Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Połączyło ich przeznaczenie. Czy rozdzieli ich Prognoza Śmierci?
Paz Dario każdej nocy wyczekuje telefonu z Prognozy Śmierci, dzięki któremu nie będzie już musiał udawać, że nadal chce wieść swoje samotne życie. Po kolejnym trudnym dniu postanawia nie czekać dłużej. Skoro Prognoza Śmierci nie zadzwoniła, to znaczy, że Paz dziś nie umrze, ale on zamierza jej udowodnić, że się myli. W ostatnim momencie ratuje go pewien chłopak…
Alano Rosa, dziedzic imperium Prognozy Śmierci, zachęca wszystkich, by żyli pełnią życia, lecz on sam – ze względu na działania swego ojca – nie czuje, że to robi. Straż Śmierci grozi, że go zabije. Jego Dzień Ostateczny może zatem nadejść szybciej, niż się spodziewa. Chłopak postanawia zacząć żyć na własnych warunkach.
Przeznaczenie sprawia, że drogi Paza i Alana się przecinają. Obaj muszą przetrwać dramatyczne próby, którym poddaje ich życie. Przetrwać, by żaden z nich nie umarł w ten ostatni dzień.
Kolejny tom bestsellerowej serii NASZ OSTATNI DZIEŃ
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 821
Data ważności licencji: 3/7/2031
Tytuł oryginałuThe Survivor Wants to Die at the End
Projekt okładkiDAVID CURTIS
Ilustracja na okładce© SIMON PRADES
Adaptacja okładkiNATALIA TWARDY
Koordynacja projektuŁUKASZ CHMARA
Opieka redakcyjnaANNA HEINE
RedakcjaMAŁGORZATA GROCHOCKA
KorektaBOGUSŁAWA OTFINOWSKA
Redakcja technicznaSTANISŁAW TUCHOŁKA / panbook.pl
Copyright © 2025 by Adam Silvera All rights reserved
Polish edition © Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7152-8
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Tym, którzy czują się jak kłamcy, kiedy mówią o przyszłości.
Żyjcie dzień za dniem.
Dziękuję mojemu psu, Tazzito, i mojej terapeutce, Rachel,
oboje wiele razy uratowaliście mi życie.
I Luisowi Rivierze. Nie przetrwałbym żadnego z ostatnich dni
bez Ciebie.
LYTM, Kidd.
W tej książce pojawia się tematyka myśli samobójczych i samobójstwa, znajdują się tu także drastyczne opisy samookaleczania. Jeśli nadal chcesz przeczytać tę historię, w kolejnym zdaniu znajduje się informacja zdradzająca elementy fabuły i mówiąca o tym, czy w powieści rzeczywiście ktoś popełnia samobójstwo. Jeśli nie chcesz tego wiedzieć, po prostu przejdź do kolejnego akapitu. (SPOJLER). Postacie w tej książce umierają, ponieważ taka jest konwencja serii, jednak żadna z nich nie umiera na skutek samobójstwa. (KONIEC SPOJLERA).
Jeśli z jakiegoś powodu cierpisz i potrzebujesz pomocy, zadzwoń na jeden z numerów, o których piszemy na stronach 648-649. Jeśli po pierwszej rozmowie nadal nie czujesz się dobrze, zadzwoń jeszcze raz. I jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, aż Twoje niebezpieczne myśli przestaną Ci zagrażać. W przeszłości sam wiele razy wykonywałem tego rodzaju telefony i oto dziś jestem tutaj i mogę Ci o tym powiedzieć.
Udajmy się razem w stronę jutra.
Prognoza Śmierci zmieniła nie tylko to, jak każdy z nas żyje przed śmiercią, ale także życie tych, którzy rozważają własną śmierć. Jeśli Prognoza Śmierci nie zadzwoniła do tych, którzy cierpią, nie jest to ich Dzień Ostateczny. To takie proste. Czuję ogromny smutek, gdy patrzę, jak ludzie próbują udowodnić, że Prognoza Śmierci się myli. Najbardziej chciałbym, aby każda dusza znalazła ukojenie w przeżywaniu swojego życia i nikt nie czekał na nasz telefon.
– Joaquin Rosa, twórca Prognozy Śmierci
22 lipca 2020
PAZ DARIO
7:44 (czas pacyficzny)
Prognoza Śmierci nigdy nie dzwoni do mnie, żeby powiedzieć mi, że umrę. Chciałbym, żeby zadzwoniła.
Każdej nocy między północą a trzecią nad ranem, kiedy ich heroldzi zawiadamiają ludzi o Dniach Ostatecznych, nie śpię i wpatruję się w telefon, mając nadzieję, że rozdzwoni się tymi natarczywymi dzwonami, które będą zwiastować moją przedwczesną śmierć. Albo raczej – biorąc pod uwagę, jak bardzo mało mam w sobie woli życia – moją zbyt późną śmierć. Marzę o nocy, kiedy będę mógł przerwać kondolencje składane mi przez herolda z powodu mojej rychłej śmierci i powiedzieć mu: „Dziękuję za najlepszą wiadomość w życiu”.
I wtedy w końcu w jakiś sposób umrę.
Mój telefon nie zadzwonił ostatniej nocy, więc muszę przeżyć kolejny Dzień Nie-Ostateczny.
Zawsze odgrywam wolę życia przed wszystkimi ludźmi, którzy ciężko pracują, żeby utrzymać mnie przy życiu: przed moją mamą, wiadomo; przed moim ojczymem, który pracował jako szkolny pedagog i zachowuje się, jakby nadal nim był; przed moją terapeutką, którą okłamuję w każde piątkowe popołudnie; i przed moim psychiatrą, który przepisuje mi antydepresanty – te same, które przedawkowałem w marcu. Prawie czuję się winny, marnując czas ich wszystkich, ponieważ wiem, że jestem przypadkiem beznadziejnym. Ale jeśli nie uda mi się przekonać wszystkich, że próbowałem się zabić tylko z powodu filmu dokumentalnego o incydencie z okresu mojego dzieciństwa, to wyślą mnie do placówki, gdzie leczą z myśli samobójczych. A tam nie tylko jeszcze więcej ludzi pracowałoby nad tym, żeby utrzymać mnie przy życiu, lecz nie miałbym już żadnej szansy, żeby znów spróbować się zabić.
Jeśli ten Dzień Nie-Ostateczny przebiegnie dobrze, na co mam nadzieję, może nawet się ucieszę, że jeszcze tutaj jestem.
Po raz pierwszy od niemal dziesięciu lat zaprosili mnie na powtórne przesłuchanie. I to nie byle jakie, ale mające na celu sprawdzenie, czy nadaję się do roli obiektu uczuć głównej postaci i czy mamy chemię z grającym ją aktorem. Co więcej, nie jest to jakiś tam losowy film, ale adaptacja mojej ulubionej powieści fantasy pod tytułem Złote serce. Wystarczyło, że wysłałem im jedno zabójczo dobre nagranie i skłamałem na temat tego, kim jestem.
I teraz muszę się tam wybrać, żeby dostać moją wymarzoną rolę.
Chodzę po pokoju i przeglądam jeszcze raz kolejne strony tekstu na przesłuchanie, chociaż mam już wszystkie kwestie w małym palcu. Poza powieściami, sztukami i grami wideo, które zapewniają mi rozrywkę podczas moich Dni Nie-Ostatecznych, wszystko tutaj jest czarno-białe. Mama kupiła mi dużą roślinę doniczkową, która nazywa się zebrina, ale pomimo to nie pasuje do kolorystyki mojego pokoju. Niby miło mieć tutaj trochę naturalnej zieleni, ale ponieważ mam wystarczająco problemów z utrzymaniem przy życiu samego siebie, liście rośliny już zbrązowiały przez moje niedbalstwo. Muszę się jej pozbyć, bo nie mogę patrzeć, jak umiera szybciej niż ja.
