Saga Norn. Tom 2: Astrid, nić krwi - Ela Downarowicz - ebook

Saga Norn. Tom 2: Astrid, nić krwi ebook

Downarowicz Ela

0,0

Opis

Astrid, córka Hanny i Ubbe jarlów Frologat staje przed zupełnie innym zadaniem niż jej matka. Na daleką Ruś Kijowską wyrusza z drużyną brata Sigurda, jako zabezpieczenie układu zawartego z kniaziem Borysem. Wspólnie bowiem wojowie dwóch stron planują przejść przez niebezpieczne tereny i zdobyć złoto, o którym opowiedział im stary Wiking, a którego złoża odkrył właśnie w rusińskich górach. Los jednak, jak zwykle dla każdego ma swój własny plan i dąży do realizacji wbrew młodzieńczym porywom i marzeniom. Nagle okazuje się, że nie wszyscy są tymi, za których się podają. Zadaniem Astrid jest poznanie prawdy, prawdy doprowadzającej do rozplątania zawiłych rodzinnych nici: przybranego ojca Uhtreda, a także wysłanników Kniazia Dymitra i Vidara. W poszukiwaniach droga prowadzi ją do osady Saamów. Wśród Lapończyków odnajduje prawdziwe przeznaczenie i trafia na koniec „nici krwi”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 308

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja

Joanna Misztal

Projekt okładki

Maksym Leki

Fotografie na okładce

© Vita Vladimirovna, Nejron Photo, TechPeak Crafts / shutterstock.com

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Maksym Leki

Korekta

Katarzyna Nowakowska

Marketing

[email protected]

Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12

tel. 600 472 609, 664 330 229

[email protected]

www.videograf.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2026

tekst © Elżbieta Downarowicz

ISBN 978-83-8293-369-7

Rozdział 1

(998 rok)

Późne lato wciąż rozpieszczało mieszkańców Frologat wysoką temperaturą. Wiele następujących po sobie pięknych, słonecznych dni bez jednej chmury na niebie wszystkich wprawiało w doskonały nastrój. Obfite zbiory, nałowione na zapas ryby i ubita zwierzyna piętrzyły się na półkach w spiżarniach i zalegały w beczkach wyłożonych po brzegi solą, czekając na smutny zimowy czas, by w rezultacie trafić na stoły. Od lat nowej siedzibie Jarlów sprzyjały dobre wiatry. Handel wymienny z Polanami, zapoczątkowany przez Hannę i Ubbe, kwitł, czyniąc z małej nadmorskiej niegdyś mieściny ważny ośrodek na mapie Norwegii.

Każdy od Finnmark po południowe krańce Nordland korzystał z dobroci płynących dzięki układom zawartym przez Wielką Panią, która nie tylko poskramiała fale szalejące na morzu, stawała przeciw najniebezpieczniejszym sztormom, lecz także obłaskawiła czas na swoją korzyść. Może i przybyło jej na twarzy kilka głębszych kresek. Może i w jasnych włosach uważny obserwator odnalazłby niejeden siwy. A jednak młodzieńczą figurą, niespożytą energią i chęcią zdobywania świata oszukiwała każdego, kto choć pokusił się o zgadnięcie, ile wiosen liczy sobie piękna jarla Frologat.

Gdy stawała na polu ćwiczeń, rzadko schodziła z klepiska ostatnia. Nigdy też nie okazywała słabości przy wojach. Podobnie, gdy trenowała chętne do wojaczki panny, w niczym ustąpić im nie zamierzała. Przyjmowała ciężkie ciosy i skutecznie manewrowała tarczą, wychodząc obronną ręką z każdej potyczki. Jedynie Rolf potrafił ją zaskoczyć. Rzadko jednak się z nim ostatnio widywała, bo z całą rodziną wciąż przesiadywał w Bodo, niestrudzenie doradzając pierworodnemu synowi Hanny i Uhtreda.

