Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Miłość Boga nie szuka bowiem odizolowanego ducha, zjawy spoza świata ludzi, lecz człowieka z krwi i kości, w ciele jego dziejowości. Miłość ta w świętych sakramentalnych znakach obdarza go Bożą odpowiedzią, w której wciąż otwarte pytanie ludzkości osiąga swój cel i pełnię.
Benedykt XVI
Ksiądz Mariusz Rosik przekonująco udowadnia, że katolicka nauka o siedmiu sakramentach nie jest jedynie owocem Tradycji Kościoła, lecz ma mocne uzasadnienie w Biblii.
Autor przywołuje kluczowe punkty Katechizmu Kościoła katolickiego dotyczące sakramentów, a następnie wyjaśnia ich znaczenie i przypomina ich historię, ilustrując każdą prawdę wiary solidną i pogłębioną lekturą wielu fragmentów Pisma Świętego.
Ta atrakcyjnie wydana książka może być wyjątkowym prezentem z okazji sakramentu bierzmowania, święceń kapłańskich czy zawarcia sakramentu małżeństwa.
---
Termin sacramentum, który pojawia się w łacińskich przekładach Nowego Testamentu, bardzo często oddaje grecki rzeczownik mysterion, „tajemnica”. Tajemnica jest czymś, co nigdy nie może zostać w pełni zgłębione. Właśnie tym różni się od sekretu: sekret można ujawnić, natomiast zrozumienie tajemnicy może być stale pogłębiane, ale nigdy nie wyczerpuje się do końca.
(fragment książki)
---
ks. Mariusz Rosik - biblista, profesor nauk teologicznych, wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Jest autorem wielu publikacji na tematy biblijne i teologiczne, m.in. Miriam z Nazaretu; Spotkania. Ekspert biblista wyjaśnia „The Chosen”; Jezus Galilejczyk. Lew z pokolenia Judy; Arka i gołębica; Wybrani przez Boga. Tak żyli pierwsi chrześcijanie. Jego pasją, oprócz Biblii, są podróże. Prowadzi własną stronę internetową
– www.mariuszrosik.pl.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o. Copyright © 2026 by Mariusz Rosik
REDAKTOR PROWADZĄCY: Michał Wilk ADIUSTACJA JĘZYKOWO-STYLISTYCZNA: Janusz Stachowski KOREKTA: Dorota Honek-Sac PROJEKT OKŁADKI: Paweł Kremer ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Paweena / AdobeStock
ZA ZEZWOLENIEM Prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów L.dz. 122/P/2026 z dnia 25 sierpnia 2026 r.
Wydanie I | Kraków 2026
ISBN 978-83-8404-213-7
Zamawiaj nasze książki przez internet: boskieksiążki.pl lub bezpośrednio w wydawnictwie: 603 957 111, [email protected]
Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków.
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Ossowska
Sakramenty Nowego Prawa zostały ustanowione przez Chrystusa.Jest ich siedem: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, sakrament święceń i małżeństwo.Sakramenty te obejmują wszystkie etapyi wszystkie ważne momenty życia chrześcijanina:sprawiają narodzenie i rozwój chrześcijańskiego życia wiary, uzdrowienie i dar posłania.Widać w tym pewne podobieństwo, jakie istniejemiędzy etapami życia naturalnego a etapami życia duchowego.
(KKK 1210)
Sakrament jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Za pomocą znaków – gestów i czynności – oraz słów człowiek w sposób pewny łączy się z Bogiem. Osoba wierząca, przyjmując sakrament, ma pewność, że spotkała Boga bez względu na swoje subiektywne odczucia. Przyjąć Bożą łaskę płynącą z sakramentu może na tyle, na ile otwarte jest jej serce, jednak w sposób obiektywny łaska ta zawsze jest udzielana.
Termin sacramentum, który pojawia się w łacińskich przekładach Nowego Testamentu, bardzo często oddaje grecki rzeczownik mysterion,„tajemnica”. Tajemnica jest czymś, co nigdy nie może zostać w pełni zgłębione. Właśnie tym różni się od sekretu: sekret można ujawnić, natomiast zrozumienie tajemnicy potrafi być stale pogłębiane, ale nigdy nie wyczerpuje się do końca.
Siedem sakramentów świętych, o których traktuje niniejsza książka, stanowi tajemnicę naszej wiary. Łączą z Bogiem i udzielają Jego łaski, jednak tylko On sam wie w całej pełni, w jaki sposób te duchowe dary spływają i przemieniają naszą doczesną i materialną rzeczywistość.
Przewracając karty Pisma Świętego, zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu, będziemy chcieli przybliżyć Czytelnikom biblijne tło każdego z ustanowionych przez Chrystusa sakramentów. Oznacza to nie tylko wskazanie na źródła tych widzialnych znaków Bożej łaski, ale także odkrywanie ich znaczenia w codziennym życiu wiary. Niekiedy sięgniemy po współczesne rytuały sprawowania poszczególnych sakramentów oraz przytoczymy wypowiedzi ojców Kościoła – wczesnochrześcijańskich pisarzy, którzy wyjaśniali wagę owych znaków członkom wspólnoty w ich czasach. Postaramy się także ukazać skutki przyjmowania tych siedmiu nadnaturalnych znaków.
Każdy z rozdziałów niniejszej książki rozpoczyna się cytatem z Katechizmu Kościoła katolickiego. W bardzo ogólnych słowach kreślą one znaczenie poszczególnych sakramentów i stanowią impuls, by przytoczone myśli rozwinąć w treści poszczególnych rozdziałów publikacji. Każdy z nich otwiera także konkretne świadectwo osób, które odkryły niebagatelną rolę sakramentów na drogach życia wiary. Niekiedy są to opowieści o bardziej lub mniej znanych osobach z życia Kościoła, innym razem świadectwa literackie.
Zapraszam do lektury – wspólnej wędrówki i odkrywania tego, „jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9).
Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu (vitae spiritualis ianua) i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy wszczepieni w Kościół i stajemy się uczestnikami jego posłania.
(KKK 1213)
Edyta Stein przyszła na świat 12 października 1891 roku jako najmłodsze dziecko państwa Stein. Jej fascynującej i dramatycznej drogi odkrywania wiary chrześcijańskiej, drogi, która prowadziła poprzez porzucenie judaizmu i ateizm (bądź przynajmniej agnostycyzm), poprzez refleksję psychologiczną i filozoficzną, poprzez doświadczenie cierpienia i dramatu wojny, nie trzeba tu przypominać. Warto natomiast wspomnieć piękne i bardzo głębokie w swej prostocie wyznanie późniejszej Teresy Benedykty od Krzyża, wyznanie, które dotyczy ateistycznego okresu jej życia: „Moje poszukiwanie prawdy było moją jedyną modlitwą”.
Milowym krokiem na drodze do wiary okazało się spotkanie z Anną Reinach, żoną profesora, który zginął na froncie pod koniec 1917 roku. Edyta miała uporządkować spuściznę Reinacha. Musiała też w tych dniach spotykać się z wdową. Co miała powiedzieć zrozpaczonej małżonce? Nie wierzyła przecież w życie wieczne. W jaki sposób mogła ją pocieszyć? Jej strach okazał się zbyteczny. Anna Reinach była osobą głębokiej wiary. Spotkania i rozmowy z nią w znacznej mierze zmieniły sposób myślenia i życia Edyty Stein. Tak je wspominała:
To było moje pierwsze spotkanie z krzyżem i Bożą mocą, która zostaje udzielona tym, którzy go niosą. Widziałam Kościół narodzony ze zbawiającego cierpienia Chrystusa w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. Była to chwila, w której załamała się moja niewiara, wiara żydowska straciła znaczenie, Chrystus promieniował: Chrystus w tajemnicy krzyża1.