Dobra, czas przygotować się do wyjścia. Wkładam tekst na przesłuchanie między kartki swojego dziewięćsetdwunastostronicowego wydania Złotego serca w twardej oprawie, które traktuję jak talizman na szczęście, a potem wrzucam wszystko do plecaka, którego najczęściej używam podczas wypadów w góry. Chwytam czarną koszulkę i dżinsy, bo o taki strój prosili ludzie od castingu, a kiedy już zamierzam iść pod prysznic, zauważam na podłodze swój dziennik. Szybko wrzucam go do szafki nocnej, ponieważ zapomniałem to zrobić około trzeciej w nocy. Nikt nie powinien do niego zaglądać.
Uchylam drzwi i słyszę piosenkę po hiszpańsku dochodzącą ze starego radia, które postawiłem na lodówce, gdy pozbyliśmy się całego alkoholu. Mama i Rolando śmieją się z czegoś, przygotowując razem śniadanie, zanim ona pójdzie do pracy w miejscowym schronisku dla kobiet. To właśnie takie krótkie chwile jak ta, kiedy mama nie przynosi mi roślin i nie nadzoruje mojej dawki antydepresantów, dają mi nadzieję, że poradzi sobie, gdy umrę, mimo że od czasu mojej próby samobójczej ona powtarza coś zupełnie innego. Oczywiście mówię tylko o tej marcowej próbie, bo o tej drugiej nikt nie wie.
Zanim stanę się Szczęśliwym Pazem dla mamy i Rolanda, muszę się przygotować, tak jak aktor, któremu trzeba nałożyć makijaż i odpowiednio uczesać włosy. Byłem tylko na jednym planie filmowym, kiedy miałem sześć lat, ale pamiętam, że to było bardzo fajne uczucie, kiedy artyści pomagali mi stać się moją postacią, zanim reżyser krzyknął „Akcja!”. Teraz robię to wszystko sam, zanim zacznę odgrywać szczęście.
Szybko przechodzę korytarzem i wchodzę do łazienki, w której nadal jest ciepło i parno po porannym prysznicu Rolanda. Przecieram zaparowane lustro i próbuję zobaczyć odbicie czarnego charakteru, który widzą we mnie wszyscy inni, lecz jedyne, co dostrzegam, to chłopaka, który zafarbował swoje ciemne włosy na blond, żeby dostać tę rolę, i który je zapuszcza, aby ukryć twarz o wiele bardziej znaną wszystkim z dokumentalnego serialu o pierwszym Dniu Ostatecznym, a nie z małej, ale obiecującej roli w ostatnim filmie o Scorpiusie Hawthornie.
Budzi mnie uderzenie zimnego strumienia wody, ale potem przekręcam kurek na tyle daleko, żeby poczuć wrzątek na swojej opalonej skórze, która robi się czerwona. Zmuszam się, żeby tam stać, chociaż moje ciało chce przejąć kontrolę nad nogami i zrobić krok do tyłu. W końcu jednak wygrywa i wychodzę spod prysznica.
Przestrzeń dookoła umywalki jest zagracona rzeczami mamy i Rolanda. Jest tam jej szczotka z pasemkami czarnych i białych włosów, jego grzebień i żel, mydło kaktusowe, które kupili w Melrose Market, i porcelanowa podstawka, na którą mama odkłada pierścionek zaręczynowy, kiedy przeprowadza pielęgnację całej skóry. Nie ma tutaj śladu mojego istnienia poza szczoteczką do zębów wstawioną do pomarańczowego kubeczka razem z ich szczoteczkami. Robię to celowo. Kiedy umrę, chcę, żeby mama zapomniała o mnie jak najszybciej. A to oznacza, że nie może widzieć moich rzeczy w naszej wspólnej przestrzeni. Jeśli mamę będzie prześladować moja śmierć, znowu będzie musiała się przeprowadzić, żeby uciec przed moim duchem, tak jak zrobiliśmy to po śmierci taty, ale ten malutki dom, który kupili razem z Rolandem, jest jej ulubionym elementem naszego życia w Los Angeles. Symbolem nowego początku.
W każdym razie tego, co miało być naszym nowym początkiem.
Oprócz listu pożegnalnego dla mamy powinienem zostawić też drugi – dla Rolanda, żeby zorganizował wyprzedaż pogrzebową moich rzeczy, bo wiem, że mama nie będzie miała serca zrobić tego sama. To ona jest żywicielką naszej rodziny, choć ledwo jej się to udaje. Ta nasza żywność to często czerstwy chleb sprzed tygodnia. Pewnie zarobiliby kilka tysięcy, sprzedając mój egzemplarz ostatniej książki z serii Scorpiusa Hawthorne’a z podpisem autora i wszystkie zdjęcia z Polaroida, które mama zrobiła mi z całą obsadą.
Żeby nakręcić wtedy moją scenę, pojechałem z mamą aż do Brazylii. To było niesamowite. Ciągle nie mogę uwierzyć, że udało mi się odwiedzić ten kultowy plan zdjęciowy Zamku Milagro i...
Nie, nie mogę skupiać się na wspomnieniach z czasów, gdy byłem młodym Larkinem Cano, ponieważ teraz mam zupełnie inną rolę do odegrania. Nie tę podczas przesłuchania. Rolę, którą gram każdego Dnia Nie-Ostatecznego. Już czysty i ubrany chwytam klamkę i szepczę: „Akcja!”.
Staję się Szczęśliwym Pazem.
– Dzień dobry – mówię, wchodząc do salonu z uśmiechem, za który powinienem otrzymać Oscara.
Mama i Rolando jedzą na śniadanie tacosy w naszym kąciku jadalnym i grają w Othello, grę planszową, którą uwielbiałem jako dziecko. Unoszą spojrzenia pełne szczerego uśmiechu, ponieważ Szczęśliwa Mama i Szczęśliwy Rolando nie są rolami, które grają.
– Dzień dobry, Pazito – odpowiada mama.
Jako dziecko uwielbiałem także być nazywany Pazito.
– Jesteś gotowy na przesłuchanie? – pyta.
– Tak.
Rolando przygotowuje mi porcję jedzenia.
– Wcinaj, Paz-Manie. Musisz mieć siłę.
Wmuszam w siebie posiłek, bo robią się podejrzliwi, kiedy nie jem. Prawda jest taka, że choć zazwyczaj nie mam ochoty na jedzenie, zawsze jestem głodny życia. Czasem czuję się tak pusty, że boli mnie żołądek, jakby burczał, domagając się szczęścia, ale nigdy nie ma nic do jedzenia albo nic nie wygląda na tyle dobrze, albo kiedy w końcu mam na coś ochotę, czuję się tak, jakby nikt nie chciał przyjąć mojego zamówienia.
– Pomóc ci z ćwiczeniem kwestii? – dopytuje Rolando.
Odmawiam, bo kiedy robiłem pierwsze nagranie do tego przesłuchania, Rolando czytał kwestie mojego partnera i robił to zdecydowanie zbyt dramatycznie, jakby starał się zza kadru o rolę w jakiejś telenoweli. Musiałem go wyprosić, a potem nagrałem kwestie drugiej postaci, obniżając nieco głos i zostawiając chwile ciszy na wypowiedzi mojej postaci. Właśnie to nagranie sprawiło, że zaprosili mnie na drugie przesłuchanie. Nie chcę, żeby Rolando znów namieszał mi w głowie.
– To może zawiozę cię na przesłuchanie? – kontynuuje, zawsze zdesperowany, żeby pokazać, jak bardzo różni się od mojego taty. Wiem, że tak jest.
– Przejdę się. Potrzebuję świeżego powietrza – stwierdzam.
Unosi dłonie w geście poddania.
– Robię sobie dzień wolny, jakbyś zmienił zdanie. – Rolando nie daje za wygraną.
– Czy nie musisz mieć pracy, żeby zrobić sobie dzień wolny? – Śmieję się fałszywie, żeby zabrzmiało jak dowcip, ale mama i tak udziela mi reprymendy, choć Rolando również się śmieje. Jego śmiech też jest fałszywy.
– Robię sobie dzień wolny od szukania pracy – oznajmia, parząc herbatę, a potem zaczyna opowiadać o wszystkim, co zrobi dziś w domu.
Wyłączam się.
W zeszłym miesiącu Rolando został zwolniony z miejscowego college’u z powodu redukcji etatów. Kiepska sprawa, bo naprawdę uwielbiał to, że znów ma pracę biurową, zwłaszcza po tym, jak odpowiadał za moje nauczanie domowe przez większość liceum, ale jeszcze gorsze są coraz większe raty pożyczki hipotecznej i rachunki za leczenie. Cały czas wybrzydza przy wyborze nowej pracy. Ciągle powtarza, że „nic nie angażuje go emocjonalnie”.
Ta dorywcza robota w roli doradcy zawodowego była idealna, ponieważ polegała na mówieniu o innych pracach i jednocześnie zaspokajała jego potrzebę pomagania ludziom. Zupełnie inaczej niż te wyczerpujące lata, kiedy pracował jako pedagog szkolny w podstawówce. „Kto by pomyślał, że dzieci mogą mieć takie problemy?” mawiał wielokrotnie, nawet przy mnie, czyli osobie, która jako dziecko miała całkiem sporo problemów. A potem, rzecz jasna, była krótka, ale wycieńczająca kariera w roli jednego z pierwszych na świecie heroldów Prognozy Śmierci. Minęło już prawie dziesięć lat, kiedy rzucił tę posadę pierwszego Dnia Ostatecznego. Tego samego dnia, gdy moje życie zmieniło się tak szybko, że stałem się tym dzieckiem z całkiem sporą ilością problemów.
Jeśli dostanę tę rolę szybciej, niż on znajdzie pracę, to dopiero będzie jazda.
Rolando przynosi mamie herbatę i daje jej buziaka.
– Proszę, moja genialna Glorio.
– Dziękuję, mi amor.
Bardzo się cieszę, że mama jest zakochana – tym razem tak naprawdę – ale czasem trudno mi na to patrzeć ze świadomością, że umrę, nie wiedząc, jak to jest być kochanym. Każdej nocy, kiedy leżę samotnie w łóżku, mając nadzieję, że tym razem zadzwoni do mnie Prognoza Śmierci, zastanawiam się, czy zacząłbym obawiać się o swoje życie, gdybym miał kogoś obok siebie. Kogoś, kto by mnie przytulał. Kogoś, kto by mnie całował. Kogoś, kto by mnie kochał.
Ale czy ktokolwiek mógłby zakochać się w mordercy?
Nie. Nikt.
Zmywam po sobie naczynia i znowu pozwalam, żeby gorąca woda mnie poparzyła. Zakręcam kurek, zanim ktokolwiek zauważy, że moje ręce są czystsze niż talerz.
– Pazito?
– Tak, mamo?
– Pytałam, czy dobrze się czujesz.
Aby być naprawdę dobrym aktorem, trzeba być naprawdę dobrym słuchaczem, ale przed chwilą byłem tak pogrążony w myślach, że nie usłyszałem mojej partnerki scenicznej. Teraz gapię się przed siebie, jakbym zapomniał swojej kwestii. Wypadam z roli, tak jakby moja maska i kostium Szczęśliwego Paza zostały ze mnie zerwane i ukazały mnie jako nieporadnego aktora, który nawet nie zasługuje na to, żeby pracować. Nie, przecież jestem naprawdę dobrym aktorem i rzeczywiście naprawdę dobrzy aktorzy muszą być naprawdę dobrymi słuchaczami, ale muszą także grać szczerze. Więc powiem prawdę, cóż, jakąś część prawdy.
– Przepraszam, mamo, jestem zdenerwowany tym przesłuchaniem – mówię, wpatrując się w podłogę, jakbym był zakłopotany. Może i odgrywam tę część, ale sprzedaję prawdę: nie mam najlepszego nastroju, ale spójrzcie tylko, mówię o tym, zamiast wszystko ukrywać, tak jak ostatnim razem. A potem wieńczę całość kłamstwem. – Wszystko dobrze.
Nogi krzesła mamy zaczynają szurać po podłodze, ale potem się zatrzymują. Wiem, że ona bardzo chce mnie pocieszyć, ale powiedziałem jej, że potrzebuję przestrzeni, żeby się wyrazić, bo to całe jej doglądanie mnie i pochylanie się nade mną sprawia, że każda najdrobniejsza rzecz wydaje mi się czymś więcej, niż jest naprawdę. Użyłem wszystkich właściwych słów zapożyczonych od mojej terapeutki, żeby dobrze to wyłożyć, i jak na razie to działa, ale wiem, jak trudno mamie mi nie matkować.
Dla mnie to też jest trudne. Gdyby tylko przytulenie mogło mnie uratować.
– Najlepsze, co możesz zrobić na tym przesłuchaniu, to po prostu być sobą – stwierdza mama.
– Czy nie musi być jakąś postacią? – pyta Rolando.
– Musi ożywić tę postać, tak jak tylko on potrafi – mówi mama. Od dziecka wspierała mnie w ten sposób w realizacji moich marzeń. – Spraw, żeby to powtórne przesłuchanie stało się twoim wielkim powrotem, Pazito.
– Tak zrobię – odpowiadam. Stawka nigdy nie była tak wysoka. Jeśli nie dostanę tej roli, nie będę już miał po co żyć.
Zmierzam do wyjścia, ale mama jeszcze za mną woła:
– Przyniosę ci twoje... – Jej głos niknie, kiedy wchodzi do sypialni.
Ale ja już wiem, że poszła po moją codzienną dawkę antydepresantów. Buteleczka z Prozakiem jest schowana w jej pokoju, ponieważ po tym, jak pierwszy raz próbowałem się zabić, nie ma pewności, że będę trzymał się wyznaczonej dawki.
Miałem swoje powody.
Na początku stycznia Piction+ zaczął strimować limitowaną serię dokumentalną Niefortunne nieodebrane połączenia o Dwunastce Śmierci, czyli dwunastu Pokładnikach, którzy umarli pierwszego Dnia Ostatecznego, nie otrzymawszy ostrzeżenia od Prognozy Śmierci, ponieważ wystąpił jakiś tajemniczy błąd w jej równie tajemniczym systemie przewidywania. Co tydzień puszczano jeden odcinek, każdy opowiadający historię jednego Pokładnika. Ostatni był o moim tacie, który nie wierzył w Prognozę Śmierci. Twórcy serialu chcieli, żebyśmy pojawili się w tym odcinku razem z mamą, ale ona odmówiła i błagała ich, żeby nie kontynuowali tego projektu, ponieważ ponownie otworzy to okropną ranę (tak jakby kiedykolwiek się zamknęła). Jej prośby zostały zignorowane, bo „należy pamiętać o historii”. Nie zdziwiło nas, kiedy dowiedzieliśmy się, że twórcy serii są pronaturalistami, czyli osobami, które chcą zachować naturalną kolej życia i umierania, jaka istniała przed powstaniem Prognozy Śmierci. Oczywiście w tym dokumencie nigdy nie chodziło o to, żeby pamiętać o historii. To miał być paszkwil wycelowany w Prognozę Śmierci, a ja po prostu znalazłem się na linii ognia.
