Agent Stitch. Tom 1. Na tropie ślimobcych. Disney - Steve Behling - ebook

Agent Stitch. Tom 1. Na tropie ślimobcych. Disney ebook

Steve Behling

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Międzygalaktyczna historia detektywistyczna

Stich dostaje pierwsze w swoim życiu zlecenie od Galaktycznej Agencji Detektywistycznej. Razem z Lilo, Jumbą i Pliklim wyrusza do Paryża, aby rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcie agenta Bąbla i powstrzymać pozaziemskie istoty przed INWAZJĄ na Ziemię! Czy dzielny detektyw Stich zdoła przegonić groźnych intruzów, czy też sprawa okaże się bardziej lepka od śluzu ślimobcych?

Ta międzygalaktyczna opowieść wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Pełna zabawnych ilustracji, fragmentów komiksu i dodatkowych atrakcji zapewnia wielką frajdę także dzięki interaktywnym elementom.

Książka na pewno spodoba się zarówno fanom Sticha, jak i tym, którzy dopiero go poznają. Z niebieskim stworkiem nikt się nie nudzi!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 86

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Kartoteki

Imię i nazwi­sko:

Stitch

Pseu­do­nim:

Agent 626, Obiekt 626

Znaki szcze­gólne:

cztery ręce, z któ­rych dwie potrafi cho­wać w ciele, wsu­wane czułki, wyrostki na grzbie­cie

Pla­neta pocho­dze­nia:

nie­znana (dok­tor Jumba Jookiba wciąż nie przed­sta­wił peł­nych infor­ma­cji na temat pocho­dze­nia obiektu).

Miej­sce pobytu:

Zie­mia

Zaję­cie:

wybryk natury, pies

Wspól­nicy:

Lilo Pele­kai, Nani Pele­kai, dr Jumba Jookiba, Pli­kli, Kobra Bąbel.

Życio­rys:

Obiekt nr 626 został stwo­rzony przez dok­tora Jumbę Jookibę. Począt­kowo schwy­tany przez Fede­ra­cję Galak­tyczną i wygnany na bez­ludną aste­ro­idę, zamiesz­kał na pla­ne­cie Zie­mia, gdzie stał się człon­kiem rodziny Pele­kai i zna­lazł pod ochroną Prze­wod­ni­czą­cej Rady Galak­tycz­nej. Seria nie­wy­tłu­ma­czo­nych wyda­rzeń w ziem­skich mia­stach Paryż i Nowy Jork skło­niła Prze­wod­ni­czącą do zwer­bo­wa­nia Obiektu 626 w sze­regi Galak­tycz­nej Agen­cji Detek­ty­wi­stycz­nej. Jego wysiłki (a także wysiłki jego współ­pra­cow­ni­ków: Lilo Pele­kai, Jookiby oraz agenta Pli­kliego) i wni­kliwe śledz­two obna­żyły i uda­rem­niły inwa­zje śli­mob­cych oraz zębo­idów, któ­rych celem było prze­ję­cie wła­dzy nad Zie­mią.

Imię i nazwi­sko:

Lilo Pele­kai

Pseu­do­nim:

brak danych

Znaki szcze­gólne:

nie­od­parta sło­dycz skry­wa­jąca wielką odwagę i hart ducha

Pla­neta pocho­dze­nia:

Zie­mia

Miej­sce pobytu:

Zie­mia

Zaję­cie:

ludz­kie dziecko

Wspól­nicy:

Nani Pele­kai (sio­stra), Stitch, dr Jumba Jookiba, Pli­kli, Bąbel, Strupka

*

Życio­rys:

Lilo Pele­kai to dziew­czynka uro­dzona i wycho­wana na pla­ne­cie Zie­mia. Mieszka z sio­strą (Nani) i Obiek­tem 626 vel Stit­chem. Towa­rzy­szyła Agen­towi 626 w Paryżu oraz Nowym Jorku, gdzie jej ponad­prze­ciętne pokłady odwagi, sprytu i wytrwa­ło­ści w dużej mie­rze przy­czy­niły się do szczę­śli­wego zakoń­cze­nia afer ze śli­mob­cymi i zębo­idami. Zaleca się, by kon­ty­nu­owała pracę z Agen­tem 626. Jest na dobrej dro­dze, aby któ­re­goś dnia sama stać się zna­ko­mitą agentką GAD-u.

*

UWAGA: wciąż nie udało nam się dotrzeć do bar­dziej szcze­gó­ło­wych infor­ma­cji w spra­wie „Strupki”. Czy to naj­le­piej skry­wany sekret galak­tyki? Konieczne dal­sze śledz­two.

Imię i nazwi­sko:

Jumba Jookiba (dok­tor)

Pseu­do­nim:

brak danych

Znaki szcze­gólne:

czworo oczu

Pla­neta pocho­dze­nia:

Quelte Quan

Miej­sce pobytu:

Zie­mia

Zaję­cie:

sza­lony nauko­wiec

Wspól­nicy:

Pli­kli, Stitch, Lilo Pele­kai, Nani Pele­kai, Kobra Bąbel, obiekty nr 1-625

Życio­rys:

Dok­tor Jumba Jookiba (tytuł naukowy uzy­skany na Uni­wer­sy­te­cie Dia­bo­licz­nego Geniu­szu) prze­pro­wa­dził serię nie­au­to­ry­zo­wa­nych, nie­le­gal­nych i wysoce nie­od­po­wie­dzial­nych eks­pe­ry­men­tów. Obec­nie mieszka z rodziną Pele­kai. Towa­rzy­szył Agen­towi 626 pod­czas śledztw w Paryżu i Nowym Jorku. Choć w trak­cie misji w sto­licy Fran­cji więk­szość czasu spę­dził w brzu­chu wiel­kiego śli­mob­cego, przy­czy­nił się do roz­wią­za­nia sprawy i poko­na­nia kosmicz­nych najeźdź­ców. Wniósł też istotny wkład w uda­rem­nie­nie pla­nów zębo­idów w Nowym Jorku. Jak na genial­nego naukowca ma bar­dzo nie­wiele wspól­nego z nauką, ale Prze­wod­ni­cząca twier­dzi, że tak jest lepiej.

Imię i nazwi­sko:

Pli­kli Wendy

Pseu­do­nim:

agent Pli­kli (w sta­nie spo­czynku)

Znaki szcze­gólne:

jedno oko, trzy nogi, krzy­kliwa, ale gustowna peruka.

Pla­neta pocho­dze­nia:

Plor­go­nar

Miej­sce pobytu:

Zie­mia

Zaję­cie:

były agent Fede­ra­cji Galak­tycz­nej, eks­pert do spraw koma­rów

Wspól­nicy:

dr Jumba Jookiba, Stitch, Lilo Pele­kai, Nani Pele­kai, Kobra Bąbel, peruka

Życio­rys:

były agent Pli­kli dużą część kariery pra­co­wał dla Fede­ra­cji Galak­tycz­nej. Zasły­nął jako znawca gatunku owada zwa­nego koma­rem pocho­dzą­cego z pla­nety Zie­mia. Podob­nie jak dr Jookiba pod­czas ope­ra­cji w Paryżu więk­szość czasu spę­dził w brzu­chu wiel­kiego śli­mob­cego. Według spra­woz­da­nia za ich ucieczkę odpo­wia­dała w dużej mie­rze jego tak zwana peruka przez wła­ści­ciela zwana piesz­czo­tli­wie Rusią. Został rów­nież porwany przez zębo­idy w Nowym Jorku, ale to mię­dzy innymi dzięki jego zarad­no­ści udało się powstrzy­mać inwa­zję. GAD zaleca, by umoż­li­wić Pli­kliemu stały dostęp do ziem­skich peruk, ponie­waż wydają się bar­dzo prak­tyczne.

Prolog. Ślorb!

PRO­LOG

W Paryżu wła­śnie wybiła pół­noc. Wielu ludzi leżało już w swo­ich domach pod pie­rzyną i praw­do­po­dob­nie bar­dzo gło­śno chra­pało, co musiało potwor­nie iry­to­wać tych, któ­rzy jesz­cze nie spali. Inni wciąż krę­cili się po mie­ście, cie­sząc się przy­jemną wio­senną aurą i wie­czorną ciszą (ma się rozu­mieć, o ile w pobliżu aku­rat nikt nie chra­pał).

Ale był też wyją­tek. Pewien męż­czy­zna biegł co tchu boczną alejką i nie miał czasu delek­to­wać się pary­ską sie­lanką. Spra­wiał wra­że­nie bar­dzo, ale to bar­dzo prze­ra­żo­nego – co mogło dzi­wić, bo kawał chłopa był z niego i wyglą­dał przy tym, jakby nic nie było w sta­nie go prze­stra­szyć. W tym sza­leń­czym pędzie potknął się o kosz na śmieci.

A potem kolejny, i jesz­cze jeden. Wszyst­kie ude­rzały o chod­nik w kako­fo­nii meta­licz­nych huków i brzę­ków. Męż­czy­zna liczył, że kosze spo­wol­nią to coś.

Obej­rzał się przez ramię i dostrzegł neo­no­wo­zie­loną poświatę, która wypeł­niła ciemny zaułek.

To, co go goniło, było coraz bli­żej… i bli­żej… i bli­żej.

– Czym­kol­wiek jesteś – wysa­pał – zadar­łeś z nie­wła­ści­wym czło­wie­kiem.

Jarząca się na zie­lono postać nie odpo­wie­działa. Peł­zła powoli w jego kie­runku, jakby ni­gdzie jej się nie spie­szyło. Pod­cią­gnęła się odro­binkę, a temu ruchowi towa­rzy­szył gło­śny mlasz­czący odgłos.

– Nie dorwiesz mnie – mruk­nął męż­czy­zna, po czym odwró­cił się, zro­bił duży krok i wpadł na ogro­dze­nie z meta­lo­wej siatki. Pod­niósł głowę i oce­nił je na trzy albo cztery metry wyso­ko­ści. Nie miał wyboru, musiał się prze­do­stać na drugą stronę.

Siatka zakle­ko­tała, gdy zaczął się po niej wspi­nać.

Czym­kol­wiek było to jarzące się zie­lone coś, wciąż peł­zło alejką. I zda­wało się przy­spie­szać.

Męż­czy­zna był już pra­wie po dru­giej stro­nie ogro­dze­nia, gdy omsknęła mu się prawa ręka, a on runął na zie­mię i wylą­do­wał na ster­cie wor­ków ze śmie­ciami. Szybko się jed­nak poniósł i odwró­cił.

Ostat­nim, co zoba­czył, było to coś, co za nim goniło, a wyglą­dało…

Rozdział 1. Wycieczka objazdowa

Roz­dział 1

Stitch pod­parł brodę i prze­chy­lił głowę na lewą stronę.

– To wielki motek sznurka – stwier­dziła Lilo.

– Naj­więk­szy motek sznurka, jaki Stitch kie­dy­kol­wiek widział – przy­znał stwo­rek, prze­chy­la­jąc głowę na prawą stronę i nie spusz­cza­jąc wzroku z obser­wo­wa­nego obiektu.

– To jedyny motek sznurka, jaki kie­dy­kol­wiek widzia­łeś – dopre­cy­zo­wał Jumba, dra­piąc się w rzadką czu­prynę. – A czym wła­ści­wie jest motek? I po co on sznur­kowi? I dla­czego musie­li­śmy poje­chać na wycieczkę tylko po to, żeby na niego popa­trzeć?

– Cho­dziło o to, żeby spę­dzić razem czas – wyja­śniła Lilo. – Mam ferie wio­senne, a Nani pomy­ślała, że powin­ni­śmy pobyć tro­chę poza domem i zro­bić coś faj­nego!

– I dowo­dze­nie powie­rzyła mnie! – wtrą­cił Pli­kli, wyska­ku­jąc z kam­pera. – Wypo­ży­czy­łem ten oto pojazd kem­pin­gowy, żeby­śmy mogli urzą­dzić sobie nie­sa­mo­witą wycieczkę po całych Hawa­jach! To wspa­niała oka­zja, by zacie­śnić łączącą nas więź.

– Naprawdę tak myślisz? – zapy­tała Lilo.

Pli­kli nachy­lił się i szep­nął jej do ucha:

– Nie mam poję­cia. Wiem tylko jedno: twoja sio­stra stwier­dziła, że jeśli mi życie miłe, mam zna­leźć wam coś do roboty w cza­sie, gdy ona jest w pracy. Bo ostat­nio zro­biło się tro­chę dziwne.

Ostat­nio, to zna­czy od kilku mie­sięcy, kiedy to Lilo Pele­kai i jej star­sza sio­stra Nani poznały Stit­cha vel Obiekt 626. Czyli Pli­kli wcale nie żar­to­wał.

Stitch powstał w wyniku eks­pe­ry­mentu dok­tora Jumby Jookiby, sza­lo­nego kosmicz­nego naukowca, i w zało­że­niu miał być kulo­od­porny, żaro­od­porny i zdolny do prze­twa­rza­nia infor­ma­cji szyb­ciej niż naj­po­tęż­niej­szy super­kom­pu­ter. Oprócz tego widział w ciem­no­ści i potra­fił prze­su­wać przed­mioty trzy tysiące razy cięż­sze od sie­bie, ale jego naj­sil­niej­szy instynkt kazał mu, jak twier­dził Jumba, nisz­czyć wszystko, czego się dotknie.

– Ja tam myślę, że życie zro­biło się bar­dzo dziwne – stwier­dziła Lilo, uśmie­cha­jąc się do Pli­kliego – i takie mi się podoba.

– Mnie też – odparł Stitch, wpa­tru­jąc się w zie­mię obok kam­pera, gdzie dostrzegł wielką żabę.

– Pomy­śl­cie tylko, jak ina­czej wszystko by wyglą­dało, gdy­bym nie zabrała Stit­cha ze schro­ni­ska – powie­działa Lilo. – Nie spo­tka­ła­bym żad­nych praw­dzi­wych kosmi­tów!

Jumba odwró­cił się do niej z poważną miną.

– Zdaję się, że chcia­łaś powie­dzieć: „Dzię­kuję, Jumbo, że stwo­rzy­łeś Obiekt 626 i pozwo­li­łeś się aresz­to­wać Fede­ra­cji Galak­tycz­nej, dzięki czemu Obiekt 626 miał oka­zję zbiec na Zie­mię i uda­wać psa”.

Stitch dosko­nale pamię­tał tam­ten dzień. Sio­stry Pele­kai, Lilo i Nani, nie miały poję­cia o jego kosmicz­nym pocho­dze­niu. Lilo naj­pierw myślała, że jest bar­dzo nie­sfor­nym kun­del­kiem. A to czy­niło z nich świetną parę, bo – jak wkrótce prze­ko­nał się Stitch – Lilo bywała cza­sem bar­dzo nie­sforną dziew­czynką. Ale mimo to jakimś cudem, gdy byli razem, mieli na sie­bie dosko­nały wpływ.

– Naprawdę dziwny byłby z niego pies – stwier­dził Pli­kli, gdy Lilo pode­szła do Jumby i mocno go przy­tu­liła.

Wielki kosmita w kitlu naukowca uniósł brew i ku wła­snemu zasko­cze­niu odwza­jem­nił uścisk.

– Dzię­kuję, Jumbo – powie­działa Lilo. – I nie martw się. Wyba­czam ci też to, że pró­bo­wa­łeś go zła­pać.

Jumba spra­wiał wra­że­nie skrę­po­wa­nego.

– To była tylko praca – rzu­cił, wzru­sza­jąc ramio­nami. – Nic oso­bi­stego.

– Ma rację – wtrą­cił Pli­kli. – Nie byłoby nas tutaj, gdyby nie oso­bi­ste roz­kazy Prze­wod­ni­czą­cej Rady Galak­tycz­nej! To ona pole­ciła nam obez­wład­nić Stit­cha i spro­wa­dzić go w kaj­da­nach. – Jed­no­oki kosmita był eks­per­tem od spraw Ziemi na usłu­gach Fede­ra­cji. Towa­rzy­szył Jum­bie w wypra­wie, któ­rej celem było zatrzy­ma­nie Obiektu 626. Mimo bar­dzo pomy­sło­wych, zda­niem Pli­kliego, ludz­kich prze­brań po kilku nie­uda­nych pró­bach schwy­ta­nia Stit­cha zostali zwol­nieni ze służby. Zastą­pił ich kapi­tan Gantu, bar­czy­sty i zasad­ni­czy do bólu kosmita o bar­dzo nie­przy­jem­nym uspo­so­bie­niu, który wyglą­dał mniej wię­cej tak:

Zapewne domy­śla­cie się, że kapi­tan Gantu też nie zdo­łał wyko­nać misji. Gdyby mu się udało, ta książka by nie powstała. W końcu wszy­scy doszli do wnio­sku, że Stitch wcale nie jest taki zły, więc Prze­wod­ni­cząca pozwo­liła mu zostać na Ziemi z Lilo i jej sio­strą.

Sze­fowa Rady nie kwa­piła się ponow­nie przy­jąć na służbę Jumbę i Pli­kliego, więc oni także zostali na Hawa­jach.

A skoro o nich mowa, obaj stali teraz po dwóch stro­nach Naj­więk­szego Motka Sznurka na wyspie Kaua’i, a mię­dzy nimi Stitch. Jumba pocią­gnął za koł­nierz swo­jej hawaj­skiej koszuli, a Pli­kli z zapa­mię­ta­niem stro­szył perukę.

Na Ziemi polu­bił nosze­nie sty­lo­wych sukie­nek, a jesz­cze bar­dziej sty­lo­wych fry­zur. Obaj z Jumbą mieli na sobie ludz­kie kostiumy, a Pli­kli dosko­nale wta­piał się w tłum­tlum.

– Tro­chę na lewo! – poin­stru­owała Lilo, pod­no­sząc apa­rat.

– Jeśli prze­sunę się bar­dziej na lewo, spadnę w prze­paść – zauwa­żył Jumba.

I miał rację, bo z jakie­goś powodu Naj­więk­szy Motek Sznurka znaj­do­wał się tuż przy kra­wę­dzi bar­dzo stro­mego klifu.

– Chodź, zamie­nimy się miej­scami – powie­dział Jumba, pod­no­sząc Pli­kliego.

Posta­wił go bli­żej urwi­ska.

– Hej, uwa­żaj na sukienkę! – wykrzyk­nął Pli­kli. – Łatwo się gnie­cie!

Stitch przy­glą­dał się tej sce­nie, z całych sił sta­ra­jąc się nie ruszać. Ogrom­nie zale­żało mu na tym, żeby wycieczka prze­bie­gała bez zakłó­ceń. Choć osiadł na Ziemi, gdzie zna­lazł ohana, czyli rodzinę, którą stwo­rzył z Lilo, Nani, Jumbą i Pli­klim, wciąż nie do końca umiał zapa­no­wać nad swo­imi nisz­czy­ciel­skimi odru­chami.

Za każ­dym razem, gdy pró­bo­wał w czymś pomóc, nie potra­fił się na tym sku­pić. To nie jego wina, że wywo­ła­nie nie­wiel­kiej eks­plo­zji w kuchni jest cie­kaw­sze od cze­ka­nia, aż ugo­tuje się obiad, i że naj­faj­niej pieli się zębami, które lepiej chwy­tają chwa­sty (a także kwiaty, drzewa, czyli wła­ści­wie wszystko, co rośnie w ogródku), i że Nani nie spodo­bała się tyrolka, którą skon­stru­ował w domu z jej świeżo wypra­nych koszu­lek, albo że…

No, sami rozu­mie­cie.

– Szkoda, że nie mogę uwiecz­nić motka pod lep­szym kątem – wes­tchnęła Lilo. – Mówi się trudno. Powiedz­cie „mote­eeek”!

W tym momen­cie Stitch wpadł na pomysł, jak pomóc przy­ja­ciółce zła­pać kadr, na któ­rym jej zale­żało.

Dźwi­gnął Naj­więk­szy Motek Sznurka i uniósł go nad głową.

– Ta-daaam!

Ale, jak to mu się cza­sem zda­rzało, nie doce­nił wła­snej siły, więc pod­niósł kulę z takim impe­tem, że wyle­ciała mu z rąk i wzbiła się wysoko w powie­trze.

Na szczę­ście przy­ja­ciół nie spo­tkał smutny koniec roz­płasz­czo­nych plac­ków, bo Stitch rzu­cił się bie­giem i zepchnął ich na bok, żeby wielka kula w nich nie tra­fiła. A potem pod­sko­czył i prze­biegł się na pędzą­cym motku, zeska­ku­jąc w porę, zanim ten sto­czył się w prze­paść.

– Było bli­sko! – sap­nął Pli­kli, popra­wia­jąc prze­krę­coną perukę. – Jak wyglą­dam?

– Co to miało być, Stitch?! – Lilo oskar­ży­ciel­sko wyce­lo­wała palec w przy­ja­ciela.

Mały kosmita wbił wzrok w zie­mię. Nie mógł spoj­rzeć jej w oczy. Chciał tylko pomóc i zro­bić coś miłego. A w efek­cie zepsuł zdję­cie. Zawsze wszystko psuł.

Nie wie­dział, co powie­dzieć, ale zanim zdą­żył coś wymy­ślić, w torebce Pli­kliego roz­legł się piskliwy dźwięk dzwonka.

Jed­no­oki się­gnął do środka i wycią­gnął coś, co wyglą­dało jak nie­wiel­kie skła­dane lusterko, ale w rze­czy­wi­sto­ści było galak­tycz­nym komu­ni­ka­to­rem. Nosił go ze sobą wszę­dzie, żeby w każ­dej chwili móc zadzwo­nić do mamy, gdy aku­rat zatę­skni. Teraz otwo­rzył komu­ni­ka­tor i szczęka opa­dła mu na zie­mię.

– Pani Prze­wod­ni­cząca! – wykrzyk­nął.

– Agen­cie Pli­kli, kon­tak­tuję się z panem, ponie­waż Obiekt 626 nie posiada galak­tycz­nego komu­ni­ka­tora – oznaj­miła rze­czowo Prze­wod­ni­cząca bez zbęd­nych uprzej­mo­ści. Jej surowa twarz wpa­try­wała się w Pli­kliego z malut­kiego ekranu.

– Ma na myśli cie­bie, Stitch – szep­nęła Lilo.

Cie­ka­wość wzięła górę nad poczu­ciem winy, bo Stitch lekko powe­se­lał i przy­sko­czył do Pli­kliego.

– Tutaj Stitch! – zawo­łał.

Nagle bez ostrze­że­nia przez chmury prze­bił się snop jasnego świa­tła i oświe­tlił ich wszyst­kich.

Rozdział 2. GAD

Roz­dział 2

– MOTEK! – wrza­snął Pli­kli, zanim uświa­do­mił sobie, gdzie się zna­leźli.

Świa­tło na chwilę ośle­piło Stit­cha, a gdy ten odzy­skał wzrok, uświa­do­mił sobie, że nie są już na Hawa­jach. Stali w pomiesz­cze­niu o ścia­nach z poły­skli­wego metalu. Po dwóch stro­nach znaj­do­wały się okrą­głe okienka, za któ­rymi roz­cią­gał się czarny bez­kres kosmosu. A na końcu pomiesz­cze­nia ze zło­żo­nymi rękoma stała…

– Prze­wod­ni­cząca! – wykrzyk­nęła Lilo. – Jak się pani miewa?

– Och – odparła Prze­wod­ni­cząca nieco zasko­czona.

Do tej pory miała oka­zję spo­tkać Lilo tylko raz, pod­czas swo­jej krót­kiej wizyty na Ziemi, gdy zamie­rzała schwy­tać Obiekt 626, zanim zde­cy­do­wała, że pozwoli mu zostać z sio­strami Pele­kai.

– Jaka uprzejma dziew­czynka – pochwa­liła. – Tak, nie naj­go­rzej. Wybacz­cie, że spro­wa­dzi­li­śmy was tu przez IMPRiS1 bez ostrze­że­nia. Pew­nie zasta­na­wia­cie się, dla­czego roz­ło­ży­łam was na mole­kuły, prze­sła­łam je przez pół galak­tyki i ponow­nie zło­ży­łam na moim statku.

– Ow­szem, mnie to tro­chę cie­kawi – przy­znał Jumba.

– Od razu zazna­czę, że to, co za chwilę powiem, jest ści­śle tajne. Nie wspo­mi­naj­cie o tym nikomu, nikomu nie ufaj­cie – cią­gnęła Prze­wod­ni­cząca. – Fede­ra­cja odkryła coś nie­po­ko­ją­cego na waszej pla­ne­cie. Mamy pod­stawy podej­rze­wać, że poja­wił się u was pro­blem natury poza­ziem­skiej.

– Co za pro­blem? – zapy­tał Stitch.

– Nie… nie jeste­śmy pewni. Ale podej­rze­wamy, że może doty­czyć bun­tow­ni­czego gatunku zwa­nego… śli­mob­cymi.

– Śli­mobcy?! – wykrzyk­nął Pli­kli zza ple­ców Stit­cha. – Tylko nie śli­mobcy!

– Co to są śli­mobcy? – zapy­tała Lilo.

– Nie mam poję­cia! Ale na pewno nic faj­nego! – odpo­wie­dział Pli­kli.

– Śli­mobcy pocho­dzą z pla­nety Gastro­po­dia – wyja­śniła Prze­wod­ni­cząca. – Nie­wiele o nich wia­domo. Fede­ra­cja zle­ciła już docho­dze­nie Galak­tycz­nej Agen­cji Detek­ty­wi­stycz­nej.

– Agen­cji detek­ty­wi­stycz­nej? – powtó­rzył Stitch.

Prze­wod­ni­cząca przy­tak­nęła.

– Galak­tyczna Agen­cja Detek­ty­wi­styczna, w skró­cie GAD, to grupa, która zaj­muje się tajem­ni­czymi spra­wami w całej galak­tyce. Zie­mię powie­rzy­li­śmy jed­nemu z naszych naj­lep­szych agen­tów, ale dziś rano stra­ci­li­śmy z nim kon­takt.

Prze­wod­ni­cząca prze­su­nęła pal­cem po nie­wiel­kim panelu kon­tro­l­nym, a oczom wszyst­kich uka­zał się holo­gram postaci, którą Stitch natych­miast roz­po­znał.

– Kobra Bąbel! – wykrzyk­nęła Lilo.

Kobra Bąbel był pra­cow­ni­kiem opieki spo­łecz­nej nad­zo­ru­ją­cym Lilo, jesz­cze zanim poznała Stit­cha. Pomógł prze­ko­nać Prze­wod­ni­czącą, by pozwo­liła Stit­chowi zostać na Ziemi i od tam­tej pory cza­sem wpa­dał spraw­dzić, jak sobie radzą.

– Tak – przy­znała. – Agent Bąbel pra­cuje dla GAD-u. W ostat­niej wia­do­mo­ści nada­nej z Fran­cji powie­dział, iż ma pod­stawy podej­rze­wać, że śli­mobcy reali­zują na Ziemi pewien nik­czemny plan. Zamie­rzał pod­jąć zde­cy­do­wane kroki, ale naj­pierw miał zgro­ma­dzić wię­cej dowo­dów.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Inter-Mole­ku­larny Pro­mień Roz­kła­da­jący i Skła­da­jący. [wróć]