Niebagatelną rolę w życiu Edyty odegrał filozof Max Scheler. Kiedy młoda adeptka fenomenologii go spotkała, nie minęło jeszcze dużo czasu od jego wstąpienia do Kościoła katolickiego. Fakt ów nie pozostał bez wpływu na postrzeganie wiary przez Edytę. W swoich pamiętnikach zauważa, że Scheler mówił o katolickich ideałach z mocą ducha i wielką siłą przekonania. Biło z niego jakieś światło. Słowa nie przekonały jednak Edyty do przyjęcia wiary, ale zwróciły jej uwagę na świat do tej pory całkowicie nieznany – fascynujący świat spotkań z Chrystusem.
Tutaj dochodzimy do sedna wywodu. Swoje nawrócenie na katolicyzm kobieta przeżyła w ciągu jednej nocy. Kiedy Edyta przebywała przejazdem u przyjaciółki w Bergzabern, w Palatynacie, przed zaśnięciem przeglądała jej biblioteczkę. Tak wspomina tamten dzień:
Sięgnęłam po jakąś książkę na chybił trafił. Nosiła tytuł Życie św. Teresy z Ávili i była napisana przez nią samą. Zaczęłam czytać. Urzekła mnie! Czytałam jednym tchem do końca. Gdy ją zamknęłam, powiedziałam sobie: „To jest Prawda”.
Niedługo później kupiła sobie katechizm, mszalik i po ich lekturze poprosiła o chrzest. Doświadczyła tego samego co autor Listu do Hebrajczyków: „Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12).
Rozpoczynając nasze rozważania o chrzcie, sięgnijmy najpierw po Ewangelię Marka, gdyż to ona powstała najwcześniej spośród wszystkich czterech dzieł ewangelistów w ich obecnej formie. Badania egzegetów wykazują, że końcowy jej fragment, w którym wspomina się o sakramencie chrztu, pochodzi z nieco późniejszego okresu i został dołączony przez któregoś z kopistów do pierwotnego korpusu Ewangelii. Skoro jednak został on dołączony do dzieła przypisywanego Markowi, oznacza to, że jego treść musiała być tak inspirująca i żywotna wśród niektórych chrześcijan, że nie wahali się uczynić go częścią pierwszej Ewangelii. Właśnie w tym fragmencie Jezus zapewnia, iż chrzest jest konieczny do zbawienia:
I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą, węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie (Mk 16,15–18)2.
Podobnym echem pobrzmiewa zakończenie Ewangelii św. Mateusza. Stanowi ono w pewnym sensie streszczenie całego przesłania Dobrej Nowiny, czyli Ewangelii, którą głosił Jezus:
Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,16–20).
Działalność misyjna, czyli ewangelizacja, ma dokonywać się przy głębokim, intensywnym zaangażowaniu uczniów. Nie mają oni nauczać jedynie tych, którzy sami do nich przychodzą, lecz inicjatywa wychodzenia naprzeciw innym z przesłaniem Jezusa ma należeć do samych uczniów. Nadrzędnym czasownikiem w zdaniu jest imperatyw „nauczajcie”; dosłowne tłumaczenie tego terminu brzmi „czyńcie uczniami”. Stąd wniosek, że zaangażowanie uczniów prowadzić ma do przysparzania nowych naśladowców i wyznawców Pana. Taki właśnie jest sens całej działalności misyjnej Kościoła.
Działalność nauczycielska Kościoła obejmuje „czynienie uczniów” poprzez uczenie ich zachowywania nauk Jezusa. Stać się uczniem Nazarejczyka znaczy pełnić wolę Boga, kształtować według niej życie i naśladować Mistrza. To kształtowanie uczniów ma charakter uniwersalny, czyli bazuje na otwarciu bram dla Dobrej Nowiny wszystkim narodom.
Tutaj dochodzimy do sedna przesłania Jezusa, którym jest nakaz udzielania chrztu w imię Trójcy Świętej. Przyjmujący chrzest winien nie tylko wierzyć w Trójcę, ale nawiązać osobisty kontakt z Jej Osobami: z Ojcem, Synem i Duchem Świętym.
