Słaby punkt - Kinga Tatkowska - ebook

Słaby punkt ebook

Kinga Tatkowska

4,7

20 osób interesuje się tą książką

Opis

Marti i Wilku po wydarzeniach związanych z aresztowaniem Roberta Urbaniaka próbują ułożyć sobie życie na nowo. Oczekują pierwszego dziecka, urządzają mieszkanie i zdają się nie mieć przed sobą żadnych tajemnic. Lecz profesja Kamila sprawia, że nie jest im pisana spokojna przyszłość, gdyż pewnego razu na ich drodze staje niejaki Oleg, rosyjski gangster. Gdy Marta się dowiaduje, czym zajmuje się mężczyzna, Daniel, szef specjalnej jednostki, , składa jej pewną propozycję.

Czy Marti będzie w stanie podawać się za kogoś innego, aby uratować niewinne młode kobiety? I czy Wilku zniesie to, że jego ukochana zostanie dziewczyną przestępcy?

Kinga Tatkowska zabiera nas do świata pełnego niebezpieczeństw, intryg i zaskakujących zwrotów akcji.

Czy uczucie Marty i Kamila okaże się silniejsze niż szerzące się wokół zło i czy w końcu będą mogli odetchnąć?

A może, niczym partnerzy w zbrodni, muszą najpierw spalić cały świat, aby ocalić swą miłość?

Drugi tom pasjonującej romantyczno-sensacyjnej serii to lektura wbijająca w fotel!

A to jeszcze nie koniec!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 280

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (92 oceny)
71
13
7
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Moja_Chwila_Noca

Nie oderwiesz się od lektury

"Słaby punkt" to książka, która zaskakuje, ale przede wszystkim pokazuje, że miłość nie zawsze jest wyznacznikiem szczęścia. Na drugi tom Marti i Wilka czekałam z utęsknieniem, ponieważ w ich życiu nastał czas na szczęście, lecz to trwało zaledwie krótką chwilę, by mogli w pełni cieszyć się sobą. Sielankowe życie nie trwa długo, leczy czy takie było? Kamil jak wiemy z pierwszego tomu, cały czas jest narażony na niebezpieczeństwo, a w tym wypadku to nie oznacza stabilności. Na drodze Wilka staje Oleg i maszyna ruszyła, gra nie toczy się między panami, w tej grze istotnym elementem staje się Marta, która musi zmierzyć się z ciężkimi decyzjami, a w grę wchodzi szczęście innych ludzi. Czy Marta poradzi sobie w nowej roli? Czy tych dwoje ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Co takiego kryje osoba Olega? Tego Wam nie zdradzę, ale koniecznie zajrzyjcie do książki, by znaleźć odpowiedzi na pytania! "Słaby punkt" zaskoczył mnie! Wydawało mi się, że tej parze pisany jest spokój, ale autorka mi...
31
veyron1

Nie oderwiesz się od lektury

Petarda. Znowu trzeba czekać na kontynuację. Od lektury nie można się oderwać
20
Kosma13

Nie oderwiesz się od lektury

Już nie mogę się doczekać kolejnej części! Polecam gorąco 🔥
20
Ilonucha

Nie oderwiesz się od lektury

Przeczytana jednym tchem, Teraz pozostało czekać na kolejną część
20
fitmag80

Nie oderwiesz się od lektury

Tak skończyć książkę? kiedy ciąg dalszy????
20

Popularność




Redakcja: BEATA KOSTRZEWSKA
Korekta: HELENA KUJAWA
Skład: MONIKA PIROGOWICZ
Okładka: MACIEJ SYSIO
Fotografie na okładce: Copyright © Shutterstock_kiuikson Copyright © Shutterstock_ Volodymyr TVERDOKHLIB Copyright © Shutterstock_Bartosz Dziugiel
Wydanie I
Warszawa, 2022
© Copyright by Kinga Tatkowska, 2022 © Copyright by Wydawnictwo JakBook, 2022
ISBN 978-83-963430-6-2
Wydawnictwo JakBook ul. Lipowa 61, 55-020 Mnichowicewww.wydawnictwojakbook.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Ja – twardy lód

Zimnem głaszczę Twoją dłoń

Ja, tak prosto w twarz

Kłamię Cię każdego dnia

Ale Ty, Ty mnie dobrze znasz

Wszystko o mnie wiesz

Wiem, wybaczysz mi

że wszystko przeze mnie.

Myslovitz

Dla mojej siostry.

Nie mogło być inaczej – w końcu to Twoja ulubiona część.

PROLOG

Dla niektórych mogło to być przerażające. Dla mnie takie nie było.

Doskonale wiedziałem, że to wojna uodporniła mnie na odczuwanie takich emocji. Widziałem tam śmierć i krew każdego dnia, więc teraz, kiedy pociągnąłem za spust, a z celu przede mną w jednym momencie uleciało życie, nie czułem zupełnie nic.

Takie było moje zadanie, którego na razie jeszcze w pełni nie zrealizowałem. Miałem czas, żeby je ostatecznie wykonać, i zrobię to, bo na taki układ przecież poszedłem.

Przed oczami nagle pojawił mi się obraz Marti, ale czym prędzej go odgoniłem. Nie mogłem pozwolić, żeby nawet w taki sposób była przy tym obecna.

