Opis

Artyleria samobieżna miała swój debiut podczas II wojny światowej. Jako pierwsi wprowadzili ją Niemcy. Inne armie szybko podążyły ich śladem. Artyleria samobieżna dzisiaj przechodzi drugą młodość. Standardem stał się zasięg ognia prowadzony na odległość 40 km, a trwają prace nad dwukrotnym jego zwiększeniem. Stosowana amunicja trafia w cele punktowe z dokładnością 99%. W książce zaprezentowano 20 dział i moździerzy samobieżnych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 109

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wiesław B. Pietrzak

SPFA samobieżna artyleria lufowa

Copyright © 2012 by Wiesław B. Pietrzak

Projekt okładki i strony tytułowej Wiesław B. Pietrzak

Fotografia na okładce KMW

Wszelkie prawa zastrzeżone

Reprodukcja i przetwarzanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek formie zabronione bez pisemnej zgody autora

[email protected] ISBN 978-83-272-3783-5 Wydanie I

Wstęp

Współczesne wojny i konflikty asymetryczne, których terenem walk są coraz częściej aglomeracje miejskie i tereny zabudowane, odkryły na nowo zalety haubic i moździerzy. Wysokie nasycenie oddziałów liniowych zdalnie kierowanymi rozpoznawczymi statkami latającymi sprawia, że jednostki artyleryjskie wzywane są do ostrzeliwania celów przy coraz dalszych odległościach prawie natychmiast po wykryciu przeciwnika. Także po otwarciu ognia przez nieprzyjaciela oczekuje się natychmiastowej reakcji własnych baterii. Takie oczekiwania wymuszają częste zmiany stanowisk ogniowych, czemu podołać mogą jedynie działa samobieżne.

Artyleria samobieżna miała swój debiut podczas II wojny światowej. Niemiecka armia jako jedna z pierwszych zdecydowała się na wprowadzenie w życie pomysłu zbudowania działa dużego kalibru, które byłoby zdolne poruszać się samodzielnie. Na podwoziu czołgu pozbawionym wieży zainstalowano podstawę dla haubicy lub armatohaubicy. Powstały w ten sposób pojazd zyskiwał na szybkości przemieszczania się, a dzięki gąsienicom i mocnemu silnikowi mógł poruszać się w trudnym terenie, co do tej pory było często nieosiągalne dla tradycyjnej artylerii holowanej, w której wiele dział było ciągnionych przez konie. Samobieżne działa polowe połączyły w sobie siłę ognia i mobilność, dzięki temu mogły aktywnie wspierać piechotę i siły zmotoryzowane. Oddziały liniowe nie musiały już czekać na podciągnięcie artylerii holowanej na pozycje, teraz artyleria posuwała się wraz z piechotą i z marszu wspierała ją ogniem.

Inne armie szybko zaczęły wprowadzać własne rozwiązania. Amerykanie opracowali działo M7 Priest kalibru 105 mm, nieosłonięte od góry pancerzem, chronione tylko z przodu i z boków. Większość amerykańskich dział samobieżnych z okresu II wojny była budowana podobnie. Dopiero w kilka lat po wojnie zaczęto budować działa osłonięte ze wszystkich stron płytami pancernymi. W USA produkowano seryjnie od początku lat 50. działa samobieżne M52 kal. 105 mm, M41 kal. 155 mm oraz M537 i M55 kal. 203 mm. Od 1962 r. zaczęły je zastępować znacznie nowocześniejsze M107, M108, M109 i M110. Duży eksportowy sukces odniósł system M109, który użytkowany jest do dzisiaj.