***
O konieczności przyjęcia chrztu Jezus rozmawiał pod osłoną nocy z faryzeuszem Nikodemem. Dlaczego uczony nie przyszedł do Jezusa w świetle dnia? Domysły są różne. Być może przyszedł nocą, gdyż późno kończyły się obrady Wysokiej Rady, do której należał. A może chciał pozostać w ukryciu i nie ujawniać przed przyjaciółmi swego spotkania z Jezusem. Albo zapragnął mieć dużo czasu na rozmowę, nawet gdyby ta miała przedłużyć się długo w noc. Może lista jego pytań do Jezusa była długa. A być może po prostu wstydził się, że chce rozmawiać z Nazarejczykiem, urodzonym w „Galilei pogan”. Nie wiemy tego.
W symbolice Jana mrok i noc nawiązują do grzechu oraz duchowych poszukiwań. Początek opowiadania sugeruje, że w nocy do Jezusa przychodzi człowiek zagubiony, pragnący odnaleźć Boga. Nikodem pojawia się z poczuciem własnej niedoskonałości, ale jednocześnie z ogromnym pragnieniem rozmowy z Tym, który może go umocnić w walce ze słabościami. Przybywa obciążony grzechem i pełen nadziei na spotkanie z Bogiem wyzwalającym od zła. Wybiera noc jako najlepszy moment na tę rozmowę, ponieważ – według tradycji sapiencjalnej (mądrościowej) – o tej porze Boże słowo trafia najgłębiej do ludzkiego serca:
Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi (Mdr 18,14–15).
Nikodem należał do frakcji faryzeuszy. Judaizm pierwszego stulecia obfitował w różne ugrupowania. Oprócz faryzeuszy na scenie życia religijnego aktywni byli saduceusze i uczeni w Piśmie, zeloci i sykaryjczycy, herodianie i esseńczycy, zwani inaczej kumrańczykami, a także zwolennicy Jana Chrzciciela. Ta bogata mozaika sprawiała, że judaizm czasów Jezusa stanowił religię niezwykle żywotną i pełną dynamiki. Co wyróżniało faryzeuszy spośród innych ugrupowań?
Nazwa frakcji pochodzi od hebrajskiego terminu peruszim, oznaczającego: „oddzieleni”. Faryzeusze wyróżniali się na tle społeczeństwa Izraela poprzez szczególne przywiązanie do zachowania Prawa Mojżeszowego. Oprócz pisanej Tory i jej 613 przykazań, które każdy faryzeusz znał na pamięć, sięgali także po tradycję ustną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Ta tradycja, określana mianem „muru wokół Tory”, pełniła funkcję zabezpieczenia Prawa przez liczne szczegółowe nakazy i zakazy. Założenie było takie, że przestrzegając tych dodatkowych regulacji, można uniknąć naruszenia głównych przykazań. Faryzeusze wciąż prowadzili dyskusje dotyczące Prawa. Według nich przed każdym człowiekiem dwie możliwości stały otworem – droga życia i droga śmierci, błogosławieństwa i przekleństwa. Przez usta Mojżesza Bóg przed każdym człowiekiem roztoczył taką perspektywę:
Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli serce swe odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie (Pwt 30,15–19).
Kłopot w tym, że z powodu grzechu każdy człowiek dostał się na drogę, która wiedzie do zguby. Jak się uratować? Faryzeusze w swoim przekonaniu znaleźli właściwą odpowiedź. Wierne zachowanie wszystkich przykazań może sprawić, że Bóg okaże zmiłowanie i człowiek dzięki własnym wysiłkom (tzw. uczynkom Prawa) będzie mógł przedostać się na drogę Bożego błogosławieństwa i zaskarbić sobie w ten sposób miłość Stwórcy. Faryzeusze – jak Paweł z Tarsu – nie mieli wątpliwości, iż „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23). A skoro wszyscy zgrzeszyli, to znaczy, że wszyscy znaleźli się na drodze śmierci i przekleństwa. Do nich mówi Bóg przez Mojżesza: „oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie” (Pwt 30,18). Aby uniknąć zguby – myśleli zwolennicy faryzeizmu – jest tylko jeden sposób: absolutna wierność wszystkim 613 przykazaniom Tory. Dlaczego faryzeusze czasów Jezusa (a później rabini w judaizmie rabinicznym) tak bardzo podkreślali konieczność zachowania wszystkich tych 613 przepisów Tory? Dlatego, że w ich przekonaniu przed każdym człowiekiem stoi wybór pomiędzy dwiema drogami życia, z których jedna tylko prowadzi do zaskarbienia sobie miłości Boga – i jest nią właśnie droga zachowania Prawa.
***
Nikodema, który pod rozgwieżdżonym niebem Jerozolimy pojawił się przed Jezusem, cechował typowo faryzejski sposób myślenia. Ten grzeszny (jak każdy człowiek) i poszukujący Boga przywódca narodu izraelskiego znał na pamięć wszystkie przykazania Tory i dokładał wszelkich starań, aby żadnego z nich nie przekroczyć. Świadomy swej słabości i poszukujący Tego, który może słabość pokonać, przychodzi pod osłoną nocy do Jezusa, by rozmawiać o Bogu. Dotknięty przez grzech i szukający Tego, który przebacza grzechy, członek Wysokiej Rady stawia się przed galilejskim Nauczycielem, o którym wie z całą pewnością, że wyszedł od Boga. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie czynił Jezus, gdyby Bóg nie był z Nim (J 3,2). Nikodem, choć całym sercem pragnie zachować Prawo, wie jednocześnie, że nikt nie jest przed Bogiem bez winy. Jego serce targane jest rozterkami. Jak może zasłużyć na miłość Bożą, skoro grzeszy? Jak może zaskarbić sobie życzliwość Jahwe, jeśli nie udaje mu się w całości zachować wszystkich przykazań? Jak przedostać się z drogi przekleństwa na drogę błogosławieństwa? Czy „uczynki Prawa” wystarczą, by przejednać Boży gniew? Co musi zrobić, aby doświadczyć Bożej miłości?
Choć ewangelista nie przypisuje Nikodemowi wprost powyższych pytań, nie popełnimy błędu, zakładając, że kołatały się one w sercu rozmówcy Jezusa. Był przecież faryzeuszem, więc podzielał przekonania członków swojego ugrupowania, a one w naturalny sposób skłaniają do postawienia takich właśnie pytań. Zanim jeszcze Nikodem je sformułuje, Jezus uprzedza go swoją odpowiedzią: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli ktoś nie narodzi się powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 3,3). Reakcją Nikodema jest niezrozumienie: nie można przecież urodzić się dwa razy! Nie ulega wątpliwości, że ewangelista posługuje się tutaj swoją ulubioną metodą literacką rozwoju narracji. Jest nią tzw. metodologiczne niezrozumienie. Bardzo często na kartach Janowej Ewangelii rozmówcy nie rozumieją Jezusa i są zmuszeni zadawać kolejne pytania. To właśnie one rozwijają akcję i sprawiają, że narracja staje się bardziej dynamiczna.
Literacki chwyt w przypadku rozmowy z Nikodemem pozwala Jezusowi wyjaśnić, że nowe narodzenie to narodzenie z wody i Ducha (J 3,5–8), czyli chrzest potwierdzony świadomą decyzją. Sakramentalny znak chrztu gładzi grzech pierworodny i otwiera wierzącego na dar bezwarunkowej miłości Boga, a ta – udzielona w czasie chrztu – winna być przyjęta świadomą decyzją wierzącego w wypadku, gdy chrzest został udzielony w okresie niemowlęctwa. Otwarcie serca przed Jezusem – Panem i Zbawicielem – jest decyzją potwierdzającą chrzest. To właśnie w nowym narodzeniu, czyli w sakramencie chrztu, potwierdzonym decyzją otwarcia serca przed Bogiem, kryje się Jezusowa odpowiedź na pytania Nikodema.
Odpowiedź jest zaskakująca: nie musimy robić nic, by Bóg nas kochał. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Wypełnianie „uczynków Prawa” nie zapewni nam Bożej miłości, ponieważ już ją mamy – bez żadnych warunków! Żaden wysiłek człowieka nie sprawi, że Bóg pokocha nas bardziej, bo On już kocha nas najmocniej. Nie możemy też uczynić nic, by Bóg kochał nas mniej, ponieważ Bóg z natury jest miłością i nie potrafi działać inaczej, niż kochając. Kocha człowieka całym sobą, bezwarunkowo i bezinteresownie. Jego miłość nie zależy od tego, czy zachowujemy przykazania, lecz od tego, kim On jest, a jest Ojcem. Kocha nie dzięki temu, że dążymy do świętości, ale ponieważ On sam jest święty. Miłość Boga nie wynika z naszego unikania grzechu, lecz z Jego doskonałej czystości i świętości.
Ewangelista Marek rozpoczyna swoje dzieło od opisu działalności Jana Chrzciciela nad Jordanem. Jan udzielał chrztu jako znaku prośby o odpuszczenie grzechów. W przekonaniu starożytnych Izraelitów jedynie Bóg miał moc przebaczania win. Modlili się o to szczególnie w świątyni i synagogach podczas Dnia Pojednania (Jom Kipur), kiedy głośno wyznawali grzechy, pościli i z głęboką nadzieją prosili Boga o łaskę. Niektórzy rabini twierdzili, że przez większość roku Szatan może skutecznie przeszkadzać, by ich modlitwy dotarły do Boga, jednak w Dzień Pojednania nie ma takiej siły. Prawo nakazywało również składanie ofiar za grzechy oraz przestępstwa, choć rozróżnienie między nimi było trudne. Wiadomo, że takie ofiary miały być wyrazem przyznania się do winy, przepraszania Boga i prośbą o przebaczenie. Podobną funkcję pełnił chrzest Jana, będący symbolem uznania grzechu i pragnienia oczyszczenia, co nie oznaczało automatycznego odpuszczenia win. Wyjaśnia to św. Hieronim w Dialogu przeciw lucyferianom:
Chrzest Janowy nie tyle odpuszczał grzechy, ile był chrztem pokuty na odpuszczenie grzechów, to znaczy na przyszłe odpuszczenie grzechów, które dokona się później przez uświęcenie Chrystusa […]. Żadnego chrztu nie można nazwać doskonałym, jeśli nie jest zanurzeniem w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa.
Ewangelista relacjonuje, że chrzest przyjmowali mieszkańcy Jerozolimy oraz całej Judei:
Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy (Mk 1,4–5).
Obszar ten stanowi jednolity pas górski, którego najwyższe punkty osiągają wysokość ponad 1000 m n.p.m. W czasach starożytnego Izraela Judea stanowiła centrum życia narodowego i religijnego – przede wszystkim dlatego, że w jej sercu znajdowała się Jerozolima, z centralnie położoną świątynią. Osoby najbardziej związane z kluczowym ośrodkiem judaizmu biblijnego przyjmowały chrzest od Jana. Nic więc dziwnego, że – jak ukażą następne fragmenty – działalność proroka wywoływała niepokój wśród religijnych elit ludu wybranego. Lektura Ewangelii Marka może prowadzić do wniosku, że na pewien czas miejsce chrztu udzielanego przez Jana stało się dla części Izraelitów ważniejszym ośrodkiem życia religijnego niż sama świątynia.
***
Scena chrztu Jezusa stanowi punkt kulminacyjny wstępnej części dzieła Marka. Pojawiają się w niej trzy znaki: otwierające się niebo, wizja Ducha Świętego zstępującego z nieba i głos Ojca – obwieszczający Boże synostwo Jezusa:
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,9–11).
Dlaczego Jezus przyjął chrzest z rąk Jana? Skoro Jan udzielał chrztu nawrócenia, wydaje się dziwne, że Jezus, który był bezgrzeszny, przyjął chrzest z jego rąk. Może dlatego Marek opisuje to wydarzenie bardzo krótko (Mk 1,9–11), natomiast Mateusz zauważa, że to Jan czuł się niegodny udzielenia tego chrztu (Mt 3,13–17). Łukasz nie wspomina, kto ochrzcił Jezusa (Łk 3,19–22), a Jan w ogóle pomija opis wydarzenia.
Warto zwrócić uwagę na relację Mateusza. Jezus tłumaczy Janowi, iż „godzi się wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3,15). Staje się jasne w ten sposób, że przyjęcie chrztu przez Jezusa jest wolą Ojca. Należy widzieć w tym fakcie motyw uniżenia. Ewangeliści zgodnie stwierdzają, że Jezus jest większy od Jana, a jednak uniża się przed nim. Dla ludzi żyjących w klimacie starożytnej kultury śródziemnomorskiej, wrażliwej na honor i poniżenie, był to znak niezwykłej pokory i gotowości podjęcia misji. Rzeczywiście ów gest uniżenia zostaje natychmiast nagrodzony przez Ojca poprzez wyznanie: „Ten jest mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17). Poza tym wielu egzegetów uzasadnia, że Jezus, choć sam nie potrzebował chrztu, przyjął go, by dać przykład, iż tak postąpić należy. Chrzest nawrócenia był bowiem znakiem, że osoba przyjmująca go wchodzi na drogę walki ze złem.
Inna odpowiedź na pytanie, dlaczego Jezus przyjął chrzest, pochodzi z niektórych pism wczesnochrześcijańskich. Wydaje się, że idzie ona zbyt daleko w interpretacji całego wydarzenia, ale skłania do myślenia. Otóż Izraelici wyznawali swoje grzechy, a przez obmycie niejako zanurzali je w Jordanie. Jezus miał wejść do rzeki, aby zabrać wyznane grzechy i zanieść je na krzyż.
***
Powróćmy do opowiadania Marka, który łączy wydarzenie historyczne z wizją apokaliptyczną.Tym pierwszym jest sam chrzest Jezusa przyjęty z rąk poprzednika Pańskiego. W toku narracji Marek wyjaśni, że Jan Chrzciciel jest oczekiwanym przez Żydów Eliaszem, którego pojawienie się miało poprzedzić nadejście Mesjasza:
I pytali Go: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz?”. Rzekł im w odpowiedzi: „Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane” (Mk 9,11–13).
Uczniowie z pewnością odczytali w odpowiedzi Jezusa nawiązanie do Księgi Malachiasza:
Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. I skłoni serca ojców ku synom i serca synów ku ich ojcom, aby nie przyszedł i nie poraził ziemi [izraelskiej] przekleństwem (Ml 3,23-24).
W przeciwieństwie do relacji innych ewangelistów Marek ukazuje jedynie Jezusa jako tego, który widzi rozwierające się niebo, zstępującego Ducha Świętego i słyszy głos Ojca. Wizja Jezusa czyni Go świadomym mocy, która zostaje Mu udzielona. Zstąpienie Ducha Świętego wydaje się być zapowiedzią i przygotowaniem do ziemskiej misji głoszenia słowa Bożego. Jest jednocześnie potwierdzeniem zapowiedzi Janowej, że Jezus chrzcić będzie Duchem Świętym: będzie więc udzielał Ducha, którego sam posiada.
Apokryficzna Ewangelia Hebrajczyków, cytowana przez Hieronima, przytacza skierowane do Jezusa słowa Ducha Świętego zstępującego na Niego:
Stało się, że kiedy Jezus wyszedł z wody, zstąpił na Niego cały strumień Ducha Świętego i powiedział Mu: „Synu mój, we wszystkich prorokach oczekiwałem na Ciebie, abyś przyszedł i abym mógł spocząć na Tobie. Zaprawdę, Ty jesteś moim odpoczynkiem, moim synem pierworodnym, który króluje na wieki” (Komentarz do Księgi Izajasza 11,2).
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
1 Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta Stein – siostra Teresa Benedykta od Krzyża. Filozof i karmelitanka. Na podstawie wspomnień i listów, Paryż 1987.
2 Cytaty biblijne za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, oprac. zespół biblistów polskich z inicjatywy benedyktynów tynieckich, wyd. 5, Pallottinum, Poznań 2000. W wyjątkowych przypadkach autor proponuje własne tłumaczenie biblijne.
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