Sigurd, oj jakże ten chłopiec wydoroślał. I co najważniejsze, nic nie stracił z mądrości, którą obdarzyło go troje rodziców. Bogowie wyjątkowo sprzyjali młodzieńcowi, a on cierpliwość niezbędną przy rządzeniu coraz częściej przekuwał w drobne sukcesy. Z czasem więcej decyzji podejmował samodzielnie i odważnie je argumentował przed radą starszych. Lubił przebywać w centrum zainteresowania w przeciwieństwie do swojej siostry.

Astrid…

Bogini miłości i piękna.

Wrażliwa i pełna chęci do działania, a przy tym obdarzona nieskończonymi pokładami siły i odwagi.

Lojalność wobec rodziny stawiała zawsze na pierwszym miejscu.

Ale czy w jej imię gotowa była poświęcić swoje szczęście?

***

Stała na pokrytym zieloną trawą wzgórzu, zapatrzona w bezkresną dal. Bezchmurne błękitne niebo zlewało się w jedną całość ze spokojnym morzem. Delikatnie falowało, połyskując w promieniach wschodzącego słońca.

– Świty Sigurda raczej od strony lądu wypatrujmy. – Hanna podeszła do młodej rudowłosej kobiety i delikatnie położyła dłonie na jej ramionach. – Córko? – spytała, gdy Astrid nie zareagowała. – Co cię trapi? Posłańcy raczej dobre wieści przywieźli. Może niedługo obok morskiego i lądowe szlaki przetrzemy. Bursztynu i soli do wymiany nie powinno zabraknąć, ale czemu by czegoś nowego nie odkryć. Haakon Sigurdsson1 nie tak dawno pomógł władcy Rusi Kijowskiej w przejęciu tronu, więc poniekąd dłużny wikingom pozostanie do końca życia. A i razem więcej zdziałamy niż osobno, bo dość rozległymi terenami zarządza. Przed nami wiele nowych szans. Uhtred ledwo wysiaduje na tyłku. Jarlowanie go nuży, do wojaczki ciągnie nas oboje.

– Matko, ojciec przed wyprawą przestrzega. – Bardzo wolno wypowiedziała te słowa.

– Ale co ty gadasz, dziewczyno. – Machnęła dłonią. – O niczym innym wszak nie gadamy, tylko o…

– Kobieto, Ubbe mym ojcem, nie Uhtred. – Odwróciła głowę w stronę Hanny.

– Przecież wiem. Ale jak, kiedy? Z ciotką kontakt wciąż nawiązujesz, skąd zatem – urwała i pokiwała głową. – Rozumiem, przez nią ostrzeżenie przekazał. Brakuje mi szalonego rudzielca i tych wizji za czasów młodości. Coraz bardziej do niej podobna jesteś. – Pogłaskała z czułością długie włosy Astrid, zaplecione w dwa grube, mocne warkocze. – Choć ostatnio wiele cech Ubbe też w tobie widzę.

– Rozmawia ze mną.

Cedziła informacje, nie do końca wiedząc, czy sprawią Hannie radość, czy wręcz odwrotnie.

– Od dawna? – spytała z ociąganiem i popatrzyła w dal.

– Od wiosny. Przychodzi podobnie do ciotki, kiedy zechce i w nieoczekiwanych sytuacjach, choć wyłącznie z przestrogami. Najpierw nie wzięłam ich zbyt mocno do siebie, bo też wojowie w Walhalli innym uciechom winni czas poświęcać, a nie wieszczeniu, ale gdy wybiegł mi na drogę ten wilk…

– Wilki w okolicy? Trzeba ostrzec przybocznych – przemówiła przez Hannę jarla.

– Matko! – Stanęła na wprost i złapała ją za obie dłonie.

– Wiem. Nie besztaj mnie. Ja po prostu… Po prostu ci zazdroszczę. Nie wizji, bo to trudne i straszne brzemię, ale tego, że – Wyrwała rękę i zasłoniła usta, by nie powiedzieć za dużo.

