The Devious Husband. The Windsors. Tom 6 - Catharina Maura - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

The Devious Husband. The Windsors. Tom 6 ebook i audiobook

Catharina Maura

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

1295 osób interesuje się tą książką

Opis

Miłość zawsze zmienia zasady gry.

Sierra Windsor od lat prowadzi bezwzględną wojnę z Xavierem Kingstonem. Rywalizują o prestiżowe projekty, wzajemnie się prowokują i nie przepuszczają żadnej okazji, by dopiec przeciwnikowi. Kiedy Xavier orientuje się, że jego największa rywalka zaczyna interesować się kimś innym, składa rodzinie Windsorów propozycję połączenia dwóch potężnych firm. Jest jednak jeden warunek – Sierra ma zostać jego żoną.

Aranżowane małżeństwo miało być wyłącznie biznesowym układem, ale z każdym dniem granica między rywalizacją a fascynacją zaczyna się zacierać. Sierra odkrywa, że za chłodnym opanowaniem Xaviera kryje się znacznie więcej, niż mogłaby przypuszczać. A im bardziej poznaje swojego męża, tym częściej zastanawia się, czy największym błędem nie było to, że od początku patrzyła na ich historię z niewłaściwej perspektywy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 423

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 53 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Karina KrukBruno Żywioł

Oceny
4,5 (28 ocen)
19
6
2
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Ewciapasz

Nie oderwiesz się od lektury

Fajnie się czytało 😊 szkoda, że koniec serii.
00
nienaczytana1234

Dobrze spędzony czas

to chyba już koniec serii🫤 a szkoda była taka fajna
00
Falgosia

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00
malpiszon81

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo fajna i wciągająca , polecam 🙂
00
marynioka2

Nie oderwiesz się od lektury

polecam cala serie❤️❤️❤️
00



Wszystkim tym, którzy na własnej skórze doświadczyli,

że to, co niewypowiedziane, może zostawić

jeszcze głębsze rany niż słowa.

Zaryzykuj. Podążaj za głosem serca. Dzięki temu twoje życie może być lepsze niż w najśmielszych marzeniach.

Drogie Czytelniczki,

Dziękuję, że wybrałyście Devious Husband,

pikantny i pełen zawirowań romans „od nienawiści

do miłości”. Jego pisanie dostarczyło mi mnóstwo

przyjemności i mam wielką nadzieję, że historia

Sierry i Xaviera wam również się spodoba.

 

Z miłością

TREŚCI WRAŻLIWE

Powieść zawiera treści wrażliwe, dlatego czytelniczkom zaleca się rozwagę. Lista ostrzeżeń znajduje się na stronie internetowej autorki: Catharina Maura, catharinamaura.com/warnings.

1

 

Sierra

– Nie wierzę, że można być takim palantem! – wołam ze złością, wpadając do biura przyjaciółki.

Raven unosi jedną brew i z ociąganiem podnosi głowę znad leżącego na jej biurku tabletu, nie odkładając rysika.

– Niech zgadnę – mówi moja najlepsza przyjaciółka, a zarazem bratowa – Xavier Kingston zrobił coś absolutnie niewybaczalnego… po raz drugi w tym tygodniu?

Krzyżuję przedramiona, piorunując ją wzrokiem. Siadam i omiatam spojrzeniem jej fantastyczną pracownię, którą sama stworzyła od zera, jak zwykle zarzuconą stosami projektów i tkanin. Nawet panujący wokół bałagan wygląda artystycznie. Naprawdę nie wiem, jak ona to robi.

– Włamał mi się do komputera, ukradł moje projekty wnętrz i wykorzystał je w swoim nowym teatrze – zaczynam wyjaśniać, żeby poznała rozmiary podłości mojego arcywroga. – Nawet się nie kłopotał, żeby cokolwiek w nich zmienić, zostawił każdy szczegół tak, jak go zaprojektowałam. Jakby chciał sobie ze mnie zakpić i dać mi do zrozumienia, że nic nie mogę, jeśli zechce sobie przywłaszczyć moje pomysły.

Raven robi zaskoczoną minę, gdy podtykam jej przed oczy swoją komórkę i puszczam wywiad Xaviera udzielony „The Herald” – akurat im ze wszystkich czasopism.

– Ja cię kręcę – mruczy pod nosem przyjaciółka i z szeroko otwartymi oczami przysłuchuje się, jak Xavier z dumą prezentuje projekty wnętrz swojego teatru.

W ciągu ostatniej doby zdążył się już pochwalić moimi pomysłami jak swoimi własnymi w trzech programach śniadaniowych i chyba każdej znanej mi gazecie. Zawsze gdy widzę ten jego głupawy uśmieszek wyższości, aż się we mnie gotuje.

– Ale to… Sierro, przecież pracowałaś nad tymi projektami od kilku miesięcy! Jakim cudem mogły mu wpaść w ręce?

Wzdycham i przeczesuję palcami swoje długie ciemne włosy.

– Nie wiem – wzdycham, znacznie bardziej zrezygnowana, niż chciałabym przyznać. – Silas sprawdził wszystkie nasze zabezpieczenia i po prostu nie ma możliwości, żeby Xavier dał radę się włamać do naszego systemu. I faktycznie, nie mamy żadnych dowodów na cyberatak, ale jak inaczej miałby to zrobić? Jakoś mu się udało zhakować mój komputer.

Raven wwierca się we mnie tym swoim charakterystycznym spojrzeniem, które niekiedy u niej widuję. Jakby coś jej chodziło po głowie, ale nie miała przekonania, czy wypowiadać swoje myśli na głos.

– No co? – Spoglądam na nią, mrużąc oczy.

– Próbuję znaleźć wytłumaczenie, dlaczego tak nagle ukradł ci projekty. Wydawało mi się, że zakopaliście topór wojenny. Czy może się mylę?

Wzdycham i spoglądam za okno, czując ciężar w sercu. Kiedy Dion, mój starszy brat, przedstawił mnie swojemu najlepszemu przyjacielowi Xavierowi, ten od razu mi się nie spodobał. Z biegiem lat, gdy zostaliśmy konkurentami w branży, ta niechęć przerodziła się z otwartą nienawiść. Moją awersję do Xaviera podsycają dodatkowo jego próby ingerowania we wszystkie moje ważniejsze decyzje w interesach. Najczęściej torpeduje moje działania, udając, że robi to, aby mnie chronić pod nieobecność Diona w kraju. Nie rozumiem, jak Dion może tego nie widzieć. Xavier Kingston to wilk w owczej skórze, ale nic nie poradzę, że mój drogi łagodny braciszek uważa go za ósmy cud świata.

– Minęły ponad trzy lata, odkąd ostatni raz ostro się ścięliśmy – odpowiadam Raven, czując dziwny skurcz w żołądku. Xavier wyraźnie mi odpuścił, odkąd Dion wrócił na stałe z Londynu, ale powinnam była się domyślić, że ten chwilowy rozejm między nami nie potrwa długo.

– Ale dlaczego teraz? – zastanawia się Raven. – To ewidentnie są projekty twojego autorstwa. Widziałam na własne oczy, jak nad nimi pracowałaś. To prawie, jakby…

– Jakby chciał mnie sprowokować – dokańczam za nią ostro. – Ten cholerny dupek mnie prowokuje: występuje na żywo w telewizji z moimi projektami, podaje je za swoje i zbiera za nie pochwały. Nie wystarczyło, że ogłosił otwarcie swojego teatru akurat wtedy, gdy ja chciałam nabyć własny. Jeszcze bezczelnie kradnie moje projekty wnętrz. Może pomyślał sobie, że skoro chwilowo traktujemy się w cywilizowany sposób, puściłabym mu płazem nawet morderstwo? O, grubo się myli.

Raven zatyka za uszy swoje długie ciemne włosy i uśmiecha się z błyskiem w oczach.

– Chciałam powiedzieć, że to prawie jakby się za tobą stęsknił. Nie pojawiasz się na imprezach branżowych, w których Xavier bierze udział, a przez ostatnie pół roku wycofywałaś się ze wszystkich projektów, którymi był zainteresowany. Dawniej nie było tygodnia, żebyście się gdzieś nie spotkali, chociażby w salach konferencyjnych.

Biorę płytki oddech i moje zdradzieckie serce nieznacznie przyśpiesza.

– Nie bądź śmieszna – karcę ją znacznie mniej ostrym tonem, niż zamierzałam. Na myśl o tym, że Xavier może za mną tęsknić, robi mi się dziwnie nieswojo. – Jest zbyt zajęty Valerią, żeby nawet o mnie pomyśleć. – Wymawiam imię tej kobiety tonem ociekającym pogardą. – Dlatego tak mnie zaskoczył ten jego ostatni wybryk.

Valeria przykleiła się do Xaviera kilka lat temu i już wiele razy towarzyszyła mu na rozmaitych galach i imprezach. Wcześniej nikogo nie miał, a odkąd w jego życiu pojawiła się ona, nie widziałam go z żadną inną kobietą. Ubóstwia ją do wyrzygania. Mnie zawsze pokazuje się z najgorszej strony, a jej nigdy nie traktował inaczej niż z czystym uwielbieniem. Dosłownie spija słowa z jej ust, jakby uważał ją za ideał. Zawsze, gdy Xavier się śmieje z czegoś, co powiedziała, patrzę na niego z niedowierzaniem, bo przy niej wydaje się zupełnie innym człowiekiem.

– Za każdym razem wykręca się od odpowiedzi, gdy ktoś go o nią pyta, Sierro, dlatego nie wierzę, że się spotykają. Gdyby tak było, już by to potwierdził. Poza tym nigdy nie widziałam ich zachowujących się w taki sposób, żeby można było pomyśleć, że są ze sobą blisko.

Przewracam oczami, zdumiona jej naiwnością.

– Nie czytałaś artykułu w „The Herald”? Że Xavier podobno zamówił u Lauriera dziesięć różnych kompletów biżuterii? – Żołądek kurczy mi się z emocji, których nie potrafię zinterpretować. – Twierdzą, że same tylko kamienie szlachetne i diamenty są w sumie warte dwadzieścia milionów. Takich rzeczy nie robi się dla zwykłej znajomej. – Wstaję i zaczynam krążyć po pracowni Raven, targana sprzecznymi uczuciami. – Nawiasem mówiąc, nie rozumiem, jak Xavierowi udało się cokolwiek zamówić u Lauriera. Owszem, jest znany i bogaty, ale nie sądziłam, że może mieć do niego dojście. Pieniądze to za mało, żeby Laurier zgodził się z kimś spotkać, więc jak Xavier zdołał u niego kupić aż dziesięć kompletów biżuterii, skoro mnie z trudem się udaje tam zamówić jeden na rok?

Raven ogląda się za siebie i odchrząkuje.

– Nie mam pojęcia – mruczy niepewnym głosem. – Może Laurier był mu winien przysługę? Kto to może wiedzieć?

Unoszę brew z nagłym przeczuciem, że o czymś nie wiem.

– Kto byłby na tyle głupi, żeby zawierać pakt z diabłem?

Moja wspaniała przyjaciółka parska śmiechem i jej twarz się rozjaśnia.

– No kto, faktycznie – przytakuje mi z rozbawieniem w oczach. – Słuchaj, jak na kogoś, kto podobno nienawidzi Xaviera Kingstona, coś za bardzo się interesujesz tym, na co wydaje swoje pieniądze i z kim spędza czas. Gdybym cię tak dobrze nie znała, pomyślałabym, że jesteś zazdrosna. A nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że przestałaś chodzić tam, gdzie on też się pojawia, żeby nie oglądać go z Valerią.

Otwieram usta, żeby zaprotestować, ogarnięta świętym oburzeniem.

– Po prostu jestem zaskoczona, że ma czas na szpiegowanie konkurencji – odburkuję, przeczesując ręką włosy sfrustrowanym gestem. – Próbuję być ponad to, wiesz o tym, Rave. Starałam się jak mogłam nie reagować na jego draństwa, ale musiał wiedzieć, że czegoś takiego mu nie daruję. Te projekty wiele dla mnie znaczyły.

Raven mi przytakuje z wyrazem zrozumienia w oczach.

– Mhm, założę się, że świetnie wiedział, co robi.

Zaciskam zęby i zerkam na swoje paznokcie, pomalowane na czerwono wykonanym na zamówienie lakierem, który dostałam od innej bratowej, Celeste.

– Gnojek – mruczę pod nosem. Krew się we mnie gotuje na wspomnienie pyszałkowatego uśmieszku, z którym Xavier przechwalał się dziś rano w telewizji moimi projektami. – Pożałuje, że w ogóle spojrzał na moje rysunki! Chce wojny, będzie miał wojnę.

2

 

Sierra

Z łomoczącym sercem parkuję samochód w ustronnym miejscu na tyłach posiadłości Kingstonów, tuż obok niedużej dziury w otaczającym ją gęstym żywopłocie. Od lat wykorzystuję tę niepozorną lukę w ich systemach bezpieczeństwa, żeby się zakradać do domu Xaviera. Za każdym razem przyjeżdżam tu stuprocentowo pewna, że już ją zlikwidowali, po czym z ulgą stwierdzam, że nic się nie zmieniło.

Uśmiechając się pod nosem, spoglądam w dół po sobie: czarne legginsy, czarna koszulka, czarne skórzane muszkieterki, czarne rękawiczki. Przecież nie jestem na tyle niemądra, żeby zostawić po sobie odciski palców.

Biorę głęboki oddech i tak jak mnóstwo razy wcześniej przeciskam się przez dziurę w żywopłocie, starając się nie robić hałasu. Każda kolejna moja eskapada nie jest ani odrobinę mniej stresująca i zawsze jestem przekonana, że po drugiej stronie natknę się na Xaviera lub któregoś z jego braci – albo, co gorsza, ochroniarzy, którzy na bank mnie zatrzymają. Mam na koncie wiele wybryków, którymi przez ostatnie lata próbowałam zaszkodzić Xavierowi, dlatego wiem z doświadczenia, że gdyby mnie zatrzymano za włamanie, moi bracia z radością zostawią mnie w areszcie do rana, żeby dać mi nauczkę.

Uśmiecham się do siebie z satysfakcją, kiedy udaje mi się przedostać niezauważonej do posiadłości wroga. Wodzę spojrzeniem po jej rozległym obszarze. Podobnie jak moja rodzina, Kingstonowie również mieszkają na olbrzymim, ogrodzonym terenie, na którym każde z rodzeństwa ma wydzieloną część tylko dla siebie. Dziura w żywopłocie, przez którą weszłam, znajduje się niedaleko ogrodu za domem Xaviera. Puls coraz bardziej mi przyśpiesza, gdy powoli skradam się w stronę budynku, który obrałam sobie dzisiaj za cel: jego garażu.

Xavier jest wyjątkowo pewny siebie, więc przy odrobinie szczęścia może się okazać, że zostawił garaż otwarty, co już mu się zdarzało w przeszłości. Widocznie myśli, że jest nietykalny i nie musi być ostrożny. Co w zasadzie jest bliskie prawdy, bo Kingstonowie są miliarderami – od lat siedzą głęboko w polityce, mają też układy w policji. To, czego nie mogą kupić za pieniądze, załatwiają swoimi koneksjami. Nikt oprócz mnie nie jest na tyle szalony, żeby się włamywać do ich posiadłości, i chwała Bogu, bo w przeciwnym razie moja dzisiejsza misja byłaby niewykonalna.

Obejrzawszy się ostrożnie przez ramię, podbiegam do okazałego budynku o szklanych ścianach. Po drodze wypatruję uważnie kamer i innych zabezpieczeń, ale niczego nie dostrzegam. Serce wali mi jak oszalałe, kiedy zaciskam palce na chłodnej metalowej klamce i na sekundę wstrzymuję oddech. Drzwi ustępują tak lekko, że aż wyrywa mi się jęk niedowierzania.

– Co za debil – mruczę pod nosem i ostrożnie je otwieram na tyle, żebym mogła się wślizgnąć do środka.

Przystaję w wejściu i omiatam spojrzeniem długie rzędy horrendalnie drogich, unikatowych supersamochodów. Chyba nie ma wielu rzeczy, które sprawiają Xavierowi równie wielką przyjemność, jak granie mi na nerwach przy każdej możliwej okazji, ale szybkie wozy muszą być wysoko na tej liście. Nie będzie zachwycony, gdy ktoś mu je uszkodzi.

Uśmiecham się najszerzej, jak potrafię, czując, jak ogarnia mnie dzika radość. Od razu robi mi się lepiej na duszy na myśl o jego skrzywionej minie, gdy wejdzie tu rano i się przekona, że nie pojeździ sobie tego dnia żadną ze swoich ukochanych sportówek. Parskam śmiechem, gdy wyjmuję scyzoryk, który naostrzyłam specjalnie na tę okazję, i klękam przy kole najbliższego auta.

Ciszę w garażu przecina syk i z opony powoli uchodzi powietrze. Xavier ma pieniędzy jak lodu i w ogóle nie odczuje kosztów wulkanizacji, a serwisy, które będą naprawiać wyrządzone przeze mnie szkody, się ucieszą.

W normalnych okolicznościach odpłaciłabym mu tym samym i próbowała wykraść któryś z jego projektów, ale z jakichś nieznanych mi powodów zemsta w takim wydaniu sprawia mi o wiele większą satysfakcję. Tym razem jestem dużo bardziej sfrustrowana, ale nie potrafię znaleźć na to wytłumaczenia.

Może to dlatego, że od dawna nie skakaliśmy sobie z Xavierem do oczu? Bo uznałam, że zostawiliśmy przeszłość za sobą i możemy traktować się nawzajem jak cywilizowani ludzie? Czy jednak chodzi o coś innego? Nie umiem wyjaśnić, dlaczego czuję się aż tak bardzo zraniona. Już nie raz któreś z nas przywłaszczało sobie projekty czy plany drugiego, ale tym razem niczym sobie na to zasłużyłam, w przeciwieństwie do tego, co było dawniej. Może to tylko jest w mojej głowie, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że Xavier dał mi tą kradzieżą do zrozumienia, że nie obchodzi go moja ciężka praca czy moje uczucia. A nie powiedział mi tego prosto w oczy, bo uważa, że nie zasługuję na jego uwagę.

Zagryzając wargę, przechodzę ze scyzorykiem w dłoni od samochodu do samochodu, czując bolesny ucisk w piersi. Dopóki Xavier nie pojawił się pierwszy raz na jednej z gali charytatywnych pod rękę z Valerią, nasz konflikt był w pewnym sensie zabawny. Zdarzyło nam się zagalopować, gdy chcieliśmy sobie nawzajem zaszkodzić, ale łączyło nas coś na kształt obopólnego szacunku. Żadne z nas by się do tego nie przyznało, ale oboje się kontrolowaliśmy i ustępowaliśmy sobie nawzajem, żeby było sprawiedliwie. Dzięki temu w ostatecznym rozrachunku każdemu z nas przypadało po połowie projektów, o które walczyliśmy. Mam poczucie, że tym razem jest inaczej.

Wzdycham i przechodzę do ostatniego samochodu o matowej, czarnej karoserii, ustawionego na okrągłej platformie. Nie stał w garażu, kiedy się ostatnio tu włamałam, i nigdy nie widziałam, żeby Xavier nim jeździł. Marszczę czoło, bo nie rozpoznaję marki. Od razu widać, że został wykonany na specjalne zamówienie i był kosmicznie drogi. Waham się przez ułamek sekundy, po czym wbijam scyzoryk w tylną oponę.

Natychmiast uruchamia się alarm i zapalają wszystkie lampy dookoła, aż podskakuję w szoku. Prędko się odwracam i widzę, jak za oknami zasuwają się metalowe kurtyny, zamykając mnie w środku niczym w więzieniu. Ze ściśniętym żołądkiem rzucam się do wyjścia.

Już dopadam do drzwi, gdy nagle wycie alarmu ustaje i światła ponownie się przyciemniają. Ciężko dysząc, próbuję się zorientować, co się dzieje, i wtedy napotykam wzrokiem ekran przy drzwiach, na którym wyświetla się napis: „Protokół Pani King­ston”. Metalowe kurtyny w oknach się podnoszą i chwilę później garaż wygląda tak samo, jak go zastałam, zanim uruchomiłam alarm. Wpatruję się w ekran jeszcze przez sekundę, po czym wybiegam z totalnym mętlikiem w głowie.

3

 

Sierra

Ściskam komórkę w dłoni i odchylam się na oparcie fotela biurowego, wpatrzona w artykuł, który przesłała mi dziś rano Faye, jedna z moich bratowych. Xavier Kingston widziany w prototypie supersamochodu od Windsor Motors. Krew się we mnie gotuje, gdy uruchamiam nagranie i ekran wypełnia nieprzyzwoicie przystojna twarz Xaviera.

– Nigdy dotąd nie jeździł pan samochodami marki Windsor Motors, panie Kingston – zwraca się do niego reporterka „The Herald”, uśmiechając się z irytująco onieśmieloną miną.

Xavier uśmiecha się sardonicznie i ogląda przez ramię. Nieśpiesznie i pieszczotliwie przeciąga opuszką palca po masce swojego nowego wozu, po czym odwraca się ponownie do dziennikarki. W jego oczach malują się rozbawienie i prowokatorski błysk – specyficzna mieszanka, do tej pory zarezerwowana tylko dla mnie.

– Nie miałem wyboru – tłumaczy i z ust wyrywa mu się zmysłowy śmiech. – Mój słodki kociak zatopił pazurki w oponach wszystkich moich pozostałych samochodów i nie miałem innego wyjścia, niż kupić sobie nowy, którego, mam nadzieję, nie tknie.

Kobieta robi wielkie oczy.

– No tak, samochody z Windsor Motors są bardzo wytrzymałe – stwierdza, próbując zamaskować swoją widoczną konsternację.

– Bez wątpienia – przytakuje jej Xavier z blaskiem w oczach. – To dla mnie wielki zaszczyt, że Lexington Windsor udostępnił mi ten egzemplarz na kilka tygodni przed jego oficjalną premierą na rynku. Nie mogę się doczekać, aż się dowiem, co mój kociak sądzi o tym samochodzie, bo chyba niezbyt mu się podobały moje dotychczasowe.

– To takie rozczulające, że sprawił pan sobie uroczego małego kotka, panie Kingston. Zupełnie się tego po panu nie spodziewaliśmy.

– Nie jestem pewien, czy „uroczy” to dla niego odpowiednie określenie – stwierdza Xavier, stanowczo zbyt zadowolony jak na kogoś, kto rano odkrył, że ktoś mu popsuł ulubione zabawki. – „Dziki” może byłoby lepsze. „Piękny”, o, to z pewnością.

– Co za gnojek – cedzę przez zaciśnięte zęby i gwałtownym pociągnięciem palca zamykam artykuł, kipiąc ze złości. Aż mnie trzęsie, że muszę mu przyznać rację: nigdy nie uszkodziłabym samochodu z Windsor Motors. Zła jak osa wpatruję się w okno, w kółko wspominając, jak nazwał mnie swoim słodkim kociakiem w publicznej telewizji. Jest stuknięty, to pewne. Stuknięty i nie do wytrzymania.

Xavier wie, że nie znoszę tego głupiego określenia „kociak”, i dlatego tak się na nie uparł. Do dzisiaj jednak nie używał go przy ludziach. Zaczęło się od tego, że nazwał mnie tak prawie niesłyszalnym szeptem, gdy tańczyliśmy na gali charytatywnej osiem lat temu, a potem docinał mi nim na pustych korytarzach czy salach konferencyjnych.

– Kociak – powtarzam w zaciszu swojego gabinetu. Uważa mnie za kogoś mało znaczącego i niegodnego uwagi. Za niesfornego zwierzaka.

Mam przed oczami czerwoną mgłę, gdy dzwonię do swojego brata, prezesa Windsor Motors. Z miejsca odrzuca połączenie ode mnie, co mnie ani trochę nie dziwi. Musiał się domyślać, że będę wściekła, jeśli sprzeda samochód naszej marki Xavierowi King­stonowi, ale i tak to zrobił. Wszyscy moi bracia wiedzą, że nie znoszę Xaviera. Zawsze głośno i dobitnie wyrażam przy nich, co myślę o jego wybrykach. Na ogół mają wtedy miny, jakby chcieli mi dać do zrozumienia, że sama jestem sobie winna, ale jak na dobrych braci przystało, stają po mojej stronie. Jakim cudem, do cholery, Xavierowi udało się w takim razie położyć łapę na naszym samochodzie?

SIERRA: Odezwij się natychmiast albo dzwonię do Rai.

Uśmiecham się do siebie krzywo, gdy widzę, że Lex odczytał moją wiadomość. Każdy z moich braci bez wyjątku jest totalnie zakręcony na punkcie swojej żony, a niestety, smuteczek, one wszystkie za mną przepadają. Kiedy któryś zajdzie mi za skórę, nic nie działa lepiej niż groźba, że zadzwonię do jego żony.

Śmieję się, gdy już po niespełna minucie w moim telefonie wyświetla się połączenie od Lexa. Widocznie skalkulował ryzyko i uznał, że lepiej będzie stawić czoła bezpośrednio mnie.

– T-tak? – odzywa się zaskakująco nerwowym głosem, mimo że na co dzień jest oazą spokoju i żartownisiem.

– Jak mogłeś? – syczę.

– Przepraszam – odpowiada natychmiast Lex, na szczęście nie próbując udawać głupiego. – Byłem mu winien przysługę, Sierro. Szczerze powiedziawszy, zaskoczył mnie. Zależało mu jedynie na kupieniu naszego samochodu przed premierą. Nawet nie chciał go za darmo. Naprawdę nie miałem powodu mu odmówić.

– Byłeś mu winien przysługę? – dziwię się skonsternowana.

Co Lex mógł zawdzięczać temu wcielonemu diabłu? Nie ma zbyt wielu rzeczy, których moi bracia nie byliby w stanie załatwić samodzielnie. Do czego nagle potrzebował pomocy Xaviera?

– I tak nie powinieneś był się na to zgodzić – utyskuję. – Teraz wszyscy sobie pomyślą, że Windsorów i Kingstonów łączą przyjacielskie stosunki, a kto wie, jak on to wykorzysta. Nie można mu ufać.

Lexington się śmieje, najwyraźniej nie przyjmując do wiadomości, że popełnił poważny błąd.

– Wszystko będzie dobrze, siorka. Obiecuję.

Już chcę zaprzeczyć, gdy nagle drzwi mojego gabinetu się otwierają i do środka wchodzi znany mi dobrze mężczyzna, za którym biegnie moja asystentka.

– Dobra, mniejsza z tym. Odezwę się później – mówię do Lexa i się rozłączam.

Unoszę brew na widok Sama, asystenta Xaviera, który wpatruje się we mnie z krzywym, aroganckim uśmieszkiem, mimo że właśnie wtargnął do mojego gabinetu.

– Pani Windsor – wita mnie, skłaniając głowę – niezmiernie mi miło znów panią widzieć.

– Powiedziałabym, że mnie ciebie również, ale oboje wiemy, że to byłoby kłamstwo.

Posyłam swojej asystentce Claire uspokajający uśmiech. Wygląda na zestresowaną, chociaż dobrze wie, że nie sposób zatrzymać Sama, jeśli Xavier wyznaczył mu jakieś zadanie. W końcu już nie raz wkraczał do mojego biura bez zapowiedzi i zaproszenia.

– Rani pani moje uczucia, pani Windsor – oznajmia Sam, uderzając się z emfazą dłonią w pierś.

Wzdycham i splatam ręce z przodu.

– Co cię do mnie sprowadza, Sam? – Oczy mu się rozświetlają, więc pośpiesznie unoszę rękę. – Tylko oszczędź mi, proszę, teatralnych gestów.

Uśmiech Sama znika. Podaje mi czarną kopertę ze złotą pieczęcią na wierzchu. Moje serce nieznacznie przyśpiesza, gdy dostrzegam na niej wypisane odręcznie przez Xaviera złotymi literami moje imię.

– Pan Kingston poprosił mnie, żebym to pani doręczył, pani Windsor.

Odbieram od niego kopertę i już mam ją wsunąć do niszczarki, ale Sam gwałtownie się napina i jego twarz poważnieje.

– Zagroził mi, że stracę pracę, jeśli nie dopilnuję, żeby przeczytała pani jego list.

– Co? – Zatrzymuję kopertę tuż nad niszczarką. – Przecież by cię nie zwolnił – stwierdzam, choć tak naprawdę nie mam co do tego pewności. Co jak co, ale Xavier potrafi być nieprzewidywalny.

– Niech się pani nade mną zlituje, pani Windsor. Jeśli chce go pani zniszczyć po przeczytaniu, nie ma sprawy, ale proszę… proszę mi pomóc zachować pracę.

Szlag. Zaciskając zęby, sięgam po nożyk do papieru i rozcinam kopertę. Ogarnia mnie czysta furia, gdy okazuje się, że to zaproszenie na uroczyste otwarcie teatru Artemis – tego, którego wnętrze zaaranżował według moich skradzionych projektów.

– Chyba oszalał.

Sam wbija wzrok w swoje stopy, ale mogłabym przysiąc, że na ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.

– Tam jest coś jeszcze, pani Windsor – mówi błagalnym tonem.

Jestem taka wściekła, że cała się trzęsę, gdy wyjmuję z koperty list napisany odręcznie złotym atramentem, który błyszczy na czarnym tle kartki.

Mój drogi kociaku!

Chyba nie myślałaś, że ujdzie ci na sucho uszkodzenie mojej cennej kolekcji samochodów. Przecież znasz mnie jak nikt inny.

Jako zadośćuczynienie za wyrządzone mi przez ciebie szkody zabrałem coś, co należy do ciebie. Zatańcz ze mną dziś wieczorem, a może się zastanowię i to odzyskasz. Nie będę się przejmował, jeśli umyślnie i bezczelnie będziesz mi deptać po palcach – wiem, że uwielbiasz tańczyć, jak ci zagram.

Twój XK

No nie, to jakiś żart. Ukradł moje projekty, a twierdzi, że to ja jestem tą złą?

– On ma chyba jakieś urojenia – szepczę, zastanawiając się, co Xavier mógł mi zabrać. W jego przypadku możliwości są nieskończone. – Kompletnie stracił rozum.

Sam się uśmiecha.

– Całkiem jest to możliwe, pani Windsor – oznajmia, cofając się o krok. – Do zobaczenia wieczorem – dodaje.

Odprowadzam Sama wzrokiem. Wychodzi z mojego gabinetu z uśmieszkiem stanowczo zbyt pewnym jak na kogoś, czyja praca jeszcze parę minut temu rzekomo wisiała na włosku.

4

 

Sierra

Z galopującym sercem wysiadam z limuzyny na czerwony dywan. Włożyłam na dzisiejszy wieczór uszytą specjalnie dla mnie czerwoną suknię marki Raven Windsor Couture, do której dopasowałam odcieniem szminkę. Moja kreacja ma rozcięcie do połowy uda i cudownie romantyczny dekolt w kształcie serca. Powinnam się w niej czuć pewna siebie, zmierzając do jaskini lwa, ale z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów nie potrafię opanować nerwowości.

Otwieram szeroko oczy, gdy wchodzę do głównej sali teatru, w której odbywa się dzisiejsza gala, i moje zdenerwowanie ustępuje miejsca czystej złości. Wszystko tutaj jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, włącznie z trójwarstwowymi żyrandolami i efektownymi rozetami sufitowymi. Co za parszywy gnojek z tego Xaviera! Nie poniósł żadnych dodatkowych kosztów, po prostu odtworzył moją wizję aż po najdrobniejsze szczegóły i teraz zbiera za nią niezasłużone laury. Boże, jak ja go nienawidzę.

Nieznacznie tylko drżącą ręką biorę z tacy kieliszek z szampanem i dziękuję kelnerowi. Mam totalny mętlik w głowie. Dlaczego Xavier znów mnie prowokuje, skoro ponad trzy lata temu zawarliśmy rozejm? Co jeszcze mi ukradł oprócz projektów? Minęło parę miesięcy, odkąd się ostatnio widzieliśmy, i nie wiem, co sądzić o jego ostatnim postępku. Nie rozumiem, co nim kieruje, ale znam Xaviera Kingstona aż za dobrze i wiem, że z pewnością ma jakiś ukryty cel.

– Sierra Windsor?

Podnoszę głowę i widzę zmierzającego w moim kierunku znajomego mężczyznę. Średniej długości faliste brązowe włosy podskakują mu przy każdym kroku, a jego błękitne oczy rozjaśniają się od uśmiechu.

– Graham Thorne – mówię, bezwiednie się uśmiechając.

Z zadowoloną miną obejmuje mnie i trzyma przez chwilę w uścisku, po czym się odsuwa i wodzi wzrokiem po mojej twarzy.

– Nie widzieliśmy się od lat – oznajmia głosem tak samo serdecznym, jak zapamiętałam.

Znamy się z Grahamem od dzieciństwa, dość często byliśmy skazani na swoje towarzystwo przez moją babcię i jego rodziców. Od początku wiedzieliśmy, że oboje podejmiemy pracę w nieruchomościach – w rodzinnych firmach – więc naszym bliskim zależało, żebyśmy się zaprzyjaźnili. Razem dorastaliśmy i byliśmy w tamtym czasie ze sobą naprawdę blisko.

– To nie ja postanowiłam wyjechać do pracy na całe lata nad Morze Śródziemne – odcinam się żartobliwym tonem. – Nie mogę uwierzyć, że mnie zostawiłeś!

Uśmiecha się do mnie zawadiacko i już otwiera usta, gdy nagle w sali rozlega się szmer. Nie muszę nawet spoglądać ku drzwiom, żeby wiedzieć, kto się właśnie pojawił. Xavier Kingston zawsze wywołuje tego typu reakcje, chociaż nie dam głowy, czy w ogóle zdaje sobie z tego sprawę.

Odwracamy się z Grahamem. Czuję ukłucie w piersiach na widok Xaviera przemierzającego salę pod rękę z Valerią. Wyglądają razem fantastycznie – oboje w czerni, emanują klasą i prestiżem. Złości mnie, że on nadal jest tak samo przystojny, i nadal nie potrafię oderwać od niego wzroku, kiedy się gdzieś pojawia. Te jego ciemne włosy, wydatne kości policzkowe, lekki zarost, który wbrew sobie mam ochotę dotknąć… Ale to chyba naturalne, że szatan przybiera atrakcyjną postać. Dzięki temu łatwiej mu zwodzić naiwne duszyczki.

– Jej uroda jest idealnym dopełnieniem jego charyzmy – zauważa Graham.

Zaciskam mocniej palce na nóżce kieliszka z szampanem, gdy zatrzymuję wzrok na diamentowym naszyjniku Valerii. Nie jestem w stanie wyrzucić z pamięci artykułu z „The Herald” i gdy widzę, jak diamenty migoczą na jej szyi w światłach żyrandoli, wzbiera we mnie jakieś mroczne uczucie, którego nie potrafię zinterpretować. Odruchowo przenoszę spojrzenie na jej palec serdeczny i gdy nie dostrzegam na nim pierścionka, mój ściśnięty żołądek nagle się rozkurcza. Zakładałam, że przynajmniej jedno z zamówień, które Xavier złożył u Lauriera, to pierścionek zaręczynowy. Doskonale pamiętam napis na wyświetlaczu alarmu w garażu Xaviera: „Pani Kingston”. W głowie rozbrzmiewają mi słowa Raven, lecz zagryzam wargę i odpędzam od siebie płynącą z nich nadzieję. Przyjaciółka była absolutnie pewna, że Xavier i Valeria nie są parą, i chyba miała rację, że chociaż często się razem pokazują, nie widać między nimi zażyłości. Sama już nie wiem, w co wierzyć.

Zaciskam zęby i zaczynam się zastanawiać, po co w ogóle tu przyszłam, gdy nagle zastygam w bezruchu, wyczuwając na sobie spojrzenie Xaviera. Przystaje na chwilę, a Valeria się ogląda i podąża za jego wzrokiem. Na mój widok uśmiecha się tak serdecznie, że z miejsca opadają mnie wyrzuty sumienia, że czuję do niej totalnie irracjonalną awersję. Opuszczam prędko głowę i odwracam się ponownie do Grahama, żeby nie przyglądać się Xavierowi zbyt intensywnie.

– Widzę, że plotki jednak mówią prawdę – stwierdza Graham, uśmiechając się do mnie porozumiewawczo.

– Jakie plotki? – pytam tonem ostrzejszym, niż zamierzałam.

– O tym, że rywalizujecie z Xavierem tak zacięcie, jak nikt inny w branży.

Przewracam oczami i odstawiam kieliszek.

– To zwykły pozbawiony skrupułów dupek – mamroczę. Korci mnie, żeby powiedzieć Grahamowi, że Xavier przywłaszczył sobie moje projekty i wystrój tej sali to moja wizja, ale z jakichś względów gryzę się w język.

Nie licząc Raven, nikt nie ma pojęcia, jakie od lat robimy sobie nawzajem z Xavierem numery. Ludzie wiedzą jedynie, że walczyliśmy o te same projekty, ale nawet sobie nie wyobrażają, do czego się posuwaliśmy, żeby storpedować plany drugiego. W zasadzie nie wiem, dlaczego trzymaliśmy nasze wybryki w tajemnicy, skoro każde z nas mogło zawiadomić policję i raz na zawsze położyć im kres.

– Pozbawiony skrupułów dupek, hę? – powtarza Graham z rozbawioną miną. – Widzę, że nadal nie potrafisz przegrywać.

Spoglądam na niego z tak autentycznym oburzeniem, że wybucha śmiechem.

– Coś ty powiedział? – Tłumię uśmiech.

Graham jest jedną z niewielu osób, przy których mogę się zachowywać całkowicie swobodnie. Nigdy go nie onieśmielało nazwisko Windsor i wszystko, co z nim związane. W świecie pełnym pozorów i fałszywych przyjaciół nasza relacja była dla mnie jak powiew świeżego powietrza.

– Oj, daj spokój – Śmieje się. – Daleko mu do człowieka bez skrupułów. Poświęca czas na budowanie szkół, szpitali i mieszkań komunalnych dla najbardziej potrzebujących. Wszystko za własne pieniądze.

Wzdycham, poprawiając włosy. Nikt nie zna Xaviera lepiej ode mnie. Wszyscy chwalą jego dobre serce i życzliwość, ale nie mają pojęcia, że to tylko fasada.

– Xavier Kingston to wilk w owczej skórze – oznajmiam i wtedy zauważam, że Graham spogląda nad moim ramieniem z wyrazem zaskoczenia w oczach.

– Sierra.

Na dźwięk głosu Xaviera moje serce błyskawicznie przyśpiesza. Oglądam się i widzę jego ciemne oczy wpatrzone we mnie tak intensywnie, że trudno mi oderwać od nich wzrok. Uśmiecha się do mnie tak samo jak zwykle, z tą specyficzną prowokującą, a zarazem rozbawioną miną.

– Zatańczysz z wilkiem?

Odwracam się do niego przodem. Oczywiście musiał mnie przyłapać akurat wtedy, gdy go obgadywałam. Mam ochotę odtrącić jego wyciągniętą dłoń, ale jeśli to zrobię, nie dostanę odpowiedzi na pytanie, które mnie tu przywiodło: co Xavier mi zabrał?

Z zaciśniętymi szczękami podaję mu rękę, nie zważając na towarzyszący temu gestowi delikatny dreszczyk na plecach. W oczach Xaviera pojawia się błysk czegoś, co bardzo przypomina ulgę. Pociąga mnie na parkiet i jednym zręcznym ruchem przygarnia do siebie.

– Nie byłem pewien, czy przyjdziesz, kociaku.

Mrużę oczy i z premedytacją depczę mu po stopie.

– Nie zostawiłeś mi wyboru. Jestem tu, tańczymy, to teraz powiedz, co mi zabrałeś.

Spogląda w kierunku zespołu i nagle jak na zawołanie rozlegają się pierwsze takty Por una Cabeza. Xavier uśmiecha się do mnie zawadiacko i oboje przyjmujemy pozycję do tanga, które już niejednokrotnie razem tańczyliśmy. Prosi muzyków o ten utwór za każdym razem, gdy spotkamy się na jakiejś oficjalnej gali, i chociaż w życiu bym się do tego nie przyznała, zaczęłam go uważać za naszą piosenkę.

– Zawsze jest wybór – oznajmia, gdy suniemy po sali. Nasze ciała zgrywają się w tańcu znacznie lepiej, niż powinny. Nie jestem niska, ale w ramionach Xaviera czuję się wyjątkowo drobna. – A ty wybrałaś mnie.

Oplatam nogą jego udo i nasze spojrzenia się krzyżują.

– Przymus i wybór to kompletnie różne pojęcia, Xavierze. Chociaż domyślam się, że może ci być trudno to objąć rozumem.

Oddychając urywanie, poruszamy się gładko po parkiecie i żadne z nas nie potrafi oderwać wzroku od drugiego.

– Zawsze lubiłem słuchać, jak wymawiasz moje imię.

Otwieram oczy nieznacznie szerzej, a moje serce znowu gubi rytm.

– Powiedz, co mi ukradłeś.

Uśmiecha się łobuzersko, przesuwając wzrokiem po mojej sukni i zatrzymując się na piersiach.

– Wyglądasz olśniewająco, mój słodki kociaku, ale nie błyszczysz tak, jak się spodziewałem.

Przystaję w tańcu, czując, jak w moim brzuchu roznieca się coś gorącego i mrocznego.

– Twoja partnerka wygląda znacznie bardziej olśniewająco – odwarkuję, pozwalając, aby zazdrość przejęła kontrolę nad moim ciałem i słowami.

Xavier wpatruje się we mnie przez chwilę, a w jego oczach zapala się coś w rodzaju rozbawienia.

– Masz na myśli Valerię? Nie omieszkam jej przekazać twojego komplementu.

Odzyskuję zdrowy rozsądek i wyrywam się z jego objęć. Dlaczego Xavier Kingston zawsze działa na mnie w ten sposób? Mog­łabym przysiąc, że przyszedł na świat tylko po to, żeby grać mi na nerwach. Potrafi trafić w moje czułe miejsce jak nikt inny. Nie powinnam była się zgodzić na ten taniec.

Odpycham się dłońmi od jego klatki piersiowej i cofam o krok.

– Nie wiem, co mi zabrałeś, ale dobrze ci radzę, oddaj to, zanim się dowiem, o co chodzi. Albo, Bóg mi świadkiem, pożałujesz, że zerwałeś nasze zawieszenie broni i ukradłeś moje projekty.

Uśmiecha się do mnie w ten charakterystyczny sposób, jakby miał przed sobą głupiutkie zwierzątko.

– Nie oddam, dopóki nie dostanę tego, czego chcę, Sierro. Ani dnia wcześniej.

W pierwszym odruchu mam ochotę spytać, o czym mówi, ale nie jestem aż tak niemądra, żeby grać w jego gierki.

Nigdy więcej.

Za żadne skarby świata nie pozwolę, żeby moje myśli znów krążyły wokół Xaviera Kingstona.

5

 

Xavier

Zerkam na zegarek i wchodzę pośpiesznym krokiem do biurowca swojej firmy na comiesięczne spotkanie zarządu z udziałem moich braci i rodziców.

– Spóźniłeś się – wytyka mi ojciec z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Pewnie znowu darł koty z Sierrą – wtrąca Hunter.

Nie potrafię się pohamować i rzucam młodszemu bratu miażdżące spojrzenie. Odkąd „The Herald” napisał kilka miesięcy temu, że widziano Sierrę w klubie nocnym Huntera, próbuje mi dogryzać, wspominając o niej przy każdej możliwej okazji. Zarzeka się, że to nieprawda, ale w artykule napisano, że podobno Sierra spotkała się z nim w jego biurze. I że tworzyliby udaną parę. Ten głupi brukowiec nie ma pojęcia, że byłem bliski wykupienia całego wieżowca, w którym mieści się jego firma, i zrównania go z ziemią.

– Widziałaś to, mamo? – pyta Elijah, wskazując głową ekran za moimi plecami, i wyświetla na nim zdjęcie, na którym tańczę z Sierrą tango.

Wydaję z siebie bezsilny jęk.

– Jakie piękne zdjęcie! – stwierdza mama z błyszczącymi oczami.

– Kiedy poznamy twoją dziewczynę, Xavierze? – pyta tato. – Mam wrażenie, że słyszę od niej już od wieków.

Zach wybucha śmiechem, kręcąc głową.

– Sierra Windsor? Jego dziewczyną? Chyba w snach. Przecież ona go nienawidzi.

Przeczesuję ręką włosy i wzdycham.

– Wcale mnie nie nienawidzi – odcinam się słabym głosem.

Moje słowa wywołują u braci jeszcze głośniejszą salwę śmiechu. Rodzice wymieniają spojrzenia, jak to mają w zwyczaju – porozumiewają się bez słów. Nie widziałem tego u żadnej innej pary. Chwilami mam pewność, że potrafią sobie czytać w myślach.

– Ona cię nie znosi – wytyka mi Hunter, szczerząc zęby w uśmiechu. – Za to mnie całkiem lubi.

– Przymknij się – warczę, poirytowany, że udało mu się wyprowadzić mnie z równowagi. Wiem z dobrych źródeł, że Sierra nigdy nie rozmawiała z Hunterem dłużej niż parę minut, i bardzo wątpię, czy w ogóle by go poznała, gdyby na siebie przypadkiem gdzieś wpadli. Ale i tak mnie to denerwuje. – Przyszliśmy tu, żeby rozmawiać o moim życiu miłosnym czy o wynikach firmy?

– Życie miłosne to trochę za dużo powiedziane, nie sądzisz? – pyta kpiąco Elijah.

– Wolałbym porozmawiać o twoich wynikach w sferze osobistej, a raczej ich braku – dodaje Zach.

Tato tłumi śmiech, a ja przymykam oczy.

– Jesteście wszyscy nieznośni.

– Nieznośni? – powtarza Hunter. – Sierra cię nauczyła tego słowa?

Zerkam na mamę z niemą prośbą o pomoc. Wzdycha i podnosi się z krzesła.

– Wystarczy – mówi cichym, lecz stanowczym głosem.

Moi bracia natychmiast prostują się na krzesłach i ich uśmiechy znikają.

– Jesteś burmistrzem miasta, które założyła nasza rodzina – dodaje, wskazując palcem Zachary’ego – i tak się zachowujesz?

Posyłam mu krzywy uśmiech, zadowolony, że mama stanęła po mojej stronie.

– Elijah, ty szczególnie powinieneś się wstydzić. Jesteś szefem prywatnej agencji wywiadowczej, a co robisz? Nadużywasz swojej pozycji i wywlekasz prywatne sprawy brata. – Wskazuje palcem ekran, a Elijah natychmiast się podrywa i wyłącza laptopa. – A ty, Hunter? Lepiej przestań podpuszczać dziennikarzy tylko po to, żeby drażnić Xaviera, i skup się na komponowaniu i nagrywaniu nowych piosenek. Marnujesz swój talent w tym zapyziałym klubie. Jeśli dalej tak pójdzie, odbiorę ci go.

– Fajnie być ulubieńcem mamy, co? – mamrocze pod nosem Hunter, krzyżując przedramiona na piersi z nadąsaną miną.

Wszyscy wiemy, kto tak naprawdę jest jej pupilkiem – z pewnością nie ja. Kręcąc głową, podłączam swój laptop do rzutnika, żeby wyświetlić nasze miesięczne wyniki.

– Od początku roku wyniki naszych aktywów poprawiły się o trzynaście procent – zaczynam prezentację, zadowolony, że mama skierowała naszą rozmowę na właściwe tory.

Ja i moi bracia jesteśmy odpowiedzialni za określone obszary działalności Grupy King i składamy sprawozdanie z naszych wyników rodzicom. Ja zajmuję się nieruchomościami, Zach polityką firmy i wizerunkiem rodziny, Elijah ma za zadanie utrzymywać nasze kontakty, przydatne, gdy trzeba gasić w zarodku problemy, które mogłyby zagrozić rodzinie, zanim eskalują, a Hunter… No cóż, jako jedyny z nas ma prawdziwy, wyjątkowy talent. Dlaczego od lat nie wziął gitary do ręki, to dla nas wszystkich zagadka, ale wierzę, że ten stan nie będzie trwał w nieskończoność.

– Zakładaliśmy trzydziestoprocentowy wzrost – przypomina mi ojciec, przesuwając wzrokiem po liczbach. Omawia je po kolei, udzielając mnie i braciom wskazówek, gdzie należy ciąć koszty, a gdzie zainwestować. Za nic się do tego nie przyzna, ale wiem, że wyrzuty sumienia nadal nie pozwalają mu zasnąć w nocy. Urabiał sobie ręce po łokcie, żebyśmy mogli rozwijać nasze firmy etycznymi i zgodnymi z prawem metodami. Praktycznie z dnia na dzień zmienił swoje postępowanie i wizerunek naszej rodziny, wierząc, że to zmieni naszą sytuację na lepsze.

– Dobrze się spisaliście w tym miesiącu, chłopcy – chwali nas mama na koniec spotkania.

Zazwyczaj rodzice od razu wychodzą, a ja i moi bracia zostajemy na parę szklaneczek whisky i pogawędki, co u nas słychać. Jednak dziś mama stanowczo ich odprawia, więc się domyślam, że ma mi coś do powiedzenia.

Bracia posyłają mi współczujące spojrzenia i wychodzą. Wszyscy dobrze wiemy, że rozmowa sam na sam z rodzicami nie zwiastuje nic dobrego. Na co dzień rzadko się wtrącają do naszego prywatnego życia, a uwagi co do tego, jak prowadzimy interesy, przekazują jedynie na naszych comiesięcznych spotkaniach.

Unoszę brew, zaskoczony, że tato wychodzi razem z moimi braćmi, i nagle czuję się jak nastolatek przyłapany na czymś niewłaściwym.

– To co? – zagaja mama, zamykając drzwi za ojcem. Odwraca się do mnie ze zwodniczym uśmiechem na twarzy. – Sierra Wind­sor, tak?

– Nie. – Podnoszę się z krzesła. – Nie będę o niej rozmawiał.

Mama splata ręce z przodu i opiera się plecami o drzwi, nie pozwalając mi wyjść.

– W takim razie może sama pójdę z nią porozmawiać.

Siadam powoli na swoim miejscu.

– A co chciałabyś wiedzieć? – pytam ostrożnie, a mama się uśmiecha.

– Chciałabym wiedzieć, jakie masz zamiary, Xavier. Nie wychowałam cię na dręczyciela, a na kogoś takiego wychodzisz w moich oczach. Nie protestowałam, kiedy wasza rywalizacja z Sierrą była obustronna i wydawała się zabawna, ale teraz? Ukradłeś jej projekty i gdy przyszła do twojego teatru, wyglądała na załamaną. Nie tak się traktuje kobietę, na której ci zależy. Wasz wyścig ma rację bytu tylko wtedy, kiedy jej też sprawia frajdę.

Jak mama się dowiedziała o projektach Sierry? Korci mnie, żeby jej powiedzieć, że w odwecie Sierra poprzebijała opony we wszystkich moich samochodach, ale wiem, że nie to chce ode mnie usłyszeć.

– Mamo… – mamroczę, wyłamując palce.

To kompletnie bez znaczenia, ile ja i moi bracia mamy lat ani co do tej pory osiągnęliśmy – matka zawsze potrafi wzbudzić w nas poczucie winy, jakbyśmy znów mieli pięć lat.

– Jeśli twoje zamiary nie są uczciwe, Xavierze, opony pocięte przez Sierrę to twoje najmniejsze zmartwienie.

– Jak… – Kręcę głową i wzdycham. Elijah, bez dwóch zdań, i ten jego głupi długi język. – Mamo. – Nabieram głęboko powietrza. – Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, zamierzam się ożenić z Sierrą.

6

 

Sierra

Czytam w kółko ten sam akapit romansu, przeklinając w duchu Xaviera za to, że mi przeszkadza w moim ulubionym zajęciu. Przez cały wieczór próbuję się skupić na książce i jednocześnie gorączkowo myślę, co Xavier mógł mi ukraść. Trzy lata temu obiecałam sobie, że koniec z nim i naszym idiotycznym konfliktem, i znów dałam się wciągnąć w jego gierki.

Nie powinnam była się na nim mścić za kradzież moich projektów ani przychodzić na otwarcie jego teatru. A już na pewno nie powinnam była z nim tańczyć. Moje serce nieznacznie przyśpiesza, gdy przypominam sobie, jakie doznania sprawił mi dotyk ciała Xaviera i jego spojrzenie, gdy płynęliśmy idealnie zgrani po parkiecie. Każdy nasz taniec sprawia, że na chwilę zapominam, dlaczego go nienawidzę, dopóki nie otworzy swojej niewyparzonej gęby.

Zaciskam szczęki, gdy w głowie rozbrzmiewa mi jego szept: „Wyglądasz olśniewająco, mój słodki kociaku, ale nie błyszczysz tak, jak się spodziewałem”. Nagle dociera do mnie prawdziwe znaczenie jego słów.

Zamykam z trzaskiem książkę, z bijącym sercem biegnę do garderoby i dopadam do pomieszczenia sejfowego. Naciskam na płytkę z herbem Windsorów z wbudowanym elektronicznym zam­kiem na odcisk palca i otwieram drzwi. Serce mi staje, gdy od razu po wejściu do środka zauważam, że zniknęły wszystkie moje najcenniejsze naszyjniki, a na ich miejscu znajdują się nowe, w zupełnie innym stylu.

Wciągam nerwowo powietrze. Dopiero gdy podchodzę bliżej, uświadamiam sobie, co mam przed oczami: siedem horrendalnie drogich kolii od Lauriera, których nigdy wcześniej nie widziałam. Mój żołądek wykonuje salto na widok leżących przed nimi karteczek i skołowana unoszę brew.

– Co to ma być? – mamroczę po nosem, mierząc je osłupiałym wzrokiem.

Całość przypomina list z żądaniem okupu skomponowany z wyciętych skądś wyrazów, naklejonych na kawałki papieru w kolorze sepii, każdy nieco innej wielkości. Powycinał je z gazet? Drżącą ręką sięgam po pierwsze dwa z brzegu i uważnie się im przyglądam. „Drogi kociaku!”, odczytuję. Sądząc po czcionce, mam poważne podejrzenie, że słowa pochodzą z jakiejś książki.

– Co za barbarzyńskie, nieludzkie metody! – utyskuję i przekładam karteczki na różne sposoby, żeby odczytać przeznaczoną dla mnie wiadomość.

Jestem tak oburzona faktem, że Xavier musiał w tym celu zniszczyć książkę, że dopiero po dłuższej chwili dociera do mnie sens słów, które mam przed oczami.

Drogi kociaku! Kiedy będziesz je nosić, pamiętaj,

że wolałbym, żeby zamiast nich na twojej szyi były moje ręce.

Wpatruję się w tę wiadomość osłupiałym wzrokiem i z drżącym sercem unoszę palce do szyi. Czy Xavier mi grozi? Chce, żebym nosząc te kolie, wyobrażała sobie, jak mnie dusi, bo mu się naraziłam?

– Oszalał – szepczę do siebie. – Doprowadziłam go do ostateczności.

Nie potrafię zrozumieć sensu jego gestu. Gdyby chciał mi podarować biżuterię, mógł to zrobić normalnie, chociaż jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Xaviera Kingstona, jak robi prezent właśnie mnie. Nie, to nie jest prezent – wykradł moją biżuterię i zostawił mi dziwaczną wiadomość. Nie jest napisana odręcznie ani nawet podpisana, więc gdybym zgłosiła kradzież policji, nie mam żadnego dowodu wskazującego na Xaviera, nie licząc faktu, że to wyroby Lauriera, które podobno u niego zamówił. Znam go dostatecznie dobrze, żeby wiedzieć, że nigdy nie zostawia śladów. Jeśli go oskarżę, wyjdzie z tego bez szwanku. Poza tym jego brat jest burmistrzem naszego miasta.

Roztrzęsiona robię przegląd swoich rzeczy, żeby zobaczyć, czego dokładnie brakuje, i znaleźć jakąś wskazówkę, co kierowało Xavierem. Jak się okazuje, zniknęło coś, czego nie powinien tknąć: rodowa kolia z diamentów i szmaragdów, podarowana mi przez babcię tuż po ślubie Raven i Aresa. Każda panna młoda w rodzinie Windsorów dostaje od niej rodową biżuterię od Lauriera – ale przy tamtej okazji babcia dała ją również mnie, słusznie zakładając, że nie mogę się tego doczekać. Od tamtego dnia strzegłam jej jak oka w głowie, a i tak wpadła w łapy Xaviera Kingstona.

– Szlag!

Gdyby Xavier nie zabrał mi akurat tej kolii, pewnie odpuściłabym mu ten kretyński wybryk. Ostatecznie biżuteria, którą mi zostawił w zamian, najprawdopodobniej jest warta tyle samo, jeśli nie więcej od tego, co mi zabrał. Ale w tej sytuacji? Gdyby babcia się dowiedziała, że straciłam coś tak cennego, byłaby mną bardzo rozczarowana. Muszę odzyskać kolię, zanim się dowie, że mi ją skradziono.

– Xavier Kingston – mruczę do siebie, po czym biorę kluczyki od samochodu i wypadam jak burza z domu.

Musiał się dowiedzieć, że naszyjnik od babci wiele dla mnie znaczy. Nie wiem jak, ale się dowiedział. To nie może być przypadek. Jednego tylko nie rozumiem: jakim cudem ten facet jest w stanie nieustannie wyprowadzać mnie z równowagi. Skąd wie, gdzie uderzyć, żeby mnie rozjuszyć, i dlaczego znów się na mnie uwziął, skoro od dłuższego czasu próbuję – z pozytywnym skutkiem – być ponad nasze konflikty?

Jeśli był między nami jakikolwiek rozejm, to właśnie się skończył, definitywnie. Nie wiem, jak Xavier się dostał do posiadłości Windsorów, nie mówiąc już o moim domu, ale powinien był dwa razy się zastanowić, zanim włamał się do pomieszczenia sejfowego, które uznawałam za superbezpieczne, i ukradł mi prezent od babci.

Trzęsąc się z oburzenia, parkuję pod jego firmą. Napędzana czystą adrenaliną, obchodzę ostrożnie budynek, zmierzając do ukrytego wejścia na tyłach, o którym się dowiedziałam swoimi sposobami. Przekupiłam kiedyś naszego speca od bezpieczeństwa, Silasa Sinclaira, żeby się włamał do systemu Xaviera i zdobył dla mnie kod do zamka. Xavier, jak na zarozumiałego dupka przystało, nigdy go nie zmienił.

Oddycham z ulgą, kiedy drzwi otwierają się jak zawsze. Za nimi jest korytarz, a na jego końcu winda prosto do gabinetu Xaviera, gdzie znajduje się jego najlepiej zabezpieczony sejf. Mogę się założyć, że to do niego schował moją biżuterię, a jeśli nie, na pewno znajdę tam coś, co wykorzystam jako kartę przetargową.

Dygocząc z nerwów, wchodzę do windy z opuszczoną głową, bo dopiero teraz do mnie dotarło, że się pospieszyłam i wcielam swój plan w życie bez przygotowania. Zwykle w takich sytuacjach noszę perukę i bluzę z kapturem, a do tego rękawiczki i porządne buty, a nie futrzane kapcie, w których wybiegłam z domu. Zabieram też ze sobą swoją wysłużoną torbę z narzędziami, które służą mi do włamywania się i robienia kipiszu. Dziś jednak nie mam pod ręką nic oprócz swojej wiedzy o Xavierze i straceńczej odwagi. Która nagle mnie opuszcza na myśl, że gdy dotrę na górę, może się okazać, że jego gabinet wcale nie jest pusty.

Wydycham ze świstem powietrze i wychodzę ostrożnie z windy, znacznie bardziej zdenerwowana, niżbym się spodziewała. Dygocząc na całym ciele, naciskam dłonią jeden z obrazów i przyglądam się, jak odskakuje od ściany, odsłaniając okazały sejf.

– Proszę – szepczę z nadzieją, że szyfr nadal jest ten sam. Osiem, pięć, zero, dwa, jak zawsze. Te cyfry muszą mieć dla Xaviera jakąś wartość sentymentalną, bo często ich używa jako kodu, ale jak dotąd nie zdołałam się dowiedzieć dlaczego.

Przekręcam zamek i w tym momencie rozlega się wycie alarmu, a ja rozglądam się dookoła w panice.

– Kim pani jest?! – wykrzykuje strażnik, oświetlając pomieszczenie latarką. Rzucam się biegiem do windy, ale niestety jest zablokowana.

7

 

Xavier

– Kociaku – szepczę, ze wszystkich sił powstrzymując uśmiech, na co Sierra miażdży mnie spojrzeniem zza kratek, już drugi raz, odkąd się poznaliśmy. – Ty na serio myślisz, że masz dziewięć żyć, co?

Patrzy na mnie ciężkim wzrokiem, splatając przedramiona. Nie zdaje sobie sprawy, że dzięki temu gestowi wygląda jeszcze piękniej, a wręcz prowokacyjnie, nieświadomie wypychając ku górze piersi, podkreślone czarną koszulką na ramiączkach… Obłędny widok!

– Widzę, że przyszedłeś się napawać swoim zwycięstwem – stwierdza z tylko nieznacznie kwaśną miną.

Uśmiecham się szelmowsko, nie mogą się już dłużej hamować.

– Ale pamiętasz, że to do mojego biura próbowałaś się włamać, prawda? Do kogo innego mieliby zadzwonić?

– Do Raven, tak jak prosiłam.

Cmokam kpiąco, doskonale wiedząc, jak ją to irytuje. W oczach Sierry pojawia się groźny błysk, a policzki rozkosznie różowieją.

– Niczego się nie nauczyłaś, kiedy ostatnim razem cię aresztowali za włamanie do mojej firmy, prawda? Mam ci o tym przypomnieć, kochanie?

Bierze gwałtowny oddech, na wzmiankę o tamtym wieczorze jej twarz łagodnieje i pojawia się na niej lekkie onieśmielenie. Tamtej nocy była z nią Valentina, jej bratowa, wtedy jeszcze sekretarka jej brata. Przyłapano je na gorącym uczynku i zatrzymano. Luca wpłacił kaucję za Val i wyciągnął ją z aresztu, ale Sierrę, ku jej przerażeniu, zostawił mnie.

– Lepiej nie. – Ucieka spojrzeniem w bok. – Do dziś żałuję tamtej nocy i ostatnie, czego mi potrzeba, to znów ją sobie przypominać.

Czuję bolesny skurcz w sercu i mój uśmiech znika. No jasne. Naturalnie, że żałuje. Z jakiego innego powodu nagle by się ode mnie zdystansowała, zaraz po naszym pierwszym w życiu pocałunku?

– Zwolnijcie ją – zwracam się do stojących za mną policjantów, nagle ogarnięty dziwnym poczuciem klęski. – Ale zostawcie jej kajdanki.

Sierra rzuca mi przelotne spojrzenie i gdy widzę jej rumieńce, coś we mnie drga i wbrew rozsądkowi zapala się we mnie iskra nadziei.

– Muszę się chronić przez twoimi pazurkami, kociaku – wyjaśniam, ucieszony widokiem jej oburzonej miny.

Wymija mnie, kipiąc ze złości. Wzdycham i przez chwilę chłonę wzrokiem jej kobiece kształty i długie ciemne włosy, sięgające prawie do pasa. Kiedy Sierra się orientuje, że nie ruszyłem się z miejsca, przystaje i się na mnie ogląda. Uśmiecham się, uświadamiając sobie, że jestem całkowicie i totalnie ugotowany, jak zawsze, gdy ta kobieta pojawia się na horyzoncie. Nie musi odzywać się nawet słowem, żebym wszędzie za nią poszedł, i nawet sobie nie wyobraża, jak wielką ma nade mną władzę.

– Widzę, że już ci załatali opony – stwierdza kwaśno na widok czekającej na nas czarnej limuzyny z moim kierowcą.

Zagryzam wargę, żeby się nie uśmiechnąć, i otwieram jej drzwi.

– Właśnie dlatego nieprędko się pozbędziesz kajdanek.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

8

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

9

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

10

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

11

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

12

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

13

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

14

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

15

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

16

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

17

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

18

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

19

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

20

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

21

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

22

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

23

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

24

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

25

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

26

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

27

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

28

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

29

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

30

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

31

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

32

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

33

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

34

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

35

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

36

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

37

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

38

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

39

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

40

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

41

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

42

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

43

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

44

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

45

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

46

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

47

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

48

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

49

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

50

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

51

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

52

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

53

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

54

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

55

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

56

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

57

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

58

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

59

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

60

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

61

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

62

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

63

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

64

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

65

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

66

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

67

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

68

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

69

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

70

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

71

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

EPILOG

 

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

TYTUŁ ORYGINAŁU:

The Devious Husband. The Windsors

Redaktorka prowadząca: Marta Budnik

Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Małgorzata Denys

Zdjęcie na stronach rozdziałowych: © BirD / Stock.Adobe.com

Projekt okładki: Adelina Sandecka

Zdjęcie na okładce: © Farland9, © Tetiana, © Soyka, © Hanna, © NT, © Ortis,

© Елена Челышева, © Soho A studio, © Uv_group, © Tonpong,

© Alexandra_K, © Anna / Stock.Adobe.com

Wyklejka: © Ola-la / Stock.Adobe.com

THE DEVIOUS HUSBAND

Copyright © 2024, 2026 by Catharina Maura

Originally published in the United States by Sourcebooks, LLC.

www.sourcebooks.com

All rights reserved.

Copyright © 2026 for the Polish edition by Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece sp. z o. o.

Copyright © for the Polish translation by Regina Mościcka, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8466-056-0

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Weronika Panecka