Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Norunn od najmłodszych lat chodziła wszędzie za dużo starszym od siebie Madsem. Wnuczka Hanny bowiem nieprzypadkowo nabrała przekonania, że bogowie połączyli ją z synem Rolfa. Zwłaszcza, gdy oboje pewnego pięknego dnia wysiedli z łodzi na plaży nieopodal rosnącego w siłę grodu nazwanego Kołobrzegiem. Potomka czystej krwi przepowiedział jej dziadek Ubbe i osadzenie go na książęcym krześle, pod pomorskim panowaniem wciąż walczącym o wpływy na ziemi Polan z Piastami. Nić Norny wiedzie córkę Astrid do chrześcijańskiego kraju, gdzie za jej umiejętności pali się na stosie. Czy Norunn sprosta wyzwaniom?
Zadanie wydaje się łatwe. Dzięki małżeństwu z Samborem przypieczętuje układ handlowy nadal dostarczający Jarlom Frologat sól i bursztyny. Los jednak ciągle z niej kpi i odbiera męża, a na drodze stawia jego brata, Radomira, cieszącego się złą sławą. Komu tak naprawdę Norunn odda swoje serce, kiedy miłosne przygody przynoszą jej więcej cierpienia i radości?
Akcja trzeciej części „Sagi Norn” przenosi się na ziemie Polan, ale północny mroźny norweski wiatr nie pozwala o sobie zapomnieć.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 319
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redakcja
Joanna Misztal
Projekt okładki
Maksym Leki
Fotografie na okładce
© artyme83, Nejron Photo, TechPeak Crafts / shutterstock.com
Redakcja techniczna, skład i przygotowanie wersji elektronicznej
Maksym Leki
Korekta
Beata Buko
Marketing
Magda Caboń
Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026
Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA
41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12
tel. 600 472 609, 664 330 229
www.videograf.pl
© Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2026
tekst © Elżbieta Downarowicz
ISBN 978-83-8293-387-1
(jesień – 1005 rok)
Astrid z Dymitrem długo czekali na swoje pierwsze dziecię. Tak długo, że kobieta straciła wszelką nadzieję. Nie pomagały zabiegi Hanny, warzenie mikstur czy wiedza pozyskana od Ajdy. Brzemienność rudowłosej wieszczki rządziła się swoimi prawami. Pierwsze dziecko umarło, zanim na dobre zagościło w sporych już rozmiarów brzuchu. Zniekształcony płód spędzał małżonkom nie tylko sen z powiek, ale i przestraszył przed podejmowaniem kolejnych prób. Dymitr, wiecznie pytany, kiedy w końcu spłodzi męskiego potomka, unikał biesiad spędzanych przy jadle i piwie. Coraz częściej opuszczał Frologat i wyruszał samotnie na daleką północ pod pretekstem pomocy Oskarowi i Sierioży. Wymiana z Rusinami przechodziła fale kryzysu na przemian z okresami rozkwitu, więc ciągle pilnowali, by nikomu innemu przypadkiem nie przyszło do głowy, by przystąpić do spółki. Oczywiście w wyniku szantażu i z chęci zysków, a nie sprawiedliwej współpracy.
Okresy samotności Astrid przeżywała boleśnie. Ukojenia nie przynosiło towarzystwo wyrozumiałej i cierpliwej teściowej Darii oraz obdarzonej nadal niezwykłą charyzmą Hanny. Matka nieraz w tajemnicy wyruszała w głąb lasu w poszukiwaniu dorodnych, mięsistych pokrzyw i przygotowywała z nich napar. Latem wykorzystywała liście malin, a i tak kolejne pory roku przynosiły jedynie cierpienie. Zanim po pięciu chłodnych jesieniach nastąpił przełom, Astrid opłakała troje dzieci. Dwojga z nich nawet nie poznała płci. Zwłoki zdeformowanego synka prędko nakryto suknem, odejmując młódce choć część rozpaczy. Dlatego gdy nastał ostateczny czas rozwiązania, dmuchano i chuchano na kobietę, żeby tylko tę ciążę zakończyła powodzeniem.
Nadeszły dni przepełnione słońcem. Liście na drzewach przybrały przepiękną czerwoną barwę. Gdzieniegdzie ciemnobrązowe kasztany wyskakiwały ze skorupek, tworząc pod rozpostartymi gałęziami dywan z kolczastych łupin i okrągłych owoców. Ułożone jeden obok drugiego, sprawiały wrażenie lśniącej w promieniach księżyca rzeki. Ciemnej i tajemniczej. W kolorze włosów dziewczynki, która pierwszym wydanym krzykiem dowiodła, że zawalczy o własną przyszłość. Uhtred natychmiast dostrzegł we wnuczce oznaki charakteru Hanny. Astrid widziała w zielonych plamkach w jej brązowych oczach – potrójną moc Rudej Ciotki. Daria liczyła, że los nie przyniesie dziecięciu tylu upokorzeń, co jej w młodości. Dumny Dymitr obiecał, że nikomu nie pozwoli wyrządzić maleństwu krzywdy.
Tylko Hanna wiedziała, że przed Norunn trudne i bolesne zadanie do wykonania. Każda z kobiet tego rodu doświadczała rzeczy niemożliwych. Stawała przed wyzwaniami niczym potężna armia wikingów, zasługując na szacunek i uznanie. Od nich zależało, jaki poniosą koszt i czy w konsekwencji przekują męczeństwo w spokojne i dostatnie życie.
Jarla Frologat obronną ręką wyszła z licznych potyczek. Zbudowała imperium, na które wielu ostrzyło topory. Jej córka Astrid zdecydowanie spokojniejszy wiodła żywot, aczkolwiek doprowadziła do zjednoczenia rodziny, najpierw odszukując zapomniane zaginione ogniwa. W chwilach słabości oparcie często niosła jej obecność Sol. Wilczyca chodziła wprawdzie własnymi ścieżkami, nadzwyczaj często znikała na długi czas, ale w sytuacjach kryzysowych była niezawodna. Pojawiała się znikąd i atakowała intruzów, zanim domownicy ich dostrzegli.
Towarzyszyła oczywiście przy narodzinach Norunn, jakby ktoś nakazał zwierzęciu czuwanie nad prawidłowym przebiegiem porodu. Przy poprzednich nikt nie mógł jej odnaleźć. W ten jesienny słoneczny dzień przyprowadziła akuszerkę, kiedy Astrid dopadły pierwsze skurcze. Wyła przed chatą kobiety tak przejmująco, aż ta mimowolnie podreptała za wilczycą na dwór. Asystowała, gdy kolejne bóle spinały ciało rodzącej. Zlizywała z czoła krople potu i tuliła pysk do zmęczonego policzka. Pozwalała ściskać łapę, nie wydając najcichszego pomruku. A gdy wraz z nadejściem wieczora usłyszała krzyk niemowlęcia, obwąchała nagie, wierzgające ciałko i dopiero wtedy ułożyła się przy świeżo zaścielonym łożu. Śpiącą Sol zastali mężczyźni w końcu wpuszczeni do alkowy.
– Ukochana przez północ – wyszeptał wzruszony Uhtred, biorąc wnuczkę na ręce.
– A mnie Astrid przekonywała, że Norunn oznacza „dar północy” albo „miłość północy”. – Dymitr przysiadł na skraju łoża i ucałował czoło żony.
– Cokolwiek by nie niosło ze sobą imię, przed nią wielkie czyny – podkreśliła Hanna z dumą i ukradkiem starła spływającą z kącika oka łzę.
– Nie strasz. – Daria przejęła niemowlę od Uhtreda.
– Nam dawno temu bogowie wyznaczyli ścieżki życia – dodała Jarla, popadając w zadumę.
Zapatrzona w księżyc świecący za oknem, odbierała sygnały, pozwalając im przepływać przez ciało. Nauczyła się przyjmować dar z całym jego dobrodziejstwem. Najpierw się w niego wsłuchiwała, a dopiero później poddawała go analizie. Widziała strzępki przyszłości bez wyraźnego określenia ram czasowych. Astrid musiała kogoś najpierw dotknąć i wówczas poznawała jego historię. Hannie najczęściej wiatr przynosił przesłanie.
– Ciekawe, jak wieszczenie objawi się w dziecięciu – wypowiedziała nieopatrznie swoją myśl na głos, zaskakując pozostałych.
– Mamo! – napomniała natychmiast ją Astrid. – Pozwólmy Norunn podrosnąć. A przede wszystkim mnie odpocząć. Nie chciałabym, aby zabrzmiało to niegrzecznie, ale oczy ledwo trzymam otwarte.
– No przecie, córciu, odpoczywaj. – Pierwszy opamiętał się Uhtred. – A my tymczasem…
– A my tymczasem powojujemy nieco z naszymi chłoptasiami. – Poklepała męża po plecach. – No chodź, staruszku, damy młodej watasze wycisk. Wąs im się sypnął pod nosem i myślą, że samego Thora pokonają.
– Staruszku? – prychnął Uhtred i wyprężył pierś.
– Więcej życia za nami niż przed nami. Niedługo wezwą do Walhalli. Obyśmy godnie przestąpili wrota.
– Czemu się na śmierć szykujesz? – spytała Daria.
– Bo wiking zawsze musi być przygotowany na przejście do drugiego świata – dodał poważnie Dymitr, patrząc z miłością na Astrid i nowo narodzoną córkę. – Idźcie już. Młodym wilkom potrzebny kolejny mocny trening, bo ostatnio przyłapałem ich na zaglądaniu do kufla i podglądaniu dziewek. Zwłaszcza Nikita wodzi spojrzeniem za młódkami. – Pokiwał głową z dezaprobatą. – Wiem, czas do żeniaczki nadchodzi, ale niech lepiej na razie skupią uwagę na wymachiwaniu toporem, bo kto wie, czy ojcowizny nie trzeba będzie znowu bronić. Swen Widłobrody na tron powrócił. Dobrych kilka wiosen rządzi, ale nie w smak wielmożom zmiany.