– Ty nadal… Myślałam, że dawno już zapomniałaś. – Patrzyła na matkę zdziwionymi wielkimi brązowymi oczami. – Z Uhtredem stanowicie dobrze dopasowane połówki tego samego jabłka.

– Nie przeczę. – Zawstydzona przymknęła powieki. – Tyle że zielone i wciąż niedojrzałe, bo wielkie czerwone i soczyste jabłko tworzyłam z twoim ojcem.

– Tęsknisz za nim?

– Nieustannie. – Westchnęła głęboko i długo wypuszczała powietrze. – On był sensem wszystkiego. Ukształtował mnie jako kobietę, wojowniczkę, jarlę. Obu ich miłuję bardzo mocno. Tak, odpowiem, zanim znowu zapytasz. – Delikatnie się uśmiechnęła. – Wciąż darzę Ubbe uczuciem. Pomimo upływających dni nadal zajmuje zasłużone miejsce w moim sercu. I smutno mi, że do mnie nie przychodzi. Nawet w snach. Spłonął na łodzi w chwale, oddając swe ciało Walhalli, a mnie pozostawił jedynie wspomnienia.

– Nigdy cię nie pytałam, ale teraz, gdy wyjawiłaś mi swoje pragnienia z odwagą…

– Wolę na głos tego zdania nie wymawiać – przerwała ostro. – Nie dlatego, że ktoś usłyszy. Ja nie chcę słyszeć… Słów, które każdego dnia cisną mi się na usta, a które ze śliną spycham z powrotem do gardła i udaję, że nigdy nie zakiełkowały w głowie. Tak. Odpowiem krótko.

– Ciężko ci z tym?

– Nie – odrzekła za szybko. – Odrobinę – dodała po chwili – bo Uhtred każdego dnia wypełnia pustkę w kielichu z utraconą miłością.

– Dlatego ojciec cię nie nawiedza. – Przytuliła matkę. – Zostawił godne zastępstwo.

Astrid wielokrotnie przyłapywała Hannę na popadaniu w zadumę, choć ona myślała, że umiejętnie maskuje wewnętrzne rozdarcie. Przed urodzeniem brata Ubbe przyjęła, że to z powodu wcześniej utraconego dziecka i obaw z donoszeniem kolejnej ciąży, ale im bardziej dorastała, tym większego nabierała przekonania, że tak działa po prostu miłość. Skomplikowana i niezwykle trudna do wytłumaczenia materia. Pozwalająca bujać w obłokach i równocześnie rozszarpywać serce na miliony kawałków. Większość tajemnic próbowała jej przekazać ciotka Else, z marnym jednak skutkiem, bowiem sama za młodu niestety zbyt mocno eksperymentowała, co znacznie wypaczyło spojrzenie na czyste w swej intencji uczucie.

Zanim poznała Nilsa, do prymitywnych instynktów sprowadzała jakże naturalne potrzeby. Wstyd pomieszany z euforią. Szybsze bicie serca współmierne z przyjemnym ściskaniem żołądka i jednocześnie całkowite poddanie zwierzęcemu popędowi. Pragnienie wtulenia w męskie ramiona i pozbycia obaw odrzucenia, przy znoszeniu mało godnego traktowania. Podążenie za nagłymi porywami z zachowaniem niezależności, która często kończyła się wyzwiskami i ośmieszaniem. Else pragnęła wówczas zupełnie czegoś odmiennego. Inny cel przyświecał młodziutkiej, wchodzącej brutalnie w dorosłość dziewczynie. Ucieczka spod poniżającej kurateli wuja w poszukiwaniu wsparcia, ale nie tam, gdzie trzeba. W ostateczności zamiast przy męskim, zasiadała przy siostrzanym ramieniu i dzięki niej, po wielu perypetiach, odzyskała siebie.