Dla niektórych zabicie drugiego człowieka jest niedopuszczalne. Dla mnie nie.

Ja wiedziałem, po co to robiłem. I dla kogo.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Żar lał się z nieba, klimatyzacja przestała działać, a ja toczyłam się przez zakorkowaną Warszawę, błagając w myślach, by zdążyć na umówione spotkanie.

– No, dalej – mruknęłam do kierowcy jadącego przede mną i zerknęłam na zegarek.

Za dziesięć minut powinnam być w siedzibie wydawnictwa Nowe Smaki, żeby zobaczyć się z redaktorką, z którą od kilku dni korespondowałam.

Po procesie Roberta od razu zajęłam się swoimi sprawami, bo wreszcie mogłam odetchnąć i przestać się zastanawiać, czy kolejnego dnia nadal będę przy życiu, czy też nie. Jedną z wielu kwestii do załatwienia było na przykład wysłanie mojej książki kucharskiej do wydawnictw, które polecił mi Artur – chłopak Staszka. Akurat Nowe Smaki odezwały się dość szybko i w ogóle jako pierwsze, poza tym wydawały się warte uwagi, więc teraz jechałam do siedziby, by omówić szczegóły umowy i prawdopodobnie ją podpisać.

Choć „jechałam” to pojęcie względne.

Nagle poczułam szarpnięcie, a po sekundzie wszystkie kontrolki zgasły i mój samochód odmówił posłuszeństwa. Wokół rozległy się dźwięki klaksonów, przez co zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco.

– Cholera – warknęłam. – Akurat teraz?!

Próbowałam kilka razy odpalić, nerwowo manewrując kluczykiem w stacyjce, ale nic z tego nie wyszło.

Trąbienie nie ustawało, co zaczęło mnie coraz bardziej wkurzać. Inni kierowcy zaczęli mnie omijać, patrząc gniewnie w moją stronę, jakby to moja wina, że rozkraczyłam się na środku Marszałkowskiej w godzinach szczytu.

Chwyciłam za telefon, zastanawiając się, czy najpierw powinnam zadzwonić do wydawnictwa i poinformować, że na pewno nie zdążę na umówioną godzinę, czy do Kamila, żeby jak najszybciej pomógł mi ogarnąć to, co się wydarzyło.

W pierwszej kolejności postawiłam na wydawnictwo i w ciągu niespełna minuty przesunęliśmy termin spotkania o dwie godziny. Miałam nadzieję, że w tym czasie wszystko uda się załatwić i w końcu się tam pojawię.

Potem zatelefonowałam do Wilka.

Za pierwszym razem nie odebrał, ale po chwili do mnie oddzwonił.

Wiedziałam, że ostatnio przyjął jakieś nowe tajne zlecenie, więc nie widywaliśmy się tak często jak jeszcze kilka tygodni temu i nie miałam go stale obok siebie, jednak mogłam się założyć, że czego by nie robił, zawsze byłam z tyłu jego głowy.

On znajdował się w moich myślach nieustannie i nic nie mogło sprawić, że się to zmieni.

Żyliśmy, starając się zapomnieć o poprzednich ośmiu latach, o naszej rozłące i całkowitym braku kontaktu. I udawało nam się, a raczej Kamilowi udawało się naprawiać to, co w swoim mniemaniu zepsuł. Był wszystkim, czego potrzebowałam. Wszystkim, za czym tak długo tęskniłam.

– Co tam, Marti? – odezwał się.

– Mam problem, kochanie. – Westchnęłam. – Samochód umarł w korku na środku ulicy. Trzeba chyba zadzwonić po jakąś lawetę, bo nie mogę odpalić.

– Nic ci się nie stało? – zapytał od razu, a ja pokręciłam głową, zupełnie jakby mógł mnie teraz zobaczyć.

– W nic nie przydzwoniłam, we mnie też nikt nie wjechał, więc okej.

– Wyślij mi pinezkę, gdzie dokładnie jesteś. Zajmę się wszystkim.

I tak po niecałej godzinie mój samochód odjechał do warsztatu na lawecie, którą załatwił, a ja wsiadłam w tramwaj i pojechałam spotkać się z redaktorką.

Tym, czy yariska przeżyje, będę się martwić później.

*

Wchodząc do biura, trochę się stresowałam, bo nie chciałam przeżywać déjà vu. Poprzednio byłam w wydawnictwie, które ewidentnie chciało jedynie zarobić na aferze z Robertem, a nie wydać dobrą książkę. Na szczęście echo tamtej sprawy w życiu publicznym przygasło, a jeśli chodziło o moje życie prywatne – ono praktycznie układało się idealnie.

Przywitałam się z Julitą Kowalik i po kilku pierwszych minutach złapałyśmy wspólny język. Przebrnęłyśmy przez całą umowę, naniosłyśmy drobne poprawki, dopytałam o wszystkie szczegóły i wkrótce na dole dokumentu znalazł się mój podpis.

– Naprawdę bardzo się cieszę z naszej współpracy, Marto – powiedziała. – Twój blog ma coraz więcej fanów, więc książka będzie świetnym dopełnieniem twojej pracy. Na pewno zrobi furorę.

Julita miała rację, bynajmniej nie były to z jej strony nieszczere pochlebstwa. Mój blog miał obecnie o wiele więcej odsłon – w porównaniu chociażby z poprzednim rokiem – przybyło sporo nowych obserwujących na Instagramie, a niektóre propozycje warsztatów musiałam wręcz odrzucać, bo się nie wyrabiałam.

– Mam taką nadzieję. – Uśmiechnęłam się. – Jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałabym się, że ktoś byłby nią zainteresowany.

– Jeszcze dziś ogłosimy w swoich mediach społecznościowych, że podpisałaś z nami umowę. Sama zobaczysz, jaki będzie pozytywny odzew. Gdybyś miała jakiekolwiek pytania, to dawaj znać. Jestem do twojej dyspozycji.

– Na pewno znajdą się pytania! – Zaśmiałam się. – Jeśli chodzi o proces wydawniczy, to na razie jestem w temacie zielona.

– Zajmij się tylko, albo aż, przepisami do książki, a ja ogarnę całą resztę.

Po spotkaniu wyszłam z budynku i odetchnęłam głęboko.

Wszystko zaczęło się układać i wskakiwać na właściwe tory.

*

Późnym wieczorem włączyłam płytę Ralpha Kamińskiego z piosenkami Kory i zasiadłam na kanapie w salonie. Byłam w mieszkaniu sama i przeglądałam swoje notesy z przepisami. Niektóre z zapisków nie stanowiły nawet przepisów na dania, były zaledwie połączeniem kilku składników, które moim zdaniem mogłyby do siebie pasować i w efekcie stworzyć pyszną potrawę.

Na przykład feta i imbir. Czy ktoś w pierwszej chwili zdecydowałby się na takie sparowanie? Większość na starcie by podziękowała, a ja miałam zamiar zrobić risotto, które powinno smakować nawet mojej mamie, która w kuchni była tradycjonalistką.

Nagle komórka zaczęła uporczywie pikać, więc szybko po nią sięgnęłam.

Miałam kilka wiadomości od Julity.

A nie mówiłam?:)

Tylko spójrz na to!

Wyświetliłam screeny, które mi wysłała. Były to wzmianki na profilach społecznościowych wydawnictwa o podjęciu ze mną współpracy. Na widok liczby polubień i komentarzy szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

Wow! – odpisałam po chwili.

Cieszyłam się, że ludzie czekali na moją książkę. To uczucie naprawdę było jedyne w swoim rodzaju. Świadomość, że to, co robiłam, sprawiało frajdę nie tylko mnie, ale też innym, dodawała mi energii i jeszcze bardziej motywowała do działania.

Kolejna wiadomość jednak trochę mnie przeraziła.

Nie myślałaś o swoim kanale na YT? To byłaby dodatkowa petarda.

Ja i kamera to raczej nie są byty, które mogłyby współdziałać.

Każdy tak mówi :). Na spokojnie, Marta. Wszystko w swoim czasie. Trzymam kciuki za pyszne przepisy!

Odłożyłam komórkę, oparłam się wygodnie o kanapę i przymknęłam oczy.

Ostatnio wszystko działo się z prędkością światła i choć nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, to wiedziałam, że powinnam trochę zwolnić – albo chociaż nie dokładać sobie więcej pracy. Teraz już nie chodziło tylko o mnie...

Przyłożyłam dłonie do brzucha i spokojnie oddychałam, a na moich ustach pojawił się uśmiech.

Wiedziałam, że rósł we mnie mały człowiek, jednak jeszcze go nie czułam, a nawet nie widziałam u siebie jakichkolwiek oznak ciąży. Na początku męczyły mnie nudności, ale już dawno przeszły. Trzeci miesiąc mijał, a ja praktycznie nic nie przytyłam, brzuch także się nie zaokrąglał. Ktoś, kto nie wiedział o moim stanie, nie rozpoznałby, że jestem w ciąży. Moja mama powiedziała, że u niej ciążę dość wyraźnie było widać dopiero w piątym miesiącu, więc może miałam to po prostu w genach. Na ostatniej wizycie u lekarza dostałam potwierdzenie, że wszystko przebiega prawidłowo, więc w to wierzyłam, ale jakiś procent strachu cały czas we mnie tkwił. Nie miałam pewności, czy ten niepokój spowodowany był niewidoczną ciążą, czy może myślą, że na wolności ciągle pozostawały bestie, które wiedziały o naszym istnieniu.

Wiktora Milewicza ostatni raz widziałam na rozprawie Roberta. Od tamtego czasu więcej nie pojawił się w zasięgu mojego wzroku, nie nasłał też swoich zbirów, żeby za niego wykonali brudną robotę. To powinno stać się dla mnie potwierdzeniem bezpieczeństwa.

Po części nim było. Tylko po części.

*

Poczułam, jakbym unosiła się w powietrzu. Otworzyłam zaspane oczy i się uśmiechnęłam.

– Znów usnęłaś na kanapie – powiedział Kamil, niosąc mnie do sypialni.

– Nie lubię zasypiać w łóżku bez ciebie.

Ostatnimi czasy bardzo często wracał do domu wieczorem albo nawet w nocy, dlatego starałam się pracować w salonie do późna, żeby na niego zaczekać, choć nie zawsze udawało mi się dotrwać. Nierzadko zasypiałam na kanapie, a wtedy brał mnie na ręce i przenosił do łóżka.

