ogromnie się cieszę.

Trzasnęłam drzwiami auta, a następnie podeszłam, aby po chwili znaleźć się w opiekuńczych ramionach. Dostrzegłam, że jej spojrzenie stało się szkliste, jakby ta sytuacja mocno ją wzruszyła.

– Usłyszałam samochód – kontynuowała, prowadząc mnie do środka. – Ja i Dario nie mogliśmy się już ciebie doczekać. Dlaczego nie zadzwoniłaś?

– Dzwoniłam do Avy i miałam zamiar odezwać się też do was, ale pewien idiota prawie we mnie wjechał i stwierdziłam, że będzie zdecydowanie bezpieczniej, jeśli pojawię się u was osobiście.

Dziadek siedział na tarasie, czytając gazetę, i kiedy tylko nas zobaczył, natychmiast wstał.

– Udało się? – zapytał z wyraźnym napięciem.

– Tak – odparłam, posyłając mu lekki uśmiech.

Oboje od samego początku trzymali kciuki za mnie i moje decyzje, za co byłam im dozgonnie wdzięczna. Nawet jeśli na miejscu zabrakło rodziców, zawsze mogłam liczyć na najlepszych na świecie dziadków, z którymi właśnie mocno się ściskałam.

– Usiądźmy, na pewno jesteś głodna – stwierdziła Grace.

Dostrzegłam na stole placek jagodowy oraz całą karafkę świeżo wyciskanego soku, więc powoli skinęłam głową, czując, jak ślinka napływa mi do ust.

Miałam to szczęście, że babcia gotowała najlepiej na świecie, a jej placek jagodowy to moja największa słabość.

Usiadłam obok dziadka i nałożyłam sobie podwójną porcję smakołyku, a w tym czasie mężczyzna postawił obok mojego talerza szklankę z sokiem.

– Chcemy znać każdy szczegół, skarbie. – Babcia usiadła naprzeciwko, wpatrując się w moją twarz z widocznym napięciem.

Odchrząknęłam.

– Erin Collins wywarła na mnie ogromne wrażenie – odezwałam się i upiłam łyk pysznego napoju. Przysięgam, w żadnym innym miejscu na świecie sok nie smakował tak, jak tutaj. – To cudowna i ciepła kobieta, jej mąż trochę… eee… mniej, ale to i tak bez znaczenia. – Machnęłam dłonią, czując lekką satysfakcję na myśl, że nie miał nic do powiedzenia i to żona podjęła decyzję. – Na każde pytanie odpowiadałam zgodnie z prawdą – kontynuowałam i odgryzłam kawałek ciasta. – Powiedziałam, że mam dość specjalnego traktowania w miejscach, gdzie znają mamę.

– I co oni na to? – Dario dolał mi soku.

– Zrozumieli – odparłam. – I przyjęli mnie, mimo że przejrzeli akta bardzo dokładnie. Wydaje mi się, że… – Urwałam, w myślach szukając odpowiedniego słowa. – Oni wolą kogoś, kto do wszystkiego doszedł sam.

– Och, z pewnością. – Babcia sięgnęła po kolejny kawałek ciasta, ale tym razem stanowczo pokręciłam głową.

– Jest pyszne, ale wystarczy.

Staruszka przewróciła teatralnie oczami.

– Wy, młodzi, przesadnie dbacie o linię.

Tak naprawdę wcale się o to nie troszczyłam, jadłam to, na co miałam ochotę, a mój wysiłek fizyczny ograniczał się do spacerów albo pracy w ogrodzie, kiedy pomagałam dziadkom.

Nigdy nie poznałam rodziców mamy, nie wiedziałam o nich zbyt wiele, jedynie to, że babcia zginęła, a dziadek zniknął. Wiedziałam też, że stosunki między rodzicami a dziadkami okazały się koszmarne. Mama nieczęsto wspominała nastoletnie lata. Kiedyś, zanim jeszcze obrałam życiową ścieżkę, wspominała, że mimo nacisków ze strony bliskich okazało się, że ona naprawdę kochała medycynę i rodzice, lekarze, wcale nie musieli jej do tego zmuszać. Serena Lillard na pierwszym roku studiów mieszkała już z ojcem, bo ten podobno dostał kompletnego bzika na jej punkcie, w co akurat potrafiłam uwierzyć, żyjąc u jego boku przez tyle lat. Tata bezsprzecznie uwielbiał swoją żonę i czcił ziemię, po której stąpała. Wydawało mi się nawet, że wariował na samą myśl, że mogłaby zniknąć mu z oczu.

– To nie kwestia linii, ale obawiam się, że jeszcze jeden mały kawałeczek, a nie dam rady ruszyć się z miejsca.

– Powinnaś zadzwonić do rodziców i poinformować ich o swojej decyzji, zanim dowiedzą się z innego źródła – zauważył dziadek, sprowadzając mnie tym samym na ziemię.