Astrid, pomimo wieku podobnego do Hanny, gdy zamieszkała w okazałym Mogat, nie przeżyła jeszcze odbierającego dech w piersiach uczucia. A jednak rozumiała matkę doskonale. Nie wiadomo, ile w tym zasługi rudowłosej, zwariowanej, nawiedzającej ją ciotki, a ile jej samej. Odpowiedź na pytanie, które zamierzała zadać matce, właściwie odzwierciedlała, że kobieta potrafi równie gorąco kochać dwóch mężczyzn. Astrid była przekonana, że gdyby Ubbe znów jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu stanął przed Hanną, poszłaby z nim, nie oglądając się za siebie. A po pewnym czasie pełna wyrzutów sumienia wróciłaby ze szczerymi przeprosinami do Uhtreda.

– Bogowie darowali mi tyle szczęścia – powiedziała z nutką nostalgii, odgadując, jakie myśli krążą po głowie córki. – Oby tobie też zesłali samo dobro. – Pocałowała Astrid w czoło. – Chodźmy. Powitamy gości jak należy z progu domostwa.

– Straże jeszcze ich przybycia nie ogłosiły.

– Oj tam. – Machnęła dłonią, jakby sprzed oczu córki odganiała muchę. – Zadmą niechybnie. Chociaż – podniosła palec wskazujący – wyjedźmy im naprzeciw. Osiodłajmy klacze, a szybciutko pokonamy wzgórze. Co ty na to?

– Matko, wybacz, wolę ich jednak nierozczochrana powitać. – Uśmiech od ucha do ucha i iskierki w oczach Astrid tylko zmobilizowały Hannę do działania.

– Ja tam mogę wyglądać jak służka, nie ubliżając naszym, zawsze pięknie wyglądającym pannom. Tak tęsknię za urwisem, że nie usiedzę. No nie usiedzę w sali na tym mało wygodnym jarlowskim krześle. Namówię Ubbe. – Ruszyła energicznie, ale po sekundzie przystanęła. – Wiesz co? Pojadę najpierw do Ajdy. Może mi twoją przepowiednię nieco wyjaśni, bo od ciebie więcej nie usłyszę? – Astrid zaprzeczyła ruchem głowy. – Wprawdzie starowinka za wiele ze mną nie gada, bo od kiedy wlazłaś w moje ciało, one wylazły. – Przywołała w tonie głosu lekką przyganę. – No i temu draniowi, który mnie opuścił, też kopca nie usypałam, więc po próżnicy postrzępię jęzor. Nic to. – Poprawiła elegancką fryzurę. – Poudaję panią Frologat i u boku męża najstarszego uściskam.

– Matko, matko! Słyszysz rogi? – Nagle koło nich wyrósł młodszy syn.

– Ojca też popędziłeś ze stajni?

– Ubbe. – Astrid objęła brata ramieniem, ale on natychmiast uwolnił się z uścisku. – No wiem, wiem. – Zmierzwiła mu włosy. – Przytulanie nie przystoi młodzieńcom. – Mimo niecałych dziesięciu lat należał do tych poważniejszych chłopców. – Chyba że z obcymi dziewczętami, a nie z siostrą. – Rozbawiona patrzyła, jak płoną jego policzki.

– Gdybyś potrafiła walczyć – wycedził przez zaciśnięte zęby.

– Spokój! – Hanna ze śmiechem stanęła między nimi. – Ty zielarstwo obrałaś za cel życia, on jak prawdziwy wiking wojaczkę. Nadal wierny bogom.

Dopowiedziała cicho i jakby do siebie, po czym zadzierając wysoko spódnicę, pobiegła niczym młode dziewczę w kierunku okazałego grodu.

1 Jarl norweskiego regionu Lade i faktyczny władca w latach 976–995.

Rozdział 2

Kochała to miejsce. Zbudowała Frologat od podstaw, osobiście dbając o najdrobniejsze szczegóły. Przełamała nieufność miejscowych rybaków i udowodniła, że potrafi godnie zastąpić ojca, Egnera jarla okręgu Troms, podstępnie zabitego przez własnego brata. Zmyła hańbę rodziny nie morzem łez, ale pokonując wzburzone fale i w drodze negocjacji zdobywając cenny kruszec oraz dzięki nim wiodąc godne życie. Gdyby podczas jednej z wypraw nie straciła ukochanego, kto wie, może w przyszłości zamieszkałaby w zdecydowanie cieplejszym od Norwegii kraju Polan. Choć całym sercem miłowała swój kraj, nadal walczyła o jego niezależność.

Nie wyruszyła na wyprawę od czasu, gdy Uhtred przypłynął ze śmiertelnie rannym Ubbe na smoczej łodzi. Tej samej, w której podążył do Walhalli. Stąd wolała, by pieczę nad wymianą handlową nadal dzierżyli Jorgen i Bjorn. Zresztą nie dawali powodów, by im ten godny zaszczyt odbierać.

Biegła bardzo szybko, a mimo to na ostatniej prostej dzieci ją wyprzedziły. Rozpędzeni i roześmiani wpadli na plac przed dworem, wywołując popłoch wśród koni. Na szczęście większość jeźdźców stała już na ziemi.

Astrid dopadła do wysokiego blondwłosego mężczyzny i przytuliła się do jego pleców.

– Sigurd. – Ucieszona uspokajała przyspieszony oddech. – Łaskoczesz przydługimi włosami. Związałbyś je, jak na wikinga przystało, a nie nosisz rozpuszczone niczym dziewka.

– No, siostruniu, ładnie tak nieznajomych obłapiać i w dodatku na oczach wojów? – Usłyszała za sobą wesoły głos starszego brata.

– Nareszcie. – Hanna dobiegła tuż za nią i oniemiała przystanęła z rękami wyciągniętymi do powitania. – A niech mnie! – Najpierw uściskała Siggiego, a potem do zawstydzonej córki rzuciła beztrosko: – Też bym się pomyliła, gdyby obaj stali tyłem, choć długo pod sercem nosiłam nicponia. Jacy jesteście do siebie podobni – przemówiła do obcego, który w międzyczasie stanął przodem. – Wyglądacie jak bracia.

– Mnie też od początku zastanawia uderzające podobieństwo, ale Vidar wysłannikiem z Rusi…

– Nie rozumiesz naszej mowy2? – weszła synowi w słowo Hanna i zwróciła się bezpośrednio do zapowiedzianego gościa. – Powszechnym językiem na północy się posługujemy.

– Rozumiem, choć dialekt nie ten. – Głos Vidara miał twarde, głębokie brzmienie. – U Kniazia on bardziej miękki, więc by negocjacje dobrze przebiegły, częściowo za tłumacza, a częściowo za odpowiedzialnego za negocjacje dotyczące wyprawy kniaź Borys mnie wysłał. Pani – skłonił głowę. – Raczej jarlą winienem cię nazywać. Wybacz. Poznaję dopiero wasze zwyczaje, choć z wikingami przystawałem na służbie. Ale co innego opowieści, a co innego, gdy wasz piękny kraj poznaję.

– Pochlebca. – Hanna poklepała przybysza życzliwie po plecach. – Ale nie stójmy na placu. Uhtred, jarl Frologat, mój mąż, czeka w wielkiej sali. – Nagle zapragnęła przed obcym poużywać ważnych tytułów, które dotąd nie robiły na niej wielkiego wrażenia.

– To już w środku przedstawię ważniejszego ode mnie wysłannika.

Machnął ręką i przywołał do siebie chłopca w wieku podobnym do Ubbe. Coś mu szepnął na ucho, po czym objął ramieniem i wszedł za gospodynią do okazałego dworu, od progu wzbudzającego zachwyt misternym wykończeniem.

– Piękne miejsce.

Szczery podziw wyraził, z zaciekawieniem rozglądając się dookoła, dopiero po czasie dostrzegając siedzącego na końcu pomieszczenia mężczyznę. Hanna z niecierpliwością czekała na reakcję Uhtreda. Mężczyźni zatrzymali na sobie wzrok wyłącznie na ułamek sekundy, jakby podobieństwo nie miało dla nich żadnego znaczenia, uznając je za zupełnie przypadkowe, albo chcąc jak najszybciej zbagatelizować fakt nasuwający niechciane pytania. Zresztą zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, przez otwarte wrota wszedł roześmiany, długo przez nich niewidziany przyjaciel, skupiając na sobie całkowitą uwagę Jarlostwa.

– Rolf! – Hanna pierwsza uściskała wiernego druha.

– Nareszcie! – Uhtred wstał z wielkiego krzesła i energicznym krokiem przeszedł całą salę. – Jak za dawnych czasów bracia krwi do uczty zasiądą w komplecie.

– Czy to oznacza…

– Jakże by inaczej! – Hanna złapała Rolfa pod łokieć i poprowadziła do stołu. – Bjorn czeka na nową wyprawę, zresztą zaraz tu wpadnie, bo głos rogów na pewno dotarł w głębinę lasu. Polują z synem. Przecie czymś was muszę nakarmić. – Puściła oko.

– I Tomiła na to przystaje? Pamiętam, jak z wielką nieufnością podchodziła do naszych obyczajów.

– Przystaje, przystaje. – Z części kuchennej wyszła rozanielona filigranowa blondynka, niosąc stos drewnianych talerzy, które z głośnym stuknięciem postawiła na blacie. – Niechże cię uściskam.

– My już nie obcy dla ciebie?

– No wiesz? Tyle wiosen na norweskiej ziemi powitałam, że ja już bardziej wasza, a wy moi. – Cmoknęła Rolfa w policzek. – A co do polowań, imię synowi nieprzypadkowe nadaliśmy.

Borzysław – z szacunkiem oznajmił Uhtred. – Ten, który sławę w boju zdobywa. Idzie łeb w łeb w szrankach z Ubbe. Obu ani miecz, ani topór niestraszny.

– A Nils? – spytał Rolf.

– Jak kazałeś, listy posłane. Niechybnie na progu stanie z Jorgenem i szanowną rodzicielką.

– Matko – chrząknął Sigurd. – Ojcze – dopowiedział nieco głośniej, obydwoje zmuszając do uwagi.

– Zapomnieliśmy o manierach. – Przywołała na twarz promienny uśmiech.

– O! – krzyknął Rolf. – Ja także.

Wybiegł na zewnątrz, a po chwili wrócił z dwoma młodzieńcami i jednym chłopcem. Do Mikaela natychmiast podeszła Hanna, ale jego przesadnie wyprostowana sylwetka nagle powstrzymała ją przed wylewnym powitaniem.

Za dzieciaka uchodził za sobowtóra Rolfa. Z czasem cechy rodziców wywołały niezłą mieszankę zarówno w wyglądzie młodzieńca, jak i w cechach charakteru. Niczym Lene wolał spędzać czas w okolicach domu. Odpowiadało mu życie na wyższym poziomie w Bodo, gdzie pracę fizyczną wykonywała liczna służba. Lubił okazywać przewagę przynależną zajmowanemu stanowisku, o co często dochodziło do sporów z ojcem. Rolf uczył go, podobnie jak Sigurda, sprawiedliwego rządzenia, ale syn coraz częściej wymykał mu się z rąk, szukając popleczników poza rodziną. Umacniany złymi podszeptami i radami, pozwalał, by ambicje brały górę nad rozsądkiem. Wierzył we własną nieomylność, łaknąc władzy, która zwyczajnie mu się nie należała. Teraz też uznał, że towarzyszenie posłańcom z Rusi Kijowskiej upoważnia go do przejęcia przewodnictwa w rozmowach.

– Matka przeprasza, że nie skorzystała z zaproszenia, ale ostatnio zdrowotnie niedomaga. – Zachował dystans, witając się jedynie lekkim skinieniem głową. – Jarlostwo pozwoli, że przedstawię…

– Pozwól, chłopcze, że ojciec zgodnie z zasadami przejmie honory.

Hanna powstrzymała komentarz dotyczący Lene, bo ostatnio chodziły nieco innymi drogami. Kiedyś bliska przyjaciółka, po przeprowadzce na południe straciła miłość do Frologat, co tylko pogłębiało przepaść między kobietami.

– Ale przecież ja odpowiadam za negocjacje – z wyższością podkreślił Mikael, udając, że nie zauważa ostrzegawczych sygnałów wysyłanych przez Sigurda.

– Dość! Nie toczymy przy gościach dysput na temat rządzenia – syknęła ze złością i zasiadła przy stole. – Chętnie porozmawiam z tobą w cztery oczy. – Utrzymała znudzone spojrzenie syna najwierniejszego z wiernych. – Proszę. – Szeroko zatoczyła koło dłonią. – Uhtredzie, Rolfie.

Obydwaj patrzyli na nią równie zaskoczeni i by uniknąć dalszej awantury, natychmiast zajęli wyznaczone miejsca. Z cierpliwością godną pozazdroszczenia poczekali, aż wszyscy usiądą, zachowując właściwą hierarchię. Członkowie rodu po jednej stronie długiej ławy. Tuż obok Rolf z synami Mikaelem i Madsem, chłopcem o jedną jesień starszym od Ubbe. Pozostałe wolne krzesła czekały na Bjorna, Nilsa i Else oraz Jorgena z Runą.

Tomiła dyskretnie czmychnęła do kuchni, by wydać służkom odpowiednie dyspozycje. Pomagała Hannie opanować te bardziej przyziemne obowiązki, stroniąc od miecza, tak często wykorzystywanego jako narzędzie pracy i bardzo lubianego przez Panią Frologat.

Naprzeciwko zasiedli przedstawiciele kniazia Borysa w liczbie nie mniejszej niż wikingowie. Na wprost Uhtreda – wchodzący w dorosły wiek ciemnowłosy krótko obcięty mężczyzna z przenikliwym spojrzeniem intensywnie brązowych oczu. Śniada cera i ładnie przystrzyżony zarost dodawały mu powagi. Muskularne ciało pod opiętą białą koszulą dowodziło, że nieobce mu prace fizyczne. Położył na blacie miecz z pięknie ozdobioną rękojeścią i cicho wydanym rozkazem polecił zrobić to samo pozostałym. Jedno wypowiedziane aksamitnym głosem słowo wzbudziło respekt, należny szacunek i pozbawiając wątpliwości, wskazywało przywódcę.

– Dymitr – przedstawił go Vidar. – Mianowany przez kniazia Borysa, by w jego imieniu podejmować wszelkie decyzje oraz syn naszego pana Nikita. – Wskazał dłonią na chłopca, z którym wszedł do wielkiej sali.

– Vidar pełni obowiązki tłumacza, bo z wikingami na Rusi bardziej przystaje niż z miejscowymi – przejął płynnie kontynuację prezentacji Rolf. – Mowę naszą lepiej rozumie. Wstępnie nowy szlak handlowy omówiliśmy, ale są szczegóły, których nijak nie rozstrzygniemy bez waszego udziału. Liczba zbrojnych ma ogromne znaczenie, no i naszych łodzi. Szybszych, ale nielepszych do przewożenia towarów. A i tereny pozbawione rzek przysporzą nam wiele kłopotów. Coś z łodziami musimy wtedy zrobić. Albo pod strażą zostawić i zbudować nowe.

– Za długo potrwa ich budowa. – Dymitr próbował negocjować bez pomocy Vidara. – Wtedy nasze wykorzystamy i bardziej pokojowo przejdziemy przez zagrożone tereny, kiedy zaangażujemy rodzimych kmieciów. Nie strachem zbudujecie zaufanie. Inaczej na was spojrzą, kiedy umożliwimy im współudział.

– Chcielibyśmy przy okazji niewolników zdobyć – wtrącił niezrażony wcześniejszymi upomnieniami Mikael.

– Niewolników? Rozmawialiśmy o jadeicie, skórach niedźwiedzi i lisów, pozyskaniu jedwabiu i broni – przypomniał Sigurd.

– Zaraz, zaraz. – Hanna podniosła prawą dłoń, wywołując ciszę przy stole. – Wolałabym, by w tak ważnych rozmowach uczestniczyli jarlowie wszystkich okręgów. W końcu pół Norwegii ma wesprzeć nasz wspólny cel.

– Wasz tak – przyznał Dymitr. – Kniazia Borysa niekoniecznie.

– Proponujesz zerwanie rozmów? – przytomnie zapytał Uhtred. – Od jesieni je prowadzimy. Razem zdziałamy zdecydowanie więcej.

– Bynajmniej, lecz większość jednak kosztem naszych ludzi – mówił wolno i stawiał na konkrety. – Wypracowaliśmy korzystną wymianę handlową z południem. Bizancjum i szlaki wschodnie dobrze nas zaopatrują. Co zyskamy dzięki układom z wikingami na obcym terenie? Oprócz strachu, który powszechnie wzbudzacie i bursztynów, które i na naszych plażach leżą.

– Ale soli nie macie – podkreśliła.

– Jej zdobycie nie należy do trudnych, w przeciwieństwie do złota. Bo głównie o to wszystkim chodzi.

Przywołał na twarz łagodny uśmiech, w którym jednak Uhtred dostrzegł nutkę fałszu.

– Tak, przyznaję. – Hanna oparła przedramiona na blacie, nadal utrzymując wyprostowaną sylwetkę. – Nasz człowiek, wie, gdzie na waszym terenie…

– I norwescy, i ruscy wysłannicy donoszą, że znajdziemy je w ciągnących się przez nasz kraj górach – przerwał łagodnie i złożył przepraszający ukłon. – Ile w tym prawdy, nie wiadomo, bo nikt złota na stół nie wyłożył. Dlatego kniaź Borys stawia twarde warunki. Pozwoli przejść przez Ruś w towarzystwie naszych wojów, jednakże…

– Zanim słońce zajdzie, wrócimy do rozmów. – Uhtred wstał gwałtownie, z głośnym szurnięciem odsuwając krzesło, na którym siedział. – Jorgen i Nils lada chwila przybędą. Runa też wiele ma w tej kwestii do powiedzenia. Tymczasem podajcie jadło, bom zgłodniał – krzyknął w stronę służącego czekającego przy wyjściu z wielkiego pomieszczenia.

Widać było, że powstrzymuje nerwy, bo przyjazd obcych miał przypieczętować długie pertraktacje, a nie na nowo stawiać granice i wzbudzać niepotrzebne emocje. Łodzie czekały w zatoczce w gotowości. Zbrojni od dawna ostrzyli topory i miecze. Jesień niedługo zapuka do wrót, co znowu odsunie organizację wyprawy w czasie. Ostatnio też sporo wydali srebra, skupując konie, bo brali pod rozwagę również podróż drogą lądową. A tu bezustannie stawiano kolejne warunki.

2 Język staronordyjski był używany na terenie północnej Europy – przede wszystkim w Skandynawii, z której się wywodzi, a także na terenach, do których dotarli i które zasiedlili wikingowie – na Islandii i mniejszych wyspach Morza Północnego, we wschodniej Anglii, na wybrzeżach Irlandii, a także w ośrodkach handlowych zakładanych przez Skandynawów na terenie słowiańskiej Europy – przede wszystkim na Rusi Kijowskiej. Tak duży zasięg geograficzny języka przy niewielkiej gęstości zaludnienia sprzyjał rozdrobnieniu dialektalnemu, a ostatecznie rozpadowi na mniejsze języki.