37,90 zł
Rzeka kłamstw — Lisa Regan. Trzynasty tom serii z Josie Quinn
„Rzeka kłamstw” Lisy Regan to trzynasty tom serii kryminalnej o detektywce Josie Quinn. Tym razem bohaterka angażuje się w sprawę zaginięcia Amber Watts, rzeczniczki prasowej policji i partnerki Finna Mattnera, a śledztwo szybko prowadzi ją do ciała kobiety znalezionego przy tamie na obrzeżach Denton.
Kluczowe informacje: trzynasty tom serii z detektywką Josie Quinn · każda część przedstawia odrębną sprawę kryminalną · kolejne tomy łączą losy bohaterów i ich życie prywatne · kryminał ma także wyraźną warstwę obyczajową · historia jest nastrojowa, intrygująca i bezkrwawa · rozwiązanie zagadki ma zaskakiwać · książka jest skierowana przede wszystkim do czytelników klasycznych kryminałów, a nie mrocznych thrillerów
Dla kogo jest „Rzeka kłamstw”?
To propozycja dla czytelników, którzy w kryminale szukają nie tylko zagadki, ale też rozbudowanych relacji między bohaterami. Lisa Regan dużo miejsca poświęca życiu prywatnemu Josie Quinn i osobom z jej najbliższego otoczenia, dzięki czemu warstwa obyczajowa rozwija się równolegle ze śledztwem.
„Rzeka kłamstw” powinna szczególnie zainteresować osoby, które wolą klasyczny, nastrojowy kryminał od brutalnego i mrocznego thrillera. Napięcie wynika tu przede wszystkim z sekretów, nieufności i pytań o to, komu naprawdę można wierzyć.
Jaka zagadka rozpoczyna śledztwo?
Do domu Josie Quinn przychodzi policjant Finn Mattner, zaniepokojony zniknięciem swojej partnerki Amber Watts. Kobieta, która pracuje jako rzeczniczka prasowa policji, zniknęła bez telefonu i dokumentów.
Na oszronionej szybie jej samochodu Josie odnajduje tajemniczą wiadomość. Trop prowadzi ją do tamy na obrzeżach Denton, gdzie odkrywa ciało rudowłosej kobiety łudząco podobnej do Amber.
Dlaczego ta sprawa jest dla Josie Quinn szczególnie trudna?
Śledztwo dotyczy ludzi, których Josie zna i z którymi pracuje. Gdy zaczynają wychodzić na jaw sekrety Amber i jej bliskich, detektywka musi zadać sobie pytanie, czy może ufać własnemu otoczeniu.
Podejrzenia coraz mocniej splatają sprawę zawodową z prywatnymi relacjami bohaterów. Josie nie wie, czy zagrożenie znajduje się bardzo blisko niej, czy też prawdziwy sprawca pozostaje całkowicie poza kręgiem podejrzeń.
Co mówią o „Rzece” pierwsi czytelnicy i recenzenci?
„Regan znowu to zrobiła… Uwielbiam tę serię, a to kolejny fenomenalny i trzymający w napięciu tom! Jej książki za każdym razem przynoszą mi kryminalną satysfakcję, ale też pobudzają moje sumienie emocjonalnością i pozostawiają pole do przemyśleń”.
— PAULA SIECZKO, @ruderecenzuje
„Bardzo podoba mi się, jak Josie Quinn dojrzewa z każdym tomem. To ciągle ta sama, dążąca uparcie do prawdy detektywka, ale już nie ta sama kobieta, która wznosiła wokół siebie mur w Znikających dziewczynach. Zmiana jest prawdziwie inspirująca!”
— MARTYNA CHMIEL, kryminalnatalerzu.pl
Co wyróżnia serię z Josie Quinn?
Każdy tom przedstawia osobną sprawę kryminalną, ale poszczególne części łączą stali bohaterowie oraz rozwijające się w kolejnych książkach wątki z ich życia prywatnego. Dzięki temu seria łączy klasyczne śledztwa z warstwą obyczajową.
Lisa Regan szczególnie mocno rozwija postać Josie Quinn. Czytelnik poznaje nie tylko jej pracę detektywistyczną, ale także relacje, doświadczenia i szczegóły życia osobistego.
Kim jest Lisa Regan?
Lisa Regan jest autorką popularnej w Stanach Zjednoczonych serii o detektywce Josie Quinn. Jej książki wielokrotnie trafiały na listy bestsellerów „USA Today” i „Wall Street Journal”, a na świecie sprzedano ponad 4 miliony egzemplarzy powieści z serii o Josie Quinn.
Autorka posiada tytuł licencjata języka angielskiego oraz tytuł magistra pedagogiki uzyskane na Bloomsburg University. Mieszka w Filadelfii z mężem, córką i boston terrierem o imieniu Mr. Phillip.
Często zadawane pytania FAQ
O czym jest „Rzeka kłamstw” Lisy Regan? To kryminał o zaginięciu Amber Watts, rzeczniczki prasowej policji. Josie Quinn rozpoczyna poszukiwania, które prowadzą ją do ciała kobiety znalezionego przy tamie oraz do sekretów ludzi z jej najbliższego otoczenia.
Którym tomem serii jest „Rzeka kłamstw”? To trzynasty tom serii z detektywką Josie Quinn.
Czy każdy tom serii o Josie Quinn opowiada inną historię? Tak. Każda część przedstawia inną sprawę kryminalną, choć kolejne tomy łączą postaci bohaterów oraz rozwijające się wątki ich życia prywatnego.
Kto prowadzi śledztwo w „Rzece kłamstw”? Główną bohaterką jest detektywka Josie Quinn, która angażuje się w poszukiwania zaginionej Amber Watts.
Jaki klimat ma „Rzeka kłamstw”? To nastrojowy, intrygujący i bezkrwawy kryminał, w którym ważną rolę odgrywają sekrety, nieufność oraz relacje między bohaterami.
Czy w książce ważne jest życie prywatne Josie Quinn? Tak. Oprócz warstwy kryminalnej seria mocno rozwija także wątki obyczajowe i pokazuje wiele szczegółów z życia prywatnego głównej bohaterki.
Dla kogo jest „Rzeka kłamstw”? Przede wszystkim dla czytelników ceniących zaskakujące kryminały, zagadki oparte na sekretach i podejrzeniach oraz serie, w których równie ważne jak samo śledztwo są losy stałych bohaterów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 458
Tytuł oryginałuThe Drowning Girls
Projekt okładkiMARIUSZ BANACHOWICZ
Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA
Opieka redakcyjnaANNA HEINE
RedakcjaURSZULA ŚMIETANA
KorektaALEKSANDRA WIĘK-RUTKOWSKA
Redakcja technicznaLOREM IPSUM – RADOSŁAW FIEDOSICHIN
Copyright © Lisa Regan, 2021 First published in Great Britain in 2021 by Storyfire Ltd trading as Bookouture
Polish edition © Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7017-0
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dla Christine Brock
za to, że jest spoiwem, które nas połączyło,
kiedy rozpadł się nam cały świat
Zimne powietrze szczypie w policzki niczym tysiące igiełek nakłuwających skórę. Pod stopami szeleszczą suche liście i gałązki. Na ziemi zalegają jeszcze płaty śniegu. Ślizgają się na nich jej stopy, kiedy podąża w ciemność, kierowana naciskiem ciężkiej dłoni na swoim ramieniu. Lufa pistoletu obija się o potylicę, a skóra wciąż piecze w miejscu, w którym złapał ją za włosy i szarpnął tak mocno, aż zaczęły odrywać się od cebulek. Reszta jej ciała jest odrętwiała z chłodu. Przez chwilę zamarzyła o swoim płaszczu.
– Jest mi strasznie zimno. – Żałuje, że jej głos brzmi tak piskliwie.
– Zamknij się.
Jego palce wpijają się w jej ciało tuż pod obojczykiem. Zimny metal pistoletu kąsa skórę.
– Błagam. Potrzebuję płaszcza albo jakiegoś okrycia.
– Tam, gdzie idziesz, nie będzie ci potrzebny płaszcz – odpowiada jej opryskliwie.
Ale gdzie idzie? Do płytkiego grobu w lesie? Wstrząsa nią myśl – a właściwie nie: brutalna świadomość – że zmierza ku śmierci. Zaczyna szczękać zębami, sama nie wie, czy z zimna, czy z panicznego strachu, który zaczyna w niej narastać z każdym krokiem. Jak on w ogóle rozpoznaje drogę? Spowija ich nieprzenikniona ciemność. Rozmazany krąg księżyca ledwo majaczy za półprzejrzystymi chmurami.
– Nie musisz tego robić. – Tym razem nawet się nie stara zamaskować błagalnego tonu.
– Sama podjęłaś decyzję – warczy on w odpowiedzi.
