Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą - Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski - ebook

Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą ebook

Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Godzina „W” – sukces czy porażka? Czy w Powstaniu Warszawskim walczyła tylko Armia Krajowa? Jakie straty naprawdę poniosła Warszawa?

Subiektywny dwugłos historyków, w którym rzetelna analiza powstańczego zrywu z 1944 roku zyskuje gawędziarski i anegdotyczny styl narracji. Sławomir Koper i Tymoteusz Pawłowski przystępnie i konsekwentnie odkrywają zupełnie nowe, zaskakujące, a chwilami wręcz szokujące fakty sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Obalają błędne interpretacje, przełamują stereotypy i wypełniają białe plamy powstańczej epopei, wydobywając z niej wątki z różnych powodów dotychczas pomijane lub marginalizowane.

Poznajmy niedomówienia, przemilczenia i zapomnianych bohaterów 63 dni walczącej stolicy.

Tę historię przez dekady opowiadano inaczej.

Aż do teraz. Aż do tej książki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 244

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copy­ri­ght © by Sła­wo­mir Koper, 2026 Copy­ri­ght © by Tymo­te­usz Paw­łow­ski, 2026 Copy­ri­ght © by TIME SA, 2026

Redak­tor naczelny: Michał Zarzycki, mza­rzycki@gru­pazpr.pl Redak­cja: Kata­rzyna Litwin­czuk Korekta: Mał­go­rzata Ablew­ska Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Karo­lina Żela­ziń­ska-Sobiech Pro­jekt stron roz­dzia­ło­wych, skład i łama­nie: TYPO Jolanta i Marek Ugo­row­scy

Zdję­cia w książce: domena publiczna: s. 4, 115 (lewe górne i dolne), 116 (górne), 117 (dolne i środ­kowe), 119, 120 (górne); Euge­niusz Lokaj­ski: 118, 120 (dolne), 121 (dolne), 122; Bun­de­sar­chiv: 116 (dolne, 183-573-507 / CC-BY-SA 3.0), 117 (górne, 183-R97906 / Schrem­mer), 247 (górne, 101-001-0285-02A / Rut­kow­ski, Heinz / CC-BY-SA 3.0; NAC: 115 (prawe górne), 245 (górne, Wacław Żdżar­ski); RAF: 121 (górne); Alan Wil­son: 246 (dolne, CC BY-SA 2); Adrian Gry­cuk: 245 (górne), 251 (górne), 252 (górne); Cezary Piwo­war­ski: 251 (dolne); Sła­wo­mir Koper: 246 (górne i środ­kowe), 247 (dolne), 248–250, 252 (dolne). Zdję­cia auto­rów pocho­dzą z archi­wów pry­wat­nych Sła­wo­mira Kopra i Tymo­te­usza Paw­łow­skiego

Wydawca: TIME SA ul. Jubi­ler­ska 10, 04-190 War­szawa face­book.com/har­de­wy­daw­nic­two insta­gram.com/har­de­wy­daw­nic­two tik­tok.com/@harde.wydaw­nic­two Dział sprze­daży i kon­takt z czy­tel­ni­kami: harde@gru­pazpr.pl

War­szawa 2026 Wyda­nie pierw­sze

ISBN: 978-83-8343-787-3

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Podział War­szawy na obwody i rejony Armii Kra­jo­wej w 1944 roku

Książka jest hoł­dem dla tych, któ­rzy wal­czyli w Powsta­niu, byśmy mogli cie­szyć się życiem w wol­nej War­sza­wie

Od autorów

Powsta­nie War­szaw­skie zaj­muje szcze­gólne miej­sce w dzie­jach Pol­ski i stało się legendą jesz­cze pod­czas jego trwa­nia. Była to bowiem naj­więk­sza bitwa miej­ska w dzie­jach Europy i jedyny przy­pa­dek, gdy walki z oku­pan­tem pro­wa­dzone przez siły powstań­cze trwały przez ponad dwa mie­siące. Do tego doszły jesz­cze bez­pre­ce­den­sowe straty ludz­kie i mate­rialne. Było to jedyne powsta­nie prze­ciwko oku­pan­tom pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej, które wybu­chło i nie docze­kało się pomocy mili­tar­nej od sojusz­ni­ków. Bojow­nicy z cze­skiej Pragi czy Paryża mieli wię­cej szczę­ścia niż powstańcy i lud­ność pol­skiej sto­licy. Tam­tej­sze zrywy roz­po­częły się jed­nak w znacz­nie bar­dziej sprzy­ja­ją­cej koniunk­tu­rze poli­tycz­nej i woj­sko­wej.

Na legendę powsta­nia miała wpływ pro­pa­ganda PRL-u i próby mar­gi­na­li­zo­wa­nia insu­rek­cji trwa­jące nie­mal przez cały czas rzą­dów komu­ni­stów nad Wisłą. Gdy oka­zało się, że nie można zatrzeć pamięci o sierp­nio­wym zry­wie, pró­bo­wano fał­szo­wać prze­bieg wyda­rzeń, wyol­brzy­mia­jąc rolę Armii Ludo­wej, a żoł­nie­rzy Armii Kra­jo­wej przed­sta­wia­jąc jako wyko­naw­ców zbrod­ni­czych roz­ka­zów rządu lon­dyń­skiego i zachod­nich impe­ria­li­stów. Według komu­ni­stów sto­łeczni bojow­nicy prze­ciw­sta­wiali się woli całego narodu, któ­rego marze­niem były zmiany spo­łeczne i ustro­jowe nie­sione im na kara­bi­nach Armii Czer­wo­nej. Wiele waż­nych tema­tów pomi­jano, a poje­dyn­cze przy­padki hono­ro­wa­nia żoł­nie­rzy Armii Kra­jo­wej można uznać za swo­isty wen­tyl bez­pie­czeń­stwa.

Nie­stety, na temat sierp­nio­wej sto­łecz­nej insu­rek­cji do dziś poku­tuje wiele obie­go­wych opi­nii czę­sto nie­ma­ją­cych wiele wspól­nego z prawdą histo­ryczną. Wła­śnie z nimi mie­rzymy się, gdyż wyma­gają przed­sta­wie­nia z innej, być może bar­dziej obiek­tyw­nej per­spek­tywy. Przy­bli­żamy zatem mało znane fakty z cza­sów Powsta­nia War­szaw­skiego – zarówno poli­tyczne, jak i mili­tarne czy oby­cza­jowe. W przy­padku wyda­rzeń bar­dziej zna­nych pre­zen­tu­jemy wła­sną inter­pre­ta­cję, choć zda­jemy sobie sprawę, że cza­sami może wywo­ły­wać zasko­cze­nie Czy­tel­ni­ków.

W książce oma­wiamy też szer­sze tło Powsta­nia War­szaw­skiego – ówcze­sne wyda­rze­nia w Euro­pie, mię­dzy innymi krót­kie dzieje innych powstań prze­ciwko Trze­ciej Rze­szy. Uka­zuje to sto­łeczną insu­rek­cję w zupeł­nie innym świe­tle i – nie­stety – nie napawa opty­mi­zmem. Wycią­gnię­cie wnio­sków auto­rzy pozo­sta­wiają jed­nak Czy­tel­ni­kom, nie narzu­ca­jąc wła­snych opi­nii.

Ważne dopeł­nie­nie sta­no­wią roz­działy doty­czące trud­nej walki o uczcze­nie pamięci powsta­nia w War­sza­wie (Wojna na cmen­ta­rze, Wojna na pomniki), a także roz­dział o tym, jak temat sto­łecz­nego zrywu przed­sta­wiano w lite­ra­tu­rze i kine­ma­to­gra­fii epoki PRL-u. O utwo­rach powsta­łych po upadku komu­ni­zmu nie wypo­wia­damy się – zosta­wiamy to kry­ty­kom lite­rac­kim i fil­mo­wym.

Książka zawiera też kilka tema­tów poru­sza­nych przed kil­ku­na­stu laty przez jed­nego ze współ­au­to­rów w publi­ka­cji Miłość w Powsta­niu War­szaw­skim. Nie­moż­liwe było ich cał­ko­wite pomi­nię­cie, ale w tej wer­sji zostały znacz­nie roz­bu­do­wane i zyskały nowe zna­cze­nie. Tym bar­dziej że w mię­dzy­cza­sie bada­nia histo­ryczne nad Powsta­niem War­szaw­skim istot­nie się roz­wi­nęły, a sam współ­au­tor też nieco zmie­nił swoje poglądy na nie­które sprawy zwią­zane z sierp­nio­wym zry­wem.

Całość zamy­kamy roz­dzia­łem repre­zen­tu­ją­cym histo­rię alter­na­tywną. Oby­dwaj jeste­śmy jej wiel­bi­cie­lami i zda­jemy sobie sprawę, że cza­sami nawet mało zna­czące wyda­rze­nie może zmie­nić bieg dzie­jów. Takich przy­pad­ków w histo­rii świata było wiele, zatem trudno, aby było ich pozba­wione Powsta­nie War­szaw­skie.

Książka jest poświę­cona pamięci Ojca jed­nego z auto­rów, Ire­ne­usza Paw­łow­skiego, który w powsta­niu jako dwu­la­tek wędro­wał – wraz z rodzi­cami, Euge­nią i Józe­fem – z Woli przez Stare Mia­sto do Śród­mie­ścia, a także pamięci Janiny „Janki” Lipiń­skiej, sani­ta­riuszki zgru­po­wa­nia „Chro­bry II”, oraz Kry­styny „Oli” Paw­łow­skiej, sani­ta­riuszki pułku „Baszta”.

Sła­wo­mir Koper, Tymo­te­usz Paw­łow­ski

Czy II wojna światowa musiała zakończyć się zdobyciem Berlina?

Roz­po­czę­cie Powsta­nia War­szaw­skiego latem 1944 roku było pozba­wione sensu, trzeba było spo­koj­nie cze­kać do końca wojny. Druga wojna świa­towa musiała bowiem zakoń­czyć się tak, jak koń­czy się każdy taki kon­flikt – zdo­by­ciem sto­licy prze­gra­nej strony i bez­wa­run­kową kapi­tu­la­cją.

Druga wojna świa­towa powinna się zakoń­czyć latem 1943 roku. Sytu­acja była wów­czas bar­dzo podobna do tej z jesieni 1918 roku, gdy doga­sała pierw­sza wojna świa­towa: w 1918 roku ska­pi­tu­lo­wały Buł­ga­ria, Tur­cja i Austro-Węgry. Nato­miast w 1943 roku – Wło­chy, czyli naj­waż­niej­szy sojusz­nik Rze­szy strze­gący jej połu­dnio­wej flanki.

Suk­cesy Wehr­machtu na fron­cie wschod­nim zostały zmar­no­wane, nie­mieccy cywile odczuli straszne skutki wojny – tym razem przy­czyną śmierci nie były głód i grypa hisz­panka, lecz masowe bom­bar­do­wa­nia: w Ham­burgu zgi­nęło pra­wie 50 tysięcy miesz­kań­ców, a milion ucie­kło z mia­sta. Rychłej kapi­tu­la­cji Trze­ciej Rze­szy ocze­ki­wali nie tylko jej prze­ciw­nicy, lecz także sojusz­nicy, któ­rzy roz­po­częli pierw­sze roz­mowy poko­jowe z alian­tami, pań­stwa neu­tralne, które zry­wały współ­pracę z Ber­li­nem, a nawet pań­stwa oku­po­wane: w Danii kola­bo­ra­cyjny rząd odmó­wił wyko­ny­wa­nia nie­miec­kich pole­ceń. Nawet sami Niemcy pró­bo­wali kana­łami dyplo­ma­tycz­nymi wyson­do­wać warunki, na jakich można by zakoń­czyć kon­flikt.

Prze­rwa­nia wojny chcieli w 1943 roku rów­nież Sowieci. Bitwa sta­lin­gradzka dzi­siaj przed­sta­wiana jako prze­ło­mowy moment wojny wcale nim nie była. W listo­pa­dzie 1942 roku Armii Czer­wo­nej udało się co prawda oto­czyć woj­ska Osi nad Wołgą, ale kon­ty­nu­owały one opór do lutego, zada­jąc Sowie­tom olbrzy­mie straty. Armia Czer­wona nie zdo­łała też powstrzy­mać ewa­ku­acji Niem­ców z Kau­kazu i doznała upo­ka­rza­ją­cej klę­ski pod Char­ko­wem. Tak wyglą­dała sytu­acja na połu­dnio­wym odcinku frontu. Ale prze­cież główne ude­rze­nie Sowieci prze­pro­wa­dzili – a raczej pró­bo­wali prze­pro­wa­dzić – w jego cen­tral­nej czę­ści. Tam, pod Rże­wem, mimo strat się­ga­ją­cych setek tysięcy zabi­tych czer­wo­no­ar­mi­stów mar­sza­łek Gie­or­gij Żukow nie zdo­łał się posu­nąć do przodu. Dzi­siaj o ope­ra­cji „Mars” wie­dzą jedy­nie nie­liczni – ta olbrzy­mia klę­ska była jed­nym z naj­bar­dziej chro­nio­nych sekre­tów Związku Sowiec­kiego. Podob­nie jak ope­ra­cja „Iskra” prze­pro­wa­dzona na pół­noc­nym odcinku frontu: tutaj straty rów­nież były gigan­tyczne, ale nie zdo­łano uwol­nić Lenin­gradu od oblę­że­nia.

Gdy prze­bieg wojny wska­zuje, że coraz trud­niej odno­sić suk­cesy – a w takiej sytu­acji zna­lazł się Zwią­zek Sowiecki wio­sną 1943 roku, zaś Niemcy latem 1943 roku – zada­niem dyplo­ma­tów jest wyne­go­cjo­wa­nie pokoju. Wbrew pozo­rom to wła­śnie zawar­cie pokoju, a nie znisz­cze­nie wroga, sta­nowi nor­malny koniec wojny. Wynika to nie tylko z prawa mię­dzy­na­ro­do­wego – cho­ciażby z obo­wią­zu­ją­cych w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej kon­wen­cji haskich – ale przede wszyst­kim ze zwy­cza­jów wojen­nych.

Zakoń­cze­nie wojny znisz­cze­niem wroga, a nie pod­pi­sa­niem pokoju jest sytu­acją wyjąt­kową. Nie­stety, histo­ria Pol­ski zawiera jeden z tych wyjąt­ków. 29 listo­pada 1830 roku wybu­chła w War­sza­wie rewo­lu­cja, która oba­liła króla. Był on jed­no­cze­śnie carem Rosji i na czele swo­jej armii naje­chał Pol­skę. Wojna pol­sko-rosyj­ska zakoń­czyła się kapi­tu­la­cją War­szawy i ewa­ku­acją rządu za gra­nicę, ale nie skoń­czyła się pod­pi­sa­niem trak­tatu poko­jo­wego.

Pro­pa­ganda rosyj­ska doło­żyła wielu sta­rań, by prze­ko­nać Pola­ków, że trak­tatu poko­jo­wego nie trzeba pod­pi­sy­wać. Zamiast ter­minu „wojna pol­sko-rosyj­ska 1831 roku” pro­pa­go­wano uży­wa­nie ter­minu „powsta­nie listo­pa­dowe”, a nazwę „Kró­le­stwo Pol­skie” zaczęto zastę­po­wać nazwą „Kraj Nad­wi­ślań­ski”. Nie­stety, obec­nie wielu Pola­ków wciąż ich używa, tak samo jak nie­wła­ści­wej nazwy „zabór rosyj­ski” zamiast „oku­po­wane Kró­le­stwo Pol­skie”. Nie­gdyś jed­nak pamię­tano o impon­de­ra­bi­liach. Nie­chęć Rosjan do pod­pi­sa­nia trak­tatu poko­jo­wego z Pol­ską była jedną z przy­czyn powsta­nia 1863 roku. Dużo póź­niej, bo w 1916 roku, gdy cesa­rzo­wie Fran­ci­szek Józef i Wil­helm II wydali Akt 5 listo­pada, stwier­dzili, że nie two­rzą Kró­le­stwa Pol­skiego, tylko koń­czą z rosyj­ską oku­pa­cją.

Dru­gim przy­pad­kiem jest wojna sece­syjna. Datę jej roz­po­czę­cia można wska­zać łatwo – to 12 kwiet­nia 1861 roku, gdy kon­fe­de­raci zaczęli ostrzał Fortu Sum­ter. Ale datę końca wska­zać już bar­dzo trudno: z reguły za koniec wojny uznaje się kapi­tu­la­cję armii gene­rała Roberta E. Lee pod Appo­mat­tox 9 kwiet­nia 1865 roku. W maju wciąż jesz­cze funk­cjo­no­wał rząd Kon­fe­de­ra­cji i trwały poważne walki, któ­rych zaprze­stano w czerwcu, a ostatni okręt – CSS „She­nan­doah” – opu­ścił ban­derę w paź­dzier­niku. Pre­zy­dent Abra­ham Lin­coln ogło­sił dekla­ra­cję zakoń­cze­nia wojny w sierp­niu 1866 roku, ale sta­nom połu­dnio­wym nie przy­wró­cono pod­mio­to­wo­ści: odby­wało się to stop­niowo do 1870 roku.

