Sztuka jasnego myślenia - Rolf Dobelli - ebook + audiobook + książka

Sztuka jasnego myślenia ebook

Rolf Dobelli

0,0
44,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Myśl jaśniej, żyj lepiej.

Poznaj instrukcję obsługi własnego umysłu.

Dowiedz się, co tobą steruje.

Dlaczego inteligentni ludzie podejmują głupie decyzje? Sztuka jasnego myślenia to nie kolejny teoretyczny podręcznik, to twój osobisty detektor nonsensu.

Dlaczego musisz ją przeczytać?

Każdy rozdział to tylko 5 minut czytania. 5 minut, dzięki którym poznasz pułapki myślowe, w które wpadasz każdego dnia. Dowiesz się między innymi: dlaczego darmowy drink bywa najdroższą inwestycją, jak nie ulec magii autorytetów i dlaczego „bolesna droga” rzadko prowadzi do celu.

Co zyskasz?

·Nauczysz się rozpoznawać błędy, zanim wyrządzą szkody. Lepsze decyzje to lepsze finanse, zdrowsze relacje i brak wyrzutów sumienia.

·Staniesz się odporny na manipulację. W świecie fake newsów i clickbaitów Dobelli uczy, jak myśleć samodzielnie i nie dać się uwieść chwytliwym, lecz fałszywym opowieściom.

·Otrzymasz praktyczne porady, jak omijać pułapki i podejmować właściwe decyzje. Autor łączy wiedzę psychologiczną z doświadczeniem przedsiębiorcy, tłumacząc złożone mechanizmy językiem korzyści.

Niezależnie od tego, czy planujesz zmianę pracy, zakup mieszkania czy po prostu chcesz przestać „stawiać na niewłaściwego konia” – ta książka to klasyk, do którego będziesz wracać.

Ucz się na cudzych błędach – własne kosztują zbyt dużo.

Nie musisz myśleć szybciej. Wystarczy, że zaczniesz myśleć jaśniej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 202

Data ważności licencji: 12/31/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginałuDie Kunst des klaren Denkens – 52 Denkfehler, die Sie besser anderen überlassen

Copyright © 2019 Piper Verlag GmbH, München

Copyright © for the translation by Agnieszka Dąbek-Malczyk

Projekt okładkiKatarzyna Bućko @booka.kasia.bucko

Fotografia na okładceAdobestock © Jorm Sangsorn

Redaktorka nabywającaAleksandra Ptasznik

Redaktorka prowadzącaAgnieszka Narębska

RedakcjaAnna Żółcińska

AdiustacjaAnna Cała

KorektaLilianna Mieszczańska, Karina Bednarska-Markot

Opieka redakcyjnaNatalia Hipnarowicz-Kostyrka

Opieka promocyjnaMagdalena Kozioł

ISBN 978-83-8427-720-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

WSTĘP

Wszystko zaczęło się pewnego wieczoru jesienią 2004 roku. Pojechałem do Monachium na zaproszenie wydawcy Huberta Burdy, żeby wziąć udział w tak zwanej luźnej wymianie poglądów między intelektualistami. Nigdy wcześniej nie postrzegałem siebie jako „intelektualisty” (studiowałem ekonomikę przedsiębiorstw i zostałem przedsiębiorcą – a więc przeciwieństwem intelektualisty), ale wydałem dwie powieści i to najwyraźniej wystarczyło.

Przy stole siedział Nassim Nicholas Taleb, wtedy jeszcze tajemniczy trader z Wall Street z inklinacją do filozofii. Zostałem mu przedstawiony jako znawca angielskiego i szkockiego oświecenia – szczególnie Davida Hume’a. Najwidoczniej z kimś mnie pomylono. Nic nie powiedziałem, uśmiechnąłem się trochę niepewnie do towarzystwa wokoło i pozwoliłem, aby powstała w ten sposób pauza zadziałała jako dowód mojej ponadprzeciętnej znajomości filozofii. Taleb natychmiast przyciąg­nął do siebie wolne krzesło i poklepując siedzenie, wskazał, żebym zajął miejsce. Na szczęście rozmowa po kilku zdaniach przeszła od Hume’a do Wall Street, więc mogłem przynajmniej za nią nadążać. Byliśmy rozbawieni błędami, jakie stale powtarzali różni dyrektorzy, nie wyłączając nas samych. Rozmawialiśmy o tym, że różne nieprawdopodobne wydarzenia z perspektywy czasu wydają się o wiele bardziej prawdopodobne. Śmialiśmy się, że przy kursach poniżej ceny nabycia inwestorzy wprost nie mogą się rozstać ze swoimi akcjami.

