Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Agent Stitch rusza ratować świat!
Stitch i jego paczka zdołali obronić Paryż i Nowy Jork przed inwazją obcych, ale ich śledztwo jeszcze się nie skończyło. Gdy Galaktyczna Agencja Detektywistyczna dowiaduje się, że ślimobcy i zęboidy planują spotkanie z informatorem w Seulu, Stitch otrzymuje nowe zadanie: odkryć, co takiego knują. Wraz z przyjaciółmi musi stawić czoła podwójnemu agentowi, dobrze znanym przeciwnikom i nowemu tajemniczemu wrogowi. Tak zagmatwaną sprawę zdoła rozwiązać tylko naprawdę zgrana drużyna gotowa wykorzystać swoje zdolności detektywistyczne… i taneczne!
3. tom przygód Agenta Stitcha można czytać niezależnie od poprzednich tomów. Dotychczas ukazały się: ""Agent Stitch na tropie ślimobcych"" oraz ""Agent Stitch. Zgryz z zęboidami"".
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 103
Imię i nazwisko:
Stitch
Pseudonim:
Agent 626, Obiekt 626
Znaki szczególne:
cztery ręce, z których dwie potrafi chować w ciele, wsuwane czułki, wyrostki na grzbiecie
Planeta pochodzenia:
nieznana (doktor Jumba Jookiba wciąż nie przedstawił pełnych informacji na temat pochodzenia obiektu).
Miejsce pobytu:
Ziemia
Zajęcie:
wybryk natury, pies
Wspólnicy:
Lilo Pelekai, Nani Pelekai, dr Jumba Jookiba, Plikli, Kobra Bąbel.
Życiorys:
Obiekt nr 626 został stworzony przez doktora Jumbę Jookibę. Początkowo schwytany przez Federację Galaktyczną i wygnany na bezludną asteroidę, zamieszkał na planecie Ziemia, gdzie stał się członkiem rodziny Pelekai i znalazł pod ochroną Przewodniczącej Rady Galaktycznej. Seria niewytłumaczonych wydarzeń w ziemskich miastach Paryż i Nowy Jork skłoniła Przewodniczącą do zwerbowania Obiektu 626 w szeregi Galaktycznej Agencji Detektywistycznej. Jego wysiłki (a także wysiłki jego współpracowników: Lilo Pelekai, Jookiby oraz agenta Plikliego) i wnikliwe śledztwo obnażyły i udaremniły inwazje ślimobcych oraz zęboidów, których celem było przejęcie władzy nad Ziemią.
Imię i nazwisko:
Lilo Pelekai
Pseudonim:
brak danych
Znaki szczególne:
nieodparta słodycz skrywająca wielką odwagę i hart ducha
Planeta pochodzenia:
Ziemia
Miejsce pobytu:
Ziemia
Zajęcie:
ludzkie dziecko
Wspólnicy:
Nani Pelekai (siostra), Stitch, dr Jumba Jookiba, Plikli, Bąbel, Strupka
*
Życiorys:
Lilo Pelekai to dziewczynka urodzona i wychowana na planecie Ziemia. Mieszka z siostrą (Nani) i Obiektem 626 vel Stitchem. Towarzyszyła Agentowi 626 w Paryżu oraz Nowym Jorku, gdzie jej ponadprzeciętne pokłady odwagi, sprytu i wytrwałości w dużej mierze przyczyniły się do szczęśliwego zakończenia afer ze ślimobcymi i zęboidami. Zaleca się, by kontynuowała pracę z Agentem 626. Jest na dobrej drodze, aby któregoś dnia sama stać się znakomitą agentką GAD-u.
*
UWAGA: wciąż nie udało nam się dotrzeć do bardziej szczegółowych informacji w sprawie „Strupki”. Czy to najlepiej skrywany sekret galaktyki? Konieczne dalsze śledztwo.