Jakby moje lęki nie były wystarczająco silne, to kiedy odliczaliśmy dni do premiery finałowego odcinka, jej data wypadła w tym samym tygodniu, w którym rząd wydał nakaz pozostania w domach, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa, co oznaczało, że wszyscy ludzie nie będą mieli nic innego do roboty, jak panikowanie i oglądanie telewizji. Pamiętam, że ledwie mogłem oddychać, kiedy oglądałem konferencję prasową z przedstawicielami Centrum Kontroli Chorób Zakaźnych i Prognozy Śmierci, na której opowiadali, że ponad trzy miliony ludzi na całym świecie mogą umrzeć, jeśli nie zostaniemy w domach. A ten serial dokumentalny tylko pogarszał sprawę, bo rzucał cień wątpliwości na Prognozę Śmierci, przypominając jej fatalny błąd sprzed prawie dziesięciu lat.
Niezależnie od tego, co się wydarzyło – z pandemią czy bez niej – po premierze finałowego odcinka mój świat już na zawsze miał się stać miejscem jeszcze mniej zdatnym do życia. Nigdy go nie obejrzałem, ale podobno twórcy zrobili sensację z mojego traumatycznego dziecięcego doświadczenia i procesu, który potem nastąpił – przedstawili mnie jako psychotycznego mordercę odpowiednio ustawionego przez matkę, która chciała kontynuować swój romans z Rolandem. A miliony ludzi uwierzyło w to wszystko.
A więc po czterech dniach siedzenia w domu i godzinę po tym, jak skończyły się telefony od Prognozy Śmierci, próbowałem udowodnić, że tym razem się myli – połknąłem wszystkie tabletki z buteleczki z antydepresantami i popiłem je burbonem ojczyma.
A potem czekałem na śmierć, tak jak teraz czekam na nią każdego dnia.
Zacząłem tracić ostrość widzenia, dostałem gorączki i powoli traciłem przytomność zszokowany tym, że w końcu umieram. Byłem też zbyt słaby, naćpany, pijany i bliski śmierci, żeby płakać nad tym, jak bardzo do kitu było to, że dotarłem do tak mrocznego miejsca, ale także szczęśliwy, ponieważ w końcu to wszystko miało się skończyć. Umarłbym, gdyby mama nie obudziła się ze swojego zwyczajowego koszmaru o tacie, żeby na jawie zobaczyć coś gorszego: nieprzytomnego mnie w kałuży własnych wymiocin.
Do dziś nie pamiętam, jak spadłem z łóżka, ani jak jechałem karetką do szpitala, ani jak robili mi płukanie żołądka. Ale nadal prześladuje mnie ta chwila, kiedy obudziłem się na oddziale ratunkowym przykuty kajdankami do ramy łóżka, tak jakbym był tym niebezpiecznym przestępcą, którego zrobił ze mnie serial dokumentalny. I moja mama ściągająca maseczkę i błagająca mnie, żebym nigdy więcej nie robił czegoś takiego.
– Świetnie radzę sobie z planowaniem – mówiła przez łzy, ściskając mnie mocno za rękę. – Ale nie zamierzam planować życia w świecie bez ciebie, Pazito. Jeśli popełnisz samobójstwo, wtedy też zaplanuję odebranie sobie życia.
Spędziłem trzy dni na oddziale psychiatrycznym, myśląc o tym, co powiedziała mama. Bardzo ją kocham, ale nienawidzę tego, że zagroziła odebraniem sobie życia, jeśli ja popełnię samobójstwo. Ma tak wiele rzeczy, dla których warto żyć, nawet jeśli nie będzie już mamą, bo jej jedyne dziecko będzie martwe.
Nie jestem w stanie wytrzymać presji, aby nadal żyć, kiedy nie mam po co żyć.
Muszę przeżyć moje życie – i moją śmierć – tak jak uważam za stosowne.
Czekałem na właściwy moment, ponieważ już jestem mądrzejszy, jeśli chodzi o udowadnianie Prognozie Śmierci, że się myli. Miałem tę próbę samobójczą w marcu, ale ta z dnia moich urodzin w zeszłym miesiącu musi pozostać tajemnicą, bo inaczej nie będę miał szansy, żeby spróbować jeszcze raz za dziesięć dni w dziesiątą rocznicę śmierci mojego taty.
Mama przechodzi korytarzem w moją stronę i wręcza mi jedną tabletkę.
Połykam Prozac i uśmiecham się, tak jakby od razu zadziałał na całą moją depresję.
A potem mama nadal się we mnie wpatruje, prawie tak, jakby była kierowniczką obsady, która nie jest przekonana moim wystąpieniem w roli Szczęśliwego Paza, jakby dostrzegała tylko aktora, który przerysowuje całą kreację, co jest ostatnią rzeczą, jakiej chciałby każdy szanujący się artysta. Ale to nie to. Ona widzi mnie jako swojego synka, swoje jedyne dziecko, chłopczyka, z którym jeździła na przesłuchania, chłopczyka, którego łaskotała podczas przymiarek kostiumów na Halloween, chłopczyka, który wierzył w przepowiednie, ponieważ kiedyś wierzył też w przyszłość.
Chłopczyka, który wierzył, że jest bohaterem, gdy uratował jej życie.
Chłopczyka, który dorósł i teraz chce umrzeć.
– Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej, Pazito.
– Ja też, mamo. – Mówię prawdę, ale wiem swoje.
A potem wychodzę z domu.
„I koniec sceny” szepczę do siebie.
Nie jestem już Szczęśliwym Pazem. I nie byłem nim od pierwszego Dnia Ostatecznego, kiedy zabiłem swojego tatę.
ALANO ROSA
11:00 (czas wschodni)
Prognoza Śmierci nie zadzwoniła, ponieważ dziś nie umrę, ale inni ludzie dzwonili do mnie, grożąc mi śmiercią tylko dlatego, że jestem dziedzicem imperium Prognozy Śmierci. Przynajmniej mnie ostrzegli. W końcu tak robi Prognoza Śmierci.
Przez lata ludzie powtarzali mi, że nie powinienem przejmować się groźbami śmierci, bo dorastałem, wiedząc, kiedy będzie mój Dzień Ostateczny. To nieprawda. To, że mój ojciec stworzył Prognozę Śmierci, sprawiło, że zyskałem wiele przywilejów, ale wiedza o tym, kiedy umrę, nie jest jednym z nich. Właściwie mój ojciec przyspieszał wdrożenie mnie w sprawy firmy, żebym mógł ją przejąć w jego Dniu Ostatecznym. Jednak to, kiedy on nastąpi, jest dla niego tajemnicą, tak samo jak data mojego Dnia Ostatecznego dla mnie. Niemniej patrząc, jak Straż Śmierci radykalnie forsuje swój pronaturalistyczny program w imieniu popieranego przez nich kandydata na prezydenta, mój ojciec zdaje sobie sprawę, że jest ich celem, ponieważ ci sekciarze przepowiadają koniec Prognozy Śmierci. I oczywiście dostrzegamy ironię związaną z tym, że ojciec może nie uporządkować wszystkich spraw przed swoją śmiercią.
