Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Godzina „W” – sukces czy porażka? Czy w Powstaniu Warszawskim walczyła tylko Armia Krajowa? Jakie straty naprawdę poniosła Warszawa?
Subiektywny dwugłos historyków, w którym rzetelna analiza powstańczego zrywu z 1944 roku zyskuje gawędziarski i anegdotyczny styl narracji. Sławomir Koper i Tymoteusz Pawłowski przystępnie i konsekwentnie odkrywają zupełnie nowe, zaskakujące, a chwilami wręcz szokujące fakty sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Obalają błędne interpretacje, przełamują stereotypy i wypełniają białe plamy powstańczej epopei, wydobywając z niej wątki z różnych powodów dotychczas pomijane lub marginalizowane.
Poznajmy niedomówienia, przemilczenia i zapomnianych bohaterów 63 dni walczącej stolicy.
Tę historię przez dekady opowiadano inaczej.
Aż do teraz. Aż do tej książki.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 244
Copyright © by Sławomir Koper, 2026 Copyright © by Tymoteusz Pawłowski, 2026 Copyright © by TIME SA, 2026
Redaktor naczelny: Michał Zarzycki, mzarzycki@grupazpr.pl Redakcja: Katarzyna Litwinczuk Korekta: Małgorzata Ablewska Projekt okładki i stron tytułowych: Karolina Żelazińska-Sobiech Projekt stron rozdziałowych, skład i łamanie: TYPO Jolanta i Marek Ugorowscy
Zdjęcia w książce: domena publiczna: s. 4, 115 (lewe górne i dolne), 116 (górne), 117 (dolne i środkowe), 119, 120 (górne); Eugeniusz Lokajski: 118, 120 (dolne), 121 (dolne), 122; Bundesarchiv: 116 (dolne, 183-573-507 / CC-BY-SA 3.0), 117 (górne, 183-R97906 / Schremmer), 247 (górne, 101-001-0285-02A / Rutkowski, Heinz / CC-BY-SA 3.0; NAC: 115 (prawe górne), 245 (górne, Wacław Żdżarski); RAF: 121 (górne); Alan Wilson: 246 (dolne, CC BY-SA 2); Adrian Grycuk: 245 (górne), 251 (górne), 252 (górne); Cezary Piwowarski: 251 (dolne); Sławomir Koper: 246 (górne i środkowe), 247 (dolne), 248–250, 252 (dolne). Zdjęcia autorów pochodzą z archiwów prywatnych Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego
Wydawca: TIME SA ul. Jubilerska 10, 04-190 Warszawa facebook.com/hardewydawnictwo instagram.com/hardewydawnictwo tiktok.com/@harde.wydawnictwo Dział sprzedaży i kontakt z czytelnikami: harde@grupazpr.pl
Warszawa 2026 Wydanie pierwsze
ISBN: 978-83-8343-787-3
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Książka jest hołdem dla tych, którzy walczyli w Powstaniu, byśmy mogli cieszyć się życiem w wolnej Warszawie
Powstanie Warszawskie zajmuje szczególne miejsce w dziejach Polski i stało się legendą jeszcze podczas jego trwania. Była to bowiem największa bitwa miejska w dziejach Europy i jedyny przypadek, gdy walki z okupantem prowadzone przez siły powstańcze trwały przez ponad dwa miesiące. Do tego doszły jeszcze bezprecedensowe straty ludzkie i materialne. Było to jedyne powstanie przeciwko okupantom podczas drugiej wojny światowej, które wybuchło i nie doczekało się pomocy militarnej od sojuszników. Bojownicy z czeskiej Pragi czy Paryża mieli więcej szczęścia niż powstańcy i ludność polskiej stolicy. Tamtejsze zrywy rozpoczęły się jednak w znacznie bardziej sprzyjającej koniunkturze politycznej i wojskowej.
Na legendę powstania miała wpływ propaganda PRL-u i próby marginalizowania insurekcji trwające niemal przez cały czas rządów komunistów nad Wisłą. Gdy okazało się, że nie można zatrzeć pamięci o sierpniowym zrywie, próbowano fałszować przebieg wydarzeń, wyolbrzymiając rolę Armii Ludowej, a żołnierzy Armii Krajowej przedstawiając jako wykonawców zbrodniczych rozkazów rządu londyńskiego i zachodnich imperialistów. Według komunistów stołeczni bojownicy przeciwstawiali się woli całego narodu, którego marzeniem były zmiany społeczne i ustrojowe niesione im na karabinach Armii Czerwonej. Wiele ważnych tematów pomijano, a pojedyncze przypadki honorowania żołnierzy Armii Krajowej można uznać za swoisty wentyl bezpieczeństwa.
Niestety, na temat sierpniowej stołecznej insurekcji do dziś pokutuje wiele obiegowych opinii często niemających wiele wspólnego z prawdą historyczną. Właśnie z nimi mierzymy się, gdyż wymagają przedstawienia z innej, być może bardziej obiektywnej perspektywy. Przybliżamy zatem mało znane fakty z czasów Powstania Warszawskiego – zarówno polityczne, jak i militarne czy obyczajowe. W przypadku wydarzeń bardziej znanych prezentujemy własną interpretację, choć zdajemy sobie sprawę, że czasami może wywoływać zaskoczenie Czytelników.
W książce omawiamy też szersze tło Powstania Warszawskiego – ówczesne wydarzenia w Europie, między innymi krótkie dzieje innych powstań przeciwko Trzeciej Rzeszy. Ukazuje to stołeczną insurekcję w zupełnie innym świetle i – niestety – nie napawa optymizmem. Wyciągnięcie wniosków autorzy pozostawiają jednak Czytelnikom, nie narzucając własnych opinii.
Ważne dopełnienie stanowią rozdziały dotyczące trudnej walki o uczczenie pamięci powstania w Warszawie (Wojna na cmentarze, Wojna na pomniki), a także rozdział o tym, jak temat stołecznego zrywu przedstawiano w literaturze i kinematografii epoki PRL-u. O utworach powstałych po upadku komunizmu nie wypowiadamy się – zostawiamy to krytykom literackim i filmowym.
Książka zawiera też kilka tematów poruszanych przed kilkunastu laty przez jednego ze współautorów w publikacji Miłość w Powstaniu Warszawskim. Niemożliwe było ich całkowite pominięcie, ale w tej wersji zostały znacznie rozbudowane i zyskały nowe znaczenie. Tym bardziej że w międzyczasie badania historyczne nad Powstaniem Warszawskim istotnie się rozwinęły, a sam współautor też nieco zmienił swoje poglądy na niektóre sprawy związane z sierpniowym zrywem.
Całość zamykamy rozdziałem reprezentującym historię alternatywną. Obydwaj jesteśmy jej wielbicielami i zdajemy sobie sprawę, że czasami nawet mało znaczące wydarzenie może zmienić bieg dziejów. Takich przypadków w historii świata było wiele, zatem trudno, aby było ich pozbawione Powstanie Warszawskie.
Książka jest poświęcona pamięci Ojca jednego z autorów, Ireneusza Pawłowskiego, który w powstaniu jako dwulatek wędrował – wraz z rodzicami, Eugenią i Józefem – z Woli przez Stare Miasto do Śródmieścia, a także pamięci Janiny „Janki” Lipińskiej, sanitariuszki zgrupowania „Chrobry II”, oraz Krystyny „Oli” Pawłowskiej, sanitariuszki pułku „Baszta”.
Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski
Rozpoczęcie Powstania Warszawskiego latem 1944 roku było pozbawione sensu, trzeba było spokojnie czekać do końca wojny. Druga wojna światowa musiała bowiem zakończyć się tak, jak kończy się każdy taki konflikt – zdobyciem stolicy przegranej strony i bezwarunkową kapitulacją.
Druga wojna światowa powinna się zakończyć latem 1943 roku. Sytuacja była wówczas bardzo podobna do tej z jesieni 1918 roku, gdy dogasała pierwsza wojna światowa: w 1918 roku skapitulowały Bułgaria, Turcja i Austro-Węgry. Natomiast w 1943 roku – Włochy, czyli najważniejszy sojusznik Rzeszy strzegący jej południowej flanki.
Sukcesy Wehrmachtu na froncie wschodnim zostały zmarnowane, niemieccy cywile odczuli straszne skutki wojny – tym razem przyczyną śmierci nie były głód i grypa hiszpanka, lecz masowe bombardowania: w Hamburgu zginęło prawie 50 tysięcy mieszkańców, a milion uciekło z miasta. Rychłej kapitulacji Trzeciej Rzeszy oczekiwali nie tylko jej przeciwnicy, lecz także sojusznicy, którzy rozpoczęli pierwsze rozmowy pokojowe z aliantami, państwa neutralne, które zrywały współpracę z Berlinem, a nawet państwa okupowane: w Danii kolaboracyjny rząd odmówił wykonywania niemieckich poleceń. Nawet sami Niemcy próbowali kanałami dyplomatycznymi wysondować warunki, na jakich można by zakończyć konflikt.
Przerwania wojny chcieli w 1943 roku również Sowieci. Bitwa stalingradzka dzisiaj przedstawiana jako przełomowy moment wojny wcale nim nie była. W listopadzie 1942 roku Armii Czerwonej udało się co prawda otoczyć wojska Osi nad Wołgą, ale kontynuowały one opór do lutego, zadając Sowietom olbrzymie straty. Armia Czerwona nie zdołała też powstrzymać ewakuacji Niemców z Kaukazu i doznała upokarzającej klęski pod Charkowem. Tak wyglądała sytuacja na południowym odcinku frontu. Ale przecież główne uderzenie Sowieci przeprowadzili – a raczej próbowali przeprowadzić – w jego centralnej części. Tam, pod Rżewem, mimo strat sięgających setek tysięcy zabitych czerwonoarmistów marszałek Gieorgij Żukow nie zdołał się posunąć do przodu. Dzisiaj o operacji „Mars” wiedzą jedynie nieliczni – ta olbrzymia klęska była jednym z najbardziej chronionych sekretów Związku Sowieckiego. Podobnie jak operacja „Iskra” przeprowadzona na północnym odcinku frontu: tutaj straty również były gigantyczne, ale nie zdołano uwolnić Leningradu od oblężenia.
Gdy przebieg wojny wskazuje, że coraz trudniej odnosić sukcesy – a w takiej sytuacji znalazł się Związek Sowiecki wiosną 1943 roku, zaś Niemcy latem 1943 roku – zadaniem dyplomatów jest wynegocjowanie pokoju. Wbrew pozorom to właśnie zawarcie pokoju, a nie zniszczenie wroga, stanowi normalny koniec wojny. Wynika to nie tylko z prawa międzynarodowego – chociażby z obowiązujących w czasie drugiej wojny światowej konwencji haskich – ale przede wszystkim ze zwyczajów wojennych.
Zakończenie wojny zniszczeniem wroga, a nie podpisaniem pokoju jest sytuacją wyjątkową. Niestety, historia Polski zawiera jeden z tych wyjątków. 29 listopada 1830 roku wybuchła w Warszawie rewolucja, która obaliła króla. Był on jednocześnie carem Rosji i na czele swojej armii najechał Polskę. Wojna polsko-rosyjska zakończyła się kapitulacją Warszawy i ewakuacją rządu za granicę, ale nie skończyła się podpisaniem traktatu pokojowego.
Propaganda rosyjska dołożyła wielu starań, by przekonać Polaków, że traktatu pokojowego nie trzeba podpisywać. Zamiast terminu „wojna polsko-rosyjska 1831 roku” propagowano używanie terminu „powstanie listopadowe”, a nazwę „Królestwo Polskie” zaczęto zastępować nazwą „Kraj Nadwiślański”. Niestety, obecnie wielu Polaków wciąż ich używa, tak samo jak niewłaściwej nazwy „zabór rosyjski” zamiast „okupowane Królestwo Polskie”. Niegdyś jednak pamiętano o imponderabiliach. Niechęć Rosjan do podpisania traktatu pokojowego z Polską była jedną z przyczyn powstania 1863 roku. Dużo później, bo w 1916 roku, gdy cesarzowie Franciszek Józef i Wilhelm II wydali Akt 5 listopada, stwierdzili, że nie tworzą Królestwa Polskiego, tylko kończą z rosyjską okupacją.
Drugim przypadkiem jest wojna secesyjna. Datę jej rozpoczęcia można wskazać łatwo – to 12 kwietnia 1861 roku, gdy konfederaci zaczęli ostrzał Fortu Sumter. Ale datę końca wskazać już bardzo trudno: z reguły za koniec wojny uznaje się kapitulację armii generała Roberta E. Lee pod Appomattox 9 kwietnia 1865 roku. W maju wciąż jeszcze funkcjonował rząd Konfederacji i trwały poważne walki, których zaprzestano w czerwcu, a ostatni okręt – CSS „Shenandoah” – opuścił banderę w październiku. Prezydent Abraham Lincoln ogłosił deklarację zakończenia wojny w sierpniu 1866 roku, ale stanom południowym nie przywrócono podmiotowości: odbywało się to stopniowo do 1870 roku.
Te dwa przypadki są najważniejsze. Zadecydowały bowiem o postrzeganiu końca wojny w dzisiejszej Polsce i wpłynęły na drugowojenną politykę amerykańską. W styczniu 1943 roku przywódcy państw alianckich spotkali się na konferencji w Casablance. Jej głównym celem było ustalenie sposobów prowadzenia wojny przez Amerykanów i Brytyjczyków, ale wydano również deklarację, że alianckim celem jest bezwarunkowa kapitulacja Niemiec, Włoch i Japonii.
Bezwarunkowa kapitulacja to autorski pomysł prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano Roosevelta. Przede wszystkim chciał w ten sposób wzmocnić swoją pozycję we własnym kraju, stawiając się na równi z Abrahamem Lincolnem, prezydentem z czasów wojny secesyjnej. Chciał również zachęcić do wytrwania w walce Związek Sowiecki. Na Zachodzie zdawano sobie sprawę, że Józef Stalin rozważa podpisanie separatystycznego pokoju z Trzecią Rzeszą. Kolejnym celem było związanie z Ameryką państw alianckich, a także… osłabienie Wielkiej Brytanii. Stany Zjednoczone pamiętały bowiem, że zwycięstwo w bieżącej wojnie stanowi tylko połowę sukcesu – drugą jest zapewnienie sobie przewagi w czasach powojennych. Konieczność uzyskania bezwarunkowej kapitulacji wrogów oznaczała dłuższą wojnę, którą mogła wytrzymać jedynie silna gospodarka amerykańska.
Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill zgodził się – aczkolwiek niezbyt chętnie – na deklarację o dążeniu do bezwarunkowej kapitulacji państw Osi. Obiekcje zgłaszali również dyplomaci i generałowie, także amerykańscy. Mieli bowiem świadomość, że może to oznaczać wzrost oporu wrogów i przedłużyć wojnę. Początkowo wydawało się, że ich obiekcje są bezzasadne: latem 1943 roku Włochy dość skwapliwie przyjęły „bezwarunkowe” warunki aliantów i skapitulowały. Niemcy jednak nie byli tak racjonalni i postanowili uniknąć bezwarunkowej kapitulacji: oznaczało to walkę do końca, do momentu, aż w Niemczech nie pozostanie kamień na kamieniu.
Latem 1943 roku nie udało się doprowadzić do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec (chociaż kapitulowały Włochy). Trzecia Rzesza opanowała kryzys. Dywanowe bombardowania nie złamały morale cywilów, przywołano do porządku wahających się sojuszników i nieposłusznych kolaborantów, opanowano sytuację na Bałkanach i odebrano zajęte przez Brytyjczyków wyspy Morza Egejskiego, powstrzymano ofensywę aliantów w Italii, a na froncie wschodnim Armia Czerwona nie zdołała zniszczyć Wehrmachtu – nawet korzystając ze swojej olbrzymiej przewagi. W tej sytuacji wojna musiała trwać nadal.
Co prawda w 1944 roku prezydent Franklin Delano Roosevelt wciąż twierdził, że trzeba zmusić Niemców do bezwarunkowej kapitulacji, ale z dużo mniejszym przekonaniem niż kilkanaście miesięcy wcześniej. Jego współpracownicy – zarówno cywilni, jak i wojskowi – przekonywali go, że nie jest to optymalne rozwiązanie i w specyficznej sytuacji można by się pokusić o negocjacje. Żądania bezwarunkowej kapitulacji przestały być potrzebne Amerykanom w stosunkach z jej sojusznikami: Moskwa nie zamierzała podpisywać separatystycznego pokoju, Wielka Brytania nie prowadziła już niemal samodzielnej polityki, a Francja – wciąż potężna dzięki koloniom – stała się protektoratem Stanów Zjednoczonych.
Kolejna okazja szybkiego zakończenia drugiej wojny światowej nadarzyła się latem 1944 roku. Sytuacja Trzeciej Rzeszy była wówczas katastrofalna, o wiele gorsza niż rok wcześniej i nieporównywalnie gorsza niż jesienią 1918 roku, gdy dogasała pierwsza wojna światowa. Wyzwolona przez Polaków Warszawa byłaby ważnym argumentem w budowaniu powojennej Europy.
20 lipca 1944 roku niemieccy bojownicy o wolność i demokrację przeprowadzili zamach na Hitlera. Niestety, nie powiódł się. Gdyby jednak tak się stało, wojna zostałaby błyskawicznie zakończona, a na świecie zapanowałyby powszechny pokój i szczęśliwość.
Latem 1944 roku sytuacja militarna Trzeciej Rzeszy była katastrofalna. W maju – po bitwie pod Monte Cassino – alianci przełamali niemieckie pozycje obronne na Półwyspie Apenińskim i błyskawicznie ruszyli na północ. 6 czerwca rozpoczęło się lądowanie w Normandii, a Niemcom nie udało się wepchnąć wojsk brytyjskich i amerykańskich do morza. Alianckie lotnictwo panowało nad niemieckim niebem, niemiecka flota – także podwodna – została zneutralizowana, wojska lądowe ponosiły porażki. (Największa – ale do dziś pozostająca w cieniu innych wydarzeń – miała jednak dopiero nadejść: w sierpniu alianci wylądowali na południu Francji i w ciągu kilku tygodni wyeliminowali z walki, nie tocząc zresztą ciężkich bojów, ponad ćwierć miliona żołnierzy niemieckich).
Porażki militarne miały wpływ na sytuację gospodarczą i polityczną. Sojusznicy Trzeciej Rzeszy albo już porzucili jej sprawę, albo zamierzali to niebawem uczynić. Przed końcem lata 1944 roku u boku Trzeciej Rzeszy pozostawały jedynie Chorwacja i Węgry, a i to tylko dlatego, że oba państwa były okupowane przez Wehrmacht. Także kraje neutralne przestawały być neutralnymi pod wpływem nacisków ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Miało to wymiar gospodarczy: Hiszpania, Szwecja i Turcja zrywały kontrakty handlowe z Trzecią Rzeszą, wstrzymując dostawy surowców strategicznych, bez których fabryki nie mogły produkować uzbrojenia. Fabryki zresztą nie działały najlepiej – nie dlatego, że bombardowali je alianci, ale że zdewastowana była niemiecka sieć komunikacyjna.
Na froncie wschodnim sprawy również szły fatalnie dla Niemców. 23 czerwca rozpoczęło się kolejne z wielkich uderzeń Józefa Stalina (po wojnie pojawiła się legenda o dziesięciu stalinowskich uderzeniach; nie zaliczono do nich jednak tych, które zostały odparte przez Niemców, Rumunów i Finów). Poprzednie albo grzęzły w pozycjach obronnych wojsk Osi – tak jak wiosenne uderzenie na Rumunię, albo doprowadzały do mniejszych lub większych zmian przebiegu frontu – tak jak wiosenne uderzenia w Ukrainie i południowo-wschodniej Polsce. W Moskwie spodziewano się, że kolejna operacja – nosząca kryptonim „Bagration” – przyniesie podobne rezultaty i doprowadzi do przesunięcia frontu o kolejne kilkadziesiąt kilometrów na zachód.
Tymczasem rozpoczęta 22 czerwca 1944 roku operacja potoczyła się inaczej. Spadła bowiem na niemiecką Grupę Armii „Środek” – osłabioną wysłaniem znacznej części swoich formacji na zachód – i doprowadziła do jej dezintegracji oraz błyskawicznego zajęcia wschodniej Polski. Wynik ten zaskoczył samych Rosjan, którzy – mimo natychmiastowego wysłania rezerw przeznaczonych na południowy odcinek frontu – nie byli w stanie wykorzystać sukcesu „Bagration”. Co więcej, Moskwa zdecydowała, by główny wysiłek skierować na północ, a nie na zachód. Armia Czerwona nie zdołała jednak dotrzeć do Bałtyku.
W Berlinie zdawano sobie sprawę z sytuacji, choć jeszcze nie wszyscy dostrzegali katastrofę. Przywódcy Niemiec wywodzący się z partii nazistowskiej byli militarnymi analfabetami i widzieli jedynie to, że wojna lądowa wciąż toczy się poza terytorium Rzeszy. Rozumieli również, iż koniec konfliktu będzie oznaczał wewnętrzne rozliczenia i najprawdopodobniej doprowadzi do odsunięcia NSDAP od władzy. Byli gotowi uczynić wszystko, by ją utrzymać za każdą cenę – tym bardziej że to nie oni mieli ją płacić, lecz ich poddani. Cena okazała się bardzo wysoka: 50 procent wojennych niemieckich strat przypadło na ostatni rok walk, od czerwca 1944 roku do maja 1945 roku.
O ile nazistowscy przywódcy Niemiec nie chcieli zawrzeć pokoju, o tyle pragnęli tego nienazistowscy przywódcy Niemiec. Trzecia Rzesza wcale nie była jednolita politycznie, a lewicowość partii nazistowskiej szczególnie nie podobała się przedstawicielom prawej strony niemieckiej sceny politycznej, przede wszystkim arystokratom oraz oficerom. Arystokraci nie wzbogacili się na wojnie tak jak przemysłowcy, a wielu oficerów obawiało się, że armia niemiecka straci na znaczeniu na rzecz SS. Powstały więc dwa znaczące środowiska opozycyjne – Krąg z Krzyżowej (Kreisauer Kreis) skupiał arystokrację, a w armii funkcjonowała opozycja, na której czoło wysunął się generał Henning von Tresckow.
Oba te środowiska utrzymywały ze sobą kontakt i uznały, że wojnę można zakończyć podpisaniem pokoju. Jedyną przeszkodę w realizacji tego celu stanowili według nich Adolf Hitler i partia NSDAP. Aby rozpocząć rozmowy pokojowe, należało więc odsunąć ich od władzy. Opozycjoniści byli jednak świadomi, że jedynym sposobem odsunięcia Hitlera od władzy jest jego fizyczna likwidacja.
Przeprowadzenia zamachu na Hitlera podjął się podpułkownik Claus von Stauffenberg. Próbę podjął 20 lipca 1944 roku, ale nieskutecznie – zawiodły go nerwy. Uzbroił tylko jedną z dwóch bomb, które przenosił w teczce, i opuścił kwaterę Hitlera, nie wiedząc, jakie rezultaty przyniosła eksplozja. Okazało się, że teczka z bombą została przypadkowo przesunięta za masywną nogę stołu, co osłoniło Hitlera przed słabszym, niż zaplanowano, wybuchem.
Na wiadomość o śmierci Führera spiskowcy mieli ogłosić w Berlinie stan wyjątkowy, a władzę przejęłaby armia. SS i NSDAP odsunięto by siłą na boczny tor, a stery państwa przejęliby konspiratorzy. Plan ten zaczęto wprowadzać w życie równie nieumiejętnie, jak dokonywano zamachu na Hitlera. Gdyby nie to, że późniejsze represje doprowadziły do śmierci około pięciu tysięcy osób, można by wydarzenia z 20 lipca określić jako slapstickową komedię omyłek.
Nie wiadomo, czy likwidacja Hitlera i odsunięcie od władzy NSDAP przyniosłyby oczekiwane przez spiskowców skutki, czy alianci zgodziliby się na rozmowy pokojowe. Warto jednak przedstawić niemieckie oczekiwania. Otóż większość opozycjonistów uważała, że powojenne Niemcy powinny mieć granice sprzed 1914 roku, i to wraz z posiadłościami dawnej habsburskiej Austrii. W 1944 roku – mimo porażek na froncie – Trzecia Rzesza wciąż kontrolowała te tereny, a także wiele innych, z których spiskowcy wielkodusznie chcieli się wycofać.
W granicach powojennych Niemiec miały więc się znaleźć Alzacja i Lotaryngia, Austria, znaczna część Czech (Sudetenland, Kraj Sudetów) oraz Śląsk, Wielkopolska i Pomorze. Jeśli chodzi o stosunki polsko-niemieckie, spiskowcy byli podzieleni w swoich opiniach. Pojawiały się co prawda głosy, że żądania są zbyt daleko idące, ale niektórzy chcieli jeszcze więcej. Friedrich-Werner von der Schulenburg – ostatni ambasador Niemiec w Moskwie, współautor paktu Hitler–Stalin z 23 sierpnia 1939 roku – obstawał przy tym, by cała Polska została anektowana przez Niemcy, a granica z Rosją przebiegała na Wiśle, tak jak wynegocjował to w 1939 roku.
Obecnie niemiecka opozycja z 20 lipca – i cywilna, i wojskowa – przedstawiana jest jako pluralistyczna i tolerancyjna grupa miłujących pokój obrońców demokracji i praw człowieka, którzy dali przykład porozumiewania się i owocnej współpracy mimo różnic światopoglądowych i religijnych. Większość z nich prezentowała jednak rasistowski fanatyzm.
Henning von Tresckow brał aktywny udział w akcji „Heuaktion” polegającej na porywaniu i germanizowaniu polskich dzieci. Te, które pozytywnie przeszły selekcję, przewożono do niemieckich sierocińców. Natomiast dzieci uznane przez nazistowskich specjalistów za niepełnowartościowe rasowo miały mniej szczęścia i trafiały do niemieckich obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Kulmhof w Chełmnie nad Nerem.
„Demokrata” Claus von Stauffenberg przedstawiał zaś w swojej prywatnej korespondencji następującą opinię o Polakach: „Miejscowa ludność to niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Naród, który dobrze się czuje jedynie pod knutem. Tysiące jeńców przyczynią się na pewno do rozwoju naszego rolnictwa. W Niemczech staną się użyteczni, pilni, pracowici i niewymagający”1.
Nawet gdyby zamach z 20 lipca 1944 roku powiódł się, nie oznaczałoby to istotnej zmiany w niemieckiej polityce, a w polityce wobec Polski – żadnej. Nazistowskich bandytów w brunatnych koszulach zastąpiłaby czarna sotnia. Eliminacja Hitlera mogłaby jednak doprowadzić do rozpoczęcia rozmów pokojowych, które niekoniecznie przyjęłyby korzystny dla Polski przebieg. W takiej sytuacji Warszawa opanowana przez Armię Krajową mogłaby się stać ważnym argumentem przetargowym podczas ewentualnych rozmów pokojowych.
T.P.
Co prawda sposób, w jaki mocarstwa ustaliły kształt powojennej Europy, nazywa się porządkiem jałtańskim, ale Polska została oddana Sowietom nie w Jałcie w 1944 roku, lecz dużo wcześniej: w Teheranie, już w roku 1943. Próby zmiany sytuacji przez Polaków w roku 1944 były więc pozbawione sensu.
Konferencja w Teheranie trwała od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku. Warto zwrócić uwagę na daty. Sowieci ogłosili właśnie wielkie zwycięstwo: Armia Czerwona zajęła Kijów i zdawało się, że niepowstrzymanie idzie na zachód. Brytyjczycy i Amerykanie nie mieli się czym pochwalić – we Włoszech ich wojska utknęły pod Monte Cassino, próba uderzenia na Bałkany została powstrzymana jeszcze na wyspach Dodekanezu, ofensywa bombowa straciła impet i wyglądało, że na Pacyfiku również nic się nie dzieje.
Teheran jest stolicą Iranu, państwa zajętego zbrojnie w sierpniu 1941 roku przez Brytyjczyków i Sowietów, a następnie zmuszonego do wypowiedzenia wojny Niemcom. Chociaż jako powód ich najazdu Moskwa i Londyn podawały sympatię Irańczyków wobec Trzeciej Rzeszy, te życzliwe uczucia stanowiły tylko wymysł propagandy. Rząd Iranu deklarował chęć współpracy z Brytyjczykami – a nawet z Rosjanami – zarówno przed inwazją, jak i po niej. Inwazja nie była więc potrzebna.
Na miejsce spotkania został wybrany Teheran, ponieważ Józef Stalin obawiał się latania samolotem oraz tego, że jego zbyt długa nieobecność w kraju może się zakończyć utratą władzy. Podobny problem wyniknął również w samym Teheranie: późnym wieczorem w przeddzień konferencji Sowieci poinformowali Brytyjczyków oraz Amerykanów, że Niemcy szykują zamach na wszystkich obecnych tam przywódców. Pojawiła się więc sugestia, by prezydent Franklin Delano Roosevelt zamieszkał w ambasadzie brytyjskiej lub sowieckiej. (Stanowiły one w gruncie rzeczy odrębne dzielnice, tak jak obecna Ambasada Rosyjska w Warszawie, a poselstwo amerykańskie było małe i oddalone). Roosevelt wybrał ambasadę sowiecką.
W latach osiemdziesiątych XX wieku Francuzi i Sowieci wyprodukowali film Teheran 43 przedstawiający kulisy zamachu. Zainspirował on dyskusję o tym, czy wywiad sowiecki przechytrzył Amerykanów. Dzisiaj wiemy już, że było na odwrót: Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę, iż sytuacja została ukartowana. Postanowili ją wykorzystać i oszukać Sowietów, a także – może nawet w większym stopniu – Brytyjczyków. Przy okazji: Teheran 43 był w 1981 roku wielkim przebojem sowieckich kin, obejrzało go 47,5 miliona widzów. We Francji okazał się klapą, zgromadził w kinach dokładnie 94 335 widzów.
Powojenny kształt Europy zwykło się określać porządkiem jałtańskim – przez lata wierzono, że został on ustalony na konferencji w Jałcie w 1945 roku. Wraz z upadkiem Związku Sowieckiego – co zbiegło się w czasie z odtajnieniem wielu dokumentów w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych – historycy zauważyli, że tak naprawdę najważniejsze decyzje podjęto jeszcze w Teheranie. Nie do końca jest to jednak prawdą. Otóż konferencja dotyczyła niemal wyłącznie bieżących spraw wojskowych, a sprawy polityczne omawiano nieoficjalnie. Co więcej: wiele decyzji podjętych w 1943 roku nie przetrwało próby czasu i nie zostało potwierdzonych w roku 1945. Natomiast faktem jest, że niektóre opinie wyrażane w Teheranie o kwestii polskiej zostały później potwierdzone w Jałcie.
Konferencja w Teheranie była przede wszystkim rozgrywką Stalina i Roosevelta przeciwko Churchillowi. Premier Wielkiej Brytanii chciał, by drugą wojnę światową – tak samo jak pierwszą – zakończyć uderzeniem na Bałkanach. Wyprowadziłoby to alianckie wojska na tyły Wehrmachtu walczącego na froncie wschodnim i przywróciło znaczenie Wielkiej Brytanii w Europie Środkowej. Był to najszybszy sposób zakończenia wojny, ale nie odpowiadał on ani Amerykanom, ani Sowietom.
Moskwa bez pomocy sojuszników pragnęła opanować Europę Środkową oraz przede wszystkim Bałkany: dostęp do Bosforu i Dardaneli to marzenie zarówno carów, jak i władców Rosji sowieckiej. Stalin chciał w ten sposób zagarnąć te ziemie i zająć pozycję Wielkiej Brytanii w Europie Środkowej. Amerykanie również chcieli zastąpić Brytyjczyków w roli mocarstwa – nie zależało im na wzmocnieniu pozycji Londynu, gdyż woleli sami zostać wyzwolicielami Francji. Nie planowali lądowania na Bałkanach, które wsparłoby przedwojennych brytyjskich sojuszników. Z perspektywy Roosevelta druga wojna światowa miała doprowadzić do likwidacji europejskich mocarstw kolonialnych – czyli Francji i Wielkiej Brytanii. Jego polityka była więc zbieżna z polityką Stalina. Wspólna kwatera w ambasadzie sowieckiej pozwoliła nawiązać nić sympatii i współpracę między przywódcami ZSRS i USA.
Ustalenia konferencji w Teheranie były więc nie tyle wynikiem starań Józefa Stalina, ile efektem rozgrywki między prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem a premierem Winstonem Churchillem. Przez trzy dni dyskutowano przede wszystkim o barkach desantowych i ich liczbie na Pacyfiku, Morzu Śródziemnym oraz Atlantyku. Ostatecznie zdecydowano, że jednak jest ich zbyt mało, by przeprowadzić jednoczesne desanty, i zrezygnowano z aktywności na Morzu Śródziemnym. Była to oczywista porażka Brytyjczyków. Winston Churchill dostał jednak nagrodę pocieszenia: obietnicę powrotu do planów bałkańskich, jeśli Turcja zdecyduje się czynnie poprzeć aliantów. Nigdy to nie nastąpiło.
Rozważania polityczne dotyczyły utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych z Radą Bezpieczeństwa składającą się z wielkiej trójki oraz Chin, ale bez Francji. Roosevelt stwierdził, że narody bałtyckie muszą wyrazić swoją wolę i na tej podstawie zostaną suwerenne albo włączone w skład ZSRS. Przyjęto również do wiadomości – Stalin podszedł do tego wprost entuzjastycznie – amerykański pomysł na powojenne Niemcy. Miały zostać podzielone na pięć lub sześć państw, a strategiczne punkty – m.in. Zagłębie Ruhry, Zagłębie Saary, Kanał Kiloński – oddane pod kontrolę Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Pomysły te nie zostały zrealizowane. W zamian za to, niestety, podtrzymano część propozycji dotyczących Polski. Zaakceptowano linię Curzona jako wschodnią granicę Rzeczypospolitej wraz z odszkodowaniem w postaci nabytków na zachodzie aż po linię Odry. Warto jednak pamiętać, że ani linia Curzona, ani linia Odry nie zostały dokładnie wyznaczone. Dopiero w 1945 roku okazało się, że zmiany na wschodzie były bardzo niekorzystne dla Polski, natomiast nabytki na zachodzie – zaskakująco duże. Najważniejsze jednak stało się podporządkowanie polityczne Rzeczypospolitej Sowietom, przeciwko czemu akurat Winston Churchill stanowczo oponował w Teheranie.
Jedyne formalne irańskie ustalenie dotyczące Polski było takie, że terytorium Rzeczypospolitej znalazło się w sowieckiej strefie operacyjnej. Jednak podczas zakulisowych rozmów wypłynęły inne pomysły dotyczące powojennych losów Polski. Wszystko zależało od tego, jak potoczą się działania na froncie w 1944 roku – ewentualne sukcesy Armii Czerwonej oznaczały dla suwerennej Rzeczypospolitej wyrok śmierci.
T.P.
Armia Krajowa oraz jej poprzednik – Związek Walki Zbrojnej – były bardzo skutecznymi organizacjami konspiracyjnymi. Silne liczebnie i dobrze zorganizowane stanowiły poważne zagrożenie dla Niemców.
Najbardziej znaną polską organizacją konspiracyjną czasów pierwszej wojny światowej była Polska Organizacja Wojskowa. Miała bardzo zróżnicowany charakter. Powstała w 1914 roku i grupowała zwolenników Józefa Piłsudskiego na ziemiach pod okupacją rosyjską. Po wycofaniu się Rosjan stała się półjawną formacją paramilitarną współpracującą z Niemcami i Austriakami odbudowującymi Królestwo Polskie. W 1917 roku nastąpił jednak kryzys przysięgowy (odmowa przysięgi na wierność cesarzom niemieckiemu i austriackiemu przez polskie Legiony) – Niemcy internowali niemal wszystkich zwolenników Józefa Piłsudskiego i w praktyce rozbili POW. Odbudował ją Edward Śmigły-Rydz, znacznie zwiększając liczebność organizacji i nadając jej zupełnie inny charakter: podziemnej armii, która miała przeprowadzić zbrojne powstanie. Swój cel zrealizowała w listopadzie 1918 roku – peowiacy stali się wówczas żołnierzami Wojska Polskiego i funkcjonariuszami Policji Państwowej. Struktury POW wciąż jeszcze istniały, ale znów zmieniła się ich rola – teraz zajmowały się przede wszystkim pracą wywiadowczą, zwłaszcza na wschodzie.
Polska Organizacja Wojskowa stała się wzorem dla utworzonej już we wrześniu 1939 roku Służby Zwycięstwu Polsce. Po niespełna dwóch miesiącach SZP została rozwiązana i zastąpił ją Związek Walki Zbrojnej. Zmiana miała charakter polityczny: SZP zorganizowano na podstawie wytycznych marszałka Śmigłego-Rydza, co nie odpowiadało nowemu premierowi i wodzowi naczelnemu, generałowi Władysławowi Sikorskiemu.
Związek Walki Zbrojnej okazał się jednak tylko fasadą. Odsunięcie przez Sikorskiego sanacyjnych konspiratorów, którzy zdobywali doświadczenie podczas poprzedniej wojny, w czasach pokoju przeszli szkolenie specjalistyczne oraz korzystali z przygotowanych przed 1939 rokiem finansów i kontaktów operacyjnych, było tragicznym błędem. Nie udało się utrzymać jednolitej konspiracji na wzór POW, powstało natomiast całe mnóstwo tajnych organizacji, które należy nazwać środowiskowymi.
Konspirację wojskową tworzyli przede wszystkim podoficerowie, bowiem większość oficerów pozostała w niemieckich obozach jenieckich, natomiast szeregowym i podoficerom pozwolono wrócić do domów. Co gorsza, konspiracja wojskowa była podzielona – niemal w każdym przedwojennym garnizonie istniała odrębna organizacja.
Konspirację cywilną tworzyli natomiast działacze partyjni, korzystając z przedwojennych bojówek. Stąd też największą liczebność miały: Chłopska Straż wywodząca się z Polskiego Stronnictwa Ludowego, Narodowa Organizacja Wojskowa wywodząca się ze Stronnictwa Narodowego oraz Gwardia Ludowa wywodząca się z Polskiej Partii Socjalistycznej. (Nie należy jej mylić z komunistyczną Gwardią Ludową – agenci sowieccy ukradli tę nazwę, by wprowadzić w błąd zwolenników PPS-u).
Najbardziej aktywne i najskuteczniejsze były środowiska sanacyjne – wzgardzone i wyrzucone poza obręb Związku Walki Zbrojnej przez generała Sikorskiego. Ich organizacja nie miała oficjalnej nazwy, ale dziś określa się ją mianem Muszkieterów. Nie podporządkowali się generałowi Sikorskiemu, tylko utrzymywali bezpośrednie kontakty z wywiadem brytyjskim. Okazało się to dość istotne.
Pod koniec 1940 roku konspiracja w Polsce została rozbita. Ze względu na upadek Francji znacznie zmalały wpływy generała Sikorskiego. Owocna, niestety, okazała się współpraca NKWD z gestapo. Ważny był również brak doświadczenia konspiracyjnego. Ruszyły masowe aresztowania, a szczególnie duże straty poniosły kojarzona z lewicą Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa oraz kojarzona z prawicą Narodowa Organizacja Wojskowa.
Próbując odzyskać autorytet, Związek Walki Zbrojnej zdecydował się przeprowadzić widowiskową akcję likwidacji Igo Syma – przedwojennego aktora i niesamowicie popularnego celebryty, który stał się niemieckim kolaborantem. Egzekucję wykonano 7 marca 1941 roku. Niemiecki odwet był na tyle surowy – aresztowano ponad setkę osób, część z nich rozstrzelano, część wywieziono do Auschwitz – że przez kolejny rok Polacy powstrzymywali się przed wykonywaniem podobnych akcji likwidacyjnych.
Odbudowa polskiej konspiracji nastąpiła w drugiej połowie 1941 roku. Wpłynęło na to kilka czynników. Coraz większą skuteczność wykazywała Delegatura Rządu na Kraj – cywilny nurt konspiracji bezpośrednio związany z premierem Sikorskim. Zmarł marszałek Edward Śmigły-Rydz, który przybył do kraju, chcąc odbudować konspirację sanacyjną i stworzyć POW 2. Wreszcie w czerwcu rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka i Brytyjczycy uznali, że należy połączyć wysiłki Muszkieterów z wysiłkami wywiadu ZWZ.
Istotne były również zmiany organizacyjno-finansowe. Do końca 1941 roku konspiracja w Polsce korzystała głównie z zasobów krajowych. Łączność między krajem a rządem nie funkcjonowała najlepiej (ale funkcjonowała; na przykład belgijski rząd na wychodźstwie nawiązał łączność z konspiracją w swoim kraju dopiero w 1944 roku!). Teraz się to zmieniło. Brytyjczycy zorganizowali komórkę wywiadu Special Operations Executive (Kierownictwo Operacji Specjalnych), która w 1941 roku zaczęła skutecznie działać. Od listopada 1941 roku Brytyjczycy i Polacy przerzucali nad Wisłę cichociemnych (polscy żołnierze przeszkoleni na Zachodzie do walki konspiracyjnej). Każdy z nich wiózł rozkazy, potrzebny sprzęt oraz pieniądze. Największe znaczenie miały działania na rzecz frontu wschodniego – akcja dywersyjna „Wachlarz”. W 1942 roku została do niej skierowana połowa cichociemnych i połowa budżetu nowo utworzonej Armii Krajowej: 8 milionów ówczesnych dolarów. Dzisiejsza wartość tej sumy opiewa na ponad 162 miliony dzisiejszych dolarów.
Zmiany te wpłynęły na sytuację krajowej konspiracji. 14 lutego 1942 roku wódz naczelny, generał Władysław Sikorski wydał rozkaz o utworzeniu Armii Krajowej. Była to formacja czysto wojskowa, trzeci związek operacyjno-strategiczny Wojska Polskiego (obok Armii Polskiej w Wielkiej Brytanii, której formacją bojową był Pierwszy Korpus Polski, oraz Armii Polskiej na Wschodzie z Drugim Korpusem Polskim i Trzecim Korpusem Polskim). Armia Krajowa miała być formacją zbrojną złożoną z różnorodnych oddziałów zmobilizowanych do powstania powszechnego. Jednak nawet w czasach przedpowstaniowych istniała jej Komenda Główna zajmująca się – oprócz przygotowania powstania – również walką bieżącą.
W czasie okupacji bardzo niewielu szeregowych żołnierzy konspiracyjnych oddziałów zbrojnych miało świadomość istnienia Armii Krajowej: na terenach wiejskich uznawali się za żołnierzy Batalionów Chłopskich, a większość konspiratorów w Warszawie składała przysięgę Polskiemu Związkowi Powstańczemu czy po prostu Wojsku Polskiemu. Dopiero po rozpoczęciu akcji powstańczej – a często dopiero po wojnie, nawet kilkadziesiąt lat po jej zakończeniu – szeregowi żołnierze-konspiratorzy dowiadywali się, że służyli w Armii Krajowej.
Latem 1944 roku Armia Krajowa zmobilizowana do powstania powszechnego skupiała 390 tysięcy żołnierzy, ale tylko kilkanaście tysięcy wyszkolonej kadry. Ponad 350 tysięcy Polaków potraktowało stanięcie do walki powstańczej w szeregach Wojska Polskiego jako naturalny obowiązek wobec państwa. Trzeba to koniecznie podkreślić: nie dlatego, że Armia Krajowa była największą armią ochotniczą w dziejach świata, ale dlatego, że świadczy to o sukcesie Drugiej Rzeczypospolitej jako… państwa obywatelskiego.
T.P.
Związek Sowiecki wyzwolił Polskę w czasie drugiej wojny światowej. O Armii Czerwonej należy wypowiadać się tylko jako o życzliwym sojuszniku.
17 września 1939 roku Rosjanie zbrojnie zaatakowali Polskę i nikt nie miał wątpliwości, że są agresorami, sojusznikami Niemców. Gdy w czerwcu 1941 roku wybuchła wojna między Trzecią Rzeszą a Związkiem Sowieckim, konieczne było znalezienie porozumienia między Polakami i Rosjanami. 30 lipca podpisano umowę Sikorski–Majski dającą nadzieję do powrotu stanu sprzed wojny. Dopóki Armia Czerwona przegrywała, Józef Stalin był gotowy do ustępstw. Gdy jednak zaczęła odnosić sukcesy, stosunki polsko-sowieckie zaczęły się psuć. Wiosną 1943 roku po ujawnieniu przez Niemców zbrodni katyńskiej Moskwa zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską.
W 1943 roku front wschodni zaczął się przesuwać w stronę Polski. Latem – gdy znaczna część Wehrmachtu została skierowana do walki przeciwko aliantom we Włoszech, w Grecji i do odparcia spodziewanego desantu we Francji – postępy Armii Czerwonej były dość szybkie. Na tyle szybkie, że dowódca Armii Krajowej, generał Tadeusz Bór-Komorowski, wydał rozkaz rozpoczęcia akcji „Burza” (wzmożona dywersja przeciwko niemieckiemu okupantowi) już 20 listopada 1943 roku. Trzy dni wcześniej Rosjanie dotarli do Korostenia – miasta leżącego tuż przy polskiej granicy. Wówczas jednak alianci zostali wyparci z greckich wysp, we Włoszech zatrzymało ich Monte Cassino, a ryzyko desantu we Francji zmalało do zera. Na front wschodni zaczęły więc przybywać niemieckie wojska z Europy Zachodniej. Wehrmacht odzyskał przewagę i zdołał powstrzymać Armię Czerwoną, a nawet ją odrzucić: Korosteń powrócił w ręce Niemców 23 listopada. Szanse na szybkie wkroczenie Sowietów do Polski znacznie zmalały.
Kolejna sowiecka ofensywa rozpoczęła się w grudniu, ale nie przyniosła większych sukcesów. Front przesunął się zaledwie o kilkanaście kilometrów i chociaż 4 stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekroczyła granicę polsko–sowiecką, miało to znaczenie czysto teoretyczne: Sowieci zdobyli przede wszystkim przygraniczne bagna i lasy. Na przełomie lat 1943 i 1944 nie można było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Armia Czerwona byłaby wyzwolicielem, czy jednak nowym okupantem.
Sowieckie intencje stały się jasne w lutym i marcu 1944 roku, gdy następna ofensywa – niezbyt udana – przesunęła front o kolejne kilkadziesiąt kilometrów. Armia Czerwona opanowała dwa polskie miasta wojewódzkie: Równe oraz Tarnopol. Polscy konspiratorzy ujawnili się przed wkraczającymi Rosjanami; zostali aresztowani, a następnie wywiezieni na Syberię. Mieszkańców tych ziem – obywateli polskich – wcielono do Armii Czerwonej. Natychmiastowy pobór mężczyzn ze świeżo wyzwolonych ziem stanowił swego rodzaju normę – z reguły odziewano ich w mundury poległych właśnie żołnierzy. Było to jednak niezgodne z prawem międzynarodowym, które zakazywało jednemu państwu wcielania do armii obywateli innego państwa.
Z wkraczającymi na nasze ziemie Sowietami współpracowała polska 27 Wołyńska Dywizja Piechoty. Po zmobilizowaniu liczyła ponad 7 tysięcy żołnierzy i po samodzielnym wyzwoleniu znacznej części Wołynia nawiązała współpracę z Armią Czerwoną. Układała się ona specyficznie: 27 Dywizja Piechoty pomagała formacjom Armii Czerwonej w walce przeciwko Niemcom, ale Armia Czerwona nie kwapiła się z niesieniem pomocy 27 Dywizji. W kwietniu 1944 roku 27 Wołyńska Dywizja Piechoty – aby uniknąć rozbrojenia przez Sowietów – przebiła się przez front i w ciągłych walkach z Niemcami przeszła na Polesie, a później Lubelszczyznę. Tu jednak ostatecznie dopadli ją Sowieci i 26 lipca 1944 roku zmusili do złożenia broni, a większość kadry wywieźli do łagrów.
Do czerwca 1944 roku Armia Czerwona działała jedynie na terenie polskiego Wołynia, co utrudniało ocenę sytuacji przez polskie władze w Warszawie. Wołyń był bowiem terenem, na którym ukraińscy bandyci dokonywali masowych mordów na Polakach, więc żołnierze Armii Czerwonej byli witani jako wyzwoliciele właśnie od tych zbrodni.
22 czerwca 1944 roku Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, która okazała się skuteczna i doprowadziła do zajęcia przez Sowietów znacznej części Polski. I dopiero wtedy – a dokładnie od 4 lipca, gdy Armia Czerwona przekroczyła granicę w okolicach Mińska Litewskiego – wyzwoliciele odsłonili swoje prawdziwe oblicze. Gdy 13 lipca ruszyła operacja lwowsko-sandomierska, podobnego wyzwolenia doświadczyła Małopolska.
7 lipca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Ostra Brama” przeprowadzona przez Zgrupowanie Wileńskie Armii Krajowej, która – po ciężkich walkach – doprowadziła do wyzwolenia Wilna. Z kolei 5 Dywizja Piechoty AK szybko i sprawnie obsadziła Lwów – wówczas drugie pod względem liczby mieszkańców miasto Rzeczypospolitej – z którego w pośpiechu wycofywali się Niemcy. 11 Dywizja Piechoty Armii Krajowej zabezpieczyła borysławskie zagłębie naftowe, uniemożliwiając zniszczenie urządzeń wydobywczych. Walki z Niemcami toczyły się nie tylko w miastach i na obszarach przemysłowych, lecz także na polskiej prowincji – na Wołyniu, Polesiu, Podolu, Podlasiu, Lubelszczyźnie, Mazowszu. Niestety, za każdym razem kończyły się tak samo: po zakończeniu boju i ucieczce Niemców dywizje Wojska Polskiego były otaczane przez formacje Armii Czerwonej, rozbrajane, a polscy żołnierze mordowani albo osadzani w łagrach.
Wynikało to z decyzji podjętych przez Rosjan wobec Polski. Moskwa uznała, że ustalenia konferencji w Teheranie i przebieg działań wojennych pozwalają jej na całkowite opanowanie naszego kraju. Aby tego dokonać, musieli wyrugować wszystkie instytucje suwerennej Rzeczypospolitej. Pierwszym celem Sowietów były oddziały Wojska Polskiego oraz lokalne struktury administracji państwowej. Ich neutralizacja została przeprowadzona przez NKWD podczas rozpoczętej 25 stycznia 1945 roku operacji „Sejm”.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
P. Hoffmann, Stauffenberg: A Family History 1905-1944, Quebec 2008, s. 115, Books.google.be/books?id=2k7vugCn3aEC&printsec=frontcover #v=onepage&q&f=false [wróć]