Wiedziałam, że miał rację. Nie bałam się tej rozmowy, irytowałam się jedynie faktem, że z pewnością zostanę zmuszona do przedstawienia stojących za tą decyzją powodów, jakbym nie miała prawa podejmować własnych wyborów…

Rodzice zawsze mnie wspierali, nie potrafiłam przypomnieć sobie sytuacji, kiedy działoby się inaczej. Kiedy na początku nauki w liceum poinformowałam, że w przyszłości zostanę księgową, nie mieli nic przeciwko. Rok później chciałam zostać logistykiem i z tego także się ucieszyli. Wiedziałam, że w chwili, kiedy oświadczyłam, że marzę o pracy jako lekarz, nie wzięli tego na poważnie, w dalszym ciągu jednak utrzymywali mnie w przekonaniu, że są dumni i wesprą każdą moją decyzję.

Zapewne sądzili, że mi się odmieni, że w pewnej chwili, mając tyle pomysłów, wybiorę coś innego, ale tak się nie stało. Trwałam przy swoim. Na początku chciałam iść w ślady matki i zostać gastrologiem, a później, kiedy zrozumiałam, że precyzja to mój ogromny atut, postanowiłam postawić na chirurgię. I tego trzymałam się wytrwale już od jakiegoś czasu.

– Tak zrobię – zapewniłam. – Jak tylko wrócę do siebie, połączę się z nimi na kamerce. – Spojrzałam na zegarek. – Oboje powinni wrócić już wtedy do domu.

Teoretycznie gdyby nie mama, ojciec nigdy nie planowałby interesów w tej części kraju. Wszystko zaczęło się od tego, że Serena Bryant dostała bardzo dobrą ofertę pracy w jednym z tamtejszych szpitali, połączoną z ciekawymi badaniami, i z racji doświadczenia zawodowego poproszono ją, aby koordynowała to przedsięwzięcie. Namawiałam ją, aby się zgodziła – doskonale wiedziałam, że to ukoronowanie jej wieloletniej pracy. Oczywistym wydawał się fakt, że tata uda się wszędzie tam, gdzie ona, więc postanowił rozwinąć rodzinny biznes po drugiej stronie kraju.

Mimo że od dawna byłam już dorosła, to jednak moje losy, podobnie jak przyszłość siostry, spędzały rodzicom sen z powiek. Przez większość życia miałam ich obok siebie, teraz jednak ten zaszczyt przypadł Avie, ja zaś zostałam z dziadkami oraz z ciotką i wujem, co wyraźnie uspokajało ojca, choć gdyby miał pojęcie, jak naprawdę wyglądały nasze relacje i co przed nim ukrywaliśmy, z pewnością ponieślibyśmy konsekwencje.

– Wszystko będzie dobrze. – W pokrzepiającym geście dziadek pogłaskał moją dłoń.

Mama wielokrotnie wspominała, że Dario miał zbawienny wpływ na syna, potrafił do niego dotrzeć i uciszyć huragan panujący w jego głowie, a ja musiałam przyznać, że to prawda. Zresztą wydawało mi się, że na wszystkich miał dokładnie taki wpływ.

– Wiem, ja tylko nie chcę ich zawieść – szepnęłam, opuszczając wzrok.

Bo to zawsze o to chodziło. Na samą myśl, że rodzice mogliby poczuć się mną rozczarowani, po plecach przebiegał mi zimny dreszcz grozy.

– Kochanie. – Pełne ciepła spojrzenie babci dodało mi otuchy. – Nigdy ich nie zawiedziesz, kochają cię ponad wszystko, a ty nie jesteś im nic winna, drogie dziecko. Masz prawo podejmować własne decyzje, samodzielnie stawiać kroki i dokonywać wyborów, nawet jeśli twoi rodzice postąpiliby inaczej. Oni już mieli szanse na pokierowanie swoim życiem.

– Grace ma rację, Alessia, więc głowa do góry. Declan i Serena mogą się o ciebie martwić i zapewne tak jest, bo właśnie na tym polega rodzicielska miłość. Ona nie ma końca, terminu ważności, sama zobacz, oboje mają już swoje lata, a ja nadal się o nich martwię. Mogą się też nie zgadzać z twoimi wyborami, ale nigdy ich nie zawiedziesz, rozumiesz? My… – Dziadek odchrząknął, zerkając na żonę. – Jesteśmy z ciebie ogromnie dumni i zawsze będziemy. Pamiętaj o tym.

Skinęłam powoli głową, czując chwytające za gardło wzruszenie. Doskonale wiedziałam, że mieli rację, lecz teoria i praktyka to dwie różne sprawy.

Miałam cudowną rodzinę i z całego serca pragnęłam, aby każdy dostawał to, czego potrzebował; aby marzenia wszystkich zostały spełnione, podobnie jak oczekiwania. To ostatnie niestety nigdy się nie uda, ponieważ każdy, jako odrębna jednostka, marzył o czymś innym.

Uściskałam mocno dziadków, a następnie pozwoliłam odprowadzić się do samochodu. W ciągu najbliższych dwóch godzin odbędę rozmowę z rodzicami, a następnego dnia poinformuję szpital, w którym przez wiele lat pracowała mama, że rezygnuję z rezydentury. Uważałam, że to jedyna słuszna decyzja i do reszty pozwoli mi na odcięcie pępowiny.