– P-p-proszę – jąka się.
– Zamknij się.
Popycha ją brutalnie, a ona traci grunt pod nogami. Ciemność naciera na jej twarz, ręce wysuwają się naprzód, żeby zamortyzować upadek. Ostra krawędź skały rozcina wnętrze lewej dłoni. Nim jest w stanie zdobyć się na jakąkolwiek reakcję, on znów chwyta ją za włosy i unosi szarpnięciem do góry. Pistolet znajduje się teraz przy jej skroni, wbija się w skórę.
– No dobra – odzywa się chropawy głos. – Dasz mi teraz to, czego chcę.
Josie poczuła zapach przypalonego popcornu. Z mikrofalówki wciąż dobiegał przytłumiony odgłos strzelających ziarenek, ale na przeszklone drzwiczki napierał od środka czarny dym. Nie trzeba było wyższego wtajemniczenia w arkana sztuki kulinarnej, żeby wiedzieć, że to nie jest dobry znak. Josie zrobiła krok w kierunku wejścia do kuchni i wytężyła słuch. Czy jej rodzina i przyjaciele zgromadzeni w salonie zauważyli dym? Nie.
Jeszcze nie.
Jej terier bostoński, Śledź, skomlał i skakał wokół niej. Jego smętne brązowe ślepia wpatrywały się w nią z niepokojem. Klnąc pod nosem, otworzyła mikrofalę, z której buchnęły smoliste kłęby szczypiącego w oczy dymu. Tym razem z jej ust wydobyła się długa wiązanka przekleństw. Josie zaczęła machać rękami, starając się rozproszyć czarną chmurę, zanim czujnik dymu wpadnie w szał. Zwęglone pozostałości torebki z popcornem utworzyły smętną kupkę w osmolonym wnętrzu mikrofalówki. Sekundę przed tym, nim nad jej głową uruchomił się czujnik dymu, usłyszała za swoimi plecami głos swojej przyjaciółki, Misty Derossi:
– Coś się pali?
Josie skrzywiła się i zakaszlała. Rozejrzała się i zobaczyła, że dymu jest znacznie więcej, niż się tego spodziewała. Od wycia czujnika pękały jej uszy. Śledź szczekał do rytmu z alarmem, ustawiony przed swoją panią tak, jakby chciał jej bronić. Misty zatrzymała się w drzwiach z dłońmi na biodrach. Jej zmrużone oczy już zaczęły łzawić. Josie nie była w stanie usłyszeć jej słów, ale odczytała je z ruchu warg.
– Popcorn? Serio?
Kręcąc głową, Misty pokonała kuchnię w trzech krokach, otworzyła jedną z szuflad i wyciągnęła dwie duże łapki kuchenne. Rzuciła jedną Josie, która zaczęła machać nią w powietrzu. Misty chwyciła drugą i się powachlowała, jednocześnie otwierając tylne drzwi. Następnie przyciągnęła krzesło w kąt kuchni pod czujnik. Josie tymczasem podeszła do drzwi i próbowała wygonić za pomocą rękawicy zadymione powietrze na zimową, grudniową noc. Śledź biegał w kółko, ciągle szczekając, bo nie wiedział, czy bronić swojej pani przed wyjącym czujnikiem, czy wybiec do ogródka i załatwić swoje potrzeby pod lagerstremią rosnącą na tyłach. Misty weszła na krzesło, wprawnym ruchem zdemontowała obudowę czujnika i wyciągnęła baterie.
Zapanowała błoga cisza.
Josie nadal machała zawzięcie łapką, aby dym jak najszybciej wypłynął w ciemność. Śledź przyglądał się jej, tym razem zastygając w napięciu. W drzwiach kuchennych stanął sześcioletni syn Misty, Harris. Ogarnął spojrzeniem rozgrywającą się przed nim scenę i powoli pokręcił głową.
– To nie moja wina... – zaczęła Josie, ale on już biegł z powrotem w kierunku salonu, tupiąc swoimi małymi stópkami po wyłożonym parkietem korytarzu. Po chwili dobiegł stamtąd jego krzyk:
– Ciociu Shannon! Ciociu Trinity! Wujku Christianie! Wujku Pacie! Pani Brenno! Ciocia JoJo znów spaliła kuchnię!
Josie zmarszczyła brwi.
– Czy możesz mu wyjaśnić, że to się nie kwalifikuje jako spalenie kuchni?
Misty zarechotała.
– Nie, nie mogę. A właściwie mogłabym, ale nie chcę.
Josie rzuciła w jej twarz rękawicą, ale Misty złapała ją w powietrzu i tym razem prawie zgięła się wpół ze śmiechu.
Zamykając tylne drzwi, Josie wymamrotała:
– Dom jest pełen ludzi i akurat ja mam zrobić popcorn? Co wam strzeliło do głowy?
– Masz całkowitą rację – przyznała Misty. Przy użyciu obu rękawic wyciągnęła pozostałości torebki z mikrofali, a następnie je wyrzuciła. – Zmykaj – dodała. – Ja się tym zajmę.
Josie ruszyła z ulgą w kierunku salonu. Śledź dreptał obok niej. Zatrzymała się jednak w drzwiach i rzuciła:
– Naprawdę robiłam wszystko zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Misty mrugnęła do niej i powiedziała:
– Wiem. – Nie dodała jednak nic więcej. Bo co miała powiedzieć? Josie od zawsze była wybitnym kulinarnym antytalenciem. Pod tym względem stanowiła beznadziejny przypadek. Potrafiła schrzanić najprostszą rzecz – nawet gotując według przepisu. Jako detektywka w Denton, niedużym mieście w środkowej Pensylwanii, miała okazję zmierzyć się z najbardziej bezwzględnymi i przebiegłymi mordercami – i zdołała ich przechytrzyć. Ale nie potrafiła zrobić popcornu z mikrofali.
Wzruszywszy ramionami, odwróciła się i poszła do sąsiedniego pokoju. Zatrzymała się w korytarzu i zajrzała do salonu. Na małej choince, którą ustawili z Noahem – głównie ze względu na Harrisa – świeciły się kolorowe lampki, obrzucając pomieszczenie świąteczną poświatą. Jej bliscy zgromadzili się na kanapie oraz w jej pobliżu, naprzeciwko dużego telewizora. Jej biologiczna rodzina: rodzice, Shannon i Christian Payne’owie, brat Patrick Payne i jego dziewczyna Brenna oraz siostra bliźniaczka Trinity Payne. Josie poczuła, że coś w niej wzbiera: częściowo ból, a częściowo wdzięczność. Kiedy dziewczynki miały zaledwie trzy tygodnie, pewna straszna kobieta, potwór w ludzkiej skórze, podłożyła ogień w ich domu i porwała Josie. Przez trzydzieści lat Payne’owie żyli w przekonaniu, że córeczka zginęła w trakcie pożaru. W tym czasie porywaczka znęcała się nad dzieckiem, by w końcu je porzucić i zostawić pod opieką babci – Lisette Matson. Zarówno Josie, jak i Lisette miały wszelkie powody, by przypuszczać, że łączą je więzy krwi – do czasu, aż obie dowiedziały się o istnieniu Payne’ów i odkryły prawdziwą tożsamość Josie. Ale dla niej i tak Lisette była całym światem. Jej kotwicą i Gwiazdą Północną. Jej jedynym źródłem bezwarunkowej miłości i stabilności w życiu, które na każdym kroku usiłowało ją zniszczyć. A teraz Lisette brakowało w ich rodzinnym gronie. Odeszła na zawsze. Osiem miesięcy wcześniej została zamordowana na oczach swojej wnuczki. Josie poczuła łaskotanie w gardle, zapowiedź łez. To nie była odpowiednia pora na płacz. Żałowała, że w domu nie ma jej męża, Noaha, ale on również pracował w wydziale policji w Denton, w randze porucznika, i często godziny ich pracy się nie pokrywały.
Harris siedział wciśnięty między Shannon a Trinity na środku kanapy i wpatrywał się wyczekująco w telewizor. Zapowiadano właśnie program, który miał zostać wyemitowany następnego dnia rano w całym kraju. Harris wskazał na ekranie starszego mężczyznę, który opowiadał o tym, że dzięki wierze odmienił swoje życie.
– Patrzcie – oznajmił. – To człowiek Boga.
Trinity parsknęła śmiechem.
– Człowiek Boga?
– To jest Thatcher Toland – wyjaśniła Shannon. – Jest założycielem megakościoła, który powstaje pod Denton.
Christian dodał:
– Kupił stary stadion hokejowy, należący wcześniej do klubu partnerskiego Philadelphia Flyers. Kiedy się stamtąd wynieśli, przez lata budynek stał pusty. Podobno facet go remontuje i przekształca w kościół.
– Budowa całkowicie sparaliżowała ruch we Wschodnim Denton – poskarżył się Patrick. – Ciągle zwożą tam sprzęt budowlany i materiały. Planują otwarcie w Wigilię. Mam nadzieję, że dotrzymają terminu, bo wolałbym, żeby w przyszłym semestrze nie było już takiego bałaganu.
– Facet napisał niedawno książkę – powiedziała Shannon. – Moja sąsiadka bez końca o niej opowiada. Chyba oczekuje, że zapiszemy się do kościoła, kiedy będzie gotowy.
– Człowiek Boga ciągle wstępuje w telewizji – oznajmił Harris, przeciągając słowo „ciągle” i przewracając oczami.
– Wiem, kim on jest, mamo – odparła Trinity, śmiejąc się z wygłupów Harrisa. – Gdybym nadal pracowała jako prezenterka porannych wiadomości, to ja przeprowadzałabym z nim ten wywiad.
– Chyba zaraz się zacznie twój program – obwieścił Harris.
Trinity sprawdziła godzinę w telefonie.
– Jeszcze pięć minut. Tylko że to jest program dla dorosłych. Czy mama pozwoliła ci go oglądać?
– Ale ty w nim jesteś, a ja ciebie znam.
Trinity się roześmiała.
– Tak, jestem w nim, ale program porusza bardzo dorosłe tematy.
– Ale to twój program, czy więc nie możesz sama zdecydować, czy wolno mi go oglądać, czy nie?
– Nie – odparła cierpliwie Trinity. – O tym może zadecydować wyłącznie twoja mama.
Harris poderwał się z miejsca.
– To idę ją zapytać! – Pobiegł do kuchni, ale zatrzymał się nagle, bo w drzwiach stała Josie. Śledź kręcił swoim małym zadkiem i wpatrywał się w chłopca z wystawionym językiem. – Ciociu JoJo, skoro babcia Lisette jest w niebie, to może powinniśmy ustawić jej wazon na stole, żeby też mogła obejrzeć program cioci Trinity?
Quinn znieruchomiała. Rozmowa w salonie ucichła. Słychać było jedynie Misty krzątającą się w kuchni. Terkot mikrofalówki. Ciche mruczenie telewizora. Skomlenie Śledzia.
Shannon poderwała się z kanapy.
– Uważam, że to świetny pomysł. Ciocia JoJo na pewno się zgodzi. Prawda, JoJo?
Zdawała sobie sprawę, że matka przewierca ją wzrokiem, ale jedyne, co widziała, to srebrny błysk urny z prochami Lisette na półce na końcu salonu. Zorientowała się, że Trinity podeszła do niej, bo poczuła jej dłoń na przedramieniu.
– Dobrze się czujesz? – szepnęła bliźniaczka.
Josie oderwała wzrok od urny i spojrzała na pełną nadziei twarzyczkę Harrisa. Jak zawsze zabrakło jej słów w zderzeniu z dziecięcą perspektywą. Jedną z najgorszych rzeczy związanych z żałobą po Lisette był strach, że pewnego dnia babcia stanie się jedynie zbiorem wspomnień. Czymś starym, przykurzonym i mało ważnym, co trzyma się pod łóżkiem i o czym nigdy się nie rozmawia. Harris na swój niewinny sposób sprawiał, że Lisette nadal żyła, że była obecna przy Josie. Oczami wyobraźni zobaczyła jej figlarny uśmieszek, usłyszała jej chichot i głos tak wyraźnie, jakby stała tuż obok: „Ja też bym chciała obejrzeć ten program, wiesz?”.
Nogi poniosły ją na drugą stronę pokoju. Wzięła do ręki urnę, wstrząśnięta faktem, że tylko tyle pozostało z jej żywiołowej, energicznej babci: lśniące naczynie z prochami. Josie poświęciła wiele godzin na tego rodzaju rozmyślania. Ostatnie osiem miesięcy to były najtrudniejsze miesiące w jej życiu. Odwróciła się i uśmiechnęła z przymusem do Harrisa.
– Babcia Lisette będzie zachwycona – zapewniła.
Christian i Patrick zrobili miejsce na środku stolika kawowego i postawili tam urnę. Migocąca poświata z telewizora odbijała się od jej błyszczącej powierzchni, podobnie jak światełka z lampek choinkowych. Misty stanęła w holu z miskami idealnie uprażonego popcornu w obu dłoniach.
– Już prawie czas – oznajmiła Shannon, a Harris zapytał:
– Mamusiu, mogę obejrzeć program z dorosłymi?
– Pewnie, kotku – odparła Misty. Spojrzała na Josie i zniżając głos, dodała: – Za dziesięć minut będzie już spał.
Wszyscy zebrali się w salonie. Josie usiadła na kanapie obok Trinity, Harris wyłożył się na jej kolanach. Oparł głowę o jej pierś, a ona poczuła, jak jego ciałko się rozluźnia. Misty miała rację, mały za chwilę zaśnie. Po bokach siedzieli Shannon i Christian. Patrick i jego dziewczyna zajęli małą sofę, a Misty usiadła na podłodze. Obok niej warował Śledź, obserwując drogę każdego popcornu z miski do jej ust. Misty obejrzała się na kanapę i zapytała:
– Trinity, a ty nie powinnaś oglądać tego na wielkiej premierze w Nowym Jorku? Z Drakiem u boku? Fotografowana w jakiejś olśniewającej kreacji?
Trinity się roześmiała.
– Drake oczywiście musi pracować. Ma jakąś dużą sprawę. W FBI są same duże sprawy. Zresztą stacja nie organizuje tego rodzaju premier dla takich programów jak mój. Poza tym to tylko przedsmak. Puszczają ten odcinek, żeby rozbudzić zainteresowanie, a cały program będzie miał premierę w postaci dwóch pełnych odcinków zaraz po Super Bowl.
Shannon klasnęła w dłonie. Jej twarz zarumieniła się z podniecenia.
– Co za emocje!
W pokoju zapanowała całkowita cisza, kiedy rozległy się pierwsze takty motywu przewodniego programu. Na ekranie wyświetlił się napis „Tajemnice zbrodni z Trinity Payne”, za którym przesuwały się szybko kadry z różnych miejsc, w których popełniono przestępstwa. Potem ukazała się Trinity ubrana elegancko w obcisłą czerwoną garsonkę, której kolor podkreślał jej pełne karminowe wargi i długie, jedwabiste czarne włosy. Dziennikarka emanowała powagą. Stała wysoka i wyprostowana z dłońmi ułożonymi w klasycznej pozie prezenterki telewizyjnej: jedna obejmowała palce drugiej.
– Dobry wieczór – powiedziała z ekranu Trinity. – Wita się z państwem Trinity Payne, gospodyni programu Tajemnice zbrodni. W dzisiejszym odcinku zaprezentujemy sprawę Rose Glenn Three...
Przez godzinę zgromadzona w salonie publiczność milczała, pochłonięta nierozwiązaną sprawą, którą Trinity wraz ze swoim zespołem producentów i scenarzystów drobiazgowo przedstawiała telewidzom, łącznie z roboczymi hipotezami policji oraz bliskich ofiary na temat potencjalnego sprawcy. Kiedy pojawiły się napisy końcowe, wszyscy zaczęli jej gratulować. Josie delikatnie zmieniła pozycję śpiącego Harrisa.
– Niesamowite, Trin.
– Zrobisz kontynuację, jeśli dzięki temu programowi pojawią się jakieś nowe tropy? – zapytał Patrick.
Odpowiedź Trinity przerwało pukanie do drzwi. Misty zerwała się z podłogi.
– Ja otworzę.
Po chwili wróciła do pokoju i zabrała uśpionego Harrisa z kolan Josie.
– Przyszedł Mettner – poinformowała. – Chce z tobą pogadać.
Quinn wstała i odkleiła od ciała koszulkę. Była mokra od potu w miejscu, w którym przytulał się do niej Harris.
– Zaprosiłaś go do środka?
Misty ułożyła syna na kanapie i nakryła go kocem, podczas gdy dorośli rozprawiali o programie. Śledź natychmiast wskoczył na kanapę i zwinął się w kłębek obok chłopca.
– Nie chciał wchodzić.
Josie wyszła na korytarz. Drzwi wejściowe były uchylone. Na ganku stał detektyw Finn Mettner. Josie wiedziała, że on też miał dzisiaj wolny wieczór, więc nie zdziwiło jej jego cywilne ubranie: dżinsy i stara bluza Phillies. Dostrzegła też jednak rozczochrane brązowe włosy, a w szeroko rozwartych oczach – cień niepokoju.
Coś było nie tak.
– Josie – odezwał się, a jej imię uformowało w zimnym powietrzu wyraźną chmurkę. – Potrzebuję twojej pomocy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