W rezultacie Taleb przesłał mi maszynopis, który skomentowałem i częściowo skrytykowałem i który później stał się światowym bestsellerem zatytułowanym The Black Swan*. Ta książka wywindowała Taleba do ligi światowych gwiazd intelektu. Z rosnącym głodem wiedzy zacząłem pochłaniać literaturę na temat uprzedzeń i heurystyki. Równocześnie zintensyfikowałem kontakty z wieloma osobami, które można by nazwać amerykańską inteligencją ze Wschodniego Wybrzeża. Po latach uświadomiłem sobie, że równolegle z wykonywaniem pracy pisarza i przedsiębiorcy ukończyłem istne studium psychologii społecznej i kognitywnej.

Używane tutaj przeze mnie pojęcie „błędy poznawcze” dotyczy systematycznych odstępstw od racjonalności, od optymalnego, logicznego, rozsądnego myślenia i zachowania. Słowo „systematyczny” jest istotne, ponieważ często błądzimy wciąż w tym samym kierunku. Na przykład dużo częściej przeceniamy naszą wiedzę, niż jej nie doceniamy. Albo strach przed utratą czegoś: jest naszą siłą napędową dużo częściej niż perspektywa zyskania czegoś. Matematyk powiedziałby o asymetrycznym podziale naszych błędów w myśleniu. Na szczęście, bo dzięki asymetrii można je czasami przewidzieć.

Aby nie przepuścić lekkomyślnie majątku, jaki zgromadziłem dzięki działalności pisarskiej i biznesowej, zacząłem tworzyć listę systematycznie popełnianych błędów, uzupełniając ją notatkami i osobistymi anegdotami – bez zamiaru opublikowania ich kiedykolwiek. Robiłem to wyłącznie dla samego siebie. Szybko zauważyłem, że lista ta przydaje mi się nie tylko przy podejmowaniu decyzji dotyczących inwestowania pieniędzy, ale również w życiu zawodowym i prywatnym. Wiedza na temat błędów poznawczych sprawiała, że byłem spokojniejszy i rozsądniejszy: w porę rozpoznawałem pułapki we własnym myśleniu i mogłem się z nimi rozprawić, zanim spowodowały duże szkody. I po raz pierwszy dostrzegałem, gdy inni postępowali nierozsądnie, i mogłem wyjść im naprzeciw uzbrojony – a być może nawet odnieść z tego pewną korzyść. Ale najważniejsze było to, że duch irracjonalności został zdemaskowany – miałem pod ręką kategorie, pojęcia i wyjaśnienia, aby go odstraszyć. Od czasów Benjamina Franklina grzmoty i błyskawice nie pojawiają się rzadziej ani nie są słabsze czy cichsze, a mimo to napędzają mniej strachu – i to samo dotyczy mnie, jeśli chodzi o własny nierozsądek.

Wkrótce przyjaciele, którym o tym opowiadałem, zaczęli interesować się moim małym kompendium. To zainteresowanie doprowadziło do cotygodniowej kolumny na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Schweizer SonntagsZeitung”, do niezliczonych wykładów (przeważnie dla lekarzy, inwestorów, rad nadzorczych i kadr zarządzających) i w końcu do niniejszej książki. Voilà. Teraz ty trzymasz ją w rękach – może nie jako gwarancję szczęścia, ale przynajmniej jako zabezpieczenie przed wszystkimi wielkimi, osobiście zawinionymi nieszczęściami.

Rolf Dobelli, 2011

* Po pol. Czarny łabędź. Książka ukazała się w 2007 r. Taleb mianem „czarnego łabędzia” określa nieprzewidywalne wydarzenia o olbrzymich konsekwencjach, które po fakcie wydają się nieuniknione i wytłumaczalne. (Przypisy pochodzą od tłumaczki, o ile nie zaznaczono inaczej).

BŁĄD PRZEŻYWALNOŚCI*

Dlaczego warto odwiedzać cmentarze

Reto wszędzie, gdzie tylko spojrzy, zauważa gwiazdy rocka. Są w telewizji, na okładkach kolorowych magazynów, na koncertach i na fanpage’ach w internecie. Nie da się nie słuchać ich piosenek – są w centrach handlowych, na playlistach, na siłowni. Gwiazdy rocka po prostu są. I jest ich wiele. I odnoszą sukces. Zainspirowany karierą niezliczonych bohaterów gitary, Reto też zakłada zespół. Czy kiedykolwiek mu się powiedzie? Prawdopodobieństwo wynosi tyle powyżej zera, ile grubość włosa. Jak wielu innych, on też raczej wyląduje na cmentarzu muzyków, którym się nie powiodło. To miejsce pochówku liczy dziesięć tysięcy razy więcej muzy­ków, niż mogłaby pomieścić scena showbiznesu, ale żaden dziennikarz nie interesuje się nieudacznikami – z wyjątkiem gwiazd, które się stoczyły. To powoduje, że cmentarz jest niewidzialny dla tych, którzy stoją na zewnątrz.

Błąd przeżywalności polega na tym, że ponieważ w życiu codziennym osiągnięcia są bardziej widoczne niż niepowodzenia, to systematycznie przeceniasz szanse na odniesienie sukcesu. Jako osoba stojąca na zewnątrz (tak jak Reto) ulegasz złudzeniu. Nie dostrzegasz, jak znikome jest prawdopodobieństwo zwycięstwa. Za każdym pisarzem, który odniósł sukces, kryje się stu innych, których książki się nie sprzedają. A za każdym z nich jest znowu stu takich, którym nie udało się znaleźć wydawcy. A za każdym z nich znowu stu, tych z rozpoczętym rękopisem w szufladzie. My słyszymy jedynie o tych, którym się udało, i nie dostrzegamy, że odniesienie sukcesu przez pisarza jest bardzo mało prawdopodobne. To samo dotyczy fotografów, biznesmenów, artystów, sportowców, architektów, laureatów Nagrody Nobla, prezenterów tele­wizyjnych i królowych piękności. Dostarczanie informacji o cmentarzu nieudaczników nie leży w interesie mediów. Zresztą nie takie jest ich zadanie. To oznacza, że ty sam musisz wykonać pewną pracę umysłową, jeżeli chcesz uniknąć błędu przeżywalności.

Błąd przeżywalności dopadnie cię chociażby przy temacie pieniędzy: jakiś znajomy zakłada start-up. Ty też znalazłeś się w kręgu potencjalnych inwestorów. Wyczuwasz szansę – to może być kolejny Microsoft. Być może szczęście ci dopisze. Ale jak wygląda rzeczywistość? Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że firma w ogóle nie ruszy z miejsca. Kolejne pod względem prawdopodobieństwa jest bankructwo firmy po trzech latach. Spośród firm, które przetrwały pierwsze trzy lata, większość kurczy się do mikro­- i miniprzedsiębiorstw, zatrudniających poniżej dziesięciu osób. Wniosek: dałeś się zaślepić faktem, że w mediach są obecne te firmy, które odnoszą sukces. Czy to znaczy, że nie należy podejmować żadnego ryzyka? Nie. Ale rób to ze świadomością, że chochlik błędu przeżywalności stale jest gotów zniekształcić obraz prawdopodobieństwa.

Weźmy taki indeks Dow Jones. Składa się wyłącznie z tych, którym udało się przetrwać. W ani jednym indeksie akcji nie pojawiają się firmy, które upadły i które się nie rozwijają – czyli większość. Indeks giełdowy nie jest reprezentatywny dla krajowej gospodarki. Tak jak prasa nie informuje w reprezentatywny sposób o całej populacji muzyków. Powinieneś być sceptyczny wobec niezliczonego mnóstwa książek i trenerów, którzy odnoszą sukces: nieudacznicy nie piszą książek i nie prowadzą wykładów na temat własnego nieudacznictwa.

Błąd przeżywalności staje się delikatną sprawą w momencie, kiedy ty sam dołączasz do tych, którzy „przetrwali”. Nawet jeśli twój sukces wynika z czystego przypadku, będziesz odkrywać podobieństwa z innymi, którym też się powiodło, i tłumaczyć je „współczynnikami sukcesu”. Gdybyś odwiedził cmentarz nieudaczników (osób, firm i tym podobnych), stwierdziłbyś, że te domniemane „współczynniki sukcesu” dotyczyły także ich.

Kiedy wystarczająco wielu naukowców bada jakieś zjawisko, to przez zwykły przypadek kilka takich badań przyniesie wyniki istotne statystycznie – na przykład odnośnie do związku pomiędzy spożywaniem czerwonego wina i długowiecznością. W ten sposób te (błędne) opracowania natychmiast zyskują szeroki rozgłos. Błąd przeżywalności.

Ale dość filozofii. Błąd przeżywalności oznacza, że systematycznie przeceniasz prawdopodobieństwo sukcesu. Aby temu zapobiec, odwiedzaj możliwie często miejsca pochówku niegdyś dobrze zapowiadających się projektów, inwestycji i karier. Smutny, ale zdrowy spacer.

* Autor używa ang. terminu survivorship bias.

ZŁUDZENIE SYLWETKI PŁYWAKA

Czy Harvard jest dobrym czy złym uniwersytetem? Nie wiemy tego

Kiedy Nassim Taleb, publicysta i trader, zdecydował się zrobić coś ze swoimi zbędnymi kilogramami, brał pod uwagę najróżniejsze rodzaje sportu. Joggerzy sprawiali wrażenie wysuszonych i nieszczęśliwych. Kulturyści wyglądali masywnie i głupawo. Tenisiści, ach, ta wyszukana klasa średnia! Ale pływacy podobali mu się. Mieli dobrze zbudowane, eleganckie sylwetki. Zdecydował się dwa razy w tygodniu wchodzić do chlorowanej wody w lokalnej pływalni i naprawdę intensywnie trenować. Trochę czasu minęło, zanim się zorientował, że tkwi w ruchomych piaskach złudzenia. Profesjonalni pływacy mają taką perfekcyjną budowę ciała nie dlatego, że tak efektywnie trenują. Odwrotnie: są dobrymi pływakami, ponieważ są tak zbudowani.

Budowa ich ciała stanowi kryterium selekcji, a nie rezultat ich aktywności.

W reklamach kosmetyków występują modelki. Dzięki temu jakaś konsumentka dochodzi do wniosku, że kosmetyki mogą kogoś upiększyć. Ale to nie kosmetyki sprawiają, że kobiety stają się modelkami. Modele rodzą się piękni przez przypadek i tylko z tego powodu są brani w ogóle pod uwagę do reklamowania kosmetyków. Tak jak u pływaków, uroda stanowi tutaj kryterium wyboru, a nie wynik.

Za każdym razem, kiedy mylimy kryterium wyboru z wynikiem, ulegamy złudzeniu sylwetki pływaka. Bez tego złudzenia połowa reklam nie byłaby skuteczna.

Ale nie chodzi tylko o seksowne ciało. Harvard ma opinię najlepszego uniwersytetu. Wiele osób, które odnoszą nieprzeciętne sukcesy, studiowało na Harvardzie. Czy to znaczy, że Harvard jest dobrą szkołą? Tego nie wiemy. Być może szkoła jest marna, tylko rekrutuje najmądrzejszych studentów z całego świata. Doświadczyłem tego na Uniwersytecie St. Gallen. Ma doskonałą opinię, ale wykłady (przed 20 laty) były na przeciętnym poziomie. Z jakichś powodów – właściwy dobór studentów, specyficzny klimat doliny, jedzenie w kantynie? – wielu absolwentów mimo wszystko coś osiągnęło.

Na całym świecie kursy MBA wabią wskaźnikiem dochodu. Zainteresowany otrzymuje obliczenia, że MBA zwiększa dochód o przeciętnie tyle i tyle procent. Prosty rachunek ma wykazać, że horrendalne opłaty za naukę zwracają się już po niedługim czasie. Wielu daje się na to nabrać. Nie chcę zarzucać szkołom, że kantują w statystykach. A jednak ich deklaracje nie mają wartości. Ludzie, którym nie zależy na MBA, są ulepieni z innej gliny niż ci, którzy dążą do uzyskania tego dyplomu. Późniejsze różnice w dochodach wynikają z tysięcy przyczyn innych niż ukończenie MBA. Znowu chodzi tutaj o złudzenie sylwetki pływaka: kryterium wyboru zostaje pomylone z rezultatem. Jeżeli rozważasz podjęcie dalszego kształcenia, poszukaj, proszę, innych powodów niż wzrost wynagrodzenia.

Kiedy pytam zadowolonych z życia ludzi, na czym polega tajemnica ich szczęścia, często słyszę tego typu zdania: „Trzeba zawsze widzieć szklankę do połowy pełną, a nie do połowy pustą”. Jak gdyby ci ludzie nie mogli zaakceptować tego, że urodzili się szczęśliwi i po prostu mają skłonność do znajdowania we wszystkim pozytywnych stron. Szczęśliwcy nie chcą zrozumieć, że poczucie szczęścia jest w większości wrodzone i w ciągu życia utrzymuje się na stałym poziomie. Złudzenie sylwetki pływaka jest zatem także autozłudzeniem. Jeśli ci szczęśliwi zaczną jeszcze pisać książki, to oszustwo będzie perfidne.

Dlatego od dziś omijaj szerokim łukiem poradniki dotyczące szczęścia. Wszystkie one zostały napisane przez ludzi, którzy mają do niego naturalną skłonność. I teraz na każdej stronie szafują radami. Ale to, że są miliardy osób, na które te rady nie działają, pozostanie tajemnicą – ponieważ nieszczęśliwcy nie piszą poradników.

Wniosek: przyglądaj się z uwagą wszystkiemu, co jest reklamowane jako warte osiągnięcia – stalowe muskuły, uroda, wyższe zarobki, długie życie, pozytywna aura, szczęście. Zanim wskoczysz do basenu, rzuć okiem w lustro. I bądź ze sobą szczery.

EFEKT NADMIERNEJ PEWNOŚCI SIEBIE

Dlaczego systematycznie przeceniamy własną wiedzę i umiejętności

Caryca Katarzyna II nie była zbyt cnotliwa. Przez jej łóżko przewinęło się mnóstwo kochanków. Ilu ich było, zdradzę ci w następnym rozdziale, w tej chwili chodzi o coś innego: jak dalece powinniśmy ufać naszej wiedzy? W związku z tym małe zadanie: „Określ rozpiętość liczby kochanków carycy tak, żebyś typował w 98% prawidłowo i tylko w 2% błędnie”. Taką rozpiętością mogłoby być na przykład 20 i 70. To znaczy, że oceniasz, że Katarzyna miała nie mniej niż 20 i nie więcej niż 70 kochanków.

Nassim Taleb, który wyznaczył mi kiedyś właśnie to zadanie, przepytał w ten sposób setki osób. Czasami pytał o długość Missisipi, czasem o zużycie paliwa w airbusie, a czasem o liczbę mieszkańców Burundi. Przy czym rozpiętość mogła być dowolna, przy zastrzeżeniu, żeby błąd wynosił najwyżej 2%. Wynik był zdumiewający. Zamiast 2% pytanych, aż 40% respondentów błędnie typowało szacunkową rozpiętość. Badacze Marc Alpert i Howard Raiffa, którzy pierwsi odkryli ten zadziwiający fenomen, nazwali go efektem nadmiernej pewności siebie.

To samo dotyczy różnego rodzaju prognozowania. Szacowanie, jaki za rok będzie kurs na giełdzie albo ile wyniosą obroty twojej firmy w planie trzyletnim, podlega temu samemu efektowi: systematycznie przeceniamy naszą wiedzę i umiejętności prognozowania – i to w znacznym stopniu. W efekcie nadmiernej pewności siebie nie chodzi o to, czy pojedyncza prognoza będzie prawidłowa, czy też nie. Efekt nadmiernej pewności siebie mierzy różnicę między tym, co ludzie rzeczywiście wiedzą, a tym, co myślą, że wiedzą. Najbardziej zaskakujące jest to, że eksperci ulegają temu efektowi w większym stopniu niż laicy. Profesor ekonomii określi pięcioletnią prognozę ceny ropy naftowej tak samo błędnie, jak nieprofesjonalista. Tylko że on zrobi to z wyjątkowo nadmierną pewnością siebie.

Efekt nadmiernej pewności siebie dotyczy również innych umiejętności: 84% ankietowanych Francuzów przyznaje, że jako kochankowie są powyżej średniej. Gdyby nie efekt nadmiernej pewności siebie, musiałoby ich być dokładnie 50% – to logiczne, bo „średnia” (a dokładniej: mediana) oznacza właśnie to, że 50% znajduje się powyżej, a 50% poniżej.

Przedsiębiorcy – podobnie jak ci, którzy rwą się do małżeństwa – są przekonani, że nie podlegają statystyce. Aktywność gospodarcza byłaby mniejsza, gdyby nie istniał efekt nadmiernej pewności siebie. Każdy restaurator marzy o tym, aby stworzyć nową Kronenhalle* albo kolejnego Borchardta** – a większość z nich już po trzech latach musi zamknąć interes. Rentowność kapitału własnego w branży restauratorskiej chronicznie wynosi mniej niż zero. Inaczej mówiąc: restauratorzy systematycznie dopłacają do swoich gości.

Trudno znaleźć przykład dużych projektów, które zostały ukończone szybciej i taniej, niż planowano. Legendarne stały się opóźnienia i przekroczenie kosztów przy airbusie A400M, operze w Sydney czy przy wszystkich trzech tunelach Gotarda. Tę listę można dowolnie wydłużać.

Dlaczego tak się dzieje? Dochodzą tu do głosu dwa efekty. Z jednej strony klasyczna nadmierna pewność siebie. Z drugiej „motywujące” niedocenianie kosztów przez tych, którzy czerpią z projektu bezpośrednie korzyści. Konsultanci mają nadzieję na kolejne zlecenia, tak samo budowlańcy i dostawcy, inwestor czuje się wzmocniony optymistycznymi danymi, a politycy gromadzą dzięki temu głosy wyborców. Tendencję do ulegania tego typu motywacjom objaśnię w innym miejscu. Istotne jest rozróżnienie, że nadmierna pewność siebie nie jest wynikiem motywacji, lecz zjawiskiem naturalnym – wrodzoną naiwnością.

Trzy szczegóły na zakończenie: A) nie ma efektu przeciwnego, czegoś w rodzaju efektu zaniżonej pewności siebie, B) u mężczyzn efekt nadmiernej pewności siebie jest wyraźniejszy niż u kobiet – kobiety przeceniają się w mniejszym stopniu, C) nie tylko optymiści cierpią na efekt nadmiernej pewności siebie. Zdeklarowani pesy­miści również się przeceniają – tylko w mniejszym stopniu.

Wniosek: bądź sceptyczny wobec wszelkich prognoz, zwłaszcza pochodzących od tak zwanych ekspertów. Każdy plan zaczynaj od przyjęcia pesymistycznego scenariusza. Dzięki temu masz realną szansę, że ocenisz sytuację w pewnej mierze poprawnie.

Dalsza część w wersji pełnej

* Kronenhalle – słynna restauracja i bar w Zurychu, założone w 1924 r.

** Borchardt – działająca od 1853 r. restauracja w Berlinie.

Spis treści

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

SPIS TREŚCI

WSTĘP

BŁĄD PRZEŻYWALNOŚCI. Dlaczego warto odwiedzać cmentarze

ZŁUDZENIE SYLWETKI PŁYWAKA. Czy Harvard jest dobrym czy złym uniwersytetem? Nie wiemy tego

EFEKT NADMIERNEJ PEWNOŚCI SIEBIE. Dlaczego systematycznie przeceniamy własną wiedzę i umiejętności

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Meritum publikacji