Imię i nazwisko:
Jumba Jookiba (doktor)
Pseudonim:
brak danych
Znaki szczególne:
czworo oczu
Planeta pochodzenia:
Quelte Quan
Miejsce pobytu:
Ziemia
Zajęcie:
szalony naukowiec
Wspólnicy:
Plikli, Stitch, Lilo Pelekai, Nani Pelekai, Kobra Bąbel, obiekty nr 1-625
Życiorys:
Doktor Jumba Jookiba (tytuł naukowy uzyskany na Uniwersytecie Diabolicznego Geniuszu) przeprowadził serię nieautoryzowanych, nielegalnych i wysoce nieodpowiedzialnych eksperymentów. Obecnie mieszka z rodziną Pelekai. Towarzyszył Agentowi 626 podczas śledztw w Paryżu i Nowym Jorku. Choć w trakcie misji w stolicy Francji większość czasu spędził w brzuchu wielkiego ślimobcego, przyczynił się do rozwiązania sprawy i pokonania kosmicznych najeźdźców. Wniósł też istotny wkład w udaremnienie planów zęboidów w Nowym Jorku. Jak na genialnego naukowca ma bardzo niewiele wspólnego z nauką, ale Przewodnicząca twierdzi, że tak jest lepiej.
Imię i nazwisko:
Plikli Wendy
Pseudonim:
agent Plikli (w stanie spoczynku)
Znaki szczególne:
jedno oko, trzy nogi, krzykliwa, ale gustowna peruka.
Planeta pochodzenia:
Plorgonar
Miejsce pobytu:
Ziemia
Zajęcie:
były agent Federacji Galaktycznej, ekspert do spraw komarów
Wspólnicy:
dr Jumba Jookiba, Stitch, Lilo Pelekai, Nani Pelekai, Kobra Bąbel, peruka
Życiorys:
były agent Plikli dużą część kariery pracował dla Federacji Galaktycznej. Zasłynął jako znawca gatunku owada zwanego komarem pochodzącego z planety Ziemia. Podobnie jak dr Jookiba podczas operacji w Paryżu większość czasu spędził w brzuchu wielkiego ślimobcego. Według sprawozdania za ich ucieczkę odpowiadała w dużej mierze jego tak zwana peruka przez właściciela zwana pieszczotliwie Rusią. Został również porwany przez zęboidy w Nowym Jorku, ale to między innymi dzięki jego zaradności udało się powstrzymać inwazję. GAD zaleca, by umożliwić Plikliemu stały dostęp do ziemskich peruk, ponieważ wydają się bardzo praktyczne.
Kodeks Galaktycznej Agencji Detektywistycznej (GAD)
ZASADA #1 Szukaj wskazówek, gdziekolwiek się znajdziesz.
ZASADA #2 Zbieraj dowody, ale ich nie dotykaj, żeby nie uszkodzić.
ZASADA #3 Dobry detektyw wie, kiedy podążać za tropem – a kiedy zwiewać.
ZASADA #4 Cierpliwości! Nie działaj pochopnie.
ZASADA #5 W razie wątpliwości wypluj.
ZASADA #6 To, że coś wydaje się oczywiste, nie znaczy, że nie jest prawdą.
ZASADA #7 Zaradność to podstawa. Wykorzystaj to, co masz akurat pod ręką.
ZASADA #8 Poświęć chwilę, żeby przyjrzeć się bliżej – możesz dostrzec coś nowego.
ZASADA #9 Zawsze przygotuj plan! (Nawet jeśli nie jest najlepszy. Słaby plan jest lepszy niż żaden).
ZASADA #10 Czasem trzeba po prostu wypuścić swojego wewnętrznego Stitcha!
ZASADA #11 Dobry detektyw zawsze zjawia się na czas.
ZASADA #12 Skupiaj się na zadaniu, nawet kiedy Plikli papla jak najęty.
ZASADA #13 Mądry detektyw nie zakłada – mądry detektyw zbiera dowody.
ZASADA #14 Podchodź do dziwnych rymujących ludzi z ostrożnością! Nigdy nie wiesz, co zrobią.
ZASADA #15 Nie poddawaj się – to twoja supermoc!
ZASADA #16 Trzymaj z przyjaciółmi. Współpracuj. W drużynie siła!
Prolog
W Seulu, stolicy Korei Południowej, był późny wieczór, ale Megadziewczyny, jeden z najpopularniejszych K-popowych girlsbandów, pracowały w pocie czoła. Cztery piosenkarki od rana tkwiły w studiu, gdzie do upadłego ćwiczyły choreografię do swoich szalenie popularnych hitów. Ich najnowszy singiel „Marzenia do spełnienia” wspiął się na szczyty list przebojów i już niedługo miały po raz pierwszy zaśpiewać go na żywo.
– Dziewczyny, do roboty! Musimy to opanować do perfekcji – zachęcała koleżanki Eun Bin, gdy skończyła się kolejna piosenka. – Koncert w galerii EXCO już w przyszłym tygodniu. Pomyślcie, co nas tam czeka: gigantyczne centrum handlowe po brzegi wypełnione fanami. Fanami, którzy czekają na coś wyjątkowego.
– Czy „wyjątkowe” oznacza, że odpoczniemy dopiero po EXCO?– zażartowała Ha-na.
– Ha-na ma rację – dodała Tae-ri. – Przydałaby nam się chwila wytchnienia.
– Pełna zgoda! – przytaknęła Se-jeong.
W tym momencie w drzwiach studia stanęła Mi-do, menedżerka Megadziewczyn.
– No dobrze, dziewczęta, przybyłam z odsieczą – oznajmiła. – Napracowałyście się. Możecie zmykać. Wyśpijcie się porządnie! Wrócimy do ćwiczeń jutro z samego rana.
– Tak! – wykrzyknęła Se-jeong, unosząc pięść w triumfalnym geście.
Dziewczyny ruszyły do wyjścia, a Eun Bin obejrzała się na Mi-do.
– Nie idziesz z nami?
Menedżerka pokręciła głową.
– Nie, w ostatniej chwili coś mi wypadło. Muszę załatwić pewną sprawę. Zobaczymy się w hotelu.
Megadziewczyny pomachały jej na pożegnanie i zjechały windą do lobby.
Zwykle opuszczały budynek głównym wejściem, przed którym zbierał się tłumek podekscytowanych fanów uzbrojonych w aparaty fotograficzne. Tego jednak dnia skończyły próbę wyjątkowo późno, więc o tej porze wolały wymknąć się dyskretnie tajnym wyjściem na tyłach. Dlatego, gdy wyszły na nocne powietrze, nie czekał na nie tłum, a jedynie szofer w ekskluzywnej limuzynie.
Ledwo otworzyły drzwi samochodu, nad ich głowami zamigotało jasne światło. Zaskoczone podniosły wzrok w kierunku okien na piątym piętrze, gdzie znajdowało się ich studio. Światło znowu zamigotało. I trzeci. A potem za szybami zapanowała ciemność.
– Co to było? – zapytała Eun Bin.
– Powinnyśmy sprawdzić, czy wszystko okej z Mi-do – zasugerowała Ha-na.
Wysiadły z samochodu i wróciły do budynku.
Gdy weszły do lobby, rozsunęły się drzwi windy i ze środka wyszła Mi-do.
– Wszystko w porządku? – zapytała Eun Bin. – Zauważyłyśmy błyski światła i…
– Nic mi nie jest – odparła Mi-do. – Czemu niby miałoby mi coś być?
– No bo… powiedziałaś, że musisz jeszcze popracować i… i… – zająknęła się Eun Bin.
– Załatwiłam, co miałam do załatwienia – odparła Mi-do i lekceważąco machnęła ręką. – Chodźmy do auta. Wrócę z wami do hotelu. Jutro czeka nas dużo pracy.
Mi-do ruszyła przodem do czekającej na zewnątrz limuzyny.
– Zachowuje się jakoś dziwnie… – szepnęła Tae-ri.
– No nie wiem, w końcu jest dorosła – odparła Ha-na. – Dorośli są dziwni.
Ha-na nie miała pojęcia, że wkrótce przytrafią się im jeszcze dziwniejsze rzeczy1/2.
1. Zastanawiacie się, po co to mówimy? W ten sposób dajemy wam znać, że już niedługo sprawy przybiorą bardzo, ale to bardzo niezwykły obrót. [wróć]
2. Ale nie tak znowu natychmiast. Jeśli macie ochotę skoczyć po przekąskę czy coś, to raczej się wyrobicie. [wróć]
CHWILA!
CO WY WYRABIACIE?
Zanim przewrócicie stronę, najpierw odpowiecie na kilka pytań. Okej?
OKEJ
(Wielu z was zapewne już wie, czego można się spodziewać po książkach z tej serii, ale wolimy się upewnić).
No dobrze, kolejne pytanie: czy jesteście gotowi rozpracować nową zagadkę z agentem Stitchem i jego zgraną paczką?
A jak myślicie? W końcu czytamy tę książkę, prawda?
Hej, chcemy tylko się upewnić, że wszyscy mają to czarno na białym, a właściwie biało na niebieskim. Jak na tej stronie! Ha!
