9,99 zł
Holly przenosi się do posiadłości swojej przyjaciółki, aby uciec przed mężczyzną, który wysyła jej listy z pogróżkami. Kobiety wspólnie podejmują akcję ratunkową, mającą na celu sprowadzenie chorego i osamotnionego Ethana do przytulnej rezydencji Chloe.
Dzień przed Wigilią, Holly organizuje wielkie otwarcie swojego pubu. Pomaga jej w tym przystojny, lecz irytujący Baptiste, który, jak się okazuje, zna jej prześladowcę. Baptiste i Holly zaczynają planować zemstę na mężczyźnie.
Chloe próbuje zapomnieć o swoim smutku, skupiając się na sprawie Ethana. Razem chcą dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się Colinowi. Mimo, że w roli jego oprawcy policja widzi Ethana, Chloe zamierza udowodnić jego niewinność.
To trzecia część z serii „Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii".
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 60
Lilly Emme
Tłumaczenie Eliza Gryglewicz
Saga
Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii - część 3
Tłumaczenie Eliza Gryglewicz
Tytuł oryginału Jultrubbel i Snowdonia: 3
Język oryginału ze szwedzkiego
Zdjęcia na okładce: Shutterstock
Copyright © 2019, 2021 Lilly Emme i SAGA Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788726922868
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.
www.sagaegmont.com
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Płatki śniegu opadały powoli na maskę samochodu. Nie mogłam przestać wpatrywać się w wyryty przed chwilą krucyfiks. To było chore. Wiedziałam, że Wielebny Blade był niebezpieczny, ale w najgorszych koszmarach nie przypuszczałam, że jest do tego zdolny. Musiał już całkowicie stracić nad sobą kontrolę.
Podniosłam z chodnika białą kopertę i wróciłam z nią z powrotem do środka, po czym zamknęłam za sobą starannie drzwi.
– Co ci zostawił? – spytała Chloe. Odgarnęła długie włosy z twarzy i nachyliła się, żeby lepiej zobaczyć, co ze sobą przyniosłam.
– Siedź spokojnie, a ja założę ci bandaż – poleciła Lucy, sadzając Chloe na stołku.
– Przeczytajcie to na głos, chcę wiedzieć, co tam jest napisane – upominała się poszkodowana.
– To po prostu list. Nic więcej – stwierdziłam pozornie pewnym siebie głosem.
Lucy i Chloe wpatrywały się we mnie intensywnie, więc odwróciłam wzrok i spojrzałam przez okno. Na zewnątrz napadało bardzo dużo śniegu.
– Potrzebuję światła, żeby rozjaśnić to wnętrze – powiedziałam, jednocześnie kładąc dłoń na parapecie. – Chciałabym też kupić choinkę, mogłabym postawić ją w rogu sali. Muszę mieć prawdziwe drzewko. Myślisz, że dałoby się takie zamówić, Lucy?
– Holly, kochanie, czy widziałaś tu w Snowdonii coś sztucznego? Oczywiście, że załatwię ci choinkę – powiedziała właścicielka sklepu, po czym pożegnała się i wyszła z lokalu.
Gdy tylko opuściła pub, napełniłam szklankę wodą i wypiłam ją duszkiem.
– Miałam nadzieję, że uda mi się otworzyć tuż przed świętami Bożego Narodzenia – zaczęłam myśleć na głos. – Ale teraz już sama nie wiem, czy będę mieć do tego dość siły – kontynuowałam, patrząc na kopertę.
– To jasne, trzeba uruchomić pub jak najszybciej. Daj mi to! – powiedziała Chloe, prawie wyrywając mi z ręki list. – Co to ma znaczyć? – spytała, gdy tylko skończyła czytać.
– To są same bzdury... Nie ma się czym przejmować.
– Myślę, że to brzmi jak groźba – stwierdziła i przeczytała na głos treść wiadomości: „Jeśli kto bojaźni Pańskiej pilnie trzymać się nie będzie, wnet jego dom się obali .
Wzruszyłam ramionami, starając się pokazać, że właściwie nic mnie to nie obchodzi. Tak naprawdę było jednak zupełnie odwrotnie. Cała w środku aż trzęsłam się ze strachu. Byłam śmiertelnie przerażona, ale nie chciałam tego dać po sobie poznać. Nie wiedząc, co mam zrobić z rękami, wzięłam miskę z ciastem na pizzę i zerwałam folię, którą była przykryta. Nasypałam trochę mąki na stolnicę i zaczęłam wyrabiać zaczyn.
– Musisz zgłosić tego psychola funkcjonariuszom – powiedziała Chloe zdecydowanym tonem.
– Nie chcę mieszać w to policji – odpowiedziałam szybko.
Rozwałkowałam trzy kawałki ciasta, po czym wyjęłam z lodówki składniki na sos pomidorowy, które wczoraj sobie przygotowałam. W szklanej salaterce miałam przecier z marynowanych pomidorów, pieczoną paprykę, oliwę z oliwek, zmiażdżony czosnek i trochę soli. Wszystko to zblendowałam na gładką masę, następnie posmarowałam spody sosem, układając na nich plasterki salami, świeże pieczarki, mozarellę i grubą warstwę tartego sera cheddar. Na koniec dodałam trochę suszonych przypraw i pizza była gotowa do upieczenia.
– To już wszystko – powiedziałam, wycierając dłonie w fartuch. – Czas włożyć placek do pieca.
– Co zrobisz z listem? – zapytała Chloe.
– Jeszcze nie wiem. Myślę, że chyba nic. Wydaje mi się, ten sukinsyn próbuje przejąć kontrolę nad moim życiem. To nie pierwsza taka groźba, jeśli mam być szczera.
– O co tu właściwie chodzi? Kim on jest?
Włożyłam pizzę do pieca i zamknęłam drzwiczki.
– To mój były szef.
– Dlaczego cię śledzi i po co wyrył znak krzyża na twoim samochodzie?
– Uwziął się na mnie, gdy jeszcze razem pracowaliśmy. To i tak bardzo łagodne określenie tego, co tam przeszłam. On mnie z jednej strony nienawidzi, ale z drugiej chce, żebym mu uległa.
Wydawało mi się, że Chloe miała problem z przyswojeniem sobie tych wszystkich informacji. Bardzo dobrze ją rozumiałam. To brzmiało bardziej jak scenariusz filmu klasy B, a nie prawdziwe życie.
– Właśnie dlatego opuściłam Liverpool i przeprowadziłam się do Bach Tef Môr. Nigdy nie przypuszczałam, że mnie tutaj znajdzie.
– Jednak jakoś mu się to udało.
– Niestety, taka jest prawda.
– To nie pierwszy list z pogróżkami, jak rozumiem.
– Tak, to trwa już jakiś czas. Wcześniej kręcił się koło mojej chatki – powiedziałam beznamiętnie. – Cała ta sytuacja odbiera mi siły i chęci do życia.
– Dlaczego wysyła ci takie dziwne groźby?
– To są cytaty z Biblii. On jest księdzem.
– To raczej diabeł niż ksiądz – stwierdziła wyraźnie poruszona Chloe.
Po tej krótkiej rozmowie z moją nową przyjaciółką poszłam do Lucy, żeby zaprosić ją na lunch. Właśnie obsługiwała starszą kobietę w zielonym filcowym kapeluszu.
– Przyjdziesz na pizzę, jak będziesz wolna?
– Czy otwarła pani pizzerię? – zapytała klientka sklepu.
– Jeszcze nie, ale wkrótce zamierzam to zrobić. Tak naprawdę to będzie pub, w którym będzie można coś zjeść.
– Zapraszamy na uroczyste otwarcie dwudziestego trzeciego grudnia. Proszę również przyprowadzić swoich znajomych – dodała Lucy. – Pizze Holly są wyśmienite.
Gdy tylko kobieta wyszła ze sklepu, zwróciłam się do właścicielki: – Zupełnie sobie nie przypominam, żebym ustaliła datę otwarcia. Niezłe z ciebie ziółko.
– Tak, tak. Z taką przyjaciółką jak ja nie zginiesz – potwierdziła Lucy, kiwając głową. – Wiesz, kto to był?
– Nie.
– To Ysbail, przewodnicząca tutejszego Związku Tańców Holenderskich.
– Przewodnicząca czego?
– Tańce holenderskie są bardzo popularne w tej okolicy – powiedziała Lucy, wykonując kilka tanecznych ruchów. Aż huknęło, kiedy stuknęła obcasami o podłogę. – Coś w tym stylu – wydusiła z siebie, sapiąc przy tym głośno.
– A niech mnie, nie sądziłam, że masz takie talenty.
– Kiedyś wykonywano ten taniec z prawdziwą podkową przymocowaną do podeszwy.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