W Armii Czerwonej podczas II wojny światowej wykorzystywano kilkanaście tysięcy dział samobieżnych o kalibrach od 57 do 152 mm. Konstrukcyjnie były to działa szturmowe i tak też były wykorzystywane służąc głównie do przełamywania umocnień, niszczenia bunkrów i punktów ogniowych oraz czołgów. Strzelały więc na niewielkie odległości ogniem na wprost rzadko wspierając piechotę ogniem pośrednim z zaplecza. Po wojnie zainteresowanie takim sprzętem wygasło. Własny program dotyczący artylerii samobieżnej rozpoczęto w ZSRR dopiero w połowie lat 60., kiedy okazało się, że artyleria holowana jest wyjątkowo wrażliwa na działanie broni atomowej. Na początku lat 70. przyjęto do uzbrojenia trzy konstrukcje: lekką, pływającą haubicę 2S1 Goździk kal. 122 mm, haubicę 2S3 Akacja kal. 152 mm i samobieżny moździerz 2S4 Tulipan kal. 240 mm.

Do końca lat 70. ub. w. działa samobieżne sadowione były na podwoziach o trakcji gąsienicowej. Czechosłowacja jako pierwsza wprowadziła trakcję kołową konstruując armatohaubicę Dana. Kolejnym modelem na podwoziu kołowym była południowoafrykańska haubica G6 Rhino, a po niej francuski Caesar, którego bazę jezdną stanowi zwykła ciężarówka terenowa. Kołowe pojazdy zapewniają o wiele wyższą strategiczną manewrowość, niższą cenę dla klienta, niższe koszty użytkowania i łatwiejszą obsługę techniczną. Pojazdy te są też szybsze od pojazdów gąsienicowych i mają większy zasięg działania. Dlatego dalekosiężna artyleria kołowa została uznana za istotny element współczesnego pola walki, zwłaszcza w krajach, w których warunki terenowe i infrastruktura transportowa (drogi, tory, mosty) wprowadza ograniczenia co do masy i wielkości tradycyjnych systemów artylerii samobieżnej. Lekkie systemy artyleryjskie dostosowane do transportu lotniczego na pokładach niedużych samolotów są też nieodzownym elementem sił szybkiego reagowania.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat maksymalna donośność dział polowych wzrosła prawie trzykrotnie. Przyczyniły się do tego prace nad zwiększeniem prędkości początkowej pocisków i zmniejszeniem oporów powietrza podczas lotu pocisku. Wydłużenie luf współczesnych dział do 52 kalibrów i opracowanie nowoczesnych ładunków prochowych pozwoliło na osiąganie przez pociski pełnokalibrowe prędkości początkowej 945 m/s (włoski podkalibrowy pocisk Vulcano opuszcza lufę z prędkością 1150 m/s). Ważnym krokiem było pojawienie się pocisków ERFB (Extended Range Full-Bore) z wydłużoną przednią częścią ostrołukową i wydrążeniem w dnie pocisku zmniejszającym opór denny. Później opracowano generator gazów dołączony do tylnej części pocisku, co zmniejszyło opór denny o około 60%. Generator zastosowany w pociskach ERFB pozwala na zwiększenie ich donośności maksymalnej o około 30%. Natomiast zaprzestano prac nad pociskami artyleryjskimi z dodatkowym napędem rakietowym, ponieważ pociski te cechowały się zwiększonym rozrzutem i mniejszym ładunkiem bojowym w stosunku do pocisków klasycznych.

Dzisiaj standardem stał się zasięg ognia dział artyleryjskich prowadzony na odległość 40 kilometrów, a niekierowane pociski dalekosiężne o zwiększonej prędkości VLAP (Velocity Enhanced Long Range Projectile) rażą cele w odległości nawet 70 km, zaś donośność pocisków Vulcano kal. 155 mm opracowanych przez włoską firmę OTO Melara ma przekraczać 80 km (!) i trwają prace nad dalszym jej zwiększeniem. Oręż ten jest przy tym wielokrotnie tańszy w użyciu od rakiet kierowanych. Do niedawna problemem było naprowadzanie takich pocisków na cel, ale z pomocą przyszła amunicja inteligentna pozwalająca na eliminację pojedynczego celu punktowego z porażającą precyzją bez przypadkowych ofiar i szkód w otoczeniu. Jest to bardzo ważne wobec coraz bardziej pacyfistycznego nastawienia społeczeństw, błyskawicznego obiegu informacji i zależności demokratycznie wybieranych rządów od opinii społecznej.

Pomysł polega na wystrzeleniu pocisku artyleryjskiego, będącego nośnikiem kilku podpocisków, nad teren, gdzie znajdują się cele. Tam pocisk-matka wyrzuca z siebie podpociski opadające na spadochronach. W czasie opadania ich czujniki promieniowania podczerwonego i fal milimetrowych przeszukują teren i porównują odnajdywane potencjalne cele z bazą danych. Po odnalezieniu tego właściwego silnik rakietowy rozpędza w odpowiednim kierunku pocisk, a ten razi cel od góry (rdzeniem formowanym wybuchowo pojazd pancerny, głowicą kumulacyjno-odłamkową cel opancerzony, ładunkiem burząco-odłamkowym cel powierzchniowy). W Niemczech prowadzi się prace w tym zakresie w ramach programu SMArt155 (Sensorfuzed Munition for the Artillery 155 mm), Francja i Szwecja podjęły wspólne prace nad pociskiem BONUS, a USA realizowany jest program SADRAM. Stosuje się też pociski kierowane na końcowym odcinku toru lotu, w których umieszczony w głowicy czujnik promieniowania laserowego odbiera odbitą od celu wiązkę laserową generowaną przez emiter na pokładzie śmigłowca lub z wysuniętego stanowiska obserwacyjnego i naprowadza pocisk na wskazany cel. Przykładem takiego rozwiązania jest amerykański pocisk ppanc. M712 Copperhead z głowicą o działaniu kumulacyjnym lub rosyjski Krasnopol z głowicą odłamkowo-burzącą umożliwiający zwalczanie celów opancerzonych, bunkrów i umocnień polowych. Często ostateczną decyzję o podjęciu ataku podejmuje operator analizujący na bieżąco obraz z głowicy telewizyjnej pocisku przesyłany na ekran komputera. Jeżeli pocisk nie znajdzie celu, następuje jego samolikwidacja w celu uniknięcia przypadkowych ofiar. Skuteczność tego typu amunicji wynosi 99%. Wiele ośrodków badawczo-rozwojowych (m. in. Rheinmetall, Bofors, Raytheon, OTO Melara) zajmuje się problemem zwiększenia dokładności trafienia pocisków przez możliwość korekty ich toru lotu. Jedna z koncepcji zakłada wyposażenie amunicji artyleryjskiej w brzechwy stabilizujące i stery aerodynamiczne z wykorzystaniem systemu GPS.

Ocena ognia na ekstremalnie dalekich dystansach też wymaga odpowiednich procedur, wysunięte posterunki naprowadzania artylerii nie zawsze mogą wnikać tak głęboko na teren przeciwnika lub objęty walkami. Z pomocą w tym zakresie przyszły bezpilotowe statki latające z superczułymi kamerami na pokładach i kodowaną łącznością cyfrową transmitujące obraz w czasie rzeczywistym i nie narażające życia żołnierzy z grup naprowadzania artylerii lub pilotów samolotów.

Rewolucyjne zmiany nie ominęły też artylerii najniższego szczebla czyli moździerzy. W większości nowoczesnych armii moździerz stał się złożonym układem z nowoczesną amunicją, systemem kontroli ognia, półsamoczynnym układem zasilania w amunicję i mechanizmem kompensacji odrzutu. Nowoczesne rozwiązania sprawiają, że szybkostrzelność współczesnych moździerzy osiąga 16 strzałów na minutę i mogą one strzelać z efektem salwy trafiając cel kilkoma pociskami w tym samym momencie.

Przez dziesięciolecia moździerze znajdowały się na wyposażeniu piechoty, zazwyczaj na poziomie batalionu w kompanii wsparcia. Postępujący wzrost kalibru i donośności moździerzy, co jest ogólną tendencją, sprawił, że następuje zmiana ich „przydziału” z oddziałów piechoty do artylerii, a wraz z tym procesem podążają dalekosiężne systemy rozpoznania i namierzania celów. W wyniku tych zmian moździerze są coraz częściej traktowane jako jeden ze środków pośredniego wsparcia ogniowego dostępnych dla dowódcy oddziału.

Przez wiele lat moździerze były przewożone w pojazdach lub holowane i na czas walki wyładowywane i ustawiane. Jest to proces czasochłonny, a jeśli przeprowadza się go na miękkim lub piaszczystym gruncie, czas ten wydłuża się jeszcze bardziej narażając broń i jej obsługę na ogień przeciwnika. W jednostkach zmechanizowanych moździerze instalowano na obrotowej podstawie montowanej w tylnej części pojazdu transportowego, pozwalając tym samym na szybkie wejście do akcji i nawiązanie walki. Dla prowadzenia ognia należało wszak otworzyć właz w stropie wozu, co narażało obsługę na ogień z broni ręcznej, odłamki artyleryjskie i skutki ataku bronią masowego rażenia. Rozwiązania tego typu nadal są oferowane użytkownikom, ale – wzorem dział dalekosiężnych – konstruuje się już moździerze w zamkniętej wieży, co nie tylko pozwala na celowanie i strzelanie spod pancernej osłony, ale umożliwia prowadzenie ognia bezpośredniego. Zabudowa moździerza jest szczególnie przydatnym rozwiązaniem w operacjach na terenach miast dając możliwość samoobrony załodze. Prócz tego nowoczesny system wieżowy, dzięki skomputeryzowaniu i elektrycznym elementom wykonawczym, pozwala na błyskawiczną zmianę kierunku ostrzału i kąta podniesienia lufy.

W ostatnich latach zwiększyły się możliwości ogniowe artylerii moździerzowej przez wprowadzenie amunicji ze wspomaganiem rakietowym (chociaż zmniejszyło to celność) i inteligentnej amunicji kasetowej precyzyjnego rażenia z pociskami atakującymi cele punktowe. Tak samo jak w przypadku armat i haubic jest to amunicja z podpociskami przeciw pojazdom opancerzonym i burząco-odłamkowa przeciw celom powierzchniowym i piechocie.

Samobieżna artyleria lufowa

2S19 Msta-S – Rosja2S31 Vena – RosjaAGM Donar – NiemcyAMOS – Finlandia / SzwecjaAS90 Braveheart – W. BrytaniaAtmos 2000 – IzraelCaesar – FrancjaDana – CzechosłowacjaFH77 BW Archer – SzwecjaG6 Rhino – RPAK9 Thunder – KoreaKrab – PolskaM109A6 Paladin – Stany ZjednoczonePLZ-05 SP – ChinyPLZ-45 SP – ChinyPZH 2000 – NiemcyRak – PolskaRascal – IzraelRWG-52 – NiemcySSPH 1 Primus – Singapur

2S19 Msta-S

haubica o trakcji gąsienicowej, kal. 152 mm/L47, 155 mm/L52, Rosja

Prace nad tym systemem artyleryjskim rozpoczęły się w 1976 r. Koordynatorem prac, a także projektantem nośnika, był Uraltransmasz z Jekaterinburga, gdzie również powstała wersja ciągniona Msta-B i dwa nowe warianty samobieżne: 2S19M ze skomputeryzowanym systemem kierowania ogniem i 2S19M1 z lufą o długości 52 kalibrów ze standardowym w NATO kalibrem 155 mm. W pracach uczestniczyło także Tulskie KE (obecnie NPO Tocznost), które odpowiadało za przedział bojowy. Samobieżna haubica 2S19 Msta-S weszła do linii dopiero 13 lat po rozpoczęciu nad nią prac czyli w 1989 roku.

Pierwotnie