Starzenie bez starości - Maddy Dychtwald, Kate Hanley - ebook + audiobook

Starzenie bez starości ebook i audiobook

Maddy Dychtwald, Kate Hanley

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Holistyczny plan, który pomoże ci zachować energię, zdrowie i radość życia na kolejne dekady

Kobiety stoją na czele rewolucji długowieczności i potrzebują zaufanego źródła wiedzy, które pomoże im nie tylko żyć dłużej, ale przede wszystkim dobrze funkcjonować w dojrzałym wieku.

  • Kobiety żyją średnio o pięć lat dłużej niż mężczyźni.
  • Pięćdziesięcioletnia kobieta ma przed sobą jeszcze około 35 lat życia.
  • Kobiety stanowią aż 80% stulatków – najszybciej rosnącej grupy populacji na świecie.

Statystyki pokazują, że dłuższe życie nie zawsze oznacza jego lepszą jakość. Ostatnie lata często upływają pod znakiem problemów zdrowotnych i przewlekłych dolegliwości. Tymczasem badania wskazują, że od 70 do 90% czynników wpływających na zdrowie i długowieczność zależy od stylu życia, a nie od genów. Mimo to wiele kobiet nie wykorzystuje możliwości, które mogłyby realnie wydłużyć życie i poprawić jego jakość.

Maddy Dychtwald, opierając się na aktualnych badaniach naukowych dotyczących starzenia się, długowieczności oraz wyzwań zdrowotnych kobiet, stworzyła kompleksowy plan holistyczny, który pomaga kobietom świadomie wpływać na kolejne dekady swojego życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 423

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 7 min

Lektor: Monika Wrońska

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Age­less Aging: A Woman’s Guide to Incre­asing Heal­th­span, Bra­in­span, and Life­span

Copy­ri­ght © 2024 by Maddy Dych­twald Copy­ri­ght © 2026 for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Alek­san­dra Żak

All rights rese­rved

Redak­torka ini­cju­jąca: Domi­nika Duda­rew-Osiecka Redak­cja: Kata­rzyna Nowa­kow­ska Korekta: Kata­rzyna Dzie­dzicka, Beata Wój­cik Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Joanna Kosk-Flor­czak Ilu­stra­cja na okładce: raw­pi­xel Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark). Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku. Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie pierw­sze War­szawa 2026 ISBN 978-83-8457-014-2

Dedykacja

Poko­le­niom wspa­nia­łych kobiet w mojej rodzi­nie: mojej mamie Sally, któ­rej już z nami nie ma, ale któ­rej głos wciąż szep­cze mi, że dam radę; mojej teścio­wej Pearl, któ­rej łaska­wość była dla mnie jak świa­tło latarni mor­skiej; mojej wspa­nia­łej córce Casey oraz syno­wej Fey­Fey, kobie­tom nie­zwy­kle mądrym, bystrym, życz­li­wym oraz pięk­nym cia­łem i duchem.

Wstęp. Twój bonus długowieczności

Wstęp

Twój bonus dłu­go­wiecz­no­ści

Ty, ja i cała ludz­kość jeste­śmy w trak­cie wiel­kiego skoku ku dłu­go­wiecz­no­ści. Mówiąc wprost: ludzie żyją dziś znacz­nie dłu­żej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej – zwłasz­cza my, kobiety – lecz nie­ko­niecz­nie jeste­śmy przy­go­to­wane na drogę, jaką jest dłuż­sze życie.

Mniej wię­cej do początku XX wieku więk­szość ludzi nie doży­wała sta­ro­ści, po pro­stu umie­rała wcze­śniej. Oczy­wi­ście byli tacy, któ­rzy żyli długo, ale sta­no­wili wyją­tek, nie regułę. U progu nowego stu­le­cia, w stycz­niu 1900 roku, prze­ciętny Ame­ry­ka­nin doży­wał czter­dzie­stu sied­miu lat. Pod koniec tego samego wieku śred­nia dłu­gość życia Ame­ry­ka­nina sko­czyła aż do sie­dem­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu lat – to ponad trzy dodat­kowe dekady. Pan­de­mia COVID-19 skró­ciła ten czas o mniej wię­cej dwa lata, ale prze­wi­duje się, że śred­nia dłu­gość życia w ciągu kolej­nych dwóch dekad wzro­śnie o kolejne pięć do dzie­się­ciu lat. A dzięki zbli­ża­ją­cym się licz­nym prze­ło­mom w medy­cy­nie, tech­no­lo­gii i bada­niach, które mogą zapo­bie­gać cho­ro­bom albo pro­wa­dzić do ich cofa­nia, liczba ta wzro­śnie pew­nie nawet bar­dziej, niż się prze­wi­duje. Nie­sa­mo­wite jest to, że stu­lat­ko­wie to naj­szyb­ciej rosnący seg­ment popu­la­cji świata.

Ta wia­do­mość ma szcze­gólne zna­cze­nie dla kobiet, bo śred­nio żyjemy o sześć lat dłu­żej niż męż­czyźni. Te dodat­kowe lata nazy­wam „bonu­sem dłu­go­wiecz­no­ści”. Tro­chę tak, jak­by­śmy wygrały los na lote­rii dłu­giego życia. Aż 80% osób po set­nym roku życia sta­no­wią dziś kobiety. Jest więc cał­kiem moż­liwe, że doży­jesz setki.

Ten bonus ma jed­nak pewną wadę, i to cał­kiem poważną. Według Judith Lor­ber i Lisy Jean Moore, auto­rek książki Gen­de­red Bodies. Femi­nist Per­spec­ti­ves, ist­nieje para­doks, w któ­rym męż­czyźni umie­rają mło­dziej, ale to kobiety wię­cej cho­rują. Czas zdro­wego życia – liczba lat, jaką prze­ży­wamy w dobrym zdro­wiu i wital­no­ści – w ogóle nie odpo­wiada naszej dłu­go­ści życia. Zwy­kle to kobiety więk­szość swo­ich ostat­nich lat spę­dzają w kiep­skiej kon­dy­cji (w prze­ci­wień­stwie do męż­czyzn), nawet jeśli weź­mie się poprawkę na ich dłuż­sze życie.

Ozna­cza to, że miliony kobiet spę­dzają ostat­nie lata życia, mie­rząc się z bólami, lecząc kolejne prze­wle­kłe cho­roby dege­ne­ra­cyjne: nowo­twory, cho­roby serca czy cukrzyce. Jed­nak zanim nadejdą ostat­nie lata ich życia, wiele czasu i ener­gii spę­dzą na oba­wach, że staną się cię­ża­rem dla rodziny, bo nie wie­dzą, czy oszczęd­no­ści wystar­czą na opiekę do końca ich dni.

Nie­stety tak wła­śnie zaczę­łam się czuć, kiedy prze­kro­czy­łam sześć­dzie­siątkę. Nagle poja­wił się okropny ból bio­der, w końcu tak dokucz­liwy, że po wielu latach aktyw­nego i zdro­wego życia zaczę­łam kuleć, przez co czu­łam się star­sza, niż byłam. Trudno mi było zna­leźć realne spo­soby na pora­dze­nie sobie z dole­gli­wo­ścią. Musiały mi wystar­czać leki prze­ciw­za­palne bez recepty, ale wie­dzia­łam, że to nie jest stra­te­gia na dłuż­szy czas. Eks­pe­ry­men­to­wa­łam z masa­żami, aku­punk­turą, lecze­niem oso­czem boga­to­płyt­ko­wym, nie­mal wszyst­kim, co legalne, z wyjąt­kiem opio­idów, nie­stety ulga przy­cho­dziła na krótko.

Mia­łam mroczne myśli, wyobra­ża­łam sobie wszyst­kie przy­gody, jakie miały mnie omi­nąć w kolej­nych latach życia – podróże z rodziną, wyma­ga­jące wycieczki gór­skie z przy­ja­ciółmi, zabawy na pod­ło­dze z wnu­kami (muszę tutaj dodać, że one ist­niały, i na­dal ist­nieją, tylko w mojej wyobraźni).

W końcu zroz­pa­czona uda­łam się na rezo­nans magne­tyczny. Obraz budził strach. W wyniku dys­pla­zji bio­der o pod­łożu gene­tycz­nym (o któ­rej nie wie­dzia­łam) tkanka chrzęstna wytarła się do tego stop­nia, że oba bio­dra dosłow­nie sty­kały się bez­po­śred­nio kośćmi. Z każ­dym moim ruchem kości tarły o sie­bie, coraz bar­dziej się uszka­dza­jąc i powo­du­jąc potworny ból. Nawet chi­rur­dzy byli zdzi­wieni tak skraj­nym przy­pad­kiem u osoby w moim wieku. (Mia­łam sześć­dzie­siąt osiem lat, kiedy się o tym dowie­dzia­łam – to jak na tę sytu­ację dość młodo).

Cho­dzi­łam po leka­rzach i sta­ra­łam się dowie­dzieć, jakie dzia­ła­nie będzie dla mnie wła­ściwe. W końcu zapy­ta­łam wybit­nego chi­rurga orto­pedę z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nii w San Fran­ci­sco, spe­cja­li­zu­ją­cego się w ope­ra­cjach bio­der, co by zro­bił na moim miej­scu. Odpo­wie­dział mi tak: „Zro­bił­bym ope­ra­cję obu bio­der naraz metodą dostępu przed­niego. Zro­bił­bym to u chi­rurga, który zaj­muje się wyłącz­nie ope­ra­cjami bio­der i spe­cja­li­zuje się w wymia­nie obu­stron­nej”. Zasto­so­wa­łam się do jego rady, ale u spe­cja­li­sty, któ­rego zna­la­złam, cze­kało się na zabieg trzy mie­siące. Co mia­łam robić w mię­dzy­cza­sie?

Kiedy popro­si­łam orto­pedę o rady na czas przed zabie­giem (co mogła­bym zro­bić, by radzić sobie z bólem, funk­cjo­no­wać i przy­go­to­wać się do uda­nej ope­ra­cji oraz rekon­wa­le­scen­cji), stwier­dził, żebym kupiła laskę. Myśla­łam, że żar­tuje, ale on mówił poważ­nie.

Czu­łam, że musi ist­nieć lep­sze roz­wią­za­nie. Więc zaczę­łam inten­syw­niej ćwi­czyć jogę i pila­tes, żeby wzmoc­nić mię­śnie tuło­wia. Poszpe­ra­łam i dowie­dzia­łam się, że mój ból potę­guje stan zapalny. Szu­ka­łam porad u kilku eks­per­tów, na przy­kład dok­tora Marka Hymana z kli­niki w Cle­ve­land i dok­tora Rudiego Tan­ziego z Uni­wer­sy­tetu Harvarda, któ­rzy zale­cili mi dietę prze­ciw­za­palną. Cho­ciaż wiele osób ze śro­do­wi­ska zwią­za­nego z medy­cyną kon­wen­cjo­nalną lek­ce­wa­żąco odno­siło się do takiej diety, uwa­ża­jąc ją za zwy­kłą modę albo zbyt duży trud, ja byłam gotowa spró­bo­wać wszyst­kiego. Wyklu­czy­łam nabiał, glu­ten i więk­szość cukru (to prze­ciw­za­palny spo­sób żywie­nia, który obec­nie coraz czę­ściej poleca się jako sprzy­ja­jący zdro­wiu mózgu do póź­nej sta­ro­ści). Tak naprawdę jedyną rze­czą, któ­rej nie wyklu­czy­łam, było wino – no bo przy­znajmy: przy­jem­nie jest cza­sem wie­czo­rem wypić kie­li­szek.

Może odma­wia­nie sobie tego wszyst­kiego wydaje się smut­nym spo­so­bem na życie, ale rezul­taty były wspa­niałe: po sze­ściu tygo­dniach cał­ko­wi­cie pozby­łam się bólu bio­der. Odzy­ska­łam swoje życie! Zasta­na­wia­łam się nawet nad rezy­gna­cją z ope­ra­cji, ale z trą­cymi o sie­bie kośćmi raczej nie mogła­bym liczyć na dłu­go­let­nie zdro­wie.

Na tym nie poprze­sta­łam. Roz­bu­do­wy­wa­łam swój plan przy­go­to­wa­nia do rekon­wa­le­scen­cji. Zaczę­łam zagłę­biać się w wie­dzę i odkry­łam prace pio­nie­rów, np. Peggy Hud­dle­ston, psy­cho­te­ra­peutki i badaczki, która pro­wa­dzi tre­ning uważ­no­ści w Szpi­talu Bri­gham w Bosto­nie. Dowie­dzia­łam się od niej, jak medy­ta­cja, afir­ma­cja oraz więzi z bli­skimi mogą pomóc mi zwięk­szyć odpor­ność i przy­spie­szyć powrót do zdro­wia. Dzięki temu utwier­dzi­łam się w prze­ko­na­niu, że ciało, umysł oraz dusza są ze sobą ści­śle powią­zane – zarówno w zdro­wiu, jak i w cho­ro­bie.

Kiedy w końcu wyko­nano mi ope­ra­cję obu bio­der, powrót do zdro­wia prze­biegł zadzi­wia­jąco szybko. W szpi­talu spę­dzi­łam zale­d­wie jedną noc, choć wcze­śniej sły­sza­łam, że potrzebne będą co naj­mniej trzy. Cho­dzi­łam – nawet po scho­dach – bez laski czy cho­dzika już po kilku dniach, cho­ciaż ostrze­gano mnie, że zanim będzie to moż­liwe, minie co naj­mniej kilka tygo­dni. W ciągu mie­siąca cał­ko­wi­cie wró­ci­łam do nor­mal­nej aktyw­no­ści. (Oczy­wi­ście mówię tu o swoim oso­bi­stym doświad­cze­niu, w wielu przy­pad­kach nawet naj­lep­sze przy­go­to­wa­nie przed ope­ra­cją może nie dać takiego rezul­tatu).

To tylko jeden z przy­kła­dów na to, że nasze ciało potrafi wró­cić do zdro­wia po ura­zie i cho­ro­bie – a nawet pod­nieść się po wyni­ka­ją­cym ze sta­rze­nia pogor­sze­niu stanu fizycz­nego oraz umy­sło­wego.

