Toy Story 5. Biblioteczka przygody. Disney Pixar - Steve Behling - ebook

Toy Story 5. Biblioteczka przygody. Disney Pixar ebook

Steve Behling

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Zabawki powracają w wielkim stylu!

Jessie, Buzz, Chudy i reszta paczki muszą stawić czoła nowemu zagrożeniu… urządzeniom, które powoli wpraszają się na ich miejsce. Czy zabawki odnajdą się w zmieniającym się świecie?

Pełna zwrotów akcji powieść na podstawie najnowszej produkcji studia Disney i Pixar rozśmieszy i wzruszy do łez. W książce znajdziesz też kolorową wkładkę z ilustracjami z filmu.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 103

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Toy Story 5. The Junior Nove­li­za­tion

Redak­cja i korekta: Alek­san­dra Gór­ska Pro­jekt gra­ficzny okładki: Joanna Wasi­lew­ska

Copy­ri­ght © 2026 Disney Enter­pri­ses, Inc. and Pixar. All rights rese­rved.

Wydawca: Wydaw­nic­two Ole­sie­juk, an imprint of Dres­sler Dublin sp. z o.o.

Dane do kon­taktu: Wydaw­nic­two Ole­sie­juk, an imprint of Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+48 22) 733 50 00 wydaw­nic­two@dres­sler.com.pl

www.wydaw­nic­two-ole­sie­juk.pl

Dys­try­bu­cja Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-8424-865-2

Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Prolog

Na nie­du­żej wyspie pośrodku bez­kre­snego oce­anu figurka Buzza Astrala nowej gene­ra­cji zmru­żyła powieki, uno­sząc wzrok ku słońcu. Pla­sti­kowy straż­nik kosmosu otwo­rzył oczy i uświa­do­mił sobie, że nie znaj­duje się już w pudełku. Puste opa­ko­wa­nie leżało nie­opo­dal.

Nie był sam. Brnąc przez złoty pia­sek, podą­żał tro­pem wciąż zapa­ko­wa­nych Buz­zów, aż w końcu tra­fił na wielki kon­te­ner trans­por­towy, który fale wyrzu­ciły na brzeg. Straż­nik kosmosu wdra­pał się do środka meta­lo­wej skrzyni i odru­chowo wci­snął guzik na swo­jej klatce pier­sio­wej, uru­cha­mia­jąc małą lampkę. Nagle ciem­ność roz­świe­tliły kolejne punk­ciki świa­te­łek – doby­wały się z pude­łek innych Buz­zów Astrali nowej gene­ra­cji, któ­rzy dalej w nich tkwili.

Straż­nik kosmosu, nie­wiele myśląc, pochy­lił się nad pierw­szym opa­ko­wa­niem i szyb­kimi ruchami uwol­nił jed­nego ze swo­ich kom­pa­nów. Wymie­nili saluty i obaj zabrali się do otwie­ra­nia kolej­nych pude­łek. Każda oswo­bo­dzona figurka, nie cze­ka­jąc, zabie­rała się do roz­pa­ko­wy­wa­nia wciąż nie­tknię­tych kar­to­nów, aż w końcu cała pięć­dzie­siątka Buz­zów była wolna.

Bez słowa zaczęli prze­cze­sy­wać wyspę w poszu­ki­wa­niu wska­zó­wek, które mogłyby im pod­po­wie­dzieć, gdzie wylą­do­wali… i dla­czego. Ale poza kil­koma pta­kami i kra­bami nie zna­leźli niczego war­tego uwagi.

Wkrótce słońce scho­wało się za hory­zon­tem i zapadł zmrok. Wów­czas Buz­zo­wie roz­pa­lili ogni­sko. Kiedy się wokół niego roz­sie­dli, pło­mie­nie odbi­jały się w prze­zro­czy­stych przy­łbi­cach ich heł­mów. Jeden ze straż­ni­ków poka­zał w pew­nym momen­cie na punkt na nie­bie, jaśniej­szy od innych.

– Gwiazda – ode­zwał się.

Drugi podą­żył za jego wzro­kiem.

– Ba… Baza – dodał.

Obaj Buz­zo­wie wymie­nili spoj­rze­nia.

– Gwiezdna… – powie­dział pierw­szy nie­pew­nie.

– …Baza – dokoń­czył drugi.

Zebrane wokół ogni­ska figurki poszły jak jeden mąż w ich ślady i wkrótce cały oddział powta­rzał:

– Gwiezdna… Baza.

– Wzywa nas – wtrą­cił któ­ryś.

– …wzywa… – spró­bo­wał kolejny.

– Wzywa nas Gwiezdna Baza! – wykrzyk­nęli wszy­scy chó­rem. – Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza!

Cel ich misji stał się jasny, więc przy­stą­pili do pracy. Wspól­nymi siłami zbu­do­wali tra­twę z mate­ria­łów, które zna­leźli w kon­te­ne­rze i na wyspie.

Zebraw­szy całą siłę, zepchnęli ją na wodę i wsko­czyli na pokład.

– Wzywa nas Gwiezdna Baza! – powta­rzali raz po raz, wio­słu­jąc poprzez fale, pro­wa­dzeni przez gwiazdę, która migo­tała nad ich gło­wami.

Rozdział pierwszy

Huśtawka ze sta­rej opony kiwała się leni­wie w bla­sku popo­łu­dnio­wego słońca. Jes­sie z bło­go­ścią śle­dziła wzro­kiem jej powolne obroty. Bujała się na niej razem ze swoją uko­chaną Emily. Emily miała osiem lat i była dziew­czynką Jes­sie. Pochy­liła nad nią pro­mienną, pie­go­watą buzię i zaczęła zapi­sy­wać coś na wewnętrz­nej stro­nie jej czap­sów.

Zano­to­wała swoje imię i adres.

– I pro­szę – powie­działa, patrząc na kow­bojkę. – Dzięki temu ni­gdy cię nie zgu­bię.

Uśmiech­nęła się sze­roko i pocią­gnęła za sznu­rek na ple­cach Jes­sie.

– Przy­ja­ciele na zawsze! – ode­zwał się dziar­sko nagrany głos.

Zado­wo­lona Emily posa­dziła Jes­sie, opie­ra­jąc ją o pień roz­ło­ży­stego drzewa, i wspięła się z powro­tem na huś­tawkę.

– Oczy­wi­ście, że na zawsze! – przy­tak­nęła. – I nic się nie martw. Będę cię pil­no­wała jak oka w gło­wie.

Cho­ciaż huś­tawka się obra­cała, Emily nie spusz­czała wzroku z kow­bojki.

– Widzisz, cały czas patrzę… – zachi­cho­tała.

Huś­tawka się zatrzy­mała i dziew­czynka znie­ru­cho­miała, odwró­cona ple­cami do figurki.

– Nie ma mnie! – wykrzyk­nęła żar­tem i znów się obró­ciła. – I jestem!

Emily dalej się obra­cała, powta­rza­jąc:

– Nie ma mnie… I jestem… Widzę cię… O nie! Znów mnie nie ma…

Jes­sie mogła tylko patrzeć i słu­chać.

Jes­sie zamru­gała, wyry­wa­jąc się z zamy­śle­nia. Już nie znaj­do­wała się pod drze­wem obok huś­ta­ją­cej się Emily. Patrzyła na nią inna ośmio­latka, a kow­bojka sie­działa na tra­wie przed poma­lo­wa­nym na żółto domem.

– …i będę cię kochać zaaaw­sze i wszę­dzie. Nawet kiedy będę zła albo smutna, albo zapo­mnę cię zabrać i zosta­niesz na dwo­rze… i tak będę cię kochać naj­bar­dziej na świe­cie – oświad­czyła dziew­czynka.

To była Bon­nie, jej obecny dzie­ciak. Emily sta­no­wiła odle­głe wspo­mnie­nie. Teraz Jes­sie nale­żała do Bon­nie.

Dziew­czynka zmie­niła ton głosu, uda­jąc Jes­sie:

– Serio? Naprawdę będziesz mnie kochać? Tak cał­kiem, zupeł­nie na zawsze?

– Mhm – odpo­wie­działa wła­snym gło­sem. – Na całą wiecz­ność.