– Dobrze prawi. – Uhtred objął żonę i pociągnął w kierunku wyjścia. – Dziatwa nową armię stworzy. Mnie już w kościach strzyka. Szybkość rąk nie ta. Często topór zawodzi. Czas oddać drużynę Ubbe.
– Nie Sigurdowi? – podjęła temat Daria.
– Na południowym dworze w Bodo na stałe osiadł. Ktoś tam dobytku musi pilnować, bo stary nowy król bardziej duński niż nasz. Rządy wasalowi Jarlowi Eiríkrowi Hákonarsonowi przekazał, a sam zemsty szuka i obcych ziemi łaknie. Angielskiego króla wciąż najeżdża i haracze zbiera. Oby naszym chłopcom nie przyszło do głowy, by do Sasów wyruszyć, bo tych ziem nie będzie miał kto bronić.
– Oni tu potrzebni – słabym głosem dodała Astrid, zanim zamknęli drzwi alkowy.
– Co rzekłaś? – Hanna przystanęła w progu.
– Ich los z Norunn ściśle związany. – Słuchali, co mówi, z zaniepokojeniem przenosząc wzrok na matowe, utkwione w przestrzeni oczy. – Oni nie Sasów, tylko Polan pokonają. Choć nie o walce w polu mowa, lecz o spisku. Wiele złego naszą córkę spotka. W nich nadzieja na spokój i szczęście. Bogowie już kłody na drodze układają. Tylko razem je pokonają.
– Cała czwórka? – dopytała z przestrachem Daria. – Wszyscy za morzem nowy dom znajdą?
– Do Mikaela dołączą? Frologat bez dziedzica zostanie? – Zdenerwowany Uhtred ponownie stanął przy łożu.
– Nie ględź po próżnicy. – Hanna natychmiast go zdyscyplinowała. – Zanim dziecię podrośnie, nową drużynę z synów utworzą. Toć tylko patrzeć, jak przed kapłanem przysięgi wierności oblubienicom złożą. W konkury łażą, zaraz którąś potomkiem obdarzą. Młodzi, jurni, z trudem ich w ryzach utrzymujemy. Dobrze, że w walce nikt im nie dorównuje.
– Hanna ma rację. – Dymitr przytulił mocniej Astrid. – Jeszcze mleka twojego nie posmakowała, a ty już jej całe życie przepowiedziałaś. Cieszmy się. Świętujmy. Bogom dary w podzięce złóżmy i prośmy o łaskawość. Norunn własną drogą podąży. Niczym babka i matka. Wam też nikt nie potrafił niczego nakazać. – Ucałował czoło córeczki i delikatnie pogłaskał palcem jej policzek. – Wspomożemy cię, cokolwiek postanowisz – szepnął do uszka śpiącego niemowlęcia.
– Wspomożemy – powtórzył głośniej Uhtred i pociągnął kobiety w stronę wyjścia.
Astrid, pomimo ogromnego zmęczenia i przymkniętych powiek, długo nie mogła zasnąć. Słuchała spokojnego oddechu męża i córeczki, ale pędzące w głowie myśli nie przynosiły należnego ukojenia. Wizja, jaką zobaczyła, nie napawała optymizmem. A jednak gdzieś na dnie serca poczuła zalążek nadziei. Dopiero liźnięcie Sol po dłoni nieco ją wyciszyło. I uśmiech Rudej Ciotki sprawił, że w końcu odpoczęła.
***
Niedawno ziemski padół opuściła Runa. Jorgen coraz częściej wspominał o Walhalli, zwłaszcza że przy wielkim, suto zastawionym stole od trzech zim hucznie świętowali Knut i Lars. Vidar nie chciał osiąść w Finnmark. Wychowany przez Rusinów, wolał na ich terytorium szukać przygód. Nie dał Oskarowi szansy na zacieśnienie stosunków, bo o rodzicielskiej miłości w ogóle w ich przypadku nie było mowy. Bardziej za syna uznawał Sieriożę i więcej od niego otrzymywał ciepła, o zaufaniu nie wspominając. Tworzyli z Mooną udane małżeństwo i dzielnie odpierali wszelkie przeciwności, by wraz z Oskarem trzymać pieczę nad zawartym układem.
Dotąd wymiana handlowa przynosiła korzyści obu stronom, ale zmuszała do trwałego nadzoru. Stąd i Oskar porzucił myśl o zamieszkaniu na dworze odziedziczonym po matce. Ale ktoś przecież musiał pilnować dobytku. Dlatego Uhtred częstokroć rozmawiał z Dymitrem o przenosinach na skutą lodem północ. Gdyby nie problemy z brzemiennością Astrid, już dawno by tam osiedli. Odwlekali podjęcie decyzji głównie na prośbę Hanny. Bardzo jej zależało na dopilnowaniu córki. Rzewnie opłakiwała z nią każde utracone dziecko i zamierzała uczynić wszystko, by szczęście się do nich wreszcie uśmiechnęło.
Teraz czas nie działał na ich korzyść. Dzień rozłąki został ustalony jeszcze przed rozwiązaniem. Cenne chwile ofiarowała im nieopatrznie szybko nadchodząca w Finnmark dość sroga zima. Wędrówka z małym dzieckiem i możliwość ugrzęźnięcia w głębokich zaspach śniegu niosły za sobą zbyt wielkie ryzyko. Dlatego przeprowadzkę zaplanowali na wiosenne roztopy.
Hanna z udawaną radością osobiście pakowała kufry i szykowała zapasy. Kazała szyć szwaczkom kaftaniki dla wnuczki, które Daria ozdabiała misternymi wzorkami. Obie przyklejały na twarz uśmiechy, kiedy rozmawiały z Astrid, a gdy tylko znikała za rogiem, ocierały chustkami spływające po policzkach łzy. Obietnice rychłego spotkania w niczym nie umniejszały żalu. Doskonale zdawały sobie sprawę, że codzienne obowiązki spowodują, iż wizyty na południu zostaną ograniczone do minimum. Same rzadko wyruszały do Bodo, by odwiedzić rodzinę Sigurda i Rolfa, który niezmiennie trwał przy synu Uhtreda, racząc go mądrymi radami. Już częściej oni przybywali do Frologat, stęsknieni za najbliższymi, a i tak za mało spędzali w nim czasu, by Hanna mogła do woli nacieszyć się ich obecnością.
Daria tęsknym wzrokiem wodziła za wciąż przystojnym i niepozbawionym uroku wojownikiem.
Rolf ciągle odsuwał od siebie myśli o kolejnym związku. Zrażony do kobiet, nie potrafił na nowo obudzić w sobie zachwianego zaufania. Wiele na ten temat przeprowadził rozmów z Uhtredem. Z kamiennym wyrazem twarzy wysłuchiwał pochwał na temat Darii, wygłaszanych przez oczarowaną nią przyjaciółkę. Nils także przy każdej sposobności dorzucał swoją cegiełkę, relacjonując rozkwitającą miłość z Else. On postawił na życie w pojedynkę, zachowując miłość dla synów.
Oddając Mikaela pod pieczę Bjorna, podjął najmądrzejszą z decyzji. Dzięki temu odbudował relację z synem, a on znalazł cel swojej egzystencji. Duża w tym zasługa Uhtreda, który postanowił powierzyć mu poważne zadania, pomimo zdrady, jakiej się wcześniej dopuścił. Dobry wpływ na chłopaka wywierała także rezolutna i gospodarna Larysa. Trzymała Mikaela w ryzach i nie pozwalała, by dopadały go chwile słabości. Pokłosie wychowania Lene bardzo długo dawało o sobie znać, ale trzeba też podkreślić, że samotna wędrówka po rzekome złoto i spotkanie dziewczyny w rusińskiej głuszy pomału niwelowały niekorzystne cechy charakteru młodzieńca.
Wiedli na ziemi Polan całkiem bezkonfliktowy żywot. Pilnowanie systematycznych dostaw soli i bursztynów do Frologat z czasem sprawiało obojgu coraz więcej przyjemności. Organizowanie dość regularnych podróży na północ kształtowało odpowiedzialność. Rozmowy z miejscowymi i poznawanie ich języka prowadziły do budowania szacunku wobec obu stron. Mikael najpierw zamieszkał w małej wiejskiej chatce, by z upływem kolejnych pór roku podjąć decyzję o postawieniu porządnego domu z bali. Z Larysą tworzyli parę niczym ogień i woda. Jedno na drugie w chwilach zagrożenia działało kojąco, ale między sobą często toczyli spory kończone długimi okresami ciszy. Uczyli się siebie i stawiania na kompromisy. Sprzyjała temu odległość od domu i pobratymców.
Larysa po stracie ojca tak naprawdę została sama na świecie. Mikael na ponowne przyłączenie do rodziny musiał sobie zasłużyć. Odpokutować winy. Tam, wśród ludzi o nieco odmiennych zwyczajach, bez patrzenia na chcenie czy niechcenie, stanowili dla siebie oparcie. Tam też przyszła do nich upragniona głęboka miłość. I córka, którą powitali trzy jesienie wcześniej, zanim swój pierwszy krzyk wydała Norunn.
Pia nie za wiele cech przejęła po rodzicach. Hanna w jej zachowaniu natychmiast odnalazłaby spokój i opanowanie Rolfa. Ciemnowłosa dziewczynka bowiem od początku zaskakiwała swą ciekawością świata okazywaną z wielką gracją, jakby już w najmłodszym wieku potrafiła stawiać przede wszystkim na daleko idącą powściągliwość, dzięki której wyjątkowo otrzymywała wszystko, co chciała. Patrzyła swoimi brązowymi oczkami na rozmówców, doceniając każde wypływające z ich ust słowo i jednocześnie wyciągała rączki po marzenia. Już jako ledwo raczkujący brzdąc parła do przodu z wrodzoną godnością, obdarzając przy tym szacunkiem każdą napotkaną osobę. Te cechy nabywała oczywiście z upływem mijających lat. Dzięki nim niejeden raz uratuje Norunn z opresji.
Nowo narodzona dziewczynka wielu osobom będzie zawdzięczać życie.
Kilka osób też przeklnie za doznane cierpienia.
Nielicznych nie powstrzyma przed szerzeniem zła.
Długo nie pozwoli umrzeć nadziei na lepsze dni.
W końcu dopnie swego i wykona powierzone zadanie.
Tak jak kiedyś jej babka Hanna, stanie do walki z przeciwnościami i pokona wroga. Każda z blizn ją wzmocni. Dzięki nim nie zapomni o doznanych poniżeniach i kolejny raz nie zwiesi głowy. Ból jej nie osłabi. Urośnie w siłę i osiągnie niemożliwe.
(11 lat później – 1016 / 1022 rok)
Ubbe, Mads, Nikita i Borzysław.
Los nieprzypadkowo ich połączył. Trzech, wzorem swych ojców, zwyczaje drużyny braci krwi i fach wikinga poznawało w codziennym trudzie i znoju. Ten, którego Jarlostwo przyjęło pod dach dworu Frologat i traktowało jak własnego syna, pokochał rywalizację od pierwszego uderzenia toporem w pień. Hanna nie okazywała im litości. Dopingowana przez Uhtreda, wymyślała treningi, po których z ledwością schodzili z placu ćwiczeń. Wystawiała w szranki z najlepszymi wojami, a oni skrzętnie czerpali z ich bogatego doświadczenia. Nawet Rolf, gdy tylko gościł w pięknej nadmorskiej mieścinie, wyciągał miecz ze skórzanej pochwy i walił toporem w tarczę, wlewając w braci krwi niezmierzone pokłady miłości do wojaczki. Wiking ruszał na wezwanie rogów o każdej porze dnia i nocy. Czasy pokoju sprzyjały rozwijaniu umiejętności. Czasy wojen niosły praktyczne ich wykorzystanie.
Nie utrzymał Uhtred młodej watahy w granicach Frologat.
Wciąż pamiętał młodzieńczą tułaczkę i walkę ze spiskowcami, następujące po sobie zbyt szybko potyczki, a zwłaszcza grabieże za morzem, o których po śmierci Ubbe donosili Bjorn i Jorgen. Wiele kłopotów napotykał przy pilnowaniu przejętego dobytku. Raz już stracił wszystko. Drugi raz nie zamierzał pozbawiać rodziny domu. Ale co innego młodzi. Ich gnało do poznawania świata. Im obietnice chwały i zdobycia skarbów przysłaniały priorytety. Łaknęli krwi. Pragnęli na fali zwycięstwa dążyć do przejmowania terenów. Poczuć władzę nad innymi państwami. Zasiedlać wyspy.
Wbrew prośbom Hanny i Uhtreda odpowiedzieli na wezwanie Swena Widłobrodego i wsparli Duńczyków w ostatnim etapie inwazji na Anglię. Młodzi, pełni ideałów, świętowali jego koronację, a po zaledwie pięciu tygodniach panowania opłakiwali śmierć. Towarzyszyli młodszemu synowi Knutowi, gdy flota duńska w Anglii okrzyknęła go królem, mimo że doszły do nich słuchy o wyborze na następcę tronu Danii najstarszego Haralda. Uciekali z wyspy z potomkiem Swena, kiedy o swoje upomniał się Ethelred II po powrocie z Normandii. Ale gdy znowu Knut wyruszył z wyprawą i przejął pod władanie królestwo Anglii, do utrzymania granic w Finnmark potrzebowali ich Dymitr i Oskar.
Właśnie wtedy jedenastoletnia Norunn spotkała Madsa po raz pierwszy. Do tego czasu, odwiedzając dwór Frologat, rzadko zyskiwała sposobność, by choć przelotnie ujrzeć wuja, jak go nazywała, choć nie łączyły ich więzy krwi. Ciągle bowiem trenowali, wyruszali na polowania albo walczyli na obcych ziemiach pod wodzą norweskiego króla.
Ona pokochała jasnowłosego młodego mężczyznę bezgraniczną miłością. On najpierw żartobliwie, ale z czasem z coraz większą irytacją odpędzał smarkulę jak natrętną muchę. Nie imponowało mu zainteresowanie dziewczynki z uwagi na sporą różnicę wieku i dosłownie przez nią składane deklaracje, że kiedyś zostanie jej mężem. Na nic zdały się upomnienia Dymitra i długie rozmowy z Astrid. Norunn wiedziała swoje, wodząc za Madsem maślanym, pełnym czułości spojrzeniem i nic sobie nie robiąc z jego ostentacyjnego podrywania młodych panien zamieszkujących Finnmark.
– Mój czas nadejdzie – powtarzała matce przed snem, zasypiając oczywiście z obrazem ukochanego pod powiekami.
– Przecież on w konkury do Anne chodzi – specjalnie sugerowała Astrid, by odwrócić zainteresowanie córki. – Podsłuchałam, że zaślubiny planują.
– A niech planują – odpowiadała dziewczynka, wzruszając ramionami. – Wiking może wziąć wiele żon.