Wtuliłam się w szyję Kamila i zaciągnęłam charakterystyczną wonią. Musiał być już po prysznicu, bo z jego włosów skapywały kropelki wody i bosko pachniał.

Położył mnie na materacu i po chwili znalazł się obok. Nakrył nas kołdrą i przytulił mnie mocno do siebie. Nikt nie potrafił przytulać tak jak on oraz sprawić, że wszystko wokół przestawało istnieć i liczyliśmy się tylko my. Znajdowaliśmy się w swojej bańce, do której nikt inny nie miał dostępu.

*

Robiłam właśnie śniadanie, kiedy zadzwonił mój telefon.

– No wreszcie – przywitałam się, kładąc komórkę na blacie. Zaraz włączyłam tryb głośnomówiący. – Telefonowałam wczoraj kilka razy, ale nie raczyłeś odebrać. – Starałam się mówić wkurzonym tonem, ale przy tym facecie rzadko mi się to udawało.

– Przepraszam, kochana – odezwał się Staszek. – Byliśmy wczoraj z Arturem w kinie i wyłączyłem telefon, a później tak nas poniosło, że zapomniałem go z powrotem odpalić.

Zaśmiałam się, słysząc to.

– Okej – rzuciłam. – Czyli wygląda na to, że u was wszystko w jak najlepszym porządku.

– Nie da się ukryć – przyznał i dałabym słowo, że się uśmiechnął.

Mój przyjaciel nadal był w związku z Arturem i miałam nadzieję, że tak już pozostanie. Staszek nigdy wcześniej nie spotykał się z kimś tak długo i tak na poważnie jak teraz. Z reguły były to tylko przelotne znajomości, bez perspektywy na jakąkolwiek wspólną przyszłość, dlatego mocno trzymałam za nich kciuki.

– A co u ciebie i małego wilczątka? – zapytał.

Kamil, siedzący w salonie przed laptopem, parsknął, słysząc to stwierdzenie. Spojrzałam na niego i dostrzegłam w jego policzkach dołeczki, które uwielbiałam.

– Ja, małe wilczątko i duży wilk czujemy się bardzo dobrze.

– Kamil daje radę?

Patrzyłam na swojego faceta i nie mogłam oderwać od niego wzroku.

– Jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało – powiedziałam.

– Hej! – obruszył się. – A ja to niby co?

– Oczywiście zaraz po tobie, Staszek. – Zaśmiałam się. – Ty nie masz żadnej konkurencji.

– Taka odpowiedź mi się podoba! – Ucieszył się. – A z jakiego to powodu bombardowałaś mnie wczoraj telefonami?

– Chciałam ci tylko powiedzieć, że podpisałam umowę na swoją pierwszą książkę.

Przez moment w słuchawce panowała cisza, a zaraz potem wydobył się z niej pisk i popłynęły gratulacje.

To właśnie Staszek chyba najbardziej popychał mnie w kierunku wydania własnej książki. Gdyby nie on i jego codzienne namawianie mnie do zajęcia się tym tematem, najpewniej tak szybko bym się na to nie zdecydowała.

– Tak jest, kochana! – krzyknął. – Chyba będziemy musieli zaktualizować status gwiazdy w naszym związku.

Roześmiałam się.

– Daleko mi do gwiazdy, Staszek.

– Jeszcze się przekonamy – powiedział. – Musimy to koniecznie oblać! Przyjdę jutro z butelką bezalkoholowego wina, a ty zrób lazanię. Taką z podwójnym beszamelem. I żeby było dużo mięsa, bo już mi się przeżarły te wegepapki, którymi raczy nas Artur.

– Jaka byłaby ze mnie przyjaciółka, gdybym ci odmówiła? Wpadaj i przynieś dwie butelki.

Uśmiechnęłam się na myśl o spotkaniu i po krótkiej wymianie zdań w końcu się rozłączyłam.

– Czyli jutro świętujecie? – odezwał się Kamil.

– My – poprawiłam go. – My świętujemy.

Miałam nadzieję, że też będzie obecny, ale po jego minie zorientowałam się, że raczej nie powinnam na to liczyć. Rozumiałam, że miał kolejną robotę, o której absolutnie nic nie wiedziałam, bo nie mógł mi powiedzieć. I tak właściwie chyba nawet nie chciałam, żeby to robił, ale to sprawiało, że od dłuższego czasu nie spędziliśmy ze sobą praktycznie żadnego wieczoru, nie mówiąc już o spotkaniu naszej trójki muszkieterów.

Kamil podszedł, przytulił się do moich pleców i objął mnie w talii.

– Postaram się być – powiedział, muskając ustami moją szyję.

– Dziękuję – szepnęłam.

– Za godzinę jestem umówiony z szefem ekipy. Chcesz jechać ze mną?

– No jasne!

