Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
„Szachy z różnych perspektyw” to książka, która zabiera czytelników za kulisy szachowego świata, w którym nie wszystko jest tak oczywiste, jak się wydaje. Treść została ubarwiona ciekawymi sytuacjami, których Autor doświadczył jako zawodnik, trener, sędzia czy organizator. Nie zabraknie również wskazówek przydatnych na całej ścieżce szachowej kariery, a także informacji, które pozwolą przybliżyć tę dyscyplinę osobom, które nawet nie potrafią grać w szachy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 85
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Michał Choina
Szachy z różnych perspektyw
Szachy z różnych perspektyw © Michał Choina
Projekt okładki: Agnieszka Makowska
Redakcja: Joanna Kłos
Korekta: Joanna Kłos, Katarzyna Zioła-Zemczak
Łamanie i skład: Agnieszka Makowska
ISBN: 978-83-68129-30-4
Kraków 2026
Wydawca
Wydawnictwo Orzeł Sp. z o.o.
ul. Dajwór 14/19, 31-052 Kraków
Wydanie I, 2026
Wydawnictwo nie odpowiada za żadne szkody wyrządzone osobom lub podmiotom w wyniku bezpośredniego lub pośredniego korzystania, zastosowania bądź interpretacji treściksiążki.
Prawa autorskie zastrzeżone. Reprodukcja, kopiowanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystanie w publicznych wystąpieniach wymaga zezwolenia właściciela prawautorskich.
Michał Choina
Szachy z różnych perspektyw
Spis treści
Od autora 7
Wstęp 11
I. Szachy w oczach laika. „To jest dla mnie za trudne…” 15
II. Szachy w oczach dziecka. Pierwsze kroki i pierwszy turniej 25
III. Szachy w oczach nastolatka. Wielu ludzi – różne cele 37
IV. Szachy w oczach dorosłego. Dlaczego to się nie nudzi 47
V. Szachy w oczach rodzica.Jak można było tego nie wygrać 57
VI. Szachy w oczach trenera. Silny zawodnik a dobry trener 67
VII. Szachy w oczach sędziego. Po co właściwie ten sędzia 77
VIII. Szachy w oczach organizatora. Jak wygląda to, czego nie widać 87
IX. Szachowe bolączki. Jak nie wiadomo, o co chodzi… 97
Epilog. Po co to komu 109
Od autora
Mam na imię Michał. Swoją szachową przygodę rozpocząłem w wieku czterech lat. Bardzo mnie wtedy ciekawiło, dlaczego mój tata i starszy brat przesuwają na zmianę jakieś ludziki po dwukolorowej planszy. Pewnego razu pomyślałem więc, że zagram z nimi. Ale oczywiście, jak to dziecko, szybkim ruchem rozrzuciłem wszystkie bierki poza szachownicę. Ojcu i bratu niezbyt się to spodobało – zaczęli częściej ustawiać ją na różnego rodzaju podwyższeniach, żeby utrudnić mi ponowne wywołanie tak zwanego huraganu. A dla takiego dziecka to była przecież najciekawsza z szachowych atrakcji!
Z biegiem czasu tata zaczął w miarę możliwości tłumaczyć mi sens królewskiej gry, podstawowe zasady oraz ruchy figur, aż wreszcie rozegrałem z nim moją pierwszą partię. Spodobała mi się ta zabawa i coraz częściej przystępowałem do pojedynków: to z tatą, to z bratem czy dziadkiem, którzy robili, co tylko mogli, bym zwyciężył. Na początku nawet to nie wystarczało, ale po jakimś czasie zacząłem radzić sobie znacznielepiej.
Po kilku latach treningów pojechałem na swój pierwszy turniej szachowy do Rybnika, gdzie zdobyłem Puchar Polski jako najlepszy siedmiolatek. Rok później w Lublinie wywalczyłem dwa tytuły mistrza Polski, zarówno w szachach szybkich, jak i błyskawicznych wśród ośmiolatków, a po kolejnych dwóch latach dopisałem do swojego dorobku jeszcze jedno mistrzostwo Polski w tak zwanym blitzu – szachach błyskawicznych. Trzy lata później byłem z kolei najlepszym zawodnikiem do rankingu 1600 ELO w European Rapid Chess Championship, które rozegrano w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. W tym samym roku zostałem również najmłodszym mistrzem Ostrowca Świętokrzyskiego w szachach klasycznych. Na swoim koncie mam także jedenaście tytułów mistrza województwa juniorów oraz tytuły mistrza województwa seniorów zarówno w rozgrywkach indywidualnych, jak i drużynowych (w tych drugich reprezentowałem klub Hetman Ostrowiec Świętokrzyski). Przez lata szachowej kariery zwyciężałem w wielu turniejach rangi wojewódzkiej, krajowej oraz międzynarodowej, a najbardziej prestiżowymi wydarzeniami, w jakich brałem udział, były Mistrzostwa Świata Szkół i Mistrzostwa NATO, gdzie jako drużyna wywalczyliśmy srebrny medal. Zdobyłem także dwa tytuły Mistrza Polski Służb Mundurowych w rozwiązywaniu zadań szachowych, a moja prywatna kolekcja przekroczyła już liczbę trzystu pucharów.
Po osiągnięciu wymaganego wieku nabyłem uprawnienia sędziowskie i instruktorskie, z których od razu zacząłem korzystać. Szkoliłem najmłodszych adeptów, nastolatków oraz dorosłych. Moi uczniowie sięgali po najwyższe trofea na turniejach lokalnych i wojewódzkich. Zdobywali także medale na mistrzostwach Polski i mistrzostwach świata. Szachy stały się ważnym elementem mojego życia. Ciągle jednak czułem pewien niedosyt.
Pewnego dnia pomyślałem o napisaniu poświęconej szachom książki, której będę mógł używać podczas zajęć z podopiecznymi. Po kilku próbach doszedłem do wniosku, że to zadanie o wiele trudniejsze, niż zakładałem – a także że powstało już mnóstwo książek o podobnej tematyce. Porzuciłem więc ten plan na pewien czas. I w końcu przyszedł mi do głowy pomysł napisania książki, jakiej jeszcze nie było. Takiej, w której szachy ukazane zostaną z różnych perspektyw.
Wstęp
Popularność szachów w ostatnich latach znacząco wzrosła. Wynika to przede wszystkim z częstego pokazywania tej gry w mediach, większych możliwości uczenia się jej oraz łatwości rozgrywania pojedynków z wykorzystaniem sieci komputerowych. Rywalizować można zarówno ze znajomymi, jak i osobami całkowicie obcymi; zarówno z własnymi rodakami, jak i mieszkańcami innych krajów, a nawet kontynentów. Coraz więcej osób uczy się grać w szachy, korzystając z internetowych poradników, książek lub uczęszczając na zajęcia z instruktorami.
Ludzie spotykają się więc teraz z szachami niemal wszędzie. Odwołania do nich widzimy w reklamach telewizyjnych, serialach czy filmach. Przyciągające uwagę i znacznie większe od klasycznych bierek szachy ogrodowe wystawiono w wielu galeriach handlowych oraz na rynkach licznych miast jako ozdobę – ale można też z nich skorzystać i rozegrać partię. Te wszystkie zabiegi sprawiają, że tak naprawdę ciężko obecnie znaleźć kogoś, kto nie wiedziałby, czym są szachy. Nie trzeba ich lubić, warto natomiast się orientować, dlaczego interesują tak wielu ludzi i czym przyciągają ich bardziej niż inne sportowe (tak, szachy to sport) dyscypliny.
Organizatorzy turniejów, chcąc jak najskuteczniej popularyzować szachy, łączą je na swoich wydarzeniach z wieloma innymi dyscyplinami. Chętni mogą zatem wybrać się na przykład na szachoboks, szachotenis, szachy wodne czy też szachy… biegane.
Jak widać, wybór jest ogromny i każda osoba może na szachy patrzeć inaczej. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak widzą je różne grupy ludzi i dlaczego w taki właśnie sposób?
I Szachy w oczach laika
„To jest dla mnie za trudne…”
Każde z nas uczyło się kiedyś mówić, chodzić, czytać. Na początku wszystkie te umiejętności były trudne, a wręcz wydawały się nieosiągalne, nawet jeśli nie znaliśmy jeszcze słowa „nieosiągalne”. Z biegiem czasu i wraz z kolejnymi podejmowanymi próbami czuliśmy jednak, że zbliżamy się do celu. W końcu wypowiedzieliśmy jakieś słowo, zrobiliśmy krok do przodu lub przeczytaliśmy samodzielnie zlepek słów, który utworzył zdanie. Tym sposobem, bez narzekania na ewentualne przeciwności losu, uczyliśmy się robić coś pierwszy raz.
„To jest dla mnie za trudne”. Takie zdanie często można usłyszeć od osób, które boją się nowych wyzwań wyglądających na pierwszy rzut oka na skomplikowane. Zawsze dziwiła mnie taka reakcja u ludzi i zastanawiałem się, jak ktoś, kto nie umie czegoś zrobić, jest w stanie ocenić stopień trudności tej czynności. Inną reakcją obronną jest całkowite odrzucenie czy niebranie pod uwagę profesji, o której ktoś nam opowiada. Mechanizm działania jest tu ten sam: ponieważ nowe zadania do wykonania sprawiają nam wiele trudności, często twierdzimy, że zwyczajnie ich nie lubimy. Wstydzimy się ponownej porażki lub szyderczych uśmiechów otaczających nas osób, które będą spoglądać na nasze nieudolne próby pokonania własnych słabości. Sam takie wzbranianie się przed rozpoczęciem szachowej przygody słyszałem setki lub nawet tysiące razy, gdy ktoś się dowiedział, że jestem szachistą. Starałem się zawsze przekonać takie osoby, że królewska gra to naprawdę nic strasznego i każdy człowiek może zacząć czerpać z niej przyjemność. Opowiadałem o zaletach szachów, możliwościach, które dają, oraz starałem się porównać je do aktywności, którym mój rozmówca akurat lubił poświęcać czas. Dzięki temu mógł on zrozumieć, że dla szachistów wielkim wyzwaniem mogłoby być właśnie jego hobby. Moim celem było powolne zacieranie granic, które zarysowały się w czyjejś głowie.
Człowiek, który nie ma zielonego pojęcia, jak ocenić sytuację na szachownicy podczas rozgrywania partii, uwierzy we wszystko, co usłyszy od osób stojących obok. Pojedynek się skończy, przeciwnicy, by wyrazić wzajemny szacunek, podadzą sobie ręce, a on nie będzie nawet wiedział, kto i dlaczego zwyciężył. Takiemu komuś można wmówić, co tylko się chce, i bardzo łatwo nim manipulować. Dlatego uważam, że lepiej się orientować, chociaż w minimalnym stopniu, o co w szachach tak naprawdę chodzi.
Ktoś mógłby spytać: czy w ogóle znajdą się osoby chętne oglądać szachową rozgrywkę, skoro nie mają żadnej wiedzy z tej dziedziny? Odpowiedź jest oczywista, chociaż warto poprzeć ją kilkoma przykładami. Wyobraźmy sobie najpierw najznamienitsze szachowe wydarzenia, które odbywają się we wnętrzach pięciogwiazdkowych hoteli lub w największych obiektach sportowych danego kraju. Owszem, szansa, że przypadkowy przechodzień znajdzie się w takim miejscu oraz zostanie wpuszczony na salę gry, jest dość mała. Pamiętajmy jednak o tym, że tak samo jak nie każdy mecz piłki nożnej odbywa się na Stadionie Narodowym, nie wszystkie szachowe turnieje mają tak wysokie standardy, że rozgrywa się je w prestiżowych lokalizacjach. Rywalizujących szachistów można coraz częściej ujrzeć na korytarzach galerii handlowych, rynkach miast lub w miejskich parkach. Dzięki temu nie tylko rośnie popularność tego sportu, ale też osoby, które dotychczas nie miały styczności z białymi i czarnymi figurami, mogą bliżej przyglądać się toczonym pojedynkom. Wiemy już, gdzie laik może spojrzeć na szachy przez przypadek, ale czy to wystarczy, żeby podszedł do szachownicy i zainteresował się tym niecodziennym dla niego wydarzeniem?
Na to pytanie nieco trudniej odpowiedzieć, bo przecież każdy może sobie pomyśleć, że skoro sam nie umie grać, to nie ma także żadnego sensu podejście i obserwowanie cudzej gry. Ponadto szachy kojarzyć się mogą ze spokojem, długimi rozważaniami przed wykonaniem posunięcia oraz, jak to się czasami słyszy – zwyczajną nudą. Te wyobrażenia jedynie zmniejszają chęć do zapoznania się z tajnikami pozycji powstałej na planszy i odstraszają potencjalnego widza, który woli zamiast tego poświęcić czas swoim codziennym pasjom. Czy istnieje zatem coś, co poruszy ludzką ciekawość tak bardzo, że pomimo pośpiechu ktoś, chociaż na chwilę, zdecydowałby się zatrzymać i zobaczyć partię szachową? Ponieważ odpowiedź znów nie jest łatwa, postaram się towyjaśnić.
Pierwszym, co może przyciągnąć osobę dorosłą do szachownicy, jest chociażby zwykła ciekawość jego dziecka, siostrzeńca lub wnuka. Przecież chcąc pokazywać im, jak wygląda świat, nie powinno się w takiej sytuacji odmówić i omijać tej gry. Swoją drogą, czasami warto to zrobić dla własnego spokoju. Część z was może sobie teraz pomyśleć, że przecież nie każdego takie sytuacje spotkają. Przejdźmy może zatem do kolejnego przykładu.
Podejrzewam, że większości z was zdarzyło się być na zakupach w galerii handlowej. Gdy robimy takie zakupy w pojedynkę, można spróbować je przyspieszyć, ale gdy nie jesteśmy na nich sami, jest to znacznie trudniejsze. Często kierujemy wtedy wzrok na wszystko, co znajduje się wokół, by chociaż przez chwilę mógł odpocząć od widoku kolejnych ubrań, butów lub kosmetyków oglądanych przez przybyłą z nami osobę. W takiej sytuacji, gdy tuż obok rozgrywany jest turniej szachowy, człowiek z ogromną przyjemnością popatrzy na sześćdziesiąt cztery pola.
Kolejnym powodem przekonującym do przybycia w pobliże szachowych stolików jest tak zwana psychologia tłumu. Gdy podczas spaceru po parku zobaczymy duże zbiorowisko ludzi, nasze pierwsze skojarzenie podpowie nam, że coś się stało. Ciekawość wzrasta i nogi same prowadzą nas w to miejsce. Pragniemy przede wszystkim zobaczyć, co według pozostałych osób jest tak intrygujące i warte uwagi. I nawet jeśli nas to nie zaciekawi, to gdy już zbliżymy się do takiego tłumu, z grzeczności lub zwykłej przyzwoitości chociaż na chwilę przystaniemy, udając, że również jesteśmy zainteresowani tym, co się dzieje.