Musimy być ostrożni, nawet tutaj w Nowym Jorku, gdzie jeszcze w zeszłym roku rzadko pojawiała się pronaturalistyczna propaganda. Jednak wszystko zmieniło się w niedzielę 29 marca, kiedy zakończył się dwutygodniowy okres lockdownu i ludzie znów wyszli na zewnątrz, gdzie zobaczyli plakaty głoszące PROGNOZA ŚMIERCI JEST NIENATURALNA – były wszędzie: w metrze i na mostach, w kościołach i sklepach spożywczych, dosłownie w każdym możliwym miejscu publicznym. Jeśli Straż Śmierci dopięłaby swego, miliony ludzi na całym świecie umarłyby bez ostrzeżenia zarażone koronawirusem tylko dlatego, że wierzyli, iż taka jest naturalna kolej rzeczy.
Naturalna kolej życia i śmierci zmieniła się w czwartek 1 lipca 2010 roku, kiedy prezydent Reynolds przekazał całemu krajowi informację o Prognozie Śmierci. Jako dziewięciolatek nie byłem w stanie przewidzieć, że ludzie w końcu podzielą się na tych, którzy wierzą w misję Prognozy Śmierci, i tych, którzy są jej przeciwni. Prezydent Reynolds też nie był na to przygotowany. Dwa miesiące po rozpoczęciu swojej drugiej kadencji otrzymał powiadomienie z Prognozy Śmierci i spędził swój Dzień Ostateczny, ukrywając się w podziemnym bunkrze, gdzie został zamordowany przez najbardziej zaufanego agenta Secret Service, który zdecydował się walczyć po stronie pronaturalizmu zamiast po stronie swojego prezydenta.
Tego ranka zamiast pracować nad wczesną wersją tekstu wspomnień mojego ojca, które miały się wkrótce ukazać, kończyłem czytać biografię prezydenta Reynoldsa. Wtedy odebrałem telefon z nieznanego numeru.
– Zabiję cię, Alano Angel Rosa – zagroził młody mężczyzna.
– Dzięki za uprzedzenie, kolego – odpowiedziałem i się rozłączyłem.
To był czterdziesty siódmy raz, kiedy ktoś groził mi śmiercią. Potem w ciągu godziny odebrałem jeszcze kolejnych sześć telefonów od innych dręczycieli, po czym odłączyłem tę linię i założyłem nowy numer. Zawsze mnie denerwuje, że kiedy mój numer znów gdzieś wypłynie, muszę zalogować się na swoje konto w Prognozie Śmierci, żeby zmienić podany tam telefon. Ale wkrótce najnowszy wynalazek mojego ojca powinien rozwiązać ten problem. Na razie nie mogę zrobić zbyt wiele, mógłbym ewentualnie całkowicie zrezygnować z telefonu. Rodzice proszą, żebym blokował nieznane numery i zgłaszał wiadomości z groźbami bez odpowiadania na nie, ale nie mogę się powstrzymać. Jeśli ktoś chce, żebym umarł, muszę wiedzieć, jak dużo o mnie wie. Jeśli wie, jak się nazywam, i zna mój numer telefonu, to może być każdy, gdziekolwiek. W przeszłości były to tylko puste groźby. Ale jeśli ktoś mówi, że obserwuje mnie, kiedy idę przez Central Park do domu i zbliża się północ, traktuję jego groźby poważnie i uciekam, żeby ratować życie.
Najbardziej niepokojące jest to, że głos człowieka, który dzwonił do mnie jako pierwszy, brzmiał znajomo, ale nie potrafiłem go zidentyfikować. Brzmiał młodo, ale nie bardzo młodo. To mógł być ktoś, kto chciał się zemścić na Prognozie Śmierci, ale skłaniam się raczej ku temu, że mógł to być ktoś z rodziny Dwunastki Śmierci.
Jednym z nich jest Travis Carpenter, którego starsza siostra Abilene została potrącona przez ciężarówkę w Dallas w Teksasie. W piątek 27 sierpnia 2010 roku mój ojciec osobiście przeprosił jej rodzinę, ale spotkały go za to tylko groźby ze strony Travisa Seniora uzbrojonego w strzelbę. Zastanawiałem się, czy obaj panowie o imieniu Travis nie współpracują ze sobą, żeby mój ojciec też odczuł, jak to jest stracić dziecko, ale zgodnie z moimi ustaleniami Travis Junior jest dość zajęty studiowaniem nauk politycznych. Poza tym Travis Carpenter jest nadal zarejestrowany w naszej usłudze w przeciwieństwie do Mac Maaga, którego wujek, Michael Maag, został okradziony i zadźgany pierwszego Dnia Ostatecznego. Nie mam pojęcia, czy Mac Maag wspiera Straż Śmierci, ponieważ jego profile w mediach społecznościowych są nieaktywne już od trzech lat, ale chcę wierzyć, że wiedzie spokojne pronaturalistyczne życie. Jest także Paz Dario, o którego istnieniu wiedziałem jeszcze przed pierwszym Dniem Ostatecznym, ponieważ to był ten uroczy chłopczyk, który grał w filmie Scorpius Hawthorne i nieśmiertelne Dzieci Śmierci, ale teraz jest bardziej znany jako chłopak, który zabił swojego ojca, Frankiego Dario. Miałem zwyczaj często sprawdzać, co tam u niego, ale po tym, jak niesłusznie spotkał się z gwałtowną reakcją ludzi po wyemitowaniu Niefortunnych nieodebranych połączeń, dezaktywował swoje konta w mediach społecznościowych. Mam nadzieję, że dobrze sobie radzi.
Jeśli chodzi o mnie, nie martwią mnie te poranne groźby, zwłaszcza kiedy jestem tutaj – w siedzibie głównej Prognozy Śmierci, gdzie mamy najlepszą ochronę, jaką można opłacić. Mogę skupić się na najpilniejszej pracy, która w tej chwili polega na siedzeniu w sali zarządu i towarzyszeniu moim rodzicom niczym cień w spotkaniu z Dalmą Young, twórczynią aplikacji Ostatni Przyjaciel.
– Prognoza Śmierci zmieniła to, jak umieramy, ale zawsze chodziło o to, aby zmieniała życie – mówi tata.
– To akurat się udało – stwierdza Dalma, siedząc naprzeciwko moich rodziców, podczas gdy ja stoję w rogu z tabletem.
– Tak samo jak ty, młoda damo – odpowiada mama.
Dalma ma dwadzieścia osiem lat, ale szczerze mówiąc, spokojnie można by ją wziąć za dwudziestojednolatkę, a może nawet dziewiętnastolatkę, moją rówieśniczkę. W białej luźnej sukience, z promienną brązową skórą i z czarnymi włosami zaplecionymi w warkocz tworzący koronę dookoła głowy wygląda jak bogini.
– To miłe, co pani mówi, ale moje bolące plecy wcale nie sprawiają, że czuję się młoda – żartuje Dalma.
Ojciec się śmieje, po czym kontynuuje wątek.
– Ciężka praca często wiąże się z bólem. Chcielibyśmy jakoś nagrodzić cię za twoje wysiłki.
Dalma przesuwa spojrzenie brązowych oczu pomiędzy moimi rodzicami.