*

Opierając się plecami o ścianę, przypatrywałam się, jak Kamil rozmawia z panem Michałem. Stali w naszej przyszłej kuchni, pochylali się nad planem i dokładnie ustalali, co miało się znaleźć w którym miejscu, a ja nie byłam w stanie uwierzyć, że to działo się naprawdę. Przecież jeszcze miesiąc temu wychodziłam z sądu na drżących nogach, a teraz stałam w naszym mieszkaniu na Woli, na nowo wybudowanym osiedlu. Co prawda jeszcze było w stanie deweloperskim, ale wszystko działo się w takim tempie, że nasza przeprowadzka niedługo miała stać się faktem.

Kamilowi praktycznie od razu udało się sprzedać swoje mieszkanie po ciotce, na które chętnych nie brakowało, ale postanowiliśmy, że mojego nie będziemy się pozbywać, tylko je wynajmiemy.

– Ale tutaj nie da rady tego zrobić – powiedział pan Michał. – Trzeba będzie kuć ścianę, dorabiać nowe...

– To właśnie tak zrobicie – przerwał mu Kamil. – Nie widzę w tym żadnego problemu. Wszystko ma wyglądać dokładnie tak, jak pan tutaj widzi.

Stuknął w projekt przed nimi, który sam przygotował. Zadawał mi przy tym jedynie pytania, na które musiałam odpowiedzieć tak lub nie. I rzeczywiście tak jak obiecał, obyło się bez jedzenia ostrych papryczek.

Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc jego nieznoszący sprzeciwu ton. Doskonale rozumiałam, że robił to tylko dlatego, ponieważ ten projekt był dla mnie wprost idealny i marzyłam, aby mieszkanie tak wyglądało w rzeczywistości. Trochę jednak współczułam panu Michałowi, bo wiedziałam, że razem ze swoją ekipą będzie się musiał dostosować do tej żołnierskiej musztry. Miałam nadzieję, że prędko nie zrezygnuje z roboty u nas i wykona wszystko tak, jak Kamil mu przekaże, żebyśmy niedługo mogli tutaj zamieszkać i czekać na nasze dziecko.

Zostawiłam ich samych i zaczęłam chodzić po innych pomieszczeniach, wizualizując sobie w głowie projekty.

W mieszkaniu na Pradze żyło nam się bardzo dobrze, ale tutaj będziemy mieć poczucie, że jest to coś tylko naszego, wspólnego, co od początku do końca stworzyliśmy razem – i gdzie będziemy się czuć jak w prawdziwym domu.

W końcu weszłam do pokoju dziecięcego, który na razie był jedynie pustą przestrzenią z białymi ścianami, ale już wkrótce miało się to zmienić.

Niby do porodu zostało jeszcze sporo czasu, ale biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio dni wprost przelatywały nam przez palce, miałam świadomość, że te kilka przyszłych miesięcy zleci równie szybko.

– Marti? – Obróciłam się w stronę Kamila, a wtedy podszedł bliżej, objął mnie w talii i uśmiechnął się szeroko. – Już poszedł. Jutro ma tutaj wejść z ekipą.

– No nie wiem! – Zaśmiałam się. – Możliwe, że się ciebie przestraszył i już więcej nie wróci.

– Tylko by spróbował – mruknął i zbliżył swoje usta do moich, a potem pocałował mnie delikatnie. – To kiedy chrzcimy nasz zamek? – szepnął.

– Chciałabym powiedzieć, że teraz, ale za niecałą godzinę zaczynam warsztaty, więc muszę się już zbierać.

Kamil zerknął na zegarek.

– Podwieźć cię?

Mechanik się nie odzywał, więc ciągle byłam bez swojego samochodu.

– Wezmę Ubera – powiedziałam i ostatni raz go pocałowałam. – O której dziś wrócisz?

– Jeszcze nie będziesz wtedy spać. Obiecuję.

Uśmiechnęłam się szeroko i wyszłam z naszego nowego mieszkania.

*

Po intensywnych warsztatach marzyłam już tylko o tym, żeby znaleźć się w domu i odpocząć. Pożegnałam się z dziewczyną z recepcji i wyszłam ze Studia Kulinarnego z zamiarem pójścia na tramwaj, ale okazało się, że przed budynkiem czekał na mnie Kamil.

– Co tutaj robisz? – zdziwiłam się, podchodząc do niego.

– Czy chociaż raz nie możesz się ucieszyć na mój widok, Marti? – Zaśmiał się i pocałował mnie w usta.

– Zawsze się cieszę, kiedy cię widzę, Wilku. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Ale co tutaj robisz? – powtórzyłam.

Jakieś trzy godziny temu mówił, że zobaczymy się wieczorem w domu, ale najwyraźniej coś się pozmieniało.

– Zabieram cię na obiad – odparł.

– Wiesz, ile ja właśnie zjadłam? – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Nie ma opcji, że cokolwiek jeszcze zmieszczę.

– Teraz musisz jeść za dwoje, więc na pewno coś wciśniesz.

– Jeśli chcesz mieć w domu grubą kobietę, to oczywiście zabierz mnie na kolejne jedzenie.

Ze śmiechem pokręcił na to głową i po chwili wsiedliśmy do samochodu.

– Kochanie, po tobie nawet jeszcze nie widać, że jesteś w ciąży – powiedział, gładząc moje nagie udo pod materiałem sukienki.

– Może nie dość dokładnie się przyglądasz – rzuciłam ostrzej, niż zamierzałam. Właściwie nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam.