– Może. – Astrid z rosnącym zadziwieniem obserwowała latorośl. – Choć w naszym rodzie raczej…
– Oj, matko, źle mnie zrozumiałaś – odparła z uśmiechem. – Nie zamierzam się nim z nikim dzielić, jeno poczekać na swoją kolej.
***
Mads faktycznie niedługo później złożył przed kapłanem ślubowanie. Zresztą nie tylko on, bo chęć zakosztowania ciepła małżeńskiego łoża poczuł także na dalekiej północy Ubbe. Trzy dni świętowali żeniaczkę w towarzystwie najbliższych. Także Else i Nilsa przybyłych z Troms z dorastającym synem Arne.
Obydwaj czerpali uciechę z towarzystwa wybranek, które bardzo szybko przekazały małżonkom dobre wieści. Potomkowie braci krwi mieli przyjść na świat niemal w tym samym czasie. Wyjątkowo bezlitosna zima zapukała do drzwi zamieszkiwanych przez nich chat. Wiało na potęgę i ciągle sypał gęsty śnieg. Wysokie zaspy utrudniały komunikację i swobodne przemieszczanie. Akuszerka jeszcze jednej pierworódki nie skończyła oporządzać, a już z wezwaniem przybył do niej parobek wysłany przez Madsa.
Ubbe tulił w ramionach narodzonego syna Alfa, a jego przyjaciel poza murami Finnmark, w znacznym oddaleniu od dworu, w pokrytej grubą białą warstwą leśnej dolinie, walczył o życie żony i dziecka. Synek za nic nie chciał opuścić ciała Anne. Mądra wiejska baba na próżno w rozłożonych nogach szukała główki i mobilizowała kobietę do harmonii z napływającymi skurczami. Raz nawet pomyślała, że jednak wypluje go z siebie, ale widok sinych pośladków niemowlęcia ponownie zmobilizował ją do spotęgowanego działania. Nie pomagały uciski, ciepłe okłady, nawet w ostateczności włożenie dłoni i próby wyszarpnięcia. Zaplątane w pępowinę dziecko nie wydało ani pierwszego dźwięku, ani nie zaczerpnęło powietrza. Gdy akuszerka próbowała go ratować, z ust maleńkiego chłopczyka wypływał jedynie zielony śluz.
Anne długo po porodzie nie dochodziła do siebie. Straciła mnóstwo krwi, a przede wszystkim chęć do życia. Słuchała błagalnych próśb męża o podjęcie walki, jednak sił jej zabrakło, by choć wstać z łoża. Odeszła tak cichutko, jak jej synek. On nie zdążył otworzyć oczu. Ona z ulgą przymknęła powieki i powierzyła się bogom.
Mads nie szukał ukojenia wśród przyjaciół. Obcych wolał za towarzystwo zamiast słów otuchy i współczujących spojrzeń. Nie czekając na pochówek najbliższych, ruszył jeszcze dalej na północ. Tam pod bacznym okiem Oskara pilnował granicy z Rusią i stada reniferów, dzięki któremu dochodziło do ustalonej przed laty wymiany. Ale Sierioża coraz częściej przyłapywał go na zapijaniu smutków. Gdyby nie zasadzka, w jaką obaj wpadli, nigdy by się nie otrząsnął. Gróźb Oskara nie traktował poważnie, przestróg Moony również. Dopiero napaść zbójów spowodowała, że oprzytomniał. A raczej fakt, że zamroczony trunkiem nie potrafił dobyć broni i ustać na nogach.
Teraz on sam długo czynił sobie wymówki. Ze wstydem padł na kolana przed wyzwolicielami i obiecał, głównie sobie, że więcej do podobnej sytuacji nie dopuści. Mało tego, wciąż unikał kontaktu z kobietą, u której znalazł dach nad głową, bo nie potrafił spojrzeć Moonie w oczy. Ani trójce dzieci Sierioży, bo przez głupotę i niefrasobliwość omal nie straciły głowy rodziny. A trzeba przyznać, że Lapończyk głową kręcił nie od parady.
Dzięki jego doświadczeniu połączonemu z cierpliwością i roztropnością Oskara długoletni sojusz z Rusinami obu stronom nieustannie przynosił wiele korzyści.
***
Na wiosnę urządzono wspólne świętowanie. W wybudowanym przez Oskara dworze szykowano jadło i popitkę dla wielu gości. Do wspólnego stołu zasiadł także Vidar, odwiedzający ojca wraz z Rusinami przynajmniej raz w roku, o tej porze właśnie, by omówić potencjalne zagrożenia dla długotrwałej wymiany, bo i do nich dochodziły słuchy o niekorzystnej atmosferze panującej na ziemi Polan.
Przybył również Dymitr razem ze swoimi ukochanymi kobietami. Astrid bardzo polubiła Moonę. Nie tylko przeszłość często wspominały przy ogrzewającym palenisku. Młoda wciąż kobieta z zazdrością patrzyła na troje zdrowych i zaradnych dzieci.
– Z Norunn mam ostatnio wieczne utrapienie – żaliła się Laponce, gdy po przygotowaniu posiłku znalazły chwilę na odpoczynek.
– Gna ją niewidzialna siła, tak jak kiedyś ciebie. – Moona z troską pogłaskała jej policzek.
– Gdyby o dar chodziło, nie zamartwiałabym się. Ruda Ciotka dobrze nas prowadzi. Pozwala najpierw oswoić, a potem odkrywać moce.
– Co cię zatem trapi?
– Upodobała sobie Madsa – odparła z głębokim westchnieniem. – Nie osiągnęła jeszcze wieku, by w żeniaczkę wchodzić, a wzroku od woja nie odrywa i ciągle powtarza, że kiedyś będzie jej.
– Nie zabraniaj jej – roześmiała się. – Szkody patrzeniem nie uczyni. Ja swoją córkę muszę na powrozie trzymać, bo niechybnie poleci za pierwszymi lepszymi spodniami. Zresztą uczuciem obdarza każdego napotkanego młodzieńca. Nie wie tylko, którego wybrać.
– Jekaterina o kilka wiosen starsza od Norunn. – Astrid zapatrzyła się w dal. – Mogłaby już męża znaleźć. I dobrze, że ma z kogo wybierać. A moje utrapienie na żadnego innego nie spojrzy. Tylko Mads i Mads. Oby z tego samo zło nie wynikło.
– Przecież to syn Rolfa. Najwierniejszego druha Hanny.
– Ale ile starszy – podniosła nieco głos. – Toć jak ona z łona wychodziła, on już kandydatki szukał.
– Przejdzie jej. – Moona poklepała ją po ramieniu. – Słyszałam, że wraca do Frologat. Przynajmniej Ubbe chciałby, by mu w drodze na południe towarzyszył. Zniknie jej z oczu. Szybciej wówczas zapomni.
Zakończyła nieświadoma, że całą rozmowę zza kuchennych drzwi podsłuchiwała Norunn. Taka jeszcze niedoświadczona i niewinna. Nawet kształtów kobiecych nie zaczęła nabierać. Ot biegała sobie po polach, stawiając na zabawę z innymi dziećmi, ale często przyłapywała się na tym, że serce prowadzi ją jakby dorosłe. Przychodziły do niej obrazy, których nie rozumiała i nie potrafiła jeszcze właściwie zinterpretować. Budowała w sobie moc, z przestrachem przyjmując wskazówki. Gdyby nie aprobujący uśmiech Rudej Ciotki, nie odnalazłaby w sobie opanowania, bo dopadające wizje przyprawiały ją o mdłości.
Rozmawiała często z Astrid o wytyczonej przez bogów drodze, ale nie umiała jeszcze dobrze nazwać pewnych rzeczy. Świat dorosłych ciągle krył w sobie zbyt wiele tajemnic. A jednak doskonale wiedziała, że musi podążyć wyznaczoną ścieżką.
– Nie zniknie i nie zapomni – wyszeptała Norunn, zaciskając pięści.
– Podsłuchujesz? – Jekaterina wyszła zza rogu. – O mnie gadają? Męża wybrały?
– A nie ojciec przypadkiem ci go wybierze? – Dziewczynka oparła dłonie o biodra i spojrzała wyzywająco.
– Co ty tam wiesz – prychnęła. – Matka ojca nakłoni. Jak jej powiem, którego wybiorę, bo ciągle zachodzę w głowę…
– Oj, przestań. – Machnęła dłonią. – Język strzępisz, a on w konkury winien przyjść.
– Za młoda jesteś na poważne sprawy – odburknęła.
– Za młoda, za młoda! Ciągle powtarzacie, a ja swoje wiem.
– Spiskujecie? – Moona wyszła na korytarz prowadzący do wielkiej sali. – Już! – krzyknęła. – Brać jadło i na stół zanosić, bo chłopy na mięso czekają.
Obu pannom włożyła w ręce duże półmiski, a sama z dzbanem piwa szła obok Astrid niosącej puchary. Jekaterina łypała na Norunn spod zmarszczonych brwi, zła, że dziewczynka miała czelność przy niej się wymądrzać. Kiedy postawiły potrawy na długim stole, specjalnie ją popchnęła, by upadła tuż przed Madsem.
– Patrzcie, już ci leży u stóp, a ledwo od ziemi odrosła – palnął Vidar, nieświadomy relacji między nimi.
– Tyle razy ci powtarzałem, smarkulo, byś koło mnie nie łaziła – warknął Mads, podnosząc Norunn i szarpiąc za ramię.
– Miarkuj, woju. – Dymitr wstał powoli, podszedł do córki i schował ją za swoimi plecami.
– Trzymaj ją ode mnie z daleka, bo nie ręczę za siebie – syknął ze złością Mads i dotknął topora przypiętego do pasa spodni.
– Spokojnie. – Natychmiast obok stanął Ubbe. – Nic złego przecież nie zrobiła.
– Nie!? Ciągle…
– Przestańcie! – krzyknął Oskar. – Załatwicie spór na osobności. Przy gościach sprawy wymiany omawiamy, a nie brudy pierzemy. – Uderzył pięścią w drewniany blat.