– Nagrodzić mnie? W jaki sposób? Już tak wiele państwo dla mnie zrobili. Granty, reklamy promujące Ostatniego Przyjaciela. Nie wspominając o pana inspirującym przemówieniu na zakończenie moich studiów, panie Rosa.
Mój ojciec ma duże ego, moja mama spędziła wiele lat, próbując je okiełznać, ale on jest zbyt wyjątkowym stworzeniem, jak smok latający na niebie pośród gołębi. Nie da się go ściągnąć na ziemię, dopóki jest jedyną żywą osobą, która stworzyła tak unikatową firmę jak Prognoza Śmierci.
– Relacje, które powstały dzięki aplikacji Ostatni Przyjaciel, wielokrotnie mnie inspirowały. Dlatego w przyszłym tygodniu na Gali Dekady jako pierwsza otrzymasz Nagrodę Życiowej Zmiany Prognozy Śmierci – obwieszcza tata.
Po policzkach Dalmy spływają łzy.
– Naprawdę? Czy nie ma kogoś innego, kto bardziej na nią zasłużył? Może założycielki Spraw-Sobie-Przeżycie?
– Siostry Holland należą do grona niesamowitych innowatorów, którzy pomogli ukształtować epokę Prognozy Śmierci, ale to ty zmieniłaś życie wszystkich Pokładników, którzy potrzebowali towarzystwa podczas ostatnich godzin swojego życia.
Dalma kręci głową i stara się powstrzymać szloch.
– Przeze mnie niektórzy także stracili życie.
Teraz, kiedy aplikacja Ostatni Przyjaciel, zbliża się do piątej rocznicy swojego istnienia przypadającej 8 sierpnia, powstało już kilka profili szczegółowo podsumowujących zarówno wszystkie dobre rzeczy, które dzięki niej się wydarzyły, jak i zbrodnie popełnione z wykorzystaniem tej platformy. Pokładnicy zapraszali Ostatnich Przyjaciół do swoich domów, a potem okazywało się, że byli okradani. Niektórzy „przyjaciele” namawiali ich do wysyłania rozbieranych zdjęć albo świadczenia usług seksualnych, jakby to była apka Necro. Doszło do przypadków bezlitosnego nękania przez Straż Śmierci, które odstraszało Pokładników. Wykryto także wiele nadużyć. Ludzie, którzy chcieli się wyżyć, traktowali Pokładników jak worek treningowy. Jednak największą i najmroczniejszą plamą w historii firmy było wydarzenie z lata 2016 roku, kiedy seryjny morderca z Ostatniego Przyjaciela zabił jedenastu Pokładników. Gdy morderstwa na kilka miesięcy ustały, wszyscy byli przekonani, że zabójca sam musiał umrzeć, ale zanim go schwytano, zdołał jeszcze zabić kolejne dwie ofiary: w piątek 3 stycznia i w czwartek 25 maja 2017 roku.
Wiem całkiem sporo o seryjnym mordercy z Ostatniego Przyjaciela. Brat mojego najlepszego przyjaciela był jego pierwszą ofiarą.
W oczach Dalmy dostrzegam znajomą udrękę, tak jakby nie była w stanie nie widzieć krwi na własnych rękach, choć przecież to nie ona zabiła tych trzynastu Pokładników.
Spojrzenie brązowych oczu mojego ojca też jest nieobecne, gdy wpatruje się w róg pomieszczenia.
– To godne podziwu, że chcesz wziąć odpowiedzialność za każdy cień rzucany przez własną firmę, tak jak my to robimy, ale musisz zrozumieć, że to, co zrobił ten nikczemny seryjny morderca wykorzystujący niewinnych Pokładników, nie jest twoją winą, tak samo jak śmierć Pokładników umierających po otrzymaniu telefonu z Prognozy Śmierci nie jest moją.
Dalma kiwa głową, ale zdaje się, że mu nie wierzy.
– Państwo Rosa, jestem naprawdę zaszczycona, że mają państwo o mnie tak wysokie mniemanie, ale nie czułabym się dobrze, przyjmując tę nagrodę. Czasem wydaje mi się, że Pokładnicy wyszliby lepiej na tym, gdybym zamknęła działanie aplikacji, żeby nic tak okropnego już nigdy się nie wydarzyło.
Moi rodzice patrzą na siebie nawzajem, jakby zabrakło im słów.
– Panno Young, zrobiła pani tak wiele dobrego – odzywam się, zaskakując wszystkich obecnych. Cienie nie powinny się odzywać. – Byłem tak poruszony artykułem w magazynie „Time” o osobach, które zdecydowały się zostać Żyjącymi Ostatnimi Przyjaciółmi dla Pokładników poszukujących towarzystwa. Nie miałem nigdy zaszczytu, aby samemu pełnić tę rolę, ale naprawdę mam nadzieję, że choć raz uda mi się uczynić czyjś Dzień Ostateczny nieco lepszym.
Biorę krzesło i siadam obok Dalmy.
– Nie może pani przywrócić życia tym trzynastu Pokładnikom, podobnie jak my nie możemy wskrzesić Dwunastki Śmierci, ale obie nasze firmy zasługują na to, żeby przetrwać, ponieważ zrobiliśmy o wiele więcej dobrego niż złego. Rekordzista korzystający z pani aplikacji, Teo Torrez, od stycznia dwa tysiące osiemnastego roku był Ostatnim Przyjacielem ponad sto trzydzieści razy, oddając w ten sposób hołd swojemu synowi Mateo, który przeżył najlepszy Dzień Ostateczny dzięki Ostatniemu Przyjacielowi, Rufusowi Emeterio. To ten sam Rufus, którego trójka przyjaciół, znana jako Plutoni, piątego września dwa tysiące osiemnastego roku zaczęła coroczny trend, kiedy każde z nich zostaje Ostatnim Przyjacielem, żeby uczcić jego pamięć. Te konstelacje powiązań istnieją dzięki pani, panno Young. Zakończenie działania aplikacji nie sprawi, że nie będzie śmierci, ale z pewnością spowoduje, że nie będzie tych zmieniających życie Dni Ostatecznych.
Dalma przeciera zapłakane oczy, a ja podaję jej pudełko z chusteczkami.
– Brzmi pan jak mój terapeuta – stwierdza i wydmuchuje nos.
– Czytałem kilka poradników samopomocowych.
– Dobrze wykorzystany czas.
– Czy to oznacza, że przyjmie pani nagrodę? – pyta tata.
Dalma kiwa głową.
– Przygotuję przemowę.
– Wspaniale – mówi mama i obchodzi stół dookoła, żeby mocno przytulić Dalmę. – Już nie możemy się doczekać uczczenia twojej osoby. Możesz oczywiście zaprosić całą rodzinę.
– Moja mama i ojczym spędzają lato w San Juan, ale siostra i jej dziewczyna, przepraszam: narzeczona, są w mieście. Zaproszę je. Dahlia uwielbia przyjęcia.
Tata wstaje od stołu.
– Gratulacje dla pani siostry i jej partnerki. W wolnej chwili proszę podać nam ich dane kontaktowe, abyśmy mogli przesłać im formalne zaproszenia. – Tak naprawdę tacie chodzi o to, że musimy podać ich nazwiska naszej prywatnej firmie ochroniarskiej o nazwie Niezawodna Tarcza, żeby mogła je dokładnie sprawdzić, zanim zostaną wpuszczone do budynku. – Wydaje mi się, że pani przyjaciel Orion Pagan już potwierdził swoje przybycie. Prawda, Alano?
Wcześniej tego dnia przeglądałem listę gości z szefową sztabu ojca.