Te dwa przy­padki są naj­waż­niej­sze. Zade­cy­do­wały bowiem o postrze­ga­niu końca wojny w dzi­siej­szej Pol­sce i wpły­nęły na dru­go­wo­jenną poli­tykę ame­ry­kań­ską. W stycz­niu 1943 roku przy­wódcy państw alianc­kich spo­tkali się na kon­fe­ren­cji w Casa­blance. Jej głów­nym celem było usta­le­nie spo­so­bów pro­wa­dze­nia wojny przez Ame­ry­ka­nów i Bry­tyj­czy­ków, ale wydano rów­nież dekla­ra­cję, że alianc­kim celem jest bez­wa­run­kowa kapi­tu­la­cja Nie­miec, Włoch i Japo­nii.

Bez­wa­run­kowa kapi­tu­la­cja to autor­ski pomysł pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych Fran­klina Delano Roose­velta. Przede wszyst­kim chciał w ten spo­sób wzmoc­nić swoją pozy­cję we wła­snym kraju, sta­wia­jąc się na równi z Abra­ha­mem Lin­col­nem, pre­zy­den­tem z cza­sów wojny sece­syj­nej. Chciał rów­nież zachę­cić do wytrwa­nia w walce Zwią­zek Sowiecki. Na Zacho­dzie zda­wano sobie sprawę, że Józef Sta­lin roz­waża pod­pi­sa­nie sepa­ra­ty­stycz­nego pokoju z Trze­cią Rze­szą. Kolej­nym celem było zwią­za­nie z Ame­ryką państw alianc­kich, a także… osła­bie­nie Wiel­kiej Bry­ta­nii. Stany Zjed­no­czone pamię­tały bowiem, że zwy­cię­stwo w bie­żą­cej woj­nie sta­nowi tylko połowę suk­cesu – drugą jest zapew­nie­nie sobie prze­wagi w cza­sach powo­jen­nych. Koniecz­ność uzy­ska­nia bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji wro­gów ozna­czała dłuż­szą wojnę, którą mogła wytrzy­mać jedy­nie silna gospo­darka ame­ry­kań­ska.

Pre­mier Wiel­kiej Bry­ta­nii Win­ston Chur­chill zgo­dził się – acz­kol­wiek nie­zbyt chęt­nie – na dekla­ra­cję o dąże­niu do bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji państw Osi. Obiek­cje zgła­szali rów­nież dyplo­maci i gene­ra­ło­wie, także ame­ry­kań­scy. Mieli bowiem świa­do­mość, że może to ozna­czać wzrost oporu wro­gów i prze­dłu­żyć wojnę. Począt­kowo wyda­wało się, że ich obiek­cje są bez­za­sadne: latem 1943 roku Wło­chy dość skwa­pli­wie przy­jęły „bez­wa­run­kowe” warunki alian­tów i ska­pi­tu­lo­wały. Niemcy jed­nak nie byli tak racjo­nalni i posta­no­wili unik­nąć bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji: ozna­czało to walkę do końca, do momentu, aż w Niem­czech nie pozo­sta­nie kamień na kamie­niu.

Latem 1943 roku nie udało się dopro­wa­dzić do bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji Nie­miec (cho­ciaż kapi­tu­lo­wały Wło­chy). Trze­cia Rze­sza opa­no­wała kry­zys. Dywa­nowe bom­bar­do­wa­nia nie zła­mały morale cywi­lów, przy­wo­łano do porządku waha­ją­cych się sojusz­ni­ków i nie­po­słusz­nych kola­bo­ran­tów, opa­no­wano sytu­ację na Bał­ka­nach i ode­brano zajęte przez Bry­tyj­czy­ków wyspy Morza Egej­skiego, powstrzy­mano ofen­sywę alian­tów w Ita­lii, a na fron­cie wschod­nim Armia Czer­wona nie zdo­łała znisz­czyć Wehr­machtu – nawet korzy­sta­jąc ze swo­jej olbrzy­miej prze­wagi. W tej sytu­acji wojna musiała trwać na­dal.

Co prawda w 1944 roku pre­zy­dent Fran­klin Delano Roose­velt wciąż twier­dził, że trzeba zmu­sić Niem­ców do bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji, ale z dużo mniej­szym prze­ko­na­niem niż kil­ka­na­ście mie­sięcy wcze­śniej. Jego współ­pra­cow­nicy – zarówno cywilni, jak i woj­skowi – prze­ko­ny­wali go, że nie jest to opty­malne roz­wią­za­nie i w spe­cy­ficz­nej sytu­acji można by się poku­sić o nego­cja­cje. Żąda­nia bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji prze­stały być potrzebne Ame­ry­ka­nom w sto­sun­kach z jej sojusz­ni­kami: Moskwa nie zamie­rzała pod­pi­sy­wać sepa­ra­ty­stycz­nego pokoju, Wielka Bry­ta­nia nie pro­wa­dziła już nie­mal samo­dziel­nej poli­tyki, a Fran­cja – wciąż potężna dzięki kolo­niom – stała się pro­tek­to­ra­tem Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Kolejna oka­zja szyb­kiego zakoń­cze­nia dru­giej wojny świa­to­wej nada­rzyła się latem 1944 roku. Sytu­acja Trze­ciej Rze­szy była wów­czas kata­stro­falna, o wiele gor­sza niż rok wcze­śniej i nie­po­rów­ny­wal­nie gor­sza niż jesie­nią 1918 roku, gdy doga­sała pierw­sza wojna świa­towa. Wyzwo­lona przez Pola­ków War­szawa byłaby waż­nym argu­men­tem w budo­wa­niu powo­jen­nej Europy.

Czy zamach na Hitlera był szansą na szybkie i sprawiedliwe zakończenie wojny?

20 lipca 1944 roku nie­mieccy bojow­nicy o wol­ność i demo­kra­cję prze­pro­wa­dzili zamach na Hitlera. Nie­stety, nie powiódł się. Gdyby jed­nak tak się stało, wojna zosta­łaby bły­ska­wicz­nie zakoń­czona, a na świe­cie zapa­no­wa­łyby powszechny pokój i szczę­śli­wość.

Latem 1944 roku sytu­acja mili­tarna Trze­ciej Rze­szy była kata­stro­falna. W maju – po bitwie pod Monte Cas­sino – alianci prze­ła­mali nie­miec­kie pozy­cje obronne na Pół­wy­spie Ape­niń­skim i bły­ska­wicz­nie ruszyli na pół­noc. 6 czerwca roz­po­częło się lądo­wa­nie w Nor­man­dii, a Niem­com nie udało się wepchnąć wojsk bry­tyj­skich i ame­ry­kań­skich do morza. Alianc­kie lot­nic­two pano­wało nad nie­miec­kim nie­bem, nie­miecka flota – także pod­wodna – została zneu­tra­li­zo­wana, woj­ska lądowe pono­siły porażki. (Naj­więk­sza – ale do dziś pozo­sta­jąca w cie­niu innych wyda­rzeń – miała jed­nak dopiero nadejść: w sierp­niu alianci wylą­do­wali na połu­dniu Fran­cji i w ciągu kilku tygo­dni wyeli­mi­no­wali z walki, nie tocząc zresztą cięż­kich bojów, ponad ćwierć miliona żoł­nie­rzy nie­miec­kich).

Porażki mili­tarne miały wpływ na sytu­ację gospo­dar­czą i poli­tyczną. Sojusz­nicy Trze­ciej Rze­szy albo już porzu­cili jej sprawę, albo zamie­rzali to nie­ba­wem uczy­nić. Przed koń­cem lata 1944 roku u boku Trze­ciej Rze­szy pozo­sta­wały jedy­nie Chor­wa­cja i Węgry, a i to tylko dla­tego, że oba pań­stwa były oku­po­wane przez Wehr­macht. Także kraje neu­tralne prze­sta­wały być neu­tral­nymi pod wpły­wem naci­sków ze strony Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Wiel­kiej Bry­ta­nii. Miało to wymiar gospo­dar­czy: Hisz­pa­nia, Szwe­cja i Tur­cja zry­wały kon­trakty han­dlowe z Trze­cią Rze­szą, wstrzy­mu­jąc dostawy surow­ców stra­te­gicz­nych, bez któ­rych fabryki nie mogły pro­du­ko­wać uzbro­je­nia. Fabryki zresztą nie dzia­łały naj­le­piej – nie dla­tego, że bom­bar­do­wali je alianci, ale że zde­wa­sto­wana była nie­miecka sieć komu­ni­ka­cyjna.

Na fron­cie wschod­nim sprawy rów­nież szły fatal­nie dla Niem­ców. 23 czerwca roz­po­częło się kolejne z wiel­kich ude­rzeń Józefa Sta­lina (po woj­nie poja­wiła się legenda o dzie­się­ciu sta­li­now­skich ude­rze­niach; nie zali­czono do nich jed­nak tych, które zostały odparte przez Niem­ców, Rumu­nów i Finów). Poprzed­nie albo grzę­zły w pozy­cjach obron­nych wojsk Osi – tak jak wio­senne ude­rze­nie na Rumu­nię, albo dopro­wa­dzały do mniej­szych lub więk­szych zmian prze­biegu frontu – tak jak wio­senne ude­rze­nia w Ukra­inie i połu­dniowo-wschod­niej Pol­sce. W Moskwie spo­dzie­wano się, że kolejna ope­ra­cja – nosząca kryp­to­nim „Bagra­tion” – przy­nie­sie podobne rezul­taty i dopro­wa­dzi do prze­su­nię­cia frontu o kolejne kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów na zachód.

Tym­cza­sem roz­po­częta 22 czerwca 1944 roku ope­ra­cja poto­czyła się ina­czej. Spa­dła bowiem na nie­miecką Grupę Armii „Śro­dek” – osła­bioną wysła­niem znacz­nej czę­ści swo­ich for­ma­cji na zachód – i dopro­wa­dziła do jej dez­in­te­gra­cji oraz bły­ska­wicz­nego zaję­cia wschod­niej Pol­ski. Wynik ten zasko­czył samych Rosjan, któ­rzy – mimo natych­mia­sto­wego wysła­nia rezerw prze­zna­czo­nych na połu­dniowy odci­nek frontu – nie byli w sta­nie wyko­rzy­stać suk­cesu „Bagra­tion”. Co wię­cej, Moskwa zde­cy­do­wała, by główny wysi­łek skie­ro­wać na pół­noc, a nie na zachód. Armia Czer­wona nie zdo­łała jed­nak dotrzeć do Bał­tyku.

W Ber­li­nie zda­wano sobie sprawę z sytu­acji, choć jesz­cze nie wszy­scy dostrze­gali kata­strofę. Przy­wódcy Nie­miec wywo­dzący się z par­tii nazi­stow­skiej byli mili­tar­nymi anal­fa­be­tami i widzieli jedy­nie to, że wojna lądowa wciąż toczy się poza tery­to­rium Rze­szy. Rozu­mieli rów­nież, iż koniec kon­fliktu będzie ozna­czał wewnętrzne roz­li­cze­nia i naj­praw­do­po­dob­niej dopro­wa­dzi do odsu­nię­cia NSDAP od wła­dzy. Byli gotowi uczy­nić wszystko, by ją utrzy­mać za każdą cenę – tym bar­dziej że to nie oni mieli ją pła­cić, lecz ich pod­dani. Cena oka­zała się bar­dzo wysoka: 50 pro­cent wojen­nych nie­miec­kich strat przy­pa­dło na ostatni rok walk, od czerwca 1944 roku do maja 1945 roku.

O ile nazi­stow­scy przy­wódcy Nie­miec nie chcieli zawrzeć pokoju, o tyle pra­gnęli tego nienazi­stow­scy przy­wódcy Nie­miec. Trze­cia Rze­sza wcale nie była jed­no­lita poli­tycz­nie, a lewi­co­wość par­tii nazi­stow­skiej szcze­gól­nie nie podo­bała się przed­sta­wi­cie­lom pra­wej strony nie­miec­kiej sceny poli­tycz­nej, przede wszyst­kim ary­sto­kra­tom oraz ofi­ce­rom. Ary­sto­kraci nie wzbo­ga­cili się na woj­nie tak jak prze­my­słowcy, a wielu ofi­ce­rów oba­wiało się, że armia nie­miecka straci na zna­cze­niu na rzecz SS. Powstały więc dwa zna­czące śro­do­wi­ska opo­zy­cyjne – Krąg z Krzy­żo­wej (Kre­isauer Kreis) sku­piał ary­sto­kra­cję, a w armii funk­cjo­no­wała opo­zy­cja, na któ­rej czoło wysu­nął się gene­rał Hen­ning von Tre­sc­kow.

Oba te śro­do­wi­ska utrzy­my­wały ze sobą kon­takt i uznały, że wojnę można zakoń­czyć pod­pi­sa­niem pokoju. Jedyną prze­szkodę w reali­za­cji tego celu sta­no­wili według nich Adolf Hitler i par­tia NSDAP. Aby roz­po­cząć roz­mowy poko­jowe, nale­żało więc odsu­nąć ich od wła­dzy. Opo­zy­cjo­ni­ści byli jed­nak świa­domi, że jedy­nym spo­so­bem odsu­nię­cia Hitlera od wła­dzy jest jego fizyczna likwi­da­cja.

Prze­pro­wa­dze­nia zama­chu na Hitlera pod­jął się pod­puł­kow­nik Claus von Stauf­fen­berg. Próbę pod­jął 20 lipca 1944 roku, ale nie­sku­tecz­nie – zawio­dły go nerwy. Uzbroił tylko jedną z dwóch bomb, które prze­no­sił w teczce, i opu­ścił kwa­terę Hitlera, nie wie­dząc, jakie rezul­taty przy­nio­sła eks­plo­zja. Oka­zało się, że teczka z bombą została przy­pad­kowo prze­su­nięta za masywną nogę stołu, co osło­niło Hitlera przed słab­szym, niż zapla­no­wano, wybu­chem.

Na wia­do­mość o śmierci Führera spi­skowcy mieli ogło­sić w Ber­li­nie stan wyjąt­kowy, a wła­dzę prze­ję­łaby armia. SS i NSDAP odsu­nięto by siłą na boczny tor, a stery pań­stwa prze­ję­liby kon­spi­ra­to­rzy. Plan ten zaczęto wpro­wa­dzać w życie rów­nie nie­umie­jęt­nie, jak doko­ny­wano zama­chu na Hitlera. Gdyby nie to, że póź­niej­sze repre­sje dopro­wa­dziły do śmierci około pię­ciu tysięcy osób, można by wyda­rze­nia z 20 lipca okre­ślić jako slap­stic­kową kome­dię omy­łek.

Nie wia­domo, czy likwi­da­cja Hitlera i odsu­nię­cie od wła­dzy NSDAP przy­nio­słyby ocze­ki­wane przez spi­skow­ców skutki, czy alianci zgo­dzi­liby się na roz­mowy poko­jowe. Warto jed­nak przed­sta­wić nie­miec­kie ocze­ki­wa­nia. Otóż więk­szość opo­zy­cjo­ni­stów uwa­żała, że powo­jenne Niemcy powinny mieć gra­nice sprzed 1914 roku, i to wraz z posia­dło­ściami daw­nej habs­bur­skiej Austrii. W 1944 roku – mimo pora­żek na fron­cie – Trze­cia Rze­sza wciąż kon­tro­lo­wała te tereny, a także wiele innych, z któ­rych spi­skowcy wiel­ko­dusz­nie chcieli się wyco­fać.

W gra­ni­cach powo­jen­nych Nie­miec miały więc się zna­leźć Alza­cja i Lota­ryn­gia, Austria, znaczna część Czech (Sude­ten­land, Kraj Sude­tów) oraz Śląsk, Wiel­ko­pol­ska i Pomo­rze. Jeśli cho­dzi o sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie, spi­skowcy byli podzie­leni w swo­ich opi­niach. Poja­wiały się co prawda głosy, że żąda­nia są zbyt daleko idące, ale nie­któ­rzy chcieli jesz­cze wię­cej. Frie­drich-Wer­ner von der Schu­len­burg – ostatni amba­sa­dor Nie­miec w Moskwie, współ­au­tor paktu Hitler–Sta­lin z 23 sierp­nia 1939 roku – obsta­wał przy tym, by cała Pol­ska została anek­to­wana przez Niemcy, a gra­nica z Rosją prze­bie­gała na Wiśle, tak jak wyne­go­cjo­wał to w 1939 roku.

Obec­nie nie­miecka opo­zy­cja z 20 lipca – i cywilna, i woj­skowa – przed­sta­wiana jest jako plu­ra­li­styczna i tole­ran­cyjna grupa miłu­ją­cych pokój obroń­ców demo­kra­cji i praw czło­wieka, któ­rzy dali przy­kład poro­zu­mie­wa­nia się i owoc­nej współ­pracy mimo róż­nic świa­to­po­glą­do­wych i reli­gij­nych. Więk­szość z nich pre­zen­to­wała jed­nak rasi­stow­ski fana­tyzm.

Hen­ning von Tre­sc­kow brał aktywny udział w akcji „Heu­ak­tion” pole­ga­ją­cej na pory­wa­niu i ger­ma­ni­zo­wa­niu pol­skich dzieci. Te, które pozy­tyw­nie prze­szły selek­cję, prze­wo­żono do nie­miec­kich sie­ro­ciń­ców. Nato­miast dzieci uznane przez nazi­stow­skich spe­cja­li­stów za nie­peł­no­war­to­ściowe rasowo miały mniej szczę­ścia i tra­fiały do nie­miec­kich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych w Auschwitz i Kulm­hof w Chełm­nie nad Nerem.

„Demo­krata” Claus von Stauf­fen­berg przed­sta­wiał zaś w swo­jej pry­wat­nej kore­spon­den­cji nastę­pu­jącą opi­nię o Pola­kach: „Miej­scowa lud­ność to nie­wia­ry­godny motłoch, bar­dzo dużo Żydów i mie­szań­ców. Naród, który dobrze się czuje jedy­nie pod knu­tem. Tysiące jeń­ców przy­czy­nią się na pewno do roz­woju naszego rol­nic­twa. W Niem­czech staną się uży­teczni, pilni, pra­co­wici i nie­wy­ma­ga­jący”1.

Nawet gdyby zamach z 20 lipca 1944 roku powiódł się, nie ozna­cza­łoby to istot­nej zmiany w nie­miec­kiej poli­tyce, a w poli­tyce wobec Pol­ski – żad­nej. Nazi­stow­skich ban­dy­tów w bru­nat­nych koszu­lach zastą­pi­łaby czarna sot­nia. Eli­mi­na­cja Hitlera mogłaby jed­nak dopro­wa­dzić do roz­po­czę­cia roz­mów poko­jo­wych, które nie­ko­niecz­nie przy­ję­łyby korzystny dla Pol­ski prze­bieg. W takiej sytu­acji War­szawa opa­no­wana przez Armię Kra­jową mogłaby się stać waż­nym argu­men­tem prze­tar­go­wym pod­czas ewen­tu­al­nych roz­mów poko­jo­wych.

T.P.

Czy losy Polski zostały ustalone już w 1943 roku na konferencji w Teheranie?

Co prawda spo­sób, w jaki mocar­stwa usta­liły kształt powo­jen­nej Europy, nazywa się porząd­kiem jał­tań­skim, ale Pol­ska została oddana Sowie­tom nie w Jał­cie w 1944 roku, lecz dużo wcze­śniej: w Tehe­ra­nie, już w roku 1943. Próby zmiany sytu­acji przez Pola­ków w roku 1944 były więc pozba­wione sensu.

Kon­fe­ren­cja w Tehe­ra­nie trwała od 28 listo­pada do 1 grud­nia 1943 roku. Warto zwró­cić uwagę na daty. Sowieci ogło­sili wła­śnie wiel­kie zwy­cię­stwo: Armia Czer­wona zajęła Kijów i zda­wało się, że nie­po­wstrzy­ma­nie idzie na zachód. Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie nie mieli się czym pochwa­lić – we Wło­szech ich woj­ska utknęły pod Monte Cas­sino, próba ude­rze­nia na Bał­kany została powstrzy­mana jesz­cze na wyspach Dode­ka­nezu, ofen­sywa bom­bowa stra­ciła impet i wyglą­dało, że na Pacy­fiku rów­nież nic się nie dzieje.

Tehe­ran jest sto­licą Iranu, pań­stwa zaję­tego zbroj­nie w sierp­niu 1941 roku przez Bry­tyj­czy­ków i Sowie­tów, a następ­nie zmu­szo­nego do wypo­wie­dze­nia wojny Niem­com. Cho­ciaż jako powód ich najazdu Moskwa i Lon­dyn poda­wały sym­pa­tię Irań­czy­ków wobec Trze­ciej Rze­szy, te życz­liwe uczu­cia sta­no­wiły tylko wymysł pro­pa­gandy. Rząd Iranu dekla­ro­wał chęć współ­pracy z Bry­tyj­czy­kami – a nawet z Rosja­nami – zarówno przed inwa­zją, jak i po niej. Inwa­zja nie była więc potrzebna.

Na miej­sce spo­tka­nia został wybrany Tehe­ran, ponie­waż Józef Sta­lin oba­wiał się lata­nia samo­lo­tem oraz tego, że jego zbyt długa nie­obec­ność w kraju może się zakoń­czyć utratą wła­dzy. Podobny pro­blem wynik­nął rów­nież w samym Tehe­ranie: póź­nym wie­czo­rem w przed­dzień kon­fe­ren­cji Sowieci poin­for­mo­wali Bry­tyj­czy­ków oraz Ame­ry­ka­nów, że Niemcy szy­kują zamach na wszyst­kich obec­nych tam przy­wód­ców. Poja­wiła się więc suge­stia, by pre­zy­dent Fran­klin Delano Roose­velt zamiesz­kał w amba­sa­dzie bry­tyj­skiej lub sowiec­kiej. (Sta­no­wiły one w grun­cie rze­czy odrębne dziel­nice, tak jak obecna Amba­sada Rosyj­ska w War­sza­wie, a posel­stwo ame­ry­kań­skie było małe i odda­lone). Roose­velt wybrał amba­sadę sowiecką.

W latach osiem­dzie­sią­tych XX wieku Fran­cuzi i Sowieci wypro­du­ko­wali film Tehe­ran 43 przed­sta­wia­jący kulisy zama­chu. Zain­spi­ro­wał on dys­ku­sję o tym, czy wywiad sowiecki prze­chy­trzył Ame­ry­ka­nów. Dzi­siaj wiemy już, że było na odwrót: Ame­ry­ka­nie dosko­nale zda­wali sobie sprawę, iż sytu­acja została ukar­to­wana. Posta­no­wili ją wyko­rzy­stać i oszu­kać Sowie­tów, a także – może nawet w więk­szym stop­niu – Bry­tyj­czy­ków. Przy oka­zji: Tehe­ran 43 był w 1981 roku wiel­kim prze­bo­jem sowiec­kich kin, obej­rzało go 47,5 miliona widzów. We Fran­cji oka­zał się klapą, zgro­ma­dził w kinach dokład­nie 94 335 widzów.

Powo­jenny kształt Europy zwy­kło się okre­ślać porząd­kiem jał­tań­skim – przez lata wie­rzono, że został on usta­lony na kon­fe­ren­cji w Jał­cie w 1945 roku. Wraz z upad­kiem Związku Sowiec­kiego – co zbie­gło się w cza­sie z odtaj­nie­niem wielu doku­men­tów w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych – histo­rycy zauwa­żyli, że tak naprawdę naj­waż­niej­sze decy­zje pod­jęto jesz­cze w Tehe­ra­nie. Nie do końca jest to jed­nak prawdą. Otóż kon­fe­ren­cja doty­czyła nie­mal wyłącz­nie bie­żą­cych spraw woj­sko­wych, a sprawy poli­tyczne oma­wiano nie­ofi­cjal­nie. Co wię­cej: wiele decy­zji pod­ję­tych w 1943 roku nie prze­trwało próby czasu i nie zostało potwier­dzo­nych w roku 1945. Nato­miast fak­tem jest, że nie­które opi­nie wyra­żane w Tehe­ra­nie o kwe­stii pol­skiej zostały póź­niej potwier­dzone w Jał­cie.

Kon­fe­ren­cja w Tehe­ra­nie była przede wszyst­kim roz­grywką Sta­lina i Roose­velta prze­ciwko Chur­chil­lowi. Pre­mier Wiel­kiej Bry­ta­nii chciał, by drugą wojnę świa­tową – tak samo jak pierw­szą – zakoń­czyć ude­rze­niem na Bał­ka­nach. Wypro­wa­dzi­łoby to alianc­kie woj­ska na tyły Wehr­machtu wal­czą­cego na fron­cie wschod­nim i przy­wró­ciło zna­cze­nie Wiel­kiej Bry­ta­nii w Euro­pie Środ­ko­wej. Był to naj­szyb­szy spo­sób zakoń­cze­nia wojny, ale nie odpo­wia­dał on ani Ame­ry­ka­nom, ani Sowie­tom.

Moskwa bez pomocy sojusz­ni­ków pra­gnęła opa­no­wać Europę Środ­kową oraz przede wszyst­kim Bał­kany: dostęp do Bos­foru i Dar­da­neli to marze­nie zarówno carów, jak i wład­ców Rosji sowiec­kiej. Sta­lin chciał w ten spo­sób zagar­nąć te zie­mie i zająć pozy­cję Wiel­kiej Bry­ta­nii w Euro­pie Środ­ko­wej. Ame­ry­ka­nie rów­nież chcieli zastą­pić Bry­tyj­czy­ków w roli mocar­stwa – nie zale­żało im na wzmoc­nie­niu pozy­cji Lon­dynu, gdyż woleli sami zostać wyzwo­li­cie­lami Fran­cji. Nie pla­no­wali lądo­wa­nia na Bał­ka­nach, które wspar­łoby przed­wo­jen­nych bry­tyj­skich sojusz­ni­ków. Z per­spek­tywy Roose­velta druga wojna świa­towa miała dopro­wa­dzić do likwi­da­cji euro­pej­skich mocarstw kolo­nial­nych – czyli Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii. Jego poli­tyka była więc zbieżna z poli­tyką Sta­lina. Wspólna kwa­tera w amba­sa­dzie sowiec­kiej pozwo­liła nawią­zać nić sym­pa­tii i współ­pracę mię­dzy przy­wód­cami ZSRS i USA.

Usta­le­nia kon­fe­ren­cji w Tehe­ra­nie były więc nie tyle wyni­kiem sta­rań Józefa Sta­lina, ile efek­tem roz­grywki mię­dzy pre­zy­den­tem Fran­kli­nem Delano Roose­vel­tem a pre­mie­rem Win­sto­nem Chur­chil­lem. Przez trzy dni dys­ku­to­wano przede wszyst­kim o bar­kach desan­to­wych i ich licz­bie na Pacy­fiku, Morzu Śród­ziem­nym oraz Atlan­tyku. Osta­tecz­nie zde­cy­do­wano, że jed­nak jest ich zbyt mało, by prze­pro­wa­dzić jed­no­cze­sne desanty, i zre­zy­gno­wano z aktyw­no­ści na Morzu Śród­ziem­nym. Była to oczy­wi­sta porażka Bry­tyj­czy­ków. Win­ston Chur­chill dostał jed­nak nagrodę pocie­sze­nia: obiet­nicę powrotu do pla­nów bał­kań­skich, jeśli Tur­cja zde­cy­duje się czyn­nie poprzeć alian­tów. Ni­gdy to nie nastą­piło.

Roz­wa­ża­nia poli­tyczne doty­czyły utwo­rze­nia Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych z Radą Bez­pie­czeń­stwa skła­da­jącą się z wiel­kiej trójki oraz Chin, ale bez Fran­cji. Roose­velt stwier­dził, że narody bał­tyc­kie muszą wyra­zić swoją wolę i na tej pod­sta­wie zostaną suwe­renne albo włą­czone w skład ZSRS. Przy­jęto rów­nież do wia­do­mo­ści – Sta­lin pod­szedł do tego wprost entu­zja­stycz­nie – ame­ry­kań­ski pomysł na powo­jenne Niemcy. Miały zostać podzie­lone na pięć lub sześć państw, a stra­te­giczne punkty – m.in. Zagłę­bie Ruhry, Zagłę­bie Saary, Kanał Kiloń­ski – oddane pod kon­trolę Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych.

Pomy­sły te nie zostały zre­ali­zo­wane. W zamian za to, nie­stety, pod­trzy­mano część pro­po­zy­cji doty­czą­cych Pol­ski. Zaak­cep­to­wano linię Cur­zona jako wschod­nią gra­nicę Rze­czy­po­spo­li­tej wraz z odszko­do­wa­niem w postaci nabyt­ków na zacho­dzie aż po linię Odry. Warto jed­nak pamię­tać, że ani linia Cur­zona, ani linia Odry nie zostały dokład­nie wyzna­czone. Dopiero w 1945 roku oka­zało się, że zmiany na wscho­dzie były bar­dzo nie­ko­rzystne dla Pol­ski, nato­miast nabytki na zacho­dzie – zaska­ku­jąco duże. Naj­waż­niej­sze jed­nak stało się pod­po­rząd­ko­wa­nie poli­tyczne Rze­czy­po­spo­li­tej Sowie­tom, prze­ciwko czemu aku­rat Win­ston Chur­chill sta­now­czo opo­no­wał w Tehe­ra­nie.

Jedyne for­malne irań­skie usta­le­nie doty­czące Pol­ski było takie, że tery­to­rium Rze­czy­po­spo­li­tej zna­la­zło się w sowiec­kiej stre­fie ope­ra­cyj­nej. Jed­nak pod­czas zaku­li­so­wych roz­mów wypły­nęły inne pomy­sły doty­czące powo­jen­nych losów Pol­ski. Wszystko zale­żało od tego, jak poto­czą się dzia­ła­nia na fron­cie w 1944 roku – ewen­tu­alne suk­cesy Armii Czer­wo­nej ozna­czały dla suwe­ren­nej Rze­czy­po­spo­li­tej wyrok śmierci.

T.P.

Armia Krajowa była organizacją konspiracyjną czy jedną z trzech polskich armii?

Armia Kra­jowa oraz jej poprzed­nik – Zwią­zek Walki Zbroj­nej – były bar­dzo sku­tecz­nymi orga­ni­za­cjami kon­spi­ra­cyj­nymi. Silne liczeb­nie i dobrze zor­ga­ni­zo­wane sta­no­wiły poważne zagro­że­nie dla Niem­ców.

Naj­bar­dziej znaną pol­ską orga­ni­za­cją kon­spi­ra­cyjną cza­sów pierw­szej wojny świa­to­wej była Pol­ska Orga­ni­za­cja Woj­skowa. Miała bar­dzo zróż­ni­co­wany cha­rak­ter. Powstała w 1914 roku i gru­po­wała zwo­len­ni­ków Józefa Pił­sud­skiego na zie­miach pod oku­pa­cją rosyj­ską. Po wyco­fa­niu się Rosjan stała się pół­jawną for­ma­cją para­mi­li­tarną współ­pra­cu­jącą z Niem­cami i Austria­kami odbu­do­wu­ją­cymi Kró­le­stwo Pol­skie. W 1917 roku nastą­pił jed­nak kry­zys przy­się­gowy (odmowa przy­sięgi na wier­ność cesa­rzom nie­miec­kiemu i austriac­kiemu przez pol­skie Legiony) – Niemcy inter­no­wali nie­mal wszyst­kich zwo­len­ni­ków Józefa Pił­sud­skiego i w prak­tyce roz­bili POW. Odbu­do­wał ją Edward Śmi­gły-Rydz, znacz­nie zwięk­sza­jąc liczeb­ność orga­ni­za­cji i nada­jąc jej zupeł­nie inny cha­rak­ter: pod­ziem­nej armii, która miała prze­pro­wa­dzić zbrojne powsta­nie. Swój cel zre­ali­zo­wała w listo­pa­dzie 1918 roku – peowiacy stali się wów­czas żoł­nie­rzami Woj­ska Pol­skiego i funk­cjo­na­riu­szami Poli­cji Pań­stwo­wej. Struk­tury POW wciąż jesz­cze ist­niały, ale znów zmie­niła się ich rola – teraz zaj­mo­wały się przede wszyst­kim pracą wywia­dow­czą, zwłasz­cza na wscho­dzie.

Pol­ska Orga­ni­za­cja Woj­skowa stała się wzo­rem dla utwo­rzo­nej już we wrze­śniu 1939 roku Służby Zwy­cię­stwu Pol­sce. Po nie­spełna dwóch mie­sią­cach SZP została roz­wią­zana i zastą­pił ją Zwią­zek Walki Zbroj­nej. Zmiana miała cha­rak­ter poli­tyczny: SZP zor­ga­ni­zo­wano na pod­sta­wie wytycz­nych mar­szałka Śmi­głego-Rydza, co nie odpo­wia­dało nowemu pre­mie­rowi i wodzowi naczel­nemu, gene­ra­łowi Wła­dy­sła­wowi Sikor­skiemu.

Zwią­zek Walki Zbroj­nej oka­zał się jed­nak tylko fasadą. Odsu­nię­cie przez Sikor­skiego sana­cyj­nych kon­spi­ra­to­rów, któ­rzy zdo­by­wali doświad­cze­nie pod­czas poprzed­niej wojny, w cza­sach pokoju prze­szli szko­le­nie spe­cja­li­styczne oraz korzy­stali z przy­go­to­wa­nych przed 1939 rokiem finan­sów i kon­tak­tów ope­ra­cyj­nych, było tra­gicz­nym błę­dem. Nie udało się utrzy­mać jed­no­li­tej kon­spi­ra­cji na wzór POW, powstało nato­miast całe mnó­stwo taj­nych orga­ni­za­cji, które należy nazwać śro­do­wi­sko­wymi.

Kon­spi­ra­cję woj­skową two­rzyli przede wszyst­kim pod­ofi­ce­ro­wie, bowiem więk­szość ofi­ce­rów pozo­stała w nie­miec­kich obo­zach jeniec­kich, nato­miast sze­re­go­wym i pod­ofi­ce­rom pozwo­lono wró­cić do domów. Co gor­sza, kon­spi­ra­cja woj­skowa była podzie­lona – nie­mal w każ­dym przed­wo­jen­nym gar­ni­zo­nie ist­niała odrębna orga­ni­za­cja.

Kon­spi­ra­cję cywilną two­rzyli nato­miast dzia­ła­cze par­tyjni, korzy­sta­jąc z przed­wo­jen­nych bojó­wek. Stąd też naj­więk­szą liczeb­ność miały: Chłop­ska Straż wywo­dząca się z Pol­skiego Stron­nic­twa Ludo­wego, Naro­dowa Orga­ni­za­cja Woj­skowa wywo­dząca się ze Stron­nic­twa Naro­do­wego oraz Gwar­dia Ludowa wywo­dząca się z Pol­skiej Par­tii Socja­li­stycz­nej. (Nie należy jej mylić z komu­ni­styczną Gwar­dią Ludową – agenci sowieccy ukra­dli tę nazwę, by wpro­wa­dzić w błąd zwo­len­ni­ków PPS-u).

Naj­bar­dziej aktywne i naj­sku­tecz­niej­sze były śro­do­wi­ska sana­cyjne – wzgar­dzone i wyrzu­cone poza obręb Związku Walki Zbroj­nej przez gene­rała Sikor­skiego. Ich orga­ni­za­cja nie miała ofi­cjal­nej nazwy, ale dziś okre­śla się ją mia­nem Musz­kie­te­rów. Nie pod­po­rząd­ko­wali się gene­ra­łowi Sikor­skiemu, tylko utrzy­my­wali bez­po­śred­nie kon­takty z wywia­dem bry­tyj­skim. Oka­zało się to dość istotne.

Pod koniec 1940 roku kon­spi­ra­cja w Pol­sce została roz­bita. Ze względu na upa­dek Fran­cji znacz­nie zma­lały wpływy gene­rała Sikor­skiego. Owocna, nie­stety, oka­zała się współ­praca NKWD z gestapo. Ważny był rów­nież brak doświad­cze­nia kon­spi­ra­cyj­nego. Ruszyły masowe aresz­to­wa­nia, a szcze­gól­nie duże straty ponio­sły koja­rzona z lewicą Pol­ska Ludowa Akcja Nie­pod­le­gło­ściowa oraz koja­rzona z pra­wicą Naro­dowa Orga­ni­za­cja Woj­skowa.

Pró­bu­jąc odzy­skać auto­ry­tet, Zwią­zek Walki Zbroj­nej zde­cy­do­wał się prze­pro­wa­dzić wido­wi­skową akcję likwi­da­cji Igo Syma – przed­wo­jen­nego aktora i nie­sa­mo­wi­cie popu­lar­nego cele­bryty, który stał się nie­miec­kim kola­bo­ran­tem. Egze­ku­cję wyko­nano 7 marca 1941 roku. Nie­miecki odwet był na tyle surowy – aresz­to­wano ponad setkę osób, część z nich roz­strze­lano, część wywie­ziono do Auschwitz – że przez kolejny rok Polacy powstrzy­my­wali się przed wyko­ny­wa­niem podob­nych akcji likwi­da­cyj­nych.

Odbu­dowa pol­skiej kon­spi­ra­cji nastą­piła w dru­giej poło­wie 1941 roku. Wpły­nęło na to kilka czyn­ni­ków. Coraz więk­szą sku­tecz­ność wyka­zy­wała Dele­ga­tura Rządu na Kraj – cywilny nurt kon­spi­ra­cji bez­po­śred­nio zwią­zany z pre­mie­rem Sikor­skim. Zmarł mar­sza­łek Edward Śmi­gły-Rydz, który przy­był do kraju, chcąc odbu­do­wać kon­spi­ra­cję sana­cyjną i stwo­rzyć POW 2. Wresz­cie w czerwcu roz­po­częła się wojna nie­miecko-sowiecka i Bry­tyj­czycy uznali, że należy połą­czyć wysiłki Musz­kie­te­rów z wysił­kami wywiadu ZWZ.

Istotne były rów­nież zmiany orga­ni­za­cyjno-finan­sowe. Do końca 1941 roku kon­spi­ra­cja w Pol­sce korzy­stała głów­nie z zaso­bów kra­jo­wych. Łącz­ność mię­dzy kra­jem a rzą­dem nie funk­cjo­no­wała naj­le­piej (ale funk­cjo­no­wała; na przy­kład bel­gij­ski rząd na wychodź­stwie nawią­zał łącz­ność z kon­spi­ra­cją w swoim kraju dopiero w 1944 roku!). Teraz się to zmie­niło. Bry­tyj­czycy zor­ga­ni­zo­wali komórkę wywiadu Spe­cial Ope­ra­tions Exe­cu­tive (Kie­row­nic­two Ope­ra­cji Spe­cjal­nych), która w 1941 roku zaczęła sku­tecz­nie dzia­łać. Od listo­pada 1941 roku Bry­tyj­czycy i Polacy prze­rzu­cali nad Wisłę cicho­ciem­nych (pol­scy żoł­nie­rze prze­szko­leni na Zacho­dzie do walki kon­spi­ra­cyj­nej). Każdy z nich wiózł roz­kazy, potrzebny sprzęt oraz pie­nią­dze. Naj­więk­sze zna­cze­nie miały dzia­ła­nia na rzecz frontu wschod­niego – akcja dywer­syjna „Wachlarz”. W 1942 roku została do niej skie­ro­wana połowa cicho­ciem­nych i połowa budżetu nowo utwo­rzo­nej Armii Kra­jo­wej: 8 milio­nów ówcze­snych dola­rów. Dzi­siej­sza war­tość tej sumy opiewa na ponad 162 miliony dzi­siej­szych dola­rów.

Zmiany te wpły­nęły na sytu­ację kra­jo­wej kon­spi­ra­cji. 14 lutego 1942 roku wódz naczelny, gene­rał Wła­dy­sław Sikor­ski wydał roz­kaz o utwo­rze­niu Armii Kra­jo­wej. Była to for­ma­cja czy­sto woj­skowa, trzeci zwią­zek ope­ra­cyjno-stra­te­giczny Woj­ska Pol­skiego (obok Armii Pol­skiej w Wiel­kiej Bry­ta­nii, któ­rej for­ma­cją bojową był Pierw­szy Kor­pus Pol­ski, oraz Armii Pol­skiej na Wscho­dzie z Dru­gim Kor­pusem Pol­skim i Trze­cim Kor­pusem Pol­skim). Armia Kra­jowa miała być for­ma­cją zbrojną zło­żoną z róż­no­rod­nych oddzia­łów zmo­bi­li­zo­wa­nych do powsta­nia powszech­nego. Jed­nak nawet w cza­sach przed­pow­sta­nio­wych ist­niała jej Komenda Główna zaj­mu­jąca się – oprócz przy­go­to­wa­nia powsta­nia – rów­nież walką bie­żącą.

W cza­sie oku­pa­cji bar­dzo nie­wielu sze­re­go­wych żoł­nie­rzy kon­spi­ra­cyj­nych oddzia­łów zbroj­nych miało świa­do­mość ist­nie­nia Armii Kra­jo­wej: na tere­nach wiej­skich uzna­wali się za żoł­nie­rzy Bata­lio­nów Chłop­skich, a więk­szość kon­spi­ra­to­rów w War­sza­wie skła­dała przy­sięgę Pol­skiemu Związ­kowi Powstań­czemu czy po pro­stu Woj­sku Pol­skiemu. Dopiero po roz­po­czę­ciu akcji powstań­czej – a czę­sto dopiero po woj­nie, nawet kil­ka­dzie­siąt lat po jej zakoń­cze­niu – sze­re­gowi żoł­nie­rze-kon­spi­ra­to­rzy dowia­dy­wali się, że słu­żyli w Armii Kra­jo­wej.

Latem 1944 roku Armia Kra­jowa zmo­bi­li­zo­wana do powsta­nia powszech­nego sku­piała 390 tysięcy żoł­nie­rzy, ale tylko kil­ka­na­ście tysięcy wyszko­lo­nej kadry. Ponad 350 tysięcy Pola­ków potrak­to­wało sta­nię­cie do walki powstań­czej w sze­re­gach Woj­ska Pol­skiego jako natu­ralny obo­wią­zek wobec pań­stwa. Trzeba to koniecz­nie pod­kre­ślić: nie dla­tego, że Armia Kra­jowa była naj­więk­szą armią ochot­ni­czą w dzie­jach świata, ale dla­tego, że świad­czy to o suk­ce­sie Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej jako… pań­stwa oby­wa­tel­skiego.

T.P.

Wyzwolenie czy nowa okupacja?

Zwią­zek Sowiecki wyzwo­lił Pol­skę w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej. O Armii Czer­wo­nej należy wypo­wia­dać się tylko jako o życz­li­wym sojusz­niku.

17 wrze­śnia 1939 roku Rosja­nie zbroj­nie zaata­ko­wali Pol­skę i nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, że są agre­so­rami, sojusz­ni­kami Niem­ców. Gdy w czerwcu 1941 roku wybu­chła wojna mię­dzy Trze­cią Rze­szą a Związ­kiem Sowiec­kim, konieczne było zna­le­zie­nie poro­zu­mie­nia mię­dzy Pola­kami i Rosja­nami. 30 lipca pod­pi­sano umowę Sikor­ski–Maj­ski dającą nadzieję do powrotu stanu sprzed wojny. Dopóki Armia Czer­wona prze­gry­wała, Józef Sta­lin był gotowy do ustępstw. Gdy jed­nak zaczęła odno­sić suk­cesy, sto­sunki pol­sko-sowiec­kie zaczęły się psuć. Wio­sną 1943 roku po ujaw­nie­niu przez Niem­ców zbrodni katyń­skiej Moskwa zerwała sto­sunki dyplo­ma­tyczne z Pol­ską.

W 1943 roku front wschodni zaczął się prze­su­wać w stronę Pol­ski. Latem – gdy znaczna część Wehr­machtu została skie­ro­wana do walki prze­ciwko alian­tom we Wło­szech, w Gre­cji i do odpar­cia spo­dzie­wa­nego desantu we Fran­cji – postępy Armii Czer­wo­nej były dość szyb­kie. Na tyle szyb­kie, że dowódca Armii Kra­jo­wej, gene­rał Tade­usz Bór-Komo­row­ski, wydał roz­kaz roz­po­czę­cia akcji „Burza” (wzmo­żona dywer­sja prze­ciwko nie­miec­kiemu oku­pan­towi) już 20 listo­pada 1943 roku. Trzy dni wcze­śniej Rosja­nie dotarli do Koro­ste­nia – mia­sta leżą­cego tuż przy pol­skiej gra­nicy. Wów­czas jed­nak alianci zostali wyparci z grec­kich wysp, we Wło­szech zatrzy­mało ich Monte Cas­sino, a ryzyko desantu we Fran­cji zma­lało do zera. Na front wschodni zaczęły więc przy­by­wać nie­miec­kie woj­ska z Europy Zachod­niej. Wehr­macht odzy­skał prze­wagę i zdo­łał powstrzy­mać Armię Czer­woną, a nawet ją odrzu­cić: Koro­steń powró­cił w ręce Niem­ców 23 listo­pada. Szanse na szyb­kie wkro­cze­nie Sowie­tów do Pol­ski znacz­nie zma­lały.

Kolejna sowiecka ofen­sywa roz­po­częła się w grud­niu, ale nie przy­nio­sła więk­szych suk­ce­sów. Front prze­su­nął się zale­d­wie o kil­ka­na­ście kilo­me­trów i cho­ciaż 4 stycz­nia 1944 roku Armia Czer­wona prze­kro­czyła gra­nicę pol­sko–sowiecką, miało to zna­cze­nie czy­sto teo­re­tyczne: Sowieci zdo­byli przede wszyst­kim przy­gra­niczne bagna i lasy. Na prze­ło­mie lat 1943 i 1944 nie można było jed­no­znacz­nie odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy Armia Czer­wona byłaby wyzwo­li­cie­lem, czy jed­nak nowym oku­pan­tem.

Sowiec­kie inten­cje stały się jasne w lutym i marcu 1944 roku, gdy następna ofen­sywa – nie­zbyt udana – prze­su­nęła front o kolejne kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów. Armia Czer­wona opa­no­wała dwa pol­skie mia­sta woje­wódz­kie: Równe oraz Tar­no­pol. Pol­scy kon­spi­ra­to­rzy ujaw­nili się przed wkra­cza­ją­cymi Rosja­nami; zostali aresz­to­wani, a następ­nie wywie­zieni na Sybe­rię. Miesz­kań­ców tych ziem – oby­wa­teli pol­skich – wcie­lono do Armii Czer­wo­nej. Natych­mia­stowy pobór męż­czyzn ze świeżo wyzwo­lo­nych ziem sta­no­wił swego rodzaju normę – z reguły odzie­wano ich w mun­dury pole­głych wła­śnie żoł­nie­rzy. Było to jed­nak nie­zgodne z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym, które zaka­zy­wało jed­nemu pań­stwu wcie­la­nia do armii oby­wa­teli innego pań­stwa.

Z wkra­cza­ją­cymi na nasze zie­mie Sowie­tami współ­pra­co­wała pol­ska 27 Wołyń­ska Dywi­zja Pie­choty. Po zmo­bi­li­zo­wa­niu liczyła ponad 7 tysięcy żoł­nie­rzy i po samo­dziel­nym wyzwo­le­niu znacz­nej czę­ści Woły­nia nawią­zała współ­pracę z Armią Czer­woną. Ukła­dała się ona spe­cy­ficz­nie: 27 Dywi­zja Pie­choty poma­gała for­ma­cjom Armii Czer­wo­nej w walce prze­ciwko Niem­com, ale Armia Czer­wona nie kwa­piła się z nie­sie­niem pomocy 27 Dywi­zji. W kwiet­niu 1944 roku 27 Wołyń­ska Dywi­zja Pie­choty – aby unik­nąć roz­bro­je­nia przez Sowie­tów – prze­biła się przez front i w cią­głych wal­kach z Niem­cami prze­szła na Pole­sie, a póź­niej Lubelsz­czy­znę. Tu jed­nak osta­tecz­nie dopa­dli ją Sowieci i 26 lipca 1944 roku zmu­sili do zło­że­nia broni, a więk­szość kadry wywieźli do łagrów.

Do czerwca 1944 roku Armia Czer­wona dzia­łała jedy­nie na tere­nie pol­skiego Woły­nia, co utrud­niało ocenę sytu­acji przez pol­skie wła­dze w War­sza­wie. Wołyń był bowiem tere­nem, na któ­rym ukra­iń­scy ban­dyci doko­ny­wali maso­wych mor­dów na Pola­kach, więc żoł­nie­rze Armii Czer­wo­nej byli witani jako wyzwo­li­ciele wła­śnie od tych zbrodni.

22 czerwca 1944 roku Armia Czer­wona roz­po­częła ofen­sywę, która oka­zała się sku­teczna i dopro­wa­dziła do zaję­cia przez Sowie­tów znacz­nej czę­ści Pol­ski. I dopiero wtedy – a dokład­nie od 4 lipca, gdy Armia Czer­wona prze­kro­czyła gra­nicę w oko­li­cach Miń­ska Litew­skiego – wyzwo­li­ciele odsło­nili swoje praw­dziwe obli­cze. Gdy 13 lipca ruszyła ope­ra­cja lwow­sko-san­do­mier­ska, podob­nego wyzwo­le­nia doświad­czyła Mało­pol­ska.

7 lipca 1944 roku roz­po­częła się ope­ra­cja „Ostra Brama” prze­pro­wa­dzona przez Zgru­po­wa­nie Wileń­skie Armii Kra­jo­wej, która – po cięż­kich wal­kach – dopro­wa­dziła do wyzwo­le­nia Wilna. Z kolei 5 Dywi­zja Pie­choty AK szybko i spraw­nie obsa­dziła Lwów – wów­czas dru­gie pod wzglę­dem liczby miesz­kań­ców mia­sto Rze­czy­po­spo­li­tej – z któ­rego w pośpie­chu wyco­fy­wali się Niemcy. 11 Dywi­zja Pie­choty Armii Kra­jo­wej zabez­pie­czyła bory­sław­skie zagłę­bie naf­towe, unie­moż­li­wia­jąc znisz­cze­nie urzą­dzeń wydo­byw­czych. Walki z Niem­cami toczyły się nie tylko w mia­stach i na obsza­rach prze­my­sło­wych, lecz także na pol­skiej pro­win­cji – na Woły­niu, Pole­siu, Podolu, Pod­la­siu, Lubelsz­czyź­nie, Mazow­szu. Nie­stety, za każ­dym razem koń­czyły się tak samo: po zakoń­cze­niu boju i ucieczce Niem­ców dywi­zje Woj­ska Pol­skiego były ota­czane przez for­ma­cje Armii Czer­wo­nej, roz­bra­jane, a pol­scy żoł­nie­rze mor­do­wani albo osa­dzani w łagrach.

Wyni­kało to z decy­zji pod­ję­tych przez Rosjan wobec Pol­ski. Moskwa uznała, że usta­le­nia kon­fe­ren­cji w Tehe­ra­nie i prze­bieg dzia­łań wojen­nych pozwa­lają jej na cał­ko­wite opa­no­wa­nie naszego kraju. Aby tego doko­nać, musieli wyru­go­wać wszyst­kie insty­tu­cje suwe­ren­nej Rze­czy­po­spo­li­tej. Pierw­szym celem Sowie­tów były oddziały Woj­ska Pol­skiego oraz lokalne struk­tury admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej. Ich neu­tra­li­za­cja została prze­pro­wa­dzona przez NKWD pod­czas roz­po­czę­tej 25 stycz­nia 1945 roku ope­ra­cji „Sejm”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

P. Hof­f­mann, Stauf­fen­berg: A Family History 1905-1944, Quebec 2008, s. 115, Books.google.be/books?id=2k7vugCn3aEC&print­sec=front­co­ver #v=one­page&q&f=false [wróć]