9,99 zł
Między zapachem pizzy a śmiechem przyjaciół można odkryć coś, czego nie da się zamówić z menu – przeznaczenie.
W Królisiowie deszcz nigdy nie psuje apetytu – zwłaszcza, gdy w pizzerii czeka ulubiony Paolo i jego chrupiące ciasto! Jednak tego wieczoru zwykłe spotkanie przyjaciół zmienia się w coś więcej. Królik Tolek po raz pierwszy czuje, że serce bije mu szybciej – a wszystko przez tajemniczą panterę, która pojawia się w miasteczku... Kim jest? Skąd przybyła? I dlaczego jej spojrzenie nie daje mu spokoju?
Wciągająca i pouczająca propozycja dla miłośników serii „Kicia Kocia” Anity Głowińskiej czy „Kocia Szajka” Agaty Romaniuk.
W Królisiowie
Szymon, Luis, Tolek, Bella – to grupka wiernych przyjaciół. Choć w naturze rzadko występuje przyjaźń psa, szopa, królika i pandy, w Królisiowie wszystko jest możliwe! W tej krainie zamieszkały zwierzęta różnych gatunków, które nie potrafiły odnaleźć się w zwykłym świecie. Bohaterowie przeżywają typowe bolączki dorastających dzieciaków - problemy rodzinne, rozterki sercowe, walkę o pozycję w grupie. Dzięki wzajemnemu wsparciu, dzielnie pokonują wszelkie przeciwności, dodatkowo świetnie się przy tym bawiąc.
Alona Byczko – autorka serii opowiadań dla dzieci pod tytułem „W Królisiowie”. Z wykształcenia mediatorka, przez wiele lat na wielu polach działała na rzecz dzieci - organizowała warsztaty i imprezy, prowadziła szkołę tańca. Blogerka i autorka podcastu pt. „Wolna Dusza”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 76
Alona Byczko
Saga
Siła Kokumo
Copyright © 2025, 2025 Alona Byczko i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727290614
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Drogi Rodzicu, zanim przekażesz tę książeczkę w ręce dziecka, proszę zapoznaj się z jej treścią bardzo dokładnie. Niektóre tematy poruszone są w bezpośredni sposób, co może wywołać trudne emocje. Bajki mojego autorstwa bardzo często poruszają temat komunikacji rodzic-dziecko, zatem warto być gotowym na otwartą i szczerą rozmowę, dzięki której łatwiej będzie zrozumieć punkt widzenia dziecka. Tym samym da jemu poczucie bycia zrozumianym. Moim celem jest zainspirowanie rodzica do budowania zdrowej relacji, opartej na wzajemnym szacunku, który wynika z miłości oraz akceptacji. Jednocześnie, mając świadomość, że relacje rodzinne są tematem złożonym, mam nadzieję, że te treści będą pomocne oraz przyniosą ukojenie dzieciom i dorosłym. Natomiast jeśli jesteś czytelnikiem, który samodzielnie chce się zapoznać z tymi treściami, chcę abyś pamiętał, że Twoje samopoczucie jest najważniejsze i jeśli w tej bajce znajdziesz bodźce, które będą wyzwaniem, w takich okolicznościach nie należy kontynuować czytania, lecz odłożyć pozycję na później i w pierwszej kolejności zatroszczyć się o ukojenie emocji oraz przetworzenie kwestii, które wypłynęły na wierzch.
Jak na wiosenny wieczór, padało zbyt mocno. Przez to bardziej czuło się jesień, niż zbliżające się lato. A przynajmniej tak wszyscy zgodnie stwierdzili. Aby jednak, nie popaść w smutki, postanowili rozchmurzyć się wspólnym wyjściem do pizzerii. Paolo, jak zwykle, przywitał gości z szerokim uśmiechem. Rozsiedli się w swojej ulubionej loży i zabrali do czytania menu.
– Nie mogę się zdecydować. Czemu tu zawsze tak trudno coś wybrać? – zapytał Szymon z podziwem.
– Tyle smakołyków! Też nie wiem… makaron, a może jednak pizza? – Bella drapała się po głowie.
– Tolku, co polecasz? – spytała Malwina, studiując pozycje w karcie. Nie otrzymawszy odpowiedzi, znów zapytała, ale tym razem spojrzała na niego. – Tolku?
Królik obserwował parę przy stoliku w drugim końcu sali, więc lisica podążyła za jego wzrokiem.
– To chyba ktoś nowy – skomentowała.
– Zdecydowanie – Tolek odwrócił się do Malwiny, był lekko zawstydzony. – Przepraszam, co mówiłaś?
– Czy coś szczególnie tu polecasz… i czemu się rumienisz?
– Ja? Rumienię? Chyba mi za gorąco. Ściągnę bluzę – Gdy już się rozebrał, odpowiedział na wcześniejsze pytanie – Najbardziej lubię pizzę z oliwkami i zieloną pietruszką.
– A ja lubię tę z gruszką i orzechami. – Bella dołączyła się do rozmowy.
– To ja chcę z tobą na pół! – Szymon złożył pandzie propozycję.
– A ty? Chciałbyś ze mną na pół? – lisica zwróciła się do Tolka.
– Chyba jestem zbyt głodny i sam zjem całą.
– Czyli bez deseru dzisiaj? – Malwina podparła brodę o łapki, robiąc przy tym minę, która wyraża niedowierzanie.
– Co to, to nie! Masz rację. To jednak zjem pół.
Wszyscy się roześmiali, przykuwając uwagę otoczenia. Tolek znów mimowolnie spojrzał w kąt sali. Tym razem pantera go zauważyła i patrzyła mu prosto w oczy. Tolek poczuł, że znów zaczyna się rumienić. Przeprosił przyjaciół i wyszedł na zewnątrz. Na szczęście, przed wejściem, znajdował się mały zadaszony ogród letni. Królik stał przez dłuższą chwilę, a gdy chaos w jego głowie zaczął się wyciszać, ktoś otworzył drzwi. Znowu zetknął się z jej wzrokiem i poczuł jakby czas się zatrzymał, a on znalazł się tylko z nią, w miejscu, gdzie nie ma ani przedmiotów, ani innych zwierząt. Pantera, wraz z towarzyszką, odeszła bez słowa, ale po kilku krokach odwróciła się i jeszcze raz na spojrzała na Tolka. W tym momencie przyszedł Szymon:
– Wszystko w porządku? Wyszedłeś bez bluzy, chyba nie jest aż tak ciepło – powiedział podając przyjacielowi ubranie.
– Masz rację. Dziękuję.
Tolek ubrał się i dalej stał zamyślony.
– Dobra, jak chcesz – Szymon wzruszył ramionami.
– Nic się nie dzieje.
– Tak, jasne. Przecież nie znamy się od wczoraj. Czy ty właśnie próbujesz mnie okłamać? – zapytał z uśmiechem.
– Nie, absolutnie! Ja po prostu… sam nie wiem, co to było – odparł Tolek.
– Ale co było? Mówże tak, żebym chociaż połowę zrozumiał.
– Ha, ha! Zauważyłeś tę czarną panterę, która wyszła przed chwilą?
– Tę z irbisem śnieżnym? – upewnił się Szymon. – Niezły duet. Taki egzotyczny.
– Tak. Egzotyczny to chyba dobre określenie.
– Znasz je?
– Nie, właśnie nie. Ale ona… – Tolek westchnął. – patrzyła na mnie i miałem wrażenie, jakbym znał ją od zawsze. Miałeś kiedyś takie uczucie? Wiesz… jakbyś spadał, ale nie ma nic poza wami?
– Czy ty… się zakochałeś? – Szymon nie wiedział, czy jest bardziej zmartwiony, czy zaskoczony.
– Co?! Nie!
– Luis ma chyba konkretnego rywala. Jeszcze chwilę i to ty staniesz się królem podrywu!
– Co ty wygadujesz?! Nikogo nie podrywam, to się stało nagle! Nie miałem na to żadnego wpływu…
– No cóż. To się chyba nazywa przeznaczenie.
– Chłopaki, jedzenie czeka – przerwała im Malwina.
Zmarszczyła brwi – wygląd królika ją zmartwił:
– Może powinieneś pójść do domu i odpocząć? W sumie to nie było pytanie. Poproszę Paolo, by spakował ci na wynos.
Tolek spojrzał na Szymona, ale ten stał niewzruszony. Czuł się zagubiony, ale też wiedział, że nie uda mu się już skupić na spotkaniu z przyjaciółmi.
– To chyba dobry pomysł. Zajdę po drodze do sklepu po cytryny i imbir. Zrobię sobie w domu herbatę rozgrzewającą.
Weszli do środka, a Tolek podszedł do lady, prosząc Paolo, by zapakował mu jeszcze deser z lodówki.
– Coś się stało, mój mały amico? – stary niedźwiedź również dostrzegł jego minę.
– Chyba choroba mnie łapie. Dzisiaj miałeś spory ruch, prawda?
– W taką pogodę można było się tego spodziewać – odpowiedział z uśmiechem Paolo.
– Widziałem dzisiaj nowych gości.
– Tak, tak! To przybyszki z dalekich krajów! Wydawały się być… yyy, całkiem sympatyczne.
– Czemu się zawahałeś? – zapytał Tolek z przenikliwą miną.
– No, bo jedna była miła i cicha, a druga natomiast bardzo podejrzliwa. Patrzyła na mnie, jakbym był wrogiem. Ale co tam! Wy, młodzi, odczuwacie wszystko tak dosłownie. Może ma uraz do misiów. No, ale to nie moja sprawa. Z drugiej strony, ciekawe, czy to turystki, czy osiądą tu na stałe?
– Też jestem ciekaw. Wyglądały jakby były ze stron Alika.
– Tego tygrysa?
– Pamiętasz go? – Tolek był wyraźnie zaskoczony.
– To też nietypowy zwierz, jak na nasze okolice. Poza tym miał w sobie tyle energii i uśmiechu, że nie sposób go nie zapamiętać!
– Tak… chciałbym był taki jak on…
– Tolku, daj spokój. Każdy jest dobry, taki, jaki jest. Wszyscy mamy tu swoją rolę do odegrania i na pewno jest część istot, które patrzą na ciebie i myślą sobie, że chcieliby być tacy, jak ty.
– Tak, ale będąc tygrysem, miałbym większe szanse…
– Na co? – zapytał Paolo.
– No, bo… chciałbym się zaprzyjaźnić z tymi nowymi.
– Czy ty się boisz odrzucenia? Przecież masz tylu przyjaciół. Co ci zależy? – miś dostrzegł u królika zawstydzenie i już wiedział, gdzie leży sedno problemu.
– No wiesz. Jeśli są nowe, toooo… mogłoby być im tu lżej, gdyby wiedziały, że mają kogoś po swojej stronie – powiedział lekko zmieszany.
– Widzę, że ktoś tu wpadł po uszy. A w twoim wypadku, to dość głęboko – Paolo uśmiechnął się szeroko. – Skąd pewność, że mają dobre serca i że chciałbyś mieć kogoś takiego w swoim gronie?
– Masz rację, ale nie umiem tego wytłumaczyć. Pierwszy raz poczułem coś takiego. Nie mogę nad tym zapanować!
– Widzisz. Jedni powiedzą, że tego kwiatu jest pół światu, a drudzy, że warto walczyć o serce wybranki. Zakochanie to taki stan, kiedy traci się zdrowy rozsądek i prawidłową ocenę sytuacji. Wydaje nam się, że ktoś jest dużo lepszy, niż w rzeczywistości. I nawet jak wszyscy dookoła nas przestrzegają, to i tak w to brniemy. Czy było warto, dowiesz się po latach.
– Masz na myśli Gustawa, Ojca Malwiny? – domyślił się Tolek.
– Och, ty bystrzaku. Nic ci nie umknie. No, ale wiedz, że z przeznaczeniem nie ma co walczyć. Pewnie już całym sobą czujesz, że chciałbyś być blisko niej i dowiedzieć się o niej jak najwięcej.
– Czuję się strasznie zagubiony. Pierwszy raz tak bardzo nie mam nad sobą panowania.
– W kwestii miłości, nie ma żadnej prawidłowej odpowiedzi. Tylko od was zależy, jak się to potoczy.
– Miłości? Hola, hola. Aż tak to chyba nie?! – zaprotestował królik.
– Teraz to jeszcze nie, ale z czasem może zacząć ci tak na niej zależeć, że wypełni to całe twoje serce.
Tolek odwrócił się w stronę loży, gdzie siedzieli przyjaciele i zawiesił wzrok na Malwinie.
– A czy można kochać... dwie istoty jednocześnie?
– Można więcej niż dwie. Każdego ze swoich bliskich kochamy przecież inaczej. Miłość to uczucie, a to, jak wygląda ta relacja zależy od ich charakterów, zaangażowania i wzajemnej troski.
– Nie o to mi chodzi.
– Czy można czuć romantyczne uczucia do dwóch istot jednocześnie? – Paolo oparł się o ladę i pochylił do Tolka, po czym wyszeptał. – Może się to komuś zdarzyło, ale ja kochałem tylko jedną, przez całe życie.
– Teraz czuję się jeszcze bardziej zagubiony. Co ja powinienem zrobić?
– Malwinę znasz od małego, z pewnością dobrze jej życzysz. Chciałeś otoczyć ją opieką, ale odrzuciła cię, kiedy wyznałeś swe uczucia. Może życie chce ci pokazać, że czas iść do przodu, a wy i tak zostaniecie przyjaciółmi. To widać, że dla niej ty też jesteś ważny.
Tolek uśmiechnął się.