Kiedy piszę te słowa, mam sie­dem­dzie­siąt trzy lata i czuję się sil­niej­sza oraz odpor­niej­sza niż wtedy, gdy mia­łam lat sześć­dzie­siąt osiem, a nawet pięć­dzie­siąt osiem. Na­dal żywię się przede wszyst­kim prze­ciw­za­pal­nie, ale to nie zna­czy, że nie pozwa­lam sobie cza­sem na pizzę czy lody. Pozwa­lam sobie, ale kiedy to robię, wyraź­nie zwięk­sza się ból w sta­wach, a umysł nie działa tak spraw­nie, a to przy­po­mina mi, że warto wró­cić do spo­sobu żywie­nia, który się u mnie naj­le­piej spraw­dza.

To prze­ży­cie było tylko potwier­dze­niem cze­goś, co już wie­dzia­łam – zanim dobi­jesz do sie­dem­dzie­siątki, życie na pewno cię tro­chę spo­nie­wiera. Pew­nie i ty już to wiesz. Dobra wia­do­mość jest taka, że wszystko, co robisz, by jak naj­le­piej wyko­rzy­stać swój bonus na dłu­go­wiecz­ność, daje ci więk­szą odpor­ność, nie­za­leż­nie od tego, jakie kłody życie rzuci ci pod nogi.

DLACZEGO NAPISAŁAM TĘ KSIĄŻKĘ

Nie jestem kobietą, która mie­rzy się jedy­nie z wła­snym upły­wem czasu, bo od nie­mal czter­dzie­stu lat zaj­muję się bada­niami nad pro­ce­sami sta­rze­nia się i dłu­go­wiecz­no­ścią. W 1986 roku razem z mężem Kenem zało­ży­łam Age Wave – think tank i firmę dorad­czą, które od lat uzna­wane są za naj­waż­niej­sze w Ame­ryce Pół­noc­nej w zakre­sie sta­rze­nia, dłu­go­wiecz­no­ści oraz pro­ble­mów osób w wieku eme­ry­tal­nym. Choć nie jestem lekarką, dorad­czy­nią finan­sową ani ducho­wym guru (oczy­wi­ście w kwe­stiach zdro­wot­nych powin­naś pora­dzić się leka­rza, a w spra­wach inwe­sty­cyj­nych – doradcy finan­so­wego), to jestem liderką, pisarką, badaczką, eks­pertką nauk spo­łecz­nych, od lat gro­ma­dzącą infor­ma­cje na temat dłu­go­wiecz­no­ści i sta­rze­nia się w obsza­rach zdro­wia fizycz­nego, umy­sło­wego i emo­cjo­nal­nego, a także w zakre­sie stylu życia, finan­sów oraz eme­ry­tur. Dzięki pracy oraz oso­bi­stym doświad­cze­niom doszłam do prze­ko­na­nia, że to kobiety powinny stać na czele rewo­lu­cji dłu­go­wiecz­no­ści, zwłasz­cza że sta­ty­stycz­nie żyjemy dłu­żej. Jestem rów­nież prze­ko­nana, że im więk­szą wie­dzą dys­po­nu­jemy, tym łatwiej przej­mu­jemy ini­cja­tywę w podej­mo­wa­niu decy­zji i dzia­łań, które sprzy­jają lep­szemu zdro­wiu we wszyst­kich obsza­rach życia.

Przez wiele lat w Age Wave reali­zo­wa­li­śmy ważne bada­nia (choć nie były to bada­nia medyczne) z udzia­łem ponad 200 tysięcy ankie­to­wa­nych. Pro­wa­dzi­li­śmy rów­nież nie­zli­czone grupy foku­sowe na całym świe­cie, wywiady z wybit­nymi eks­per­tami, ana­li­zo­wa­li­śmy tysiące wyni­ków badań, arty­ku­łów i zbio­rów danych.

Moja praca w Age Wave zapew­nia mi bez­po­średni dostęp do naj­wy­bit­niej­szych bada­czy oraz uczo­nych z naj­róż­niej­szych dzie­dzin (mię­dzy innymi medy­cyny, psy­cho­lo­gii i geron­to­lo­gii), a także do kli­ni­cy­stów i eks­per­tów finan­so­wych. W tej książce podzielę się nie tylko ich zale­ce­niami dla pacjen­tów i klien­tów, ale też opo­wiem, co robią dla samych sie­bie oraz co szep­czą do ucha kobie­tom, na któ­rych im zależy: to będą ich oso­bi­ste recep­tury na dłuż­sze zdro­wie i życie.

W całej książce będę pole­cać wybrane pro­dukty i usługi, które mogą pomóc ci wcie­lić w życie zawarte tu infor­ma­cje – są to roz­wią­za­nia, z któ­rych sama korzy­stam lub które znam i któ­rym ufam. Muszę w tym miej­scu zazna­czyć, że w żaden spo­sób nie czer­pię korzy­ści ze sprze­daży tych pro­duk­tów.

DLACZEGO TA KSIĄŻKA JEST CI POTRZEBNA

Czas, byśmy my, kobiety, dowie­działy się, jak naj­le­piej dopa­so­wać dłu­gość zdro­wia do dłu­go­ści życia – tak aby dłu­go­wiecz­ność stała się dla nas darem, a nie prze­kleń­stwem. Możemy poka­zać światu, jak żyć długo i dobrze oraz co można osią­gnąć w tych dodat­ko­wych latach. Aby osią­gnąć ten cel, kobiety muszą zna­leźć się w cen­trum dys­ku­sji i aktyw­nie kształ­to­wać przy­szłość dłu­go­wiecz­no­ści. Kobiety mają realny wpływ na to, jak postrze­gamy dłu­go­wiecz­ność i sta­rze­nie się. Z powo­dze­niem mogą poka­zy­wać, co daje nam dłuż­sze życie, mogą rów­nież uczyć, jak podej­mo­wać kroki potrzebne do uni­ka­nia, opóź­nia­nia albo mini­ma­li­zo­wa­nia pogor­sze­nia stanu fizycz­nego i umy­sło­wego. Powszechne skutki sta­rze­nia są naj­więk­szymi wadami dłu­giego życia – to one czę­sto unie­moż­li­wiają nam pełne dostrze­że­nie korzy­ści dłu­go­wiecz­no­ści, takich jak nasza mądrość, doświad­cze­nie, odpor­ność psy­chiczna i dystans.

Jak możemy naj­le­piej wyko­rzy­stać bonus dłu­go­wiecz­no­ści i dawać przy­kład zdrow­szego, bar­dziej wital­nego sta­rze­nia się?

Ta książka pokaże ci, że masz zna­czący wpływ na dłu­gość zdro­wia swo­jego mózgu i reszty ciała, a być może także na dłu­gość życia – i pomoże ci wziąć za ten wpływ odpo­wie­dzial­ność.

Będziesz mogła stwo­rzyć swoją wła­sną holi­styczną recep­turę, która pokie­ruje twoją podróżą przez kolejne lata. To coś wię­cej niż tylko pod­stawy – podej­ście, które tutaj opi­suję, uwzględ­nia wza­jemne powią­za­nia mię­dzy cia­łem, umy­słem i duszą; mię­dzy naszym zdro­wiem a poczu­ciem celu; mię­dzy dobro­sta­nem finan­so­wym a zdro­wiem umy­sło­wym oraz fizycz­nym. Prze­cież poszcze­gólne aspekty two­jego życia nie są zamknięte w oddziel­nych pojem­ni­kach. Jeśli za mało się ruszasz, twoje zdro­wie psy­chiczne i sen mogą ucier­pieć. Jeśli nie dosy­piasz, twój ape­tyt i hor­mony mogą się roz­re­gu­lo­wać. Jeśli mar­twisz się o pie­nią­dze, może to nega­tyw­nie wpły­nąć na twoje zdro­wie fizyczne i umy­słowe. Można też spoj­rzeć na te fakty z opty­mi­stycz­nej per­spek­tywy: kiedy zaczniesz dbać o jeden aspekt swo­jego życia, inne praw­do­po­dob­nie także się popra­wią – fala ponie­sie wszyst­kie łódki.

JAK KORZYSTAĆ Z TEJ KSIĄŻKI

Już po kilku tygo­dniach możesz odczuć korzy­ści z nowego podej­ścia do życia. Te szyb­kie zwy­cię­stwa mogą cię zmo­ty­wo­wać, by przeć dalej, podej­mo­wać kolejne kroki, które pomogą ci wydłu­żyć zdro­wie, a może także życie. W każ­dym roz­dziale przed­sta­wiam prak­tyczne wska­zówki, tech­niki i triki, które podzie­li­łam na kate­go­rie odpo­wia­da­jące pozio­mowi doświad­cze­nia. Wiele z nich jest łatwych do zasto­so­wa­nia, bez pono­sze­nia dodat­ko­wych kosz­tów. Zawar­łam także wska­zówki pod hasłem „zrób tę jedną rzecz”, byś wie­działa, jaki jest naj­prost­szy krok, mogący wywrzeć naj­więk­szy wpływ na roz­po­czę­cie pro­cesu zmian.

Wiem, że kształ­to­wa­nie nowych nawy­ków i doda­wa­nie kolej­nych jest trudne. Pod­po­wia­dam, jak dosto­so­wać swój plan dzia­ła­nia do tego, co jest dla cie­bie teraz moż­liwe – i jak go potem roz­bu­do­wy­wać. Dobra wia­do­mość jest taka, że zmiany, któ­rych możesz doświad­czyć, zaj­mu­jąc się tymi obsza­rami swo­jego życia, nie zacho­dzą liniowo, ale sko­kowo. Ozna­cza to, że każda zmiana, którą wpro­wa­dzisz, da ci wię­cej ener­gii i inspi­ra­cji do doko­na­nia kolej­nej, i jesz­cze jed­nej. W końcu im więk­sza liczba sta­ran­nie dobra­nych skład­ni­ków two­jej recep­tury, tym smacz­niej­sze i bar­dziej sycące będzie przy­rzą­dzone przez cie­bie danie.

Nie­za­leż­nie od tego, na jakim eta­pie podróży przez życie teraz jesteś, ni­gdy nie jest za późno, by zain­we­sto­wać w swój dobro­stan albo stwo­rzyć sie­bie na nowo. Moż­liwe, że z upły­wem czasu twoje życie będzie się sta­wało coraz lep­sze, zwłasz­cza jeśli będziesz dostrze­gać, że bonus dłu­go­wiecz­no­ści może ozna­czać drogę w górę, a nie po równi pochy­łej. Ruszajmy zatem razem.

Część I. Nowa długowieczność

Część I

Nowa dłu­go­wiecz­ność

1. Napić się ze źródła wiecznej młodości

1

Napić się ze źró­dła wiecz­nej mło­do­ści

Ter­min age­less aging („sta­rze­nie bez sta­ro­ści”) uku­łam w latach 90. XX wieku, gdy wystę­po­wa­łam gościn­nie w spa Gol­den Door. Prze­ma­wia­łam tam do grupy kobiet na sta­no­wi­skach kie­row­ni­czych pod­czas wyjazdu mają­cego pomóc im się zre­lak­so­wać i spoj­rzeć na przy­szłość w nie­sza­blo­nowy spo­sób. Wtedy uwa­żało się, że osoba po pięć­dzie­siątce czy sześć­dzie­siątce, a zwłasz­cza kobieta, lata świet­no­ści ma już za sobą. Chcia­łam, by te kobiety wie­działy, że nie musi tak być. Teraz to samo mówię tobie.

Co dokład­nie mam na myśli, gdy mówię o sta­rze­niu bez sta­ro­ści? Gdy myślimy o sło­wie „sta­rość”, to natych­miast przy­cho­dzi nam do głowy „nie­ra­dość” – ale prze­cież możemy sta­rzeć się ina­czej. Choć nie spra­wisz, że Zie­mia prze­sta­nie się obra­cać, a czas upły­wać, to możesz zmi­ni­ma­li­zo­wać nega­tywne skutki biegu czasu i zde­cy­do­wać, że nie pozwo­lisz, by twój chro­no­lo­giczny wiek oraz ste­reo­typy doty­czące sta­rze­nia się ogra­ni­czały cie­bie albo twoje wybory. Dzięki wie­dzy, dzia­ła­niu i odro­bi­nie szczę­ścia możesz mak­sy­mal­nie zwięk­szyć korzy­ści pły­nące z dłu­go­wiecz­no­ści, a także zmi­ni­ma­li­zo­wać – być może nawet unik­nąć – wiele jej wad. Cho­dzi o te, które czę­sto uzna­jemy za nie­unik­nione: utratę pamięci, spraw­no­ści, zdro­wia i rado­ści życia.

Nie­ważne, ile masz lat, wciąż masz przed sobą wiele do prze­ży­cia. Mak­sy­malne wyko­rzy­sta­nie pozo­sta­łego ci czasu wymaga przy­go­to­wa­nia – fizycz­nego, umy­sło­wego, emo­cjo­nal­nego i ducho­wego. Naj­now­sza prze­ło­mowa wie­dza naukowa doty­cząca dłu­go­wiecz­no­ści rów­nież może być bar­dzo pomocna – zwłasz­cza bada­nia kon­cen­tru­jące się na kobie­tach.

Pamię­tam, że kiedy mia­łam dwa­dzie­ścia kilka lat, pró­bo­wa­łam się prze­bić jako aktorka w Los Ange­les. Ule­ga­łam wów­czas tok­sycz­nemu lękowi przed sta­rze­niem – lękowi, który prze­ni­kał (i na­dal prze­nika) całe Hol­ly­wood. Posta­no­wi­łam więc wydać pie­nią­dze na drogą maseczkę u der­ma­to­loga. Spe­cja­listka, która wyko­ny­wała mój magiczny zabieg, powie­działa mi coś, co zapa­dło mi w pamięć: ludzie są jak spor­towe samo­chody – trzeba tan­ko­wać wła­ściwe paliwo, odpo­wied­nio się ser­wi­so­wać i regu­lar­nie jeź­dzić na prze­gląd, żeby nie wylą­do­wać na wysy­pi­sku.

Nie byłam zachwy­cona porów­ny­wa­niem sie­bie do samo­chodu, ale to, co powie­działa, wydało mi się logiczne. Nie można lek­ce­wa­żyć licz­nych form ruty­no­wej kon­ser­wa­cji, któ­rych potrze­bują pojazdy, i ocze­ki­wać, że samo­chód będzie dobrze jeź­dził – czy nawet w ogóle jeź­dził – przez wiele kolej­nych dekad. Ow­szem, Fordy, Hondy i Sub­aru są zbu­do­wane tak, by prze­je­chać po kil­ka­set tysięcy kilo­me­trów, ale tylko jeśli będziemy pamię­tać o wymia­nie oleju, rota­cji opon, wymia­nie fil­trów, pasków i wszyst­kiego, co się robi pod­czas regu­lar­nych prac kon­ser­wa­cyj­nych aut. To samo doty­czy też cie­bie. Nie możesz ocze­ki­wać, że będziesz dyna­miczna, pełna życia i zdrowa po osiem­dzie­siątce, dzie­więć­dzie­siątce i póź­niej, jeśli nie będziesz robić tego, czego potrze­buje ciało – zwłasz­cza kobiece – by dzia­łać jak naj­le­piej.

Od razu jed­nak chcę pod­kre­ślić, że abso­lut­nie nie oce­niam tego, co ty, ani kto­kol­wiek inny, podej­mu­jesz, aby sta­rzeć się bez sta­ro­ści. Mam zna­jome, które pod­dały się naj­róż­niej­szym liftin­gom czy nacią­ga­niu skóry i wyglą­dają fan­ta­stycz­nie, co mnie bar­dzo cie­szy (a cza­sem nawet budzi zazdrość). Nasze spo­soby na radze­nie sobie z zewnętrz­nymi prze­ja­wami dłu­go­wiecz­no­ści sta­no­wią pewne spek­trum. Nie­które kobiety z dumą obno­szą się z siwymi wło­sami i zmarszcz­kami, to dla nich prze­jaw sta­tusu osoby doj­rza­łej, i to rów­nież mnie bar­dzo cie­szy. Inne decy­dują się popra­wić fizyczne objawy sta­rze­nia: far­bują włosy, pod­dają się natu­ral­nym i/lub chi­rur­gicz­nym zabie­gom, na które je stać i któ­rych się nie oba­wiają. I to także jest w porządku. Nie­za­leż­nie od tego, w któ­rym punk­cie spek­trum się znaj­du­jesz, jesteś tu mile widziana. Ale to tylko wygląd – zewnętrzny aspekt rów­na­nia – jakim jest sta­rze­nie bez sta­ro­ści. W tej książce mniej uwagi poświę­cam fizycz­nemu wyglą­dowi, a wię­cej wydłu­że­niu zdro­wia mózgu i reszty ciała, a być może nawet samego życia. Dzięki temu twój fizyczny wygląd też na pewno się poprawi. Prawda jest taka, że jeśli chcesz się cie­szyć swoim bonu­sem dłu­go­wiecz­no­ści, nie wystar­czy być jedy­nie dobrej myśli ani wie­rzyć, że znaj­dziesz magiczny suple­ment, lek czy kura­cję upięk­sza­jącą. Na dro­dze życia jest zbyt wiele dziur i wybo­jów, zwłasz­cza dla kobiet po pięć­dzie­siątce. Sta­rze­nie bez sta­ro­ści to zde­cy­do­wa­nie coś wię­cej niż wygląd, a dąże­nie do niego o wiele bar­dziej zmieni twoje życie.

PRZYGOTOWANIE DO DROGI, KTÓRA CIĘ CZEKA

Założę się, że jako kobieta po czter­dzie­stce, pięć­dzie­siątce, sześć­dzie­siątce czy sie­dem­dzie­siątce doświad­czy­łaś momentu oświe­ce­nia, kiedy dotarło do cie­bie, że twoje życie wcale się nie koń­czy. Może dla­tego, że czy­ta­łaś w mediach o dłu­go­wiecz­no­ści. Może dla­tego, że doży­łaś swo­jego obec­nego wieku i rozu­miesz, że wcale nie jesteś „stara” w tra­dy­cyj­nym zna­cze­niu tego słowa.

Może zasta­na­wiasz się, czy będziesz miała potrzebną siłę fizyczną, umy­słową, emo­cjo­nalną, duchową i zasoby finan­sowe, a także wital­ność, by spro­stać cze­ka­ją­cym cię wyzwa­niom. Pew­nie zda­rzają ci się też chwile, gdy oba­wiasz się pogor­sze­nia zdro­wia lub skur­cze­nia zaso­bów finan­so­wych (to uza­sad­nione obawy; wię­cej na ten temat już nie­długo). Ale skoro już jesteś w tym momen­cie swo­jego życia – może zbiegł się on z chwilą, gdy z domu wypro­wa­dzają się dzieci, może z jakimś innym koń­cem lub nowym począt­kiem, czy to w sfe­rze zawo­do­wej, czy rela­cji – wresz­cie dostrze­gasz, że masz czas. Nie tylko czas do zapeł­nie­nia jakimś hobby, choć hobby to świetna sprawa, lecz także czas na speł­nia­nie marzeń, tych już ist­nie­ją­cych lub zupeł­nie nowych.

Prawda jest taka, że skoro wszy­scy żyjemy dziś śred­nio dłu­żej, także ty możesz żyć jesz­cze długo po osiem­dzie­siątce czy dzie­więć­dzie­siątce, może nawet ponad sto lat. I cho­ciaż masz już połowę życia za sobą, to możesz mieć przed sobą jesz­cze całe dekady.

Oczy­wi­ście ta moż­li­wość jest eks­cy­tu­jąca, jed­nak budzi też nie­mały lęk.

Może zada­jesz sobie pyta­nia:

Co powin­nam jeść, jak ćwi­czyć, jakie triki zdro­wotne sto­so­wać, jak pie­lę­gno­wać rela­cje, by moja ogólna odpor­ność i siła były jak naj­lep­sze?

Jakie kroki mogę teraz pod­jąć, by utrzy­mać mózg w dobrej kon­dy­cji, może nawet zapo­biec demen­cji (lub przy­naj­mniej ją opóź­nić)?

Jak przy­go­to­wać się do mie­rze­nia się z nie­prze­wi­dzia­nymi życio­wymi sytu­acjami: pro­ble­mami zdro­wot­nymi, utratą mał­żonka czy bli­skiej osoby, opieką nad kimś bli­skim?

Jak mogę unik­nąć bycia cię­ża­rem dla rodziny i bli­skich?

Jak mogę się upew­nić, że będę miała finan­sowy spo­kój do końca dłu­giego życia?

Jak mam odkryć (albo odkryć na nowo) poczu­cie celu, by jak naj­le­piej wyko­rzy­stać lata, które mam przed sobą?

KOBIETY I DŁUGOWIECZNOŚĆ

Jed­nym z waż­nych tema­tów naszych cza­sów jest to, że sto­imy u progu rewo­lu­cji dłu­go­wiecz­no­ści, do któ­rej ni­gdy wcze­śniej nie doszło. Co wię­cej, rewo­lu­cja ta doty­czy przede wszyst­kim kobiet, bo żyją one o sześć lat dłu­żej niż męż­czyźni. (Uważa się, że klu­czową rolę odgrywa tu estro­gen obecny w kobie­cym ciele, ponie­waż sprzyja on eks­pre­sji genów zwią­za­nych z dłu­go­wiecz­no­ścią i pro­duk­cją enzy­mów anty­ok­sy­da­cyj­nych, które mogą chro­nić nas przed szko­dli­wym wpły­wem sta­nów zapal­nych – choć oczy­wi­ście ochrona ta zanika po meno­pau­zie). Jed­nak, jak już pokrótce wspo­mnia­łam we wstę­pie, korzyść ta wiąże się też z jedną dużą wadą: jak podaje Glo­bal Health Obse­rva­tory, nale­żące do Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia, prze­ciętna kobieta w USA spę­dzi ostat­nich dwa­na­ście lat życia, mie­rząc się z kaskadą pro­ble­mów zdro­wot­nych. To połą­cze­nie dłuż­szego życia z gor­szym zdro­wiem nazywa się dziś powszech­nie para­dok­sem płci i zdro­wia1.

Innymi słowy, dłu­gość naszego zdro­wia nie jest zestro­jona z dłu­go­ścią życia. Pew­nie się domy­ślasz, że to może ozna­czać więk­sze ogra­ni­cze­nia w aktyw­no­ściach, w któ­rych uczest­ni­czysz na co dzień. Możesz zacząć wyda­wać wię­cej pie­nię­dzy na opiekę zdro­wotną, przez co oszczęd­no­ści – które i tak muszą star­czyć nam na dłu­żej niż męż­czy­znom, skoro dłu­żej żyjemy – zostają dodat­kowo zmniej­szone.

Poja­wia się zatem kolejne pyta­nie: skoro kobiety żyją dłu­żej niż męż­czyźni, dla­czego tak znaczną część dys­ku­sji o dłu­go­wiecz­no­ści pro­wa­dzą męż­czyźni? Naj­wyż­szy czas, by kobiety uznały ten temat za swój i stały się pio­nier­kami dłu­go­wiecz­no­ści, prze­tarły szlak do sta­rze­nia bez sta­ro­ści. Dłu­gie życie to przy­wi­lej, jakiego wielu ludzi nie ma szansy doświad­czyć. Te z nas, które taką szansę mają, powinny to zaak­cep­to­wać i napi­sać sce­na­riusz na nowo.

Jed­nym z naj­waż­niej­szych punk­tów wyj­ścia jest zmiana wła­snej postawy wzglę­dem dłuż­szego życia i sta­rze­nia się.

AGEIZM UKRYTY NA WIDOKU

Kolejne zagro­że­nie dla dłu­go­ści życia w zdro­wiu wiąże się z naszą postawą wobec „izmu”, któ­remu poświęca się zbyt mało uwagi: age­izmu, czyli poglądu, że osoby star­sze są w jakiś spo­sób gor­sze od młod­szych – mniej witalne, mniej bystre, mniej sprawne, mniej cenne. Marc Fre­ed­man, przed­się­biorca z misją spo­łeczną, nie­dawno opi­sał mi age­izm w spo­sób bar­dzo trafny i dobitny: „wie­kowy apar­theid”.

Więk­szość z nas, czę­sto pod­świa­do­mie, zin­ter­na­li­zo­wała ste­reo­typy doty­czące tego, co zna­czy być sta­rym. Mamy wiele nega­tyw­nych zało­żeń, zwłasz­cza doty­czą­cych kobiet. Bada­nia poka­zują, że w spo­łe­czeń­stwie kobie­tom wcze­śniej niż męż­czy­znom przy­kleja się łatkę „sta­rych” i czę­ściej ma to nega­tywny wydźwięk, pod­czas gdy w przy­padku męż­czyzn, szcze­gól­nie na rynku pracy, wiek staje się syno­ni­mem sta­tusu i wpły­wów2.

Age­izm w znacz­nym stop­niu pro­gra­mo­wany jest przez kul­turę popu­larną. Cho­ciaż zro­bi­li­śmy duże postępy w repre­zen­ta­cji róż­nych ras, orien­ta­cji sek­su­al­nych, toż­sa­mo­ści płcio­wych i osób o róż­nym stop­niu spraw­no­ści fizycz­nej, ludzie starsi wciąż są nie­stety za słabo repre­zen­to­wani. Być może jest to ostatni akcep­to­wany „izm”. Jak mówi Nadia Tuma-Weldon, wice­pre­ze­ska wyko­naw­cza i glo­balna liderka w fir­mie McCann World­group oraz wice­pre­ze­ska wyko­naw­cza Truth Cen­tral, glo­bal­nej insty­tu­cji ana­li­tycz­nej: „Wiek to ostat­nia gra­nica, o któ­rej się nie mówi. Wciąż w porządku jest igno­ro­wa­nie osób star­szych, a nawet naśmie­wa­nie się z nich”. Oto jeden z przy­kła­dów: firmy odzie­żowe zaczęły korzy­stać z usług modeli poka­zu­ją­cych wszyst­kie rodzaje syl­we­tek i odcie­nie skóry. Jedną cechą stałą jest jed­nak to, że wszy­scy ci modele są zazwy­czaj mło­dzi.

Oprah Win­frey, która w momen­cie, gdy to piszę, ma sześć­dzie­siąt dzie­więć lat, pod­kre­śla: „Żyjemy w kul­tu­rze ogar­nię­tej obse­sją na punk­cie mło­do­ści, która wciąż stara się nam wmó­wić, że jeśli nie jeste­śmy mło­dzi i nie pro­mie­nie­jemy, i nie jeste­śmy sek­sowni, to się nie liczymy”. Dok­tor Imani Woody, uznana w całym kraju liderka w tema­cie sta­rze­nia, mówi o wyma­zy­wa­niu i twier­dzi, że jest to dla niej gor­sze doświad­cze­nie niż to, co prze­żyła jako ciem­no­skóra kobieta i jako les­bijka. A prze­cież przy­na­leż­ność do tych grup nie­raz wiąże się z poważ­nymi prze­szko­dami.

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że nasza kul­tura wciąż pre­fe­ruje mło­dość, co w dużym stop­niu przy­czy­nia się do naszych lęków przed sta­rze­niem, a także uprze­dze­niami wzglę­dem sta­rze­nia. Nie zro­zum mnie źle: mło­dość ma wiele wspa­nia­łych zalet. Podob­nie jak wszystko inne, ma też pewne wady: impul­syw­ność, słab­sza wie­dza o sobie, mniej­sza samo­świa­do­mość, trud­ność ze spoj­rze­niem z szer­szej per­spek­tywy – to jedne z naj­waż­niej­szych.

Cho­ciaż nasza kul­tura kształ­tuje nasze poglądy zwią­zane ze sta­rze­niem, to każdy z nas pomaga w utrwa­la­niu age­izmu zarówno w świe­cie, jak i we wła­snym umy­śle. Jeśli zda­rzyło ci się powie­dzieć: „Ale ze mnie bab­cia” albo „Jestem za stara, żeby się zmie­nić”, albo „Ja się już nowych sztu­czek nie nauczę”, to star­szy wiek odbie­rasz jako swego rodzaju sła­bość. Jeśli zda­rzyło ci się patrzeć w lustro i drżeć na widok siwego włosa, zmarszczki czy obwi­słej skóry, to jest to kolejny prze­jaw two­jego lęku przed sta­rze­niem się i nega­tyw­nych myśli o wieku.

Przy­znaję, że sama uczest­ni­czę w age­izmie. Za każ­dym razem, gdy wygła­szam pre­zen­ta­cję, mówię słu­cha­czom, ile mam lat. Robię to po to, by poka­zać, jak może wyglą­dać osoba mająca sie­dem­dzie­siąt trzy lata: może być witalna i pełna ener­gii, wyko­ny­wać zna­czącą pracę, reali­zo­wać życiowy cel. Jed­nak rów­no­cze­śnie odwo­łuję się w ten spo­sób do ste­reo­ty­po­wego obrazu kobiety w moim wieku, tego, jak powinna wyglą­dać i się zacho­wy­wać. Age­izm jest w nas bar­dzo mocno zako­rze­niony i pod wie­loma wzglę­dami ukryty na widoku.

Nie cho­dzi o to, że źle jest mówić innym, ile ma się lat. Kiedy roz­ma­wia­łam z Ash­ton Apple­white, akty­wistką dzia­ła­jącą prze­ciw age­izmowi, autorką książki This Chair Rocks. A Mani­fe­sto Aga­inst Age­ism, powie­działa mi: „Ważne, by przy poda­wa­niu swo­jego wieku zara­zem prze­ciw­sta­wić się kono­ta­cjom, jakie nasza kul­tura przy­pi­suje tej licz­bie”. Jed­nak każda z nas ma wła­sną rze­czy­wi­stość i czuje się kom­for­towo z czymś innym – a my musimy to zro­zu­mieć. Apple­white opowie­działa mi o prze­mó­wie­niu na temat age­izmu, jakie wygło­siła na początku 2010 roku dla grupy kobiet w Beverly Hills. „Zasu­ge­ro­wa­łam, by każda osoba, która ma jakieś pyta­nie, powie­działa, ile ma lat. Orga­ni­za­torka wyda­rze­nia stwier­dziła: «Słonko, to jest Beverly Hills. Trzeba by było wzy­wać karetki»”. Apple­white się zaśmiała, a orga­ni­za­torka dodała: „Ty nie rozu­miesz. Gdy­bym nie far­bo­wała wło­sów, stra­ci­ła­bym pracę, a mam dzieci do utrzy­ma­nia”.

Moja roz­mów­czyni sko­men­to­wała: „Od tam­tej pory ostroż­niej for­mu­łuję swoje uwagi. Każda z nas, kobiet, musi podej­mo­wać takie decy­zje sama, we wła­snym tem­pie, i przede wszyst­kim nie możemy się nawza­jem oce­niać”.

ILE LAT SOBIE DAJESZ?

Popu­larne mity i ste­reo­typy zwią­zane z tym, że nasza war­tość spada z wie­kiem, w rze­czy­wi­sto­ści są wła­śnie mitami i ste­reo­ty­pami. My, kobiety, z upły­wem lat nie musimy sta­wać się kru­che, bez­bronne i scho­rzałe, naszym prze­zna­cze­niem nie jest też izo­la­cja spo­łeczna oraz odsta­wie­nie na boczny tor. I przede wszyst­kim same musimy w to uwie­rzyć.

Dolly Par­ton powie­działa kie­dyś: „Nie myślę o swoim życiu w kate­go­riach liczb. Ni­gdy nie będę stara, bo nie mam czasu na sta­rość”. Bada­nia poka­zały, że nasze utrwa­lone ste­reo­ty­powe prze­ko­na­nia o wieku chro­no­lo­gicz­nym mogą wpły­wać na to, jak się sta­rze­jemy, a nawet na to, na ile lat wyglą­damy, jak się czu­jemy i zacho­wu­jemy, przez co wiele z nas (tak jak Dolly) czuje, że te wyobra­że­nia nas ogra­ni­czają.

Dok­tor Becca Levy, geron­to­lożka z Yale, prze­pro­wa­dziła obszerne bada­nia doty­czące tego, jak prze­ko­na­nia o wieku wpły­wają na zdro­wie, a jej wnio­ski są naprawdę fascy­nu­jące. Naj­więk­szy szok wywo­łuje chyba wynik bada­nia prze­pro­wa­dzo­nego w 2002 roku, w któ­rym przez dwa­dzie­ścia lat obser­wo­wano osoby po pięć­dzie­siątce w małym mie­ście w Ohio: wśród osób, które pozy­tyw­nie patrzyły na sta­rze­nie, mediana prze­ży­cia była o 7,5 roku dłuż­sza niż wśród tych, które widziały sta­rość w czar­nych bar­wach. Levy pisze: „Naj­waż­niej­szym czyn­ni­kiem deter­mi­nu­ją­cym dłu­go­wiecz­ność – waż­niej­szym od płci, sta­tusu mająt­ko­wego, pocho­dze­nia spo­łecz­nego, samot­no­ści czy funk­cjo­nal­nego zdro­wia – jest to, jak ludzie myślą o pode­szłym wieku i jak do niego pod­cho­dzą”3.

Bada­nia Levy poka­zują, że pozy­tywne postrze­ga­nie pro­cesu sta­rze­nia oraz moż­li­wo­ści ludzi star­szych – w tym swo­ich wła­snych – może pomóc zapo­bie­gać wielu pro­ble­mom, któ­rych szcze­gól­nie się boimy w dłu­gim życiu. Takie podej­ście o połowę obniża ryzyko pro­ble­mów z ukła­dem krą­że­nia (nie­wy­dol­no­ści serca, zawału, udaru)4, pomaga się uchro­nić przed cho­ro­bami psy­chicz­nymi, takimi jak depre­sja czy stany lękowe5, sprzyja szyb­szemu powro­towi do zdro­wia po okre­sach nie­spraw­no­ści6, a nawet obniża ryzyko alzhe­imera7. A co naj­lep­sze, bada­nia te poka­zują, że ni­gdy nie jest za późno, by sko­ry­go­wać swój pogląd na sta­rze­nie i spoj­rzeć na nie bar­dziej pozy­tyw­nie.

Jeśli się zasta­na­wiasz, czy może masz jakieś nega­tywne wyobra­że­nia o sta­rze­niu, Levy stwo­rzyła krótki quiz on-line, który pomaga poznać wła­sny spo­sób myśle­nia o oso­bach star­szych. Zaj­rzyj na https://becca-levy.com. Roz­wiąż go, by oce­nić, czy patrzysz na sta­rze­nie w spo­sób pozy­tywny, czy nega­tywny, i porów­naj swoje wyniki z innymi uczest­ni­kami.

Nie tylko Levy wraz z zespo­łem bada­czy odkry­wają moc pozy­tyw­nego – lub nega­tyw­nego – myśle­nia oraz jego wpływ na zdro­wie i dłu­gość życia. Rodząca się dzie­dzina gero­nauki poka­zuje, że jest wię­cej czyn­ni­ków, nad któ­rymi masz kon­trolę, a które wpły­wają na to, jak się sta­rze­jesz. Wśród nich można wymie­nić na przy­kład iden­ty­fi­ko­wa­nie się z okre­ślo­nym wie­kiem chro­no­lo­gicz­nym, nie­za­leż­nie od fak­tycz­nie prze­ży­tych lat.

Kiedy kore­ań­scy bada­cze wyko­nali rezo­nans magne­tyczny u grupy kobiet i męż­czyzn po czter­dzie­stce, prze­ko­nali się, że osoby utoż­sa­mia­jące się jako młod­sze mają znacz­nie wię­cej sub­stan­cji sza­rej w mózgu w porów­na­niu z tymi, któ­rych subiek­tywny wiek odpo­wia­dał wie­kowi chro­no­lo­gicz­nemu8. (Sub­stan­cja szara, zwłasz­cza jej zewnętrzne war­stwy, pełni funk­cje zwią­zane z per­cep­cją, prze­twa­rza­niem doznań zmy­sło­wych, zdol­no­ścią do myśle­nia i rozu­mo­wa­nia; odgrywa też rolę w pamięci. Czę­sto kur­czy się ona u osób cho­ru­ją­cych na alzhe­imera).

Innymi słowy to, na ile lat się czu­jemy, ma wpływ na nasze ciało. Może czas, żeby­śmy prze­stały uwa­żać swój wiek za prawdę abso­lutną. Jako kul­tura zmie­ni­li­śmy nasze spoj­rze­nie na płcie: dostrze­gli­śmy, że coś, co od dawna uwa­ża­li­śmy za rzecz bio­lo­gicz­nie stałą, jest kon­struk­tem spo­łecz­nym, więc możemy też zacząć dostrze­gać, że tak samo jest z wie­kiem chro­no­lo­gicz­nym. Face­book zmie­nił menu roz­wi­jane do wska­za­nia płci, żeby użyt­kow­nicy mogli wybrać z pięć­dzie­się­ciu dwóch róż­nych toż­sa­mo­ści płcio­wych, a nie­długo może będziemy mogli wybie­rać z opcji takich jak: „mam pięć­dzie­siąt sześć lat, ale czuję się na trzy­dzie­ści pięć”. Nie jest to wcale tak nie­re­ali­styczne, jak się wydaje: Emile Ratel­band, holen­der­ski poli­tyk, oso­bo­wość tele­wi­zyjna i coach, uznał, że roz­dź­więk mię­dzy jego wie­kiem chro­no­lo­gicz­nym, bio­lo­gicz­nym i psy­cho­lo­gicz­nym jest tak duży, że w 2018 roku, kiedy miał sześć­dzie­siąt dzie­więć lat, zło­żył wnio­sek do sądu, by obni­żono jego wiek o dwa­dzie­ścia lat (wnio­sek odrzu­cono). W wywia­dzie dla „Washing­ton Post” Ratel­band wyja­śnił: „Podej­mu­jemy wła­sne decy­zje co do tego, czy zmie­nimy imię, a nawet płeć. Ja czuję, że mój umysł i ciało są w wieku około czter­dzie­stu–czter­dzie­stu pię­ciu lat”. Chcia­ła­bym, żeby boha­terką tego przy­kładu była kobieta, ale i tak na pewno rozu­miesz, o co cho­dzi: upływ czasu jest nie­unik­niony, ale to, jak zmie­niamy się fizycz­nie, umy­słowo i emo­cjo­nal­nie, nie musi podą­żać tym samym torem co czas.

Zro­zu­mie­nie tego, że to, co jesz oraz jak ćwi­czysz, może pomóc sta­rzeć się bez sta­ro­ści, to jedno, ale świa­do­mość, że twoja postawa wobec samego sta­rze­nia i to, jak staro się czu­jesz, ma tak wielki wpływ na twoje zdro­wie fizyczne, to coś cał­kiem innego. Pod­su­mo­wu­jąc, mamy więk­szą kon­trolę nad tym, jak się sta­rze­jemy (mamy wię­cej narzę­dzi pozwa­la­ją­cych nam na to wpły­nąć) niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej.

Jed­nym z naj­lep­szych punk­tów wyj­ścia pozwa­la­ją­cych zacząć się sta­rzeć bez sta­ro­ści jest zmiana wła­snej per­spek­tywy: zre­zy­gnuj z utar­tego myśle­nia, że pięć­dzie­siąt, sześć­dzie­siąt czy nawet sie­dem­dzie­siąt lat to wiek, po któ­rym już nic cię nie czeka, prze­stań sobie wma­wiać, że jesteś za stara na różne rze­czy.

Zbie­ra­jąc infor­ma­cje do tej książki, mia­łam przy­jem­ność i przy­wi­lej roz­ma­wiać z wie­loma kobie­tami, które mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stują swój bonus dłu­go­wiecz­no­ści – pierw­sza na liście jest DeEtte Sauer. DeEtte była córką alko­ho­li­ków, wycho­wała się w śro­do­wi­sku Caju­nów w Baton Rouge w Luizja­nie, gdzie picie, pale­nie, jedze­nie i „pozwa­la­nie, by dobre chwile pły­nęły” (ais­sez les bon temps rouler, jak to mówią w Luizja­nie) było spo­so­bem na życie. Oboje z mężem byli uza­leż­nieni od alko­holu, ale w końcu zerwali z nało­giem – tyle że w zasa­dzie zastą­pili go uza­leż­nieniem od papie­ro­sów i niko­tyny. Jako czter­dzie­sto­kil­ku­latka DeEtte wypa­liła ostat­niego papie­rosa i kolejny raz zmie­niła uza­leż­nienie na nowe. (Stra­ciła też naj­star­szą córkę w wypadku samo­cho­do­wym – to pew­nie w każ­dym wywo­ła­łoby chęć, by się znie­czu­lić). Tym razem uza­leż­niła się od jedze­nia. „Prze­sta­łam pić jako trzy­dzie­sto­dzie­wię­cio­latka i pęcz­nia­łam aż do czter­dzie­stu sze­ściu lat” – opo­wia­dała mi. „Uwiel­biam goto­wać, ale przy­rzą­dza­łam nie to, co powin­nam”. Nie poma­gały spo­tka­nia w kościele. „Skład­kowe kola­cje, poranne pączki przed mszą spra­wiały, że jedze­nie tego, co nie­zdrowe, wyda­wało się czymś cał­kiem nor­mal­nym”. W końcu mąż wyznał DeEtte, że nie czuje już do niej pociągu. „On jest tak­tow­nym męż­czy­zną, który od początku mnie ubó­stwiał. To mnie zdru­zgo­tało”.

Zdru­zgo­tało ją, a potem zain­spi­ro­wało. DeEtte wró­ciła na stu­dia, ukoń­czyła die­te­tykę i tera­pię uza­leż­nień, a potem wyko­rzy­stała wie­dzę, by pora­dzić sobie z wła­snym nało­giem. Zaczęła czy­tać wszyst­kie dostępne tek­sty o zdro­wiu, w tym pracę Dana Buet­t­nera o nie­bie­skich stre­fach – miej­scach na świe­cie, gdzie żyje naj­wię­cej stu­lat­ków. Roz­po­częła pracę w szpi­talu, gdzie uczyła stra­te­gii kon­troli wagi.

Następ­nie DeEtte zaczęła wię­cej ćwi­czyć – na początku zało­żyła grupkę spa­ce­rową ze zna­jo­mymi z sąsiedz­twa, a potem, kiedy dzięki temu zyskała wię­cej ener­gii, cho­dziła na siłow­nię z mężem. (Tak, po tam­tej roz­mo­wie pozo­stali mał­żeń­stwem, cho­ciaż przez parę mie­sięcy byli w sepa­ra­cji). Przez kilka lat jeź­dziła na rowerku i bie­gała na bieżni, ale któ­re­goś dnia zoba­czyła na siłowni ulotkę, że powstaje dru­żyna pły­wacka. Pomy­ślała: „Może mogła­bym brać udział w takich zawo­dach”. Jaki był pro­blem? Nie taki, że miała wtedy pięć­dzie­siąt osiem lat. Tylko taki, że nie umiała pły­wać.

DeEtte tak wspo­mina pierw­szy poranny tre­ning: „Czu­łam się upo­ko­rzona, bo wszy­scy byli o dzie­sięć czy pięt­na­ście lat młodsi, a ja nie umia­łam nawet prze­pły­nąć basenu”. Pró­bo­wała powie­dzieć dwu­dzie­sto­dwu­let­niej tre­nerce, że to był błąd, ale ona nie chciała tego słu­chać. „Sta­nęła tuż przede mną i rzu­ciła: «Nie gadaj bzdur, tylko rób, co ci powiem. Jesteś silna, nauczę cię». I nauczyła”.

Po bli­sko trzech mie­sią­cach pły­wa­nia DeEtte przy­stą­piła do pierw­szych zawo­dów. Prze­grała, ale też pobiła swój oso­bi­sty rekord. „Woła­łam: «Hura, hura, hura», gdy w tym samym momen­cie kobieta, która mnie poko­nała, spy­tała: «Czemu się tak cie­szysz? Byłaś strasz­nie wolna»”. DeEtte posta­no­wiła, że ten komen­tarz będzie dla niej moty­wa­cją. Na pewno ucie­szy cię wia­do­mość, że póź­niej poko­nała tę kobietę wiele razy – i została wie­lo­krotną meda­listką mistrzostw senio­rów.

Może wydaje się, że to wymaga dużo wysiłku i dys­cy­pliny, może się zasta­na­wiasz, czy jesteś na coś takiego gotowa, ale DeEtte cho­dziło tak naprawdę o zna­le­zie­nie cze­goś, co ją cie­szyło. Tak, wła­śnie cie­szyło.

Tak świet­nie się bawi, kiedy pływa, że poranne tre­ningi nazywa „zabawą przed zaję­ciem się życiem”. Opo­wiada: „Chi­chramy się, żar­tu­jemy, wygłu­piamy jak dzie­ciaki”. Ener­gia, jaką daje jej pły­wa­nie – towa­rzy­stwo, osią­gnię­cia, spraw­ność fizyczna – napę­dza ją do pracy wolon­ta­riuszki: lek­cji czy­ta­nia dla dzieci zagro­żo­nych wyklu­cze­niem spo­łecz­nym.

Ten­den­cja zwyż­kowa w życiu DeEtte zaczęła się od zdrow­szego odży­wia­nia. Jedna zmiana otwo­rzyła drzwi do kolej­nej. Dzięki temu teraz, kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej, mówi: „Osiem­dzie­siąty rok mojego życia był naj­lep­szym, jaki prze­ży­łam: popły­nę­łam w mistrzo­stwach senio­rów, gdzie star­tuje dwa­na­ście tysięcy spor­tow­ców z róż­nych dys­cy­plin. Zdo­by­łam wię­cej zło­tych medali niż kto­kol­wiek inny. Ni­gdy w życiu nie byłam tak szczę­śliwa”.

Gdyby DeEtte została na dro­dze, na któ­rej była jako trzy­dzie­sto- i czter­dzie­sto­latka, pew­nie ni­gdy nie doży­łaby osiem­dzie­siątki, a już na pewno nie zosta­łaby świa­to­wej klasy pły­waczką, podej­mu­jącą się w życiu naj­róż­niej­szych aktyw­no­ści. Nie było dla niej za późno na zmiany, które pomo­gły jej sta­rzeć się bez sta­ro­ści. A ja mam nadzieję, że i dla cie­bie nie jest za późno.

NAUKA O STARZENIU

Sta­rze­nie to pro­ces, który trwa całe życie: zaczyna się w łonie matki i trwa do momentu, gdy umie­ramy. Pewne prze­wi­dy­walne zmiany zacho­dzą na pozio­mie komór­ko­wym i mole­ku­lar­nym u ludzi żyją­cych dłu­żej. Te mecha­ni­zmy sta­rze­nia nie tylko poma­gają nam zro­zu­mieć, dla­czego im jeste­śmy starsi, tym więk­szą mamy skłon­ność do cho­rób, ale też poka­zują, jak możemy korzyst­nie wpły­nąć na sam pro­ces sta­rze­nia. Korzy­sta­jąc z mecha­ni­zmów sta­rze­nia jako wska­zó­wek, naukowcy szu­kają obec­nie lekarstw na cho­roby zwią­zane z wie­kiem, a nawet – jak mówi wielu eks­per­tów od dłu­go­wiecz­no­ści – poten­cjal­nego lekar­stwa na samo sta­rze­nie. (Zga­dza się – ist­nieje grupa naukow­ców i myśli­cieli, któ­rzy postrze­gają samo sta­rze­nie jako cho­robę, którą można ule­czyć).

Kiedy roz­ma­wia­łam z dok­to­rem medy­cyny Jame­sem Kir­klan­dem, dyrek­to­rem Cen­trum Badań nad Sta­rze­niem przy Mayo Cli­nic, wyja­śnił, że możemy mieć realny wpływ na mecha­ni­zmy sta­rze­nia. Co wię­cej, powie­dział on: „Odkry­li­śmy, że kiedy zaj­mu­jemy się jed­nym [mecha­ni­zmem sta­rze­nia], to wpły­wamy zwy­kle na wszyst­kie pozo­stałe”.

Jeśli tak jak ja chcesz zro­zu­mieć dane naukowe zwią­zane z tym, co się dzieje w ciele, oto krótki opis mecha­ni­zmów sta­rze­nia, na które naukowcy pró­bują pozy­tyw­nie wpły­nąć:

Sene­scen­cja komó­rek.

Jed­nym z mecha­ni­zmów sta­rze­nia, o któ­rych wiemy od dawna, jest ist­nie­nie komó­rek sene­scent­nych – takich, które już się nie dzielą, ale nie umie­rają. W nor­mal­nych warun­kach układ odpor­no­ściowy oczysz­cza z nich orga­nizm, ale pro­ces usu­wa­nia spo­wal­nia, gdy wraz ze sta­rze­niem i w wyniku róż­nych cho­rób takich komó­rek poja­wia się wię­cej. Pewna liczba komó­rek sene­scent­nych jest nor­malna, a nawet korzystna (nie­któ­rzy bada­cze podają teo­rię, że komórki sene­scentne wytwa­rzają czyn­niki, które wywo­łują poród u cię­żar­nych kobiet), ale kiedy się gro­ma­dzą i nie są usu­wane – co się czę­sto zda­rza, gdy żyjemy dłu­żej – to przy­czy­niają się do sta­nów zapal­nych i wielu innych pro­cesów zwią­za­nych ze sta­rze­niem.

Skró­ce­nie albo dys­funk­cja telo­me­rów.

W 1982 roku Eli­za­beth Black­burn z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nii w San Fran­ci­sco oraz Jack Szo­stak z Uni­wer­sy­tetu Harvarda odkryli telo­mery, wyspe­cja­li­zo­wane struk­tury zbu­do­wane z mate­riału gene­tycz­nego i bia­łek, znaj­du­jące się na koń­cach chro­mo­so­mów. Są jak pla­sti­kowe osłonki na sznu­ro­wa­dłach. Za każ­dym razem, gdy komórka się dzieli, telo­mery stają się odro­binę krót­sze. Kiedy robią się bar­dzo krót­kie albo docho­dzi do dys­funk­cji, komórka prze­staje się dzie­lić i umiera albo staje się sene­scentna.

Uszko­dze­nie DNA.

Twój mate­riał gene­tyczny ulega uszko­dze­niu pod wpły­wem dzia­ła­nia pro­duk­tów ubocz­nych nor­mal­nych pro­ce­sów komór­ko­wych, a także wpływu śro­do­wi­ska (pro­mie­nio­wa­nia pod­czas lotów samo­lo­tem, metali cięż­kich przyj­mo­wa­nych z jedze­niem czy suple­men­tami).

Dys­re­gu­la­cja epi­ge­ne­tyczna.

Ist­nieje wiele związ­ków che­micz­nych i bia­łek wią­żą­cych się z DNA – czyli twoim epi­ge­no­mem – i mają­cych wpływ na to, który gen jest włą­czany albo wyłą­czany. W miarę sta­rze­nia zmiany epi­ge­ne­tyczne włą­czają zwy­kle coraz wię­cej złych genów, czyli takich sprzy­ja­ją­cych sta­nom zapal­nym, a wyłą­czają wię­cej dobrych genów, takich jak te, które hamują powsta­wa­nie nowo­two­rów.

Spa­dek wydaj­no­ści

mito­chon­driów.

Mito­chon­dria to orga­nella znaj­du­jące się wewnątrz komó­rek, pro­du­ku­jące ener­gię potrzebną do napę­dza­nia wielu funk­cji w twoim ciele. Z cza­sem te gene­ra­tory ener­gii stają się coraz mniej wydajne.

Kur­cze­nie się

puli komó­rek macie­rzy­stych.

Komórki macie­rzy­ste odgry­wają ważną rolę w napra­wie i rege­ne­ra­cji ciała. Z upły­wem lat zmniej­sza się ich liczba, mogą też muto­wać, co nega­tyw­nie wpływa na ich funk­cjo­no­wa­nie.

Gli­ka­cja

. Zacho­dzi ona, kiedy czą­steczka cukru wiąże się z biał­kiem albo tłusz­czem, a powstałe w ten spo­sób koń­cowe pro­dukty gli­ka­cji mogą się gro­ma­dzić z upły­wem lat i przy­czy­niać do zmarsz­czek, kata­rakt, miaż­dżycy i alzhe­imera (wła­śnie dla­tego tak ważne jest świa­dome pod­cho­dze­nie do spo­ży­cia cukru).

Inne pro­cesy komór­kowe

– w tym komu­ni­ka­cja wewnątrz­ko­mór­kowa, wyczu­wa­nie skład­ni­ków odżyw­czych i utrzy­ma­nie pra­wi­dło­wej rów­no­wagi bia­łek w komór­kach – pogar­szają się z wie­kiem w spo­sób prze­wi­dy­walny.

Jak widzisz, aspekt fizyczny sta­rze­nia to poważna sprawa. Mówię o tych opi­sa­nych przez naukę mecha­ni­zmach sta­rze­nia, żebyś wie­działa, z czym się mie­rzysz – nie możesz po pro­stu liczyć, że sta­rość cię nie dopad­nie. Tego, w jaki spo­sób możesz pozy­tyw­nie wpły­nąć na te pro­cesy, dowiesz się wła­śnie z tej książki.

Trzy rodzaje sta­rze­nia

Żeby naprawdę otwo­rzyć się na wszystko, czym może być sta­rze­nie bez sta­ro­ści, ważne jest, by zro­zu­mieć trzy rodzaje sta­rze­nia.

Sta­rze­nie chro­no­lo­giczne jest naj­bar­dziej oczy­wi­stą formą sta­rze­nia, to ono pozo­staje nie­za­leżne od naszych zachcia­nek, pra­gnień i odkryć. Wpływa na nie wyłącz­nie upływ czasu. Codzien­nie sta­jemy się o jeden dzień starsi. Nie jeste­śmy w tym osa­mot­nieni: to samo doty­czy drzew, żab, a nawet słońca. Pro­ste.

Sta­rze­nie psy­cho­lo­giczne to nor­malny pro­ces roz­woju emo­cjo­nal­nego, jest to doj­rze­wa­nie wyni­ka­jące z róż­nych życio­wych doświad­czeń. W całym tym pro­cesie – cza­sem łatwym, cza­sem peł­nym wyzwań – zmie­niamy i rene­go­cju­jemy nasze prze­ko­na­nia, prio­ry­tety, moty­wu­jące nas pasje; w tym pro­cesie roz­wi­jają się w nas korzystne cechy psy­cho­lo­giczne: odpor­ność emo­cjo­nalna, dystans, pew­ność sie­bie, wie­dza, może nawet mądrość.

Jeśli cho­dzi o ogólny kon­tekst sta­rze­nia, to o sta­rze­niu psy­cho­lo­gicz­nym zwy­kle myśli się jako o doświad­cze­niu pozy­tyw­nym, osoby naj­doj­rzal­sze psy­cho­lo­gicz­nie uważa się za „mądre”. Zwy­kle nazwa­nie kogoś doj­rza­łym jak na swoje lata to kom­ple­ment ozna­cza­jący, że jest to osoba o nie­zwy­kłej mądro­ści.

Sta­rze­nie fizyczne czy też bio­lo­giczne to chyba ten rodzaj sta­rze­nia, na który cie­szymy się naj­mniej (w każ­dym razie po tym, jak już mamy za sobą wiek, który otwiera nam drogę do wol­no­ści: na przy­kład daje moż­li­wość pro­wa­dze­nia samo­chodu czy zakupu alko­holu). Więk­szość z nas myśli o sta­rze­niu fizycz­nym jako o stra­cie – stra­cie zdro­wia, sek­su­al­nego wigoru, płod­no­ści, piękna, koor­dy­na­cji, siły, war­to­ści i wital­no­ści. Ponie­waż są to cechy, które dla więk­szo­ści z nas są cenne oraz pożą­dane, to myśl o ich utra­cie budzi w nas lęk i nie­po­kój.

Sta­rze­nie fizyczne/bio­lo­giczne to też miara zdol­no­ści naszego ciała do funk­cjo­no­wa­nia, bar­dzo wpły­wają na nie dieta, ćwi­cze­nia, a także inne decy­zje zwią­zane ze sty­lem życia. Możesz chro­no­lo­gicz­nie mieć pięć­dzie­siąt cztery lata, ale pod wzglę­dem bio­lo­gicz­nym być star­sza, mniej wię­cej w tym samym wieku albo młod­sza.

Spo­wol­nie­nie, a nawet cof­nię­cie pro­cesu sta­rze­nia bio­lo­gicz­nego to klu­czowy ele­ment sta­rze­nia bez sta­ro­ści – to oddzie­le­nie wieku chro­no­lo­gicz­nego od ogól­nej kon­dy­cji fizycz­nej. To wydłu­że­nie okresu zdro­wia i dopa­so­wa­nie go do dłu­go­ści życia, tak żebyś miała ener­gię, pasję i wital­ność pozwa­la­jące ci mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stać bonus dłu­go­wiecz­no­ści. Na przy­kład kiedy spraw­dzi­łam swój wiek bio­lo­giczny (testem ana­li­zu­ją­cym mój epi­ge­nom), wyno­sił on pięć­dzie­siąt dwa lata. W momen­cie bada­nia mia­łam chro­no­lo­gicz­nie sie­dem­dzie­siąt dwa lata. Nie muszę chyba doda­wać, jaką satys­fak­cję czu­łam z pozy­tyw­nych efek­tów dzia­łań, jakie pod­ję­łam, by sta­rzeć się bez sta­ro­ści. Jeśli mnie się udało, uda się też tobie!

PRZEJMIJ KONTROLĘ NAD MECHANIZMAMI STARZENIA

Obec­nie, dzięki szybko rosną­cemu zain­te­re­so­wa­niu tema­tem, naukowcy, leka­rze i insty­tu­cje badaw­cze coraz czę­ściej postrze­gają sta­rze­nie jako coś ela­stycz­nego, na co można wpły­nąć, spo­wol­nić, może nawet odwró­cić. Na przy­kład od wielu dzie­się­cio­leci wiemy, że ogra­ni­cze­nie liczby kalo­rii wydaje się wydłu­żać życie i spo­wal­niać sta­rze­nie bio­lo­giczne (pierw­sze bada­nie na zwie­rzę­tach, jakie pozwo­liło to udo­ku­men­to­wać, opu­bli­ko­wano w 1935 roku). Potem w latach 90. XX wieku mikro­bio­lożka Cyn­thia Kenyon pod­wa­żyła prze­ko­na­nie, że sta­rze­nie jest nie­unik­nio­nym i nie­od­wra­cal­nym pro­ce­sem, kiedy odkryła, że jedna muta­cja gene­tyczna może znacz­nie wydłu­żyć życie nicieni. Wów­czas firmy zaczęły prze­ści­gać się w opra­co­wy­wa­niu pro­duk­tów zwal­cza­ją­cych sta­rze­nie oraz cho­roby i dole­gli­wo­ści poja­wia­jące się wraz z wydłu­że­niem życia.

Prze­ło­mowa praca Kenyon dopro­wa­dziła do gorączki badań nad dłu­go­wiecz­no­ścią na całym świe­cie. Jak mówi zało­ży­cielka firmy Lon­ge­vity Fund, Laura Deming, bada­cze sta­rają się „roz­pra­co­wać, jakiego rodzaju uszko­dze­nia kumu­lują się z wie­kiem, jak cof­nąć pro­ces aku­mu­la­cji, a także szu­kają w ludz­kim orga­ni­zmie prze­łącz­ni­ków, które mogą wydłu­żać życie”. Dodam, że – co istotne – bada­cze odkry­wają kolejne spo­soby na wydłu­że­nie naszego zdro­wia, a wiele wska­zó­wek, tech­nik oraz prak­tyk, jakie do tej pory zna­leźli, opi­szę w tej książce.

ŻEGNAJ, REGUŁO 70/30, NIE BĘDZIEMY TĘSKNIĆ

Kiedy patrzymy przez pry­zmat mecha­ni­zmów sta­rze­nia, to sta­rze­nie fizyczne oka­zuje się skom­pli­ko­wa­nym pro­ce­sem zuży­cia róż­nych ele­men­tów. Wiemy dziś, że każdy z nas może wpły­nąć na tempo, w jakim docho­dzi do zuży­cia naszego wła­snego orga­ni­zmu. Jesz­cze przed pra­cami Cyn­thii Kenyon powszech­nie zakła­dano, zarówno w nauce, jak i w medy­cy­nie, że cho­ciaż styl życia odgrywa rolę w sta­rze­niu oraz zdro­wiu, to zde­cy­do­wa­nie waż­niej­sze są geny. Cho­dzi mi o nie­gdy­siej­szą regułę 70/30, tzn. 70% sta­rze­nia i dłu­go­wiecz­no­ści miały deter­mi­no­wać geny, a zale­d­wie 30% – styl życia i czyn­niki śro­do­wi­skowe.

W 1998 roku zało­że­nie to zostało defi­ni­tyw­nie oba­lone dzięki waż­nym odkry­ciom sieci badań nad sta­rze­niem fun­da­cji MacAr­thur (to ini­cja­tywa, w któ­rej mul­ti­dy­scy­pli­narny zespół bada­czy z róż­nych insty­tu­cji zaj­muje się naj­pil­niej­szymi wyzwa­niami naszych cza­sów) – naukowcy z tej grupy stwier­dzili, że 70% naszego zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści pozo­staje zde­cy­do­wa­nie pod naszą kon­trolą, bo wiąże się z naszym sty­lem życia i śro­do­wi­skiem, a zale­d­wie 30% kon­tro­lują geny. Jak powie­dział dok­tor John W. Rowe, dyrek­tor ini­cja­tywy i zało­ży­ciel Wydziału Badań nad Sta­rze­niem przy Szkole Medycz­nej Uni­wer­sy­tetu Harvarda: „Ludzie są w znacz­nym stop­niu odpo­wie­dzialni za to, jak się sta­rzeją”.

Od tam­tej pory odkry­li­śmy, że jest to jesz­cze praw­dziw­sze, niż sądzi­li­śmy na początku: naukowcy suge­ro­wali, że tak naprawdę pro­por­cje wyno­szą 80/20 na korzyść stylu życia i śro­do­wi­ska. Póź­niej jesz­cze bar­dziej zmie­niono ten wynik: nale­żąca do Google’a firma bio­tech­no­lo­giczna Calico Labs, zaj­mu­jąca się bada­niami nad pro­ce­sami bio­lo­gicz­nymi mają­cymi wpływ na sta­rze­nie i dłu­gość życia w celu odkry­cia i opra­co­wa­nia inter­wen­cji, które pozwolą ludziom żyć dłu­żej i zdro­wiej, stwier­dziła nie­dawno, że aż 90% zależy od stylu życia i czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych, a zale­d­wie 10% od genów. Takie wyniki mi się podo­bają.

To naprawdę wszystko zmie­nia. Decy­zje zwią­zane ze sty­lem życia oka­zują się naj­waż­niej­szym narzę­dziem w naszym przy­bor­niku sta­rze­nia bez sta­ro­ści. Oczy­wi­ście ta idea nie jest nowa: od dawna sły­szymy hasła w stylu „Ruch to zdro­wie” albo „Jesteś tym, co jesz”. Róż­nica polega na tym, że dziś mamy szybko rosnący zbiór danych nauko­wych pod­kre­śla­ją­cych, jak ważne są nasze wybory, a także które z nich dają naj­lep­sze rezul­taty.

Obec­nie rozu­miemy, że praw­dziwa moc stylu życia tkwi w epi­ge­ne­tyce, czyli w tym, które geny ule­gają eks­pre­sji, a które nie. A decy­zje, jakie podej­mu­jemy każ­dego dnia, wpły­wają na twój epi­ge­nom. Roz­ma­wia­łam z dok­to­rem Ste­phe­nem Kopec­kym, kar­dio­lo­giem z Mayo Cli­nic, auto­rem książki Live Youn­ger Lon­ger oraz entu­zja­stycz­nym pro­pa­ga­to­rem dzia­łań pro­fi­lak­tycz­nych, i powie­dział tak: „Oka­zuje się, że dobry styl życia włą­cza dobre geny, a wyłą­cza złe. Zatem nawet ludzie mający złe geny mogą obni­żyć ryzyko zawału serca i przed­wcze­snej śmierci o 75–80%”. Twój styl życia nie pozbawi cię pre­dys­po­zy­cji do jakiejś cho­roby – to kwe­stia genów. Ale na pewno może to ryzyko obni­żyć – to epi­ge­ne­tyka. Zatem przyj­rzyjmy się temu, jak decy­zje zwią­zane ze sty­lem życia wpły­wają na praw­do­po­do­bień­stwo pro­ble­mów ze zdro­wiem.

OCEŃ, CO ROBISZ, BY STARZEĆ SIĘ BEZ STAROŚCI

Mak­sy­malne opóź­nia­nie pro­ce­sów sta­rze­nia to nie tylko kwe­stia wie­dzy o tym, jakie drobne i więk­sze decy­zje mają na nie wpływ, ale także umie­jęt­ność wyko­rzy­sty­wa­nia tej wie­dzy w codzien­nym życiu. To kolejny krok, z któ­rym wiele kobiet ma wielki pro­blem. Nazy­wam to luką mię­dzy inten­cją a dzia­ła­niem. Pozwól, że wyja­śnię. W bada­niu prze­pro­wa­dzo­nym w 2020 roku przez Age Wave dowie­dzie­li­śmy się, że więk­szość kobiet dobrze wie, jakie zmiany w stylu życia mogą wpły­nąć na wydłu­że­nie ich zdro­wia, ale nie zawsze wcie­lają te infor­ma­cje w życie. Oka­zało się, że 93% kobiet po pięć­dzie­sią­tym roku życia rozu­mie, jakie pod­sta­wowe dzia­ła­nia powinny pod­jąć, by na dłu­żej zacho­wać zdro­wie, ale zale­d­wie 53% fak­tycz­nie je reali­zuje. Nie cho­dzi zatem tylko o to, co wiesz (albo czego się dowiesz z tej książki); naj­waż­niej­sze jest to, co robisz.

Dla mnie jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów na zmo­ty­wo­wa­nie się do dzia­ła­nia oraz pie­lę­gno­wa­nie nowych nawy­ków i postaw jest powie­dze­nie sobie wprost, co teraz robię, a czego nie. Stwo­rzy­łam ten pro­sty test z pomocą eks­per­tów i na pod­sta­wie kra­jo­wych zale­ceń, by pomóc ci szybko się prze­ko­nać, które dzia­ła­nia mogą nega­tyw­nie wpły­wać na dłu­gość two­jego zdro­wia – opi­sa­łam je jako „przy­spie­sza­cze sta­ro­ści” – a także które nawyki mogą wydłu­żyć twoje zdro­wie – to „spo­wal­nia­cze sta­ro­ści”.

Aby oce­nić, ile robisz już teraz, by sta­rzeć się bez sta­ro­ści, czyli wydłu­żyć okres swo­jego zdro­wia i dopa­so­wać go do dłu­go­ści życia, zaznacz każdą czyn­ność, którą robisz regu­lar­nie. Bądź szczera! I zazna­czaj ołów­kiem – może po skoń­czo­nej lek­tu­rze książki wró­cisz do tego miej­sca, żeby znów zro­bić test. Wów­czas zauwa­żysz, ile znacz­ków prze­nie­sie się z kolumny przy­spie­sza­czy sta­rze­nia do kolumny spo­wal­nia­czy. Spraw­dze­nie, gdzie jesteś w danym momen­cie, pomoże ci okre­ślić wła­sne postępy, jed­nak wtedy, kiedy dodasz do swo­jej recep­tury wię­cej sprzy­ja­ją­cych zdro­wiu skład­ni­ków.

Krok pierw­szy: Postaw krzy­żyk (ołów­kiem) przy każ­dej czyn­no­ści, którą wyko­nu­jesz regu­lar­nie.

Przy­spie­sza­cze sta­rze­nia

Spo­wal­nia­cze sta­rze­nia

[_] Sypiam mniej niż 7 godzin dzien­nie

[_] Pozwa­lam sobie na co naj­mniej 7 godzin snu

[_] Regu­lar­nie budzę się w nocy dwa razy lub czę­ściej

[_] Regu­lar­nie czuję, że dobrze spa­łam

[_] Cały dzień (lub dłu­żej) nie podej­muję aktyw­no­ści fizycz­nej

[_] Co naj­mniej 5 razy w tygo­dniu wyko­nuję umiar­ko­wane ćwi­cze­nia przez 30 minut

[_] Palę papie­rosy lub e-papie­rosy

[_] Regu­lar­nie pod­no­szę cię­żary

[_] Piję wię­cej niż jeden napój alko­ho­lowy dzien­nie

[_] Regu­lar­nie ćwi­czę uważ­ność (medy­tuję, tre­nuję jogę lub tai-chi, modlę się)

[_] Sie­dzę mini­mum 3 godziny bez wsta­wa­nia

[_] Wstaję z pozy­cji sie­dzą­cej mniej wię­cej co godzinę

[_] Jem sło­dy­cze (ciastka, cia­sta, lody, batony, cukierki)

[_] Chęć na słodki smak zaspo­ka­jam owo­cami i/lub ciemną cze­ko­ladą

[_] Jem pokarmy sma­żone albo gril­lo­wane

[_] Uni­kam pokar­mów sma­żo­nych albo gril­lo­wa­nych

[_] Przez cały dzień nie zja­dam ani jed­nego świe­żego warzywa ani owocu

[_] Codzien­nie jem zie­lone liścia­ste warzywa, warzywa kapustne, warzywa o inten­syw­nych bar­wach

[_] Jem wyso­ko­prze­two­rzoną żyw­ność

[_] Jem głów­nie żyw­ność nie­prze­two­rzoną

[_] Piję napoje gazo­wane albo soki owo­cowe

[_] Piję codzien­nie około 33 ml wody na kilo­gram masy ciała

[_] Piję słodką kawę albo her­batę

[_] Piję nie­sło­dzoną kawę albo her­batę

[_] Jem prze­two­rzone mięso: kieł­basy, boczek, parówki

[_] Jem tłu­ste ryby, np. łoso­sia

[_] Jem tuż przed poło­że­niem się spać

[_] Jem kiszonki

[_] Patrzę w ekrany aż do momentu, gdy położę się spać

[_] Spę­dzam co naj­mniej 30 minut na świe­żym powie­trzu

[_] Czuję się umiar­ko­wa­nie lub sil­nie zestre­so­wana

[_] Spę­dzam czas z przy­ja­ciółmi

[_] Prze­by­wam w domu, nie mam kon­taktu z ludźmi

[_] Dzia­łam jako wolon­ta­riuszka albo spo­ty­kam się z ludźmi

[_] Oglą­dam tele­wi­zję dłu­żej niż 2 godziny dzien­nie

[_] Uczę się nowych rze­czy lub robię coś, co sta­nowi wyzwa­nie dla mojego mózgu

[_] Nie robię niczego, co spra­wia mi przy­jem­ność (nie upra­wiam hobby)

[_] Mam hobby albo robię coś, co spra­wia mi przy­jem­ność

[_] Mam nega­tywne myśli doty­czące sta­rze­nia

[_] Mam pozy­tywne nasta­wie­nie do upływu lat

[_] Zapo­mi­nam o myciu zębów

[_] Myję i nit­kuję zęby

[_] Uni­kam wizyt u leka­rza

[_] Uma­wiam się na wizyty kon­tro­lne i bada­nia

[_] Uni­kam cho­dze­nia do sto­ma­to­loga

[_] Uma­wiam się dwa razy do roku na higie­ni­za­cję zębów

[_] Mam pesy­mi­styczne podej­ście do przy­szło­ści

[_] Cie­szę się na przy­szłość

[_] Czuję, że dry­fuję, zasta­na­wiam się, jaki jest mój cel

[_] Mam mocne poczu­cie celu w życiu

[_] Mar­twię się, że nie oszczę­dzam (nie inwe­stuję) wystar­cza­jąco, by mieć środki na ponad 3 dekady życia

[_] Wydaję tyle, na ile mnie stać i inwe­stuję, by mieć wię­cej środ­ków finan­so­wych na przy­szłość

Przy­spie­sza­cze sta­rze­nia łącz­nie:

Spo­wal­nia­cze sta­rze­nia łącz­nie:

Krok drugi: Przyj­rzyj się wyni­kom. Jeśli masz wię­cej przy­spie­sza­czy niż spo­wal­nia­czy, to na pewno nie jesteś sama – pamię­taj, że tylko 53% kobiet w prak­tyce wyko­rzy­stuje swoją wie­dzę o tym, co robić, by sta­rzeć się bez sta­ro­ści. Naj­le­piej, by w kolum­nie przy­spie­sza­czy poja­wiły się tylko jeden czy dwa krzy­żyki, a w kolum­nie spo­wal­nia­czy tylko jedno czy dwa pola pozo­stały bez krzy­ży­ków. Jeśli jesteś daleko od takich wyni­ków, to wła­śnie w tym może ci pomóc ta książka. Czas zabrać się do pracy.

Przyj­rzyj się swoim odpo­wie­dziom – z jakiego przy­spie­sza­cza sta­rze­nia możesz zre­zy­gno­wać przy­naj­mniej czę­ściowo albo cał­ko­wi­cie? A jaki spo­wal­niacz może wejść ci w nawyk? Wybierz coś, co będzie względ­nie łatwe, żeby już na początku dać sobie jedną szybką wygraną. Postępy doda­dzą ci ener­gii, by wpro­wa­dzać kolejne zmiany w miarę, jak będziesz czy­tać tę książkę.

CEL STARZENIA BEZ STAROŚCI: WIĘCEJ LAT W ZDROWIU

W dąże­niu do dłu­go­wiecz­no­ści mamy dwa klu­czowe cele: zapo­bie­ga­nie albo opóź­nia­nie pogar­sza­nia się formy wraz z wie­kiem oraz zacho­wa­nie zdro­wia i wital­no­ści przez jak naj­dłuż­szy czas. Naukowcy mówią o wypłasz­cze­niu wykresu – nawet kiedy dłu­gość życia nie zwięk­sza się (cho­ciaż w przy­padku więk­szo­ści z nas jed­nak się zwięk­szy), to w zdro­wiu i wital­no­ści spę­dzamy dużo wię­cej lat, a te pozwa­lają nam cie­szyć się bonu­sem dłu­go­wiecz­no­ści.

Ale spójrzmy praw­dzie w oczy – nie wypłasz­czymy wykresu tylko tym, że po pro­stu prze­czy­tamy na ten temat książkę. Będzie to wyma­gało wysiłku z two­jej strony.

W tej książce będę twoją prze­wod­niczką i opo­wiem ci, jak może wyglą­dać sta­rze­nie bez sta­ro­ści; jakie to uczu­cie i jak to osią­gnąć. Wyja­śnię liczne decy­zje, które możesz pod­jąć, żeby zapew­nić sobie nie tylko dłuż­sze, ale też zdrow­sze i szczę­śliw­sze życie. Pierw­szym waż­nym kro­kiem w tej podróży będzie zwięk­sze­nie two­jej świa­do­mo­ści doty­czą­cej zalet zwią­za­nych ze sta­rze­niem, ale i wdzięcz­no­ści za nie. (Bo takie zalety ist­nieją!) Pozby­cie się nega­tyw­nych myśli o upły­wie lat i obu­dze­nie w tobie rado­ści przed cze­ka­jącą cię podróżą pomoże ci popra­wić jakość two­jego sta­rze­nia, i tym wła­śnie się teraz zaj­miemy.

2. Doceń zalety długiego życia

2

Doceń zalety dłu­giego życia

Ponad dwa­dzie­ścia lat temu mia­łam wielki zaszczyt spę­dzić czas z Betty Frie­dan, autorką best­sel­lera Mistyka kobie­co­ści. Był ze mną mój mąż, Ken, i we troje zje­dli­śmy obiad w mek­sy­kań­skiej restau­ra­cji w San Fran­ci­sco – jedli­śmy chilli rel­leno i taco, pili­śmy mar­ga­ritę do póź­nej nocy. Betty miała wtedy sie­dem­dzie­siąt dwa lata i była praw­dziwą twar­dzielką: mądrą, silną kobietą, wyra­ża­jącą pro­wo­ka­cyjne opi­nie.

Kiedy mar­ga­rity zaczęły dzia­łać, zapy­ta­łam Betty, co skło­niło ją do napi­sa­nia w 1963 roku Mistyki kobie­co­ści. Jej odpo­wiedź mocno zapa­dła mi w pamięć. Powie­działa, że chciała, by kobiety zro­zu­miały, że nie należy ich mie­rzyć męską miarą. Innymi słowy, kobiety potrze­bują wła­snej defi­ni­cji suk­cesu. Wobec tego wspól­nie wznie­śli­śmy za to toast naszymi drin­kami!

Potem zapy­ta­łam ją o inspi­ra­cję do napi­sa­nia jej naj­now­szej książki, The Foun­tain of Age. Odpo­wie­działa podob­nie. Chciała, by ludzie rozu­mieli, że gdy się sta­rzeją, mie­rze­nie sie­bie miarą mło­do­ści pozba­wia ich szansy na wygraną.

Betty miała rację. Nie ma sensu, by kobiety mie­rzyły się męską miarą, nie ma też sensu, by kobiety, które mają lat pięć­dzie­siąt, sześć­dzie­siąt, sie­dem­dzie­siąt czy osiem­dzie­siąt, były mie­rzone, albo same sie­bie mie­rzyły, (wyide­ali­zo­waną czę­sto) miarą swo­jego dwu­dzie­sto­let­niego ja, a nawet innej młod­szej kobiety. Musimy wyzwo­lić się z prze­ko­na­nia, że szczy­to­wym okre­sem życia jest mło­dość.

Chcę pod­kre­ślić tę myśl, by na pewno do cie­bie dotarła: mło­dość, a nawet wiek, nie defi­niują tego, kim jesteś ani jak się czu­jesz z upły­wem lat. Ow­szem, zdro­wie, wital­ność, a nawet mło­dzień­cza ener­gia to nasze cele. Ow­szem, chcemy zapo­bie­gać, opóź­niać i mini­ma­li­zo­wać pogor­sze­nie stanu fizycz­nego oraz umy­sło­wego (sta­rze­nie fizyczne i bio­lo­giczne) na tyle, na ile to moż­liwe. Jest to istotny ele­ment sta­rze­nia bez sta­ro­ści. Ale w dłu­go­wiecz­no­ści cho­dzi o coś wię­cej niż spo­wol­nie­nie czy zatrzy­ma­nie spadku formy fizycz­nej i umy­sło­wej. W tej grze też nie wygramy, po pro­stu toczy się ona wol­niej.

Aby naprawdę zmie­nić spo­sób, w jaki prze­ży­wasz swoje sta­rze­nie, musisz także sku­pić się na tym, co zyska­łaś dzięki prze­ży­tym latom. Wła­śnie o tym poroz­ma­wiamy w tym roz­dziale: mam na myśli lek­cje, jakie dało ci życie, twoje war­to­ści, dystans, wyćwi­czoną inte­li­gen­cję emo­cjo­nalną i wiele innych. To miary, z któ­rych każdy, kto chce się sta­rzeć bez sta­ro­ści, może być dumny, i któ­rych przy­kład może dawać. Dobra wia­do­mość jest taka, że ta nowa dłu­go­wiecz­ność nie musi być rów­nią pochyłą, ale pię­ciem się do góry. Życie pod wie­loma wzglę­dami może być i jest lep­sze.

Jane Fonda, kobieta po osiem­dzie­siątce, uważa, że spo­łeczny spo­sób postrze­ga­nia trwa­ją­cego całe życie pro­cesu sta­rze­nia, opiera się na nie­ak­tu­al­nym już para­dyg­ma­cie osła­bie­nia i nie­do­łę­stwa. Mówi: „Wciąż żyjemy ze sta­rym para­dyg­ma­tem, który głosi, że w zaawan­so­wa­nym wieku jest coś pato­lo­gicz­nego. Ale bar­dziej ade­kwatną meta­forą byłoby stwier­dze­nie, że wiek jest jak schody ku górze: wspi­na­nie się ku wyży­nom ludz­kiego ducha, ku mądro­ści, poczu­ciu speł­nie­nia, auten­tycz­no­ści”. To o wiele lep­sze spoj­rze­nie na naszą teraź­niej­szość i przy­szłość.

ŻYCIE ROBI SIĘ CORAZ LEPSZE

Zwy­kle w miarę upływu lat zaczy­namy się sku­piać na zmia­nach fizycz­nych, nie­któ­rzy wręcz obse­syj­nie. Może zauwa­żamy, że nie jeste­śmy w sta­nie prze­czy­tać karty dań w słabo oświe­tlo­nej restau­ra­cji, może zasta­na­wiamy się, czemu nagle czu­jemy się, jakby w pomiesz­cze­niu było o dzie­sięć stopni gorę­cej, a nikt inny tego nie zauważa (nasze kochane ude­rze­nia gorąca!), a może dostrze­gamy drobne zmarszczki pod oczami – łatwo jest się sku­pić na fizycz­nych zmia­nach zwią­za­nych ze sta­rze­niem. (Sama muszę przy­znać, że już nie jeż­dżę na nar­tach tak jak kie­dyś). Ale to tylko jedna część rów­na­nia.

Nadia Tuma-Weldon, o któ­rej wspo­mi­na­łam w poprzed­nim roz­dziale, popro­wa­dziła pro­gram badaw­czy dla McCann World­group pod hasłem „Prawda o sta­rze­niu”, by dowie­dzieć się wię­cej o posta­wie ludzi wobec sta­rze­nia. Powie­działa mi: „Jed­nym z naj­waż­niej­szych odkryć jest to, że w miarę upływu lat życie robi się coraz lep­sze, zwłasz­cza dla kobiet”.

Opo­wiedzmy tro­chę o tym, dla­czego dla tak wielu kobiet staje się ono lep­sze. Po pierw­sze, z upły­wem lat nasze zdro­wie psy­chiczne i inte­li­gen­cja emo­cjo­nalna czę­sto się polep­szają. Podob­nie jak nasza pew­ność sie­bie, odpor­ność psy­chiczna, zdrowy dystans i spoj­rze­nie na życie, a nawet opty­mizm – wszystko to zmie­nia się z cza­sem.

Kiedy mniej mar­twimy się pogor­sze­niem stanu ciała, zaczy­namy bar­dziej doce­niać rosnącą moc i odpor­ność naszego umy­słu. To jest coś, czym naprawdę warto się cie­szyć.

Nie wymy­śli­łam tego sobie. W pierw­szych mie­sią­cach pan­de­mii COVID-19, we współ­pracy z firmą Edward Jones i orga­ni­za­cją Har­ris Poll zaczę­li­śmy w Age Wave pro­wa­dzić liczne, dogłębne bada­nia z udzia­łem ponad dzie­się­ciu tysięcy respon­den­tów repre­zen­tu­ją­cych pięć poko­leń w USA i Kana­dzie. Zasko­czyło nas odkry­cie, że to nie mło­dzi ludzie, ale starsi mieli naj­wię­cej emo­cjo­nal­nej i psy­chicz­nej odpor­no­ści, a nawet lepiej się czuli w burz­li­wych latach 2020 i 20219.

Pomyśl o tym. To ci doj­rzalsi i bar­dziej zahar­to­wani, któ­rzy prze­żyli liczne życiowe wzloty i upadki, wie­dzą już, że sprawy zawsze jakoś się ukła­dają. Sytu­acja zawsze może się zmie­nić. Nowe moż­li­wo­ści mogą się otwo­rzyć nawet w cza­sach bez­pre­ce­den­so­wych wyzwań. W końcu nie dożywa się pięć­dzie­siątki, sześć­dzie­siątki, sie­dem­dzie­siątki i tak dalej bez trud­nych doświad­czeń – oso­bi­stych, zawo­do­wych, doty­czą­cych całego świata. Odpor­ność może być wyni­kiem radze­nia sobie z życio­wymi wyzwa­niami. To naprawdę jedna z naj­więk­szych zalet dłu­giego życia.

Dok­tor Judith Rodin, psy­cho­lożka, która kie­ro­wała Uni­wer­sy­te­tem Pen­syl­wa­nii, a następ­nie Fun­da­cją Roc­ke­fel­lera, autorka książki The Resi­lience Divi­dend, uważa, że odpor­ność psy­chiczna to umie­jęt­ność, którą naby­wamy – możemy się jej uczyć, roz­wi­jać ją i ćwi­czyć. To mię­sień, który wraz z kolej­nymi latami życia czę­sto jeste­śmy zmu­szeni tre­no­wać.

Na przy­kład Elyse Pel­l­man, dyrek­torka ope­ra­cyjna Age Wave i jedna z moich naj­bliż­szych przy­ja­ció­łek, ma teraz sześć­dzie­siąt dzie­więć lat. Przed trzy­dziestką zdia­gno­zo­wano u niej cukrzycę typu 1. Jest to prze­wle­kła cho­roba auto­im­mu­no­lo­giczna, która poja­wia się, kiedy trzustka prze­staje pro­du­ko­wać insu­linę albo wytwa­rza jej za mało. (Cukrzyca typu 2 to ta, o któ­rej sły­szymy czę­ściej, bo jest powszech­niej­sza i bar­dziej zwią­zana z dietą oraz sty­lem życia). Elyse ma tak zwaną chwiejną cukrzycę, co ozna­cza, że jej objawy są bar­dzo trudne do kon­tro­lo­wa­nia, a waha­nia stę­że­nia glu­kozy bywają nie­wy­ja­śnione. Wciąż mie­rzy się ona z poten­cjal­nie poważ­nymi, dłu­go­fa­lo­wymi kom­pli­ka­cjami: ryzyko wcze­śniej­szej śmierci, utrata wzroku, zwięk­szone ryzyko cho­rób serca, udaru, cho­rób oczu i nerek. Aby radzić sobie z cho­robą, Elyse codzien­nie wyko­nuje ćwi­cze­nia fizyczne – bez względu na wszystko. Je bar­dzo zdrowo, nosi pompę insu­li­nową i sen­sor pomiaru cukru. Ale i tak ma trud­no­ści z utrzy­ma­niem w nor­mie stę­że­nia insu­liny i glu­kozy. To nie­ustanny wysi­łek. Nie prze­sa­dzę jed­nak, jeśli powiem, że Elyse jest naj­więk­szą opty­mistką, jaką znam, i pro­wa­dzi nor­malne życie. Cokol­wiek się dzieje, ona znaj­duje spo­sób, by spoj­rzeć na to z pozy­tyw­nej strony, a przy­naj­mniej zna­leźć jakieś roz­wią­za­nie sytu­acji.

Zapy­ta­łam Elyse, jak ona to robi i powie­działa: „Żyję długo i radzę sobie z poważną, prze­wle­kłą cho­robą, nauczy­łam się więc nie przej­mo­wać dro­bia­zgami, a to, co ważne, brać w swoje ręce”. Na przy­kład wsku­tek wie­lo­let­niej cukrzycy typu 1 wystą­piła u niej reti­no­pa­tia cukrzy­cowa w pra­wym oku. Ist­niała obawa, że Elyse prze­sta­nie widzieć na jedno oko. Poszła do spe­cja­li­sty i zaczęła przyj­mo­wać comie­sięczne zastrzyki w oko, by spo­wol­nić dal­sze uszko­dze­nia i – jak liczyli leka­rze – zmi­ni­ma­li­zo­wać pro­blem. Elyse bar­dzo się bała tego pierw­szego zastrzyku pro­sto w oko, ale zro­biła, co mogła, by się roz­luź­nić. Jak się oka­zało, lęk był więk­szy od zastrzyku.

WYKRES SZCZĘŚCIA MA KSZTAŁT „U”

Jest wię­cej dobrych wie­ści, które do nas dotrą, gdy wyj­dziemy z bańki age­izmu i pozwo­limy sobie dostrzec zalety dłuż­szego życia. Prawda – potwier­dzona licz­nymi bada­niami – jest taka, że ogól­nie rzecz bio­rąc, kiedy koń­czymy pięć­dzie­siąt lat, więk­szość z nas czuje się szczę­śliw­sza i doznaje więk­szej satys­fak­cji z życia niż osoby młod­sze. Szczy­tem szczę­ścia oka­zał się wiek mniej wię­cej od pięć­dzie­siątego do sie­dem­dzie­sią­tego pią­tego roku życia. Bada­nia pro­wa­dzone na dużą skalę na Ame­ry­ka­nach i Euro­pej­czy­kach poka­zują, że wykres obra­zu­jący szczę­ście ma kształt litery „U”: w mło­do­ści linia prze­biega wysoko, mię­dzy dwu­dzie­stym pią­tym a pięć­dzie­siątym rokiem życia się obniża, a potem znowu wznosi po pięć­dzie­siątce i póź­niej, w końcu odro­binę skręca w dół, gdy mamy osiem­dzie­siąt lat10.

Laura Car­sten­sen, zało­ży­cielka i dyrek­torka Cen­trum Dłu­go­wiecz­no­ści przy Uni­wer­sy­te­cie Stan­forda oraz autorka A Long Bri­ght Future, powie­działa mi: „Młodsi i starsi ludzie są szczę­śliwsi oraz mają więk­szą satys­fak­cję z życia niż ludzie w środku życia. Poziom szczę­ścia waha się bar­dziej u kobiet niż u męż­czyzn. Może to się wydaje oczy­wi­ste, ale ponie­waż my, kobiety, żyjemy dłu­żej bez obo­wiąz­ków zwią­za­nych z wycho­wy­wa­niem dzieci, to mamy więk­szą swo­bodę robie­nia tego, o czym marzy­ły­śmy, a nasz czas i siły są mniej ogra­ni­czone”.

Nasze bada­nia w Age Wave potwier­dzają, że szczę­ście i poczu­cie wol­no­ści zaczy­nają mocno wzra­stać mniej wię­cej w cza­sie, gdy mamy pięć­dzie­siąt pięć lat, a poziom lęku wyraź­nie wtedy spada. Zapewne mają na to wpływ – jak zauwa­żyła dok­tor Car­sten­sen – typowe na tym eta­pie życia wyda­rze­nia: mniej odpo­wie­dzial­no­ści rodzi­ciel­skiej, bo w tym cza­sie dzieci dora­stają i czę­sto wyfru­wają z gniazda.

WZROST PEWNOŚCI SIEBIE W FAZIE WOLNOŚCI

U wielu osób wzra­sta nie tylko poczu­cie szczę­ścia i satys­fak­cja z życia, ale też pew­ność sie­bie. Bada­nia opu­bli­ko­wane w „Harvard Busi­ness Review” wyka­zały, że pew­ność sie­bie u kobiet na początku ich doro­słego życia jest czę­sto niż­sza niż u męż­czyzn, ale przez kolejne dekady stop­niowo rośnie, więc kiedy jeste­śmy po sześć­dzie­siątce, i star­sze, jeste­śmy bar­dziej pewne sie­bie od męż­czyzn oraz od sie­bie samych z minio­nych lat11.

Ozna­cza to, że jako kobiety naj­bar­dziej w sie­bie wie­rzymy, gdy wcho­dzimy w wiek, który w Age Wave okre­śli­li­śmy ter­mi­nem „fazy wol­no­ści”.

W naszych gru­pach foku­so­wych pyta­li­śmy, jakie słowa przy­cho­dzą uczest­ni­kom do głowy, kiedy myślą o życiu po skoń­cze­niu pięć­dzie­się­ciu, sześć­dzie­się­ciu i sie­dem­dzie­się­ciu lat. Bar­dzo czę­sto poja­wiało się słowo „wol­ność”. Cho­dziło tu o wol­ność od stresu i zobo­wią­zań cza­so­wych zwią­za­nych z wycho­wa­niem dzieci, dojaz­dami oraz poświę­ca­niem wielu godzin na pracę, a także wol­ność pozwa­la­jącą stwo­rzyć sie­bie na nowo, podą­żać za marze­niami, polep­szyć stan zdro­wia i spę­dzać wię­cej czasu z rodziną, przy­ja­ciółmi. Oto, jak mówił o tym psy­cho­log Jim Bram­son: „Poja­wia się cał­kiem nowe poczu­cie wol­no­ści, podobne do tego, jakie mamy, gdy mamy dwa­dzie­ścia kilka lat i całe życie przed sobą, kiedy moż­li­wo­ści są nie­ogra­ni­czone i nie zapa­dły jesz­cze żadne wią­żące decy­zje. Nie trzeba podą­żać za sce­na­riu­szem. To daje moc, zwłasz­cza kobie­tom”.

Obec­nie można zauwa­żyć coraz wię­cej przy­kła­dów kobiet w doj­rza­łym wieku, które mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stują swój czas wol­no­ści: osiem­dzie­się­cio­kil­ku­let­nia Nancy Pelosi jako Spi­kerka Izby Repre­zen­tan­tów, pięć­dzie­się­cio­sied­mio­let­nia Viola Davis dowo­dząca ple­mie­niem wojow­ni­czek w fil­mie The Woman King, sześć­dzie­się­ciocz­te­ro­let­nia aktorka/modelka Andie Mac­Do­well prze­cha­dza­jąca się po pary­skich wybie­gach pod­czas Fashion Week, pre­zen­tu­jąca burzę siwych loków. Oto, jak Mac­Do­well opi­sała, co czuła, gdy zapre­zen­to­wała się w Paryżu: „Teraz bycie szy­kowną spra­wia mi więk­szą przy­jem­ność niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej”. Powie­działa też, że mene­dże­ro­wie odra­dzali jej poka­zy­wa­nie siwi­zny (a prze­stała się far­bo­wać w cza­sie pan­de­mii COVID-19). Odparła: „Uwa­żam, że się myli­cie, będę miała więk­szą moc, jeśli zaak­cep­tuję to, gdzie teraz jestem”12. Oka­zało się, że miała rację. Tłumy były zachwy­cone i wło­sami, i nią. Oto pew­ność sie­bie w akcji!

Kiedy ode­zwa­łam się do Rity Moreno, zdo­byw­czyni Nagród Emmy, Grammy, Oscara i Tony, żeby prze­pro­wa­dzić z nią wywiad do tego roz­działu, odparła, że to będzie dla niej zaszczyt, ale nie ma zbyt wiele czasu. Miała wtedy dzie­więć­dzie­siąt lat, była zadzi­wiona i zachwy­cona tym, że jest tak roz­chwy­ty­wana. „Mam pracy po pachy: wywiady na Zoo­mie, filmy, wiele pro­jek­tów, w któ­rych chcą mojego udziału” – wyja­śniła. „Kto by pomy­ślał, że ludzie będą się mną tak inte­re­so­wać na tym póź­nym eta­pie życia” – napi­sała.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

J. Viña, C. Borrás, J. Gam­bini, J. Sastre, F. V. Pal­lardó, „Why fema­les live lon­ger than males: Con­trol of lon­ge­vity by sex hor­mo­nes”, w: Science of Aging Know­ledge Envi­ron­ment: SAGE KE, 2005(23), https://doi.org/10.1126/sageke.2005.23.pe17; Glo­bal Health Obse­rva­tory, World Health Orga­ni­za­tion, „Heal­thy Life Expec­tancy (HALE) at birth (years)”, 4 grud­nia 2020. https://www.who.int/data/gho/data/indi­ca­tors/indi­ca­tor-deta­ils/GHO/gho-ghe-hale-heal­thy-life-expec­tancy-at-age-60. [wróć]

A. E. Bar­rett, C. von Rohr, „Gen­de­red per­cep­tions of aging: An exa­mi­na­tion of col­lege stu­dents”, w: Inter­na­tio­nal Jour­nal of Aging & Human Deve­lop­ment, 67(4), 2008, s. 359–386. https://doi.org/10.2190/AG.67.4.d. [wróć]

B. R. Levy, M. D. Slade, S. R. Kun­kel, S. V. Kasl, „Lon­ge­vity incre­ased by posi­tive self-per­cep­tions of aging”, w: Jour­nal of Per­so­na­lity and Social Psy­cho­logy, 83(2), 2002, s. 261–270. https://doi.org/10.1037//0022-3514.83.2.261. [wróć]

B. R. Levy, A. B. Zon­der­man, M. D. Slade, L. Fer­rucci, „Age ste­reo­ty­pes held ear­lier in life pre­dict car­dio­va­scu­lar events in later life”, w: Psy­cho­lo­gi­cal Science, 20(3), 2009, s. 296–298. https://doi.org/10.1111/j.1467-9280.2009.02298.x. [wróć]

B. R. Levy, P. H. Chung, M. D. Slade, P. H. Van Ness, R. H. Pie­trzak, „Active coping shields aga­inst nega­tive aging self-ste­reo­ty­pes con­tri­bu­ting to psy­chia­tric con­di­tions”, w: Social Science & Medi­cine, 228, 2019, s. 25–29, https://doi.org/ 10.1016/j.soc­sci­med.2019.02.035. [wróć]

B. R. Levy, M. D. Slade, T. E. Mur­phy, T. M. Gill, „Asso­cia­tion between posi­tive age ste­reo­ty­pes and reco­very from disa­bi­lity in older per­sons”, w: JAMA, 308(19), 2012, s. 1972–1973, https://doi.org/10.1001/jama.2012.14541. [wróć]

B. R. Levy, M. D. Slade, R. H. Pie­trzak, L. Fer­rucci, „Posi­tive age beliefs pro­tect aga­inst demen­tia even among elders with high-risk gene”, w: PLoS ONE, 13(2), 2018, arty­kuł e0191004, https://doi.org/10.1371/jour­nal.pone.0191004. [wróć]

S. Kwak, H. Kim, J. Chey, Y. Youm, „Feeling how old I am: Sub­jec­tive age is asso­cia­ted with esti­ma­ted brain age”, w: Fron­tiers in Aging Neu­ro­science, 10, 2018, s. 168, https://doi.org/10.3389/fnagi.2018.00168. [wróć]

„Lon­ge­vity and the new jour­ney of reti­re­ment”, Edward Jones i Age Wave, 2022, https://www.edwar­djo­nes.com/us-en/mar­ket-news-insi­ghts/reti­re­ment/new-reti­re­ment/lon­ge­vity. [wróć]

D. G. Blanch­flo­wer, A. J. Oswald, „Is well-being U-sha­ped over the life cycle?”, w: Social Science & Medi­cine, 66(8), 2008, s. 1733–1749, https://doi.org/ 10.1016/j.soc­sci­med.2008.01.030; C. Wun­der, A. Wien­cierz, J. Schwa­rze, H. Küchenhoff, „Well-being over the life span: Semi­pa­ra­me­tric evi­dence from Bri­tish and Ger­man lon­gi­tu­di­nal data”, w: Review of Eco­no­mics and Sta­ti­stics, 95(1), 2013, s. 154–167, http://www.jstor.org/sta­ble/23355657. [wróć]

J. Zen­ger, J. Folk­man, „How age and gen­der affect self-impro­ve­ment”, w: Harvard Busi­ness Review, 2016, https://hbr.org/2016/01/how-age-and-gen­der-affect-self-impro­ve­ment. [wróć]

M. Abrams, „Andie Mac­Do­well rocks gray hair on Paris Fashion Week run­way”, w: New York Post, 3 paź­dzier­nika 2022, https://page­six.com/2022/10/03/andie-mac­do­well-rocks-gray-hair-on-paris-fashion-week-run­way/. [wróć]