Renée - Katarzyna Ducros - ebook

Renée ebook

Katarzyna Ducros

0,0
14,90 zł

lub
Opis

Wszyscy boimy się duchów, ale też lubimy o nich czytać. Słynne zjawy jak: Belphègor z Luwru, Duch z Opery Paryskiej, Biała Dama, albo Skarbek z kopalni, zagościły już na dobre do światowej literatury i nie tylko. Powstały balety, piosenki, obrazy. Katarzyna Ducros, autorka książki „Renée”, już od pierwszych stron buduje napięcie, które wzrasta wraz z rozwojem wydarzeń. Pojawienie się ducha w Miejskiej Szkole Artystycznej wzbudza w uczniach strach, ale również zdziwienie i niepodpartą chęć rozwikłania zagadki: kim jest tajemnicza zjawa, nucąca dziwną, ale jakby znaną melodię? Bohaterowie krok po kroku docierają do pewnych wskazówek. Okazuje się, że przyczyn pojawiania się widma należy upatrywać w XVIII wieku, kiedy budynek placówki należał do hrabiny Elżbiety. Razem z nią mieszkała tu jej synowa, która była guwernantką dzieci Ludwika XVI i Marii Antoniny przed rewolucją francuską. Z czasem docierają do informacji, że tajemnicza kobieta miała powiązania z Polską i Jakubem Polakiem – muzykiem.

Niezwykle ciekawa fabuła sprawia, że czytelnik razem z bohaterami dąży do rozwikłania zagadki. Słownictwo młodzieżowe uwiarygodnia przedstawione w powieści zdarzenia i czyni tekst atrakcyjniejszym, przystępnym dla nastolatków.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 39




Katarzyna Ducros

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Katarzyna Ducros „Renée”

Copyright © by Katarzyna Ducros, 2018

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadzący: Renata Grześkowiak

Korekta: Emilia Ceglarek, Marlena Rumak

Skład i opracowanie graficzne: MAG

Projekt okładki: MAG

Zdjęcia i ilustracje: © Katarzyna Ducros,

© Alexandr Vasilyev, © John Smith – Fotolia.com, © Freepik

Autorka aranżacji: Sandrine Cancellieri-Naslin

ISBN: 978-83-8119-129-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

1

–             Arsen, idź zobacz, kto puka do drzwi wejściowych. My, dziewczynki, robimy sobie przerwę. Możecie iść się napić.

Dzieci wybiegły ze studia tańca do garderoby, a Arsen poszedł otworzyć drzwi wejściowe.

Barbara, profesor i pedagog tańca, zmieniła ścieżkę muzyczną w odtwarzaczu i powtarzała kroki do tańca, który postanowiła pokazać dzieciom po krótkiej przerwie.

–             Proszę pani, nikogo nie ma za drzwiami – krzyknął z korytarza zdziwiony Arsen.

–             To dziwne, wydawało mi się, że ktoś głośno pukał. Szkoda, że dzwonek nie działa. Wracajmy do sali – zdecydowała nauczycielka.

Zajęcia taneczne ponownie się rozpoczęły, wypełniając aneks Miejskiej Szkoły Artystycznej przyjemnymi dźwiękami skocznej melodii. Szkoła ta podzielona była na kilka departamentów znajdujących się głównie w jednym, dużym budynku. Dla komfortu i stworzenia większej przestrzeni do tańca, władze miasta postanowiły zaadaptować dodatkowo inne pomieszczenia, oddalone nawet o kilkaset metrów od głównej siedziby centrum edukacji młodych adeptów sztuki.

Aneks nazwano „Studio Mariusa Petipy” na pamiątkę słynnego tancerza i choreografa francuskiego, żyjącego w Rosji, autora najsłynniejszych baletów. Największą salą departamentu tańca było właśnie to pomieszczenie, które z jednej strony sąsiadowało ze szkołą podstawową i przedszkolem, a pozostałe ogrodzenia dzieliło z parkiem miejskim zwanym „Kaczym Parkiem”. Oczywiście nazwa była uzasadniona obecnością różnego rodzaju dzikich kaczek, które upodobały sobie ten zakątek na wypoczynek w trakcie długiej wędrówki okresu migracji sezonowych. Najdziwniejsze było to, że w lecie nie chciały już nigdzie odlatywać, tylko zostawały tutaj, aby założyć nowe rodzinne gniazda i pozwolić się wykluć młodym pisklętom. To przyjemne otoczenie nadawało temu miejscu uroku i zachęcało do organizacji różnych atrakcji. Nawet głośne bale i kermesy dla mieszkańców miasta, przeciągające się do późnych godzin nocnych, odbywały się w sali „Mariusa Petipy” nie wadząc nikomu. No, może tylko kaczkom, ale one się nie skarżyły, wręcz przeciwnie, chętnie zjadały okruchy i resztki przysmaków pozostałych po takich festynach. Kilka razy nawet sam prezydent miasta wziął udział w tych imprezach i zaskoczył wszystkich, odtańcowując wszelakie układy taneczne w różnych stylach i kombinacjach, poczynając na „la bourée”, poprzez walce, menuety i kończąc na... wyczynach hip–hopowych, proponowanych przez Karima.

Oj, tak, tak, dużo się działo w sali tanecznej przy „Kaczym Parku”.

2

W następny piątek lekcja tańca zaczęła się jak zwykle. Najpierw krótka rozgrzewka, trochę solfeżu i wkrótce dało się słyszeć dźwięki skocznej muzyki, granej na akordeonie przez samą Barbarę. „Branle des chevaux”, taniec skoczny i żwawy, bawił dzieci. Szybko więc przyswoiły kroki.

