Śmierci nie ma. Co nauka i duchowość mówią nam o życiu po życiu - Allix Stéphane - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Śmierci nie ma. Co nauka i duchowość mówią nam o życiu po życiu ebook i audiobook

Allix Stéphane

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Co dzieje się, kiedy umieramy? Czy świadomość gaśnie wraz z mózgiem, czy też istnieje coś jeszcze – tajemniczy wymiar, który od wieków nazywamy duszą?

Po śmierci brata te pytania nie dawały spokoju Stéphane’owi Allixowi. Z dziennikarską pasją i determinacją, ruszył tropem największej zagadki ludzkości próbując wyjaśnić sekret ludzkiej świadomości. Szukał śladów zarówno w świecie nauki – w badaniach medycyny, neuronauki i relacjach osób z pogranicza życia i śmierci – jak i w starożytnych tradycjach duchowych, takich jak szamanizm.

„Śmierci nie ma” to nie tylko pasjonujące śledztwo i intymne wyznanie. To zapis niezwykłej wędrówki w poszukiwaniu odpowiedzi, które mogą zmienić nasze spojrzenie na życie – i na to, co czeka nas po nim.

Stéphane Allix – dziennikarz, pisarz, założyciel INREES (Instytutu Badań nad Niezwykłymi Doświadczeniami) oraz magazynu Inexploré. Po śmierci brata w Afganistanie w 2001 roku zakończył piętnastoletnią karierę reportera wojennego i całkowicie poświęcił się badaniu granic świadomości. Autor bestsellerów, takich jak Après, Test: dowód na życie po śmierci czy Gdy byłem kimś innym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 383

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 56 min

Lektor: Andrzej Ferenc

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dedykacja

Życie – to dla cie­bie.

Dedykacja

Śmierć nie nie­sie ze sobą żad­nego nie­bez­pie­czeń­stwa.

RamDass

1. Luna

1

Luna

Sto­isz w mil­cze­niu przed trumną z jasnego drewna. W twoim pyta­ją­cym spoj­rze­niu, córeczko, wyczu­wam ogrom nie­pew­no­ści. Co rozu­mie się ze śmierci, kiedy ma się trzy i pół roku? Widzisz, że ludzie wokół cie­bie cier­pią. Ten sub­telny smu­tek, twa­rze zasty­głe w oszo­ło­mie­niu, wzrok utkwiony w pustce, gesty nie­zręczne, pełne waha­nia… Cza­sem ktoś się do cie­bie odzywa, chce cię pocie­szyć gestem czu­łym i nie­udol­nym lub sło­wem; znasz te głosy i czu­jesz w nich nie­co­dzienne napię­cie, jakieś dziwne emo­cje, coś drob­nego, nie­zro­zu­mia­łego, nie­mal groź­nego – bo do tej pory ci nie­zna­nego.

Córeczko, jesteś sama, cicha i spo­kojna, wśród doro­słych, któ­rych inten­cji po raz pierw­szy w życiu nie umiesz roz­szy­fro­wać. To uczu­cie jest tak uspo­ka­ja­jące jak worek gra­na­tów bez zawle­czek. Nie ośmie­lasz się otwo­rzyć ust i tylko obser­wu­jesz tych doro­słych nazna­czo­nych nie­wi­dzialną raną, w któ­rych cia­łach zamknięte jest tsu­nami.

W twoje życie wła­śnie wkro­czyła śmierć.

To, co sły­szysz, zupeł­nie nie pasuje do dziw­nej, cięż­kiej atmos­fery, która cię przy­tła­cza, niczym kon­cen­trat czasu teraź­niej­szego, stud­nia, z któ­rej nikt nie jest w sta­nie się wydo­stać. Radość ode­szła, nikt się nie bawi.

Nie rozu­miesz, bo jak mogła­byś to zro­zu­mieć? Co tutaj jest do zro­zu­mie­nia? Twój wujek nie żyje. Zgi­nął kilka dni temu w wypadku. Już ni­gdy go nie zoba­czysz. Wła­śnie bru­tal­nie opu­ścił twoje życie, ale w tej chwili nie jesteś w sta­nie zro­zu­mieć, co to ozna­cza. Czy domy­ślasz się, że czło­wiek, któ­rego zna­łaś, który bawił się z tobą jesz­cze kilka tygo­dni temu, jest tu, przed tobą, zasty­gły na zawsze w tej skrzynce? Śmierć w two­ich dzie­cię­cych oczach jest czymś nie­re­al­nym. Ten duży, musku­larny, zabawny męż­czy­zna, który uczył cię wspi­nać się po drze­wach, zada­wał ci dziwne pyta­nia, takie ważne i dające do myśle­nia, ten, który cię łapał i robił ci karu­zelę, roz­śmie­szał cię – ni­gdy go już wię­cej nie ujrzysz. Jesz­cze tego nie wiesz, bo na razie cała jesteś pogrą­żona w teraź­niej­szo­ści swo­ich pierw­szych nie­win­nych lat życia, ale w deka­dach, które nadejdą, zapo­mnisz jego twarz, gesty, śmiech, spoj­rze­nie. Wiem to, bo wyzna­łaś mi sama, jak głę­boką melan­cho­lię to dziś w tobie wzbu­dza.

Sia­dam na ziemi i daję ci znak, żebyś zro­biła to samo. Sia­dasz obok mnie. Moja córka. Nie chcę, by cokol­wiek z tego dnia było przed tobą ukryte. Obej­muję cię. Mam pew­nie poważną, nie­pewną minę. Pełną emo­cji.

Krót­kimi zda­niami opo­wia­dam obec­nym o ostat­nich chwi­lach two­jego wujka, a mojego brata. Opo­wia­dam o cie­płym słońcu, które roz­ja­śniało tego ranka niebo – o świe­tle. Moje słowa cię z pew­no­ścią dzi­wią, ni­gdy nie widzia­łaś, żebym się tak zacho­wy­wał. Mój głos dziw­nie drży. Cier­pie­nie, smu­tek, któ­rego nie da się stłu­mić, głu­che poczu­cie winy skryte za pozor­nie pew­nym tonem.

Moje życie wła­śnie zmie­niło się na zawsze. Mam trzy­dzie­ści dwa lata. Tydzień temu, o świ­cie, w kwiet­niowy pora­nek, kiedy ty jesz­cze spa­łaś daleko w Paryżu, ja, Tho­mas i kilka innych osób znaj­do­wa­li­śmy się na szo­sie w Afga­ni­sta­nie. Doszło do wypadku i Tho­mas zgi­nął na moich oczach – wraz z trzema innymi mło­dymi męż­czy­znami. Tam­tego ranka, kiedy klę­cza­łem na spa­lo­nej ziemi, z krwią two­jego wujka na rękach, nasze życie przy­jęło obrót bar­dzo szcze­gólny i osta­teczny.

Ciało zmar­łego to coś, co nas zbija z tropu. Kiedy spoj­rzymy mu w twarz – nie mówiąc już o jego doty­ka­niu – orien­tu­jemy się, że coś jest nie tak, że cze­goś bra­kuje. Skóra natych­miast nabiera nie­rze­czy­wi­stego koloru, już w pierw­szych minu­tach, jakby z żywej prze­mie­niała się w sztuczną. Sze­roko otwarte oczy stają się nagle matowe, kurz osa­dza się na nich bez prze­szkód i gasi ich blask. Ręce i nogi robią się bez­władne, nie sta­wia­jąc naj­mniej­szego oporu. Poja­wia się brak, pustka, a prze­cież ciało wygląda zupeł­nie jak osoba, którą się znało. Osoby tej już jed­nak z nami nie ma.

Ale gdzie w takim razie jest?

W roku 2001, znie­nacka, śmierć mojego brata Tho­masa wpro­wa­dziła to pyta­nie do mojego życia. Jak mógł­bym być na coś takiego przy­go­to­wany? Nie byłem, bo któż może być? Byłem razem z nim w Azji Środ­ko­wej. Zają­łem się jego zwło­kami. Prze­wio­złem je do Fran­cji, żeby je tam pocho­wać. Prze­ży­wa­łem ogromny szok. Byli­śmy sobie bli­scy, cecho­wała nas ta sama sza­lona, nie­cier­pliwa chęć pozna­nia świata, wędro­wa­nia po tej Azji Środ­ko­wej, w któ­rej oddy­chają wspo­mnie­nia świę­tych cza­sów. Już wcze­śniej podró­żo­wa­li­śmy razem po tej kra­inie, w któ­rej śmierć zasko­czyła nas tak gwał­tow­nie, że bar­dziej nie można. Chwila ta stała się nie­zmier­nie waż­nym punk­tem zwrot­nym w moim życiu – wpły­nęła na moją karierę dzien­ni­kar­ską. A także na twoje życie.

Gdzie się podział Tho­mas?

2. Co chcę ci powiedzieć

2

Co chcę ci powie­dzieć

To wła­śnie w tym cza­sie śmierć stała się dla mnie kwe­stią, nad którą nie­ustan­nie się zasta­na­wia­łem. Od tam­tej pory bez wytchnie­nia wyko­rzy­sty­wa­łem swoje doświad­cze­nie i narzę­dzia bada­cza, by zro­zu­mieć od strony nauko­wej to, co wiemy o tej chwili peł­nej lęku i tajem­nicy. Zgłę­bia­łem teo­rie m.in. neu­ro­nauki i innych dzie­dzin wie­dzy, pró­bu­jąc dotrzeć do natury świa­do­mo­ści. Jeź­dzi­łem po całym świe­cie, roz­ma­wia­jąc z wie­loma naukow­cami, ale także ze świad­kami, w szcze­gól­no­ści z tymi, któ­rzy prze­żyli doświad­cze­nie śmierci. W 2013 roku oddał ducha rów­nież mój ojciec, a twój dzia­dek, przez co jesz­cze bar­dziej zapra­gną­łem zna­leźć jakieś wytłu­ma­cze­nie tej kwe­stii. Kon­sul­to­wa­łem się z nie­jed­nym medium1. Zba­da­łem wszyst­kie doświad­cze­nia na gra­nicy śmierci2 lub po zgo­nie bli­skiej osoby3. I powoli kształ­to­wało się we mnie prze­świad­cze­nie, że poszu­ki­wa­nie jakiejś formy życia po śmierci sta­nowi hipo­tezę racjo­nalną, popartą jed­no­cze­śnie przez naukę i nie­zli­czone rela­cje oso­bi­ste.

Jed­nak nie­ustan­nie cze­goś mi bra­ko­wało. Osta­tecz­nego dowodu. Tego, który roz­pro­szy ostat­nie wąt­pli­wo­ści. Tego, który pozwoli zro­zu­mieć, dla­czego – pomimo kwe­stii to potwier­dza­ją­cych – na­dal nie ma w tej spra­wie jed­no­myśl­no­ści. Dla­czego nauka i ducho­wość wciąż stoją ze sobą w opo­zy­cji, jak dwie prze­strze­nie nie do pogo­dze­nia?

Co jakiś czas pod­czas mojego śledz­twa drę­czył mnie wewnętrzny kon­flikt. Podej­ście naukowe oka­zy­wało się czę­sto nie­wy­star­cza­jące, aby wybrać coś spo­śród wielu hipo­tez. Zda­nia naukow­ców róż­nią się nie­kiedy rady­kal­nie w kwe­stii inter­pre­ta­cji obser­wo­wa­nych fak­tów. Wąt­pli­wo­ści są prze­cież nie­zbęd­nym ele­men­tem każ­dego bada­nia nauko­wego. Nauka pró­buje zro­zu­mieć pewne dostrze­żone fakty, ale może for­mu­ło­wać w związku z tym jedy­nie hipo­tezy. Jej cel wła­śnie na tym polega: na sta­wia­niu hipo­tez w celu wytłu­ma­cze­nia bada­nych zja­wisk oraz na pró­bach ich potwier­dze­nia.

Nauka jest par excel­lence prze­strze­nią nie­ustan­nie się zmie­nia­jącą. Nie dostar­cza prawd nie­zmien­nych już na wieki, jest bowiem szkołą wąt­pli­wo­ści.

Ma ona jed­nak ten­den­cję do doce­nia­nia tylko wie­dzy zdo­by­tej inte­lek­tem i uwzględ­nia­nia tylko tego, co można powtó­rzyć. Tak więc daje nam dostęp tylko do rze­czy­wi­sto­ści względ­nej, z przy­czyn, o któ­rych powiem póź­niej.

Dziś uznaje się to jed­no­gło­śnie – czy cho­dzi o fizykę, bio­lo­gię czy neu­ro­naukę, w każ­dej dys­cy­pli­nie naukowcy zga­dzają się, że wciąż w dużej mie­rze nie jeste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć cał­ko­wi­cie naszej rze­czy­wi­sto­ści.

Jedną z naj­trud­niej­szych nie­roz­strzy­gnię­tych kwe­stii jest natura świa­do­mo­ści. Mózg to zagadka. Albo też, w prze­ci­wień­stwie do tego, co się sądzi o neu­ro­nauce, w tej spra­wie nauka wciąż racz­kuje. Narzę­dzia obser­wa­cji, któ­rymi dys­po­nuje, są względ­nie ogra­ni­czone, przede wszyst­kim w kwe­stii pre­cy­zyj­nej obser­wa­cji w cza­sie rze­czy­wi­stym tego, co się dzieje w naszym mózgu. Szybko zda­łem sobie sprawę, że neu­ro­nauce przy­pi­suje się zde­cy­do­wa­nie prze­sadne moż­li­wo­ści ana­li­tyczne.

Tym­cza­sem ja szu­ka­łem odpo­wie­dzi. Czy po śmierci naprawdę ist­nieje życie, czy też nie? Szybko też się zorien­to­wa­łem, Luno, że jeśli chcę poznać sze­rzej świat i bar­dziej sub­telne jego poziomy, a przede wszyst­kim jeśli chcę zyskać szansę na prze­nik­nię­cie tajem­nic świa­do­mo­ści ludz­kiej, zro­zu­mieć, gdzie teraz znaj­duje się twój wujek, muszę chwy­cić się innych spo­so­bów. Do zba­da­nia tak zło­żo­nego i deli­kat­nego tematu nie wystar­czy żadna poje­dyn­cza dys­cy­plina – trzeba połą­czyć ich wiele.

Ale czy ist­nieją inne niż nauka narzę­dzia, za pomocą któ­rych można badać naturę świa­do­mo­ści? Jak każdy porządny czło­wiek Zachodu, w dodatku wycho­wany w ojczyź­nie oświe­ce­nia, byłem prze­ko­nany, że nie, nie ist­nieją takie metody. Nie umia­łem sobie wyobra­zić, że do obiek­tyw­nego zro­zu­mie­nia rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej żyjemy, może nada­wać się coś lep­szego niż podej­ście naukowe, eks­pe­ry­men­to­wa­nie, repli­ko­wal­ność, bada­nie mate­rii.

A jed­nak różne dys­cy­pliny i nauki spo­łeczne, na przy­kład filo­zo­fia czy psy­cho­ana­liza, przy­no­szą nam inte­re­su­jące infor­ma­cje o kwe­stii śmierci. Z pew­no­ścią są one bar­dziej subiek­tywne, ale w ciągu tych wszyst­kich lat zna­la­złem w nich wiele inspi­ra­cji dla rów­no­le­głych, bar­dzo waż­nych roz­wa­żań, które pro­wa­dzi­łem. Jed­nak tym, co rady­kal­nie zmie­niło tok moich badań, było spo­tka­nie ze spe­cja­li­stami sza­ma­ni­zmu, psy­cho­lo­gami, leka­rzami i antro­po­lo­gami. Nie­któ­rzy z nich badali i oso­bi­ście prak­ty­ko­wali bar­dziej duchowe rytu­ały, sto­so­wane od tysięcy lat, i doświad­czyli tego, co nazy­wali innymi wymia­rami rze­czy­wi­sto­ści.

Od dzie­sią­tek lat liczni zachodni bada­cze, zapra­szani przez sza­ma­nów do udziału w takich rytu­ałach, powra­cają z nich wręcz wstrzą­śnięci. Zain­try­go­wało mnie to więc jesz­cze bar­dziej. Zapra­gną­łem pójść o krok dalej i oso­bi­ście wypró­bo­wać te obrzędy, które wzbu­dzają coraz więk­sze zacie­ka­wie­nie u ludzi nauki. Dobrze wiesz, że jak posta­no­wię, tak zro­bię.

Wszy­scy sza­mani na świe­cie, nie­za­leż­nie od kul­tury, z któ­rej się wywo­dzą, twier­dzą, że nawią­zują kon­takt ze „świa­tem duchów”. Czy jest to tylko wie­rze­nie? Może w tym, co mówią, tkwi ziarno prawdy? Aby zna­leźć odpo­wiedź na to pyta­nie, posta­no­wi­łem, że muszę spró­bo­wać tego, co mogło się oka­zać jed­nym z naj­waż­niej­szych doznań w moim życiu. Czy naprawdę rów­nież i ja zdo­łam ujrzeć te duchowe wymiary, do któ­rych mają jakoby dostęp mistycy z wszel­kich kul­tur, i to od tysiąc­leci? Czy zdo­łam zoba­czyć to, co się dzieje w chwili śmierci, a może i póź­niej?

Wyka­zu­jąc sporą naiw­ność, trak­to­wa­łem wów­czas sza­ma­nizm dosłow­nie. Myśla­łem, że jeśli zdo­łam sam ujrzeć ducha zmar­łego – two­jego wujka – z pew­no­ścią usu­nie to wąt­pli­wo­ści, które mnie prze­peł­niały od początku mojego śledz­twa w spra­wie ist­nie­nia życia po życiu.

Niczym Święty Tomasz apo­stoł nie potra­fię – jako dzien­ni­karz – wyzbyć się w sobie pew­nego nie­do­wie­rza­nia. Muszę zoba­czyć, żeby uwie­rzyć. I tak wła­śnie tra­fi­łem do Ama­zo­nii.

W 2006 roku, pod­czas mojej pierw­szej podróży do pusz­czy, byłaś jesz­cze małym dziec­kiem. Pomimo ogrom­nej dez­orien­ta­cji, któ­rej doświad­cza­łem pod­czas moich pierw­szych prze­żyć z sza­ma­ni­zmem, wyczu­wa­łem już nie­zmierny poten­cjał tych tech­nik. I stop­niowo sza­ma­nizm otwo­rzył mnie na inną wizję świata. Zro­zu­mia­łem, że można eks­plo­ro­wać rze­czy­wi­stość ina­czej.

Uczyć się ina­czej.

W tym celu roz­po­czą­łem powolną ini­cja­cję, pomimo obaw, prze­szkód i wytrą­ca­ją­cego mnie z rów­no­wagi nie­po­koju wobec tego nie­zna­nego mi świata. Zapu­ści­łem się na ścieżkę, na któ­rej musia­łem się otwo­rzyć i uru­cho­mić swoją wraż­li­wość, żeby się wyzwo­lić na ten czas z nie­zli­czo­nych auto­ma­tycz­nych odru­chów, które kie­rują naszymi dniami i nocami.

Nauczy­łem się wyko­rzy­sty­wać swój umysł jako sojusz­nika – żeby prze­stał być prze­szkodą – i roz­wi­jać intu­icję, ale tak, by nie gubić się jed­no­cze­śnie w świe­cie wyobra­żo­nym. Zajęło mi to pra­wie pięt­na­ście lat. Pięt­na­ście dłu­gich lat, pod­czas któ­rych, na pobo­czu mojego życia dzien­ni­ka­rza, w któ­rym zaj­mo­wa­łem się głów­nie obser­wo­wa­niem, roz­szy­fro­wy­wa­niem i ana­li­zo­wa­niem licz­nych badań nauko­wych o natu­rze ludz­kiej świa­do­mo­ści, wie­dząc już o ogra­ni­cze­niach naszych metod inter­pre­ta­cji, sze­dłem jed­no­cze­śnie tą duchową drogą, pod zna­kiem zaska­ku­ją­cej mnie subiek­tyw­no­ści. Te dwa kie­runki badań są pozor­nie bar­dzo różne, ale oka­zało się, że nie­zwy­kle się uzu­peł­niają. Była to cier­pliwa nauka łącząca racjo­nalne rozu­mo­wa­nie i postrze­ga­nie poza­zmy­słowe.

W trak­cie tej wędrówki, Luno, zaczą­łem postrze­gać wymiary rze­czy­wi­sto­ści do tej pory dla mnie nie­wi­doczne. Inten­syw­ność i wyra­zi­stość tych prze­żyć spra­wiły, że trudno mi było nie trak­to­wać ich jako swego rodzaju dowodu. W tej szer­szej rze­czy­wi­sto­ści, która nagle stała się dla mnie widoczna, śmierć jakby się zama­zała. Jakby ni­gdy naprawdę nie ist­niała, jakby była tylko trwałą zasłoną, poro­watą gra­nicą, złu­dze­niem umy­słu.

Dziś masz dwa­dzie­ścia pięć lat. Mała, mil­cząca dziew­czynka, którą tuli­łem do sie­bie w ten kwiet­niowy dzień w 2001 roku zaraz po wyj­ściu z samo­lotu, któ­rym przy­le­cia­łem do was z trumną Tho­masa, stała się doj­rzałą kobietą, pomimo tej bru­tal­nej inge­ren­cji śmierci w jej dzie­cięce życie.

Jest tyle rze­czy, któ­rymi chciał­bym się z tobą podzie­lić… Wów­czas nie wie­dzia­łem tego, co wiem dziś. Mijają lata, a ja myślę dziś cza­sem o chwili, w któ­rej i ja oddam ostatni oddech. Myśl ta nie wzbu­dza już we mnie nie­po­koju ani lęku. Wie­dza, że tak będzie, prze­peł­nia mnie głę­bo­kim spo­ko­jem i cie­ka­wo­ścią wyzbytą nie­cier­pli­wo­ści. Znam uczu­cie, które się w tobie rodzi, gdy o tym mówię, a chcia­łem o tym z tobą poroz­ma­wiać wiele razy w ciągu ostat­nich lat. Rozu­miem to, bo ta sprawa naprawdę może wytrą­cać z rów­no­wagi, ale to, co opo­wiem, wszystko zmieni.

Umrę. Och, nie od razu, nie martw się, w ogóle mi się do tego nie śpie­szy, a nawet wręcz prze­ciw­nie – mam coraz mniej­szą na to ochotę, bo coraz lepiej rozu­miem, jakim cudem jest życie. Mamy jesz­cze czas, dużo wspól­nego czasu, ale ta chwila w końcu nadej­dzie i siłą rze­czy nastąpi nie­ocze­ki­wa­nie. To pewne.

Dla­tego chciał­bym prze­ka­zać ci dziś to, czego się nauczy­łem pod­czas moich poszu­ki­wań i podróży, abyś – gdy nadej­dzie ta chwila – patrzyła na to tak jak ja teraz. Chcę, żebyś wie­działa, że – po tych wszyst­kich latach spę­dzo­nych na szu­ka­niu odpo­wie­dzi po śmierci two­jego wujka – jestem prze­ko­nany, że w dniu swo­jej śmierci prze­stanę być widoczny tylko dla two­ich oczu – ale moje ist­nie­nie trwać będzie dalej, gdzie indziej.

Śmierć nie ist­nieje, Luno.

Kiedy umie­ramy, nie prze­sta­jemy żyć. Prze­cho­dzimy tylko do innego świata.

Spró­buję ci wyja­śnić, jak dosze­dłem do tego wnio­sku. Nie jest to kwe­stia wiary, ale logiczne zakoń­cze­nie dłu­giej drogi. Żeby to zro­zu­mieć, będziesz musiała oprzeć się na racjo­nal­nym rozu­mo­wa­niu, tak jak ja to zro­bi­łem – bo w końcu w duchu zawsze jestem dzien­ni­ka­rzem – ale nie tylko na tym, bo kiedy czło­wiek zaj­muje się tym tema­tem, oka­zuje się, że wiele zagad­nień wykra­cza poza naszą umie­jęt­ność ana­lizy. Nie wystar­czy wie­dzieć. Będziesz musiała nauczyć się słu­chać głosu serca, w takim samym stop­niu jak głosu rozumu. Wyma­gało to ode mnie wiele czasu, bar­dzo wiele, wielu podróży i licz­nych doświad­czeń.

Twój dzia­dek zała­mał się po śmierci syna. A potem do niego dołą­czył. Kiedy mówił o śmierci Tho­masa, zwykł cyto­wać słowa Bau­de­la­ire’a, nawet jeśli w wier­szu, z któ­rego je zaczerp­nął, doty­czyły cze­goś innego; mówił, że śmierć nas prze­rzuca za nie­zmie­rzony mur mgły1. Taki już był twój dzia­dek, pamię­tasz? Mnó­stwo czy­tał i zapa­mię­ty­wał całe zda­nia, wiele zdań, z Toł­stoja, Flau­berta, Sten­dhala, Gogola, z tylu innych auto­rów, z któ­rymi kon­wer­so­wał – swo­ich wymy­ślo­nych przy­ja­ciół. Kiedy mi cyto­wał z pamięci muzykę ich słów, w jego oczach zawsze uka­zy­wały się łzy, jego głos zawsze drżał. Twój dzia­dek był czło­wie­kiem uczu­cio­wym, wykształ­co­nym i dobrym. Opo­wiem ci o ostat­nich tygo­dniach jego życia, bo wiele dzięki nim zro­zu­mia­łem. A jego ostatni oddech… dys­kretna, nie­zwy­kła chwila miło­ści. Tak, śmierć rze­czy­wi­ście skrywa się za mgłą naszych lęków, niczym nie­zba­dana tajem­nica. I jest to rze­czy­wi­stość, która nikogo nie oszczę­dzi, a jed­nak więk­szość ludzi woli o niej nie myśleć. Aż nagle zjawi się w naszym życiu. Jak wtedy, gdy zgi­nął Tho­mas, przez co twój dzia­dek, ja i cała nasza rodzina stra­ci­li­śmy grunt pod nogami.

Bie­gniemy – nie rozu­mie­jąc tego – ku śmierci, niczym luna­tycy, i lęk, który w nas to wzbu­dza, zawsze jest zaska­ku­jący. Dla­tego wypeł­niamy dni ulot­nymi przy­jem­no­ściami, żeby wzmoc­nić nasze odda­le­nie od ducho­wo­ści. Ten brak łącz­no­ści pro­wa­dzi do uczu­cia peł­nego bez­sil­no­ści, że w naszym życiu bra­kuje cze­goś istot­nego, ale nie­do­stęp­nego. To słońce, które zaszło. Nasza zapo­mniana dusza.

Jed­nak życie jest czymś innym niż nie­unik­niony zjazd ku nie­ist­nie­niu. Na życie nie skła­dają się jedy­nie te dekady, które prze­ży­wamy w nie­do­wie­rza­niu na tej pięk­nej, peł­nej prze­mocy sza­lo­nej pla­ne­cie. Śmierć nie jest koń­cem życia. Bar­dzo ważne jest, byśmy to na nowo odkryli. A to naprawdę moż­liwe.

Tajem­nicę tę można prze­nik­nąć. Kiedy znajdę się na progu śmierci, jeśli pozwolą na to oko­licz­no­ści i jeśli będę w sta­nie spoj­rzeć jej świa­do­mie w twarz, z pew­no­ścią trudno będzie zna­leźć wła­ściwe słowa – dla cie­bie, bo będą w tobie wzbie­rać różne emo­cje, a dla mnie też, bo będę wła­śnie się od nich oddzie­lał. Dla­tego naj­le­piej wypo­wie­dzieć te słowa dziś.

Naj­le­piej wszystko powie­dzieć ci dzi­siaj. Zwłasz­cza że póź­niej może być tro­chę za późno, by o tym roz­ma­wiać – na progu śmierci mil­cze­nie sta­nie się bar­dzo cenne. Twoje gesty będą musiały być powolne i deli­katne, gdy twoja dłoń spo­cznie na mojej skó­rze, a twoje serce się ukoi.

Wytłu­ma­czę ci wszystko, co wiem o tej chwili, co się we mnie będzie działo, co ujrzą oczy mojej duszy, tam, dokąd się prze­śli­zgnę, co się ze mną sta­nie potem i co będziesz mogła zro­bić, żeby mi pomóc, jeśli będziesz miała na tyle odwagi. Jestem tego pewien – bo pomoże ci to pogo­dzić się spo­koj­nie z tym, co nie­unik­nione. I być może będziesz wów­czas w sta­nie poczuć miłość, która prze­pełni pomiesz­cze­nie, w któ­rym się będziemy znaj­do­wali, gdy nadej­dzie ta chwila. Miłość ta będzie niczym świa­tło. Będzie mate­rialna – widoczna.

Chwila śmierci obnaża naj­bar­dziej eks­tre­malne z uczuć. To czas para­dok­salny, roz­dar­cie, po któ­rym nie ma pocie­sze­nia, ale też forma łaski – moment, w któ­rym mię­dzy dwoma świa­tami otwie­rają się drzwi.

Po śmierci będę tam na­dal, być może bli­sko cie­bie, cza­sem gdzie indziej, ale zawsze będzie ist­nieć mię­dzy nami więź. Miłość, która nas łączy, będzie rów­nie inten­sywna i silna – a może nawet bar­dziej. Zro­zu­miesz, czy­ta­jąc kolejne strony, dla­czego tak mówię. Miłość jest tym, co umoż­li­wia ist­nie­nie tego związku mię­dzy świa­tami. Nauczę cię to wyczu­wać – jest o wiele sil­niej­szy niż nie­obec­ność. Kiedy się na to otwie­ramy, daje to nam uko­je­nie i niwe­czy nie­pew­ność.

Gdy odejdę z tego świata, wciąż będę żył. Nie miej wąt­pli­wo­ści – nie wątp w to, że miłość, którą czu­jemy do sie­bie, naprawdę jest wieczna i umoż­li­wia dia­log mię­dzy naszymi duszami.

Jeśli już teraz poroz­ma­wiam z tobą o śmierci, będzie to miało sku­tek o wiele waż­niej­szy niż samo przy­go­to­wa­nie cię na tę chwilę – chwilę, którą chciał­bym jak naj­da­lej odło­żyć w cza­sie. Skut­kiem tym będzie otwar­cie pew­nej drogi w twoim wnę­trzu. Ja sam już tego kie­dyś doświad­czy­łem.

Tak, boimy się śmierci. Powie­dzia­łaś mi to. Ten temat wzbu­dza w tobie lęk. I nie jesteś w tym jedyna, córeczko, nie ma w tym nic zaska­ku­ją­cego. Jed­nak wyzna­łaś mi rów­nież, że nie odrzu­casz tego lęku, że nie chcesz go igno­ro­wać. Twoja otwar­tość robi na mnie duże wra­że­nie. Podzi­wiam twoją odwagę – że chcesz sta­wić czoła swoim oba­wom i mrocz­nym myślom – i potwier­dzam, że tak, to wła­śnie godząc się ze swoją wraż­li­wo­ścią, dostą­pisz szczę­ścia i będziesz mogła w pełni prze­żyć życie. Wraż­li­wość nie jest sła­bo­ścią – to pierw­szy krok do prze­bu­dze­nia. Zgłę­bia­nie prawdy naszego jeste­stwa wymaga wiele odwagi i pokory. Ale też czy nie jest naj­waż­niej­sze wła­śnie to, co możemy zro­bić ze swoim życiem?

Tak, śmierć można oswoić. Można zła­go­dzić swoje obawy i poznać tajem­nice śmierci. Prze­staje ona być wów­czas wro­giem – zamiast tego staje się lustrem, w któ­rym prze­gląda się życie. Bo śmierć odsła­nia naj­cen­niej­szą rzecz, jaką posia­damy, jeden z wymia­rów naszego jeste­stwa: czy­stą świa­do­mość, która, jeśli nauczymy się do niej się­gać, może stać się naszym bez­cen­nym zaso­bem.

Zro­zu­mia­łem, że wszy­scy mamy prze­wod­nika – ale nie umiemy go słu­chać. Jeśli uczy­nimy ze śmierci przy­ja­ciółkę, przed­miot codzien­nej medy­ta­cji, może dać nam to głę­boki spo­kój i zmie­nić spo­sób, w jaki patrzymy na przy­padki naszego ist­nie­nia. Dzięki temu jeste­śmy w sta­nie poczuć ten nie­śmier­telny pło­mień, który pali się stale w naszym sercu, to nie­wy­czer­pane źró­dło inspi­ra­cji i mądro­ści, które tkwi w nas wszyst­kich. Teraz – w tej wła­śnie chwili. Pozna­nie sie­bie samego to począ­tek mądro­ści. Im wcze­śniej podej­miemy to wewnętrzne poszu­ki­wa­nie naszej duszy, tym mądrzej­sze i bar­dziej otwarte będzie nasze życie.

Zanim zna­la­złem wła­ściwe słowa, upły­nęło ponad dzie­sięć lat. Nie wszyst­kie poja­wiły się w spo­sób, któ­rego się spo­dzie­wa­łem. Chcę ci więc opo­wie­dzieć inną histo­rię.

3. Jak zacząłem prowadzić badania nad śmiercią

3

Jak zaczą­łem pro­wa­dzić bada­nia nad śmier­cią

Po śmierci two­jego wujka pogrą­ży­łem się – tak jak wszy­scy – w żało­bie. „Życie po śmierci” było dla mnie tema­tem zastrze­żo­nym dla reli­gii albo filo­zo­fii, to zna­czy wyni­ka­ją­cym wyłącz­nie z wiary i nie­po­zwa­la­ją­cym na podej­ście racjo­nalne i naukowe. A potem usły­sza­łem o doświad­cze­niach z pogra­ni­cza śmierci.

Wiesz, o ludziach, któ­rzy na przy­kład po wypadku, po reani­ma­cji wyko­na­nej przez ratow­ni­ków, opo­wia­dają, że patrzyli na to, zupeł­nie jakby się znaj­do­wali nad swoim cia­łem, obser­wu­jąc – jak im się zda­wało – wła­sną śmierć.

Czy gdyby Tho­mas prze­żył, rów­nież by nam coś takiego opo­wie­dział?

Zaczą­łem zbie­rać o tym infor­ma­cje i bar­dzo szybko odkry­łem coś bar­dzo dla mnie waż­nego, a mia­no­wi­cie, że tema­tem tym inte­re­so­wało się bar­dzo wielu naukow­ców.

Wstrzą­snęło to mną, bo wielu z naukow­ców, któ­rzy pisali o tych prze­ży­ciach, nie uwa­żało ich w grun­cie rze­czy za coś wyni­ka­ją­cego wyłącz­nie z wiary czy halu­cy­na­cji.

W naszym świe­cie, kiedy ktoś opo­wiada o prze­ży­ciu wycho­dzą­cym poza normę, które się nazywa nie­wła­ści­wie „ponadna­tu­ral­nym”, z góry zakłada się, że ta osoba nad­in­ter­pre­to­wuje swoje doświad­cze­nia lub się myli, że jest emo­cjo­nal­nie roz­chwiana, kła­mie, śniła lub miała halu­cy­na­cje, czy nawet że jest dotknięta jaki­miś zabu­rze­niami psy­chicz­nymi. Dla­tego w osłu­pie­nie wpra­wiło mnie odkry­cie, że tylu ludzi nauki uważa te „wyja­śnie­nia” za nie­ko­niecz­nie trafne4. Dla wielu osób takie rela­cje nie są wia­ry­godne, bo pod­wa­żają teo­re­tyczne pod­stawy ich wie­dzy, ale w przy­padku innych ten pro­blem spra­wia, że chcą dokład­niej zba­dać tę sprawę.

W każ­dym razie wynika z tego, że doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci (zwane z angiel­skiego NDE – near death expe­rien­ces) sta­no­wią rze­czy­wi­stość psy­cho­lo­giczną i socjo­lo­giczną. W bada­niach pro­wa­dzo­nych nad nimi wyszły na jaw liczne nie­spo­dzianki. Są to ano­ma­lie w nauko­wym zna­cze­niu tego słowa – zja­wi­ska rze­czy­wi­ście zaob­ser­wo­wane, które jed­nak są dale­kie od zna­nych modeli i dla któ­rych nie zna­le­ziono żad­nego kon­wen­cjo­nal­nego wyja­śnie­nia.

O doświad­cze­niach z pogra­ni­cza śmierci zaczęto mówić w poło­wie lat sie­dem­dzie­sią­tych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, kiedy młody lekarz i dok­tor filo­zo­fii, nie­jaki Ray­mond Moody, dziś sława w tej dzie­dzi­nie, wydał prze­zna­czony dla sze­ro­kiej publicz­no­ści zbiór wielu dziw­nych rela­cji, które sam zebrał – opo­wie­ści osób, które otarły się o śmierć. Ludzie ci dono­sili, że pamię­tali chwile, w któ­rych byli nie­przy­tomni czy pogrą­żeni w śpiączce.

Ude­rza­jące były podo­bień­stwa mię­dzy ich rela­cjami: wra­że­nie opusz­cze­nia swo­jego ciała, spo­glą­da­nie na świat z wyso­ko­ści, czę­sto z poda­niem dokład­nych szcze­gó­łów, któ­rych osoby nie­przy­tomne po pro­stu nie mogły znać, wizje bli­skich zmar­łych lub istot natury ducho­wej, żywe świa­tło, głę­bo­kie poczu­cie szczę­ścia, bycia oto­czo­nym miło­ścią. Nie­któ­rym przed oczami sta­wało całe ich życie, dozna­wali trud­nej do opi­sa­nia eks­tazy, dostrze­gali inną rze­czy­wi­stość. Czy to wszystko działo się naprawdę?

Publi­ka­cja książki Moody’ego Życie po życiu ośmie­liła ludzi do opo­wia­da­nia o swo­ich prze­ży­ciach i poka­zała ku zdu­mie­niu wszyst­kich, jak ogromna jest skala tego zja­wi­ska, do tej pory nie­wi­docz­nego. Wkrótce po wyda­niu książki do Moody’ego zaczęły nad­cho­dzić listy z całego kraju od czy­tel­ni­ków opi­su­ją­cych podobne prze­ży­cia. Nie spo­dzie­wał się takiego potopu kore­spon­den­cji i zwró­cił się o pomoc do swo­jego prze­ło­żo­nego, szefa psy­chia­trycz­nego cen­trum kry­zy­so­wego przy Uni­wer­sy­te­cie Wir­gi­nii, dok­tora Bruce’a Grey­sona, nie wie­dząc, że na samym Grey­so­nie kilka lat wcze­śniej wiel­kie wra­że­nie wywarła taka opo­wieść jed­nej z jego pacjen­tek. Grey­so­nem wstrzą­snęło odkry­cie, że nie­zwy­kła rela­cja tej mło­dej kobiety nie była czymś wyjąt­ko­wym, a wręcz prze­ciw­nie5.

Poje­dyn­cze świa­dec­two nie daje pod­staw do prze­pro­wa­dze­nia badań nauko­wych, ale sytu­ację cał­ko­wi­cie zmie­niły liczne nowe rela­cje, które zaczęły napły­wać do uni­wer­sy­tetu.

Dziś, po bli­sko czter­dzie­stu pię­ciu latach badań pro­wa­dzo­nych przez wiele zespo­łów, w tym przez zespół Grey­sona, zebrane dane doty­czące doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci sta­no­wią bez­cenny kor­pus wie­dzy. Ich wyja­śnie­nie wciąż jed­nak pozo­staje dla nauki zagadką. Te duchowe prze­ży­cia bowiem, oprócz tego, że zmie­niają ist­nie­nie tych, któ­rzy ich doświad­czyli, kwe­stio­nują rów­nież naszą wizję życia i nasze postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści. Naj­bar­dziej nie­po­ko­jące jest to, że – na płasz­czyź­nie nauko­wej – doświad­cze­nia te pod­wa­żają wszyst­kie nasze modele, bo wiele z tych zja­wisk z pogra­ni­cza śmierci powstaje pod­czas stop­nio­wej degra­da­cji funk­cji układu ner­wo­wego, a ich inten­syw­ność wydaje się nawet zwięk­szać wprost pro­por­cjo­nal­nie do obni­ża­nia się aktyw­no­ści mózgu. Ile kobiet, męż­czyzn i dzieci na setki tysięcy osób (według badań 12–18% osób, które prze­żyły zawał, doświad­cza NDE) znaj­du­jące się w sytu­acji, w któ­rej ich życie jest w nie­bez­pie­czeń­stwie, a funk­cjo­no­wa­nie ich mózgu zna­cząco się zmie­nia – lub wręcz ustaje! – infor­muje póź­niej, że byli przy­tomni pod­czas tego zda­rze­nia, a w dodatku opi­suje stany świa­do­mo­ści o nie­zwy­kłej pla­stycz­no­ści i inten­syw­no­ści? Świad­ko­wie ci rze­czy­wi­ście mówią o wyjąt­kowo wyra­zi­stych prze­ży­ciach. Wszystko sta­wało się jaśniej­sze, pre­cy­zyjne. Ludzie ci byli przy­tomni i super­świa­domi pod­czas tego prze­ży­cia i wszy­scy opo­wia­dają o tym, że widzieli rze­czy­wi­stość bar­dziej realną niż ta, którą znają.

Zupeł­nie jakby po wyję­ciu z lap­topa bate­rii i znisz­cze­niu jego ukła­dów sca­lo­nych kom­pu­ter zaczął dzia­łać lepiej. Nie ma to żad­nego sensu.

Jak mózg może umoż­li­wiać doświad­cze­nie posze­rze­nia świa­do­mo­ści w chwili, gdy na przy­kład po zatrzy­ma­niu akcji serca jego funk­cjo­no­wa­nie jest co naj­mniej bar­dzo mocno upo­śle­dzone? Powinno być prze­cież dokład­nie na odwrót.

Pyta­nie wyni­ka­jące z tych doświad­czeń ma zawrotne impli­ka­cje: czy świa­do­mość jest zależna od mózgu? Innymi słowy, czy na­dal żyjemy, kiedy nasz mózg już nie działa? Czy doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci opi­sują to, co dzieje się w chwili śmierci?

Na kon­fe­ren­cji w Liège w Bel­gii, w któ­rej uczest­ni­czy­łem, spo­tka­łem dwóch bada­czy, z któ­rych każdy argu­men­to­wał za zupeł­nie innymi odpo­wie­dziami na to pyta­nie. Byli to bel­gij­ski neu­ro­log Ste­ven Lau­reys i holen­der­ski kar­dio­log Pim Van Lom­mel.

Jestem w tym samym wieku co Ste­ven Lau­reys, dyrek­tor ds. badań FNRS (Bel­gij­ski Fun­dusz Badań Nauko­wych) i kie­row­nik jed­nostki badaw­czej GIGA Con­scio­usness. Ten sym­pa­tyczny, ener­giczny nauko­wiec jest także zało­ży­cie­lem insty­tu­cji Coma Science Group (CSG) z labo­ra­to­rium w Liège, którą kie­ro­wał do 2020 roku. Ste­ven należy do czo­ło­wych euro­pej­skich bada­czy w dzie­dzi­nie neu­ro­nauki. Coma Science Group roz­wi­nęła wie­dzę eks­percką na świa­to­wym pozio­mie na temat śpiączki i „sta­nów nie­re­ak­tyw­nego czu­wa­nia”, które wcze­śniej były nie­zbyt deli­kat­nie okre­ślane jako „stan wege­ta­tywny”.

Wraz ze swoim zespo­łem Ste­ven zaj­mo­wał się także bada­niem róż­nych sta­nów świa­do­mo­ści, przez co zain­te­re­so­wał się zwłasz­cza doświad­cze­niami z pogra­ni­cza śmierci z punktu widze­nia neu­ro­nauki.

Nie ukrywa swo­jego sta­no­wi­ska; według niego wszystko dzieje się w mózgu: „Hipo­teza, którą testu­jemy z zespo­łem, jest taka, że wszyst­kie te doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci mają pod­łoże orga­niczne. Że nie­które obszary mózgu ule­gają pod­czas takiej śpiączki kaska­do­wym zmia­nom w neu­ro­prze­kaź­ni­kach i że są to po pro­stu zmiany w funk­cjo­no­wa­niu mózgu” 6. Pod­tekst tego stwier­dze­nia: doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci nie dowo­dzą, że świa­do­mość może prze­trwać śmierć.

Z dru­giej strony rów­nie znani bada­cze, tacy jak dr Pim Van Lom­mel, twier­dzą coś prze­ciw­nego – ich zda­niem doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci poka­zują, że świa­do­mość nie powstaje w naszym mózgu, a w związku z tym utrzy­muje się po śmierci, ponie­waż te doświad­cze­nia wystę­pują, gdy wydaje się, że mózg prze­stał dzia­łać.

Dr Van Lom­mel, lekarz i kar­dio­log szpi­talny, jest auto­rem naj­waż­niej­szego dotych­czas prze­pro­wa­dzo­nego bada­nia kli­nicz­nego doty­czą­cego doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, któ­rego wyniki opu­bli­ko­wano w pre­sti­żo­wym cza­so­pi­śmie medycz­nym „The Lan­cet”.

Jest on, obok Bruce’a Grey­sona ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych i kilku innych osób, jed­nym z naj­wy­bit­niej­szych spe­cja­li­stów w tej dzie­dzi­nie.

Jego bada­nia zbul­wer­so­wały mię­dzy­na­ro­dową spo­łecz­ność medyczną, ponie­waż wyka­zały, że naj­wy­raź­niej można zacho­wać świa­do­mość, gdy ustają wszyst­kie funk­cje mózgu. Bada­nie pod nazwą Doświad­cze­nia śmierci kli­nicz­nej u osób, które prze­żyły zatrzy­ma­nie pracy serca było nowa­tor­skie ze względu na skalę – w około dzie­się­ciu szpi­ta­lach prze­pro­wa­dzono wywiady z 344 oso­bami, które prze­żyły zatrzy­ma­nie krą­że­nia – i bez­pre­ce­den­sowe, jeśli cho­dzi o czas trwa­nia: wywiady prze­pro­wa­dzano z pacjen­tami pięć, a następ­nie osiem lat po zda­rze­niu. Sześć­dzie­siąt dwie osoby, czyli 18% uczest­ni­ków bada­nia, zgło­siły doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci7.

Szpi­tal uni­wer­sy­tecki, w któ­rym pra­cuje Ste­ven Lau­reys, znaj­duje się w połu­dnio­wej czę­ści Liège. To wła­śnie na tere­nie tego dużego kom­pleksu szpi­tal­nego mie­ści się sie­dziba Coma Science Group. Wcho­dząc na teren szpi­tala, muszę prze­do­stać się przez tłum zaafe­ro­wa­nych pacjen­tów, ich rodzin i pra­cow­ni­ków ochrony zdro­wia na prze­rwie obia­do­wej. W barach, które mijam, jest duży ruch. Za zakrę­tem kory­ta­rza tra­fiam na windy, któ­rymi można dostać się na wyż­sze pię­tra. Pomiesz­cze­nia CSG znaj­dują się na pią­tym pię­trze wieży GIGA.

Panuje tam cisza i spo­kój.

Biuro Ste­vena Lau­reysa to duży, jasny pokój wypeł­niony książ­kami, arty­ku­łami i doku­men­tami. Jest tam też odlew z żywicy – dokładna replika mózgu tego uśmiech­nię­tego męż­czy­zny, ojca pię­ciorga dzieci, który sadza mnie przy dużym stole na środku i od razu prze­cho­dzi ze mną na ty. Od naszego pierw­szego spo­tka­nia kilka lat temu w stu­diu tele­wi­zji France 2 parę razy roz­ma­wia­li­śmy, ale ni­gdy nie mie­li­śmy oka­zji naprawdę szcze­rze pody­sku­to­wać. A ja bar­dzo chcę go zapy­tać, w jaki spo­sób neu­ro­lo­dzy badają zja­wi­sko z natury nie­od­twa­rzalne, takie jak doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci.

– Na czym pole­gają twoje bada­nia?

– Pró­buję zasto­so­wać meto­do­lo­gię naukową, bo bar­dzo mnie to cie­kawi, żeby porów­nać to, co mi się zdaje, że rozu­miem, z tym, co mogę zmie­rzyć, bez dogma­tów i przy­ję­tych z góry zało­żeń. Jestem, jak wia­domo, neu­ro­lo­giem, a więc pra­cuję nad mózgiem, żeby badać hipo­tezy. Nie mogę igno­ro­wać tego, że jeśli zmie­niamy struk­turę lub funk­cjo­no­wa­nie mózgu na przy­kład za pomocą środ­ków znie­czu­la­ją­cych lub halu­cy­no­gen­nych, zmie­niamy też swoje myśli, swoje postrze­ga­nie i emo­cje. Świa­domość to rzecz skom­pli­ko­wana.

– To naj­więk­sza zagadka na świe­cie…

– Tak, i dopóki nie zro­zu­miemy świa­do­mo­ści, trudno będzie wyja­śnić doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci. Fak­tem jest jed­nak, że sta­no­wią one rze­czy­wi­stość fizjo­lo­giczną i dla­tego zasłu­gują na dal­sze bada­nia. Szkoda, że tak nie­wielu naszych kole­gów się tym inte­re­suje. Pozwo­li­łoby nam to odejść od dycho­to­mii „wie­rzę w to – nie wie­rzę w to”. Z jed­nej strony są tacy, któ­rzy twier­dzą, że doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci są dowo­dem na to, że dusza ist­nieje poza cia­łem, i nie idą dalej; ja jestem tro­chę bar­dziej docie­kliwy, potrze­buję teo­rii, która mia­łaby moc prze­wi­dy­wa­nia. Z dru­giej strony mamy tych, któ­rzy z góry zakła­dają, że te prze­ży­cia nie mogą być praw­dziwe. Te dwie postawy wyrzą­dzają nam krzywdę. Pro­blem w tym, że tak naprawdę nie wiemy, kiedy te doświad­cze­nia mają miej­sce, i nie możemy ich odtwo­rzyć w labo­ra­to­rium.

Męż­czy­zna sie­dzący przede mną stał się znany naj­pierw dzięki swoim bada­niom nad śpiączką i zabu­rze­niami świa­do­mo­ści (cho­dzi o pacjen­tów, któ­rzy po trau­ma­tycz­nym ataku nie odzy­skują przy­tom­no­ści), nad nie­re­ak­tyw­nym czu­wa­niem, a także nad zespo­łami zamknię­cia (loc­ked-in-syn­drome) u spa­ra­li­żo­wa­nych, ale świa­do­mych pacjen­tów.

W skład zespołu GIGA Con­scio­usness wcho­dzi około pięć­dzie­się­ciu osób, nie licząc współ­pra­cow­ni­ków zewnętrz­nych. Są to głów­nie psy­cho­lo­go­wie, leka­rze i inży­nie­ro­wie, ale także fizjo­te­ra­peuci i fizycy. Dążą oni do lep­szego zro­zu­mie­nia róż­nych rodza­jów aktyw­no­ści mózgu w sta­nach ogra­ni­czo­nej świa­do­mo­ści, u pacjen­tów w śpiączce, w hip­no­zie, pod­czas medy­ta­cji, w tran­sie i pośred­nio u osób, które miały doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci.

Ważna część badań nad doświad­cze­niami z pogra­ni­cza śmierci pro­wa­dzo­nych w GIGA Con­scio­usness pole­gała począt­kowo na pró­bie lep­szego zro­zu­mie­nia tych doświad­czeń na pod­sta­wie rela­cji pacjen­tów. Zespół Ste­vena zebrał ich pra­wie 2000, co sta­nowi zna­czącą próbkę w przy­padku tego tematu. Prace pro­wa­dzono w opar­ciu o świa­dec­twa spon­ta­niczne, zatem ten pierw­szy krok miał z koniecz­no­ści cha­rak­ter retro­spek­tywny i ogra­ni­czony. Pozwo­lił jed­nak wycią­gnąć bar­dzo istotne, a cza­sem nawet zaska­ku­jące wnio­ski.

Następ­nie, kilka lat temu, bada­cze Ste­vena posta­wili sobie wyzwa­nie pole­ga­jące na pró­bie „odtwo­rze­nia” w labo­ra­to­rium kilku typów doświad­czeń feno­me­no­lo­gicz­nie podob­nych do doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, aby zoba­czyć, co dzieje się w mózgu w takich odmien­nych sta­nach świa­do­mo­ści.

Aby wywo­łać stany świa­do­mo­ści moż­li­wie podobne do doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, zespoły bada­czy GIGA Con­scio­usness sto­so­wały różne tech­niki, takie jak na przy­kład hip­noza, pro­sząc osoby, które już prze­żyły takie doświad­cze­nia, aby je na nowo przy­wo­łały. Oczy­wi­ście osoby te nie prze­ży­wały ponow­nie tego samego zda­rze­nia, ale pod­czas sesji rela­cjo­no­wały, że miały wra­że­nia i odczu­cia podobne do tych, które towa­rzy­szyły im pod­czas pierw­szego doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci. Po wpro­wa­dze­niu tych osób w hip­nozę aktyw­ność ich mózgu obser­wo­wano za pomocą elek­tro­en­ce­fa­lo­grafu (EEG), urzą­dze­nia mie­rzą­cego aktyw­ność elek­tryczną kory mózgo­wej – skraj­nie zewnętrz­nej czę­ści mózgu i sie­dli­ska naj­bar­dziej roz­wi­nię­tych funk­cji neu­ro­lo­gicz­nych.

Do „ponow­nego prze­ży­cia” symu­lo­wa­nego doświad­cze­nia oddzie­le­nia od ciała sto­so­wano także rze­czy­wi­stość wir­tu­alną, aby pozwo­lić bada­nym ponow­nie je prze­żyć. Te same testy z uży­ciem rze­czy­wi­sto­ści wir­tu­al­nej prze­cho­dzili inni ludzie, któ­rzy nie mieli doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci. Aktyw­ność mózgu wszyst­kich tych „kró­li­ków doświad­czal­nych” uważ­nie obser­wo­wano. Prze­te­sto­wano inne metody wywo­ły­wa­nia takich sta­nów, takie jak omdle­nia: krót­kie, przej­ściowe utraty przy­tom­no­ści, jako że lite­ra­tura naukowa pod­kre­śla poten­cjalny zwią­zek pomię­dzy halu­cy­na­cjami doświad­cza­nymi w cza­sie omdle­nia i doświad­cze­niami z pogra­ni­cza śmierci.

Z bada­czami z GIGA Con­scio­usness współ­pra­co­wała także sza­manka Corine Som­brun, potra­fiąca spon­ta­nicz­nie wcho­dzić w trans. Dzięki jej uczest­nic­twu moż­liwe stało się poka­za­nie wpływu tego bar­dzo spe­cy­ficz­nego stanu świa­do­mo­ści na funk­cjo­no­wa­nie mózgu.

GIGA Con­scio­usness współ­pra­cuje także z cen­trum badań nad psy­cho­de­li­kami na Wydziale Nauk o Mózgu Impe­rial Col­lege Lon­don Medi­cal School w bada­niach z obra­zo­wa­niem mózgu pod kątem dzia­ła­nia sub­stan­cji psy­cho­de­licz­nych wywo­łu­ją­cych silne doświad­cze­nia eks­ta­tyczne, któ­rych nie­które aspekty wyka­zują silne podo­bień­stwo do doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci. Wrócę do tego sze­rzej póź­niej.

Wszyst­kie te bada­nia mają zatem na celu obser­wa­cje w eks­pe­ry­men­tach labo­ra­to­ryj­nych, które choć nie odtwa­rzają dosłow­nie doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, dzielą z nimi praw­do­po­dob­nie pewne podo­bień­stwa feno­me­no­lo­giczne, a także umoż­li­wiają dostrze­że­nie zwią­za­nych z nimi wzor­ców aktyw­no­ści neu­ro­nal­nej.

Każde z tych badań umoż­li­wiło uwy­dat­nie­nie kore­la­cji pomię­dzy doświad­cze­niami neu­ro­fi­zjo­lo­gicz­nymi bada­nych osób a rela­cjami z tego, co według nich prze­żyły. Zebrano nowe, ważne, wcze­śniej nie­pu­bli­ko­wane dane.

Choć odmienne stany świa­do­mo­ści przy­po­mi­nają doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci, z neu­ro­lo­gicz­nego punktu widze­nia są one jed­nak bar­dzo odle­głe. Tym bar­dziej że jedną z najbar­dziej ude­rza­ją­cych cech doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci jest to, że u nie­któ­rych osób docho­dzi do nich wtedy, gdy mózg wyraź­nie już nie funk­cjo­nuje.

Od tego wła­śnie zaczą­łem roz­mowę ze Ste­ve­nem.

4. Śmierć mózgu i śmierć kliniczna

4

Śmierć mózgu i śmierć kli­niczna

– Widzisz kore­la­cje mię­dzy doświad­cze­niami z odmien­nych sta­nów świa­do­mo­ści i róż­nymi zwią­za­nymi z nimi wzor­cami aktyw­no­ści mózgu, ale doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci cza­sami poja­wiają się, gdy mózg odczuwa silny ból lub nawet prze­staje dzia­łać…

Ste­ven Lau­reys wydaje się zasko­czony moimi sło­wami.

– Prze­staje dzia­łać? Nie…

– Jak to?

– Zacho­wu­jemy się tak, jakby udo­wod­niono, że pod­czas doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci mózg był nie­ak­tywny, a nawet mar­twy. Tak nie jest. Nikt ni­gdy nie wró­cił do życia po śmierci mózgo­wej.

Od razu wkra­czamy w sedno debaty: czy mózg jest na­dal aktywny pod­czas tych doświad­czeń? Dla Ste­vena mózg z zasady musi być aktywny, ponie­waż jego wyj­ścio­wym postu­la­tem jest uzna­nie, że całe świa­dome doświad­cze­nie jest powią­zane z widoczną aktyw­no­ścią w mózgu. To jest to, czego się nauczył i co zawsze obser­wo­wał jako neu­ro­log. Dla­tego wszyst­kie jego bada­nia mają na celu lep­sze zro­zu­mie­nie aktyw­no­ści mózgu u ludzi, któ­rzy prze­ży­wają doświad­cze­nia podobne do doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci, ponie­waż te są z zasady spo­wo­do­wane przez „zmiany w funk­cjo­no­wa­niu mózgu”. Wydaje mi się, że tę hipo­tezę, która w zamy­śle ma być „racjo­nalna”, w dużym stop­niu pod­wa­żają fakty, i nie mogę się docze­kać, by się dowie­dzieć, co na to powie Ste­ven.

Co wię­cej, nikt nie twier­dzi, że można powró­cić do zdro­wia po śmierci mózgo­wej. Śmierć jest pro­ce­sem stop­nio­wej degra­da­cji. Po zatrzy­ma­niu pracy serca, które powo­duje nie­do­tle­nie­nie narzą­dów i komó­rek, nie wszyst­kie narządy i komórki ule­gają degra­da­cji w rów­nym tem­pie. Kiedy nastę­puje zmniej­sze­nie dopływu do mózgu tlenu i glu­kozy, które są klu­czowe dla jego aktyw­no­ści, mózg po kilku sekun­dach prze­staje funk­cjo­no­wać. Znaj­duje się w sta­nie „śmierci kli­nicz­nej”, który może być przej­ściowy, a przede wszyst­kim odwra­calny. Jed­nak po kilku minu­tach bez dopływu ener­gii pro­ces nie­od­wra­cal­nej degra­da­cji stop­niowo nisz­czy wszyst­kie neu­rony i nastę­puje „śmierć mózgu”.

Po śmierci mózgu można prze­szcze­pić pewne narządy, takie jak serce, wątroba, płuca czy nerki, ponie­waż są one na­dal żywe, ale pacjent nie będzie mógł wró­cić do życia, bo jego mózg jest nie­od­wra­cal­nie mar­twy. I rze­czy­wi­ście nie zda­rzyło się, żeby ktoś po śmierci mózgu powró­cił do życia.

Tym­cza­sem stan „śmierci kli­nicz­nej”, który poprze­dza śmierć mózgu i może trwać kilka minut, to wła­śnie ten stan, w któ­rym wiele osób prze­żyło – jak twier­dzą – doświad­cze­nie z pogra­ni­cza śmierci. Ich mózg znaj­duje się wtedy w sta­nie wstrzy­ma­nia, neu­rony na ogół nie ule­gają degra­da­cji, ale w zasa­dzie nie wyka­zują już aktyw­no­ści. To wła­śnie ten moment mnie inte­re­suje. For­mu­łuję ina­czej swoje pyta­nie.

– Nikt nie mówi, że ludzie, któ­rzy prze­żyli doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci, znaj­do­wali się w sta­nie śmierci mózgo­wej, ale niektó­rzy byli w sta­nie śmierci kli­nicz­nej. A wów­czas mózg wyłą­cza się bar­dzo szybko, prawda? Wiele badań doty­czą­cych zatrzy­ma­nia akcji serca8 wska­zuje, że po upły­wie naj­wy­żej dzie­się­ciu do dwu­dzie­stu sekund nie ma już ciśnie­nia krwi, zanika krą­że­nie… więc z zasady mózg nie może już wyka­zy­wać naj­mniej­szej aktyw­no­ści?

– Nie ma ciśnie­nia, tak, taka jest mecha­nika. Jeśli pompa się zatrzyma, do mózgu nie będzie już dopły­wać krew. W rze­czy­wi­sto­ści serce czę­sto nie zatrzy­muje się aż tak nagle. Na przy­kład nastę­puje migo­ta­nie przed­sion­ków, to zna­czy serce zaczyna bić bar­dzo szybko i nie­re­gu­lar­nie, a to ozna­cza, że jego praca nie jest zbyt sku­teczna. Ale nie wiemy, co dokład­nie się dzieje pod­czas reani­ma­cji. Więc tak, oczy­wi­ście czę­sto zda­rza się, że obser­wu­jemy bar­dzo zna­czący spa­dek prze­pływu krwi. Mózg w isto­cie jest bar­dzo deli­katny. Z dru­giej strony jest też bar­dziej wytrzy­mały, niż nam się wydaje, dla­tego cza­sami przy obec­nych tech­ni­kach resu­scy­ta­cji i przy hipo­ter­mii udaje nam się utrzy­mać aktyw­ność mózgu.

– Z badań, o któ­rych mówię, wynika, że fak­tycz­nie przez kilka minut nie nastę­puje nie­od­wra­calne uszko­dze­nie mózgu, ale już po kilku sekun­dach po zatrzy­ma­niu krą­że­nia do mózgu prze­staje dopły­wać krew…

– Pod­czas zatrzy­ma­nia krą­że­nia dzieje się wiele rze­czy, które bar­dzo trudno zaob­ser­wo­wać. Tak, mózg będzie wyka­zy­wał oznaki cier­pie­nia, spo­wol­nio­nej aktyw­no­ści, a wykres jego aktyw­no­ści będzie stop­niowo sta­wał się pła­ski. Nie odwa­żył­bym się jed­nak powie­dzieć z całą pew­no­ścią, że „po tylu a tylu sekun­dach nastę­puje koniec”. W rze­czywistości jest wiele zmien­nych.

Rozu­miem jego argu­menty, ale mimo to pró­buję przy­przeć go do muru.

– Ale bada­nia wska­zują dokładny czas, wyno­szący mak­sy­mal­nie dzie­sięć do dwu­dzie­stu sekund pomię­dzy zatrzy­ma­niem krą­że­nia a usta­niem wszel­kiej aktyw­no­ści mózgu. Nie wymy­śli­łem tego.

– Chcesz wie­dzieć, jakie mam o tym zda­nie, więc ci powiem… Kwe­stia, którą poru­szasz, byłaby dobrym tema­tem na dok­to­rat. Dla mnie ist­nieją dwie inter­pre­ta­cje. Można powie­dzieć, że mózg jest nie­ak­tywny i że to dowód na to, że świa­do­mość musi być gdzieś indziej, ale można też powie­dzieć, że mózg jest zapewne bar­dziej wytrzy­mały i że nawet jeśli cierpi, na­dal mamy tro­chę prze­pływu, tro­chę aktyw­no­ści mózgu. Na razie wypo­wia­dam się o tym ostroż­nie.

Kilku ane­ste­zjo­lo­gów-resu­scy­ta­to­rów, z któ­rymi roz­ma­wia­łem, wyra­ziło te same zastrze­że­nia co Ste­ven, w isto­cie wska­zu­jąc na trud­ność w oce­nie para­me­trów fizjo­lo­gicz­nych pacjenta pod­czas zabie­gów resu­scy­ta­cyj­nych. Ale fak­tem jest, że od chwili, w któ­rej mózg prze­staje otrzy­my­wać tlen, komórki neu­ro­nowe zatrzy­mują się, aby zacho­wać jak naj­wię­cej ener­gii.

– Tak, zga­dza się… – potwier­dza Ste­ven.

– Umrą dopiero po kilku minu­tach. I w tym cza­sie mię­dzy zatrzy­ma­niem dopływu tlenu do mózgu a momen­tem śmierci mózgu nie ma już żad­nej aktyw­no­ści…

– Nie wiemy tego. Śmierć mózgu stwier­dza się dopiero po kilku minu­tach jego nie­do­tle­nie­nia. Co wię­cej, „pła­ski” wykres EEG nie wystar­czy do posta­wie­nia dia­gnozy śmierci mózgo­wej9.

– Ale jaka ener­gia mogłaby umoż­li­wiać pracę mózgu, gdy prze­staje krą­żyć krew dostar­cza­jąca tlen nie­zbędny do jego funk­cjo­no­wa­nia?

Po raz kolejny Ste­ven unika odpo­wie­dzi – zasła­nia się ogól­ni­kami.

– To naprawdę temat na debatę naukową, który zasłu­guje na dal­sze bada­nia. Mówi się, że w chwili, kiedy nie­któ­rzy świad­ko­wie prze­ży­wają doświad­cze­nie nie­uchron­nej śmierci, ich mózg już nie funk­cjo­nuje. Może. A może nie. Jest moż­liwe, i tak wła­śnie myślę, że do per­cep­cji i myśle­nia potrze­bu­jemy znacz­nie słab­szej aktyw­no­ści mózgu, niż daw­niej sądzono. To trop, który rów­nież warto zba­dać.

A zatem Ste­ven trzyma się takiego oto argu­mentu: jako że mózg nie jest nie­od­wra­cal­nie mar­twy, nie wiemy, co może się w nim dziać, nawet pod­czas zatrzy­ma­nia akcji serca. Nie można wyklu­czyć hipo­tezy, że doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci powo­dują jakiś rodzaj „aktyw­no­ści reszt­ko­wej”. Oma­wia­łem już to zało­że­nie z kil­koma bada­czami i podzie­li­łem się nim ze Ste­venem.

– Jed­nakże wielu spe­cja­li­stów od doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, jak na przy­kład psy­chia­tra Bruce Grey­son, ma trud­no­ści z wyobra­że­niem sobie, w jaki spo­sób reszt­kowa aktyw­ność mózgu mogłaby wywo­ły­wać doświad­cze­nie świa­do­mo­ści. Nawet pomi­ja­jąc zatrzy­ma­nie krą­że­nia, wiele doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci poja­wia się wtedy, gdy mózg odczuwa silny ból. Jak zatem możemy powią­zać tak bogate dozna­nie z aktyw­no­ścią zmniej­szoną w porów­na­niu z tym, z czym zwy­kle mamy do czy­nie­nia?

– To wła­śnie sprawa, która nas fra­puje. Myślę, że warto się nią zająć. Myślę, że naprawdę nie­wiele wiemy o tym, co dzieje się pod­czas takich prze­żyć. Ska­kał­bym z rado­ści, gdy­bym odkrył, że ist­nieje świa­do­mość poza mózgiem! I z pew­no­ścią zdo­był­bym za to Nobla. Ale trzeba pro­wa­dzić takie bada­nia, zacho­wu­jąc kry­tyczne podej­ście do wła­snych prze­ko­nań.

– Wydaje mi się, że wła­śnie tak robi Grey­son. I podob­nie jak inni naukowcy, któ­rzy wąt­pią w neu­ro­nalne pocho­dze­nie doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci, pra­cuje i opiera się na świa­dec­twach popar­tych doku­men­ta­cją medyczną, któ­rych są setki!10 Bada­cze ci mówią, że jeśli nasza świa­do­mość jest sko­re­lo­wana z jed­no­cze­sną aktyw­no­ścią wielu obsza­rów mózgu, „aktyw­ność reszt­kowa” nie może two­rzyć świa­do­mych doświad­czeń. Dok­tor Bruce Grey­son powie­dział mi, że nie wie­rzy, by taka szcząt­kowa aktyw­ność mogła wyja­śnić doświad­cze­nie z pogra­ni­cza śmierci.

Ste­ven śmieje się i mówi do mnie zaczep­nie:

– W takim razie to kwe­stia wiary. Ja obstaję przy swoim zda­niu.

– Nie wyra­ził tego w ten spo­sób. To jego bada­nia skło­niły go do uzna­nia tej hipo­tezy za naj­bar­dziej wia­ry­godną. Myśle­nie, że szcząt­kowa aktyw­ność, tak sub­telna, że nie­wy­kry­walna, może być źró­dłem hiper­re­ali­stycz­nych nar­ra­cji i świa­do­mych pro­ce­sów myślo­wych, jest sprzeczne ze wszyst­kimi neu­ro­bio­lo­gicz­nymi mode­lami funk­cjo­no­wa­nia mózgu.

– Nie sądzę, żeby można było tak stwier­dzić, dopóki nie zro­zu­miemy neu­ro­nal­nych kore­la­tów świa­do­mo­ści. Grey­son nie prze­pro­wa­dzał eks­pe­ry­men­tów nauko­wych z EEG, a tym bar­dziej z EEG o dużej gęsto­ści (256 elek­trod), tak jak ja i mój zespół.

– A gdyby jej nie było? A jeśli świa­do­mość nie jest two­rzona przez mózg?

– Gdyby jej nie było? Był­bym bar­dzo szczę­śliwy, gdy­bym odkrył, że ist­nieje coś wię­cej. Ale mam jed­nak świa­do­mość zmy­słową, to, co teraz widzę, co sły­szę, co postrze­gam, i na razie wszyst­kie obser­wa­cje poka­zują mi, że jeśli zatrzy­mam aktyw­ność w sieci mózgo­wej odpo­wie­dzial­nej za świa­do­mość, moja per­cep­cja znik­nie. Świa­do­mość z defi­ni­cji jest czymś subiek­tyw­nym. Nie mam pro­blemu ze stwier­dze­niem, że nie rozu­miemy świa­do­mo­ści. Uwa­żają mnie za mate­ria­li­stę czy reduk­cjo­ni­stę. Ow­szem, podej­ście naukowe polega na redu­ko­wa­niu pro­blemu do mniej­szych pro­ble­mów.

– Uwa­żasz się za mate­ria­li­stę?

– Co przez to rozu­miesz?

– Że wszystko pocho­dzi z mate­rii…

Ste­ven zasta­na­wia się kilka sekund, a potem mówi:

– Dobrze wiemy, że nie wszystko powstaje z mate­rii. Od cza­sów Ein­ste­ina mamy świa­do­mość, że mate­ria i ener­gia są ze sobą powią­zane. Ale ja jestem neu­ro­lo­giem i naukow­cem, patrzę na mózg i myślę, że jest to na­dal przy­datne, nawet jeśli nikt nie potrafi wyja­śnić, w jaki spo­sób coś mate­rialnego, mózg, który moim zda­niem odgrywa tu dużą rolę, kształ­tuje nasze myśli, spo­strze­że­nia, emo­cje.

– To fun­da­men­talna sprawa.

– Tak… I temat prac naszego ośrodka badaw­czego w Liège, a także w Kana­dzie!

– Wła­śnie w obli­czu pyta­nia o naturę świa­do­mo­ści wielu bada­czy for­mu­łuje hipo­tezę, że doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci są być może ziarn­kiem pia­sku w maszy­nie, które pozwoli nam mode­lo­wać szer­szą kon­cep­cję świa­do­mo­ści. Na przy­kład poprzez odróż­nie­nie poziomu świa­do­mo­ści funk­cjo­nal­nej cał­ko­wi­cie powią­za­nej z aktyw­no­ścią mózgu od innego, nie­za­leż­nego poziomu świa­do­mo­ści. Nie chciał­byś się zapu­ścić na taką ścieżkę badań?

Mój roz­mówca się uśmie­cha.

– Nie jestem filo­zo­fem. Ani księ­dzem. Moje podej­ście jest naukowe, bar­dzo przy­ziemne i prag­ma­tyczne. Chcę zro­zu­mieć. Jak spraw­dzić tę hipo­tezę, o któ­rej wspo­mi­nasz? Można mi mówić, że świa­do­mość jest „kosmiczna”, że wszy­scy jeste­śmy połą­czeni… Dobrze, ale mnie nie zado­wa­lają poetyc­kie wyja­śnie­nia. Jeśli jest to ener­gia lub fala, muszę to zde­fi­nio­wać, tak aby tę hipo­tezę można było prze­te­sto­wać. Żeby uzy­skać praw­dziwą, war­to­ściową hipo­tezę naukową, która będzie coś wyja­śniać i umoż­liwi prze­wi­dy­wa­nie cze­goś.

Za dużymi oknami biura Ste­vena powoli zaczyna się ściem­niać. Nad­cho­dzi wie­czór. Od roz­po­czę­cia tej roz­mowy minęła ponad godzina i Ste­ven musi już wyjść. Powie­dział mi wcze­śniej, że musi odsta­wić jedno ze swo­ich dzieci na obóz har­cer­ski, więc zapro­po­no­wał, że mnie pod­wie­zie w stronę hotelu – szpi­tal uni­wer­sy­tecki, w któ­rym roz­ma­wiamy, znaj­duje się daleko od cen­trum.

Gdy ode­bra­li­śmy jego syna z domu i przy­wi­ta­li­śmy się z jego żoną, Vanessą Char­land, neu­rop­sy­cho­lożką spe­cja­li­zu­jącą się w naucza­niu medy­ta­cji uważ­no­ści, Ste­ven pod­wiózł mnie do cen­trum Liège. Zapa­dała noc, a ja posze­dłem na spa­cer nad Mozą.

Roz­mowa nieco mnie zasę­piła. Doce­nia­łem ser­deczną atmos­ferę i rozu­mia­łem sta­no­wi­sko Ste­vena – było to sta­no­wi­sko neu­ro­loga, naukowca zaj­mu­ją­cego się opra­co­wy­wa­niem eks­pe­ry­men­tów mają­cych na celu lep­sze zro­zu­mie­nie mózgu w tych nie­zwy­kłych sta­nach. Nie­po­ko­iło mnie jed­nak prze­ko­na­nie, z jakim utrzy­my­wał, że reszt­kowa aktyw­ność w fazie resu­scy­ta­cji może wywo­ły­wać stan świa­do­mo­ści na jawie tak inten­sywny jak doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci, nawet jeśli rozu­mia­łem, że dla niego nie jest to „wyja­śnie­nie doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci”, lecz tylko hipo­teza robo­cza. Jestem w sta­nie pojąć, że jako nauko­wiec nie chciałby tego wyklu­czać bez prze­pro­wa­dze­nia badań. To kwin­te­sen­cja podej­ścia nauko­wego.

Jed­nak postu­lo­wa­nie, że pomimo zmian fizjo­lo­gicz­nych i pozor­nie nie­funk­cjo­nu­ją­cej kory mózgo­wej aktyw­ność reszt­kowa, cał­ko­wi­cie spe­ku­la­tywna i ni­gdy nie­za­ob­ser­wo­wana, może być źró­dłem tych doświad­czeń, pro­wa­dzi według mnie do tego, że konieczne staje się przy­my­ka­nie oczu na istotne ele­menty tych doświad­czeń. W ich trak­cie dzieje się tak wiele nie­sa­mo­wi­tych rze­czy, które spra­wiają, że ta hipo­teza staje się nie­moż­liwa… Wrócę jesz­cze do tego i wyli­czę ich cechy, które wyma­gają od nas ponow­nego przyj­rze­nia się naszym zało­że­niom na temat natury świa­do­mo­ści.

Ale wcze­śniej być może warto nieco dokład­niej zba­dać, co neu­ro­bio­lo­dzy wie­dzą o świa­do­mo­ści, a czego nie. Podob­nie jak kwe­stię jej pocho­dze­nia.

Kiedy mówię o „świa­do­mo­ści”, co to dla cie­bie ozna­cza, Luno?

5. Co wiemy o świadomości?

5

Co wiemy o świa­do­mo­ści?

Skąd wiesz, że żyjesz, córeczko? Jak to się dzieje, że jesteś w sta­nie obser­wo­wać swoje życie, myśleć, wzru­szać się, kochać? Bo jesteś świa­doma swo­jego ist­nie­nia? Oczy­wi­ście, ale dla­czego jeste­śmy tego świa­domi? Dla­czego mamy prze­ży­cia wewnętrzne? Czy to pro­ces, czy stan? Czy jest to umie­jęt­ność roz­wi­nięta przez nasze neu­rony w życiu pło­do­wym, czy stan stały, nie­za­leżny od życia bio­lo­gicz­nego?

Ter­min „świa­do­mość” okre­śla nasze doświad­cze­nia subiek­tywne, z natury nie­uchwytne – prze­pływ myśli i uczuć, które mamy na jawie.

Ale gdzie powstaje świa­do­mość?

W mózgu? Jest to w grun­cie rze­czy teo­ria naj­bar­dziej logiczna. Dla­czego? Bo w naukach zaj­mu­ją­cych się ukła­dem ner­wo­wym dostrzega się bez­sprzecz­nie pro­cesy neu­ro­bio­lo­giczne, które sta­no­wią pod­stawę subiek­tyw­nych doświad­czeń.

Na przy­kład aktyw­ność elek­tro­che­miczna wykryta w danym obsza­rze mózgu może być powią­zana z daną funk­cją świa­do­mo­ści – języ­kiem, pamię­cią, postrze­ga­niem, jawą itd. A poza tym i przede wszyst­kim nawet drobna dys­funk­cja mózgu wpływa – jak się zdaje – na naszą świa­do­mość.

Dys­po­nu­jemy wie­loma dowo­dami potwier­dza­ją­cymi te związki. Urazy mózgu mogą pocią­gać za sobą utratę świa­do­mo­ści. Udary mózgu mogą pogrą­żyć czło­wieka w śpiączce. Napady padaczki pocią­gają za sobą cza­sową utratę świa­do­mo­ści, któ­rej towa­rzy­szą zawsze kon­kretne zmiany widoczne w bada­niach EEG. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że mię­dzy naszymi świa­do­mymi doświad­cze­niami i mózgiem ist­nieje zwią­zek. Ale czy zwią­zek mię­dzy dwoma ele­men­tami zawsze impli­kuje, że jeden z nich jest przy­czyną dru­giego?

Nie. To, co obser­wu­jemy, to kore­la­cje pomię­dzy aktyw­no­ścią neu­ro­bio­lo­giczną i świa­do­mo­ścią. I jeśli ktoś twier­dzi, że aktyw­ność wykryta w danym obsza­rze mózgu, nawet jeśli jest powią­zana z kon­kret­nym sta­nem świa­do­mo­ści, powo­duje ten stan świa­do­mo­ści – to w rze­czy­wi­sto­ści tylko spe­ku­luje. Neu­ro­bio­lo­gia może zatem potwier­dzać jedy­nie kore­la­cje, rela­cję pomię­dzy dzia­łal­no­ścią neu­ro­bio­lo­giczną i sta­nami umy­sło­wymi.

Jest to nie­zmier­nie ważne.

W rze­czy­wi­sto­ści bowiem kwe­stia tego, z czego bie­rze się świa­do­mość, sta­nowi dla spo­łecz­no­ści nauko­wej tajem­nicę. Ta wielka zagadka naukowa i filo­zo­ficzna: jak mózg, ta bio­lo­giczna struk­tura skła­da­jąca się z 86 miliar­dów neu­ro­nów, w głębi któ­rej prze­biega jesz­cze wię­cej inte­rak­cji, może wytwa­rzać doświad­cze­nie wewnętrzne – została nazwana „trud­nym pro­ble­mem świa­do­mo­ści”.

I nikt nie potrafi tej zagadki roz­wią­zać.

W spe­cjal­nym wyda­niu z oka­zji sto dwu­dzie­stej pią­tej rocz­nicy swo­jego ist­nie­nia cza­so­pi­smo naukowe „Science” pre­zen­tuje ją jako drugi naj­waż­niej­szy pro­blem do dziś nie­roz­wią­zany przez naukę11.

Powszech­nie przyj­muje się, że świa­do­mość wypływa z aktyw­no­ści mózgu, ale tej hipo­tezy nie podzie­lają wszy­scy neu­ro­bio­lo­dzy, w tym wielu wybit­nych, sto­ją­cych na czele naj­waż­niej­szych ośrod­ków na świe­cie. Na przy­kład ame­ry­kań­ski uczony Chri­stof Koch, zaj­mu­jący się bada­niami doty­czą­cymi świa­do­mo­ści, mówi: „Subiek­tyw­ność zbyt rady­kal­nie różni się od wszyst­kiego, co jest fizyczne, żeby mogła być zja­wi­skiem emer­gent­nym”12.

Chce przez to powie­dzieć – a jego zda­nie podziela wielu innych zna­nych neu­ro­bio­lo­gów, a także filo­zo­fów13 – że doświad­cze­nie wewnętrzne, oso­bi­sta subiek­tyw­ność, tak głę­boko różni się od ele­men­tów fizycz­nych skła­da­ją­cych się na rze­czy­wi­stość mate­rialną, że nie można wyja­śnić tego, jak wyła­nia się – niczym w wyniku cza­rów – z zespołu neu­ro­nów, nawet jeśli jest tych neu­ro­nów bar­dzo wiele.

Nie ma w grun­cie rze­czy żad­nych dowo­dów na to, że coś tak nie­ma­te­rial­nego jak świa­do­mość powstaje z mate­rii.

I nawet trudno jest to sobie wyobra­zić.

Filo­zof Ber­nardo Kastrup jest podob­nego zda­nia, pisząc, że „musi być moż­li­wość wywnio­sko­wa­nia emer­gent­nych wła­ści­wo­ści zło­żo­nego sys­temu z wła­ści­wo­ści jego skład­ni­ków, znaj­du­ją­cych się na niż­szym pozio­mie”14. Innymi słowy, połą­cze­nie ele­men­tów wyłącz­nie mate­rial­nych nie może wytwo­rzyć funk­cji nie­ma­te­rial­nej, takiej jak wra­że­nie, że się ist­nieje. W związku z rolą mózgu Kastrup pisze dalej: „W uję­ciu mate­ria­li­stycz­nym nie­zmier­nie pro­ble­ma­tyczne jest, jak i dla­czego tej struk­tu­rze, jej funk­cjom i aktyw­no­ści może towa­rzy­szyć doświad­cze­nie wewnętrzne. Kom­pu­ter oso­bi­sty ma rów­nież struk­turę, funk­cje i działa. Jed­nak jego wewnętrz­nym obli­cze­niom w żaden spo­sób nie towa­rzy­szy świa­dome doświad­cze­nie wewnętrzne”15.

Istot­nie – kom­pu­ter nie ma emo­cji.

Póki nie da się udo­wod­nić cze­goś prze­ciw­nego, kom­pu­ter, nawet naj­bar­dziej wydajny, nie będzie miał doświad­czeń wewnętrz­nych. Sztuczna inte­li­gen­cja może imi­to­wać świa­do­mość, ale nie jest świa­doma – tylko… inte­li­gentna. Może wyko­ny­wać obli­cze­nia z cudowną pręd­ko­ścią, jest w sta­nie się uczyć, roz­wi­jać pewną funk­cjo­nalną auto­no­mię, ale nie może się wzru­szać na widok pej­zażu, kwiatu czy płótna Odilona Redona.

Nie, kom­pu­ter nie ma doświad­czeń wewnętrz­nych, nawet jeśli osią­gnię­cie tego jest ambi­cją paru miliar­de­rów dążą­cych do zdo­by­cia nie­śmier­tel­no­ści fizycz­nej i staje się tema­tem poru­sza­ją­cych opo­wie­ści, jak w fil­mie Ona, który razem oglą­da­li­śmy, tym z Joaqu­inem Pho­eni­xem.

W rze­czy­wi­sto­ści wyjąt­kowa zło­żo­ność kom­pu­tera, tak jak zło­żo­ność sieci neu­ro­no­wej, nie pro­wa­dzi auto­ma­tycz­nie do poja­wie­nia się świa­do­mego doświad­cze­nia. Postrze­ga­nie mózgu jako cze­goś w rodzaju superkom­pu­tera to popu­larna metoda zro­zu­mie­nia nie­któ­rych aspek­tów jego funk­cjo­no­wa­nia, ale porów­na­nie to nie może abso­lut­nie oddać aspektu świa­do­mo­ści opar­tego na doświad­cze­niu ani tym bar­dziej pomóc w zro­zu­mie­niu jej pocho­dze­nia.

Ana­lo­gia uka­zu­jąca mózg jako super­kom­pu­ter nie jest w sta­nie wyja­śnić, w jaki spo­sób doświad­czamy subiek­tyw­nie kolo­rów, sma­ków, zapa­chów, obra­zów czy dźwię­ków w ota­cza­ją­cym nas świe­cie – ani wielu zja­wisk psy­chicz­nych, o któ­rych będę mówił w tej książce, m.in. doświad­czeń z pogra­ni­cza śmierci.

Dla­czego zatem kon­cep­cja, że świa­do­mość wywo­dzi się z aktyw­no­ści mózgu, jest uwa­żana za oczy­wi­stą przez więk­szość śro­do­wi­ska nauko­wego, inte­lek­tu­al­nego i sze­ro­kiej publicz­no­ści, choć nie opiera się na żad­nych dowo­dach nauko­wych i w dodatku wiążą się z nią zasad­ni­cze pro­blemy? W rze­czy­wi­sto­ści opiera się na swego rodzaju nie­świa­do­mej pew­no­ści, którą prze­sy­cone jest całe nasze spo­łe­czeń­stwo – że wszystko można wyja­śnić za pomocą kwe­stii fizycz­nych i wszystko można zro­zu­mieć, jeśli zdo­łamy okre­ślić rela­cje przy­czy­nowo-skut­kowe rzą­dzące naszą mate­rialną rze­czy­wi­sto­ścią.

Ten spo­sób myśle­nia jest zwany mate­ria­li­zmem.

W wizji mate­ria­li­stycz­nej ludzie są nie­zmier­nie skom­pli­ko­wa­nymi maszy­nami bio­lo­gicz­nymi. Wszystko, czym jeste­śmy i co robimy, powinno być zatem z zało­że­nia moż­liwe do wyja­śnie­nia za pomocą zja­wisk fizycz­nych, che­micz­nych i bio­lo­gicz­nych.

Nasza toż­sa­mość, emo­cje, wspo­mnie­nia, byt, któ­rym jeste­śmy, nie mogłyby ist­nieć poza mate­rią, a zatem świa­do­mość musi być wytwo­rem naszego mózgu.

Pogląd ten wydaje się uza­sad­niony i sta­nowi wciąż naj­lep­szy model teo­re­tyczny poma­ga­jący w zro­zu­mie­niu naszej zwy­cza­jo­wej rze­czy­wi­sto­ści. Pozo­staje jed­nak mode­lem hipo­te­tycz­nym, w dodatku coraz bar­dziej nad­kru­sza­nym przez doświad­cze­nia z pogra­ni­cza śmierci (i nie tylko).

Ta mate­ria­li­styczna wizja działa jak oku­lary ze znie­kształ­ca­ją­cymi soczew­kami, ponie­waż nie zda­jąc sobie z tego sprawy, patrzymy na świat, w któ­rym żyjemy, i inter­pre­tu­jemy go wła­śnie poprzez ten filtr.

A przede wszyst­kim robią tak naukowcy.

Nauka potrze­buje teo­rii, żeby inter­pre­to­wać owoce swo­ich badań. Naj­bar­dziej meto­dyczne doświad­cze­nia naukowe zawsze są inter­pre­to­wane subiek­tyw­nie, w zależ­no­ści od modelu teo­re­tycz­nego. Od jej począt­ków okre­śla się w niej modele rozu­mie­nia świata na pod­sta­wie posia­da­nej wie­dzy. Modele te służą do ana­li­zo­wa­nia naszej rze­czy­wi­sto­ści i do inter­pre­to­wa­nia zaob­ser­wo­wa­nych w niej zja­wisk. Ale wie­dza ewo­lu­uje i nowe odkry­cia regu­lar­nie pod­wa­żają wcze­śniej­sze dane, które pozwo­liły na opra­co­wa­nie daw­nych modeli.

Z bie­giem czasu poja­wiało się wiele rewo­lu­cji nauko­wych, które zmu­szały nas do zmiany modeli i teo­rii – do okre­śla­nia tych modeli używa się ter­minu „para­dyg­mat”.

Jeśli przyj­rzymy się histo­rii nauki w poprzed­nich wie­kach, zoba­czymy, jak wiele nauko­wych „prawd” w rze­czy­wi­sto­ści miało cha­rak­ter bar­dzo efe­me­ryczny. Nasze zro­zu­mie­nie rze­czy­wi­sto­ści zawsze zale­żało od wie­dzy posia­da­nej przez ludz­kość w danym momen­cie histo­rycz­nym, siłą rze­czy nie­peł­nej. Dla­czego więc dziś mia­łoby być ina­czej? Dla­czego zacho­wu­jemy się tak, jakby nasza obecna wie­dza miała już na zawsze pozo­stać nie­zmienna? I choć nasz aktu­alny para­dyg­mat – mate­ria­li­styczny – wydaje nam się bar­dzo uza­sad­niony, dla­czego miałby być osta­teczny, skoro żaden z poprzed­nich taki nie był?

Mate­ria­lizm nie jest oparty na pew­ni­kach, ale na hipo­te­zach – logicz­nie rzecz bio­rąc efe­me­rycz­nych – jest więc poglą­dem raczej meta­fi­zycz­nym niż nauko­wym. Bez­kry­tyczne przy­wią­za­nie do niego przy­po­mina zatem swego rodzaju formę wiary…

A jed­nak to wła­śnie robimy, choć – jak mi to uświa­do­mił słusz­nie Ste­ven – para­dyg­mat mate­ria­li­styczny prze­staje funk­cjo­no­wać, kiedy tylko zagłę­biamy się w zja­wi­ska eks­tre­malne. Na przy­kład fizyka new­to­now­ska działa dla świata makro­sko­po­wego, w któ­rym żyjemy, ale jeśli się prze­nie­siemy do świata nie­zmier­nie małego – sub­a­to­mo­wego – nie wyja­śnia już ona wcale zja­wisk, które można tam zaob­ser­wo­wać. Na tym pozio­mie mate­ria nie zacho­wuje się już jak mate­ria – dzia­łają tam inne prawa fizyki.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Char­les Bau­de­la­ire, Łabędź, przeł. Mie­czy­sław Jastrun, w: Char­les Bau­de­la­ire, Kwiaty zła, PIW, War­szawa 1958 (przyp. tłum.). [wróć]