Przez moment w samochodzie panowała cisza, w tle leciała tylko Eska Rock, i już miałam się odezwać, ale Kamil mnie ubiegł.

– Przepraszam, Marti. – Westchnął i sięgnął po moją dłoń, a potem ją pocałował. – Powinienem być więcej przy tobie. Troszczyć się o ciebie i wszystkim zajmować, a tymczasem...

– A tymczasem przyjąłeś nowe zlecenie – przerwałam mu. – Rozumiem to, Kamil, serio. Oczywiście, że chciałabym spędzać z tobą każdą sekundę, ale wiem, że tak się nie da.

Cały czas patrzył przed siebie na jezdnię i trzymał moją rękę w swojej, a ja wciąż go obserwowałam. Z wyrazu jego twarzy widziałam, że chciał coś jeszcze dodać, ale ostatecznie tego nie zrobił.

– Wilku?

– Hm? – Zerknął w moją stronę.

– Dzisiaj już jesteśmy tylko my – postanowiłam, a wtedy się uśmiechnął i kiwnął głową.

Jakimś cudem udało nam się szybko znaleźć miejsce parkingowe na Podwalu i przespacerowaliśmy się na Stare Miasto do restauracji Bazyliszek. Usiedliśmy na powietrzu, pod parasolami, a kelner przyniósł nam karty. Wybrałam sałatkę i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, a potem zaczęłam się wachlować. Pod względem temperatury ostatnie dni były nie do zniesienia. Teraz też termometr wskazywał chyba ponad trzydzieści stopni.

– Wziąłbym piwo. Poprowadzisz później? – zapytał Kamil, gdy zaczęłam rozpinać górne guziczki sukienki. – Jezu, Marti, zaczekaj chwilę. Niedługo cię rozbiorę, obiecuję.

– To będziemy musieli się pośpieszyć, bo tyle nie wytrzymam. – Zaśmiałam się. – Możesz sobie wziąć to piwo.

Kelner znów do nas podszedł, przyjął kolejne zamówienie i po chwili zostawił nas samych. Wtedy zapytałam:

– Czy są jakieś wieści od Roberta? Niczego nie kombinuje?

W momencie kiedy go skazano, poczułam się naprawdę wolna – i już nie tkwił stale w mojej głowie jak wcześniej. Jednak nie zmieniało to faktu, że był nieobliczalnym człowiekiem, który mógł się posunąć do wszystkiego. Do tej pory nie wiedziałam, co takiego na niego wpłynęło, że postanowił uratować mnie przed Wiktorem Milewiczem. Miałam tylko nadzieję, że nie okaże się to jakąś kolejną grą w jego wykonaniu.

– On już nic nie zrobi, Marti – powiedział Kamil, wpatrując się we mnie ze spokojem. – Został prawomocnie skazany i nie ma możliwości wyjścia z więzienia. Naprawdę już się tym nie martw. To przeszłość.

Skinęłam powoli głową i upiłam łyk soku, który mi właśnie podano, a Kamil sięgnął po piwo.

– Lepiej zmieńmy temat i opowiedz mi wszystko o książce – odezwał się.

Każdy inny temat niż Robert i jego odsiadka był o niebo lepszy, więc po chwili ze szczegółami zrelacjonowałam spotkanie w wydawnictwie z Julitą i nasze kolejne kroki. W najbliższym czasie musiałam oczywiście wymyślić wszystkie przepisy, ale również ugotować potrawy i sfotografować każdy etap ich przygotowania. Czekała mnie też sesja zdjęciowa na okładkę i do materiałów promocyjnych.

– Nie bierzesz na poważnie tego pomysłu z kanałem na YouTubie? – zapytał, kiedy powiedziałam mu o wiadomości Julity.

Przewróciłam oczami i się zaśmiałam.

– Żartujesz? Wyobrażasz mnie sobie przed kamerą?

Widziałam, że już chciał odpowiedzieć, lecz nagle zobaczył coś ponad moją głową i jego ciało się napięło.

– Kurwa! – warknął pod nosem. – Niewiarygodne.

– Co się stało? – zapytałam i od razu chciałam się odwrócić w tamtym kierunku, lecz mnie powstrzymał.

– Nie ruszaj się, Marti – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Za chwilę będziesz musiała udawać moją siostrę.

– Co? – Zaśmiałam się, nie dowierzając w to, co właśnie usłyszałam. – To jakaś twoja nowa gra wstępna, Wilku? Będziemy odgrywać role? Bardziej podnieciłaby mnie zabawa w Wilka i Czerwonego Kapturka, więc może...

– Mówię serio – przerwał mi poważnym tonem, a wtedy odruchowo poprawiłam się na krześle. – Za chwilę podejdzie tu mężczyzna, a ty będziesz udawać przed nim moją siostrę. Proszę cię.

To chyba były jakieś kpiny.

Wpatrywałam się w niego zszokowana, ale nic nie powiedziałam, a po chwili rzeczywiście do naszego stolika podszedł obcy facet. Miał na sobie dżinsowe spodnie i koszulkę polo, a przy dekolcie zawiesił okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał trochę jak młodszy Colin Farrell i byłam pewna, że Staszek by się tu ze mną zgodził, a w takich porównaniach był mistrzem.