– Tak, pan Pagan potwierdził przybycie – odpowiadam.
Usta Dalmy zaciskają się, zanim się uśmiechnie.
– Wspaniale – mówi, ale nie brzmi to szczerze.
Wydawało mi się, że Dalma Young i Orion Pagan byli najlepszymi przyjaciółmi. W końcu to właśnie relacja Oriona z Pokładnikiem – Valentinem Prince’em, do którego mój ojciec zadzwonił osobiście pierwszego Dnia Ostatecznego – zainspirowała powstanie aplikacji Ostatni Przyjaciel. Teraz wygląda na to, że podczas Gali Dekady może się wydarzyć jakaś kłótnia. Staram się zapamiętać, żeby poprosić ochronę o obserwację tej dwójki cały wieczór.
Po przybyciu asystenta, który odprowadza Dalmę na parter, przechodzę z rodzicami wzdłuż korytarza w stronę gabinetu mojego ojca. Za nami podążają nasi osobiści ochroniarze: Ariel Andrade, Nova Chen i Dane Madden. Ten budynek jest najbezpieczniejszym miejscem, w którym możemy przebywać, ale nie zaszkodzi zachować szczególnej ostrożności.
– Dobrze to rozegrałeś – zwraca się do mnie tata.
– Nie posunąłem się za daleko?
– Ani trochę. Czy ten artykuł z „Time’a” o Żyjących Ostatnich Przyjaciołach był w twoim przeglądzie?
Moja praca polega na tym, że wiem wszystko o wszystkich. Jeśli mamy się z kimś spotkać, spędzam całe godziny, sprawdzając, kim jest ta osoba, i piszę o tym obszerne raporty. Jest w nich wszystko, począwszy od tego, gdzie się urodziła, a skończywszy na tym, jakie jest jej hobby, a nawet lista tematów, których należy unikać podczas spotkania. Przygotowałem taki raport o Dalmie Young, co sprawiło, że czułem się, jakbym posiadał kwalifikacje do napisania jej biografii.
– Tak, był – odpowiadam. Nawet dołączyłem wersję TL;DR, która też nie została przeczytana.
– Następnym razem lepiej się przygotuję – stwierdza tata i klepie mnie po plecach. – Niemniej to, że byłeś ze wszystkim na bieżąco, uratowało sytuację. Byłem szczególnie pod wrażeniem twojego współczucia dla Dalmy i nawiedzających ją duchów oraz że byłeś w stanie zmotywować ją do kontynuowania pracy, która jest niezbędna, żeby Pokładnicy nigdy nie musieli umierać w samotności. Kiedyś będziesz świetnym liderem, mi hijo.
Dorastałem, wiedząc, że któregoś dnia, gdy moi rodzice przejdą na emeryturę, odziedziczę Prognozę Śmierci, ale mój ojciec zawsze twardo stał na stanowisku, że będę musiał wspinać się po szczeblach firmowej kariery, a nie po prostu przejąć jego rolę. Może powiedzieć mi wszystko, co powinienem wiedzieć o byciu prezesem, ale to doświadczenia sprawią, że odniosę sukces. Dlatego podczas ostatniego lata pracowałem jako asystent, a potem od poniedziałku 6 stycznia, po spędzeniu Nowego Roku i swoich urodzin w Egipcie, zostałem pełnoetatowym pracownikiem firmy. Wszystkie administracyjne prace, takie jak wpisywanie informacji do tabelek czy zamawianie artykułów biurowych, nie należą do moich ulubionych zajęć, ale to nie dlatego mój ojciec mnie zatrudnił. Zrobił to, bo mam naturalne predyspozycje do nauki i uwielbiam poszukiwać informacji. Jestem przekonany, że w poprzednim życiu byłem historykiem. Jestem dumny z mojej pracy i mógłbym ją wykonywać za darmo.
Moja rodzina jest bardzo bogata. Mamy tyle, że umrzemy, zanim będziemy w stanie wydać wszystkie nasze pieniądze, ale to nie powstrzymuje mojego ojca przed tym, żeby próbować. Najczęściej mieszkamy w naszym luksusowym apartamencie na najwyższym piętrze z widokiem na Central Park, ale kupił też dom na przedmieściach Chicago, trochę większy dom w Orlando i największy na wzgórzach Hollywood z zapierającym dech w piersiach widokiem na śródmieście Los Angeles. A, mamy jeszcze dom w San Juan. Niestety, nie byliśmy tam od kilku lat, ale przynajmniej rodzina mojej matki tam mieszka. W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych domów, które stoją puste od czasu, gdy odkryliśmy, że dawni przyjaciele rodziny zamontowali podsłuch w naszym apartamencie, próbując odkryć utrzymywaną w tajemnicy metodę przewidywania Prognozy Śmierci.
Mamy to szczęście, że możemy dzielić się majątkiem ze społeczeństwem. Moja rodzina dokonała tylu darowizn i inwestycji, że mój ojciec został chwalebnie zdegradowany z miliardera do milionera. Wszyscy mu gratulowali, mimo że to moja matka założyła organizację dobroczynną Prognoza Dawania, ale ona nie ma takiego ego jak mój ojciec. Mama ciężko pracuje, żebym twardo stąpał po ziemi pomimo luksusowego stylu życia i któregoś dnia odziedziczył firmę, ale nie ego.
Dlatego żyjemy, przestrzegając bardzo ważnej zasady: nigdy nie przyjmujemy za darmo czegoś, za co możemy sami zapłacić. Żadnych bezpłatnych kolacji, niezależnie od tego, jak bardzo wdzięczna jest nam szefowa kuchni, że Prognoza Śmierci pozwoliła jej spędzić piękny Dzień Ostateczny z mężem, który umarłby zupełnie niespodziewanie, gdyby nie nasza firma. Żadnych świetnych miejsc na Super Bowl z pozdrowieniami od trenera, który w zeszłym roku wystawił w finale silnego skrzydłowego wbrew ostrzeżeniom lekarza o potencjalnie śmiertelnym urazie, i okazało się, że właśnie ten zawodnik czterokrotnie zdobył punkty, w tym także przyłożenie, które pozwoliło drużynie wygrać pomimo utrzymującego się remisu. Żadnych darmowych biletów na ostatnią Met Galę, ale ponieważ taka legenda jak Saint Laurent chciał nas ubrać na czerwony dywan, błagałem rodziców, żebym mógł iść, bo od zawsze uwielbiam modę, więc był to dla mnie zaszczyt, który zdarza się raz w życiu. Zazwyczaj nie proszę o zbyt wiele, więc zgodzili się i kupili mi bilet. Dzięki temu mogłem wprawiać wszystkich w zachwyt, pozując na czerwonym dywanie w cekinowej marynarce i białej jedwabnej koszuli wiązanej pod szyją, a także nawiązać relację z ich dyrektorem kreatywnym, który znów ubiera mnie na Galę Dekady.
Zasada płacenia za wszystko odnosiła się też do college’u. Zaproponowano mi stypendium na Harvardzie, bo udało mi się uzyskać średnią ocen na najwyższym możliwym poziomie (4,0), ale wszyscy myśleli, że moja rodzina przekupiła komisję rekrutacyjną, dlatego że miałem edukację domową (tak jakby uczniowie, którzy uczyli się w domu, nie mogli kwalifikować się do stypendiów), i że opłaciła moich prywatnych nauczycieli, żeby postawili mi lepsze oceny (tak jakbym nie był z natury genialny). Nie pomogło to, że z dobrej woli i uprzejmości odrzuciłem stypendium. Jedyny sposób, żeby wszyscy przestali mnie oskarżać o bycie niegodziwym oszustem, polegał na tym, że gdy zeszłej jesieni pojawiłem się w pierwszym tygodniu zajęć, posiadałem wiedzę na temat wszystkiego, czego uczyli nas profesorowie – spędziłem całe lato, ucząc się na pamięć podręczników i jednocześnie spędzając wakacje na Ibizie, gdzie wegetariańska paella w restauracji La Brasa jest tak pyszna, że dałbym się za nią pokroić. (Niedosłownie. Żadne jedzenie nie jest warte, żeby poświęcić za nie życie, ale kiedy nadejdzie mój Dzień Ostateczny, spowoduję, żeby mi ją dostarczyli samolotem).
Musiałem zrezygnować ze studiów po pierwszym semestrze. Nie mogłem skupić się na nauce, bo ludzie próbowali wkupić się w moje łaski albo otwarcie nagabywali mnie, żebym zdradził im tajemnice firmy, pomimo że każdemu, kto dopytywał, w jaki sposób Prognoza Śmierci przewiduje, kto kiedy umrze, odpowiadałem, że mój ojciec nie zamierza podzielić się ze mną tą informacją, dopóki nie będę starszy. Nikt mi nie wierzył. Odszedłem z uczelni głównie ze względów bezpieczeństwa. W poniedziałek 2 grudnia 2019 roku wszyscy wróciliśmy po przerwie świątecznej i od razu zostałem zaatakowany przez innego studenta, Duncana Hogana, którego matka zmarła dziewiętnaście minut po północy w Święto Dziękczynienia, zanim heroldzi zdążyli ją powiadomić o godzinie dwunastej trzydzieści pięć. Duncanowi, co oczywiście rozumiem, nie podobało się, że jego matka odeszła bez uprzedzenia i nie zdążył się z nią pożegnać, a w swojej żałobie postanowił zbić mnie na kwaśne jabłko w Burden Park. Potem założył na kampusie klub pronaturalistów, którzy przez miesiąc nie dawali mi spokoju. Mój ochroniarz uczestniczący w zajęciach razem ze mną oczywiście nie polepszył sprawy, więc po przerwie bożonarodzeniowej nie wróciłem już na uczelnię. Wielka szkoda, bo uwielbiałem moich profesorów i smak normalnego studenckiego życia, ale w końcu żaden uniwersytet nie byłby w stanie tak naprawdę przygotować mnie do objęcia stanowiska prezesa Prognozy Śmierci.
Poświęciłem się pracy na stanowisku asystenta wykonawczego, którym zostałem po awansie w środę 1 lipca, a teraz biorę udział w każdym spotkaniu – na żywo i online – niezależnie od tego, czy spotykamy się z zarządem, przedsiębiorcami, ochroną, grantobiorcami, politykami, a nawet z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
– Twoja praca polega na tym, żeby wiedzieć wszystko, co tylko się da – powiedział mi ojciec, kiedy dostałem awans. – Aż do chwili, gdy nadejdzie czas, żebyś poznał to, co wcześniej było niemożliwe.
Tajemnicę Prognozy Śmierci.
Będę miał pewność, że zakończyłem swoje szkolenie, kiedy usiądziemy razem z ojcem, żeby porozmawiać na ten temat.
Ale teraz wszyscy wracamy do narożnego gabinetu ojca, gdzie przed oknami z widokiem na Times Square stoją wielkie monstery. Jest tam także pokaźny zestaw wypoczynkowy, gdzie mogą się rozsiąść nieliczni goście zapraszani do środka, regał na książki pełen literatury faktu, z którego regularnie pożyczam kolejne pozycje – ostatnio biografie prezydenta Reynoldsa, Ady Lovelace i Vincenta van Gogha – oraz biurko wzorowane na biurku Resolute z Białego Domu, tylko że zamiast prezydenckiego herbu z przodu wyrzeźbiono klepsydrę będącą logo firmy. Jest jeszcze globus wykonany z brązu, w którym mój ojciec miał przenośny barek, ale we wtorek 11 lutego, w dniu swoich pięćdziesiątych urodzin, postanowił przestać pić po tym, jak zaczął miewać epizody utraty pamięci.
– Spotkanie o jedenastej trzydzieści z panem Carverem zostało przesunięte na trzynastą, więc zamiast tego spotkasz się z Aster – przypomniałem tacie. Jego szefowa sztabu ma długą listę spraw do omówienia przed przyszłotygodniową galą, jeszcze zanim tata spotka się ze swoim wytwórcą, który ma mu złożyć raport dotyczący produkcji niezbędnej do jego nowego ekscytującego wynalazku. Kryptonim: Projekt Meucci.
– Myślę, że już czas, Alano.
Sprawdzam ponownie godzinę na zegarku.
– Masz jeszcze dwanaście minut – stwierdzam.
– Nie o to mi chodzi.
Mama też wygląda na zmieszaną.
– Na co już czas, Joaquinie?
– Już czas, żeby Alano w końcu zajął się prawdziwą pracą w terenie w Prognozie Śmierci – odpowiada tata. Wpatruje się we mnie, przygotowując się do poproszenia mnie o coś, czego unikałem od dawna i z chęcią dalej unikałbym tego zajęcia do końca swoich dni. To coś, co mój ojciec zrobił tylko raz. – Dziś zadzwonisz do swojego pierwszego Pokładnika.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Jeśli mieszkasz w Polsce i potrzebujesz wsparcia w kryzysie psychicznym lub doświadczasz w swoim życiu przemocy – w naszym kraju działa wiele stowarzyszeń i organizacji, w których możesz szukać pomocy.
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę: telefon zaufania dla dzieci i młodzieży działa bezpłatnie, całodobowo, przez siedem dni w tygodniu. Możesz zadzwonić pod numer: 116111 zupełnie anonimowo, a także znaleźć dodatkowe informacje na stronie: www.116111.pl i Instagramie: @116111.pl.
Niebieska Linia: czynny codziennie ogólnopolski telefon dla osób w kryzysie emocjonalnym i ofiar przemocy w rodzinie. Dyżurują tam przeszkoleni specjaliści, możesz też uzyskać informacje o pomocy dostępnej blisko Twojego miejsca zamieszkania. Kontakt znajdziesz na stronie: www.niebieskalinia.pl.
Ośrodki Interwencji Kryzysowej: możesz także poszukać OIK w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania.
Jeśli zmagasz się z diagnozą osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline, możesz znaleźć informacje i wsparcie na stronach organizacji:
Polskie Towarzystwo Terapii Dialektyczno-Behawioralnej:www.ptdbt.pl
Fundacja zPogranicza:www.zaburzenieborderline.pl
Kampania Przeciw Homofobii: organizacja aktywnie wspierająca osoby ze społeczności LGBT+, na jej stronie znajdziesz informacje dotyczące wielu innych organizacji tego rodzaju: https://kph.org.pl/organizacje-lgbt/.
Stowarzyszenie Lambda Warszawa: organizacja prowadzi anonimowy telefon zaufania dla osób LGBT+ oraz ich bliskich. Kontakt: www.lambdawarszawa.pl, Instagram: @lambdawarszawa.
Inne wartościowe adresy to m.in. www.growspace.pl, www.grupa-stonewall.pl, www.kulturarownosci.org, www.transfuzja.org.
Jeśli zmagasz się z trudnymi emocjami, bólem lub przemocą, pamiętaj, że nie musisz przechodzić przez to samotnie – zwróć się do kogoś o pomoc.