– Znikaj – wyszeptał Dymitr do córki, która ze spuszczoną głową opuściła zgromadzenie.
Za co on mnie tak nienawidzi?, pytała siebie w myślach, całą noc patrząc na księżyc. Ani na chwilę nie przymknęła powiek, nasłuchując odgłosów biesiady. Wspólne śpiewanie pieśni znacznie oczyściło napiętą atmosferę. Liczyła, że do rana wszyscy zapomną o upokorzeniu, jakiego doznała. Zwłaszcza ojciec, którego bardzo kochała i szanowała. Z bólem przyjmowała odrzucenie, a jednak o poranku wyszła pożegnać wuja.
Mieli razem wrócić do Finnmark, ale Astrid przekonała męża, by poczekali, aż brat z żoną i dzieckiem w asyście przyjaciela opuszczą ich przytulny dwór. Ubbe od dawna wspominał o przenosinach do Frologat. Czekał tylko, aż mrozy puszczą i drogi będą bardziej przejezdne. Przynajmniej dla sań. Wolała uniknąć kolejnej sprzeczki. Mads często złością reagował na zachowanie dziewczynki, choć dotąd nie podniósł na nią ręki. Gdyby sama nie widziała, jak Norunn mu się naprzykrza, pewnie zareagowałaby inaczej. Obawiała się także reakcji Dymitra. Dla jedynego dziecka gotów był zrobić wszystko. Nawet zabić. A nie chciała mieć na sumieniu śmierci przysięgającego wierność rodzinie brata krwi.
Astrid wierzyła w mądrość szkolącego ich ojca. Jesienią i oni planowali wyruszyć do Frologat. Postanowiła wówczas porozmawiać z Uhtredem o córce. Z pewnością doradzi i wesprze, a na razie Rudej Ciotce odda pole do działania. Na szczęście ich wizyta w rodzinnym domu przebiegła bez zakłóceń. Rolf zabrał Madsa do Bodo, gdzie dalej leczył rany po stracie, tym razem nie w piwie i winie szukając ukojenia, ale nader często zmieniając panienki w szerokim łożu.
Hanna do woli korzystała z towarzystwa wnuczki, szkoląc ją na tarczowniczkę. Astrid we wczesnych latach młodości ćwiczyła z toporem, ale bez większego zaangażowania. Norunn z uwagą słuchała każdego polecenia, szybko doskonaląc nowe umiejętności. Uhtred także jej nie oszczędzał, maksymalnie wykorzystując potencjał. Zostali we Frologat do kolejnej wiosny. Odwlekali powrót do Finnmark do czasu, aż na granicy znowu zrobiło się niebezpiecznie. Wtedy Uhtred z drużyną wyruszył bratu na ratunek.
Hanna z nieukrywaną radością zamieszkała na dworze Runy, nie pierwszy raz Frologat oddając pod opiekę Tomile i Bjornowi. Wszystkie trzy bardzo często opowiadały sobie o Rudej Ciotce. Zawsze wtedy przy nogach Astrid zalegała coraz starsza i powolniejsza Sol. Pomrukiwała cichutko, sygnalizując, że jej czas nadchodzi. Zanim wydała ostatnie tchnienie, Norunn na progu swojej komnaty znalazła mały, szary, popiskujący kłębek. Gdy go podniosła, w oddali zagrzmiał piorun.
– Wszystko jasne – powiedziała z uśmiechem nastoletnia dziewczyna. – Matka otrzymała Sol w podobnym wieku. Nazwę cię Lyn*.
Wypiękniała przez ostatnie lata. I złagodniała, głównie pod wpływem Uhtreda, uczącego ją cierpliwości. Po Dymitrze odziedziczyła duże brązowe oczy i ciekawość świata, ciągle dokądś goniła, coś planowała, w wyniku czego znikała czasami na całe dnie. Po Astrid przejęła opanowanie i pasemka rudych włosów, które w połączeniu z czarnymi kosmykami ojca przypominały dojrzałe kasztany. Hanna plotła je w warkoczyki – i jak kiedyś pierwszemu mężowi – wiązała w grubą kitę, snując wspomnienia z walki, która doprowadziła do odzyskania Troms i zdobycia tytułu Jarli. Norunn uwielbiała babkę i podziwiała jej niesłabnącą niezłomność, wierząc, że w sobie też zdoła ją odnaleźć. Na razie czerpała siłę od każdego po kolei. Czyniła zapasy, bo przeczuwała nadchodzący zły czas.
Częściej niż zwykle nawiedzała ją Ruda Ciotka w obecności wysokiego wojownika. Kiedy zdradziła sekret babce, ta najpierw załkała, a potem wyksztusiła: „Ubbe, twój prawdziwy dziadek”. Astrid często o nim wspominała, jednocześnie podkreślając, że bogowie darowali jej dwóch wspaniałych ojców, ale Norunn dotąd nie wiedziała przecież, jak wygląda. Dopiero gdy Hanna potwierdziła szczegóły, o których córka dawno zapomniała, zyskała pewność. Wtedy przemówił do niej po raz pierwszy.
* Po polsku „piorun”.
