Ponad prawem - Joanna Chwistek - ebook
NOWOŚĆ

Ponad prawem ebook

Joanna Chwistek

5,0

28 osób interesuje się tą książką

Opis

Nell Liden jest młodą panią prokurator będącą na najlepszej drodze, żeby rozpracować amerykańsko-grecką mafię. Wyłudzenia, pranie brudnych pieniędzy oraz morderstwa to tylko wierzchołek góry lodowej. 

 

Nell ma też osobiste powody, aby dopaść bossa greckiej organizacji przestępczej Therona Pascalisa. Podejrzewa, że mężczyzna wraz ze swoimi ludźmi stoi za śmiercią jej przyjaciółki Broke.

 

W trakcie czynności zawodowych kobieta spotyka młodą policjantkę Miley. Okazuje się, że obiema kierują prywatne pobudki, żeby doprowadzić do aresztowania kilku gangsterów. 

 

Theron Pascalis zawsze działał rozważnie, stawiając dobro swoich ludzi na pierwszym miejscu. Ci jednak zaczęli żądać, aby pozbył się dociekliwej pani prokurator. 

Mężczyzna nie potrafi podjąć tej decyzji, ale pewne wydarzenia sprawiają, że zadanie to ułatwia mu jego największy wróg – Reid Hyde. 

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                              Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 436

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (4 oceny)
4
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
agk85

Nie oderwiesz się od lektury

Od tej autorki biorę wszystko w ciemno. Historia mi sie podobała. Zapowiada sie super seria.
00



Copyright © for the text by Joanna Chwistek

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Karina Przybylik, Aleksandra Płotka, Magdalena Kłodowska

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-639-8 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Fragment

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

rozdział 36

rozdział 37

rozdział 38

rozdział 39

rozdział 40

rozdział 41

rozdział 42

rozdział 43

rozdział 44

rozdział 45

rozdział 46

rozdział 47

rozdział 48

rozdział 49

rozdział 50

Epilog

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 1

Theron

Siedząc przy barze, przyglądałem się dziewczynie robiącej drinka. Co chwilę na mnie zerkała, trzepocząc sztucznymi rzęsami i uśmiechając się zalotnie. Nawet nie pamiętałem jej imienia, a pracowała tu już od kilku miesięcy.

Kobieta prezentowała się perfekcyjnie, miała na sobie krótką spódniczkę i bluzkę z ogromnym dekoltem. Gdy się pochyliła, żeby podnieść coś z podłogi, dostrzegłem na jej krzyżu tatuaż. Jakieś dziwne wzory, które już jakiś czas temu wyszły z mody. To właśnie ten widok mi przypomniał, że kilka tygodni temu pieprzyłem ją na biurku piętro wyżej. Przyszła do mnie pod pretekstem nieścisłości w umowie. Wyjaśniłem tę niejasność w ekspresowym tempie, żeby przez następne pół godziny zajmować się czymś zupełnie innym.

– Coś podać? – zagadnęła, patrząc na mnie uwodzicielsko, jakby zauważyła, że od dłuższego czasu śledziłem ją wzrokiem.

– Nie – odpowiedziałem krótko, bo odnosiłem dziwne wrażenie, że dziewczyna pragnie powtórki, a ja stanowczo nie miałem na to ochoty.

Kiedy wcześniej cieszyłem się walorami swojej nowej kelnerki, nie miałem nikogo na stałe. Teraz sytuacja nieco się zmieniła. Od kilku tygodni moje łóżko ogrzewała piękna Sofia, wszedłem z nią w prosty układ, który oboje nas satysfakcjonował: seks w zamian za korzyści finansowe. I zawarliśmy niepisaną umowę poświadczającą, że gdy ze sobą sypiamy, to robimy to wyłącznie ze sobą. Chciałem zyskać pewność, że kiedy w nią wchodzę, kilka minut wcześniej nie było tam kogoś innego. Posiadanie kochanki na stałe okazało się bardzo wygodnym rozwiązaniem.

– Szefie – usłyszałem za plecami Xantosa, mojego ochroniarza.

Odwróciłem się i zauważyłem, że w klubie pojawiało się coraz więcej osób.

Nagle moją uwagę przyciągnęły niezwykle długie i smukłe nogi. Sunąłem wzrokiem od czerwonych szpilek, poprzez zgrabne łydki, aż zatrzymałem wzrok na niezwykle apetycznych udach. Nieco wyżej ujrzałem krótkie skórzane spodenki z rzędem złotych guziczków. Zapragnąłem je rozpiąć lub rozszarpać zębami, bez różnicy…

Płaski brzuch i top trzymający się jedynie na niezwykle kuszących piersiach sprawił, że wbiłem wzrok w sutki wyraźnie widoczne pod materiałem i poczułem napięcie w całym ciele. Dziewczyna się odwróciła, a długie i jasne włosy zawirowały wokół niej. Ogromnie ciekawiła mnie jej twarz, choć wiedziałem, że ten tyłek i nogi zdołają wynagrodzić wszystko.

Moje myśli podążały już w stronę szczęśliwego finału, kiedy nieznajoma ponownie okręciła się wokół własnej osi, a ja uniosłem spojrzenie i popatrzyłem prosto na jej twarz.

– Kurwa – wykrztusiłem z zawodem.

– Wpuścili ją razem z tą policjantką – wyjaśnił ochroniarz, krzywiąc się z niesmakiem, choć zauważyłem, że nie spuszczał oczu z jej tyłka. – Już za późno, żeby je wyprosić. Co mam zrobić?

Nell Liden, wrzód na moim tyłku. Chociaż trzeba przyznać, że cholernie atrakcyjny wrzód. Obserwowałem uważnie, kiedy razem z Miley Warren zmierzały w kierunku drugiego baru znajdującego się po przeciwnej stronie klubu.

– Zostaw – zdecydowałem szybko, chociaż w głowie miałem już tylko jeden obraz: nagiej Nell w moim łóżku. – Nie mogę jej tak po prostu wyrzucić. Pilnujcie się, Xantos. Nie chcę problemów.

Upiłem łyk whiskey, zastanawiając się, co ta kobieta znowu knuła. Od miesięcy nieustannie deptała mi po piętach, pojawiała się w dokładnie tych samych miejscach, gdzie kręciłem się ja, i nie pozwalała mi żyć, próbując znaleźć na mnie coś, cokolwiek, co sprawi, że trafię za kratki. Zresztą, nie tylko na mnie… Wszyscy moi ludzie stali się celem jej ataków.

Już dawno powinienem ją sprzątnąć, postąpić z nią dokładnie tak, jak z innymi decydującymi się nadepnąć mi na odcisk, ale jeśli chodziło o nią, to wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Nell to wschodząca gwiazda Nowego Jorku, pani prokurator pragnąca dobrać mi się do tyłka, a towarzysząca jej policjantka marzyła o tym samym. Obie miały na oku nie tylko mnie i Christosa, lecz także mojego największego wroga, Reida. Prawdę mówiąc, to ogromnie ciekawe, co z tego wyniknie.

Wiedziałem, że obie pragną rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci przyjaciółki Nell oraz brata panny Warren. Dziwnym trafem stałem się podejrzanym w obu tych sprawach.

Ta mała zapewne myślała, że jeśli się przebierze w coś takiego, to nikt jej nie rozpozna. Niestety, poznałbym ją nawet w stroju klowna. Ta charyzma, ta pewność siebie…

Widywałem ją raczej w dopasowanych garsonkach lub w sukniach wieczorowych, ale musiałem przyznać, że taki klubowy strój pasował do niej wyśmienicie, akcentował wszystkie jej walory, bo mankamentów bez wątpienia nie posiadała.

Ani trochę nie podobało mi się to, że miałem do niej dziwny sentyment i nawet nie potrafiłem powiedzieć, kiedy takowy się pojawił.

Kilka lat temu zabiłem prokuratora, bo za bardzo zbliżył się do prawdy, i to nie okazało się żadnym problemem dla mnie i moich ludzi. Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej, a ja odnosiłem wrażenie, że nie zdołam kolejny raz przekroczyć takiej granicy, a przynajmniej nie wtedy, kiedy chodziło o tę kobietę.

Gapienie się tak ostentacyjnie na tę wiedźmę nie wydawało się najlepszym rozwiązaniem, więc wstałem z miejsca, a następnie zwróciłem się do Xantosa.

– Idę na górę – poinformowałem, podążając wzrokiem za biodrami odzianymi w skórzane spodenki. – Nie spuszczaj z niej oczu. Przyszła tu w jakimś celu.

A ja nie mam absolutnie żadnej ochoty kolejny raz odciągać od niej uwagi swoich ludzi.

– Tak jest, szefie – rzucił szybko, a następnie ruszył w głąb sali, aby wykonać rozkaz.

Posiadałem fantastyczny widok z gabinetu na cały klub, podczas gdy ja sam pozostawałem niewidzialny, i postanowiłem skorzystać z tego przywileju. Lustro fenickie to zajebisty wynalazek, który doceniłem już jakiś czas temu. Kiedy gościliśmy ważne persony, osobiście śledziłem tu ich poczynania, wyciągając odpowiednie wnioski. Ostatnio dowiedziałem się nawet, że właściciel stoczni usilnie próbujący pokazać, że gardzi swoją żoną, tak naprawdę kompletnie oszalał na jej punkcie.

Klub przynosił spore zyski, ale to jedynie kropla w morzu naszych dochodów. Posiadałem inne, bardziej intratne zajęcia, ale dzięki temu miejscu mogłem wprowadzać nielegalnie zarobione pieniądze do obrotu. I wydawało mi się, że panna Liden także o tym wiedziała.

Mimowolnie szukałem wzrokiem tej pijawki, bo zniknęła mi z oczu dosłownie kilka sekund temu, ale od tego zajęcia oderwał mnie dźwięk telefonu.

Skrzywiłem się lekko, spojrzawszy na ekran, bo imię dzwoniącego mogło oznaczać kłopoty.

Natychmiast odebrałem połączenie.

– Co jest? – zapytałem Nikolasa Pascalisa, mojego kuzyna i prawej ręki jednocześnie.

Łączyło nas naprawdę sporo biznesów oraz tajemnic. Współpracowaliśmy od wielu lat i nasze kontakty zawsze przebiegały pomyślnie, bez jakichkolwiek komplikacji.

Nikolas nie miał żadnych problemów, aby czasami wejść w rolę egzekutora i pozbyć się kogoś, kto sprawiał nam kłopoty. Jeśli ktoś uważał, że włoska mafia jest najniebezpieczniejsza na świecie, to nie słyszał chyba o mafii amerykańsko-greckiej. Posiadaliśmy władzę, pieniądze i polityków w kieszeni. Niedługo miały się rozstrzygnąć wybory na gubernatora stanu Nowy Jork, a kampanię Ethana Simonsa w większości finansowałem ja. Wpakowałem w to kilkanaście baniek. W zamian ten stary idiota obiecał mi załatwić kilka rzeczy, na których mocno mi zależało. Ciesząc się poparciem władzy, mogłem praktycznie wszystko.

– Masz w klubie glinę i tę prokurator – rzucił szybko, w tle słyszałem głośną muzykę.

Zapewne kuzyn przebywał na dole i dostrzegł dwie kobiety nieustannie psujące nam krew.

– Wiem – odpowiedziałem, bo właśnie obie pojawiły się w zasięgu mojego wzroku.

Zajęły miejsca przy barze, by sączyć drinki, o czymś dyskutując.

– Uważaj, Theron – uprzedził. – Cukiereczek wyniuchał, że sponsorujesz Simonsa.

Parsknąłem śmiechem, usłyszawszy, jak ją nazwał. Cukiereczek, to przezwisko wymyślili moi ludzie jakiś czas temu, ale musiałem przyznać, że pasowało do Nell idealnie.

To, kogo popierałem, nie stanowiło wielkiej tajemnicy i ta mała zapewne się łudziła, że może w jakiś sposób wykorzystać to przeciwko mnie.

– Pewnie dlatego przyszła – stwierdziłem. – Miley Warren też nie przestaje węszyć.

Pół roku temu brat naszej uroczej policjantki został zastrzelony. Mały gnojek handlował prochami, a zarobione pieniądze przegrywał w kasynie. Te zarobione i te, które musiał oddać za narkotyki. Miał też na koncie sporo poważniejszych przewinień. Sprzątnął go Reid Hyde, ale ta pirania podejrzewała, że to moja wina.

Zresztą odnosiłem wrażenie, że te dwie kobiety posądzały mnie o najgorsze zło tego świata, o głód, choroby i wojny także.

– Obie są przekonane, że ty wpakowałeś bratu jednej z nich kulkę w ten durny łeb. Obrały cię na cel. Jeśli zaczną kopać głębiej…

– Wiem – syknąłem, przerywając mu.

– Fajne dupy. Szkoda by było, gdyby musiały skończyć na dnie rzeki. – Westchnął głośno mój rozmówca.

Odwróciłem wzrok dosłownie na kilka sekund, a kiedy znów spojrzałem w stronę baru, zobaczyłem dwa puste krzesła. Przesunąłem wzrok na parkiet i dostrzegłem je obie. Znowu tańczyły, skupiając na sobie uwagę całej męskiej części gości. Nie miałem pojęcia, dlaczego zirytował mnie pewien skurwiel o jasnych włosach, wlepiający spojrzenie w panią prokurator i mówiący przy tym coś do ucha kumpla. Uśmiechał się jak ostatni idiota. Postanowiłem napisać do Xantosa, więc przełączyłem kuzyna na głośnomówiący.

Ja

Przypilnuj, aby po wyjściu z klubu obie znalazły się bezpiecznie w taksówce. Same.

Xantos

Jasne, szefie.

W tej samej chwili zrozumiałem, jaki wydźwięk mogły mieć moje słowa, więc postanowiłem to sprostować.

Ja

Jeśli coś im się stanie, ktoś zacznie tu węszyć.

Xantos

Bez obaw, trzymam rękę na pulsie.

Przeważnie nie zabijaliśmy kobiet, ale te dwie konkretne w ostatnim czasie mocno nam się naprzykrzały i obawiałem się, że w pewnej chwili mogą nie pozostawić mi innego wyjścia.

– Mamy wtyczkę w prokuraturze. Niech trochę zmyli tropy. Nie potrzebuję teraz zamieszania, nie przed samymi wyborami. Zróbcie coś, podrzućcie im fałszywe poszlaki. Może to wystarczy.

A przynajmniej miałem taką nadzieję.

– Robimy co możemy, Theron – odpowiedział Nikolas. – Nie wiem, jak długo uda nam się utrzymać je z daleka. Jeśli to stanie się zbyt niebezpieczne, trzeba będzie zrobić to samo, co ostatnio.

Spojrzałem w zamyśleniu na cukiereczka. Miała dopiero dwadzieścia sześć lat, całe życie przed sobą. Musiałem przyznać, że to bystra dziewczyna, świeża, nieokiełznana, jeszcze nie zepsuta, wierząca w to, że dobro zwycięża zło, czekała ją świetlana przyszłość, oczywiście jeśli się uspokoi, w co bardzo wątpiłem.

Dostrzegłem, że nadal nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy, chociaż już ponad miesiąc temu rozstała się z tym cipowatym prawnikiem. Wiedziałem to wszystko, bo od kiedy ta mała żmija zaczęła próbować mi się dobrać do skóry, kazałem zebrać o niej wszystkie informacje. I śledzić każdy jej krok.

– Obserwuj je i informuj mnie na bieżąco – poleciłem i ponownie skupiłem się na bawiących się na dole ludziach.

A jeśli nie będziemy w stanie przywołać jej do porządku, zostanę zmuszony, aby wydać rozkaz, którego nie chciałem wydawać…

Cóż, takie jest życie, a Nell Liden musiała się z tym liczyć, wybierając jeden z najniebezpieczniejszych zawodów w Stanach.

Rozdział 2

Nell

Prosto po pracy pojechałam po Miley, która czekała już na mnie przed posterunkiem. Nadal miała na sobie mundur, a zmęczenie wyraźnie malujące się na jej twarzy nieco mnie zaniepokoiło. Trudno się temu dziwić, obie próbowałyśmy walczyć z przeciwnikiem zdolnym pożreć nas na śniadanie i wypluć, a i tak nikt by tego nie zauważył. Możliwe także, że znajdowałyśmy się na przegranej pozycji, z widmem śmierci nad głową, nie planowałyśmy jednak się poddać. Prawda musiała ujrzeć światło dzienne, a obie, jako stróże prawa, chciałyśmy doprowadzić do tego za wszelką cenę.

Ona straciła brata, ja najlepszą przyjaciółkę, a winni tych tragedii nie zostali osądzeni, więc wzięłyśmy sprawy w swoje ręce.

– Masz coś? – zapytała od razu, gdy tylko wsiadła do auta.

Ruszyłam spod posterunku, powoli kręcąc głową.

– Nic nowego – oznajmiłam burkliwym tonem.

– Mija pół roku, a ja nadal nie wiem, kto zabił Martina. Zaczynam myśleć, że nigdy się tego nie dowiem, a ten, kto to zrobił, a wcześniej wciągnął go w ten szajs, nie zostanie ukarany.

– Myślisz, że to Theron Pascalis? – zagadnęłam, zerkając na dziewczynę.

W przypadku jej brata istniało bardzo wiele różnych możliwości.

– Już sama nie wiem. Ja nic nie wiem, Nell.

Theron Pascalis to niebezpieczny mężczyzna i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. To, że na tę chwilę nie mogłam mu niczego udowodnić, nic nie zmieniało. Facet pochodził z Grecji i stał na czele jednego z odłamów amerykańsko-greckiej mafii. Jego sumienie bez wątpienia nie było czyste, wiedziałam, że podejrzewa się go o różne przestępstwa, w tym o morderstwa, pranie brudnych pieniędzy i handel bronią. Ten cały klub, gdzie bawiłyśmy się kilka dni temu, to jedynie przykrywka dla nielegalnych interesów. Niestety, nie potrafiłam mu niczego udowodnić, ponieważ wpływy tego faceta sięgały dosłownie wszędzie, nawet do mojego miejsca pracy.

– W tym klubie wszystko wyglądało okej – zauważyłam, ale jakoś bez przekonania.

– Widzieli nas, pilnowali się – odparła natychmiast Miley.

– On sponsoruje kampanię Simonsa. Jestem pewna, że chodzi o ziemię. Pascalis chce ogromnej działki na Manhattanie, a gdy Simons wygra, w ramach wdzięczności na pewno ułatwi wiele spraw Theronowi. Wiesz, narkotyki, broń, kolejne tereny.

Przyjaciółka zgodziła się z moją tezą, bo kiwnęła lekko głową, w zamyśleniu wpatrując się w boczną szybę.

Dalszą drogę pokonałyśmy w ciszy, pogrążone we własnych myślach. Milczałyśmy, gdy wjechałam na podziemny parking, cisza towarzyszyła nam też wtedy, gdy wsiadałyśmy do windy.

Byłam szczęśliwą posiadaczką dużego apartamentu na Manhattanie oraz nowego luksusowego samochodu i okrągłej sumki na koncie oszczędnościowym. Nie dzięki swojej ciężkiej pracy, ale rodzicom, którzy byli dość zamożnymi ludźmi.

Najpierw mama umarła na zapalenie płuc. Miałam wtedy siedemnaście lat i potrzebowałam jej jak nigdy wcześniej, zwłaszcza że stało się to tuż przed zakończeniem liceum. Nigdy nie uporałam się z żałobą, okazało się jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść.

Ojca pożegnałam w wakacje po pierwszym roku studiów. Zmarł niespodziewanie, a sekcja zwłok wykazała nagłe zatrzymanie akcji serca. Rodzice pozostawili po sobie ogromny smutek, żal, a także pustkę oraz oszczędności i fundusz powierniczy, który zapewnił mi naprawdę niezły start. Sprzedałam też nasz rodzinny dom i firmę, a część pieniędzy zainwestowałam właśnie w ten apartament.

I chociaż żyłam dobrze, miałabym gdzieś to wszystko, gdybym tylko mogła ich odzyskać. Do tej pory nie potrafiłam przeboleć tej straty i wydawało mi się, że to nigdy nie stanie się możliwe.

W końcu drzwi windy się otworzyły, a my wyszłyśmy na korytarz czterdziestego piętra i skierowałyśmy się prosto do mojego mieszkania. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, natychmiast ruszyłam do ekspresu, a Miley rozsiadła się na kanapie w salonie.

Przygotowanie kawy zajęło mi dosłownie kilka minut, więc szybko wróciłam do przyjaciółki z dwoma kubkami parującego płynu.

– Mam przeczucie – zaczęłam, stawiając szkło na niewielkim stoliku znajdującym się przy kanapie – że należy się przyjrzeć o wiele dokładniej też komuś innemu.

Już od jakiegoś czasu te myśli krążyły mi po głowie, lecz dopiero dzisiaj postanawiam podzielić się nimi z policjantką. Uważałam, że nie należy się rozpraszać, szukając kolejnych winnych, ale teraz wiedziałam, że to dobry trop.

– Komu? – odezwała się ze słyszalnym w głosie zaciekawieniem.

Usiadłam obok niej, patrząc jej prosto w oczy.

– Reid Hyde – rzuciłam.

– Mamy go na oku, nie wydaje mi się, aby…

W jej głosie słyszałam powątpiewanie, ale przeczucia rzadko kiedy mnie myliły.

– Wydaje mi się, że go nie doceniamy – stwierdziłam, patrząc przyjaciółce prosto w oczy. – Wszystkie siły kierujemy w stronę Pascalisa i Kyrosa, a to błąd.

– Co proponujesz?

W Nowym Jorku przestępczość miała się naprawdę dobrze. I nie chodziło tu tylko o drobne płotki, kradzieże i pojedyncze zabójstwa. Miałam na myśli takie szychy jak Pascalis i Hyde. Wrogowie i rywale. Każdy z nich chciał zgarnąć dla siebie jak największe korzyści, wspierał polityków, nie miał problemów z tym, aby sięgnąć po broń w razie potrzeby. Ich ludzie walczyli ze sobą na każdym kroku, zapewne na polecenie szefów. Niestety, nie posiadałam na to twierdzenie żadnych dowodów. Gdy kilka miesięcy temu na jakiś wpadłam, ten zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, a ja zostałam z pustymi rękoma. Teraz kierowały mną jedynie przeczucia i to, co zdążyłam zaobserwować.

– Wyobraź sobie, że Hyde sponsoruje kampanię Rona Wickera – odezwałam się i upiłam łyk kawy. – I teraz mamy dwa przeciwstawne obozy, wspierane dodatkowo przez mafię. Twój brat mógł mieć coś wspólnego z jednymi i drugimi. Nie mam pojęcia, czy słusznie zakładamy udział samego Pascalisa i na niego przekierowujemy wszystkie swoje siły.

– To brzmi… rozsądnie – zauważyła Miley. – Więc może na jakiś czas się rozdzielimy? W sensie, że ja zacznę przyglądać się Reidowi, a ty Theronowi.

– Dobra myśl – pochwaliłam pomysł, a następnie ponownie upiłam łyk parującego płynu, mającego postawić mnie na nogi.

Między nami zapadła chwilowa cisza, podczas której każda skupiła się na swoich myślach. Kiedy Miley przerwała milczenie, zaczęłam drżeć pod wpływem jej słów.

– Dlaczego tak się uparłaś, żeby brać się za takie sprawy? Dlaczego nie oskarżasz jakichś gogusiów bijących żony albo złodziei? To, co robisz, jest bardzo niebezpieczne. Ja zdradziłam ci swój powód, a ty nadal milczysz.

To dlatego, że to nadal bolało, paliło żywym ogniem, nie pozwalało zaczerpnąć tchu. Wcześniej nie miałam też pewności, czy Miley nie jest podstawiona. Teraz, skoro już poznałam jej motywację, mogłam wyjawić swój sekret, i tak bardzo długo z tym zwlekałam. Dziewczyna wiedziała, że miałam powód, aby dobrać się do tyłka Grekom, uznałam więc, że nadszedł czas, aby jej o wszystkim opowiedzieć.

Powoli wstałam z kanapy, a następnie podeszłam do komody, skąd wzięłam ramkę ze zdjęciem, a następnie wróciłam z nią do Miley.

– To mój powód – oznajmiłam cicho.

Na fotografii znajdowałam się ja i moja najlepsza przyjaciółka. Spędzałyśmy wtedy urlop w Rzymie i pozowałyśmy roześmiane na tle Koloseum. To nasze ostatnie wakacje.

Miley przyglądała się zdjęciu i po chwili spojrzała na mnie, marszcząc brwi.

– Kim ona jest? – zapytała, oddając mi zdjęcie.

Odniosłam ramkę na jej miejsce, a następnie wróciłam na kanapę, by usiąść obok dziewczyny.

Wiedziałam, że to okaże się trudnym zadaniem, że mówienie o kimś, kto był dla mnie wszystkim, to nic łatwego. I się nie myliłam.

Nadal za nią tęskniłam, nadal myślałam o niej każdego dnia i czasami nawet z nią rozmawiałam, mając nadzieję, że usłyszy mnie tam, gdziekolwiek jest.

To właśnie moje szczęście w życiu – traciłam każdego, na kim mi zależało.

– To Broke – wyjaśniłam ze ściśniętym z emocji gardłem. – Była moją najlepszą przyjaciółką. Minęły cztery lata. Cztery lata i teraz mam prawo, a nawet obowiązek zemścić się za to, co ją spotkało. Posiadam teraz środki i predyspozycje.

– Była? – dopytywała, kompletnie zaskoczona, na co kiwnęłam głową.

– Zakochała się w Kyrosie – oświadczyłam cicho, przymykając oczy. – Wydawała się taka szczęśliwa. To trwało pół roku. Później zginęła.

Na twarzy dziewczyny zauważyłam najpierw ogromne zaskoczenie, a po chwili zrozumienie i szok oraz niedowierzanie.

– Przecież to najbliższy przyjaciel i wspólnik Pascalisa!

– Tak – potwierdziłam. – Broke świata poza nim nie widziała, a ja nie miałam pojęcia, kim jest ten człowiek. Byłyśmy młode, głupie, a jej imponowało całe to bogactwo. Kilka razy poszłam z nią na jakieś przyjęcie. Poznałam tam Therona i jego kuzyna Nikolasa, ale wtedy nie miałam pojęcia, czym się zajmują, jak zarabiają na życie. Myślałam, że są biznesmenami i nic nie wzbudziło mojej czujności. Broke zachwyciła się nimi, tym światem.

– Co się stało, u diabła? – drążyła przejęta.

– Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie cała roztrzęsiona. – Te wspomnienia nadal sprawiały mi potworny ból. – Mówiła, że coś się wydarzyło, że się boi i jedzie do mnie, bo musimy porozmawiać. Czekałam na nią, ale nie przyjechała. Szukałam jej wszędzie przez kilka kolejnych dni. Po trzech tygodniach wyłowiono jej ciało z rzeki.

– Chryste…

– Namierzyłam tę gnidę Christosa i śledziłam go – kontynuowałam, starając się powstrzymać drżenie głosu. – Gdy go dopadłam, rozorałam mu pół twarzy paznokciami. Chciałam go zabić, bo czułam, że miał z tym coś wspólnego.

– Skąd podejrzenie, że była z nim?

– Tego wieczoru, gdy zadzwoniła, planowała mu zrobić niespodziankę, więc się nie umówili. Ona coś widziała – zapewniłam z całą stanowczością. – Coś zobaczyła, gdy przyszła z niezapowiedzianą wizytą, a on ją zabił. Jestem tego pewna. Wtedy, gdy go dopadłam… Nie bronił się. Nic nie mówił. Dopiero Theron oderwał mnie od niego i kazał komuś zawieźć do domu. Powiedział mi, że jeśli chcę wyjść z tego cała i zdrowa, mam się w to nie mieszać i nie szukać guza. Gdy odbierałam dyplom… – Zawiesiłam głos, bo dziwna gula w gardle nie pozwalała mi swobodnie mówić. – Przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by on za to zapłacił, by oni zapłacili – poprawiłam się szybko. – Policja twierdziła, że Broke zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wiedziałam, że nikt nie odpowie za to zabójstwo, a ja za wszelką cenę doprowadzę do ich aresztowania, obojętnie za co. Chcę, aby cierpieli, tak jak cierpiałam ja, jej mama oraz siostra. Zapłacą mi za to.

Poczułam, że pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Otarłam ją szybko, bo wylałam ich już miliony. Nie miałam zamiaru więcej płakać. Teraz przyszedł czas na działanie.

Po tym wszystkim urwał mi się kontakt z rodziną przyjaciółki. Jej mama nie potrafiła znieść, że straciła córkę, a moja obecność przypominała jej o tym w każdej sekundzie.

– Nie rozumiem tylko, dlaczego więcej uwagi poświęcasz Theronowi, skoro to Christos pozostawał partnerem Broke – zauważyła policjantka, zresztą całkiem słusznie.

– On nie próbował się bronić, a pustka w jego oczach… – Urwałam, przełykając głośno ślinę. – Po prostu reakcja jego i Therona świadczyła, że ten drugi wie na temat tej sprawy o wiele więcej. I groził mi, kazał się trzymać z daleka. Wiem, że ona usłyszała coś, to im się nie spodobało, a Christos nie zdołał jej ochronić… Nie mam pojęcia, co dokładnie się wydarzyło, wiem natomiast, że to oni są odpowiedzialni za jej śmierć. Dlatego zrobię wszystko, bez względu na cenę, żeby rozwalić to całe towarzystwo – kontynuowałam, ale już bez cienia emocji. – Nie mam rodziców, żadnej rodziny, jestem sama. Gdybym miała kogoś bliskiego… być może nie podjęłabym się takiego ryzyka, ale w tej sytuacji… pragnę zemsty i ją dostanę.

– Masz mnie, Nell – zapewniła cicho Miley.

Poczułam ogromne wzruszenie na te słowa.

– Mam ciebie – potwierdziłam. – Mamy siebie i ten sam cel.

– Muszę się dowiedzieć, kto zabił Martina – poinformowała, patrząc prosto w moje oczy. – Potrzebuję tego bez względu na cenę, jaką przyjdzie mi zapłacić. On był taki młody, miał plany…

– Jutro wieczorem Simons wydaje przyjęcie – zaakcentowałam, wiążąc z tym wydarzeniem ogromne nadzieje. – Zdobyłam zaproszenie. Może uda mi się coś usłyszeć.

– Ja zamierzam powęszyć wokół Reida Hyde’a. Bardziej niż dotychczas.

Kiwnęłam powoli głową na ten pomysł. Musiałyśmy działać na dwa fronty, a nie skupiać się wyłącznie na jednej osobie.

Cały czas trzymałam rękę na pulsie, obserwuję Christosa, on jednak od jakiegoś czasu wydawał się jakby przeźroczysty, niewidoczny. Trudno gdziekolwiek go spotkać, w przeciwieństwie do Pascalisa.

– Więc się rozdzielamy i pozostaniemy w kontakcie – skwitowałam, licząc, że nasz plan się powiedzie.

– Uważaj na siebie, Nell.

Uśmiechnęłam się lekko.

– To niech oni uważają na nas, Miley.

W oczach dziewczyny dostrzegłam błysk nie tylko zadowolenia, lecz także nadziei. Każdego dnia obie dostawałyśmy ostro po tyłku, ale wierzyłam, że zła passa kiedyś się skończy i odnajdziemy drogę do prawdy.

– Tak, niech oni uważają na nas – zawtórowała tonem takim, jakby składała przysięgę.

Brałyśmy pod uwagę cenę, jaką być może przyjdzie nam zapłacić za szukanie prawdy i wchodzenie w drogę osobom pokroju Therona, Christosa i Hyde’a, lecz poczucie sprawiedliwości okazało się silniejsze niż jakikolwiek strach.

Rozdział 3

Nell

Na przyjęcie do Simonsa wybrałam klasyczną małą czarną kończącą się w połowie uda i niemającą pleców. Do tego dobrałam szpilki i małą kopertówkę, a włosy upięłam w elegancki kok i włożyłam długie srebrne kolczyki. Gustownie, ale nie wyzywająco.

Doskonale zdawałam sobie sprawę z faktu, że wygląd korzystnie zadziała w sytuacji, kiedy dopadnę mężczyznę z odpowiednich kręgów i nakłonię go, by zechciał ze mną porozmawiać.

Nie mogłam wyglądać ani jak dziwka, ani jak świętoszka, więc wybrałam coś pomiędzy.

Nie miałam obmyślonego superplanu, stwierdziłam, że zadziałam spontanicznie i zrobię to, na co pozwolą mi panujące w rezydencji warunki.

Kilka minut przed czasem usłyszałam dźwięk domofonu. To Noah. Wpuściłam go więc na górę i uśmiechnęłam się szeroko na jego widok, gdy w końcu dotarł pod moje drzwi. Tak jak myślałam, smoking pasował do niego idealnie.

– Wyglądam jak idiota – podsumował, krzywiąc się lekko na widok mojego uśmiechu.

– W takim razie wyglądasz jak przystojny idiota – skwitowałam, lustrując go uważnie.

Poznaliśmy się na studiach. Każde z nas wybrało inne specjalizacje, a mimo to nadal utrzymywaliśmy kontakt. Naszą relację mogłabym nawet nazwać przyjaźnią, dlatego poprosiłam tego przystojnego blondyna, aby dzisiaj towarzyszył mi podczas przyjęcia. Nie powinnam pojawiać się tam sama chociażby ze względów bezpieczeństwa.

– Lars nie dzwonił?

Na samo wspomnienie tego dupka poczułam nieprzyjemny dreszcz biegnący po kręgosłupie. Studiowaliśmy razem i mój były narzeczony, podobnie jak Noah, wybrał zawód adwokata. Przez kilka lat ja i Lars stanowiliśmy parę i dość szybko doszło do zaręczyn. Wydawało mi się, że to odpowiedni facet dla mnie – ambitny, czuły, troskliwy. Kilka tygodni temu wpadłam do mieszkania mężczyzny bez zapowiedzi, ponieważ poprzedniego wieczoru zostawiłam u niego portfel. Zastałam tego złamasa w łóżku z jakąś dziewczyną. Dla mnie to oznaczało koniec, ale dla mojego eks niekoniecznie.

– Zablokowałam jego numer – poinformowałam bez cienia emocji w głosie.

Na początku czułam się potwornie, ale z każdym kolejnym dniem robiło się coraz lepiej, a ja w sumie zaczęłam doceniać fakt, że dowiedziałam się o wszystkim prędzej, a nie później.

– Odwiedził mnie. – Kumpel rzucił tą informacją niczym bombą, obserwując moją reakcję w skupieniu. – Prosił, żebym ci przekazał…

– Nie chcę nic wiedzieć – przerwałam mu szybko. – Mam w nosie to, co ten drań ma mi do przekazania. Zdradził mnie, do diabła, i nie chcę go znać. Nie spędzę reszty życia z kimś niegodnym zaufania.

Zakończyłam swój wywód, wzięłam płaszcz i zarzuciłam go na ramiona.

– Masz rację – dodał po dłuższej chwili Noah. – Lars prosił, więc chciałem ci przekazać wiadomość. Rozumiem, że nie chcesz tego słuchać.

Nie zazdrościłam mu tych wszystkich rozterek. Przyjaźnił się z nami, ze mną i moim eks, więc ta sytuacja mogła sprawiać mu dyskomfort, ale musiałam jasno wyznaczyć granice, których wszyscy powinni się trzymać.

– Następnym razem, kiedy ten drań poprosi cię o pośredniczenie, to odmów – poradziłam, sięgając po leżącą na pufie torebkę.

– Masz rację, tak zrobię.

Zdecydowanie zdrada Larsa to jedno z moich najboleśniejszych doświadczeń, ale musiałam grubą kreską oddzielić przeszłość od teraźniejszości, inaczej nigdy nie ruszę do przodu. Nie miałam pojęcia, czy kiedykolwiek się przełamię i komuś zaufam. W tej chwili kompletnie nie wiedziałam, czy naprawdę go kochałam, czy może ból ten pozostawał bardziej związany z faktem, że zostałam w taki sposób oszukana… Niemniej jednak nie planowałam mu niczego wybaczać. Wyrzuciłam go ze swojego życia raz na zawsze i nie planowałam pozwalać na jakiekolwiek powroty.

Jeszcze w windzie mój partner zamówił taksówkę, by ta zawiozła nas do rezydencji Ethana Simonsa.

Uważałam za dość ryzykowne urządzanie takiej imprezy we własnym domu, ale przypuszczałam, że facet zatrudniał sporo ochrony. Musiałam zachować szczególną ostrożność przy badaniu terenu.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że kandydat na gubernatora posiadał niemalże pałac. Z oddali dostrzegłam dwie sporych rozmiarów wieże, liczne tarasy i balkony oraz rzeźby wykonane z roślin. Te wywarły na mnie ogromne wrażenie. Brakowało lodowych rzeźb, lecz zważywszy na to, że panowała późna wiosna, te nie miałyby szansy na przetrwanie w tej temperaturze.

Do środka dostaliśmy się dzięki bilecikom kontrolowanym przez ochronę, następnie kamerdyner skierował nas do szatni, skąd udaliśmy się prosto do ogromnej sali balowej.

Nie spodziewałam się, że od razu zobaczę obiekt swojego śledztwa, stało się to jednak już po kilku minutach. Theron stał dumnie wyprostowany po przeciwnej stronie sali balowej z uwieszoną na jego ramieniu piękną kobietą. Wiedziałam, że to niejaka Sofia i że spotykał się z nią już od kilku tygodni.

Jego partnerka musiała stawać na palcach, aby jej usta znalazły się w pobliżu ucha mężczyzny. Wyglądała na podekscytowaną tym, co mu przekazuje, on wręcz przeciwnie, wyglądał na znudzonego. W końcu odpowiedział jej coś od niechcenia, a po krótkim czasie jego wzrok spoczął na mojej twarzy. Na początku Pascalis wydawał zaskoczony moim widokiem, po kilku sekundach to wrażenie jednak minęło, a on spojrzeniem niemal przyszpilił mnie do ściany. Nie wyglądał na zadowolonego z mojej obecności i prawdę mówiąc, ani trochę mu się nie dziwiłam.

Przez jakąś minutę mierzyliśmy się wzrokiem. To prawdziwa walka i zwycięsko wyjdzie z niej ten silniejszy. Nie miałam pojęcia, czy tym kimś okażę się ja, ale postanowiłam spróbować.

Ciemnooki, ciemnowłosy mężczyzna o atletycznej budowie mógł zapierać dech w piersi, zwłaszcza jeśli do tego okazał się zakazany, niebezpieczny… Zdawałam sobie sprawę z faktu, że nawet ja mogłabym ulec temu urokowi.

W tej samej chwili Noah chwycił moją dłoń, a ja oderwałam uwagę od wściekłego Greka.

Przyjaciel posłał mi lekki uśmiech, a ja go odwzajemniłam, nadal czując na sobie wzrok Therona.

Nie powinien zawracać sobie mną głowy, wprawdzie pojawiłam się tu z jego powodu, bardziej jednak zależało mi na kontaktach z jego znajomymi niż z nim samym. Wiem już, że z tego faceta nie wyciągnę nic ponad to, co sam zechce mi powiedzieć.

– Niepotrzebnie ryzykujesz. – Z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciela. – To nie zwróci życia Broke.

Przerabialiśmy to już wiele razy, więc gdy wspomniał o tym po raz kolejny, zwłaszcza tutaj, nieco mnie zirytował.

– Wiem o tym – parsknęłam cicho. Przechadzaliśmy się pomiędzy ludźmi, a ja starałam się trzymać jak najbliżej kandydata na gubernatora. Może zdołałabym usłyszeć coś nieprzeznaczonego dla moich uszu. – Tu chodzi o sprawiedliwość – wyjaśniłam. – Broke była wspaniała, piękna, utalentowana i tak pełna życia. Nie pozwolę, żeby jej zabójca pozostał bezkarny. Nie, kiedy ona leży pod ziemią, a ten bydlak cieszy się wolnością. Znajdę sposób, by znalazł się tam, gdzie jego miejsce. Obojętnie za co, za handel narkotykami czy zabójstwo.

– Masz całe życie przed sobą – odparł, na co tylko wzruszyłam ramionami.

Nie zamierzałam tłumaczyć mu po raz kolejny tego wszystkiego. Chciałam dopaść mordercę mojej przyjaciółki i pomóc Miley ustalić, kto zabił Martina. Zbyt dużo się wydarzyło, aby tak po prostu odpuścić.

Zresztą nie miałam zbyt wiele do stracenia.

Po kilkunastu pokonanych jardach i zmianie tematu w rogu sali dostrzegłam Christosa, Nikolasa i Therona. Rozmawiali o czymś w skupieniu.

Zauważyłam także, że Simons podchodził do wszystkich, tylko nie do nich. Zapewne nie chciał wzbudzać podejrzeń, czemu kompletnie się nie dziwiłam. Poświęci tym gangsterom zapewne minimum czasu, a oni swoją obecnością zwyczajnie zaznaczą teren i nastraszą potencjalnych przeciwników.

Starałam się zachować profesjonalizm, tańczyłam z Noahem, popijaliśmy szampana i spacerowaliśmy wokół sali, poznając kolejne osoby, rozmawiając ze sobą i częstując się przekąskami. Gdy tylko zerkałam ukradkiem w stronę Pascalisa, widziałam, że on patrzył prosto w moją stronę. Świdrował mnie swoimi czarnymi oczami od czubka głowy po wysokie szpilki.

W pewnej chwili nie wytrzymałam i posłałam mu swój uśmiech numer sześć, na co on odwdzięczył się zaskoczonym spojrzeniem. I dobrze. Nie powinien myśleć, że byłam przewidywalna, bo to poważny błąd. Miałam też świadomość, jak wyglądam, i dość często robiłam z tego użytek. Uroda pomagała otworzyć wiele zamkniętych drzwi, rozsznurować usta osobom niemającym ochoty mówić.

Żałowałam jedynie tego, że Theron wiedział, w jakim celu miałam ich na oku, bo to tak naprawdę pozbawiało mnie elementu zaskoczenia i wielu szans do wykorzystania.

– On nie ukrywa się ze sponsorowaniem Simonsa – szepnął mi do ucha Noah.

– To nie grzech – stwierdziłam. – Grzechem pozostaje fakt, że zamierza czerpać z tego korzyści. Grzechem jest też to, że pierze pieniądze w tych swoich lokalach. Pieniądze z handlu narkotykami, bronią i Bóg wie czym jeszcze.

– Myślisz, że handlują też ludźmi?

– Nie wiem, raczej nie. W każdym razie nie natrafiłam na żaden świadczący o tym ślad.

Sprawdzałam zawsze wszystko, co trafiało w moje ręce: poszlaki, opinie innych ludzi, prasę brukową. Nigdzie nie zauważyłam żadnej wzmianki o handlu żywym towarem.

– Pójdę po szampana – poinformował mój towarzysz. – Oboje potrzebujemy więcej rozluźnienia.

Kiedy patrzyłam za odchodzącym Noahem i myślałam o tym, jak Miley idzie z Reidem, do moich uszu dobiegł twardy, męski głos. Natychmiast go rozpoznałam.

– Co za miłe spotkanie, panno Liden.

Starając się zachowywać swobodnie, powoli odwróciłam się w stronę głosu, dostrzegając Therona Pascalisa.

Patrzył mi prosto w oczy, ujął moją rękę, a następnie musnął ustami jej wierzch. Ciało przeszył mi prąd, a ja starałam się z całych sił, aby mu się nie wyrwać i nie posłać go do diabła. Zbyt wielu ludzi mogłoby to zobaczyć, więc powstrzymałam się ostatkiem sił.

– To kwestia dyskusyjna, Pascalis – oświadczyłam chłodnym jak arktyczny lód głosem. – Może poszukasz swojej dziewczyny, co? Bo chyba gdzieś ci się zawieruszyła.

Mężczyzna zbliżył się jeszcze bardziej, aż czubki naszych butów niemal się stykały. Zadarłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Nawet w wysokich szpilkach byłam sporo niższa od niego. Oliwkowa karnacja, ciemne oczy, pełne usta, twarda linia żuchwy oraz kruczoczarne włosy robiły na mnie ogromne wrażenie. Ten facet w całości prezentował się doskonale i żaden inny gość na tej sali nie mógł mu dorównać. Niestety.

Wiedziałam, że chciał mnie nastraszyć spojrzeniem, posturą i bliskością, ale ja nie byłam małą dziewczynką, z którą mogłoby mu się to udać. Owszem, bałam się, w końcu nie miałam do czynienia z byle kim, ale odnosiłam wrażenie, że Pascalis nie zrobi mi krzywdy. Musiał mieć do mnie słabość, skoro nadal żyłam, prawda?

– Pozwól, że udzielę ci rady. Tak po przyjacielsku – zaczął spokojnie, posyłając mi lekki uśmiech, ale w tym geście nie odnalazłam nawet cienia wesołości.

Ponownie poczułam przebiegające po moim ciele dreszcze.

– Nie jesteśmy przyjaciółmi – zauważyłam.

Zawsze, kiedy kontrowałam jego wypowiedzi, wydawał się zdziwiony, jakby nigdy wcześniej nie doświadczył sprzeciwu.

– Odpuść sobie – ostrzegł.

– Nie zamierzam – oświadczyłam, zadziornie unosząc podbródek.

– Naprawdę? – Sarkazm w jego głosie wydawał się ostrzeżeniem. – Zdajesz sobie sprawę, na co się porywasz?

– Grozisz mi, Pascalis?

– Skądże – zaprzeczył, a jego oczy zalśniły dziwnym blaskiem. – Nie odważyłbym się grozić pani prokurator.

– Grozić nie, ale zabić już tak? – prychnęłam cicho. – Śmierć Broke nie ujdzie wam na sucho.

Przed przyjazdem tutaj nie planowałam tracić opanowania i dawać się ponieść emocjom, ale miałam powyżej uszu jego bezczelności.

– Zostaw to, Nell.

Czułam, że to groźba, a nie przyjacielska rada, chociaż moje imię w jego ustach brzmiało tak… dobrze i miękko.

I zdawałam sobie sprawę, że to ostatnie ostrzeżenie. Przed czym? Nie wiedziałam.

Mężczyzna nie powiedział niczego więcej, po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł swobodnie w stronę Christosa, którego dostrzegłam dopiero po chwili.

– Czego chciał? – Noah pojawił się naprzeciwko, jakby wyrósł spod ziemi.

Podał mi kieliszek, a ja natychmiast wypiłam niemalże całą zawartość naczynia.

– Chciał mi dać przyjacielską radę – mruknęłam cicho. – Oczywiście z niej nie skorzystam. Chodźmy na bok, powinnam ci o czymś powiedzieć.

Wiedziałam, że to nieuczciwe, ale zdawałam sobie sprawę, że to może moje jedyne wyjście. Idąc na to przyjęcie, planowałam przecież korzystać z każdej nadarzającej się okazji. I nic w tym względzie się nie zmieniło.

Kiedy znaleźliśmy się w opustoszałym korytarzu, przyjaciel posłał mi pytające spojrzenie. Wyglądało na to, że nie zachwycała go ta mała zmiana planów.

– Co jest?

Świdrował mnie spojrzeniem, jakby zaraz miała mi wyrosnąć druga głowa, ale chodziło o coś bardziej prozaicznego. I niebezpiecznego.

– Niedługo czas na fajerwerki i wszyscy wyjdą na zewnątrz – przypominałam, rozglądając się, czy aby moje słowa nie trafią do niepowołanych uszu. – W tym czasie pójdę do gabinetu Simonsa, może coś znajdę.

Mężczyzna wytrzeszczył oczy w kompletnym zdziwieniu.

– Oszalałaś? – wycedził, a na jego twarzy dostrzegłam przerażenie pomieszane ze złością. – To niebezpieczne!

Oboje wiedzieliśmy, z kim mamy do czynienia, i widziałam wyraźnie, jakie to robiło wrażenie na moim przyjacielu. Zapewne się spodziewał, że oprócz kilku tańców, picia szampana i zajadania przekąsek nie zrobimy nic więcej.

– To moja szansa i nie mogę jej zmarnować – stwierdziłam, patrząc mu z napięciem w oczy. – Ty wyjdziesz razem z gośćmi na pokaz, ale schowasz się gdzieś w cieniu, żeby nikt nie zauważył, że nie ma mnie razem z tobą, rozumiesz?

– Wiesz, że to kompletnie szalone? – upewnił się i wziął głęboki wdech.

Noah brzmiał tak, jakby pogodził się już z sytuacją i moim szalonym planem, chociaż nadal był przeciwny jego realizacji.

– Wiem – odparłam. – Jak wszystko, co robię. – Wzruszyłam lekko ramionami, nadając temu wydarzeniu trochę swobody i obojętności, bo zauważyłam, jak bardzo przyjaciel się stresuje.

– Wariatka – skwitował z rezygnacją, a ja odetchnęłam z ulgą, zauważając, że w końcu wyluzował.

Jego opanowanie to konieczność, jeśli chciałam, by wszystko się udało. Gdyby ktoś zauważył, że Noah rozgląda się w panice, nie przysłużyłoby się to mojej sprawie.

Mimowolnie poczułam, że mój oddech także wraca do normy, a serce nie tłukło się już tak w klatce piersiowej.

– Jeśli mnie złapią, powiem, że się zgubiłam. Zresztą mam adwokata, prawda? – upewniłam się, mrugając do niego.

– Jesteś głupia, wiesz? – Zaśmiał się cicho.

– Wiem, dlatego się ze mną zadajesz – zauważyłam, ponownie ciągnąc go w stronę sali głównej, gdzie bawili się pozostali goście.

Cieszyłam się, że udało mi się namówić go na ten szalony plan, który mógł skończyć się dla mnie fatalnie. Nie miałam jednak innego wyjścia, jak zaryzykować. Zdawałam sobie sprawę, że odetchnę pełną piersią dopiero wtedy, kiedy zabójca mojej przyjaciółki zostanie złapany. I skazany, bo jeśli chodzi o mafię, niczego nie mogłam być pewna.

Ja i Noah znowu tańczyliśmy, unikając jak ognia przebywania w tym samym otoczeniu co tamta grecka rodzinka, chociaż starałam się ich dyskretnie obserwować.

Po reakcji partnerki Therona przypuszczałam, że ona także dostrzegła zainteresowanie mężczyzny moją osobą. Ten facet już nawet się nie krył, że się na mnie gapi. Nie dam się zastraszyć, nie należałam do tchórzliwych osób i ten dupek już dawno powinien się o tym przekonać.

– Chyba kochanka naszego Pascalisa nie darzy cię sympatią – szepnął mi do ucha przyjaciel.

Dostrzegałam i niemal czułam te pełne nienawiści spojrzenia rzucane w moją stronę. Ta idiotka nie miała pojęcia, że jej facet kompletnie mnie nie interesował, a przynajmniej nie w romantycznym sensie.

Chociaż… miałam różne fantazje z nim w roli głównej, a najczęstsza z nich to taka, jak stoi zakuty w kajdanki, czekając na wyrok.

Kłamczucha…

– Jest zazdrosna – stwierdziłam, szczerząc zęby w radosnym uśmiechu.

– Dziwne, ale kiedy się śmiejesz, on gapi się na ciebie i nawet nie mruga.

Im bardziej jego kobieta się wścieknie, tym lepiej dla mnie. Z zazdrości zapewne urządzi mu prawdziwe piekło i przysięgam, że oddałabym wszystko, aby stać w pierwszym rzędzie i się temu przyglądać.

Gdy ogłosili pokaz sztucznych ogni, odebraliśmy płaszcze, a następnie ruszyliśmy na zewnątrz i przystanęliśmy w cieniu drzew. Czekałam na odpowiedni moment, a pierwszy rozbłysk na oświetlonym gwiazdami niebie dał mi zielone światło. Wszyscy spoglądali w górę, zainteresowani pokazem, a nie otoczeniem, więc powoli ruszyłam w stronę budynku, wcześniej oddałam mężczyźnie swoje okrycie, aby nie przeszkadzało mi ono w śledztwie.

Lepsza okazja, aby dostać się do gabinetu Ethana, mogła już mi się nie trafić, więc musiałam podjąć to ryzyko. Zapewne pierwszy i ostatni raz przebywałam w jego domu, a ta świadomość dodała mi nieco odwagi.

Poruszałam się cicho, stąpając na palcach w kierunku mieszkalnej części domu. Kierowałam się intuicją, mając świadomość, że gabinet musi znajdować się na parterze. Liczyłam, że się nie myliłam, a przyszły gubernator nie postanowił urządzić swojego domu zupełnie inaczej niż reszta świata. W końcu od dawien dawna wiadomo, że część dzienna znajduje się na dole, a sypialniana na górze.

Na szczęście nie spotkałam nikogo po drodze. Otworzyłam kolejno dwie pary drzwi, lecz nie odnalazłam za nimi tego, czego szukałam. Udało się to dopiero za trzecim razem.

Nie planowałam korzystać z elektryczności, to nie wchodziło w grę, więc sięgnęłam do torebki po smartfon, a następnie włączyłam latarkę i skierowałam się w stronę biurka, zwracając strumień światła na podłogę. Nie przyglądałam się też pomieszczeniu, ponieważ średnio interesowałam się jego wystrojem. Potrzebowałam jedynie czegoś, co pozwoli mi szantażować Pascalisa, albo czegokolwiek, co wskaże na jego kontakty z kandydatem na gubernatora. Rozpaczliwie pragnęłam znaleźć jakiekolwiek dowody, które pomogłyby mi zamknąć Therona albo Christosa. Zmusiłabym ich w toku prowadzonego śledztwa, aby wyjawili, co stało się z moją przyjaciółką.

Pośpiesznie przeglądałam leżące na blacie biurka papiery, chociaż zdawałam sobie sprawę, że tylko kompletny idiota zostawiłby coś ważnego na wierzchu, mając świadomość, że w jego domu pojawi się ponad setka gości.

Oprócz kompletnie pustego kalendarza spotkań i ulotek z biur podróży nie odnalazłam nic więcej, podobnie w dwóch szufladach jako jedynych niezamkniętych na klucz. Czułam, że to zbyt piękne, aby mogło okazać się prawdziwe…

W zamyśleniu zerknęłam na dwie pozostałe szuflady chronione zamkiem. Rozejrzałam się, zastanawiając, gdzie ten kutas mógł chować klucze… Przecież nie mógł nosić ich ze sobą, prawda?

Nie miałam czasu, aby ich szukać, więc wyciągnęłam z włosów szpilkę, a następnie kucnęłam przy biurku, aby rozprawić się z mechanizmem. Nie miałam pojęcia, czy moja misja zakończy się sukcesem, ale skoro już zaszłam tak daleko, nie w głowie mi rezygnowanie. Wiedziałam, że przy odrobinie szczęścia istniała możliwość, aby rozpracować taką przeszkodę.

Majstrowałam przy nim, zauważyłam jednak, że to zupełnie inny mechanizm i zwykła szpilka może nie wystarczyć, aby go pokonać.

Kręciłam po omacku dłońmi, pragnąc usłyszeć ten charakterystyczny zgrzyt, ale po chwili się okazało, że do moich uszu dobiegło coś zupełnie innego. Odgłos kroków w korytarzu stawał się coraz wyraźniejszy, więc pośpiesznie wyłączyłam latarkę, a następnie schowałam się pod biurko, mając nadzieję, że ten ktoś uda się w zupełnie inne miejsce niż gabinet kandydata na gubernatora. Swoją drogą, zastanawiało mnie, z jakiego powodu podczas takiego przyjęcia nie zamknięto pomieszczenia na klucz… A może to pułapka?

Wiedziałam już, że wpadłam w poważne tarapaty, kiedy usłyszałam, że drzwi do pomieszczenia się otworzyły, a następnie zamknęły cicho. Drżałam na całym ciele, niemal czując oddech śmierci na karku, ale po chwili uspokoiłam się, nie słysząc żadnych innych dźwięków. Może po prostu ktoś tu zajrzał, a kiedy nie zobaczył niczego podejrzanego, to się rozmyślił i postanowił zawrócić…

Usłyszałam ciche kliknięcie, a po sekundzie pokój zalało żółte, całkiem przyjemne światło.

Przełknęłam głośno ślinę, gdy moim oczom ukazały się eleganckie czarne buty, a kiedy nieco uniosłam wzrok, dostrzegłam elegancko skrojone spodnie… I jakaś część mnie wiedziała już, do kogo należały.

– Zgubiła się pani? – Do moich uszu dotarł zgrzytliwy, nieprzyjemny ton Therona.

To, że miałam kłopoty, to niedopowiedzenie!

On już wiedział, że siedziałam pod biurkiem, widział mnie, więc nie było najmniejszego sensu udawać. Powinnam improwizować, pytanie tylko jak…

Sięgnęłam po swój telefon i schowałam go do torebki, aby Grek nie wszedł w jego posiadanie, po czym chwyciłam się brzegu biurka i podniosłam z podłogi. Jednocześnie posłałam mu jeden z tych swoich uśmiechów, na którego widok innym facetom miękły kolana. Ale najwidoczniej nie jemu.

– Co za spotkanie – rzuciłam i zaśmiałam się perliście.

Starałam się jak mogłam, aby ten śmiech nie brzmiał nerwowo, ale tak naprawdę czułam przerażenie. Wiedziałam, że żadne tłumaczenie nie wyda mu się rozsądne, jedynie mnie pogrąży.

Kiedy w końcu stanęłam przed nim wyprostowana, dostrzegłam na jego twarzy grymas złości. Facet górował nade mną wzrostem i chociaż miałam jakieś pojęcie o samoobronie oraz pistolet w torebce, to jednak doskonale zdawałam sobie sprawę, że to nie wystarczyło, bo Theron Pascalis to nie ten kaliber… Kawałek metalu nie mógłby go odwieść od skręcenia mi karku.

– Co tu robisz, do diabła? – warknął, nie nabierając się na moje chichoty i inne stosowane na nim gierki.

Co za niespodzianka…

Obciągnęłam sukienkę, bo się podwinęła, ale i dlatego, że musiałam zająć czymś dłonie.

– Rozbolała mnie głowa – wyjaśniłam. – Migreny, sam rozumiesz. Musiałam pobyć trochę w samotności.

Wiem, jak to brzmiało, i właściwie przyjemność sprawiło mi robienie z niego idioty.

– Pod biurkiem? – Uniósł brew, lustrując mnie uważnym spojrzeniem.

Czułam coraz większe zdenerwowanie i buzujące emocje, ale grałam dalej, bo wiedziałam, że nie mogłam się już wycofać. Pozostawała mi jedynie ucieczka, ale dostrzegłam, jak mężczyzna się spiął, gotowy do ataku, a dziś wieczorem nie planowałam zostać niczyją ofiarą.

– Właściwie to coś mi wypadło. Szukałam, ale wygląda na to, że nie mogę znaleźć. – Gdybym znajdowała się w innej sytuacji, przysięgam, że komizm obecnej doprowadziłby mnie do łez. Ale nie tutaj, nie teraz i nie z nim.

Dlaczego ten wyjęty spod prawa dupek musiał być taki przystojny, elektryzujący i… zwyczajnie piękny? Na serio rozumiałam tę jego kochankę, kiedy mordowała mnie wzrokiem, próbując zaznaczać teren, chociaż wydawało mi się, że facet taki jak on nie mógł należeć do nikogo.

– W ciemności? – dociekał.

– Nie umiałam znaleźć włącznika – tłumaczyłam spokojnie.

Grek podszedł jeszcze bliżej i dotknął moich włosów, a właściwie wziął w palce kosmyk uwolniony z koka. Przypadkiem musnął dłonią moją szyję, a ja poczułam wspinające się po kręgosłupie dreszcze.

Intensywność jego spojrzenia mogłaby uwięzić moje ciało, sprawić, że nie potrafiłabym się poruszyć. On potrafiłby mnie zniszczyć i ta świadomość ani trochę nie przypadła mi do gustu.

Koleś prawdopodobnie miał coś wspólnego z zabójstwem mojej przyjaciółki, a także ze zniknięciem dziesiątek ludzi, a ja stałam, gapiąc się na niego i pozwalając dotykać swoich włosów.

– Zgubiłaś szpilkę? – zainteresował się cichym seksownym głosem, a ten dźwięk dosłownie uderzył w moje podbrzusze.

Przymknęłam oczy, bo Theron emanował takim seksapilem, że potrafiłabym odszczekać swoje słowa. Poszłabym z takim gangusem wszędzie, a zwłaszcza do łóżka.

Którędy droga?

– Skąd wiedziałeś?

Zatrzepotałam zalotnie rzęsami i zarejestrowałam, że facet się na to nabrał, bo jego głos zmiękł.

Czas na zadanie ostatecznego ciosu…

– Bo ją znalazłem – odparł. – Spójrz, jest w zamku w szufladzie biurka.

Pochyliłam się natychmiast, by wyjąć przedmiot, i w tej samej sekundzie wepchnęłam go we włosy, poprawiając kok, któremu nie zaszkodził ten chwilowy brak wsparcia.

– Złośliwość rzeczy martwych – rzuciłam, wzdychając lekko. – Szukałam jej dobrych kilka minut.

Udawanie idiotki najwyraźniej szło mi całkiem nieźle. Pascalis nie będzie się spodziewał, kiedy zadam ostateczny cios.

– Co kombinujesz, Nell? – Nieprzyjemny, zgrzytliwy ton uderzył prosto do mojej głowy i niemal wpadłam w panikę, bo ujrzałam, jak wyciąga broń zza paska. – Ostrzegałem cię.

Przełknęłam głośno ślinę, nie spodziewając się takiego obrotu wydarzeń. Przecież nie raz już miałam z nim do czynienia i nigdy nie posunął się do czegoś takiego… A jeśli tym razem poważnie nadwyrężyłam jego cierpliwość i postanowił mnie zabić?

– Co zamierzasz zrobić? – Dumnie uniosłam podbródek, starając się, aby mój głos brzmiał mocno i pewnie.

Przecież nie odbierze mi życia w gabinecie polityka, podczas trwającego przyjęcia, na którym zgromadziły się tłumy, prawda?

Oderwał wzrok od broni, spoglądając mi prosto w oczy.

– Widzisz, mógłbym cię teraz zabić – oznajmił, odbezpieczając broń. – Mógłbym cię zabić i wytłumaczyć się tym, że wziąłem cię za włamywacza.

– Nikt by w to nie uwierzył, Pascalis – wycedziłam zimno, już rozumiejąc jego plan. – Ty też nie masz prawa tu przebywać, to nie włamanie do twojego domu – przypomniałam.

– Przechodziłem obok i słyszałem hałasy – kontynuował, mierząc w moją głowę, a na dowód swoich słów zrzucił z biurka wazon, a ten roztrzaskał się z hukiem na posadzce.

Zerknęłam na lufę pistoletu, a następnie na Greka. Minę miał posępną, a w jego oczach dostrzegłam dziwny błysk.

– Mężczyzna mający ponad sześć stóp wzrostu zabija drobną kobietę w obronie własnej? – Pokręciłam głową z powątpiewaniem. – Nikt w to nie uwierzy, Pascalis.

Theron ujął moją dłoń i przycisnął ją do swojej szyi, nie przestając mierzyć do mnie z broni. Próbowałam się odsunąć, lecz jego chwyt okazał się stalowy. Nie potrafiłam się uwolnić.

– Było ciemno, ktoś mnie zaatakował. Nie widziałem, do kogo celuję, chciałem tylko przeżyć. – Mówiąc to, raz za razem z całej siły przeciągał po swojej skórze moimi paznokciami, by pozostawić na niej krwawe ślady. – Denatka będzie miała pod paznokciami mój naskórek.

Przymknęłam oczy, czując zbliżający się koniec. Nie doceniałam go. Przyjdzie mi umrzeć, a nawet nie otarłam się o prawdę.

– Zanim mnie zabijesz, chcę wiedzieć, dlaczego pozbyliście się Broke. Chyba tyle możesz zrobić, prawda?

Muskał lufą pistoletu mój policzek, a dotyk zimnej stali powodował, że wzdrygnęłam się lekko. Patrzyłam mu jednak cały czas w oczy, próbując znaleźć w nich odpowiedź na pytanie dręczące mnie od lat.

– Jesteś takim wrzodem na dupie, panno Liden, napsułaś mi tyle krwi, że nie zasługujesz na żadne wyjaśnienia.

– Jesteś potworem – stwierdziłam, czując, że moje serce zaczyna boleśnie tłuc się pod żebrami.

– Jestem, nigdy nie twierdziłem inaczej.

W tej samej sekundzie Pascalis zastąpił lufę pistoletu swoją dłonią i zaczął gładzić mnie nią po policzku. Patrzył mi w oczy takim wzrokiem, że zmiękły mi kolana, a oddech ugrzązł w płucach, choć to z całą pewnością ze strachu, bo nie istniał inny powód dla takiego zachowania.

– Dlaczego mnie nie posłuchałaś? – zapytał cicho. – Po co tak ryzykujesz?

Wydawało mi się, że w jego głosie pobrzmiewał żal, chociaż doskonale wiedziałam, że dla niego pociągnięcie za spust jest równie łatwe, jak dla mnie wypicie szklanki mleka przed snem.

– Broke to moja przyjaciółka. Była młoda, piękna i niezwykle dobra. Nie zasługiwała na śmierć – rzuciłam mu prosto w twarz.

– Nie, nie zasługiwała – potwierdził, czym mnie zaskoczył.

W tej samej sekundzie Grek zabezpieczył broń, a następnie włożył ją za pasek, ku mojej uldze i ogromnemu zdziwieniu.

Miał szansę strzelić mi w głowę, posiadał doskonałe alibi, a mimo to z jakichś powodów odstąpił od tych zamiarów.

– Trzymaj się z daleka, Nell – uprzedził z niebezpiecznym błyskiem w ciemnych oczach. – Nie zadzierasz tylko ze mną. Jesteś głupia, jeśli myślisz, że to węszenie ujdzie ci płazem.

– Broke… – zaczęłam, ale Theron przerwał mi twardym głosem.

– Jej już nie pomożesz. Nie ryzykuj głupio własnym życiem.

Słyszałam, że moja komórka zawibrowała i chciałam po nią sięgnąć, ale rozległ się stukot obcasów na marmurowej podłodze. Dźwięk z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy… Przez to, że Pascalis zapalił światło, ktoś mógł tu wejść, a tego nie chciałam za nic w świecie.

Jednocześnie miałam swoje podejrzenia dotyczące tego, kto mógł zmierzać w naszą stronę. Ta cała Sofia zauważyła jego zniknięcie i ruszyła na poszukiwania swojego faceta.