No dobrze, zdarzały nam się lepsze żarty. W każdym razie, nie zwlekając, prezentujemy najświeższą i najbardziej zagmatwaną sprawę Stitcha, którą zatytułowaliśmy…
Rozdział 1
Tymczasem w Nowym Jorku, zwanym też Wielkim Jabłkiem, rozgrywała się inna opowieść.
Sekundkę, zanim przejdziemy do rzeczy, nie uważacie, że to dziwaczne określenie? Co ma jabłko do miasta? Może jabłka to miasta dla robaków, ale te robaki musiałyby być malutkie, inaczej ciągle by na siebie wpadały i mówiły na przykład: „Wybacz, Heniu, nie zauważyłam cię” i „Ojej, Basiu, przepraszam najmocniej, ależ ze mnie niezdara”.
Wiecie co? Po chwili zastanowienia, może Wielkie Jabłko to określenie jak każde inne, a my za bardzo się czepiamy.
Poza tym nie sięgnęliście po tę książkę, żeby poczytać rozważania o jabłkach. Ciekawi was, co u agenta Stitcha i jego przyjaciół: Lilo, Jumby i Plikliego, prawda?
Fajnie, to teraz wszystko jasne.
Stitch i jego przyjaciele zrobili sobie zasłużoną przerwę od swoich detektywistycznych wyzwań i właśnie mieli obejrzeć musical w teatrze Kelvin Kayes na Broadwayu w Nowym Jorku (który, jak ustaliliśmy, nie jest jabłkiem). To był ich pierwszy spektakl w słynnej dzielnicy teatralnej i żadne z nich nie było pewne, czego może się spodziewać.
– Ja nie rozumiem – oświadczył Jumba, niecierpliwie wiercąc się w fotelu.
– Czego dokładnie? – zapytała Lilo.
– Tych ludzi na scenie. Będą gadać o różnych rzeczach, tak? – dociekał Jumba.
– Mhm. – Lilo skinęła głową. – To się nazywa gra aktorska.
– Gra aktorska, tak – powtórzył naukowiec. – Czyli najpierw będą grać, a potem nie wiadomo z jakiej beczki zaczną śpiewać?
Stitch potwierdził z nieukrywanym entuzjazmem. Uwielbiał śpiew i muzykę. Lilo puszczała czasem piosenki na gramofonie, a on przygrywał na ukulele.
Od czasu do czasu też dawał też popisy wokalne, chociaż nie wszyscy byli fanami jego głosu (na przykład Jumba). Kiedyś, gdy Stitch śpiewał piosenkę z Lilo, naukowiec powiedział mu, że brzmi jak alteriański wyjosmoczek. Stitch pamiętał tę rozmowę, jakby to było wczoraj. Pewnie dlatego, że to było wczoraj.
– Cóż, ja nie mogę się doczekać – oświadczył Plikli, poprawiając perukę. – Absolutnie należy nam się relaks po tym wszystkim, co przeszliśmy. A najbardziej należy się mnie!
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, spod sceny dobiegły dźwięki strojonych instrumentów.
– Ciii! – syknęła Lilo, przytykając palec do ust. – Zaraz się zacznie!
– Stitch nie może doczekać – oświadczył kosmita, starając się mówić cicho. – Stitch nie pamięta, co to za musical.
– „Czworonogi na czterech kółkach” – wyjaśniła szeptem Lilo. – To ponura wizja przyszłości, w której świat mogą uratować tylko psy na wrotkach.
– Psy, które jeżdżą na wrotkach i śpiewają! – dodał Plikli.
– Właśnie, śpiewające psy – przytaknęła Lilo.
Stitch zaklaskał z radości.
W sali zgasły światła i uniosła się kurtyna. Na środek sceny na wrotkach wyjechał człowiek w kostiumie psa.
W tle rozciągała się panorama futurystycznego miasta.
– Jestem Reks! – zawołał aktor. – Witajcie w Hautopii. Pewnie wydaje wam się, że to wspaniałe miejsce, ale wcale tak nie jest. Bo widzicie, w Hautopii mamy…
I w tym momencie zaczął śpiewać!
– Aaaaach! – westchnął Plikli i natychmiast ściągnął na siebie karcące spojrzenia. – Nie ma nic wspanialszego! Szczególnie po zwycięstwie nad ślimobcymi w Paryżu i powstrzymaniu zęboidów przed zahipnotyzowaniem wszystkich mieszkańców Nowego Jorku.
– Pssst! – syknęła siedząca za nim kobieta.
Aktor na scenie wirował na wrotkach i śpiewał o kotach i niepewnej przyszłości, ale Plikli mówił dalej, nie zwracając uwagi na innych widzów.
– Przecież zostałem porwany! Czy ktoś jeszcze pamięta, że mnie porwano?
– Tak – mruknął Jumba. – W końcu to było wczo-raj!
– I nie zapomnę, jak te zęboidy próbowały zrobić na Ziemi antyterraformację i upodobnić ją do swojej planety – ciągnął Plikli. – A to był dopiero pierwszy etap Projektu NJUM, czymkolwiek on jest!
– Pssst! – syknęła znowu kobieta. Tym razem znacznie głośniej.
– Bądź cicho, Plikli – upomniała przyjaciela Lilo. – Przeszkadzasz wszystkim!
– Nie wszystkim – wtrącił się Jumba. – Dla mnie paplanina Plikliego jest znacznie bardziej interesująca od tego podrabianego psa na wrotkach.
– Aha, czyli według ciebie tylko paplam, tak? – zdenerwował się Plikli.
Na scenę wyjechali kolejni ludzie w kostiumach psów, a Lilo przewróciła oczami.
– Przynajmniej my dwoje będziemy cicho i obejrzymy spektakl, prawda, Stitch? – szepnęła, ale gdy odwróciła się do Agenta 626, zobaczyła… pusty fotel!
– Gdzie Stitch? – szepnęła. – Nie zauważyłam, żeby wychodził!
– Może poszedł do łazienki? – podsunął Jumba.
Ale Stitch wcale nie poszedł do łazienki. Plikli skupiał na sobie uwagę większości widzów w pobliskich rzędach, za to jego oczarowały dobiegające ze sceny cudowne dźwięki. Był zachwycony piosenkami, a taniec na wrotkach też bardzo mu się spo-dobał!
Dlatego kiedy Reks zaczął śpiewać…
… Stitch poczuł, że pies-wrotkarz zwraca się wprost do niego – i prosi o pomoc! Nie mógł siedzieć bezczynnie, wiedząc, że mieszkańcy Hautopii potrzebują wsparcia. Niewiele myśląc, ruszył w kierunku sceny…
– Chwila, chwila! – wydarł się Plikli – jeśli myślisz, że nie zrobiło mi się przykro, kiedy powiedziałeś, że tylko paplam, to grubo się mylisz!
– Czy ktoś go w końcu uciszy?! – zawołała kobieta siedząca w rzędzie za nimi i zerwała się na równe nogi. – Próbujemy. Oglądać. PRZEDSTAWIENIE!
Plikli wytrzeszczył oczy i rozejrzał się dookoła. Wyglądało na to, że wpatrywali się w niego wszyscy… w tym młoda kobieta w garniturze, która oświetlała go latarką. Odkurzył w pamięci całą wiedzę na temat ziemskich teatrów i przypomniał sobie, że takich ludzi nazywano porządkowymi.
– O nie! – wykrzyknął z paniką w głosie. – Porządkowa! Czy ona mnie sporządkuje? Proszę, tylko mnie nie porządkuj!
– Jeśli nie przestaniesz rozmawiać – wyjaśniła kobieta spokojnie – będę musiała cię poprosić o opuszczenie teatru. A wtedy na pewno nie będziesz wiedział, jak skończyła się historia psich wrotkarzy.
Plikli powoli opadł na swój fotel.
– Eee… przepraszam – bąknął. A potem nachylił się do Jumby i szepnął: – Sporządkowała mnie.
Na scenie śpiewające psy jeździły w kółko, a nad ich głowami unosił się wielkim balon w kształcie kota.
Plikli znów poderwał się z fotela i wskazał go palcem.
– Znalazłem Stitcha! – wykrzyknął, a przez widownię przetoczyła się fala oburzenia:
– Ciii!
Ale Plikli miał rację: na ogonie kociego balona wisiał uczepiony pazurami Stitch! Wyszczerzył zęby w uśmiechu i wylądował na scenie. Sięgnął do swojego pasa detektywa, wyciągnął parę wrotek z kasetki i założył na tylne łapy. A potem dołączył do aktorów!
– Jaka realistyczna charakteryzacja! – zachwycił się jeden z widzów.
– Błagam, niech tylko nie przyjdzie mu do głowy śpiewać – jęknął Jumba.
Ale Stitch miał na to ogromną ochotę. Przedstawienie bardzo go poruszyło i chciał udowodnić, że wcale nie brzmi jak alteriański wyjosmoczek! I chociaż nie znał słów piosenki, nie zamierzał pozwolić, by to go powstrzymało. Zaczął nucić melodię.
I rzeczywiście wcale nie brzmiał jak alteriański wyjosmoczek.
Brzmiał dużo, dużo gorzej.
Ledwo wydał z siebie pierwszy ton, cały teatr zaczął wibrować! Drżało wszystko: fotele, podłoga i kolumny podtrzymujące sufit.
– Ależ sztuczka! – stwierdził ktoś z uznaniem. – Musieli okablować cały teatr dla takiego efektu. Poczuliście to?
Ale Lilo doskonale wiedziała, że to nie są efekty specjalne, tylko śpiewający Stitch! Musiała znaleźć sposób, by go skłonić do zamknięcia buzi i zejścia ze sceny!
Stitch jeździł w kółko na wrotkach, trzymając się za ręce z bardzo skołowanymi aktorami w psich kostiumach.
– Hej, nie pamiętam, żeby to było na próbach – szepnął jeden z nich.
Stworek uśmiechnął się promiennie.
– Stitch ratuje Hautopię! Śpiewaniem!
I otworzył buzię, by zaśpiewać na cały głos, gdy nagle… zupełnie zniknął ze sceny!
Rozdział 2
Stitch nie był jedynym, który zniknął. Lilo, Jumba i Plikli także rozpłynęli się w powietrzu. W jednej chwili siedzieli na swoich miejscach, a w kolejnej ich fotele były puste!
Szokujące, prawda?
Idziemy o zakład, że nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji już na samym początku książki!
Zwykle trzymalibyśmy się Stitcha i jego paczki, ale biorąc pod uwagę chaos, który wywołali w poprzednim rozdziale, pomyśleliśmy, że zaciekawi was, jak inni widzowie i obsada zareagowali na ich nagłe zniknięcie…
No to już wiecie.
A wracając do Stitcha i pozostałych… dokąd mogli się przenieść? I jak właściwie do tego doszło?
Cóż, zniknęli dzięki technologii IMPRiS czyli Inter-Molekularnego Promienia Rozkładającego i Składającego – metody transportu, z której najchętniej korzystała Federacja Galaktyczna.
W telegraficznym skrócie: promień IMPRiS rozłożył ich ciała na atomy, w mgnieniu oka przeteleportował je na drugi koniec galaktyki i ponownie złożył na pokładzie statku Przewodniczącej, który krążył po orbicie planety Turo, na której znajdowała się siedziba Federacji Galaktycznej.
– Agent 626 – przywitała Stitcha Przewodnicząca. – Dziękuję, że zjawiłeś się tu tak szybko.
– Stitch tak jakby nie miał wyboru – odparł stworek wciąż zdyszany od tańca i śpiewu na scenie. – W jednej chwili bawi z psami na wrotkach, a w kolejnej PUF!
– Tak, przepraszamy, że ściągnęliśmy was tu bez ostrzeżenia – odezwał się cichy głos zza pleców Przewodniczącej. Agento Mańko, które pracowało dla GAD-u i było kontaktem dla drużyny Stitcha, wystawiło głowę zza fotela przełożonej. – Przewodnicząca zażyczyła sobie natychmiast się z wami zobaczyć. Posłałobym agenta Bąbla, żeby odebrał was statkiem kosmicznym, ale to sprawa niecierpiąca zwłoki.
– Dziękuję, agento Mańko – powiedziała Przewodnicząca. – A teraz poczekajcie moment, niedługo wszystko wam wyjaśnimy.
Lilo odwróciła się do Stitcha i delikatnie szturchnęła go w ramię.
– Co ci strzeliło do głowy, żeby wejść na scenę i przyłączyć się do aktorów? – zapytała cicho. – Nie możesz się tak wygłupiać! Jesteś detektywem! Agentem!
Stitch rozmasował dźgnięte ramię i wzruszył drugim.
– Stitch podekscytowany. Przedstawienie fantastyczne! Stitch myślał, że psy śpiewają do niego. I proszą o pomoc. Nie mógł powstrzymać! Ale… następnym razem postara bardziej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