Bon­nie bawiła się tak jak zwy­kle. Aku­rat tego dnia posta­no­wiła, że sze­ryfka Jes­sie udzieli ślubu parze innych zaba­wek wyko­na­nych z pla­sti­ko­wych sztuć­ców: łyż­ko­wi­del­cowi Sztuć­kowi i nożowi Kari­nie Dża­ne­cie. Świad­kiem pana mło­dego był naj­bliż­szy przy­ja­ciel Jes­sie Buzz Astral, a druhną tyra­no­zaur Rex. Wśród zebra­nych gości sie­dzieli lalka Dolly i koń Jes­sie, Mustang.

Bon­nie ponow­nie ode­zwała się gło­sem Jes­sie:

– Drogi Sztućku, czy ty chcesz poślu­bić tę oto Karinę Dża­netę?

– Tak – odpo­wie­działa jako Sztu­ciek.

– A ty, Karino? – spy­tała gło­sem Jes­sie.

– Ja też – pisnęła jako Karina Dża­neta.

Bon­nie pocią­gnęła za sznu­rek na ple­cach Jes­sie.

– Iii­haaa! – roz­legł się nagrany okrzyk.

Siła wyobraźni Bon­nie spra­wiła, że w oczach zaba­wek scenka ożyła. Wesele odby­wało się w prze­ślicz­nej ogro­do­wej alta­nie, a całe towa­rzy­stwo było wystro­jone w odświętne kre­acje.

Sztu­ciek uniósł welon Kariny Dża­nety i uśmiech­nął się do niej.

– Ogła­szam was mężem i nożą! – wykrzyk­nęła Jes­sie, wyrzu­ca­jąc w powie­trze swój kow­boj­ski kape­lusz.

Karina rzu­ciła bukie­tem przez ramię i wymie­niła poca­łu­nek ze Sztuć­kiem.

Bukiet tra­fił w ręce Buzza, który zapa­trzył się na szczę­śliwą parę. Po chwili jego spoj­rze­nie powoli prze­nio­sło się na Jes­sie. Straż­nik kosmosu uśmiech­nął się ukrad­kiem. Lecz gdy Jes­sie odwró­ciła się, żeby posłać mu ser­deczny uśmiech, zawsty­dzony szybko spu­ścił wzrok.

Sztu­ciek w końcu ode­rwał się od swo­jej świeżo upie­czo­nej żony i zoba­czył, że jej usta przy­kle­iły mu się do twa­rzy.

Ale nie było czasu na reak­cję, bo w tym momen­cie Jes­sie wykrzyk­nęła:

– Kto otruł świad­kową?!

Rex, który dopiero co zaja­dał się kawał­kiem tortu, zła­pał się za gar­dło i upadł na zie­mię. Zebrane zabawki wydały zgodny okrzyk prze­ra­że­nia, a Jes­sie przy­sko­czyła do niego i padła na kolana.

– Dla­cze­eeego? – zawyła. – DLA­CZE­EEEGO?!

– Zrób­cie miej­sce! – pole­cił zde­cy­do­wa­nym tonem Buzz. – Zali­czy­łem kurs pierw­szej pomocy!

Goście się roz­stą­pili, a straż­nik kosmosu zaczął robić dino­zau­rowi masaż serca, licząc pod nosem:

– Raz… dwa… trzy! – Otwo­rzył pysk Rexa i dodał: – A teraz poca­łu­nek życia…

Zabawki skrzy­wiły się lekko, gdy Buzz gło­śno wdmuch­nął powie­trze do pasz­czy dino­zaura. Więk­szość odwró­ciła wzrok, ale Karina Dża­neta przy­glą­dała się temu zafa­scy­no­wana.

Figurki dalej odgry­wały pełen napię­cia sce­na­riusz autor­stwa Bon­nie, dopóki coś nie ode­rwało uwagi dziew­czynki. Na pod­jeź­dzie sąsia­dów zapar­ko­wał samo­chód.

Jes­sie natych­miast zauwa­żyła, że Bon­nie się spina. Dziew­czynka rzu­ciła zabawki i pobie­gła scho­wać się za drze­wem. Ale cały czas nie spusz­czała wzroku z auta.

Figurki leżały bez ruchu tam, gdzie je zosta­wiła.

– Ale… prze­cież nie wyde­du­ko­wa­li­śmy jesz­cze, kto mnie zamor­do­wał – szep­nął Rex.

– Wstrzy­maj konia, kochany – odpo­wie­działa Jes­sie. – Psst, Dolly! – syk­nęła do lalki, która miała na twa­rzy wyma­lo­wane mar­ke­rem oku­lary. – Co tam się dzieje?

– Nie jestem pewna – odparła Dolly. – Wie­cie, na początku byłam zła na Bon­nie za to, że nasma­ro­wała mi te pin­gle, ale muszę przy­znać, że widzę w nich znacz­nie lepiej i…

– Dolly! – prze­rwała jej Jes­sie. – Skup się!

– Oj, sorka. – Lalka w końcu spoj­rzała w stronę pod­jazdu. – To bliź­niaki Jor­da­nów! Wró­ciły ze szkoły.

Zabawki przy­glą­dały się, jak brat i sio­stra wysia­dają z samo­chodu, roz­ma­wia­jąc o czymś ze śmie­chem.

Jes­sie wes­tchnęła z nadzieją. Bar­dzo chciała pomóc Bon­nie z kimś się zaprzy­jaź­nić. Ale gdy na nią zer­k­nęła, serce zadrżało jej z żalu. Dziew­czynka spra­wiała wra­że­nie, jakby chciała zaga­dać do bliź­nia­ków, ale za bar­dzo się wsty­dziła.

– Bie­dac­two – szep­nął Buzz. – Cią­gle boi się zapro­sić ich do zabawy.

– Nie tym razem – oświad­czyła Jes­sie, posta­na­wia­jąc wziąć sprawy w swoje ręce. Ukrad­kiem potur­lała się w stronę furtki, prze­ci­snęła przez szparę mię­dzy szta­che­tami i wysko­czyła na chod­nik.

Pocią­gnęła za swój sznu­rek.

– Hej tam, wska­kuj na koń! Nie ma chwili do stra­ce­nia! – ode­zwał się jej nagrany głos.

Bon­nie usły­szała go i natych­miast zauwa­żyła leżącą na chod­niku ulu­bioną zabawkę. Nie­wiele myśląc, pod­bie­gła, by ją pod­nieść.

Dopiero za moment uświa­do­miła sobie, że opu­ściła swoją kry­jówkę! Czym prę­dzej cap­nęła Jes­sie i popa­trzyła, jak bliź­niaki Jor­da­nów kie­rują się w stronę swo­jego domu. Jesz­cze ni­gdy nie stała tak bli­sko nich. Wystar­czyło, że powie „Cześć”.

– Dasz radę, Bon­nie – szep­nął Buzz z traw­nika. Nic wię­cej nie mógł teraz zro­bić.

– Odwagi, mała! – dodał pełen nadziei Rex.

Bon­nie ści­skała Jes­sie, która prze­chy­liła głowę na bok i dys­kret­nie postu­kała kape­lu­szem w jej palec. Dziew­czynka spoj­rzała w dół na jej uśmiech­niętą buzię. Poczuła, jakby figurka pró­bo­wała dodać jej otu­chy.

Gło­śno prze­łknęła ślinę. Pod­nio­sła wzrok i zoba­czyła… że bliź­niaki przy­sta­nęły i na nią patrzą!

Poczuła, jak jej policzki rumie­nią się ze wstydu. Unio­sła Jes­sie na wyso­kość twa­rzy, cho­wa­jąc się za nią. Poma­chała ręką kow­bojki.

– Hej­kaaa! – powie­działa śmiesz­nym gło­sem.

Sąsie­dzi posłali jej ostat­nie zmie­szane spoj­rze­nie i pobie­gli do domu.

Roz­legł się trzask zamy­ka­nych drzwi i Bon­nie znów została sama.

Rozdział drugi

Przy­gnę­biona Bon­nie poczła­pała z powro­tem do swo­jego ogrodu. Pozbie­rała zabawki, wło­żyła je do pla­sti­ko­wej skrzynki, w któ­rej odbyła się cere­mo­nia zaślu­bin, i zosta­wiła je na weran­dzie, a sama weszła do domu.

– Hej, Jes­sie – ode­zwał się cicho Buzz. – To całe wesele pod­dało mi pewien pomysł…

– Cii… – uci­szyła go kow­bojka. – Coś jest nie tak.

Nie spusz­czała wzroku z Bon­nie. Przez otwarte drzwi wej­ściowe przy­glą­dała się, jak dziew­czynka pod­cho­dzi do rodzi­ców, któ­rzy sie­dzieli przy stole w jadalni. Jes­sie nad­sta­wiła ucha.

– Jak się udało wesele? – zaga­iła mama.

– Kto tym razem dorwał świad­kową? – spy­tał tata, chi­cho­cząc.

– Mamo? Tato? – ode­zwała się Bon­nie, igno­ru­jąc ich pyta­nia.

– Tak, kocha­nie? – odpo­wie­działa mama.

– Dla­czego nikt nie chce się ze mną przy­jaź­nić?

Te słowa ukłuły Jes­sie pro­sto w serce. Popa­trzyła na pozo­stałe zabawki. Wszyst­kie czuły to samo. Mustang wyglą­dał, jakby miał się za chwilę roz­pła­kać.

– Och, sło­neczko, chodź tu do mnie – powie­działa mama, przy­cią­ga­jąc Bon­nie i mocno ją przy­tu­la­jąc, a tata poło­żył jej rękę na ramie­niu.

Jes­sie obej­rzała się na dom Jor­da­nów. Wzięła głę­boki oddech i pod­jęła decy­zję.

– Buzz? – ode­zwała się. Zdjęła żółtą naklejkę w kształ­cie gwiazdki z Kariny Dża­nety i przy­le­piła ją do piersi straż­nika kosmosu. – Do mojego powrotu jesteś zastępcą sze­ryfa.

– Ja? Tak jest! – odparł Buzz, salu­tu­jąc.

– Pil­nuj zaba­wek – cią­gnęła Jes­sie. – Spra­wię, że te bliź­niaki poba­wią się z Bon­nie… choćby nie wiem co. Chodź, Mustang.

Wsko­czyła na swo­jego wier­nego wierz­chowca, a on poga­lo­po­wał w stronę sąsied­niego domu, wybie­ra­jąc trasę tak, by nie rzu­cać się w oczy. Gdy dotarli na miej­sce, Jes­sie sta­nęła na grzbie­cie konia i z cie­ka­wo­ścią zaj­rzała przez okno.

Ze zdu­mie­niem zoba­czyła, że brat i sio­stra leżą na kana­pie. W ogóle ze sobą nie roz­ma­wiali. Każde trzy­mało w dło­niach jakieś urzą­dze­nie i nie odry­wało wzroku od jego ekranu.

– Rety… oni tylko tak sie­dzą. I nic nie robią! – powie­działa cicho.

Mustang zarżał.

– W ogóle nie bawią się zabaw­kami! – dodała Jes­sie, czu­jąc wzbie­ra­jącą w piersi złość.

– Co? Nie sły­sza­łaś? – ode­zwał się nie­zna­jomy głos.

Jes­sie ode­rwała wzrok od okna i zoba­czyła zabaw­kowy holow­nik, który stał pośrodku kałuży pod wylo­tem rynny.

– Ee… no wygląda na to, że nie – odpo­wie­działa.

– Nie sły­szała – wes­tchnął holow­nik.

– Nie sły­szała?! – powtó­rzyła usta­wiona nie­opo­dal pia­skow­nica w kształ­cie żół­wia.

– Ale o czym wła­ści­wie? – chciała wie­dzieć Jes­sie. – O czym nie sły­sza­łam?

– Era zaba­wek prze­mi­nęła, moja panno – oświad­czył holow­nik, wzdy­cha­jąc ciężko.

Kow­bojka nie miała poję­cia, o czym mówi.

– Jak to „prze­mi­nęła”? Niby kiedy?

– To już trwa parę dobrych lat – wyja­śniła pia­skow­nica. – Gdzieś ty się podzie­wała?

– Po dru­giej stro­nie ulicy – odparła Jes­sie. – Byłam zajęta zabawą.

– ZABAWĄ?! – wykrzyk­nęły zabawki.

– Twój dzie­ciak jesz­cze się bawi?! – zawo­łał holow­nik z nie­do­wie­rza­niem.

– Ja już nie pamię­tam, o co w tej całej zaba­wie cho­dziło – wes­tchnęła pia­skow­nica. – Jak to jest?

Jes­sie wytrzesz­czyła oczy.

– Słu­chaj­cie, co tu się stało? – spy­tała szcze­rze zanie­po­ko­jona. – O czym wy mówi­cie?

– O URZĄ­DZE­NIACH! – odpo­wie­działy chó­rem holow­nik i pia­skow­nica.

W tym momen­cie z róż­nych zakąt­ków ogrodu wyj­rzało wię­cej porzu­co­nych zaba­wek. Były wśród nich robot, nakrę­cany samo­cho­dzik, rakieta kosmiczna i kró­lik-per­ku­sja. Zaczęły opo­wia­dać Jes­sie i Mustan­gowi o tym, że uwagę dzieci zdo­mi­no­wały urzą­dze­nia.

Gadżety, takie jak tele­fony i tablety. Kom­pu­tery! Apa­raty i kamery! Ekrany prze­jęły kon­trolę. Wszyst­kie dzie­ciaki spę­dzają całe dni na stu­ka­niu i wga­pia­niu się w ekrany!

– Z dobrego serca ci radzę – powie­dział holow­nik. – Znajdź jakąś szu­fladę i kryj się! Bo jak ci ekran wle­zie do domu, to masz pogrze­bane.

Jes­sie nie wie­rzyła wła­snym uszom. Nie chciała im wie­rzyć.

– Och… to pew­nie tylko taka faza – odparła lek­ce­wa­żąco, pró­bu­jąc prze­ko­nać sie­bie rów­nie mocno jak innych. – No wie­cie, tak jak gra­mo­fony i hula-hoop…

– Nic nie rozu­miesz! – obru­szyła się pia­skow­nica.

Era zaba­wek dobie­gła końca, powta­rzały porzu­cone zabawki. Namó­wiły Jes­sie i Mustanga, by sami się o tym prze­ko­nali.

Jes­sie z god­no­ścią popra­wiła prze­krzy­wiony kape­lusz. Razem z Mustan­giem wspięli się na dach domu bliź­nia­ków, z któ­rego roz­cią­gał się widok na całe osie­dle. Jes­sie roz­dzia­wiła buzię ze zdu­mie­nia. Wszyst­kie dzieci i nie­mal wszy­scy doro­śli, któ­rych dostrze­gli przez okna oko­licz­nych domów, wpa­try­wali się w jakiś ekran.

– Spójrz na nich – ode­zwała się Jes­sie z nie­do­wie­rza­niem. – Wszy­scy tylko się gapią…

Odwró­ciła się w stronę domu Bon­nie i zoba­czyła, że dziew­czynka bawi się zabaw­kami.

– Poza Bon­nie – dodała. – Nic dziw­nego, że trudno jej zna­leźć przy­ja­ciół. Nasza kochana mała. Ona jedna na­dal potrafi się nor­mal­nie bawić.

Kow­bojka uśmiech­nęła się i popa­trzyła na zanie­po­ko­jo­nego Mustanga.

– Głowa do góry. Nam nic nie grozi.

Jes­sie nie miała poję­cia, że wła­śnie w tym momen­cie uwagę rodzi­ców Bon­nie przy­cią­gnęła reklama urzą­dze­nia o nazwie Lily­pad.

– Mnó­stwo gier! Znajdź nowych przy­ja­ciół! – zachę­cał lek­tor.

– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? – spy­tała z waha­niem mama.

– Nie – przy­znał tata. – Ale warto spró­bo­wać.

To powie­dziaw­szy, naci­snął pod­świe­tlony guzik z napi­sem „Kup”.

Rozdział trzeci

Lily­pad!!

Bon­nie uśmie­chała się od ucha do ucha, roz­pa­ko­wu­jąc urzą­dze­nie pośrodku salonu. Tablet przy­po­mi­nał pła­ską, kwa­dra­tową żabę.

– Jeju, dzię­kuję! – pisnęła dziew­czynka. – Dzię­kuję, mamo! Dzię­kuję, tato!

Jes­sie i Mustang przy­glą­dali się ze zgrozą, jak Bon­nie zachwyca się pre­zen­tem. Rex i parę innych zaba­wek, któ­rzy wyglą­dali zza uchy­lo­nych drzwi jej pokoju, byli tak samo zanie­po­ko­jeni.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki