Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
34 osoby interesują się tą książką
Detektywi z podstawówki znów na tropie!
Kasia, Karol i Wojtek wraz z harcerzami wyjeżdżają na kemping do lasu. Mają tam poznawać świat harcerzy i odpoczywać na łonie natury.
Na miejscu wita ich druh Bączek, dowódca zastępu harcerzy. Detektywi szybko zauważają, że mężczyzna często opuszcza kemping w swojej białej furgonetce twierdząc, że ma do załatwienia ważne sprawy. Nie zwracają na to jednak większej uwagi do chwili aż na kempingu dochodzi do zagadkowej sytuacji.
Znika cenny rower elektryczny jednej z harcerek.
Podejrzanych z dnia na dzień robi się coraz więcej i detektywi mają ręce pełne pracy! Prowadzą burzliwe narady i uważnie obserwują wszystkich uczestników wycieczki, zarówno cywilów jak i harcerzy.
Czy druh Bączek ma coś wspólnego z kradzieżą roweru? Co robi nocami w tajemniczym pokoju na piętrze swojego domu? I jakie tajemnicze sprawy załatwia jeżdżąc swoją furgonetką?
Detektywi z podstawówki zrobią wszystko, by poznać prawdę!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 93
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Moim dzieciom, Hani i Oskarkowi
Las był przesycony zapachem żywicy i świeżej trawy. Wciągałem go w siebie, pokonując biegiem kolejne metry. Serce biło mi mocno, ze skroni kapał pot. Pod stopami szeleściły liście i strzelały drobne patyczki. Widziałem już Kasię ze stoperem w dłoni. Stała na środku ścieżki, przy wyjściu z lasu. Obok niej podskakiwał Wojtek i coś krzyczał, ale nie docierało do mnie ani jedno słowo. Dopiero gdy znalazłem się bliżej, usłyszałem:
– Dawaj, dawaj!
Przecież daję – odpowiedziałem mu w myślach. – Daję z siebie tyle, że więcej już chyba się nie da.
Radziłem sobie w bieganiu po bieżni na stadionie, ale tu było zupełnie inaczej. Pełno węższych odcinków, mokrych krzewów ocierających się o łydki, gałązek drzew, które trzeba odginać, bo inaczej można zarobić w oko albo w policzek.
Niebawem miałem wziąć udział w leśnych zawodach organizowanych przez związek harcerzy działający w naszym mieście i musiałem trochę poćwiczyć. Właściwie nie wiedziałem zbyt dobrze, co mnie tam czeka. Wszyscy zawodnicy mieli dowiedzieć się szczegółów dopiero w trakcie zawodów. Przewidywano najwięcej biegania, ale miało się też pojawić parę przeszkód. Nikt nie wiedział dokładnie, jakie one będą.
Łącznie w zawodach planowało wziąć udział dziesięcioro zawodników: ósemka harcerzy i dwoje cywilów z naszej klasy. Pani Wrona przyjaźniła się z niejakim druhem Bączkiem i wspólnie wymyślili sobie całe to wydarzenie. „Chodzi o promocję harcerstwa” – wyjaśniła nam pani na godzinie wychowawczej. „Może kogoś z was zauroczy świat harcerzy i sam wstąpi w ich szeregi. Muszę wam powiedzieć, że ja byłam w młodości harcerką i to była świetna przygoda”. Potem wyznaczyła Nikolę jako reprezentantkę dziewczyn i mnie jako przedstawiciela chłopaków do wzięcia udziału w rywalizacji.
Cała nasza klasa miała pojechać na biwak do lasu i tam przez cztery dni uczestniczyć w różnych zajęciach organizowanych przez harcerzy. Rodzice byli zachwyceni, my trochę mniej, bo właściwie nie wiedzieliśmy, czego się po tym wszystkim spodziewać. Na ostatni dzień biwaku zaplanowano zawody, do których właśnie starałem się przygotować. W związku z tym, że nie wiedziałem, jakie przeszkody na mnie czekają, chciałem przynajmniej poćwiczyć prędkość. Dlatego teraz biegałem po lesie, Kasia mierzyła mi czas, a Wojtek dopingował.
Zziajany dobiegłem do przyjaciół i położyłem się na ziemi, pod starym dębem.
– Super ci poszło! – pogratulowała Kasia.
– Masz nowy rekord! – ucieszył się Wojtek. – Sześć i pół minuty!
Chciałem coś odpowiedzieć, ale mogłem brać tylko urywane oddechy.
– Co ci jest? – Wojtek zmarszczył brwi.
– W… w… – jąkałem się.
– Wynik świetny, zgadza się! – Wojtek się uśmiechnął.
Pokręciłem przecząco głową.
– Wody – dokończyłem.
– A, okej. – Mój kolega wyciągnął z plecaka małą butelkę Staropolanki, potem ją odkręcił, ale zrobił to tak nieudolnie, że trochę wylało mi się na twarz. W każdym innym wypadku pewnie bym się oburzył, ale teraz przyjmowałem krople wody jak zbawienie, bo przyjemnie chłodziły mi powieki i policzki. Z kolei zimna ziemia, na której leżałem, dawała ukojenie moim zgrzanym plecom. Zamknąłem oczy i pomyślałem to, co przychodzi mi go głowy zawsze, przed każdymi zawodami: „Po co ci to było?”. Nie znosiłem tego napięcia, które czułem przed każdą rywalizacją. Mogłem się nie zgadzać, kiedy pani Wrona wskazała na mnie palcem, mogłem powiedzieć, że mam kontuzję kolana albo palca od stopy, a ja tylko kiwnąłem głową na znak zgody.
Z pomocą Wojtka podniosłem się do pozycji siedzącej.
– Pij! – Wcisnął mi butelkę w dłoń.
Opróżniłem ją trzema wielkimi łykami.
– Żałuję, że się zgodziłem na udział w tym biegu – przyznałem.
– Dlaczego? – zapytała Kasia.
– Bo się teraz tylko niepotrzebnie stresuję.
– Daj spokój – zaczęła mnie pocieszać. – Każdy się denerwuje przed zawodami, to normalne, gdyby ludzie mieli przez to nie brać w nich udziału, to nie byłoby olimpiad, żadnych mistrzostw, niczego. – Wzruszyła ramionami. – Ja bym chciała wziąć udział w tym biegu, ale pani Wrona wybrała Nikolę.
– To dlatego, że siedzi w pierwszej ławce i szybko podniosła rękę – stwierdził Wojtek.
– Ona zawsze szybko podnosi rękę. – Kasia przewróciła oczami. – Pani jeszcze nie skończy zadawać pytania, a Nikola już robi wymach. Ona to ćwiczy w domu, ja wam mówię.
Zaczęliśmy się z Wojtkiem śmiać.
– Trzeba wracać – stwierdziła Kasia, zerkając na swój zegarek. – Jestem jeszcze niespakowana, a jutro rano przecież jedziemy.
– Szkoda, że ten biwak nie zaczyna się w poniedziałek – mruknął Wojtek, kiedy ruszyliśmy w stronę parkingu, na którym miała czekać na nas Ania.
Umówiliśmy się, że podjedzie po nas o siedemnastej. Właśnie zbliżała się ta godzina.
– Piątek to dobry dzień na wyjazd – rzuciła Kasia.
– Tak, ale stracimy tylko dwa dni szkoły: piątek i poniedziałek, a tak nie byłoby nas od poniedziałku do czwartku – wyjaśnił Wojtek.
– Panu Bączkowi tak ponoć pasowało. Słyszałam, jak pani Wrona tłumaczyła to dyrektorowi Bębenkowi na przerwie – wyjaśniła Kasia.
– Druh Bączek ma swój dom gdzieś w tym lesie, prawda? – Odruchowo rozejrzałem się na boki, choć las był potężny.
– Tak, chyba po drugiej stronie lasu, gdzie jest jezioro. Ma duży, stary dom i wielki ogrodzony teren wokół niego. Organizuje tam wszystkie zbiórki harcerskie. Harcerze z innych rejonów Polski przyjeżdżają też do niego latem na obozy i biwaki.
– Jestem ciekawy, jak to wygląda. – Wojtek podrapał się po brodzie. – Kiedyś byłem na spacerze w tamtym rejonie, ale doszedłem tylko do siatki i nie patrzyłem, co jest za nią. Widziałem tylko czerwony dach wystający znad koron drzew.
– Jutro zobaczysz wszystko dokładnie – powiedziała Kasia.
Wyszliśmy już na parking, a tak właściwie na niewielką zatoczkę przy głównej drodze, która mogła pomieścić kilka samochodów zaparkowanych jeden za drugim. Teraz jednak nie było tam ani jednego auta.
– Która godzina? – zapytał Wojtek.
– Siedemnasta pięć. Ania się spóźnia. Zaraz do niej zadzwonię – odpowiedziała mu Kasia.
Zanim jednak zdążyła wyciągnąć telefon z kieszeni, zza zakrętu wyjechała stara furgonetka, która chwilę później zaparkowała w zatoczce. Za kierownicą siedział mężczyzna w czarnych okularach przeciwsłonecznych. Zgasił samochód, a potem wysiadł z auta. Jego łysa głowa błyszczała w świetle słońca. Na prawym policzku miał niewielką sierpowatą bliznę. Stanął przed samochodem, a potem wychylił się zza niego i spojrzał na drogę. Ręce miał w kieszeniach zielonych bojówek. Wyglądał tak, jakby na kogoś czekał. Rozglądał się przy tym nerwowo i miałem wrażenie, że chce się upewnić, że jest tu sam. Mógł nas nie zauważyć, bo staliśmy za gałęziami rozłożystego klonu.
Zaraz potem zza zakrętu wyjechał srebrny kabriolet. Jechał powoli i zatrzymał się przy łysym mężczyźnie, ale nie wjechał w zatoczkę. Za kierownicą siedziała elegancka, krótko ostrzyżona blondynka. Spuściła szybę i wręczyła mężczyźnie plik banknotów, a potem z piskiem opon odjechała.
Mężczyzna schował pieniądze do kieszeni bojówek i wrócił szybkim krokiem do furgonetki. Następnie włączył silnik, wycofał i odjechał w przeciwnym kierunku niż ta kobieta.
– Widzieliście? – szepnęła Kasia, patrząc szeroko otwartymi oczami na oddalającą się furgonetkę.
– Aha – odpowiedziałem.
– Normalna sprawa – podsumował Wojtek. – Pewnie za coś się rozliczali.
– Instynkt detektywa podpowiada mi, że coś było tu nie tak – odrzekłem.
– Mój mówi to samo – zgodziła się Kasia. – Miałam wrażenie, że ten mężczyzna nie chciał być przez nikogo zauważony.
– Ale został zauważony przez nas – stwierdziłem.
– Dziwne. – Kasia się zamyśliła.
– Ja nie widzę w tym nic dziwnego – upierał się Wojtek. – Lepiej skupcie się na tym, co zabrać na biwak. O, Ania już jedzie. – Wskazał palcem na zbliżające się do nas auto.
Siostra Kasi wjechała w zatoczkę i przywołała nas do siebie gestem dłoni. Wsiedliśmy do jej samochodu i odjechaliśmy w kierunku domu. Było mi gorąco po biegu przez las, więc spuściłem szybę, wsłuchując się w dźwięki rockowego utworu lecącego z głośników, który zdawał się dudnić mi w żołądku. Wojtek zaczął wymieniać rzeczy, które zabierze na biwak.
– Na pewno ciepły śpiwór i jeszcze koc na wszelki wypadek, paprykarz szczeciński, pasztet, otwieracz do konserw i moją niezawodną lornetkę.
Chciałem skupić się na jego słowach, przemyśleć, co ja powinienem spakować. W końcu wiedzieliśmy, że taki biwak w lesie to nie przelewki. Trzeba się zabezpieczyć na różne warianty, mieć coś w zanadrzu, gdy zrobi się zimno albo gdy zacznie doskwierać głód. Nie mogłem jednak wystarczająco się skoncentrować, bo wciąż myślałem o pliku banknotów, który ta elegancka kobieta przekazała kierowcy furgonetki. Czułem, że przez przypadek zostaliśmy świadkami tajemniczej wymiany, której uczestnicy nie chcieli zostać przez nikogo zauważeni.
Redakcja
Agnieszka Czapczyk
Korekta
Bożena Sigismund
Janusz Sigismund
Projekt graficzny okładki
Łukasz Silski
Skład i łamanie wersji do druku
Agnieszka Kielak
Ilustracje
Łukasz Silski
© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026
© Copyright by Alicja Sinicka, Warszawa 2026
Wydanie pierwsze
ISBN: 9788384302125
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
WYDAWCA
Agencja Wydawniczo-Reklamowa
Skarpa Warszawska Sp. z o.o.
ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2
00-036 Warszawa
tel. 22 416 15 81
www.skarpawarszawska.pl
@skarpawarszawska
Przygotowanie wersji elektronicznejEpubeum
Okładka
Strona tytułowa
Rozdział 1. Tajemnicza wymiana
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