Na znak nauczycielki wszyscy ustawili się w kole, podając sobie ręce i pierwsze takty muzyki nadały rytm całości. Najpierw dwa kroki w lewo. Duże kroki. Potem dwa w prawo, mniejsze i wyraźnie dostawne. Następnie znów w lewo, coraz większe kroki, i ponownie na prawo. Młodzi tancerze, wsłuchując się w rytm akompaniamentu, zaczęli poruszać się zgodnie, razem, falując coraz to płynniej połączonymi w nierozerwalnym uchwycie rękami. Miarowo, energicznie, jak dobrze naoliwiony trybik jednej maszyny, kółeczko zaczęło się kręcić według ściśle ustalonego schematu. Nagle rytm przyspieszył i kroki skomplikowały się nieco bardziej. W przerwach między zwykłymi dostawnymi, tancerze dodali lekkie podskoki i indywidualne obroty. Krąg zataczany przez uczestników nie stracił nic na swojej perfekcyjnej, kulistej formie. Wręcz przeciwnie, zmienne posunięcia, pochyły i przeskoki, dodały mu interesujących, trójwymiarowych ondulacji. Cały czas dzieci tańczyły skierowane przodem do środka koła, a ich uwaga skoncentrowana była na zachowaniu tego centrum i wspólnej równowagi. To trudne zadanie, szczególnie gdy partnerzy są różnego wzrostu. Uczniowie Barbary potrafili temu sprostać, zwłaszcza dzięki doskonałym radom ich ulubionej profesorki i wielu godzinom ćwiczeń różnych figur i układów tanecznych. Barbara, widząc zaangażowanie i koncentrację swoich uczniów, ucieszyła się ze wspaniałych efektów ich pracy. W nagrodę obiecała swoim młodym artystom inną, bardziej rozwiniętą wersję „Branle des chevaux”, taniec parami po obwodzie koła. Dzieciom tak spodobał się ten pomysł, że z radością zgodziły się na jego realizację.

Po upływie godziny, a przed rozpoczęciem nauki następnego tańca, kończącego piątkowe zajęcia, Monika poprosiła o krótką przerwę.

–             Proszę pani, jest mi gorąco. Czy mogę pójść do szatni i napić się wody? Zostawiłam ją w plecaku.

Barbara zgodziła się i nagle... Zimny i nieprzyjemny powiew wiatru wtargnął niespodziewanie do sali.

–             Och, chyba ktoś wszedł do budynku. Pójdę sprawdzić, a wy w tym czasie odpocznijcie momencik. Wykonaliście dzisiaj kawał dobrej roboty – powiedziała nauczycielka, wspominając z przyjemnością postępy swoich uczniów.

Zadowolona i z uśmiechem na twarzy skierowała się w stronę przedsionka.

Tam nie było jednak nikogo.

Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie. Nieznane. Jakby czyjaś obecność.

Obok...

Blisko...

Bardzo blisko...

3

–             Proszę pani! Monika schowała mi tornister do kabiny prysznicowej! – rozwrzeszczał się Arsen. Jego krzyki dobiegały z sali, gdzie dzieci pozostawione same sobie, rozstrzygały ważny spór.

–             To nie ja, to nieprawda! – odparła ze łzami w oczach Monika.

–             No a kto? Tylko ty wychodziłaś – poparła chłopca Joanna.

–             Chyba jesteśmy zmęczeni całym tygodniem – powiedziała nauczycielka, wracając z przedsionka, zamyślona i roztargniona. – Dzisiaj skończymy wcześniej, możecie iść się przebrać. Jeżeli wasi rodzice czekają na dole, możecie już wyjść. A reszta czeka w szatni.

Barbara zaczęła sprzątać swój sprzęt i akcesoria do tańca. Odłożyła je do schowka i zasłoniła kotary na wielkich, oszklonych oknach nowoczesnej i przestronnej sali. Myślała o wydarzeniach dzisiejszego wieczoru i o zmiennych humorach swoich uczniów. W zasadzie byli mili i przyjemni w codziennych kontaktach. Jednak czasem potrafili się nagle zupełnie zmienić. Wówczas figlom i psikusom nie było końca. Wtedy dopiero pojawiały się problemy. Barbarze przypominało to jej własne, młodzieńcze lata, spędzone w Narodowym Konserwatorium Tańca.

„Byliśmy tacy, jak oni. Często żartowaliśmy i zdarzyło się, że sprawiliśmy komuś przykrość. Nawet profesorowie byli celem naszych psot i przytyczek” – pomyślała Barbara z rozrzewnieniem. Przypomniała sobie pewną historię, kiedy to postanowili zakpić z samego dyrektora szkoły.

Podczas gdy on przebierał się po zajęciach, zaszyli mu górny otwór swetra. Ponieważ on nie spodziewał się żadnej niespodzianki, to w biegu do swojego biura nie zdążył wciągnąć ubrania przez głowę. Szamocząc się i wydając dziwne dźwięki wyglądał jak upiór. Uczniowie, którzy byli świadkami tej sceny, a było ich wielu, najpierw się wystraszyli, ale później autentycznie skręcali się ze śmiechu. Dobrze, że dyrektor miał poczucie humoru i nie ukarał winowajców. Tylko tak troszeczkę ich skarcił i nakłonił do... generalnych porządków w całej szkolnej szatni. W momencie, kiedy nauczycielka przypomniała sobie tę historię, przeszły ją ciarki.

– Taka tam zjawa – pomyślała. Dzisiaj też mógł to być czyjś żart lub zwykłe, naturalne odgłosy.

Podświadomie jednak Barbara czuła niepokój i lekki strach po tych wieczornych przejściach. Postanowiła zlekceważyć całą sytuację i myśląc, że jest zmęczona, zdecydowała szybko wrócić do domu.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok