Tajemne życie autorów książek dla dzieci - Sławomir Koper - ebook + książka

Tajemne życie autorów książek dla dzieci ebook

Sławomir Koper

3,9

Opis

Czy autorom książek dla dzieci i młodzieży chcielibyśmy powierzyć wychowanie naszych dzieci? Niewiele wiemy o ich prawdziwym życiu, które często było znacznie bardziej dramatyczne i urozmaicone, niż dzieła, które po sobie pozostawili. A do wzorców wychowawczych często wiele im brakowało.

* Kto ty jesteś? Polak mały. Czyżbyś mnie nie rozpoznał? Władysław Bełza

* Wszystkiemu winne krasnoludki? Maria Konopnicka

* I choćby przyszło tysiąc poetów i każdy nie wiem jak się natężał… Julian Tuwim

* Ala ma Asa, który wychowa 5 pokoleń Polaków. Marian Falski

* (Bez)grzeszne lata. Dlaczego Kornel Makuszyński nie znosił dziatwy szkolnej?

* Jan Brzechwa. Czy Akademia Pana Kleksa to jedyna szkoła, której wolno mu być patronem?

* Szympans a sprawa polska. Papcio Chmiel.

* Jacek, Agatka i wygodne życie. Wanda Chotomska

* Wąsaty myśliwy od Zwierzyńca. Michał Sumiński

Autorska porcja smakowitych historii dotyczących klasyków literatury dziecięcej i młodzieżowej. Poprzednie tomy „Sekretne życie autorów lektur szkolnych” i „Nieznane losy autorów lektur szkolnych” znalazły się na listach bestsellerów.

Czy kiedykolwiek trafią do kanonu obowiązującego w szkołach?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 239

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (18 ocen)
6
8
2
1
1
Sortuj według:
Natalia_Calgary

Całkiem niezła

Jak zwykle Koper, coś tam wyszperał i napisał. Niezłe. Za to baran lovee jeszcze ze streszczeń nie wyrósł i nam nieszczęsnym takowe wciska, fuj, apage.
00
recenzowe_lovee

Nie oderwiesz się od lektury

„Tajemne życie autorów książek dla dzieci” autor Sławomir Koper to biografia znanych twórców dla dzieci. Znajdziemy tu sekrety i tajemnice takich autorów, jak Władysław Bełza – „Kto ty jesteś? Polak mały:, Juliam Tuwim-” Lokomotywa „, Henryk Jerzy Chmielewski znany jako Papcio Chmiel-” Tytus, Romek i Atomek „, Marian Falski-twórca elementarza, Kornel Makuszyński i jego” Koziołek Matołek" i wiele, wiele innych. Czy znacie, część z tych autorów albo kojarzycie te ponadczasowe dzieła, które stworzyli? Wydawałoby się, że autorzy książek dla dzieci, tworzą z miłości do malutkich, jednak prawda okazuje się inna… Część z nich nie miała własnych, nie dogadywali się z nimi albo wręcz nie chcieli mieć dzieci, niesamowite prawda? Książka Pana Sławomira jest napisana w bardzo ciekawy sposób, po prostu z wielką przyjemnością czyta się to co zostało przez niego napisane. Ma on tak zabawny i kreatywny styl, że lektura wciąga czytelnika, przy tym nieraz można się uśmiechnąć przez sposób, w jaki ukazuj...
01

Popularność




Ilustracja na okładce

Mateusz Olech, NadWyraz.com

 

Okładka

Fahrenheit 451

 

Redakcja

Katarzyna Litwinczuk

 

Korekta

Firma UKKLW – Weronika Girys-Czagowiec,

Agata Łojek

 

Dyrektor wydawniczy

Maciej Marchewicz

 

Ilustracje współczesne

Jan Tatura

 

Karykatura z epoki

Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

ISBN 9788380796737

 

© Sławomir Koper

© Copyright for Fronda PL Sp. z o.o.

 

Warszawa 2021

Wydawnictwo Fronda składa serdeczne wyrazy podziękowania sklepowi https://nadwyraz.com/

za pomoc przy realizacji niniejszego projektu.

 

WydawcaWydawnictwo Fronda Sp. z o.o.ul. Łopuszańska 3202-220 Warszawatel. 22 836 54 44, 877 37 35 faks 22 877 37 34e-mail: [email protected]

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

 

KonwersjaEpubeum

Gdy obecnie obserwujemy rozkwit literatury dla najmłodszych, trudno uwierzyć, że przez wiele lat tego rodzaju twórczość była traktowana jako gorsza czy wręcz wstydliwa. To, co stanowi teraz ważną część przemysłu księgarskiego, spychano na margines świata wydawniczego, a sami autorzy byli traktowani pobłażliwie lub wręcz ignorowani.

Powszechnie zresztą uważano, że zajmują się pisaniem dla dzieci, gdyż nie udało im się osiągnąć sukcesu w poważnej literaturze. Zresztą sami zainteresowani wyrażali podobne zdanie – wystarczy przypomnieć losy Hansa Christiana Andersena lekceważącego swoje Baśnie, chociaż to właśnie one przyniosły mu nieśmiertelną sławę.

W naszym kraju literatura dla najmłodszych pojawiła się stosunkowo późno. Przełom nadszedł wraz z twórczością Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, którą można uznać za pierwszą nowoczesną kobietę literata. Utrzymywała się z własnego pisarstwa i pracy pedagogicznej, chociaż w nieco dziwny sposób łączyła postulaty ekonomicznego wyzwolenia kobiet z tradycyjnymi poglądami na rolę płci pięknej w społeczeństwie.

Dużą wagę przykładała do wychowania najmłodszego pokolenia, wychodząc z założenia, że pierwsze lata życia decydują o całej przyszłości. Wprawdzie w jej przypadku było inaczej, gdyż wychowana w kosmopolitycznej atmosferze do 18. roku życia w ogóle nie znała polskiego, ale uznała, że nie jest to najlepszy wzorzec dla patriotycznej edukacji dzieci i młodzieży.

Tańska zadebiutowała w 1819 roku książką Pamiątka po dobrej matce, czyli Ostatnie jej rady dla córki, a rok później ukazały się Powieści moralne dla dzieci. Niebawem nadszedł też czas na pierwszy w języku polskim periodyk dla najmłodszych – w 1824 roku zaczął się bowiem ukazywać miesięcznik Rozrywki dla Dzieci, w dużej mierze tworzony osobiście przez Hoffmanową. Gdy po czterech latach przestał być wydawany, Tańska pisywała do Dziennika dla Dzieci, warszawskiej gazety codziennej. Pisemko – raczej niewielkiej objętości, gdyż najczęściej składało się zaledwie z dwóch kartek – ukazywało się przez rok. Wydano prawie 300 numerów, a nowatorskim posunięciem był fakt, że dzieci mogły nadsyłać do redakcji własne utwory – i były one drukowane.

Hoffmanowa położyła ogromne zasługi dla edukacji najmłodszych, ale z grona jej współczesnych nie wszyscy ją doceniali. Uznawano bowiem, że chociaż czasami głosiła śmiałe poglądy, to jednak preferowała „cnoty niewieście”, co w środowiskach liberalnych uchodziło za objaw głębokiego zacofania. Szczególnie że oczkiem w głowie pani Klementyny było wychowanie dziewcząt – pełniła nawet funkcję wizytatorki szkół i pensji warszawskich.

Pretensje wywoływał fakt, że Hoffmanowa twierdziła, iż edukacja nie jest koniecznością, a tylko ozdobą kobiecego umysłu, gdyż „życie domowe jest to zawód cały, jaki Wszechmocny przeznaczył kobiecie”, i o tym dziewczęta powinny pamiętać1.

„[Jej pisma dla dzieci] chybiają celu – krytykował publicysta i działacz niepodległościowy, Edward Dembowski – bo rozbudzają w dzieciach dążnością swoją próżne nabożnisiostwo, uszanowanie przesądów i ciemnoty, (…) a przeto mogą mierność tylko wykształcić”2. Dembowski widział w utworach Hoffmanowej pustkę, „miałkość, brak artyzmu i wsteczne dążności”.

Jeszcze gorzej potraktował pisarkę Juliusz Słowacki, który nie dał jej spokoju nawet po śmierci. Wieszcz najwyraźniej nie uznawał, że o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale, i w jednym z listów do matki dał wyraz swojej niechęci. Zarzucił Klementynie, że buntowała kobiety, nie oferując niczego w zamian. Twierdził, że była osobą skrajnie egzaltowaną, która sprawiła, że dziewczęta miały serca „na kluczyk od spiżarni zamknięte”. Moralność była potrzebna, ale Hoffmanowa powinna pamiętać, że „anioł żywota” miał „także skrzydła, które go częściej w powietrzu utrzymywały niż nogi”. Zakończył swoją tyradę złowieszczym „odpoczynek jej, ale nie pokój”, bo uważał, że Hoffmanowa wyrządziła tak wiele zła, iż dużo czasu musi jeszcze upłynąć, by dało się to naprawić3.

Jakkolwiek patrzeć, Tańska okazała się jednak prekursorką polskiej literatury dla dzieci, a po niej nastąpił okres zastoju. Publikowano jedynie różnego rodzaju powiastki dydaktyczne nakazujące młodemu odbiorcy posłuszeństwo wobec starszych, pobożność, altruizm i tym podobne przymioty. Natomiast bajki uznawano za wyjątkowo szkodliwe, bo dzieci nie są w stanie odróżnić realnego świata od baśniowego. Dlatego akcja utworów dla najmłodszych powinna się toczyć w środowisku dobrze im znanym z codziennego życia.

Inne stanowisko w tej kwestii reprezentowała jednak Maria Konopnicka. Zasłynęła już wcześniej utworami, które wzbudziły zgorszenie kręgów konserwatywnych, a biskup Karol Niedziałkowski określił ją nawet mianem poganki i zarzucił bluźnierstwo. Pani Maria wcale się tym jednak nie przejmowała, a na temat literatury dla dzieci miała jasno sprecyzowane poglądy.

„Dziecko nie tylko potrzebuje wiedzieć i widzieć – tłumaczyła – a dydaktyzm, w jaką bądź formę wcielony, pod jakim bądź ukryty kształtem, nie zaspokaja delikatnych poruszeń duszy dziecka. (…) Może więc to jest dobrze, gdy do dramatu dziecięcego i eposu dziecięcego przybędzie liryka dziecięca, poezja sama w sobie. (…) Taki kładę sobie zamiar. (…) Nie przychodzę dzieci uczyć ani ich bawić. Przychodzę śpiewać z nimi”4.

Faktycznie, stworzyła oddzielną dziedzinę liryki dziecięcej, którą można nazwać „poezją samą w sobie”. Był to prawdziwy przełom w literaturze dla najmłodszych, a chociaż z upływem czasu w jej utworach zaczęły się jednak pojawiać wątki moralizatorskie, nachalny dydaktyzm nie przyćmił wartości tych utworów. Tym bardziej że Konopnicka wprowadziła zupełnie nowy, ważny element – humor. Wyznawała bowiem zasadę, że dzieci mają prawo do beztroskiego dzieciństwa.

Ignorowała opinie otoczenia na temat bajek i baśni. Gdy w treści jej utworów pojawiało się zło, zawsze musiało zostać pokonane. Nieważne, czy przez bohaterów w ludzkiej postaci, czy też przez siły nadprzyrodzone. To przecież właśnie ona była autorką pierwszej polskiej baśni literackiej (O krasnoludkach i sierotce Marysi), która chyba najlepiej zniosła próbę czasu5.

Z niewiadomych jednak powodów twórczość pani Marii dla młodych odbiorców kojarzona jest obecnie głównie z Naszą szkapą. Zapewne dużą rolę odegrał w tym program szkolny, gdyż kolejne pokolenia uczniów były terroryzowane losami biednego konia i jego właścicieli. Obowiązkowe lektury mogą jednak wyrządzić wiele krzywdy, wystarczy przypomnieć odbiór Janka Muzykanta czy nawet niektórych utworów Mickiewicza. Dlatego lepiej, by Konopnicka pozostała w pamięci jako twórczyni pięknej baśni, a nie historii biednej szkapy.

Oczywiście nie brakowało złośliwych, którzy twierdzili, że Konopnicka zajęła się literaturą dla najmłodszych i użalała nad losem biednych dzieci, gdy była już osobą dobrze sytuowaną. To prawda, ale warto pamiętać, że pisarka również miała trudny okres w życiu. Gdy osiedliła się z dziećmi w Warszawie, finansowo miał jej pomagać ojciec, który jednak niebawem zmarł. Musiała więc liczyć tylko na siebie, a koszty utrzymania w dużym mieście były bardzo wysokie, zwłaszcza że należało jeszcze doliczyć wydatki na wykształcenie potomstwa. Konopnicka utrzymywała się głównie z korepetycji, gdyż redaktorzy czasopism publikujący jej pierwsze utwory uważali, że już sam fakt druku wystarcza za honorarium.

„Za 5 kopiejek dostawało się dwie bułki i serdelek – notowała – za 20 kopiejek kupić można było małe pudełko sardynek. Śledzie należały do najtańszych ryb, za 3 kopiejki już ofiarowywała śledziarka ze swej beczki solonego śledzia, po 3 kopiejki sprzedawano pomarańcze, cytryny, od których zwłaszcza wczesną wiosną złociło się na ulicach Warszawy”6.

Warto zwrócić uwagę na podane ceny: 3 kopiejki to wówczas niewiele więcej niż pół euro, zatem Konopnicka wraz z dziećmi faktycznie poznała biedę. A po latach, opisując ubóstwo swoich bohaterów, zapewne pamiętała handlarzy, którym sprzedawała na targu elementy swego dobytku, by móc nakarmić i ubrać swoje dzieci.

Konopnicka to także autorka Roty, pieśni konkurującej niegdyś z Mazurkiem Dąbrowskiego o miano polskiego hymnu. Jej słowa od urodzenia zna praktycznie każdy z nas, podobnie jak Katechizm młodego Polaka Władysława Bełzy. Tworzył on w tych samych latach, co Konopnicka, ale jego twórczość dla dorosłych została już niemal całkowicie zapomniana – nawet współcześni przyznawali, że poetą „nie był zbyt dobrym”. Jednak chyba podejrzewał, że Katechizm zapewni mu nieśmiertelną sławę.

Chociaż bowiem twierdzono, że był człowiekiem bardzo skromnym, a jego zasługi w lwowskim Ossolineum niezaprzeczalne, to można odnieść wrażenie, że miał o sobie znacznie lepsze zdanie, niż to publicznie okazywał. Być może zresztą było to spowodowane faktem, że jego wierszy uczyli się uczniowie w galicyjskich szkołach, co z czasem mogło doprowadzić u Bełzy do pewnej utraty kontaktu z rzeczywistością. Tak przynajmniej można sądzić na podstawie wspomnień młodego Józefa Wittlina.

Późniejszy poeta miał wówczas 13 lat i wracał w niedzielę pociągiem z Brzuchowic do Lwowa. W tłoku na korytarzu spotkał „dostojnego staruszka z siwą, lecz pięknie przystrzyżona brodą”, który się nim zainteresował. Spojrzał „na niego dobrotliwie i zaczął wypytywać: jak się nazywa, do jakiej szkoły chodzi, kim chciałby zostać, co czyta”. Zdenerwowany chłopak z powodu tłoku w składzie nie mógł się przenieść w inne miejsce, chociaż „nie ufał dobrotliwym starcom zadającym dziatwie niedyskretne pytania”. Co gorsza, staruszek zaczął się domagać, by Wittlin go rozpoznał, zaklinając się, że ten na pewno uczył się na pamięć jego wierszy.

„Ogarnął mnie paniczny strach – wspominał – a nuż trzeba będzie coś zarecytować. Lecz w okamgnieniu strach ustąpił ciekawości, kto to może być. Myślę, myślę – Maria Konopnicka! Błysnęło mi w mózgu, bo najwięcej wierszy i tzw. ustępów w naszych czytankach zawdzięczaliśmy poetce. Lecz zdrowy instynkt ostrzegł mnie w porę i powstrzymałem się od powiedzenia jej nazwiska na głos. Maria Konopnicka bądź co bądź była kobietą, a ten stary pan raczej nie”7.

Wittlin przypomniał sobie jednak, że oprócz Konopnickiej nie żałowano w szkole też „tasiemcowych poematów Syrokomli” i zaryzykował twierdzenie, że być może ma do czynienia właśnie z nim. Zapomniał jednak, że poeta nie żył już od ponad 40 lat.

Jego rozmówca spochmurniał, ale nie przerwał egzaminu. Zdesperowany Wittlin rzucił wreszcie nazwisko Sienkiewicza, co Bełzę wprawiło w jeszcze gorszy nastrój.

„Miły staruszek przeobraził się teraz w straszliwego dziadunia:

– Wstyd coś takiego mówić. Sienkiewicz nie pisze wierszy. A znasz ty wierszyk: »Kto ty jesteś? Polak mały!«?”8.

Owszem, Wittlin znał i „jednym tchem dopowiedział drugą zwrotkę”, chociaż nadal nie pamiętał nazwiska autora. Na szczęście Bełza się „udobruchał” i „jego próżność żywo reagująca nawet w tak podeszłym wieku została zaspokojona”. Nie przyszło mu bowiem do głowy, by uczeń znał jego wiersz, a nie kojarzył nazwiska. Dlatego zaprosił go do Ossolineum, gdzie obiecał podarować książeczkę. Jak można się domyślić, Wittlin wcale się tam nie pojawił – autor Katechizmu wystarczająco go już wystraszył.

Władysław Bełza nie miał dzieci, podobnie jak Klementyna Hoffmanowa. Konopnicka doczekała się ośmiorga potomków (dwoje zmarło w dzieciństwie), ale z dwiema córkami nie potrafiła ułożyć sobie relacji. Laury się wyrzekła, gdyż odeszła od męża, by poświęcić się karierze aktorskiej, a tego w porządnej mieszczańskiej rodzinie nie tolerowano. Jeszcze gorzej miały się sprawy z Heleną – dziewczyna borykała się z problemami psychicznymi, które objawiały się kleptomanią, a przy okazji publicznie oskarżała matkę o najgorsze przewiny. Konopnicka w jej przypadku była bezwzględna, gdyż bardziej interesował ją publiczny wizerunek niż dobro dziecka. Helena ostatecznie zmarła w zakładzie psychiatrycznym, a pisarka całkowicie wymazała ją z pamięci.

Potomstwa nie doczekał się także Kornel Makuszyński, który zawsze uchodził za jednego z najlepszych pisarzy dla dzieci i młodzieży. Co więcej – chociaż publicznie kreował się na wielbiciela najmłodszych, to w rzeczywistości nie znosił z nimi kontaktów. Nie miał też dzieci Marian Falski, ale w przypadku autora słynnego Elementarza było to spowodowane nieuleczalną chorobą jego żony. Także Tuwim nie dochował się biologicznego potomstwa (jego córka Ewa została adoptowana), natomiast Jan Brzechwa poznał swoje jedyne dziecko dopiero wtedy, gdy Krystyna miała dziewięć lat, a później też zbytnio nie przejmował się jej losem. Z kolei Wandę Chotomską łączyły toksyczne relacje z jej jedyną córką, gdyż poetka przez większość życia bardziej interesowała się własną karierą i związkiem z Eugeniuszem Stecem niż własnym dzieckiem.

To chyba raczej nie przypadek, że autorzy literatury dla najmłodszych nie potrafili sobie ułożyć stosunków z własnymi dziećmi lub w ogóle unikali posiadania potomstwa. Nie była to zresztą wyłącznie polska specjalizacja, wystarczy bowiem wspomnieć losy syna Astrid Lindgren.

Wbrew pozorom pisarze często traktowali własną twórczość wyłącznie w charakterze wykonywanego zawodu, do czego dorabiali ideologie, podczas gdy prywatnie prezentowali zupełnie inne poglądy. Chwilami można było to uznać wręcz za rozdwojenie jaźni lub przynajmniej schizofrenię, gdyby nie fakt, że dzięki uwielbieniu najmłodszych na ogół znakomicie prosperowali. Natomiast ich życie prywatne było już zupełnie inną sprawą – i właśnie o tym traktuje ta książka.

Sławomir Koper

1 Za: J.E. Dąbrowska, Klementyna. Rzecz o Klementynie z Tańskich Hoffmanowej, Białystok 2008, s. 253.

2 Za: ibidem, s. 259.

3Ibidem, s. 259-260.

4 Za: Literatura polska w okresie realizmu i naturalizmu, t. 1, Warszawa 1965, s. 333.

5 Z. Redlarska, Twórczość Marii Konopnickiej w edukacji dziecka, Repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/2708/1/Zofia%20Redlarska_Tw%C3%B3rczo%C5%9B%C4%87%20Marii%20Konopnickiej%20w%20edukacji%20dziecka.pdf [1.09.2021].

6 Za: M. Szypowska, Konopnicka, jakiej nie znamy, Poznań 2014, s. 119.

7 J. Wittlin, Mój Lwów, Wrocław 2017, s. 48.

8Ibidem, s. 48.