– Kogo ja widzę? – odezwał się, patrząc na Kamila. Ledwie uniósł kąciki ust. – Warszawa rzeczywiście jest mała.

Miał zagraniczny akcent, nie byłam do końca pewna, czy rosyjski, czy ukraiński, ale bardzo dobrze mówił po polsku.

– Cześć, Oleg. Co tutaj robisz?

Uścisnęli sobie dłonie, a Kamil momentalnie się rozluźnił, choć byłam przekonana, że z jego strony to jedynie gra. Mnie by na to nie nabrał. Zbyt dobrze go znałam.

– Byłem niedaleko na spotkaniu – odparł mężczyzna. – Nic ważnego. – Machnął lekceważąco dłonią. – Nie przedstawisz mnie swojej towarzyszce? – zapytał po chwili i przeniósł na mnie wzrok, w którym kryło się coś nieodgadnionego. Na pozór wydawał się bardzo uprzejmy, jednak jego oczy wyrażały coś zupełnie innego.

– No właśnie, Kamil – powiedziałam, szeroko się uśmiechając. – Nie przedstawisz nas sobie?

Skoro tak chcesz się bawić, to bardzo proszę.

– To moja siostra Marta – powiedział w końcu, a ja nieomal parsknęłam śmiechem z powodu absurdalności tej sytuacji. – A to jest Oleg, mój...

– Partner w interesach – dokończył za niego. – Oleg Iwanienko. Miło mi.

Mężczyzna ujął moją dłoń i przyłożył ją sobie do ust. Kątem oka zobaczyłam, że Kamilowi w ogóle się to nie spodobało.

– Nie wspominałeś, że masz siostrę – odezwał się. W ogóle nie spojrzał przy tym na Wilka, bo ciągle spoglądał na mnie, co coraz bardziej mnie krępowało.

– Bo nie pytałeś – odparł lekko.

– Mój brat nie lubi się mną chwalić. – Zaśmiałam się, a wtedy Kamil zgromił mnie wzrokiem, jednak tak, by nieznajomy tego nie dostrzegł.

– A powinien – zauważył Oleg i wreszcie oderwał ode mnie spojrzenie. – Chętnie bym się dosiadł, ale nie będę wam przeszkadzał – powiedział w końcu. – Miło było cię poznać, Marto. – Uśmiechnął się do mnie. – Do następnego, Kamil.

Odwrócił się i zostawił nas samych, a po chwili zniknął za rogiem budynku.

– Co to miało znaczyć? – zapytałam, patrząc na Wilka. – Chyba należą mi się wyjaśnienia.

– To się, kurwa, w ogóle nie powinno wydarzyć. – Westchnął, przeczesując dłonią włosy.

– Kto to był?

Jednak zamiast odpowiedzieć, chwycił komórkę i szybko wystukał na niej jakąś wiadomość.

– Ktoś, kogo chcemy przymknąć.

Domyślałam się, że ten człowiek był powiązany ze sprawą, którą teraz zajmował się Wilku, ale nie przypuszczałam, że stanowił główny cel.

Odłożył telefon na stolik i wreszcie na mnie spojrzał.

– Udajesz przed nim tak, jak to było z Robertem?

– Coś w tym stylu.

– Co on robi? – spytałam i zaczęłam się zastanawiać, jakim potworem mógł być Oleg.

– Naprawdę nie musisz tego wiedzieć, Marti – odparł wymijająco. – Zapomnij o tym, że w ogóle go poznałaś. To się więcej nie powtórzy.

– Jasne – prychnęłam. – Do czasu, kiedy będę musiała udawać na przykład twojego wymyślonego brata. Tylko wcześniej musisz mi załatwić operację zmiany płci, żeby było w miarę wiarygodne.

Chyba chciał się roześmiać, lecz ostatecznie tego nie zrobił. Po chwili kelner przyszedł z naszymi daniami i zabraliśmy się do jedzenia.

– A tak w ogóle, to dlaczego musiałam udawać twoją siostrę, a nie po prostu dziewczynę, którą de facto jestem? Przecież sam mi kiedyś opowiadałeś, że w tej robocie najlepiej jest mówić tyle prawdy, ile tylko można.

– W tej sytuacji to nie było możliwe – rzucił, nie patrząc na mnie.

– Jak to nie było możliwe? – spytałam. – Przecież to wyglądałoby bardzo naturalnie, bo jest prawdą, i dodatkowo... – Urwałam w połowie zdania.

Zamarłam, bo coś sobie właśnie uświadomiłam. Kamil ciągle nie podnosił na mnie wzroku, a ja zaczęłam kręcić głową z niedowierzaniem.

– Ktoś już udaje twoją dziewczynę, prawda? Spójrz na mnie – rozkazałam, a wtedy w końcu to zrobił.

– Kochanie. – Patrzył na mnie przepraszająco z miną zbitego szczeniaka. – To jest moja praca.

– Twoja praca?! – wybuchłam i rzuciłam widelec w swoją niedokończoną sałatkę. – Rżnięcie kogoś na boku nazywasz pracą?

Miałam gdzieś, że ktokolwiek mógł nas teraz usłyszeć. Nie interesowało mnie, że właśnie robiłam scenę. Moje cholerne prawo!

– Jezu, Marti, nikogo nie rżnę na boku. Nawet jej nie pocałowałem – usprawiedliwiał się.

– I mam ci, kurwa, za to podziękować? – Wściekła wstałam z krzesła. – Straciłam apetyt, braciszku – rzuciłam na odchodne.

Zabrałam swoją torebkę i czym prędzej wyszłam z ogródka restauracji.

– Marti, zaczekaj! – rzucił za mną, a potem krzyknął do kelnera, żeby natychmiast podał mu rachunek.

Gwałtownie stukałam obcasami o kostkę brukową, modląc się, żebym przypadkiem zaraz nie połamała sobie nóg. Gdyby ten cały Oleg się nie napatoczył, to najpewniej nigdy bym się nie dowiedziała, że mój facet, niby w godzinach pracy, spotykał się ze swoją udawaną dziewczyną. Musieli spędzać ze sobą mnóstwo czasu, chodzić wspólnie na jakieś nielegalne spotkania. Ostatnio Kamil kilka razy nie wrócił do domu na noc. Tłumaczył, że musiał zostać w kolejnym wynajętym na potrzeby akcji mieszkaniu. Czy wtedy był z tą kobietą? Spędzał z nią całe noce? Może on wszystko to uznawał za normalne, ale ja na pewno nie. Nie miałam zamiaru godzić się na takie rzeczy.

Starałam się odganiać od siebie wszelkie przerażające wizje, ale napływały lawinowo i nie miały końca.

– Marti, daj mi to wytłumaczyć. – Usłyszałam.

Kamil dogonił mnie, kiedy zbliżałam się do samochodu, i złapał za rękę.

– Dla mnie to w ogóle nic nie znaczy. To jedynie zadanie, które muszę wykonać i nic więcej. Sara ma zupełnie takie samo podejście do sprawy

– Powiedziałbyś mi teraz wszystko, co tylko chciałabym usłyszeć – wytknęłam mu, podchodząc do auta. – Daj mi kluczyki.

Wyciągnęłam przed siebie otwartą dłoń, a Wilku po chwili położył na niej klucze. Wsiedliśmy do wozu, choć najchętniej zostawiłabym teraz Kamila na środku ulicy i wróciła do domu sama.

– Ona ma męża, Marti. – Kiedy ruszyłam, znów zaczął się usprawiedliwiać. – To naprawdę tylko gra i oboje znamy jej reguły.

– Ładna jest? – spytałam.

– Mnie się nie podoba – odpowiedział od razu.

– Oczywiście! – prychnęłam. – Gdybyś musiał się z nią przespać, zrobiłbyś to?

– Nie muszę tego robić. – Westchnął.

– To co w takim razie musisz? – warknęłam.

– Udajemy parę przed Olegiem i innymi. Możliwe, że kilka razy ją dotknąłem jakoś na pokaz, ale z mojej strony to naprawdę nic nie znaczyło, Marti.

Zerkałam na niego kątem oka i widziałam, jak błagalnie na mnie patrzył. I po jego głosie wywnioskowałam, że rzeczywiście mówił prawdę.

Boże, jaka jestem przy nim łatwa. Albo to moje hormony dają konkretnie o sobie znać.

– A poza tym to Sara musi się dobrać do Olega, więc nasza relacja naprawdę nie jest w żadnym stopniu...

– Co to znaczy, że musi się do niego dobrać? – przerwałam mu.

– Musi się do niego zbliżyć, żeby wyciągnąć więcej informacji, bo inne opcje na razie nam nie zagrały.

Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia.

– Będzie musiała z nim pójść do łóżka?

– Istnieje taka ewentualność i ona jest na to przygotowana – odparł.

Pokręciłam głową z niedowierzaniem, wyobrażając to sobie.

– Można w ogóle się na coś takiego przygotować? To, co robicie, jest popieprzone, Kamil – stwierdziłam zgodnie z prawdą.

– Ale skuteczne.

Mówił o tym tak spokojnie, że naprawdę w pewien sposób podziwiałam go za to opanowanie. Jednak dla mnie ich zadania były czymś niewyobrażalnym. Nigdy bym się nie widziała w takiej roli – kiedy za zdobycie cennych informacji musiałabym pójść do łóżka z jakimś kryminalistą. Od razu przypomniałam sobie związek z Robertem, lecz to była całkiem inna sytuacja, więc czym prędzej przepędziłam te obrazy ze swojej głowy.

Podjechaliśmy przed kamienicę. Zgasiłam silnik, obróciłam się w stronę Kamila i spojrzałam mu prosto w oczy.

– Powiedziałbyś mi, gdybyś na potrzeby takich akcji musiał się przespać z jakąś inną kobietą, pocałować ją albo zrobić z nią cokolwiek, co by mi się nie spodobało? – zapytałam. I oczekiwałam od niego bardzo szczerej odpowiedzi. – Gdy mówię o tym na głos, wydaje mi się to jeszcze bardziej absurdalne – mruknęłam.

– Powiedziałbym – przyznał po dłuższej chwili. – Choć nie powinienem tego robić, bo już i tak za dużo wiesz.

Podejrzewałam, że to, czego się właśnie dowiedziałam, to dopiero początek, a dużo było jeszcze przede mną.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki