Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Zabawki powracają w wielkim stylu!
Jessie, Buzz, Chudy i reszta paczki muszą stawić czoła nowemu zagrożeniu… urządzeniom, które powoli wpraszają się na ich miejsce. Czy zabawki odnajdą się w zmieniającym się świecie?
Pełna zwrotów akcji powieść na podstawie najnowszej produkcji studia Disney i Pixar rozśmieszy i wzruszy do łez. W książce znajdziesz też kolorową wkładkę z ilustracjami z filmu.
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 103
Tytuł oryginału: Toy Story 5. The Junior Novelization
Redakcja i korekta: Aleksandra Górska Projekt graficzny okładki: Joanna Wasilewska
Copyright © 2026 Disney Enterprises, Inc. and Pixar. All rights reserved.
Wydawca: Wydawnictwo Olesiejuk, an imprint of Dressler Dublin sp. z o.o.
Dane do kontaktu: Wydawnictwo Olesiejuk, an imprint of Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+48 22) 733 50 00 wydawnictwo@dressler.com.pl
www.wydawnictwo-olesiejuk.pl
Dystrybucja Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-8424-865-2
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Na niedużej wyspie pośrodku bezkresnego oceanu figurka Buzza Astrala nowej generacji zmrużyła powieki, unosząc wzrok ku słońcu. Plastikowy strażnik kosmosu otworzył oczy i uświadomił sobie, że nie znajduje się już w pudełku. Puste opakowanie leżało nieopodal.
Nie był sam. Brnąc przez złoty piasek, podążał tropem wciąż zapakowanych Buzzów, aż w końcu trafił na wielki kontener transportowy, który fale wyrzuciły na brzeg. Strażnik kosmosu wdrapał się do środka metalowej skrzyni i odruchowo wcisnął guzik na swojej klatce piersiowej, uruchamiając małą lampkę. Nagle ciemność rozświetliły kolejne punkciki światełek – dobywały się z pudełek innych Buzzów Astrali nowej generacji, którzy dalej w nich tkwili.
Strażnik kosmosu, niewiele myśląc, pochylił się nad pierwszym opakowaniem i szybkimi ruchami uwolnił jednego ze swoich kompanów. Wymienili saluty i obaj zabrali się do otwierania kolejnych pudełek. Każda oswobodzona figurka, nie czekając, zabierała się do rozpakowywania wciąż nietkniętych kartonów, aż w końcu cała pięćdziesiątka Buzzów była wolna.
Bez słowa zaczęli przeczesywać wyspę w poszukiwaniu wskazówek, które mogłyby im podpowiedzieć, gdzie wylądowali… i dlaczego. Ale poza kilkoma ptakami i krabami nie znaleźli niczego wartego uwagi.
Wkrótce słońce schowało się za horyzontem i zapadł zmrok. Wówczas Buzzowie rozpalili ognisko. Kiedy się wokół niego rozsiedli, płomienie odbijały się w przezroczystych przyłbicach ich hełmów. Jeden ze strażników pokazał w pewnym momencie na punkt na niebie, jaśniejszy od innych.
– Gwiazda – odezwał się.
Drugi podążył za jego wzrokiem.
– Ba… Baza – dodał.
Obaj Buzzowie wymienili spojrzenia.
– Gwiezdna… – powiedział pierwszy niepewnie.
– …Baza – dokończył drugi.
Zebrane wokół ogniska figurki poszły jak jeden mąż w ich ślady i wkrótce cały oddział powtarzał:
– Gwiezdna… Baza.
– Wzywa nas – wtrącił któryś.
– …wzywa… – spróbował kolejny.
– Wzywa nas Gwiezdna Baza! – wykrzyknęli wszyscy chórem. – Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza!
Cel ich misji stał się jasny, więc przystąpili do pracy. Wspólnymi siłami zbudowali tratwę z materiałów, które znaleźli w kontenerze i na wyspie.
Zebrawszy całą siłę, zepchnęli ją na wodę i wskoczyli na pokład.
– Wzywa nas Gwiezdna Baza! – powtarzali raz po raz, wiosłując poprzez fale, prowadzeni przez gwiazdę, która migotała nad ich głowami.
Huśtawka ze starej opony kiwała się leniwie w blasku popołudniowego słońca. Jessie z błogością śledziła wzrokiem jej powolne obroty. Bujała się na niej razem ze swoją ukochaną Emily. Emily miała osiem lat i była dziewczynką Jessie. Pochyliła nad nią promienną, piegowatą buzię i zaczęła zapisywać coś na wewnętrznej stronie jej czapsów.
Zanotowała swoje imię i adres.
– I proszę – powiedziała, patrząc na kowbojkę. – Dzięki temu nigdy cię nie zgubię.
Uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła za sznurek na plecach Jessie.
– Przyjaciele na zawsze! – odezwał się dziarsko nagrany głos.
Zadowolona Emily posadziła Jessie, opierając ją o pień rozłożystego drzewa, i wspięła się z powrotem na huśtawkę.
– Oczywiście, że na zawsze! – przytaknęła. – I nic się nie martw. Będę cię pilnowała jak oka w głowie.
Chociaż huśtawka się obracała, Emily nie spuszczała wzroku z kowbojki.
– Widzisz, cały czas patrzę… – zachichotała.
Huśtawka się zatrzymała i dziewczynka znieruchomiała, odwrócona plecami do figurki.
– Nie ma mnie! – wykrzyknęła żartem i znów się obróciła. – I jestem!
Emily dalej się obracała, powtarzając:
– Nie ma mnie… I jestem… Widzę cię… O nie! Znów mnie nie ma…
Jessie mogła tylko patrzeć i słuchać.
Jessie zamrugała, wyrywając się z zamyślenia. Już nie znajdowała się pod drzewem obok huśtającej się Emily. Patrzyła na nią inna ośmiolatka, a kowbojka siedziała na trawie przed pomalowanym na żółto domem.
– …i będę cię kochać zaaawsze i wszędzie. Nawet kiedy będę zła albo smutna, albo zapomnę cię zabrać i zostaniesz na dworze… i tak będę cię kochać najbardziej na świecie – oświadczyła dziewczynka.
To była Bonnie, jej obecny dzieciak. Emily stanowiła odległe wspomnienie. Teraz Jessie należała do Bonnie.
Dziewczynka zmieniła ton głosu, udając Jessie:
– Serio? Naprawdę będziesz mnie kochać? Tak całkiem, zupełnie na zawsze?
– Mhm – odpowiedziała własnym głosem. – Na całą wieczność.
Bonnie bawiła się tak jak zwykle. Akurat tego dnia postanowiła, że szeryfka Jessie udzieli ślubu parze innych zabawek wykonanych z plastikowych sztućców: łyżkowidelcowi Sztućkowi i nożowi Karinie Dżanecie. Świadkiem pana młodego był najbliższy przyjaciel Jessie Buzz Astral, a druhną tyranozaur Rex. Wśród zebranych gości siedzieli lalka Dolly i koń Jessie, Mustang.
Bonnie ponownie odezwała się głosem Jessie:
– Drogi Sztućku, czy ty chcesz poślubić tę oto Karinę Dżanetę?
– Tak – odpowiedziała jako Sztuciek.
– A ty, Karino? – spytała głosem Jessie.
– Ja też – pisnęła jako Karina Dżaneta.
Bonnie pociągnęła za sznurek na plecach Jessie.
– Iiihaaa! – rozległ się nagrany okrzyk.
Siła wyobraźni Bonnie sprawiła, że w oczach zabawek scenka ożyła. Wesele odbywało się w prześlicznej ogrodowej altanie, a całe towarzystwo było wystrojone w odświętne kreacje.
Sztuciek uniósł welon Kariny Dżanety i uśmiechnął się do niej.
– Ogłaszam was mężem i nożą! – wykrzyknęła Jessie, wyrzucając w powietrze swój kowbojski kapelusz.
Karina rzuciła bukietem przez ramię i wymieniła pocałunek ze Sztućkiem.
Bukiet trafił w ręce Buzza, który zapatrzył się na szczęśliwą parę. Po chwili jego spojrzenie powoli przeniosło się na Jessie. Strażnik kosmosu uśmiechnął się ukradkiem. Lecz gdy Jessie odwróciła się, żeby posłać mu serdeczny uśmiech, zawstydzony szybko spuścił wzrok.
Sztuciek w końcu oderwał się od swojej świeżo upieczonej żony i zobaczył, że jej usta przykleiły mu się do twarzy.
Ale nie było czasu na reakcję, bo w tym momencie Jessie wykrzyknęła:
– Kto otruł świadkową?!
Rex, który dopiero co zajadał się kawałkiem tortu, złapał się za gardło i upadł na ziemię. Zebrane zabawki wydały zgodny okrzyk przerażenia, a Jessie przyskoczyła do niego i padła na kolana.
– Dlaczeeeego? – zawyła. – DLACZEEEEGO?!
– Zróbcie miejsce! – polecił zdecydowanym tonem Buzz. – Zaliczyłem kurs pierwszej pomocy!
Goście się rozstąpili, a strażnik kosmosu zaczął robić dinozaurowi masaż serca, licząc pod nosem:
– Raz… dwa… trzy! – Otworzył pysk Rexa i dodał: – A teraz pocałunek życia…
Zabawki skrzywiły się lekko, gdy Buzz głośno wdmuchnął powietrze do paszczy dinozaura. Większość odwróciła wzrok, ale Karina Dżaneta przyglądała się temu zafascynowana.
Figurki dalej odgrywały pełen napięcia scenariusz autorstwa Bonnie, dopóki coś nie oderwało uwagi dziewczynki. Na podjeździe sąsiadów zaparkował samochód.
Jessie natychmiast zauważyła, że Bonnie się spina. Dziewczynka rzuciła zabawki i pobiegła schować się za drzewem. Ale cały czas nie spuszczała wzroku z auta.
Figurki leżały bez ruchu tam, gdzie je zostawiła.
– Ale… przecież nie wydedukowaliśmy jeszcze, kto mnie zamordował – szepnął Rex.
– Wstrzymaj konia, kochany – odpowiedziała Jessie. – Psst, Dolly! – syknęła do lalki, która miała na twarzy wymalowane markerem okulary. – Co tam się dzieje?
– Nie jestem pewna – odparła Dolly. – Wiecie, na początku byłam zła na Bonnie za to, że nasmarowała mi te pingle, ale muszę przyznać, że widzę w nich znacznie lepiej i…
– Dolly! – przerwała jej Jessie. – Skup się!
– Oj, sorka. – Lalka w końcu spojrzała w stronę podjazdu. – To bliźniaki Jordanów! Wróciły ze szkoły.
Zabawki przyglądały się, jak brat i siostra wysiadają z samochodu, rozmawiając o czymś ze śmiechem.
Jessie westchnęła z nadzieją. Bardzo chciała pomóc Bonnie z kimś się zaprzyjaźnić. Ale gdy na nią zerknęła, serce zadrżało jej z żalu. Dziewczynka sprawiała wrażenie, jakby chciała zagadać do bliźniaków, ale za bardzo się wstydziła.
– Biedactwo – szepnął Buzz. – Ciągle boi się zaprosić ich do zabawy.
– Nie tym razem – oświadczyła Jessie, postanawiając wziąć sprawy w swoje ręce. Ukradkiem poturlała się w stronę furtki, przecisnęła przez szparę między sztachetami i wyskoczyła na chodnik.
Pociągnęła za swój sznurek.
– Hej tam, wskakuj na koń! Nie ma chwili do stracenia! – odezwał się jej nagrany głos.
Bonnie usłyszała go i natychmiast zauważyła leżącą na chodniku ulubioną zabawkę. Niewiele myśląc, podbiegła, by ją podnieść.
Dopiero za moment uświadomiła sobie, że opuściła swoją kryjówkę! Czym prędzej capnęła Jessie i popatrzyła, jak bliźniaki Jordanów kierują się w stronę swojego domu. Jeszcze nigdy nie stała tak blisko nich. Wystarczyło, że powie „Cześć”.
– Dasz radę, Bonnie – szepnął Buzz z trawnika. Nic więcej nie mógł teraz zrobić.
– Odwagi, mała! – dodał pełen nadziei Rex.
Bonnie ściskała Jessie, która przechyliła głowę na bok i dyskretnie postukała kapeluszem w jej palec. Dziewczynka spojrzała w dół na jej uśmiechniętą buzię. Poczuła, jakby figurka próbowała dodać jej otuchy.
Głośno przełknęła ślinę. Podniosła wzrok i zobaczyła… że bliźniaki przystanęły i na nią patrzą!
Poczuła, jak jej policzki rumienią się ze wstydu. Uniosła Jessie na wysokość twarzy, chowając się za nią. Pomachała ręką kowbojki.
– Hejkaaa! – powiedziała śmiesznym głosem.
Sąsiedzi posłali jej ostatnie zmieszane spojrzenie i pobiegli do domu.
Rozległ się trzask zamykanych drzwi i Bonnie znów została sama.
Przygnębiona Bonnie poczłapała z powrotem do swojego ogrodu. Pozbierała zabawki, włożyła je do plastikowej skrzynki, w której odbyła się ceremonia zaślubin, i zostawiła je na werandzie, a sama weszła do domu.
– Hej, Jessie – odezwał się cicho Buzz. – To całe wesele poddało mi pewien pomysł…
– Cii… – uciszyła go kowbojka. – Coś jest nie tak.
Nie spuszczała wzroku z Bonnie. Przez otwarte drzwi wejściowe przyglądała się, jak dziewczynka podchodzi do rodziców, którzy siedzieli przy stole w jadalni. Jessie nadstawiła ucha.
– Jak się udało wesele? – zagaiła mama.
– Kto tym razem dorwał świadkową? – spytał tata, chichocząc.
– Mamo? Tato? – odezwała się Bonnie, ignorując ich pytania.
– Tak, kochanie? – odpowiedziała mama.
– Dlaczego nikt nie chce się ze mną przyjaźnić?
Te słowa ukłuły Jessie prosto w serce. Popatrzyła na pozostałe zabawki. Wszystkie czuły to samo. Mustang wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać.
– Och, słoneczko, chodź tu do mnie – powiedziała mama, przyciągając Bonnie i mocno ją przytulając, a tata położył jej rękę na ramieniu.
Jessie obejrzała się na dom Jordanów. Wzięła głęboki oddech i podjęła decyzję.
– Buzz? – odezwała się. Zdjęła żółtą naklejkę w kształcie gwiazdki z Kariny Dżanety i przylepiła ją do piersi strażnika kosmosu. – Do mojego powrotu jesteś zastępcą szeryfa.
– Ja? Tak jest! – odparł Buzz, salutując.
– Pilnuj zabawek – ciągnęła Jessie. – Sprawię, że te bliźniaki pobawią się z Bonnie… choćby nie wiem co. Chodź, Mustang.
Wskoczyła na swojego wiernego wierzchowca, a on pogalopował w stronę sąsiedniego domu, wybierając trasę tak, by nie rzucać się w oczy. Gdy dotarli na miejsce, Jessie stanęła na grzbiecie konia i z ciekawością zajrzała przez okno.
Ze zdumieniem zobaczyła, że brat i siostra leżą na kanapie. W ogóle ze sobą nie rozmawiali. Każde trzymało w dłoniach jakieś urządzenie i nie odrywało wzroku od jego ekranu.
– Rety… oni tylko tak siedzą. I nic nie robią! – powiedziała cicho.
Mustang zarżał.
– W ogóle nie bawią się zabawkami! – dodała Jessie, czując wzbierającą w piersi złość.
– Co? Nie słyszałaś? – odezwał się nieznajomy głos.
Jessie oderwała wzrok od okna i zobaczyła zabawkowy holownik, który stał pośrodku kałuży pod wylotem rynny.
– Ee… no wygląda na to, że nie – odpowiedziała.
– Nie słyszała – westchnął holownik.
– Nie słyszała?! – powtórzyła ustawiona nieopodal piaskownica w kształcie żółwia.
– Ale o czym właściwie? – chciała wiedzieć Jessie. – O czym nie słyszałam?
– Era zabawek przeminęła, moja panno – oświadczył holownik, wzdychając ciężko.
Kowbojka nie miała pojęcia, o czym mówi.
– Jak to „przeminęła”? Niby kiedy?
– To już trwa parę dobrych lat – wyjaśniła piaskownica. – Gdzieś ty się podziewała?
– Po drugiej stronie ulicy – odparła Jessie. – Byłam zajęta zabawą.
– ZABAWĄ?! – wykrzyknęły zabawki.
– Twój dzieciak jeszcze się bawi?! – zawołał holownik z niedowierzaniem.
– Ja już nie pamiętam, o co w tej całej zabawie chodziło – westchnęła piaskownica. – Jak to jest?
Jessie wytrzeszczyła oczy.
– Słuchajcie, co tu się stało? – spytała szczerze zaniepokojona. – O czym wy mówicie?
– O URZĄDZENIACH! – odpowiedziały chórem holownik i piaskownica.
W tym momencie z różnych zakątków ogrodu wyjrzało więcej porzuconych zabawek. Były wśród nich robot, nakręcany samochodzik, rakieta kosmiczna i królik-perkusja. Zaczęły opowiadać Jessie i Mustangowi o tym, że uwagę dzieci zdominowały urządzenia.
Gadżety, takie jak telefony i tablety. Komputery! Aparaty i kamery! Ekrany przejęły kontrolę. Wszystkie dzieciaki spędzają całe dni na stukaniu i wgapianiu się w ekrany!
– Z dobrego serca ci radzę – powiedział holownik. – Znajdź jakąś szufladę i kryj się! Bo jak ci ekran wlezie do domu, to masz pogrzebane.
Jessie nie wierzyła własnym uszom. Nie chciała im wierzyć.
– Och… to pewnie tylko taka faza – odparła lekceważąco, próbując przekonać siebie równie mocno jak innych. – No wiecie, tak jak gramofony i hula-hoop…
– Nic nie rozumiesz! – obruszyła się piaskownica.
Era zabawek dobiegła końca, powtarzały porzucone zabawki. Namówiły Jessie i Mustanga, by sami się o tym przekonali.
Jessie z godnością poprawiła przekrzywiony kapelusz. Razem z Mustangiem wspięli się na dach domu bliźniaków, z którego rozciągał się widok na całe osiedle. Jessie rozdziawiła buzię ze zdumienia. Wszystkie dzieci i niemal wszyscy dorośli, których dostrzegli przez okna okolicznych domów, wpatrywali się w jakiś ekran.
– Spójrz na nich – odezwała się Jessie z niedowierzaniem. – Wszyscy tylko się gapią…
Odwróciła się w stronę domu Bonnie i zobaczyła, że dziewczynka bawi się zabawkami.
– Poza Bonnie – dodała. – Nic dziwnego, że trudno jej znaleźć przyjaciół. Nasza kochana mała. Ona jedna nadal potrafi się normalnie bawić.
Kowbojka uśmiechnęła się i popatrzyła na zaniepokojonego Mustanga.
– Głowa do góry. Nam nic nie grozi.
Jessie nie miała pojęcia, że właśnie w tym momencie uwagę rodziców Bonnie przyciągnęła reklama urządzenia o nazwie Lilypad.
– Mnóstwo gier! Znajdź nowych przyjaciół! – zachęcał lektor.
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? – spytała z wahaniem mama.
– Nie – przyznał tata. – Ale warto spróbować.
To powiedziawszy, nacisnął podświetlony guzik z napisem „Kup”.
Lilypad!!
Bonnie uśmiechała się od ucha do ucha, rozpakowując urządzenie pośrodku salonu. Tablet przypominał płaską, kwadratową żabę.
– Jeju, dziękuję! – pisnęła dziewczynka. – Dziękuję, mamo! Dziękuję, tato!
Jessie i Mustang przyglądali się ze zgrozą, jak Bonnie zachwyca się prezentem. Rex i parę innych zabawek, którzy wyglądali zza uchylonych drzwi jej pokoju, byli tak samo zaniepokojeni.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
