Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
30 osób interesuje się tą książką
„Dotyk śmierci” to dwunasty tom bestsellerowej serii kryminalnej o detektywce Josie Quinn autorstwa Lisy Regan. Tym razem śledcza wraca do pracy po własnych traumatycznych przeżyciach i staje przed sprawą morderstw powiązanych z tragicznym wypadkiem szkolnego autobusu, w którym zginęły dzieci mieszkańców Denton.
O CZYM JEST „DOTYK ŚMIERCI”?
Najpierw stracili własne dzieci, teraz ktoś czyha na ich życie. By powstrzymać mordercę, detektywka Josie Quinn musi zapomnieć o własnej traumie.
Po dramatycznych przeżyciach Josie Quinn wraca do pracy w wydziale policji w Denton. Już pierwszego dnia rozpoczyna dochodzenie w sprawie zaginięcia kobiety. Bez śladu zniknęła Krystal Duncan, matka jednego z dzieci, które poniosły śmierć w wypadku szkolnego autobusu. Wkrótce ciało Krystal zostaje znalezione przy grobie córki. Usta zmarłej są pełne wosku.
Badania wykazują, że wosk może pochodzić ze świecy zapalonej ku pamięci ofiar katastrofy. Ten trop prowadzi Josie do grupy wsparcia dla pogrążonych w żałobie rodziców. Z czasem okazuje się, że żaden z jej członków nie mówi prawdy o tamtym tragicznym dniu. Gdy w pobliżu miejsca wypadku detektywka odkrywa ciało kolejnej zamordowanej matki, wie, że musi działać szybko. Tylko wówczas zdoła ocalić ludzi, którzy już raz stracili to, co najcenniejsze…
DLACZEGO SERIA O JOSIE QUINN ZDOBYŁA MILIONY CZYTELNIKÓW?
Seria Lisy Regan łączy klasyczne policyjne śledztwo z rozbudowanym portretem psychologicznym bohaterów. Każda sprawa prowadzi do odkrywania rodzinnych tajemnic, sekretów małych społeczności i motywów, które nie są oczywiste na pierwszy rzut oka.
Na świecie sprzedano już ponad 4 miliony egzemplarzy książek z serii o Josie Quinn, a kolejne tomy regularnie trafiają na listy bestsellerów i zdobywają wysokie oceny czytelników.
W SERII Z JOSIE QUINN DOTYCHCZAS UKAZAŁY SIĘ:
1.Znikające dziewczyny
2.Bezimienna
3.Grób matki
4.Ostatnie wyznanie
5.Kości niezgody
6.Cichy płacz
7.Zimne serce
8.Śmiertelna układanka
9.Zmowa milczenia
10.Bez tchu
11.Śpij, laleczko
12.Dotyk śmierci
WYBRANE OPINIE CZYTELNIKÓW O KSIĄŻCE „DOTYK ŚMIERCI”
„Ta książka chwyta za serce w każdy możliwy sposób!”
ELS, Goodreads
„Wow! Naprawdę zapiera dech. To kryminał, który zabierze cię w niesamowitą podróż krętą i szaloną drogą”.
PATTY, Goodreads
O AUTORCE
Lisa Regan jest autorką popularnej w Stanach Zjednoczonych serii o detektywce Josie Quinn. Jej książki wielokrotnie trafiały na listy bestsellerów „USA Today” oraz „Wall Street Journal”. Ukończyła Bloomsburg University, gdzie zdobyła tytuł licencjata języka angielskiego oraz magistra pedagogiki. Mieszka w Filadelfii z mężem, córką i boston terrierem o imieniu Mr. Phillip.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 423
Data ważności licencji: 4/24/2031
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 9 godz. 53 min
Lektor: Andrzej Hausner
Tytuł oryginałuHer Deadly Touch
Projekt okładkiMARIUSZ BANACHOWICZ
Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA
Opieka redakcyjnaANNA HEINE
RedakcjaURSZULA ŚMIETANA
KorektaALEKSANDRA WIĘK-RUTKOWSKA
Redakcja technicznaLOREM IPSUM / RADOSŁAW FIEDOSICHIN
Copyright © Lisa Regan, 2021 First published in Great Britain in 2021 by Storyfire Ltd trading as Bookouture
Polish edition © Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne)
All rights reserved
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7016-3
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Pamięci najbardziej niezwykłego człowieka,
jakiego kiedykolwiek miałam zaszczyt poznać,
mojego Taty, Billy’ego Regana.
Pozwoliłam im odmówić, Tato, ale tego nie zrobili.
Autobus był pełny, ale Wallace i jego młodsza siostra Frankie, a także superwkurzająca koleżanka z klasy – Bianca nadal siedzieli pod szkołą. Z autobusu wydobywały się kłęby spalin, przez co Wallace’owi zbierało się na wymioty. Frankie pociągnęła go za rękę.
– Chodź, Wallace! Trzeba wsiadać, bo inaczej zostaniemy. Nie chcę utknąć w szkole. To mój najgorszy koszmar.
Bianca się roześmiała.
– Przecież i tak byśmy tu nie zostali. W końcu ktoś by po nas przyjechał i zabrał do domu.
– Na przykład twoja mama? – zapytał Wallace. – Ta, co tyle pracuje, że nie może cię nawet zawieźć do lekarza?
Bianca wychyliła się ponad Frankie i uderzyła go pięścią w rękę. Trochę zabolało, ale nie dał tego po sobie poznać.
– Nie wypowiadaj się o mojej mamie.
– A niby czemu? – odparł zjadliwie Wallace. – Bo co mi zrobisz?
Frankie poderwała się z miejsca. Jej brązowy kucyk podskakiwał. Poprawiła ramiączka jaskraworóżowego plecaka.
– Dajcie spokój. Nie kłóćcie się.
– Nie słucham się piątoklasistki – odparł jej brat.
Za ich plecami rozległ się surowy kobiecy głos:
– Ale mnie będziesz się słuchał, młody człowieku.
Dyrektorka. Wallace odwrócił się do niej ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Zastanawiał się, jak dużą część ich rozmowy słyszała. Ale nie udzieliła mu nagany. Zamiast tego pogoniła ich ruchem dłoni.
– No już. Do autobusu. Cała trójka.
Bianca wstała.
– Ale dzisiaj mieliśmy...
Dyrektorka nie dała jej skończyć.
– Mieliście wsiąść do autobusu. Taką dostałam informację. Zmykajcie. I bez awantur, proszę.
Gabinet doktor Paige Rosetti miał wyglądać kojąco. Miękkie szare fotele i kanapa, pomalowane na kremowo ściany, a na nich obrazy ukazujące jakieś odległe miejsca, zbyt piękne, żeby mogły być prawdziwe. Josie naliczyła co najmniej czternaście roślin doniczkowych, niezależnie od tego, że wielkie okno wykuszowe po lewej stronie jej fotela wychodziło na wypielęgnowany ogród. Był sierpień i jaskrawe kolory najróżniejszych kwiatów przyciągały wzrok. Tymczasem Josie kuliła się pod cierpliwym spojrzeniem terapeutki. Nie potrafiła się tutaj odprężyć. Nigdy nie czuła się zrelaksowana podczas terapii, a chodziła na nią już od dwóch miesięcy.
– Josie – odezwała się łagodnym głosem Paige.
Quinn wystukiwała piętą na dywanie cichy rytm, przez co jej kolano nerwowo podrygiwało.
– Josie – powtórzyła terapeutka.
Detektywka spojrzała powoli w jej brązowe oczy. W ich kącikach zebrały się kurze łapki. Doktor Rosetti była w takim wieku, że mogłaby być matką Josie. Quinn chodziła z jej córką do ogólniaka. Jednak długie, faliste blond włosy i otwarty sposób bycia sprawiały, że Paige wydawała się znacznie młodsza.
– To ma sens wyłącznie pod warunkiem, że zechcesz mówić – przypomniała.
Powtarzała to podczas każdej sesji.
– Płacisz za mój czas – dodała. – Chciałabym, żebyś jak najwięcej na tym skorzystała.
To również powtarzała podczas każdej sesji.
– Przepraszam. – Josie nachyliła się i oparła łokciami o uda, starając się unieruchomić nerwową nogę. – O czym... O czym rozmawiałyśmy?
Terapeutka znów się uśmiechnęła, ale tym razem Josie dostrzegła napięcie w kącikach jej ust. Kończyła jej się cierpliwość.
– Pytałam, co czujesz na myśl o tym, że jutro wracasz do pracy. Przez prawie cztery miesiące byłaś zawieszona.
– No tak.
Josie pracowała jako detektywka w wydziale policji w Denton, które było niedużym, ale tętniącym życiem miastem w środkowej Pensylwanii, położonym wśród gór nad brzegami rzeki Susquehanny. Wielkość populacji, która rozrastała się znacząco w trakcie roku akademickiego, okazywała się wystarczająca, żeby zapewnić policji stałe zajęcie. Ostatnia sprawa Quinn dotyczyła podwójnego zabójstwa, do którego doszło w dniu jej ślubu w miejscu ceremonii. Josie i jej mąż, Noah Fraley, porucznik w dentońskiej policji, włączyli się do dochodzenia, kiedy zorientowali się, że policjantka znała ofiary. W trakcie czynności śledczych postrzelono babcię Josie, Lisette Matson. Po jej śmierci Josie zamiast siedzieć w domu i dać sobie czas na żałobę, zostawiła służbowy pistolet i odznakę i wyruszyła w pojedynkę na poszukiwania zaginionej osoby powiązanej ze sprawą. Nie powiedziała nikomu, nawet Noahowi, dokąd jedzie ani że domyśliła się, gdzie ukrywa się ta osoba.
– Josie? – ponagliła Paige.
Następnego dnia komendant policji zawiesił ją za to, że nie włączyła do swojej akcji zespołu. Oficjalnym powodem zawieszenia była niesubordynacja. Nikt się nie spodziewał, że przymusowe zwolnienie potrwa aż tak długo. Josie przypuszczała, że komendant zrobił to, bo chciał jej dać czas na żałobę po odejściu babci.
– Nie stresuję się tym – mruknęła Josie, znów spoglądając na ogród. Jaskrawo upierzony kardynał śmignął między niskimi gałęziami drzew na obrzeżach podwórka.
– Nie stresujesz się, że wracasz do pracy po czteromiesięcznej przerwie? – zdziwiła się Paige. – Czy to nie była twoja najdłuższa przerwa?
– No tak – potwierdziła policjantka.
Prawda była taka, że nie przejęła się czteromiesięcznym zwolnieniem. Po raz pierwszy w życiu nie dbała o pracę. Nie dbała w zasadzie o nic poza mężem i psem, Śledziem. Życie bez Lisette, która praktycznie ją wychowała, było puste i bezbarwne. Pozbawione radości. Josie czuła się przygaszona od środka i na zewnątrz, jakby utknęła pod grubą warstwą szlamu i nie miała siły się spod niej wygrzebać.
Zauważyła kątem oka, że Paige sprawdza godzinę na zegarku. Doceniła ją w duchu za to, że powstrzymała się od westchnienia.
Terapeutka zmieniła temat.
– Jak sypiasz?
– Bez zmian.
– Czyli nie sypiasz?
Detektywka wzruszyła ramionami.
– Ciągle śni mi się ten koszmar – wyznała.
– Ten, w którym twoja babcia zostaje postrzelona?
Josie spojrzała na nią.
– Tak. To znaczy podejrzewam, że to nie jest koszmar, tylko wspomnienie. Tyle że teraz już wiem, co będzie dalej. Próbuję zasłonić ją własnym ciałem, przyjąć kule na siebie, ale moje stopy są jak wmurowane w ziemię. Nie mogę się ruszyć. A potem pada strzał i...
Urwała. „I budzę się z krzykiem”, dodała w myślach. „Zapłakana, zlana zimnym potem”. A potem Noah ją przytula, a ich kochany terier bostoński skomle i próbuje lizać ją po twarzy. „Nie powinno jej tam być”, zawodzi w takich chwilach Josie, podczas gdy mąż kołysze ją jak małe dziecko. To były jedyne momenty, kiedy pozwalała sobie na łzy, głównie dlatego, że budziła się już nimi zalana. Niestety nie była w stanie zapanować ani nad snami, ani nad reakcją swojego ciała.
– Josie, w którymś momencie naprawdę będziemy musiały o tym pomówić – odezwała się Paige. – Przeanalizować to wspólnie. Wiesz, że jesteś tutaj bezpieczna. Możesz przy mnie płakać, krzyczeć, wściekać się, panikować. Nie będę cię oceniała. Nie przestraszę się. Nie będę na ciebie zła. Nie zranisz w ten sposób moich uczuć, a ja nikomu nigdy o tym nie powiem.
Znów unikając wzroku psycholożki, Josie odwróciła się do okna. Kardynał odleciał. Jej wzrok przesunął się po główkach kwiatów. Część płatków przywiędła w bezlitosnym sierpniowym skwarze.
– Wiem – powiedziała.
Fotel Paige zatrzeszczał. Detektywka odwróciła głowę w samą porę, żeby zobaczyć, że terapeutka wstaje i podchodzi do biurka, na które odkłada notes. Nie po raz pierwszy nic w nim nie zapisała.
– Na dzisiaj to już koniec.
Quinn podniosła się z miejsca.
– W przyszłym tygodniu o tej samej porze?
Paige pochyliła głowę. W końcu wydała z siebie westchnienie, które musiała tłumić przez całą czterdziestopięciominutową sesję.
– Josie, cieszę się, że tu jesteś. Naprawdę. I chcę ci pomóc. Myślę, że terapia może wiele zdziałać. Z przyjemnością nadal będę się z tobą spotykała, ale muszę po raz kolejny powtórzyć, że nie jestem przekonana, czy w tej chwili cokolwiek ci to daje.
– Paige. – Josie uśmiechnęła się po raz pierwszy tego ranka. – Czy ty mnie rzucasz?
Doktor Rosetti spojrzała na nią i parsknęła śmiechem.
– Nie rzucam. Tylko... – urwała z tym wymuszonym uśmiechem, który Josie zdawała się przywoływać na jej usta podczas każdego spotkania. Po kilku sekundach niezręcznej ciszy dokończyła: – To może zróbmy inaczej. Chcę, żebyś przygotowała dla mnie na przyszły tydzień listę.
– Jaką znów listę?
– Listę rzeczy, które sprawiają, że czujesz się...
– Smutna?
– Że tracisz nad sobą kontrolę.
Josie poczuła w piersi lekki niepokój.
– Że tracę kontrolę?
– Tak – potwierdziła Paige. – Trzy rzeczy. Co najmniej. Za tydzień sobie o nich porozmawiamy.
Josie przełknęła ślinę, choć zaschło jej w gardle.
– Okej – zgodziła się.
Wyszła bez słowa podziękowania. Jak dotąd udawało jej się unikać robienia tego, co doktor Rosetti nazywała „podnoszeniem ciężarów” w terapii. Wiedziała, że terapeutka chciała zapytać, dlaczego wciąż do niej przychodzi, skoro nie zamierza brać aktywnego udziału w sesjach. Prawda była taka, że Josie nie chodziła do niej ze względu na siebie. Robiła to z myślą o dziewczynce, której pomogła podczas ostatniego śledztwa. Ta mała właśnie straciła równie dużo, o ile nie więcej, co Josie, a mimo to mierzyła się z przeżytą tragedią z podziwu godną determinacją. Zawsze, jak to opisywała detektywce, „pozwalała sobie na wszystkie swoje uczucia, aż przeminą”. Zrobiła to nawet pod koniec dochodzenia, kiedy Quinn poprosiła ją o powrót do szczególnie traumatycznych chwil. Dziewczynka wyprowadziła się z Denton razem z krewnymi, tymczasem Josie czuła się jak oszustka: prosiła dzielne dziecko, żeby zmierzyło się ze swoimi demonami, aby mogła rozwiązać sprawę, podczas gdy ona sama nie potrafiła zdobyć się na to, by na terapii przepracować własną traumę, a także ból po niedawnej tragicznej śmierci Lisette.
Josie chodziła więc na spotkania z Paige po to, żeby móc spojrzeć sobie w oczy. „Staram się”, powtarzała sama sobie. Kiedy mniej więcej raz w tygodniu rozmawiała z dziewczynką na Zoomie, mogła ją zapewnić, że owszem, nadal chodzi na terapię. Nadal próbuje zebrać się na odwagę i dopuścić do siebie wszystkie swoje uczucia, choć w ciągu dwóch miesięcy nie uroniła ani jednej łzy w kojącym otoczeniu gabinetu Paige Rosetti.
– Następnym razem – mruknęła do siebie, wsiadając do samochodu i uruchamiając silnik.
Rozkręciła maksymalnie klimatyzację, a potem włączyła radio na cały regulator z nadzieją, że muzyka zagłuszy jej myśli, zamiast tego jednak usłyszała najświeższy serwis informacyjny.
– Dentońska policja nadal poszukuje Krystal Duncan, trzydziestodwuletniej asystentki prawnej, która zaginęła trzy dni temu. Zaginięcie zgłosił przełożony Duncan, kiedy kobieta nie pojawiła się w zeszłym tygodniu w pracy i nie odbierała telefonów. Osoby posiadające jakiekolwiek informacje w tej sprawie proszone są o pilny kontakt z policją. Na naszej stronie internetowej zamieściliśmy zdjęcie zaginionej.
Josie zaczęła naciskać guziki, aż natrafiła na radiostację puszczającą hity z lat osiemdziesiątych. Noah wspominał w domu o sprawie Krystal Duncan, ale żona nie zadawała mu żadnych pytań. Oglądali we dwoje lokalne wiadomości na temat zaginięcia tej kobiety. Detektywka przyglądała się wyświetlanej na ekranie fotografii. Było to zdjęcie ze strony internetowej kancelarii prawnej, w której pracowała Krystal. Przedstawiało ubraną w garsonkę kobietę, upozowaną nienaturalnie przy dużym mahoniowym biurku. Jej długie kasztanowe włosy opadały na ramiona, a blisko osadzone brązowe oczy zerkały znad nosa, na którym widniał maleńki garb, jakby nos został kiedyś złamany i nie zrósł się prawidłowo. Jej uśmiech był blady i wymuszony. Ta twarz tkwiła w umyśle Josie od trzech dni, a jednak nie dopytywała męża o tę sprawę. Znów doskwierało jej to dziwne uczucie przygaszenia, które towarzyszyło jej od czasu śmierci Lisette. Wiedziała, że powinna okazać zainteresowanie zaginięciem mieszkanki Denton. Przed zabójstwem babci obsesyjnie by o tym myślała – nawet gdyby to oznaczało, że ze względu na zawieszenie w obowiązkach służbowych musiałaby w domu przeczesywać internet w poszukiwaniu relacji prasowych, podczas gdy jej koledzy z komendy prowadziliby oficjalne śledztwo.
Ale wyparła wszelkie myśli o Krystal Duncan. Wiedziała, że zespół dochodzeniowy dentońskiej policji już pracuje nad tą sprawą, a byli to najwyższej klasy specjaliści. Gdyby Josie kiedykolwiek zaginęła, życzyłaby sobie, aby to oni jej szukali. Wiedziała, że jutro po powrocie do pracy pozna wszystkie szczegóły. Na razie nie chciała w ogóle o niczym myśleć. Chciała dać się wciągnąć głębiej w mentalne i emocjonalne bagno, które odgradzało ją od tępego bólu życia tu i teraz.
Wzdłuż jej kręgosłupa spłynęła kropla potu. Palce znów pogmerały przy pokrętle od klimatyzacji, ale nie dało się nastawić zimniejszego nawiewu. Z westchnieniem ruszyła spod domu doktor Paige Rosetti, w którym mieścił się też jej gabinet, i pojechała ulicami Denton. Noah był w pracy i choć Josie wiedziała, że Śledź wpadłby na jej widok w ekstazę, to nie miała jeszcze ochoty wracać do domu. Zamiast tego pojechała na cmentarz, na którym pochowała swojego pierwszego męża Raya. Lisette zażyczyła sobie, żeby ją skremowano, i jej prochy spoczywały teraz w lśniącej urnie na półce w ich salonie. Josie przyjechała jednak z wizytą do Raya, jak często robiła, kiedy czuła, że życie wymyka jej się spod kontroli.
– Chyba powinnam zapisać to na mojej liście – mruknęła do siebie, parkując niedaleko grobu byłego męża i wysiadając z samochodu. Zastanawiała się, dlaczego teraz czuła, że traci kontrolę. Nie chciała tego analizować. Miała za to ochotę na kieliszek Wild Turkey. Ale zrezygnowała z alkoholu dawno temu, bo pod jego wpływem podejmowała złe decyzje i choć na chwilę tłumił emocjonalny ból, to nigdy na zawsze go nie usuwał.
Słońce paliło niemiłosiernie, kiedy lawirowała pomiędzy nagrobkami, kierując się do mogiły Raya. Pojawiła się lekka bryza, która jednak nie wystarczyła, żeby przynieść ulgę od uciążliwego upału i wilgoci wiszącej w powietrzu. Kiedy Josie stanęła przed nagrobkiem Raya, koszulka lepiła się już do jej ciała. Od zabójstwa mężczyzny minęło sześć lat, a oni byli przed jego śmiercią skłóceni, jednak znali się od dziecka. Chodzili ze sobą od czasów ogólniaka. Przez większą część jej życia Ray był jej opoką, jej Gwiazdą Północną, w równym stopniu co Lisette. Detektywka zwykle odzyskiwała spokój przy jego grobie. Zamknąwszy oczy, pozwoliła swojemu ciału kołysać się lekko na wietrze. Wokół świergotały ptaki, a oprócz nich dało się słyszeć jedynie niewyraźny warkot samochodów przejeżdżających drogą prowadzącą na cmentarz.
Nagle ktoś zaczął krzyczeć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
